Poezja erotyczna - Hanna Męczywór-Pitscha

Kup ebooka

14.13 zł
11.73 zł (14,13 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Pozycje

Różne pozy i pomysły,

rozpalają nasze zmysły,

na siedząco, czy z oparciem?

Wszystko to kończy się tarciem.

Na stojąco, a może świeca?

Ta pozycja Cię podnieca,

gdy partnerkę masz w zasięgu

swego ognistego kręgu.

Zgaś językiem jej płomienie,

wzrok się krztusi uniesieniem,

głowę twą kurczowo trzyma,

myśląc: "Zaraz mnie wydyma!"

Lady Makbet też zadziała,

gdy świadoma swego ciała

dama sama decyduje

o tym, jak głęboko czuje,

ty zaś mocno rozpalony,

trzymasz w ręku dwa balony.

Gdyś otyły i rozżalony,

że nie zaspokajasz żony,

z powodu ostrej lustrzycy,

nie dowidzisz jej miednicy,

niewidoczna jest łechtaczka,

tu działa pozycja "taczka".

Gdy nogami Cię oplecie,

myszka zagra Ci na flecie,

A że dobrze skacze norka,

długo nie utrzymasz worka

i wypadną zeń prezenty.

O tym wie już każdy święty.

Gdy to robisz na pająka,

ale cierpisz, bo masz wzdęcia,

napar z kminku niech nasiąka,

aby uniknąć pierdnięcia.

Twarzą do siebie zwróceni,

dojdziecie na szczyt wtuleni.

Gdy jesteś analfabetą,

mężczyzną albo kobietą,

a twa kondycja fizyczna

przestała być dynamiczna,

polecam Ci pozycję "M",

byście mieli piękny sen.

W tym celu, mój przyjacielu,

kładło się na plecach wielu.

Zginając nogi w kolanach,

tyłem zaś usiada dama,

oparta o twe kolana,

skacze do białego rana.

Przednia ściana podrażniona!

Z rozkoszy wyje zgubiona,

rękoma od tyłu oparta,

skacze i skacze uparta.

Przypomina miną czarta.

Dobrze wiem, choć tam nie byłem,

a ona jęczy i skacze tyłem.

Ty zaś twarzy jej nie widzisz,

prawdziwa dama skakać się wstydzi...

Odczuwasz pustkę w dłoniach,

gdy żona ujeżdża konia?

Jeśli trzymać chcesz za lejce,

hyc, mocno złap ją za ręce!

Tak złączeni, uniesieni,

dojedziecie do jesieni.

Do mięsa!

Kocham mięso, proszę Pani.

Warzywa, to towar tani!

Ja do niego się nie zniżę!

Mówiąc to, skrzydełko liżę.

Ten ma psa, a tamta kota,

znowu naszła mnie ochota,

ślinka cieknie, że aż kwiczę!

To kanały przyrodnicze.

Tu bawoły, tam jelenie!

Mięsko zdrowe, że marzenie!

Nagle hipopotam czmycha,

widzę jego zad! Ach! Pycha!

Zrobiłbym z niego kiełbasę!

Jestem pewien, pierwszą klasę!

Bo to taka duża locha,

nad jej losem nie zaszlocham.

Zjadłbym nawet nosorożca,

wszak to afrykańska owca,

która z ciepła wyleniała,

jadła i nabrała ciała.

A ja kocham pełne kształty,

kiedy zad w górę zadarty,

gdy odstają rączo boczki,

a nóżki, niczym obłoczki.

Każde zwierzę bym utuczył,

zdrowej diety je nauczył!

Ja po prostu nie pojmuję,

gdy mięso z blachy wyjmuję,

czemu krzyczą już od rana:

"Nasz wróg - trzoda hodowlana!"

To, że krowa puści bąka,

gdy ten błąka się po łąkach,

a ci mordę drą: "Wywołane

tym są gazy cieplarniane!"

Krowa, świnia, jeden pies,

każdy pierdzi, nawet bies!

Żeby tak krzywdzić zwierzęta!

Ja szanuję je na święta.

Czyszczę, myję i masuję,

kroję, miażdżę lub gotuję,

tłukę, tnę, czasem ugniatam,

z każdym mięsem się zabratam!

Nikt nie ma tyle miłości

do mięsa, ja aż do kości!

Gdy jakieś zwierzę wymiera,

ja na grilla wnet spozieram.

Oby długo nie cierpiało,

empatia ogarnia me ciało.

Szybko sięgam po przyprawy,

w gotowaniu jestem wprawy,

U mnie nic się nie zmarnuje!

Nawet szczur dobrze smakuje.

