Rozdział 1
- Uspokój się, Mimmi, będziemy w Nowym Jorku tylko pięć dni, nie ma się czym tak ekscytować. - Vera zauważyła, że jej siostra była przerażona zbliżającą się podróżą.
- Łatwo ci mówić, bo nie boisz się latać. - Mimmi była zdenerwowana. - Na myśl o samolocie unoszącym się nad wodą ogarnia mnie przerażenie. A teraz tej wody będzie bardzo dużo.
- Bardziej martwię się tym, co spakować. W co się ubrać? Ja w każdym razie nie mam nic, co by się nadawało. - Vera zaśmiała się nerwowo i wskazała dłonią na przepełnione wieszaki na ubrania. - A mamy przecież cały sklep ubrań.
- Dobrze wiesz, że nic z tego, co mamy, nie będzie odpowiednie. Cokolwiek wybierzemy, będziemy wyglądać jak wieśniaczki. Baby ze wsi - wymamrotała Mimmi. - Paradoksalnie to te najstarsze ubrania, które dostajemy, najbardziej podobają się młodym.
- Tak, tym w końcu jesteśmy, babami ze wsi, prawdę mówiąc, nawet jeśli jakaś iskra jeszcze się w nas tli. Nie ma znaczenia, że o naszym pokoleniu mówi się teraz, że to nasz złoty wiek, my dwie jesteśmy bardziej siwe niż pozłacane - odpowiedziała Vera.
- I takie dwie siwe babcie jadą na szykowną aukcję, później na cocktail party i na kolację - dodała Mimmi.
Vera przygryzła wargę.
- Tak, a w co, do choroby, tam się ubierzemy? To przecież nie powinien być żaden problem. Nikt nie zwróci uwagi na to, co będziemy mieć na sobie, możemy założyć cokolwiek, i tak będziemy niewidoczne. Interesuje ich tylko nasza mała drogocenna lalka, a nie my.
Vera tak naprawdę martwiła się podróżą tak samo jak Mimmi. W co mają się ubrać, jak poradzą sobie z mówieniem po angielsku? Miała w głowie całą listę rzeczy, o które się niepokoiła. Ale kiedy zauważyła, jak zestresowana była jej siostra, od razu się uspokoiła.
- Przede wszystkim kto się nami przejmuje? - zapytała. - A poza tym dlaczego miałybyśmy się martwić tym, co ktoś by sobie ewentualnie o nas pomyślał? Jesteśmy w końcu tymi ekscentrycznymi kobietami, które chcą sprzedać niesamowicie drogocenną lalkę znalezioną w naszej fascynującej kolekcji. Cokolwiek na siebie włożymy, będzie okej! Ludzie i tak skupią się tylko na lalce.
Lalka była jedynym powodem ich podróży do Nowego Jorku. Po tym, jak dowiedziały się, że siedząca na półce stara i brudna zabawka była niezwykle cenna i zostanie sprzedana jakiemuś chętnemu kolekcjonerowi lalek za miliony na aukcji w Nowym Jorku, nic w ich wcześniej spokojnym życiu nie było już takie samo.
Mimmi zachichotała, od razu się rozweseliła.
- Może powinnyśmy zadziwić świat i być tak ekscentryczne, jak nas opisujesz?
Na frontowych drzwiach sklepu zaciągnięta była roleta z napisem "Zamknięte", jeszcze nie otworzyły, siedziały w pokoiku socjalnym i rozmawiały.
Nagle rozległo się głośne pukanie do drzwi.
- Halo, widzę, że się świeci, wiem, że tam jesteście! - Pukanie się powtórzyło.
Mimmi otworzyła. To była Petra. Od jakiegoś czasu ich sąsiadka i pomocniczka w sklepie.
- Petra, właśnie ty jesteś nam tu potrzebna. Pracowałaś kiedyś w teatrze, teraz możesz stworzyć przedstawienie, w którym główne role grają dwie ekscentryczne kobiety jadące do Nowego Jorku, by zadziwić świat - powiedziała Mimmi.
- A tymi ekscentrycznymi kobietami jesteśmy my - dodała Vera.
Vera i Mimmi spojrzały na siebie ze śmiechem, a potem przyznały, jak bardzo obie boją się wszystkiego, co może się wydarzyć podczas podróży.
- Nie chcemy przyjeżdżać do Nowego Jorku w swoich starych ubraniach, więc pomyślałyśmy, że może ubierzemy się jak bogate kolekcjonerki oryginalnych lalek. Chcesz nam pomóc? - zapytała Mimmi.
- To ty wciągnęłaś nas na tę karuzelę - rzuciła Vera, udając surowość. - Teraz musisz wziąć za to odpowiedzialność. - Głośno się roześmiała.
Śmiech Petry był równie wesoły i zaraźliwy.
- Tak! Mamy w czym wybierać. - Rozejrzała się po sklepie pełnym używanych ubrań. - Stworzymy taką garderobę, że snobistyczny licytator i reszta Jankesów padną ze zdumienia - stwierdziła z zadowoleniem.
To Petra odkryła, że jedna z lalek ze zbioru Mimmi była wyjątkową, ekskluzywną lalką stworzoną przez mistrza Alberta Marque'a na początku dwudziestego wieku. W tysiąc dziewięćset piętnastym roku modnie ubrane lalki zostały wystawione w Paryżu. Znaleziono tylko dwadzieścia dwie ze stu dwudziestu czterech pięknych lalek, a teraz mają one olbrzymią wartość wśród kolekcjonerów.
Petra i Bosse, kierowca i złota rączka Po Siostrze, zaszokowali eksperta z firmy aukcyjnej Autentyczne Antyki, przynosząc brudną zabawkę. Jego protekcjonalna postawa szybko zmieniła się w zdumienie i zachwyt, gdy zdał sobie sprawę, jaki mają ze sobą skarb. Na umorusanej lalce widniał znak A Marque, podpis twórcy lalek.
Lalki Alberta Marque'a były, mówiąc oględnie, prawdziwą gratką dla wszystkich zamożnych kolekcjonerów lalek na świecie. To, że w Szwecji znaleziono egzemplarz stworzony przez Marque'a, było prawdziwą sensacją.
Teraz właścicielki zostały zaproszone do Nowego Jorku, gdzie miała się odbyć licytacja w aukcyjnej firmie Feriault, specjalizującej się w sprzedaży zabytkowych lalek. Zlicytowanych miało zostać wiele przedmiotów, ale ich lalka była gwoździem programu. Nie była już brudna, lecz starannie odrestaurowana i wymyta, ubrana w swoje, teraz naprawione i czyste, oryginalne ubrania, po tym jak zajął się nią najwybitniejszy lalkarz w Szwecji. Nieco ekstrawagancki mężczyzna na początku odmówił przyjęcia zapłaty za naprawę, twierdząc, że zaszczyt zajmowania się prawdziwą lalką Marque'a będzie wystarczającym wynagrodzeniem.
- Dajcie mi kilka godzin, a coś dla was znajdę - zaproponowała Petra. To nie może być zbyt trudne, pomyślała. - Ale pod jednym warunkiem - kontynuowała. - To, co wam wybiorę, musicie nosić potem w Nowym Jorku. Nie uwzględniam żadnych reklamacji, okej?
Przyjrzała im się uważnie.
Vera była wysoka i pulchna. Mimmi drobna i szczupła. Ale Petra zawsze lubiła wyzwania.
Vera nigdy nie farbowała swoich siwych włosów i od dwudziestego piątego roku życia miała tę samą fryzurę z grzywką, którą w razie potrzeby sama podcinała.
Włosy Mimmi również były siwe, ale sięgały jej do pasa, kiedy nie spinała ich w niezbyt twarzowy koczek, co zwykle robiła. Fryzura żołnierza Armii Zbawienia, pomyślała Petra. Żadna z nich nigdy nie nosiła makijażu, a ich stroje nie były czymś, za czym ktokolwiek by się obejrzał. A mimo to w swoim małym sklepiku sprzedawały głównie ubrania.
Ale mają potencjał i mogą wyglądać naprawdę pięknie, chociaż nawet ja wcześniej bym tak nie pomyślała, zauważyła Petra, entuzjastycznie nastawiona do swojej misji.
Zamieni te dwie kobiety, które chyba już zupełnie nie dbają o swój wygląd, w coś spektakularnego. A one niech tylko spróbują zaprotestować przeciwko jej pomysłom.