Poezje TOM III - Kazimierz Przerwa-Tetmajer

Kup ebooka

8.49 zł
6.96 zł (3,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wieczór majowy

Za ciche wzgórza słońce się zanurza Jaskrawe w mrocznej głębinie; Z ciemniejącej ściany skał, powiew różany Odblasku spływa i ginie. W toni przezroczej srebrnomodre oczy Otwiera wieczór majowy I w mgieł aureoli opada powoli Na lasy, łany, dąbrowy. Wyciąga ręce i ściera rumieńce Ostatnie z niebios rubieży, A gdy w mroku zbledną, senną gwiazdę jedną, Jak lampę zapala w wieży. Z za gór uboczy srebrny księżyc toczy W otęczy światła przymglonej I światła mgławicą chmury wskroś się sycą I mgieł powiewne opony.
W górskiej dolinie pomroczą owinie Bór stary, odwiecznogłosy; Na liściu paproci światełko rozzłoci Pod księżyc upadłej rosy. Spływa ku łąkom i szepcącym dzwonkom Stula listeczki wilgotne; Na zboczu urwistem wichrowym poświstem Kołysze jodły samotne. Błędne ogniki rzuca na trawniki I na posępne bagniska I z ponad miesiąca błędne gwiazdy strąca I kędyś w otchłań ciska. Głowę swą kłoni na skrzydła tych woni, Co z kwiatów cicho się wznoszą, I z wonnym powiewem zawisa nad krzewem Słowików słuchać z rozkoszą. W ponure groty rzuca promień złoty Księżyca przez gąszcz i liście, I pieśni słowicze w głusze tajemnicze Wsącza i brzmi w nich srebrzyście. Gdy w ciemnej fali niebiosów zapali Gwiazd niezliczone kagańce,

Co świecą, jak łodzie na niezmiernej wodzie, Na świata płynące krańce: Wówczas na sady, chaty i lewady Na wody, kwiaty i drzewa, W mgławic aureoli opada powoli I zwolna z nocą się zlewa.

Potok symboliczny

W skrzesanych turni rozpadlinie,W zawrotnej wysokości skalnej, Szumiący, bystry potok płynie Niedosłyszany, niewidzialny.Ze źródeł pod szczytami ścieka, Gdzie tęcza wiesza świetny nimb, A szumu jego tam zdaleka, Samotnych słucha garstka limb.Jak poświst wiatru w chmur pomroczy, Tam, z dołu, z ziemi, niesłyszany: On szumi - i wód fale toczy Między skrzesane, ciemne ściany.W koło jest pustka tak ponura, Takiego chłodu wieje prąd: Że nawet orły strzępią pióra I odlatują szybko stąd.

I tylko potok sam, samotny, Potok potężny, srebrnopiany, Szumi w wyżynie tej zawrotnej Pomiędzy ciemne płynąc ściany.Szumi i pędzi - i z urwiska Przez głaz, co góry z sobą skuł, W otchłań się czarną srebrny ciska I leci bez pamięci w dół.Fala za falą rwie się, pieni - Potok samotny, tryumfalny, Płynie wśród ciemnych cisz i cieni, Niedosłyszany, niewidzialny.Haha! Jak krążą ponad szczyty Kłęby obłoków z wichrem w tan! Mgieł tuman w lot się porwał, wzbity Zamachem wichru z skalnych ścian!Haha! Jak kłębią się i plączą, Jak się motają z sobą, wznoszą, W dół opadają - i znów rączo Nad wierchów suną się pustoszą...Haha! Jak gwiżdże wiatr i huczy, Jak huczą złomy stromych ścian -

Zda się, że Szatan tu się włóczy I w róg uderza, pustyń Pan...A w głębi cicho, ciemno, mroźno - W zawrotnej skalnej rozpadlinie, W straszliwej ciszy pustką groźną Szumiący, bystry potok płynie.Niedosłyszany, niewidzialny, Skąd wstaje tęczy świetny nimb, Płynie, a jego tryumfalny Szum słyszy garść samotnych limb.Płynie i fale z góry ciska, W bezdenną otchłań, w zwał granitów, I szum szeroki tam, z urwiska, Rzuca w dół z falą z chmur i szczytów.

