Poezje TOM I - Kazimierz Przerwa-Tetmajer

Kup ebooka

8.49 zł
6.96 zł (3,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Czardasz

Hej, czardasza ty mi graj Cygańska muzyko! Huczcie basy, gęślo łkaj, A szumnie, a dziko... Ile smutku w duszy mej, Ile klątwy, żalu: Tyle w gęśle twoje wlej Hej, czardasza graj mi, hej, Cyganie-góralu!... Ile żalu w piersi mej Tłumionego dumnie: Tyle w gęśle twoje wlej, Hej, czardasza graj mi, hej, A dziko, a szumnie... Hej, w nas obu skalna krew, Dusze w obu harde - Wygraj-że mój cały gniew, Cały gniew i wzgardę... Słuchaj, słuchaj - szumi bór

Daleko, daleko - - Zagraj-że mi, jak on gra, Kiedy wicher po nim gna, Niech ze smyczka leci wiór, Niech łzy ze strun cieką... Hej! Niech mój nie pada trup Na doliny nizko - - Nie dla niego w ziemi grób, Ni śmierci igrzysko. Na granitach leżeć mu Wśród ciszy nadskalnej, Niech kołysze go do snu Łkający wiatr halny. Niech mu szumią smutnych limb Konary zielone, Chmury mu uwiją nimb, A tęcze koronę... Wielkie orły lecą tam I krążą i kraczą, Z granitowych płynąc bram Wielkie wody płaczą... Smutno grasz mi - smyk ci drga Od jęku, od żalu, I w oczach ci błyska łza Cyganie-góralu! Hej! Zmień nutę! Słyszysz ty? Niech ze smyczka lecą skry,

Cały ogień mojej krwi Wlej w struny cyganie! Wygraj-że mi szepty te, Gdy się dusza w duszę rwie, Kiedy z wargi tryska krew, Drży dziewczyna tak, jak liść I cała - kochanie... Hej, szalony zawiedź śpiew! Nim nam z tego świata iść, Niech przepali rozkosz nas, Mózg i serce spali wraz! Hej dziewczyno! Do mnie tu, Póki stanie w piersi tchu, Ssij życie, pij krew!... Hej, czardasza ty mi graj, Cygańska muzyko! A ty dziewczę usta daj, Przepijemy choćby kraj,

Wróżka nam powróży z kart, Czy nas prędko porwie czart, A nim porwie, graj nam, graj, A szumnie, a dziko!...

Patrząc ku Tatrom

Tatry! Spoglądam z tęsknoty żałobą Ku wam, błyszczącym w słońca zorzy złotej... Na długo ja się pożegnałem z tobą Kolebko moja... Dzisiaj - w miejskich murach - Szlę sokolemi myśl ku tobie loty, Co wraca do mnie na łabędzich piórach Z tęsknoty pieśnią... Skały wysokie! Na wasz łańcuch siny Piętrzący słońcu zaporę niezmierną, Pierwszy raz oczy spojrzały dzieciny, Jedyne słodkie tam patrzały lata: Więc pamięć moja zostanie wam wierną, Myśl wróci do was z najdalszych stron świata Skały me, skały!... Lasy szumiące! W waszem smętnem pieniu Ileż zaklętych słyszałem powieści... Tajemniczością rozmarzony cieniu

Wieko z przeszłości odrywałem trumny... Kiedyż mi, kiedy znowu zaszeleści W koronach waszych halny wicher szumny Lasy me, lasy!... Rzeki srebrzyste! Jako wasze zdroje Z niewyczerpanych nigdy krynic płyną: Tak wiecznem źródłem żądz jest serce moje... Lecz cóż i po was i po nich zostanie? Ja wznoszę ogrom, by stał się ruiną, Wy gnacie, aby zginąć w oceanie Rzeki me, rzeki!... Orle podniebny! Jak ciebie wokoło Ciemnych obłoków otaczają fale: Tak mnie sny smutne wieńczą młode czoło... I drogę mamy podobną, choć różną, Bo ty ku słońcu wciąż dążysz wytrwale, Ja, człowiek, szczęścia szukam... obaj próżno A jednak wiecznie. Któż młody nie drzy przed tem, co dziś czeka? Chyba ten, który zatarł w swojej duszy Znamię szlachetnej godności człowieka I skroń ustroił nikczemności godły; Temu zwycięstwo!... Tak na roli głuszy Niewypleniony chwast brzydki i podły Kwiaty szlachetne...

O! gdybym wrócić mógł, gdzie Tatr granity W koronie srebrnych lodów stoją lśniące!... Świat ludzki z ułud przedemną odkryty Zda mi się kołem nieszczęść i podłości... Tam, gdzie nikomu nie przyświeca słońce, W górskiem pustkowiu, choć bezduszne, gości Tam czyste piękno... Za niem to - często dotknięty boleśnie - Szlę myśl ku ziemi tatrzańskiej dalekiej; Niech chociaż chwilę zapomni tam we śnie O życiu naszem tak smutnem i wstrętnem, Które naznaczą przyszłe, lepsze wieki Okropnem, nigdy niezatartem piętnem

Życia Kainów!...

