Pojemność - Jacek Orłowski

Kup ebooka

50.48 zł
41.90 zł (50,48 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

3. Dni, które niczym się nie różnią

Tak jak przeczuwał odpowiedź nie przyszła od razu.

Adam sprawdził skrzynkę mailową dopiero następnego ranka. Zrobił to jeszcze zanim wstał z łóżka. Ekran telefonu oświetlił półmrok sypialni, a jego twarz przybrała chłodny odcień niebieskiego światła. Nowe wiadomości dotyczyły pracy, rachunku za prąd i promocji w sklepie sportowym, nic więcej. Przez chwilę poczuł rozczarowanie, które było zaskakująco intensywne jak na tak błahą sytuację, którą jeszcze wczoraj uznałby za całkowicie nieistotną. Odłożył telefon i wpatrywał się w sufit, jakby odpowiedź mogła pojawić się w starym i odnawiającym się po każdym zamalowaniu pęknięciu.

Nie pojawiła się.

Dzień jak co dzień. Ten sam rytuał, te same czynności i rozmowy. Laura wspomniała o planach na weekend, Nina bała się dzisiejszego sprawdzianu z matematyki, a Adam przytakiwał i automatycznie odpowiadał. Wszystko było dokładnie takie samo jak wczoraj, przedwczoraj i przed przedwczoraj. Jadąc do pracy, próbował przywołać odczucie, które towarzyszyło mu, gdy wysyłał odpowiedź na maila. Wydawało się to wtedy znaczące, ekscytujące i niemal przełomowe, a teraz, tak po prostu, rozpływało się w zwyczajności poranka. Świt jest jak gąbka, ma niezwykłą zdolność do wchłaniania wyjątkowości. Każde zdarzenie, nawet to najbardziej niepokojące, zostaje w końcu przykryte kolejnymi obowiązkami. Poczucie przełomu ustępuje miejsca rutynie. Jest jak fala, która przez chwilę wydaje się wyższa od innych, po czym znika w odmętach oceanu.

Adam usiadł przy biurku i otworzył arkusz kalkulacyjny. Liczby przywitały go jak starzy znajomi. Ich przewidywalność była kojąca. W świecie, w którym wszystko zaczynało wydawać się lekko niestabilne, tabele oferowały umysłowi solidny grunt. Około południa odezwał się do niego kolega z działu, Marek, który zaproponował wspólny lunch w pobliskiej restauracji. Kiedy już dotarli, Adam spostrzegł, że jest nadzwyczaj tłoczno jak na tę godzinę. Ludzie rozmawiali o projektach, wakacjach, nowych samochodach. Marek opowiadał o planowanej inwestycji w remont niedawno odziedziczonego mieszkania i o tym, że trzeba myśleć przyszłościowo.

- Trzeba mieć plan - powiedział z przekonaniem - inaczej życie cię przejedzie.

Adam uśmiechnął się lekko. Słowo "plan" zabrzmiało w jego głowie dość abstrakcyjnie. Czy rzeczywiście ktoś ma plan? Czy raczej reagujemy na kolejne sploty wydarzeń, próbując utrzymać iluzję kontroli?

- Masz rację - odpowiedział neutralnie. Nie miał ochoty wdawać się w filozoficzne dyskusje przy talerzu zupy pomidorowej.

Po powrocie do biura, poczuł lekkie znużenie. Przez chwilę pomyślał, że to wynik spożytego niedawno posiłku. Po dłuższym namyśle stwierdził, że nie płynie ono z ciała. Nie było fizyczne, a raczej poznawcze. Jakby jego umysł był jednocześnie skupiony i rozproszony. Otworzył skrzynkę mailową jeszcze raz. Nadal nie było odpowiedzi. Zaczął zastanawiać się, czy nie nadał zbyt dużego znaczenia przypadkowej wiadomości. Być może to faktycznie był jakiś bot, może błąd, a być może nic wartego jego energii mentalnej. A jednak pytanie powracało.

Wieczorem, gdy siedział z rodziną przy kolacji, uświadomił sobie coś, co wcześniej zdawało się kotłować w tle jego umysłu. Większość rozmów domowników dotyczyła przyszłości, albo przeszłości. Wspominali wakacje sprzed dwóch lat, planowali wyjazd na święta. Komentowali wydarzenia z pracy i szkoły. Bardzo rzadko mówili o tym, co dzieje się "tu i teraz". "Teraz"