DZIENNIK
AUTORKA: MIA THERMOPOLIS
NIE ZAGLĄDAĆ!!!
TYLKO DLA OCZU PANI SPEARS!!!!!
WSTĘP
NAZWISKO: Amelia Mignonette Grimaldi Thermopolis Renaldo. W skrócie Mia. Jej wysokość księżniczka Genowii lub, w pewnych kręgach, po prostu księżniczka Mia.
WIEK: Czternaście lat
KLASA: Pierwsza liceum
PŁEĆ: Niech pomyślę. Ha, ha, tylko żartowałam, pani Spears! Kobieta
RYSOPIS: 1,75 m wzrostu
Krótkie mysie włosy (z jasnymi pasemkami)
Szare oczy
ROZMIAR BUTA: Czterdzieści jeden
Reszta niewarta wzmianki.
RODZICE:
MATKA: Helen Thermopolis
ZAWÓD: Malarka
OJCIEC: Artur Christoff Phillipe Gerard Grimaldi Renaldo
ZAWÓD: Książę Genowii
STAN CYWILNY RODZICÓW: Ponieważ jestem owocem studenckiego romansu, rodzice nigdy nie wstąpili w związek małżeński (ze sobą) i oboje są aktualnie stanu wolnego. I dobrze, bo tylko się kłócą. Ze sobą znaczy.
ZWIERZĘTA: Kot Gruby Louie. Biało-rudy, blisko dwanaście kilogramów żywej wagi. Kiedy jest na nas zły - bo, dajmy na to, zapomniałyśmy go nakarmić - pożera każdą skarpetę w zasięgu łapy. Lubi też błyskotki i ma sporą kolekcję kapsli oraz pęset ukrytą za sedesem. Myśli, że o niej nie wiem.
PRZYJACIELE: Moją najlepszą przyjaciółką jest Lilly Moscovitz. Przyjaźnimy się od przedszkola. Lubię spędzać z nią czas, ponieważ jest bardzo, bardzo inteligentna i ma własny program w lokalnej telewizji, Lilly wali prosto z mostu. Zawsze wymyśla ciekawe zajęcia, na przykład kradzież Partenonu ze styropianu, wykonanego przez kółko antyczne na wieczorek dla rodziców, i wyznaczenie okupu w wysokości pięciu kilogramów cytrynowych starburstów.
Nie twierdzę, że to my go podprowadziłyśmy, pani Spears. Mówię tylko, że Lilly byłaby do tego zdolna.
CHŁOPAK: Ha! Chciałabym!
MIEJSCE ZAMIESZKANIA: Od urodzenia mieszkam w Nowym Jorku z mamą, nie licząc letnich wakacji, które zawsze spędzam z tatą we francuskim château jego matki. Stałym adresem ojca jest Genowia, niewielkie europejskie państwo nad Morzem Śródziemnym, położone między Francją a Włochami. Długo utrzymywano mnie w przekonaniu, że mój ojciec jest ważnym politykiem, na przykład kimś w rodzaju burmistrza. Nikt się nie zająknął, że tak naprawdę jest członkiem królewskiego rodu, a dokładniej panującym monarchą, ponieważ Genowia to księstwo. I pewnie wciąż trwałabym w niewiedzy, gdyby tata nie zachorował na raka jąder i stał się bezpłodny, co czyni mnie, jego nieślubną córkę, jedyną spadkobierczynią. Odkąd zdradził mi ten mało znaczący sekrecik (miesiąc temu), mieszka w nowojorskim hotelu Plaza, a jego matka, czyli moja grand-m?re, księżna wdowa, uczy mnie wszystkiego, co muszę wiedzieć, aby objąć po nim tron.
Za co mogę powiedzieć tylko: dzięki. Wielkie dzięki.
Wiecie, co jest najsmutniejsze? Że wszystko tutaj jest szczerą prawdą.
CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ, PŁATNEJ WERSJI