Rozdział I
Polska: dylematy państwa średniego
Stan badań albo powody rejterady
Krzysztof Kubiak
Ośrodki akademickie zajmujące się naukami politycznymi i stosunkami międzynarodowymi wykazywały się wielką wstrzemięźliwością w podejściu do terminu "państwo średnie"1. Kiedy się już pojawiał, to zazwyczaj w negatywnym kontekście jako synonim braku możliwości sprawczej w przestrzeni międzynarodowej. Tak wszak ocenić należy zdanie badaczki, która zechciała napisać, iż: Polska jako państwo średniej wielkości ma ograniczone możliwości kształtowania swoich ról międzynarodowych2. Pomijając głębię owej konstatacji godną bez wątpienia Nowych Aten księdza Benedykta Chmielowskiego, uznać należy ją za symptomatyczną dla dużej części środowisk naukowych. Rodzi się zatem pytanie o powody wycofania się świata akademickiego z obszarów mogących kreować fundament działań analityczno-prognostycznych stanowiących realne wsparcie intelektualne dla państwa.
Nie jest przypadkiem, że ostatnie prace mające wartość utylitarnych argumentów w rozmowach międzynarodowych z zakresu geografii politycznej powstały przed przejęciem przez komunistów pełnej kontroli nad sprawami państwa3. Następnie geografia polityczna, utożsamiona z geopolityką, znalazła się w głębokiej niełasce. Co charakterystyczne jednak, gdy nastąpił renesans podejścia geograficznego i geopolitycznego do problemów międzynarodowych, nie wznowiono kluczowych publikacji z okresu międzywojnia i lat 1945-1947, poprzestając na ich mniej lub bardziej udatnych omówieniach. W efekcie zabrakło solidnego fundamentu intelektualnego, sczego skutkiem była podatność na zapożyczenia. Znamienne, że zagadnienie uwarunkowań geograficznych stosunków międzynarodowych w wymiarze politycznym i wojskowym dyskutowane było żywo wśród elit II Rzeczypospolitej. Dość powiedzieć, że niewielką pracę, rozprawkę w zasadzie, poświęcił temu zagadnieniu jeszcze w 1910 roku Józef Piłsudski4.
Przyczyn jest co najmniej kilka. Pierwsza, początkowo najważniejsza, później - wraz z upływem czasu - tracąca na znaczeniu, to spuścizna PRL-u. W czasach realnego socjalizmu warunkiem funkcjonowania nauk społecznych był ich ściśle teoretyczny, oderwany od rzeczywistości charakter. Mogły one do woli uzasadniać wyższość nowego ustroju nad starym, mogły wyrzucać na śmietnik historii burżuazyjne teorie, ale krytyczne badanie otaczającej rzeczywistości i wypracowywanie rekomendacji było już politycznie niebezpieczne. Znakomita większość badaczy prawdę tę pojęła i stosowała. Teoria, systematyzowanie i porządkowanie wiedzy, budowanie nowych modeli (które nigdy nie zostaną zweryfikowane), ewentualnie wypełnianie doraźnego zapotrzebowania na publikacje o charakterze agitacyjno-propagandowym podane jako dzieła naukowe - oto były zadania uniwersytetu. Za kształtowanie realnej rzeczywistości odpowiedzialne były zaś komitety partii odpowiedniego szczebla. Minimalizacja więzi między teorią a praktyką leżała przy tym w najlepiej rozumianym doraźnym interesie uniwersytetu.
Z fenomenem przedstawionym wyżej wiąże się ponadto akceptacja roli intelektualnych peryferii. Sprowadza się to do przekonania, że zaistnienie w głównym międzynarodowym nurcie życia uniwersyteckiego wymaga bezkrytycznej akceptacji całej maniery obszaru uważanego za centrum. Stąd owa fascynacja żonglerką cytatami z dzieł w owym centrum wygenerowanych. Stąd dyskusje nad pracami banalnymi w swej istocie, czy wręcz prostackimi zarówno w warstwie faktografii, jak i metody5, stąd owa zaduma akolitów nad ewidentnymi nonsensami, byle wygłaszanymi z pozycji autorytetu z centrum6, stąd fetyszyzacja umiędzynarodowienia i uznanych czasopism zagranicznych, stąd nieznajomość kanonu własnej myśli politycznej7. Trudno oprzeć się wrażeniu, że przywoływanie cytatów z literatury, wybieranej dość swobodnie często pod wpływem intelektualnej mody, nie zaś samodzielny wysiłek intelektualny nadal pozostaje jednym z kluczowych narzędzi tworzenia aury naukowej powagi. A to, że dwóch brodaczy i Włodzimierza Uljanowa w roli źródeł owych cytatów zastąpiły wiodące uniwersytety amerykańskie, to już zupełnie inna kwestia. Stan taki nie powinien budzić jednak zdziwienia. Sytuacja jest poważniejsza niż w czasie minionym. O ile prawdy płynące ze Wschodu były wielokrotnie filtrowane i traktowane z nieufnością (nie wspominając już o poczuciu wyższości cywilizacyjnej), o tyle prawdy zachodnie przyjęto na ogół całkowicie bezkrytycznie, z całym dobrodziejstwem inwentarza. W tym konkretnym przypadku, sprowadzającym się do faktu, że rozważania czy to wspomnianego już Mearsheimera, czy Henry'ego Kissingera, czy innych amerykańskich, ale w dużej mierze również brytyjskich czy francuskich luminarzy, dotyczą mocarstw i ich wzajemnych relacji, kreujących ową, jakże frapującą, grę międzynarodową. Z punktu widzenie państwa niebędącego mocarstwem stanowią więc one ważny, ale tylko opis środowiska, nie zaś uniwersalny podręcznik działania.
Za nader charakterystyczne zjawisko, potwierdzające powyższą tezę, należy też uznać całkowite niemal zaimpregnowanie się środowiska naukowego na treści płynące z innych kręgów niż anglosaski lub znacznie rzadziej, niemiecki i francuski. Prawdą jest, że angielski stał się językiem globalnym, ale tkwią w tym również pewne zagrożenia, zwłaszcza w obszarze nauk społecznych. To stamtąd czerpana jest bowiem znakomita większość wiedzy (a przynajmniej wskazują na to cytowania) dotyczącej Skandynawii, Bałkanów, Bliskiego i Środkowego Wschodu, Afryki Subsaharyjskiej, Azji Południowej czy Chin. Wyjątkowo bolesnym paradoksem jest ponadto fakt, że nader często młodsze pokolenia naukowców odnosząc się do problematyki wschodniej, czyli szeroko pojmowanej przestrzeni posowieckiej, odwołuje się do opracowań anglosaskich. Sytuacja, w której polska percepcja Białorusi, Ukrainy czy państw bałtyckich kształtowana jest przez ośrodki zaatlantyckie, jest nie tylko groteskowa, ale wręcz niebezpieczna dla polskich interesów.
Nakreślony powyżej stan współistnieje z faktem, że państwo i uniwersytet nie zdołały wypracować obopólnie korzystnych instrumentów współpracy, co skutkuje jej realnym zanikiem. Mechanizm, który do tego doprowadził, nie jest nadmiernie złożony. Przede wszystkim państwo, traktowane en bloc, nie dostrzega potrzeby wykorzystywania w swoich działaniach wiedzy eksperckiej, a więc nie chce i nie potrafi organizować takiego zaplecza. Mamy do czynienia ze sprzężeniem zwrotnym o charakterze perpetuum mobile. Ponieważ państwo nie zdobyło umiejętności budowania wsparcia eksperckiego, więc nie otrzymuje materiałów należytej jakości, co w jeszcze większym stopniu utwierdza decydentów o miałkości jajogłowych i braku potrzeby szukania wsparcia w uniwersytecie8. Zamiast nakreślonych z rozmachem wieloletnich programów badawczych mamy zatem do czynienia z rozsypanymi puzzlami grantów, grancików, dotacji i dotacyjek, instytutów i fundacji o charakterze politycznych synekur, stwarzających pozory systemowego mecenatu, ale nietworzących spójnego systemu. Zapewne generują one nawet jednostkową wartość dodaną, ale z punktu widzenia możliwości wykorzystania jako narzędzi wsparcia polityki państwa są na ogół mało wartościowe lub zgoła bezwartościowe. Wynika to z wycinkowego charakteru podejmowanej tematyki, niechęci do budowanie wielodyscyplinarnych zespołów i z reguły permanentnego braku woli podejmowania tematów kontrowersyjnych lub za takowe uchodzących. Do kwestii następstw oceny dorobku naukowego w cyklu rocznym nie mam zamiaru nawet się odnosić...
