najsłynniejszym utworze Paktofoniki;
Księdze Rodzaju;
symbolach i alegoriach;
funkcjach języka;
przepotężnej, boskiej mocy słów.
Fokus: A ty mógłbyś nam chociaż wytłumaczyć, co to właściwie znaczy "jestem Bogiem"?
Magik: A wiesz, co to znaczy: "jestem słoniem"?
(fragment z filmu Jesteś Bogiem na podstawie scenariusza Macieja Pisuka)
Artyści zazwyczaj nie przepadają za sytuacją, gdy ktoś każe im wyjaśniać, co mieli na myśli. Napisali, nagrali, namalowali, a więc wypowiedzieli się właśnie w takiej formie, na jakiej im zależało. Kropka. Taką sytuację widać w filmowej historii Paktofoniki. Magik jest wyraźnie rozdrażniony tym, że koledzy z zespołu początkowo nie rozumieją jego pomysłu na tekst. Prawdopodobnie liczył na ich wsparcie, tymczasem są sceptyczni, zaniepokojeni, a nawet wystraszeni. Fokus reaguje: "Żadne radio nam tego nie puści, zrobi się smród i sklepy też nie będą chciały tego przyjmować".
Nie ma co się dziwić. Utwór Jestem Bogiem powstał w 2001 roku. To właśnie wtedy doszło w Narodowej Galerii Sztuki Zachęta do gwałtownych protestów związanych z Dziewiątą godziną, rzeźbą Maurizio Catellana. Przedstawiała Jana Pawła II przygniecionego meteorytem. Choć wydźwięk dzieła był dla papieża pozytywny - upadał on pod ciężarem trosk całego świata, a sam tytuł nawiązywał do męki Jezusa na krzyżu - to pracę uznano za obrazoburczą. Wybuchł skandal, który zakończył się zniszczeniem rzeźby przez dwójkę posłów oraz dymisją ówczesnej dyrektor galerii - Andy Rottenberg. W 2001 roku w Polsce trzeba było bardzo uważać, gdy nawiązywało się w sztuce do tego, co dla wielu osób było święte. A czy jest coś świętszego niż Bóg? Czy Bogiem może sobie być ot tak po prostu dwudziestodwulatek z katowickich Bogucic?
Metafora
(inaczej przenośnia) - niezwykłe użycie lub połączenie słów, które w nowych okolicznościach lub związkach zyskują nowe znaczenie. Jest jednym z najważniejszych środków stylistycznych, ale i czymś znacznie więcej. Zdaniem autorów słynnej książki Metafory w naszym życiu George'a Lakoffa i Marka Johnsona nasze codzienne myślenie o świecie w ogromnym stopniu opiera się na metaforach. Często niezauważanych, np. jak w poprzednim zdaniu ("myślenie [...] opiera się").
Obawy Fokusa, choć uzasadnione, okazały się przesadne. Radio puściło piosenkę, a potem szybko trafiła ona na listy przebojów. Oglądając film, wiemy już, że to Magik ma rację. Wiemy, bo przecież filmu Jesteś Bogiem nie byłoby bez piosenki Jestem Bogiem. Rozumiemy złość chłopaka, który zmaga się sam ze sobą, z trudną sytuacją rodzinną, z przytłaczającą codziennością, a musi jeszcze dodatkowo mierzyć się z oporem kolegów z zespołu. Kto ma go rozumieć, jeśli nie oni? A oni nie rozumieją.
Nie rozumieją, a ja ich rozumiem. Wiem, że łatwo pisze się po czasie riposty do dialogów sprzed dekad, ale na miejscu Fokusa odpowiedziałbym Magikowi tak: "Jaki jest słoń, każdy widzi. A widziałeś kiedyś Boga?".
Fokus i Rahim to jedyni koledzy z zespołu - w tym momencie słuchacze - którzy właśnie zetknęli się z czymś mocno nieoczywistym. Są w lekkim szoku, chcą zrozumieć, przemyśleć, jakoś ustosunkować się do niejasnego sformułowania, które budzi niepokój. Tak właśnie działa dobra metafora.
