10 Brygada Kawalerii. Geneza 1 DywizjiPancernej
W okresie międzywojennym motoryzacja armii i nasycenie jej bronią pancerną stały się wyznacznikiem nowoczesności i siły państwa. Polacy pierwsze doświadczenia z bronią pancerną zdobyli podczas wojny polsko-bolszewickiej, w której przeciwko najeźdźcom wykorzystali francuskie czołgi Renault FT. W latach trzydziestych teoretycy wojskowi w wielu krajach, także w Polsce, próbowali przewidzieć, jaką rolę odegra broń pancerna na przyszłym polu walki. Coraz wyraźniejsza zarazem stawała się też konieczność modernizacji polskiej broni pancernej. W tym celu na bazie brytyjskiej tankietki Carden-Lloyd opracowano własne pojazdy typu TK - lekkie, bezwieżowe i słabo uzbrojone, ale za to zwinne, mogły pełnić jedynie funkcję rozpoznawczą. W 1931 r. pozyskano z Wielkiej Brytanii czołgi typu Vickers E. Na ich podstawie zbudowano udane czołgi 7TP.
Polska jednak znajdowała się między Niemcami a ZSRR, dwoma zaborczymi totalitaryzmami, które intensywnie rozwijały swoje armie, nasycając je bronią pancerną zorganizowaną w samodzielne związki pancerne i zmechanizowane. Stawiało to Polaków w niezwykle trudnej sytuacji. Uznano, że w istniejących warunkach najlepszym wyjściem będzie utworzenie lekkich zmotoryzowanych formacji, zdolnych powstrzymywać przeciwnika na kierunkach jego uderzeń. Miały one powstać przez zmotoryzowanie brygad kawalerii. Pierwszą taką jednostką stała się zmotoryzowana w kwietniu 1937 r. 10 Brygada Kawalerii, którą dowodził płk dypl. Antoni Durski-Trzaska.
Ćwiczenia i manewry z udziałem 10 BK, przeprowadzone w 1937 r., pokazały, że zmotoryzowana brygada jest użytecznym i perspektywicznym związkiem operacyjnym, wymaga jednak wzmocnienia bronią pancerną oraz artylerią przeciwpancerną i przeciwlotniczą.
W 1938 r. żołnierze brygady otrzymali nowe elementy umundurowania - czarne skórzane płaszcze, do których często później nawiązywano, określając formację mianem "czarnej brygady". Uzupełnieniem munduru były również charakterystyczne, pochodzące jeszcze z czasów I wojny światowej hełmy niemieckie i austro-węgierskie.
We wrześniu 1938 r. brygada uczestniczyła w wielkich manewrach na Wołyniu. Stąd pod koniec miesiąca została przetransportowana na Śląsk Cieszyński i weszła w skład Samodzielnej Grupy Operacyjnej "Śląsk" gen. bryg. Władysława Bortnowskiego. SGO "Śląsk" prowadziła działania w związku z konfliktem niemiecko-czechosłowackim i zamiarem rewindykacji Zaolzia, utraconego w 1919 r. w wyniku czechosłowackiego ataku na Polskę. W połowie października brygada została wycofana w rejon Bielska jako odwód SGO "Śląsk".
31 października 1938 r. dowództwo nad 10 Brygadą Kawalerii objął płk Stanisław Maczek. Urodzony w 1892 r. studiował filozofię we Lwowie, a w czasie I wojny światowej walczył jako oficer ck armii w Karpatach przeciwko Rosjanom oraz w Alpach przeciw Włochom. Już wówczas zyskał opinię energicznego, sumiennego i opanowanego żołnierza. Był czterokrotnie odznaczony. Służbę w ck armii zakończył jako dowódca plutonu w II Pułku Strzelców Cesarskich w stopniu podporucznika. Po rozpadzie monarchii austro-węgierskiej Stanisław Maczek wstąpił do Wojska Polskiego. W latach 1918-1919 wyróżnił się w walkach przeciwko Ukraińcom w rejonie Lwowa, Drohobycza i Stanisławowa, a potem, w 1920 r., w wojnie przeciw Rosji bolszewickiej. Po zakończeniu wojny Stanisław Maczek pozostał w służbie zawodowej. Szkolił się w Wyższej Szkole Wojennej. Był dowódcą 7 Dywizji Piechoty.
Wraz z objęciem przez płk. Maczka dowództwa nad 10 BK rozpoczął się nowy rozdział w historii jednostki. Pułkownik Maczek pragnął przekształcić swoją brygadę w jednostkę zdolną prowadzić nie tylko działania defensywne, ale także zaczepne. W tym celu potrzebował jednak czołgów. Mimo ustawicznych apeli o wzmocnienie brygady latem 1939 r. podporządkowano jej jedynie 121 Samodzielną Kompanię Czołgów Lekkich wyposażoną w 16 czołgów Vickers E. Jedną z przyczyn takiej decyzji były braki sprzętowe, częściowo wynikające z procesu organizacji drugiej jednostki zmechanizowanej WP - Warszawskiej Brygady Pancerno-Motorowej. Ostatecznie 10 Brygada Kawalerii stała się dość niewielką formacją zmotoryzowaną, stosunkowo dobrze nasyconą artylerią i bronią maszynową, choć nie bronią pancerną.
Fot. 1. Pułkownik Stanisław Maczek w otoczeniu oficerów i żołnierzy 10 BK (Izba Pamięci 10 PSK przy Muzeum Zamku w Łańcucie)
15 sierpnia 1939 r. 10 BK została skierowana pod Kraków jako odwód Armii "Kraków" gen. bryg. Antoniego Szyllinga. Trzy dni później rozpoczęto mobilizację jednostek przeznaczonych dla brygady. W ostatnich dniach sierpnia brygada osiągnęła pełne stany osobowe. Nie udało się jednak skoncentrować całości sił. Ostatecznie 10 BK ruszyła do walki w sile ponad 4 tys. żołnierzy wyposażonych w ponad 40 wozów bojowych, około 550 samochodów i ciągników, 300 motocykli, 2 baterie artylerii 100 mm i 75 mm holowanej przez półgąsienicowe ciągniki C4P, 28 dział przeciwpancernych 37 mm holowanych przez lekkie ciągniki PZInż 302, 4 działa przeciwlotnicze 40 mm z ciągnikami C2P, 4 moździerze 81 mm i 43 ckm-ów. Wartościowym wsparciem było kilka tankietek wyposażonych w działko 20 mm, zdolne zagrozić pojazdom pancernym wroga, oraz dwa działa samobieżne TKS-D z działkiem przeciwpancernym 37 mm.
Była to niewiele z porównaniu z potencjałem niemieckich jednostek pancernych. Do ataku na Polskę 1 września 1939 r. Niemcy rzucili siedem dywizji pancernych. Każda z nich liczyła ponad 11 tys. żołnierzy, ponad 300 czołgów i ponad 100 samochodów pancernych oraz ponad 2000 samochodów i 1200 motocykli. Oprócz tych jednostek do ataku ruszyły cztery dywizje lekkie - każda w sile ponad 10 tys. żołnierzy, 70 czołgów, około 90 samochodów pancernych, około 2000 aut i ponad 1000 motocykli. Do tego należy doliczyć cztery dywizje zmotoryzowane, 52 dywizje piechoty i brygadę kawalerii.
Fot. 2. Kolumna 10 BK na tle Tatr (zbiory Jędrzeja Korbala)
Przeciw tej sile Polska wystawiła łącznie formalnie 39 dywizji piechoty, 11 brygad kawalerii oraz trzy brygady górskie. Wojsko Polskie dysponowało około 1000 wozów bojowych różnych typów, wśród których znalazły się 324 czołgi lekkie, 574 czołgi rozpoznawcze i 100 samochodów pancernych. Zatem wróg miał przewagę nie tylko ilościową - w piechocie, w czołgach, lotnictwie i artylerii, ale także jakościową. Co gorsza, Polacy musieli bronić linii granicznej rozciągającej się od Słowacji aż po Prusy Wschodnie. W tych okolicznościach niemieckie związki zmechanizowane mogły wdzierać się na tyły broniących się wojsk, aby je otaczać.
10 Brygada Kawalerii otrzymała zadanie osłaniania południowej flanki Armii "Kraków" i niedopuszczenia do wejścia niemieckich jednostek pancernych z terenu Słowacji na tyły wojsk polskich. Wiadomość o wybuchu wojny dotarła do brygady około godz. 5.30. Rankiem pododdziały brygady stały się celem ataku niemieckich bombowców. Brygada wraz z podporządkowanym jej 1 pułkiem Korpusu Ochrony Pogranicza miała zamknąć wyjścia z doliny Czarnego Dunajca na północ i bezwzględnie zatrzymać nieprzyjaciela przed linią Myślenice-Dobczyce. Pododdziały brygady zajęły pozycje obronne w rejonie Jordanowa i Rabki. Naprzeciw nich stanęły niemieckie 2 Dywizja Pancerna i 4 Dywizja Lekka. 2 września doszło do pierwszych bojów z czołgami 2 DPanc. Do wieczora Niemcom, przy stracie kilkudziesięciu czołgów, udało się opanować Rabkę. W toku dalszych walk, do końca 3 września, Niemcy zdobyli Mszanę Dolną, uzyskując możliwość wyjścia na Dobczyce, Nowy Sącz i Gorlice i stwarzając tym samym zagrożenie dla tyłów Armii "Kraków".
Aby spowolnić niemieckie postępy, płk Maczek rozkazał przeprowadzenie 4 września kontruderzenia w rejony Kasiny. Do ataku ruszył 24 pułk ułanów, wsparty przez artylerię oraz dwa plutony TKS i kompanię czołgów Vickers. Polacy, odpierając niemieckie kontrataki, opanowali linię wzgórz i utrzymali ją do wieczora. Kosztem kilkunastu zabitych, dwóch vickersów i kilku tankietek zatrzymano na dobę marsz 4 Dywizji Lekkiej. Tego dnia oddziały brygady koncentrowały się na próbie obrony Myślenic, staczając szereg walk. Zagrożona na skrzydłach brygada otrzymała jednak rozkaz odwrotu przez Wiśnicz w kierunku Bochni. Ocena działań 10 BK w bitwie granicznej była stosunkowo dobra. Brygada bowiem przez pięć dni powstrzymywała przeważające siły niemieckie, tracąc stosunkowo niewielu ludzi i mało sprzętu, zadając nieprzyjacielowi straty.
