Piłsudski między Stalinem a Hitlerem - Krzysztof Grzegorz Rak

Kup ebooka

68.00 zł
56.44 zł (54,20 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

Wstęp

Mini­ster Józef Beck sta­ran­nie przy­go­to­wy­wał się do tego spo­tka­nia. W imie­niu mar­szałka miał zapro­po­no­wać wysłan­ni­kowi Józefa Sta­lina sojusz mili­tarny, będący zwień­cze­niem koronko-wej gry, jaką od kilku mie­sięcy Pił­sud­ski pro­wa­dził z sowiec­kim dyk­ta­to­rem.

Roz­mówcą mini­stra był nie­wy­soki, łysie­jący męż­czy­zna, który spra­wiał nie­chlujne wra­że­nie. Wpa­try­wał się w Becka czar­nymi, błysz­czą­cymi oczami, które wyra­żały jego dwie pod­sta­wowe cechy: nie­po­zba­wioną humoru zło­śli­wość i pie­kielną inte­li­gen­cję. Tym razem Karol Radek sie­dział cicho i sta­rał się zapa­mię­tać każde słowo, aby dokład­nie prze­ka­zać je gospo­da­rzowi Kremla.

Beck, który miał zwy­czaj wyra­ża­nia się męt­nie i dwu­znacz­nie, tym razem mówił tak, aby nie powstały wąt­pli­wo­ści co do inten­cji mar­szałka. Naj­pierw przed­sta­wił ocenę sytu­acji mię­dzy­na­ro­do­wej. Twier­dził, że Niemcy chcą, by Polacy poszli wraz z nimi na wojnę prze­ciwko Sowie­tom. Pił­sud­ski prze­nik­nął jed­nak praw­dziwe inten­cje Hitlera. Wódz III Rze­szy miał zamiar prze­ko­nać mar­szałka do wspól­nej kru­cjaty na wscho­dzie, po to, aby zaraz po niej wyrów­nać rachunki z Pola­kami. Nikt w War­sza­wie nie da się nabrać na tego rodzaju sztuczki. Mini­ster był zda­nia, że wojna w Euro­pie jest nie­unik­niona, ale nie wia­domo, kiedy się zacznie. Hitler będzie gotowy dopiero za 2-3 lata, ale być może do wybu­chu doj­dzie szyb­ciej i kon­flikt roz­pocz­nie się na Dale­kim Wscho­dzie lub na Bał­ka­nach. W tym momen­cie Beck z naci­skiem stwier­dził, że bar­dzo oba­wia się star­cia pomię­dzy Japo­nią i ZSRR, do któ­rego z pew­no­ścią włą­czą się Niemcy.

Mini­ster, patrząc w oczy Radka zapew­nił, że Pol­ska nie da się spro­wo­ko­wać i nie wej­dzie w żaden sojusz z III Rze­szą. Powie­dział, że ma świa­do­mość, że przez to wystawi się w przy­szło­ści na atak Hitlera, a być może będzie nawet jego pierw­szym celem. Zapew­nił, że Pol­ska drogo sprzeda swoją skórę i będzie się bić o Pomo­rze Gdań­skie, które Niemcy w pierw­szej kolej­no­ści będą sta­rały się jej ode­brać. Wyznał z pewną dozą kon­fi­den­cjo­nal­no­ści, że nie liczy na pomoc Fran­cji i boi się, że ta będzie chciała sprze­dać Pol­skę Niem­com.

Po tym wpro­wa­dze­niu mini­ster prze­szedł do sedna sprawy i zło­żył ofertę soju­szu anty­nie­miec­kiego:

- Jeśli ZSRR pomoże Pol­sce w obro­nie Pomo­rza Gdań­skiego, to Polacy staną na dro­dze Niem­ców, prą­cych do Lenin­gradu. Należy stwo­rzyć iunc­tim Pomo­rze-Lenin­grad!

Zasko­czony takim obro­tem sprawy Radek nie śmiał sko­men­to­wać tej pro­po­zy­cji; natych­miast po wyj­ściu od mini­stra ręcz­nie spi­sał jego słowa na naprędce wyrwa­nych z notat­nika kilku kart­kach w kratkę. Zapi­ski te prze­ka­zał spe­cjal­nemu kurie­rowi, który miał jak naj­szyb­ciej dostar­czyć je na Kreml.

***

Tajne spo­tka­nie mini­stra spraw zagra­nicz­nych Józefa Becka z Karo­lem Rad­kiem, publi­cy­stą "Izwie­stii" i dyrek­to­rem Biura Infor­ma­cji Mię­dzy­na­ro­do­wej przy KC WKP(b), odbyło się w War­sza­wie, zapewne w jakimś ustron­nym i spo­koj­nym miej­scu, na początku dru­giej dekady lipca 1933 roku. Przez dzie­siątki lat wie­dza na jego temat ukryta była w zamknię­tych na cztery spu­sty archi­wach Kremla. Notatka doku­men­tu­jąca prze­bieg tego spo­tka­nia znana jest już od nie­mal dzie­się­cio­le­cia. Po jej prze­czy­ta­niu nie dało mi spo­koju pyta­nie, jak doszło do tego, że w lipcu 1933 roku Pił­sud­ski zapro­po­no­wał Sta­li­nowi sojusz wymie­rzony prze­ciwko Hitle­rowi. Efek­tem moich roz­wa­żań na ten temat jest niniej­sza książka.

W pier­wot­nym zamie­rze­niu miała ona być mono­gra­fią pol­skiej poli­tyki zagra­nicz­nej roku 1933. Szybko jed­nak oka­zało się, że odpo­wiedź na posta­wione wyżej pyta­nie wymaga znacz­nego cof­nię­cia się w cza­sie i pod­ję­cia badań nad spe­cy­ficz­nym zagad­nie­niem, jakim były sto­sunki pol­sko-sowiecko-nie­miec­kie; spe­cy­ficz­nym, bo wyma­ga­ją­cym przy­ję­cia logiki sto­sun­ków trój­stron­nych, a nie dwu­stron­nych.

Bada­nia dopro­wa­dziły mnie do wnio­sku, że aby zro­zu­mieć inte­rak­cje zacho­dzące pomię­dzy Pił­sud­skim, Sta­li­nem i Hitle­rem, należy cof­nąć się do prze­łomu 1924 i 1925 roku, czyli do momentu, w któ­rym doszło do pierw­szej zna­czą­cej mody­fi­ka­cji porządku wer­sal­skiego. Wielka Bry­ta­nia, a potem Fran­cja, w trak­cie nego­cja­cji tzw. paktu bez­pie­czeń­stwa wyra­ziły zgodę, aby dopu­ścić Niemcy do euro­pej­skiego kon­certu mocarstw i otwo­rzyły Ber­li­nowi drogę do odbu­dowy mocar­stwo­wej potęgi. W istotny spo­sób prze­kształ­ciły ówcze­sny porzą­dek euro­pej­ski, albo­wiem, przy­wra­ca­jąc suwe­ren­ność Nie­miec, zgo­dziły się na rezy­gna­cję z "bez­piecz­ni­ków", jakie zawa­ro­wały sobie w trak­ta­cie wer­sal­skim (przede wszyst­kim kon­trola woj­skowa nad wschod­nimi przy­czół­kami mosto­wymi na Renie).

Poli­tyka poro­zu­mie­nia na zacho­dzie zmie­niła sto­sunki na wscho­dzie Europy. Roz­mowy na temat paktu bez­pie­czeń­stwa musiały dopro­wa­dzić do rede­fi­ni­cji rela­cji nie­miecko-sowiec­kich, gdyż gro­ziły Moskwie pogłę­bie­niem izo­la­cji na kon­ty­nen­cie. Zwią­zek Sowiecki1 nie mógł się bier­nie przy­glą­dać, jak Niemcy two­rzą silny wek­tor zachodni poli­tyki zagra­nicz­nej i musiał uczy­nić to samo, czyli znor­ma­li­zo­wać swoje sto­sunki z zachod­nimi sąsia­dami, przede wszyst­kim z Pol­ską oraz w miarę moż­li­wo­ści z Fran­cją i Wielką Bry­ta­nią. Naj­pierw jed­nak pró­bo­wał stor­pe­do­wać poro­zu­mie­nie Ber­lina z Lon­dy­nem i Pary­żem. W tym celu w grud­niu 1924 roku czło­nek kole­gium Ludo­wego Komi­sa­riatu Spraw Zagra­nicz­nych (LKSZ) Wik­tor Kopp zwró­cił się do nie­miec­kiego amba­sa­dora w Moskwie Ulri­cha Brock­dorff-Rant­zaua z pro­po­zy­cją poro­zu­mie­nia w "kwe­stii pol­skiej", którą w Ber­li­nie zro­zu­miano jako ini­cja­tywę roz­bioru Pol­ski. Nie­miecki mini­ster spraw zagra­nicz­nych Gustav Stre­se­mann zwle­kał jed­nak z odpo­wie­dzią, więc prze­wod­ni­czący Rady Komi­sa­rzy Ludo­wych (pre­mier ZSRR) Alek­siej Rykow pod­bił stawkę i zaofe­ro­wał Niem­com mili­tarny sojusz wymie­rzony prze­ciwko mocar­stwom zachod­nim.

Niemcy nie odrzu­ciły jed­nak oferty Lon­dynu i Paryża i w paź­dzier­niku 1925 roku pod­pi­sały trak­taty lokar­neń­skie, a w następ­nym roku stały się człon­kiem Ligi Naro­dów. Sowieci musieli zado­wo­lić się pod­pi­sa­nym w kwiet­niu 1926 roku trak­ta­tem ber­liń­skim, który gwa­ran­to­wał im neu­tral­ność Nie­miec w przy­padku kon­fliktu z Zacho­dem.

Dla Pol­ski okres ten był pasmem wiel­kich klęsk dyplo­ma­tycz­nych. Para­fo­wane w paź­dzier­niku 1925 roku trak­taty lokar­neń­skie otwie­rały bowiem drogę do poro­zu­mie­nia Nie­miec, otwar­tego wroga Pol­ski, z Fran­cją, jej głów­nym sojusz­ni­kiem i gwa­ran­tem bez­pie­czeń­stwa. Nie ule­gało wąt­pli­wo­ści, że osta­teczna fina­li­za­cja tego układu dokona się kosz­tem Pol­ski, a mia­no­wi­cie kosz­tem przy­łą­cze­nia Pomo­rza Gdań­skiego i Gór­nego Ślą­ska do Rze­szy. War­sza­wie gro­ziła więc cał­ko­wita izo­la­cja na are­nie mię­dzy­na­ro­do­wej, w efek­cie któ­rej mocar­stwa mogły w dogod­nym momen­cie zawrzeć gene­ralne poro­zu­mie­nie poli­tyczne zmie­nia­jące euro­pej­skie sta­tus quo.

Układ Nie­miec z mocar­stwami zachod­nimi był jed­nak także poważ­nym cio­sem dla Związku Sowiec­kiego. Na Kremlu oba­wiano się, że otwo­rzy on moż­li­wość orga­ni­za­cji wiel­kiej kru­cjaty wschod­niej. Sta­lin i jego współ­pra­cow­nicy obse­syj­nie bali się inter­wen­cji mocarstw kapi­ta­li­stycz­nych, któ­rej celem byłaby likwi­da­cja wła­dzy bol­sze­wi­ków w Rosji. Dla­tego bar­dzo szybko dostrze­gli wspólny inte­res łączący ich z Pola­kami. W stycz­niu 1925 roku sowiecki poseł Piotr Woj­kow, w roz­mo­wie z pol­skim mini­strem spraw zagra­nicz­nych Alek­san­drem Skrzyń­skim, przed­sta­wił ofertę zawar­cia paktu o nie­agre­sji. War­szawa - ufna jed­nak w dobrą wolę Paryża i Lon­dynu - liczyła, że w trak­cie przy­szłej kon­fe­ren­cji poświę­co­nej spra­wie bez­pie­czeń­stwa euro­pej­skiego uda się jej obro­nić swoje fun­da­men­talne inte­resy. Nie­stety, Skrzyń­ski wró­cił z Locarno na tar­czy i jakby tego było mało, w ciągu kilku mie­sięcy poniósł kolejną porażkę, gdyż na niczym speł­zły jego próby stor­pe­do­wa­nia nowego trak­tatu pomię­dzy ZSRR i Niem­cami.

Kilka mie­sięcy póź­niej do wła­dzy w Pol­sce wsku­tek prze­wrotu majo­wego doszedł Józef Pił­sud­ski. Jedną z jego pierw­szych decy­zji była próba odwró­ce­nia skut­ków kolej­nych klęsk pono­szo­nych przez Pol­skę na are­nie mię­dzy­na­ro­do­wej i zmiana bar­dzo nie­ko­rzyst­nej kon­ste­la­cji mię­dzy­na­ro­do­wej, w jakiej Pol­ska zna­la­zła się wsku­tek Locarno. Zamiast ocze­ki­wać na dobrą wolę mocarstw zachod­nich, pró­bo­wał uło­żyć sto­sunki z dwoma wro­gimi sąsia­dami. Zamie­rzał dopro­wa­dzić do zawar­cia poli­tycz­nego poro­zu­mie­nia z Niem­cami, które oczy­ści­łoby atmos­ferę wza­jem­nych rela­cji oraz do unor­mo­wa­nia, acz­kol­wiek nie na dro­dze trak­ta­to­wej, sto­sun­ków ze Związ­kiem Sowiec­kim. Jego kal­ku­la­cje oka­zały się płonne, przede wszyst­kim z tego powodu, że Stre­se­mann nie chciał żad­nego poli­tycz­nego poro­zu­mie­nia z Pol­ską, gdyż uwa­żał, że w ten spo­sób jedy­nie wzmoc­niłby kraj, któ­remu chciał ode­brać stra­te­giczne regiony. Mar­szał­kowi nieco lepiej powio­dło się na wscho­dzie, gdyż dopro­wa­dził do nor­ma­li­za­cji sto­sun­ków z Moskwą, acz­kol­wiek Sowieci odczu­wali silny nie­do­syt, bo zale­żało im na pak­cie gwa­ran­cyj­nym lub pak­cie o nie­agre­sji.

Po Pił­sud­skim do ofen­sywy dyplo­ma­tycz­nej przy­stą­pił Sta­lin, który na prze­ło­mie lat 20. i 30. posta­no­wił doko­nać wiel­kiego prze­łomu w ZSRR, będą­cego warun­kiem koniecz­nym do prze­pro­wa­dze­nia dzieła świa­to­wej rewo­lu­cji i opa­no­wa­nia przez Sowiety kuli ziem­skiej. Pod koniec lat 20. gen­sek roz­po­czął jeden z naj­więk­szych eks­pe­ry­men­tów spo­łecz­nych w histo­rii. For­sowna kolek­ty­wi­za­cja miała zapew­nić środki na indu­stria­li­za­cję, w efek­cie któ­rej Sowieci dys­po­no­wa­liby siłą zbrojną mogącą roz­strzy­gnąć losy świata w trak­cie naj­bliż­szego kon­fliktu powszech­nego. Aby zre­ali­zo­wać ten zamiar, Sta­lin potrze­bo­wał kil­ku­let­niego okresu pokoju z pań­stwami leżą­cymi za zachod­nią gra­nicą ZSRR. Gdy oka­zało się, że jego eks­pe­ry­ment dopro­wa­dził do ogrom­nego kry­zysu spo­łeczno-poli­tycz­nego, zdwoił wysiłki na rzecz uzy­ska­nia poko­jo­wych gwa­ran­cji ze strony Pol­ski i Fran­cji. W tym celu musiał zła­mać opór ger­ma­no­fil­sko nasta­wio­nego Ludo­wego Komi­sa­riatu Spraw Zagra­nicz­nych. Jego oso­bi­ste zaan­ga­żo­wa­nie w latach 1930-1932 dopro­wa­dziło do tego, że Pił­sud­ski w końcu zgo­dził się na zawar­cie paktu o nie­agre­sji.

Umowa ta, jak było do prze­wi­dze­nia, spo­wo­do­wała kry­zys w sto­sun­kach sowiecko-nie­miec­kich. Jed­nak Ber­li­nowi na początku lat 30. XX wieku nie zale­żało na zupeł­nym zerwa­niu z duchem Rapallo, albo­wiem sowiecka karta na­dal ważyła w roz­gryw­kach z Pary­żem i Lon­dy­nem. Sytu­ację zmie­niło doj­ście do wła­dzy Hitlera w stycz­niu 1933 roku. Wódz naro­do­wych socja­li­stów doko­nał reorien­ta­cji nie­miec­kiej poli­tyki zagra­nicz­nej; osta­tecz­nie zre­zy­gno­wał z jakich­kol­wiek prób oży­wie­nia współ­pracy rapal­l­skiej i przy­jął kurs na anty­so­wiecki sojusz z Pol­ską. Pił­sud­ski zna­lazł się w korzyst­nej sytu­acji, ponie­waż po raz pierw­szy otwo­rzyła się przed nim moż­li­wość wyko­rzy­sta­nia opcji zachod­niej, dzięki czemu mógł balan­so­wać pomię­dzy Sta­li­nem i Hitle­rem. W swo­jej poli­tyce zagra­nicz­nej przy­jął zasadę nie­wcho­dze­nia w alians z Niem­cami prze­ciwko ZSRR i odwrot­nie. Pro­blem jed­nak leżał w tym, że zarówno Sta­lin, jak i Hitler gotowi byli pod­jąć z nim stra­te­giczną współ­pracę, tylko pod warun­kiem wej­ścia w ści­sły sojusz mili­tarny, który miał być narzę­dziem w walce o pano­wa­nie nad kon­ty­nen­tem. Sta­lin pierw­szy zro­zu­miał, że nie uda mu się pod­po­rząd­ko­wać Pol­ski i sto­sun­kowo szybko, bo w pierw­szych mie­sią­cach 1934 roku zre­zy­gno­wał ze zbli­że­nia. Hitler był bar­dziej cier­pliwy i stra­cił nadzieję na sojusz z Pol­ską dopiero wio­sną 1939 roku.

Książkę tę można więc trak­to­wać jako próbę opi­sa­nia histo­rii trzech nie­do­szłych do skutku soju­szy: sowiecko-nie­miec­kiego (1924-1925), pol­sko-sowiec­kiego (1933-1934) oraz pol­sko-nie­miec­kiego (1933-1935). Pierw­szym kro­kiem na dro­dze do tych nie­zre­ali­zo­wa­nych soju­szy były przede wszyst­kim dwu­stronne umowy doty­czące wza­jem­nych gwa­ran­cji i rezy­gna­cji ze sto­so­wa­nia prze­mocy: nie­miecko-sowiecka z roku 1926, pol­sko-sowiecka z roku 1932 i wresz­cie pol­sko-nie­miecka z roku 1934. Ich nego­cja­cje będą zatem sta­no­wić nar­ra­cyjny rdzeń niniej­szych roz­wa­żań. Krótko mówiąc, spe­cy­ficzną mate­rią sto­sun­ków pomię­dzy Pol­ską, Związ­kiem Sowiec­kim i Niem­cami były nie­udane wysiłki stwo­rze­nia takiej kon­ste­la­cji mię­dzy­na­ro­do­wej, w któ­rej dwa z tych państw czy­niły sta­ra­nia na rzecz stwo­rze­nia soju­szu prze­ciwko trze­ciemu. Tak zde­fi­nio­wane rela­cje trój­stronne nie były pro­stą sumą sto­sun­ków dwu­stron­nych. Ina­czej rzecz ujmu­jąc, moim zda­niem, opi­su­jąc jedy­nie rela­cje pol­sko-nie­miec­kie, pol­sko-sowiec­kie i nie­miecko-sowiec­kie, nie uda się dostrzec spe­cy­fiki trój­kąta pol­sko-nie­miecko-sowiec­kiego, który do tej pory nie stał się przed­mio­tem badań histo­ryczno-poli­to­lo­gicz­nych.

Mono­gra­fia niniej­sza jest więc próbą opi­sa­nia sto­sun­ków pol­sko-nie­miecko-sowiec­kich w latach 1924-1934. Punk­tem wyj­ścia tych roz­wa­żań było zbli­że­nie Nie­miec z mocar­stwami zachod­nimi, które zre­de­fi­nio­wało sto­sunki w trój­ką­cie War­szawa-Ber­lin--Moskwa i dało Sowie­tom asumpt do zapro­po­no­wa­nia Niem­com anty­za­chod­niego soju­szu. Punk­tem kul­mi­na­cyj­nym nato­miast był prze­łom 1933 i 1934 roku, gdy doszło do poro­zu­mie­nia pol­sko-nie­miec­kiego i osta­tecz­nego zerwa­nia współ­pracy rapal­l­skiej. Sto­sunki pomię­dzy trzema pań­stwami w owym dzie­się­cio­le­ciu nie roz­wi­jały się jed­nak z równą inten­syw­no­ścią. Przy­po­mi­nały falę sinu­so­idalną, która swój pierw­szy szczyt osią­gnęła w roku 1926 (Pił­sud­skiego poli­tyka "gene­ral­nych porząd­ków" z Niem­cami i Sta­lina pro­po­zy­cja zawar­cia paktu pol­sko-sowiec­kiego), a drugi w roku 1933 (pro­po­zy­cja Pił­sud­skiego pol­sko-sowiec­kiego soju­szu antynie­miec­kiego i poli­tyka Hitlera poro­zu­mie­nia z Pol­ską). W latach 1928-1930 sto­sunki trój­stronne cha­rak­te­ry­zo­wała zde­cy­do­wa­nie mniej­sza aktyw­ność, a więc sym­bo­li­zu­jąca je sinu­so­ida osią­gnęła war­to­ści ujemne. A to spo­wo­do­wało, że opis tego okresu potrak­to­wa­łem skró­towo.

Tema­tyce rela­cji pomię­dzy War­szawą, Ber­li­nem i Moskwą w okre­sie mię­dzy­wo­jen­nym poświę­cono ostat­nio dwie książki. Grze­gorz Łukom­ski, autor opra­co­wa­nia zaty­tu­ło­wa­nego Nie­miecki "Zły sąsiad" z per­spek­tywy histo­rycz­nej. Rela­cje nie­miecko-rosyj­skie a Pol­ska 1914-19412, nie dostrzegł nie­stety spe­cy­fiki poli­tyki trój­stron­nej, przez co pomi­nął wiele fun­da­men­tal­nych wyda­rzeń, jak na przy­kład nie­miecko-sowiec­kie son­daże doty­czące roz­bioru Pol­ski w roku 1924, czy też przed­sta­wioną przez Moskwę w roku 1925 pro­po­zy­cję soju­szu sowiecko-nie­miec­kiego. Jego uwa­dze ucie­kły rów­nież kon­se­kwen­cje zawar­cia paktu pol­sko-sowiec­kiego i dekla­ra­cji pol­sko-nie­miec­kiej na roz­wój sto­sun­ków nie­miecko-sowiec­kich. Powo­dem tego stanu rze­czy jest fakt, iż Łukom­ski w bar­dzo ogra­ni­czony spo­sób korzy­stał z doku­men­tów źró­dło­wych. Drugą próbę w tej mate­rii pod­jęli Julia Kan­tor i Mariusz Wołos w książce Trój­kąt Moskwa-War­szawa-Ber­lin. Eseje na temat histo­rii rela­cji sowiecko-pol­sko-nie­miec­kich3. Jed­nakże mimo obiet­nicy zawar­tej w tytule, praca ta nie doty­czyła sto­sun­ków trój­stron­nych, bo auto­rzy podzie­lili okres mię­dzy­wo­jenny na trzy chro­no­lo­gicz­nie wyod­ręb­nione czę­ści, a następ­nie każde z nich napi­sało oddzielną roz­prawę miesz­czącą się w przy­ję­tych ramach cza­so­wych. Kan­tor przy­go­to­wała trzy eseje na temat rela­cji nie­miecko-rosyj­skich (trzeci był nieco prze­ro­bio­nym frag­men­tem jej książki o sto­sun­kach nie­miecko-sowiec­kich), nato­miast Wołos - na temat pol­skiej poli­tyki zagra­nicz­nej. Z wyłącz­nie nauko­wego obo­wiązku trzeba jesz­cze wspo­mnieć wydaną w dru­gim obiegu pod koniec lat 80. XX wieku skromną bro­szurkę Leona Gros­felda Pol­skie aspekty sto­sun­ków nie­miecko-sowiec­kich w okre­sie mię­dzy­wo­jen­nym4.

Lepiej wygląda stan badań sto­sun­ków dwu­stron­nych. W przy­padku rela­cji pol­sko-sowiec­kich przede wszyst­kim trzeba wspo­mnieć o histo­ry­kach rosyj­skich, a w pierw­szej kolej­no­ści o przed­wcze­śnie zmar­łym Olegu Kenie (Kie­nie), który był auto­rem fun­da­men­tal­nych prac doty­czą­cych oko­licz­no­ści zawar­cia pol­sko-sowiec­kiego paktu o nie­agre­sji, w tym Moskwa i pakt o nie­agre­sji z Pol­ską (1930-1932)5. Jego roz­prawy, wyróż­nia­jące się świetną zna­jo­mo­ścią źró­deł archi­wal­nych, po dziś dzień sta­no­wią ważny punkt odnie­sie­nia dla każ­dego bada­cza tej pro­ble­ma­tyki6. Dru­gim rosyj­skim histo­ry­kiem, który ostat­nio wniósł wkład w bada­nia sto­sun­ków pol­sko-sowiec­kich, jest Oksana Babienko, autorka Rela­cji pol­sko-sowiec­kich w latach 1924-1928. Od kon­fron­ta­cji do współ­pracy7. W histo­rio­gra­fii peere­low­skiej, mimo koniecz­no­ści spłaty ide­olo­gicz­nego try­butu, za na­dal war­to­ściowe należy uznać prace Mariana Leczyka8, Woj­cie­cha Mater­skiego9, Sta­ni­sława Gre­go­ro­wi­cza10 i Andrzeja Skrzypka11. Z mono­gra­fii powsta­łych po upadku cen­zury w Pol­sce należy wyróż­nić zwię­zły zarys Pol­ska-Zwią­zek Sowiecki. Sto­sunki poli­tyczne 1925-1939 autor­stwa Sta­ni­sława Gre­go­ro­wi­cza i Michała Jerzego Zacha­riasa ze względu na uwzględ­nie­nie roli Ber­lina w rela­cjach pomię­dzy War­szawą i Moskwą12. Z kolei Woj­cie­cha Mater­skiego Na wide­cie. II Rzecz­po­spo­lita wobec Sowie­tów 1918-194313, to dziś naj­lep­sza i naj­bar­dziej wyczer­pu­jąca praca na temat sto­sun­ków dwu­stron­nych tego okresu; nie­stety, jak więk­szość pol­skich opra­co­wań na ten temat grze­szy nie­uwzględ­nie­niem nowych źró­deł opu­bli­ko­wa­nych w Rosji po 1991 roku. Wśród publi­ka­cji wyda­nych w ostat­nim cza­sie trzeba wspo­mnieć książkę Mariu­sza Wołosa O Pił­sud­skim, Dmow­skim i zama­chu majo­wym. Dyplo­ma­cja sowiecka wobec Pol­ski w okre­sie kry­zysu poli­tycz­nego 1925-192614.

Sto­sunki pol­sko-nie­miec­kie lat 20. i początku lat 30. ocze­kują na swo­jego bada­cza. Praca Jerzego Kra­su­skiego Sto­sunki pol­sko-nie­miec­kie 1919-1932, choć dosyć cie­kawa inter­pre­ta­cyj­nie, nie uwzględ­nia pod­sta­wo­wych źró­deł i dla­tego trzeba ją dziś uznać za prze­sta­rzałą. Okres po roku 1933 na pod­sta­wie dro­bia­zgo­wej kwe­rendy archi­wal­nej opi­sał Marian Woj­cie­chow­ski15, jed­nak jego książka Sto­sunki pol­sko-nie­miec­kie 1933-1938 nie­po­trzeb­nie stara się współ­brz­mieć z wytycz­nymi peere­low­skiej pro­pa­gandy histo­rycz­nej. Na tym tle zde­cy­do­wa­nie wyróż­nia się książka Ral­pha Schat­t­kow­sky'ego Niemcy i Pol­ska od 1918/19 do 1925 roku. Sto­sunki pol­sko-nie­miec­kie pomię­dzy Wer­sa­lem a Locarno16.

Zaska­kuje fakt, że nad­zwy­czaj cie­kawa mate­ria sto­sun­ków nie­miecko-sowiec­kich poza jed­nym wyjąt­kiem nie zna­la­zła współ­cze­śnie god­nego sie­bie bada­cza. Prace napi­sane przed rokiem 1990 w więk­szo­ści przy­pad­ków są już dzi­siaj kom­plet­nie prze­sta­rzałe, bo nie mogły korzy­stać z sowiec­kich źró­deł. War­tość zacho­wały nato­miast nie­które stu­dia szcze­gó­łowe, przede wszyst­kim Karl­he­inza Nic­laussa Zwią­zek Sowiecki i zdo­by­cie wła­dzy przez Hitlera. Roz­prawa na temat sto­sun­ków nie­miecko-rosyj­skich w latach 1929-193517, Mar­tina Wals­dorffa Orien­ta­cja zachod­nia i poli­tyka wschod­nia. Poli­tyka Stre­se­manna w sto­sunku do Rosji w okre­sie lokar­neń­skim18 oraz Tho­masa Wein­gart­nera Sta­lin i triumf Hitlera. Poli­tyka nie­miecka Związku Sowiec­kiego i Mię­dzy­na­ro­dówki Komu­ni­stycz­nej w latach 1929-193419. Po dziś dzień jedną z naj­waż­niej­szych ksią­żek na ten temat pozo­staje Ern­sta Nol­tego Euro­pej­ska wojna domowa 1917-1945. Naro­dowy socja­lizm i bol­sze­wizm20, jak­kol­wiek dzieło to przy­na­leży do histo­rii idei lub ide­olo­gii, a nie histo­rii sto­sun­ków mię­dzy­na­ro­do­wych. Naj­waż­niej­szą jak do tej pory książką napi­saną na temat rela­cji nie­miecko-sowiec­kich jest Bog­dana Musiała Bitwa o Niemcy. Sta­li­now­skie plany wojny prze­ciwko Zacho­dowi21, którą wydano po pol­sku pod tytu­łem: Na Zachód po tru­pie Pol­ski22. Książka ta jest dogłęb­nym stu­dium opar­tym na dotych­czas nie­zna­nych doku­men­tach, znaj­du­ją­cych się w oso­bi­stym archi­wum Sta­lina i innych sowiec­kich przy­wód­ców. Co wię­cej, w bar­dzo dużym stop­niu uwzględ­nia tzw. kwe­stię pol­ską.

Spo­śród dzieł rosyj­skiej histo­rio­gra­fii trzeba odno­to­wać książkę Sier­gieja Gor­łowa Ści­śle Tajne. Alians Moskwy i Ber­lina w latach 1920--1933, gdyż auto­rowi udało się wska­zać na wiele cie­ka­wych aspek­tów sto­sunku władz sowiec­kich do współ­pracy z Niem­cami. Roz­cza­ro­wuje zaś książka Julii Kan­tor, Zaklęta przy­jaźń. Tajna współ­praca ZSRR i Nie­miec w latach 20. i 30.23, która sku­pia się przede wszyst­kim na wymia­rze mili­tar­nym współ­pracy Moskwy i Ber­lina, pomi­ja­jąc pra­wie zupeł­nie aspekt poli­tyczno-dyplo­ma­tyczny. Z prac rosyj­skich histo­ry­ków trzeba wspo­mnieć także roz­prawy Sier­gieja Słu­cza24, który jest rów­nież wydawcą doku­men­tów z zakresu sto­sun­ków sowiecko-nie­miec­kich.

Na tym tle pol­ska histo­rio­gra­fia pre­zen­tuje się bar­dzo skrom­nie. Andrzej Skrzy­pek na początku lat 90. XX wieku wydał popu­larny zarys sto­sun­ków sowiecko-nie­miec­kich, który cho­ciażby ze względu na dostępne wyda­nia doku­men­tów źró­dło­wych trzeba uznać za nie­ak­tu­alny25. Na tym bez­ry­biu na uwagę zasłu­guje nato­miast roz­prawa Miro­sława Kłu­ska na temat sto­sunku Gustava Stre­se­manna do Sowie­tów26.

Sła­bość opra­co­wań mono­gra­ficz­nych wyna­gra­dza bada­czowi sto­sun­ków pol­sko-sowiecko-nie­miec­kich nie­zwy­kłe bogac­two źró­deł (dru­ko­wa­nych lub dostęp­nych w inter­ne­cie), które zostały udo­stęp­nione w ciągu ostat­niego ćwierć­wie­cza i po dziś dzień nie zostały wyko­rzy­stane tak, jak na to zasłu­gują. W głów­nej mie­rze zawdzię­czamy je tzw. rewo­lu­cji archi­wal­nej, jaka doko­nała się w Rosji w poło­wie lat 90. XX wieku. Przede wszyst­kim trzeba zwró­cić uwagę na edy­cje doku­men­tów poka­zu­ją­cych zasad­ni­czą rolę Sta­lina i Polit­biura w pro­ce­sie decy­zyj­nym sowiec­kiej poli­tyki zagra­nicz­nej27. Nieco roz­cza­ro­wuje trzy­to­mowy wybór Moskwa-Ber­lin. Poli­tyka i dyplo­ma­cja Kremla 1920-1941, doty­czący sto­sun­ków sowiecko-nie­miec­kich, gdyż wbrew tytu­łowi rosyj­scy wydawcy sku­pili się tu głów­nie na kwe­stiach gospo­dar­czych, a poli­tycz­nym poświę­cili zbyt mało miej­sca28. Nato­miast za nie­wąt­pli­wie war­to­ściowy, mimo poważ­nych edy­tor­skich man­ka­men­tów, trzeba uznać wydany przed kil­koma laty czte­ro­to­mowy wybór doty­czący rela­cji pol­sko-sowiec­kich Sto­sunki sowiecko-pol­skie w latach 1918-194129, ponie­waż pozwala wypeł­nić wiele luk w dotych­cza­so­wej wie­dzy na ten temat.

Waż­nymi doko­na­niami w ostat­nich latach zaowo­co­wała nie­miecko-rosyj­ska współ­praca przy wyda­wa­niu nowych źró­deł doty­czą­cych okresu mię­dzy­wo­jen­nego. Wielką war­tość ma nie­ukoń­czona jesz­cze seria doku­men­tów Niemcy i Zwią­zek Sowiecki 1933-1941, która obej­muje zarówno doku­menty sowiec­kie, jak i nie­miec­kie. Dla niniej­szych badań szcze­gólne zna­cze­nie miały dwa tomy doty­czące okresu 1933-193430. Na tle tego wydaw­nic­twa wyraźny zawód spra­wia opu­bli­ko­wany nie­dawno w Moskwie zbiór pt.: ZSRR-Niemcy 1932-194131, szcze­gól­nie jeśli cho­dzi o doku­menty doty­czące początku lat 30. Istot­nym uzu­peł­nie­niem dla zro­zu­mie­nia sowiec­kiej poli­tyki zagra­nicz­nej jest kolejny owoc współ­pracy naukow­ców nie­miec­kich i rosyj­skich, a mia­no­wi­cie książka Oczyma wywiadu. ZSRR i Europa 1919-193832, zawie­ra­jąca wiele inte­re­su­ją­cych donie­sień agen­tu­ral­nych i rapor­tów sowiec­kiego wywiadu cywil­nego i woj­sko­wego.

Nie można rów­nież zapo­mi­nać o osią­gnię­ciach pol­skich naukow­ców. W pierw­szej kolej­no­ści trzeba wspo­mnieć o dwóch zbio­rach doku­men­tów autor­stwa Bog­dana Musiała i Jana Szum­skiego, na które skła­dają się nie­zwy­kle cie­kawe mate­riały doty­czące sowiec­kich reak­cji na prze­wrót majowy (przede wszyst­kim z archi­wum Feliksa Dzier­żyń­skiego)33 oraz genezy paktu Hitler-Sta­lin34. Należy rów­nież pamię­tać o wybo­rze kore­spon­den­cji dyplo­ma­tycz­nej Sta­ni­sława Patka wyda­nym przez Mał­go­rzatę Gmur­czyk-Wroń­ską35. Waż­nym wyda­rze­niem będzie rów­nież nie­od­le­gła pre­miera czte­ro­to­mo­wego wydaw­nic­twa Doku­menty do histo­rii sto­sun­ków pol­sko-sowiec­kich 1918-194536, przy­go­to­wa­nego przez pol­skich auto­rów Mariu­sza Wołosa (redak­tora serii i jed­nego z tomów), Jana Jacka Bru­skiego, Pio­tra Głusz­kow­skiego, Marka Kor­nata i Łuka­sza Adam­skiego, zawie­ra­ją­cego wiele cen­nych doku­men­tów pol­skich (rów­nież tych znaj­du­ją­cych się tylko w archi­wach rosyj­skich) i sowiec­kich, które z pew­no­ścią wiele wniosą do wie­dzy w inte­re­su­ją­cej nas mate­rii.

W powyż­szych publi­ka­cjach zna­la­złem setki doku­men­tów (przede wszyst­kim pro­we­nien­cji sowiec­kiej lub rosyj­skiej), które do tej pory nie zostały wyko­rzy­stane w opra­co­wa­niu mono­gra­ficz­nym. Źró­dła dru­ko­wane uzu­peł­ni­łem kwe­ren­dami w Archi­wum Akt Nowych w War­sza­wie (AAN), Cen­tral­nym Archi­wum Woj­sko­wym w Rem­ber­to­wie (CAW) i Archi­wum Poli­tycz­nym Urzędu Spraw Zagra­nicz­nych w Ber­li­nie (PAAA). Wiele klu­czo­wych doku­men­tów dla niniej­szej pracy zdo­by­łem w trak­cie inter­ne­to­wej kwe­rendy w Archi­wum Insty­tutu Hoovera, Rosyj­skim Pań­stwo­wym Archi­wum Histo­rii Spo­łeczno-Poli­tycz­nej (RGA­SPI) i w Pre­zy­denc­kiej Biblio­tece im. B.N. Jel­cyna.

Roz­dział 1. Stre­se­mann balan­suje pomię­dzy Wscho­dem i Zacho­dem

Roz­dział 1

Stre­se­mann balan­suje pomię­dzy Wscho­dem i Zacho­dem

Trak­taty lokar­neń­skie, wyne­go­cjo­wane w paź­dzier­niku 1925 roku, przy­nio­sły pierw­szy, wielki wstrząs, jakiego doznał porzą­dek wer­sal­ski. Ich geneza sięga jesz­cze kon­fe­ren­cji pary­skiej, w efek­cie któ­rej powo­łano Ligę Naro­dów - nową orga­ni­za­cję, któ­rej celem było zapew­nie­nie bez­pie­czeń­stwa w Euro­pie. Fran­cu­zom nie wystar­czały zabez­pie­cze­nia zawarte w trak­ta­cie wer­sal­skim i dla­tego pod­jęli roz­mowy ze Sta­nami Zjed­no­czo­nymi i Wielką Bry­ta­nią na temat gwa­ran­cji ich gra­nicy z Niem­cami. Odrzu­ce­nie przez ame­ry­kań­ski senat raty­fi­ka­cji trak­tatu wer­sal­skiego i paktu Ligi Naro­dów w roku 1920 ozna­czało fia­sko fran­cu­sko-ame­ry­kań­skiego i fran­cu­sko-bry­tyj­skiego trak­tatu gwa­ran­cyj­nego. Idea ta jed­nak wró­ciła po kilku latach, gdyż Paryż, chcąc zapew­nić sobie mak­si­mum bez­pie­czeń­stwa, dążył do tego, żeby odpo­wie­dzial­no­ścią za nie podzie­lić się z Lon­dy­nem. Bry­tyj­czycy z początku byli nie­chętni tego rodzaju umo­wie, gdyż uwa­żali, że wzmoc­ni­łaby ona hege­mo­niczną pozy­cję Fran­cji na kon­ty­nen­cie. Posta­wili więc waru­nek, aby jedną ze stron gwa­ran­tu­ją­cych fran­cu­skie gra­nice wschod­nie były Niemcy. Stał za tym prze­wrotny plan, aby przy tej oka­zji Ber­lin mógł wró­cić do kon­certu mocarstw i w przy­szło­ści rów­no­wa­żyć wpływy Paryża w Euro­pie. Reali­za­cja tego zamiaru musiała dopro­wa­dzić do rede­fi­ni­cji porządku wer­sal­skiego, która mogła być bar­dzo groźna dla państw leżą­cych na wscho­dzie: Pol­ski i Związku Sowiec­kiego.

***

Dla Sowie­tów zawar­cie trak­tatu gwa­ran­cyj­nego przez Fran­cję, Wielką Bry­ta­nię i Niemcy musiało ozna­czać rede­fi­ni­cję rela­cji z Ber­li­nem i sta­no­wiło poważną groźbę cał­ko­wi­tej izo­la­cji na are­nie mię­dzy­na­ro­do­wej. Klu­czo­wym momen­tem w sto­sun­kach nie­miecko-sowiec­kich w okre­sie power­sal­skim stał się trak­tat pod­pi­sany 16 kwiet­nia 1922 roku w Rapallo, będący sto­sun­kowo krótką, bo skła­da­jącą się tylko z 6 arty­ku­łów, umową mię­dzy­na­ro­dową. W jej art. 1. obie strony zrze­kły się odszko­do­wań za wydatki i szkody wojenne; w art. 2. Niemcy zre­zy­gno­wały z rosz­czeń za zna­cjo­na­li­zo­waną przez Sowiety wła­sność oby­wa­teli lub pań­stwa nie­miec­kiego; w art. 3. obie strony wzno­wiły sto­sunki dyplo­ma­tyczne i kon­su­larne; w art. 4. zgo­dziły się sto­so­wać zasadę naj­więk­szego uprzy­wi­le­jo­wa­nia w zakre­sie ogól­nych sto­sun­ków praw­nych oraz sto­sun­ków han­dlo­wych i gospo­dar­czych; w art. 5. umó­wiły się, że będą uwzględ­niać swoje potrzeby gospo­dar­cze, a w art. 6. spre­cy­zo­wały czas wej­ścia w życie powyż­szych sty­pu­la­cji. Do trak­tatu strony dołą­czyły poufne listy, w któ­rych okre­ślały warunki, które mogły spo­wo­do­wać mody­fi­ka­cję niektó­rych zobo­wią­zań37.

Trak­tat z Rapallo38 stał się sym­bo­lem współ­dzia­ła­nia, które sta­no­wiło zagro­że­nie dla bytu naro­dów i państw Europy Środ­ko­wej i Wschod­niej w XX wieku. Jak­kol­wiek nie zawie­rał on taj­nych klau­zul, to nie­wąt­pli­wie w pośredni spo­sób fun­do­wał trwałą pod­stawę taj­nych rela­cji nie­miecko-sowiec­kich na niwie woj­sko­wej. Jak­kol­wiek poro­zu­mie­nie to było wymie­rzone prze­ciwko Pol­sce, to Ber­lin mimo zachęt strony sowiec­kiej, nie zamie­rzał zawie­rać z Moskwą ani soju­szu mili­tar­nego, ani też for­mal­nych poro­zu­mień mają­cych na celu wspólne dzia­ła­nia prze­ciwko War­sza­wie. Niemcy chcieli pozo­sta­wić sobie otwartą opcję zachod­nią, co było jedną z przy­czyn kry­zysu w sto­sun­kach sowiecko-nie­miec­kich w roku 1924, spo­wo­do­wa­nego poja­wie­niem się kwe­stii przy­stą­pie­nia Nie­miec do Ligi Naro­dów (LN). W lipcu i sierp­niu 1924 roku w trak­cie kon­fe­ren­cji lon­dyń­skiej zatwier­dzono plan Dawesa, regu­lu­jący pro­blem nie­miec­kich repa­ra­cji. We wrze­śniu zaś Bry­tyj­czycy pod­czas sesji Zgro­ma­dze­nia Ligi Naro­dów w Gene­wie posta­wili kwe­stię człon­ko­stwa Nie­miec w tej orga­ni­za­cji39. Wywo­łało to ogromne zanie­po­ko­je­nie w Moskwie, która oba­wiała się, że Niemcy zmie­nią orien­ta­cję swo­jej poli­tyki i zamiast jak do tej pory balan­so­wać pomię­dzy Wscho­dem i Zacho­dem, będą sta­rali się wziąć udział w kon­cer­cie mocarstw zachod­nich, co gro­zi­łoby ZSRR izo­la­cją w poli­tyce euro­pej­skiej.

