Pogarda i miłość - Agnieszka Front

Kup ebooka

20.19 zł
16.76 zł (16,76 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 211

Kiedy przyjęcie przerwano, a Carlos wiernie czuwał przy boku swojej córki, starając się dodać jej otuchy, nim przyjedzie lekarz, przez umysł dziewczyny przelatywały tylko jedne myśli:

- Boże, błagam cię, nie pozwól, żeby to małe dziecko cierpiało w jakiś sposób przez moją głupotę! Wiem, że zrobiłam źle, być może to nawet kara za to, jak traktowałam Ricardo, ale zbyt ostra, zbyt ostra, Panie Boże! Nie powinnam pić tyle alkoholu i nigdy sobie nie wybaczę, jeżeli coś się stanie. Stworzenie, które trzymam pod sercem, jest jedynym, co łączy mnie z moim ukochanym. Tylko ono mi pozostało, tylko ono... i ta wielka miłość, którą czuję do Rodrigueza. Wiem, że nigdy nie będziemy razem, wiem, że nie dane nam będzie stworzyć rodziny, on przecież jest...przecież jest...

Zaczynało się jej kręcić w głowie, czuła się coraz gorzej.

- Tato... - szepnęła. - Jeżeli poronię, odszukaj go. Powiedz mu, proszę, że...

- Nie stracisz dziecka! - mimo woli Santa Maria podniósł głos. Był tak strasznie zdenerwowany, jak wtedy, kiedy rodziła się Sonya, a on myślał, że to jego potomek.

- Posłuchaj mnie... On musi wiedzieć, że wszystko co mówiłam, jest...jest...

Zemdlała, nie skończywszy zdania.

Obudziła się dopiero w szpitalu, jakiś czas później. Przez moment nie rozumiała, gdzie się znajduje, dopiero po kilku chwilach dotarło do niej, czym jest ten budynek. Spojrzała na brzuch i wyczuła, że coś jest nie tak. Był taki płaski, tak straszliwie płaski! A potem pojęła - Bóg jednak ją pokarał, stało się to, czego się najbardziej obawiała. Dziecko! Maleństwa już nie było!

Zaczęła krzyczeć, tak straszliwie krzyczeć i płakać, że słyszano ją chyba w całym Acapulco. Nie obchodziło jej to ani trochę, najważniejsze było to, co umarło, co odeszło wraz ze śmiercią dziecka. Teraz już naprawdę nic jej nie zostało, nie miała niczego, co przypominałoby jej najdroższego na świecie mężczyznę, odrzuciła go od siebie wierząc, że tak będzie lepiej, a teraz...

- Spokojnie, spokojnie! - rozległ się głos jednego z lekarzy, nie widziała nawet twarzy przez mgłę rozpaczy i łez. - Wszystko będzie dobrze, proszę się tylko uspokoić, stres może pani zaszkodzić.

- Pan nic nie rozumie! - wrzeszczała. - Ono umarło, nie żyje i to ja je zabiłam! Moje jedyne, moje kochane, moje...

- Cii, mówiłem, że nerwy mogą być szkodliwe. Szczególnie dla młodych matek - dorzucił z uśmiechem doktor.

- Jakich matek? - wyszlochała. - Ja już nie jestem matką!

- Ależ jest pani i to od dobrego kawałku czasu! Właśnie to usiłuję pani przekazać. Fakt, musieliśmy dokonać małego...nazwijmy to zabiegu, ale dziecku nic się nie stało. To wcześniak, jest słaby, ale sądzę, że da sobie radę.

- Wcześniak? Mam syna? - wyszeptała.

- Dokładnie. Za to panna obok wydaje się być całkiem silna, wydarła się na mnie od razu, jak tylko przyszła na świat.

- Słucham? Jaka panna? - Sonyi tym razem zakręciło się w głowie z zupełnie innego powodu.

- Ma pani dwójkę. Chłopczyka i dziewczynkę. Oboje urodzili się o wiele zbyt wcześnie, ale jeżeli im pomożemy, wszystko będzie dobrze. A teraz proszę odpoczywać, to jednak był dosyć spory wysiłek dla pani.

Doktor wyszedł, a ona opadła z powrotem na łóżko, tym razem z uśmiechem na ustach.

- Dwójka... Córka i syn...To nasze dzieci, kochanie...Musisz je zobaczyć, po prostu musisz...Mamy dwoje dzieci...

Nie byłaby sobą, gdyby potem, już w prawie półśnie, nie dodała:

- A co za tym idzie, podwójne zmienianie pieluch. Nie ma bata, musisz mi pomóc, panie Rodriguez.

Należy dodać, iż Graciela miała szczęście, że nic nie wiedziała o porodzie Sonyi. Inaczej mogłaby wpaść w panikę na tą wiadomość, rozumując, że jej termin jest bliższy, niż się wydaje, a ona nadal nie ma męża.

W międzyczasie Gabriel Abarca chodził w kółko, nie wiedząc, jak odezwać się do Allisson. Doskonale słyszał, iż wie ona, że coś jest nie w porządku i nie za bardzo miał pomysł, jak to wszystko wyjaśnić. W końcu się zdecydował, podszedł do siedzącej na korytarzu szpitala dziewczyny i powiedział:

- Allie...Może to nienajlepszy moment, bo martwisz się o swoją przyjaciółkę, ale...

- Ale co? Chcesz mi wmówić kolejne kłamstwo?

Chłopak przyklęknął przed nią i odparł:

- Nie chcę ci niczego wmawiać, a tym bardziej cię oszukiwać. Zależy mi na naszej znajomości i to naprawdę bardzo. Osoba, z którą rozmawiałem, nie jest moją rodziną, jednakże jest mi bliska. Obawiała się po prostu, że poznam kogoś i zostanę skrzywdzony tak samo, jak zrobiła to Diana.

Na samo wspomnienie tego imienia poczuł pieczenie bólu na języku.