Prolog
- Pomożesz mi się z nią umówić?
Pamiętam dokładnie moment, w którym to powiedział. Zwykła sala wykładowa, ostatnie zajęcia przed wakacjami, a ja siedziałam obok chłopaka, przy którym przez ten miesiąc pierwszy raz od początku studiów czułam się zauważona.
Joffrey Gray.
Najpierw zaczął siadać obok mnie przypadkiem. Potem rozmawialiśmy. A potem zaczęłam wierzyć, że to coś znaczy.
- Znasz Lauren Bill? - zapytał z nadzieją.
I wtedy wszystko się rozsypało. Nie o mnie chodziło. Nigdy nie chodziło.
- Świetnie! Pomożesz mi się z nią umówić?
Powinnam była coś powiedzieć. Odmówić. Wyjść. Cokolwiek. Zamiast tego tylko skinęłam głową. Tego samego dnia zostałam swatką własnego złamanego serca.
Kilka miesięcy później siedziałyśmy z Lauren na kampusie.
- Lecimy do Paryża - oznajmiła nagle.
Zaśmiałam się.
- Jasne. A potem na Marsa.
- Nie żartuję, Em. Obiecałyśmy sobie przecież.
I przypomniałam sobie. Dwie piętnastolatki oglądające francuski film, nic nie rozumiejące z dialogów i przekonane, że życie zacznie się dopiero gdzieś indziej.
- Pakt śliny - powiedziałam wtedy.
- Obrzydliwe.
- Skuteczne.
Splunęłyśmy w dłonie i uścisnęłyśmy je, przysięgając, że kiedyś polecimy do Paryża razem.
- W kolejne wakacje - powtórzyła Lauren, wyciągając rękę.
Popatrzyłam na nią. Na dziewczynę, przez którą ktoś złamał mi serce, i jednocześnie jedyną osobę, której nigdy nie potrafiłam mieć za złe. Westchnęłam.
- Dobra. Jeszcze raz.
Splunęłyśmy w dłonie i przybiłyśmy obietnicę. Nie wiedziałam wtedy, że ta decyzja zmieni absolutnie wszystko. Bo do Paryża nie leci się tylko zwiedzać. Czasem leci się tam po nowe życie.