Połączeni. Jak lepiej żyć w społeczeństwie globalnym - Karmapa Ogyen Trinle

Kup ebooka

39.99 zł
30.79 zł (22,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Od redakcji wydania angielskiego

Co by było, gdyby ludzie prze­stali trak­to­wać szczę­ście jako grę zero-jedyn­kową i zaczęli żyć w prze­ko­na­niu, że powszechny roz­kwit jest nie tylko praw­do­po­dobny, lecz także moż­liwy do urze­czy­wist­nie­nia? Zada­nie takiego pyta­nia nie­któ­rym czy­tel­ni­kom może wydać się zbyt naiwne lub depry­mu­jące, lecz bio­rąc pod uwagę wyzwa­nia, przed jakimi staje obec­nie nasz świat, wła­śnie taką zmianę powin­ni­śmy roz­wa­żyć z otwar­to­ścią i szczerą chę­cią do dzia­ła­nia. W tej książce Jego Świą­to­bli­wość Kar­mapa uka­zuje, jak bar­dzo mógłby się zmie­nić świat, gdy­by­śmy zauwa­żali powią­za­nia pomię­dzy naszym życiem a innymi i gdy­by­śmy nie trak­to­wali sie­bie jako odręb­nych i z gruntu oddzie­lo­nych jed­no­stek.

Na kar­tach tej książki Kar­mapa zaj­muje się oma­wia­niem kwe­stii wdro­że­nia takiego para­dyg­matu zwłasz­cza w kon­tek­ście naszych wza­jem­nych połą­czeń w róż­nego rodzaju mediach cyfro­wych. Jak argu­men­tuje na początku, tech­niki komu­ni­ka­cyjne lepiej uwi­docz­niają nasze wza­jemne powią­za­nia. Uzna­nie tak rady­kal­nie odmien­nego para­dyg­matu od pew­nego czasu zyskuje popu­lar­ność w powszech­nej opi­nii, w krę­gach akty­wi­stów, jak rów­nież w ramach inte­lek­tu­al­nego dys­kursu. Porzu­ca­jąc kon­tekst odizo­lo­wa­nych spo­łecz­no­ści i nie­za­leż­nych jed­no­stek, wiele osób zaczyna dostrze­gać, że jeste­śmy wza­jem­nie powią­za­nymi wspól­no­tami i współ­za­leż­nymi jed­nost­kami. Myśli­ciele i akty­wi­ści z tak odle­głych od sie­bie dzie­dzin, jak eko­no­mia, nauki przy­rod­ni­cze czy spra­wie­dli­wość spo­łeczna, wspól­nie two­rzą mul­ti­dy­scy­pli­narne uję­cie róż­nych spo­so­bów współ­za­leż­nego funk­cjo­no­wa­nia naszego świata. Bada­nia empi­ryczne dostar­czają wystar­cza­ją­cych dowo­dów na to, że wza­jemne powią­za­nia zacho­dzą w każ­dym śro­do­wi­sku natu­ral­nym i spo­łecz­nym. Pod­czas gdy ope­ro­wa­nie para­dyg­ma­tem współ­za­leż­no­ści w ramach dys­ku­sji nauko­wych, aka­de­mic­kich, akty­wi­stycz­nych czy innych jest wciąż rela­tyw­nie nowe, kon­cep­cja, że wszystko jest ze sobą powią­zane, zawsze sta­no­wiła pod­stawę myśli i etyki bud­dyj­skiej.

Celem tej książki jest wzbo­ga­ce­nie współ­cze­snych dys­ku­sji, które zgłę­biają glo­balne pro­blemy przez pry­zmat współ­za­leż­no­ści, o głos Jego Świą­to­bli­wo­ści Kar­mapy. Dołą­cza on do waż­nych debat, w któ­rych już wzywa się do więk­szej świa­do­mo­ści tego, jak prze­biega i jakie skutki pociaga za sobą współ­za­leż­ność. Kar­mapa jest szcze­gól­nie zain­te­re­so­wany tym, aby nasza pogłę­biona świa­do­mość dopro­wa­dziła do zmian w indy­wi­du­al­nym i zbio­ro­wym zacho­wa­niu, bo wtedy mogli­by­śmy zbu­do­wać glo­balne spo­łe­czeń­stwo, które działa w zgo­dzie z rze­czy­wi­sto­ścią współ­za­leż­no­ści, a nie wbrew niej. W wieku trzy­dzie­stu jeden lat Kar­mapa jest już wybit­nym myśli­cie­lem głę­boko zaan­ga­żo­wa­nym w kwe­stie spra­wie­dli­wo­ści śro­do­wi­sko­wej i spo­łecz­nej, a także przy­wódcą 900-let­niej linii bud­dy­zmu tybe­tań­skiego i jed­nym z naj­waż­niej­szych bud­dyj­skich przy­wód­ców ducho­wych.