Dla­tego Sowieci, gra­jąc prze­ciwko poro­zu­mie­niu Ber­lina z mocar­stwami zachod­nimi, dekla­ro­wali swój sprze­ciw wobec porządku wer­sal­skiego, sygna­li­zu­jąc, że tak jak Niemcy są mocar­stwem rewi­zyj­nym. Szef sowiec­kiej pla­cówki dyplo­ma­tycz­nej40 w Lon­dy­nie, Chri­stian Rakow­skij, nie pozo­sta­wił w tej kwe­stii żad­nej wąt­pli­wo­ści, gdy pod­czas angiel­sko-sowiec­kiej kon­fe­ren­cji 14 kwiet­nia 1924 roku oświad­czył:

"Sowiecki rząd nie­jed­no­krot­nie dekla­ro­wał, że [...] naj­waż­niej­szą prze­słanką usta­no­wie­nia trwa­łego pokoju powinna być rewi­zja [пересмотр] trak­tatu wer­sal­skiego i innych trak­ta­tów z nim zwią­za­nych. Trak­taty te są sprzeczne z pod­sta­wo­wymi inte­re­sami wszyst­kich naro­dów, a ich prak­tyczna reali­za­cja dopro­wa­dziła tylko do zaostrze­nia anta­go­ni­zmów pomię­dzy wszyst­kimi naro­dami i kry­zysu gospo­darki świa­to­wej. [...]

Trwałą może być tylko taka orga­ni­za­cja Europy, która będzie ufun­do­wana na woli narodu i na dąże­niu do naro­do­wej nie­za­leż­no­ści. Z tego względu sowiecki rząd gotów jest w ramach wspól­nych wysił­ków wspie­rać i reali­zo­wać, jak­kol­wiek nie od razu, a na dro­dze dłu­go­trwa­łych dyplo­ma­tycz­nych wysił­ków, poli­tykę rewi­zji gra­nic pań­stwo­wych na zasa­dzie etno­gra­ficz­nej z zasto­so­wa­niem ple­bi­scytu we wszyst­kich przy­pad­kach, w któ­rych okaże się to konieczne [...]"41.

Kilka mie­sięcy póź­niej, 12 sierp­nia 1924 roku, ten sam Rakow­skij na zakoń­cze­nie kolej­nej sowiecko-bry­tyj­skiej kon­fe­ren­cji wygło­sił dekla­ra­cję, w któ­rej wyszedł od kry­tyki Ligi Naro­dów jako "metody kon­so­li­da­cji wszyst­kich nie­spra­wie­dli­wych trak­ta­tów, zawar­tych w rezul­ta­cie wojny świa­to­wej", sank­cjo­nu­ją­cych łama­nie zasady samo­sta­no­wie­nia naro­dów. Zarzu­cił jej przy tym nie­moc i bez­siłę w napra­wie­niu tej nie­spra­wie­dli­wo­ści, wska­zu­jąc na sowiec­kie pre­ten­sje do Besa­ra­bii, pół­noc­nej Buko­winy i Gali­cji Wschod­niej. W ten spo­sób rząd sowiecki dekla­ro­wał, że ma rosz­cze­nia tery­to­rialne w sto­sunku do Rze­czy­po­spo­li­tej, a zatem jed­nym z celów jego poli­tyki zagra­nicz­nej jest rewi­zja gra­nicy pol­sko-sowiec­kiej. Moskwie cho­dziło o wysła­nie jasnego sygnału w kie­runku Ber­lina i wska­za­nie wspól­nej plat­formy poli­tycz­nej, na któ­rej można by szu­kać pod­staw sowiecko-nie­miec­kiego poro­zu­mie­nia42.

Jesie­nią 1924 roku do Moskwy zaczęły docie­rać sygnały świad­czące o zmia­nie poli­tyki Nie­miec w sto­sunku do Związku Sowiec­kiego, o czym zaświad­cza list Wia­cze­sława Mien­żyn­skiego, ówcze­snego zastępcy szefa OGPU, z 16 wrze­śnia 1924 roku do Czi­cze­rina i Moło­towa. Mien­żyn­skij twier­dził, że próby wywo­ła­nia komu­ni­stycz­nej rewo­lu­cji w Niem­czech w paź­dzier­niku 1923 roku wzmoc­niły pro­an­giel­ską orien­ta­cję tam­tej­szych kół rzą­dzą­cych, co spo­wo­do­wane było m.in. roz­cza­ro­wa­niem przed­sta­wi­cieli prze­my­słu, zwią­za­nym z nie­speł­nio­nymi nadzie­jami na powrót do przed­re­wo­lu­cyj­nych form eks­plo­ata­cji Rosji. Zwró­cił on także uwagę na pro­wa­dzone przez "bur­żu­azyjną prasę" kam­pa­nie prze­ciwko sowiec­kiemu mono­po­lowi w han­dlu zagra­nicz­nym i na zna­czący spa­dek umów zawie­ra­nych przez nie­miec­kie firmy. Ostrzegł, że dzięki trak­ta­towi z Rapallo Niemcy, bli­sko współ­pra­cu­jąc z ZSRR, zdo­byli szcze­gólną wie­dzę na jego temat i teraz będą się nią dzie­lić z Anglo­sa­sami. A to sta­no­wić będzie bar­dzo poważne wyzwa­nie "z punktu widze­nia ochrony inte­re­sów bez­pie­czeń­stwa pań­stwo­wego". Na tej pod­sta­wie zastępca szefa OGPU posta­wił wnio­sek o "audyt [пересмотр] nie­któ­rych aspek­tów naszych sto­sun­ków z Niem­cami"43.

Wnio­ski Mien­żyn­skiego spo­tkały się z reak­cją kole­gium Ludo­wego Komi­sa­riatu Spraw Zagra­nicz­nych (LKSZ). Jego szef Gie­or­gij Czi­cze­rin w liście z 6 paź­dzier­nika 1924 roku do Biura Poli­tycz­nego Komi­tetu Cen­tral­nego Wszech­związ­ko­wej Komu­ni­stycz­nej Par­tii (bol­sze­wi­ków) [KC WKP(b)] wyra­ził zde­cy­do­wany sprze­ciw wobec tego rodzaju audytu sto­sun­ków ZSRR z Niem­cami, co uza­sad­niał nie­do­pusz­czal­no­ścią zmiany kursu w sto­sunku do Ber­lina. Zwró­cił przy tym uwagę na fakt, iż debaty na temat wstą­pie­nia Nie­miec do Ligi Naro­dów udo­wod­niły, że w krę­gach rzą­do­wych w Ber­li­nie na­dal ist­nieje silna ten­den­cja do wspie­ra­nia dobrych rela­cji z Moskwą. W szcze­gól­no­ści nie zgo­dził się z tezą, że Niemcy dzięki trak­ta­towi z Rapallo mogą łatwiej ani­żeli inni przed­sta­wi­ciele świata kapi­ta­li­stycz­nego szpie­go­wać ZSRR. We wnio­skach stwier­dził, że należy moni­to­ro­wać różne ten­den­cje w nie­miec­kiej poli­tyce zagra­nicz­nej, ale nie powinno się dążyć do zmiany dotych­cza­so­wego kursu44.

W tych oko­licz­no­ściach 23 wrze­śnia 1924 roku zastępca ludo­wego komi­sa­rza spraw zagra­nicz­nych Mak­sim Litwi­now prze­ka­zał amba­sa­dzie Rze­szy w Moskwie memo­ran­dum w spra­wie akce­sji Nie­miec do Ligi Naro­dów. Sowiecki rząd wyra­ził w nim opi­nię, że "wej­ście Nie­miec do Ligi Naro­dów ozna­cza rezy­gna­cję [z pew­nych przed­się­wzięć] w przy­szło­ści i ogól­nie rzecz bio­rąc, zna­czące osła­bie­nie ich pozy­cji mię­dzy­na­ro­do­wej. Żadne for­malne zastrze­że­nia nic nie pora­dzą na to, że pakt Ligi Naro­dów zawiera mię­dzy­na­ro­dowe gwa­ran­cje i sys­te­mowe uwiecz­nie­nie obec­nych gra­nic, w szcze­gól­no­ści gra­nic wer­sal­skich". Sowieci prze­ko­ny­wali rów­nież, że Liga Naro­dów jest związ­kiem zwy­cięz­ców, połą­czo­nym swo­istym wza­jem­nym trak­ta­tem ase­ku­ra­cyj­nym, chro­nią­cym inte­resy beati possi­den­tes. Sys­te­mowi wer­sal­skiemu prze­ciw­sta­wili "racjo­nalny" porzą­dek, pole­ga­jący na "samo­sta­no­wie­niu naro­dów", czyli na gra­ni­cach wyzna­czo­nych na zasa­dzie etno­gra­ficz­nej i ple­bi­scy­to­wej. Pro­gno­zo­wali, że Niemcy, wcho­dząc do Ligi Naro­dów, przy­stą­pią do koali­cji, w któ­rej odgry­wać będą rolę sate­lity i zre­zy­gnują z pro­wa­dze­nia samo­dziel­nej poli­tyki. Wsku­tek tego wejdą w koli­zję z kur­sem wyzna­czo­nym w Rapallo i mimo woli zmu­szone będą uczest­ni­czyć w przed­się­wzię­ciach, które dopro­wa­dzą je do kon­fliktu ze Związ­kiem Sowiec­kim45.

Sowieci, oba­wia­jąc się, że wstą­pie­nie Nie­miec do Ligi Naro­dów osłabi ducha Rapallo, pró­bo­wali zna­leźć taką pod­stawę współ­pracy, która akcen­to­wać będzie wspólny inte­res obu państw. Uznali, że tym, co naj­sil­niej łączy Niemcy ze Związ­kiem Sowiec­kim, jest sprze­ciw wobec porządku wer­sal­skiego. Dla­tego za główny argu­ment prze­ciwko człon­ko­stwu Ber­lina w Lidze wybrali koniecz­ność uzna­nia tery­to­rial­nego sta­tus quo w Euro­pie. Chcieli zmu­sić Niemcy do wyboru pomię­dzy rewi­zją i zacho­wa­niem stra­te­gicz­nej współ­pracy nie­miecko-sowiec­kiej a człon­ko­stwem w Lidze Naro­dów. Dosko­nale zatem rozu­mieli moty­wa­cje nie­miec­kiej dyplo­ma­cji, dla któ­rej rewi­zja posta­no­wień wer­sal­skich miała zna­cze­nie prio­ry­te­towe. A jakie pobudki kie­ro­wały Sowie­tami w ini­cja­ty­wie zawar­tej w memo­ran­dum z 23 wrze­śnia? Plan mak­si­mum zakła­dał, że uda się prze­ko­nać Niem­ców do tego, żeby nie przy­stę­po­wali do Ligi Naro­dów, a plan mini­mum, że trzeba będzie nego­cjo­wać rekom­pen­satę za zbli­że­nie Nie­miec z mocar­stwami zachod­nimi. Sowieci nie chcieli zry­wać stra­te­gicz­nej współ­pracy w przy­padku ewen­tu­al­nego wej­ścia Nie­miec do Ligi Naro­dów, gdyż pogor­szy­łoby to ich pozy­cję w poli­tyce euro­pej­skiej.

Na razie jed­nak w roz­mo­wach z Ber­li­nem Moskwa sta­rała się grać o naj­wyż­szą stawkę. 26 wrze­śnia 1924 roku mini­ster spraw zagra­nicz­nych Rze­szy Gustav Stre­se­mann przy­jął radcę sowiec­kiego przed­sta­wi­ciel­stwa Ste­fana Brat­man-Bro­dow­skiego. Sowiecki dyplo­mata stwier­dził, że Niemcy inau­gu­rują nową poli­tykę, która wywo­łuje nie­po­kój w ZSRR, i zapy­tał o przy­czyny tego rodzaju zmiany. Mini­ster zwró­cił uwagę na art. 19. paktu Ligi Naro­dów, prze­wi­du­jący moż­li­wość zmiany obo­wią­zu­ją­cych trak­ta­tów. Powo­łał się przy tym na fran­cu­ską prasę, która za główny motyw ewen­tu­al­nego wstą­pie­nia Nie­miec do Ligi uważa wyko­rzy­sta­nie człon­ko­stwa do rewi­zji trak­tatu wer­sal­skiego46.

Nie­miecki Urząd Spraw Zagra­nicz­nych (AA)47 29 wrze­śnia 1924 roku prze­ka­zał pań­stwom będą­cym człon­kami Rady Ligi Naro­dów memo­ran­dum, w któ­rym zawarto warunki zwią­zane z akce­sją. Dwa z nich wyda­wały się klu­czowe: po pierw­sze, przy­zna­nie Niem­com sta­łego miej­sca w Radzie, a po dru­gie, zastrze­że­nie wobec obo­wiązku udziału we wspól­nych przed­się­wzię­ciach podej­mo­wa­nych prze­ciwko ewen­tu­al­nemu agre­so­rowi na mocy art. 16. paktu Ligi48. Sowieci pró­bo­wali prze­ciw­dzia­łać temu memo­ran­dum, pro­po­nu­jąc 18 paź­dzier­nika Niem­com zawar­cie umowy, zgod­nie z którą obie strony zobo­wią­za­łyby się do nie­wstę­po­wa­nia do Ligi bez zgody part­nera49. Ber­lin jed­nak zde­cy­do­wa­nie odrzu­cił tę pro­po­zy­cję. 5 listo­pada nie­miecki amba­sa­dor w Moskwie Ulrich von Brock­dorff-Rant­zau zako­mu­ni­ko­wał Czi­cze­ri­nowi, że nie może być mowy o wspól­nych dzia­ła­niach obu rzą­dów w spra­wie wej­ścia do Ligi, po pierw­sze, ponie­waż Ber­lin w memo­ran­dum z 29 wrze­śnia przed­sta­wił już swoje warunki i jeśli zostaną one przy­jęte, to będzie zmu­szony do wej­ścia do tej orga­ni­za­cji, a po dru­gie, dla­tego, że Sowiety pryn­cy­pial­nie odrzu­cają Ligę Naro­dów jako taką. Komi­sarz przy­jął to oświad­cze­nie do wia­do­mo­ści i zwró­cił się z prośbą o dokładne kon­sul­to­wa­nie tej kwe­stii z rzą­dem sowiec­kim. Podzię­ko­wał rów­nież za sta­no­wi­sko nie­mieckie odno­śnie do art. 16. paktu Ligi Naro­dów i brak zgody Ber­lina na udział w przed­się­wzię­ciach Ligi skie­ro­wa­nych prze­ciwko ewen­tu­al­nemu agre­so­rowi, gdyż pozwoli to na kon­ty­nu­owa­nie przy­ja­ciel­skich sto­sun­ków pomię­dzy oby­dwoma pań­stwami50.

Biuro Poli­tyczne KC WKP(b) omó­wiło pro­blemy zwią­zane ze wstą­pie­niem Nie­miec do Ligi Naro­dów 9 paź­dzier­nika 1924 roku i posta­no­wiło, by LKSZ przy­go­to­wał na ten temat notatkę infor­ma­cyjną51. Litwi­now 14 paź­dzier­nika wysłał do sowiec­kiego kie­row­nic­twa poli­tycz­nego list z załą­czoną notatką zaty­tu­ło­waną: ZSRR, Niemcy i Liga Naro­dów52. W doku­men­cie tym zastępca ludo­wego komi­sa­rza spraw zagra­nicz­nych zauwa­żył, że "w momen­cie ukształ­to­wa­nia się rela­cji pomię­dzy ZSRR i Niem­cami w trak­cie zawie­ra­nia trak­tatu rapal­l­skiego kwe­stia sto­sun­ków z Ligą Naro­dów nie została w spo­sób for­malny poru­szona, ponie­waż wyda­wało się to wtedy zby­teczne, gdyż uznano za aksjo­mat koniecz­ność nega­tyw­nego sto­sunku oby­dwu kra­jów do Ligi jako do poli­tycz­nego narzę­dzia zwy­cię­skich mocarstw"53.

W Niem­czech było dla wszyst­kich jasne, że trak­tat rapal­l­ski i zbli­że­nie z ZSRR sta­no­wić będą prze­ciw­wagę dla Ligi Naro­dów. Od momentu jego pod­pi­sa­nia oby­dwa rządy wie­lo­krot­nie kon­sul­to­wały się w spra­wach zwią­za­nych z dzia­ła­niami tej orga­ni­za­cji i zawsze w pełni zga­dzały się, że konieczna jest jed­no­myśl­ność w sto­sunku do niej. Jed­ność tę w szcze­gólny spo­sób mani­fe­sto­wali komi­sarz Czi­cze­rin i były kanc­lerz Rze­szy Joseph Wirth. W krę­gach rzą­do­wych w Ber­li­nie powstało nawet prze­ko­na­nie o ist­nie­niu ust­nego ofi­cjal­nego poro­zu­mie­nia w tej spra­wie pomię­dzy oby­dwoma pań­stwami. W rze­czy­wi­sto­ści, jak infor­mo­wał Litwi­now człon­ków Polit­biura, takie poro­zu­mie­nie nie ist­niało, a obie strony z for­mal­nego punktu widze­nia zacho­wy­wały wolną rękę, zobo­wią­zu­jąc się "moral­nie" do wza­jem­nego infor­mo­wa­nia na temat swo­jej poli­tyki wobec Ligi. I każda ze stron wywią­zy­wała się z tego zobo­wią­za­nia cał­kiem sumien­nie, dopóki wej­ście do tej orga­ni­za­cji uwa­żała za sprzeczne z jej inte­re­sami. Gdy Sowieci w 1923 roku roz­wa­żali wysła­nie obser­wa­tora do Ligi Naro­dów, natych­miast poin­for­mo­wali o tym rząd nie­miecki.

Litwi­now przy­po­mniał, że przez lata kwe­stia człon­ko­stwa Nie­miec w Lidze Naro­dów nie była tema­tem dys­ku­sji poli­tycz­nych. Było to spo­wo­do­wane nie tyle bra­kiem zwo­len­ni­ków tej orga­ni­za­cji w Niem­czech, ile sprze­ci­wem Fran­cji wobec akce­sji Ber­lina i nie­chę­cią głów­nych nie­miec­kich par­tii poli­tycz­nych do "naru­sze­nia har­mo­nii usta­no­wio­nej pomię­dzy Niem­cami i ZSRR przez trak­tat rapal­l­ski". Już wów­czas bowiem zda­wano sobie w Niem­czech sprawę z tego, że wsku­tek wej­ścia do Ligi sto­sunki ze Związ­kiem Sowiec­kim doznają poważ­nego uszczerbku. Sytu­acja zmie­niła się po kon­fe­ren­cji lon­dyń­skiej i przy­ję­ciu planu Dawesa. Zastępca Czi­cze­rina twier­dził, że obec­nie za wej­ściem do Ligi opo­wia­dają się socjal­de­mo­kraci i pacy­fi­ści, prze­ciwko - komu­ni­ści i pra­wica, a par­tia Stre­se­manna zaj­muje sta­no­wi­sko nie­okre­ślone. Nie­miecki mini­ster spraw zagra­nicz­nych wypo­wia­dał się prze­ciw człon­ko­stwu i wsku­tek tego znaj­do­wał się w kon­flik­cie z kanc­le­rzem Wil­hel­mem Marxem i pre­zy­den­tem Frie­dri­chem Eber­tem. W efek­cie sporu pomię­dzy zwo­len­ni­kami i prze­ciwnikami akce­sji doszło do odro­cze­nia roz­strzy­gnię­cia tej kwe­stii, co zama­sko­wano wysła­niem memo­ran­dum do człon­ków Ligi, okre­śla­ją­cym warunki, na jakich Niemcy przy­stą­pią do tej orga­ni­za­cji. Naj­waż­niej­szym z nich będzie uzy­ska­nie sta­łego miej­sca w Radzie LN.

Zastępca ludo­wego komi­sa­rza spraw zagra­nicz­nych wyra­ził opi­nię, że nie­miecki rząd nie pod­jął jesz­cze osta­tecz­nej decy­zji w tej spra­wie. Zauwa­żył, że prze­ciw­nicy człon­ko­stwa posłu­gują się tymi samymi argu­men­tami co Sowieci, zwra­ca­jąc przede wszyst­kim uwagę na osła­bie­nie nie­za­leż­no­ści Rze­szy na are­nie mię­dzy­na­ro­do­wej i wcią­gnię­cie jej do intryg prze­ciwko ZSRR. Są także zda­nia, że Ber­lin pozba­wiony wspar­cia i przy­jaźni Moskwy będzie jesz­cze bar­dziej izo­lo­wany, a Sowieci zmu­szeni będą poro­zu­mieć się z Fran­cją i Pol­ską prze­ciwko Niem­com. Z kolei zwo­len­nicy Ligi dowo­dzą, że Niemcy po akce­sji będą mogli roz­gry­wać róż­nice inte­re­sów dzie­lą­cych Fran­cję i Wielką Bry­ta­nię, dzięki czemu osta­tecz­nie prze­sta­nie ist­nieć jed­no­lity front zwy­cięz­ców wiel­kiej wojny. Twier­dzą rów­nież, że Ber­lin jako czło­nek Ligi Naro­dów będzie mógł odda­wać pewne usługi Moskwie, wystę­pu­jąc prze­ciwko powsta­ją­cym tam anty­so­wiec­kim intry­gom.

Litwi­now na koniec oce­nił, że LKSZ w pełni zdaje sobie sprawę z kon­se­kwen­cji człon­ko­stwa Ber­lina w Lidze Naro­dów. W opi­nii komi­sa­riatu "wej­ście Nie­miec do Ligi będzie począt­kiem budowy jed­no­li­tego frontu mocarstw zachod­nich prze­ciwko ZSRR, zarówno w dzie­dzi­nie poli­tycz­nej, jak i eko­no­micz­nej". Sowiecka dyplo­ma­cja wywarła na nie­miecki rząd mak­sy­malny nacisk dyplo­ma­tyczny i sta­rała się zarówno wzmoc­nić prze­ciw­ni­ków Ligi w Niem­czech, jak i zaostrzyć walkę poli­tyczną pomię­dzy poszcze­gól­nymi par­tiami, ale - jak zauwa­żył zastępca ludo­wego komi­sa­rza spraw zagra­nicz­nych - "nasze dzia­ła­nia natu­ral­nie nie mogły mieć wpływu na osta­teczne decy­zje Nie­miec"54.

W liście, do któ­rego dołą­czona została powyż­sza notatka, Litwi­now poin­for­mo­wał człon­ków Polit­biura, że obec­nie LKSZ zwró­cił się do nie­miec­kiego rządu z pro­po­zy­cją zawar­cia for­mal­nego poro­zu­mie­nia o nie­wstę­po­wa­niu do Ligi Naro­dów bez zgody dru­giej strony. Tłu­ma­czył, że cho­dzi o stwo­rze­nie nowego faktu, który w decy­du­ją­cym momen­cie wzmoże pole­mikę i walkę pomię­dzy zwo­len­ni­kami i prze­ciw­ni­kami wej­ścia do Ligi w Niem­czech. Zauwa­żył przy tym jed­nak, że wszystko wska­zuje na to, że decy­zja o akce­sji jest już prze­są­dzona, a zatem pro­po­zy­cja ta zosta­nie odrzu­cona. Odmowę tę jed­nak Sowieci będą mogli wyko­rzy­stać, gdy zde­cy­dują się zawrzeć poro­zu­mie­nia z Fran­cją i z Pol­ską.

Na pod­sta­wie tych dwóch doku­men­tów można dojść do wnio­sku, że Sowieci już w poło­wie paź­dzier­nika 1924 roku doszli do prze­ko­na­nia, iż Ber­lin wej­dzie do Ligi Naro­dów i w kon­se­kwen­cji dokona reorien­ta­cji poli­tyki zagra­nicz­nej na pro­za­chod­nią, co otwo­rzy przed nim moż­li­wość wej­ścia do koali­cji anty­so­wiec­kiej, a Moskwa w odpo­wie­dzi będzie musiała zde­cy­do­wać się na zawar­cie trak­ta­tów z Fran­cją i Pol­ską. Nota­bene, wła­śnie w owym okre­sie dyplo­ma­cja sowiecka roz­po­częła dłu­go­trwały pro­ces son­do­wa­nia Paryża i War­szawy na oko­licz­ność zawar­cia poro­zu­mie­nia poli­tycz­nego (zobacz niżej). Można zatem z dużą dozą pew­no­ści zało­żyć, że roz­mowy z Pol­ską na temat poro­zu­mie­nia poli­tycz­nego i paktu o nie­agre­sji roz­po­częte w owym okre­sie nie miały czy­sto tak­tycz­nego cha­rak­teru. Z cyto­wa­nych wyżej nota­tek wynika bowiem, że Moskwa zda­wała sobie sprawę z nie­uchron­no­ści wej­ścia Ber­lina do Ligi Naro­dów. Poro­zu­mie­nie z Pol­ską i z Fran­cją nie było zatem postrze­gane przez Sowie­tów jako próba powstrzy­ma­nia Nie­miec przed poro­zu­mie­niem z mocar­stwami zachod­nimi, lecz jako spo­sób na zrów­no­wa­że­nie powsta­ją­cej wła­śnie nowej i real­nej orien­ta­cji w nie­miec­kiej poli­tyce zagra­nicz­nej. Innymi słowy, Moskwa dla zrów­no­wa­że­nia skut­ków decy­zji Ber­lina musiała dążyć do zawar­cia poro­zu­mień z War­szawą i Pary­żem. W przy­szło­ści jed­nak dyplo­ma­cja sowiecka zmo­dy­fi­kuje to sta­no­wi­sko i będzie łago­dziła skutki pro­za­chod­niej poli­tyki Nie­miec, pro­wa­dząc roz­mowy na temat dwu­stron­nego poro­zu­mie­nia poli­tycz­nego nie tylko z War­szawą i Pary­żem, ale rów­nież z Ber­li­nem.

Nie powinno więc zaska­ki­wać, że Sowieci kon­ty­nu­owali tak­tykę utrud­nia­nia wej­ścia Nie­miec do Ligi. W tym celu roz­po­częli kolejną sze­roko zakro­joną ini­cja­tywę dyplo­ma­tyczną. Czło­nek kole­gium LKSZ Wik­tor Kopp przed­sta­wił jej pierw­szy zarys w trak­cie roz­mowy z Brock­dorff-Rant­zauem 4 grud­nia 1924 roku. Oświad­czył, że zależy mu na pouf­nej wymia­nie myśli w spra­wach istot­nych dla roz­woju sto­sun­ków dwu­stron­nych. Stwier­dził, że jed­nym z naj­waż­niej­szych zagad­nień, wyma­ga­ją­cych szyb­kiego obu­stron­nego poro­zu­mie­nia, wydaje się być kwe­stia pol­ska. Dla­tego też chciałby wie­dzieć, czy Ber­lin na­dal jest zde­cy­do­wany docho­dzić swo­ich rosz­czeń w sto­sunku do War­szawy. Polacy zwra­cali się do Moskwy z okre­ślo­nymi życze­niami doty­czą­cymi Gali­cji i tere­nów przy gra­nicy z ZSRR, ale Sowiety nie poszły na to. Jeśli więc Niemcy nie zre­zy­gno­wały z odzy­ska­nia Gór­nego Ślą­ska i kory­ta­rza, to mogłyby wraz ze Związ­kiem Sowiec­kim wspól­nie wywrzeć nacisk na Pol­skę. Kopp zwró­cił się z pro­po­zy­cją kon­sul­ta­cji w tej spra­wie.

Nie­miecki amba­sa­dor odpo­wie­dział, że "rozu­mie się samo przez się, że ni­gdy nie zre­zy­gnu­jemy z naszych pre­ten­sji w sto­sunku do Pol­ski". Jed­nak ich reali­za­cja za pomocą siły jest obec­nie cał­ko­wi­cie nie­moż­liwa i byłaby sza­leń­stwem. Przy­pu­ścił, że kwe­stia pol­ska jest teraz przed­mio­tem roz­mów pomię­dzy rzą­dem sowiec­kim a fran­cu­skim i dla­tego oświad­czył, że jeśliby rząd sowiecki powa­żył się dać gwa­ran­cje odno­śnie do pol­skiej gra­nicy zachod­niej, to Niemcy będą to trak­to­wały jako akt nie­przy­ja­zny. Na co obda­rzony nie­wąt­pli­wym reflek­sem Kopp zapy­tał, jak ZSRR powi­nien się zacho­wać, gdyby Niemcy poprzez swoje wej­ście do Ligi Naro­dów zagwa­ran­to­wały wschod­nie gra­nice Pol­ski. Następ­nie obaj roz­mówcy zaczęli prze­rzu­cać się pre­ten­sjami doty­czą­cymi pro­ble­mów w sto­sun­kach dwu­stron­nych. Na koniec jed­nak Kopp, dekla­ru­jąc, że zależy mu na pogłę­bie­niu sto­sun­ków dwu­stron­nych, powtó­rzył "swoją prośbę, aby dopro­wa­dzić do bar­dziej pouf­nej poli­tycz­nej wymiany myśli niż do tej pory pomię­dzy Ber­li­nem a Moskwą", a Brock­dorff-Rant­zau przy­rzekł mu wspar­cie tej ini­cja­tywy55.

Ber­lin przy­chyl­nie odniósł się do pro­po­zy­cji Koppa. Sekre­tarz stanu w AA Adolf von Malt­zan w szy­fro­gra­mie z 13 grud­nia 1924 roku prze­sła­nym do amba­sady w Moskwie wyra­ził zgodę na roz­mowy z rzą­dem sowiec­kim na temat kwe­stii pol­skiej i pole­cił prze­ka­zać Sowie­tom nastę­pu­jące sta­no­wi­sko. Teo­re­tycz­nie rzecz bio­rąc, art. 10. paktu Ligi Naro­dów zobo­wią­zuje do respek­to­wa­nia tery­to­rial­nej inte­gral­no­ści Pol­ski. Jed­nakże to zobo­wią­za­nie nie sta­nowi żad­nej gwa­ran­cji i nie ma żad­nego prak­tycz­nego zna­cze­nia w sto­sunku do pol­skiej gra­nicy wschod­niej. W odnie­sie­niu do niej istotny może być co naj­wy­żej art. 16., jed­nakże Niemcy, wcho­dząc do Ligi, złożą wobec niego zastrze­że­nie i zacho­wają tym samym neu­tral­ność. Dla Ber­lina klu­czowe jest sowiec­kie wspar­cie w kwe­stii pol­skiej gra­nicy zachod­niej. Pro­blem ten jest oma­wiany na salo­nach dyplo­ma­tycz­nych, w efek­cie czego powstało prze­ko­na­nie, że obecny stan rze­czy jest na dłuż­szą metę nie do utrzy­ma­nia. Niemcy w swoim memo­ran­dum dla mocarstw będą­cych człon­kami Rady Ligi Naro­dów potwier­dziły goto­wość wypeł­nie­nia swo­ich mię­dzy­na­ro­do­wych zobo­wią­zań, ale jed­no­cze­śnie zastrze­gły, że utrzy­mają w mocy oświad­cze­nia, w któ­rych wcze­śniej odno­siły się do tych zobo­wią­zań. To rów­nież doty­czy pol­skiej gra­nicy zachod­niej, ponie­waż Niemcy przed pod­pi­sa­niem trak­tatu wer­sal­skiego zło­żyły pro­test, że gra­nice te nie odpo­wia­dają zasa­dom wil­so­niań­skim.

Sekre­tarz stanu pole­cił rów­nież wspo­mnieć, że "główną przy­czyną nie­po­ko­jów w Euro­pie Wschod­niej jest nie­prze­strze­ga­nie zasad etno­gra­ficz­nych w trak­cie wyty­cza­nia pol­skich gra­nic. Pol­ska nie ma sąsiada, z któ­rym nie pro­wa­dzi­łaby sporu na tym polu. Nie­miec­kie i rosyj­skie inte­resy są tutaj zbieżne". Von Malt­zan zosta­wił do decy­zji amba­sa­dora, czy już w tym momen­cie ma oświad­czyć Sowie­tom, że "dla Nie­miec i Rosji roz­wią­za­nie kwe­stii pol­skiej pole­ga­łoby na wtło­cze­niu Pol­ski w jej etno­gra­ficzne gra­nice [in Zurückdrängung Polens auf seine eth­no­gra­phi­schen Gren­zen]"56.

W ten oto spo­sób Niemcy i ZSRR doszły do poro­zu­mie­nia, że fun­da­men­talną pod­stawą ich stra­te­gicz­nej współ­pracy na­dal będzie roz­wią­za­nie kwe­stii pol­skiej. Oby­dwa kraje dzie­liło mnó­stwo sprzecz­no­ści i pro­ble­mów. Naj­więk­szy kło­pot spra­wiała róż­nica ustro­jowa i dąże­nie bol­sze­wi­ków do wybu­chu rewo­lu­cji w Rze­szy. Sowieci uwa­żali sko­mu­ni­zo­wa­nie tego kraju za waru­nek sine qua non suk­cesu rewo­lu­cji świa­to­wej i prze­trwa­nia ZSRR na are­nie mię­dzy­na­ro­do­wej. Dla­tego jesz­cze na jesieni 1923 roku pró­bo­wali wszel­kimi dostęp­nymi meto­dami dopro­wa­dzić do zain­sta­lo­wa­nia wła­dzy sowiec­kiej w Niem­czech. Poli­tyka Moskwy musiała dopro­wa­dzić do powsta­nia bar­dzo poważ­nego kry­zysu zaufa­nia w sto­sun­kach z Ber­li­nem. Dru­gim klu­czo­wym czyn­ni­kiem nega­tyw­nie oddzia­łu­ją­cym na rela­cje sowiecko-nie­miec­kie była poli­tyka Gustava Stre­se­manna, któ­rej celem było poro­zu­mie­nie z mocar­stwami zachod­nimi. Jej pierw­szym nie­zwy­kle istot­nym efek­tem była kon­fe­ren­cja lon­dyń­ska i uzgod­niony w jej trak­cie plan Dawesa. Poro­zu­mie­nie fran­cu­sko-nie­miec­kie było naj­więk­szą prze­szkodą dla zisz­cze­nia się pla­nów bol­sze­wi­ków, ponie­waż uwa­żali oni wojnę pomię­dzy mocar­stwami kon­ty­nen­tal­nymi (tak zwana wojna impe­ria­li­styczna) za waru­nek konieczny dla prze­pro­wa­dze­nia rewo­lu­cji w Euro­pie.

Te dwa wyżej wymie­nione czyn­niki powo­do­wały, że pod koniec roku 1924 sto­sunki sowiecko-nie­miec­kie zna­la­zły się w kry­zy­sie. Jed­nakże obie strony szu­kały płasz­czy­zny, dzięki któ­rej można by przy­wró­cić rela­cjom dwu­stron­nym dawny blask. Stała się nią kwe­stia pol­ska. Wspólny inte­res obu państw w jej roz­wią­zy­wa­niu był tak oczy­wi­sty, że doszły one do poro­zu­mie­nia w ciągu dwóch tygo­dni. Naj­do­kład­niej ów wspólny cel Ber­lina i Moskwy zde­fi­nio­wał w swo­jej instruk­cji Adolf von Malt­zan, a było nim, przy­po­mnijmy, "wtło­cze­nie Pol­ski w etno­gra­ficzne gra­nice". Nie­miecki dyplo­mata świa­do­mie użył eufe­mi­zmu, albo­wiem w grun­cie rze­czy cho­dziło mu o tery­to­rialne okro­je­nie Pol­ski i to zarówno na wscho­dzie, jak i na zacho­dzie. A zatem mówiąc wprost: wspól­nym inte­resem Nie­miec i sowiec­kiej Rosji był kolejny roz­biór Pol­ski.

Szybko oka­zało się jed­nak, że poro­zu­mie­nie wcale nie jest tak bli­sko, jak mogło się wyda­wać. Sowieci przy oka­zji kon­sul­to­wa­nia sprawy pol­skiej chcieli bowiem ugrać znacz­nie wię­cej. Brock­dorff-Rant­zau wyko­nał instruk­cję von Malt­zana 19 grud­nia 1924 roku. Na wstę­pie poin­for­mo­wał Czi­cze­rina, że cen­trala w Ber­li­nie pole­ciła mu stre­ścić dwie nad­zwy­czaj ważne depe­sze. Pierw­sza doty­czyła wej­ścia Nie­miec do Ligi Naro­dów, a druga kwe­stii pol­skiej. Nie­miecki amba­sa­dor poin­for­mo­wał, że mocar­stwa obstają przy tym, aby Ber­lin został człon­kiem tej orga­ni­za­cji na ogól­nych warun­kach. Jed­nakże rząd Rze­szy będzie się upie­rał przy tym, aby nie uczest­ni­czyć w kolek­tyw­nych akcjach Ligi Naro­dów prze­wi­dzia­nych art. 16. Następ­nie Brock­dorff-Rant­zau prze­szedł do kwe­stii pol­skiej. Czi­cze­rin prze­rwał mu już na samym wstę­pie, twier­dząc, że stro­nie sowiec­kiej cho­dziło o kon­sul­ta­cje na temat cało­kształtu sto­sun­ków dwu­stron­nych, a nie jed­nego ich ele­mentu. Amba­sa­dor odpo­wie­dział, że to rozu­mie, ale Niemcy chcą roz­po­cząć roz­mowy na ten wła­śnie temat, bo zostało to zapro­po­no­wane przez Koppa. Przy­po­mniał rów­nież, że ten ostatni poin­for­mo­wał go, że Moskwa roz­po­czyna dia­log z War­szawą w spra­wie całej serii zagad­nień, m.in. Gali­cji Wschod­niej.

Komi­sarz wyja­śnił, że takie roz­mowy nie są pro­wa­dzone; War­szawa pró­bo­wała bar­dzo ostroż­nie wstęp­nie son­do­wać Moskwę na oko­licz­ność ewen­tu­al­nych roz­mów, ale do tej pory nic w tej spra­wie nie zostało jesz­cze prze­są­dzone. Następ­nie amba­sa­dor oświad­czył, iż roz­wią­za­nie kwe­stii pol­skiej przez Niemcy i Rosję polega "na wtło­cze­niu Pol­ski w jej etno­gra­ficzne gra­nice". Czi­cze­rin uznał tę frazę za nie cał­kiem jasną, doda­jąc, że byłaby ona zro­zu­miała, gdyby Niemcy nie wstę­po­wały do Ligi Naro­dów. Jeśli w trak­cie roz­mów akce­syj­nych uzy­skają jedy­nie zgodę na neu­tral­ność w sto­sunku do akcji Ligi wyni­ka­ją­cych z art. 16., to powstaje pyta­nie, w jaki spo­sób będą chciały tego doko­nać. Dodał, że odniósł wra­że­nie, iż oferta nie­miecka spro­wa­dza się do zagwa­ran­to­wa­nia sobie neu­tral­no­ści w przy­padku wojny pol­sko-sowiec­kiej i żąda­nia peł­nego wspar­cia nie­miec­kich dążeń rewi­zyj­nych. Amba­sa­dor nie zgo­dził się z tym punk­tem widze­nia, zapew­nia­jąc, że "rów­no­le­głość inte­re­sów ozna­cza także rów­ność obu stron w odnie­sie­niu do obo­wiąz­ków". Nie­usa­tys­fak­cjo­no­wany komi­sarz raz jesz­cze zapy­tał, jak w rze­czy­wi­sto­ści ma wyglą­dać owo "wtło­cze­nie", na co Brock­dorff-Rant­zau odpo­wie­dział, że jest to "pewna dyrek­tywa dla przy­szło­ści, a nie zada­nie dla dnia dzi­siej­szego". Czi­cze­rin na koniec roz­mowy wyra­ził chęć jej kon­ty­nu­owa­nia i popro­sił o czas do zasta­no­wie­nia się nad nie­miec­kim sta­no­wi­skiem57.

Z roz­mowy tej można wycią­gnąć wnio­sek, że Sowieci ukry­wali przed Niem­cami trwa­jące od sierp­nia 1924 roku son­daże z Pola­kami. Czi­cze­rin poin­for­mo­wał bowiem Brock­dorff-Rant­zaua, że War­szawa zwró­ciła się z ogólną ini­cja­tywą wobec Moskwy, ale żadne roz­mowy nie są pro­wa­dzone. A było to nie­prawdą, ponie­waż w owym cza­sie obie strony roz­ma­wiały już na temat dwu­stron­nego poro­zu­mie­nia poli­tycz­nego (patrz niżej). Potwier­dza to, że Sowieci na serio poszu­ki­wali poro­zu­mie­nia z Pola­kami, by w ten spo­sób rease­ku­ro­wać się na wypa­dek ewen­tu­al­nej reorien­ta­cji poli­tyki nie­miec­kiej.

Carl von Schu­bert, następca von Malt­zana na sta­no­wi­sku sekre­ta­rza stanu, w szy­fro­gra­mie z 29 grud­nia 1924 roku zaak­cep­to­wał spo­sób wyko­na­nia instruk­cji przez Brock­dorff-Rant­zaua i prze­ka­zał mu, że nie­miecki rząd gotów jest rów­nież roz­ma­wiać na temat ogól­nych zagad­nień poli­tycz­nych i zasu­ge­ro­wał, żeby w kwe­stii pol­skiej bar­dziej sku­pić się na szcze­gó­łach58.

Po roz­mo­wie z Brock­dorff-Rant­zauem Czi­cze­rin doszedł do wnio­sku, że nie należy godzić się na pro­po­zy­cję nie­miecką wydzie­le­nia spraw pol­skich z kon­sul­ta­cji na temat ogółu sto­sun­ków dwu­stron­nych i zapro­po­no­wał stro­nie nie­miec­kiej kontr­son­daż doty­czący uzgod­nie­nia przez oba pań­stwa wspól­nej poli­tyki w odnie­sie­niu do sta­rań o człon­ko­stwo w Lidze Naro­dów. Taką pro­po­zy­cję przed­sta­wił do akcep­ta­cji Biuru Poli­tycz­nemu59, które omó­wiło ją na posie­dze­niu 24 grud­nia 1924 roku. Biuro uznało ofertę nie­miec­kiego amba­sa­dora za son­daż słu­żący wyja­śnie­niu linii poli­tyki sowiec­kiej w sto­sunku do Pol­ski i zgod­nie z pro­po­zy­cjami Czi­cze­rina pole­ciło, aby LKSZ odpo­wie­dział kontrson­dażem, który zna­cząco roz­sze­rzy pro­ble­ma­tykę kon­sul­ta­cji zapro­po­no­waną przez Brock­dorff-Rant­zaua. LKSZ miał zapro­po­po­no­wać, aby dwu­stronne kon­sul­ta­cje nie doty­czyły tylko Pol­ski, ale i Wiel­kiej Bry­ta­nii, a także całej poli­tyki oby­dwu państw. Polit­biuro pole­ciło, aby tego rodzaju roz­mowy zostały uza­leż­nione od wypeł­nie­nia przez Ber­lin dwóch warun­ków: Niemcy i ZSRR zobo­wiążą się po pierw­sze nie wstę­po­wać do wrogo nasta­wio­nych w sto­sunku do jed­nej ze stron blo­ków poli­tycz­nych lub eko­no­micz­nych, a po dru­gie do koor­dy­na­cji swo­ich wysił­ków w kwe­stii ewen­tu­al­nego wstą­pie­nia do Ligi Naro­dów lub wysła­nia do niej obser­wa­to­rów. Dopiero po wypeł­nie­niu tych warun­ków będą mogły zostać omó­wione nie­miec­kie pro­po­zy­cje60.

Następna roz­mowa Brock­dorff-Rant­zaua z Czi­cze­ri­nem odbyła się w nocy z 25 na 26 grud­nia 1924 roku. Amba­sa­dor uznał ją za szcze­gól­nie ważną i dla­tego zre­la­cjo­no­wał ją w "ści­śle taj­nej" notatce dołą­czo­nej do listu adre­so­wa­nego do mini­stra Stre­se­manna61, suge­ru­jąc jed­no­cze­śnie prze­ka­za­nie jej kopii pre­zy­den­towi Eber­towi. Według tej notatki Czi­cze­rin poin­for­mo­wał amba­sa­dora, że rząd sowiecki z zado­wo­le­niem przy­jął otwar­tość, z jaką strona nie­miecka odnio­sła się do kwe­stii pol­skiej, i wyra­ził nadzieję że będzie ona pod­stawą dla omó­wie­nia kon­kret­nych zagad­nień poli­tycz­nych. Zastrzegł, że pro­po­zy­cje, które przed­stawi, w żad­nym wypadku nie mogą być trak­to­wane jako "ulti­ma­tum". Pod­kre­ślił jed­nak, że "jeśli nie­miecki rząd miałby odrzu­cić jego pro­po­zy­cje, to w oczy­wi­sty spo­sób dotych­cza­sowe rela­cje zostaną zacho­wane [na tym samym pozio­mie], ale wów­czas, zda­niem sowiec­kiego rządu, wspólne roz­wią­za­nie [Behan­dlung] kwe­stii pol­skiej, jak to zostało zapro­po­no­wane przez Ber­lin, nie będzie już jed­nak moż­liwe"62. Brock­dorff-Rant­zau wtrą­cił w tym miej­scu uwagę, że ini­cja­tywa roz­mów na temat roz­wią­za­nia kwe­stii pol­skiej wyszła od Koppa, a nie od rządu nie­miec­kiego. Czi­cze­rin oświad­czył, że Kopp wystę­po­wał jako osoba pry­watna, na co amba­sa­dor odparł, że nie mógł o tym wie­dzieć. Komi­sarz odpo­wie­dział, że Kopp prze­kro­czył swoje kom­pe­ten­cje, ponie­waż za tak ważne sprawy odpo­wiada tylko on i Litwi­now.

