PRZEPROWADZKA PIERNICZKÓW
Na podwórzu rozległ się pisk opon.
- Przyjechali! - zawołała Piia, wyglądając przez okno.
Spomiędzy pudeł dochodził trzask taśmy klejącej i ciche przekleństwa. Mama z tatą na łapu?-capu pakowali resztę rzeczy. Całe mieszkanie już od góry do dołu wypełniały pudła, a między nimi wiły się ścieżki. Aby przejść z dużego pokoju do kuchni, należało na przykład wybrać ścieżkę po lewej stronie i przepełznąć po walizce. Do toalety można było się dostać tunelem po prawej, a do pokoju Piii - przeczołgując się pod stołem kuchennym.
- Istna krecia nora - westchnęła mama, ale to oczywiście nie była prawda. Na ulicy Owocowej nie mieszkał przecież ani jeden kret - tylko Piia, mama i tata.
No i, ma się rozumieć, jeszcze Gąbka, która leżała sobie właśnie na stosie walizek i wcinała parówki. Jak to w zwyczaju kotów bywa, nie śpieszyła się nigdzie i z zadowoleniem kołysała łapkami. Pośpiech - to coś dla ludzi, parówki i wylegiwanie się - dla kotów. Gąbka zamierzała właśnie podrapać się po brzuchu, kiedy rozległo się pukanie do drzwi.
Piia otworzyła drzwi panom od przeprowadzek, a oni znieśli pudła do ciężarówki. Najpierw zniknęły te z napisami "KSIĄŻKI", "PRZEWODY" i "NACZYNIA", a na samym końcu: "MAIA - ŚCIŚLE TAJNE: NIE RUSZAĆ".
Pudło z napisem "NIE RUSZAĆ" należało do mamy i bardzo interesowało tatę. Każdego wieczora okrążał je kilka razy, ale dotknąć się nie odważył. Gdy panowie teraz podźwignęli to pudło, w oczach taty pojawił się błysk tęsknoty.
W końcu drzwi furgonetki się zatrzasnęły i Pierniczkowie wsiedli do samochodu. Szary blok stawał się coraz mniejszy, aż całkowicie zniknął im z oczu.
- No, dziewczyny, zaczyna się! - Tata obrócił się na przednim siedzeniu. - Pomyślałem, że w ogrodzie mógłby być hamak. I stół do ping?-ponga, i grill też.
- I jeszcze drewno na opał - dodała mama. - Tam dopiero przyjdzie nam palić! Stuletni drewniany dom...
- Bułka z masłem! - zawołał tata. - Najlepszy w świecie drwal rozprawi się z tym raz?-dwa. Narąbię ci z samego rana górę drew! Jak tylko zamontuję stół do ping?-ponga.
- Jeśli tam w ogóle będzie z kim pograć - westchnęła Piia i przytuliła Gąbkę.
- O to nawet się nie martw! - Tata pogłaskał córeczkę po głowie.
I tym razem się nie pomylił. Ponieważ kiedy samochód skręcił z zaśnieżonej topolowej alejki na podwórze przed zielonym domem, w oknie na najwyższym piętrze pojawiła się kudłata głowa psa. Bernardyn chuchał na szybę, wycierał ją łapą i przyglądał się badawczo wyskakującym z samochodu Pierniczkom.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki