O przepisach
O przepisach
Przedstawione w tej książce przepisy są z założenia jak najbliższe ich
autentycznych wersji. Dotyczy to zarówno składników, jak i technik
przygotowania.
Jeszcze kilka lat temu robienie dań kuchni japońskiej w Polsce było
skrajnie trudnym wyzwaniem ze względu na ograniczony dostęp do
składników. Dotyczyło to zarówno fanów gotowania, jak i restauracji.
Wiele rzeczy trzeba było robić zupełnie od podstaw, dla wielu składników
trzeba było szukać dostępnych w Polsce zamienników. Obecnie, za sprawą
wyrastających jak grzyby po deszczu restauracji z kuchnią japońską i coraz większemu zainteresowaniu tą kuchnią wśród fanów gotowania, coraz
więcej niezbędnych do osiągnięcia prawdziwego japońskiego smaku
produktów jest już do dostania w sklepach z azjatycką żywnością albo do
zamówienia przez internet z Polski albo nawet bezpośrednio z Japonii.
W związku z tym we wszystkich przepisach w tej książce podaję oryginalne
składniki, a nie ich zamienniki. Jestem jednak świadomy tego, że
zgromadzenie pełnego zestawu składników może być dla części z was zbyt
wymagającym zadaniem. Wprawdzie zdecydowana większość produktów
używanych do japońskich dań świetnie się przechowuje i można z nich
korzystać długo i dodawać je także do innych potraw, jednak przeważnie
sprzedawane są w dużych opakowaniach, a wykorzystuje się ich tylko
trochę. Trzeba więc na początek zainwestować pieniądze i zarezerwować
sobie miejsce do przechowywania. W tej sytuacji zrozumiałe jest, że
często nie będziecie dysponowali pełną listą składników do danego
przepisu. Myślę, że wówczas lepiej brakujące składniki pominąć niż
próbować je czymś zastępować. Smak nie będzie wtedy tak bogaty i rozbudowany, ale przynajmniej nie pojawią się w nim elementy
niepasujące. Jedynym, co w takich wypadkach trzeba uzupełnić jest
słoność.
W listach składników uwzględniłem tylko produkty, które można kupić w Polsce, bezpośrednio albo zamawiając przez internet. Pisząc o konkretnych daniach, tradycjach i innych aspektach japońskiej kultury
kulinarnej, wspomnę też nie raz o składnikach, które trudno dostać poza
Japonią, ale być może uda wam się wejść w ich posiadanie.
Oddzielną problematyczną kwestię stanowią techniki przygotowania. Wiele
japońskich dań jest niewyobrażalnie wręcz pracochłonnych w przygotowaniu, jeśli będziemy ściśle kierować się przepisami mistrzów.
Jednak część tych komplikacji wydaje się być sztuką dla sztuki i nie
mają one istotnego wpływu na ostateczną jakość dania. Mają jednak wpływ
na jego ducha. Ten duch jest tym, co stanowi o japońskości tych dań,
wyraża się w nim dążenie do perfekcji i do stworzenia czegoś unikalnego
oraz w przekonaniu, że droga do osiągnięcia celu jest równie ważna jak
sam cel. Dlatego każda dobra japońska restauracja ma swoje własne,
wypracowane latami techniki przygotowania, swoje własne, trzymane w ścisłej tajemnicy mieszanki składników.
Mieszanie różnych gatunków soli do shio tare może w ostatecznym
efekcie nie być wyczuwalne organoleptycznie dla konsumenta, ale ważna
jest świadomość, że jest to jedyny i unikalny blend soli stosowany tylko
w tym konkretnym ramen shopie. Spektakularne wytrząsanie do ostatniej
kropli wody z ugotowanego makaronu, dodawanie różnych sosów sojowych
oddzielnie do miski zamiast mieszania ich w jedną sh?yu tare,
gotowanie bulionów z różnych składników oddzielnie i mieszanie ich
dopiero w misce może wydawać się niepotrzebnym utrudnianiem sobie życia,
ale jest to część tradycji, zwyczaj, rytuał uświęcony upływem czasu, im
starszy tym bardziej cenny.
Uwzględnianie tego w przepisach przeznaczonych do domowego wykonania
mija się z celem, dlatego zostały one maksymalnie uproszczone i pozbawione wszystkich ozdobników. Często jednak wspominam o tym, jak
można wzbogacić, urozmaicić lub zindywidualizować dane wykonanie, żeby
ten bazowy przepis był tylko punktem wyjścia do własnej pracy i przewodnikiem do stworzenia swoich autorskich wersji.
Rozdział 1. Ramen. Jak ramen stał się częścią kuchni japońskiej
Rozdział 1
Ramen.
Jak ramen stał się częścią kuchni japońskiej
Motywem przewodnim naszej podróży po Japonii będzie ramen, po pierwsze
dlatego, że sam podróżowałem po Japonii głównie ramenowymi szlakami i uważam, że to doskonały klucz do układania planu wyjazdu, po drugie
dlatego, że ramen jest japońskim daniem, które jest najbardziej
zróżnicowane regionalnie. Ramen nie ma jednej oryginalnej wersji, o której można by powiedzieć, że to jest wzorzec ramenu. W wielu miastach
i miasteczkach Japonii rozwinęły się lokalne odmiany, które można
przypisać do kilku podstawowych kategorii, ale każda jest też
samodzielnym daniem z własną historią, często mocno związaną z historią
i specyfiką miejsca powstania. Od smaganej syberyjskimi wichrami wysepki
na najbardziej północnym krańcu Japonii, poprzez wielkie megalopolis na
pacyficznym wybrzeżu Honsiu, po tropikalne wyspy na najdalszym południu,
lokalne rameny oddają atmosferę miejsc i są świetnym wprowadzeniem do
opowieści o innych japońskich daniach.
Elegancki minimalizm restauracji Ganja.
Elegancko i minimalistycznie.
Ramen. S?winia i tłuszcz - prosty przekaz jest najskuteczniejszy.
Dlatego podzieliłem trasę na kilkanaście jedzeniowych krain, których
znakami rozpoznawczymi są specyficzne style ramenu. Zobaczycie, że ten
podział przekłada się też na inne rodzaje jedzenia charakterystyczne dla
tych krain i cała opowieść o kuchni japońskiej przez pryzmat ramenu
układa się w spójną całość.
W pierwszych rozdziałach chciałbym opowiedzieć o ramenie ogólnie, skąd
się wziął, czym jest, a czym nie jest, jakie są jego części składowe,
jak się go przygotowuje i jak spożywa.
?
Historia ramenu wiąże się z wielką rewolucją, która dokonała się w japońskiej kulturze i objęła wszystkie sfery życia, od organizacji
politycznej poprzez szkolnictwo, system lecznictwa, administrację,
sądownictwo, system monetarny i wojsko, aż po sposób ubierania się i jedzenia. Mowa o tzw. Odnowie Meiji (często nazywanej także Restauracją
Meji), w czasie której Japonia - po wiekach izolacji - otworzyła się na
świat, a jej przywódcy uznali, że kraj należy szybko dostosować do
nowych warunków.
Okres ten rozpoczął się w roku 1868 wraz z końcem długich rządów
szogunów z rodu Tokugawa (znanych jako okres Edo) i objęciem pełni
władzy w państwie przez cesarza. Wtedy również stolica została
przeniesiona z Kioto do Edo, któremu zmieniono nazwę na Tokio. Był to
jednak dopiero początek wielkich zmian. Nowa, wykształcona w zachodnim
duchu elita, wywodząca się z dawnych rodów samurajskich, uznała, że
jedynie całkowite przekształcenie japońskiego społeczeństwa da mu
warunki do przeciwstawienia się zachodnim mocarstwom kolonialnym.
Japonia doświadczyła już presji ze strony tych mocarstw, kiedy w 1854
roku pod lufami amerykańskich kanonierek eskadry admirała Perrego
została zmuszona do podpisania traktatów handlowych z USA, a w kolejnych
latach także z innymi mocarstwami. Do tego czasu jedyne kontakty z zagranicą odbywały się za pośrednictwem kilku niewielkich placówek
holenderskich i chińskich i miały bardzo ograniczony wpływ na japońską
kulturę, w tym sposób odżywiania się.
Do czasu Restauracji Meiji Japończycy praktycznie nie jedli mięsa (z wyjątkiem ryb i owoców morza, a także wielorybów i morskich żółwi).
Zgodnie z buddyjskimi regułami, było to zakazane i zakazu tego dość
powszechnie przestrzegano. Kuchnia większości Japończyków oparta więc
była wyłącznie na roślinach z niewielkim udziałem ryb. Ta tradycja dziś
znana jest jako kuchnia tradycyjna, washoku (inne nazwy to
nihon-ry?ri, nihon-shoku, czyli po prostu kuchnia japońska).
Obejmuje ona, poza daniami opartymi na ryżu, także makarony, takie jak
gruby pszenny udon czy cieńszy gryczany soba, podawane w dashi, lekkich
wywarach z wodorostów i suszonych ryb.
Reformatorzy doszli do wniosku, że taka dieta sprawia, że Japończycy są
słabi. Większą tężyznę fizyczną Europejczyków i Amerykanów tłumaczyli
sobie, po części pewnie słusznie, spożywaniem mięsa. Dlatego w krótkim
czasie, mocą decyzji administracyjnych i przy niemałym sprzeciwie ze
strony społeczeństwa, a zwłaszcza duchowieństwa buddyjskiego,
wprowadzono do japońskiej diety mięso. W czasie uroczystego noworocznego
posiłku w 1872 roku cesarz po raz pierwszy od wieków spożył mięso
(konkretnie: wołowinę), a fakt ten podano do publicznej wiadomości. Od
tego momentu weszło ono na stałe do japońskiej kuchni.
Jednak nieoczekiwanym problemem okazał się brak dań, w których można by
spożywać mięso. Nowy składnik jakoś nie pasował do tradycyjnej kuchni.
Dlatego, aby wprowadzić mięso do diety Japończyków, zaczęto adaptować
różne europejskie dania mięsne. Tak powstała kuchnia y?shoku
(zachodnie jedzenie), a daniami kuchni japońskiej stały się kotlety
schabowe tonkatsu, krokiety korokke, curry (przejęte z jadłospisu
brytyjskiej floty) kar? i wiele innych "zjaponizowanych" dań z różnych
kuchni europejskich.
Drugim źródłem przepisów na dania z mięsem była kuchnia chińska. Co
prawda przez całą historię do Japonii docierały chińskie wpływy
żywieniowe, od uprawy ryżu począwszy, poprzez herbatę, aż po wiele
innych produktów i technik, jednak tempo i rozmach wymiany nigdy nie
były takie, jak w drugiej połowie XIX wieku. Pewna liczba Chińczyków
przebywała w Japonii, jednak nie mieli oni prawa poruszać się po całym
kraju i żyli dość odizolowani w chińskich dzielnicach zlokalizowanych w Jokohamie, Kobe i Nagasaki. Pierwsze wzmianki o tym, że można było u nich zjeść jakieś chińskie danie z makaronem w zupie, prawdopodobnie
rodzaj lamian albo kantońskiego lo mien, sięgają lat
osiemdziesiątych XIX wieku. Klientami chińskich kucharzy, najczęściej
przybyszów z prowincji Guangdong, byli wówczas jednak głównie chińscy
studenci, którzy zaczęli na przełomie wieków w dużej liczbie przybywać
do rozwijającej nowoczesną edukację Japonii.
Dopiero na początku XX wieku, kiedy chińscy szefowie kuchni w restauracji zaczęli używać do przygotowania swojej zupy z makaronem
japońskich składników, takich jak sos sojowy czy marynowane pędy bambusa
menma, to tanie pożywne danie zaczęli jeść również japońscy studenci,
żołnierze i robotnicy. Nazwa "chiński makaron" (ch?ka soba albo Shina
soba) była w powszechnym użyciu do lat pięćdziesiątych i do dziś w wielu miejscach w Japonii jest synonimem ramenu.
Czy więc ramen jest daniem japońskim czy chińskim? Dla Japończyków nie
ma wątpliwości, że jest to danie w stu procentach japońskie. Antropolog
Michael Ashkenazi, analizując obrazy jedzenia w najbardziej chyba znanym
filmie o ramenie Tampopo, pisze: "Japońskie jedzenie powinno być
analizowane jako element procesu importowania, po którym następuje
proces wchłaniania, określam ten proces jako "japonizację". Zagraniczne
wpływy są absorbowane, a następnie przekształcane i dopasowywane do
japońskiego schematu społecznych zachowań i estetyki. (...) jest to
japońskie jedzenie, ponieważ to właśnie Japończycy jedzą, a cała
japońska kultura jest tak naprawdę złożona z obiektów, działań i idei,
które są nie japońskiego pochodzenia i które Japończycy zmodyfikowali i dostosowali do swojego smaku (w obu znaczeniach tego słowa)"1.
