Rozdział 3
- Wstawaj! Czas zmienić swoje przeznaczenie!
Dawid zerwał się nagle na równe nogi. Jego czoło nadal było mokre od potu. Chciało mu się ryczeć. Rozejrzał się dookoła. Dostał gęsiej skórki na całym ciele, a żołądek zaczął mu podjeżdżać do gardła. Nie znajdował się już w swojej sypialni. Zamiast tego leżał na zimnej posadzce, ze wszystkich stron otaczał go niebieski kolor. Wszystko zlewało się w jedną błękitną plamę, od której dostawał zawrotów głowy. Zmusił się, aby zrobić krok, i podszedł do jednej ze ścian. Oparł się o nią, aby utrzymać się na nogach. Pomieszczenie było tak wysokie, że nawet nie widział sufitu. Kiedy spojrzał w górę, niemal zatracił się w ciemności. Wielka czarna plama zdawała się wręcz pożerać wszystko wokół. Wydawało się, że zaraz zostanie przez nią pochłonięty. Ponownie rozejrzał się po pokoju.
Dopiero po chwili, gdy jego wzrok przyzwyczaił się do otoczenia, zauważył ludzkie kontury kilka kroków od niego. Otworzył usta, a jego oddech przyspieszył. Postać w równych odstępach uderzała laską o posadzkę, dźwięk stawał się coraz głośniejszy, aż w końcu nastała cisza, w której Dawid słyszał jedynie bicie własnego serca.
- Ha, ha, ha - zachichotał tajemniczy osobnik, co zmroziło krew w żyłach Dawida. Przełknął ślinę, jakby była twardym kamieniem.
Postać powoli, niczym zmora, przeszła za biurko, oświetlana przez jasnożółtą poświatę. Teraz Dawid mógł przyjrzeć jej się dokładniej. Chudy mężczyzna. Trudno było określić jego wiek, ale wydawało się, że mogą być rówieśnikami. Miał bardzo uwydatnione kości policzkowe i długi, spiczasty nos. Upiorny wygląd uzupełniała kozia broda oraz ulizane włosy zaczesane do tyłu. Mężczyzna ubrany był w eleganckie spodnie, koszulę i marynarkę, wszystko pod kolor pomieszczenia, w którym się znajdowali. Dodatkowo miał dopasowany krawat i czarną laskę.
Do Dawida zaczynało powoli docierać, że już wcześniej go spotkał. Pierwsze, co przyszło mu do głowy, to porwanie. Złapał się za głowę i kucnął, jakby chciał się uchronić przed atakiem, który mógł zaraz nastąpić. Jego oddech stał się ciężki. Szukał wzrokiem ewentualnej drogi ucieczki, niestety nie mógł dostrzec niczego, co chociaż trochę przypominałoby drzwi.
- Czas zmienić swoje przeznaczenie! - powtórzył tajemniczy jegomość. - Jestem Eryk i chcę zawrzeć z tobą kontrakt.
Dawid spojrzał na Eryka swoimi mokrymi od łez oczami. Próbował odpowiedzieć, ale przez suchość w ustach nie potrafił. Zaczął chodzić po pomieszczeniu, ostrożnie stawiając stopy, jakby był żołnierzem, który dostał zadanie, aby przejść przez pole minowe. Zignorował mężczyznę w garniturze i skierował się w stronę fotela. Myślał teraz jedynie o tym, aby usiąść i uspokoić myśli. Opadł na miękki mebel i od razu poczuł ulgę, miał wrażenie, że zrzucił z siebie ogromny ciężar.
Fascynowało go pomieszczenie, w którym się znalazł - było z jednej strony tak znajome, a z drugiej tak różne od tego, co widział do tej pory. Skojarzyło mu się z biurem jakiegoś wpływowego biznesmena.
Eryk gorączkowo zaciskał dłonie. Cały czas obserwował, co robi mężczyzna, kilka razy stuknął laską o podłogę, jakby chciał go pospieszyć, niczym nadzorca poganiający niewolników. Przeszła mu nawet przez głowę myśl, że mógłby go parę razy uderzyć w plecy. W końcu jego rozdrażnienie stało się tak silne, że musiał zacząć mówić, bo jeszcze chwila i faktycznie mógłby przyozdobić twarz śmiertelnika kilkoma dodatkowymi siniakami.