Przeżytym

Pierzchają cudne fantazyi widziadła, Jak rozpędzone rannym wiatrem mgły - - Gdzie natchnień tęcza?... Spłowiała i zbladła... Gdzie wiary zorza?... W otchłanie zapadła... Gwiazda nadziei gdzie?... Pomrok ją ćmi...Gdzie myśli dzika, zuchwała potęga? Gdzie uczuć bujny, rozkiełzany lot? Gdzie moc, co - zda się - w nieskończoność sięga? Znikła, jak świetna meteoru wstęga, Zgasła, jak piorun, przebrzmiała, jak grzmot...Nic nie zostało w zdruzgotanej duszy, Oprócz pamięci o minionych dniach, Której mściwego głosu nic nie zgłuszy, A głos ten łamie, obala i kruszy, I budzi zgrozę i rozpacz i strach.I huczy głos ten: "Stargałeś swe siły, Zgasł żar płomienia, co w twem sercu tlił,

Podobne stało się do lodu bryły; Złamane skrzydła myśl twoją zdradziły I ze sfer górnych padła w proch i w pył.I pójdziesz - wiecznie ścigany przezemnie, Ust mych straszliwy słysząc wszędzie ton - Z sercem, jak dawniej, chcącem czuć daremnie Z myślą, co próżno nad światowe ciemnie Zrywa się w jasność idealnych stron.Pójdziesz w swą drogę dalej, a ta droga To ciemna, głucha i posępna noc, Ocean groźny, pustynia złowroga, Przed każdym krokiem zadrży twoja noga, Bo już nie wierzysz w swoją własną moc.Bo myśl już nie ma skrzydła, które dźwignie, Bo w sercu nie ma już płomiennej skry, Która w ciemności, jak pochodnia mignie... A wszędzie, wszędzie widmo się doścignie Innych, minionych niepowrotnie dni.Idź, cieniu własny!... A gdy się nie wierzy W swoją moc własną, to już wstrzymać krok? Rzucić ten sztandar, który ręka dzierży, I w tył się cofnąć z szeregu rycerzy I nie na słońce, lecz w dół zwrócić wzrok?

Więc już ustąpić z bojowej areny, Gdzie ślubowało się do końca stać? Od ust oderwać grzmiący róg wojenny, Strzaskać za ciężki miecz, a więc niecenny, Swój posterunek w cudze ręce zdać?O nie!... Bez wiary, nawet bez nadziei, Że się potrafi przeciwności zmóc, Na posterunku wytrwa - aż z kolei Śmierć go zeń wyrwie - ten, kto dla idei Miłość ma w duszy, bo miłość - to moc!I przyjdą, przyjdą te godziny jeszcze, Gdy trzeba będzie bratni szereg wzmóc, Że chwycisz sztandar w dłoń twoją, jak w kleszcze, I świsną miecza zamachy złowieszcze, I róg twój zagrzmi, bo miłość, to moc!

Śmierć Janosika (fragment)

Szumnie radzą liptowscy panowie

Na stołecznym domu w Mikułaszu, Jakoby im dostać Janosika, Janosika, dobrego zbójnika, Który panów łupi, biednym daje, Woły nędznym kupuje wieśniakom, Mierzy sukno od buka do buka, A nikomu żywota nie bierze. Jedni z nich chcą uzbroić ziemiaństwo, Ku straszliwej zbójnikowi hańbie, Drudzy króla poprosić o wojsko, Żeby całe osaczyć podgórze. Ale żupan świętojański mówi: "Wszystko to już nieraz probowano, Szli ziemianie, wojsko i hajducy,

Probowano, ale wżdy nadarmo. Pierwej chwycić niedźwiedzia za kudły, Z podkrzywańskich wywlec ciemnych lasów; Pierwej w biegu Wag zatrzymać wartki, Albo wicher stłumić południowy: Nim w okowy spętać Janosika, Nim powstrzymać jego orle chody, Nim przytłumić jego moc zuchwałą. Siedm lat ssał on niedarmo pierś matki: Chwyci buka do potężnych ramion, Jak wyrywa dziewczyna konopie, Tak on wyrwie z korzeniami buka. Chwyci kamień do potężnej dłoni, Kamień duży, jako siedm głów ludzkich, Kiedy sznurem obwiąże go silnie, Rzuci w okno strzelistego zamku, Choćby okno było jak wierch smreka, Wpadnie kamień, on wejdzie po sznurze. Koła młyńskie on hamuje ręką, Jak dziecinny wiatraczek na wodzie. Kiedy skoczy, dwie jodły uchwyci, Dwie ku ziemi zegnie jodeł głowy. Kozy w biegu chwyta w ostrych turniach, Kiedy krzyknie, wodę w stawach mąci, A ciupagą gdy uderzy w skałę, Na dwie piędzi głęboko ją wcina. Przytem stoi w czarnej zmowie ze złem.