Po tej wymia­nie zdań Czi­cze­rin przed­sta­wił swoje pro­po­zy­cje, oświad­cza­jąc, że warun­kiem wspól­nego roz­wią­zy­wa­nia kwe­stii pol­skiej jest "wza­jemne zobo­wią­za­nie się rzą­dów nie­miec­kiego i rosyj­skiego, że nie wejdą one w żaden poli­tyczny lub gospo­dar­czy sojusz lub poro­zu­mie­nie, które będzie skie­ro­wane prze­ciwko jed­nemu z nich"63. Gdy Brock­dorff-Rant­zau wyra­ził wąt­pli­wość, że waru­nek ten jest zbyt sze­roki i zapy­tał, czy odnosi się on do człon­ko­stwa w Lidze Naro­dów, Czi­cze­rin odpo­wie­dział, że tego doty­czy druga pro­po­zy­cja, będąca warun­kiem roz­wią­za­nia kwe­stii pol­skiej, która polega na tym, że "Niemcy i Zwią­zek Sowiecki zobo­wiążą się w dal­szym toku wyda­rzeń koor­dy­no­wać swoje dzia­ła­nia w kwe­stii przy­stą­pie­nia do Ligi Naro­dów lub ewen­tu­al­nego wysła­nia [tam] swo­ich obser­wa­to­rów"64. Jego zda­niem "ide­al­nym" roz­wią­za­niem byłoby, gdyby Niemcy i ZSRR razem wstą­piły do Ligi lub jed­no­cze­śnie wysłały obser­wa­to­rów do Genewy65.

Nie­miecki amba­sa­dor odpo­wie­dział komi­sa­rzowi, że pierw­szy punkt jego pro­po­zy­cji nie wydaje mu się zbyt jasny ani wystar­cza­jący. Dodał, że jego zda­niem nale­ża­łoby dodać doń zobo­wią­za­nie, że żadna ze stron nie zaata­kuje dru­giej ani nie przy­stąpi do wro­giego w sto­sunku do dru­giej soju­szu mili­tar­nego. Komi­sarz naj­pierw uznał tego rodzaju zapis za zbędny, ale wyra­ził nań zgodę, gdy amba­sa­dor zwró­cił mu uwagę na pogło­ski, jakie były roz­po­wszech­niane w poprzed­nim roku, że ZSRR sta­rał się o prawo prze­mar­szu Armii Czer­wo­nej przez Pol­skę na wypa­dek rewo­lu­cji w Niem­czech66.

Brock­dorff-Rant­zau w komen­ta­rzu zamiesz­czo­nym w notatce z tej roz­mowy zauwa­żył, że pro­po­zy­cje Czi­cze­rina są na tyle donio­słe, a w kon­tek­ście sta­no­wi­ska Wiel­kiej Bry­ta­nii zna­czące, że cho­ciażby ze wzglę­dów tak­tycz­nych nale­ża­łoby unik­nąć ich odrzu­ce­nia a limine. Zapro­po­no­wał więc, aby przy­jąć je za dobrą monetę i roz­po­cząć poważne kon­sul­ta­cje poli­tyczne. W ich trak­cie dopiero okaże się, czy Sowieci, któ­rych zdol­ność do dotrzy­my­wa­nia umów jest być może jesz­cze bar­dziej pro­ble­ma­tyczna niż rzą­dów "bur­żu­azyj­nych", zamie­rzają osią­gnąć pozy­tywny rezul­tat, czy też nie.

W swoim liście do mini­stra Stre­se­manna Brock­dorff-Rant­zau poin­for­mo­wał, że roz­mowa z Czi­cze­ri­nem miała przy­ja­ciel­ski cha­rak­ter. Stwier­dził rów­nież, że ber­liń­scy prze­ciw­nicy repre­zen­to­wa­nej przez niego linii poli­tyki wschod­niej naj­pew­niej będą prze­ko­ny­wać, że "sowiecki rząd znaj­duje się w naj­więk­szej potrze­bie i pró­buje się teraz do nas przy­piąć, ponie­waż traci grunt pod nogami"67. Amba­sa­dor nie uznał tej argu­men­ta­cji za prze­ko­nu­jącą, ponie­waż pro­po­zy­cje Czi­cze­rina mają nad­zwy­czajną wagę dla dal­szego roz­woju całej nie­miec­kiej poli­tyki. Komi­sarz powo­ły­wał się bowiem na to, że w ostat­nich roz­mo­wach sowiecko-nie­miec­kich poja­wiała się nuta nie­uf­no­ści, która nie słu­żyła rela­cjom dwu­stron­nym. Brock­dorff-Rant­zau w pro­po­zy­cjach Czi­cze­rina dostrzegł zaś dobrą wolę. Dodał, że komi­sarz na koniec roz­mowy powie­dział mu, iż sowiecki rząd może wkro­czyć na taką drogę jak roz­wią­za­nie kwe­stii pol­skiej tylko wtedy, gdy osią­gnie ogólne poro­zu­mie­nie poli­tyczne z Niem­cami, a swoją pro­po­zy­cję przed­sta­wił w postaci nastę­pu­ją­cego układu: Zwią­zek Sowiecki nie pój­dzie z Fran­cu­zami na żadną umowę skie­ro­waną prze­ciwko Niem­com, a Niemcy zobo­wiążą się do tego samego w sto­sunku do Anglii. Czi­cze­rin ujął to krótko: "Wy nie zro­bi­cie niczego z [fran­cu­skim amba­sa­do­rem] Her­bet­tem, a my - z [angiel­skim mini­strem spraw zagra­nicz­nych Auste­nem] Cham­ber­la­inem"68.

Brock­dorff-Rant­zau wyznał Stre­se­man­nowi, że zawsze był prze­ciw­ni­kiem poli­tycz­nych eks­pe­ry­men­tów, nawet wtedy, gdy Niemcy były jesz­cze wiel­kim mocar­stwem. W tym przy­padku nie cho­dzi jed­nak o eks­pe­ry­ment, a o spraw­dze­nie, czy moż­liwe jest jesz­cze wyko­rzy­sta­nie Sowie­tów jako pozy­tyw­nego czyn­nika w nie­miec­kiej poli­tyce zagra­nicz­nej, a jeśli okaże się to niemoż­liwe, trzeba będzie doko­nać jej reorien­ta­cji. Amba­sa­dor przy­znał, że do tej pory sądził, że w nie­miec­kim inte­re­sie jest wspie­ra­nie sowiec­kiego rządu i uczciwe współ­dzia­ła­nie z nim na are­nie mię­dzy­na­ro­do­wej, ponie­waż każdy inny rząd rosyj­ski szu­kałby soju­szu z mocar­stwami zachod­nimi. Gdyby teraz miało się oka­zać, że Niemcy nie znajdą wspar­cia ze strony Sowie­tów w rela­cjach z mocar­stwami zachod­nimi, to zostaną ska­zani na łaskę i nie­ła­skę tych ostat­nich. A to zna­czy, że nie będą pro­wa­dziły samo­dziel­nej poli­tyki zagra­nicz­nej i będą musiały cier­pieć hege­mo­nię Lon­dynu i Paryża aż do momentu, kiedy nabiorą tyle siły, że będą w sta­nie wyrów­nać rachunki za nie­spra­wie­dli­wość, jaka dotknęła ich po I woj­nie świa­to­wej.

Pro­po­zy­cje Czi­cze­rina poka­zują, że wspar­cie przez Sowiety nie­miec­kiego kursu rewi­zjo­ni­stycz­nego było ogra­ni­czone speł­nie­niem bar­dzo trud­nych warun­ków i doty­czyło zasad­ni­czego wyboru stra­te­gicz­nego, przed któ­rym wów­czas stał Ber­lin. Wyboru pomię­dzy tak zwaną orien­ta­cją wschod­nią i orien­ta­cją zachod­nią. Linia Rapallo ozna­czała dla Ber­lina domi­na­cję wek­tora wschod­niego w jego poli­tyce zagra­nicz­nej. Do 1924 roku Niemcy nie miały spe­cjal­nego wyboru, musiały opie­rać swoją poli­tykę na stra­te­gicz­nym part­ner­stwie ze Związ­kiem Sowiec­kim, ponie­waż mocar­stwa zachod­nie trak­to­wały je na­dal jako poko­na­nego wroga, a nie part­nera do gry na are­nie mię­dzy­na­ro­do­wej. Kon­fe­ren­cja lon­dyń­ska, plan Dawesa i per­spek­tywa człon­ko­stwa w Lidze Naro­dów były zapo­wie­dzią stop­nio­wej zmiany kon­ste­la­cji mię­dzy­na­ro­do­wej. Przed Niem­cami otwo­rzyła się moż­li­wość poro­zu­mie­nia z mocar­stwami zachod­nimi i wzię­cia udziału w kon­cer­cie mocarstw euro­pej­skich na coraz bar­dziej pod­mio­to­wych zasa­dach. Pro­wa­dziło to do stop­nio­wej reorien­ta­cji poli­tyki Ber­lina w kie­runku zachod­nim, czemu Moskwa sta­rała się z całych sił prze­ciw­dzia­łać na prze­ło­mie roku 1924 i 1925.

Zwrot Nie­miec na Zachód ozna­czałby dla Moskwy powrót do kom­plet­nej izo­la­cji. Co wię­cej, sta­no­wiłby rów­nież egzy­sten­cjalne zagro­że­nie dla sowiec­kiego pań­stwa, gdyż powsta­nie osi Paryż-Ber­lin wspie­ra­nej przez Lon­dyn sta­bi­li­zo­wa­łoby poli­tykę kon­ty­nen­talną. Odkła­da­łoby rewo­lu­cję świa­tową ad Kalen­das Gra­ecas. A prze­cież Sowieci bar­dzo dobrze pamię­tali naukę Lenina, że ZSRR na dłuż­szą metę nie jest w sta­nie prze­trwać we wro­gim mu kapi­ta­li­stycz­nym oto­cze­niu. Dla­tego jedyną szansę na prze­trwa­nie swo­jego pań­stwa upa­try­wali w kon­flik­cie pomię­dzy głów­nymi mocar­stwami euro­pej­skimi, czyli tak zwa­nej woj­nie impe­ria­li­stycz­nej. Dla­tego na wszel­kie spo­soby sta­rali się prze­ciw­dzia­łać powsta­niu stra­te­gicz­nego układu łączą­cego Ber­lin z Pary­żem i Lon­dy­nem. Ta kal­ku­la­cja rzu­to­wała rów­nież na ich poli­tykę w sto­sunku do War­szawy, ponie­waż z jej powodu wspie­rali rewi­zjo­nizm nie­miecki w spo­sób warun­kowy. Byli zwo­len­ni­kami roz­bioru Pol­ski, ale tylko na jeden przez nich fawo­ry­zo­wany spo­sób, a mia­no­wi­cie przez wyłączną dwu­stronną współ­pracę Ber­lina i Moskwy bez udziału mocarstw zachod­nich, a naj­le­piej przy ich sprze­ci­wie. W ten spo­sób oba pań­stwa osła­bi­łyby lub nawet zli­kwi­do­wały sta­rego wroga leżą­cego pomię­dzy nimi, ale takie poro­zu­mie­nie na tru­pie Pol­ski wzmo­głoby wro­gość pomię­dzy Niem­cami a mocar­stwami zachod­nimi.

W sowiec­kiej kal­ku­la­cji cho­dziło o to, aby Ber­lin był cały czas zagro­żony na swo­jej flance zachod­niej, a zatem nie mógł pla­no­wać eks­pan­sji w kie­runku wschod­nim. W tym sce­na­riu­szu likwi­da­cja pań­stwa pol­skiego nie nio­słaby za sobą wiel­kich zagro­żeń dla ZSRR, a gwa­ran­to­wa­łaby mu bez­pie­czeń­stwo jego gra­nicy zachod­niej. Bez udziału Pol­ski i Nie­miec nie było bowiem fizycz­nego spo­sobu, aby z zachodu wyszła inter­wen­cja prze­ciwko ZSRR. Sowieci byli jed­nak pryn­cy­pial­nie prze­ciwni, co poka­zuje ini­cja­tywa Czi­cze­rina, sce­na­riu­szowi, w któ­rym do rewi­zji nie­miec­kiej gra­nicy wschod­niej doszłoby wsku­tek poro­zu­mie­nia Nie­miec z mocar­stwami zachod­nimi. Poko­jowe odzy­ska­nie kory­ta­rza, Gdań­ska i Gór­nego Ślą­ska przez Niemcy zakła­da­łoby ist­nie­nie stra­te­gicz­nego układu pomię­dzy Ber­linem i Pary­żem. W takim ukła­dzie nie można byłoby wyklu­czyć, że Fran­cja sta­ra­łaby się wpły­nąć na swo­jego pol­skiego sojusz­nika, aby ten w zamian za tery­to­ria zwró­cone Niem­com otrzy­mał rekom­pen­satę tery­to­rialną - na przy­kład Litwę. W ten spo­sób mogłaby powstać kon­ty­nen­talna oś Paryż-Ber­lin-War­szawa, która ozna­cza­łaby przede wszyst­kim fia­sko pla­nów rewo­lu­cyj­nych. Co gor­sza, taki układ, sta­bi­li­zu­jący geo­po­li­tyczne serce sta­rego kon­ty­nentu, mógłby w któ­rymś momen­cie zaowo­co­wać soju­szem pol­sko-nie­miec­kim skie­ro­wa­nym prze­ciwko ZSRR, gdyż w tych oby­dwu pań­stwach tra­dy­cja eks­pan­sji w kie­runku wschod­nim była cią­gle żywa. A to sta­no­wi­łoby nie tylko zagro­że­nie dla inte­re­sów rewo­lu­cji świa­to­wej, ale także egzy­sten­cji Związku Sowiec­kiego. Takiemu roz­wo­jowi wypad­ków sta­rał się prze­ciw­dzia­łać Czi­cze­rin, godząc się na roz­wią­za­nie kwe­stii pol­skiej, wszakże pod jed­nym klu­czo­wym warun­kiem, a mia­no­wi­cie takim, że Niemcy zre­zy­gnują ze zbli­że­nia z mocar­stwami zachod­nimi.

Sowiecka ini­cja­tywa nie natra­fiła jed­nak na podatny grunt, ponie­waż dyplo­ma­cja nie­miecka z coraz więk­szą dozą scep­ty­cy­zmu pod­cho­dziła do sowiec­kiego part­nera. Dowo­dzą tego trzy memo­riały przy­go­to­wane przez urzęd­ni­ków AA. Pierw­szy spo­rzą­dził na początku listo­pada 1924 roku szef wydziału rosyj­skiego Her­bert Hau­schild69. W doku­men­cie tym stwier­dził, że w ostat­nich mie­sią­cach w poli­tyce wewnętrz­nej ZSRR domi­no­wała orien­ta­cja "rady­kal­nie lewi­cowa", pole­ga­jąca m.in. na eli­mi­no­wa­niu "nowej bur­żu­azji" i walce z "nie­ko­mu­ni­stycz­nymi ele­men­tami zagra­nicz­nymi", co pro­wa­dziło do postę­pu­ją­cego upadku gospo­dar­czego. Kry­zys eko­no­miczny, według Hau­schilda, nie miał jed­nak bez­po­śred­niego nega­tyw­nego wpływu na poli­tykę. Wręcz prze­ciw­nie, sowiecki rząd utwier­dził swoją wła­dzę w Rosji, a dzięki zręcz­nej i bar­dzo aktyw­nej poli­tyce zagra­nicz­nej dopro­wa­dził w ostat­nim cza­sie do uzna­nia Związku Sowiec­kiego przez inne pań­stwa i nie­wąt­pli­wie wzmoc­nił jego pozy­cję na are­nie mię­dzy­na­ro­do­wej.

Szef wydziału rosyj­skiego AA wska­zał na zbli­że­nie ZSRR z Fran­cją, któ­rej żywot­nym inte­re­sem było uczy­nie­nie z Sowie­tów "aktyw­nego czyn­nika po swo­jej stro­nie w kom­bi­na­cjach geo­po­li­tycz­nych". Jed­no­cze­śnie zauwa­żył, że "fran­cu­ska poli­tyka nie trak­tuje już swo­jego pol­skiego sojusz­nika z taką osten­ta­cyjną ser­decz­no­ścią jak kie­dyś". Z dru­giej strony dla Moskwy sto­sunki z War­szawą są funk­cją rela­cji z Pary­żem: "Jeśli zmniej­szy się fran­cu­ski nacisk na Rosję wywie­rany za pomocą Pol­ski, to tym samym zmniej­szy się zain­te­re­so­wa­nie Rosji, aby razem z Niem­cami trzy­mać Pol­skę w klesz­czach. Wojny inter­wen­cyjne prze­ciwko Rosji, które w ogóle mają wysoce pro­ble­ma­tyczne zna­cze­nie, są nie do pomy­śle­nia bez fran­cu­skiego wspar­cia"70. Na koniec Hau­schild doszedł do wnio­sku, że nie uda się zapo­biec zbli­że­niu fran­cu­sko-rosyj­skiemu ani też nie ma szcze­gól­nego sensu mu prze­ciw­dzia­łać, ale trzeba w "ramach poro­zu­mie­nia pomię­dzy Niem­cami i Fran­cją two­rzyć most, a nie mur pomię­dzy Fran­cją i Związ­kiem Sowiec­kim"71. Z ana­lizy tej autor nie wypro­wa­dził jed­no­znacz­nych wnio­sków. Dostrzegł jed­nak wyczer­py­wa­nie się for­muły współ­pracy dwu­stron­nej zapo­cząt­ko­wa­nej w Rapallo, spo­wo­do­wane realną sła­bo­ścią obu państw. Niemcy i Rosja potrze­bują współ­pracy z mocar­stwami zachod­nimi, przede wszyst­kim z Fran­cją, która dla każ­dego z rapal­l­skich kon­tra­hen­tów staje się coraz waż­niej­szym part­ne­rem. Za tymi roz­wa­ża­niami kryła się suge­stia, że zbli­że­nie Nie­miec z Fran­cją i rów­no­le­głe zbli­że­nie Związku Sowiec­kiego z Fran­cją może dopro­wa­dzić do powsta­nia swo­istego geo­po­li­tycz­nego trój­kąta kon­ty­nen­tal­nego.

Kolejny memo­riał przy­go­to­wał w poło­wie grud­nia 1924 roku prze­ło­żony Hau­schilda, Wil­helm Wal­l­roth, szef depar­ta­mentu IV AA. W obszer­nej notatce zaty­tu­ło­wa­nej Tym­cza­sowy bilans sto­sun­ków nie­miecko-sowiec­kich72 zauwa­żył, że decy­zje zwy­cięz­ców I wojny świa­to­wej spo­wo­do­wały usu­nię­cie głów­nych pro­ble­mów spor­nych pomię­dzy Niem­cami i ZSRR, przede wszyst­kim przez stwo­rze­nie w Euro­pie Środ­ko­wej i na Bał­ka­nach pasa suwe­ren­nych państw, który oddzie­liły oba kraje. Pań­stwa ententy wyzna­czyły im rów­nież wspólny cel: "stop­niową odbu­dowę praw­dzi­wej i wol­nej wspól­noty państw Paneu­ropy". Pierw­szym warun­kiem osią­gnię­cia tego stała się odbu­dowa gospo­dar­cza Związku Sowiec­kiego i Nie­miec, zasad­ni­czą zaś prze­słanką wspól­nego suk­cesu była kom­ple­men­tar­ność obu gospo­da­rek. Te nadzieje nie zostały speł­nione przede wszyst­kim z winy Sowie­tów: z powodu ich "rosną­cego lewi­co­wego rady­ka­li­zmu" oraz zwięk­sza­ją­cego się wpływu poli­cji poli­tycz­nej na wszyst­kie dzie­dziny życia spo­łecz­nego w ZSRR. Sowiecka gospo­darka znaj­duje się w głę­bo­kim kry­zy­sie i nie wia­domo, czy bol­sze­wicy powo­do­wani komu­ni­stycz­nym rady­ka­li­zmem uchro­nią kraj przed upad­kiem.

Prawda jest taka, że nie­miecko-sowiecka wymiana han­dlowa, która miała dopro­wa­dzić do odbu­dowy i roz­kwitu gospo­dar­czego oby­dwu kra­jów, jest mini­malna. W roku 1923 udział ZSRR w nie­miec­kim eks­por­cie wyno­sił 1,5% i jed­no­cze­śnie sta­no­wił on 43% całego sowiec­kiego importu. Dla przy­kładu pol­ski import z Nie­miec miał czte­ro­krot­nie więk­szą war­tość ani­żeli sowiecki. Jed­nakże ZSRR to nie tylko słaba gospo­darka, ale także silny apa­rat pań­stwowy, spo­czy­wa­jący na trzech fun­da­men­tach: par­tii, poli­cji poli­tycz­nej i armii. Szef depar­ta­mentu wschod­niego AA doszedł do wnio­sku, że obec­nie sowiecka Rosja jest gospo­dar­czym kar­łem, a poli­tycz­nie, pomimo nie­za­prze­czal­nych dyplo­ma­tycz­nych suk­ce­sów, może być okre­ślana co naj­wy­żej jako kraj dru­go­rzędny, któ­rego prze­ko­na­nie o wiel­ko­mo­car­stwo­wym sta­tu­sie jest ilu­zją, która nie znaj­duje już potwier­dze­nia w rze­czy­wi­sto­ści. Swoje roz­wa­ża­nia Wal­l­roth pod­su­mo­wał wnio­skiem, że Niemcy w sto­sun­kach z ZSRR powinny uchy­lać się od wszel­kich ukła­dów, które nie opie­ra­łyby się ści­śle na zasa­dzie wza­jem­no­ści73.

Trzeci memo­riał, doty­czący roz­woju sto­sun­ków nie­miecko-sowiec­kich w kon­tek­ście nego­cjo­wa­nego wła­śnie trak­tatu han­dlo­wego, przy­go­to­wał na samym początku roku 1925 Moritz Schle­sin­ger, eks­pert od sowiec­kiej gospo­darki w AA, dla amba­sa­dora Brock­dorff-Rant­zaua. Autor zawarł w nim opi­nię, że panuje pełna zgoda, iż bar­dzo dobre rela­cje z Rosją sowiecką "sta­no­wią nie tylko gwa­ran­cję do wyko­rzy­sta­nia [nada­rza­ją­cych się] moż­li­wo­ści w poli­tyce zagra­nicz­nej, lecz są także istot­nym warun­kiem sku­tecz­nego zli­kwi­do­wa­nia wer­sal­skiej poli­tyki wojen­nej i uwol­nie­nia Nie­miec spod obcej oku­pa­cji". Ber­lin potrze­buje więc poro­zu­mie­nia z Moskwą, aby mieć moż­li­wość balan­so­wa­nia na innych kie­run­kach swo­jej poli­tyki zagra­nicz­nej74.

Z memo­ria­łów tych wynika, że według urzęd­ni­ków AA nie­miecka poli­tyka zagra­niczna nie powinna być oparta na jed­nym fun­da­men­cie, jakim był trak­tat z Rapallo. Znaj­du­jąca się w kry­zy­sie sowiecka Rosja jest zbyt słaba, aby być realną prze­ciw­wagą dla mocarstw zachod­nich. Z tego względu Niemcy muszą dążyć do poro­zu­mie­nia z Fran­cją i Wielką Bry­ta­nią, co jed­nak nie powinno ozna­czać zerwa­nia z ZSRR, ale jedy­nie zde­fi­nio­wa­nie na nowo rela­cji z tym pań­stwem. Jak się jed­nak oka­zało, w tym momen­cie Ber­lin nie był w sta­nie wypra­co­wać nowej for­muły współ­pracy nie­miecko-sowiec­kiej. Naj­pierw musiał bowiem dopro­wa­dzić do zawar­cia poro­zu­mie­nia z Pary­żem i Lon­dy­nem, a zatem zde­fi­nio­wać swój wek­tor zachodni, aby dopiero potem dosto­so­wać doń wek­tor wschodni. Krótko mówiąc, dla Ber­lina rela­cje z Moskwą prze­stały mieć cha­rak­ter prio­ry­te­towy i zostały w dużej mie­rze uza­leż­nione od uło­że­nia sto­sun­ków z Pary­żem i Lon­dy­nem.

Poglądy sze­fo­stwa AA na temat sto­sun­ków nie­miecko-sowiec­kich można porów­nać z memo­ran­dum na ten sam temat przy­go­to­wa­nym przez Litwi­nowa w dru­giej poło­wie grud­nia 1924 roku na zle­ce­nie Biura Poli­tycz­nego75. Zastępca ludo­wego komi­sa­rza spraw zagra­nicz­nych swój doku­ment zaty­tu­ło­wany Tezy do refe­ratu o Niem­czech podzie­lił na dwie czę­ści: eko­no­miczną i poli­tyczną. W pierw­szej oce­nił, że sto­sunki han­dlowe z Niem­cami w ciągu ostat­nich sze­ściu mie­sięcy roz­wi­jały się "w pełni nor­mal­nie" i nie doszło do żad­nej szcze­gól­nej zmiany. Rów­nież sto­sunki poli­tyczne weszły "na nor­malne tory" po chwi­lo­wym kry­zy­sie, spo­wo­do­wa­nym nalo­tem nie­miec­kiej poli­cji na budy­nek przed­sta­wi­ciel­stwa han­dlowego ZSRR w Ber­li­nie w maju 1924 roku. Litwi­now pod­kre­ślił, że na­dal ist­nieją te same warunki, które przed kilku laty dopro­wa­dziły do zawar­cia trak­tatu rapal­l­skiego i przy­ja­znych rela­cji dwu­stron­nych pomię­dzy oby­dwoma pań­stwami. Nie­miecka poli­tyka zagra­niczna jest zaś oparta na prze­ko­na­niu o wspól­no­cie poli­tycz­nych inte­re­sów z ZSRR i w kwe­stii tej panuje kon­sen­sus pomię­dzy wszyst­kimi par­tiami poli­tycz­nymi.

Ber­lin, nie rezy­gnu­jąc z nadziei na rewanż i na rady­kalną zmianę swo­jego poło­że­nia mię­dzy­na­ro­do­wego, zawiera nie­for­malne trans­ak­cje oraz układy i w ten spo­sób pró­buje "uwal­niać się z uci­sku wer­sal­skich oko­wów", a za ewen­tu­alne ustęp­stwa gotowy jest pła­cić osła­bie­niem swo­ich związ­ków z Moskwą. Poro­zu­mie­nie zawarte pod­czas kon­fe­ren­cji w Lon­dy­nie wzbu­dziło w Niem­czech nadzieje na ogra­ni­cze­nie nega­tyw­nych skut­ków trak­tatu wer­sal­skiego i na moż­li­wość otrzy­ma­nia od mocarstw zachod­nich "dosta­tecz­nych rekom­pen­sat za zmianę w sto­sun­kach z ZSRR". Dla­tego Ber­lin pospie­szył się z dekla­ra­cją o wstą­pie­niu do Ligi Naro­dów, demon­stru­jąc tym samym goto­wość do pro­wa­dze­nia poli­tyki, która nie uwzględ­nia inte­re­sów ZSRR i ducha Rapallo. Jed­nakże, zda­niem Litwi­nowa, Niemcy nie pójdą na pełną reorien­ta­cję swo­jej poli­tyki zagra­nicz­nej. Poro­zu­mie­nie z pań­stwami ententy może pobu­dzić Ber­lin do pod­ję­cia kilku bar­dziej lub mniej nie­przy­ja­znych kro­ków w sto­sunku do ZSRR, ale tylko pod warun­kiem, że Sowiety znajdą się w peł­nej izo­la­cji, to zna­czy zerwą sto­sunki zarówno z Wielką Bry­ta­nią, jak i z Fran­cją. Jed­nakże Niemcy na tego rodzaju kroki prze­ciwko Związ­kowi Sowiec­kiemu mogą zde­cy­do­wać się także bez zawar­cia ukła­dów z innymi pań­stwami, a ich celem byłby szan­taż, słu­żący wymu­sze­niu ustępstw eko­no­micz­nych, np. po ewen­tu­al­nym fia­sku roz­mów na temat trak­tatu han­dlo­wego z ZSRR.

Litwi­now w swo­ich Tezach... zauwa­żył, że "roz­kład wła­dzy w pań­stwach bur­żu­azyj­nych w okre­sie powo­jen­nym" skut­kuje tym, że kraje słab­sze pro­wa­dzą mniej kon­se­kwentną poli­tykę zagra­niczną. Tę zależ­ność odniósł do Nie­miec i wska­zał, że jej nie­zro­zu­mie­nie jest czę­stą przy­czyną sowiec­kich podej­rzeń o zmianę kursu Ber­lina. Jed­nakże ana­liza insty­tu­cjo­nalna nie­miec­kiej poli­tyki zagra­nicz­nej nie pozwala wska­zać na ist­nie­nie ten­den­cji świad­czą­cych o moż­li­wo­ści takiej zmiany. Zwią­za­nie się mocarstw zachod­nich z Niem­cami mogłoby mieć miej­sce tylko w przy­padku powsta­nia nad­zwy­czaj­nej fali rewo­lu­cyj­nej w całej Euro­pie, ponie­waż dopiero wtedy bur­żu­azja zjed­no­czy­łaby wszyst­kie siły prze­ciwko Związ­kowi Sowiec­kiemu jako naj­waż­niej­szemu przy­czół­kowi komu­ni­zmu.

Na pod­sta­wie powyż­szych roz­wa­żań Litwi­now doszedł do nastę­pu­ją­cego wnio­sku. Uznał, że utrzy­ma­nie przy­ja­znych rela­cji z Niem­cami będzie moż­liwe dłu­go­fa­lowo, pod warun­kiem zrów­no­wa­że­nia ich bar­dzo dobrymi rela­cjami z jed­nym z wiel­kich mocarstw euro­pej­skich: Fran­cją lub Wielką Bry­ta­nią. Dopóki to jed­nak nie nastąpi, należy sta­ran­nie roz­wią­zy­wać wszel­kie kon­flikty z Niem­cami i poważ­nie trak­to­wać ich postu­laty, na przy­kład w odnie­sie­niu do umowy han­dlo­wej, i o ile to moż­liwe wyjść im naprze­ciw.

Litwi­now zda­wał się nie dostrze­gać jakichś istot­nych zagro­żeń zwią­za­nych z wej­ściem Nie­miec do Ligi Naro­dów, albo­wiem w jego prze­ko­na­niu Ber­lin w prze­wi­dy­wal­nej przy­szło­ści utrzyma współ­pracę w duchu Rapallo i nie będzie doko­ny­wał prób reorien­ta­cji swo­jej poli­tyki zagra­nicz­nej. Powsta­jące zaś drobne kry­zysy i napię­cia w sto­sun­kach dwu­stron­nych są moż­liwe do roz­wią­za­nia, pod warun­kiem dobrej woli każ­dej ze stron. To sta­no­wi­sko było w oczy­wi­sty spo­sób nie­zgodne z kon­klu­zjami samego Litwi­nowa przed­sta­wio­nymi dwa mie­siące wcze­śniej w memo­riale zaty­tu­ło­wa­nym ZSRR, Niemcy i Liga Naro­dów, w któ­rym zawarł on alar­mi­styczny wnio­sek, że wej­ście Nie­miec do Ligi Naro­dów spo­wo­duje powsta­nie jed­no­li­tego anty­so­wiec­kiego frontu mocarstw euro­pej­skich. Jak to tłu­ma­czyć? W sowiec­kim kie­row­nic­twie nie było jed­no­li­tego poglądu na temat poli­tyki w sto­sunku do Nie­miec (zob. wyżej sta­no­wi­sko OGPU przed­sta­wione przez Mien­żyn­skiego Polit­biuru). Być może LKSZ chciało, aby naj­wyż­sze kie­row­nic­two sowiec­kie nie sta­wiało mu prze­szkód w reali­za­cji przed­się­wzię­cia zwią­za­nego z przed­sta­wie­niem stro­nie nie­miec­kiej tak zwa­nych ini­cja­tyw gru­dnio­wych.

Niemcy nie spie­szyli się jed­nak z odpo­wie­dzią na pro­po­zy­cje Czi­cze­rina zło­żone nocą z 25 na 26 grud­nia. Do tego doszedł kry­zys gabi­ne­towy w Niem­czech, gdyż na prze­ło­mie 1924 i 1925 roku cały czas trwały roz­mowy nad powo­ła­niem nowego rządu Rze­szy. Stre­se­mann wysłał 8 stycz­nia 1925 roku szy­fro­gram do pla­cówki w Moskwie, w któ­rym infor­mo­wał, że on lub jego następca na sta­no­wi­sku mini­stra spraw zagra­nicz­nych po sfor­mo­wa­niu nowego rządu skon­sul­tuje się w spra­wie sowiec­kich pro­po­zy­cji z pre­zy­den­tem Eber­tem i prze­każe osta­teczną odpo­wiedź ludo­wemu komi­sa­rzowi spraw zagra­nicz­nych76.

Jed­nakże klu­czo­wym powo­dem unie­moż­li­wia­ją­cym szybką odpo­wiedź stro­nie sowiec­kiej była wła­sna ini­cja­tywa Nie­miec zwią­zana z tak zwa­nym pak­tem bez­pie­czeń­stwa. Stre­se­mann w memo­ran­dum napi­sa­nym na prze­ło­mie stycz­nia i lutego 1925 roku stwier­dził: "Dla Nie­miec [...] byłby do przy­ję­cia pakt, który w wyraźny spo­sób gwa­ran­to­wałby obecne sta­tus quo nad Renem"77. Uwa­żał, że bez tego rodzaju gwa­ran­cji Fran­cuzi nie zgo­dzą się na stop­niowe wyco­fa­nie wojsk z Nad­re­nii. Z punktu widze­nia nie­miec­kiego cho­dziło o rzecz fun­da­men­talną, a mia­no­wi­cie odzy­ska­nie suwe­ren­no­ści nad całym tery­to­rium Rze­szy. Ponie­waż Niemcy oba­wiali się, że zakoń­cze­nie oku­pa­cji Nad­re­nii może być uwa­run­ko­wane bar­dzo trud­nymi warun­kami do speł­nie­nia, sami posta­no­wili wyjść z ini­cja­tywą. Mając świa­do­mość, że Paryż będzie nale­gał, aby Ber­lin zagwa­ran­to­wał rów­nież swoją gra­nicę wschod­nią, Stre­se­mann zamiast tego posta­no­wił zapro­po­no­wać Pol­sce i innym kra­jom na wscho­dzie pod­pi­sa­nie trak­ta­tów arbi­tra­żo­wych, wska­zu­jąc, że będą one "cał­ko­wi­cie pewną gwa­ran­cją dla zacho­wa­nia pokoju"78. To były początki Locarno - 9 lutego Niemcy prze­ka­zali Fran­cu­zom memo­ran­dum, w któ­rym zło­żyli swoje pro­po­zy­cje doty­czące paktu bez­pie­czeń­stwa.

O nowych uwa­run­ko­wa­niach i koniecz­no­ści prze­su­nię­cia w cza­sie osta­tecz­nej odpo­wie­dzi na pro­po­zy­cje Czi­cze­rina sekre­tarz stanu von Schu­bert poin­for­mo­wał Brock­dorff-Rant­zaua w liście z 12 lutego 1925 roku. Sekre­tarz stanu wyja­śnił, że ini­cja­tywa w spra­wie paktu bez­pie­czeń­stwa oka­zała się słuszna, ponie­waż Fran­cuzi bez uzy­ska­nia szcze­gól­nych gwa­ran­cji nie opusz­czą strefy koloń­skiej. Wyra­ził pew­ność, że Fran­cuzi będą doma­gali się rów­nież podob­nych gwa­ran­cji dla kra­jów Europy Wschod­niej. Jed­nakże było dla niego oczy­wi­ste, że "każde bez­po­śred­nie lub pośred­nie uzna­nie naszych obec­nych wschod­nich gra­nic poprzez pakt bez­pie­czeń­stwa jest wyklu­czone". Dodał, że Niemcy nie zapro­po­nują Pol­sce wię­cej niż umowę arbi­tra­żową. Wyra­ził rów­nież prze­ko­na­nie, że ini­cja­tywa Ber­lina nie będzie mieć wpływu na rela­cje nie­miecko-sowiec­kie. Na koniec poin­for­mo­wał amba­sa­dora, że ze względu na skom­pli­ko­wa­nie nego­cja­cji doty­czą­cych paktu bez­pie­czeń­stwa nie powi­nien spo­dzie­wać się szyb­kiej odpo­wie­dzi rządu nie­miec­kiego na pro­po­zy­cje Czi­cze­rina79.

W kolej­nym liście do Brock­dorff-Rant­zaua z 23 lutego 1925 roku Schu­bert powró­cił do tej kwe­stii. Zauwa­żył, że amba­sa­dor jest zapewne zdzi­wiony tym, że Ber­lin nie przy­go­to­wał jesz­cze defi­ni­tyw­nej odpo­wie­dzi dla Sowie­tów. Zapew­nił jed­nak, że pro­blem ten jest cały czas dys­ku­to­wany, ponie­waż roz­ma­wiał on na jego temat zarówno z mini­strem Stre­se­man­nem, jak i pre­zy­den­tem Eber­tem i wyniósł z tych kon­tak­tów prze­ko­na­nie, że obaj poli­tycy doce­niają wagę sprawy. Brak decy­zji jest spo­wo­do­wany m.in. tym, że - jak napi­sał sekre­tarz stanu - "w ostat­nich tygo­dniach żyli­śmy w strasz­nym roz­gar­dia­szu". Schu­bert dodał, że zagad­nie­nia poli­tyki sowiec­kiej są dla niego sto­sun­kowo nowe i nie ma ich na tyle dobrze prze­my­śla­nych, ażeby pod­jąć jasną decy­zję. W jego rozu­mie­niu doty­czyć ona będzie nie tyle wyboru pew­nej linii poli­tycz­nej wobec Moskwy, ile raczej zde­fi­nio­wa­nia roli i miej­sca rela­cji nie­miecko-sowiec­kich w poli­tyce Ber­lina. Roz­wią­za­nie tego pro­blemu wydaje się mieć nad­zwy­czaj poważne kon­se­kwen­cje. Na koniec sekre­tarz stanu wyra­ził nadzieję, że prze­śle odpo­wiedź na pro­po­zy­cje sowiec­kie w prze­wi­dy­wal­nym cza­sie80.

Roz­dział 2. Rykow pro­po­nuje Niem­com anty­za­chodni sojusz

Roz­dział 2

Rykow pro­po­nuje Niem­com anty­za­chodni sojusz

Sowieci uznali, że nie będą cze­kać na odpo­wiedź na pro­po­zy­cje Czi­cze­rina i pod­bili stawkę. 22 lutego 1925 roku prze­wod­ni­czący Rady Komi­sa­rzy Ludo­wych (pre­mier ZSRR) Alek­siej Rykow przed­sta­wił na Kremlu nową ofertę Brock­dorff-Rant­zau­owi81. Sowiecki przy­wódca na początku roz­mowy zapew­nił, że "ma bez­względne życze­nie pogłę­bie­nia ugrun­to­wa­nych przez trak­tat z Rapallo przy­ja­ciel­skich sto­sun­ków pomię­dzy oby­dwoma kra­jami". Następ­nie zaś przed­sta­wił swoją ocenę sytu­acji mię­dzy­na­ro­do­wej, zauwa­ża­jąc, że wsku­tek dyk­tatu wer­sal­skiego powstały dwie rywa­li­zu­jące ze sobą grupy państw. Zwy­cię­skie mocar­stwa podej­mują próby prze­cią­gnię­cia Związku Sowiec­kiego na swoją stronę. Rykow stwier­dził, że zło­żyły one Sowie­tom pro­po­zy­cje poro­zu­mie­nia kosz­tem Nie­miec, ale została ona odrzu­cona, gdyż Moskwa chce jesz­cze bar­dziej zbli­żyć się z Niem­cami. Dodał przy tym, że ma świa­do­mość, iż w Niem­czech są siły, które chcia­łyby wziąć udział w jed­no­li­tym fron­cie państw ententy prze­ciwko Związ­kowi Sowiec­kiemu. Następ­nie, jak rela­cjo­no­wał amba­sa­dor, Rykow "[...] zapro­po­no­wał mi trak­tat sojusz­ni­czy". Brock­dorff-Rant­zau odparł na to, że obec­nie nie jest w sta­nie odpo­wie­dzieć na tę pro­po­zy­cję w imie­niu swo­jego rządu, ale wyra­ził prze­ko­na­nie, że Ber­lin będzie dążył do bli­skich sto­sun­ków z Moskwą.

Rykow wspo­mniał, że byłoby dla niego ważne, aby o ewen­tu­al­nych roko­wa­niach na temat trak­tatu sojusz­ni­czego infor­mo­wany był na bie­żąco gene­rał Hans von Seeckt, ponie­waż jest on zwo­len­ni­kiem bli­skiej współ­pracy Nie­miec i Związku Sowiec­kiego.

Brock­dorff-Rant­zau zro­zu­miał tę uwagę tak, że sowiecki pre­mier ma na myśli sojusz mili­tarny. Dla­tego w dłuż­szej prze­mo­wie sta­rał się pośred­nio wyra­zić dystans wobec tej pro­po­zy­cji. Stwier­dził mia­no­wi­cie, że został amba­sa­do­rem w Moskwie po to, aby dzia­łać na rzecz rewi­zji dyk­tatu wer­sal­skiego, ale nie jest zwo­len­ni­kiem rewanżu. Chciałby bowiem, aby - o ile to moż­liwe - rewi­zja doko­nała się na dro­dze poko­jo­wej. Nie żywi rów­nież żad­nych ilu­zji, że Zwią­zek Sowiecki zde­cy­duje się na wojnę o wyzwo­le­nie Nie­miec, tak jak to było w roku 1813, gdyż obec­nie kie­ruje się on ideą rewo­lu­cji świa­to­wej. Amba­sa­dor następ­nie stwier­dził: "Pomimo to będę zwo­len­ni­kiem bliż­szej współ­pracy, przede wszyst­kim w dzie­dzi­nie odbu­dowy [gospo­dar­czej] mię­dzy Niem­cami i Rosją w gra­ni­cach tego, co prak­tycz­nie moż­liwe i konieczne dla przy­szło­ści narodu nie­miec­kiego"82.

W komen­ta­rzu dla cen­trali Brock­dorff-Rant­zau wyznał, że "świa­do­mie odrzu­cił ini­cja­tywę pana Rykowa w ten spo­sób, a nie ostrzej", bo nie chciał dopro­wa­dzić do tego, aby Sowieci prze­stali wie­rzyć w to, że Niemcy mają zamiar bli­żej się z nimi zwią­zać, co spo­wo­do­wa­łoby, że Fran­cuzi mogliby się poro­zu­mieć z Sowie­tami kosz­tem Nie­miec.

W ostat­nich dniach lutego Czi­cze­rin przy­jął Brock­dorff-Rant­zaua83 i na początku roz­mowy pod­kre­ślił, że pro­po­zy­cja Rykowa doty­cząca pogłę­bie­nia sto­sun­ków nie­miecko-sowiec­kich w pełni odpo­wiada jego zamy­słom. Amba­sa­dor odpo­wie­dział na to, że miał wra­że­nie, iż sowiecki pre­mier wyszedł daleko poza to, o czym komi­sarz mówił mu swego czasu, ponie­waż czy­nił alu­zje do soju­szu mili­tar­nego. Czi­cze­rin wyra­ził na to zdzi­wie­nie, gdyż w jego mnie­ma­niu sowiecki pre­mier miał powtó­rzyć wyłącz­nie jego wła­sne pro­po­zy­cje z końca grud­nia 1924 roku. Na zakoń­cze­nie tej roz­mowy, jak zano­to­wał Brock­dorff-Rant­zau, komi­sarz oświad­czył, że skoro Rykow mówił o moż­li­wo­ści poro­zu­mie­nia mili­tar­nego, to należy uznać, że nie jest ono nie­osią­galne. Nie można bowiem zapo­mnieć, że "Rosja potrze­buje Nie­miec do odbu­dowy swo­jego poten­cjału mili­tar­nego, a Niemcy - Rosji jako swo­istego arse­nału". Na to amba­sa­dor odpo­wie­dział, że rozu­mie suge­stie komi­sarza, ale ma wąt­pli­wo­ści, "czy nasze wła­sne działa nie zostaną skie­ro­wane prze­ciwko nam"84. Dodał, że powie­dział Ryko­wowi, iż nie należy do tych, któ­rzy wie­rzą w uto­pię, że Niemcy i Sowieci, tak jak to było w latach 1812-1813, we wspól­nym soju­szu pro­wa­dzić będą wojnę wyzwo­leń­czą prze­ciwko Fran­cji, albo­wiem bol­sze­wicy są obo­jętni na los naro­dów, bo inte­re­suje ich tylko świa­towa rewo­lu­cja.

