Trzy
Anna Kuliscioff, ur. ok. 1854
Zanim Anna Kuliscioff poświęciła swoje życie walce o prawa włoskich kobiet, urodziła się na południu Ukrainy. Gdy tylko dorosła na tyle, by pojąć podstawową ideę człowieczeństwa, zaczęła wyjaśniać ją otoczeniu, za co spotykały ją zesłania, aresztowania i wyroki więzienia w całej Europie.
W 1877 roku śpiewała w kijowskim parku, żeby zarobić na kolację, a potem uciekła z kraju z fałszywym paszportem. Ledwo co przybyła do Szwajcarii w poszukiwaniu tajnej drukarni, a już wtargnęli tam policjanci i zaczęli wypytywać o jej rewolucyjne przekonanie, że kobiety nie powinny być traktowane jak własność.
Wydalono ją z Francji, aresztowano w Mediolanie, uwięziono we Florencji, choć nie było żadnych dowodów jej winy poza tym, że ewidentnie nie chciała się podporządkować. W 1881 roku miała już córkę, której ojcem był włoski anarchista. Anna Kuliscioff postarała się o to, by nie poślubić tego mężczyzny, miała bowiem inne pomysły.
Anna Kuliscioff, 1886
Anna Kuliscioff tak często była obiektem oburzenia i wyzwisk, że w 1884 roku właściwie przestała je zauważać. Zaczęła studia medyczne na uniwersytecie w Neapolu, mimo że przed nią nie zrobiła tego żadna kobieta. Interesowała się epidemiologią i tym, dlaczego tak wiele Włoszek umiera na gorączkę połogową. W 1886 roku, podczas obrony pracy dyplomowej, gdy zarzucono jej, że stanowi patologiczne wypaczenie kobiecości, Anna Kuliscioff przerwała na chwilę wywód i przytoczyła poprawną medyczną definicję pojęcia "patogeneza". A potem obroniła dyplom.
Patria potestas
Na gruncie obrony ludzkiego życia Anna Kuliscioff występowała przeciwko papieżowi, rosyjskiemu carowi i większości włoskich socjalistów. Ci mężczyźni zajmowali się absurdalnymi sprawami, zamiast zadbać o to, by nie dochodziło do infekcji poporodowych, którym przecież można było zapobiec. Jeszcze gorsze, naprawdę nikczemne, było to, jak w domowym zaciszu od niechcenia gnębili ciała, niemal zawsze ciała kobiet, na mocy prawa cywilnego zwanego patria potestas.
Patria oznaczała zarówno "ojca", jak i "ojczyznę", a potestas to był gruby węzeł ich władzy, by rozporządzać kobietami, dziećmi i sprzętami domowymi. Prawo patria potestas przechodziło z ojca na ojca od czasów Imperium Rzymskiego. W kodeksie Pisanellego z 1865 roku połączono je z zapisem autorizzazione maritale, który uprawniał męża do traktowania żony jak wiecznego dziecka - bez względu na to, jak rozwinęły się jej ciało i umysł, mężatka w ojczyźnie nigdy nie była w pełni osobą. Anna Kuliscioff została lekarką najszybciej jak mogła, a specjalizowała się w ginekologii i anarchizmie.
Dottoressa Anna Kuliscioff, Il monopolio dell'uomo, 1890
W 1890 roku dottoressa Kuliscioff została zaproszona do wygłoszenia wykładu w Towarzystwie Filologicznym Uniwersytetu w Mediolanie, gdzie wcześniej nie występowała żadna kobieta. Wybrała tytuł Monopol mężczyzn. W pogodny kwietniowy dzień Anna Kuliscioff wykorzystała okazję, by wyjaśnić zebranym, dlaczego małżeństwo jest w istocie upokorzeniem dla kobiet. Filolodzy powinni dobrze wiedzieć - podkreśliła - że patria potestas to nic innego jak łacińskie określenie ojców, którzy tanio sprzedawali swoje córki tym samym mężczyznom, którzy je zgwałcili.
Dottoressa Anna Kuliscioff, "Critica Sociale", 1899
Skazana przez trybunał wojskowy na kilka miesięcy więzienia, dottoressa Anna Kuliscioff odzyskała wolność pierwszego dnia 1899 roku. Wróciła do domu, do zakurzonych książek, do zimowego światła wpadającego przez okna, do widoku białych iglic Duomo w Mediolanie, obwieszczającej swoją dominację nad placem. Anna Kuliscioff pozwoliła sobie zasiąść na zielonej kanapie na czas, jakiego potrzebowała do wypicia jednej kawy. Był nowy rok, wkrótce miał rozpocząć się nowy wiek; Anna Kuliscioff uznała, że choć połowa radykalnych socjalistów, którzy pisali do "Critica Sociale", wciąż przebywa w więzieniu, nie można zwlekać z publikacją.
W gorączce atramentu i kurzu napisała do wszystkich osób, które mogłyby pomóc przy tworzeniu kolejnego numeru: towarzyszy, rewolucjonistów, socjalistek, feministek, pisarek, redaktorów. Jedną z towarzyszek Anny Kuliscioff była socjalistyczna rewolucjonistka, której feministyczny periodyk redagowała młoda pisarka Rina Faccio.
Rina, 1901
Wieczorami Rina mogła swobodnie czytać i chodzić do teatru. Na północy zaczynało się wtedy słyszeć słowo femminista, które brzmiało jak francuskie femme oznaczające zarówno "żonę", jak i "kobietę". Zdecydowanie wolałyśmy kobiety od żon, więc uważnie obserwowałyśmy znaki tego, co miało nadejść. Na przykład teatr w Mediolanie był tak zatłoczony, że Rina ledwo znalazła miejsce. Wystawiano tam dramat Ibsena Dom lalki - historię kobiety o imieniu Nora, która przestaje być żoną. W ostatnim akcie Nora opuszcza dom, męża i dzieci, a gdy zamyka za sobą drzwi, brzmi to tak, jakby zatrzasnęło się stulecie.
Eleonora Duse, Nora, 1891
Dom lalki po raz pierwszy zawitał do Włoch wraz z aktorką Eleonorą Duse. Była już sławna, kiedy w 1891 roku stanęła na deskach mediolańskiego teatru, trzydziestodwuletnia, melancholijna i zdeterminowana. Na zimnej scenie zdjęła kapelusz i futro, skłoniła głowę, a na szyję założono jej łańcuch z ciężkimi kluczami. Całość sięgała jej ud, tak że przy każdym kroku rozlegał się dźwięk kluczy i łańcuchów, łańcuchów i kluczy. W dniu premiery bilety na jej spektakl kosztowały dwa razy więcej niż zwykle, a mimo to teatr pękał w szwach od stłoczonych po balkony ciał. Potem kurtyna poszła w górę, a Eleonora Duse stała się Norą.
Rina, Sibilla, 1902
W 1902 roku Rina zostawiła tego mężczyznę, dziecko i swoje nazwisko. Uciekła do Rzymu i wynajęła maleńki pokój z biurkiem do pisania. Udzielała korepetycji, pracowała jako wolontariuszka w przychodni dla biednych dzieci i zakochała się w wybitnym powieściopisarzu. Kiedy ten zapytał o jej imię, Rina odparła, że nazywa się Sibilla, jak Sybilla z Delf. Nowe imię było jak czysty zeszyt; Rina mogła wpisać do niego siebie. Dzięki folio świeżych stron mogła napisać siebie, stając się Sibillą, enigmatyczną i dźwięczną.
Z punktu widzenia kodeksu Pisanellego popełniła niewybaczalny występek: nikomu nie wolno zakończyć małżeństwa, a zwłaszcza nie żonie i matce. Adwokat podjął się jej sprawy niechętnie, wyłącznie z dobroci serca. Powiedział, że pani Pierangeli Faccio nie ma szans i już nigdy nie zobaczy swojego dziecka. Stare imiona będą się za nią ciągnąć jak łańcuchy. Wychodząc z biura adwokata, Sibilla wydała z głębi gardła dźwięk podobny do tego, który słychać, gdy opary wydostają się z popękanej ziemi. Potem wróciła do pisania.
Sibilla Aleramo, ur. 1906
W późniejszych latach Sibilla Aleramo mówiła, że urodziła się w 1906 roku, kiedy w Turynie wydrukowano książkę Una donna. Wzięła pierwszy egzemplarz do ręki. Nie przypominał dziecka. Nie przypominał butelki laudanum. To był solidny przedmiot, o ciężarze życia. Na grzbiecie widniało jej nowe imię. Nikt nie potrafił określić, czy to powieść, czy autobiografia, ale jej strony zapewniły Sibilli pożywienie, gdy przyszła na świat, bez mrugnięcia okiem, w wieku trzydziestu lat. To była historia, którą opowiadała o sobie sama, jak sybilla, która żywi się własnymi słowami.
