Pismo. Magazyn Opinii 07/2020 - Patrycja Pustkowiak, David Szalay, Janina Bąk, Marcin Wicha

Kup ebooka

10.00 zł
8.29 zł (8,50 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

OPOWIADANIE

Przesuń w prawo

tekst PATRYCJA PUSTKOWIAK

Moja żona wróciła w nocy. Nie chcę przesadzać, ale w burzy, która rozpętała się wtedy na zewnątrz, było coś apokaliptycznego; w zasadzie nie nazwałbym jej burzą, a klęską żywiołową. Za oknem trwało istne oberwanie chmury, to nie był deszcz, a uberdeszcz, naddeszcz; do tego grzmiało i błyskało, a coś ciężkiego i świszczącego przecinało powietrze, jakby ktoś grał w badmintona szatańskimi skrzydłami; obawiałem się, że gdy tylko wychylę się przez okno, dostanę jednym po głowie.

To była taka noc, kiedy z łatwością można by napisać powieść gotycką, ale ja, zamiast to robić, siedziałem w salonie, przyczajony w rogu jak nocny ptak wypatrujący ofiary i patrzyłem na swoją żonę. Właśnie weszła do mieszkania i krzątała się po przedpokoju, zdejmując z siebie kolejne rzeczy - płaszcz, szalik, czapkę. Robiła to tak precyzyjnie i z takim oddaniem, jakby tej nocy zapragnęła zdjąć z siebie wszystko. Zastanawiałem się, kiedy zrobi to z własną twarzą - zedrze ją i zawiesi obok, na kołku, a w jej dawnym miejscu zostaną tylko ścięgna powiewające na wietrze jak stare pranie oraz gałki oczne - kulki od ruletki, które zamiast trafić do celu, będą gonić jak oszalałe po całej czaszce.

Zastanawiałem się, co by było, gdyby tak wyjątkowo się zaparła, pociągnęła za główny sznurek i ostatecznie ściągnęła z siebie samą siebie, co by wtedy zostało. Co się znajduje pod nią samą, upchniętą w siebie jak w worek, tak ciasno, że nic nie wystaje na zewnątrz. Może i w samej sobie się mieściła, ale na pewno nie w naszym małżeństwie. Widziałem bowiem, jak wysypuje się z niego z każdym kolejnym rokiem, jakby było dla niej zbyt małą walizką.

Próbowałem to powstrzymać. Coś zrobić, upchnąć to wszystko do środka - ale nie dawałem rady. Ciągle coś wystawało - a to jej niechęć do tego, jak wstawiam naczynia do zmywarki, zgrzytam zębami w nocy czy przebieram przez sen nogami (nie żebym jej tego nie mówił, zespół niespokojnych nóg dostała ze mną w pakiecie), wreszcie jak szoruję zęby czy źle wyciskam pastę. Za bardzo od góry, jakbym kogoś dusił, mówiła. - Czy ty chcesz kogoś zabić? - pytała, mimowolnie wskazując na trudny do przeoczenia fakt, że poza nią w pobliżu nie było nikogo innego.

TAK, COŚ SIĘ Z NAMI DZIAŁO. Kiedy ostatnimi czasy patrzyłem na żonę, było bardziej tak, jakbym patrzył na odległy port, w którym obcy ludzie bawią się do upadłego, albo na umieszczone w cudzych domach choinki. Była piękna i kusząca, ale zupełnie nie moja. Co więcej, miałem wrażenie, że z każdym dniem jest jej dla mnie coraz mniej, jakby była ciastem podjadanym w tajemnicy przez dzieci.

I tej nocy wróciła taka już nadjedzona, widziałem to wyraźnie, naga kość na policzku, noc żywych trupów. Może to rzeczywiście było Halloween, już nie pamiętam, pewnie mógłbym coś znaleźć w telefonie, jakąś notatkę pod #chaos-reins czy wrzuconego na fejsa gifa z lisem. Bardzo możliwe, że to było Halloween, bo potem jest dzień wolny, więc wszystko by się zgadzało - na lajcie mogła wyjść, a następnego dnia odespać mikrokaca i czekać, aż - jak zwykle - podam jej kawę do łóżka, formując serce z pianki, zupełnie nie zważając na to, że moje własne od pewnego czasu przypomina wyschnięte ptasie gówno albo nędzną, zgubioną lata temu pod łóżkiem rodzynkę.