Pochwała minety

Nie zrozumiesz swej kobiety,

nie zrobiwszy jej minety.

Oto motto męża cnego,

swej kobiecie oddanego.

Bez lizania nie ma sensu,

zakradać się do kredensu,

by po cichu z dolnej szafki,

sięgać po swoje zabawki.

Nie da rady! Bez chlapania,

długa droga do jebania.

Każda babka w wieku kwiecie,

aż drży na myśl o minecie.

Jeśli jej zasmakowała,

niech się schowa nędzna pała,

która z gracją mechanika,

nie przewyższy sztuk języka.

Na nic próby twe daremne,

Ty nie chlapiesz? To nikczemne!

Pospolity z Ciebie zbój!

Lub po prostu zwykły chuj!

Kto w dolinie pojodłuje,

ten się szybko przekonuje,

jak smakują winorośla,

tylko szemraj w tych zaroślach!

Szuru-buru, szuru-buru,

słyszę tarcia dźwięk w oddali,

i już płaczę nad jej losem,

nic tej cipki nie ocali!

Jakiż ciężki żywot trusi,

jeśli chłop się nie pokusi,

by wylizać tu i tam,

cóż ja z wami chłopy mam!

Że namawiać czasem muszę,

piekielne są te katusze,

jeśli moja biedna picza,

woli język zamiast bicza.

Więc posłuchaj chłopcze mały,

nie obawiaj się tej czary,

lecz swe usta umocz w niej,

niech się spełni piękny sen.

Magdusi

Ożenił się stary z młodą,

krótko cieszył się pogodą,

a że Magdy urok kusił,

umierając, szeptał: "Magdusi..."

Wszystko Magdzie się dostało,

choć własnych dzieci niemało

miał, a było co rozdawać,

słowem, nieciekawa sprawa.

Dzieci sprawę założyły,

lekarz zaś zajrzał do żyły

świętej pamięci zmarłego,

aby zbadać ciało jego.

Nie zmyliła go golizna,

"We krwi jest silna trucizna!"

We wsi całej aż zawrzało!

"Żeby tak bezcześcić ciało!

Piekła nie ma, o la Boga!"

I na wiochę spadła trwoga.

Sprawa szybko się rozniosła,

z ust do ust do uszu posła.

A że ze wsi tej pochodził,

chciał wyborcom swym dogodzić.

Więc wynajął detektywa,

żeby zbadał, co ukrywał

zmarły i jego rodzina.

Tu komedia się zaczyna.

Każdy obwinia każdego,

winę spycha na bliźniego.

Tylko Madzia głośno płacze:

"Już go więcej nie zobaczę!

Jam niewinna, jak ta owca!

Przyszła pora na makowca!"

Wszyscy jedzą, głośno mlaszczą,

tylko Madzia z pustą paszczą

bacznie wszystkich obserwuje.

Kto nie je, temu serwuje,

tak, by wszyscy spróbowali.

Zjedli. Nic ich nie ocali!

Każdy leży i się krztusi,

bo zatruty mak ich dusi.

Komu ziemia? Kogo kusi?

Wszyscy szepczą: Mak dusi, mak dusi...

Kawa o poranku

O poranku los niemrawy,

zanim dotkną usta kawy,

a pobudki nie doczeka,

Ten, kto pije ją bez mleka.

Ledwiem wyszedł spod prysznica,

a tu podła prawda kica.

Tam, gdzie zwykle się ugina

jak lód od stópek pingwina,

szafka, w której trzymam kawę...

Nie ma nic! Popijaj trawę!

Trawę, to znaczy herbatę,

tak jak kocham swego tatę,

wolałbym wszak kawy się napić,

by poranka pustkę zabić!

"Co ja zrobię!" Wykrzykuję.

"Chyba mdleję, nic nie czuję!"

Nogi mam całkiem jak z waty!

Umysł dosyć niekumaty,

a za kwadrans uczeń dzwoni,

ucznia myśli nie dogoni.

Bo gdy kofeiny brak,

myślenie działa na wspak.

Myślę, myślę i nie wierzę.

Zupełnie jak w klatce zwierzę,

niczym świnia u koryta,

w myślach kofeinę chwytam!

Niczym niedźwiedź do pasieki,

z trudem unoszę powieki

by się zdobyć na myślenie,

Jak pokonać takie brzemię?

Nagle w głowie myśl zakwita,

sąsiadka kawą przywita,

bo to dobra jest kobita,

piękna, zgrabna i powabna,

bez humorów i bez sadła,

ona kawą poczęstuje,

może w czółko pocałuje

i ten dzień pięknym uczyni,

choć mam w talii obwód dyni.