- Skończyłeś!? - wykrzyczał Eryk. - Ja wiem, że nie zawsze spotyka się Pana Przeznaczenia, ale mógłbyś się pospieszyć.
Na te słowa Dawid podniósł głowę i spojrzał na swojego rozmówcę. Gdy tylko usłyszał tytuł "Pan Przeznaczenia", wyprostował się na fotelu, a po plecach przeszedł mu nieprzyjemny dreszcz.
- Sprawuję władzę nad przeszłością, teraźniejszością i przyszłością. Wybrałem cię, bo mam dla ciebie kontrakt - wyrecytował Eryk.
- Kontrakt? - powtórzył zaskoczony Dawid.
W pierwszej chwili otworzył szeroko oczy, a potem jego umysł zaczął bombardować go pytaniami, na które nie mógł znaleźć odpowiedzi. Próbował jakoś zracjonalizować sobie wszystko, co do tej pory zobaczył. Czy to sen? Czy może został odurzony i porwany? Jednak musiał przyznać, że słowa Eryka brzmiały interesująco. Poczuł, jakby ktoś znowu rozpalił w nim wewnętrzny ogień. Mrowienie w żołądku stawało się coraz bardziej intensywne. Nie wiedział, o co może chodzić. Chciał jednak usłyszeć, co ma do powiedzenia ten tajemniczy mężczyzna.
- Odpowiedz mi na jedno pytanie. Czy chcesz, aby twoja żona wróciła? - Słowa rozniosły się echem po całym Niebieskim Pokoju.
Serce Dawida zabiło mocniej. Po jego ciele rozeszła się fala ciepła, a na twarzy zagościł szczery uśmiech.
- O czym ty mówisz? - rzucił, cały czas próbując zrozumieć swoje obecne położenie.
Strach powoli znikał, ustępując miejsca czemuś innemu. Dawid starał się nie dopuścić do siebie tego uczucia, tego na nowo rozpalonego płomienia. Powstrzymywał się, jak mógł, ale powoli zaczynał przegrywać. Racjonalne myślenie w końcu ustąpiło od dawna skrywanym uczuciom. Spojrzał jeszcze raz na szczerzącego się do niego Eryka. Ten nieszczery, sztuczny uśmiech ponownie wzbudził w nim obawy oraz strach przed nieznanym. W końcu zalała go fala bezsilności.
"Co to za popaprany sen? Najpierw podsyła mi wspomnienia, a potem pojawia się Pan Przeznaczenia i pyta, czy chcę, aby moja żona wróciła".
Jego myśli cały czas lawirowały, wywołując zawroty głowy. Nie wykluczał, że zwyczajnie mógł zostać odurzony i porwany. Szybko przyjrzał się swojemu ciału. Miał na sobie piżamę. Podniósł koszulę. Nie zauważył na skórze żadnych śladów walki. Nie wiedział, co ma zrobić. Z jednej strony liczył, że zaraz usłyszy dźwięk budzika, który zabierze go z tego koszmaru, i wróci do swojej szarej egzystencji. Z drugiej strony jednak kłębiła się z nim masa pytań. Gotowało się w nim, aż w końcu wykipiało. Musiał zapytać, o co w tym chodzi, po prostu musiał. Nie mógł przepuścić takiej okazji, zbyt mocno zżerała go ciekawość. Jego wewnętrzne rozterki przerwał Eryk - przeskakiwał z nogi na nogę, zniecierpliwiony zbyt długim milczeniem Dawida.
- Odpowiedz na pytanie! - powtórzył, tym razem bardzo stanowczym głosem.
Dawid się wyprostował. Miał kompletną pustkę w głowie. Jakby nagle ktoś nacisnął przycisk służący do kasowania. Odpowiedź była dla niego oczywista, a jednak cały czas wahał się przed wypowiedzeniem jej na głos.
- Tak, chcę, aby wróciła - wyszeptał w końcu.
Wiele razy miał nadzieję, że śmierć jego żony była tylko sennym koszmarem. Wielokrotnie kładł się spać, marząc o tym, że jak tylko się obudzi, jego Kamila będzie obok. Niestety nic takiego nigdy się nie wydarzyło. Nie wiedział, co się zaraz stanie, ale pojawiło się w nim uczucie, które dawno już w sobie zakopał. Jego serce zaczęło bić coraz mocniej, pompując do ciała ciepło, które rozchodziło się na wszystkie kończyny. Oczekiwanie na to, co miało zaraz nastąpić, zdawało się trwać w nieskończoność. Nerwowo zaczął tupać nogą.