SIEDZIAŁEM DALEJ W SALONIE, patrzyłem na nią i chciałem krzyczeć. Chciałem wrzeszczeć i przebić jej skroń długopisem, a potem patrzeć, jak krew tryska po ścianach. Następnie chciałem sam się zabić drutami od parasola, położyć obok niej i objąć ją dziurawymi rękami, mały i słaby, ludzik z papieru. A potem przywrzeć do niej jak huba, zalęgnąć się w niej jak pasożyt, wyjątkowo wredny, taki, na którego nie ma lekarstwa, taki, którego nie możesz się pozbyć. W sumie tego właśnie zawsze pragnąłem - być częścią niej. Tylko wtedy osiągnąłbym spokój - gdybym wszedł do niej jak do dziupli i ułożył się tam do snu.

Dalsza część artykułu dostępna w pełnej wersji

Rzecz gustu,

CZYLI REDAKCJA "PISMA" POLECA W LIPCU:

Nowe kino francuskie i włoskie w warszawskim Muranowie

Między 8 a 15 lipca m.in. w Warszawie, Białymstoku, Olsztynie i Krakowie w ramach 11. edycji Przeglądu Nowego Kina Francuskiego obejrzymy najciekawsze francuskie filmy ostatnich lat. Zaraz potem, między 2327 lipca warszawski Muranów zaprasza na włoską edycję filmową. W programie przeglądu Cinema Italia Oggi znajdziecie między innymi głośny i nagradzany obraz Zdrajca Marca Bellocchio oraz filmową adaptację kryminału Donato Carrisi W labiryncie.

WIĘCEJ: kinomuranow.pl

Polowanie na czarownice w BWA Warszawa

Wystawa w BWA Warszawa, zatytułowana W czarodziejską burzę włożę własną duszę mierzy się z tematem polowań na czarownice. Prace m.in. Zuzy Krajewskiej, Natalii LL, Karola Radziszewskiego czy Mikołaja Sobczaka, wskrzeszają motyw czarownicy, zawieszony pomiędzy wizją kobiecej niezależności a irracjonalności. Wystawa będzie otwarta do końca lipca.

WIĘCEJ: bwawarszawa.pl

Gdynia Design Days

W zmienionej formule, ale z niezmienionymi ambicjami, między 411 lipca zaprasza Gdynia Design Days. To wydarzenie - tym razem w wersji online - dla wszystkich entuzjastów odpowiedzialnego i zrównoważonego projektowania. W tym roku, obok stałych wątków związanych z nowymi technologiami, ekologią, wzornictwem, architekturą czy rozwojem miast, tematem wykładów, projekcji, dyskusji i warsztatów będzie uważność. Oprócz debat organizatorzy polecają warsztaty oraz interaktywny przewodnik po wystawach.

WIĘCEJ: gdyniadesigndays.eu

Festiwal Góry Literatury oraz Festiwal Reportażu w Krakowie

Letnie wydarzenia literackie, zgromadzone w ramach Koalicji Letnich Festiwali Literackich, odbędą się choć w odpowiednim reżimie sanitarnym. Festiwal Góry Literatury w Nowej Rudzie, Wałbrzychu i Ścinawce Górnej, zaplanowany między 1019 lipca, to cykl kameralnych spotkań z literaturą na Włodzickich Wzgórzach pod kuratelą Olgi Tokarczuk. A Non--fiction. Festiwal reportażu w Krakowie, odbędzie się w dniach 3-5 lipca.

WIĘCEJ: festiwalnonfiction.pl facebook.com/festiwalgoryliteratury

Kurdyjska scena artystyczna w Białymstoku

Przez cały lipiec mamy szansę lepiej poznać kurdyjską sztukę, odwiedzając wystawę Niech poprzedza Cię płomień w Galerii Arsenał elektrownia w Białymstoku. Składają się na nią instalacje multimedialne, prace rzeźbiarskie, rysunkowe i fotografie autorstwa artystów, należących do pokolenia trzydziesto- i czterdziestolatków.

WIĘCEJ: galeria-arsenal.pl

TYMCZASEM // FELIETON

Maski

Zdarzyło się zimą. Marta załatwiała coś na Tamtym Brzegu. Była zmęczona, weszła do kawiarni przy Sejmie - Przy Sejmie? Zwariowałaś? - Było najbliżej. - Weszła, a tam siedział facet z czerwoną twarzą. Dookoła uwijał się tłumek pomagierów. Facet rzucał jakieś straszne teksty o Żydach i o wyborach. A potem zaczął się przechwalać, że właśnie kupił od Chińczyków cały kontener maseczek.

- Jak wyglądał? - zapytałem. - Jak polityk, taki mniej znany. - Poseł? - Raczej nie.