Cho­ciaż Kar­mapa jest prze­siąk­nięty bud­dyj­skimi tra­dy­cjami filo­zo­ficz­nymi, w któ­rych współ­za­leż­ność jest zasadą cen­tralną, bar­dzo rzadko używa bud­dyj­skiej ter­mi­no­lo­gii do oma­wia­nia wza­jem­nych powią­zań i nie rości sobie prawa do posia­da­nia szcze­gól­nego auto­ry­tetu w zgłę­bia­niu tych zagad­nień. W tej książce nie zaj­muje się tylko okre­śle­niem bud­dyj­skiego sta­no­wi­ska w spra­wie współ­za­leż­no­ści pod adre­sem tych, któ­rzy ją badają jako teo­rię, ale przede wszyst­kim przy­gląda się moż­li­wo­ściom spo­łecz­nej i etycz­nej trans­for­ma­cji, jaką otwiera współ­za­leż­ność. W rezul­ta­cie to nie jest książka o bud­dy­zmie ani książka szcze­gól­nie bud­dyj­ska. To raczej część otwar­tego pro­cesu zbio­ro­wego myśle­nia o naszej wspól­nej kon­dy­cji ludz­kiej i tro­sce o świat.

Uni­ka­to­wym wkła­dem Kar­mapy jest roz­sze­rze­nie dys­ku­sji o dzia­ła­nie współ­za­leż­no­ści wewnątrz nas -?o to, co nazywa "wewnętrzną współ­za­leż­no­ścią". Dotąd dys­ku­sja sku­piała się głów­nie na zasa­dzie współ­za­leż­no­ści prze­ja­wia­ją­cej się w naszych uwa­run­ko­wa­niach zewnętrz­nych -?w świe­cie przy­rody oraz w zja­wi­skach spo­łecz­nych i eko­no­micz­nych. Kar­mapa poka­zuje, że nasze wewnętrzne "tery­to­rium" jest rów­nież miej­scem, w któ­rym zacho­dzi współ­za­leż­ność, i przed­sta­wia mocne argu­menty za tym, że ana­liza warun­ków, które łączą się, aby kształ­to­wać nasz świat, musi rów­nież obej­mo­wać nasze warunki wewnętrzne, jeśli ma pro­wa­dzić do zmian spo­łecz­nych i śro­do­wi­sko­wych.

Jak jasno wyka­zały bada­nia empi­ryczne, nasza zewnętrzna rze­czy­wi­stość jest kształ­to­wana przez współ­dzia­ła­nie nie­zli­czo­nych warun­ków. Wśród tych warun­ków nie­które z naj­bar­dziej istot­nych to ludz­kie postawy i dzia­ła­nia. Nasze postrze­że­nia, idee, inter­pre­ta­cje i emo­cje oddzia­łują na sie­bie, kształ­tu­jąc spo­sób, w jaki doświad­czamy naszych powią­zań, jak na nie reagu­jemy i co do nich wno­simy. Nasze wewnętrzne warunki mają rze­czy­wi­sty wpływ na świat zewnętrzny, a zatem bada­nie dyna­miki współ­za­leż­no­ści w dzia­ła­niu w ota­cza­ją­cym nas świe­cie jest nie­pełne, jeśli nie uwzględ­nia świata wewnątrz nas.

Rola opar­tej na uczu­ciach świa­do­mo­ści jest dru­gim głów­nym tema­tem prze­wi­ja­ją­cym się przez całą książkę. Dla Kar­mapy emo­cje są siłą, która jest nie­zbędna do prze­ku­cia inte­lek­tu­al­nego zro­zu­mie­nia w pozy­tywne dzia­ła­nie. Kar­mapa twier­dzi, że nie wystar­czy wie­dzieć, że jeste­śmy połą­czeni. Musimy nauczyć się odczu­wać połą­czenie, aby stwo­rzyć pod­stawę do dzia­ła­nia w spo­sób odzwier­cie­dla­jący nasze powią­za­nia. Gro­ma­dze­nie i ana­li­zo­wa­nie danych, które poka­zują naszą współ­za­leż­ność, to ważny pierw­szy krok. Pogłę­bia­nie doświad­cze­nia emo­cjo­nal­nego i świa­do­mo­ści współ­za­leż­no­ści jest klu­czo­wym kolej­nym eta­pem, który może prze­kształ­cić wzorce indy­wi­du­al­nego i zbio­ro­wego dzia­ła­nia w taki spo­sób, by były spójne ze współ­za­leż­no­ścią. Empa­tia została omó­wiona wcze­śniej w innych pra­cach jako ważna war­tość etyczna dla współ­za­leż­nego świata; tutaj Kar­mapa znacz­nie roz­sze­rza tę kate­go­rię, aby objąć nią takie przy­mioty jak: odwaga, zado­wo­le­nie, cier­pli­wość, odpo­wie­dzial­ność, ela­stycz­ność umy­słowa i wyobraź­nia.