Brock­dorff-Rant­zau przy­znał, że łatwiej jest mu sobie wyobra­zić, iż sowiecki rząd spro­wo­kuje zaostrze­nie sto­sun­ków nie­miecko-fran­cu­skich, aby potem na tery­to­rium Nie­miec mogła wkro­czyć Armia Czer­wona i zapro­wa­dzić komu­ni­styczne porządki. Dla­tego wątpi w celo­wość wysy­ła­nia broni do sowiec­kiej Rosji, ponie­waż uła­twi to komu­ni­stom reali­za­cję tego celu. Amba­sa­dor stwier­dził, że mówi o tym tak otwar­cie, ponie­waż jesie­nią 1923 roku Sowieci nie byli daleko od zre­ali­zo­wa­nia tego sce­na­riu­sza.

Czi­cze­rin sta­rał się zapew­nić amba­sa­dora, że Moskwa obec­nie zmie­nia orien­ta­cję swo­jej poli­tyki i chce sku­pić się na Azji, aby tam przede wszyst­kim reali­zo­wać swoje inte­resy. W regio­nie tym głów­nym prze­ciw­ni­kiem będzie Wielka Bry­ta­nia, która praw­do­po­dob­nie zosta­nie wsparta przez Fran­cję. I dodał, że wła­śnie w takim kon­tek­ście myślał o współ­pracy mili­tar­nej pomię­dzy Związ­kiem Sowiec­kim a Niem­cami. W swoim komen­ta­rzu dla cen­trali w Ber­li­nie amba­sa­dor przy­znał, że komu­ni­styczne kie­row­nic­two jest prze­ko­nane o bez­na­dziej­no­ści prób zre­wo­lu­cjo­ni­zo­wa­nia Nie­miec i dla­tego myśli o tym, aby swoją dzia­łal­ność w tej dzie­dzi­nie skie­ro­wać na Wschód. Stwier­dził jed­nak, że trak­ta­towe wią­za­nie się z Sowie­tami, przede wszyst­kim w dzie­dzi­nie mili­tar­nej, jest wysoce nie­bez­pieczne. Dodał przy tym, że otwar­cie oświad­czył sowiec­kiemu komi­sa­rzowi, że "w sytu­acji, w któ­rej obec­nie znaj­dują się Niemcy, każde trak­ta­towe opo­wie­dze­nie się, czy to po stro­nie Zachodu, czy po stro­nie Wschodu, wydaje mi się nie tylko w naj­wyż­szym stop­niu nie­od­po­wied­nie, lecz w ogóle nie­moż­liwe"85.

W AA ini­cja­tywa Rykowa zro­zu­miana została jako pro­po­zy­cja stwo­rze­nia mili­tar­nego soju­szu Nie­miec i Związku Sowiec­kiego skie­ro­wa­nego prze­ciwko Fran­cji i Wiel­kiej Bry­ta­nii86. Nawet dla zwo­len­nika bli­skiej współ­pracy pomię­dzy oby­dwoma pań­stwami, jakim był amba­sa­dor Brock­dorff-Rant­zau, tego rodzaju ini­cja­tywa była nie do przy­ję­cia. Ozna­cza­łaby bowiem rezy­gna­cję z poli­tyki stop­nio­wego zbli­że­nia z mocar­stwami zachod­nimi, jaką Stre­se­mann roz­po­czął w poprzed­nim roku. Ini­cja­tywa Rykowa miała na celu stwo­rze­nie kon­ty­nen­tal­nego bloku Ber­lin-Moskwa, jed­no­znacz­nie wymie­rzo­nego prze­ciwko Zacho­dowi. Tym­cza­sem stra­te­gia nie­miecka, któ­rej istotną prze­słanką była świa­do­mość sła­bo­ści ZSRR, pole­gała na odbu­do­wa­niu mocar­stwo­wo­ści we współ­pracy z Anglią i Fran­cją po to, żeby w odpo­wied­nim momen­cie za ich zgodą doko­nać rewi­zji gra­nicy wschod­niej. W ramach tej kon­cep­cji rewi­zja miała się doko­nać na wscho­dzie, co w oczy­wi­sty spo­sób sta­no­wiło zagro­że­nie dla inte­re­sów Związku Sowiec­kiego, który poprzez pro­po­zy­cje Czi­cze­rina i Rykowa sta­rał się odwró­cić lub przy­naj­mniej zablo­ko­wać ten kie­ru­nek nie­miec­kiej eks­pan­sji.

Na początku marca 1925 roku AA na­dal nie odpo­wie­dział na sowiec­kie pro­po­zy­cje. Stre­se­mann uznał jed­nak, że Brock­dorff-Rant­zau, jeśli zaj­dzie taka potrzeba, powi­nien udzie­lić pew­nych wyja­śnień zwią­za­nych z pak­tem bez­pie­czeń­stwa. Mini­ster poin­stru­ował amba­sa­dora 6 marca 1925 roku, aby w takim przy­padku zako­mu­ni­ko­wał Sowie­tom, że bez ogól­nego ure­gu­lo­wa­nia kwe­stii bez­pie­czeń­stwa Fran­cuzi nie zgo­dzą się na opusz­cze­nie Nad­re­nii, a Anglicy nie podejmą pozy­tyw­nych i wią­żą­cych decy­zji w tej kwe­stii. Z tego względu Niemcy stoją przed dwo­ja­kim zagro­że­niem: albo nie doj­dzie w ogóle do szyb­kiego opusz­cze­nia Nad­re­nii przez obce woj­ska, albo Anglicy w zamian za wyj­ście zgo­dzą się zaofe­ro­wać Fran­cu­zom bar­dzo poważne kon­ce­sje kosz­tem Nie­miec, na przy­kład wpro­wa­dze­nie sta­łej woj­sko­wej instan­cji kon­tro­l­nej Ligi Naro­dów w Nad­re­nii. Z tego powodu Niemcy musieli wyjść z ini­cja­tywą paktu bez­pie­czeń­stwa. Pole­cił też wyja­śnić, że nie­miecka poli­tyka zachod­nia w prze­wi­dy­wal­nym cza­sie nie będzie ukie­run­ko­wana na rewi­zję trak­tatu wer­sal­skiego, lecz na zabez­pie­cze­nie nie­miec­kiej gra­nicy zachod­niej przed ewen­tu­al­nymi ata­kami Fran­cu­zów. Rów­no­le­gle jed­nak Niemcy odrzu­ciły jakie­kol­wiek zobo­wią­za­nia w sto­sunku do gra­nic na Wscho­dzie, a jedy­nie zgo­dziły się na pod­pi­sa­nie trak­ta­tów arbi­tra­żo­wych ze swo­imi sąsia­dami. Popro­sił o prze­ka­za­nie Sowie­tom, że infor­ma­cje te są wyra­zem zaufa­nia do nich, a także o zacho­wa­nie ich w tajem­nicy. Dodał, że jeśli pojawi się zarzut o reorien­ta­cji nie­miec­kiej poli­tyki zagra­nicznej i zwro­cie na Zachód, to należy wytłu­ma­czyć, iż posu­nię­cia Ber­lina mają czy­sto defen­sywny cha­rak­ter i są skie­ro­wane prze­ciwko fran­cu­skiej poli­tyce eks­pan­sji nad Renem87.

Nie­usa­tys­fak­cjo­no­wany instruk­cjami swo­jego szefa Brock­dorff-Rant­zau w liście do von Schu­berta z 8 marca 1925 roku po raz kolejny zwró­cił uwagę na koniecz­ność szyb­kiej odpo­wie­dzi na pro­po­zy­cje Czi­cze­rina ze względu na monity strony sowiec­kiej. Pod­kre­ślił, że w Moskwie bez wąt­pie­nia powstało zanie­po­ko­je­nie, że Ber­lin doko­nuje reorien­ta­cji swo­jej poli­tyki na Zachód. Sowie­tów naj­bar­dziej gnę­bią dwa pro­blemy: kwe­stia pol­ska i przy­stą­pie­nie Nie­miec do Ligi Naro­dów, dla­tego popro­sił, by moż­li­wie szybko prze­ka­zać Moskwie sta­no­wi­sko w tych spra­wach88.

W tej sytu­acji Sowieci pró­bo­wali szu­kać odpo­wie­dzi na swoje pro­po­zy­cje w Ber­li­nie. Tam­tej­szy peł­no­mocny przed­sta­wi­ciel (połpred)89 Niko­łaj Krie­stin­skij został przy­jęty 10 marca 1925 roku przez mini­stra Stre­se­manna i popro­sił o infor­ma­cję na temat paktu bez­pie­czeń­stwa, wyja­śnia­jąc, że szcze­gól­nie inte­re­sują go zwią­zane z nim kwe­stie wschod­nie. Mini­ster poin­for­mo­wał, że na razie nie ma mowy o kon­kret­nych pro­po­zy­cjach, lecz o goto­wo­ści Nie­miec do zawar­cia paktu, który wyklu­czałby wojnę z Fran­cją i gwa­ran­to­wał tery­to­rialne sta­tus quo na Zacho­dzie. W nie­miec­kim memo­ran­dum nie ma w ogóle mowy o gra­nicy wschod­niej, wspo­mina się jedy­nie o goto­wo­ści do zawar­cia trak­ta­tów arbi­tra­żo­wych ze wschod­nimi sąsia­dami. Z tego powodu Stre­se­mann uznał za głu­potę inter­pe­la­cję Komu­ni­stycz­nej Par­tii Nie­miec w spra­wie rze­ko­mego uzna­nia przez rząd Rze­szy gra­nicy wschod­niej. Krie­stin­skij zapy­tał rów­nież o to, czy Niemcy zmie­niły swój sto­su­nek do Ligi Naro­dów. Mini­ster odpo­wie­dział, że Anglia i Fran­cja bar­dzo naci­skają, aby Niemcy bez­wa­run­kowo wstą­piły do tej orga­ni­za­cji, bo pozwoli to sku­tecz­niej pro­wa­dzić nego­cja­cje na temat paktu bez­pie­czeń­stwa. Poin­for­mo­wał, że rząd nie­miecki nie pój­dzie na taki krok. Krie­stin­skij wyra­ził rów­nież zanie­po­ko­je­nie, że od mie­sięcy Sowiety nie otrzy­mały odpo­wie­dzi na zło­żone Niem­com pro­po­zy­cje. Dodał, że nie koli­dują one prze­cież z kon­cep­cją zwią­zaną z pak­tem bez­pie­czeń­stwa, ale Stre­se­mann wymó­wił się koniecz­no­ścią sze­ro­kich poli­tycz­nych kon­sul­ta­cji w Niem­czech90.

Następ­nego dnia Brock­dorff-Rant­zau został przy­jęty przez Litwi­nowa, który w imie­niu sowiec­kiego rządu podzię­ko­wał za wyja­śnie­nia w spra­wie paktu bez­pie­czeń­stwa i kwe­stii pol­skiej. Potem pro­sząc o pełną dys­kre­cję komi­sarz poin­for­mo­wał, że oświad­czył fran­cu­skiemu amba­sa­do­rowi Jeanowi Her­bette, że rze­czy­wi­ste zagro­że­nie dla pokoju sta­nowi Pol­ska i będzie bar­dzo wąt­pliwe, jeśli Fran­cja zde­cy­duje się gwa­ran­to­wać gra­nice Pol­ski okre­ślone w trak­ta­cie wer­sal­skim91.

Instruk­cję, która zawie­rała osta­teczną odpo­wiedź na pro­po­zy­cje sowiec­kie, Stre­se­mann pod­pi­sał i wysłał do Moskwy 19 marca 1925 roku92. Mini­ster naj­pierw prze­ana­li­zo­wał sytu­ację mię­dzy­na­ro­dową, wska­zu­jąc, że obec­nie zasad­ni­czym pro­ble­mem jest opusz­cze­nie pół­noc­nej strefy Nad­re­nii przez woj­ska ententy. Zauwa­żył, że Paryż uza­leż­nił wyco­fa­nie swo­ich wojsk od "zaspo­ko­je­nia tak zwa­nej fran­cu­skiej potrzeby bez­pie­czeń­stwa". Poin­for­mo­wał, że po roz­wa­że­niu wielu róż­nych moż­li­wo­ści nie­miecki rząd zde­cy­do­wał się na zawar­cie paktu bez­pie­czeń­stwa, który gwa­ran­to­wał będzie gra­nicę na Renie i wyja­śnił, że "naszym poli­tycz­nym zada­niem na Zacho­dzie w prze­wi­dy­wal­nym cza­sie nie jest rewi­zja trak­tatu wer­sal­skiego, lecz prze­su­nię­cie Fran­cji na gra­nice okre­ślone w tym trak­ta­cie, to zna­czy zabez­pie­cze­nie Nad­re­nii". Jed­no­cze­śnie pod­kre­ślił, że Niemcy w roz­mo­wach na temat paktu posta­wią waru­nek sine qua non, pole­ga­jący "na nie­zgo­dzie na uzna­nie gra­nic na Wscho­dzie w jakiej­kol­wiek for­mie"93, ale wyrażą zgodę na pewne tak­tyczne ustęp­stwo wzglę­dem Fran­cji, a mia­no­wi­cie na zawar­cie umów arbi­tra­żo­wych ze wszyst­kimi swo­imi sąsia­dami po to, by uła­twić jej rezy­gna­cję z postu­latu uczy­nie­nia Pol­ski stroną tego trak­tatu. Zastrzegł, że te poro­zu­mie­nia w żaden spo­sób nie prze­szko­dzą rewi­zji wschod­niej gra­nicy.

Nie­stety pierw­sza faza roko­wań na temat paktu przy­nio­sła pewien kło­pot, ponie­waż Fran­cja i Anglia jed­no­znacz­nie zade­kla­ro­wały, że warun­kiem jego zawar­cia będzie wej­ście Nie­miec do Ligi Naro­dów. Lon­dyn jest bowiem zda­nia, że Paryż wyrazi zgodę na zawar­cie paktu bez­pie­czeń­stwa z Niem­cami bez uczest­nic­twa Pol­ski i bez fran­cu­sko-angiel­skiej kon­wen­cji mili­tar­nej, tylko pod warun­kiem wej­ścia Ber­lina do Ligi Naro­dów. Poza tym są jesz­cze inne, być może głęb­sze powody: mocar­stwa zachod­nie świa­dome sła­bo­ści insty­tu­cji genew­skiej chcia­łyby "moc­niej zwią­zać Niemcy z dyk­ta­tem wer­sal­skim"94 i zablo­ko­wać im drogę na Wschód. Wska­zał przy tym na jedną z ostat­nich wypo­wie­dzi Arthura Bal­fo­ura, prze­wod­ni­czą­cego Komi­tetu Obrony Impe­rium, który zauwa­żył, że zagro­że­nie Nad­re­nii pchać będzie Niemcy w ramiona sowiec­kiej Rosji.

Następ­nie Stre­se­mann prze­szedł do omó­wie­nia kwe­stii współ­pracy z ZSRR. Argu­men­to­wał, że jeśli Moskwa rze­czy­wi­ście chce pogłę­bie­nia sto­sun­ków nie­miecko-sowiec­kich, to musi być zain­te­re­so­wana tym, ażeby Niemcy prze­zwy­cię­żyły swoją sła­bość i stały się istot­nym czyn­ni­kiem poli­tyki euro­pej­skiej. A to będzie moż­liwe, jak mnie­mał mini­ster, tylko, "gdy uwol­nimy nasze tery­to­rium od fran­cu­skiego uści­sku. Nasza poli­tyka na Zacho­dzie jest niczym innym, jak tylko obroną przed tymi dąże­niami fran­cu­skiego impe­ria­li­zmu, które bez­po­śred­nio zagra­żają naszej egzy­sten­cji. Jeśli zatem Zwią­zek Sowiecki chciałby uza­leż­nić utrzy­ma­nie przy­ja­znych rela­cji z Niem­cami od rezy­gna­cji z tej obrony, to trzeba by dojść do wnio­sku, że w rze­czy­wi­sto­ści nie zależy mu na owoc­nej współ­pracy poli­tycz­nej z nami, lecz na zaostrze­niu naszych trud­no­ści na Zacho­dzie, w nadziei, że trud­no­ści te osta­tecz­nie uda­rem­nią kon­so­li­da­cję naszych sto­sun­ków wewnętrz­nych i w ten spo­sób przy­go­tują drogę dla komu­ni­stycz­nej rewo­lu­cji"95. Według Stre­se­manna dopiero kwe­stia człon­ko­stwa Nie­miec w Lidze Naro­dów dotyka w bez­po­średni spo­sób inte­re­sów ZSRR. Dla­tego też Ber­lin od samego początku dekla­ro­wał alian­tom, że nie poświęci swo­ich rela­cji z Moskwą na ołta­rzu Ligi Naro­dów, skła­da­jąc zastrze­że­nie, że nie będzie w sta­nie wypeł­niać zobo­wią­zań zwią­za­nych z art. 16. paktu Ligi.

Szef AA nie zgo­dził się z argu­men­tem, że człon­ko­stwo Nie­miec w Lidze Naro­dów ozna­czać będzie pod­da­nie się dyk­ta­towi wer­sal­skiemu i pogor­sze­nie rela­cji nie­miecko-sowiec­kich. Ber­lin otrzy­mał zapew­nie­nie od mocarstw, że przy­znane mu zosta­nie stałe miej­sce w Radzie Ligi Naro­dów, przez co uzy­ska wpływ na klu­czowe decy­zje podej­mo­wane przez tę orga­ni­za­cję, a w szcze­gól­no­ści na sank­cje i akcje zwią­zane z reali­za­cją art. 16. A ponie­waż zapa­dają one jed­no­myśl­nie, to Sowiety mogą być pewne, że Niemcy zablo­kują wszel­kie dzia­ła­nia, które byłyby skie­ro­wane prze­ciwko nim.

Następ­nie Stre­se­mann roz­wa­żył pro­blem wpływu człon­ko­stwa Nie­miec w Lidze na roz­wój sto­sun­ków z ZSRR. Przy­znał, że może ono ogra­ni­czyć swo­bodę manewru Ber­lina na are­nie mię­dzy­na­ro­do­wej. Za przy­kład do swych roz­wa­żań wziął kon­cep­cję "wtło­cze­nia Pol­ski w jej etno­gra­ficzne gra­nice". Jeśli zaszłaby sytu­acja umoż­li­wia­jąca urze­czy­wist­nie­nie tego celu, to człon­ko­stwo Nie­miec w Lidze Naro­dów nie­wąt­pli­wie w zna­czą­cym stop­niu utrud­ni­łoby jego osią­gnię­cie. Jed­na­ko­woż rów­nież w przy­padku braku człon­ko­stwa dąże­nie do jego reali­za­cji spo­tka­łoby się z rów­nie sil­nym opo­rem mocarstw. Róż­nica powsta­łaby dopiero wtedy, gdyby Niemcy i Zwią­zek Sowiecki zawarły w tej spra­wie sojusz mili­tarny. Wtedy Ber­lin jako czło­nek Ligi w otwarty spo­sób zła­małby sta­tut tej orga­ni­za­cji, ale jak wywo­dził mini­ster: "zawar­cie jaw­nego lub taj­nego nie­miecko-sowiec­kiego aliansu mili­tar­nego [...] w prze­wi­dy­wal­nym cza­sie nie może sta­no­wić naszego poli­tycz­nego celu"96.

Brak moż­li­wo­ści zawar­cia ogól­nego trak­ta­to­wego poro­zu­mie­nia z Sowie­tami nie wyklu­czał według Stre­se­manna "pogłę­bie­nia lub kon­kre­ty­za­cji sto­sun­ków nie­miecko-rosyj­skich", które nie powinny obec­nie mieć cha­rak­teru ogól­nego lub abs­trak­cyj­nego, lecz doty­czyć kon­kret­nych przed­się­wzięć dwu­stron­nych. Cho­dzi o to, żeby prze­ko­nać rząd sowiecki, że wej­ście Nie­miec do Ligi nie ozna­cza zasad­ni­czego zwrotu w poli­tyce Ber­lina, a jest jedy­nie próbą obrony przed "bru­talną inge­ren­cją poli­tyki fran­cu­skiej". Z dru­giej strony człon­ko­stwo w Radzie Ligi Naro­dów pozwoli na prze­ciw­dzia­ła­nie ten­den­cjom anty­so­wiec­kim. Mini­ster uznał, że jeśli sowiecki rząd zgo­dzi się z tego rodzaju roz­wa­ża­niami, to wtedy trzeba będzie wyja­śnić, czy i w jaki spo­sób będzie moż­liwe "pozy­tywne poro­zu­mie­nie na temat ogól­nych poli­tycz­nych celów"97. Poin­for­mo­wał rów­nież, że zgoda na wej­ście do Ligi nie jest jesz­cze osta­tecz­nie prze­są­dzona, ponie­waż rząd nie­miecki ma w tej spra­wie na­dal poważne wąt­pli­wo­ści i nie podej­mie osta­tecz­nej decy­zji, zanim nie będzie pewien, że ure­gu­lo­wane zostaną wszyst­kie pro­blemy z nim zwią­zane, czyli roz­bro­je­nie, wyco­fa­nie wojsk z Nad­re­nii, kwe­stia bez­pie­czeń­stwa (w tym sprawa uzna­nia lub gwa­ran­cji gra­nic wschod­nich). Na koniec mini­ster popro­sił amba­sa­dora, aby jeżeli nie jest on prze­ciwny tym roz­wa­ża­niom, bez szcze­gól­nej zwłoki prze­ka­zał je stro­nie sowiec­kiej.

Brock­dorff-Rant­zau po zapo­zna­niu się ze sta­no­wi­skiem Stre­se­manna podzie­lił się z nim swo­imi wąt­pli­wo­ściami w szy­fro­gra­mie z 28 marca 1925 roku. Wyra­ził opi­nię, że rząd sowiecki będzie trwał przy swo­ich poglą­dach i nie przyj­mie nie­miec­kiej argu­men­ta­cji, więc zapro­po­no­wał, żeby na­dal grać na czas i w roz­mo­wach z Sowie­tami poru­szać tylko kon­kretne sprawy, na przy­kład kwe­stię trak­tatu arbi­tra­żo­wego z Pol­ską, ale jedy­nie wtedy, gdy ini­cja­tywa wyj­dzie od strony part­ne­rów98. Stre­se­mann nie zgo­dził się ze sta­no­wi­skiem amba­sa­dora. W obszer­nym szy­fro­gra­mie z 1 kwiet­nia wysła­nym do amba­sady w Moskwie pod­trzy­mał swoją wcze­śniej­szą decy­zję, raz jesz­cze wyłusz­cza­jąc swoje motywy. Uznał, że sta­no­wi­sko amba­sa­dora oparte jest na "ści­słej alter­na­ty­wie" i odtwa­rzał je w nastę­pu­jący spo­sób. Jeśli mia­łoby się oka­zać, że aktu­alne pro­blemy nie­miec­kiej poli­tyki zachod­niej, takie jak roz­bro­je­nie, opusz­cze­nie Nad­re­nii przez woj­ska alianc­kie czy kwe­stia bez­pie­czeń­stwa, mogły być roz­wią­zane tylko pod warun­kiem wej­ścia Nie­miec do Ligi Naro­dów, to Ber­lin miałby tylko dwie moż­li­wo­ści: albo roz­wią­za­nie kwe­stii zachod­nich przy rezy­gna­cji z bli­skiej współ­pracy z Sowie­tami, albo roz­wój sto­sun­ków nie­miecko-sowiec­kich i zanie­cha­nie roz­wią­za­nia kwe­stii zachod­nich. Stre­se­mann wyra­ził przy­pusz­cze­nie, że amba­sa­dor opto­wałby zapewne za wybo­rem dru­giego członu tej alter­na­tywy. Oce­nił, że byłaby to żało­sna porażka, gdyby Ber­lin rze­czy­wi­ście stał przed tego rodzaju wybo­rem, bo prze­cież obec­nie cała aktyw­ność nie­miec­kiej dyplo­ma­cji powinna być ukie­run­ko­wana na to, żeby go unik­nąć i dążyć do szyb­kiego roz­wią­za­nia palą­cych kwe­stii zachod­nich przy jed­no­cze­snym utrzy­ma­niu dotych­cza­so­wych rela­cji z ZSRR. Przy­znał, że nie jest to łatwe, ale dodał, że nie ma powodu, aby z tego rezy­gno­wać. Nie zgo­dził się rów­nież z pro­po­zy­cją oma­wia­nia tylko i wyłącz­nie kwe­stii szcze­gó­ło­wych. Za oczy­wi­ste uznał, że gru­dniowe pro­po­zy­cje Czi­cze­rina winny być oma­wiane wraz kwe­stiami zachod­nimi. Dla­tego nie było błę­dem zwle­ka­nie z odpo­wie­dzią Moskwie, gdyż naj­pierw musi zostać roz­wią­zana kwe­stia człon­ko­stwa Nie­miec w Lidze Naro­dów, bo dopiero na tej pod­sta­wie będzie można odnieść się do pro­po­zy­cji sowiec­kich. Stre­se­mann zauwa­żył, że jeśli rząd sowiecki rze­czy­wi­ście uza­leżni utrzy­ma­nie i pogłę­bie­nie sto­sun­ków dwu­stron­nych od odrzu­ce­nia przez Ber­lin człon­ko­stwa w Lidze, to będzie to zna­czyć, że zależy mu na kon­flik­cie Nie­miec z mocar­stwami zachod­nimi. Jed­nak jego zda­niem Moskwa będzie miała tyle roz­sądku i mądro­ści, że nie postawi tej sprawy na ostrzu noża. Na pod­sta­wie tej argu­men­ta­cji mini­ster uznał, że konieczne jest roz­mó­wie­nie się z Sowie­tami i pole­cił amba­sa­dorowi, żeby bez zbęd­nej zwłoki wyko­nał jego wcze­śniej­szą instruk­cję99.

Brock­dorff-Rant­zau spo­tkał Litwi­nowa na soirée 3 kwiet­nia 1925 roku i popro­sił go o roz­mowę w celu przed­sta­wie­nia pouf­nych infor­ma­cji na temat paktu gwa­ran­cyj­nego i wej­ścia Nie­miec do Ligi Naro­dów. Zastępca komi­sa­rza spraw zagra­nicz­nych zarzu­cił go pre­ten­sjami, że nie­miecki rząd od trzech mie­sięcy nie odpo­wiada na sowiec­kie pro­po­zy­cje, a jed­no­cze­śnie w naj­lep­sze nego­cjuje z mocar­stwami zachod­nimi, nie prze­ka­zu­jąc Moskwie infor­ma­cji na ten temat. Popro­sił amba­sa­dora o prze­su­nię­cie roz­mowy o kilka dni, ponie­waż ze względu na jej wagę chciałby przed­tem skon­sul­to­wać się z Czi­cze­ri­nem, który jest obec­nie chory100.

Brock­dorff-Rant­zau spo­tkał się z Litwi­no­wem 7 kwiet­nia 1925 roku i prze­czy­tał komi­sa­rzowi treść taj­nego memo­ran­dum mini­stra Stre­se­manna z 19 marca101. Przed jego prze­czy­ta­niem nie­miecki amba­sa­dor poin­for­mo­wał kon­fi­den­cjo­nal­nie zastępcę ludo­wego komi­sa­rza spraw zagra­nicz­nych, że pier­wot­nie pole­cono mu jedy­nie omó­wić ust­nie sta­no­wi­sko nie­mieckie. On jed­nak nie zgo­dził się na wypeł­nie­nie tej instruk­cji i po dys­ku­sjach z cen­tralą w Ber­li­nie zezwo­lono mu w ramach kom­pro­misu prze­czy­tać całe memo­ran­dum Stre­se­manna. Wyja­śnił rów­nież, że nie chciał brać na sie­bie obrony obec­nej linii poli­tycz­nej rządu Rze­szy i dążył do tego, aby stro­nie sowiec­kiej oso­bi­ście przed­sta­wił ją sam mini­ster. Popro­sił przy tym o zacho­wa­nie w cał­ko­wi­tej tajem­nicy tej infor­ma­cji102.

Po prze­czy­ta­niu tego doku­mentu Litwi­now podzię­ko­wał za zaufa­nie i oświad­czył, że sowiecki rząd nie wątpi w dobrą wolę rządu nie­miec­kiego. Zażar­to­wał, że Sowiety w przy­padku wej­ścia Nie­miec do Ligi Naro­dów nie wypo­wie­dzą wojny ani nie zerwą z nimi sto­sun­ków, ale na­dal będą - już na poważ­nie kon­ty­nu­ował komi­sarz - gotowe podej­mo­wać kon­kretne pro­po­zy­cje rządu Rze­szy, jed­nakże nie poro­zu­mieją się "przy­kła­dowo w naj­waż­niej­szych spra­wach, takich jak kwe­stia etno­gra­ficz­nych gra­nic Pol­ski". Litwi­now wyra­ził także wąt­pli­wość w moż­li­wość prze­ciw­dzia­ła­nia przez Niemcy anty­so­wiec­kim ten­den­cjom w poli­tyce Ligi. Ostrzegł, że Anglia i Fran­cja sta­rają się wcią­gnąć Niemcy do Ligi Naro­dów po to, aby oddzie­lić je od sowiec­kiej Rosji i roz­pra­wić się z każ­dym z tych państw z osobna. Wyja­śnił, że Moskwa ostrze­gała Ber­lin przed przy­stą­pie­niem do Ligi Naro­dów nie tyle ze względu na dobro sto­sun­ków sowiecko-nie­miec­kich, co na prze­ko­na­nie, że Niemcy po akce­sji do tej orga­ni­za­cji będą słab­sze, a Zwią­zek Sowiecki życzy sobie prze­cież ich wzmoc­nie­nia. Poin­for­mo­wał, że uzy­skał poufne infor­ma­cje, według któ­rych Paryż i Lon­dyn roz­ma­wiają obec­nie o tym, ażeby po wej­ściu Ber­lina do Ligi unie­moż­li­wić mu zmianę gra­nic wyzna­czo­nych w Wer­salu. Na dowód praw­dzi­wo­ści swo­ich słów prze­ka­zał tajny fran­cu­ski doku­ment z infor­ma­cjami na ten temat. Pro­sił rów­nież o prze­ka­za­nie odczy­ta­nych wcze­śniej roz­wa­żań Stre­se­manna na temat sto­sun­ków nie­miecko-sowiec­kich na piśmie103. Litwi­now argu­men­to­wał, że Niemcy obec­nie "wstę­pują na etap trak­ta­to­wych rela­cji z Ligą i pań­stwami sojusz­ni­czymi, a moż­liwe, że nawet i z Pol­ską", a zatem nie powinny ocze­ki­wać, że ZSRR będzie opie­rał całą swoją poli­tykę w sto­sunku do nich "na słow­nych dekla­ra­cjach i obiet­ni­cach mini­stra spraw zagra­nicz­nych rzą­dzą­cego aku­rat gabi­netu". Dla­tego doma­gał się od strony nie­miec­kiej, aby ta "ubrała [zapew­nie­nia Stre­se­manna przed­sta­wione w memo­ran­dum] w formę poro­zu­mie­nia wią­żą­cego Niemcy i Zwią­zek Sowiecki". Zastrzegł jed­nak, że nawet jeśli doj­dzie do jego zawar­cia, to nie zna­czy to wcale, że "napra­wione zosta­nie zło", jakie nowa orien­ta­cja nie­miec­kiej poli­tyki zagra­nicz­nej wyrzą­dziła sto­sun­kom sowiecko-nie­miec­kim104.

W komen­ta­rzu dla cen­trali w Ber­li­nie amba­sa­dor uznał pro­po­zy­cje przed­sta­wione przez Litwi­nowa za dobry pomysł. Wyznał, że był bar­dzo zado­wo­lony z tej roz­mowy, ponie­waż udało mu się prze­ła­mać powstałą ostat­nio nie­uf­ność do Ber­lina, spo­wo­do­wać zro­zu­mie­nie dla sta­no­wi­ska nie­miec­kiego i stwo­rzyć pod­stawy dla przy­szłej współ­pracy105. Z kolei Litwi­now w notatce z tego spo­tka­nia oce­nił, że zna­lazł bar­dzo mało nowych ele­men­tów w memo­ran­dum Stre­se­manna, które "powta­rza dawno nam znaną argu­men­ta­cję zwo­len­ni­ków Ligi Naro­dów i orien­ta­cji zachod­niej"106.

Następ­nego dnia, tj. 8 kwiet­nia 1925 roku, Brock­dorff-Rant­zau został przy­jęty przez cho­rego Czi­cze­rina, który przed­sta­wił dosłow­nie takie same sta­no­wi­sko jak Litwi­now107. Po tych dwóch roz­mo­wach nie­miecki amba­sa­dor wysłał 13 kwiet­nia 1925 roku raport do Ber­lina. Sta­no­wi­sko sowiec­kie przed­sta­wił w nastę­pu­jący spo­sób: "W Moskwie nie wątpi się w naszą dobrą wolę, ale kate­go­rycz­nie odrzuca się myśl o moż­li­wo­ści jej reali­za­cji"108. Następ­nie zaś sta­rał się wyja­śnić Stre­se­man­nowi nur­tu­jące go wąt­pli­wo­ści. Tłu­ma­czył, że nie chce rezy­gno­wać ani z roz­wią­za­nia kwe­stii zachod­nich, ani z roz­woju sto­sun­ków nie­miecko-sowiec­kich, albo­wiem jest zda­nia, że ze względu na obecną sytu­ację poli­tyczną należy uni­kać trak­ta­to­wych usta­leń i na Zacho­dzie, i na Wscho­dzie.

Krie­stin­skij przed­sta­wił sowiec­kie sta­no­wi­sko w roz­wi­nię­tej for­mie Stre­se­man­nowi 15 kwiet­nia 1925 roku. Odno­sząc się do roz­mów nie­miec­kiego amba­sa­dora z Litwi­no­wem i Czi­cze­ri­nem, zade­kla­ro­wał, że rząd sowiecki nie wątpi ani w dobrą wolę rządu nie­miec­kiego, ani w to, że pakt bez­pie­czeń­stwa nie jest skie­ro­wany prze­ciwko ZSRR. Wyra­ził jed­nak obawę, że Niemcy w trak­cie roko­wań na temat człon­ko­stwa w Lidze Naro­dów zmu­szone zostaną do dal­szych kon­ce­sji, w efek­cie któ­rych doj­dzie do zmiany ich poli­tyki w sto­sunku do Związku Sowiec­kiego. Zwró­cił rów­nież uwagę na fakt, że Ber­lin nego­cjuje układ z mocar­stwami zachod­nimi i jed­no­cze­śnie zwleka z roz­mo­wami na temat trak­tatu z sowiecką Rosją. Stre­se­mann w odpo­wie­dzi zauwa­żył, że Ber­lin nie chciałby zawie­rać taj­nego trak­tatu z Sowie­tami przed pak­tem bez­pie­czeń­stwa. Gdyby w jakiś spo­sób fakt ten wyszedł na jaw, to mocar­stwa zachod­nie oskar­ży­łyby Niemcy o nie­lo­jal­ność. Przy­znał, że on także nie jest zado­wo­lony, że począ­tek roko­wań z Moskwą tak się prze­ciąga, ale zwią­zane jest to z tym, że Lon­dyn i Paryż nie mogą uzgod­nić wspól­nego sta­no­wi­ska wobec Nie­miec i przez to zwle­kają z odpo­wie­dzią. W kwe­stii bez­wa­run­ko­wego przy­stą­pie­nia do Ligi Niemcy są naci­skane od dawna, ale bro­nią się przed tym wła­śnie ze względu na art. 16 paktu Ligi Naro­dów. Zapew­nił także, że Niemcy ni­gdy nie pójdą prze­ciwko ZSRR ani z mocar­stwami ententy, ani z Pol­ską, co wynika ze sta­no­wi­ska, jakie zajęli w kwe­stii paktu bez­pie­czeń­stwa. Zwią­zek Sowiecki musi jed­nak zro­zu­mieć, że poli­tyka Nie­miec nie może być oparta wyłącz­nie na współ­pracy z Moskwą, gdyż zachod­nia flanka Rze­szy jest zagro­żona przez fran­cu­skich nacjo­na­li­stów, któ­rzy chcie­liby zająć lewy brzeg Renu. Połpred popro­sił mini­stra o kon­ty­nu­owa­nie roz­mowy na ten temat, ponie­waż w naj­bliż­szym cza­sie zamie­rza udać się do Moskwy, by poin­for­mo­wać o obec­nej sytu­acji zanie­po­ko­jone roz­wo­jem wypad­ków kie­row­nic­two sowiec­kie109.

W kwiet­niu 1925 roku Schu­bert zle­cił sze­fowi depar­ta­mentu praw­nego AA Frie­dri­chowi Gau­sowi i sze­fowi spe­cjal­nego wydziału ds. Ligi Naro­dów w AA Bern­har­dowi von Bülowowi przy­go­to­wa­nie eks­per­tyzy doty­czą­cej zna­cze­nia art. 16. paktu Ligi Naro­dów dla Nie­miec. Obaj auto­rzy uznali, że sens tej normy praw­nej naj­le­piej będzie wyło­żyć na kon­kret­nym przy­kła­dzie, a za naj­waż­niej­szy moż­liwy przy­pa­dek jej zasto­so­wa­nia uznali kon­flikt pomię­dzy Związ­kiem Sowiec­kim a Pol­ską. Po szcze­gó­ło­wej ana­li­zie doszli do nastę­pu­ją­cych kon­klu­zji. Niemcy w przy­padku wojny pol­sko-sowiec­kiej będą zobo­wią­zane uczest­ni­czyć w postę­po­wa­niu Ligi prze­ciwko Rosji, o ile zostaną speł­nione trzy prze­słanki. Po pierw­sze, Zwią­zek Sowiecki musi być wezwany do pod­da­nia się pro­ce­du­rze roz­jem­czej na sku­tek jed­no­gło­śnej decy­zji Rady Ligi; po dru­gie, kon­kretne warunki tej pro­ce­dury winny zostać jed­no­gło­śnie zatwier­dzone przez Radę i po trze­cie wresz­cie, ta ostat­nia musi zgod­nie uznać ZSRR za agre­sora. Nie­mieccy dyplo­maci doszli do wnio­sku, że na każ­dym eta­pie tego postę­po­wa­nia Ber­lin może unie­moż­li­wić pod­ję­cie przez Radę odpo­wied­niej decy­zji. O ile w pierw­szym eta­pie wydaje się to być trudne z punktu widze­nia poli­tycz­nego, o tyle w dru­gim, a w szcze­gól­no­ści w trze­cim, jeśli sowiecka agre­sja nie będzie czymś zupeł­nie oczy­wi­stym, Niemcy będą mogły zablo­ko­wać decy­zję Rady110.

Krie­stin­skij przed swoim wyjaz­dem do Moskwy spo­tkał się 25 kwiet­nia 1925 roku naj­pierw z Schu­ber­tem, a potem ze Stre­se­man­nem. Sekre­tarz stanu prze­ka­zał mu pisemną wer­sję memo­ran­dum mini­stra z 19 marca, a także skró­coną eks­per­tyzę Gausa-Bülowa na temat art. 16. paktu Ligi Naro­dów. Połpred, zastrze­ga­jąc, że wypo­wiada wyłącz­nie swoją oso­bi­stą opi­nię, poin­for­mo­wał, że roko­wa­nia, jakie Niemcy pro­wa­dzą z ententą na temat paktu bez­pie­czeń­stwa i człon­ko­stwa w Lidze, wie­lo­krot­nie wywo­ły­wały silne zanie­po­ko­je­nie sowiec­kiego rządu. Jeśli zakoń­czą się one suk­ce­sem, to ZSRR znaj­dzie się w nowej sytu­acji, gdyż Niemcy bar­dzo sil­nie zwiążą się z mocar­stwami zachod­nimi i będą zmu­szone współ­dzia­łać w reali­za­cji wro­giej Moskwie poli­tyki Ligi. Sowiec­kie pro­po­zy­cje z grud­nia 1924 roku miały na celu prze­ciw­dzia­ła­nie temu nie­bez­pie­czeń­stwu; two­rząc sytu­ację, w któ­rej dzięki pisem­nej umo­wie powsta­łyby gwa­ran­cje, pozwa­la­jące nie­miec­kiemu rzą­dowi na kon­ty­nu­owa­nie jego dotych­cza­so­wej poli­tyki w sto­sunku do ZSRR. W ten spo­sób Ber­lin nie tylko zade­mon­stro­wałby dobrą wolę, ale wyra­ziłby zgodę na pewien odpo­wied­nik paktu zachod­niego. Byłby nim sowiecko-nie­miecki pakt gwa­ran­cyjny, który jest bez­względ­nie konieczny, aby stwo­rzyć rów­no­wagę w sto­sunku do umów Nie­miec z mocar­stwami zachod­nimi i ich człon­ko­stwa w Lidze Naro­dów. Z tego powodu pakt gwa­ran­cyjny z ZSRR winien zostać zawarty jed­no­cze­śnie z pak­tem bez­pie­czeń­stwa z Fran­cją i Wielką Bry­ta­nią. Połpred nie zgo­dził się także z tym, że pro­wa­dze­nie rów­no­le­głych roz­mów z Zacho­dem i ze Wscho­dem byłoby nie­zwy­kle trudne. Schu­bert odpo­wie­dział na to, że idee zwią­zane z pro­po­zy­cjami sowiec­kimi z grud­nia 1924 roku zostały włą­czone do roko­wań doty­czą­cych człon­ko­stwa w Lidze, które są obec­nie "naj­bar­dziej żywotną sprawą". Dla­tego winny być zała­twione na samym początku, gdyż dopiero z nich wynik­nie roz­wią­za­nie następ­nych kwe­stii. Sekre­tarz stanu zaape­lo­wał do Sowie­tów o cier­pli­wość, gdyż mocar­stwa zachod­nie nie prze­ka­zały Ber­linowi sta­no­wi­ska w powyż­szych spra­wach, a więc nie można się spo­dzie­wać, że poro­zu­mie­nie nastąpi szybko. Schu­bert popro­sił, ażeby LKSZ pisem­nie odpo­wie­dział na otrzy­mane od niego memo­randa111.

Krie­stin­skij przed roz­mową ze Stre­se­man­nem zdą­żył zapo­znać się z doku­men­tami prze­ka­za­nymi mu przez Schu­berta. Powie­dział mini­strowi, że po ich prze­czy­ta­niu odniósł wra­że­nie, iż Niemcy wewnętrz­nie wyra­ziły już zgodę na bez­wa­run­kowe wej­ście do Ligi Naro­dów i pró­bują prze­ko­nać Sowie­tów, ażeby pogo­dzili się z tym sta­no­wi­skiem. Stre­se­mann pole­mi­zo­wał ze sło­wami połpreda i pod­kre­ślił, że z obu doku­men­tów nie można w żaden spo­sób wyczy­tać, że Niemcy mają zamiar wstą­pić do Ligi, nie sta­wia­jąc żad­nych warun­ków. Eks­per­tyza doty­cząca art. 16. paktu Ligi Naro­dów ma cha­rak­ter czy­sto praw­ni­czy i nie spo­sób wypro­wa­dzić z niej jakiej­kol­wiek ten­den­cji poli­tycz­nej. Mini­ster zade­kla­ro­wał, że w roko­wa­niach będzie dążył do tego, by mocar­stwa dały Niem­com wolną rękę w odnie­sie­niu do art. 16. Ber­li­nowi cho­dzi o to, aby po wej­ściu do Ligi Naro­dów nie być zmu­szo­nym do uczest­ni­cze­nia w poli­tyce anty­so­wiec­kiej i móc kon­ty­nu­ować dotych­cza­sową linię współ­pracy. Zasu­ge­ro­wał przy tym koniecz­ność sfor­ma­li­zo­wa­nia tego stanu poprzez poro­zu­mie­nie, które zawie­ra­łoby klau­zulę neu­tral­no­ści112.

Fakt, że Moskwa wywie­rała coraz sil­niej­szą pre­sję dyplo­ma­tyczną na Ber­lin wcale nie zna­czył, że dostrze­gała ona jakieś bez­po­śred­nie poważne zagro­że­nia zwią­zane z bie­żącą kon­ste­la­cją mie­dzy­na­ro­dową. Świad­czy o tym np. raport Razwie­du­pru113 z 28 kwiet­nia 1925 roku na temat sytu­acji mię­dzy­na­ro­do­wej i moż­li­wo­ści zbroj­nego wystą­pie­nia prze­ciwko ZSRR przy­go­to­wany dla prze­wod­ni­czą­cego Woj­sko­wej Rady Rewo­lu­cyj­nej ZSRR Micha­iła Frun­zego114. Ana­li­tycy wywiadu woj­sko­wego twier­dzili, że pod­po­rząd­ko­wa­nie Nie­miec kapi­ta­łowi angiel­sko-ame­ry­kań­skiemu w związku z reali­za­cją planu Dawesa cza­sowo zawie­sza fun­da­men­talne sprzecz­no­ści mię­dzy mocar­stwami kapi­ta­li­stycz­nymi. Uwa­żali, że na dal­szy plan scho­dzi tzw. kwe­stia nie­miecka, czyli pro­blem hege­mo­nii Ber­lina, a na pierw­szym poja­wia się zagad­nie­nie wyko­rzy­sta­nia Nie­miec jako przy­czółka do pro­wa­dze­nia poli­tyki prze­ciwko ZSRR. Uspo­ka­jali jed­nak, że Ber­lin nie pod­jął jesz­cze kro­ków, które świad­czyły by o szyb­kiej zmia­nie dotych­cza­so­wej poli­tyki w sto­sunku do Moskwy. Zastrze­gali jed­nak, że obecna sytu­acja mię­dzynarodowa nie­sie ze sobą moż­li­wość takiej reorien­ta­cji, w efek­cie któ­rej Niemcy "z bariery prze­kształ­ci­łyby się w przy­czó­łek do pro­wa­dze­nia aktyw­nej poli­tyki prze­ciwko ZSRR ze strony kapi­ta­li­stycz­nego Zachodu". Wiele miej­sca poświę­cili Pol­sce, twier­dząc, że naj­bar­dziej palącą kwe­stią jej poli­tyki zagra­nicz­nej było uczest­nic­two w trak­ta­cie gwa­ran­cyj­nym i zabez­pie­cze­nie gra­nicy zachod­niej. Prze­wi­dy­wali, że w naj­bliż­szej przy­szło­ści War­szawa nie będzie pro­wa­dzić agre­syw­nej poli­tyki w sto­sunku do Moskwy, ponie­waż kry­zys gospo­dar­czy nie pozwoli jej na zaostrze­nie poli­tyki w jakim­kol­wiek kie­runku i unie­moż­li­wia pro­wa­dze­nie jakiej­kol­wiek wojny. Poza tym główna uwaga Pola­ków w 1925 roku sku­piona jest na pro­blemie gra­nicy zachod­niej i Gdań­ska. Z tego powodu War­szawa na razie pozo­sta­nie wierna orien­ta­cji pro­fran­cu­skiej i w związku z moż­li­wo­ścią zbli­że­nia Paryża i Moskwy zmniej­szy się jej agre­syw­ność w sto­sunku do Sowie­tów. We wnio­skach do raportu ana­li­tycy Razwie­du­pru stwier­dzili:

"[...] w obec­nym cza­sie ten­den­cje nie­ko­rzystne dla ZSRR roz­wi­jają się szyb­ciej niż korzystne i kon­se­kwent­nie prze­wa­żają nad tymi pierw­szymi. Taki roz­wój tych nie­ko­rzyst­nych ten­den­cji naj­praw­do­po­dob­niej będzie miał miej­sce do czasu nowej wiel­kiej wojny impe­ria­li­stycz­nej kapi­ta­li­stycz­nego Zachodu prze­ciwko sowiec­kiej repu­blice. W związku z tym zagro­że­nie wojenne ZSRR ze strony kapi­ta­li­stycz­nego Zachodu będzie się coraz bar­dziej zwięk­szało.

Jed­na­ko­woż eko­no­miczne, poli­tyczne i woj­skowe poło­że­nie wszyst­kich naszych zachod­nich sąsia­dów, za wyłą­cze­niem Łotwy i czę­ściowo Fin­lan­dii, w obec­nym cza­sie powo­duje, że akcja zbrojna prze­ciwko ZSRR w roku 1925 byłaby brze­mienna cięż­kimi kon­se­kwen­cjami dla nich i dla­tego w roku bie­żą­cym jest ona wyklu­czona"115.

Sowiety, wzma­ga­jąc naci­ski, chciały po pro­stu wię­cej ugrać w rela­cjach z Niem­cami. Dla­tego Czi­cze­rin w prze­mó­wie­niu wygło­szo­nym 14 maja 1925 roku na III Zjeź­dzie Sowie­tów nazwał poli­tykę Ber­lina w sto­sunku do Moskwy "płynną i nie­ja­sną". Twier­dził, że nie­miecki rząd z jed­nej strony nad­zwy­czaj dobit­nie arty­ku­łuje swoją nie­chęć do zmiany obec­nych przy­ja­znych rela­cji ze Związ­kiem Sowiec­kim, z dru­giej jed­nak strony, jeśli zawrze pakt gwa­ran­cyjny z mocar­stwami zachod­nimi i wstąpi do Ligi Naro­dów, to nie­za­leż­nie od swo­ich życzeń siłą rze­czy znaj­dzie się w takiej sytu­acji, która unie­moż­liwi mu kon­ty­nu­owa­nie tej poli­tyki. Komi­sarz dodał rów­nież, że wiele zale­żeć będzie od dal­szego roz­woju dwu­stron­nych sto­sun­ków eko­no­micz­nych i od tego, czy uda się poro­zu­mieć w spra­wie trak­tatu han­dlo­wego, który jest wła­śnie nego­cjo­wany w Moskwie116.

Stre­se­mann odpo­wie­dział Czi­cze­ri­nowi w prze­mó­wie­niu wygło­szo­nym cztery dni póź­niej na forum Reich­stagu. Stwier­dził, że Niemcy ze względu na swoje cen­tralne poło­że­nie w Euro­pie bar­dziej zain­te­re­so­wane są sytu­acją na Wscho­dzie ani­żeli mocar­stwa zachod­nie. Punkt cięż­ko­ści ich poli­tyki sta­nowi sowiecka Rosja, która "w nie­miec­kich rela­cjach ze Wscho­dem zawsze winna odgry­wać rolę decy­du­ją­cego czyn­nika". W obec­nej kon­ste­la­cji mię­dzy­na­ro­do­wej nie ist­nieją przy­czyny, które mogłyby dopro­wa­dzić do poważ­nego kon­fliktu pomię­dzy Rze­szą a ZSRR. Mini­ster powie­dział, że nie wątpi, iż dla sowiec­kiego rządu staną się jasne uwa­run­ko­wa­nia obec­nej sytu­acji, "na którą skła­dają się zasad­ni­cze kwe­stie poli­tyczne, jakie Niemcy muszą ure­gu­lo­wać z innymi pań­stwami". Zade­kla­ro­wał, że Ber­lin będzie pro­wa­dził poli­tykę rów­no­wa­że­nia swo­ich inte­re­sów na Wscho­dzie i na Zacho­dzie, przy czym to dąże­nie do rów­no­wagi nie będzie miało nega­tyw­nego wpływu na roz­wój sto­sun­ków nie­miecko-sowiec­kich. W kwe­stii rela­cji han­dlo­wych zauwa­żył, że pro­ble­mem jest róż­nica ustro­jów gospo­dar­czych, dzie­ląca oba pań­stwa117.

Stre­se­mann sta­rał się roz­wie­wać wąt­pli­wo­ści Sowie­tów rów­nież drogą dyplo­ma­tyczną. W szy­fro­gra­mie dla nie­miec­kiej amba­sady w Moskwie z 23 maja 1925 roku pole­cił odczy­tać Czi­cze­ri­nowi lub Litwi­no­wowi oświad­cze­nie, w któ­rym odniósł się do ostat­nich wystą­pień sowiec­kich ofi­cjeli na temat sto­sun­ków dwu­stron­nych i zawarł suge­stię, ażeby spraw trud­nych nie wycią­gać na świa­tło dzienne i kon­ty­nu­ować dia­log poli­tyczny, zacho­wu­jąc ści­słą pouf­ność. Przy tej oka­zji wyra­ził opi­nię, że nie uważa, iż w sto­sun­kach nie­miecko-sowiec­kich panuje nie­ja­sność i płyn­ność, ponie­waż strona nie­miecka kon­se­kwent­nie reali­zuje linię Rapallo. Wyra­ził rów­nież żal, że prze­mó­wie­nie Czi­cze­rina było pierw­szą reak­cją na nie­miec­kie memo­randa prze­ka­zane stro­nie sowiec­kiej118.

Pod koniec maja 1925 roku Her­bert von Dirk­sen, jeden z dyrek­to­rów w Depar­ta­men­cie IV AA (Europa Wschod­nia i Skan­dy­na­wia), i Frie­drich Gaus, dyrek­tor Depar­ta­mentu V (Praw­nego), przy­go­to­wali notatkę na temat kon­ty­nu­acji nie­miecko-sowiec­kich roz­mów poli­tycz­nych119. Zwró­cili przede wszyst­kim uwagę na fakt, że "Niemcy ni­gdy nie mogą zre­zy­gno­wać z inten­syw­nej poli­tyki wschod­niej, w pierw­szej kolej­no­ści ze względu na swoje geo­gra­ficzne poło­że­nie, a w dru­giej z uwagi na fakt, że trak­tat wer­sal­ski w prze­wi­dy­wal­nym okre­sie będzie krę­po­wał je w odnie­sie­niu do mocarstw zachod­nich"120. Z tego powodu Ber­lin nie może "opto­wać" ani za Zacho­dem, ani za Wscho­dem, wsku­tek czego pozo­staje mu "balan­so­wa­nie" (Aus­ba­lan­zie­rung der poli­ti­schen Fak­to­ren). Auto­rzy eks­per­tyzy uznali, że sto­sunki dwu­stronne potrze­bują nowej for­mal­nej pod­stawy, gdyż trak­tat z Rapallo nie odpo­wiada już obec­nym oko­licz­no­ściom. W tej sytu­acji zapro­po­no­wali, ażeby roz­wa­żyć ideę, aby oba pań­stwa zobo­wią­zały się "wza­jem­nie zapew­nić sobie ogólną neu­tral­ność w okre­sie wojny i pokoju". Byłoby to zgodne z duchem sowiec­kich pro­po­zy­cji z grud­nia 1924 roku. Tego rodzaju wza­jemne zobo­wią­za­nie nie mogłoby zostać ujęte w for­mie mię­dzy­pań­stwo­wego trak­tatu, gdyż zosta­łoby uznane za afront w sto­sunku do mocarstw zachod­nich. Trzeba zatem szu­kać innej formy, na przy­kład mogłoby ono zostać zawarte w pre­am­bule do nego­cjo­wa­nego wła­śnie trak­tatu han­dlo­wego. Von Dirk­sen i Gaus zapro­po­no­wali nawet jej treść; w ich mnie­ma­niu klu­czowe winny być trzy kwe­stie: obu­stronne zobo­wią­za­nie do nie­agre­sji, do neu­tral­no­ści w sze­ro­kim rozu­mie­niu (mili­tar­nym, poli­tycz­nym i gospo­dar­czym) i wza­jemne kon­sul­ta­cje w kwe­stiach poli­tycz­nych. Warto w tym miej­scu zauwa­żyć, że podobne unor­mo­wa­nia (poza klau­zulą o nie­agre­sji) stały się potem pod­stawą zawar­tego nie­cały rok póź­niej trak­tatu ber­liń­skiego (patrz niżej).

Krie­stin­skij prze­czy­tał Schu­ber­towi odpo­wiedź na nie­miec­kie memo­randa 2 czerwca 1925 roku. Sowieci prze­ko­ny­wali w niej, że wstą­pie­nie Nie­miec do Ligi Naro­dów będzie ozna­czać powtórne, tym razem jed­nak dobro­wolne, uzna­nie porządku wer­sal­skiego, co sta­nie się "zna­czą­cym kro­kiem na dro­dze do fak­tycz­nego anu­lo­wa­nia trak­tatu z Rapallo". Obec­nie Ber­lin, nie będąc człon­kiem Ligi, może samo­dziel­nie okre­ślać wła­sne sta­no­wi­sko w spra­wach mię­dzy­na­ro­do­wych, a po wej­ściu do niej, jeśli nawet uda się mu zło­żyć zastrze­że­nia wobec art. 16. i 17. paktu Ligi Naro­dów, będzie zmu­szony, uczest­ni­cząc w jej gre­miach, odno­sić się do wszel­kich jej przed­się­wzięć. Będąc jej człon­kiem będzie musiał uwzględ­niać ocze­ki­wa­nia mocarstw zachod­nich. Sowiecki rząd wyra­ził prze­ko­na­nie, że Liga będzie dążyć do zmiany dotych­cza­so­wych rela­cji mię­dzy Rze­szą a ZSRR. Ber­lin znaj­dzie się w szcze­gól­nie trud­nej sytu­acji, gdy Zwią­zek Sowiecki wej­dzie w kon­flikt z innym człon­kiem Ligi Naro­dów. Sowieci w nocie tej wprost wyra­żali wąt­pli­wość, czy Niemcy, będąc człon­kiem Rady, prze­ciw­sta­wią się jej decy­zjom. Uznali, że lepiej nie wstę­po­wać do Ligi, ani­żeli cią­gle prze­ciw­sta­wiać się zda­niu więk­szo­ści. Prze­ko­ny­wali rów­nież, że po akce­sji pozy­cja Nie­miec na are­nie mię­dzynarodowej będzie słab­sza. Krótko mówiąc, nie przy­jęli żad­nego z nie­miec­kich argu­men­tów121.

Schu­bert po wysłu­cha­niu memo­ran­dum podzię­ko­wał, że strona sowiecka tak otwar­cie i szcze­gó­łowo przed­sta­wiła swoje poglądy. Poin­for­mo­wał przy tym, że w ostat­nim okre­sie Ber­lin nie pro­wa­dził mery­to­rycz­nych roz­mów na temat człon­ko­stwa w Lidze, gdyż cały czas trwają kon­sul­ta­cje mię­dzy Fran­cją i Wielką Bry­ta­nią. Nie zgo­dził się rów­nież z zawar­tym w sowiec­kiej nocie opi­sem skut­ków człon­ko­stwa w Lidze, uzna­jąc je za "zbyt pesy­mi­styczne". Jego zda­niem nie­trafny był rów­nież argu­ment doty­czący osła­bie­nia Nie­miec, ponie­waż w wyniku poro­zu­mie­nia z mocar­stwami zachod­nimi doj­dzie do zakoń­cze­nia oku­pa­cji Nad­re­nii. Następ­nie oby­dwaj dyplo­maci prze­rzu­cali się zna­nymi wcze­śniej argu­mentami, nie docho­dząc do kon­sen­susu122.

Brock­dorff-Rant­zau szcze­gó­łowo prze­ana­li­zo­wał treść sowiec­kiego memo­ran­dum i zauwa­żył, że zawiera ono jeden nowy punkt, a mia­no­wi­cie nega­tywne sta­no­wi­sko Moskwy w przy­padku sku­tecz­nego wyne­go­cjo­wa­nia przez Niemcy zastrze­żeń w odnie­sie­niu do art. 16. Ligi. Jeśli zaś cho­dzi o stra­te­gię sto­sun­ków z Moskwą, to zasu­ge­ro­wał pod­pi­sa­nie "innego poro­zu­mie­nia ze Związ­kiem Sowiec­kim", które być może zła­go­dzi­łoby jej sta­no­wi­sko wobec człon­ko­stwa Ber­lina w Lidze Naro­dów. Przy­znał się przy tym do goto­wo­ści rewi­zji swo­jego dotych­cza­so­wego sta­no­wi­ska prze­ciw­nego trak­ta­to­wemu poro­zu­mie­niu poli­tycz­nemu zarówno ze Wscho­dem, jak i z Zacho­dem. Skoro bowiem Niemcy są na dro­dze do pod­pi­sa­nia umów z mocar­stwami zachod­nimi, to dla rato­wa­nia sto­sun­ków nie­miecko-sowiec­kich winni wejść w podobny układ z ZSRR123.

W sto­sun­kach nie­miecko-sowiec­kich dawał się odczuć wyraźny pat, ponie­waż żadna strona nie chciała ustą­pić ani o krok. Aby to zmie­nić, Ber­lin wystą­pił ofi­cjal­nie z pro­po­zy­cją dwu­stron­nego układu. Stre­se­mann przy­jął 13 czerwca 1925 roku, uda­ją­cego się do Marien­badu, wyraź­nie cho­rego Litwi­nowa124 i w trak­cie dłu­giej roz­mowy zapro­po­no­wał mu "zawar­cie poro­zu­mie­nia, które czy­ni­łoby jasnym, że w Lidze Naro­dów nie będziemy zamie­rzali pro­wa­dzić poli­tyki anty­ro­syj­skiej"125. Dodał, że jeśli obie strony uzgod­ni­łyby treść takiej umowy, to chyba można byłoby uznać sowiec­kie wąt­pli­wo­ści w sto­sunku do nie­miec­kiej poli­tyki za usu­nięte. Litwi­now odpo­wie­dział na to długą prze­mową, powta­rza­jąc więk­szość dosko­nale zna­nych argu­men­tów, poza jed­nym zupeł­nie nowym, a mia­no­wi­cie zauwa­żył, że pakt zachodni, który znaj­duje pełne zro­zu­mie­nie w Związku Sowiec­kim, wywo­łuje wiele nie­po­koju w innych kra­jach na Wscho­dzie. Przede wszyst­kim w Pol­sce, która, mając świa­do­mość, że mocar­stwa wer­sal­skie nie dają jej już bez­względ­nych gwa­ran­cji gra­nic, szuka dróg wyj­ścia z tej sytu­acji. Litwi­now nie wyklu­czył, że Pol­ska będzie pró­bo­wać wejść w bliż­szy kon­takt w tej spra­wie z ZSRR i w tym miej­scu wyraź­nie zasu­ge­ro­wał, że Moskwa nie odrzuci moż­li­wo­ści roz­mów z War­szawą, gdy uzna, że Niemcy zaczną pro­wa­dzić poli­tykę anty­so­wiecką. Dodał, że zbli­że­nia ze Związ­kiem Sowiec­kim może poszu­ki­wać także Fran­cja. Krótko mówiąc, ostrzegł Stre­se­manna przed moż­li­wo­ścią istot­nego zwrotu sowiec­kiej poli­tyki zagra­nicznej. Warto zauwa­żyć, że w ogóle nie odniósł się do pro­po­zy­cji zawar­cia poro­zu­mie­nia przed­sta­wio­nej na początku tej roz­mowy przez nie­miec­kiego mini­stra.

Tego samego dnia, tj. 13 czerwca 1925 roku, doszło do spo­tka­nia publi­cy­sty i dzia­ła­cza komu­ni­stycz­nego Karola Radka126 z sekre­ta­rzem stanu Schu­ber­tem. Obaj roz­mówcy prze­rzu­cali się przez więk­szą część tej roz­mowy bar­dzo dobrze zna­nymi i zgra­nymi argu­men­tami. Novum były ostrze­że­nia Radka, doty­czące moż­li­wo­ści poro­zu­mie­nia ZSRR z Fran­cją i Pol­ską127.

Niemcy nie wie­dzieli, czy powinni poważ­nie potrak­to­wać groźby doty­czące moż­li­wo­ści poro­zu­mie­nia Moskwy z War­szawą. Naj­bar­dziej przej­mo­wał się nimi Brock­dorff-Rant­zau, który w roz­mo­wie ze Stre­se­man­nem w Ber­li­nie 21 czerwca wyra­ził opi­nię, że "Rosja­nie są w sta­nie, ule­ga­jąc swo­jemu tem­pe­ra­men­towi, zawrzeć z Pol­ską poro­zu­mie­nie, w któ­rym zgo­dzą się na gwa­ran­cję pol­skich gra­nic"128. Nie­po­ko­jące wie­ści docho­dziły rów­nież z Moskwy, skąd chargé d'affa­ires nie­miec­kiej amba­sady Sieg­fried Hey dono­sił, że roz­mowy na temat paktu bez­pie­czeń­stwa i kry­zys w nie­miecko-pol­skich sto­sun­kach gospo­dar­czych spo­wo­do­wały, że zarówno po stro­nie sowiec­kiej, jak i pol­skiej, wzro­sła goto­wość do poro­zu­mie­nia, jak­kol­wiek Moskwa pozo­sta­wia ini­cja­tywę w tym wzglę­dzie War­sza­wie. Prze­ka­zał także infor­ma­cję, że przed kil­koma tygo­dniami Czi­cze­rin miał zapro­po­no­wać Pol­sce pakt o nie­agre­sji, ale spo­tkał się z odmową129. Nie­miecki poseł w War­sza­wie Ulrich Rau­scher zda­wał się jed­nak nie dostrze­gać nie­bez­pie­czeń­stwa zbli­że­nia pol­sko-sowiec­kiego, ponie­waż w rapor­cie z 30 czerwca pogło­ski na ten temat uznał za blef, gdyż jego zda­niem rze­czy­wi­ste róż­nice pomię­dzy tymi oby­dwoma pań­stwami są tak wiel­kie, że trwałe poli­tyczne zbli­że­nie mię­dzy nimi jest nie do pomy­śle­nia, przez co wysiłki podej­mo­wane przez oba rządy muszą speł­znąć na niczym130.

Jak widać, w poło­wie 1925 roku Sowieci w roz­mo­wach z Niem­cami po raz pierw­szy użyli karty pol­skiej. Powstała wyjąt­kowa sytu­acja, ponie­waż do tej pory ani Moskwa, ani Ber­lin nie pró­bo­wały grać w sto­sun­kach dwu­stron­nych zawar­ciem ewen­tu­al­nego układu z War­szawą. Każdy z part­ne­rów współ­pracy rapal­l­skiej wyklu­czał bowiem moż­li­wość jakie­go­kol­wiek poro­zu­mie­nia z Pol­ską, ponie­waż wspólna poli­tyka prze­ciwko niej sta­no­wiła naj­lep­sze spo­iwo dobrych rela­cji nie­miecko-sowiec­kich. Oczy­wi­ście w tym momen­cie Sowieci nie pod­jęli jesz­cze osta­tecz­nej decy­zji o ukła­dzie z Pol­ską, ponie­waż ani zawar­cie paktu zachod­niego, ani kwe­stia człon­ko­stwa Nie­miec w lidze Naro­dów nie były jesz­cze prze­są­dzone. Poro­zu­mie­nie Moskwy z War­szawą i Pary­żem zacznie nabie­rać real­nych kształ­tów dopiero w momen­cie sfi­na­li­zo­wa­nia przez Ber­lin roko­wań z Lon­dy­nem i Pary­żem. Nie­mniej Sowieci już wów­czas przy­go­to­wy­wali się na taką ewen­tu­al­ność, ponie­waż od kilku mie­sięcy pro­wa­dzili son­daże na temat ewen­tu­al­nego zawar­cia paktu o nie­agre­sji z Pol­ską (patrz niżej).

Tym­cza­sem w Ber­li­nie roz­wa­żano zapro­po­no­wa­nie Moskwie roz­po­czę­cie nego­cja­cji pre­am­buły, która mogłaby być wstę­pem do jed­nej z nego­cjo­wa­nych umów (np. trak­tatu han­dlo­wego lub jakie­goś poro­zu­mie­nia "pobocz­nego"), zgod­nie z majo­wymi pro­po­zy­cjami Gausa i von Bülowa. Nie­mieccy dyplo­maci oba­wiali się jed­nak, czy Moskwa, ziry­to­wana dłu­gim ocze­ki­wa­niem na odpo­wiedź na swoje pro­po­zy­cje, zechce w ogóle przy­stą­pić do roz­mów na ten temat. Poza tym nie wie­dzieli, w któ­rym dokład­nie momen­cie pre­am­buła taka mia­łaby zostać ogło­szona; jeśli sta­łoby się to za wcze­śnie, Niemcy mogłyby zostać oskar­żone przez mocar­stwa zachod­nie o spro­ku­ro­wa­nie dru­giego Rapallo131.

Pro­jekt pre­am­buły został przed­sta­wiony stro­nie sowiec­kiej 1 lipca 1925 roku przez Brock­dorff-Rant­zaua i von Dirk­sena, który jako jej współ­au­tor przy­był z Ber­lina, aby wes­przeć amba­sa­dora132. Pro­po­zy­cja, jaką przed­sta­wili Niemcy, nie zawie­rała jed­nak żad­nych kon­kret­nych zobo­wią­zań, a jedy­nie wolę roz­wi­ja­nia sto­sun­ków w duchu Rapallo oraz pewne wyja­śnie­nia doty­czące art. 16. paktu Ligi Naro­dów, a więc w istotny spo­sób róż­niła się od idei zawar­tych w memo­riale Gausa-Bülowa, który prze­wi­dy­wał, aby w poro­zu­mie­niu zna­la­zły się klau­zule: nie­agre­sji, neu­tral­no­ści i kon­sul­ta­cji133. Nie dziwi więc pierw­sza reak­cja Czi­cze­rina, który uznał, że pre­am­buła jest "słab­sza i mniej jasna", ani­żeli jego gru­dniowe pro­po­zy­cje, gdyż nie zawiera m.in. pro­po­no­wa­nej wcze­śniej przez Sowie­tów dekla­ra­cji neu­tral­no­ści134.

Komi­sarz 14 lipca 1925 roku przed­sta­wił w odpo­wie­dzi sowiecki pro­jekt pre­am­buły, który był zbli­żony do pro­po­zy­cji z grud­nia 1924 roku135. W ten spo­sób roz­po­częły się dłu­go­trwałe wie­lo­mie­sięczne nego­cja­cje pomię­dzy AA i LKSZ136. Naj­pierw, w lipcu i sierp­niu 1925 roku, tema­tem sporu była kon­cep­cja pre­am­buły. Niemcy chciały, żeby nie zawie­rała ona żad­nych poważ­nych poli­tycz­nych zobo­wią­zań, z kolei Sowieci bar­dzo sil­nie naci­skali wła­śnie na takie zapisy, a przede wszyst­kim na ogólną klau­zulę neu­tral­no­ści137. Stre­se­mann w pew­nym momen­cie doszedł nawet do wnio­sku, że sowiecka dyplo­ma­cja nie doce­nia mię­dzy­na­ro­do­wego poło­że­nia Nie­miec, a jej pro­po­zy­cje, mające na celu ści­słe poli­tyczne zwią­za­nie obu kra­jów, mogą kom­plet­nie skom­pro­mi­to­wać Niemcy w oczach mocarstw zachod­nich138. W ten spo­sób nie­miecko-sowiec­kie roz­mowy na temat poro­zu­mie­nia poli­tycz­nego zna­la­zły się w głę­bo­kim impa­sie, a sto­sunki pomię­dzy oby­dwoma pań­stwami - na kra­wę­dzi kry­zysu.

Na kilka dni przed roz­po­czę­ciem kon­fe­ren­cji w Locarno Czi­cze­rin w dro­dze na urlop zatrzy­mał się na kilka dni w Ber­li­nie, gdzie prze­pro­wa­dził dwie roz­mowy ze Stre­se­man­nem139. 30 wrze­śnia 1925 roku obaj poli­tycy naj­pierw prze­dys­ku­to­wali pro­blemy zwią­zane z zawar­ciem umowy han­dlo­wej, a potem nie­miecki mini­ster zapro­po­no­wał omó­wie­nie zagad­nień poli­tycz­nych140. Stre­se­mann zapew­nił komi­sa­rza, że pogło­ski o angiel­sko-nie­miec­kim soju­szu skie­ro­wa­nym prze­ciwko ZSRR są abso­lut­nie nie­praw­dziwe, ponie­waż ani Ber­lin, ani Lon­dyn nie mają naj­mniej­szego zamiaru wystę­po­wać prze­ciwko Moskwie gospo­dar­czo lub mili­tar­nie. Poin­for­mo­wał, że obec­nie w roko­wa­niach z mocar­stwami Ligi trwa walka o art. 16., która ma na celu unie­moż­li­wie­nie jakiej­kol­wiek próby uwi­kła­nia Nie­miec w dzia­ła­nia prze­ciwko Związ­kowi Sowiec­kiemu.

Czi­cze­rin w odpo­wie­dzi bar­dzo obszer­nie przed­sta­wił sta­no­wi­sko sowiec­kie. Naj­pierw wyznał, że nie rozu­mie poli­tyki nie­miec­kiej. W grud­niu ubie­głego roku nie­miecki amba­sa­dor zapro­po­no­wał współ­dzia­ła­nie Nie­miec i Związku Sowiec­kiego prze­ciwko Pol­sce i okre­ślił jego cel jako wtło­cze­nie Pol­ski w jej gra­nice etno­gra­ficzne. Słowa "wtło­cze­nie" nie dało się ina­czej rozu­mieć, jak współ­dzia­ła­nie mili­tarne, mające na celu roz­bi­cie Pol­ski. Komi­sarz stwier­dził, że uznał tę ini­cja­tywę rządu nie­mieckiego za na tyle ważną, iż natych­miast prze­ka­zał ją rzą­dowi sowiec­kiemu, który w odpo­wie­dzi wyszedł z gru­dnio­wymi pro­po­zy­cjami, mają­cymi na celu dopre­cy­zo­wa­nie rela­cji pomię­dzy Niem­cami i Rosją oraz wza­jemne zobo­wią­za­nie się do neu­tral­no­ści. I na koniec tego wątku pod­su­mo­wał, że Niemcy w grud­niu przed­sta­wiły ofertę doty­czącą Pol­ski, aby potem pomimo to w lutym popro­sić mocar­stwa zachod­nie, żeby zawarły z nimi pakt bez­pie­czeń­stwa.

Stre­se­mann był bar­dzo zasko­czony sło­wami Czi­cze­rina, albo­wiem nie miał wie­dzy o rze­ko­mej nie­miec­kiej pro­po­zy­cji soju­szu z ZSRR w celu podziału Pol­ski. Prze­rwał roz­mowę i zadzwo­nił do Schu­berta, pyta­jąc, czy jest mu coś wia­dome na temat tego rodzaju ini­cja­tyw. Sekre­tarz stanu zaprze­czył, ale wspo­mniał, że Kopp pytał Brock­dorff-Rant­zaua o sta­no­wi­sko w kwe­stii pol­skiej. Nie odrzu­cił rów­nież moż­li­wo­ści, że nie­miecki amba­sa­dor mógł stwier­dzić, że Pol­ska jest "zdolna do ist­nie­nia tylko w swo­ich tery­to­rial­nych gra­ni­cach", ale wyklu­czył moż­li­wość zło­że­nia pro­po­zy­cji anty­pol­skiego soju­szu. Mini­ster zadzwo­nił rów­nież do dyrek­tora Gausa w tej spra­wie, który uznał enun­cja­cje Czi­cze­rina za nie­praw­do­po­dobne. Po kon­sul­ta­cjach ze swo­imi współ­pra­cow­ni­kami Stre­se­mann powró­cił do roz­mowy z sowiec­kim komi­sa­rzem i zako­mu­ni­ko­wał mu, że rze­czy przed­sta­wiają się zupeł­nie ina­czej, albo­wiem to Kopp zapro­po­no­wał wymianę poglą­dów w kwe­stii pol­skiej. Na co Czi­cze­rin odpo­wie­dział starą śpiewką, że Kopp nie miał żad­nego prawa skła­dać tego rodzaju pro­po­zy­cji i że dziwi się, jak można przy­kła­dać tak wielką wagę do jego słów. Stre­se­mann odpa­ro­wał, że jest on prze­cież funk­cjo­na­riu­szem LKSZ i nie ulega wąt­pli­wo­ści, że to z jego ini­cja­tywy Niemcy dys­ku­to­wały na temat kwe­stii pol­skiej141.

Następ­nie obaj poli­tycy omó­wili pro­ble­ma­tykę zbli­ża­ją­cej się kon­fe­ren­cji w Locarno. I w tym przy­padku jedną z naj­waż­niej­szych oka­zała się kwe­stia pol­ska. Stre­se­mann zapew­nił Czi­cze­rina, że sys­tem trak­ta­tów arbi­tra­żo­wych w żaden spo­sób, nawet w pośredni, nie będzie ozna­czał uzna­nia przez Niemcy tery­to­rial­nego kształtu Pol­ski i kolejny raz sil­nie pod­kre­ślił, że Niemcy ni­gdy z wła­snej woli nie uznają pol­skich gra­nic.

Druga roz­mowa Czi­cze­rina ze Stre­se­man­nem odbyła się 2 paź­dzier­nika 1925 roku142. Na początku nie­miecki mini­ster poin­for­mo­wał, że przej­rzał akta doty­czące gru­dnio­wych pro­po­zy­cji i zacy­to­wał Czi­cze­ri­nowi notatkę Brock­dorff-Rant­zaua doty­czącą roz­mowy z Kop­pem. Na tej pod­sta­wie skon­sta­to­wał, że ini­cja­tywa roz­mów na temat kwe­stii pol­skiej bez wąt­pie­nia wyszła od strony sowiec­kiej. Komi­sarz deza­wu­ował pozy­cję Koppa i wska­zy­wał na jedną ze swo­ich roz­mów z nie­mieckim amba­sa­do­rem w Moskwie, który miał wyjść z tego rodzaju ofertą. Stre­se­mann poczuł się w obo­wiązku wyja­śnić, że kwe­stia rewi­zji pol­skiej gra­nicy wschod­niej to sprawa przy­szło­ści i pod­kre­ślił, że Niemcy nie mają zamiaru roz­wią­zać jej w spo­sób mili­tarny. Po dłuż­szej wymia­nie zdań komi­sarz mil­cząco uznał racje nie­mieckiego mini­stra. Po tych wyja­śnie­niach Stre­se­mann omó­wił pro­blemy zwią­zane z art. 16. paktu Ligi. Cha­rak­te­ry­styczne jest, że obaj poli­tycy nie poru­szyli kwe­stii pre­am­buły ani innej formy ewen­tu­al­nego dwu­stron­nego poro­zu­mie­nia. Naj­wy­raź­niej uznali, że przyj­dzie na to czas dopiero po roz­strzy­gnię­ciach, jakie zapadną w trak­cie kon­fe­ren­cji lokar­neń­skiej.

Spo­sób pro­wa­dze­nia tych roz­mów przez Czi­cze­rina nie mógł wpły­nąć pozy­tyw­nie na sto­sunki dwu­stronne. Sowiecki komi­sarz pró­bo­wał bowiem prze­chy­trzyć Stre­se­manna, wma­wia­jąc mu, że ini­cja­tywa mili­tar­nej roz­prawy z Pol­ską wyszła od strony nie­miec­kiej. Nie naj­lep­sze wra­że­nie robiły także wąt­pli­wo­ści sowiec­kie w sto­sunku do dobrej woli Ber­lina w nego­cja­cjach z mocar­stwami zachod­nimi. Pomimo to Stre­se­mann wyko­nał pewien gest w sto­sunku do Moskwy, gdyż wpły­nął na przy­spie­sze­nie i fina­li­za­cję roz­mów nad trak­ta­tem han­dlo­wym, tak że jesz­cze przed wyjaz­dem nie­miec­kiej dele­ga­cji do Locarno udało się nań uzy­skać zgodę rządu Rze­szy. W jego zamie­rze­niu trak­tat ten miał być rekom­pen­satą dla Sowie­tów za pod­pi­sa­nie przez Niemcy trak­tatu zachod­niego143.

Sowieci po zakoń­cze­niu wizyty Czi­cze­rina prze­ka­zali pol­skiemu posłowi w Ber­li­nie Kazi­mie­rzowi Olszow­skiemu klu­czową infor­ma­cję doty­czącą współ­pracy sowiecko-nie­miec­kiej w sto­sunku do Pol­ski. Otóż osoba mająca "bli­ską stycz­ność z Czi­cze­ri­nem" poin­for­mo­wała pol­skiego dyplo­matę, że komi­sarz w roz­mo­wie z nie­miec­kim mini­strem ostrzegł, że jeżeli nie­miecki rząd nie uwzględni sowiec­kich postu­la­tów lub zde­cy­duje się na zbli­że­nie z Wielką Bry­ta­nią, to Moskwa będzie szu­kać "innej orien­ta­cji poli­tycz­nej" i wypo­wie "Niem­com poro­zu­mie­nie w spra­wie wspól­nej akcji w Pol­sce". Warto przy­po­mnieć, że już na początku kwiet­nia 1925 roku Litwi­now ostrzegł Brock­dorff-Rant­zaua (zob. wyżej), że w przy­padku akce­sji Ber­lina do Ligi Naro­dów Zwią­zek Sowiecki nie będzie współ­dzia­łał z Niem­cami w dziele zmiany pol­skich gra­nic144. Wypo­wiedź współ­pra­cow­nika Czi­cze­rina trzeba zatem trak­to­wać jako poważny sygnał goto­wo­ści Moskwy do rewi­zji zasad współ­pracy rapal­l­skiej.

Kon­fe­ren­cja lokar­neń­ska odbyła się w dniach od 5 do 16 paź­dzier­nika 1925 roku. W jej trak­cie uzgod­niono tak zwany pakt reń­ski pomię­dzy Niem­cami, Bel­gią, Fran­cją, Wielką Bry­ta­nią i Wło­chami, pol­sko-fran­cu­ski trak­tat gwa­ran­cyjny oraz kilka kon­wen­cji arbi­tra­żo­wych (m.in. pol­sko-nie­miecką). W pak­cie reń­skim strony gwa­ran­to­wały sobie "indy­wi­du­al­nie i zbio­rowo [...] utrzy­ma­nie tery­to­rial­nego sta­tus quo, wyni­ka­ją­cego z gra­nic pomię­dzy Niem­cami a Bel­gią i mię­dzy Niem­cami a Fran­cją, oraz nie­ty­kal­ność rze­czo­nych gra­nic, tak jak są usta­lone trak­ta­tem poko­jo­wym pod­pi­sa­nym w Wer­salu"145 oraz zobo­wią­zały się "nie ucie­kać się [...] w żad­nym wypadku do wojny". Tego rodzaju zobo­wią­za­nia doty­czyły jedy­nie gra­nicy zachod­niej Rze­szy, nato­miast nie odno­siły się do jej gra­nicy wschod­niej. Pol­ska na otar­cie łez uzgod­niła w Locarno trak­tat gwa­ran­cyjny z Fran­cją, w któ­rym obie strony "postę­pu­jąc zgod­nie z arty­ku­łem 16. paktu Ligi Naro­dów, zobo­wią­zują się udzie­lić sobie nie­zwłocz­nie pomocy i popar­cia, o ile takiemu nie­do­trzy­ma­niu zobo­wią­za­nia towa­rzy­szyć będzie nie­spro­wo­ko­wane uży­cie siły zbroj­nej"146. To unor­mo­wa­nie ozna­czało jed­nak osła­bie­nie gwa­ran­cji prze­wi­dzia­nych w soju­szu z 1921 roku, ponie­waż uza­leż­niało fran­cu­ską pomoc dla Pol­ski od wypeł­nie­nia pro­ce­dur ligo­wych. Ponadto Pol­ska zawarła z Niem­cami trak­tat arbi­tra­żowy.

W kwe­stii art. 16. Ber­li­nowi udało się wyne­go­cjo­wać dołą­cze­nie do trak­tatu listu uczest­ni­ków kon­fe­ren­cji do dele­ga­cji Nie­miec, w któ­rym doko­nano nastę­pu­ją­cej wykładni tej normy: "zobo­wią­za­nia, wyni­ka­jące ze wspo­mnia­nego arty­kułu dla człon­ków Ligi Naro­dów, winny być rozu­miane w tym zna­cze­niu, że każde z państw, człon­ków Ligi, jest obo­wią­zane lojal­nie i sku­tecz­nie współ­pra­co­wać dla sprawy posza­no­wa­nia paktu i prze­ciw­sta­wie­nia się wszel­kiemu aktowi agre­sji, w mie­rze zasto­so­wa­nej do jego sytu­acji woj­sko­wej i liczą­cej się z jego poło­że­niem geo­gra­ficz­nym"147. Warto pod­kre­ślić, że jed­nym z sygna­ta­riu­szy tego listu był Alek­san­der Skrzyń­ski, co odbije się nega­tyw­nie w trak­cie pol­skiej ofen­sywy dyplo­ma­tycz­nej skie­ro­wa­nej prze­ciwko trak­ta­towi ber­liń­skiemu (patrz niżej).

Dyplo­ma­cja nie­miecka prze­bieg tej kon­fe­ren­cji uznała za suk­ces w kon­tek­ście sto­sun­ków nie­miecko-sowiec­kich. Von Dirk­sen, który brał udział w tych nego­cja­cjach, stwier­dził w liście do Brock­dorff-Rant­zaua z 22 paź­dzier­nika 1925 roku, że inter­pre­ta­cja art. 16. zawiera wszystko, czego życzyła sobie strona nie­miecka, uwal­nia­jąc ją od nie­chcia­nych kon­se­kwen­cji tego zobo­wią­za­nia. Wyra­ził przy tym prze­ko­na­nie, że jeśli Sowieci żywili poważne wąt­pli­wo­ści w sto­sunku do art. 16. i nie chcieli za ich pomocą jedy­nie sabo­to­wać roz­mów pomię­dzy Niem­cami a mocar­stwami zachod­nimi, to teraz będą musieli je uznać za nie­byłe148.

Na początku dru­giej połowy grud­nia 1925 roku powra­ca­jący z urlopu do Moskwy Czi­cze­rin znów zatrzy­mał się w Ber­li­nie, gdzie roz­ma­wiał ze Stre­se­man­nem. Nie­miecki mini­ster poin­for­mo­wał go o wyni­kach kon­fe­ren­cji w Locarno, zwra­ca­jąc uwagę na fakt, że w trak­cie nego­cja­cji udało mu się zre­ali­zo­wać obiet­nice poczy­nione stro­nie sowiec­kiej, przede wszyst­kim te, które doty­czyły art. 16. Ligi. Stre­se­mann w swo­jej notatce zapi­sał, że odniósł wra­że­nie, że Czi­cze­rina prze­stała drę­czyć "zmora kon­ty­nentu jed­no­czą­cego się prze­ciwko Rosji" oraz że opu­ściła go nie­uf­ność, jaką zade­mon­stro­wał pod­czas ostat­niej roz­mowy. Obaj poli­tycy roz­ma­wiali rów­nież o kon­ty­nu­acji roz­mów na temat poro­zu­mie­nia pomię­dzy oby­dwoma kra­jami149, ale nie doszli do wspól­nych usta­leń. Nego­cja­cje trak­tatu ber­liń­skiego roz­po­częły się dopiero w lutym przy­szłego roku.

Roz­dział 3. Czi­cze­rin pro­po­nuje Skrzyń­skiemu pakt

Roz­dział 3

Czi­cze­rin pro­po­nuje Skrzyń­skiemu pakt

Moskwa, pro­wa­dząc aktywny dia­log z Ber­li­nem, nie zapo­mniała o War­sza­wie. Po zawar­ciu trak­tatu w Rapallo Niemcy nie były zain­te­re­so­wane jakim­kol­wiek poro­zu­mie­niem poli­tycz­nym z Pol­ską, bo uwa­żały, że będzie ono szko­dzić reali­za­cji ich głów­nego stra­te­gicz­nego celu, jakim była rewi­zja gra­nicy wschod­niej. Zwią­zek Sowiecki pro­wa­dził inną poli­tykę, gdyż stale son­do­wał War­szawę, pro­po­nu­jąc jej róż­no­rodne geo­po­li­tyczne układy, co nie powinno dzi­wić, gdyż do roku 1924 znaj­do­wał się w izo­la­cji, nie mając nawią­za­nych sto­sun­ków dyplo­ma­tycz­nych z naj­waż­niej­szymi pań­stwami euro­pej­skimi. War­szawa rów­nież sta­rała się pro­wa­dzić aktywną poli­tykę w sto­sunku do Moskwy, ponie­waż wzmac­niało to jej pozy­cję w rela­cjach z mocar­stwami zachod­nimi. Dla­tego idea zawar­cia paktu o nie­agre­sji pomię­dzy Pol­ską a Związ­kiem Sowiec­kim po raz pierw­szy poja­wiła się w grud­niu 1922 roku pod­czas kon­fe­ren­cji moskiew­skiej, a więc jesz­cze w tym samym roku, w któ­rym ZSRR i nie­miecka Rze­sza poro­zu­miały się w Rapallo. Sowieci zwo­łali tę kon­fe­ren­cję, ażeby roz­ma­wiać z Pol­ską, Fin­lan­dią oraz pań­stwami bał­tyc­kimi na temat wspól­nych przed­się­wzięć roz­bro­je­nio­wych. Jed­nakże w jej trak­cie kraje sąsia­du­jące z ZSRR posta­wiły waru­nek, ażeby naj­pierw roz­ma­wiać na temat wie­lo­stron­nego paktu o nie­agre­sji. Sowieci mimo począt­ko­wych opo­rów zgo­dzili się na roz­mowy na temat pro­jektu zapro­po­no­wa­nego przez Pol­skę. Jak­kol­wiek wysiłki te w końcu speł­zły na niczym, to kon­fe­ren­cję moskiew­ską należy trak­to­wać jako począ­tek bar­dzo dłu­giej, bo trwa­ją­cej 10 lat, histo­rii roz­mów na temat dwu­stron­nego, pol­sko-sowiec­kiego poro­zu­mie­nia poli­tycz­nego150.

W kolej­nych latach Sowieci skła­dali czę­sto pro­po­zy­cje ukła­dów zgoła awan­tur­ni­czych. Pod koniec roku 1922 pro­po­no­wali podział stref wpły­wów w regio­nie bał­tyc­kim; Pol­sce miała przy­paść Litwa i Prusy Wschod­nie, a ZSRR - Łotwa i Esto­nia151. Nato­miast w sierp­niu 1923 roku Karol Radek, wów­czas jesz­cze czło­nek KC WKP(b) i główny zwo­len­nik prze­wrotu komu­ni­stycz­nego w Niem­czech, pro­po­no­wał pol­skiemu posłowi RP w Moskwie Roma­nowi Knol­lowi włą­cze­nie Prus Wschod­nich do Pol­ski, po tym jak w Niem­czech wybuch­nie rewo­lu­cja152. Tego rodzaju pro­po­zy­cje trudno było trak­to­wać poważ­nie, gdyż zapewne głów­nym ich moty­wem była pro­wo­ka­cja. Moskwie naj­praw­do­po­dob­niej cho­dziło o to, ażeby w przy­padku zgody Pol­ski na tego rodzaju awan­turę w odpo­wied­nim momen­cie wypu­ścić pogło­ski na ten temat, które skom­pro­mi­to­wa­łyby ją zarówno w oczach jej naj­waż­niej­szych part­ne­rów regio­nal­nych (przede wszyst­kim państw bał­tyc­kich), jak rów­nież mocarstw zachod­nich. Nota­bene na początku 1924 roku w pol­skiej pra­sie poja­wiły się spe­ku­la­cje, że Pol­ska ostrzy sobie zęby na Prusy Wschod­nie153.

Do poważ­nych roz­mów War­szawa i Moskwa przy­stą­piły już w trak­cie kon­fe­ren­cji lon­dyń­skiej (lipiec-sier­pień 1924 roku), w efek­cie któ­rej na agen­dzie poli­tyki euro­pej­skiej poja­wiła się kwe­stia człon­ko­stwa Nie­miec w Lidze Naro­dów i zbli­że­nia tego pań­stwa do mocarstw zachod­nich. Ta ten­den­cja była nie­ko­rzystna zarówno dla Pol­ski, jak i ZSRR. Ewen­tu­alna zmiana kursu nie­miec­kiej poli­tyki zagra­nicz­nej w kie­runku zachod­nim zagra­ża­łaby bowiem duchowi Rapallo, a Zwią­zek Sowiecki sta­wał przed groźbą utraty naj­waż­niej­szego kon­ty­nen­tal­nego part­nera. Z kolei dla Pol­ski wej­ście Nie­miec na zachod­nio­eu­ro­pej­skie salony ozna­czało osła­bie­nie współ­pracy z Fran­cją, a zatem sta­wiało pod zna­kiem zapy­ta­nia gwa­ran­cje wyni­ka­jące z soju­szu mili­tar­nego, łączą­cego War­szawę i Paryż, a w przy­szło­ści otwie­rało Ber­li­nowi drogę do poko­jo­wej rewi­zji gra­nicy wschod­niej. W tej sytu­acji roz­po­czę­cie poważ­nych roz­mów pomię­dzy Pola­kami i Sowie­tami sta­wało się konieczne i oczy­wi­ste.

Praw­do­po­dob­nie z pierw­szą ini­cja­tywą kon­taktu w tej spra­wie wyszła strona sowiecka154. 9 sierp­nia 1924 roku czło­nek kole­gium LKSZ, Kopp, w roz­mo­wie z chargé d'affa­ires pol­skiego posel­stwa w Moskwie Kazi­mie­rzem Wyszyń­skim zwró­cił się z pro­po­zy­cją "zli­kwi­do­wa­nia przy­krych incy­den­tów i przej­ścia do oma­wia­nia poważ­nych spraw", wska­zu­jąc "na celo­wość zasad­ni­czej narady poli­tycz­nej" w trak­cie "spo­tka­nia przed­sta­wi­cieli czyn­ni­ków decy­du­ją­cych w poli­tyce zagra­nicz­nej"155. Odpo­wie­dzią na impuls Koppa był list pol­skiego mini­stra spraw zagra­nicz­nych Alek­san­dra Skrzyń­skiego do sowiec­kiego komi­sa­rza Gie­or­gija Czi­cze­rina z 22 sierp­nia. Jak­kol­wiek jego głów­nym tema­tem była prośba o wyja­śnie­nie wąt­pli­wo­ści w spra­wie agrément dla nowego połpreda w War­sza­wie Pio­tra Woj­kowa, to w jego ostat­nim aka­pi­cie Skrzyń­ski zapew­nił, że myśl o ewen­tu­al­nym spo­tka­niu z Czi­cze­ri­nem spo­tkała się z jego "bar­dzo gorą­cem przy­ję­ciem" i wyra­ził nadzieję, że do ich oso­bi­stego spo­tka­nia doj­dzie późną jesie­nią156.

Sowieci potrak­to­wali list Skrzyń­skiego poważ­nie. Biuro Poli­tyczne na posie­dze­niu 28 sierp­nia 1924 roku pole­ciło LKSZ przy­go­to­wać notatkę na temat sto­sun­ków pol­sko-sowiec­kich, w któ­rej zna­la­złby się pro­gram mak­si­mum i pro­gram mini­mum na roz­mowy z Pol­ską157. Pod­czas kolej­nego spo­tka­nia Polit­biura 4 wrze­śnia zatwier­dzono pro­jekt odpo­wie­dzi Czi­cze­rina na list Skrzyń­skiego wraz z popraw­kami Sta­lina i Kamie­niewa158. Z tego zaś jed­no­znacz­nie wynika, że już wtedy Sta­lin wraz ze swo­imi naj­bliż­szymi współ­pra­cow­ni­kami wyzna­czał stra­te­gię i kon­tro­lo­wał pro­ces roz­mów z Pol­ską.

W liście z 4 wrze­śnia 1924 roku Czi­cze­rin zapew­nił Skrzyń­skiego, że spo­tka­nie na szczy­cie uważa za nad­zwy­czaj celowe, a ze względu na jego rangę powinno ono mieć miej­sce w Moskwie lub w War­sza­wie, a nie w jakimś dru­go­rzęd­nym mie­ście czy za gra­nicą. Zapro­po­no­wał, ażeby poprze­dzić je roz­mo­wami przy­go­to­waw­czymi. W dal­szej czę­ści listu obszer­nie wyja­śnił zagad­nie­nia zwią­zane z powo­ła­niem Woj­kowa na sta­no­wi­sko połpreda w War­sza­wie159. Skrzyń­ski 23 wrze­śnia 1924 roku prze­ka­zał Czi­cze­ri­nowi ustną odpo­wiedź na jego list poprzez Wyszyń­skiego, który w imie­niu mini­stra zade­kla­ro­wał, że pol­ski mini­ster podziela punkt widze­nia komi­sa­rza i że zamie­rza roz­po­cząć wstępną dys­ku­sję nad agendą wspól­nych roz­mów z nowym sowiec­kim połpre­dem Pio­trem Woj­ko­wem. Ten ostatni przy­był do War­szawy 2 listo­pada 1924 roku, ale według sowiec­kiego memo­ran­dum prze­ka­za­nego stro­nie pol­skiej w lutym 1925 roku - Skrzyń­ski mimo kilku spo­tkań nie roz­po­czął z nim roz­mów na temat agendy przy­szłego spo­tka­nia z ludo­wym komi­sa­rzem spraw zagra­nicz­nych. Dyplo­ma­cja sowiecka kilka mie­sięcy póź­niej winą za fia­sko tej ini­cja­tywy obar­czyła stronę pol­ską160.

Moskwa sta­rała się jed­nak wyko­ny­wać drobne gesty, mające świad­czyć o jej dobrej woli. Czi­cze­rin w wystą­pie­niu na sesji Cen­tral­nego Komi­tetu Wyko­naw­czego ZSRR, wygło­szo­nym 18 paź­dzier­nika 1924 roku w Moskwie, odniósł się rów­nież do spraw pol­skich. Uznał, że poprawa rela­cji pomię­dzy Moskwą a War­szawą zależy od tej ostat­niej. Jed­nak w dal­szej czę­ści zauwa­żył, że można ocze­ki­wać poprawy sto­sun­ków dwu­stron­nych. Dodał, że kwe­stie sporne będą roz­strzy­gane w roz­mo­wach połpreda Woj­kowa w War­sza­wie. Zauwa­żył rów­nież, że w przy­padku osią­gnię­cia poro­zu­mie­nia rząd pol­ski wiele zyska w dzie­dzi­nie han­dlo­wej, a sowiecki - w poli­tycz­nej161. Z tego prze­mó­wie­nia można wno­sić, że obie strony zmo­dy­fi­ko­wały nieco kon­cep­cję roz­mów i usta­liły, że na razie kwe­stie sporne oma­wiać będzie w War­sza­wie Woj­kow.

Mijał czas, a Polacy i Sowieci nie przy­stę­po­wali do kon­kret­nych roz­mów na tak zwane tematy trudne, a zamiast tego na­dal wza­jem­nie son­do­wali swoje zamie­rze­nia. Przy­kła­dem może być roz­mowa Hen­ryka Tenen­bauma, dyrek­tora depar­ta­mentu w Mini­ster­stwie Prze­my­słu i Han­dlu RP ze Ste­fa­nem Rajew­skim, przed­sta­wia­ją­cym się jako attaché pra­sowy sowiec­kiego przed­sta­wi­ciel­stwa w Niem­czech, która odbyła się w Ber­li­nie 12 grud­nia 1924 roku. W rze­czy­wi­sto­ści Rajew­ski był zastępcą szefa Oddziału Infor­ma­cji Dyplo­ma­tycz­nej LKSZ w Ber­li­nie, spe­cjal­nej komórki funk­cjo­nu­ją­cej na pogra­ni­czu dyplo­ma­cji i wywiadu. Jej zada­niem było moni­to­ro­wa­nie roz­woju sytu­acji w Pol­sce poprzez ana­lizę prasy pol­skiej i nie­miec­kiej, dzia­łal­ność wła­snej siatki wywia­dow­czej i pro­wa­dze­nie misji o cha­rak­te­rze poli­tycz­nym162.

Tenen­baum przy­je­chał do Ber­lina z pole­ce­nia mini­stra Skrzyń­skiego i poin­for­mo­wał, jak zapi­sał w swo­jej notatce Rajew­ski, że "powstała na Zacho­dzie ten­den­cja, mająca na celu stwo­rze­nie bloku anty­so­wiec­kiego, zmusi w naj­bliż­szej przy­szło­ści Pol­skę, aby jasno okre­śliła swoją poli­tykę w sto­sunku do Rosji. Pol­ska stoi przed alter­na­tywą albo przy­łą­czyć się do bloku anty­so­wiec­kiego, albo poro­zu­mieć się z nami [z ZSRR] i tym samym ustrzec się przed koniecz­no­ścią wspie­ra­nia poli­tyki two­rzą­cego się bloku". Następ­nie Tenen­baum zapew­nił Rajew­skiego, że wszyst­kie pol­skie ugru­po­wa­nia poli­tyczne, z Grab­skim i Skrzyń­skim na czele, uwa­żają za naj­bar­dziej korzystne zawar­cie umowy ze Związ­kiem Sowiec­kim, albo­wiem pozwoli ona na nor­malny roz­wój eko­no­miczny.

Wysłan­nik pol­skiego mini­stra spraw zagra­nicz­nych zapro­po­no­wał, aby taka "zasad­ni­cza umowa" gwa­ran­to­wała "wza­jemne uzna­nie ist­nie­ją­cych tery­to­riów pań­stwo­wych, obo­wią­zek rze­czy­wi­stego nie­mie­sza­nia się [w sprawy dru­giej strony], nie­uczest­ni­cze­nie w jakich­kol­wiek blo­kach, a także uni­ka­nie jakich­kol­wiek dzia­łań skie­ro­wa­nych prze­ciwko jed­nej z ukła­da­ją­cych się stron". Zapro­po­no­wał także zawar­cie kilku umów gospo­dar­czych, a w pierw­szej kolej­no­ści doty­czą­cej współ­pracy na kole­jach. Popro­sił rów­nież o prze­ka­za­nie sowiec­kiego punktu widze­nia na treść pol­sko-sowiec­kiego poro­zu­mie­nia. Rajew­ski w komen­ta­rzu załą­czo­nym do rela­cji z tego spo­tka­nia oce­nił, że ogól­nie rzecz bio­rąc, pro­po­zy­cja przed­sta­wiona przez Tenen­bauma "w pełni poważ­nie i pra­wi­dłowo oddaje nastroje panu­jące w Pol­sce". Zwró­cił uwagę, żeby cen­trala w Moskwie dokład­nie wyja­śniła, "jakie korzy­ści przy­nie­sie wyko­rzy­sta­nie ini­cja­tywy Pola­ków"163. Kopp odpo­wie­dział na ten szy­fro­gram 19 grud­nia, infor­mu­jąc w imie­niu LKSZ, że "zga­dzamy się na zapro­po­no­wane przez rząd pol­ski roz­mowy na sze­ro­kiej bazie poli­tycz­nej". Dodał, że jeśli Polacy for­mal­nie wystą­pią o spo­tka­nie Skrzyń­skiego z Czi­cze­ri­nem, to otrzy­mają pozy­tywną odpo­wiedź strony sowiec­kiej164. Nato­miast w liście do Woj­kowa z 19 stycz­nia 1925 roku Kopp zauwa­żył, że roz­mowa Tenen­bauma z Rajew­skim prze­ko­nała go, że Polacy "ujaw­nili życze­nie, aby poważ­nie poroz­ma­wiać z nami na tematy poli­tyczne i ure­gu­lo­wać kwe­stie pod­sta­wowe, a nie pod­rzędne"165.

A zatem można zało­żyć, że o ile ogólna ini­cja­tywa roz­mów wyszła od strony sowiec­kiej, to pro­po­zy­cja zawar­cia dwu­stron­nego poro­zu­mie­nia poli­tycz­nego - od strony pol­skiej166. Warto przy tej oka­zji zauwa­żyć, że dokład­nie w tym samym cza­sie Sowieci roz­ma­wiali z Niem­cami na temat "wtło­cze­nia Pol­ski w etno­gra­ficzne gra­nice" i w obu przy­pad­kach jed­nym z głów­nych roz­gry­wa­ją­cych był Wik­tor Kopp. Nie świad­czy to jed­nak o tym, że Moskwa chciała wyko­rzy­stać roz­mowy z War­szawą jedy­nie w celu wywie­ra­nia wpływu na Ber­lin, a więc że trak­to­wała je w spo­sób cał­ko­wi­cie instru­men­talny. Na tym bowiem eta­pie Sowieci wspo­mi­nali Niem­com o ogól­nym i nie­zo­bo­wią­zu­ją­cym son­dażu i zastrze­gali, że nie doszło do żad­nych roz­mów, a kartę pol­ską wycią­gnęli, jak poka­zuje nie­miecka kore­spon­den­cja dyplo­ma­tyczna, dopiero w czerwcu 1925 roku167. A zatem dyplo­ma­cja sowiecka na prze­ło­mie roku 1924 i 1925 grała jed­no­cze­śnie na dwóch for­te­pia­nach, pol­skim i nie­miec­kim, chcąc utrzy­mać jak naj­lep­sze sto­sunki z każ­dym z dwóch part­ne­rów. Oba­wiała się bowiem, że Niemcy zde­cy­dują się na reorien­ta­cję swo­jej poli­tyki zagra­nicz­nej, a wtedy z braku laku pozo­sta­nie im przy­naj­mniej poro­zu­mie­nie z War­szawą, które z punktu widze­nia bez­pie­czeń­stwa ZSRR mia­łoby zna­cze­nie fun­da­men­talne, bo neu­tralna Pol­ska odgry­wa­łaby rolę przed­mu­rza odgra­dza­ją­cego ZSRR od ewen­tu­al­nej wro­giej koali­cji Nie­miec z mocar­stwami zachod­nimi.

Bliż­sze decy­zje na temat wytycz­nych do roz­mów z Pol­ską Biuro Poli­tyczne uchwa­liło 18 grud­nia 1924 roku, posta­na­wia­jąc:

"a) Pole­cić LKSZ odpo­wie­dzieć Pol­sce zgodą na pro­wa­dze­nie roz­mów i wysła­nie do Pol­ski w tym celu przed­sta­wi­ciela LKSZ, nie wyklu­cza­jąc moż­li­wo­ści wyjazdu towa­rzy­sza Czi­cze­rina.

b) Zwró­cić się do LKSZ z wnio­skiem o wnie­sie­nie pod obrady Polit­biura bar­dziej kon­kret­nej pro­po­zy­cji tema­tyki roz­mów.

c) W trak­cie roz­mów nie rezy­gno­wać z zasady popra­wie­nia [prze­biegu] gra­nic pomię­dzy ZSRR a Pol­ską"168.

Na szcze­gólną uwagę zwraca ostatni punkt uchwały Polit­biura, ponie­waż wynika z niego, że sowiec­kie kie­row­nic­two nie wyklu­czało roz­mów z Pol­ską na temat gra­nic. Praw­do­po­dob­nie cho­dziło o wyar­ty­ku­ło­wane w sierp­niu 1924 roku przez Chri­stiana Rakow­skiego w Lon­dy­nie pre­ten­sje ZSRR do Gali­cji Wschod­niej. Należy zauwa­żyć, że kwe­stia gra­niczna nie była potem poru­szana w roz­mo­wach dwu­stron­nych, bo Sowieci zda­wali sobie sprawę, że posta­wie­nie jej dopro­wa­dzi­łoby do natych­mia­sto­wego fia­ska roz­mów z Pola­kami.

LKSZ zgod­nie z decy­zjami Biura Poli­tycz­nego skon­kre­ty­zo­wał swoje sta­no­wi­sko i posta­no­wił zapro­po­no­wać Pol­sce zawar­cie paktu o nie­agre­sji. Woj­kow 12 stycz­nia 1925 roku spo­tkał się z mini­strem Skrzyń­skim i w imie­niu swo­jego rządu przed­sta­wił pro­po­zy­cję zawar­cia poro­zu­mie­nia dwu­stron­nego, zobo­wią­zu­ją­cego oba pań­stwa do nie­agre­sji i nie­wstę­po­wa­nia do jakich­kol­wiek ugru­po­wań wro­gich wobec dru­giej strony. Zapo­wie­dział, że pro­po­zy­cję tę można uznać za roz­wią­za­nie kwe­stii wza­jem­nych sto­sun­ków. Sowiecki połpred, sta­ra­jąc się uszcze­gó­ło­wić swoją ofertę, powie­dział: "umowa ta nie mia­łaby formy dekla­ra­cji, a formę opra­co­wa­nia ogól­nej zasady w odnie­sie­niu do wszyst­kich kwe­stii koniecz­nych dla pod­ję­cia prak­tycz­nych decy­zji". Mini­ster Skrzyń­ski wyra­ził jed­nak wąt­pli­wość, czy nie byłoby wygod­niej roz­po­cząć od roz­wią­za­nia kon­kret­nych spraw, na przy­kład han­dlo­wych, a nie zaczy­nać od "ogól­nej zasady". Dodał jed­nak, że ma pełną świa­do­mość zna­cze­nia tej pro­po­zy­cji, ale chciałby ją wszech­stron­nie prze­my­śleć i dopiero wtedy wró­cić do roz­mowy z połpre­dem169.

Strona sowiecka w ten spo­sób odpo­wie­działa pozy­tyw­nie na pro­po­zy­cje Skrzyń­skiego przed­sta­wione w grud­niu za pośred­nic­twem Tenen­bauma, pole­ga­jące na ofer­cie zawar­cia "zasad­ni­czej umowy" pomię­dzy oby­dwoma pań­stwami. Uszcze­gó­ło­wiła jed­nak swoje sta­no­wi­sko i zapro­po­no­wała, aby jed­nym z jej ele­men­tów była klau­zula o nie­agre­sji170.

W War­sza­wie kil­ku­mie­sięczną odwilż w rela­cjach z Moskwą zaczęto trak­to­wać jako swego rodzaju prze­si­le­nie. W notatce Oddziału II Sztabu Gene­ral­nego przy­go­to­wa­nej na początku 1925 roku stwier­dzono nawet, że "obecną chwilę uwa­żać należy za prze­ło­mową w sto­sun­kach pol­sko-sowiec­kich". Świad­czyć o tym miały arty­kuły uka­zu­jące się w sowiec­kiej pra­sie, któ­rych myślą prze­wod­nią było wezwa­nie, aby oba pań­stwa połą­czyły "jak naj­bar­dziej trwałe, bli­skie i przy­ja­ciel­skie rela­cje". W doku­men­cie tym zauwa­żono, że jesz­cze przed pół rokiem nie­po­dobna było myśleć o arty­ku­łach o takiej tre­ści171.

Skrzyń­ski kon­ty­nu­ował roz­mowę z Woj­ko­wem na temat paktu o nie­agre­sji 28 stycz­nia 1925 roku i zapro­po­no­wał, by roz­ma­wiać na temat "poro­zu­mie­nia o nie­agre­sji nie z jedną Pol­ską, a z kil­koma kra­jami jed­no­cze­śnie", wyja­śnia­jąc, że cho­dzi mu o pań­stwa, które brały udział w kon­fe­ren­cji moskiew­skiej w grud­niu 1922 roku. Potem dodał, że dobrze byłoby dołą­czyć do tych państw rów­nież Rumu­nię. Woj­kow odpo­wie­dział, że nie ma peł­no­moc­nictw do roz­mów na temat paktu wie­lo­stron­nego. Skrzyń­ski zastrzegł jed­nak, że to tylko jego pro­po­zy­cja, któ­rej nie należy trak­to­wać jako warunku dla pro­wa­dze­nia dal­szych roz­mów, lecz jedy­nie jako jedną z poja­wia­ją­cych się moż­li­wo­ści172.

A zatem już w stycz­niu 1925 roku pol­ski rząd stop­niowo wyco­fy­wał się ze sta­no­wi­ska, jakie w grud­niu 1924 roku w Ber­li­nie Tenen­baum przed­sta­wił Rajew­skiemu. Naj­pierw pod zna­kiem zapy­ta­nia posta­wił ideę ogól­nego poro­zu­mie­nia poli­tycz­nego, a potem roz­mów dwu­stron­nych, wysu­wa­jąc zamiast tego postu­lat zawar­cia paktu wie­lo­stron­nego. Sytu­ację tę można inter­pre­to­wać tylko w jeden spo­sób, a mia­no­wi­cie taki, że War­szawa nie chciała w owym cza­sie ukła­dać się z Moskwą. Praw­do­po­dob­nie ocze­ki­wała na efekty roz­mów na temat paktu bez­pie­czeń­stwa pomię­dzy Niem­cami a mocar­stwami zachod­nimi, a jako główny cel sta­wiała sobie wzię­cie udziału na rów­nych pra­wach w przy­szłej kon­fe­ren­cji poświę­co­nej nego­cja­cji tej umowy. Zbyt szyb­kie poro­zu­mie­nie z Moskwą mogłoby osła­bić pozy­cję War­szawy w sto­sunku do Paryża i Lon­dynu, co z pew­no­ścią spo­wo­do­wa­łoby, że pol­ski rząd nie byłby w sta­nie bro­nić swo­ich inte­re­sów w trak­cie kon­fe­ren­cji.

Sowieci kon­te­sto­wali jed­nak pomysł paktu wie­lo­stron­nego, ponie­waż od lat robili wszystko, ażeby Pol­ska nie zajęła uprzy­wi­le­jo­wa­nej pozy­cji w regio­nie bał­tyc­kim. Zarzu­cali War­sza­wie - z cha­rak­te­ry­styczną dla sie­bie prze­sadą - dąże­nia hege­mo­niczne w sto­sunku do państw bał­tyc­kich. Dla­tego Kopp w stycz­niu 1925 roku prze­słał Woj­ko­wowi nastę­pu­jącą instruk­cję:

"Nie zaostrza­jąc nad­mier­nie sytu­acji powin­ni­ście wyja­śnić Pola­kom, że z całą szcze­ro­ścią gotowi jeste­śmy wyjść naprze­ciw ich życze­niu ure­gu­lo­wa­nia naszych sto­sun­ków wza­jem­nych i stwo­rze­nia moż­li­wie trwa­łego modus vivendi z Pol­ską, ale tylko pod warun­kiem, że poro­zu­mie­nie będzie mieć cha­rak­ter dwu­stronny, że uwzględ­nione zostaną inte­resy obu stron, a ustęp­stwa będą wza­jemne. [...] Roz­mowy powinny być roz­po­częte moż­li­wie szybko, by ewen­tu­al­nie móc je spo­wol­nić, aby­śmy wcze­śniej mogli poro­zu­mieć się z Niem­cami na bazie podob­nego dwu­stron­nego son­dażu. Po zawar­ciu przez nas poro­zu­mie­nia z Pol­ską Niemcy stracą jaki­kol­wiek bodziec dla przy­ję­cia naszych pro­po­zy­cji"173.

Instruk­cja ta ujaw­nia stra­te­gię sowiec­kiej poli­tyki trak­ta­to­wej reali­zo­wa­nej w naj­bliż­szych latach. Moskwa dążyła do zawar­cia poro­zu­mie­nia poli­tycz­nego zarówno z Ber­li­nem, jak i z War­szawą. Miała jed­nak świa­do­mość, że nie­moż­liwe jest jed­no­cze­sne sfi­na­li­zo­wa­nie umów z oby­dwoma sto­li­cami, więc z oczy­wi­stych wzglę­dów dała pierw­szeń­stwo trak­ta­towi z Niem­cami. Dopiero po jego zawar­ciu mogła zacząć na serio pro­wa­dzić roz­mowy z Pola­kami.

Czi­cze­rin, w trak­cie spo­tka­nia z pol­skim posłem w Moskwie Sta­ni­sła­wem Kętrzyń­skim 1 lutego 1925 roku, odniósł się do roz­mów Skrzyń­skiego z Woj­ko­wem. Powie­dział, że z nie­cier­pli­wo­ścią czeka na raporty połpreda z War­szawy, "aby dowie­dzieć się, czego wła­ści­wie chce Skrzyń­ski; nie jest dla mnie jasne, co ozna­cza pakt o nie­agre­sji, gdyż naj­bar­dziej poko­jowy trak­tat pomię­dzy nami ozna­cza, że wza­jem­nie zobo­wią­zu­jemy się nie napa­dać na sie­bie. Cał­kiem logiczna byłaby pro­po­zy­cja poro­zu­mie­nia o nie­uczest­ni­cze­niu w kom­bi­na­cjach skie­ro­wa­nych prze­ciwko dru­giej stro­nie lub o neu­tral­no­ści w przy­padku wojny z trze­cią stroną. Jest to logiczne i zro­zu­miałe, ale nie rozu­miem, jak można pod­pi­sać trak­tat, który składa się tylko z tego, że nie chcemy się wza­jem­nie ata­ko­wać. Prze­cież to jest pro­ste powtó­rze­nie tego, co było już [zapi­sane] w trak­ta­cie poko­jowym. [...] my cały czas liczymy się z per­spek­tywą tego wiel­kiego poro­zu­mie­nia we wszyst­kich kwe­stiach, o któ­rym na jesieni pisał do mnie Skrzyń­ski"174. Kętrzyń­ski odpo­wie­dział na to, że trzeba roz­po­cząć od spraw mniej­szych i iść krok po kroku do przodu.

Sowiecka dyplo­ma­cja na początku lutego 1925 roku wysłała do War­szawy jasny sygnał, że poro­zu­mie­nie pomię­dzy oby­dwoma pań­stwami musi mieć cha­rak­ter dwu­stronny i cało­ściowy. Jak wynika z wypo­wie­dzi Czi­cze­rina, nie powinno ogra­ni­czać się do samej klau­zuli o nie­agre­sji. Dla­tego Kopp w wysła­nej 6 lutego instruk­cji dla Woj­kowa pole­cił prze­ka­zać stro­nie pol­skiej, że rząd sowiecki uważa za konieczne "kon­ty­nu­ować roz­mowy na bazie wyzna­czo­nej w kore­spon­den­cji Skrzyń­ski-Czi­cze­rin i w roz­mo­wach Tenen­baum-Rajew­ski" i "ocze­kuje ze strony pol­skiego rządu pro­po­zy­cji w duchu pro­gramu, który roz­wi­jał Tenen­baum"175.

LKSZ znie­cier­pli­wiony bra­kiem kon­kret­nej odpo­wie­dzi strony pol­skiej prze­ka­zał 11 lutego 1925 roku posłowi Kętrzyń­skiemu obszerne memo­ran­dum, w któ­rym stresz­czono dotych­cza­sowy prze­bieg per­trak­ta­cji na temat umowy poli­tycz­nej i han­dlo­wej. Roz­mowy na tematy poli­tyczne podzie­lono na dwa etapy. Pierw­szy doty­czył pro­po­zy­cji Skrzyń­skiego, pod­ję­tej wsku­tek impulsu Koppa, pole­ga­ją­cej na orga­ni­za­cji kon­fe­ren­cji na szczy­cie z Czi­cze­ri­nem (sier­pień-gru­dzień 1924 roku), a drugi - zapo­cząt­ko­wa­nych w grud­niu przez Tenen­bauma kon­sul­ta­cji na temat "zasad­ni­czej umowy". LKSZ sta­nął na sta­no­wi­sku, że, jak­kol­wiek pol­ski MSZ nie spie­szy się z kon­kre­ty­za­cją roz­mów, to pro­po­zy­cje Tenen­bauma, zło­żone 12 grud­nia w Ber­li­nie, "mogą stać się poważną pod­stawą dla poro­zu­mie­nia pomię­dzy oby­dwoma stro­nami"176.

Skrzyń­ski spo­tkał się z Woj­ko­wem 13 lutego 1925 roku i tym razem przed­sta­wił bar­dziej kon­cy­lia­cyjne sta­no­wi­sko177. Stwier­dził, że chce nawią­za­nia z ZSRR takich sto­sun­ków, które, jeśli nie byłyby przy­ja­znymi, to co naj­mniej nor­mal­nymi w każ­dej dzie­dzi­nie. Zade­kla­ro­wał, że nie widzi niczego, co nie byłoby do przy­ję­cia w tym, co zapro­po­no­wał komi­sarz Czi­cze­rin w roz­mo­wie z posłem Kętrzyń­skim. Nie dostrzegł także prze­szkód, aby dwu­stronne poro­zu­mie­nie, zawie­ra­jące klau­zule o nie­agre­sji i o neu­tral­no­ści, zapi­sać na papie­rze. Dodał przy tym, że mogłoby ono zostać roz­sze­rzone na kraje bał­tyc­kie i na Rumu­nię. Powie­dział, że może wziąć na sie­bie sfor­mu­ło­wa­nie na piśmie oma­wia­nych unor­mo­wań. Na koniec spo­tka­nia pol­ski mini­ster, ści­ska­jąc rękę połpreda, miał go solen­nie zapew­nić: "Moje zamiary wcale nie zmie­niły się od mojego listu do Czi­cze­rina. Dopóki jestem odpo­wie­dzialny [za sprawy zagra­niczne] i spra­wuję swoją funk­cję, Pol­ska nie będzie narzę­dziem ataku w niczy­ich rękach"178.

Woj­kow, rela­cjo­nu­jąc tę roz­mowę, stwier­dził, że Skrzyń­ski "sta­rał się zama­ni­fe­sto­wać, że na poważ­nie i w naj­bar­dziej kon­kretny spo­sób życzy sobie ogól­nego poro­zu­mie­nia"179. Nie ulega wąt­pli­wo­ści, że pol­ski mini­ster pod­czas tej roz­mowy wyraź­nie zmo­dy­fi­ko­wał swoje sta­no­wi­sko, uzna­jąc za moż­liwe pod­pi­sa­nie ogól­nego poro­zu­mie­nia poli­tycz­nego, zawie­ra­ją­cego klau­zule o nie­agre­sji i o neu­tral­no­ści. Nie upie­rał się przy tym, aby uza­leż­nić jego zawar­cie od roz­sze­rze­nia go na pań­stwa bał­tyc­kie i Rumu­nię, jak­kol­wiek nie wyklu­czył takiej moż­li­wo­ści.

Sowiecki dyplo­mata tak tłu­ma­czył to nagłe zła­go­dze­nie pol­skiego sta­no­wi­ska: "Skrzyń­ski chce oczy­wi­ście ucze­pić się nas i dojść do poro­zu­mie­nia z nami, jeśli wyklu­czona zosta­nie jaka­kol­wiek moż­li­wość doga­da­nia się z Anglią i Fran­cją na temat gwa­ran­cji zachod­nich gra­nic"180. Woj­kow tego samego dnia, praw­do­po­dob­nie przed roz­mową ze Skrzyń­skim, wysłał do Moskwy krótki szy­fro­gram181 na temat inten­syw­nych kon­sul­ta­cji pol­skiego MSZ z Lon­dy­nem i Pary­żem. Infor­mo­wał, że pol­ski mini­ster czyni nad­zwy­czajne wysiłki, by zmu­sić Wielką Bry­ta­nię, aby włą­czyła kwe­stię zachod­niej gra­nicy Pol­ski do poro­zu­mie­nia gwa­ran­cyj­nego mocarstw zachod­nich z Niem­cami. Zauwa­żył, że Skrzyń­ski jest bar­dzo zde­ner­wo­wany, bo uważa tę sprawę za pra­wie prze­graną.

Dia­gnoza Woj­kowa zdaje się dobrze odda­wać inten­cje i moty­wa­cje pol­skiej dyplo­ma­cji, ponie­waż jej zain­te­re­so­wa­nie poro­zu­mie­niem z Moskwą nie­wąt­pli­wie było skut­kiem postę­pu­ją­cego zbli­że­nia mocarstw zachod­nich z Ber­li­nem. I dokład­nie w tym punk­cie oba pań­stwa, Pol­ska i Zwią­zek Sowiecki, podob­nie postrze­gały swój wła­sny inte­res. Roz­mowy na temat paktu bez­pie­czeń­stwa z jed­nej strony osła­biały sojusz pol­sko-fran­cu­ski, a z dru­giej nie­miecko-sowiecką współ­pracę stra­te­giczną, a zatem w natu­ralny spo­sób popy­chały ku sobie oba kraje. W naj­bliż­szych latach będzie można dostrzec swo­istą zależ­ność: im bli­żej Lon­dyn i Paryż współ­pra­co­wać będą z Ber­li­nem, tym lep­sze będą sto­sunki pomię­dzy Moskwą a War­szawą. Tę kon­ste­la­cję zmieni dopiero pol­sko-nie­miecka dekla­ra­cja o nie­sto­so­wa­niu prze­mocy z 26 stycz­nia 1934 roku.

Pol­ski MSZ 20 lutego 1925 roku odpo­wie­dział na memo­ran­dum LKSZ z 11 lutego182. Odno­to­wał pewną zbież­ność poglą­dów z Sowie­tami w odnie­sie­niu do początku roz­mów pomię­dzy oby­dwoma pań­stwami. Przy­zna­wał, że roz­po­częły się one z ini­cja­tywy Koppa, który zasu­ge­ro­wał zor­ga­ni­zo­wa­nie kon­fe­ren­cji pol­skiego mini­stra z sowiec­kim komi­sa­rzem, poświę­co­nej ure­gu­lo­wa­niu kwe­stii spor­nych. Wska­zał na róż­nicę zdań, powstałą w trak­cie pierw­szych kon­tak­tów son­da­żo­wych, doty­czącą spo­sobu przy­go­to­wa­nia spo­tka­nia na szczy­cie. Sowieci pro­po­no­wali orga­ni­za­cję kon­fe­ren­cji przy­go­to­waw­czej, nato­miast Polacy uwa­żali, że warunki tego spo­tka­nia mogą zostać omó­wione w War­sza­wie przez połpreda i w Moskwie przez posła. Pol­skie sta­no­wi­sko w tej spra­wie zostało przed­sta­wione komi­sa­rzowi Czi­cze­ri­nowi 23 wrze­śnia 1924 roku przez Wyszyń­skiego i nie zostało przez niego odrzu­cone. Obec­nie roz­mowy pro­wa­dzone są w obu sto­li­cach i - jak gło­siło pol­skie memo­ran­dum - "posu­wają się naprzód". Pol­ski MSZ zwró­cił uwagę na fakt, że "osią­gnię­cie pro­jek­to­wa­nego poro­zu­mie­nia poli­tycz­nego, mają­cego za swój cel utrwa­le­nie pokoju w Euro­pie Wschod­niej, z natury rze­czy nie może być łatwem, wobec róż­nicy ustroju obu zain­te­re­so­wa­nych Państw oraz ist­nie­nia całego kom­pleksu zwią­za­nych z niem inte­re­sów, w tej licz­bie i roz­bież­nych"183. Z tego powodu nie powinno się przed­wcze­śnie stwier­dzać, że roko­wa­nia zostały dopro­wa­dzone do logicz­nego końca i prze­rwane.

W memo­ran­dum pod­kre­ślono rów­nież, że roz­mowa Tenen­bauma z Rajew­skim, mimo iż była prze­pro­wa­dzona za wie­dzą i pozwo­le­niem Skrzyń­skiego, miała jed­nak "cha­rak­ter pry­watny" i nie może być wią­żąca dla pol­skiego rządu. Pomimo to MSZ uważa ją "za poży­teczną" i zga­dza się zasad­ni­czo z poglą­dem wyra­żo­nym w sowiec­kim memo­ran­dum, że "naj­bar­dziej pożą­dane poro­zu­mie­nie pomię­dzy obu stro­nami powinno obej­mo­wać z jed­nej strony umowę poli­tyczną, skie­ro­waną ku utrwa­le­niu pokoju, pole­ga­jącą na posza­no­wa­niu i zagwa­ran­to­wa­niu inte­re­sów i bez­pie­czeń­stwa obu państw, z dru­giej zaś strony układ eko­no­miczny, mający na celu ure­gu­lo­wa­nie współ­ży­cia gospo­dar­czego obu kra­jów"184.

Wymiana memo­ran­dów potwier­dziła wolę obu rzą­dów dal­szego pro­wa­dze­nia roz­mów na temat poro­zu­mie­nia poli­tycz­nego. Jed­nak nie spo­sób nie zauwa­żyć, że to strona sowiecka bar­dziej naci­skała na reali­za­cję tego przed­się­wzię­cia ani­żeli pol­ska. Wydaje się jed­nak, że na tym eta­pie zarówno War­szawa, jak i Moskwa chciały przede wszyst­kim osią­gnąć pewne cele tak­tyczne zwią­zane z rela­cjami z mocar­stwami i nie były gotowe do zawar­cia "zasad­ni­czego" poro­zu­mie­nia.

Moskwa, chcąc zacho­wać ini­cja­tywę, na­dal wyko­rzy­sty­wała Ber­lin jako kanał son­da­żowy z War­szawą. W poło­wie lutego attaché pra­sowy przed­sta­wi­ciel­stwa ZSRR Ste­fan Rajew­ski popro­sił o spo­tka­nie radcę pol­skiego posel­stwa Mie­czy­sława Soko­łow­skiego. Sowiecki dyplo­mata oce­nił, że pro­po­zy­cje mini­stra Skrzyń­skiego doty­czące zawar­cia paktu wie­lo­stron­nego ozna­czają cał­ko­wite odrzu­ce­nie pro­po­zy­cji Moskwy i stwier­dził: "ten zwrot w poli­tyce pol­skiej nastą­pił zupeł­nie nie­spo­dzie­wa­nie i nie możemy zro­zu­mieć, czemu to należy przy­pi­sy­wać"185.

Skrzyń­ski usta­lił z Woj­ko­wem, że kolejny krok w uzgod­nie­niach doty­czą­cych poro­zu­mie­nia powi­nien zostać doko­nany pod­czas naj­bliż­szego spo­tka­nia posła Kętrzyń­skiego z komi­sa­rzem Czi­cze­ri­nem, które odbyło się 23 lutego 1925 roku186. Dzień wcze­śniej Woj­kow wysłał do LKSZ szy­fro­gram, w któ­rym poin­for­mo­wał, że Skrzyń­ski nie prze­ka­zał mu obie­ca­nego pro­jektu poro­zu­mie­nia187. Czi­cze­rin i Kętrzyń­ski naj­pierw dokład­nie omó­wili treść pol­skiego memo­ran­dum, a następ­nie pol­ski poseł przed­sta­wił "pozy­tywne" pro­po­zy­cje pol­skiego rządu. Stwier­dził, że pro­wa­dzi on poli­tykę poko­jową i w jej ramach pro­po­nuje rzą­dowi sowiec­kiemu "zagwa­ran­to­wa­nie tery­to­rial­nego sta­tus quo w Euro­pie Wschod­niej [...] mówiąc dokład­niej [...] gwa­ran­cje w odnie­sie­niu do gra­nicy z Pol­ską i pań­stwami bał­tyc­kimi"188. Prze­ko­ny­wał przy tym, że wiel­kie mocar­stwa sta­rają się nasta­wiać kraje bał­tyc­kie prze­ciwko ZSRR. Czi­cze­rin odpo­wie­dział na to wąt­pli­wo­ściami, zapy­tu­jąc, czy skoro tak trudno jest poro­zu­mieć się Pol­sce i ZSRR, to należy roz­sze­rzać roz­mowy na inne strony. Dał też wyraź­nie do zro­zu­mie­nia, że Moskwa nie potrze­buje pośred­ni­ków w kon­tak­tach z pań­stwami bał­tyc­kimi. Na koniec zaś jed­no­znacz­nie zade­kla­ro­wał, że sowiecki rząd nie widzi moż­li­wo­ści pro­wa­dze­nia roz­mów z Pol­ską na temat państw bał­tyc­kich.

Jak widać z tej roz­mowy, pol­ski MSZ kolejny raz zmie­nił swoje sta­no­wi­sko. Jesz­cze dzie­sięć dni temu Skrzyń­ski w roz­mo­wie z Woj­ko­wem wyda­wał się wyra­żać zgodę na zawar­cie dwu­stron­nego "zasad­ni­czego" poro­zu­mie­nia, zawie­ra­ją­cego zarówno klau­zulę o nie­agre­sji, jak rów­nież o neu­tral­no­ści. Tym­cza­sem teraz Kętrzyń­ski pro­po­no­wał układ, w któ­rym Sowieci daliby gwa­ran­cje odno­śnie do gra­nic Pol­ski i państw bał­tyc­kich. To z oczy­wi­stych wzglę­dów było nie do przy­ję­cia dla Moskwy, ponie­waż trak­ta­towe potwier­dze­nie przez ZSRR porządku tery­to­rial­nego w Euro­pie Wschod­niej dopro­wa­dzi­łoby do natych­mia­sto­wego zerwa­nia z Ber­li­nem. Ta kwe­stia była zresztą bar­dzo wyraź­nie pod­no­szona przez stronę nie­miecką w roz­mo­wach z Sowie­tami (patrz wyżej).

Motywy swo­istego lawi­ro­wa­nia Skrzyń­skiego w roz­mo­wach z Moskwą w pew­nej mie­rze tłu­ma­czy jego instruk­cja na temat stanu sto­sun­ków pol­sko-sowiec­kich z początku marca 1925 roku189. Mini­ster przy­po­mniał w niej, że zasad­ni­czym celem poli­tyki War­szawy jest zacho­wa­nie pokoju, a przede wszyst­kim zagwa­ran­to­wa­nie obec­nego sta­tus quo na całej zachod­niej gra­nicy ZSRR. Jed­na­ko­woż w poli­tyce Moskwy Skrzyń­ski odno­to­wał dwie sprzeczne ten­den­cje:

"Głów­nym celem postę­po­wa­nia Rządu Sowiec­kiego w oso­bie jego czyn­ni­ków bar­dziej aktyw­nych, w tej licz­bie sfer, zwią­za­nych z Mię­dzy­na­ro­dówką komu­ni­styczną, lewicy par­tyj­nej i woj­sko­wo­ści, jest w sto­sunku do Pol­ski i pozo­sta­łych państw gra­nicz­nych, dąże­nie do oba­le­nia sys­temu tery­to­rial­nego, na któ­rego zacho­wa­niu Pol­sce zależy, dla moty­wów bądź to mię­dzy­na­ro­dowo-rewo­lu­cyj­nych, jako dal­szy krok w roz­sze­rza­niu mię­dzy­na­ro­do­wego Związku Repu­blik Sowiec­kich, bądź to skry­cie lub otwar­cie nacjo­na­li­stycz­nych, jako zbie­ra­nie ziem rosyj­skich lub bia­ło­ru­skich i ukra­iń­skich. Jed­nak nie­mniej liczne czyn­niki bar­dziej pań­stwowe niż par­tyjne, w tej licz­bie sfery gospo­dar­cze oraz dyplo­ma­cja sowiecka dążą do jed­no­cze­snego zacho­wa­nia dzi­siej­szego układu sił wzdłuż zachod­niej gra­nicy w jego dotych­cza­so­wym nie dość skon­so­li­do­wa­nym sys­te­mie, jako pew­nego mini­mum gwa­ran­tu­ją­cego Rzą­dowi Sowiec­kiemu spo­kój od Zachodu i moż­ność skon­cen­tro­wa­nia sił do pracy wewnątrz kraju; sło­wem w prze­ci­wień­stwie do sił, budu­ją­cych pewien sys­tem aktywny i zaczepny sfery gospo­dar­cze i dyplo­ma­cja sowiecka sta­rają się pod­trzy­mać pozy­cje obronne"190.