Sibilla Aleramo, Una donna, 1906
Początkowo rękopis książki Una donna został odrzucony przez grono mediolańskich wydawców, ponieważ był zbyt nudny. Orzekli, że to tylko historia kobiety. Znali tę historię, istniała tylko jedna taka historia. Brakowało w niej dramatycznego napięcia.
Una donna to historia kobiety, której matka w białej sukience wypada przez okno jak skrawek papieru, której ciało zostaje zdeptane jak hiacynt, której ojciec dostarcza ją temu mężczyźnie, której syn rodzi się wśród prania i siniaków. To historia kobiety, która nie ma na imię Nora i która w końcu przestaje być żoną.
Una donna ukazała się nakładem niewielkiej pracowni typograficznej w Turynie i niemal natychmiast wykupiono wszystkie egzemplarze. Mediolańscy wydawcy bardzo się zdziwili, ale jako roztropni biznesmeni nabyli prawa do przedruku. Zauważyli, że być może pojawił się nowy rynek na nudne historie o kobietach, a może to kobiety, które je czytają, z jakiegoś niepojętego powodu uważają je za interesujące.
Congresso nazionale delle donne italiane, 1908
Wiosną 1908 roku na pierwszy Narodowy Kongres Kobiet we Włoszech przybyła sama królowa Helena w odważnej niebieskiej spódnicy i kapeluszu z piórami. Cena za przejazd koleją została obniżona, by nauczycielki, listonoszki i opiekunki z domów dziecka z całych Włoch mogły zjechać do Rzymu, wejść po uświęconych stopniach na Wzgórze Kapitolińskie i spotkać się z hrabinami i osławionymi femministe. Ponad tysiąc kobiet obserwowało, jak hrabina Gabriella Rasponi Spalletti przewodniczy ceremonii inauguracyjnej w zdobionej freskami Sala degli Orazi e Curiazi; w ogrodach podano im herbatę, a potem wszystkie wspólnie zajęły się kwestią kobiecą.
Tak naprawdę pojawiło się wiele kwestii kobiecych. Postulaty imigrantek nie pokrywały się z tymi, które wysuwały hrabiny. Sufrażystki chciały uzyskać prawo głosu, nauczycielki chciały uczyć czytania i pisania, opiekunki z domów dziecka chciały pomocy dla nieletnich matek. Niemniej dwie propozycje spotkały się z powszechnym poparciem: zniesienie haniebnego przepisu autorizzazione maritale oraz wprowadzenie zasady, że każdy mężczyzna uczestniczący w Kongresie nie powinien mieć prawa głosu co do jego przebiegu.
Sibilla Aleramo i Lina Poletti, 1908
W 1908 roku Sibilla Aleramo była znaną pisarką i osławioną femminista. Lina Poletti, dwudziestotrzyletnia poetka o złotych oczach, przyglądała jej się z marmurowego wejścia do Sala degli Orazi e Curiazi. Były w Rzymie, trwał kwiecień, a wszędzie roiło się od kobiet. Zbierały się w rozgrzanych pokojach i dyskutowały o prawach, które powinny im przysługiwać. Pojawiła się nawet królowa, a wraz z nią księżniczka Maria Letycja, żeby posłuchać o edukacji dziewcząt. Anna Kuliscioff zachęcała wszystkie, by nie zadowalały się wykształceniem dziewczynek, skoro mogą obalić prawo patria potestas i męskich autokratów, którzy je podtrzymują.
Poetka to osoba, która stoi na progu i widzi przestrzeń przed sobą jako morze, w którego falach można się zanurzyć. Lina wzięła wdech, a potem zagłębiła się w tłum, między ławice wystających ramion, wzbierający gwar rozmów i falujące suknie. W końcu dotarła do Sibilli i triumfalnie wypuściła powietrze. Czując czyjś oddech na karku, Sibilla odwróciła się i zobaczyła płomiennooką Linę. Poetka to osoba, która z niepojętych przyczyn odpływa od brzegu, by po chwili znaleźć się na wymyślonej przez siebie wyspie.
