Pieniądze tatusia. Tom 30. Komisarz Oczko - Tomasz Wandzel

Kup ebooka

14.00 zł
11.62 zł (11,48 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział pierwszy

Trzynasty stycznia zaczął się dla Waldemara Kucharskiego tak samo, jak tysiące poprzednich dni. Pobudka o czwartej pięćdziesiąt, czterdzieści minut intensywnych ćwiczeń, kwadrans w saunie, a na koniec długi zimny prysznic. To dzięki tym rytuałom jego organizm funkcjonował, jakby miał nie sześćdziesiąt, ale trzydzieści lat.

- Tak, tak, chłopie, właśnie matka natura postawiła ci szósty krzyżyk na karku - westchnął Kucharski, zakręcając kurek z zimną wodą.

Sięgnął po szorstki ręcznik i energicznymi ruchami zaczął wycierać ciało. Po chwili zobaczył, że blada skóra odzyskuje zdrowy, różowy kolor, a kilka sekund później poczuł, jak przyjemne ciepło rozgaszcza się w mięśniach. Dla niego kolejne urodziny były jedynie datą w kalendarzu i nawet do takich okrągłych jak sześćdziesiątka nie przywiązywał szczególnej wagi. Takiego podejścia nauczyła go babcia, Kaszubka z dziada pradziada, która często powtarzała: "Walduś, na sto lat życie zakładaj, a z dnia na dzień śmierci się spodziewaj". W powiedzeniu tym musiała kryć się jakaś prawda, skoro babcia dożyła dziewięćdziesięciu ośmiu lat, do końca była aktywna, a zmarła we śnie.

Dlatego Kucharski każdy nadchodzący dzień traktował jak inwestycję obarczoną wysokim ryzykiem, chociaż lekarze, widząc jego wyniki badań, wróżyli mu długie życie, a i jego młodsza o ponad trzy dekady partnerka nieustannie powtarzała: "Waldek, ty wcale nie wyglądasz na swoje lata". O ile medykom był w stanie uwierzyć, o tyle Angelika z pewnością kłamała, jednak jemu specjalnie to nie przeszkadzało. Podobnie jak fakt, że za każdym razem, gdy uprawiali seks, udawała orgazm, wychwalając pod niebiosa jego sprawność seksualną. Te wszystkie teksty w stylu: "Waldi, co ty ze mną robisz" albo "Zaraz chyba oszaleję z rozkoszy", traktował jak przesłodzone frazesy, choć filigranowa brunetka o zielonym, kocim spojrzeniu, uważała, że jest wręcz odwrotnie. Parą byli od pięciu lat, a mimo to jego dzieci z poprzednich związków wciąż traktowały Angelikę jak maskotkę, na którą bogaty tatuś mógł sobie pozwolić. Podczas gdy on kochał tę dziewczynę z całym bagażem jej zalet i wad. Oczywiście tych pierwszych było znacznie więcej, bo w przeciwnym razie ich znajomość skończyłaby się po kilku dniach. Czy Angelika odwzajemniała jego uczucia? Tego do końca nie mógł być pewien, ale już sam fakt, że do tej pory nie doprawiła mu rogów, co skrupulatnie i regularnie sprawdzała wynajęta agencja detektywistyczna, mile łechtało jego męskie ego. Naturalnie sypialniana wierność sama w sobie nie stanowiła potwierdzenia głębokich uczuć, jakimi podobno go darzyła, ale lojalność była dla Kucharskiego dostatecznym dowodem, że Angelika jest z nim nie tylko dla pieniędzy, choć nie miał złudzeń, że na liście jej życiowych priorytetów, zajmowały one wysokie miejsce. Podobnie jak w przypadku jego dzieci, które nie licząc obowiązkowych wizyt urodzinowych oraz świątecznych, odwiedzały go wyłącznie wtedy, gdy chciały, aby tatuś sypnął groszem. Rzecz jasna w trakcie obligatoryjnych spotkań rodzinnych temat pieniędzy nigdy nie był poruszany. Dlatego wiedział, że gdy na uroczystej kolacji, jaka miała się zacząć za kilkanaście godzin, on sam zakomunikuje zebranym pewne decyzje dotyczące jego majątku, wszyscy będą zszokowani.

Opuszczając łazienkę, wyłożoną hiszpańskim marmurem, uśmiechnął się do swojego odbicia w dużym lustrze i po grubej wykładzinie tłumiącej kroki ruszył do kuchni zaparzyć sobie kawę. Przechodząc obok sypialni, omiótł spojrzeniem śpiącą na brzuchu nagą Angelikę. Jej krągłe opalone pośladki wyglądały tak kusząco, że gdyby nie wizyta u notariusza, doprowadziłby kobietę do udawanej ekstazy, a sam przeżył prawdziwe spełnienie. Poprzedniego dnia wrócił dopiero około dwudziestej trzeciej i był tak zmęczony, że nawet nie próbował inicjować igraszek.