Zgodnie z tym mechanizmem ramen został wchłonięty przez japońską kulturę
i przed wybuchem II wojny światowej był gotowany już także przez
Japończyków. Prawdziwa kariera ramenu zaczęła się jednak dopiero po
wojnie. Japońska gospodarka, ale także oparta na nacjonalistycznych
założeniach kultura, doznały po porażce w II wojnie światowej dużego
uszczerbku. Brakowało ryżu, znikła też polityczna presja z czasów
imperium, by jeść "po japońsku", czyli nie ulegać wpływom "niższych"
nacji. Tani chiński (teraz już japoński) makaron, z pszennej mąki z amerykańskich dostaw, stał się bardzo popularny na ulicach dużych miast,
przede wszystkim w Tokio. Bardzo szybko rozpowszechnił się w całej
Japonii. W ciągu kolejnych dekad w różnych miejscach rozwinęły się
klasyczne style ramenu. O historii najważniejszych z nich piszę przy
okazji konkretnych przepisów.
W roku 1958 Momofuku And? stworzył pierwszy ramen instant. Produkt ten
został przyjęty przez rynek z entuzjazmem i stał się częścią kultury
ramenowej.
Na początku lat osiemdziesiątych japońska scena ramenowa zaczęła
nabierać dzisiejszego kształtu. Obok tanich jadłodajni pojawiły się
miejsca z ramenem wyrafinowanym, dopracowanym do perfekcji przez
mistrzowskich szefów kuchni. Miejsca te zaczęły szybko przyciągać tłumy
ramen otaku, obsesyjnych fanów i koneserów ramenu, choć wiąż nie był
to ten model co dziś, np. do ramenowni nie chodziły kobiety, a przynajmniej nie chodziły same, tak mniej więcej do wczesnych lat 2000.
Ciekawym zjawiskiem w tym procesie było to, że ramen nie został
wchłonięty przez wielkie korporacje. Obecnie tylko 20% rynku to duże
sieci restauracji. Reszta pozostaje w rękach małych przedsiębiorców
posiadających jeden lub dwa lokale. Wynika to po części z tradycyjnego
systemu noren wake, zgodnie z którym właściciele pozwalają pracownikom
na zakładanie własnych restauracji, dostarczając im przepisy i porady
biznesowe, już po roku lub dwóch pracy w "sklepie flagowym".
Do dziś także względnie łatwo wejść do tego biznesu. Wśród właścicieli
liczących się ramen shopów, obok osób związanych z ramenem całe życie,
które zaczynały w młodości praktykując u mistrza, by potem z jego
błogosławieństwem otworzyć swój interes, są też byli nauczyciele,
kierowcy, urzędnicy czy pracownicy korporacji, którzy po stracie pracy
(zwłaszcza po wielkiej restrukturyzacji w latach dziewięćdziesiątych)
weszli w nowy biznes i jakoś się w nim utrzymali.
W latach dziewięćdziesiątych nastąpiło "odkrycie" ramenu przez Zachód.
Wpływowi szefowie kuchni, tacy jak David Chang czy Ivan Orkin,
rozpropagowali ramen w Ameryce, moda ta szybko dotarła także do Europy.
Wykorzystując światową popularność dania, wielkie japońskie sieci
restauracji ramen, takie jak Hide-Chan, Ichiran i Ippudo, rozpoczęły w nowym tysiącleciu globalną ekspansję i obecnie mają setki lokalizacji w Stanach Zjednoczonych, Europie i we wschodniej Azji.
Rozdział 2. Ramen. Wewnątrz ramen shopu
Rozdział 2
Ramen.
Wewnątrz ramen shopu
Ramen to nie tylko makaron z zupą, to cała kultura związana z tym daniem
i skupiona wokół miejsc, gdzie jest podawane, czyli ramen shopów
(ramenya). Jest to specyficzny rodzaj restauracji z małą otwartą
kuchnią i często bez stolików, tylko z ladą ciągnącą się po drugiej
stronie kuchni z wysokimi krzesłami do siedzenia. Z takich miejsc można
obserwować jak nasza miska jest przygotowywana, podziwiać pracę
kucharzy, a czasem specjalne popisy przeznaczone dla gości, np.
energiczne wytrząsanie wody z ugotowanego makaronu albo zamaszyste
zraszanie misek zblendowaną słoniną. W kuchni najczęściej wystarczy
miejsca tylko na garnki z przygotowanym wcześniej bulionem i garnek lub
makaroniarkę z gorącą wodą do gotowania makaronu plus wąski blat do
pracy.
Namiastke? prywatności nad miska? ramenu oferuje sławna siecio?wka Ichiran.
Nocna knajpka z ramenem.
O tym, czy restauracja jest otwarta informuje wywieszony noren, czyli
ozdobna zasłona z nadrukowaną nazwą lokalu. Jest to powszechne
oznaczenie wszystkich restauracji w Japonii, nie tylko tych z ramenem.
Noren może nieść więcej informacji niż tylko to, że lokal jest otwarty.