Sibilla i Lina, 1908
Tym razem to Sibilla nie spała przez całą noc, rozgorączkowana i poetycka. Od chwili, gdy wyszła z sali wsparta na ramieniu Liny, powietrze wokół niej drgało od dźwięku liści, które roiły się niczym małe skrzydełka na każdej gałęzi i obracały, by na całej powierzchni poczuć to, co wprawiło je w drżenie. Lina była tym dźwiękiem w powietrzu, jak napisała Sibilla, a może Lina była światłem bezdźwięcznie dotykającym wszystkich liści naraz. Lina mówiła bardzo cicho i trudno było ją wytłumaczyć słowami. Gdy reszta Rzymu leżała milcząca i pusta we śnie, Sibilla pisała do Liny: Jesteś gwałtowną, świetlistą falą.
R, ok. 1895
Jak donosił Cesare Lombroso, R odznaczała się obsesją na punkcie pisania listów oraz zwyczajem przechadzania się pod oknami kobiet. W dzieciństwie R wyobrażała sobie, że jest rozbójniczką, bandytką, kapitanką drzew na skraju parku. Teraz, w wieku trzydziestu jeden lat, R była artystką. Bez wahania ścięła włosy i spędzała poranki przy sztalugach. Warto zauważyć, że R nie zawracała sobie głowy pogaduszkami, nie dbała o wygląd i w ogóle uważała, że mężczyźni to puste istoty. Cesare Lombroso, kryminolog w duchu pozytywistycznym, wiązał to z faktem, że ojciec R był neuropatą, a jej matka - ewidentną wariatką. Jej brat również przejawiał osobliwe zachowania - zauważył Cesare Lombroso, zadowolony z odkrycia tak ciekawego przypadku.
R pojawia się na stronach 423 i 424 książki Cesarego Lombroso La donna delinquente. La prostituta e la donna normale, wydanej w 1893 roku w Turynie. Angielski przekład z 1895 roku, zatytułowany Kryminalistka, nie zawierał stron 423 i 424, ponieważ wszelkie wzmianki o praktykach seksualnych i narządach innych niż te służące laktacji zostały wycięte przez tłumacza. Była to zatem krótka książeczka zawierająca niewiele praktycznych wskazówek dla przestępczyń, ale te z nas, które mieszkały w Anglii, i tak czytały ją z zapałem. W większości byłyśmy artystkami i każda z nas dopuściła się pisania zbyt wielu listów.
Artykuł 339
Wciąż żyłyśmy w małej luce pomiędzy prawami. To, co do siebie pisałyśmy, gdzie stały nasze łóżka, w jakich pokojach, nie zostało w ścisłym sensie zakazane. We Włoszech zjednoczenie kraju pochłonęło niektóre przepisy, inne zniknęły w Księstwie Sabaudii. Były to czasy niepewności, niezależnie od starań, by prawie wszystko skatalogować i ująć w ramy typologii i monografii.
Tak naprawdę stałość pewnych rzeczy służyła za przykrywkę dla innych. Na przykład w XIX wieku opisy wspólnego życia kobiet cechowała niezwykła powściągliwość. Angielskie słowniki operowały nieśmiało grecką terminologią albo całkowicie pomijały taką możliwość. Dyskutować o tym chcieli tylko kryminolodzy, i to wyłącznie z kronikarskiego obowiązku, w relacjach na temat zakładów dla obłąkanych, burdeli i wynaturzonych matek.
W 1914 roku ukazała się anonimowo książka Tribadismo, saffismo, clitorismo. Psicologia, fisiologia, pratica moderna. Została natychmiast ocenzurowana na podstawie artykułu 339, a jej wydawca Ettore Cecchi trafił na trzy miesiące do więzienia, ponieważ autorka, nieznana z imienia trybada, nie mogła sama ponieść kary za swoje obsceniczne istnienie. Pośród wielu możliwości bycia razem trybadyzm i klitoryzm stanowiły jedynie dwa najbardziej zauważalne na zewnątrz. Ale mimo to czułyśmy pewien dreszczyk emocji, o którym nie wspominałyśmy na głos w naszym wspólnym pokoju z obawy przed gospodynią. Napis na stronie tytułowej głosił wprost, że safizm to nowoczesna praktyka. Teraz, gdy miałyśmy już własną książkę, uważnie analizowałyśmy schematy. Potrzebowałyśmy dużo praktyki, zanim mogłyśmy się stać Safoną.
Reszta tekstu dostępna w regularnej sprzedaży.