- Możesz mi powiedzieć, po jaką cholerę pościągałaś manekiny z wystawy? Prosił cię ktoś o to?
Mira znieruchomiała, słysząc ostry ton swojej przełożonej. Mimowolnie się skuliła i mocniej zacisnęła palce na trzymanej w dłoniach lnianej koszuli.
Tylko spokojnie, nie prowokuj jej, bo znowu będzie się na ciebie darła przez pół dnia, pomyślała, obracając się powoli w stronę szefowej.
- Pani Jadwigo, umawiałyśmy się w zeszłym tygodniu, że dziś zrobię wymianę odzieży z wystawy - odezwała się Mira i odłożyła ubranie.
Nie chciała, by zostały na nim ślady jej spoconych rąk. Jeszcze tego brakowało, by dostała kolejną burę za poplamienie ciucha za osiemdziesiąt złotych. Ignorując narastające dudnienie w głowie i serce bijące jak oszalałe, spojrzała na pracodawczynię. W tej samej chwili zrozumiała, że popełniła ogromny błąd.
Jadwiga Majkowska była pięćdziesięciopięcioletnią, atrakcyjną singielką. Wysoka, zgrabna, z długimi lśniącymi blond włosami, wyglądała na dużo młodszą. Na pierwszy rzut oka sprawiała wrażenie niezwykle serdecznej osoby. Gdy cztery lata temu Mira zatrudniła się w jej sklepie odzieżowym, również dała się nabrać sympatycznemu wyrazowi twarzy Majkowskiej oraz jej obietnicom stabilnego zatrudnienia. Zgodnie z umową, którą zawarły ustnie podczas rozmowy kwalifikacyjnej, Mira miała przepracować trzy miesiące na okresie próbnym, a następnie zostać przyjęta na czas nieokreślony. Taką propozycję złożyła jej sama Jadwiga.
Dziewczyna starała się, jak mogła, by nie tylko zaimponować przełożonej, ale również zasłużyć na jej zaufanie i stałą umowę. W ciągu kwartału sama z siebie wysprzątała cały sklep, zaproponowała nowe ustawienie wieszaków i regałów, zgodziła się także na prowadzenie portali społecznościowych i tym samym reklamowanie sklepu w sieci. Wydawało jej się, że Majkowska jest z niej zadowolona, jednak po upływie trzech miesięcy szefowa podsunęła jej do podpisania umowę na... rok.
- Ale... przecież umawiałyśmy się na czas nieokreślony - przypomniała nieśmiało Mira, widząc datę widniejącą w dokumencie.
Jadwiga zmarszczyła gniewnie brwi.
- Przemyślałam swoją propozycję i uznałam, że to dla mnie zbyt ryzykowne - stwierdziła. - Jesteś jeszcze młoda, kto wie, co ci odbije, może się zaciążysz i pójdziesz sobie na wieczny urlop, a ja zostanę na lodzie. Mało to cwaniar już chciało mnie oszukać w ten sposób? - Kobieta popatrzyła na Dobrowolską, jakby ta właśnie oznajmiła, że spodziewa się dziecka i idzie na długie zwolnienie lekarskie.
Mira miała do wyboru zgodzić się i zarazem łudzić, że po roku wreszcie doczeka się obiecanej umowy na stałe albo... szukać szczęścia w odległej o półtorej godziny jazdy Warszawie.
Już raz wyruszyła na podbój stolicy i zakończyło się to dla niej dramatycznie. Zrozpaczona i okradziona, musiała prosić mamę o pożyczkę, aby zapłacić za wynajem i rachunki. Po tamtych przykrych wydarzeniach wróciła do domu rodzinnego i już w nim została. Długo zbierała się po tym, co ją spotkało, i to za sprawą człowieka, któremu bezgranicznie zaufała. Gdyby miała ponownie szukać szczęścia w Warszawie, nie byłoby to dla niej łatwe nie tylko ze względu na przeszłość, ale także... komunikację. Z Pliszowa odjeżdżało tylko kilka pociągów, w dodatku planowano zlikwidować kolejne połączenia. Mieszkańcy jej rodzinnej miejscowości dawno już przesiedli się do samochodów. Woleli stać codziennie w kilkukilometrowych korkach, niż marznąć na stacji kolejowej w oczekiwaniu na wiecznie opóźniony pociąg.
Gdyby była równie uparta i przebojowa, pewnie udałoby jej się znaleźć w Warszawie i mieszkanie, i dobrą pracę. Kłopot polegał na tym, że Mira nie miała o sobie zbyt dobrego zdania. Nie była dość sprytna ani zaradna, nie była nawet bardzo ładna, ot, przeciętna dziewczyna z równie przeciętnego miasteczka. Zarobki u Majkowskiej także nie napawały dumą. Podwyżka, premia? Mogła o tym tylko pomarzyć. Gromadziła oszczędności w ślimaczym tempie i zamartwiała się, że skończy jak wszystkie kobiety w jej rodzinie: samotna i zgorzkniała.
Zatrudnienie na czas nieokreślony otrzymała dopiero za... piątym razem. Jadwiga straszyła ją, że zamiast umowy na rok może zaoferować śmieciówkę. Nieustannie ubolewała nad niskim utargiem i obwiniała o to Mirę. Dziewczyna niemal każdego dnia wysłuchiwała, jak to kiedyś było gorzej, pracowało się na czarno, a teraz młodym się w głowie przewraca i wymuszają na pracodawcach stałe umowy. Jej szefowa zaczynała na słynnym Jarmarku Europy, gdzie handlowała ubraniami od rana do późnego popołudnia. Po likwidacji nielegalnego targowiska kobieta otworzyła własny sklep. Kilka razy zmieniała lokalizację, aż w końcu zdecydowała się na Pliszów.
Majkowska miała niewątpliwie głowę do interesów, bo te, wbrew jej narzekaniom, szły naprawdę dobrze. Sklep z odzieżą był chętnie odwiedzany, do czego w dużej mierze przyczyniła się również Mira. Konta w mediach społecznościowych, na których prezentowała atrakcyjną odzież La Moda Italiana zbierały wiele reakcji i pozytywnych komentarzy. Mira dwoiła się i troiła, aby efektywnie łączyć obowiązki doradcy klienta, sprzątaczki i specjalistki do spraw promocji i marketingu. Tak manewrowała czasem, by zdążyć ze wszystkimi zadaniami i by... Jadwiga nie miała się o co przyczepić. Płonne nadzieje, bo pomimo jej starań szefowa bez przerwy na nią pokrzykiwała i oczekiwała jeszcze więcej.
Teraz Majkowska wpatrywała się w nią, jakby obserwowała rzadki i wyjątkowo obrzydliwy okaz karalucha. Dla Miry nie było to nic nowego, zdążyła już przywyknąć do aroganckiego stylu bycia przełożonej.
- Ja się z tobą na coś umawiałam? - wycedziła starsza kobieta, nadal patrząc na Dobrowolską z odrazą. - Chyba coś ci się popieprzyło w tej pustej blond główce - warknęła. - Ubierz manekiny w to, co rano miały na sobie. Nie przypominam sobie takiej rozmowy, więc nie wciskaj mi tu kitu. Jeszcze jeden taki numer i cię zwolnię. - Spojrzała ostatni raz na Mirę i wyszła na zaplecze.
Dziewczyna z trudem powstrzymała łzy i popatrzyła na trzy manekiny. Kiedy szefowa zjawiła się w sklepie, Mira kończyła ubierać ostatniego z nich. Teraz musiała na nowo ściągnąć ciuchy i założyć te, które miały na sobie wcześniej. Zabrała się do pracy, mimo że doskonale pamiętała tamtą rozmowę. W piątek po południu Jadwiga powiedziała, że w środę trzeba przebrać manekiny w ubrania z najnowszej kolekcji. Dzisiaj nie dość, że zapierała się, iż niczego takiego nie mówiła, to jeszcze kolejny raz zagroziła Mirze, że wyrzuci ją z pracy.