Powyż­sze dwie ten­den­cje można - według mini­stra - odna­leźć rów­nież w poli­tyce Sowie­tów w sto­sunku do Pol­ski. Z jed­nej strony pro­wa­dzą oni dzia­ła­nia wywro­towe wśród mas robot­ni­czych i chłop­skich, a także mniej­szo­ści naro­do­wych zamiesz­ka­łych na Kre­sach. Z dru­giej jed­nak zależy im na tym, ażeby Pol­ska nie brała udziału w jakich­kol­wiek przed­się­wzię­ciach mocarstw zachod­nich wymie­rzo­nych prze­ciwko ZSRR. Skrzyń­ski był prze­ko­nany, że próby zre­wo­lu­cjo­ni­zo­wa­nia Pol­ski okażą się nie­sku­teczne, a obawy Sowie­tów przed wro­gimi dzia­ła­niami Zachodu sta­no­wić będą pre­tekst do wypra­co­wa­nia poro­zu­mie­nia pomię­dzy War­szawą a Moskwą. Wska­zał przy tym na zna­cze­nie kwe­stii nie­miec­kiej: "Nie­bez­pie­czeń­stwa, gro­żące w bli­skiej i dale­kiej przy­szło­ści Pań­stwu Pol­skiemu z Zachodu na sku­tek roz­ro­stu Nie­miec, i koniecz­ność skon­cen­tro­wa­nia nie­mal całej ener­gii Pań­stwa dla ich uchy­le­nia, stwa­rzają dla takiego modus vivendi realną war­tość poli­tyczną, nawet przy zacho­wa­niu zupeł­nej świa­do­mo­ści tym­cza­so­wo­ści jego pod­staw"191.

Skrzyń­ski pozy­tyw­nie oce­nił ostat­nie pół roku w rela­cjach pol­sko-sowiec­kich, ponie­waż oby­dwie strony doszły do wnio­sku że "poro­zu­mie­nie poli­tyczne mię­dzy niemi jest pożą­dane i moż­liwe do osią­gnię­cia". Jed­nak na jego dro­dze stoi róż­nica poglą­dów doty­cząca jego formy. Sowiety chcia­łyby bowiem zawrzeć pakty gwa­ran­cyjne z każ­dym z państw gra­ni­czą­cych z nimi na zacho­dzie z osobna. Dla Pol­ski nato­miast dwu­stronny pakt "nie przed­sta­wia war­to­ści, ponie­waż jest za mało praw­do­po­dobne, aby Rząd Sowiecki uznał za moż­liwe naru­sze­nie sys­temu tery­to­rial­nego swej gra­nicy zachod­niej w dro­dze bez­po­śred­niego pogwał­ce­nia gra­nicy pol­sko-związ­ko­wej. Nato­miast stro­nie pol­skiej zależy na wzmoc­nie­niu zabez­pie­cze­nia gra­nicy fiń­skiej, estoń­skiej, łotew­skiej i rumuń­skiej, gdyż stam­tąd wła­śnie może przyjść naj­ła­twiej atak sowiecki"192. Ta zasad­ni­cza roz­bież­ność utrud­nia i oddala moż­li­wość kom­pro­misu, ale zda­niem mini­stra nie czyni go cał­ko­wi­cie nie­moż­li­wym, gdyż u jego pod­staw są pewne wspólne inte­resy. Mini­ster pod­kre­ślił rów­nież, że w ciągu ostat­niego pół­ro­cza udało się wyeli­mi­no­wać przy­czyny wielu incy­den­tów, które do tej pory były chle­bem powsze­dnim w sto­sun­kach dwu­stron­nych.

Instruk­cja ta w dużej mie­rze wyja­śnia nie­kon­se­kwentną na pierw­szy rzut oka poli­tykę Skrzyń­skiego wobec Moskwy i pozwala zro­zu­mieć jej zmien­ność. Pol­ski mini­ster z jed­nej strony dążył do nor­ma­li­za­cji sto­sun­ków z ZSRR, gdyż była ona konieczna ze względu na coraz bar­dziej wro­gie rela­cje z Niem­cami. Z dru­giej strony jed­nak nie godził się na pod­pi­sa­nie dwu­stron­nego paktu gwa­ran­cyj­nego, ponie­waż był prze­ko­nany, że jeśli Sowiety zechcą zmie­nić tery­to­rialne sta­tus quo, to doko­nają tego nie na gra­nicy z Pol­ską, lecz z pań­stwami bał­tyc­kimi. Dla­tego war­tość dla niego miało tylko poro­zu­mie­nie wie­lo­stronne.

Odprę­że­nie w sto­sun­kach dwu­stron­nych napo­ty­kało jed­nak na poważne prze­szkody, zwią­zane z samą naturą sowiec­kiej poli­tyki zagra­nicz­nej. W notatce193 powsta­łej w MSZ na początku marca 1925 roku stwier­dzono, że "sto­sunki pol­sko-sowiec­kie ukła­dają się na ogół mniej pomyśl­nie, niżby się tego nale­żało spo­dzie­wać". Winą za to obar­czono przede wszyst­kim Moskwę, która nie wyko­ny­wała zapi­sów trak­tatu ryskiego i na­dal pro­wa­dziła dzia­łal­ność wywro­tową prze­ciwko Pol­sce. Skalę i skutki tej ostat­niej doku­ment MSZ opi­sy­wał tymi słowy:

"Wej­ście w sto­sunki z Rosją Sowiecką pozwo­liło Pol­sce na unik­nię­cie poważ­niej­szych kon­flik­tów z tem pań­stwem, uła­twiło jed­nak Sowie­tom, pod pozo­rem akcji ofi­cjal­nej, finan­so­wa­nie i popie­ra­nie akcji rewo­lu­cyj­nej w Pol­sce. Wszel­kiego rodzaju misje sowiec­kie, obok pracy, do któ­rej są powo­łane, nie­wąt­pli­wie pro­wa­dzą akcję pod­mi­no­wu­jącą ist­nie­nie demo­kra­cji, wyko­rzy­stu­jąc w tym celu nie­ty­kal­ność swo­ich loka­lów i komu­ni­ka­cji. Jest to sytu­acja nie tylko Pol­ski, ale i sze­regu innych kra­jów.

Mimo świa­do­mo­ści tej podwój­nej roli dyplo­ma­cji sowiec­kiej, będą­cej na usłu­gach i rządu i Mię­dzy­na­ro­dówki, Rząd Pol­ski celowo nie zwraca uwagi i pomija mil­cze­niem popie­ra­nie przez nią akcji destruk­cyj­nej, a to w celu stwo­rze­nia pod­stawy dla poro­zu­mie­nia się mię­dzy spo­łe­czeń­stwami sowiec­kim i pol­skim. Tak­tyka ta dała już pewien, zresztą skromny, rezul­tat. Nie­mniej przeto legalne kroki Rządu prze­ciw akcji destruk­cyj­nej, nawet bez związku z popie­ra­niem jej przez czyn­niki sowiec­kie, utrud­niają prze­bieg sto­sun­ków z Sowie­tami"194.

Nie powinno więc dzi­wić, że pomimo pew­nej zbież­no­ści inte­re­sów195 obie strony nie były w sta­nie uzgod­nić wstęp­nych pre­li­mi­na­riów poro­zu­mie­nia poli­tycz­nego. Jak­kol­wiek War­szawa i Moskwa nie uznały roz­mów za zakoń­czone, to powstała sytu­acja patowa, która trwała przez kilka następ­nych mie­sięcy. Sowieci pró­bo­wali ją prze­ła­mać w lipcu 1925 roku196, wyko­rzy­stu­jąc kon­takty pół­ofi­cjalne. Wra­ca­jący z Paryża do War­szawy Tenen­baum zatrzy­mał się 12 lipca w Ber­li­nie, a Rajew­ski, który dowie­dział się o tym, naj­wy­raź­niej przy­pad­kowo od Soko­łow­skiego, popro­sił o spo­tka­nie z Karo­lem Rad­kiem, który w owym cza­sie nale­żał do kie­row­nic­twa Komin­ternu. Radek zjadł z Tenen­baumem kola­cję w towa­rzy­stwie Rajew­skiego i Soko­łow­skiego, a następ­nego dnia obiad197. W trak­cie tych spo­tkań sowiecki rewo­lu­cjo­ni­sta, zastrze­ga­jąc, że wystę­puje jako osoba pry­watna, przed­sta­wił swoją ana­lizę poło­że­nia mię­dzy­na­ro­do­wego:

"Niemcy nie miały zamiaru zawar­cia takiego paktu [paktu bez­pie­czeń­stwa z mocar­stwami zachod­nimi - przyp. K.R.]; pro­po­zy­cja nie­miecka była wywo­łana chę­cią poróż­nie­nia Anglii i Fran­cji, czyli miała pier­wot­nie cha­rak­ter czy­sto tak­tyczny. Z chwilą gdy wyda­wało się praw­do­po­dob­nym, iż Anglia i Fran­cja dojdą do poro­zu­mie­nia w spra­wie zawar­cia paktu jed­no­stron­nego (bez udziału Nie­miec), co byłoby rów­no­znaczne z anglo-fran­cu­skim soju­szem prze­ciwko Niem­com, Rze­sza musiała uczy­nić coś, co by takiemu soju­szowi prze­szko­dziło. Dla­tego rząd nie­miecki chęt­nie przy­jął suge­stię angiel­ską i zło­żył pro­po­zy­cję zawar­cia paktu dwu­stron­nego, sądząc, że Fran­cja ni­gdy się na to nie zgo­dzi i że jedy­nym skut­kiem będzie poróż­nie­nie alian­tów.

Rząd nie­miecki zupeł­nie nie miał przy tym zamiaru poru­szać w jakiej­kol­wiek bądź for­mie sprawy swo­ich gra­nic wschod­nich; stało się to wyłącz­nie na sku­tek ini­cja­tywy Lon­dynu, który przez ową pla­cówkę ber­liń­ską poru­szył sprawę gra­nicy pol­sko-nie­mieckiej. Celem Anglii jest wzmoc­nie­nie Nie­miec i wcią­gnię­cie ich w orbitę swych wpły­wów dla zasza­cho­wa­nia Rosji Sowiec­kiej; po zabez­pie­cze­niu Fran­cji przy pomocy paktu będzie Anglia dążyła do uzbro­je­nia Nie­miec prze­ciwko Rosji; Pol­skę Anglia gotowa jest poświę­cić. [...]

Kwe­stia paktu prze­stała być dla Nie­miec sprawą czy­sto tak­tyczną na sku­tek nie­zmier­nie zręcz­nej, zda­niem pana R. [Radka], noty Brianda. Nota ta umoż­li­wia dal­sze roko­wa­nia i wciąga Niemcy mimo ich woli w realną pracę nad pak­tem. Szanse, iż pakt rze­czy­wi­ście doj­dzie do skutku, nie­za­wod­nie ist­nieją. Pan R. roz­ma­wiał z p. Schu­ber­tem i pytał się tego ostat­niego, czego Niemcy się spo­dzie­wają po pak­cie. Schu­bert odrzekł, iż cho­dzi mu o ewa­ku­ację Nad­re­nii, a to nie ze względu na "cier­pie­nia lud­no­ści", lecz odwrot­nie - z obawy, aby lud­no­ści tej pod pano­wa­niem alianc­kim nie było za dobrze. Nad­re­nia posiada stare sym­pa­tie do Fran­cji i gdyby oku­pa­cja się prze­dłu­żyła, ist­nia­łoby nie­bez­pie­czeń­stwo cał­ko­wi­tego roz­luź­nie­nia wię­zów mię­dzy tą pro­win­cją a resztą Rze­szy. Poza tym zawar­cie paktu gwa­ran­cyj­nego umoż­liwi przy­pływ nowych pie­nię­dzy z Ame­ryki; uzy­ska­nie nowych kre­dy­tów ame­ry­kań­skich oraz kon­so­li­da­cja sta­rych jest nie tylko koniecz­no­ścią gospo­dar­czą dla Nie­miec, wzrost zain­te­re­so­wa­nia kół finan­so­wych ame­ry­kań­skich w dobro­by­cie Rze­szy ma rów­nież wybitne zna­cze­nie poli­tyczne.

Sto­su­nek Rosji Sowiec­kiej do paktu nie­miecko-alianc­kiego jest cał­kiem jed­no­lity (wbrew pogło­skom) bez­względ­nie nega­tywny. Rozu­mie ona, iż cho­dzi tu o odcią­gnię­cie Nie­miec od Rosji i włą­cze­nie ich w grupę mocarstw anty­so­wiec­kich pod kie­row­nic­twem Anglii. Radek i Litwi­now oświad­czyli rzą­dowi nie­miec­kiemu, że pod­pi­sa­nie paktu przez Niemcy stoi w sprzecz­no­ści z duchem Rapallo i fak­tycz­nie unie­waż­nia tę ostat­nią umowę"198.

Radek omó­wił rów­nież sto­sunki sowiecko-nie­miec­kie, wyja­wia­jąc przy tym kilka naj­bar­dziej skry­wa­nych do tej pory tajem­nic:

"Bez­po­śred­nie gra­ni­cze­nie z Niem­cami nie leży by­naj­mniej w inte­re­sie Rosji, gdyż Niemcy mogą się stać narzę­dziem bloku kapi­ta­li­stycz­nego. W tutej­szym Auswärtiges Amt pró­bo­wano roz­ma­wiać z przed­sta­wi­cie­lami Rosji na temat roz­bioru Pol­ski, jed­na­ko­woż przed­sta­wi­ciele sowieccy zaj­mo­wali wobec tych roz­mów sta­no­wi­sko odmowne, co Auswärtiges Amt tło­ma­czyło sobie jako nie­uf­ność Rosji wzglę­dem Nie­miec oraz w ogóle jako nie­chęć do wej­ścia na drogę szcze­rych roz­mów.

"Times" zamie­ścił przed nie­daw­nym cza­sem arty­kuł wska­zu­jący na to, iż uzbro­je­nie Nie­miec jest koniecz­no­ścią. Uzbro­je­nie to jest potrzebne dla Anglii z jed­nej strony w tym celu, aby mieć moż­ność zagro­że­nia Rosji zbroj­nym wystą­pie­niem Nie­miec, zaś z dru­giej strony w tym celu, aby mieć moż­ność sza­cho­wać Fran­cję"199.

Rów­nie szczery był uczest­ni­czący w tych roz­mo­wach Rajew­ski, który twier­dził, że trak­tat z Rapallo jest "świst­kiem papieru" i nie zawiera żad­nych zobo­wią­zań doty­czą­cych wspól­nej poli­tyki Nie­miec i ZSRR w sto­sunku do Ligi Naro­dów. Wyja­wił, że Moskwa i Ber­lin usta­liły, iż nie zawrą z War­szawą ukła­dów han­dlo­wych, zanim nie powsta­nie trak­tat sowiecko-nie­miecki.

Radek zazna­czył rów­nież, że w reak­cji na roz­mowy Ber­lina z Lon­dy­nem i Pary­żem "[...] Rosja oświad­czyła Niem­com, że przy­stą­pie­nie Nie­miec do paktu bez­pie­czeń­stwa musi zmie­nić sto­su­nek Rosji do Nie­miec i że kon­se­kwen­cją będzie zbli­że­nie rosyj­sko-pol­skie"200. Na pod­sta­wie tych roz­wa­żań doszedł do klu­czo­wego wnio­sku doty­czą­cego sto­sun­ków pol­sko-sowiec­kich: "Pol­ska jest potrzebna Rosji jako wał ochronny"201. Pod­dał także myśl poro­zu­mie­nia pol­sko-sowiec­kiego, które skła­da­łoby się z trzech punk­tów: po pierw­sze, rezy­gna­cji przez Pol­skę ze świad­czeń pie­nięż­nych ze strony ZSRR, wyni­ka­ją­cych z trak­tatu ryskiego, po dru­gie, pol­sko-sowiec­kiego paktu o nie­agre­sji, który "by pozwo­lił Rosji prze­su­nąć swoje woj­ska na wschód, zaś umoż­li­wił Pol­sce skon­cen­tro­wa­nie swych sił w kie­runku zachodu"202 oraz po trze­cie, lega­li­za­cji par­tii komu­ni­stycz­nej w Pol­sce.

Tenen­baum, odno­sząc się do tych trzech punk­tów, stwier­dził, zazna­cza­jąc natu­ral­nie, iż jest osobą pry­watną, że trak­tat ryski winien pozo­stać nie­na­ru­szalny, a Pol­ska co naj­wy­żej może zgo­dzić się na uła­twie­nie spłaty wyni­ka­ją­cych zeń zobo­wią­zań, na przy­kład przez roz­ło­że­nie ich na wie­lo­let­nie nie­opro­cen­to­wane raty. Lega­li­za­cję par­tii komu­ni­stycz­nej uznał za rzecz mało ważną i w ogóle się do niej nie odniósł. W klu­czo­wej spra­wie poro­zu­mie­nia poli­tycz­nego zapro­po­no­wał zawar­cie dwóch ukła­dów. Po pierw­sze, "paktu o nie­in­ter­wen­cji" na wypa­dek zor­ga­ni­zo­wa­nia się anty­so­wiec­kiego bloku państw kapi­ta­li­stycz­nych, a po dru­gie, paktu o nie­agre­sji, do któ­rego przy­stą­pi­łyby Rumu­nia i pań­stwa bał­tyc­kie. Pod­kre­ślił, że zawar­cie tej dru­giej umowy warun­ko­wa­łoby pierw­szą.

Radek uznał, że Tenen­baum posta­wił sprawę "rozum­nie" i zapew­nił, że "rozu­mie obawę Pol­ski, iż Rosja może się zała­twić z Rumu­nią i pań­stwami nad­bał­tyc­kimi, aby się potem wziąć do Pol­ski, i że na tej pod­sta­wie można mówić, że za parę dni jedzie on do Moskwy i sprawę tę w tym sen­sie przed­stawi. Zazna­czył, że w inte­re­sie Rosji leży utrzy­ma­nie państw nad­bał­tyc­kich, dla­tego że w razie zatargu z Anglią [ta] by nie mogła blo­ko­wać por­tów łotew­skich i estoń­skich [...]. Co się tyczy Rumu­nii, Radek powie­dział, że dotych­czas Rosji odpo­wia­dał stan ani pokoju, ani wojny. Obec­nie jed­nak Rosja jest tak zaan­ga­żo­wana w Azji, że ure­gu­lo­wa­nie tej sprawy doj­rzewa. Jed­nak Rosja nie chcia­łaby sprze­da­wać Besa­ra­bii za tanio. Zro­bił dow­cip, że jeżeli ktoś daje duże napiwki, wywo­łuje posą­dze­nie, że albo pie­nią­dze ukradł, albo że jest w jakiejś opre­sji i przy­na­glony kło­po­tami chce pozy­skać przy­chyl­ność służby. Otóż Rosja nie jest w takiej sytu­acji wobec Rumu­nii. Rosja oba­wia się rów­nież, aby Anglicy nie zro­bili z Rumu­nii bazy mor­skiej na Morzu Czar­nym i prze­ciwko temu musie­liby się zabez­pie­czyć"203.

Radek przed­sta­wił warunki przy­szłych roz­mów pol­sko-sowiec­kich. Zapro­po­no­wał, aby ze strony Pol­ski pro­wa­dził je Sta­ni­sław Grab­ski, a z sowiec­kiej - Litwi­now. Przed­sta­wi­ciel­stwa w War­sza­wie i w Moskwie powinny usta­lić ich pro­gram, który jed­nak nie powi­nien zawie­rać zbyt wielu punk­tów, bo prze­szko­dzi to osią­gnię­ciu poro­zu­mie­nia. Roz­mowy winny się zacząć dopiero za kilka mie­sięcy, gdy osta­tecz­nie wyja­śni się sprawa pomię­dzy Niem­cami a Fran­cją i Wielką Bry­ta­nią. Samo zaś zawar­cie paktu powinno dojść do skutku po osta­tecz­nych decy­zjach w spra­wie paktu zachod­niego. Radek dodał rów­nież, że przed roz­po­czę­ciem ofi­cjal­nych roz­mów należy przy­go­to­wać prasę i opi­nię publiczną obu kra­jów. Jak­kol­wiek w Sowie­tach nie ist­nieje opi­nia publiczna w takim samym sen­sie jak w kra­jach kapi­ta­li­stycz­nych, to konieczne jest uzy­ska­nie dla poro­zu­mie­nia apro­baty apa­ratu bol­sze­wic­kiego.

W zapre­zen­to­wa­nej przez Radka oce­nie sytu­acji mię­dzy­na­ro­do­wej z pew­no­ścią można dostrzec wiele cel­nych spo­strze­żeń, jak­kol­wiek czę­sto jed­no­stron­nych i prze­sa­dzo­nych. Nie­miecka ini­cja­tywa zawar­cia paktu bez­pie­czeń­stwa słu­żyła nie tyle poróż­nie­niu Lon­dynu z Pary­żem, ile raczej wyko­rzy­sta­nia tego pierw­szego do wspar­cia nie­miec­kich inte­re­sów. Z dru­giej strony Niemcy winny dążyć do poro­zu­mie­nia z Fran­cją po to, aby zakoń­czyć oku­pa­cję Zagłę­bia Ruhry i roz­po­cząć ewa­ku­ację poszcze­gól­nych stref Nad­re­nii. Aby to prze­pro­wa­dzić, musiały grać na spe­cy­ficzną rów­no­wagę w trój­ką­cie Lon­dyn-Paryż-Ber­lin, a nie na kon­flikty pomię­dzy mocar­stwami zachod­nimi. Nie ule­gało oczy­wi­ście wąt­pli­wo­ści, że w tej kon­ste­la­cji rela­cje pomię­dzy Bry­tyj­czy­kami i Niem­cami były bliż­sze niż pomię­dzy Fran­cu­zami i Niem­cami, albo­wiem to Lon­dyn był ini­cja­to­rem całej tej gry. Z jego bowiem per­spek­tywy było oczy­wi­ste, że nie da się przy­wró­cić rów­no­wagi na kon­ty­nen­cie bez włą­cze­nia Ber­lina do kon­certu mocarstw euro­pej­skich. Prze­sadą jed­nak była opi­nia Radka, zgod­nie z którą Bry­tyj­czy­kom cho­dziło o two­rze­nie w opar­ciu o Niemcy soju­szu anty­so­wiec­kiego. Inten­cją Lon­dynu było raczej osła­bie­nie ducha Rapallo i prze­orien­to­wa­nie poli­tyki Ber­lina na bar­dziej pro­za­chod­nią. Zbyt alar­mi­styczne były rów­nież ostrze­że­nia Radka, suge­ru­jące, że Bry­tyj­czycy chcieli "poświę­cić" Pol­skę. Jed­nak gene­ral­nie rzecz bio­rąc, ana­liza Radka była racjo­nalna. Pakt bez­pie­czeń­stwa, pro­wa­dząc do zbli­że­nia Nie­miec z Fran­cją i Wielką Bry­ta­nią, rze­czy­wi­ście gro­ził inte­re­som ZSRR i Pol­ski w Euro­pie Wschod­niej. Stąd wła­ściwą odpo­wie­dzią nań winno być zbli­że­nie pomię-dzy Pol­ską i ZSRR. Dla Pol­ski szcze­gól­nie inte­re­su­jące było stwier­dze­nie Radka, że poprawa sto­sun­ków pol­sko-sowiec­kich będzie zwią­zana z odej­ściem od ducha Rapallo.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

W tej książce będę sto­so­wał nazew­nic­two zgod­nie z uzu­sem obo­wią­zu­ją­cym w Pol­sce w okre­sie mię­dzy­wo­jen­nym. Kon­se­kwent­nie będę posił­ko­wał się przy­miot­ni­kiem "sowiecki", a nie "radziecki" i korzy­stał z wyra­że­nia potocz­nego "Zwią­zek Sowiecki". Jedy­nym wyjąt­kiem będzie uży­cie skró­towca ZSRR, bo tak pań­stwo sowiec­kie było wów­czas nazy­wane ofi­cjal­nie; np. w pol­sko-sowiec­kim pak­cie o nie­agre­sji mówi się o "Związku Socja­li­stycz­nych Repu­blik Rad" (zob. Dz.U., nr 115, poz. 951). Idę zatem śla­dami Sta­ni­sława Gre­go­ro­wi­cza i Micha-ła Jerzego Zacha­riasa (zob. S. Gre­go­ro­wicz, M.J. Zacha­rias, Pol­ska-Zwią­zek Sowiecki. Sto­sunki poli­tyczne 1925-1939, War­szawa 1995, s. 9). [wróć]

Zob. Grze­gorz Łukom­ski, Nie­miecki "Zły sąsiad" z per­spek­tywy histo­rycz­nej. Rela­cje nie­miecko-rosyj­skie a Pol­ska 1914-1941, Łomianki 2019. [wróć]

Zob. Кантор Юлия, Волос Мариуш, Треугольник Москва-Варшава-Берлин. Очерки истории советско-польско-германских отношений в 1918-1939 гг, Санкт-Петербург 2011. [wróć]

Zob. Leon Gros­feld, Pol­skie aspekty sto­sun­ków nie­miecko-sowiec­kich w okre­sie mię­dzy­wo­jen­nym, War­szawa 1988. [wróć]

Zob. Олег Кен, Москва и пакт ненападения с Польшей (1930-1932), Санкт-Петербург 2003. [wróć]

Dla tema­tyki niniej­szej książki szcze­gólne znacz­nie mają trzy arty­kuły Olega Kena: "Alarm wojenny" wio­sną 1930 roku a sto­sunki sowiecko-pol­skie, "Stu­dia z dzie­jów Rosji i Europy Środ­kowo-Wschod­niej", t. XXXV, War­szawa 2000, s. 41-74; Sta­lin, Anto­now-Owsie­jenko i inni: sowiecka pro­po­zy­cja w spra­wie paktu o nie­agre­sji w 1930 roku, "Stu­dia z dzie­jów Rosji i Europy Środ­kowo-Wschod­niej", t. XXXVIII, War­szawa 2003, s. 25-51; Карл Радек и Бюро международной информации ЦК ВКП(б), 1932-1934 гг., "Cahiers du monde russe, soviétique and post-soviétique", t. 44 (2003), nr 1, s. 135-177. [wróć]

Zob. Оксана Бабенко, Польско-советские отношения в 1924-1928 гг. От противостояния к сотрудничеству, Москва 2007. [wróć]

Zob. Marian Leczyk, Poli­tyka II Rze­czy­po­spo­li­tej wobec ZSRR w latach 1925-1934. Stu­dium z histo­rii dyplo­ma­cji, War­szawa 1976. [wróć]

Zob. Woj­ciech Mater­ski, Pol­ska a ZSRR 1923-1924. Sto­sunki wza­jemne na tle sytu­acji poli­tycz­nej w Euro­pie, Wro­cław-War­szawa-Kra­ków-Gdańsk-Łódź 1981. [wróć]

Zob. Sta­ni­sław Gre­go­ro­wicz, Pol­sko-radziec­kie sto­sunki poli­tyczne w latach 1932-1935, Wro­cław-War­szawa-Kra­ków-Gdańsk-Łódź 1982. [wróć]

Zob. Andrzej Skrzy­pek, Kro­nika koeg­zy­sten­cji: zarys sto­sun­ków pol­sko-radziec­kich w latach 1921-1939, War­szawa 1982. [wróć]

Zob. Sta­ni­sław Gre­go­ro­wicz, Michał Jerzy Zacha­rias, Pol­ska-Zwią­zek Sowiecki. Sto­sunki poli­tyczne 1925-1939, War­szawa 1995. [wróć]

Zob. Woj­ciech Mater­ski, Na wide­cie. II Rzecz­po­spo­lita wobec Sowie­tów 1918-1943, War­szawa 2005. [wróć]

Zob. Mariusz Wołos, O Pił­sud­skim, Dmow­skim i zama­chu majo­wym. Dyplo­ma­cja sowiecka wobec Pol­ski w okre­sie kry­zysu poli­tycz­nego 1925-1926, Kra­ków 2013. [wróć]

Zob. Marian Woj­cie­chow­ski, Sto­sunki pol­sko-nie­miec­kie 1933-1938, Poznań 1965. [wróć]

Zob. Ralph Schat­t­kow­sky, Deutsch­land und Polen von 1918/19 bis 1925. Deutsch-polni­sche Bez­ie­hun­gen zwi­schen Ver­sa­il­les und Locarno, Frank­furt/M. 1994. [wróć]

Zob. Karl­he­inz Nic­lauss, Die Sow­je­tu­nion und Hitlers Mach­ter­gre­ifung. Eine Stu­die über die deutsch-rus­si­sche Bez­ie­hun­gen der Jahre 1929 bis 1935, Bonn 1966. [wróć]

Zob. Mar­tin Wals­dorff, Westo­rien­tie­rung und Ost­po­li­tik. Stre­se­manns Ru?landpolitik in der Locarno-Ära, Bre­men 1971. [wróć]

Zob. Tho­mas Wein­gart­ner, Sta­lin und der Aufstieg Hitlers. Die Deutsch­land­po­li­tik der Sow­je­tu­nion und der Kom­mu­ni­sti­schen Inter­na­tio­nale 1929-1934, Ber­lin 1970. [wróć]

Zob. Ernst Nolte, Der europäische Bürgerkrieg 1917-1945. Natio­nal­so­zia­li­smus und Bol­sche­wi­smus, Frank­furt/Main-Ber­lin 1989. [wróć]

Zob. Bog­dan Musial, Kamp­fplatz Deutsch­land. Sta­lins Kriegspläne gegen den Westen, Ber­lin 2008. [wróć]

Zob. tenże, Na Zachód po tru­pie Pol­ski, War­szawa 2009. [wróć]

Zob. Юлия Кантор, Заклятая дружба. Секретное сотрудничество СССР и Германии 20-30-х годов, Москва 2014. [wróć]

Zob. Сергей Случ, Германо-советские отношения в 1918-1941 годах: мотивы и последствия внешнеполитических решений (1), "Славяноведение" 1995, nr 6, s. 14-23; tenże, Германо-советские отношения в 1918-1941 годах: мотивы и последствия внешнеполитических решений (2) "Славяноведение" 1996, nr 3, s. 101-113 oraz tenże, Советско-германские отношения в 20-е - начале 30-х годов: внутри- и внешнеполитические детерминанты, "Stu­dia Sla­vica-Polo­nica" (К 90-летию И.И. Костюшко), Москва 2009, s. 152-176. [wróć]

Zob. Andrzej Skrzy­pek, Nie speł­niony sojusz? Sto­sunki sowiecko-nie­miec­kie 1917-1941, War­szawa 1992. [wróć]

Zob. Miro­sław Kłu­sek, Poli­tyka Gustawa Stre­se­manna wobec ZSRR w latach 1923-1929, Toruń 2007. [wróć]

Na szcze­gólną uwagę zasłu­gują nastę­pu­jące zbiory doku­men­tów: Лубянка. Сталин и ВЧК-ГПУ-ОГПУ-НКВД. Январь 1922 - декабрь 1936, А.Н. Яковлев (ред.), В.Н. Хаустов, В.П. Наумов, Н.С. Плотникова (сост.), Москва 2003; Материалы "Особой папки" Политбюро ЦК РКП(б) - ВКП(б) по вопросу советско-польских отношений 1923-1944 гг., И.И. Костюшко (ред.), Москва 1997; На приеме у Сталина. Тетради (журналы) записей лиц, принятых И.В. Сталиным (1924-1953 гг.), A.A. Чернобаев (научный редактор), Москва 2008; Политбюро ЦК РКП(б)-ВКП(б) и Европа. Решения "особой папки". 1923--1939, Г. Адибеков, А.Д. Бьяджо, Ф. Гори, Е. Дундович, К. Конти, Л. Кошелева, М. Наринский, С. Понс, Ли Роговая, А. Филитов, О. Хлевнюк (сост.), Москва 2001; Политбюро ЦК РКП(б)-ВКП(б) и Коминтерн: 1919-1943 гг., Г.М. Адибеков, Ж.Г. Адибекова, Л.А. Роговая, К.К. Шириня (сост.), Москва 2004; Письма И.В. Сталинак В.М. Молотову. 1925-1936 гг., Сборник документов, Кошелева Л., Лельчук В., Наумов В., Наумов О., Роговая Л., Хлевнюк О. (сост.), Москва 1996; Советское руководство. Переписка. 1928-1941 гг., А.В. Квашонкин, Л.П. Кошелева, Л.А. Роговая, О.В. Хлевнюк (сост.), Москва 1999; Сталинское Политбюро в 30-е годы. Сборник документов, О.В. Хлевнюк, А.В. Квашонкин, Л.П. Кошелева, Л.А Роговая (сост.), Москва 1995. [wróć]

Zob. Москва-Берлин: политика и дипломатия Кремля, 1920-1941, Г.Н. Севостьянов (отв. ред.), Москва 2011. [wróć]

Zob. Советско-польские отношения в 1918-1945 гг. Сборник документов в 4-х томах, М.М. Наринский, А.В. Мальгин (общ. ред.), Москва 2017. [wróć]

Zob. Deutsch­land und die Sow­je­tu­nion 1933-1941. Doku­mente aus rus­si­schen und deut­schen Archi­ven, Slutsch Ser­gej, Tischler Carola (hrsg.), Bd. 1: 30. Januar 1933-31. Dez­em­ber 1934. Teil­band 1: Januar 1933 - Okto­ber 1933, München 2014 oraz Deutsch­land und die Sow­je­tu­nion 1933-1941. Doku­mente aus rus­si­schen und deut­schen Archi­ven, Slutsch Ser­gej, Tischler Carola (hrsg.), Bd. 1: 30. Januar 1933 - 31. Dez­em­ber 1934. Teil­band 2: Novem­ber 1933 - Dez­em­ber 1934, München 2014. [wróć]

Zob. СССР-Германия. 1932-1941, С. В. Кудряшов (главный редактор), Москва 2019. [wróć]

Zob. Глазами разведки. СССР и Европа. 1919-1938 годы. Сборник документов из российских архивов, М. Уль, В. Хаустов, В. Захаров (ред.), Москва 2015. [wróć]

Zob. Prze­wrót majowy 1926 roku w oczach Kremla, Bog­dan Musiał (red.), Jan Szum­ski (współpr.), War­szawa 2009. [wróć]

Zob. Geneza paktu Hitler-Sta­lin. Fakty i pro­pa­ganda, Bog­dan Musiał, Jan Szum­ski (red.), War­szawa 2012. [wróć]

Zob. Sta­ni­sław Patek. Raporty i kore­spon­den­cja z Moskwy (1927-1932), Gmur­czyk-Wroń­ska Mał­go­rzata (wyd.), War­szawa 2010. [wróć]

Zob. Doku­menty do histo­rii sto­sun­ków pol­sko-sowiec­kich 1918-1945, redak­tor serii Mariusz Wołos (maszy­no­pis); t. 1 1918-1926, Jan Jacek Bru­ski, Mariusz Wołos (redak­torzy tomu); t. 2 1926-1932, Piotr Głusz­kow­ski (redak­tor tomu); t. 3 1932-1939, Marek Kor­nat (redak­tor tomu). [wróć]

Zob. Źró­dła do histo­rii powszech­nej okresu mię­dzy­wo­jen­nego. Tom pierw­szy: 1917-1926, Sta­ni­sław Sier­pow­ski (wyd.), Poznań 1989, s. 252-253. [wróć]

Trak­tat z Rapallo nie cie­szył się wiel­kim zain­te­re­so­wa­niem histo­ry­ków, wsku­tek czego oko­licz­no­ści jego zawar­cia nie są do końca wyja­śnione. Jedną z przy­czyn uspra­wie­dli­wia­ją­cych ten stan rze­czy jest brak peł­nej bazy źró­dło­wej spo­wo­do­wany świa­do­mym nisz­cze­niem doku­men­tów przez stronę nie­miecką lub ogra­ni­cze­niami dostępu do archi­wów rosyj­skich. W Niem­czech powstała jedna licząca się mono­gra­fia na ten temat autor­stwa Hor­sta Günthera Linke (zob. H.G. Linke, Deutsch-sow­je­ti­sche Bez­ie­hun­gen bis Rapallo, Köln 1970). Na pod­sta­wie nie­miec­kich źró­deł opi­sał on okres od zawar­cia trak­tatu brze­skiego (marzec 1918) do trak­tatu z Rapallo (kwie­cień 1922), który w jego uję­ciu stał się jedy­nie kre­sem nar­ra­cji, nie­za­słu­gu­ją­cym na miano wyda­rze­nia epo­ko­wego, które nadało sens nastę­pu­ją­cej po nim fazie współ­pracy nie­miecko-sowiec­kiej. W tej sytu­acji swoją war­tość na­dal zacho­wuje napi­sana w poło­wie lat 50. roz­prawa The­odora Schie­dera (zob. T. Schie­der, Die Pro­bleme des Rapallo-Ver­trags. Eine Stu­die über die deutsch-rus­si­schen Bez­ie­hun­gen 1922-1926, Wies­ba­den 1956), która, co oczy­wi­ste, zwraca uwagę nie ze względu na źró­dła, ale inter­pre­ta­cję rela­cji nie­miecko-sowiec­kich, doce­nia­jącą kwe­stię wpływu ide­olo­gii na poli­tykę zagra­niczną obu państw. Jeśli idzie o nie­miecko-sowiecką współ­pracę woj­skową, to na wyróż­nie­nie zasłu­guje mono­gra­fia Man­freda Zeidlera (zob. M. Zeidler, Reich­swehr und Rote Armee 1920-1933. Wege und Sta­tio­nen einer ungewöhlichen Zusam­me­nar­beit, München 1994). Z ostat­nich prac na ten temat trzeba odno­to­wać obszerny arty­kuł Ewy Fle­isch­hauer (zob. E.I. Fle­isch­hauer, Rathe­nau in Rapallo. Eine notwen­dige Kor­rek­tur des For­schungs­stan­des, "Vier­tel­jahr­she­fte für Zeit­ge­schichte" 3/2006, s. 365-415). W języku pol­skim nie docze­ka­li­śmy się mono­gra­fii, która pod­ję­łaby temat Rapallo. Jest to zro­zu­miałe, jeśli weź­miemy pod uwagę, że w okre­sie PRL kwe­stie współ­pracy sowiecko-nie­miec­kiej w okre­sie mię­dzy­wo­jen­nym miały raczej nie­cen­zu­ralny cha­rak­ter. Jerzy Kra­su­ski w swo­jej mono­gra­fii nt. sto­sun­ków pol­sko-nie­miec­kich potrak­to­wał ów trak­tat bar­dzo pobież­nie (zob. J. Kra­su­ski, Sto­sunki pol­sko-nie­miec­kie 1919-1932, Poznań 1975, s. 16), jak­kol­wiek wcze­śniej poświę­cił mu cały arty­kuł (zob. J. Kra­su­ski, Wpływ trak­tatu w Rapallo na sto­sunki pol­sko-nie­miec­kie, "Prze­gląd Zachodni", nr 3, 1961, s. 53-65). Ser­giusz Miku­licz w ostat­nim roz­dziale swo­jej na­dal war­to­ścio­wej książki dosyć szcze­gó­łowo opi­sał kon­tekst oraz prze­bieg nego­cja­cji w Genui i Rapallo opie­ra­jąc się na róż­no­rod­nych źró­dłach (głów­nie wspo­mnie­nio­wych), nie wcho­dząc oczy­wi­ście w roz­wa­ża­nia doty­czące współ­pracy nie­miecko-sowiec­kiej skie­ro­wa­nej prze­ciwko Pol­sce (zob. Ser­giusz Miku­licz, Od Genui do Rapallo, War­szawa 1966, s. 260-323). Temat ten nie był także spe­cjal­nie poru­szany w okre­sie III RP. Wró­cił do niego wspo­mniany wcze­śniej Jerzy Kra­su­ski w pod­roz­dziale swo­jej mono­gra­fii doty­czą­cej poli­tyki zagra­nicz­nej II RP (zob. J. Kra­su­ski, Tra­giczna nie­pod­le­głość Pol­ski 1918-1947, Toruń 2007, s. 74-76). Rapallo sto­sun­kowo obszer­nie opi­sał Woj­ciech Mater­ski w swo­jej pracy o sto­sun­kach pol­sko-sowiec­kich, acz­kol­wiek za nie­roz­strzy­gniętą uznał kwe­stię rze­ko­mych taj­nych załącz­ni­ków (pro­to­ko­łów) dołą­czo­nych do tego trak­tatu (zob. W. Mater­ski, Na wide­cie..., wyd. cyt., s. 157-168). W tej sytu­acji na­dal można pole­cić arty­kuł Jerzego Kuma­niec­kiego, znawcy pierw­szej fazy sto­sun­ków pol­sko-sowiec­kich (zob. J. Kuma­niecki, Pol­ski aspekt sto­sun­ków radziecko-nie­miec­kich w 1922 r., "Prze­gląd Histo­ryczny", t. LXXXI, 1990, zesz. 1-2, s. 139-150). Na uwagę zasłu­guje także arty­kuł Krzysz­tofa Fuda­leja (zob. K. Fuda­lej, Współ­praca Reich­swehry i Armii Czer­wo­nej przed 1933 rokiem - fakty a mity pol­skiej histo­rio­gra­fii, "Dzieje Naj­now­sze", R. 49, z. 1[2017], s. 55-76), w któ­rym autor nie­zwy­kle kry­tycz­nie oce­nia dotych­cza­sowe próby pol­skich histo­ry­ków, mające na celu opi­sa­nie nie­miecko-rosyj­skiej współ­pracy woj­sko­wej przed rokiem 1933. Główne zarzuty doty­czą wyko­rzy­sty­wa­nia wyłącz­nie źró­deł i opra­co­wań w języku pol­skim, co pro­wa­dzi do "powta­rza­nia i utrwa­la­nia błęd­nych infor­ma­cji". Fuda­lej w szcze­gól­no­ści dowo­dził, że trak­tat z Rapallo "wbrew wciąż powta­rza­nym w pol­skiej histo­rio­gra­fii opi­niom, nie zawie­rał żad­nych taj­nych klau­zul woj­sko­wych". [wróć]

Zob. Hen­ryk Kor­czyk, Przy­ję­cie Nie­miec i Pol­ski do Rady Ligi Naro­dów w 1926 roku, Wro­cław-War­szawa-Kra­ków-Gdańsk-Łódź 1986, s. 5-27 oraz P. Krüger, Die Aus­sen­po­li­tik der Repu­blik..., s. 259-264. [wróć]

Sowieci po rewo­lu­cji nie uzna­wali bur­żu­azyj­nych rang i sta­no­wisk dyplo­ma­tycz­nych, dla­tego sze­fów pla­có­wek nazy­wali "peł­no­moc­nymi przed­sta­wi­cie­lami", czyli w skró­cie "połpre­dami". [wróć]

Документы внешней политики СССР. Том 7. 1 января - 31 декабря 1924 г.,Москва 1963, dok. nr 104, s. 198. [wróć]

Zob. tamże, dok. nr 201, s. 415-427. [wróć]

Zob. Москва-Берлин: политика и дипломатия Кремля, 1920-1941, Г.Н. Севостьянов (отв. ред.), Москва 2011, t. 1, dok. nr 178, s. 357-359. [wróć]

Tamże, dok. nr 180, s. 362-366. [wróć]

Zob. Akten zur deut­schen Auswärtigen Poli­tik (dalej cyto­wane jako ADAP), A, Bd. XI, dok. nr 91, s. 216-217. [wróć]

Zob. tamże, dok. nr 93, s. 219-220. [wróć]

Nie­miec­kie mini­ster­stwo spraw zagra­nicz­nych ofi­cjal­nie nosiło i po dziś dzień nosi nazwę Urzędu Spraw Zagra­nicz­nych (Auswärtiges Amt), stąd "AA" ozna­cza jego skró­tową nazwę. [wróć]

Zob. ADAP, A, Bd. XI, dok. nr 95, s. 222-225. [wróć]

Zob. tamże, dok. nr 117, s. 289-290. [wróć]

Zob. tamże, dok. nr 144, s. 353-355. [wróć]

Zob. Москва-Берлин: политика..., t. 1, dok. nr 185, s. 368. [wróć]

Tamże, dok. nr 187, s. 369-373. [wróć]

Tamże, s. 370-371. [wróć]

Tamże, s. 373. [wróć]

Zob. ADAP, A, Bd. XI, dok. nr 212, s. 517-520. [wróć]

Zob. tamże, dok. nr 230, s. 577. [wróć]

Zob. Москва-Берлин: политика..., t. 1, dok. nr 213, s. 454-460 oraz ADAP, A, Bd. XI, dok. nr 258, przyp. nr 2, s. 641. [wróć]

Zob. ADAP, A, Bd. XI, dok. nr 258, s. 641-642. [wróć]