Wieczorem się zabawimy - pomyślał, ruszając w stronę schodów. Chwilę później był już w kuchni, uruchomił ekspres, a do zasobnika wsypał porcję kawy, którą samodzielnie wypalił poprzedniego ranka. Czekając, aż filiżanka wypełni się aromatycznym, smolistym płynem, sprawdził menu, które firma cateringowa przygotowała na urodzinową kolację. Lista zgodnie z przewidywaniem zawierała owoce morza, kilka gatunków ryb, tyle samo rodzajów sałatek oraz dziczyznę, a do picia jego ulubione wino. Na końcu zamówienia dostrzegł odręczny dopisek.

"Mam nadzieję, że jest pan zadowolony" - przeczytał wiadomość od Angeliki, która używając określenia "pan", ewidentnie prowokowała go do niegrzecznych myśli. W rewanżu sięgnął po długopis i dopisał: "Powiem ci, jak skosztuję tych wszystkich smakołyków". Następnie usiadł przy oknie i popijając kawę, obserwował duże płatki śniegu ciężko opadające na zmrożony trawnik.

Ten sielankowy widok sprawił, że zatęsknił za prawdziwą zimą, najlepiej w górach, i odstawiając pustą filiżankę do zmywarki, postanowił, że najbliższy weekend spędzi z Angeliką w Alpach Szwajcarskich. On będzie szosował na nartach, a Angelika, która za nartami nie przepadała, odda się uwiecznianiu górskich krajobrazów, którymi później ozdobi ich dom. Ta myśl sprawiła, że przechodząc przez hol, Kucharski spojrzał na duże zdjęcie przedstawiające alpejskie szczyty skąpane w pomarańczowych promieniach zachodzącego słońca.

Już z samochodu zatelefonował do swojej sekretarki i poprosił o dokonanie rezerwacji. Dzięki temu miał pewność, że wyjazd będzie dla Angeliki kompletnym zaskoczeniem, a on uwielbiał robić jej niespodzianki.

Może nawet podczas wyjazdu powiem, że uwzględniłem ją w swoim testamencie - pomyślał, ruszając w kierunku Gdańska. Z zamiarem jasnego określenia, kto i ile otrzyma po jego śmierci, nosił się już od pewnego czasu. Obecny testament nie precyzował tych kwestii, a on chciał, aby dzień, w którym zamknie oczy, nie zapoczątkował rodzinnej wojny o pieniądze, nieruchomości, akcje firmy, której był współwłaścicielem, dzieła sztuki, jakie udało mu się zgromadzić przez czterdzieści lat, o jachcie i kilkunastu kolekcjonerskich samochodach nie wspominając. Doskonale wiedział, że nic tak skutecznie nie skłóca, jak chęć posiadania, a on chciał oszczędzić swoim bliskim ciągania się po sądach. Doskonale zdawał sobie sprawę, że dzieląc swoje dobra, postępuje wbrew zasadzie, jaką przez całe życie kierował się jego ojciec. Według Kazimierza Kucharskiego rozproszony majątek ma znikome szanse, aby się pomnożyć. Dlatego nie należy go dzielić, ale całość powinna trafić w ręce tego, kto najlepiej potrafi inwestować.

Tyle że Waldemar dobrze wiedział, czym może skończyć się próba wyboru takiej osoby. W końcu, gdy miał osiemnaście lat, wspólnie ze starszym o rok bratem brali udział w eksperymencie wymyślonym przez ich ojca. Reguły tego sprawdzianu były proste i miały pokazać, który z nich bardziej nadaje się na spadkobiercę fortuny, jaką zapoczątkował ich dziadek Józef Kucharski, urodzony kilka miesięcy po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Gdy nastał wrzesień tysiąc dziewięćset trzydziestego dziewiątego roku, Józef pracował jako pomocnik maszynisty, a jego kolejowa kariera nabrała rozpędu, niczym parowozy, które obsługiwał w czasie wojny. Pierwsze sto dolarów zarobił, ułatwiając żydowskiemu kupcowi ucieczkę z transportu. Pieniądze zainwestował w hodowlę kur, na której potrzeby przerobił strych domu niedaleko Otwocka. Jednak poza kurami, znoszącymi jajka, które następnie żona sprzedawała na targowiskach, strych stał się schronieniem dla majętnej żydowskiej rodziny. Choć Niemcy często zachodzili do domu po jajka, rodzina szczęśliwie przeżyła wojnę i wyjechała do Ameryki, pozostawiając po sobie wspomnienia i blisko trzy tysiące dolarów. Tak więc gdy weszli Sowieci, Józef miał ukryte w piwnicy kilka tysięcy zielonych, które mogły mu przynieść dostatnie życie albo kulę w łeb. Wiedząc, że pod latarnią jest najciemniej, Kucharski zapisał się do partii, a dzięki gorliwości szybko piął się w strukturach politycznych, dochodząc do stanowiska dyrektora jednego z departamentów w Ministerstwie Budownictwa. Dzięki temu przez kolejne lata Polski Ludowej korzystał z możliwości pomnażania swojej małej fortuny.

Efekt był taki, że gdy w połowie lat sześćdziesiątych wtajemniczył w swoje przedsięwzięcia syna, majątek wynosił już ponad sto tysięcy dolarów. Kazimierz okazał się pojętnym uczniem i gdy blisko dwadzieścia lat później postanowił wprowadzić do rodzinnego interesu jednego z dwóch swoich synów, był dewizowym milionerem. Dał więc każdemu z dzieci po pięćset tysięcy złotych, co wówczas stanowiło roczną pensję dobrze zarabiającego górnika. Następnie, choć sam był ateistą, polecił, aby w myśl biblijnej przypowieści o talentach synowie zajęli się pomnażaniem otrzymanej kasy. Waldemar wykorzystał fakt, że na sklepowych półkach brakowało niemal wszystkiego, i przekupując kogo tylko mógł, od kierowników począwszy, a na dyrektorach państwowych zakładów skończywszy, zaopatrywał nieliczne prywatne sklepy. W rezultacie po roku zwrócił ojcu milion złotych. Natomiast jego brat, który był uczciwy do szpiku kości i nawet podczas klasówek nie ośmielał się ściągać, kupił używanego fiata i zaczął jeździć jako taksówkarz. Ojciec, gdy się o tym dowiedział, tylko machnął ręką, mamrocząc pod nosem: "Z niego nic nie będzie". Co prawda, kiedy pod koniec tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego szóstego roku brat zginął w wypadku samochodowym, to ryczał na pogrzebie jak bóbr, a dwa lata później Waldemar znalazł go powieszonego na strychu.

Rozmyślania Kucharskiego o losach swojej rodziny przerwał telefon od sekretarki. Waldemar potrząsnął głową, jakby chciał w ten sposób odpędzić wspomnienia, i nacisnął jeden z przycisków na kierownicy terenowego volvo.

- Tak, pani Basiu - powiedział, parkując przed kancelarią notarialną Ryszarda Wilkego.

- Panie prezesie, zarezerwowałam ten sam apartament co poprzednim razem - zakomunikowała sekretarka, streszczając cały plan weekendowego wyjazdu.

Gdy skończyła, Kucharski podziękował, zakończył połączenie i wysiadł, kierując się do masywnych drzwi odnowionej kamienicy. Z Ryszardem Wilkem znali się jeszcze z czasów licealnych, ale po maturze ich drogi się rozeszły. On wybrał handel zagraniczny na Uniwersytecie Warszawskim, a Wilke prawo na Uniwersytecie Gdańskim. Jednak później los znowu ich z sobą zetknął, tym razem na gruncie zawodowym.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji

Polecamy również

Tomasz Wandzel

Chłopiec z Kresów - historia prawdziwaHycelDom w chmurachBlanka L - Sława, pieniądze i seksKłamstwa i sekrety - historia Róży WittelsbachChwila prawdy - niewiarygodna historia Krystyny GórskiejChłopiec, który przeżył Auschwitz - historia prawdziwaGrzeczna dziewczynkaŻółty długopisCórka zakonnikaZwłoki przy molo.

Cykl Komisarz Andrzej Papaj

Dotrzeć do prawdy, tom 1Uciec od prawdy, tom 2.

Cykl Róża Wielopolska

Czyste zło, tom 1Święte zło, tom 2.

Cykl Sopockie tango

Sopockie tango, tom 1Ostatnie tango w Sopocie, tom 2.

Cykl Komisarz Oczko

Pierwsza sprawa, odcinek 1Skutek śmiertelny, odcinek 2Przerwać milczenie, odcinek 3Córka milionera, odcinek 4Świąteczny wampir, odcinek 5Śmierć na służbie , odcinek 6Ostatni samobójca, odcinek 7Czas śmierci, odcinek 8Śmiertelny turnus, odcinek 9W obronie własnej, odcinek 10Krwawe party, odcinek 11Człowiek z koneksjami, odcinek 12Sowica, odcinek 13Oko za oko, odcinek 14Cukierek albo śmierć, odcinek 15Dziwny wypadek, odcinek 16Zgon Świętego Mikołaja, odcinek 17Kasjerka, odcinek 18Zatrute serca, odcinek 19Śmierć podcastera, odcinek 20Sacrum, odcinek 21Ostatni skok, odcinek 22Dwa strzały, odcinek 23 Najwyższa wygrana, odcinek 24Dowody winy, odcinek 25Martwa panna młoda, odcinek 26Polowanie, odcinek 27Zła wróżba, odcinek 28Wśród nocnej ciszy, odcinek 29Pieniądze tatusia, odcinek 30Nocny pociąg, odcinek 31Przed sezonem, odcinek 32Wyścig z czasem, odcinek 33Słowo przeciw słowu, odcinek 34