Dziewczyna
Była sobie dziewczyna o imieniu Kalina. Przeprowadziła się do miasta, by poczuć się jak gwiazda. Wykształcenie miała średnie, ale wygadywała brednie. Pracowała w fabryce, a potem w restauracji, licząc, że nabędzie tam gracji, lecz jej zachowanie wciąż było bez rewelacji. Nie była zbyt urodziwa, więc robiła sobie maseczki z piwa. Często chodziła do kosmetyczki, by upodobniła ją do księżniczki. Kosmetyczka doklejała jej sztuczne rzęsy, tatuowała brwi, malowała paznokcie i kremowała łokcie. Kalina wydawała na to dużo pieniędzy, przez co była bliska nędzy.
Uważała, że wygląd jest ważniejszy od mądrości, więc chętnie pokazywała krągłości. Nosiła bluzki z dekoltem, krótkie spódnice lub szorty i nie mogła odpędzić się od męskiej kohorty. Mężczyźni chętnie na nią zerkali i różne rzeczy sobie wyobrażali. A ona się z tego cieszyła i chętnie by z niejednym zgrzeszyła. Na Facebooka wstawiała gorące foty bez cnoty. Faceci jej dawali lajki i wciskali bajki, jaka jest piękna i seksowna, lecz była to opinia umowna.
Żaden z nich nie traktował jej poważnie, więc jednemu koledze zaczęła przyglądać się uważnie. Mimo iż był jej zdaniem za spokojny i obiektywnie dla niej za przystojny, chciała go uwieść, żeby zostać jego żoną. Lepsze to niż być czyjąś kochanką opuszczoną. Jej kolega był samotny, naiwny i łatwowierny, ale za to wierny. Miał niską samoocenę, więc łatwo było można mu wcisnąć ściemę. Robiła słodkie minki i mówiła miłe słowa, ale to była taktyka wyborowa. Nie grzeszyła urodą i intelektem, ale lubiła być seksualnym obiektem. On nie zwracał uwagi na jej skąpy ubiór, zwłaszcza latem, bo był naiwnym cielakiem. Kalina za nos go wodziła i się cieszyła, że z nim chodziła. Drugiego takiego naiwniaka nigdzie by nie znalazła ze swoją wątpliwą urodą, a chciała zostać panną młodą.
Postanowiła wyjechać na jakiś czas za granicę, żeby zarobić na pozłacaną przyłbicę. Jej kolega, który został jej chłopakiem, był mega naiwniakiem i nie zorientował się, że Kalina doprawiła mu wiele razy rogi zwisające do podłogi. Ona była z nim z rozsądku, a nie z miłości. Jego wrażliwość przyprawiała ją o mdłości. Lecz milczała na ten temat, bo miała dylemat. Wolałaby spotykać się z łobuzem, bo on miałby więcej ikry, hardości i umiałby porachować kości. Lecz nie miała wyboru, więc postanowiła trzymać się cielaka do oporu.