Zarówno przyczyną, jak i skutkiem tego stanu rzeczy, który określić można mianem współgrania folwarcznego charakteru polskiej nauki z dworską (to jest rozdającą pieniądze i zaszczyty) funkcją państwa, jest anachroniczna, wręcz XIX-wieczna strukturalizacja badań prowadzonych w obrębie szeroko rozumianej humanistyki i nauk społeczno-ekonomicznych. Głównym kwantyfikatorem pozostaje dziedzina i dyscyplina. Tak werbalnie wychwalana interdyscyplinarność oraz (brzmiąca nieco bardziej tajemniczo) transdyscyplinarność, w realnym akademickim życiu są podejrzane i niebezpieczne, a więc na ogół zarzucane.
W rezultacie nie istnieją (z kilkoma wyjątkami) centra prowadzące rozległe i głębokie międzynarodowe studia obszarowe (definiowane geograficznie: studia afrykańskie, południowoamerykańskie, itp.) zgłębiające w ramach koherentnego przedsięwzięcia badawczego bardzo szerokie spektrum zagadnień od antropologii kulturowej po bezpieczeństwo energetyczne. To zaś, we wspomnianym już sprzężeniu zwrotnym, potęguje brak zainteresowania kierownictwa politycznego wiedzą ekspercką, bo gotowych pakietów eksperckich po prostu nie ma.
Zamykając rozważania dotyczące powodów nieobecności w szerokiej dyskusji o polskim interesie pojęcia państwo średnie, należy wspomnieć o dwóch jeszcze kwestiach. Rola państwa narodowego (jednakże bez kwantyfikatora średnie) jest nie tylko przedmiotem polemik akademickich, ale również zaciętej konfrontacji ideologicznej. Nie można wszak zaprzeczać, że liczne środowiska uważają za źródło większości nieszczęść dotykających ludzkość właśnie państwo, zwłaszcza zaś państwo narodowe, z którym immanentnie związane mają być takie fenomeny jak patriotyzm, prowadzący prostą ścieżką do nacjonalizmu, szowinizmu, ksenofobii, militaryzmu i wojny. Antidotum na owe plagi upatruje się więc w nie tak znowu powolnym rozpuszczania owego złowrogiego państwa narodowego w tyglu instytucji ponadnarodowych, wspólnotowych, ponadpaństwowych. Jednym z rezultatów jest narracja, promowana agresywnie pod pozorem politycznej poprawności poszukiwania rozmaitych nowych tożsamości, a sprowadzająca się w swej istocie do generowania nowych podziałów ze względu na płeć, rasę czy preferencje seksualne. W pewnej perspektywie może się ona okazać opresyjnym, skrajnie totalitarnym narzędziem, zamrażającym życie intelektualne i prowadzącym do niesłychanie niebezpiecznego wyparcia etyki odpowiedzialności przez etykę przekonań9.
W Polsce owa konfrontacja ideologiczna potęgowana jest przez pęknięcie, które dawno już zatraciło charakter sporu politycznego, a stało się konfrontacją o trybalnej zawziętości i mocy destrukcyjnej tsunami. Podział na Polskę solidarną i liberalną, na mohery i lemingi staje się jedną z najpoważniejszych barier rozwojowych. Polaryzacja o niebywałym poziomie zajadłości uniemożliwia zaś osiągnięcie porozumienia w perspektywie czasowej przekraczającej jedną kadencję parlamentu. Tymczasem większość działań podejmowanych w obszarze gospodarki czy polityki międzynarodowej wymaga czasu, kontynuacji i ciągłości. Sytuacja, w której każda kolejna obejmująca władzę ekipa rozpoczyna jej sprawowanie od "reorganizacji" państwa, polegającej na zaprzestaniu realizacji wszystkich programów implementowanych przez poprzedników, jest skrajnie nieodpowiedzialna.
Państwo średnie - konstrukt
Jak już wspomniano wyżej, pojęcie państwo średnie nie zostało zdefiniowane w literaturze polskiej, choć jest używane na ogół całkowicie intuicyjnie, a niekiedy nawet bezrefleksyjnie jako kalka językowa z opracowań zagranicznych10. Ponadto kategoria państwo średnie lub państwo średniej wielkości stosowana jest w rozmaitych opracowania geograficznych o dydaktyczno-normatywnym głównie charakterze. Stosunkowo rzadko spotkać się można z innym podejściem badawczym. Określenie średni, średnie odnosi się wówczas do traktowanych porównawczo wskaźników takich jak powierzchnia, populacja. Są one istotne, ale jednak nie kluczowe dla zaliczenia państwa do omawianej kategorii.
Czym zatem jest państwo średnie, jakie są wyznaczniki przynależności do tej kategorii? W jego definiowaniu zasadne wydaje się posłużenie iloczynem warunków należących do dwóch zbiorów o odmiennym charakterze:
wykluczającego:
państwo średnie to podmiot stosunków międzynarodowych, który nie ma zdolności samodzielnego kształtowanie przestrzeni międzynarodowej, warunkowego:
państwo średnie to podmiot stosunków międzynarodowych, który w określonych warunkach może oddziaływać na swoje otoczenie międzynarodowe.
Kluczowe jest tutaj rozróżnienie pojęć samodzielnie kształtować oraz wywierać wpływ. To pierwsze sprowadza się do odgrywania roli siły sprawczej, kreowania zależności między podmiotami, narzucania podmiotom swojej woli, jeżeli sytuacja tego wymaga również poprzez posłużenie się przemocą (presją ekonomiczną, groźbą i użyciem siły wojskowej). Zdefiniowanie wywierania wpływu jest zdecydowanie trudniejsze. Najogólniej rzecz ujmując, jest to budowanie sieci różnorodnych, wielopłaszczyznowych, wzajemnie przenikających się relacji z dwoma grupami podmiotów11:
mocarstwami innymi państwami średnimi oraz pozostałymi państwowymi podmiotami międzynarodowymi (umownie, celowo nie wnikając w meandry terminologii, można je określić jako
państwa małe, a zatem niezdolne ani do samodzielnego kształtowania przestrzeni międzynarodowej, ani do wywierania odczuwalnego wpływu na swoje otoczenie).
Relacje z mocarstwem (ewentualnie mocarstwami) konstytuują możliwość odgrywania roli państwa średniego. Wszak już warunek pierwszy wyklucza zdolność takiego podmiotu do działań całkowicie autonomicznych. Niezbędne jest zatem włączenie się w system sojuszy budowanych przez mocarstwo (mocarstwa). To zaś wymaga dwóch trudnych decyzji:
rezygnacji z ułudy samodzielności strategicznej (mit taki często utrzymywany jest wbrew rzeczywistemu układowi sił jako swoisty fetysz w polityce wewnętrznej połączony zazwyczaj z przeszacowaniem swoich możliwości)12, precyzyjnego określenia własnych interesów z bardzo dokładnym wyspecyfikowaniem, które z nich mają charakter absolutnie witalny dla przetrwania państwa, a jakie można uczynić przedmiotem negocjacji i traktować jako potencjalny koszt utrzymania pozycji w polityczno-wojskowej
otulinie mocarstwa13.
Drugi, równie ważny kierunek budowania relacji, to państwa sąsiedztwa. Państwo średnie nie może ze względu na własne ograniczenia odgrywać roli ich skutecznego protektora, ale zdolne jest do pełnienia funkcji czynnika inicjującego określone działania (na przykład w zakresie międzynarodowych inwestycji), wskazującego, a w zasadzie sugerującego, możliwości postępowania, a w sytuacji tego wymagającej występującego (za przyzwoleniem i z woli wszystkich zainteresowanych) w roli rzecznika regionu wobec mocarstwa (mocarstw). Również w tej płaszczyźnie relacyjnej konieczne jest staranne dokonanie oceny własnych interesów i podjęcie decyzji, z których z nich można zrezygnować (lub w jakim stopniu zredefiniować) w celu zadzierzgnięcia i wzmocnienia więzi regionalnych. Stworzenie, a w zasadzie utkanie, sieci powiązań z mniejszymi podmiotami jest, ze względu na rozproszenie decyzyjne, sprzeczności interesów oraz historyczne resentymenty, zadaniem przewyższającym poziomem trudności i złożoności zbudowanie stosunków z mocarstwem. W ten sposób podmiot aspirujący do roli państwa średniego odgrywa w regionalnym układzie sił rolę szczególnego zwornika regionu, działając zarówno w interesie mocarstwa, jak i swoim własnym oraz zbiorowości międzynarodowej, którą usiłuje animować.
Zbudowanie pozycji państwa średniego jest projektem rozciągniętym na lata, który cechować musi wielka zdolność prognostyczna, elastyczność intelektualna przekładająca się na dostosowawcze zdolności decyzyjne, a także sprawne instrumentarium informacyjne zdolne do skutecznego działania w przestrzeni wewnętrznej i międzynarodowej. Warunkiem niezbędnym jest ponadto, mimo wymaganej elastyczności i konieczności dokonywania rozlicznych modyfikacji, daleko idąca konsekwencja w realizacji celów określanych mianem witalnych.
Aspirowanie do pozycji państwa średniego może spotkać się z ambiwalentną reakcją zarówno bezpośredniego otoczenia, jak i mocarstwa (mocarstw) sprawującego nad określonym obszarem hegemonię. W pierwszym przypadku ważną siłą sprawczą są obawy przed zdominowaniem przez państwo średnie (w wymiarze politycznym, ale również kulturowym i społecznym), zwłaszcza jeżeli rozwijają się one na płodnym podglebiu historycznego resentymentu (a trudno, by takie w warunkach historycznego sąsiedztwa nie istniały). Trudne do przełamania jest ponadto przekonanie, że układając samodzielnie relacje z mocarstwem, możliwe jest ułożenie w sposób dogodniejszy, lepszy, korzystniejszy, niż zdając się w tej materii na pośrednika, usiłującego generować efekt synergii. Kolejny czynnik wymierzony w zamiary potencjalnego państwa średniego, powiązany ściśle z pierwszym, to obawa kręgów decyzyjnych (elit) w państwach sąsiednich przed utratą nie tyle nawet uprzywilejowanej, co swojej samodzielnej pozycji sprawczej (władczej). To zaś jest związane z interesami nie tylko poszczególnych osób, ale całych - niekiedy bardzo licznych - środowisk, będących jednocześnie na tyle wpływowymi, iż potrafią przekonać ludność do podjęcia kroków wymierzonych w jej długofalowy interes14.
Ambiwalentny, jeżeli nie nieprzychylny, stosunek mocarstwa (mocarstw) do podmiotu zamierzającego uzyskać pozycję państwa średniego, jest jednym z aksjomatów, które muszą zostać trwale wprasowane w naszą świadomość decyzyjną. Postawa taka wynika w większości przypadków z wzajemnie uzupełniających się zbiorów zastrzeżeń. Co interesujące, nie są one związane z ryzykiem zbudowania przez państwo średnie antagonistycznej wobec mocarstwa strefy wpływów, gdyż na to średni podmiot jest na ogół zbyt słaby. Pierwszy z owych zbiorów sprowadza się zatem do obawy, iż państwo średnie uzyska nadmierną swobodę strategiczną, a w związku z tym będzie znacznie trudniejsze do sterowania. Już to, samo w sobie, budzić musi obawy hegemonicznego mocarstwa, którego elity za najbardziej pożądane uznają (i jest to niezmienne w czasie i przestrzeni, gdyż wynika z samej istoty mocarstwowości), budowanie relacji o charakterze ścisłej zależności klienckiej. Z ich punktu widzenia oszczędza to wysiłków, starań i zabiegów, czyli jest po prostu wygodne. Poza tym względnie samodzielne państwo średnie może podjąć ryzyko przejścia z konstelacji jednego mocarstwa do strefy wpływów drugiego bądź też podjąć próbę balansowania między nimi, ukierunkowaną na czerpanie korzyści z obu potencjalnych źródeł potęgi. Drugi ważny zbiór obaw po stronie mocarstwa wiąże się z zagrożeniem stworzenia nadmiernie rozbudowanych relacji z potencjalnym państwem średnim (zbyt głębokiego przenikania się interesów w rozmaitych płaszczyznach), prowadzących w efekcie do utraty przez hegemona części strategicznej samodzielności, co przekłada się następnie na swobodę wyborów15.
Zatem uzyskanie aprobaty albo tylko neutralnej przychylności mocarstwa hegemonicznego dla aspiracji uzyskania przez podmiot pozycji państwa średniego jest warunkiem absolutnie koniecznym. Zamysł ten zrealizować można na różne sposoby, sprowadzające się jednak w istocie do uzyskania statusu użytecznego lub przydatnego sojusznika. Jest to bardzo poważne wyzwanie natury intelektualno-politycznej, sprowadzające się do przejęcia obciążeń, wiążących się z działaniami uznawanymi przez mocarstwo za służące jego interesom, w które jednak z najróżniejszych powodów nie chce zaangażować się bezpośrednio. Chodzi o dążenie do zbudowania relacji partnerskiej, ze świadomością, że osiągalna jest jedynie rola młodszego partnera (ale nie klienta lub wasala).
Państwo średnie - fundament materialny
Kategoria państwo średnie związana jest z pierwotnymi, lecz nadal istotnymi składnikami potęgi takimi jak: wielkość (rozległość terytorium), ludność i zasoby naturalne. Podmiot aspirujący do opisywanej kategorii nie może w sposób istotny odbiegać od mediany dla swojego położenia geograficznego. Jest to jednak stosunkowo proste do uchwycenia jedynie w przypadku dwóch pierwszych kategorii, a i to potraktowanych dość pobieżnie. Wielkość (rozległość terytorium) musi być bowiem rozpatrywana łącznie z położeniem geograficznym, rozumianym w aspekcie możliwości oddziaływania w przestrzeni międzynarodowej z własnego terytorium. Zatem jeżeli Włochy (o powierzchni 302 000 km2), na północy stanowiące szczególną platformę styku Francji z zachodu, Szwajcarii i Austrii (Niemiec) z północy oraz żywiołu słowiańskiego i albańskiego ze wschodu, zaś od południa stanowiące pomost między Europą a Północną Afryką, w wymiarze geograficznym mogłyby do grona państw średnich aspirować16, to w przypadku Hiszpanii (505 000 km2), graniczącej na lądzie z Francją i Portugalią, a przez morze z Marokiem i Algierą byłoby to raczej trudne za sprawą peryferyjnego położenia w stosunku na masywu europejskiego.
Podobnie ostrożnie analizować trzeba, w kontekście pojęcia państwo średnie, wskaźniki demograficzne. Wielkość populacji wyrażona w cyfrach bezwzględnych jest jedynie pierwszym elementem oceny. Rolę kluczową odgrywa bowiem poziom wewnętrznej spójności zamieszkującej państwo ludności (wyrażany poprzez brak tendencji odśrodkowych czy też separatystycznych, nie zaś homogeniczność etniczna czy religijna). I znów, posługując się zastosowanym wcześniej przykładem z basenu Morza Śródziemnego: mimo różnic występujących między północą a południem ludność Włoch (60,5 mln) jest znacznie bardziej wewnętrznie spójna niż mieszkańcy Hiszpanii (47,1 mln), w której rozmaite separatyzmy, w tym bijący obecnie najintensywniejszym płomieniem separatyzm kataloński, stanowią realne zagrożenie dla integralności państwa17.
Jeszcze więcej problemów przysparza obecnie kwestia odniesienia do kategorii "zasoby". Kilkadziesiąt lat temu oczywiste było, że w grupie tej znajdują się przede wszystkim grunty rolne i surowce, w tym przede wszystkim energetyczne (bardzo interesująca jest zmiana znaczenia węgla i ropy naftowej), rudy metali, siarka. Przez kilkanaście ostatnich lat panowała tendencja wynikająca z nader optymistycznej wiary w ostateczny triumf gospodarki opartej na wiedzy i usługach jako najważniejszym sektorze generującym wzrost gospodarczy. Minimalizowano bądź wręcz spychano na margines tradycyjne rozumienie pojęcia "zasoby". Wydaje się jednak, że doświadczenia kryzysów finansowych i pandemicznego kryzysu gospodarczego mogą doprowadzić do pewnych przewartościowań w tej materii. Już obecnie w wielu państwach nieco inaczej spogląda się więc na problem samowystarczalności w zakresie podstawowego asortymentu produkcji rolnej oraz znaczenia rodzimych zasobów energetycznych, nawet jeżeli jest to węgiel (czego nie chcą dostrzec jednak zarówno Niemcy, jak i struktury biurokratyczne Unii Europejskiej, co pogłębia kryzys całego planu europejskiego). Innego znaczenia nabiera też, z racji swej lokalności, energetyka oparta na odnawialnych źródłach energii, przede wszystkim jednak elektrownie wodne. Zatem współczesny zakres pojęcia "zasoby" należałoby rozszerzyć m.in. o warunki wiatrowe, ilość dni słonecznych czy spady rzek.
Kolejnym z zasobów o znaczeniu kluczowym staje się woda. Składa się na to szereg czynników, w tym wzrost populacji, zwiększenie jednostkowych potrzeb odbiorców indywidualnych będące konsekwencją podnoszenia standardu życia, ograniczenia zasobów świeżej wody na skutek zatrucia (zasadniczą rolę odgrywa przy tym nawożenie w rolnictwie), zmiany stosunków wodnych spowodowane globalnym ociepleniem18.
Kolejna kategoria zaliczana do twardych wskaźników potęgi to zdolności wytwórcze. Wraz z postępującą globalizacją zmieniło ono swoje pierwotne znaczenie. Jest to kategoria wielowymiarowa i nieciągła. W optymistycznym ujęciu sprowadzono ją do umiejętności zajęcia takiego miejsca w sieci globalnych powiązań i zdobycia takich innowacyjnych umiejętności technicznych, które zapewniały zdolność integrowania elementów dostarczanych przez peryferia w jakościowo nowe produkty finalne. Jednakże wyjątkowo sprawne przejmowanie szeregu umiejętności wytwórczych przez Chiny, które kompensują ilością widoczne nadal braki chińskiej innowacyjności, stan ten radykalnie zmieniło. Poza tym wyprowadzenie istotnej części produkcji poza historyczne centra przemysłowe funkcjonujące w Europie i Stanach Zjednoczonych czyni zdefiniowanie zdolności wytwórczych trudnym podwójnie. Można jednakże przyjąć, że jest to szczególny iloczyn umiejętności innowacyjnych oraz zdolności do wygospodarowania niszowych oczek w globalnym systemie produkcji. Przyjęcie takiego rozumowania oznacza konieczność ostatecznego pożegnania się z koncepcjami okołoautarkicznymi i poświęcenia znacznie większej uwagi generowaniu umiejętności w globalnym systemie niepowtarzalnych, a w związku z tym cennych dla innych uczestników, relacji.
Państwo średnie - czynniki niematerialne
Państwo średnie to nie tylko terytorium, ludność, zasoby i zdolności wytwórcze. W tym przypadku rolę szczególnie istotną, acz z materialnymi czynnikami siły związaną nierozerwalnie, odgrywają jej składowe niematerialne, które, godząc się na pewne uproszczenia, można określić mianem miękkiej siły. Jest to dobrze znany, pod różnymi wszakże mianami, czynnik oddziaływania, czy też raczej różnorodny zbiór czynników oddziaływania, w relacjach międzynarodowych. Bodaj najpełniej jego współczesne znaczenie starał się objaśnić Joseph Samuel Nye19. Jest to praca interesująca, ale pisana z pozycji amerykańskiego mocarstwa, które nie bardzo chce, a i nie potrafi pochylić się nad szczególnością różnych obszarów, w których prowadzi aktywność, a ów amalgamat naiwnego idealizmu i cynicznej gry interesów prowadzi nader często do niepowodzeń. Nie ulega wszak wątpliwości, że miękka siła jest niezbędne do budowania i jego pozycjonowania w środowisku międzynarodowym zarówno mocarstw, jak i podmiotów usiłujących zdobyć pozycję państwa średniego.
Analizując fenomen miękkiej siły z punktu widzenia państwa średniego można dostrzec dwa jego wymiary: pasywny i aktywny. Pierwszy to szczególna moc przyciągania, której nie można jedynie sprowadzić do lepszych warunków bytu materialnego gwarantowanego mieszkańcom. To niezwykle złożony kompleks zagadnień, wśród których można wymienić poziom bezpieczeństwa osobistego, w tym w relacjach z państwem, zakres woluntaryzmu urzędniczego, zasięg korupcji, przejrzystość regulacji prawnych, poziom podstawowych gwarancji socjalnych, zakres wolności osobistych, przewidywalność kształtowania prawa zwłaszcza w odniesieniu do wolności osobistych oraz gwarancji gospodarczych, z których korzystają małe i średnie podmioty. Wszystko to składa się na jakość życia, która, by konstrukt państwa średniego miał jakąkolwiek szansę realizacji, musi być wyższa w kraju aspirującym do tej kategorii niż w bezpośrednim sąsiedztwie mającym być przestrzenią realizacji owych zamiarów20.
Aktywny wymiar posługiwania się miękką siłą to wszystkie te działania, które państwo podejmuje, by wzmocnić siłę i zakres oddziaływania wspomnianej wyżej mocy przyciągania. Jest to również bardzo szeroki zbiór przedsięwzięć. Wymienić wśród nich można inicjowanie i organizowanie wspólnych, międzynarodowych przedsięwzięć gospodarczych posiadających zakres regionalny i wielostronnie korzystnych (nie tylko w płaszczyźnie czysto ekonomicznej), ukierunkowanych na przykład na rozbudowę infrastruktury transportowej o charakterze tranzytowym czy na podniesienie regionalnego bezpieczeństwa energetycznego (choćby przez tworzenie mostów energetycznych, nowych arterii przesyłania surowców). Oczywiście podmiot aspirujący do roli państwa średniego musi dokonać całościowych ocen owych projektów i wypracować akceptowalny balans pomiędzy spodziewanymi korzyściami politycznymi a obciążeniami ekonomicznymi.
Jedną z najważniejszych, choć często niedostrzeganych bądź wręcz pomijanych, składowych miękkiej siły jest polityka stypendialna. W przypadku podmiotu aspirującego do roli państwa średniego niebędącego na ogół potęgą naukowo-badawczą, a zatem posiadającego ograniczoną siłę oddziaływania w tym zakresie, najważniejsze zdają się programy dedykowane studentom studiów licencjackich i magisterskich. Do owych niedocenianych, mało spektakularnych i trudnych do poddania jednoznacznej ewaluacji w krótkim okresie instrumentów projekcji miękkiej siły należy bez wątpienia również polityka kulturalna dedykowana odbiorcy zagranicznemu (wymiany, festiwale, wystawy, sponsorowanie inicjatyw wydawniczych) nie tylko w obrębie kultury wysokiej, ale również, a może przed wszystkim, w obrębie kultury popularnej21.
Najistotniejszym dla całego konstruktu państwa średniego jest jednak to, że zaliczenie do tej kategorii nie jest prostą sumą czynników materialnych i niematerialnych, w tym na przykład położenia, który to splot okoliczności uczynił na przykład z Australii mocarstwo regionalne niejako mimo woli. Dochodzi do tego w następstwie wyartykułowania woli przystąpienia do rozgrywki przez konstytuującą relacje międzynarodowe część wspólnoty politycznej zamieszkującej dane terytorium. Można zatem dążenie, a i utrzymanie statusu państwa średniego uznać za sposób artykulacji ambicji i aspiracji w przestrzeni międzynarodowej, ale również rezultat szczególnej autoewaluacji, której rezultatem jest bądź to realna ocena własnych możliwości sprawczych, bądź ich mniejsze lub większe przeszacowanie. Co oczywiste, skala błędu, którego dopuszczono się przy ocenie możliwości, przekłada się bezpośrednio na prawdopodobieństwo poniesienia porażki, a nawet spektakularnej klęski.
Polska jako państwo średnie
Polska od uzyskania niepodległości w 1918 roku borykała się z wyzwaniami charakterystycznymi dla podmiotu aspirującego do pozycji państwa średniego (mimo że takiego pojęcia oczywiście nie używano). Ów fenomen świetnie uchwycił prof. Piotr Wandycz w rozmowie z prof. Andrzejem Nowakiem. Stosując zamiennie terminy naród i państwo, powiedział:
[...] Nie popadając w megalomanię, możemy chyba powiedzieć, że Polska w skali europejskiej jest przynajmniej państwem średnim. [...] Średni naród jest w pozycji dość niewygodnej. Jeden z francuskich historyków napisał, że tragedią Polski międzywojennej był fakt, iż było to państwo zbyt małe, by być mocarstwem, i zbyt duże, by godzić się z rolą małego narodu. Polska jest średnim państwem - to znaczy takim, które nie może aspirować do kształtowania losów całej Europy, nawet Polska przedrozbiorowa, moim zdaniem, nie miała takiego znaczenia, ale w swoim regionie - środkowo-wschodniej części kontynentu - może jednak odgrywać dużą rolę. Tu wszakże olbrzymie znaczenie ma sytuacja wewnętrzna kraju. Rozważając możliwości polityki zagranicznej Polski, stale trzeba dodawać jedno zastrzeżenie: zakładając, że kraj będzie się dobrze rozwijał gospodarczo, zachowa wewnętrzną stabilność polityczną, będzie atrakcyjnym, budzącym zaufanie partnerem22.
Godząc się z ogólnym wydźwiękiem powyższych zdań, należy jednak poczynić zastrzeżenie, że pozycja czy też zdobycie i utrzymanie pozycji (statusu) państwa średniego nie jest stanem, ale bardzo dynamicznym procesem. W związku z powyższym Polska nie tyle jest państwem średnim, ale co najwyżej uznać ją można za podmiot do tej roli aspirujący. Aby określić na ile owe pretensje znajdują osadzenie w realności politycznej, ekonomicznej i społecznej, a na ile są jedynie fantasmagorią karmioną resentymentem historycznym (lub też instrumentem poprawy zbiorowej samooceny) niezbędne jest dokonanie oceny polskich aktywów i pasywów.
Trzymając się wyspecyfikowanego wyżej podziału na materialne i pozamaterialne składniki potęgi, skonstatować należy, że atutami Polski są:
położenie geograficzne: na północy i w centralnej części Niżu Europejskiego23, na wybrzeżu Bałtyku (śródziemnego morza Europy Północnej), co mimo braku na tym obszarze naturalnej arterii wschód-zachód24 umożliwia nie tylko konsumowanie renty lokalizacji, ale również budowanie powiązanych z nią wartości dodanych, powierzchnia wynosząca 312 685 km2 czyni Polskę dziewiątym co do wielkości państwem Starego Kontynentu25, zwartość terytorium opartego na granicach naturalnych, odległość między skrajnymi punktami mierzona z północnego wschodu na południowy zachód i prostopadle to odpowiednio 680 km i 800 km26, jednolita etnicznie i kulturowo populacja - w 2020 roku ludność Polski wynosiła 37 734 00027, z czego członkowie mniejszości narodowych i etnicznych o uznanym statusie to maksymalnie 1,5 proc.28 (w tekście nie odniesiono się, ze względu na rozległość problematyki, do zagadnienia emigracji zarobkowej obywateli polskich, które to zjawisko objęło do 2,2 mln osób, oraz napływu do Polski, również w celach zarobkowych, cudzoziemców, głównie obywateli Ukrainy29).
Odnosząc się do kategorii "zasoby", stwierdzić trzeba, że grunty rolne, których powierzchnia wynosi 19 221 300 hektarów30, zapewniają nie tylko samowystarczalność żywnościową kraju w podstawowych kategoriach produktów, ale generują również znaczne nadwyżki. Nie można jednak nie dostrzegać, że rolnictwo jest niesłychanie mało wydajne - dostarcza 2,6 proc. PKB, zatrudniając aż 9,5 proc. siły roboczej.
Polska dysponuje znacznymi złożami węgla kamiennego i brunatnego, miedzi (szóste co do wielkości oszacowane zasoby na świecie), srebra (drugie co do wielkości), cynku, ołowiu, metali rzadkich (na przykład ren). W kraju zidentyfikowano ponad 12 000 złóż, z których około 4500 jest zagospodarowanych. Jednocześnie podkreślić należy, że starannego przeglądu i krytycznej oceny wymagają polskie zasoby wody31. Staje się to pilne, mimo powszechności przekonania o ich obfitości32. Nie obserwujemy co prawda drastycznego zmniejszenia wielkości opadu w skali roku, ale zmienia się rozkład, co w połączeniu ze zmianami klimatu dramatycznie redukuje ilość wody wchłanianą przez glebę33. To zaś przekłada się na częstotliwość susz i odbija się na wydajności rolnictwa (podobnie jak znacznie większa turbulentność pogody również będąca rezultatem zmian klimatu).
Znacznie trudniejsze do oszacowania są zdolności wytwórcze Polski. Jeżeli przyjąć wskaźnik udziału produkcji przemysłowej w wytwarzaniu PKB sytuacja wygląda nieźle. Obrazuje to lewa strona przedstawionej poniżej tabeli 1. Nadmienić należy, że tabelę zdecydowano się zamieścić niejako w opozycji do głośno artykułowanej, modnej, ale nieprawdziwej tezy o mającej się jakoby dokonać po 1989 roku deindustrializacji Polski34. W istocie mamy do czynienia ze zmianą uprawnień właścicielskich, ukształtowaniem się odmiennej struktury produkcji, rozproszeniem przestrzennym, którym towarzyszyła istotna redukcja zatrudnienia, ale trudno owe procesy nazywać, kojarzącym się z katastrofą, terminem deindustrializacja. Nie sposób przy tym oprzeć się wrażeniu, że podnoszony przy tej samej okazji postulat reindustrializacji, a zwłaszcza sposoby, które miałyby do tego doprowadzić, i wybór branż wytypowanych do pełnienia funkcji kół zamachowych wynika nie tyle z analizy współczesności i przyszłości, co z mitologizowania przeszłości35. Prowadzi to do koncentracji na wskaźnikach ilościowych, a nie jakościowych.
Do mniej optymistycznych wniosków prowadzi analiza prawej strony tabeli. Przemysł w Polsce wytwarza 26,5 proc. PKB, dając zatrudnienie 31,0 proc. całości zatrudnionych. Świadczy to o jego zapóźnieniu technologicznym, co z kolei przekłada się na to, że firmy polskie (i zakłady obcych marek rozmieszczone na terenie Polski) wytwarzają produkty o niskim poziomie złożoności, konkurując w przeważającej mierze kosztami robocizny. Nie jest to konstatacja optymistyczna, zwłaszcza jeżeli zestawić ją z prawą skrajną rubryką, obrazującą procent PKB przeznaczany w poszczególnych krajach Unii Europejskiej na sektor badań i rozwoju. W dużym uproszczeniu oznacza to niskie usytuowanie Polski w międzynarodowym łańcuchu dostaw (rola stosunkowo łatwej do zastąpienia montowni), co bez wątpienia przekłada się na zdolność do uzyskania pozycji państwa średniego. Środki przeznaczane na segment badania i rozwój zdają się świadczyć, że ranga tego zagadnienia nie jest doceniana (choć oczywiście odsetek PKB przeznaczany na ten cel nie jest czynnikiem jednoznacznie absolutnym).
Wydaje się, że sytuacja pandemiczna, a potencjalnie zwłaszcza popandemiczna, mogłaby zostać wykorzystana do częściowej choćby poprawy tego stanu rzeczy. Pojawiający się w międzynarodowej dyskusji ekonomicznej oraz dotyczącej bezpieczeństwa postulat dywersyfikacji i skrócenia łańcucha dostaw oznacza wolę sprowadzenia na powrót do Europy niektórych zdolności produkcyjnych wyprowadzonych ze Starego Kontynentu w czasie dominacji polityki ograniczania kosztów. Jeżeli nie jest to tendencja doraźna i chwyt retoryczny ukierunkowany na uspokajanie elektoratów, w pierwszej kolejności może zaistnieć sposobność przechwycenia części produkcji farmaceutycznej i pokrewnej (związane z sektorem ochrony zdrowia). Jednakże hasło produkowania bliżej rynków zbytu dotyczy również branży motoryzacyjnej, lotniczej i szeregu innych. Wykorzystanie owej sposobności wymagałoby jednak błyskawicznych działań w wymiarze wewnętrznym (stworzenie prawnych, fiskalnych i innych ułatwień dla inwestorów) i międzynarodowym (promocja oferty), gdyż wiele wskazuje, że opisany proces cechować będzie znaczna dynamika.
Jeszcze bardziej złożone jest zagadnienie oceny już posiadanej polskiej miękkiej siły oraz możliwości generowania tego instrumentu oddziaływania. W czasie ostatnich kilkunastu lat dobrej koniunktury gospodarczej oraz ewolucji administrowania na poziomie lokalnym (w znacznym stopniu będącej konsekwencją wejścia do Unii Europejskiej), a także implementowania nowych praktyk zarządczych przez inwestujące w Polsce podmioty zagraniczne, co siłą rzeczy spowodowało podjęcie podobnych kroków przez podmioty polskie (trzeba więc zaznaczyć, że modernizacja obu kluczowych obszarów inicjowana była przez czynniki zewnętrzne), wytworzyła się pewna zdolność oddziaływania na wschodnich i południowych sąsiadów. Przejawem tego jest napływ pracowników, głównie z Ukrainy, którzy traktują wyjazdy do Polski nie tylko jako sposób doraźnego podreperowania swoich budżetów, ale także jako miejsce docelowego osiedlenia i wychowywania dzieci. Ta niewątpliwa zdolność przyciągana, to suma znacznie lepszych warunków płacowych, nieporównywalnie wyższej transparentności polskich procedur, łatwiejszego dostępu do urzędów, możliwości legalizacji pobytu, ale również relatywnie małych różnic kulturowych i bliskości geograficznej. Fenomen drenowania ukraińskiego zasobu demograficznego (bo taki ma on w istocie obiektywny charakter), można potraktować niewątpliwie jako element miękkiej siły. Z kilku powodów nie należy go wszakże absolutyzować. Przede wszystkim ów efekt miękkiej siły pojawił się jako czynnik uboczny wspomnianej już dobrej koniunktury gospodarczej oraz przystąpienia do Unii Europejskiej (co traktować trzeba zarówno jako element samodzielny, jak i składową sukcesu gospodarczego). Ponadto masowy napływ pracowników ukraińskich powiązany był ściśle z emigracją Polaków na zachód i deficytem siły roboczej, wyssanej z Polski w następstwie oddziaływania miękkiej siły zachodnich sąsiadów. Poza tym rola instytucji państwa w kształtowaniu owej przewagi sprowadziła się do wprowadzenia procedur legalizacji pobytu, co działo się jednak z opóźnieniem, pod wpływem przemożnej potrzeby gospodarczej.
Oceny działań podejmowanych przez państwo w celu świadomej, konsekwentnej budowy miękkiej siły regionalnej trudno formułować wobec mizerii, a w zasadzie braku takich działań. Można wręcz odnieść wrażenie, że kategoria taka jest nierozpoznana, w związku z tym niezrozumiana i nierealizowana. Aktywność międzynarodowa państwa w wymiarze psychologiczno-wizerunkowym koncentruje się przede wszystkim na przeciwstawianiu się krzywdzącym stereotypom historycznym nadal funkcjonującym w przestrzeni międzynarodowej. Jest to podejście jak najbardziej zasadne, ale nie może być jedynym.
Tabela 1. Udział przemysłu w wytwarzaniu PKB państw Unii Europejskiej w zestawieniu z zatrudnieniem w sektorze oraz wydatkami na sektor badania i rozwój (dane za rok 2021)
Państwo
Udział przemysłu/usług/rolnictwa w tworzeniu PKB [%]
Zatrudnieni w przemyśle/usługach/rolnictwie [%]
Udział PKB alokowany w sektorze badania i rozwój [%]
Polska
26,5/70,7/2,6
31,0/59,5/9,6
1,21
Czechy
36,9/60,8/2,3
38,0/59,2/2,8
2,75
Szwecja
33,0/65,4/1,6
12,0/86,0/2,0
3,33
Bułgaria
28,0/67,4/4,3
26,6/66,6/6,8
0,84
Węgry
31,3/64,8/3,9
30,3/64,5/4,9
1,31
Niemcy
30,7/68,6/0,7
24,2/74,3/1,4
3,02
Estonia
29,2/68,1/2,8
20,5/76,8/2,7
2,11
Słowenia
32,2/65,9/1,8
31,2/63,3/5,5
1,81
Austria
28,4/70,3/1,3
25,2/74,1/0,7
3,16
Litwa
29,4/67/2/3,5
25,2/65,8/9,1
0,87
Rumunia
33,2/62,9/4,2
28,9/42,8/28,3
0,5
Irlandia
38,6/60,2/1,2
11,0/84,0/5,0
1,1
Finlandia
28,2/69,1/2,7
20,7/75,3/4,0
2,74
Chorwacja
26,2/70,1/3,7
27,3/70,8/1,9
0,81
Hiszpania
23,2/74,2/2,6
24,0/71,7/4,2
1,31
Łotwa
22,4/73,3/3,9
24,1/68,1/7,7
0,51
Włochy
23,9/73,9/2,1
28,3/67,8/3,9
1,37
Malta
10,2/88,7/1,1
20,7/77,7/1,6
0,52
Słowacja
35,0/61,2/3,8
22,7/73,4/3,9
0,87
Portugalia
22,1/75,7/2,2
23,9/67,5/8,6
1,25
Niderlandy
17,9/70,2/1,6
17,2/81,6/1,2
2,04
Dania
22,9/75,8/1,3
18,3/79,3/2,4
3,06
Belgia
22,1/77,2/0,7
18,6/80,1/1,3
2,54
Wielka Brytania
20,2/79,2/0,7
15,2/83,5/1,3
1,61
Francja
19,5/78,8/1,7
20,0/77,2/2,8
2,21
Grecja
16,9/79,1/4,1
15,0/72,4/12,6
1,20
Luksemburg
12,8/86,9/0,3
20,0/78,9/1,1
1,25
Cypr
12,5/2,0/85,5
15,2/81,0/3,8
0,52
Źródło: Opracowanie własne
W wymiarze politycznym próby podejmowania zabiegów mających na celu wzmocnienie pozycji Polski w regionie nie zakończyły się pomyślnie. Symbolicznym finałem gry na Ukrainie zapoczątkowanej jeszcze na przełomie 2004 i 2005 roku jest wyłączenie naszego kraju z jakichkolwiek gremiów międzynarodowych usiłujących negocjować w kryzysie (dość spojrzeć na tak zwaną formułę normandzką36) oraz podczas kryzysu 2021-2022. Nieźle początkowo rokująca współpraca ze Szwecją dotycząca Partnerstwa Wschodniego nie doczekała się kontynuacji, a cała inicjatywa uległa rozwodnieniu głównie na skutek niezdolności Polski i Niemiec do zbudowania kompromisu dotyczącego jej celów37. Jednocześnie powstała, również w ramach Unii, kolejna inicjatywa, zwana Synergią Czarnomorską, konkurencyjna w stosunku do Partnerstwa Wschodniego i stanowiąca potencjalny obszar zadrażnień między Polską a Rumunią. Wraz z fiaskiem Partnerstwa Wschodniego z orbity polskiego zainteresowania politycznego w znacznym stopniu zniknęła więc Białoruś (wobec której nie ma dalekosiężnej, a jednocześnie pragmatycznej linii postępowania, co wykazuje kryzys graniczny) i cała zachodnia postsowiecja (może z wyjątkiem Gruzji, ale i w tym przypadku relacje mają charakter zdominowany przez warstwę symboliczno-werbalną). Z polskiej perspektywy politycznej całkowicie niemal zniknęła na pewien czas Słowacja, Czechy, Rumunia, Bułgaria, ale również państwa bałkańskie: Macedonia Północna, Czarnogóra, Chorwacja, Bośnia i Hercegowina, Mołdawia czy Serbia. Relacje z Węgrami sprowadzają się w istocie do taktycznych sojuszy na forum Unii Europejskiej i podkreślania związków historycznych38. Sporadycznie pojawia się na naszym horyzoncie Italia i państwa Półwyspu Iberyjskiego - Portugalia zasłużyła na uwagę jedynie wówczas, gdy za wielkim sukcesem stało ogłoszenie, że jest to pierwsze państwo Starej Unii (nie dostrzegając, że iberyjska republika weszła to Unii w roku 1986, po kilku dekadach autokracji i 15 latach wyniszczających wojen afrykańskich), które Polska wyprzedziła w kategorii PKB per capita39. Poza horyzontem zdarzeń wykreślonym w Warszawie znajdują się państwa bałtyckie, z których uwagę zwraca niekiedy jedynie Litwa. W czarnej chmurze stworzonej przez niewiedzę, stereotyp, arogancję i myślenie życzeniowe znajduje się Skandynawia, będąca z polskiego punktu widzenia obszarem skrzydłowym. Będzie to jeszcze bardzie doskwierające po prawdopodobnym wejściu obu państw do NATO40. Tymczasem każdy podmiot aktywny w przestrzeni międzynarodowej ma swoje interesy. Mocarstwo globalne może ich nie dostrzegać lub stwarzać pozór, że ich nie dostrzega, który to stan dobrze oddaje część amerykańskich neorealistów traktujących państwa jako toczące się kule bilardowe. To ujęcie bardzo dobre dla aspirującego do hegemonii, ale przyjęcie takiej optyki przez Polskę, będącą państwem potencjalnie średnim, jest fundamentalnym błędem. Obserwować przy tym można daleko idącą korelację, niekiedy nawet sprzężenie zwrotne, między zdolnościami wytwórczymi i miękką siłą. Polska zdolność przyciągania państw regionu mimo centralnego położenia jest nikła, gdyż tak właśnie przedstawia się oferta Warszawy w zakresie twardych regionalnych projektów rozwojowo-pomocowych, nawet jeżeli finansowane są one przez Unię Europejską41.
Próbą powrócenia do aktywnej gry jest projekt Trójmorza, w który Polska bardzo silnie zaangażowała się wspólnie z Chorwacją. Jednym ze sztandarowych projektów owego przedsięwzięcia jest Via Carpatia42. Uznać trzeba, że jest to jak najbardziej właściwy kierunek, ale przyszłość pokaże, czy nowe otwarcie projektem tak ambitnym uda zakończyć się powodzeniem. Trzeba przy tym zauważyć, że wszystkie 12 krajów z ową inicjatywą związanych zadeklarowało na wspólny fundusz kwotę nieco ponad 500 mln euro, co trudno uznać za przejaw daleko idącego entuzjazmu. Jednym z zagrożeń dla projektu jest przesunięcie środka ciężkości działań podejmowanych przez poszczególne państwa na walkę z pandemią (co może zająć, według optymistycznych rokowań, wiele miesięcy, a może nawet lat), a następnie na ograniczeniu skutków ekonomicznych wywołanych przez to zjawisko. W takich warunkach podtrzymanie przez Polskę zainteresowania Trójmorzem będzie wyzwaniem samym w sobie. Kolejnym elementem osłabiającym ten projekt jest fakt, iż stanowi on obszar, jeżeli nie rywalizacji, to wzajemnej uważnej obserwacji amerykańsko-niemieckiej.
Ostatnia z wymienionych kwestii unaocznia jedno z najbardziej złożonych wyzwań stojących przed współczesną Polską, w tym możliwości uzyskania statusu państwa średniego. Wobec niemożności prowadzenia całkowicie samodzielnej polityki międzynarodowej konieczne jest funkcjonowanie w ramach architektury bezpieczeństwa budowanej przez podmiot hegemoniczny. Istotą problemu jest jednak to, że w odniesieniu do Europy nie występuje już, w odróżnieniu od epoki zimnej wojny, jeden taki byt. W wymiarze wojskowym rolę tę nadal odgrywają niewątpliwie Stany Zjednoczone, działając w ramach Sojuszu Północnoatlantyckiego. Amerykanie dysponują zarówno potencjałem militarnym, jak i umiejętnościami oraz wolą posługiwania się nim dla obrony swoich interesów. Wpisanie w zbiór interesów amerykańskich również celów polityki bezpieczeństwa Polski jest więc w pełni zasadne. Pamiętać jednak należy, że nie jest to tożsame z przyjęciem nieelastycznej i pasywnej postawy konsumenta bezpieczeństwa, którego jedynym dążeniem jest maksymalna rozbudowa kontyngentu amerykańskiego przyjmowanego na własnym terytorium. Potrzeba partycypacji we wspólnym wysiłku jest bardziej niż oczywista. Formy i sposoby owej partycypacji, drogi do osiągnięcia pozycji użytecznego partnera to odrębna kwestia. Z pewnością nie można jednak sprowadzać całego zagadnienia wyłącznie do zakupów uzbrojenia.
Lionel Ismay, pierwszy sekretarz Sojuszu Północnoatlantyckiego, mówiąc o misji NATO, stwierdził: Trzymać Amerykanów blisko, Rosjan daleko, a Niemców pod kontrolą. Po ponad 70 latach funkcjonowania Sojuszu zdanie to zachowuje prawdziwość, w tym również co do strategicznego interesu Stanów Zjednoczonych w Europie. Jest nim zapobieżenie powstaniu potęgi mogącej rzucić wyzwanie Ameryce, czyli trzymanie Rosjan daleko, a Niemców pod kontrolą. Decyzja o budowaniu polskiego systemu bezpieczeństwa jako elementu amerykańskiej obecności na Starym Kontynencie musi ten czynnik uwzględniać w całej rozciągłości. Jednocześnie należy mieć świadomość, że Stany Zjednoczone:
są mocarstwem globalnym o globalnym zasięgu interesów, ich rdzeniem strategicznym jest kontynent amerykański, borykają się z bardzo głębokim kryzysem wewnętrznym o charakterze społeczno-strukturalnym, po raz pierwszy od zakończenia zimnej wojny stają wobec zagrożenia dla swego globalnego prymatu, generowanego przez Chiny.
Ponadto USA w sposób ciągły redefiniują znaczenie poszczególnych regionów43, kierując się swoimi interesami, dokonują alokacji zasobów (w tym sił wojskowych) zarówno między obszarami szczególnego zainteresowania, jak i wewnątrz nich, a wycofanie sił wojskowych z Europy nie jest nieprawdopodobne (i to niezależnie od nakładów ponoszonych w wymiarze historycznym na ich rozlokowanie i dotychczasowe utrzymanie, choć wydarzenia w Ukrainie szanse takiego rozwoju sytuacji zdają się jeszcze bardziej marginalizować), podobnie jak ich zasadnicze przesunięcie w obrębie Starego Kontynentu (co w zasadzie obserwujemy).
W obrębie płaszczyzny polityczno-wojskowej Stany Zjednoczone, rozpatrywane zarówno jako państwo członkowskie Sojuszu Północnoatlantyckiego, jak i w wymiarze relacji bilateralnych, są obecnie najważniejszym gwarantem bezpieczeństwa Polski. Podkreślić należy, że ów dualizm w postrzeganiu relacji ze Stanami Zjednoczonymi jako sumy stosunków dwustronnych i zobowiązań w ramach sojuszu wojskowo-politycznego nie jest niczym niezwykłym i działania takie, ukierunkowane na pogłębienie relacji z wybranymi partnerami, podejmuje szereg państw NATO44.
Kolejny element o znaczeniu absolutnie żywotnym to relacje z Niemcami. Bez ich ułożenia w sposób satysfakcjonujący ułudą jest zarówno zbudowanie państwa średniego, jak i elementarnej stabilność w płaszczyźnie bezpieczeństwa. Jest to aksjomat. Jego realizacja staje się jednak coraz trudniejsza. Umowa koalicyjna zawarta w Niemczech po wyborach w 2021 roku ukazuje całokształt wyzwań stojących w tej materii przed Polską. Niemiecka polityka dalszego otwarcia migracyjnego, ale przede wszystkim zamysł przebrnięcia przez fazę transformacji energetycznej (czyli do etapu oparcia jedynie na zasobach odnawialnych) dzięki rosyjskiemu gazowi, przy jednoczesnej likwidacji siłowni atomowych, to jedynie przedsmak sytuacji. Nie zmienia to faktu, że alternatywą dla poszukiwania porozumienia jest osunięcie się w postsowiecję.
Z kolei w wymiarze gospodarczo-politycznym kluczowe znaczenie dla Polski ma utrzymanie i pogłębianie relacji w ramach Unii Europejskiej. W przypadku wątpliwości jakiejkolwiek natury trzeba spojrzeć na wskaźniki ekonomiczne (tabela 2). Obroty handlowe ze Stanami Zjednoczonymi są niskie, a najbardziej nawet dynamiczne wysiłki zarówno strony polskiej, jak i amerykańskiej (nie widać ich zbyt wiele), niewiele w tej materii zmienią, choć zakup przez Polskę gazu skroplonego45 może doprowadzić do kolejnego wzrostu obrotów. Nadal jednak stwierdzenia, że Polska i Stany Zjednoczone są dla siebie ważnymi partnerami handlowymi można traktować jedynie jako wyjątkowo agresywne zabiegi z zakresu kształtowania wizerunku46, zaś próba kreowania obrazu, w którym amerykańsko-polskie relacje handlowe są jakąkolwiek alternatywą dla obrotów z państwami Unii, określić można jedynie mianem nieodpowiedzialnego i niebezpiecznego awanturnictwa.