Zob. Москва-Берлин: политика..., t. 1, dok. nr 215, s. 461-462. [wróć]

Zob. Политбюро ЦК РКП(б-ВКП(б) и Европа. Решения "особой папки". 1923-1939, Г. Адибеков, А. Ди Бьяджо, Ф. Гори, Е. Дундович, К. Конти, Л. Кошелева, М. Наринский, С. Понс, Л. Роговая, А. Филитов, О. Хлевнюк (сост.), Москва 2001, dok. nr 22, s. 56-58. [wróć]

Zob. ADAP, A, Bd. XI, dok. nr 261, s. 646-650. [wróć]

Tamże, s. 649. [wróć]

Tamże. [wróć]

Tamże. [wróć]

Czi­cze­rin zapi­sał pro­po­zy­cje przed­sta­wione Brock­dorff-Rant­zau­owi w nastę­pu­jący spo­sób: "ZSRR i Niemcy zobo­wią­zują się nie wstę­po­wać ani do blo­ków poli­tycz­nych, ani eko­no­micz­nych, ani [nie zawie­rać] trak­ta­tów, poro­zu­mień lub kom­bi­na­cji z pań­stwami trze­cimi prze­ciwko jed­nej z uma­wia­ją­cych się stron. ZSRR i Niemcy zobo­wią­zują się w przy­szło­ści koor­dy­no­wać swoje dzia­ła­nia w kwe­stii wej­ścia do Ligi Naro­dów lub wysła­nia obser­wa­tora do Ligi Naro­dów". Zob. Советско-германские отношения 1922-1925 гг. Документы и материалы. В двух томах, Дёрнберг Сидр. (ред. коллегия), Москва 1977, t. 1, dok. nr 251, s. 389. [wróć]

Nie­stety, dys­po­nu­jemy tylko frag­men­tami notatki Czi­cze­rina z tego spo­tka­nia, opu­bli­ko­wa­nymi w jed­nym z przy­pi­sów do sowiec­kich doku­men­tów dyplo­ma­tycz­nych roku 1925. Można z nich wyczy­tać, że nie­miecki amba­sa­dor, sta­ra­jąc się wyja­śnić sens sowiec­kich pro­po­zy­cji, zauwa­żył, że przy­po­mi­nają mu one Bismarc­kow­ski trak­tat z Rosją o tzw. zabez­pie­cze­niu tyłów (zapewne cho­dziło mu o tzw. trak­tat rease­ku­ra­cyjny z 1887 r.). Czi­cze­rin nie do końca zgo­dził się z tym porów­na­niem, zauwa­ża­jąc, że w tym histo­rycz­nym przy­padku rze­czy­wi­ście można mówić o zabez­pie­cze­niu tyłów przy jed­no­cze­snym soju­szu Nie­miec z Austrią, nato­miast w obec­nym przy­padku "cho­dzi o zabez­pie­cze­nie od frontu lub, wyra­ża­jąc to innymi sło­wami, o gwa­ran­cje albo zobo­wią­za­nie do nie­wi­kła­nia się we wro­gie kom­bi­na­cje". Wyja­śnił dalej, że sowiecko-nie­mieckie poro­zu­mie­nie będzie pole­gać na tym, że w przy­padku, jeśli Anglia stwo­rzy jed­no­lity front prze­ciwko ZSRR, to Niemcy nie wejdą do takiej koali­cji, a z dru­giej strony ZSRR nie wej­dzie do koali­cji Fran­cji i Bel­gii prze­ciwko Niem­com. Z notatki komi­sa­rza wynika rów­nież, że przy oka­zji oma­wia­nia pro­blemu nie­agre­sji miał on zade­kla­ro­wać, że "jeste­śmy zawsze gotowi do zawar­cia paktu o nie­agre­sji z każ­dym pań­stwem i że logicz­nie rzecz bio­rąc uwa­żamy za w pełni moż­liwe mieć pakt o nie­agre­sji rów­no­cze­śnie z Niem­cami i Pol­ską oraz z każ­dym innym pań­stwem". W notatce nie­mieckiego amba­sa­dora nie ma żad­nego odnie­sie­nia do goto­wo­ści Sowie­tów do zawar­cia paktu o nie­agre­sji z Pol­ską. Nie­stety, na pod­sta­wie opu­bli­ko­wa­nych frag­men­tów notatki Czi­cze­rina nie spo­sób wska­zać kon­tek­stu, w jakim padło to stwier­dze­nie. Zasta­na­wiać może, że Czi­cze­rin, roz­ma­wia­jąc z Brock­dorff-Rant­zauem o warun­kach roz­bioru Pol­ski, wspo­mina o zawar­ciu z nią trak­tatu o nie­agre­sji. Zob. Документы внешней политики СССР. Том 8. 1 января - 31 декабря 1924 г., Москва 1963, przyp. 69, s. 785-786. [wróć]

Zob. ADAP, A, Bd. XI, dok. nr 261, s. 647. [wróć]

Tamże. [wróć]

Zob. tamże, dok. nr 147, s. 364-368. [wróć]

Tamże, s. 367. [wróć]

Tamże. [wróć]

Zob. tamże, dok. nr 239, s. 601-612. [wróć]

Poglądy Wal­l­ro­tha nie spo­tkały się z jed­no­znacz­nym przy­ję­ciem w AA. Amba­sa­dor Brock­dorff-Rant­zau, zasad­ni­czo godząc się z opi­sem zawar­tym w jego memo­riale, podał w wąt­pli­wość nie­które wnio­ski z niego pły­nące. Stwier­dził, że nie jest on tym­cza­so­wym bilan­sem, lecz raczej "dru­zgo­cą­cym osta­tecz­nym roz­ra­chun­kiem" (zob. tamże, przyp. nr 15, s. 612). [wróć]

Zob. ADAP, A, Bd. XII, dok. nr 1, s. 3-5. [wróć]

Zob. Москва-Берлин: политика..., t. 1, dok. nr 212, s. 447-454. [wróć]

Zob. ADAP, A, Bd. XII, dok. nr 10, s. 22-23. [wróć]

Tamże, dok. nr 64, s. 157. [wróć]

Zob. tamże, dok. nr 67, s. 163-168. [wróć]

Zob. tamże, dok. nr 90, s. 218-220. [wróć]

Zob. tamże, dok. nr 112, s. 270-274. [wróć]

Zob. tamże, dok. nr 115, s. 280-282. [wróć]

Tamże, s. 282. [wróć]

Zob. tamże, dok. nr 143, s. 351-355. [wróć]

Tamże, s. 353. [wróć]

Tamże, s. 355. [wróć]

Zob. ADAP, B, Bd. II/2, dok. nr 41, s. 98-99. [wróć]

Zob. ADAP, A, Bd. XII, dok. nr 139, s. 343-345. [wróć]

Zob. tamże, dok. nr 143, s. 352. [wróć]

Sowieci zgod­nie z rewo­lu­cyj­nym duchem czasu zre­zy­gno­wali z nazy­wa­nia sze­fów swo­ich pla­có­wek dyplo­ma­tycz­nych "amba­sa­do­rami" lub "posłami", a tytu­ło­wali ich mia­nem "peł­no­moc­nych przed­sta­wi­cieli" (w skró­cie "połpre­dów"). [wróć]

Zob. tamże, dok. nr 150, s. 373-374. [wróć]

Zob. tamże, dok. nr 153, s. 380-381. [wróć]

Zob. tamże, dok. nr 182, s. 456-465. [wróć]

Tamże, s. 458. [wróć]

Tamże, s. 460. [wróć]

Tamże, s. 460-461. [wróć]

Tamże, s. 464. [wróć]

Tamże. [wróć]

Zob. tamże, dok. nr 208, s. 530-532. [wróć]

Zob. tamże, dok. nr 224, s. 579-581. [wróć]

Zob. tamże, dok. nr 229, s. 591-593. [wróć]

Por. notatkę z tego spo­tka­nia Brock­dorff-Rant­zaua w: ADAP, A, Bd. XII, dok. nr 241, s. 618-621 oraz Litwi­nowa w: Москва-Берлин: политика..., t. 1, dok. nr 231, s. 487-505 (do tej notatki załą­czono rosyj­skie tłu­ma­cze­nie memo­ran­dum Stre­se­manna z 19 marca 1925 roku i eks­per­tyzy AA na temat zna­cze­nia dla Nie­miec art. 16. paktu Ligi Naro­dów z 7 kwiet­nia 1925 roku). [wróć]

Zob. Москва-Берлин: политика..., t. 1, dok. nr 231, s. 487-488. [wróć]

Zob. ADAP, A, Bd. XII, dok. nr 241, s. 619-620. [wróć]

Zob. Москва-Берлин: политика..., t. 1, dok. nr 231, s. 491. [wróć]

Zob. ADAP, A, Bd. XII, dok. nr 241, s. 619. [wróć]

Zob. Москва-Берлин: политика..., t. 1, dok. nr 231, s. 488. [wróć]

Zob. ADAP, A, Bd. XII, dok. nr 241, przyp. 6, s. 620. [wróć]

Zob. tamże, dok. nr 253, s. 656. [wróć]

Zob. tamże, dok. nr 258, s. 671-674. [wróć]

Zob. tamże, dok. nr 268, s. 705-709. [wróć]

Zob. tamże, dok. nr 271, s. 714-719. [wróć]

Zob. tamże, dok. nr 272, s. 719-723. [wróć]

Razwie­du­prem potocz­nie nazywa się IV Zarząd Sztabu Armii Czer­wo­nej, czyli sowiecki wywiad woj­skowy. [wróć]

Zob. Глазами разведки. СССР и Европа..., wyd. cyt., dok. nr 57, s. 179-186. [wróć]

Tamże, s. 181. [wróć]

Zob. Советско-германские отношения 1922-1925 гг. Документы и материалы. В двух томах, Дёрнберг С. и др. (ред. коллегия), Москва 1977, t. 2, dok. nr 294, s. 101. [wróć]

Zob. tamże, dok. nr 296, s. 103-104. [wróć]

Zob. ADAP, A, Bd. XIII, dok. nr 54, s. 142-144. [wróć]

Zob. tamże, dok. nr 71, s. 181-184. [wróć]

Tamże, s. 181. [wróć]

Zob. Советско-германские отношения 1922-1925..., t. 2, dok. nr 301, s. 112-116. [wróć]

Zob. ADAP, A, Bd. XIII, dok. nr 79, s. 198-206. [wróć]

Zob. tamże, dok. nr 99, s. 268-270. [wróć]

Zob. tamże, dok. nr 118, s. 319-324. [wróć]

Tamże, s. 320. [wróć]

Karol Radek pod koniec maja 1924 roku został usu­nięty ze składu Komi­tetu Cen­tral­nego WKP(b) wsku­tek walk frak­cyj­nych (był wów­czas stron­ni­kiem Troc­kiego); za pre­tekst posłu­żyło uczy­nie­nie go jed­nym ze współ­od­po­wie­dzial-nych za klę­skę nie­uda­nego powsta­nia komu­ni­stycz­nego w Niem­czech na jesieni 1923 roku. Zob. Wolf-Die­trich Gutjahr, Revo­lu­tion muss sein. Karl Radek - die Bio­gra­phie, Köln-Weimar-Wien 2012, s. 618-627. [wróć]

Zob. ADAP, A, Bd. XIII, dok. nr 120, s. 327. [wróć]

Tamże, dok. nr 139, s. 367. [wróć]

Zob. tamże, dok. nr 165, s. 436-437. [wróć]

Zob. tamże, przy­pis 5, s. 437. [wróć]

Zob. tamże, dok. nr 139, s. 369, nr 146, s. 388-390, nr 156, s. 414-415, nr 157, s. 415-420. [wróć]

Por. notatkę z tego spo­tka­nia Brock­dorff-Rant­zaua w: ADAP, A, Bd. XIII, dok. nr 186, s. 517-519 oraz Czi­cze­rina w: Москва-Берлин: политика..., t. 1, dok. nr 263, s. 556-560. [wróć]

Zob. Советско-германские отношения 1922-1925..., t. 2, dok. nr 320, s. 150-151. [wróć]

Zob. ADAP, A, Bd. XIII, dok. nr 186, s. 517-519. [wróć]

Zob. tamże, dok. nr 205, s. 564-566. [wróć]

Sze­rzej na ten temat zob. w: Mar­tin Wals­dorff, wyd. cyt., s. 108-123. [wróć]

Zob. ADAP, A, Bd. XIII, dok. nr 218, s. 600-602, oraz nr 264, s. 714-716. [wróć]

Zob. ADAP, A, Bd. XIV, dok. nr 2, s. 5-7. [wróć]

Por. notatki z tych roz­mów Stre­se­manna w: ADAP, A, Bd. XIV, dok. nr 109 i 110, s. 284-296 oraz Czi­cze­rina w: Москва-Берлин: политика..., t. 1, dok. nr 301, 302 i 303, s. 636-642. [wróć]

Zob. ADAP, A, Bd. XIV, dok. nr 109, s. 284-291. [wróć]

Zob. tamże, s. 287-289. Czi­cze­rin przed­sta­wił ten wątek roz­mowy w liście do Litwi­nowa z 2 paź­dzier­nika 1925 roku, któ­rego kopię otrzy­mali rów­nież człon­ko­wie Polit­biura, w tym Sta­lin, w nastę­pu­jący spo­sób: "Zre­fe­ro­wa­łem mu prze­bieg naszych roz­mów z Niem­cami. Przy­znał mi cał­ko­wi­cie rację, że po zło­że­niu rze­ko­mej pro­po­zy­cji Nie­miec w spra­wie poro­zu­mie­nia o reduk­cji roz­mia­rów Pol­ski nagłe znik­nię­cie tej pro­po­zy­cji powinno wpro­wa­dzić nas w zdzi­wie­nie; ale dla samego Stre­se­manna była to nowość - ktoś się pomy­lił" (Москва-Берлин: политика..., t. 1, dok. nr 301, s. 636-637). W kolej­nym liście z 4 paź­dzier­nika do tych samych adre­sa­tów ludowy komi­sarz spraw zagra­nicz­nych raz jesz­cze wró­cił do tej sprawy: "O gru­dnio­wych pro­po­zy­cjach nie­miec­kiego rządu doty­czą­cych Pol­ski mówi­łem po to, by zilu­stro­wać zmianę kie­runku nie­miec­kiej poli­tyki. W reak­cji na moje słowa Stre­se­mann wyra­ził naj­więk­sze zdzi­wie­nie i powie­dział, że rząd nie­miecki nie skła­dał takich pro­po­zy­cji, i jeśli miał­bym rację, to on w pełni zro­zu­miałby moje podej­rze­nia" (Москва-Берлин: политика..., t. 1, dok. nr 302, s. 637-641). [wróć]

Zob. tamże, dok. nr 110, s. 292-296. [wróć]

Zob. M. Wals­dorff, wyd. cyt., s. 129. [wróć]

Raport posła K. Olszow­skiego dla mini­stra A. Skrzyń­skiego z 7 paź­dzier­nika 1925 roku, AAN, Dele­ga­cja RP przy Lidze Naro­dów w Gene­wie, sygn. 122. [wróć]

"Prze­gląd poli­tyczny. Cza­so­pi­smo poświę­cone zagad­nie­niom poli­tyki zagra­nicz­nej", Załącz­nik do zeszytu 4 tomu III, paź­dzier­nik 1925 r., s. 39-40. [wróć]

Tamże, s. 48. [wróć]

Tamże. [wróć]

Zob. ADAP, A, Bd. XIV, dok. nr 167, s. 439-442. [wróć]

Zob. ADAP, B, Bd. II/1, dok. nr 15, s. 51-56. [wróć]

Zob. Spra­woz­da­nie kie­row­nika Refe­ratu "Wschód" Sztabu Gene­ral­nego W. Jędrze­je­wi­cza z obrad Kon­fe­ren­cji Roz­bro­je­nio­wej w Moskwie w dniach 2-12.12. 1922 r.; w: Doku­menty z dzie­jów pol­skiej poli­tyki zagra­nicz­nej 1918-1939, t. I 1918-1932, Tade­usz Jędrusz­czak, Maria Nowak-Kieł­bi­kowa (red.), War­szawa 1989, s. 229-234. [wróć]

Taki wnio­sek można wypro­wa­dzić z nastę­pu­ją­cego frag­mentu tez przy­go­to­wa­nych w paź­dzier­niku 1924 roku dla mini­stra Mariana Seydy do roz­mów z człon­kiem kole­gium LKSZ Wik­to­rem Kop­pem: "Sprawa sto­sunku Pol­ski do państw bał­tyc­kich nie powinna być poru­szana przez stronę pol­ską, a w razie poru­sze­nie jej przez Koppa powinna być z góry uchy­lona, podob­nie, jak Pol­ska nie ma zamiaru zapy­ty­wać Rosji o sto­sunki jej z Tur­cją lub z Niem­cami. W razie jed­nak koniecz­no­ści spre­cy­zo­wa­nia tego sto­sunku nie­moż­liwe jest dekla­ro­wa­nie désintéressement Pol­ski w sto­sunku do ewen­tu­al­nego pogwał­ce­nia nie­pod­le­gło­ści Łotwy lub Esto­nii, nie­wska­zana jest rów­nież draż­niąca odpo­wiedź, że pogwał­ce­nie gra­nic tych państw Pol­ska uwa­żać będzie za casus belli. Jedyną odpo­wie­dzią może być, że Pol­ska nie dekla­ruje swego désintéressement w spra­wie ist­nie­nia repu­blik bał­tyc­kich i nie­ty­kal­no­ści ich gra­nic. Ist­nie­nie tych państw nie jest warun­kiem sine qua non ist­nie­nia Pol­ski, ale jest jedną z istot­nych gwa­ran­cji tego ist­nie­nia. [...] W razie prób roz­mów co do podziału Bał­tyku na sfery wpły­wów (gdyby Kopp kon­ty­nu­ował suge­stie Litwi­nowa i Czi­cze­rina w sto­sunku do Skir­munta i Naru­to­wi­cza), usi­ło­wa­nia te powinny być a limine odrzu­cone, gdyż taki podział wpraw­dzie mógłby zapew­nić Rosji posia­da­nie Łotwy i Esto­nii, ale nie zapew­niłby Pol­sce posia­da­nia ani Litwy, ani Prus Wschod­nich, bo opór Łotwy i Esto­nii w sto­sunku do komu­ni­stycz­nej Rosji byłby mini­malny, a opór Litwy lub Prus Wschod­nich w sto­sunku do Pol­ski mógłby prze­kra­czać pojem­ność naszych sił. Nadto podział Bał­tyku na sfery wpły­wów jest dia­me­tral­nie prze­ciwny ten­den­cjom poli­tyki angiel­skiej" (Tezy do roz­mów mini­stra spraw zagra­nicz­nych RP M. Seydy z człon­kiem Kole­gium Ludo­wego Komi­sa­riatu Spraw Zagra­nicz­nych ZSRR W. Kop­pem, War­szawa, 23 paź­dzier­nika 1923 roku; w: Doku­menty z dzie­jów..., t. I, dok. nr 52, s. 245). [wróć]

Knoll tak oto przed­sta­wił treść zło­żo­nej mu oferty: "[...] Radek w spo­sób nie­zo­bo­wią­zu­jący oświad­cza goto­wość oma­wia­nia z pol­skimi czyn­ni­kami rzą­do­wymi spraw nie­miec­kich na nastę­pu­ją­cych pod­sta­wach: 1. Na wypa­dek rewo­lu­cji w Niem­czech Rosja godzi­łaby się na ode­rwa­nie cało­kształtu Prus Wschod­nich od Nie­miec i na takie czy inne połą­cze­nie ich z Pol­ską. 2. Pol­ska nie prze­ja­wia­łaby zaku­sów na żadne inne tery­to­ria nie­miec­kie. 3. Pol­ska dałaby, nie­za­leż­nie od wszel­kich umów han­dlo­wych czy spe­cjal­nie tran­zy­to­wych, natych­mia­stowy tran­zyt dla zboża z Rosji do Nie­miec. 4. Pol­ska pod­ję­łaby się poczy­nie­nia przed­sta­wień Fran­cji, aby ta ostat­nia zacho­wała się w sto­sunku do wal­czą­cych ze sobą stron w Niem­czech neu­tral­nie" (Raport posła RP w Moskwie R. Knolla do Mini­stra Spraw Zagra­nicz­nych RP M. Seydy na temat sto­sun­ków radziecko-nie­miec­kich. Moskwa, 20 sierp­nia 1923 roku; w: Doku­menty z dzie­jów..., t. I., dok. 50, s. 239-240). W tezach do roz­mowy mini­stra Seydy z Kop­pem, która odbyła się 28 paź­dzier­nika 1923 roku, urzęd­nicy pol­skiego MSZ pro­po­no­wali, aby mini­ster w razie nawią­za­nia przez swo­jego roz­mówcę do pro­po­zy­cji Radka odpo­wie­dział w nastę­pu­jący spo­sób: "Roz­mowy na temat sto­sunku Pol­ski do zagad­nie­nia Gdań­ska i Prus Wschod­nich, które w nie­ofi­cjal­nej for­mie były pro­wa­dzone przez Radka z posłem Knol­lem, nie powinny zna­leźć żad­nego oddźwięku w roz­mo­wach ofi­cjal­nych z Kop­pem, gdyż zawsze zacho­dzi­łaby moż­li­wość, że Sowiety zużyją te roz­mowy w cha­rak­te­rze argu­mentu skie­ro­wa­nego prze­ciw Pol­sce (Tezy do roz­mów..., s. 245-246) [wróć]

Zob. О.В. Бабенко, Польско-советские отношения в 1924-1928 гг. От противостояния к сотрудничеству, Москва 2007, s. 77 (korzy­stam z elek­tro­nicz­nej wer­sji tej książki, otrzy­ma­nej od autorki). [wróć]

Przed­sta­wie­nie genezy pol­sko-sowiec­kiego paktu o nie­agre­sji jest nie­zwy­kle utrud­nione przede wszyst­kim z powodu braku pol­skich doku­men­tów dyplo­ma­tycz­nych na ten temat. Jed­nym z wyjąt­ków jest wyżej wzmian­ko­wany list mini­stra Skrzyń­skiego z 22 sierp­nia 1924 roku do Czi­cze­rina, opu­bli­ko­wany w zbio­rze sowiec­kich doku­men­tów dyplo­ma­tycz­nych. Dla­tego rekon­struk­cja począt­ków pol­sko-sowiec­kich roz­mów na temat ogól­nego poro­zu­mie­nia poli­tycz­nego musi opie­rać się przede wszyst­kim na opu­bli­ko­wanych w latach 60. sowiec­kich zbio­rach doku­men­tów, co do któ­rych kom­plet­no­ści można mieć poważne wąt­pli­wo­ści. Nie­stety, w wyda­nym ostat­nio w Moskwie czte­ro­to­mo­wym zbio­rze Советско-польские отношения в 1918-1945 гг. nie opu­bli­ko­wano w ogóle żad­nych doku­men­tów z lat 1924-1925, co może być zwią­zane z tym, że w tym okre­sie Niemcy i Sowieci roz­ma­wiali na temat roz­bioru Pol­ski. Nota­bene w zbio­rze Советско-германские отношения 1922-1925 гг. Документы и материалы, wyda­nym w Moskwie w roku 1977, nie ma żad­nego doku­mentu odno­szą­cego się do sowiecko-nie­miec­kich roz­mów na temat kwe­stii pol­skiej z tego okresu, a w naj­now­szym zbio­rze doku­men­tów doty­czą­cym sto­sun­ków sowiecko-nie­miec­kich pt.: Москва-Берлин: политика и дипломатия Кремля, 1920-1941 jest ich jedy­nie kilka [zob. np. Москва-Берлин: политика и дипломатия Кремля, 1920-1941, Г.Н. Севостьянов (отв. ред.), Москва 2011, t. 1, dok. nr 213, s. 454-460]. To wszystko powo­duje, że przed­sta­wiona tutaj geneza może być nie­kom­pletna i w wielu miej­scach może mieć hipo­te­tyczny cha­rak­ter. [wróć]

Zob. Doku­menty do histo­rii sto­sun­ków pol­sko-sowiec­kich 1918-1945, Mariusz Wołos (redak­tor serii), t. 1 1918-1926, Jan Jacek Bru­ski, Mariusz Wołos (redak­torzy tomu), tele­gram szy­frowy chargé d'affa­ires w Moskwie do MSZ w spra­wie wzno­wie­nia nego­cja­cji pol­sko-sowiec­kich i kan­dy­da­tury nowego posła w ZSRS, Moskwa, 9 sierp­nia 1924 r. Ponie­waż dzięki uprzej­mo­ści redak­to­rów tego wydaw­nic­twa korzy­stam z jego wer­sji maszy­no­pi­so­wej, to nie mogę podać ani numeru, ani strony oma­wia­nego doku­mentu. Dla­tego cytu­jąc go, wska­zuję tylko na numer tomu, dokładną nazwę doku­mentu i datę dzienną jego powsta­nia. [wróć]

Zob. tamże, list mini­stra spraw zagra­nicz­nych do komi­sa­rza ludo­wego spraw zagra­nicz­nych ZSRS o nomi­na­cji peł­no­moc­nego przed­sta­wi­ciela Związku Sowiec­kiego w War­sza­wie, War­szawa, 22 sierp­nia 1924. [wróć]

Zob. Политбюро ЦК РКП(б)-ВКП(б) и Европа..., dok. nr 15, s. 50. [wróć]

Zob. tamże, dok. nr 15, przyp. 1, s. 50. [wróć]

Zob. Документы внешней политики СССР. Том 7. 1 января - 31 декабря 1924 г, Москва 1963, dok. nr 210, s. 438-441. [wróć]

Zob. Документы внешней политики СССР. Том 8. 1 января - 31 декабря 1925 г, Москва 1963, dok. nr 62, s. 132. [wróć]

Zob. Doku­menty i mate­riały do histo­rii sto­sun­ków pol­sko-radziec­kich, Deruga Aleksy i in. (red.), t. IV (kwie­cień 1921 - maj 1926), War­szawa 1965, dok. nr 238, s. 358-359. [wróć]

Zob. Mariusz Wołos, O Pił­sud­skim, Dmow­skim i zama­chu majo­wym. Dyplo­ma­cja sowiecka wobec Pol­ski w okre­sie kry­zysu poli­tycz­nego 1925-1926, Kra­ków 2013, s. 29-32. [wróć]

Zob. Документы внешней политики СССР. Том 7..., dok. nr 284, s. 573-574. [wróć]

Zob. Doku­menty i mate­riały..., t. IV, dok. nr 247, przyp. 1, s. 370. [wróć]

Cytuję za О.В. Бабенко, Польско-советские отношения..., s. 80. [wróć]

Rosyj­ska badaczka Oksana Babienko posta­wiła tezę, że za misją Tenen­bauma stały "han­dlowo-prze­my­słowe kręgi w Pol­sce". Zob. О.В. Бабенко, Польско-советские отношения..., s. 81. [wróć]

Oksana Babienko pisała, że sowiecka dyplo­ma­cja infor­mo­wała nie­miecką o prze­biegu pol­sko-sowiec­kich roz­mów na temat poro­zu­mie­nia poli­tycz­nego na prze­ło­mie 1924 i 1925 roku, by w ten spo­sób wpły­nąć na pro­wa­dzone rów­no­le­gle nego­cja­cje z Niem­cami. Nie wynika to jed­nak ani z doku­men­tów nie­miec­kich, ani z sowiec­kich. W rze­czy­wi­sto­ści Sowieci kil­ka­krot­nie wspo­mnieli Niem­com w bar­dzo ogólny spo­sób o moż­li­wo­ści poro­zu­mie­nia z Pol­ską, jed­nak za każ­dym razem zaprze­czali fak­towi kon­kret­nych roz­mów na ten temat. Krótko mówiąc, nie ulega naj­mniej­szej wąt­pli­wo­ści, że w owym cza­sie skrzęt­nie ukry­wali przed Niem­cami fakt pro­wa­dze­nia nego­cja­cji na temat poro­zu­mie­nia poli­tycz­nego z Pol­ską. Zob. О.В. Бабенко, Польско-советские отношения..., s. 99. [wróć]

Политбюро ЦК РКП(б)-ВКП(б) и Европа..., dok. nr 15, przyp. nr 1, s. 50-51. [wróć]

Zob. Документы внешней политики СССР. Том 8..., przyp. 35, s. 771-772. [wróć]

Woj­ciech Mater­ski i Mał­go­rzata Gmur­czyk-Wroń­ska stwier­dzili, że Woj­kow zło­żył pro­po­zy­cję paktu o nie­agre­sji wcze­śniej, a mia­no­wi­cie już w listo­pa­dzie 1924 roku. Nie­stety, nie przed­sta­wiają dowo­dów na popar­cie tej tezy. Gmur­czyk-Wroń­ska wska­zuje na źró­dło, które jej nie potwier­dza (zob. M. Gmur­czyk-Wroń­ska, Nego­cja­cje pol­sko-sowiec­kie o pakt o nie­agre­sji w roku 1927 i w latach 1931-1932, "Dzieje Naj­now­sze", Rocz­nik XLIV, 2012/3, s. 21), nato­miast Mater­ski albo w ogóle nie odwo­łuje się do żad­nego doku­mentu źró­dło­wego (zob. W. Mater­ski, Na wide­cie..., wyd. cyt., s. 275), albo wska­zuje na źró­dło, które nie potwier­dza jego stwier­dzeń (zob. W. Mater­ski, Pol­ska a ZSRR 1923-1924. Sto­sunki wza­jemne na tle sytu­acji poli­tycz­nej w Euro­pie, Wro­cław-War­szawa-Kra­ków-Gdańsk-Łódź 1981, s. 330). Podob­nego zda­nia był rów­nież Wie­sław Bal­ce­rak, który napi­sał, że Sowieci wyszli z pro­po­zy­cją paktu o nie­agre­sji "na jesieni" 1924 roku, jed­nak i on odnosi się do doku­mentu, który nie potwier­dza jego tezy (zob. W. Bal­ce­rak, Poli­tyka zagra­niczna Pol­ski w dobie Locarna, Wro­cław-War­szawa-Kra­ków 1967, s. 64). Wydaje się jed­nak, że Sowieci nie mogli przed­sta­wić tej pro­po­zy­cji w listo­pa­dzie, gdyż dopiero w grud­niu Biuro Poli­tyczne wydało LKSZ pole­ce­nie, aby uszcze­gó­ło­wiło sta­no­wi­sko sowiec­kie w sto­sunku do Pol­ski (patrz wyżej). [wróć]

Zob. Doku­menty do histo­rii sto­sun­ków pol­sko-sowiec­kich 1918-1945..., t. 1, wyd. cyt., komu­ni­kat infor­ma­cyjny Oddziału II Sztabu Gene­ral­nego na temat sto­sun­ków pol­sko-sowiec­kich, 1 stycz­nia 1925. [wróć]

Zob. Документы внешней политики СССР. Том 8..., dok. nr 47, s. 104-106. [wróć]

Cytuję za О.В. Бабенко, Польско-советские отношения..., s. 85. [wróć]

Документы внешней политики СССР. Том 8..., dok. nr 49, s. 112. [wróć]

Zob. tamże, przyp. nr 45, s. 774. [wróć]

Zob. tamże, dok. nr 62, s. 128-134. [wróć]

Zob. tamże, dok. nr 68, s. 150-155. [wróć]

Tamże, s. 155. [wróć]

Tamże, s. 152. [wróć]

Tamże, s. 150. [wróć]

Zob. tamże, dok. nr 67, s. 149. [wróć]

Zob. Doku­menty do histo­rii sto­sun­ków pol­sko-sowiec­kich 1918-1945..., t. 1, wyd. cyt., memo­ran­dum MSZ dla Komi­sa­riatu Ludo­wego Spraw Zagra­nicz­nych na temat sto­sun­ków pol­sko-sowiec­kich w ostat­nim roku, War­szawa, 20 lutego 1925 r. [wróć]

Tamże. [wróć]

Tamże. [wróć]

Zob. Przed Lokar­nem. Archi­walne doku­menty z histo­rii sto­sun­ków pol­sko-radziec­kich w okre­sie Lokarno, Łopat­niuk Sta­ni­sław; w: "Z dzie­jów sto­sun­ków pol­sko-radziec­kich. Stu­dia i mate­riały", t. VI, War­szawa 1970, s. 249. [wróć]

Zob. Документы внешней политики СССР. Том 8..., dok. nr 73, 158-162. [wróć]

Zob. tamże, dok. nr 72, s. 158. [wróć]

Tamże, dok. nr 73, s. 160. [wróć]

Zob. Doku­menty do histo­rii sto­sun­ków pol­sko-sowiec­kich 1918-1945..., t. 1, wyd. cyt., instruk­cja mini­stra spraw zagra­nicz­nych dla pla­có­wek dyplo­ma­tycz­nych na temat stanu sto­sun­ków pol­sko-sowiec­kich w ostat­nim pół­ro­czu, War­szawa, 3 marca 1925 r. [wróć]

Tamże. [wróć]

Tamże. [wróć]

Tamże. [wróć]

Tamże, notatka (Wydziału Wschod­niego MSZ?) pod­su­mo­wu­jąca roz­wój sto­sun­ków pol­sko-sowiec­kich, 4 maja 1925 r. [wróć]

Tamże. [wróć]

Pol­ska dyplo­ma­cja dostrze­gała zagro­że­nia zwią­zane z ewen­tu­al­nym soju­szem sowiecko-nie­miec­kim, ale zakła­dała, że można je będzie odsu­nąć, o ile Moskwa kie­ro­wać się będzie wła­snymi inte­re­sami, a War­szawa wsku­tek poro­zu­mień z innymi pań­stwami euro­pej­skimi mieć będzie nad nią wyraźną prze­wagę mili­tarną. Myśl ta zna­la­zła się w aide-mémoire z 28 marca 1925 roku przy­go­to­wa­nym w pol­skim MSZ: "Jeżeli cho­dzi zatem o prze­ciw­dzia­ła­nie akcji nie­miec­kiej, mają­cej na celu skło­nie­nie Rosji do wywo­ła­nia kon­fliktu z Pol­ską w inte­re­sie nie­miec­kim, to można bez zbyt­niego opty­mi­zmu twier­dzić, że są widoki na sku­tecz­ność tego rodzaju zabie­gów. Moment bowiem bez­po­śred­niej grozy, moment, w któ­rym Pol­ska musia­łaby wybie­rać pomię­dzy wojną na dwa fronty a utratą czę­ści zachod­nich woje­wództw lub też moment, w któ­rym izo­lo­wana Pol­ska nie mogłaby prze­ciw­sta­wiać dyplo­ma­tycz­nej pre­sji nawet ze strony zaprzy­jaź­nio­nych państw i przy­jąć jakiś nie­do­godny dla sie­bie arbi­traż, nie wydaje się aktu­alny, a przy­naj­mniej nie byłby nim, gdyby można było mieć pew­ność, że poli­tyka Rosji Sowiec­kiej będzie kie­ro­wana wyłącz­nie inte­re­sem impe­rial­nym rosyj­skim lub też inte­re­sami komu­ni­zmu. Należy jed­nak pod­kre­ślić, że licze­nie na współ­dzia­ła­nie z nami inte­resu rosyj­skiego sta­nowi naj­słab­szy choć bez wąt­pie­nia realny punkt w naszym rachunku, bo poli­tyką grup, państw i naro­dów kie­ruje i kie­ro­wać będzie obok momentu rozu­mo­wego, a nawet ponad nim moment uczu­ciowy i pod­świa­domy. Pol­skę i Rosję łączą rze­czy­wi­ście inte­resy, inte­resy tak realne i tak donio­słe, że nie potrzeba ich ist­nie­nia spe­cjal­nie udo­wad­niać, wię­cej nawet można powie­dzieć, że uzgod­nie­nie w imię wspól­nych inte­re­sów poli­tyki pol­skiej z rosyj­ską, uczci­wie pojęty i dotrzy­many układ oddałby Sło­wia­nom bez wysiłku, bez wyto­cze­nia kro­pli krwi pano­wa­nie nad świa­tem euro­pej­skim i azja­tyc­kim; z kon­ste­la­cją pol­sko-rosyj­ską mogłyby się rów­nać na kuli ziem­skiej tylko impe­rium bry­tyj­skie i Stany Zjed­no­czone Ame­ryki Pół­noc­nej. Ale Pol­skę i Rosję łączy, nie­stety, tylko inte­res, dzieli je zaś to wszystko, co sta­nowi treść duszy czło­wieka i spo­łe­czeń­stwa. Dzieli je reli­gia, kul­tura, ustrój spo­łeczny, a nade wszystko histo­ria, czyn­niki potężne i roz­strzy­ga­jące zawsze, wię­cej zaś niż kie­dy­kol­wiek w epoce demo­kra­tycz­nej, która świa­do­mie lub naiw­nie gotowa się z nimi nie liczyć. Prze­szło­ści swej żaden naród jesz­cze nie potra­fił się wyrzec i na nowo bieg swych dzie­jów roz­po­cząć. Histo­ria ciąży brze­mie­niem na bar­kach ludz­ko­ści i pro­wa­dzi ją torami wytknię­tymi przez wymarłe poko­le­nia. Rewo­lu­cje są dla niej tylko epi­zo­dami, wysi­łek jed­nego poko­le­nia w oczach dzie­jów przed­sta­wia uła­mek wysił­ków ogółu poko­leń poprzed­nich, uła­mek, któ­rego licz­nik przed­sta­wia się jako jedynka, mia­now­nik zaś jako suma poko­leń minio­nych, które żyły już życiem histo­rycz­nym. Poli­tyka Iwa­nów i Pio­trów, poli­tyka Miko­ła­jów i Kata­rzyn będzie zawsze współ­czyn­ni­kiem poli­tyki rosyj­skiej nawet Rosji Sowiec­kiej, będzie dyk­to­wać pocią­gnię­cie Czi­cze­ri­nym, w jesz­cze wyż­szej mie­rze wszyst­kim dyplo­ma­tom i poli­ty­kom rosyj­skim nie­ro­syj­skiego pocho­dze­nia, któ­rzy w decy­du­ją­cych chwi­lach wła­śnie przez kur­czowe trzy­ma­nie się róż­nych testa­men­tów, róż­nych carów będą mogli obmyć i roz­grze­szyć plamę swej nierosyj­skiej krwi. Otóż tezą prze­wod­nią rosyj­skiej poli­tyki już od końca XV stu­le­cia jest, że na płasz­czyź­nie sar­mac­kiej jest miej­sce tylko na jedno pań­stwo, że słoń­cem tego pań­stwa musi być Moskwa, że Rosja musi mieć wyj­ście na oba morza i prze­grodą w dostę­pie do nich jest wła­śnie Pol­ska, że wresz­cie każda silna Pol­ska unie­moż­li­wia Rosji zaję­cie należ­nego jej miej­sca wśród państw euro­pej­skich, że wszelka unia i poro­zu­mie­nie z Pol­ską ozna­cza rów­no­cze­śnie odda­nie Pol­sce supre­ma­cji w świe­cie sło­wiań­skim, ska­zu­jąc Rosję na rolę pań­stwa azja­tyc­kiego. Dla­tego też poli­tyka Pol­ski wobec Rosji nie może być ni­gdy dość ostrożna, ani obser­wa­cja dość czujna. Do ugody i poro­zu­mie­nia z Pol­ską może skło­nić Rosję obok zro­zu­mie­nia inte­re­sów wła­snych, które należy z naszej strony odpo­wied­nio pro­pa­go­wać, przede wszyst­kim świa­do­mość pol­skiej siły, bez­względ­nej pol­skiej prze­wagi mili­tar­nej i jej opar­cie o soli­darną w nie­chęci do komu­ni­zmu Europę" [Zob. Marek Kor­nat, Memo­ran­dum pro­gra­mowe pol­skiego MSZ z 1925 r. (w związku z roko­wa­niami lokar­neń­skimi), "Zeszyty Histo­ryczne" nr 168, Paryż 2009, s. 210-211]. [wróć]

Na początku lipca 1925 roku Feliks Dzier­żyń­ski, prze­wod­ni­czący OGPU i Naj­wyż­szej Rady Gospo­darki Naro­do­wej ZSRR, przy­go­to­wał dla Polit­biura wytyczne słu­żące wspie­ra­niu poja­wia­ją­cej się w Pol­sce ten­den­cji ku zbli­że­niu z ZSRR. Zauwa­żył, że w ostat­nim cza­sie w Pol­sce doszło do reorien­ta­cji poli­tyki w sto­sunku do Sowie­tów, ponie­waż War­szawa zro­zu­miała, że "jej naj­bar­dziej nie­bez­piecz­nym i naj­waż­niej­szym wro­giem nie jest ZSRS, lecz Niemcy". Prze­szkodą w reali­za­cji nowego kursu są - zda­niem Dzier­żyń­skiego - "stare ten­den­cje patrio­tyczne" i "strach przed nie­bez­pie­czeń­stwem bol­sze­wic­kim". Z tego powodu szef OGPU zapro­po­no­wał reali­za­cję nastę­pu­ją­cych przed­się­wzięć, aby wes­przeć w Pol­sce ten­den­cję ku zbli­że­niu: "1. Koniecz­nym jest pod­ję­cie w Pol­sce inten­syw­nej i sze­roko zakro­jo­nej pracy na rzecz pogłę­bie­nia oraz popu­la­ry­za­cji idei zbli­że­nie gospo­dar­czego mię­dzy ZSRS i Pol­ską. 2. Należy inspi­ro­wać pol­ską opi­nię publiczną w kwe­stiach poli­tycz­nych w pożą­da­nym dla nas kie­runku. 3. W odpo­wiedni spo­sób ura­biać i wpły­wać na pol­ską rady­kalną inte­li­gen­cję, chłop­stwo oraz nurty lewi­cowe. 4. Pro­wa­dzić robotę na rzecz dez­or­ga­ni­za­cji pro­wo­jen­nej kliki (Pił­sud­ski) poprzez jej wewnętrzny roz­kład. 5. Wyko­rzy­stać będące w naszym posia­da­niu mate­riały na temat dzia­łal­no­ści pro­wo­jen­nej kliki zmie­rza­ją­cej do pro­wo­ka­cyj­nego zerwa­nia poja­wia­ją­cego się zbli­że­nia mię­dzy ZSRS i Pol­ską. 6. Powo­łać towa­rzy­stwo zbli­że­nia kul­tu­ral­nego mię­dzy ZSRS i Pol­ską. 7. Zbli­że­nie gospo­dar­cze uczy­nić w spo­sób prak­tyczny bar­dziej trwa­łym. W tym kie­runku Komi­sa­riat Ludowy Han­dlu Zagra­nicz­nego powi­nien okre­ślić kon­kretną linię. 8. Powo­łać lub też nabyć w Pol­sce organ pra­sowy dla reali­za­cji przy­ję­tej linii". (Doku­menty do histo­rii sto­sun­ków pol­sko-sowiec­kich 1918-1945..., t. 1, wyd. cyt., pismo prze­wod­ni­czą­cego Naj­wyż­szej Rady Gospo­darki Naro­do­wej i Zjed­no­czo­nego Pań­stwo­wego Zarządu Poli­tycz­nego do Biura Poli­tycz­nego CK RKP(b) zawie­ra­jące wytyczne na temat poli­tyki wobec Pol­ski, Moskwa, 4 lipca 1925 r.) [wróć]

Zacho­wały się cztery rela­cje z roz­mów H. Tenen­bauma z K. Rad­kiem w dniach 12 i 13 lipca 1925 roku w Ber­li­nie: pierw­szą jest raport posła RP w Ber­li­nie K. Olszow­skiego dla mini­stra A. Skrzyń­skiego z 13 lipca 1925 roku, drugą - raport H. Tenen­bauma dla pre­miera Wł. Grab­skiego z 15 lipca 1925 roku, trze­cią - notatka radcy posel­stwa RP w Ber­li­nie M. Soko­łow­skiego dla mini­stra A. Skrzyń­skiego z 16 lipca 1925 roku, a czwartą - pismo posła RP w Ber­li­nie K. Olszow­skiego do amba­sa­dora RP w Paryżu A. Chła­pow­skiego z 20 lipca 1925 roku. Rela­cjo­nu­jąc te roz­mowy sta­ra­łem się wybrać naj­waż­niej­sze ele­menty sta­no­wi­ska przed­sta­wio­nego przez Radka. Notatki te zostały opu­bli­ko­wane przez Sta­ni­sława Łopat­niuka w: S. Łopat­niuk, Przed Lokar­nem. Archi­walne doku­menty z histo­rii sto­sun­ków pol­sko-radziec­kich w okre­sie Lokarno; w: "Z dzie­jów sto­sun­ków pol­sko-radziec­kich. Stu­dia i mate­riały", t. VI. War­szawa 1970, s. 250-258. [wróć]

Zob. Przed Lokar­nem..., s. 256. [wróć]

Tamże, s. 250. [wróć]

Tamże, s. 253. [wróć]

Tamże, s. 253. [wróć]

Tamże, s. 250. [wróć]

Tamże, s. 254. [wróć]