Znany blogger Ramen Beast, pisząc o Sapporo Ramen Musashi, jednej z najsłynniejszych restauracji z Sapporo miso ramen, odnotowuje, że w lokalu "za robienie ramenu odpowiada czterech mistrzów, klienci mogą
rozpoznać, który z nich jest w kuchni każdego dnia po kolorze wiszących
przy wejściu norenów. Kiedy noren jest biały, stary mistrz Wajima-san
jest w środku. Kiedy noren jest niebieski, jego syn. Kiedy jest
czerwony, jego drugi najstarszy syn, kiedy jest brązowy, jego trzeci
syn. Kiedy noren jest zielony, oznacza to, że tego dnia inni pracownicy
robią ramen. Stali klienci dzwonią do sklepu z wyprzedzeniem i pytają,
kto jest w środku".
Nie tylko noren znajdziemy jeszcze przed wejściem do środka ramen shopu.
Obecnie w większości ramen shopów w dużych miastach ramen zamawia się i płaci za niego z góry w shokkenki, maszynie vendingowej ustawionej
zwykle przed wejściem do lokalu. Na podświetlonych przyciskach wypisane
są rodzaje ramenu, dostępne dodatki (jajko, dodatkowe mięso, powiększona
porcja makaronu) i opcje podania. Zwykle te informacje są tylko w języku
japońskim, więc osobiście często zamawiam, wciskając losowo przyciski i dowiadując się co wybrałem dopiero po otrzymaniu miski. Na szczęście
często wiele pozycji poza opisem jest oznaczonych zdjęciem, co ułatwia
wybór. Sprawdza się także aplikacja w telefonie do odczytywania
japońskich napisów. Powszechną zasadą jest, że pierwsze przyciski w górnym rzędzie to najbardziej popularne rameny w lokalu. Warto też znać
opcję tokusei ( "specjał"), która czasem występuje również jako
zenbunose ("ze wszystkim"). Oznacza ona wersję "na bogato". W niektórych lokalach przy stoliku dostaje się wydrukowaną kartkę z ofertą
i ołówek do zakreślenia interesujących nas opcji. Wydruk z maszyny albo
wypełnioną kartkę daje się kelnerce, albo bezpośrednio na kuchnię i czeka się na przyniesienie zamówienia na ladę albo do stolika.
Noren w ramenowni Taiho w Kurume.
Czytałem, że taki system wynika z fobii społecznych Japończyków, które
są efektem życia w wielkim zagęszczeniu i nadmiaru kontaktów z ludźmi w ciągu dnia. Istnieje nawet specjalny rodzaj ramen shopów, gdzie spożywa
się w indywidualnych kabinach "pozwalających skupić się na smaku" (aji
sh?ch?), zamówienie składa się na kartce, a miskę z ramenem otrzymuje
przez zasłonkę. W czasie całej wizyty w restauracji nie widzi się ani
jednego człowieka. W takim sposobie konsumpcji specjalizuje się np.
założona w 1960 roku w Fukuoce i mająca obecnie szereg filii poza
Japonią sieć Ichiran.
Generalnie ramen shop nie jest miejscem społecznych interakcji. Do
naszych restauracji w Warszawie ludzie przychodzą spotkać się ze
znajomymi, na randki, spotkania w interesach i mało kto przychodzi sam
tylko na ramen. W Japonii ramen szybko się zamawia, szybko dostaje,
szybko zjada i szybko wychodzi.
Szybkość jest ważna nie tylko z powodów kulturowych. Kiedy dostajemy
miskę z ramenem, przystępujemy do natychmiastowej konsumpcji, ponieważ
ramen je się bardzo gorący. Zaczynamy od makaronu, który w gorącym
bulionie cały czas się gotuje, więc trzeba się spieszyć, żeby zjeść go w satysfakcjonującej konsystencji, a nie rozgotowany. Szybkie jedzenie
makaronu oznacza po prostu wciąganie. Powszechnie wiadomo, że
tradycyjnie można przy tym siorbać, a nawet chlapać, w niektórych ramen
shopach dostaje się nawet specjalne śliniaki, żeby chronić ubranie.
Faktycznie wygląda to jednak tak, że nie wszędzie jest to dobrze
postrzegane, lepiej więc rozejrzeć się i przekonać, jak jedzą japońscy
goście.
Maszyna z biletami przed restauracja? Tetsu w Tokio.
