przebłysk geniuszu u S
Serena van der Woodsen sączyła latte i patrzyła ponuro spod zmrużonych powiek. Przycupnęła jak zwykle na schodach Metropolitan Museum of Art. Jej bujne jasnoblond włosy wysypywały się spod kaptura białego kaszmirowego płaszcza i rozsypywały na ramionach. O, znowu jest! Reklama Łez Sereny na boku autobusu M102. Właściwie nie miałaby nic przeciwko temu zdjęciu. Podobało jej się, jak zimny wiatr targał jej żółtą sukienką, odsłaniając opalone na St. Barts kolana. I chociaż miała na sobie tylko sandały i letnią sukienkę w środku lutego w Central Parku, wyretuszowali gęsią skórkę, która wyskoczyła jej na rękach i nogach. Podobało jej się nawet to, że nie użyła szminki, więc jej idealnie pełne usta wyglądały na trochę spierzchnięte i zsiniałe. Tylko te łzy w wielkich, ciemnoniebieskich oczach jej się nie podobały. Oczywiście to ze względu na nie Les Best nazwał nowe perfumy Łzami Sereny. Jednak Serena naprawdę wtedy płakała, bo tego dnia - nie: dokładnie w tej minucie - zerwał z nią Aaron Rose. A była w nim zakochana co najmniej przez tydzień, nie miała co do tego żadnych wątpliwości. Teraz męczyła ją myśl, że skoro zerwali, nie ma już nikogo, kogo mogłaby kochać, i nikogo, kto by ją kochał. I przez to znowu chciało jej się płakać.
Oczywiście zakochiwała się w prawie każdym chłopaku, którego poznała, i każdy chłopak na świecie zakochiwał się po uszy w niej. Trudno, żeby było inaczej. Ale ona chciała, żeby ktoś ją kochał całkowicie i bez pamięci, żeby poświęcał jej całą uwagę. To rzadki rodzaj miłości. To prawdziwa miłość. Nigdy takiej nie zaznała.
Ogarnęło ją nietypowe dla niej przygnębienie i melancholia. Wyjęła gauloises'a z wymiętej torebki z czarnego sztruksu. Zapaliła papierosa i patrzyła, jak się żarzy.
- Czuję się brzydka jak ta pogoda - mruknęła, ale w tej samej chwili rozpromieniła się na widok najlepszej przyjaciółki, Blair, idącej w jej stronę po schodach. Podniosła drugi kubek latte, którą specjalnie dla niej kupiła, wstała i podała kawę przyjaciółce.
- Zabójcze buty - zauważyła, podziwiając najnowszy zakup Blair.
- Możesz je pożyczyć - zaproponowała Blair wspaniałomyślnie. - Ale zabiję cię, jeśli je czymś zabrudzisz. - Pociągnęła Serenę za rękaw. - Chodź, bo się spóźnimy.
Spacerkiem zeszły po schodach i ruszyły Piątą Aleją w stronę szkoły. Po drodze sączyły kawę. Zimny porywisty wiatr szalał wśród nagich gałęzi drzew Central Parku, przyprawiając dziewczyny o dreszcz.
- Jezu, strasznie zimno - syknęła Blair. Włożyła wolną dłoń do kieszeni płaszcza Sereny, tak jak to robią najlepsze przyjaciółki. - No więc... - Chciała dać upust emocjom. Zapanowała nad łzami, ale głos nadal jej drżał. - Nie dość, że moja matka w kółko głaszcze się po brzuchu, to jeszcze dzisiaj przychodzi dekorator wnętrz, żeby przerobić mój pokój na żłobek w kolorze cykorii i gówna!
Nagle tęsknota za prawdziwą miłością wydała się Serenie trywialna. Ona nie miała rozwiedzionych rodziców, jej ojciec nie okazał się gejem, a matka nie zaszła w ciążę w nieprzyzwoicie średnim wieku. I to nie Serena miała przyrodniego brata, który najpierw by się zakochał w niej, a potem w jej najlepszej przyjaciółce, a na koniec obie je spławił. I nikt jej nie wyrzucał z własnego pokoju. Co więcej to nie ona wciąż była dziewicą w wieku siedemnastu lat, nie ona pocałowała faceta z komisji rekrutacyjnej z Yale i nie ona omal nie straciła dziewictwa z absolwentem Yale, który miał przeprowadzić z nią rozmowę kwalifikacyjną, co prawdopodobnie przekreśliło wszelkie szanse na dostanie się do wymarzonego college'u. Kiedy się nad tym wszystkim zastanowiła, to doszła do wniosku, że w porównaniu z Blair wiedzie cudowne życie.