Tabela 2. Najważniejsi partnerzy handlowi Polski w 2021 roku (udział procentowy)
Eksport (%)
Import (%)
1
Niemcy
29,0
Niemcy
21,3
2
Czechy
5,9
Chiny
14,2
3
Wielka Brytania
5,1
Rosja
5,5
4
Francja
5,7
Włochy
5,1
5
Włochy
4,6
Niderlandy
4,0
6
Niderlandy
4,3
Francja
3,5
7
Rosja
2,8
Czechy
3,2
8
Szwecja
2,8
Stany Zjednoczone
2,9
9
Stany Zjednoczone
2,7
Republika Korei
2,6
10
Słowacja
2,5
Belgia
2,3
Źródło: GUS
Sprowadzanie relacji z Unią Europejską wyłącznie do stosunków handlowych, czy też ujmując kwestię szerzej, relacji gospodarczych, jest jednak poważnym błędem, choć niewątpliwie ich niezakłócony przebieg to również jeden z elementów budowy ekonomicznego, a co za tym idzie, również socjalnego bezpieczeństwa państwa. W wymiarze międzynarodowej gry członkostwo w Unii Europejskiej daje kilka nader istotnych atutów (prócz tak oczywistych jak przyjmowanie wzorców administracyjnych, prawnych, instytucjonalnych, ekonomicznych, zarządczych z systemów lepiej rozwiniętych i zamożniejszych):
poprzez rozbudowane procedury formalnoprawne zmniejsza brutalność, z jaką państwa najsilniejsze mogą, ale również chcą, stosować instrumentarium oddziaływania polityczno-ekonomicznego charakterystycznego dla klasycznego koncertu mocarstw (można nawet postawić tezę, że mimo zachowania wiodącej roli państw najsilniejszych pojawiły się "aksamitne" ograniczenia w wykorzystywaniu posiadanej przewagi), stwarza instytucjonalne możliwości równoważenia siły oddziaływania największych państw przez koalicje, umowy i porozumienia małych graczy, doprowadzając w ten sposób do szczególnego przewartościowania ich wpływu na rozwój wydarzeń (to cenny instrument, ale warunkiem jego skutecznego użycia jest bardzo wysoki poziom elastyczności, czyli, inaczej mówiąc, jednym z warunków powodzenia jest wspomaganie się pamięcią instytucjonalną budowaną przez dekady), zwiększa możliwości małych i średnich graczy w zakresie przeciwstawiania się presji innych uczestników relacji międzynarodowych, w tym nieposiadających podmiotowości państwowej, lecz niesłychanie wpływowych, jak choćby ponadnarodowe koncerny czy grupy kapitałowe.
Członkostwa w NATO i Unii Europejskiej, podobnie jak relacji bilateralnych ze Stanami i Niemcami, nie wolno z polskiej perspektywy traktować rozdzielnie lub, co jeszcze bardziej niebezpieczne, stawiać w kontrapunktach. Są to komplementarne, a nie alternatywne obszary polskiej aktywności. Co więcej, takie podejście do zagadnienia może częściowo choćby skompensować naturalną niechęć największych graczy do zwiększania możliwości przez mniejszych.
Prof. dr hab. kmdr por. (rez.) Krzysztof Kubiakw 1985 wstąpił do Marynarki Wojennej. Ukończył Akademię Marynarki Wojennej i politologię na Uniwersytecie Gdańskim (1992). Przez niemal dwadzieścia lat był związany z wyższym szkolnictwem wojskowym. Pełnił funkcję szefa Katedry Działań Morskich na Wydziale Strategiczno-Obronnym Akademii Obrony Narodowej. Był kierownikiem Zakładu Bezpieczeństwa Międzynarodowego w Dolnośląskiej Szkole Wyższej we Wrocławiu, prorektorem tej uczelni oraz dziekanem Wydziału Nauk Technicznych. Jest samodzielnym pracownikiem naukowym Katedry Krajów Europy Północnej Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach i Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni. Doktorat obronił w 1998, habilitację w 2003, a tytuł naukowy profesora otrzymał w 2015. Autor wielu artykułów i monografii dotyczących konfliktów zbrojnych po II wojnie światowej, opublikował kilkadziesiąt książek.
Podsumowanie
Polskie aspiracje do odgrywania roli państwa średniego mają solidne fundamenty dzięki położeniu geograficznemu, wielkości i stopniowi zwartości terytorium państwowego, wielkości i jednorodności populacji. Ocena pozostałych składowych potencjału aspiracyjnego musi być już znacznie bardziej krytyczna. Możliwości oddziaływania regionalnego są ograniczone wielkością potencjału, a i ograniczeniami koncepcyjnymi. Zmiana owego stanu rzeczy wymagałaby realizacji szeregu wysoce złożonych, aczkolwiek w pełni wykonalnych w dłuższej perspektywie czasowej przedsięwzięć:
zbudowania zdolnego do systematycznego działania ośrodka analityczno-prognostycznego pełniącego funkcję zarówno zaplecza intelektualnego, jak i pamięci instytucjonalnej państwa oraz znaczące wzmocnienie możliwości oddziaływania instrumentami dyplomatycznymi, podjęcie wysiłku przebudowy potencjału wytwórczego, przede wszystkim zaś otwarcie się na innowacyjne rozwiązania, co jest drogą na uzyskanie lepszej (bardziej stabilnej, trudniejszej do zmarginalizowania) pozycji w międzynarodowych łańcuchach dostaw i sieciach kooperacyjnych, systemowe podejście do zagadnienia projekcji miękkiej siły od polityki kulturalnej i stypendialnej, po ponadkrajowe przedsięwzięcia infrastrukturalne, zwiększenie elastyczności w stosunkach międzynarodowych, przede wszystkim unikanie prezentyzmu prognostycznego (dokonywanie projekcji sytuacji bieżącej w przyszłość i podejmowanie na tej podstawie decyzji o długoterminowych konsekwencjach) w relacjach z NATO, Unią Europejską, Stanami Zjednoczonymi oraz Starą Unią, ze szczególnym uwzględnieniem Niemiec i Francji.
Uzyskanie pozycji państwa średniego, a zatem zdolnego do wywierania wpływu (niekiedy kluczowego) na otocznie międzynarodowe, znajduje się w zakresie polskich możliwości. Oznacza to istotne zwiększenie poziomu podmiotowości, ale nie jest tożsame z uzyskaniem strategicznej niezależności (co należy z całą wagą podkreślać). Wiąże się to jednakże z koniecznością intensyfikacji działań modernizacyjnych w bardzo wielu zakresach. Kwestią kluczową jest jednakże osiągnięcie dojrzałej samoświadomości, czyli realnej oceny własnych zdolności sprawczych, przy zrozumieniu istoty ograniczeń. Jest to trudne, ale możliwe.
Wybrana bibliografia:
Balcerowicz B., Obronność państwa średniego, Warszawa 1997
Górny M., Polska bez cudów. Historia dla dorosłych, Warszawa 2021
Huntington S., Zderzenie cywilizacji, Warszawa 2004
Jackson R., S?rensen G., Introduction to International Relations. Theories and Approaches, Oxford 2015
Kiełczewska M., O podstawy geograficzne Polski, Poznań 1946
Kiełczewska-Zaleska M., Grodek A., Odra-Nisa najlepsza granica Polski, Poznań 1946
Koneczny F., O wielości cywilizacji, Kraków 1902
Kubiak K., "Polska jako państwo średnie wobec wyzwań współczesności", WTO Raport, 2021 nr 2
Leszczykowski S., Ustalanie granic Polski współczesnej, Poznań 1946
Moczulski L., Geopolityka. Potęga w czasie i przestrzeni, Warszawa 2000
Murray D., Szaleństwo tłumów, Poznań 2020
Nowak A., O historii nie dla idiotów, Kraków 2019
Nye J.S., Przyszłość siły, Warszawa 2012
Piłsudski J., Gieografja militarna Królestwa Polskiego, Warszawa 1910