Wszystko zaczęło się po podpisaniu drugiej umowy, a właściwie było obecne od początku, tylko Mira nie potrafiła jeszcze wtedy prawidłowo nazwać tego zjawiska. Akceptowała milcząco fakt, że szefowa rzadko miewa dobry humor, że odzywa się do niej lekceważąco, a czasem nawet nie zaszczyca zdawkowym "dzień dobry". Udawała, że nie słyszy, gdy Majkowska nazywała ją "kretynką" albo sugerowała, że Mira ma problemy z psychiką. W myślach wyzywała Jadwigę od najgorszych, ale w kontakcie z nią była uległa i starała się jak najmniej rzucać w oczy. Dzień po dniu pracodawczyni odbierała jej pewność siebie i godność, sprowadzała niemalże do roli służącej.
- Bo jej na to pozwalasz! - denerwowała się Marta, przyjaciółka Miry.
Znały się jeszcze z liceum, razem wyjechały na studia do Warszawy i planowały, że zrobią tam furorę. Życie szybko zweryfikowało ich szalone plany. W rezultacie obie, choć każda w innym czasie i w innych okolicznościach, powróciły do rodzinnego Pliszowa.
- Dziewczyno, przecież ta baba to klasyczny przykład mobbera! - Marta wpatrywała się w Mirę z niedowierzaniem. - Nie wytrzymałabym z tym potworem ani minuty... Wolałabym zarejestrować się w urzędzie pracy, niż pracować z taką podłą suką.
Mira cierpliwie wysłuchiwała pouczeń przyjaciółki. Zdawała sobie sprawę, że Marta chce dla niej jak najlepiej, jednak różnica polegała na tym, że Chrzanowska nigdy nie musiała się martwić o pieniądze, za to Dobrowolska od dziecka klepała mniejszą lub większą biedę. Ilekroć próbowała zmierzyć się z losem i w końcu zaznać spokojnego życia, ten kolejny raz rzucał jej kłody pod nogi.
Tak, Marta miała rację. Postępowanie Jadwigi bez najmniejszych wątpliwości można było uznać za mobbing. Mira mogłaby godzinami wyliczać, co szefowa zrobiła lub powiedziała, ile razy świadomie złamała prawo...
- Tyle razy ci mówiłam, zgłoś ją do Inspekcji Pracy i w końcu poszukaj sobie nowej roboty, gdzie będziesz szanowana i normalnie wynagradzana. Tutaj nie wolno ci nawet brać urlopu, przecież to chore i niezgodne z kodeksem! Rany, Mira, jak ty z nią wytrzymujesz? Ja bym trzasnęła drzwiami zaraz po tym numerze z drugą umową... - Marta nie kryła swojego oburzenia.
Mira dawno już przestała tłumaczyć przyjaciółce, że praca z mobberem przypomina trochę związek z narcyzem i przemocowcem. Najpierw jest słodko i miło, ignoruje się kolejne czerwone flagi, aż w końcu okazuje się, że ofiara jest już tak zastraszona i psychicznie uwikłana, że nie potrafi się sama uwolnić z toksycznej relacji. Bywały dni, że wstawała z mocnym postanowieniem, że właśnie dzisiaj powie Majkowskiej, co naprawdę o niej myśli, i demonstracyjnie rzuci wypowiedzeniem, jednak wystarczyło, że dotarła do sklepu i stanęła oko w oko z przełożoną, by jej harde nastawienie gdzieś się rozmyło.
Kontakt z Jadwigą powodował, że Mirze trzęsły się ręce, serce tłukło się w piersi niczym uwięziony ptak, a ona sama nie potrafiła sklecić jednego mądrego zdania. Przełożona doskonale zdawała sobie sprawę, jak działa na swoją pracownicę, i w pełni świadomie to wykorzystywała. Im większą wrogość oraz arogancję okazywała Mirze, tym bardziej nad nią triumfowała.
