uczennica z upper east side odkrywa szokujący seksskandal!
- Ble - mruknęła Blair Waldorf do swojego odbicia w dużym lustrze, znajdującym się po wewnętrznej stronie drzwi jej szafy. Lubiła porządek w szafie, choć oczywiście bez przesady. Białe z białymi, złamana biel ze złamaną bielą, granatowe z granatowymi, czarne z czarnymi. Ale na tym koniec. Dżinsy leżały w kupie na dnie szafy. Miała ich dziesiątki. To było prawie jak gra, zamknąć oczy i wyciągnąć jakieś spodnie, które kiedyś aż za bardzo dopasowane w tyłku, teraz zrobiły się trochę luźnawe, jak zrezygnowała z mleka i ciastek Chips Ahoy po kolacji.
Blair wpatrywała się w lustro, analizując swój strój. Przejrzysta bladoróżowa bluzka Marca Jacobsa była w porządku, tak samo dżinsowe rurki Seven. To fuksjowy stanik La Perla stanowił problem. Prześwitywał przez bluzkę, przez co wyglądała jak tancerka erotyczna. Szła tylko do Nate'a, żeby spędzić trochę czasu z nim i Sereną. Nate lubił gadać o stanikach. Wszystko go bardzo ciekawiło, na przykład do czego służą fiszbiny albo dlaczego niektóre staniki mają zapięcia z przodu, a inne z tyłu. Najwyraźniej strasznie go to jarało, ale było też słodkie. Był jak mały, samotny chłopczyk, któremu brakowało starszej siostry.
Jasne.
Postanowiła zostawić stanik ze względu na Nate'a, ale na wierzch włożyła ulubiony czarny, kaszmirowy rozpinany sweter Loro Piana, który zdejmie zaraz po przekroczeniu progu jego ciepłego domu. Może na widok jej seksownego stanika Nate uświadomi sobie, że jest w niej zakochany równie długo, jak ona w nim.
Może.
Otworzyła drzwi sypialni i krzyknęła w głąb wielkiego apartamentu przy Wschodniej Siedemdziesiątej Drugiej, pełnego stylowych mebli i obrazów francuskich impresjonistów.
- Mamo! Tato! Idę do Nate'a! Zostajemy u niego na noc z Sereną!
Nie doczekawszy się odpowiedzi, poszła, stukając chodakami na drewnianych podeszwach i wierzchem z baraniej skóry, które kupiła pod wpływem impulsu w Scoop, do olbrzymiej sypialni rodziców, kierując się prosto do garderoby matki. Eleanor Waldorf trzymała w szufladzie z bielizną plik nowiutkich dwudziestek; były to specjalne pieniądze dla Blair i jej dziesięcioletniego brata Tylera na niezbędne wydatki - czyli taksówki, cappuccino, a w przypadku Blair także szpilki od Manolo Blahnika. Dwadzieścia, czterdzieści, sześćdziesiąt, osiemdziesiąt, sto. Dwadzieścia, czterdzieści, sześćdziesiąt, osiemdziesiąt, dwieście. Blair przeliczyła szeleszczące banknoty, złożyła i wsunęła do tylnej kieszeni dżinsów.
- Gdybym był cabernetem - usłyszała ze znajdującej się obok garderoby ojca jego głos - to jak można by opisać mój bukiet?
Excusez-moi?
Blair podeszła do czekoladowobrązowej aksamitnej zasłony, która oddzielała garderobę matki od garderoby ojca.
- Jeśli robicie to, kiedy jestem w domu, to musicie wiedzieć, że to naprawdę obleśne - oznajmiła stanowczo. - W każdym razie idę do Nate'a, więc...
Jej ojciec, wielmożny pan Harold J. Waldorf III, wystawił głowę zza zasłony, trzymając ją kurczowo, by Blair nie mogła jej rozsunąć. Zza zasłony wystawało także jego jedno ramię, więc widziała, że był ubrany w swój ulubiony grafitowy kaszmirowy szlafrok Paul Smith. Ale skoro nie był nago, to dlaczego nie chciał, żeby zajrzała za zasłonę?
- Mama jest z Misty Bass. Ustalają menu na imprezę dobroczynną w Muzeum Guggenheima - powiedział; jego przystojna, ładnie opalona twarz była lekko zarumieniona. - Myślałem, że cię nie ma. To gdzie się wybierasz?
Blair spiorunowała go wzrokiem, po czym gwałtownie odchyliła zasłonę, przyłapując go, jak chowa swojego dość nieporęcznego BlackBerry do kieszeni szlafroka. Przepchnęła się obok niego i stanęła pośród jego szytych na zamówienie garniturów od Valentino i Diora, opierając ręce na biodrach. Z kim rozmawiał? Ze swoją stażystką? Sekretarką? Sprzedawczynią z Hermés, jego ulubionego sklepu?
- Co jest, misiaczku? - Ojciec uśmiechnął się nerwowo i spojrzał na nią niewinnie niebieskimi oczami. Zbyt niewinnie. Co on ukrywał?
Czy naprawdę chciała wiedzieć?
Żołądek wywrócił się jej z obrzydzenia, a w oczach pojawiły łzy, kiedy potykając się, wyszła z sypialni rodziców, a potem do holu. Złapała ciemnopomarańczową torbę od Jimmy'ego Choo i pobiegła do windy.
Luty był wyjątkowo paskudny. Aż jej zaparło dech z zimna, do tego prószył śnieg. Zwykle Blair pokonywała pieszo te dwanaście przecznic, które dzieliły ją od domu Nate'a, ale dziś nie miała na to cierpliwości. Chciała jak najszybciej zobaczyć przyjaciół i opowiedzieć im, jakim łajdakiem jest jej ojciec. Na dole czekała już taksówka. Co prawda nie na nią, tylko panią Solomon spod 4A, ale kiedy Alfie, ubrany w ciemnozielony uniform portier, zobaczył zdeterminowaną minę Blair, pozwolił jej wsiąść.
Poza tym zawsze to jakaś rozrywka przywołać na śniegu kolejną taksówkę.
Na kamiennym murze ciągnącym się wzdłuż Central Parku leżała warstwa śniegu. Wysoka, starsza kobieta i jej yorkshire terrier, ubrani w takie same czerwone, pikowane płaszcze od Chanel i z takimi samymi czarnymi aksamitnymi kokardami w siwych włosach/sierści, przecięli Siedemdziesiątą Drugą i weszli do sklepu Ralpha Laurena na rogu. Taksówka Blair mknęła Madison Avenue, mijając Zitomer, Agn?s B. i Three Guys Coffee Shop, gdzie wszystkie uczennice Constance Billard chodziły po szkole, aż w końcu skręciła w Osiemdziesiątą Drugą i zatrzymała się przed domem Nate'a.
- Wpuść mnie! - krzyczała do domofonu przed eleganckimi drzwiami frontowymi z kutego żelaza i szybkami, raz po raz niecierpliwie naciskając guzik.
Nate i Serena nadal siedzieli przytuleni w kuchni, kiedy zabrzęczał domofon. Serena podniosła głowę i otworzyła oczy, jakby budząc się ze snu. Nie doszło między nimi do pocałunku, o którym oboje fantazjowali, ale pewnie tak było lepiej.
- Chyba już się rozgrzałam - oznajmiła Serena i zeskoczyła z białego marmurowego blatu, przybierając obojętny wyraz twarzy, jakby ta magiczna chwila nigdy się nie wydarzyła. A może rzeczywiście się nie wydarzyła, nie była pewna. Uśmiechnęła się szeroko do zniekształconego na monitorze obrazu Blair pokazującej jej środkowy palec. - Wchodź, skarbie! - krzyknęła, wpuszczając najlepszą przyjaciółkę.
Nate starał się pozbyć niepokojącej myśli, że Blair przyłapała go i Serenę razem. Nic takiego nie robili. Byli przyjaciółmi i po prostu spędzali razem czas, a chyba właśnie to robią przyjaciele. Nie miała na czym ich przyłapać. Ubzdurał to sobie.
Czy na pewno?
- Cześć napaleńcy. - Blair weszła do kuchni, a w jej lśniących, długich do ramion kasztanowych włosach topiły się płatki śniegu. Miała zaróżowione od zimna policzki, jej niebieskie oczy były zaczerwienione, a starannie wyregulowane ciemnobrązowe brwi zmierzwione, jakby płakała lub tarła oczy jak szalona. - Mam wam do opowiedzenia pokręconą historię. - Rzuciła na podłogę pomarańczową torbę i wzięła głęboki oddech, jednocześnie wywracając oczy, by dodać tej chwili jak największej dramaturgii. - Jak się okazuje, mój ojciec, Harold Waldorf III, nudny do bólu prawnik, ma romans. Tuż przed wyjściem przyłapałam go, jak wisiał na telefonie z jakąś niunią i pytał: "Gdybym był winem, to jak można by opisać mój bukiet?"
- Wow - powiedzieli jednocześnie Serena i Nate.
Blair odkręciła kran, a po chwili zakręciła. Jej twarz wykrzywiał grymas.
- To było takie... obleśne! - jęknęła z obrzydzeniem, podziwiając swoje odbicie w białej porcelanie. Uniosła głowę i założyła włosy za małe, leciutko spiczaste uszy, czekając, aż przyjaciele zaczną ją pocieszać, żeby poczuła się choć trochę lepiej.
Jakby to było możliwe.
- Może po prostu świntuszył z twoją matką - powiedziała Serena.
- Właśnie - przytaknął Nate. - Moi starzy ciągle to robią - dodał, czując lekkie mdłości. Jego ojciec, były kapitan marynarki, był takim sztywniakiem, że najprawdopodobniej nawet nie myślał o świntuszeniu, z obawy, że zostanie postawiony przed sądem wojskowym.
Blair się skrzywiła. Pomysł, że jej pulchna, ciągle opalona po St. Barts i zakochana w złotej biżuterii matka może uprawiać jakikolwiek rodzaj seksu, nie wspominając już o seksie przez telefon, z jej chudym, gogusiowatym ojcem w skarpetach w romby, był tak nieprawdopodobny i totalnie odrażający, że wolała nawet o tym nie myśleć.
- Nie - powiedziała, porywając z blatu niedojedzone ciastko Sereny i wpychając je do buzi. - To była jakaś inna kobieta. To znaczy, spójrzmy prawdzie w oczy - mówiła, nadal przeżuwając. - Tata jest przystojny, świetnie się ubiera, jest ważnym prawnikiem i w ogóle. A mama jest kompletnie stuknięta, nie zajmuje się niczym istotnym, ma żylaki i sflaczały tyłek. To jasne, że on ma romans.
Serena i Nate pokiwali głowami, jakby teraz nabrało to sensu. Serena uściskała mocno przyjaciółkę. Blair była dla niej jak siostra, której nigdy nie miała. W czwartej klasie udawały przez cały miesiąc, że są bliźniaczkami dwujajowymi. Ich nauczycielka wuefu, pani Etro, która została wylana w połowie roku szkolnego za niestosowne dotykanie - które nazywała "asekuracją" - podczas ćwiczeń akrobatycznych, nawet dała się na to nabrać. Nosiły takie same różowe bluzki Izod i obcięły włosy na identyczną długość. Nawet nosiły w uszach takie same złote koła od Cartiera, dopóki nie uznały, że są tandetne i zamieniły je na brylantowe wkręty od Tiffany'ego.
Blair przycisnęła twarz do obojczyka Sereny i ciężko westchnęła.
- To wszystko jest takie pokręcone, że chce mi się rzygać. Serena głaskała Blair po plecach, napotykając nad jej błyszczącymi kasztanowymi włosami, będącymi pod opieką Elizabeth Arden Red Door Salon, spojrzenie Nate'a. Nie mogła powiedzieć teraz o tym, że chcą ją wysłać do szkoły z internatem, nie kiedy jej przyjaciółka była cała roztrzęsiona. I nie chciała, żeby Nate o tym wspominał.
- Chodźcie, nalejemy sobie martini i obejrzymy jakiś głupi film.
Nate zeskoczył z blatu, był zupełnie zdezorientowany. Nagle marzył tylko o tym, żeby przytulać Blair i scałowywać jej łzy. Teraz i na nią był napalony?
Na tym polega problem z przyjaciółmi, którzy są chłopcami. Facet zawsze pozostanie facetem.
- Mamy tylko wódkę i szampana. Wszystkie dobre wina i whisky starzy trzymają zamknięte w barku dla swoich gości - przeprosił, ściągając szarą bluzę J. Crew, a widok jego obnażonego opalonego pępka prawie przyprawił obie dziewczyny o atak serca.
Mniam.
Serena oderwała się od Blair i podeszła do szafki na chleb, gdzie większość rodzin trzymała chleb, ale mama Nate'a przechowywała tam kartony gitanes'ów, które jej siostra przysyłała z Francji dwa razy w miesiącu za pośrednictwem FedEksu, bo papierosy tej marki sprzedawane w Stanach po prostu nie miały tego świeżego smaku. Otworzyła drzwiczki i wyjęła ciemnoniebieską paczkę.
- Jakoś sobie poradzimy. - Otworzyła kartonik i włożyła do ust dwa papierosy, co wyglądało, jakby miała kły. Następnie skinęła na Nate'a i Blair, żeby poszli za nią do głównej sypialni. Jeśli ktoś mógł się uważać za eksperta od zmian nastroju, to właśnie Serena. Była to jedna z rzeczy, które w niej kochali. - Zabawimy się - dodała wesoło.
A Serena umiała się bawić.
Olbrzymia sypialnia Archibaldów została urządzona przez matkę Nate'a w stylu Ludwika XVI; nad zagłówkiem wielgachnego łoża z czerwono-złotym obiciem znajdowało się olbrzymie lustro w złoconych ramach, a w oknach wisiały ciężkie, złote zasłony. Ściany były pokryte czerwono-złotymi tapetami w lilie burbońskie, wisiały na nich także obrazy przedstawiające letni pałac w pobliżu Nicei, własność rodziny pani Archibald. Na podłodze leżał czerwono-niebiesko-złoty perski dywan, ocalony z "Titanica", który pani Archibald kupiła na aukcji w Sotheby's i podarowała mężowi na dziesiątą rocznicę ślubu. Jedynym nowoczesnym akcentem w tym historycznym otoczeniu był okrągły świetlik nad łóżkiem, przez który widać było nocą gwiazdy.
To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.