W uję­ciu Kar­mapy empa­tia staje się wielką war­to­ścią, gdy skła­nia nas do dzia­ła­nia w duchu współ­czu­cia, podob­nie rzecz ma się z poczu­ciem odpo­wie­dzial­no­ści, gdy dostrze­gamy w nim poten­cjał. Wewnętrzne zalety zostają rady­kal­nie prze­mie­nione w realne war­to­ści, które pozwa­lają żyć i dzia­łać mądrze we współ­za­leż­nym świe­cie.

Tytuł tej książki -?Połą­czeni. Jak lepiej żyć w spo­łe­czeń­stwie glo­bal­nym - wyko­rzy­stuje ter­min "połą­czeni" zamiast "współ­za­leżni", aby zwró­cić uwagę na ludzki, emo­cjo­nalny aspekt naszej współ­za­leż­no­ści kon­tra­stu­jący z zewnętrz­nymi zja­wi­skami, wobec któ­rych sto­su­jemy ter­min "współ­za­leż­ność". Kar­mapa używa okre­śleń "współ­za­leż­ność" i "połą­czenie" zamien­nie. Ten tybe­tań­ski ter­min (rten cing 'brel bar 'byung ba) jest wyra­zem zło­żo­nym zawie­ra­ją­cym w sobie zarówno zależ­ność, jak i połą­cze­nie.

Książka została podzie­lona na trzy sek­cje kore­spon­du­jące z trzema eta­pami, w ramach któ­rych prze­cho­dzimy od inte­lek­tu­al­nej do emo­cjo­nal­nej świa­do­mo­ści, a następ­nie do dzia­ła­nia -?rozu­mie­jąc, że jeste­śmy połą­czeni, odczu­wa­jąc to połą­czenie i dzia­ła­jąc w zgo­dzie z nim. Z tych trzech czę­ści książki wyła­nia się spójna etyka współ­za­leż­no­ści. Kar­mapa naj­pierw kła­dzie fun­da­ment onto­lo­giczny, czyli opi­suje współ­za­leżną naturę tego, kim jeste­śmy, oraz świata, w któ­rym żyjemy, następ­nie iden­ty­fi­kuje wro­dzone cechy emo­cjo­nalne i cnoty etyczne, które możemy roz­wi­jać i które są dosto­so­wane do takiego fun­da­mentu. Nie­które z wewnętrz­nych wła­ści­wo­ści i spo­łecz­nych war­to­ści oma­wia­nych w tej książce -?takie jak empa­tia, zado­wo­le­nie i wol­ność -?kształ­tują spo­sób, w jaki doświad­czamy naszych powią­zań z innymi, pod­czas gdy inne - odpo­wie­dzial­ność, odwaga czy współ­czu­cie -?pobu­dzają w nas etyczne odru­chy z tym zwią­zane. W ten spo­sób wizja Kar­mapy doty­cząca etyki współ­za­leż­no­ści wykra­cza daleko poza ramy czy­sto teo­re­tyczne, ofe­ru­jąc gene­ra­tywny model spo­łecz­nej i etycz­nej prze­miany.

Ist­nie­nie związku pomię­dzy rozu­mie­niem a zmia­nami beha­wio­ral­nymi nie wymaga spe­cjal­nej argu­men­ta­cji, jed­nak postępy w naszym inte­lek­tu­al­nym roz­po­zna­niu wza­jem­nych powią­zań naj­wy­raź­niej nie stwo­rzyły wystar­cza­jąco sil­nych impul­sów, by skło­nić nas do sku­tecz­nych dzia­łań, co wynika z roz­licz­nych przy­kła­dów. Dostęp­ność danych szcze­gó­łowo opi­su­ją­cych powią­za­nia mię­dzy gło­dem na świe­cie a zuży­ciem ogrom­nych zaso­bów śro­do­wi­sko­wych na rzecz hodowli bydła nie zmie­niła jesz­cze naszych nawy­ków żywie­nio­wych. Ana­liza fatal­nych warun­ków pracy w fabry­kach w kra­jach Glo­bal­nego Połu­dnia wytwa­rza­ją­cych towary na luk­su­sowe rynki Pół­nocy nie dopro­wa­dziła jak dotąd do powszech­nych lub istot­nych zmian w kon­sump­cji czy prak­ty­kach kor­po­ra­cyj­nych. Zro­zu­mie­nie inte­lek­tu­alne jest konieczne, ale nie­wy­star­cza­jące do trwa­łego połą­cze­nia świa­do­mo­ści z efek­tyw­nym dzia­ła­niem. W tej książce Kar­mapa wska­zuje na emo­cjo­nalne zaan­ga­żo­wa­nie jako na ele­ment, który musi być pogłę­biany, aby zmie­nić wzorce indy­wi­du­al­nych i zbio­ro­wych zacho­wań na zgodne ze współ­za­leż­no­ścią.