Dziś może ona wydawać się banalna. Po Rap God Eminema, I Am a God Kanye Westa co trzeci raper w co czwartym utworze nazywa siebie Bogiem i na nikim nie robi to specjalnego wrażenia. Tylko że "dziś" wyraźnie różni się od rzeczywistości z 2001 roku. Przyzwyczailiśmy się do opowieści o tym, że polska muzyka popularna to w dużym stopniu naśladowanie zachodnich wzorców, przenoszenie na polski grunt gatunków, mód, gestów, powtarzalnych sformułowań z tekstów piosenek. Magik, Fokus i Rahim dorastali w latach dziewięćdziesiątych, gdy polityka wytwórni w dużym stopniu polegała na poszukiwaniu polskich odpowiedników największych gwiazd z Zachodu. Grupa Rotary miała być polskim Oasis, Maja Kraft - polską Britney Spears itd.
Paktofonika nigdy nie była polskim odpowiednikiem czegokolwiek. Także dlatego, że gdy Magik zarapował "Jestem Bogiem", takie stwierdzenie nie było standardem w amerykańskim rapie. On nie wziął tej frazy z popularnej piosenki swojego idola, tylko wyrażał nią coś dla siebie bardzo osobistego. "Bez przerwy muszę robić rzeczy, których nienawidzę, a jak czasem próbuję zrobić coś, co chcę, to mi nie wolno. Ale tu mogę wszystko. Jestem artystą - dla mnie to coś znaczy" - mówi grający tragicznie zmarłego rapera Marcin Kowalczyk w filmie, który, według dwóch pozostałych członków grupy, jest wiernym zapisem rzeczywistych scen. W biografii Rahima (Rahim. Ludzie z tylnego siedzenia Przemka Corso) ten moment został przedstawiony nieco inaczej: gdy Magik informuje kolegów o swoim pomyśle na utwór o zostaniu Bogiem, jego matka przez mleczną szybę w drzwiach komentuje te słowa z prawdziwie matczynym sarkazmem: "TAAA! CHYBA SAMOZWAŃCZYM".
Taki pomysł w historii kultury nie jest oczywiście zupełnie nowy. Wiele lat przed powstaniem hip-hopu Juliusz Słowacki w poemacie Beniowski (nie mogę się w tym momencie powstrzymać od dygresji: który uwielbiam omawiać z uczniami na moich lekcjach) określał siebie jako Boga rzucającego wyzwanie "dawnemu Bogu", czyli Adamowi Mickiewiczowi. Zakończenie tego utworu to opis starcia tytanów poezji: dwie wybitne jednostki, dwaj genialni twórcy rywalizują o tytuł wieszcza, czyli natchnionego przewodnika narodu. Jeśli nie znacie tego fragmentu, to koniecznie przeczytajcie. Warto wcześniej przygotować sobie popcorn.
Można by powiedzieć, że w Jestem Bogiem chodzi o coś podobnego - Magik, Rahim i Focus mówią o swoich ponadprzeciętnych umiejętnościach, rapują o tym, że czują się świetni, wyjątkowi, po prostu najlepsi. Wszystko to prawda, ale znakomity refren piosenki kończy się słowami skierowanymi do każdego słuchacza: "Ty też jesteś Bogiem. Tylko wyobraź to sobie". Czegoś takiego nie powiedziałby czytelnikowi żaden romantyczny poeta spoglądający na tłum zwykłych śmiertelników znad morza mgły, ze szczytu Mont Blanc albo z perspektywy czegoś równie wysokiego, czyli mniemania o sobie.