Dziewczyna otrząsnęła się z rozmyślań, słysząc, że ktoś wchodzi do sklepu. Zostawiła ostatniego manekina i podeszła do lady, uśmiechając się do pani Kariny, stałej bywalczyni.
- Dzień dobry, słyszałam, że dziś miałyście dostawę, ale chyba się pomyliłam, bo nie widziałam żadnego info na Facebooku, nie ma też manekinów na wystawie... - Kobieta spojrzała z zakłopotaniem na Mirę. - Przyszłam za wcześnie?
Zanim Dobrowolska zdążyła otworzyć usta, z zaplecza wyszła jej szefowa.
- Dzień dobry, pani Karinko - zaszczebiotała do klientki. - Wszystko się zgadza, mamy świeżą dostawę, tylko ktoś - mocno zaakcentowała słowo - zapomniał wstawić posta i przygotować na czas ekspozycję na witrynę. - Majkowska westchnęła ostentacyjnie i przewróciła oczami, jasno dając do zrozumienia, że ma na myśli Mirę.
Ta spojrzała z zaskoczeniem na przełożoną. Poczuła się jak idiotka. Niespełna godzinę temu przebrała manekiny i zamierzała je sfotografować, żeby pokazać nowe ubrania na portalach społecznościowych sklepu. Miała już nawet pomysł na fajną relację, ale właśnie wtedy zjawiła się Jadwiga i zarządziła, by na wystawę wróciły stare stroje. Teraz obarczyła całą winą Mirę, i to jeszcze przy klientce. Co za perfidne zagranie!
- Nic się nie stało, przejrzę ubrania tu, na ladzie, jeśli oczywiście można... - Karina zawahała się, widząc miny obu kobiet. Starsza miała wypisaną na twarzy satysfakcję, za to młodsza... Wyraźnie zbierało jej się na płacz. Atmosfera w sklepie nagle zrobiła się nerwowa, wręcz odpychająca. - Albo nie! - Klientka poczuła, że musi stąd jak najszybciej wyjść. - Przyjdę, gdy będą już manekiny i info w internecie. Niepotrzebnie tylko paniom namieszałam. Do widzenia! - Nie czekając na reakcję sprzedawczyń, szybko opuściła butik.
Mira popatrzyła za nią przez szybę, na której dostrzegła smugi. Zamierzała umyć okno, gdy już upora się z manekinami. To było godzinę temu, teraz sama już nie wiedziała, co ma zrobić...
- Pięknie, przez ciebie straciłyśmy naszą najlepszą klientkę - syknęła Jadwiga. - Do cholery, nie potrafisz wykonywać prostych poleceń? Za co ja ci płacę? Jesteś tak durna, że mam ochotę cię zwolnić, i to natychmiast! - Kobieta podniosła głos. - Przebieraj manekiny w nową kolekcję, tylko migiem! I umyj, do kurwy nędzy, to okno. Brudno tu jak w chlewie! - zarządziła krótko i ponownie zniknęła na zapleczu.
Mira z trudem zapanowała nad łzami, które pchały jej się pod powieki. Nie, nie wolno jej się rozpłakać, nie tu, nie przy tej... Słowo, które wyszeptała pod nosem, zagłuszyło głośne burczenie w jej brzuchu. Od śniadania nie miała niczego w ustach, nie była też jeszcze w toalecie. Potrzeby fizjologiczne musiały jednak zaczekać. Jeśli dość szybko nie przebierze tych cholernych manekinów i nie wstawi posta, ta wiedźma znowu urządzi jej awanturę.
Dziewczyna zabrała się do pracy, zastanawiając się przy tym, co jeszcze zafunduje jej dzisiaj szefowa. Drżącymi dłońmi ściągała ubrania ze sztywnej modelki, ignorując przy tym coraz większe parcie na pęcherz. Mimowolnie popatrzyła żeńskiemu manekinowi w twarz. Jego oczy były puste i pozbawione życia, jakby było mu obojętne, co się z nim dzieje.
To zupełnie jak ja, pomyślała z goryczą Mira.