Z ciekawości spędziliśmy trochę czasu przy komputerze, wyszukując coraz bardziej ekscentryczne postaci polskiego życia publicznego - Może to ten? - Podobny, ale nie on. - A ten? - Podobny, ale nie. - Aż wreszcie przy którymś - O rany, to ten. TO TEN! Słowo daję.

Więc to tak? Kiedy my wykupywaliśmy drożdże. Kiedy wypatrywaliśmy kuriera z delikatesów online. Kiedy poznawaliśmy Zooma. Kiedy oglądaliśmy dziwaczne seriale na Netfiiksie. Kiedy z pomocą YouTube'a uczy liśmy się składać papierowy ręcznik, żeby uformować coś na kształt dzioba. Kiedy przerabialiśmy T-shirty na ochronne hidżaby. Kiedy wyrzekaliśmy na swój ciężki los. Kiedy zawstydzaliśmy innych, że wyrzekają na swój ciężki los (uprzywilejowane bubki). Kiedy wyśmiewaliśmy nauczycielki z TVP. Kiedy występowaliśmy w obronie nauczycielek z TVP.

Kiedy my dryfowaliśmy na spotkanie przyszłości, poważni ludzie wchodzili w środki ochronne. Inwestowali w maski ze specjalnym filtrem i lewym certyfikatem. Prowadzili swoje karawany śladami Marco Polo.

To był ich czas. Czas instruktorów narciarskich, którym udało się otrzeć o wpływowy ortalion. Psich fryzjerów, którzy kiedyś wklepali szampon w ważnego yorka. To był czas kompanów od wysoko postawionego kieliszka. Kolegów od wędki. Znajomych od dwururki. Sodalisów od pobożnych bractw. Wielcy ludzie budowali początek pandemicznych oligarchii.

Ale przecież nawet my, niezdary, po obejrzeniu wszystkich seriali, dostrzegliśmy w końcu okazję biznesową.

Pod koniec maja zadzwonił znajomy. Zamierzał rozkręcić produkcję ozdobnych maseczek z zabawnymi i podnoszącymi na duchu nadrukami. Potrzebował projektów. Z radością podjąłem się zadania i niezwłocznie przystąpiłem do pracy.

Zacząłem od klasycznego: "W tej masce nikt nie wie, że jestem psem".

Obserwacje marketingowe na Facebooku wykazały, że psy nie działają. Przygotowałem wersję: "W tej masce nikt nie wie, że jestem kotem". Potem "Jestem kotką". To nie brzmiało postępowo.

Na wszelki wypadek dodałem nadruk treści: "Popieram feminatywy i feminatywki".

Potem napis: "Kocham osoby".

Na koniec wyznanie: "Nie boję się wirusa, tylko jestem nieśmiały".

"Maski dla introwertyków" - wydały się obiecujące. Wystartowałem z serią romantyczną (kładąc nacisk na jakość produktu): "Między nami jest 100% bawełny".

Dorzuciłem propozycję figlarną: "W domu moja twarz hasa na golasa".

Uderzyłem w wyższe tony: "Pod tą maską bywa twarz".

Poszedłem za ciosem: "Pod tą maską bywa twarz prawdziwego Polaka". Akurat ten segment rynku jest już zajęty, ale co szkodzi spróbować?

Nie zapomniałem o przedsiębiorcach. Przywaliłem bezkompromisowo: "Boso, ale na tarczy".

W tym momencie olśniło mnie, żeby opracować uniwersalny wzór na demonstracje antyrządowe orazimprezy towarzyskie. Z napisem "To nie ja".

Dalej wszystko potoczyło się normalnie. Niedoszły fabrykant przestał odpowiadać na maile. Chyba się obraził. W sumie bez znaczenia, bo premier ogłosił Czwarty Etap Luzowania Obostrzeń. W swej łaskawości władze zniosły obowiązek zakrywania ust i nosa w miejscach publicznych. Okazja minęła.

Podobno maski należy jeszcze nosić w taksówkach. Może to jest pomysł: wsiąść do taksówki z napisem "Proszę ściszyć radio" na twarzy.

Albo: "Nie znam odpowiedzi". W takiej sam mógłbym chodzić. Niezależnie od sytuacji epidemiologicznej.

rysunek ARKADIUSZ HAPKA

MARCIN WICHA (ur. 1972), grafik, projektuje okładki, plakaty, znaki graficzne. Pisarz. Nagrodzony Paszportem "Polityki" 2017 w kategorii literatura za Rzeczy, których nie wyrzuciłem.