Członkowie Paktofoniki wierzyli w siebie, a jednocześnie zarażali tą wiarą swojego słuchacza. Nie mówili mu: będziesz Bogiem. Nie zapowiadali, że kiedyś dzięki wytrwałości, pracy, zaangażowaniu, talentowi, wsparciu przyjaciół i wielu innym czynnikom osiągniesz sukces. To nie ta, dobrze znana hip-hopowa opowieść. Bóg, do którego zwracają się Magik, Fokus i Rahim, jeszcze w siebie nie wierzy, jeszcze nie wie, że nim jest, ale już nim jest. Musi sobie to jedynie wyobrazić. To naprawdę mocne, piękne przesłanie. Podkreślające znaczenie wiary w siebie, a jednocześnie wyobraźni, która - jak powiedział kiedyś Albert Einstein - w przeciwieństwie do wiedzy jest nieograniczona.
Jak przyznaje w swojej biografii Rahim, taki sens utworu to w dużym stopniu wynik intensywnej dyskusji. "Nie chcieliśmy sytuacji, w której ktoś mógłby nam zarzucić, że banda łebków nawija o tym, że Bóg nie istnieje i że to oni go zastępują albo że są mu równi, albo cokolwiek równie durnego. Zaczęliśmy bardzo dogłębnie analizować, o czym ma być ten kawałek. I doszliśmy do wniosku, że chodzi w nim o wiarę w siebie. O metaforę. Symbol".
Jak odróżnić symbol od alegorii?
Symbole to motywy, do których sensu czytelnik powinien docierać, odkrywać go. Są tajemnicze, wieloznaczne. Alegoria natomiast ma ściśle określone, ustalone znaczenie. Gdy czytamy biblijną przypowieść o synu marnotrawnym, nie zastanawiamy się, czy ukazany w niej ojciec to symbol historii, natury, a może patriotyzmu... Z kontekstu wynika jednoznacznie, jak należy rozumieć tę postać. Dlaczego jest to dla nas jasne? Decyduje o tym utrwalony w kulturze obraz Boga jako ojca.
Głupio mi tak po belfersku poprawiać Rahima, ale myślę, że chodziło im raczej o alegorię. W przeciwieństwie do symbolu ma ona jedno znaczenie. W historii kultury twórcy sięgali po ten środek wyrazu, gdy zależało im na tym, by ich dzieło było odbierane w ściśle określony sposób.
Historia powstawania piosenki Jestem Bogiem kojarzy mi się z fragmentem Ars poetica Czesława Miłosza:
W samej istocie poezji jest coś nieprzystojnego:
Powstaje z nas rzecz o której nie wiedzieliśmy że w nas jest,
Więc mrugamy oczami, jakby wyskoczył z nas tygrys
Członkowie Paktofoniki, gdy usłyszeli pierwszy raz zdanie wypowiedziane przez Magika, zobaczyli właśnie takiego tygrysa i serio się go wystraszyli. Postanowili więc przemyśleć sprawę i stworzyć dla niego ogrodzony teren, żeby nikt im nie zarzucił, że wypuścili w świat zdanie niebezpieczne.
Tu można by zamknąć temat, ale metafora "jestem Bogiem" nie daje się zamknąć w jednym znaczeniu. To, że wiemy, co autorzy mieli na myśli albo raczej co wymyślili po stworzeniu niepokojącego, niejednoznacznego zdania, jest ważną informacją, ale zdecydowanie nie wyklucza innych interpretacji. Rozumienie utworów wymaga pokory, skrupulatności, ale także odwagi, która dla wielu będzie bezczelnością. Czy można chcieć być mądrzejszym od autora? Czy można powiedzieć w myślach słynnemu poecie, legendarnemu reżyserowi, współtwórcy piosenki Jestem Bogiem: "To ja jestem Bogiem i powiem ci, co chciałeś powiedzieć!". To nieco bardziej skomplikowane.
Po pierwsze, odczytywanie tekstów nie jest równoznaczne z orzekaniem, co ktoś chciał powiedzieć: to naiwny, powtarzany na szczęście coraz rzadziej w szkole mit. Po drugie, w interpretacji nie chodzi o bycie mądrzejszym, lepszym: to nie jest gra, w której zwycięzca bierze wszystko.
Odczytując znaczenia, można natomiast prawie wszystko, jeśli tylko spełnione zostaną trzy warunki:
- Musimy trzymać się tekstu, bacznie się mu przyglądać i wyciągać z niego wnioski.
- Musimy pamiętać, że wiedza, którą wykorzystujemy, sięgając po historię, biografię, konteksty kulturowe czy filozoficzne, ma pomóc w zrozumieniu utworu.
- Musimy starać się być względnie zrozumiali i logiczni. Wyjaśnianie nie powinno być rekordowo mętne.
- To wszystko. Reszta jest wolnością.
Historia kultury pełna jest zdań, których znaczenie wykracza daleko poza horyzont tego, co autor w danej chwili mógł sobie wyobrazić. Wiara w siebie to ważne, może najważniejsze przesłanie najsłynniejszego utworu Paktofoniki, ale z pewnością nie jedyne. Pora wypuścić tygrysa z klatki. Czas poszukać odpowiedzi na pytanie: w jaki sposób można być Bogiem? Bez nieśmiertelności, wszechwiedzy i paru innych boskich atrybutów. To jedno z pytań, którego źródłem jest opis stworzenia człowieka i świata z Księgi Rodzaju.
Niektórzy zarzucają Biblii, że jest niespójna, nielogiczna, wytykają tekstom zawartym w Starym i Nowym Testamencie brak konsekwencji. W mojej pracy często spotykam się z młodymi, zaangażowanymi ateistami, którzy na omawiany na lekcji języka polskiego tekst religijny patrzą z góry, z mieszanką nieufności i lekceważenia. Bardzo lubię tych młodych ludzi za krytyczny stosunek do rzeczywistości, ale próbuję im jednocześnie pokazać, że taka postawa jest sporym uproszczeniem. Owe "kompromitujące" niespójności są świadectwem ważnych zmian: ewoluowania ludzkiej wyobraźni oraz etyki, które muszą rzucać się w oczy w książce powstającej przez ponad tysiąc lat.
Interpretacja - w przeciwieństwie do analizy jest w pewnym stopniu subiektywna.
Wynika z przyglądania się dziełu, ale zależy także od interpretatora: jego wiedzy, doświadczeń czy przekonań. Dla osoby religijnej Treny Jana Kochanowskiego mogą być przede wszystkim utworem o zwątpieniu w istnienie Boga, dla psychologa - znakomitym odzwierciedleniem etapów przeżywania żałoby, a dla kogoś zajmującego się na co dzień pisaniem - dziełem o procesie twórczym, który pomaga przepracować traumę.
Oprócz nich mamy w Biblii mnóstwo paradoksów i antytez. Jest ona niespójna, często nielogiczna - zgadzam się. Ale przecież dlatego to tak ciekawy utwór. Właśnie w ten sposób postrzegał ją filozof czasów baroku - Blaise Pascal. W jego Myślach można znaleźć fragment: "Chrystianizm jest dziwny. Nakazuje człowiekowi uznać, że jest szpetny, a nawet ohydny; i nakazuje chcieć mu być podobnym Bogu". Moglibyśmy powiedzieć: właśnie, masz rację, to bez sensu.
Tylko że dla Pascala dziwność to nie obelga, w jego ustach to słowo staje się komplementem. Po zapisaniu przywołanego przeze mnie paradoksu dochodzi do wniosku: "Piękny sposób przyjmowania życia i śmierci, dobra i zła!".
Antyteza
to zestawienie dwóch skontrastowanych ze sobą znaczeń. Gdy przybiera formę zdania zaskakującego, sprzecznego z przyjętymi powszechnie poglądami - staje się paradoksem. Za najsłynniejszego twórcę paradoksów w historii literatury uznaje się często Oscara Wilde'a, który w jednej ze swoich komedii, Mężu idealnym, zawarł opinię, że naturalność, "jest bardzo trudną do utrzymania pozą".
Pascal jest dziwny, tak jak Biblia, która jednocześnie poniża i wywyższa człowieka. Chyba w żadnym momencie to wywyższenie, niemal ubóstwienie, nie zostało pokazane tak wyraźnie jak na samym początku Księgi Rodzaju. "Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam" - stwierdza Bóg, a potem rozwija myśl: "Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi!". Człowiek ma być więc panem na wzór Pana. "Niech panuje" to wyznaczenie mu roli kogoś, kto ma stać ponad całą naturą, ma sprawować władzę, podejmować decyzje. Słynny średniowieczny filozof, Święty Augustyn, był przekonany, że stworzenie człowieka na wyobrażenie Boga odnosi się do obdarzenia go rozumem. Miał chyba rację, bo Bóg od samego początku wierzy w mądrość nowo stworzonej istoty. Daje jej duże możliwości oraz wolność.
Widać ją bardzo dobrze w pierwszym zadaniu, jakie otrzymuje Adam. "Ulepiwszy z gleby wszelkie zwierzęta lądowe i wszelkie ptaki powietrzne, Pan Bóg przyprowadził je do mężczyzny, aby przekonać się, jaką on da im nazwę". Co ciekawe, teoretycznie wszechwiedzący Bóg nie wie, co za chwilę się wydarzy. Chce "przekonać się". Nadawanie nazw zwierzętom to moment pojawienia się człowieka - twórcy, kogoś, kto potrafi zaskakiwać.
Po co w ogóle pierwszy człowieka nazywa zwierzęta? One przecież bez nazw Adama doskonale by sobie poradziły. Adam też ostatecznie dałby sobie radę bez dodatkowych słów. Mógłby patrzeć na zwierzęta, podziwiać je, nawet urządzać polowania. Bez nazw nie mógłby jednak o zwierzętach myśleć. A jeśli św. Augustyn ma rację i Bóg, tworząc człowieka na swoje podobieństwo, obdarza go rozumem, logiczne jest, że od początku dba o to, by nie tylko był twórczy, ale i... poszerzał zakres swojego słownictwa. Trochę żartuję, ale tylko trochę.
Ponoć przeciętny człowiek posługuje się kilkunastoma tysiącami słów. U osób wykształconych, regularnie rozwijających swoje zainteresowania ta liczba może być dwukrotnie większa. Często mówi się o tym, że zasób słów świadczy o erudycji. Niektórzy lubią wplatać w swoją wypowiedź mniej oczywiste, rzadziej spotykane sformułowania, by w ten sposób zrobić wrażenie na innych. Czasem to nie jest wcale taki zły pomysł. Podczas egzaminu ustnego z języka polskiego uczeń może powiedzieć: biblijny Adam to ciekawy, niejednoznaczny bohater, ale na pewno zrobi większe wrażenie, gdy skonstatuje, że stworzony przez Boga pierwszy człowiek jest postacią ambiwalentną. Słowami można czasem poszpanować. One jednak nie służą do popisywania się. To potężne narzędzia, które powinniśmy wykorzystywać do rozumienia świata. Jeśli masz skrzynkę z trzema śrubokrętami, to pewnych rzeczy nie naprawisz. Jeśli twoja skrzynka ze słowami zawiera zestaw podstawowych elementów, to pewnych problemów nie rozwiążesz, a innych nawet nie zauważysz.
Człowiek w Księdze Rodzaju otrzymuje od swojego Stwórcy władzę, wolność oraz inteligencję. To faktycznie cechy Boga. Może jednak najważniejsze jest to, w jaki sposób działa Adam. Nazywając zwierzęta, posługuje się supermocą, dzięki której powstał cały świat.
Biblijny Bóg tworzy słowem. Taki motyw w mitologii nie jest wcale oczywistością. U starożytnych Greków świat początkowo wyłania się z chaosu, potem kształtuje się w trakcie brutalnej walki o władzę toczonej między boskimi rodzicami a dziećmi (Kronos pokonuje swojego ojca - Uranosa, a później sam zostaje obalony przez własnego syna - Zeusa). Taki mit nie tylko tłumaczył Grekom powstanie rzeczywistości, ale także niósł istotne przesłanie: trudno wyobrazić sobie tworzenie czegokolwiek bardziej doniosłego bez walki, bez wojny.
Czym różni się mit od baśni lub legendy?
Według Mircei Eliadego przede wszystkim stosunkiem odbiorców do danej opowieści. Mity są traktowane przez swoich wyznawców jako historie prawdziwe i święte. Dlatego postawy, normy, wzorce w nich zawarte miały, a często nadal mają ogromny wpływ na ludzi.
Podobnie jest u Babilończyków. Bóg Marduk, gdy wygrywa pojedynek z Tiamat, boginią-matką, w szale zwycięstwa tworzy świat z jej martwego ciała: z głowy i z piersi zostają utworzone góry, a z oczu wypływają dwie rzeki - Tygrys i Eufrat. Bardzo lubię całkowicie odmienną opowieść pochodzącą z rejonów dzisiejszego Wybrzeża Kości Słoniowej. Według niej jeden z dwóch bogów - Guela na Dole znudzony ziewnął i wtedy z jego ust wypadła glina. To z niej postanowił ulepić rośliny, zwierzęta, a wreszcie ludzi. Nuda jako główne źródło wszystkiego? Jak dla mnie brzmi to bardzo przekonująco.
Na Bliskim Wschodzie dominuje inna opowieść - o słowie, które powołuje świat do istnienia. Summeryjski Enki to nie krwawy wojownik, tylko doskonały organizator, który nazywa świat i w ten sposób go porządkuje. Określa prawa, zasady, wyznacza obowiązki i zadania. Nie przepada za ciężką pracą, więc tworzy człowieka, który zdejmie z niego ten obowiązek. Czy to nie rozsądne rozwiązanie? Czy można się dziwić, że Bogiem Sumerów był Bóg intelektualista? Czy cywilizacja, która stworzyła pismo, mogła zostać stworzona przez innego Boga, albo raczej: czy mogła innego Boga stworzyć?
Podobnie działa egipski Ptah, który wymawiając nazwy wszystkich rzeczy, powołuje je do istnienia. Ksiądz Krzysztof Zasański, autor bardzo ciekawej pracy o różnych opisach stworzenia świata i człowieka, zwraca uwagę na konsekwencje takiej myśli: "Stwierdzenie, że bóstwo jest twórczą inteligencją, determinuje istnienie przeznaczenia". W ten sposób pojawił się pomysł, że świat będzie miał koniec.
Starotestamentowy Stwórca jest postacią, która pojawiła się w kulturze ceniącej kulturę słowa. To dlatego zostało ono podniesione do rangi boskiej supermocy.
Zaraz, zaraz, ten rozdział miał dotyczyć piosenki Jestem Bogiem? Jak znaleźliśmy się wśród Sumerów i Egipcjan? Podczas lekcji naprawdę bardzo lubię spontanicznie odbiegać od tematu. Jeśli zaczynamy od piosenek, a nagle rozmawiamy o starożytnych kulturach, albo odwrotnie: gdy chwilę po przeczytaniu tekstu sprzed kilku tysięcy lat jak gdyby nigdy nic rozmawiamy o współczesnych piosenkach, to najprawdopodobniej dzieje się coś bardzo cennego. Zaczynamy traktować kulturę jako sieć zależności.
Posługiwanie się słowami ma w sobie coś boskiego. W jakimś stopniu każdy z nas jest powołany do tego, by choć trochę być jak Bóg. To przesłanie, które można wyczytać w najsłynniejszej piosence Paktofoniki oraz w opisie stworzenia świata i człowieka z Księgi Rodzaju. Bóg słowem stworzył człowieka, stworzył go na swoje podobieństwo, ale tu historia dopiero się rozpoczyna, bo człowiek musi słowami stwarzać samego siebie. Nie tylko wyrażać nimi emocje, opisywać, przekonywać innych do czegoś, podtrzymywać kontakt. Stwarzać siebie, czyli nadawać sens własnemu życiu.
Piotr Łuszcz pewnego dnia stwierdził, że zostanie Magikiem, i stopniowo stawał się nim za pomocą hip-hopu. Czy słowa w tym przypadku są tylko po to, by wyrażać emocje i formułować poglądy? One nie kreowały jedynie scenicznego wizerunku, panowanie nad nimi dawało poczucie sensu. Jak powiedział o Magiku Gustaw Szepke, szef wytwórni Gigant Records, która wydała debiut Paktofoniki: "U niego nie było różnicy między człowiek jako człowiek lub człowiek jako artysta czy coś tam jeszcze. Artystą był bez przerwy, tak jak i człowiekiem, choć prawdą jest, że trudnym". Dlatego gdy w Jestem Bogiem muzyk rapuje: "O rany, rany, jestem niepokonany, H I P, H O P - bez reszty oddany", to można zrozumieć jego emocje. Oddanie bez reszty łączy się z przekonaniem, że poprzez muzykę i słowa można w szczególny sposób stawać się sobą.
Funkcje języka
ich badaniem zajmują się językoznawcy, którzy zadają sobie tylko z pozoru oczywiste pytanie: w jakim celu człowiek stworzył skomplikowany system znaków dźwiękowych, który później postanowił utrwalić w formie pisma? Najczęstsze odpowiedzi to: żeby przekazywać wiadomości (funkcja informatywna), wyrażać emocje (funkcja ekspresywna), wpływać na innych (funkcja impresywna). Z czasem język zaczął być narzędziem pozwalającym tworzyć literaturę (funkcja poetycka), a nawet opisywać swoje własne reguły (funkcja metajęzykowa). Oprócz tych wszystkich ról szczególnie doniosła wydaje się magiczna funkcja języka - z jej pomocą ludzie starają się kreować rzeczywistość, wpływać na nią, np. poprzez zaklęcia, ale też przysięgi, ślubowania.
Znakomicie widać to również w zwrotce Fokusa, która pozornie jest tylko popisem rytmicznej sprawności, zabawą współbrzmieniami, czystą techniką. Tylko że po chwili przechodzimy od panowania nad słowami do panowania nad własnym życiem: "Niuanse, sensacyjne seanse, w bezsensie sens jest jedynym awansem". Fokus mówi o tym, że jego celem jest znalezienie równowagi, "balansu w naturze", chciałby "dorównać swym bogom", czyli stać się jeszcze lepszym raperem. Czy zmienianie bezsensu w sens nie jest jak zmienianie "bezładu i pustkowia" w świat, w którym można zobaczyć dobro?
Nie dotyczy to oczywiście jedynie raperów czy poetów. Słowa "kocham cię" nie są tylko wyrażaniem emocji. One przecież tworzą więź. Powtarzane często mogą także stworzyć człowieka, który będzie wierzył, że jest kimś ważnym i wyjątkowym, i który będzie widział w sobie dobro i umiał dostrzegać je w innych ludziach.
Wydana kilka lat temu w Polsce przepiękna graficznie Biblia. Wielkie opowieści Starego Testamentu z ilustracjami Serge'a Blocha i tekstem Frédérica Boyera rozpoczyna się w niezwykły sposób. "Nigdy się nie dowiemy, jak wszystko się zaczęło" - czytamy zdanie wydrukowane na ciemnoszarym, mrocznym tle. Gdy przerzucamy stronę, okazuje się, że kolejne kartki są znacznie jaśniejsze i przynoszą bardzo ważne przesłanie: "Ale mamy słowo. I to od niego wszystko się zaczyna. Kiedy wszystko jest ciemnością, ktoś przemawia, powstaje światło". Biblia opracowana przez Blocha i Boyera to bardzo ciekawa książka. Da się ją czytać jako historię wiary w Boga, ale i historię wiary w moc opowieści.