Większość ramenya (przyrostek - ya oznacza sklep, knajpę,
restaurację, biznes) nie przyjmuje rezerwacji. Wynika to z przyczyn
technicznych, zgodnie z zasadą "zjadasz-spadasz" nie ma sensu blokować
miejsc na konkretne godziny. Ponadto kolejka ludzi czekających na
wejście to najlepsza reklama miejsca. Do tych naprawdę dobrych ramenów
trzeba postać w porze lunchu czasem nawet dwie godziny. Ponieważ
restauracje są zwykle zlokalizowane w strefach zamieszkania, a właścicielom zależy na dobrych relacjach z mieszkańcami, którym mogliby
przeszkadzać ludzie czekający w kolejce, często stosuje się seiriken
("bilet numerowany"). Polega to na tym, że dostaje się bilet na
konkretny przedział czasowy, płacąc zwykle z góry kaucję, która
przepada, jeśli w tych godzinach nie pojawimy się w lokalu. Przy takim
rozwiązaniu, zamiast stać w kolejce, można zwiedzić okolicę albo
posiedzieć w kawiarni obok.
Shokken (bilet z automatu) w restauracji Issou w Fukuoce.
Kolejka przed osławiona? gwiazdka? Michelin restauracja? Nakiryu w Tokio. Głodni klienci posłusznie czekają w równym rządku. Obsługa - dla ochrony przed słońcem - rozdaje parasole.
Jeśli chodzi o gości ramen shopów to spotkamy tam cały przekrój
japońskiego społeczeństwa - od roboczych kombinezonów po tańsze i droższe garnitury. Większość gości to mężczyźni, w niektórych
specjalnych "męskich" ramen shopach, jak te, które serwują ramen Jir?,
pojawienie się kobiety jeszcze niedawno mogło wzbudzić zaskoczenie
gości, choć ostatnimi czasy się to zmienia.
Ten demokratyczny charakter ramenu wynika z tego, że nie jest jedzeniem
z najwyższej półki cenowej. Mimo że kilka japońskich ramen shopów
zdobyło gwiazdkę Michelin, to nawet tam jest to danie niedrogie,
oscylujące w granicach 1500 jenów (ok 50 zł w zależności od aktualnego
kursu). I ta kategoria cenowa dotyczy tylko restauracji renomowanych,
istnieje bowiem mnóstwo tanich ramen shopów, gdzie dostaniemy ramen
nawet za około 500 jenów.
Fajnym zwyczajem jest to, że w większości lokali do posiłku dostaje się
bez dodatkowej opłaty duży kubek wody z lodem, który można do woli
uzupełniać ze stojących na blatach dzbanków lub z ustawionej gdzieś w kącie maszyny.
Ramen jest więc daniem demokratycznym, tanim, o ulicznym rodowodzie,
jednak równocześnie jest to kuchnia wysokiej jakości. Osiąga się ją,
skupiając się całkowicie na tym jednym daniu. W Ameryce i Europie bardzo
często ramen jest częścią szerszego menu restauracji specjalizujących
się albo ogólnie w kuchni japońskiej, albo w sushi. Przez to jest
traktowany po macoszemu, kuchnia nie jest przygotowana specjalnie do
produkcji ramenu, a goście nie przychodzą do takich restauracji
specjalnie na ramen, tylko zamawiają go przy okazji. W Japonii ramen
shop sprzedaje tylko ramen oraz bardzo często pierożki gy?za, ale nic
więcej.
Generalnie kuchnie azjatyckie opierają się na miejscach oferujących
jedno, góra dwa dopracowane dania, a w Japonii jest to szczególnie
widoczne. Restauracja z makaronem soba sprzedaje tylko sobę i tradycyjne
dodatki, to samo dotyczy miejsc sprzedających udon, okonomiyaki,
yakitori, takoyaki, gyudon i wiele innych dań.
Pamiętam jak wielkie opory miał japoński właściciel warszawskiej
restauracji Uki Uki serwującej doskonały udon przed wprowadzeniem do
karty ramenu, bo w Japonii tak się nigdy nie robi i restauracje z udonem
nie mają nigdy w menu ramenu, gdyż to są zupełnie różne kulinarne
światy: konserwatywny, osadzony głęboko w wielowiekowej japońskiej
tradycji udon i względnie nowy, ciągle ewoluujący i otwarty na zmiany
ramen. Dla większości polskich gości było to niezrozumiałe, bo przecież
jedno i drugie to japońskie kluski.
Dwie sąsiadujące ze sobą restauracyjki oferują różne style ramenu - miso i iekei.
Wnętrze tokijskiej ramenowni Taishoken.