- Ale dostaniesz pokój Aarona, nie? Odnowili go dla niego, jest całkiem ładny.
- Zasłony z konopi i przyjazne naturze meble z miłorzębuszydziła Blair. - Poza tym Aaron to idiota. To on wymyślił, żebyśmy pojechali na ferie na Oahu.
Według Sereny Oahu nie brzmiało wcale tak źle, ale nie zamierzała spierać się z Blair, kiedy ta była w złym nastroju i mogła jej wydrapać oczy. Przeszły Osiemdziesiątą Szóstą na czerwonym świetle. Wpadając na siebie, umykały przed taksówkami
1cudem uniknęły rozjechania. Gdy doszły do chodnika, Serena nagle się zatrzymała. Jej błękitne oczy rozbłysły.
- Ej! A może wprowadzisz się do mnie?!
Blair przykucnęła, rozmasowując przemarznięte gołe łydki.
- Możemy iść dalej? - burknęła.
- Mogłabyś mieszkać w pokoju Erika - ciągnęła podekscytowana Serena. - I możesz całkowicie olać Oahu i pojechać z nami na narty do Sun Valley!
Blair wstała, dmuchnęła w kawę i mrużąc oczy, spojrzała poprzez parę na przyjaciółkę. Odkąd Serena wróciła ze szkoły z internatem, Blair nie mogła jej ścierpieć, ale czasami ją uwielbiała. Wzięła ostatni łyk latte i rzuciła do połowy pełny kubek z kawą do kosza.
- Pomożesz mi się przenieść po szkole?
Serena wzięła Blair pod rękę i szepnęła jej do ucha:
- Wiesz, że mnie kochasz.
Blair uśmiechnęła się i oparła głowę, ciężką od zmartwień, na ramieniu Sereny. Skręciły w Dziewięćdziesiątą Trzecią. Raptem ze trzysta metrów dalej znajdowały się błękitne, królewskie podwoje prowadzające do szkoły dla dziewcząt Constance Billard. Przed wejściem kręciły się dziewczyny w szarych, plisowanych spódniczkach, uczesane w kucyki i plotkowały o nadchodzącej niesławnej parze z najstarszej klasy.
- Słyszałam, że po tej reklamie perfum Serena podpisała fantastyczny kontrakt jako modelka. Ma zamiar sprowadzić swoje dziecko z Francji. No wiecie: to, które urodziła przed powrotem do Nowego Jorku. Wszystkie supermodelki mają dziecićwierkała Rain Hoffstetter.
- Słyszałam, że ona i Blair zamierzają wynająć mieszkanie w centrum i razem wychowywać dziecko zamiast iść do college'u. Blair postanowiła nigdy nie uprawiać seksu z facetem, a jak widać Serena ma go już dość na resztę życia. Tylko spójrzcie na nie - wyrzuciła z siebie Laura Salmon.
- Pewnie uważają to za jakąś wielką deklarację feminizmu czy coś w tym stylu - zauważyła Isabel Coates.
- Aha, ciekawe jak się będą czuły, gdy rodzice się ich wyrzekną - stwierdziła Kati Farkas.
Zadzwonił pierwszy dzwonek.
- Hej - rzuciły Blair i Serena, przechodząc koło koleżanek.
- Świetne buty - zaświergotały w odpowiedzi Rain, Laura, Isabel i Kati, chociaż tylko Blair miała nowe pantofle.
Serena nosiła te same co zwykle, zdarte, sznurowane kozaki z brązowego zamszu. Nosiła je od października. Blair zawsze miała najlepsze buty i najlepsze ciuchy, a Serena i tak zawsze wyglądała prześlicznie, nawet w postrzępionych, poprzypalanych papierosami ubraniach z internatu. To był kolejny powód, żeby nie cierpieć tej pary. Albo żeby ją uwielbiać - zależy od tego, kim jesteś i jakie masz samopoczucie.