Przed­sta­wione w tej publi­ka­cji roz­wa­ża­nia opie­rają się na pracy roz­po­czę­tej we wcze­śniej­szej książce autor­stwa Kar­mapy: Szla­chetność serca, czyli jak zmie­niać świat, zaczy­nając od sie­bie, w któ­rej zba­dał on kwe­stie oso­bi­ste, spo­łeczne i śro­do­wi­skowe mogące przy­czy­nić się do stwo­rze­nia zrów­no­wa­żo­nego, współ­czu­ją­cego świata. W Połą­czeni. Jak lepiej żyć w spo­łe­czeń­stwie glo­bal­nym Kar­mapa pro­po­nuje nam zogni­sko­wane i cią­głe bada­nie samej współ­za­leż­no­ści. Celem jego argu­men­ta­cji jest naświe­tle­nie jej etycz­nych i spo­łecz­nych impli­ka­cji dla spo­łe­czeń­stwa w obec­nej epoce glo­ba­li­za­cji. Prag­ma­tyczne podej­ście Kar­mapy sku­pia się na two­rze­niu pozy­tyw­nych zmian i uwy­pu­kla pod­sta­wowe pyta­nia: Jakie warunki są potrzebne do szczę­ścia? Jak możemy je stwo­rzyć, indy­wi­du­al­nie i zbio­rowo? Jakie warunki pro­wa­dzą do cier­pie­nia? Jak możemy ich unik­nąć?

Kar­mapa jest gło­śnym kry­ty­kiem tych ludz­kich zacho­wań, które szko­dzą ludziom, zwie­rzę­tom i śro­do­wi­sku na całym świe­cie. Jego stała kry­tyka glo­bal­nej kul­tury kon­sump­cyj­nej sta­nowi prze­strogę przed podat­no­ścią na mani­pu­la­cję, gdyż naszemu współ­cze­snemu życiu bra­kuje mądro­ści. Radzi rów­nież, aby­śmy byli bar­dziej świa­do­mymi użyt­kow­ni­kami tech­niki, ponie­waż zbyt czę­sto nasze inte­rak­cje online spra­wiają, że czu­jemy się bar­dziej samotni niż kie­dy­kol­wiek. Jed­nak dostrzega on rów­nież jej wielki poten­cjał jako spo­sobu komu­ni­ko­wa­nia się z innymi, który sam czę­sto wyko­rzy­stuje poprzez trans­mi­sje inter­ne­towe swo­ich nauk. Wska­zuje jed­nak rów­nież metody pozwa­la­jące unik­nąć powie­la­nia szko­dli­wych rela­cji w sieci.

W książce Połą­czeni Kar­mapa jasno nakre­śla róż­nice pomię­dzy mode­lem współ­za­leż­no­ści a domi­nu­ją­cym poglą­dem o oddziel­no­ści jed­no­stek, spo­łecz­no­ści i rze­czy. Logiczny wnio­sek, że jeste­śmy ze sobą połą­czeni, ozna­cza, że podział na "ja" i "inni" nie ist­nieje na pozio­mie indy­wi­du­al­nym ani spo­łecz­nym. Ta fun­da­men­talna świa­do­mość ma dale­ko­siężny wpływ na wszyst­kie nasze rela­cje -?z innymi isto­tami, rze­czami, pla­netą oraz naszymi wła­snymi wyobra­że­niami i doświad­cze­niami. Może głę­boko prze­kształ­cić emo­cjo­nalny i spo­łeczny kra­jo­braz, w któ­rym żyjemy, i cał­ko­wi­cie zmie­nić naszą orien­ta­cję w owym kra­jo­brazie. W tym pro­ce­sie sta­jemy przed wyzwa­niem ponow­nego roz­wa­że­nia, kim jeste­śmy jako jed­nostki i w jaki spo­sób anga­żu­jemy się w świat i jeste­śmy przez niego kształ­to­wani. Naszym celem powinno być stwo­rze­nie nowych moż­li­wo­ści współ­za­leż­nego życia z innymi i na ich rzecz.

To, jak powstała ta książka, jest rów­nież żywym przy­kła­dem współ­za­leż­no­ści. Jej treść pocho­dzi z serii nauk, które Jego Świą­to­bli­wość prze­ka­zał gru­pie stu­den­tów stu­diów licen­cjac­kich z Uni­wer­sy­tetu Sztuk Wyzwo­lo­nych w Redlands, w Kali­for­nii. Stu­denci przy­byli do Dha­ram­sali w Indiach z pro­fe­sor Karen Der­ris na trzy­ty­go­dniowe roz­mowy z Kar­mapą, facy­li­to­wane przez Czci­godną Damchö Dianę Fin­ne­gan. Kar­mapa spo­ty­kał się ze stu­den­tami w swo­jej biblio­tece, a sesje roz­po­częły się od przed­sta­wie­nia ich obaw i pytań, na które Jego Świą­to­bli­wość odpo­wie­dział obszer­nymi reflek­sjami. Pod nad­zo­rem Kar­mapy Damchö i Karen kolejno zre­da­go­wały te nauki, aż stały się one obecną książką. Kar­mapa już po raz drugi przy­jął w swo­jej rezy­den­cji stu­den­tów z Uni­wer­sy­tetu Redlands, a Połą­czeni to druga książka, którą zaowo­co­wała ta wymiana.

To, że Jego Świą­to­bli­wość decy­duje się for­mu­ło­wać swoje myśli poprzez wymianę poglą­dów z innymi oso­bami o odmien­nej kul­tu­rze, doświad­cze­niu życio­wym czy odmien­nego wyzna­nia -?zamiast spi­sy­wać myśli w pry­wat­no­ści swego gabi­netu, jak robi to wielu auto­rów ksią­żek -?poka­zuje jego głę­bo­kie zaan­ga­żo­wa­nie w pro­cesy, które odzwier­cie­dlają nasze pod­sta­wowe powią­za­nia. Poprzez ten pro­ces Kar­mapa poka­zuje, że jest nie­zwy­kle wraż­li­wym myśli­cie­lem, nawet gdy jego odpo­wie­dzi czę­sto zmu­szają nas do prze­my­śle­nia samych zało­żeń leżą­cych u pod­staw zada­wa­nych pytań. Odno­sząc się do nich, Kar­mapa suge­ruje inny punkt widze­nia, two­rzy prze­strzeń do reflek­sji nad wcze­śniej nie­zba­da­nymi zało­że­niami i w ten spo­sób prze­for­mu­ło­wy­wuje pyta­nia.

Jako myśli­ciel Jego Świą­to­bli­wość jest zarówno wyma­ga­jący, jak i dyna­miczny, zdolny do utrzy­my­wa­nia wielu per­spek­tyw bez ocze­ki­wa­nia, że part­ne­rzy w roz­mo­wie podejdą do tematu z jakim­kol­wiek skry­sta­li­zo­wa­nym poglą­dem. Nawet gdy zachęca nas do spoj­rze­nia na wła­sne życie z nowej per­spek­tywy, otwie­ra­ją­cej się dzięki jego naukom, wyka­zuje rów­nież stałą chęć roz­wa­że­nia punk­tów widze­nia innych ludzi. Spo­sób zaan­ga­żo­wa­nia Kar­mapy w nasze sprawy sta­nowi przy­kład tego, co opi­suje -?pozwala innym stać się czę­ścią wła­snego ja, jed­no­cze­śnie two­rząc warunki dla roz­woju innych.

W 2013 roku, kiedy po raz pierw­szy wygło­szono nauki zawarte w tej książce, Kar­mapa czę­sto roz­my­ślał nad aktu­al­nymi wyda­rze­niami -?nad zawa­le­niem się fabryki tek­sty­liów w Ban­gla­de­szu i zama­chem bom­bo­wym pod­czas mara­tonu w Bosto­nie. Rosnąca liczba ata­ków ter­ro­ry­stycz­nych i nie­ustan­nie trudna sytu­acja uchodź­ców na całym świe­cie sta­no­wiły kolejne świa­dec­two, że nasza reak­cja na wza­jemne powią­za­nia może przy­czy­nić się albo do wiel­kiego cier­pie­nia, albo do wiel­kiego roz­woju. Gdy ta książka zna­la­zła się na ostat­nim eta­pie przy­go­to­wa­nia do druku, miesz­kańcy wielu kra­jów sta­nęli przed wybo­rem mię­dzy współ­za­leż­no­ścią a zry­wa­niem mostów i wyco­fy­wa­niem się za mury. Kiedy wresz­cie trafi do rąk czy­tel­nika, z pew­no­ścią pojawi się wiele innych przy­kła­dów wska­zu­ją­cych na to, że żyjemy w takim momen­cie histo­rii, w któ­rym doko­nuje się wyboru mię­dzy roz­bież­nymi mode­lami rela­cji, przy czym nie­któ­rzy ludzie czują się zain­spi­ro­wani moż­li­wo­ściami, jakie ofe­ruje współ­za­leż­ność, a inni są obo­jętni na zwią­zane z nią zmiany w zacho­wa­niu i stylu życia.

Jak czy­tel­nik sam się prze­kona, Kar­mapa czę­sto nie tylko oma­wia bie­żące wyda­rze­nia, ale także dzieli się wła­snymi doświad­cze­niami i wra­że­niami. W isto­cie czer­pie z wła­snego życia, aby dostar­czać empi­rycz­nego mate­riału do reflek­sji nad współ­za­leż­no­ścią jako czę­ścią naszego żywego, bez­po­śred­niego doświad­cze­nia. W kon­se­kwen­cji kształ­tuje spo­sób, w jaki czy­tel­nicy mogą zgłę­biać idee, które przed­sta­wia, i zachęca do reflek­sji nad naszymi wła­snymi prze­ży­ciami.

Cho­ciaż Kar­mapa czę­sto korzy­sta z doświad­cze­nia jako źró­dła wie­dzy, nie poprze­staje jedy­nie na roz­wa­ża­niach teo­re­tycz­nych. Teo­rie są tutaj przed­sta­wione i kształ­to­wane jako część dyna­micz­nego pro­cesu za cel mają­cego zna­le­zie­nie takiego spo­sobu widze­nia, który jest naj­bar­dziej owocny w roz­wi­ja­niu świa­do­mo­ści emo­cjo­nal­nej i sku­tecz­nego dzia­ła­nia. Gdy Jego Świą­to­bli­wość zachęca nas do zmiany optyki, ofe­ruje okre­ślony model do czy­ta­nia swo­jej książki. Jeste­śmy zachę­cani do przy­ję­cia róż­nych per­spek­tyw w bada­niu naszych wła­snych doświad­czeń i odno­sze­nia się do ota­cza­ją­cego nas świata. Kar­mapa opi­suje i jed­no­cze­śnie poka­zuje nam, że oso­bi­sty roz­wój jest pro­ce­sem, w który anga­żu­jemy się, wypró­bo­wu­jąc różne opcje. W rezul­ta­cie jego książka pod­suwa czy­tel­ni­kom moż­li­wość kon­fron­ta­cji wła­snych doświad­czeń i kon­tek­stów z zary­so­waną przez niego wizją i roz­po­czę­cia dia­logu z pre­zen­to­wa­nymi przez niego reflek­sjami.

Inte­rak­cje ze stu­den­tami w Dharm­sali w 2013 roku od początku miały słu­żyć powsta­niu książki, dla­tego obec­ność czy­tel­nika była z góry zało­żona. Roz­mowy miały na celu zaini­cjo­wa­nie dłuż­szego dia­logu, w któ­rym czy­tel­nicy tej książki będą aktyw­nymi uczest­ni­kami poprzez kwe­stio­no­wa­nie zało­żeń, bada­nie doświad­czeń i namysł nad spo­so­bami bycia i zacho­wa­nia.

Kar­mapa jest zain­te­re­so­wany przede wszyst­kim wpro­wa­dza­niem pozy­tyw­nych zbio­ro­wych zmian na świe­cie. Zdaje sobie sprawę, że wymaga to wspól­nego dzia­ła­nia. Opty­mi­stycz­nie patrzy na pod­sta­wową ludzką zdol­ność do czy­nie­nia dobra i moż­li­wo­ści, które otwie­rają się, gdy zaczy­namy akcep­to­wać nasze wza­jemne powią­za­nia. Jed­no­cze­śnie reali­stycz­nie oce­nia nie­ko­rzystne warunki, które sta­no­wią prze­szkodę do osią­gnię­cia celu, oraz ogrom pracy do wyko­na­nia, zanim w pełni odpo­wiemy na potrzeby świata woła­ją­cego o spra­wie­dli­wość spo­łeczną i śro­do­wi­skową. Bio­rąc pod uwagę wyzwa­nia, jakie mamy przed sobą, i ich wagę, ist­nieje ogromna potrzeba upu­blicz­nia­nia gło­sów takich jak opi­nie Kar­mapy, które mogą wspie­rać nas w roz­wi­ja­niu wewnętrz­nej mocy i odwagi do dzia­ła­nia.

Przed­sta­wia­jąc wła­sne reflek­sje jako poten­cjalny czyn­nik takiej prze­miany, Kar­mapa zachęca nas, aby­śmy dołą­czyli do tego otwar­tego i wciąż trwa­ją­cego pro­cesu doko­ny­wa­nia pozy­tyw­nych prze­obra­żeń w obrę­bie naszego glo­bal­nego spo­łe­czeń­stwa. Ta książka jest nie­jako otwar­tym zapro­sze­niem do pod­ję­cia takiego kroku.

Roz­dział 1

Nasz współzależny świat

Świat w XXI wieku jest mniej­szy niż daw­niej. Człon­ko­wie roz­pro­szo­nych spo­łecz­no­ści są w bliż­szym kon­tak­cie ze sobą niż kie­dy­kol­wiek wcze­śniej i -?co rów­nie ważne -?wszy­scy jeste­śmy bar­dziej świa­domi tej bli­sko­ści. W epoce infor­ma­cji zarówno eks­perci, jak i zwy­kli obser­wa­to­rzy dostrze­gają wiele sytu­acji, w któ­rych dzia­ła­nia podej­mo­wane w jed­nym zakątku świata skut­kują daleko idą­cymi kon­se­kwen­cjami dla całej pla­nety. Wzra­sta świa­do­mość, że żyjemy w świe­cie, w któ­rym zarówno my wszy­scy, jak i cała ota­cza­jąca i utrzy­mu­jąca nas przy życiu przy­roda jeste­śmy ze sobą powią­zani w wyjąt­kowo głę­boki i rady­kalny spo­sób.

To wza­jemne połą­cze­nie od dawna okre­ślane było w bud­dy­zmie jak "współ­za­leż­ność". Ter­min ten obec­nie sta­nowi ele­ment dys­ku­sji daleko wykra­cza­ją­cych poza kon­tekst bud­dyj­ski. Spe­cja­li­ści z róż­nych dzie­dzin coraz czę­ściej uznają współ­za­leż­ność za ważny kon­tekst, który wyja­śnia to, co obser­wują. Naukowcy zaj­mu­jący się śro­do­wi­skiem natu­ral­nym dostrze­gają jego zna­cze­nie w zro­zu­mie­niu eko­sys­te­mów, eko­no­mi­ści sto­sują go w han­dlu mię­dzy­na­ro­do­wym, a teo­re­tycy spo­łeczni wyko­rzy­stują do zobra­zo­wa­nia sys­te­mów, które pod­trzy­mują nie­rów­no­ści rasowe czy płciowe, aby wymie­nić tylko nie­które.

Współ­za­leż­ność może być sto­so­wana do wyja­śnie­nia całej gamy sys­te­mów, zaczy­na­jąc od rela­cji pomię­dzy zja­wi­skami natu­ral­nymi, a koń­cząc na rela­cjach pomię­dzy gru­pami ludzi czy naro­dami -?innymi słowy: ota­cza­ją­cego nas świata. Ja jed­nak wie­rzę, że zro­zu­mie­nie naszych głę­bo­kich powią­zań może przy­nieść dużo wię­cej. Współ­za­leż­ność nie jest tylko jakąś teo­rią czy inte­re­su­jącą filo­zo­fią. Codzien­nie wywiera wpływ na nasze życie. Poprzez pogłę­bie­nie świa­do­mo­ści wza­jem­nego połą­cze­nia możemy stwo­rzyć dużo bar­dziej har­mo­nijne i zdrowe spo­łe­czeń­stwo, a zara­zem pro­wa­dzić bar­dziej satys­fak­cjo­nu­jące życie. Aby tak się stało, w naszych ana­li­zach nie możemy poprze­stać tylko na pozio­mie współ­za­leż­no­ści świata fizycz­nego. Ludz­kie serce i umysł -?to, co nazy­wamy świa­tem wewnętrz­nym -?sta­no­wią inte­gralną część tej sieci współ­za­leż­no­ści.

Każdy z nas jest zło­żoną kon­ste­la­cją spo­strze­żeń, idei, uczuć i inten­cji, które wza­jem­nie na sie­bie wpły­wają. Nasz wewnętrzny świat wcho­dzi w inte­rak­cję z warun­kami zewnętrz­nymi, by kształ­to­wać świat zewnętrzny. Reagu­jemy na zewnętrzne oko­licz­no­ści, ale także je two­rzymy. Innymi słowy, nasze wewnętrzne światy oraz świat zewnętrzny są ze sobą bli­sko powią­zane, a to wza­jemne powią­za­nie jest rów­nież czę­ścią współ­za­leż­no­ści. Dostrze­że­nie peł­nego zakresu tej współ­za­leż­no­ści dopro­wa­dzi do fun­da­men­tal­nego prze­my­śle­nia, co ozna­cza bycie jed­nostką ludzką i jaki jest nasz udział w kre­owa­niu świata.

Świat wewnętrzny zatem odgrywa klu­czową rolę w kon­tek­ście doko­ny­wa­nia praw­dzi­wej zmiany w świe­cie, który jest naszym wspól­nym domem. Ani spra­wie­dli­wość spo­łeczna, ani ta zwią­zana ze śro­do­wi­skiem natu­ral­nym nie będą moż­liwe bez wpro­wa­dze­nia istot­nych zmian w naszych posta­wach i inten­cjo­nal­nych zacho­wa­niach, które się z nich biorą. Prze­obra­że­nie naszego spo­łecz­nego i mate­rial­nego świata musi zacząć się od nas samych.