Ni się szabla, ni kula go imie, Szabla po nim spełznie bez obrazy, Jako pióro jastrzębia po lodzie; Kula odeń odbije się lekko, Jako szyszka limbowa od skały. Jego topór niewiedziony ręką, Rąbie, kogo rąbać mu rozkaże, A gdy zechce czarownik, to w oczach, Jak mgła górska stopi się i zniknie. Nie pojmać go żadną siłą ludzką. Myślę tedy, że najlepiej będzie Tysiąc jasnych dukatów przeznaczyć, Kto go zdradą pozbawi żywota, Albo zdradą w nasze wyda ręce". Tak w stołecznym domu w Mikułaszu Świętojański żupan mówił: a to Jednogłośnie uchwalą panowie. Wnet rozpuszczą wieść szerokim światem, Że kto życia zbawi Janosika, Albo zdradą wyda go w ich ręce, Tysiąc jasnych otrzyma dukatów.

* * *

Szumi cicho w Koprowej dolinie Ciemna woda pośród czarnych smreków. Miesiąc schodzi na krzywańskie turnie

Sieje srebro po limbowych kiściach, Włóczy cienie po urwiskach skalnych. W lesie huczy watra na polance. Smrek zrąbany iskrzy się i pryska, Bucha ogniem pod koronę lasu, Iskry sypie na ciemne powietrze, Dymem w Krzyżne liptowskie się niesie. Tam dwunastu leży koło watry, I trzynasty tam leży Janosik. Mają oni wszyscy strój bogaty, Strój bogaty, mundur przeparadny. Mają czapki na głowach baranie, Czarne czapki wązkie i wysokie, Okręcone sznurkami perełek, Jasnych szkiełek i kostek bielutkich. Mają złotem naszyte kabaty, Nabijane srebrem mają pasy, W ciżmach spodnie białe cyfrowane, Szafirowym, szerokim lampasem, A Janosik ma spodnie czerwone, Cyfrowane złotolitym sznurkiem. Mają mundur, mają strój bogaty: Strzelby długie oparli o drzewo, Powcinali w długi tram ciupagi, Pistolety im sterczą z za pasów I kończyste noże w trzonkach z drewna O trzech kulkach miedzianych na końcu.

Pieką oni całego barana, Flaszki z wódką z torb zwydobywali, Przepijają do siebie nawzajem W ciemnym lesie w Koprowej dolinie. Gra na kobzie Gajdoś, o smrek wsparty, A Janosik słucha, na mchu leżąc, Słucha, patrzy na Krzywań wysoki, Kędyś w zmroku ginący przypastnym, Krzywań głuchy, chmurny i posępny. Leżąc na mchu, na leśnej polance, Wsparł na dłoni ogorzałe lico, Patrzy w Krzywań, duma... O czem dumasz Janosiku, śnie przekraśnych dziewcząt? Czyli dumasz o białym kastelu, Kędy złota leżą ciężkie wory? Czyli dumasz o lewockiej bramie, Gdzieś wyrąbał regiment żołnierzy? Czyś w Krzywaniu zakochał się ciemnym, Co zaczepia gwiazdy na swych barkach, Bierze światło miesiąca na stopy I na niebie senną głowę spiera? Czyś zakochał się w tym szumie leśnym...

Fragment z dramatu

PRZEOR

Módlcie się bracia. Oto działa huczą, Jako wulkany, miecąc ognia lawę I krwi potoki mur klasztorny płuczą, A nawet wody pod murem są krwawe. Ale na niebie jest Bóg, Pan nad Pany, Co widnokręgu zakreślił granice, Gwiazdom bieg wskazał, spętał oceany I w dłoni dzierży wichr i nawałnicę. Jemu ufajmy; jeśli on jest z nami, Niczem są wrogie przeciw nam oręże, Bo Bóg jest wielki tam, nad błękitami, A kogo broni On, ten nie polęże. ZAKONNIK I. Kule nad głową, jako meteory Płomienne lecą z wyciem i szelestem. ZAKONNIK II. Lud wszędy widzi strachy i upiory.

PRZEOR Ufajcie Bogu. On powiedział: Jestem. ZAKONNIK I. Ciemny sklep nieba cały się czerwieni Od łuny wiosek, co się we krwi pławią. ZAKONNIK II. Gwiazdy zagasły od blasku płomieni. PRZEOR A Pana ręce z toni nas wybawią. ZAKONNIK I. Rycerzom naszym opadają miecze, Oddechu braknie pod ciężkim pancerzem. ZAKONNIK II. Snać już nikt śmierci rychłej nie uciecze. PRZEOR A wiernym Jemu Bóg będzie puklerzem. ZAKONNIK I. Każda jutrzenka trwoży i przeraża, Jak wieść zarazy, która się przybliża.

ZAKONNIK I. I coraz bliżej nam wszystkim cmentarza. PRZEOR A ja moc wrogów zwalczę w imię krzyża...