Moc opowieści... To brzmi trochę jak slogan dla naiwniaków, forma samookłamywania się idealna dla humanistów. Inni mają władzę, sławę i pieniądze, ale nie martw się, wierzysz przecież w magiczną siłę słów. Lubisz czytać książki, więc w gruncie rzeczy jesteś całkiem fajny. Nawet gdy Twoje życie to pasmo klęsk, to na pewno potrafisz zbudować wokół nich ciekawą opowieść. Uśmiechnij się.
Oczywiście ironizuję. Nie należy jednak lekceważyć zdolności do tworzenia fikcji. Przekonująco pisze o niej Yuval Noah Harari. W książce Sapiens. Od zwierząt do bogów przedstawia przełomowy moment w historii naszego gatunku, który miał miejsce około 70 000 lat p.n.e. Chodzi o rewolucję poznawczą. Polegała ona na tym, że człowiek rozwinął umiejętność snucia fikcyjnych opowieści. Pod tym względem nasi przodkowie górowali nad neandertalczykami, silniejszymi fizycznie, ale niepotrafiącymi ze sobą współdziałać w dużych grupach. Pojawienie się opowiadania i opowieści to według Harariego moment zwrotny. Od tego momentu historia wyraźnie przyśpiesza.
Homo erectus przez milion lat nie zmieniał sposobu posługiwania się swoimi narzędziami, na jego działanie miały wpływ zachodzące bardzo powoli mutacje genetyczne. "Od rewolucji poznawczej homo sapiens potrafi błyskawicznie zmieniać swoje zachowanie, przekazując nowe sposoby postępowania przyszłym pokoleniom bez jakiejkolwiek konieczności zmiany genetycznej czy środowiskowej".
A wszystko to dzięki wykształceniu jednej szczególnej umiejętności. W komiksowej wersji książki Harariego opowiada o niej superbohater Doktor Fikcja: "Tylko sapiens może powiedzieć: "Popatrzcie w górę. Ponad chmurami jest Bóg, który was ukarze, jeśli nie będziecie robili tak, jak mówię". A jeśli uwierzycie w tę opowieść, to wszyscy będziecie przestrzegać tych samych praw i zasad, więc będziecie mogli skutecznie współpracować, nawet jeśli się nie znacie".
Fikcja nie jest kłamstwem, nie jest też jedynie tym, co zazwyczaj utożsamiany z tym pojęciem, czyli "obrazem świata w dziele literackim". Dzięki mocy opowieści powstały państwa, religie, najważniejsze normy etyczne, które umożliwiają ludziom wspólne działanie. Uznanie tych ludzkich wytworów za kreację nie odbiera im powagi. Pozwala jednak poczuć się odważniejszym w kształtowaniu przyszłości. Ostatecznie to bowiem my, ludzie, decydujemy, w jaką historię chcemy wierzyć. W ten sposób jesteśmy w stanie stwarzać sami siebie. To dla mnie najważniejszy sens refrenu Paktofoniki: "Ty też jesteś Bogiem, tylko wyobraź to sobie".
W książce Harariego można odnaleźć sugestię, że to człowiek stworzył Boga, w pewnym stopniu na swój obraz i podobieństwo. Stworzył wspaniałą postać, która zaprowadza w świecie ład za pomocą słowa i właśnie słowem wpłynęła na bieg historii, przepraszam, stworzyła historię. Ale opowieść z Księgi Rodzaju wciąż można traktować inaczej: czytać ją jako tekst religijny o tym, że stało się to wszystko tylko dlatego, że Bóg zainspirował Adama do nazywania zwierząt. A jemu bardzo, ale to bardzo się to spodobało.