Eryk zdawał się mieć świadomość, co w tym momencie siedzi w głowie Dawida. Zmrużył powieki i wykrzywił twarz w uśmiechu. Podszedł powoli do śmiertelnika, opierając się na swojej lasce. Wyglądał bardzo dystyngowanie i pewnie siebie - jak arystokrata z dawnych czasów. Dawid odniósł wrażenie, że właśnie zbliża się do niego sam diabeł. Pan Przeznaczenia przysiadł na drugim fotelu i założył nogę na nogę.
- Posłuchaj - zaczął powoli. - Mogę sprawić, że twoja żona wróci. - Jego oczy mieniły się jak gwiazdy.
Na te słowa Dawid chwycił Pana Przeznaczenia za garnitur, całe jego ciało drżało.
- Zrób to! - krzyknął instynktownie.
Niespodziewanie przypomniał sobie, jak kiedyś Kamila zadzwoniła do niego całkowicie zapłakana. Wtedy również dał się ponieść instynktowi, od razu wybiegł ją pocieszyć.
Eryk zdawał się niewzruszony. Z jego twarzy nie schodził nikczemny uśmiech.
- Och, zrobię. Jednak aby nie był tak łatwo, stawiam jeden warunek - odpowiedział Pan Przeznaczenia z wyraźną dumą w głosie.
- Jaki? - zapytał Dawid i wypuścił boga z uścisku. Jego dłoń cały czas drżała, jakby nagle popadł w delirium. - Zresztą nieważne, zgadzam się na wszystko - dodał po chwili z niespotykaną pewnością siebie.
Dla niego nie miało już znaczenia, czy to sen, czy jawa. Był w amoku, pochłonięty przez wizję ponownego spotkania z Kamilą. Nie interesowały go konsekwencje. Chciał tylko znowu zobaczyć uśmiech swojej żony, przytulić ją i pocałować.
- Warunek jest taki, że ona nie może się dowiedzieć, kim dla niej byłeś - odrzekł Eryk, patrząc Dawidowi prosto w oczy, chcąc zobaczyć, jak ten zareaguje.
Dawid zacisnął dłonie w pięści i poczuł nieodpartą chęć uderzenia boga w twarz. Ledwo powstrzymał się od wymierzenia ciosu. Chciał wierzyć, że Kamila naprawdę może wrócić. Wziął kilka głębokich oddechów, zaczął liczyć w myślach do dziesięciu. Pomogło, jego ciało powoli się rozluźniło, a palce znowu wyprostowały się na podłokietnikach fotela.
- Podsumujmy... - zaczął powoli Dawid. - Przypuśćmy, że to prawda i faktycznie jesteś w stanie przywracać zmarłych do życia. - Spojrzał na Eryka, dokładnie mierząc go wzrokiem. - Co ty będziesz z tego miał?
- Satysfakcję. Jak widzisz po tym pomieszczeniu, ludzie mnie fascynują. Rządzę ich przeznaczeniem, jednak jestem znudzony ciągłym siedzeniem w jednym miejscu, chcę się trochę zabawić - odpowiedział ciepłym głosem.
Dawid patrzył na Eryka. W tym momencie jego myśli lawirowały pomiędzy dwoma skrajnymi podejściami. Nie wiedząc, co ma zrobić, złapał się za głowę i zamknął oczy. Liczył, że zaraz się obudzi. Jego wewnętrzna skorupa, którą z taką pieczołowitością zbudował, zdawała się w tym momencie pękać.
- Ja nawet w Boga już nie wierzę, a mam uwierzyć w Pana Przeznaczenia? - powiedział niepewnie, ciągle trzymając się resztek zdrowego rozsądku, które mu jeszcze zostały.
- Nie martw się. Bóg też już w ludzi nie wierzy - zażartował Eryk.
Dawid naprawdę chciał dać temu wszystkiemu wiarę. Ciągle jednak czuł dziwne kłucie w sercu, jakby walczyły w nim dwie sprzeczne racje. Jedna chciała uwierzyć, że to prawda. Druga pragnęła już się obudzić.
- Wyjaśnij mi jeszcze raz ten warunek - powiedział spokojnie, patrząc tępo w podłogę.
- Tak jak mówiłem, twoja żona będzie żyć, ale nie możesz jej powiedzieć, kim dla niej byłeś.
Dawid przywołał obraz tego, co przeżywał przez ostatni rok - począwszy od terapii, przez leki, aż do problemów ze snem. Ciągle o niej myślał i rozpamiętywał dzień jej pogrzebu, kiedy całe jego życie zawaliło się jak domek z kart. Wszystko straciło sens, a on zakopał swoje szczęście razem z nią.
- Nie mogę o niej zapomnieć. Zrobię wszystko, aby wróciła, tak bardzo mi jej brakuje... - Skulił się na fotelu, jakby chciał ukryć się przed całym światem. Wyglądał teraz jak małe, niewinne dziecko, a nie dorosły mężczyzna.
Eryk spoważniał, wstał i powolnym krokiem podszedł do biurka. W pomieszczeniu słychać było jedynie odgłos jego obcasów oraz laski. Sięgnął do jednej z szuflad i wyciągnął z niej ozdobny papier. Gestem zaprosił Dawida, aby ten do niego podszedł.
Mężczyzna zbliżył się do biurka, powłócząc nogami po podłodze, szedł zgarbiony, a jego ręce zwisały bezwładnie, jakby nie wypełniały ich żadne kości. Ze spuszczoną głową stanął przed trzymanym przez Pana Przeznaczenia dokumentem.
- To nasz kontrakt, jego warunki są proste. Kamila wraca do życia, a ty będziesz dla niej kompletnie obcy - powiedział hipnotyzującym głosem Eryk.
Dawid podniósł głowę, Erykowi ukazały się jego zmęczone i napuchnięte oczy.
- Czy mogę zadać jeszcze jedno pytanie? - zapytał wypranym z emocji głosem.
Eryk, wciąż z kamienną twarzą, kiwnął głową.
- Nie będzie mnie pamiętać, ale czy jest szansa, że przypomni sobie nasze życie? - W jego głosie słychać było nadzieję.
- Wierzysz, że wasza miłość była wyjątkowa?
- Tak - odpowiedział bez wahania Dawid. To słowo sprawiło, że nagle wstąpiły w niego nowe siły. Wyprostował się i otarł łzy z twarzy.
- W takim razie wszystko jest możliwe - dokończył bóg.
Po tym zapewnieniu Dawid rozluźnił się nieco, wziął długopis i starannie złożył swój podpis na dokumencie. Kontrakt na jego oczach rozbłysnął niebieskim płomieniem i zwyczajnie zmienił się w niewielką kupkę popiołu.
- Umowa została zawarta - powiedział Pan Przeznaczenia. Jego oczy zaświeciły na niebiesko. Błyszczały jak dwa szafiry, w których można było się zatracić. - Jutro po pracy udasz się na jej grób, a teraz obudzisz się w swoim mieszkaniu - powiedział wyniosłym głosem, który wybrzmiał głośno w całym pomieszczeniu.
Ściany zaczęły się poruszać, a z bezkresnej czerni sufitu wyłonił się snop światła, który otulił Dawida. Niebieski Pokój zniknął i został zastąpiony przez białą pustkę bez żadnych odgłosów. Dawid zamknął oczy, starając się chłonąć wszechobecną jasność. Słyszał jedynie swój własny oddech. Zaczął się wznosić, przestał czuć grunt pod stopami. Nie było ani śladu Eryka czy też tego dziwacznego pokoju, jedynie powoli ogarniająca go chłodna pustka.
Zamknął oczy, dając swojemu organizmowi odpocząć. Odpłynął, unoszony przez jasne światło. Ze snu wyrwał go dźwięk budzika w telefonie. Otworzył oczy i rozejrzał się, biorąc głęboki oddech. Bolała go głowa. Znowu znalazł się w swojej sypialni. Na jego twarzy pojawił się grymas.
- To był tylko sen - powiedział do siebie smutnym i pełnym rezygnacji głosem.
Zwlekł się niechętnie z łóżka i skierował w stronę łazienki. Musiał przygotować się do pracy.