Istotnych różnic jest więcej. Część restauracji z ramenem w Europie i Ameryce, wzorem restauracji z kuchnią europejską, co jakiś czas zmienia
menu, wycofując stare i wprowadzając nowe dania. W Japonii jest to
sytuacja rzadko spotykana. Zwykle ramen shop od założenia podaje ten sam
ramen. Oczywiście zdarzają się odkrycia i olśnienia, które skutkują
pojawieniem się w karcie zupełnie nowego ramenu, co opisuję przy okazji
wyjaśniania jak powstawały różne ramenowe style, jednak założenie jest
takie, żeby zachować wieloletnią ciągłość i powtarzalność, żeby latami
doskonalić i dopracowywać jeden konkretny rodzaj ramenu. To jest bardzo
japońskie i to sprawia, że poza Japonią rzadko ramen wznosi się na tak
wysoki poziom jak na wyspach.
Otwarta kuchnia tokijskiej ramenowni Taishoken.
W otwartej kuchni można obserwować pracę ramenowych mistrzów.
Japońską specyfiką są dziwne rameny. Ich istnienie pokazuje jak
wyjątkowym daniem w kulturze japońskiej jest ramen. Dania tradycyjnej
kuchni, czy to washoku czy y?shoku, raczej nie są obiektem zabawy
konwencją i nawet małe zmiany, takie jak zastąpienie ośmiornicy w kulkach takoyaki innymi składnikami, przyjmują się z wielkim trudem
albo wcale. Ramen natomiast jest otwarty na różne dziwne dodatki i szalone show przy podawaniu.
W Kioto słynny jest fire ramen, który w obecności gości polewany jest
wrzącym płonącym tłuszczem. W Tokio, które jest centrum dziwnych
japońskich zjawisk kulturowych, można zjeść ramen z tequilą, z rybą
piranią, z kawą i lodami, z ananasem, z wielką ilością cytryn lub sera,
zapiekany w chlebie. W jednej ramenya kucharze pracują w maskach
meksykańskich zapaśników, w innej największą atrakcją jest właścicielka,
była modelka z imponującym biustem. Do tego dodajmy zaskakujące
subkultury, jak opisywani w kolejnych rozdziałach tej książki
jirorians.
Mocno oświetlone szyldy przyciągają nocnych klientów. Stylistyka wyraźnie nawiązująca do chińskich korzeni ramenu.
Jadalnia z widokiem na kuchnię - standard w większości japońskich ramenowni.
Japońska ramenya jest więc bez wątpienia miejscem, w którym przegląda
się kultura współczesnej Japonii. Odwiedzając japońskie ramenownie i wczuwając się w ich specyfikę, można troszkę lepiej zrozumieć, jak
funkcjonuje japońskie społeczeństwo, z jakimi boryka się problemami, ale
także jak wielki twórczy potencjał w nim drzemie.
Rozdział 3. Ramen. Anatomia ramenu
Rozdział 3
Ramen. Anatomia ramenu
Umami
Zanim zaczniemy mówić o częściach składowych ramenu, dowiedzmy się
czegoś o jego duszy, którą jest smak umami.
Umami (dosłownie po japońsku "pyszny smak") jest obecnie uznawany za
jeden z pięciu podstawowych smaków, obok słodkiego, słonego, kwaśnego i gorzkiego (są hipotezy, że istnieje jeszcze szósty smak - "tłusty").
Opisuje się go jako "wytrawny" lub "mięsny", choć tak naprawdę jego
charakter jest dość trudny do uchwycenia. Jego obecność zdradza
zawartość białka w produkcie, ponieważ odczucie umami wzbudzane jest w wyspecjalizowanych końcówkach nerwowych na języku przez jeden z 20
budujących białka aminokwasów. Jest to wolny L-glutaminian (sól kwasu
L-glutaminowego, ważnego neuroprzekaźnika, czyli związku umożliwiającego
przewodzenie impulsów nerwowych w korze mózgowej ssaków), występujący
zwykle w postaci soli sodowej lub potasowej. Sól sodowa to właśnie
sławny bądź niesławny glutaminian sodu (monosodium glutaminate MSG).
Wrażenie umami wzbudzone przez glutaminian jest wzmocnione (wskutek
opisanej dalej synergii), gdy wraz z glutaminianem pojawia się jeden z dwóch tworzących RNA kwasów rybonukleinowych: guanylan lub inozynian.
Jeśli jakieś produkty żywnościowe zawierają te substancje chemiczne,
mają lub nadają potrawom z nich przygotowanym smak umami.
Katsuo. Wysuszone na kamień ćwiartki tuszy bonito - z tego be?da? płatki katuobushi.
Suszone sardele japońskie (katakuchi iwashi) na aromatyczny wywar niboshi.
Choć nazwa smaku jest japońska, występuje on oczywiście także we
wszystkich innych kuchniach. Szczególnie bogate w ten smak są mięsa
poddane procesowi dojrzewania, sery, kiszonki (czyli wszędzie tam, gdzie
białka są w jakiś sposób rozbijane na pojedyncze aminokwasy). Znajdziemy
go także w wielu warzywach, na przykład w pomidorach.
Jednak to w kuchni japońskiej używane są produkty będące
najpotężniejszymi nośnikami umami. Są to produkty zarówno rekordowo
bogate w glutaminian (wodorost kombu do 2300 mg na 100 g produktu),
inozynian (katsuobushi, suszone płatki ryb z gatunku makrelowatych do
700 mg na 100 g produktu), jak i guanylan (suszone grzyby shiitake do
150 mg na 100 g produktu).
Nic dziwnego, że smak ten został właśnie w Japonii po raz pierwszy
wyodrębniony i opisany w roku 1908 przez profesora tokijskiego
uniwersytetu Ikede Kikunae. Uczeń Ikedy, profesor Kodama Shintar?, w roku 1913 wykrył w katsuobushi rybonukleotydy odpowiedzialne za
odczuwanie smaku umami, a w roku 1957 inny badacz, Akira Kuninaka,
odkrył, że inna grupa rybonukleotydów występuje w grzybach shiitake oraz
- co najważniejsze - odkrył synergiczne oddziaływanie rybonukleotydów.
Receptory odpowiedzialne za odczuwanie tego smaku zostały
zidentyfikowane dopiero w XXI wieku.
Synergia umami w kuchni japońskiej jest podstawą budowania smaków. Choć
sam mechanizm został wyjaśniony stosunkowo niedawno, proces ten
praktykuje się od wieków. Ogólnie mówiąc, jest to wzmacnianie smaku
umami wzbudzanego przez glutaminian (MSG) przez rybonukleotydy:
inozynian (IMP) i guanylan (GMP). Same rybonukleotydy nie wzbudzają
smaku umami, ale w synergii z glutaminianem są w stanie nawet
piętnastokrotnie go wzmocnić, a także sprawić, że będzie bardziej trwały
i zrównoważony. Dlatego w kuchni, nie tylko japońskiej, tak ważne jest
łączenie produktów zawierających glutaminian i rybonukleotydy. Doskonałe
efekty daje np. połączenie sosu pomidorowego z anchois w kuchni włoskiej
albo zaszczepienie sera szlachetną pleśnią, a w naszej kuchni połączenie
kiszonej kapusty z grzybami.
Źródłem rybonukleotydów wzbudzających synergiczne odczuwanie smaku umami
są w kuchni japońskiej przede wszystkim suszone produkty rybne.
Najbardziej znanym produktem z tej grupy jest katsuobushi. Jest to
mięso ryb z gatunku bonito poddane skomplikowanej i pracochłonnej
obróbce obejmującej wędzenie, zaszczepienie szlachetną pleśnią gatunku
aspergillus i długie suszenie na słońcu. Efekt końcowy to twarde,
przypominające drewno kawałki, z których na specjalnej tarce struga się
cienkie płatki. Najlepsze katsuobushi to całe kawałki, jednak w tej
formie jest ono trudno dostępne i bardzo drogie. Użycie takiego produktu
ma sens, jeśli potrzebujemy świeżo zestruganych płatków do posypania dań
takich jak okonomiyaki. Do nadania smaku bulionowi dashi albo
ramenowemu tare wystarczą już zestrugane płatki, które dużo łatwiej
dostać.
Drugi popularny produkt rybny, niboshi to suszone maleńkie sardynki
lub młode rybki innych gatunków (te są jednak dostępne tylko w Japonii).
Mają znacznie ostrzejszy rybny smak niż delikatne katsuobushi. Używa
się również suszonej makreli znanej jako sababushi. Oprócz
wymienionych tu ryb, stosuje się także inne, np. rybę latającą tobiuo,
ale to już bardzo trudne do zdobycia składniki.
Często miesza się te trzy najpopularniejsze sproszkowane ryby, tworząc
autorską mieszankę gyofun. W takiej mieszance jeden rodzaj ryby, który
chcemy szczególnie wydobyć, powinien dominować, a dwa pozostałe
uzupełniać go w mniejszych ilościach w równych proporcjach. Może być to
proporcja 2:1:1 albo nawet 6:1:1.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki