Zaczął sypać pierwszy tej jesieni śnieg. Spadał z nieba zygzakiem i nieśmiało pudrował świat. Ola i Kuba wyszli roześmiani z urodzin Neli. Na podwórku żegnali się jeszcze ze znajomymi. Gdy solenizantka zamknęła drzwi, spojrzeli w niebo.
- Nie przepadam za imprezami - westchnęła dziewczyna. - Chociaż ta dzisiejsza należała do przyjemnych.
- Tak. I tort był taki smaczny. I pomysł z graniem w planszówki. Nie myślałem, że przy tym może być tyle śmiechu.
- Ja też nie. - Pomyślała, że lubi śniegowe gwiazdki. Teraz w nikłym świetle latarni wpatrywała się w rękaw swojej kurtki, na którym przysiadła jedna z nich, żeby po chwili się rozpuścić. - Musimy zadzwonić do wujka.
- Jest jeszcze wcześnie. Odprowadzę cię. Poza tym cała droga jest oświetlona latarniami.
- Chętnie się przespaceruję. Jeszcze słychać muzykę - zerknęła na dom koleżanki.
- Proponuję pójść w prawo, tędy będzie najkrócej.
Ruszyli przed siebie, patrząc w okna mijanych budynków. W niektórych mieszkańcy szykowali kolację, w innych oglądali telewizję, w kolejnych bawili się z dziećmi, a były i zupełnie ciemne, bez śladów życia. Po elewacjach trudno się było domyślić, kto mieszka w domach i co robi w tym momencie. Może kogoś odwiedzali jak oni albo po prostu spali.
Skręcili w kolejną ulicę. Tutaj latarnie zdawały się przygaszone i smutne. Dwie z nich mrugały, jakby puszczały oczko. Okoliczne posesje wyglądały na opuszczone, nigdzie nie słyszeli szczekania psów. W powietrzu Ola wyczuwała dziwne fluidy. Nie potrafiła ich dokładnie nazwać. Jakby nagle coś miało wyskoczyć i ich przestraszyć. Stąpali ostrożnie po wyszczerbionym tu i ówdzie chodniku. Spojrzała na Kubę, który nagle stracił zwykłą pewność siebie.
- Może jednak zadzwonię do wujka - szepnęła.
- Zobacz, jeszcze trzy domy i uliczka się skończy. Ta obok z pewnością wygląda przyjaźniej.
Bez przekonania poszła za nim.
- Wszyscy unikają tej okolicy. Zapomniałeś, co tu jest?
Machnął tylko ręką.
- Nie wierzę w takie bzdury. Dobrze wiesz, że duchów nie ma. Poza tym zawsze możemy przejść na drugą stronę.
Tak zrobili. Znajdowali się na wysokości drewnianego piętrowego dworu. Od dawna nikt nie mieszkał w tym starym domu. Nie wiadomo, jakim cudem ocalały w nim okna i drzwi. Może dlatego, że wszyscy omijali to miejsce. Ogród zarastały chaszcze i odgradzały dom od przechodniów.
Nagle w oknie na piętrze pojawiło się nikłe światło.
- Widziałaś? - ekscytował się Kuba.
Skinęła głową i odparła:
- Lepiej stąd chodźmy.
W tej samej chwili usłyszeli przeciągłe wycie i huk. Rzucili się biegiem do zakrętu i bez oglądania za siebie wkrótce dotarli do domu bibliotekarki Anny, która była ciocią Oli.
Wpadli do środka zziajani i przez dłuższą chwilę nie mogli wykrztusić słowa. Anna i Julian stanęli naprzeciwko nich i czekali w napięciu.
- Stało się coś? - zapytała kobieta.
Ola potaknęła, Kuba pokręcił głową.
- Mieliście zadzwonić - stwierdził wujek.
- Tam straszy. - Nastolatka pierwsza odzyskała głos. - Widzieliśmy światło i coś przeraźliwie wyło.
- O czym mówicie? - zdziwił się Julian.
- Zaraz, czy mijaliście ten opuszczony dom? - domyśliła się bibliotekarka.
Potaknęli.
- Nikt tamtędy od dawna nie chodził. Odkąd zdarzyła się ta tragedia. Pewnie coś wam się przywidziało.
- A wycie? Słyszałam wyraźnie.
- Ja też.
- To pewnie jakiś biedny zbłąkany pies - oznajmiła Anna. - Zawieź Kubę do domu, bo będą się o niego martwić - zwróciła się do Juliana.
- Ciociu, mówimy prawdę.
- Nie twierdzę, że kłamiecie. Tylko dobrze wiesz, że rzeczywistość każdy z nas postrzega inaczej.
- Skoro inaczej, to dlaczego Kuba widział i słyszał to samo.
- Przyjaźnicie się od dawna, myślicie podobnie, pewnie dlatego. Zasugerowaliście się czymś...
Dziewczyna uznała, że nie ma sensu dalej przekonywać cioci. Zdjęła kurtkę, buty i pomaszerowała do łazienki. Kiedy stamtąd wyszła ubrana w pidżamę i szlafrok, wrócił wujek. Usiadł w ulubionym fotelu i przymknął oczy. Podeszła do niego i zapytała:
- Wierzysz mi?
- Oczywiście. Skąd to pytanie?
- Bo wcale się tym nie przejęliście.
- Bo nie ma się czym przejmować. Proszę cię, żebyś nie chodziła obok tego budynku.
- Ale to wycie było takie przeciągłe, jakby ktoś potrzebował pomocy.
- Być może. Dobrze wiesz, że nikt tam od dawna nie mieszka. Obiecaj, że już tam nie pójdziesz.
Ola wyszła z pokoju. Gdy stała w progu, do jej pleców dobiegły słowa wujka:
- Proszę, obiecaj.
Nie odpowiedziała. Znowu się zaczynało. Im była starsza, tym dorośli mniej ją rozumieli, a powinno być odwrotnie. Słyszała, że ciocia krząta się w kuchni, lecz nie zajrzała do niej, tylko od razu poszła do swojego pokoju i położyła się w łóżku. Usłyszała dźwięk przychodzącego esemesa. To Kuba pytał, czy jutro wrócą pod nawiedzony dom. Odpisała, że da mu znać, bo nie wiedziała, jaki ciocia i wujek, z którymi mieszkała, mieli plan na weekend. Potem odłożyła telefon na stolik przy łóżku i pogrążyła się w rozmyślaniach. Czy w domu na obrzeżach mógł ktoś mieszkać? Może ukrywał się w nim jakiś przestępca? Interesowało ją, do kogo dwór należał i jaka kryła się w nim tajemnica. Mieszkańcy miasteczka mówili różnie. Że właściciele zginęli w pożarze, że umarli na gruźlicę, że zostali porwani, że mieli wypadek samochodowy, że dom od zawsze był niezamieszkany. Oli wszystko to wydawało się tylko plotkami. Gdyby właściciele zginęli w pożarze, nie byłoby dworu, bo także zostałby zniszczony. Gdyby nikt w nim nigdy nie mieszkał, nie zawieszałby w oknach firanek. Gdyby zmarli na gruźlicę czy mieli wypadek, byłoby głośno w miasteczku, bo takie wydarzenia nie przechodzą bez echa. Gdyby zostali porwani, ktoś by ich szukał. Postanowiła, że porozmawia z ciocią i poprosi o stare książki i gazety dotyczące ich miasteczka. Jeżeli dom miał właścicieli, to gdzieś powinien po nich zostać ślad. Uśmiechnęła się, bo pomysł wydał jej się genialny. W końcu zasnęła.
Która z tych wersji wydaje się Wam prawdziwa? Może macie pomysł, kim byli właściciele starego domu i co się mogło z nimi stać?