6 września odziały polskie broniły się w rejonie Bochni i Wiśnicza. 7 września 10 Brygada Kawalerii zebrała się w rejonie miejscowości Wał-Ruda i Wola Radłowska nad Dunajcem. Wyczerpanie walkami, braki w zaopatrzeniu i paliwie oraz awarie sprzętu wymusiły konieczność odpoczynku i jednostka została wycofana w rejon Radomyśla Wielkiego. Ledwie jednak dotarła na miejsce, a już otrzymała rozkaz wymarszu na Rzeszów, aby osłaniać ten kierunek przed spodziewanym atakiem niemieckim. Zadaniem brygady było dalsze hamowanie postępów niemieckich w celu umożliwienia wojskom polskim obsadzenia linii obrony na Sanie.
Niestety na szlaku odwrotu utracono kontakt z czołgami 121 Samodzielnej Kompanii Czołgów Lekkich. Vickersy dołączyły do oddziałów Grupy Operacyjnej "Boruta" i ruszyły ku rzece San. Ostatnie wozy utracono w połowie września w bitwie pod Oleszycami.
Pułkownik Maczek tymczasem otrzymał rozkaz opóźniania niemieckiego natarcia wzdłuż magistrali Kraków-Lwów w celu zdobycia czasu dla zorganizowania obrony na Sanie. Zgodnie z planem, 8 września oddziały 10 BK broniły Rzeszowa przed oddziałami 4 Dywizji Lekkiej. W jednej z zasadzek Niemcy stracili sześć czołgów. Tego dnia stan brygady powiększył się o trzy wozy TK-3 - resztki 51 Samodzielnej Kompanii Czołgów Rozpoznawczych.
9 września brygada oparła się Niemcom w Łańcucie. Także i tam nieprzyjaciel poniósł straty, chcąc obejść pozycje brygady od południa. Pod Albigową doszło do cięższych walk. Polski kontratak z udziałem wozów TKS z nkm 20 mm doprowadził do zniszczenia 7 czołgów niemieckich. W trakcie walk w rejonie Łańcuta 10 BK również poniosła straty, zniszczeniu uległ m.in. drugi prototypowy TKS-D (pierwszy stracono 5 września).
Nocą z 9 na 10 września oddziały brygady dotarły do Przeworska i skierowały się na Jarosław. W walkach przeciwko brygadzie płk. Maczka w rejonie Jarosławia i Radymna Niemcy stracili kolejne czołgi.
Po południu 10 września płk Maczek został wezwany do sztabu Armii "Małopolska" we Lwowie, gdzie polecono mu osłaniać kierunek Krakowiec-Jaworów-Janów, ponieważ Niemcy przekroczyli San na południe od Radymna, otwierając sobie drogę na Lwów. W nocnym marszu brygada dotarła w rejon Jaworowa i 11 września zajęła pozycje obronne. Był to pierwszy dzień wojny, w którym żołnierze Maczka nie toczyli większych walk.
Jednak już 12 września Niemcy ponownie ruszyli do natarcia i do końca dnia zajęli Krakowiec. Tego dnia 10 BK została podporządkowana dowódcy obrony Lwowa i otrzymała rozkaz skierowania się do Żółkwi. Rozkaz wykonano nocą z 12 na 13 września.
Tymczasem 12 września niemiecka 1 Dywizja Górska zaatakowała Lwów od strony Sambora, natomiast 13 września 4 Dywizja Lekka skierowała się na Rawę Ruską. Pułkownik Maczek chciał wykorzystać okazję, aby uderzyć na jej tyły, jednak zajęcie przez żołnierzy 1 Dywizji Górskiej podlwowskich Zboisk i położonych na północ od Lwowa wzgórz zmusiło go do kontrakcji. 15 września żołnierze brygady odbili Zboiska, ale wzgórz nie zdołali opanować. Dobrze okopana, dysponująca bronią maszynową oraz wsparciem artylerii i moździerzy niemiecka obsada zadała Polakom poważne straty. Co gorsza, niebawem kontratak niemiecki wypchnął żołnierzy WP ze Zboisk. Natarcie na Zboiska powtórzono 16 września. Tym razem do ataku ruszyła cała brygada, lecz atak nie przyniósł spodziewanego sukcesu. Co prawda ponownie na krótko zdobyto Zboiska i jedno ze wzgórz, ale straty były poważne: 12 oficerów i około 100 szeregowych. Polacy byli jednak zdecydowani zająć wzgórza, walki trwały więc jeszcze w nocy z 16 na 17 września.
Rankiem 17 września oddziały polskie ponowiły atak na wzgórza i w końcu około godz. 16.00 obrona niemiecka została przełamana szturmem na bagnety. Na zdobytym wzgórzu nr 324 naliczono 40 ciał niemieckich żołnierzy, ale i straty własne były bardzo wysokie - około 100 zabitych i rannych. Niemniej podjęte walki i opanowanie wzgórz w rejonie Zboisk przyczyniły się do polepszenia sytuacji obrońców Lwowa, wiążąc oddziały 1 Dywizji Górskiej i uniemożliwiając im atakowanie miasta.
Po tym szturmie brygada otrzymała rozkaz natychmiastowego przerwania walki i ruszenia w kierunku Stanisławowa. Pułkownik Maczek po przybyciu do Lwowa dowiedział się o ataku ZSRR na Polskę. Wschodnią granicę RP przekroczyło ponad pół miliona czerwonoarmistów wyposażonych w ponad pięć tysięcy czołgów i samochodów pancernych. Ze strategicznego punktu widzenia sytuacja Polski stała się katastrofalna. Wobec tego brygadzie wydano rozkaz marszu na południe, za Dniestr, w kierunku Halicza, gdzie miała pozostawać do dyspozycji Naczelnego Wodza.
Wczesną porą 18 września oddziały 10 BK wjechały do Halicza, kierując się dalej do Stanisławowa. Tam jednak płk Maczek otrzymał rozkaz przekroczenia granicy z Węgrami. Po uzupełnieniu paliwa pododdziały brygady ruszyły zatłoczonymi górskimi drogami w kierunku przejścia granicznego w Tatarowie.
W dniach 18-19 września granicę z Węgrami przekroczyło 100 oficerów i około 2000 żołnierzy. 10 BK nadal posiadała praktycznie całą artylerię polową, wszystkie działka przeciwlotnicze, 15 wozów TK, 19 armat przeciwpancernych i co najmniej 651 pojazdów, co daje ogółem 60 proc. sprzętu posiadanego 1 września 1939 r. Jednakże straty osobowe były duże, szczególnie w 10 psk, gdzie poległo lub zostało rannych aż 70 proc. oficerów i 60 proc. szeregowych, 24 pułk stracił, zależnie od szacunków - od około 140 do prawie 200 ludzi. Dane te wyraźnie wskazują na zaciętość walk, jakie toczyła 10 BK. Jej żołnierze byli wyczerpani codziennymi bojami i nocnymi marszami na nowe pozycje. Mimo tego brygada spełniła swoje zadanie i umiejętnie dowodzona poradziła sobie dobrze, szczególnie w zadaniach, do których została powołana. Skutecznie opóźniała niemiecki atak, nie dając się otoczyć i zniszczyć, zadając przy tym Niemcom spore straty. Do końca kampanii zachowała spójność organizacyjną i mobilność.
Fot. 3. Pododdział 10 BK po przekroczeniu granicy z Węgrami. Na pierwszym planie czołgi rozpoznawcze TK, w tym dwa uzbrojone w działko 20 mm (domena publiczna)
Niemal natychmiast po przekroczeniu granicy z Węgrami oddziały 10 BK otrzymały polecenie zdania posiadanej broni. Mimo nacisków strony węgierskiej Polakom udało się jednak wypertraktować na jakiś czas zachowanie swojego uzbrojenia. Kolumny brygady skierowane zostały do miejscowości Körösmezö (Jasina). Dopiero tam żołnierze zdali część broni. 20 września brygada skierowała się doliną Cisy w kierunku Beregszász (Beregovo). W drodze żołnierze WP byli serdecznie podejmowani przez ludność węgierską, która ustawiła nawet bramy z napisami powitalnym w językach polskim i węgierskim. W okolicy Huszt (Chust) węgierska żandarmeria po raz kolejny zażądała zdania broni, którą żołnierze polscy oddali, chociaż nie bez sprzeciwu. Opór stawili żołnierze 24 pułku ułanów, którzy odmówili wykonania polecenia, na co Węgrzy tymczasowo musieli przystać. Jednakże jeszcze tego samego dnia taktownie, choć stanowczo przedstawiciele armii węgierskiej zażądali definitywnego rozbrojenia brygady, a żołnierzy i oficerów skierowano do obozów internowania mimo protestów płk. Maczka. Dowódcy udało się jedynie wynegocjować pozostawienie internowanych żołnierzy w ich własnych oddziałach i nieoddzielanie oficerów od szeregowców. Miało to później niebagatelne znaczenie w utrzymaniu morale żołnierzy i zwartości formacji. Pułkownik Maczek otrzymał też poufne zapewnienie, że władze węgierskie nie będą czynić problemów podczas "ewakuacji" żołnierzy, jeśli będzie ona "ostrożna, cicha i przeprowadzona etapami". Węgrzy nie zamierzali przeszkadzać Polakom w realizacji ich planów, ale musieli się liczyć z niemieckimi naciskami w sprawie internowanych wojsk.
Komisyjne zdanie broni odbywało się od 21 września na lotnisku w Beregszász i w Mukačewie (Munkacs). W tej tragicznej dla Polaków ceremonii armia węgierska przejęła od nich według szacunków od 650 do ponad 870 pojazdów. Następnie żołnierzy brygady skierowano do obozów. Największa grupa trafiła do tych, które znajdowały się w starej twierdzy Komárom nad Dunajem, gdzie byli przetrzymywani polscy żołnierze z innych formacji. Ponieważ twierdza była przepełniona, część żołnierzy trafiła do innych obozów w miejscowościach Párkány (24 puł) i Tapolca nad Balatonem (10 psk). Żołnierze 10 BK zostali rozmieszczeni również w takich miejscach, jak Kiscenk, Nagycenk, Nagykanizsa, Nagymaros, a także Mándok nad Cisą, gdzie ulokowano sztab brygady. Warunki w obozach były różne, np. w Mándoku dobre, ale już w twierdzy Komárom bardzo złe; wyżywienie na ogół do przyjęcia. Postawa administracji węgierskiej wobec internowanych była zróżnicowana: przyjazna w obozach Petlend-puszta czy Nayykanizsa, wroga w Komárom. W obozie Tapolca doszło do próby odebrania żołnierzom sztandaru, a także kancelarii pułkowej i magazynu żywnościowego. Polacy przyjęli jednak zdecydowaną postawę, zmuszając Węgrów do odstąpienia w obawie przed buntem. Po kilku dniach jednak żołnierzy z Tapolcy przeniesiono do folwarku Petlend-puszta koło Kapuváru. Traktowanie żołnierzy polskich w Komárom doprowadziło nawet do pisemnego protestu Szefa Przedstawicielstwa WP w Budapeszcie.
Węgrzy zasadniczo nie czynili polskim żołnierzom trudności w opuszczaniu ich kraju w celu dotarcia do formowanej we Francji armii. Jednym z pierwszych żołnierzy 10 BK, który przetarł szlak, był mjr Franciszek Skibiński. Już 22 września wraz z dwoma oficerami udał się, za zgodą dowódcy brygady, prywatnym samochodem do Budapesztu. Po zaopatrzeniu się w fałszywe dokumenty grupa ruszyła koleją przez Jugosławię i Włochy do Francji, dokąd dotarła 24 września. Jeden z uczestników wyprawy, rtm. dypl. Stanisław Maleszewski, zaopatrzony w Paryżu w pełnomocnictwa, środki finansowe i dokumenty, wrócił na Węgry z zadaniem rozpoczęcia ewakuacji żołnierzy 10 BK. Kolejnym etapem był wyjazd do Francji płk. Maczka z grupą oficerów sztabowych około 20 października. Podróż odbyła się koleją przez Włochy, z wykorzystaniem fałszywych dokumentów tożsamości. Dowódca 10 BK przyjechał do Paryża 21 października. Nowy Naczelny Wódz, gen. broni Władysław Sikorski, wysoko ocenił zdolności dowódcze płk. Stanisława Maczka, awansując go do stopnia generała brygady i odznaczając Krzyżem Złotym Orderu Wojennego Virtuti Militari.
Ewakuacja żołnierzy gen. Maczka do Francji, mimo prób jej storpedowania przez Niemców, przebiegała dość sprawnie i większość z nich znalazła się tam jesienią 1939 r. Polskie Siły Zbrojne we Francji organizowane były na podstawie polsko-francuskiej umowy wojskowej podpisanej już 9 września 1939 r. Początkowo planowano stworzenie polskich oddziałów wojskowych z licznej polskiej emigracji zarobkowej we Francji. 12 września władze francuskie przekazały stronie polskiej na ośrodek formowania jednostek WP obóz ćwiczebny Coëtquidan.
Generał Maczek został mianowany jego komendantem. Wśród napływających do obozu żołnierzy różnych formacji wyszukiwał on swoich dawnych podkomendnych, a także specjalistów od broni pancernej, kierowców, mechaników itp., pragnąc odtworzyć 10 BK. Stworzył w tym celu grupę pancerno-motorową podzieloną na oddziały - oddział czołgów, samochodów pancernych oraz szkolny. W grudniu w miejsce grupy pancerno-motorowej powstał batalion czołgów pod dowództwem mjr. dypl. Leonarda Furs-Żyrkiewicza, stacjonujący w Campénéac.
4 stycznia 1940 r. w Paryżu, po długich i trudnych pertraktacjach, gen. Sikorski i premier Édouard Daladier podpisali nową polsko-francuską umowę wojskową, stwarzającą możliwość dalszej rozbudowy polskiej armii. Jeszcze w styczniu 1940 r. przystąpiono do organizowania 2 batalionu czołgów pod dowództwem mjr. Zygmunta Chabowskiego.
W początkach lutego 1940 r. jako zalążek planowanej dywizji zmechanizowanej utworzono Obóz Oddziałów Pancerno-Motorowych pod dowództwem gen. Maczka. Sztab obozu kwaterował w Boll?ne na południu Francji, w domu samego Ludwika Pasteura1. W rejon ten skierowano Zgrupowanie Pancerne w składzie 1 i 2 batalionu czołgów oraz Centrum Wyszkolenia Broni Pancernej. Oddziały rozmieszczono w Sainte-Cécile-les-Vignes, Cairanne i Piolenc. Niebawem utworzono też zalążki 3 i 4 batalionu czołgów.
W okolice Boll?ne skierowano także Zgrupowanie Kawalerii Motorowej, na którego czele stanął dowódca 24 pułku ułanów, płk dypl. Kazimierz Dworak. W skład zgrupowania wchodził pułk kawalerii zmotoryzowanej, mający dwa bataliony noszące imiona pułków 10 BK (im. 10 PSK oraz im. 24 Pułku Ułanów), oraz batalion szkolny. Oddział 24 pułku ułanów zakwaterowano w Mondragon, a oddział 10 pułku strzelców konnych w Mornas.
Bataliony czołgów miały stać się zawiązkiem przyszłej brygady pancernej, Zgrupowanie Kawalerii - brygady zmotoryzowanej, a powstałe w kwietniu 1940 r. i rozmieszczone w Lapalud Zgrupowanie Artylerii - oddziałów artylerii dywizyjnej.
Rozpoczęło się szkolenie, które utrudniały poważne braki w wyposażeniu, a brakowało wszystkiego, nawet broni ręcznej. W tych warunkach szkolenie miało charakter bardziej teoretyczny niż praktyczny. Apele o przydzielenie pojazdów, choćby kilku starych, przyniosły skutek jedynie w przypadku Zgrupowania Broni Pancernej, które otrzymało 40 przestarzałych czołgów Renault FT, rozdzielonych między bataliony czołgów. Były to maszyny całkowicie nieprzydatne na ówczesnym polu walki.
Do żołnierzy gen. Maczka dotarło tylko kilka nowoczesnych wozów, i to właściwie przypadkowo. W 1940 r. Francuzi planowali wesprzeć walczącą z sowiecką agresją Finlandię przez wysłanie tam korpusu ekspedycyjnego. W jego skład miały wejść Samodzielna Brygada Strzelców Podhalańskich (która później pod dowództwem gen. bryg. Zygmunta Bohusza-Szyszki wzięła udział w bitwie o Narwik) i niewielki oddział pancerny, tzw. kompania fińska. Gdy z powodu rozejmu na froncie fińsko-sowieckim (13 marca 1940 r.) sprawa pomocy upadła, kompanię fińską, wyposażoną w trzy czołgi Hotchkiss H-39, przydzielono do 1 batalionu czołgów.
Mimo że polskie działania w kierunku mechanizacji armii we Francji nie były zgodne z początkowymi oczekiwaniami strony francuskiej, dążącej do sformowania z polskich żołnierzy dywizji piechoty, gen. Maczek był rzecznikiem stworzenia w ramach WP Lekkiej Dywizji Zmechanizowanej (DLM - Division Lég?re Mécanique). Była to stosunkowo silna jednostka wyposażona etatowo w 188 czołgów, w tym 96 bardzo dobrych jak na owe czasy pojazdów Somua S-35 (o których zakup Polacy bezskutecznie zabiegali jeszcze przed wojną). Jednakże francuskie dowództwo niechętnie patrzyło na tworzenie samodzielnych jednostek pancernych nawet w strukturze własnej armii, a doświadczenie zdobyte podczas walk w Polsce zostało zignorowane. Generał Maczek, podobnie jak inni polscy dowódcy, nie dawał mimo to za wygraną. W efekcie stanowisko Francuzów powoli ulegało zmianie. Po ataku Niemiec na Danię i Norwegię przyspieszono prace nad rozwojem polskich wojsk pancernych we Francji. Zamierzano nawet utworzyć nie jedną, lecz dwie jednostki pancerne - dywizję pancerną i brygadę zmechanizowaną, ale miały one powstać dopiero w 1941 r. Ostatecznie nigdy do tego nie doszło, gdyż 10 maja Niemcy rozpoczęli realizację planu "Fall Gelb". Ofensywa nadała bieg sprawom organizacji polskiej formacji. W nowych okolicznościach Francuzi zgodzili się na utworzenie polskiej Brygady Lekkiej Mechanicznej, nazwanej 10 Brigade Motorisée Polonaise. Jednostka miała się składać z pułku czołgów, pułku kawalerii zmotoryzowanej, dywizjonu artylerii, dywizjonu przeciwpancernego, baterii przeciwlotniczej, szwadronu łączności, kompanii saperów i innych służb.
Tymczasem Niemcy, uderzając we Flandrii na wojska alianckie, wciągnęli je w pułapkę. Kilka dni później oddziały niemieckiej Grupy Armii "A" rozpoczęły atak na wojska sprzymierzone od strony silnie zalesionego Masywu Ardeńskiego i przekroczyły Mozę w rejonie Sedanu, omijając Linię Maginota. Tak jak rok wcześniej w Polsce, tak teraz we Francji oddziały niemieckie parły przed siebie, wchodząc na tyły wojsk francuskich i paraliżując ich opór za pomocą lotnictwa i artylerii. Zadanie powstrzymania Niemców i zatkania wyłomu otrzymały sformowane w zgodzie z najnowszymi założeniami francuskie dywizje pancerne. Jednakże Francuzi nie zdołali właściwie wykorzystać swojego potencjału, gdyż w warunkach niemieckiej dominacji w powietrzu nie potrafili skoordynować i skoncentrować własnych sił.
Wraz z postępem niemieckiej ofensywy w szeregi armii francuskiej wkradał się coraz większy chaos. Aby ustabilizować osłabiony front, ściągano wszystkie rezerwy. W końcu maja 1940 r. żołnierze gen. Maczka zostali skierowani w okolice Paryża, w rejon Wersalu, Orsay, Arpajon. Tam otrzymali długo wyczekiwany sprzęt. W dniach 24-25 maja 1 batalion czołgów został wyposażony w 45 francuskich czołgów Renault R-35, natomiast 2 batalion czołgów - w 21 czołgów Renault R-35 i 24 czołgi Renault 40 - rzadszą wersję rozwojową pierwszego typu (wyprodukowano ich ok. 140 sztuk). Co prawda już 31 maja 24 otrzymane czołgi R-40 przekazano do odbudowywanego francuskiego 25?me Bataillon de Chars de Combat, ale niebawem Polacy dostali 28 nowych wozów, a 19 czerwca kolejne 13 sztuk. Ponadto brygadę wyposażono w opancerzone ciągniki artyleryjskie Renault UE 1931, samochody i ciężarówki Citroën 23/25, Renault AGK, Peugeot 402 i DK 5J, motocykle typu Indian, Gillet i Terrot. Jako broń przeciwpancerną przydzielono armaty 25 i 47 mm, jako broń wsparcia - moździerze 60 i 81 mm.
W dniach 27-28 maja 1940 r. wydano rozkazy organizacyjne sformowania lekkiej brygady mechanicznej i pułku kawalerii zmotoryzowanej płk. Dworaka. Niemal równocześnie brygada otrzymała rozkaz natychmiastowego wymarszu. Był on jednak niewykonalny ze względów technicznych, Polacy nie znali otrzymanego sprzętu, gdyż całą zimę zmarnowali na szkoleniach na czołgach Renault FT. Ponadto część maszyn była trwale zakonserwowana i niedotarta. Francuzi jednak zagrozili odebraniem sprzętu, jeżeli brygada natychmiast nie wyruszy na front. Ostatecznie podjęto decyzję o podziale brygady (liczącej 3323 żołnierzy na dzień 1 czerwca 1940 r.) i wydzieleniu z niej improwizowanej grupy bojowej w sile 102 oficerów, 1607 szeregowych i 45 wozów bojowych. Reszta brygady miała dołączyć do grupy bojowej, gdy osiągnie gotowość, co miało nastąpić około 20 czerwca. Nigdy jednak do tego nie doszło.
Zgrupowanie drugiego rzutu pod dowództwem płk. Dworaka otrzymało 12 czerwca rozkaz ewakuacji na południe. 21 czerwca, na wieść o mającym nastąpić rozejmie, żołnierzy zaokrętowano w porcie Le Verdon-sur-Mer na pokład brytyjskiego transportowca HMS Royal Scotsman, który wziął kurs na Liverpool. Żołnierze płk. Dworaka dotarli tam 25 czerwca.
Tymczasem wydzielona grupa bojowa 10 Brygady Kawalerii Pancernej została podporządkowana dowódcy francuskiej 4 Armii i skierowana w rejon Avize, na zachód od Paryża, z zadaniem osłony skrzydła francuskiego XXIII Korpusu. Tadeusz Prus-Bugayski, jeden z żołnierzy plutonu motocyklowego 24 pułku ułanów, wspominał:
Ruszyliśmy. Z prawdziwą rozkoszą wyciągam nogi w przyczepie naszego Indiana [motocykl Indian 340 CAV], postawionego między innymi na lorze pociągu towarowego. Jest mi wygodnie i ciepło. Mijamy malownicze domki i skwery Massy Palesseux [Massy i Palaiseau]. Toż to już przedmieście Paryża. [...] Oglądam się. Rozmawiają moi koledzy z plutonu. Zaczynam się im przyglądać dokładniej. Znam ich bardzo mało. Na własną prośbę zebrani z różnych oddziałów przed paru zaledwie dniami - nie mieliśmy po prostu czasu na zamienienie z sobą bodaj kilku słów szczerej rozmowy. W ostatnim tygodniu odrabialiśmy zaległości kilku miesięcy. Zarzuceni wprost lawiną nowych mundurów, ekwipunku, broni i sprzętu motorowego, nie mieliśmy nawet czasu na jedzenie, nie mówiąc już o spaniu ograniczonym do minimum. Czas wypełniony bez reszty: nauka jazdy na naszych całkiem nowych, niedotartych jeszcze motorach, ćwiczenia praktyczne z francuskimi ręcznymi karabinami maszynowymi, których żaden z nas nie miał dotychczas w ręku, ich konserwacja, strzelnica, warty i ciągłe ostre pogotowia absorbowały nas zupełnie i nie pozwoliły na bliższe poznanie się z sobą. A przecież pluton nasz liczący zaledwie 24 ludzi miał niecodzienne, o ile chodzi o skład osobowy, oblicze. Wszyscy w nowych mundurach, pancernych stalowych hełmach i długich pelerynach zarzuconych niedbale na ramiona wyglądają jednakowo. Wdaję się z nimi w rozmowę. Dziwna mieszanina - kilku studentów politechniki, adwokat, inżynier, 17-letni sztubak z Poznania, kilku zawodowych szoferów, rzeźnik, robotnicy, profesor i ziemianin, to moi towarzysze z plutonu rozpoznawczego motocyklistów.
Podoficerowie także jacyś niecodzienni. Pochodzenie plutonowego zdradza lekki chód i wymowa. Toż to J., znany narciarz, zawodnik zakopiański, b[yły] mistrz Polski, a jeszcze bardziej znany kłusownik. Kapral G. to znów legionista marokański, którego po ośmiu latach służby w koloniach przygnało do Armii Polskiej w Francji poczucie obowiązku i niewątpliwie żądza przygód. Ten ciekawy zespół ludzi dopełniała postać naszego dowódcy por. J. Młoda, ściągła twarz, oczy przesłonięte lekką mgiełką romantyzmu czy tuż przeżytej tragedii osobistej. Pierś zdobi Virtuti Militari, zdobyty w pierwszych dniach września w Prusach Wschodnich. Nie braknie nam na pewno emocji w czasie wojny2.
12 czerwca polska grupa bojowa podporządkowana została dowódcy francuskiego VII Korpusu z 6 Armii i zajęła pozycje między 6 i 4 Armią w obszarze między miejscowościami Montmort i Lucy. Generał Maczek wiedział, że powierzony mu do obrony odcinek jest zbyt szeroki, nawet jak na możliwości całej dywizji, zmuszony więc był, tak jak w 1939 r., zastosować taktykę obrony ruchomej. Do pierwszego starcia z Niemcami doszło 13 czerwca w rejonie Montgirroux i Champaubert. Bój żołnierzy 10 BKP z niemieckimi czołgami umożliwił odskok francuskiej 20 Dywizji Piechoty. Polacy zostali tego dnia także zaatakowani przez niemieckie samoloty, a łupem baterii przeciwlotniczej prawdopodobnie padł jeden Ju-87 Stuka.
W następnych dniach brygada kontynuowała odwrót, przedzierając się przez drogi zatłoczone uciekinierami, i wkroczyła do Bar-sur-Seine. W panującym chaosie poważnym problemem okazało się zaopatrzenie w paliwo, wszystkie bowiem wskazane gen. Maczkowi punkty zaopatrzenia i magazyny były albo zniszczone przez lotnictwo, albo zajęte przez Niemców. Pojazdy wysłane po paliwo często po prostu nie wracały. Powodowało to poważne straty niebojowe.
Fot. 4. Czołgi 10 Brygady Kawalerii we Francji, 1940 r. (domena publiczna)
Na szlaku odwrotu brygada nawiązała kontakt z dowództwem XXIII Korpusu. 16 czerwca otrzymała rozkaz wyruszenia jako straż przednia w kierunku Kanału Burgundzkiego i zajęcia miasteczka Montbard, aby otworzyć drogę odwrotu dla francuskiej 42 DP. Jak pisał jeden z dowódców szwadronu, por. Kamil Bogumił Czarniecki:
Dowódca brygady stanął przed trudnym wyborem. Istniały teoretyczne możliwości, że jeszcze z tej sytuacji można próbować wyjścia w kierunku wschodnim; gdyby to się udało, gdybyśmy zdążyli wyjść przed czoło oskrzydlających nas pancernych oddziałów niemieckich, można by było uratować z tego chaosu całą brygadę. Sytuacja była [o] tyle cięższa, że dowódca 42 DP francuskiej powoływał się na braterstwo broni Polaków i Francuzów, na polską waleczność i bohaterstwo, wyrażał przekonanie, że mu tym razem brygada dopomoże. Byliśmy tu bowiem jedynym oddziałem zwartym, silnym moralnie, który w najmniejszym stopniu nie uległ panice ogólnej i w każdej chwili byliśmy zdolni do walki. Decyzja Generała była krótka: "Jesteśmy Polakami, albo brygada wykona zadanie, albo przestanie istnieć - bijemy się do końca"3.
Aby móc wykonać ten rozkaz i kontynuować marsz, gen. Maczek rozkazał zniszczyć część pojazdów, z których uprzednio wypompowano paliwo. W efekcie siła uderzeniowa 10 Brygady Kawalerii Pancernej stopniała do 17 czołgów. Po dotarciu w rejon Montbard generał postanowił uderzyć na miasto nocą. Polski atak rozpoczął się o 22.00 i zgodnie z założeniem kompletnie zaskoczył Niemców z 66 pułku piechoty 13 Dywizji Piechoty (zmotoryzowanej). Wraz z Polakami do ataku ruszyli czarnoskórzy Senegalczycy, którzy od pewnego już czasu towarzyszyli brygadzie na jej szlaku. W kilkugodzinnym zaciętym boju miejskim obie strony poniosły straty. Polacy stracili m.in. trzy czołgi.
W trakcie walki Niemcy wycofali się na drugi brzeg Kanału Burgundzkiego, skutecznie uniemożliwiając Polakom przekroczenie wodnej przeszkody. Jednakże wobec otrzymania informacji, że francuska 42 DP zmieniła kierunek marszu, gen. Maczek rozkazał oderwać się od nieprzyjaciela i skierował oddział do kompleksu leśnego w rejonie Montbard. Tam z braku paliwa dokonano dalszej redukcji sprzętu pancernego, pozostawiając jedynie trzy sprawne czołgi. Te dotarły w rejon Lamargette. Resztki brygady ruszyły na południe w poszukiwaniu przepraw, lecz 18 czerwca Polacy znaleźli się w okrążeniu pod wsią Moloy w rejonie Dijon. Tego samego dnia przechwycono radiogram marszałka Philippe'a Pétaina o kapitulacji. W tej sytuacji gen. Maczek nakazał zniszczyć ostatnie czołgi i inny ciężki sprzęt oraz rozproszyć jednostkę na małe grupki, które miały przedzierać się na południe, ku nieokupowanej Francji, by następnie dotrzeć do Wielkiej Brytanii i tam połączyć się z żołnierzami płk. Kazimierza Dworaka.
Tak rozpoczął się ostatni etap kampanii francuskiej. Reszta żołnierzy brygady musiała przebić się do portów w południowej Francji, maszerując niczym oddział partyzancki na terenie zajętym przez Niemców. Jedynie część żołnierzy dotarła do Wielkiej Brytanii. Straty brygady w kampanii obronnej Francji były wysokie i wynosiły około 1200 ludzi, w tym 50 zabitych, 120 rannych, reszta albo zaginęła, albo została wzięta do niewoli.
Francuska klęska była poważnym ciosem dla Wielkiej Brytanii i Polski. W jej wyniku wojna weszła w całkowicie nowy etap. Liczono się z tym, że jej rozstrzygnięcie nie nastąpi ani szybko, ani łatwo.
Dalsza część w wersji pełnej