Rusałki

Od pól rusałki lecą We mgłach i wód oparach, Ogniki łapią błędne Po bagnach i moczarach. Nad gajem wiklinowym Taneczny wiją krąg, A wiatr po łąkach szemrze, A kwiaty pachną z łąk. Od pól rusałki lecą Miesięczną cichą nocą I łąki rosą srebrzą, I gaje rosą złocą.

Od pól rusałki lec

W perłowych mgieł pomroczy, A dziecko na nie patrzy, Otwiera wielkie oczy.

Zdumione patrzy cicho Na ich taneczny krąg, A wiatr po łąkach szemrze, A kwiaty pachną z łąk. Od pól rusałki lecą, Miesięczną cichą nocą I łąki rosą srebrzą I duszę dziecka złocą.

***
Od pól rusałki lecą, Splatają w locie wieńce - Skrzydlaty ku nim chłopiec Wyciąga w górę ręce. I dusza mu się do nich, Skrzydlata dusza rwie, A one zaślnią w blasku, W perłowej giną mgle. Od pól rusałki lecą, Nad chłopca zwisną głową, Białe doń ciała zbliżą - I lecą w mgłę perłową...
***
Od pól rusałki lecą, We mgłach i wód oparach,

Ogniki łapią błędne Po bagnach i moczarach. Ujrzały duszę cichą I nieskrzydlatą już - Złamane, krwawe skrzydła Upadły w proch i w kurz... Od pól rusałki lecą W miesięcznych blasków fali, Ujrzały krwawe skrzydła - I tańcząc lecą dalej.

Sonety

I. (Sarkofag w ciemnym wykułem marmurze)

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

II. (O zimny marmur opieram mą głowę)

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

III. (Przy sarkofagu tego głuchej pycie)

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

IV. ( Jestże to prawdą? Nie jestże złudzeniem?)

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

V. ( I wystawiłem kościół , kędy wieczny...)

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

VI. ( Z posępnej ciszy , z grobowej martwoty)

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

VII. ( O morza modre, o łąki w rozkwitach)

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Mojżesz

Posnęli... Otom lud ten wywiódł z mocy wrogów, Z domu niewoli i z pęt, w których męże jęczą, A niewiasty usiadłszy przy żarnach u progów, Stopy swe okuwają gorzkich łez obręczą. Wybudowałem w drodze piramidy trudu, A jak powódź nilowa namula równiny, Ja namulałem cnotą łan serc tego ludu, I jako kłosy pełne w polu: są me czyny. Nie bawiłem się kiedy wsiami albo miasty, Anim w winnicy grony poił się winnemi, Albo rękoma dotknął słodkich biódr niewiasty I czuł drżące jej ciało pod piersiami memi. Alem wywiódł i wiodę, choć wiem, że nie wnijdę, Idąc przodem, jako dziób prujący okrętu, Albo ostrz stalny, wbity na drewnianą dzidę, Lub cap, pierwszy skaczący z skalnego zakrętu.
I nigdym się nie skarżył, anim czego żądał, I byłem jako wielbłąd, okręt napustynny, A Tyś był, jako jeździec i drogiś oglądał, A jam szedł w uździenicy Twej mocy powinnej. Anim kiedy wstręt czynił Twemu rozkazaniu, Albo był dla Twej ręki żwirem w mące pszennej; Alem był, jako żagiel wichrów Twoich wianiu, I dla oblicza Twego, jak kryształ studzienny. A przeczżeś mi jest dzisiaj, jako Sfinks milczący, Przeczżeś mi jest, jak orzeł - któż zna jego drogę... I jako delfin, wodę w głębi mórz prujący, I czemuż Cię dziś widzieć i przeznać nie mogę?...