To inte­lek­tu­alne roze­zna­nie, które zdo­by­wamy na temat współ­za­leż­no­ści, jest waż­nym pierw­szym kro­kiem. Następny -?klu­czowy -?krok to uświa­do­mie­nie sobie współ­za­leż­no­ści na pozio­mie emo­cjo­nal­nym. Powin­ni­śmy czuć głę­bo­kie powią­za­nie, a nie tylko o nim wie­dzieć. Mamy w sobie sze­reg cech i wła­ści­wo­ści, które mogą pomóc nam pod­trzy­mać takie emo­cjo­nalne zaan­ga­żo­wa­nie. Posze­rza­jąc rozu­mie­nie współ­za­leż­no­ści o świat wewnętrzny, będziemy mogli tę zdol­ność lepiej w sobie roz­wi­nąć.

Kiedy tak się sta­nie, ta zako­rze­niona w emo­cjach świa­do­mość, którą zdo­by­li­śmy, głę­boko odmieni naszą więź z innymi i bycie w świe­cie. Zaczniemy dzia­łać w spo­sób, który auten­tycz­nie odzwier­cie­dli naszą współ­za­leż­ność. Gdy zro­zu­mie­nie współ­za­leż­no­ści prze­nie­sie się z głowy do serca i prze­jawi w dzia­ła­niach, nasze życie sta­nie się w pełni efek­tywne i pełne tre­ści.

Dlaczego (i w jaki sposób) współzależność ma znaczenie?

Wza­jemne powią­za­nia są istotne we wszyst­kich rela­cjach, ale także w każ­dym aspek­cie życia. Współ­za­leż­ność jest okre­śloną siłą w świe­cie. Ma dla nas wiel­kie zna­cze­nie. Dzięki niej możemy reago­wać na warunki zewnętrzne i dosto­so­wy­wać się do nich. Dzięki niej możemy się zmie­niać. Możemy osią­gać cele poprzez kształ­to­wa­nie warun­ków nie­zbęd­nych do ich osią­gnię­cia. Gdy­by­śmy nie byli współ­za­leżni, nie byli­by­śmy w sta­nie tego zro­bić. Zro­zu­mie­nie, jak te fun­da­men­talne zasady rzą­dzą naszym życiem, pozwala na świa­dome kie­ro­wa­nie naszym losem i zmie­nia­nie ota­cza­ją­cego nas świata.

Współ­za­leż­ność ozna­cza głę­bo­kie połą­cze­nie, ale także wyja­śnia, dla­czego i w jaki spo­sób do niego docho­dzi. Możemy zacząć od obser­wa­cji, że wszystko w życiu wyda­rza się na sku­tek zbiegu róż­nych przy­czyn i warun­ków. Współ­za­leż­ność odsła­nia głę­bo­kie impli­ka­cje tego pro­stego faktu. Poka­zuje, że wszystko, co ist­nieje, ma zdol­ność wpły­wa­nia na pozo­stałe zja­wi­ska i w rezul­ta­cie samo pod­lega ich wpły­wom, sta­no­wiąc część głę­bo­kiej i zło­żo­nej sieci związ­ków przy­czynowo-skut­ko­wych. Jako ele­ment tej sieci my sami jeste­śmy tym, co wywiera wpływ na innych. Ozna­cza to, że gdy sami się zmie­niamy, zmie­niają się też inni.

Możemy dostrzec, że nie tylko świat mate­rialny jest głę­boko wza­jem­nie powią­zany, lecz także sys­temy spo­łeczne są przed­mio­tem tej współ­za­leż­no­ści. Tak samo nasze życie emo­cjo­nalne, a także cała reszta świata mate­rial­nego i niemate­rial­nego. Kiedy zaczniemy się temu przy­glą­dać, znaj­dziemy współ­za­leż­ność wszę­dzie, gdzie tylko skie­ru­jemy wzrok: od naj­więk­szych sys­te­mów astro­no­micz­nych po sub­telne zmiany w naszym ciele. Współ­za­leż­ność ma prak­tyczne kon­se­kwen­cje dla pra­wie każ­dej sfery życia na tej pla­ne­cie. Tak naprawdę ma ona śro­do­wi­skowe, eko­no­miczne, spo­łeczne, psy­cho­lo­giczne i etyczne impli­ka­cje, które my - jako glo­balne spo­łe­czeń­stwo -?dopiero zaczy­namy pozna­wać.

W szer­szym uję­ciu dobro­stan naszej pla­nety zależy od dostrze­że­nia, w jaki spo­sób współ­za­leż­ność działa w świe­cie przy­rody, a szcze­gól­nie jak dzia­łal­ność czło­wieka -?wzmoc­niona wie­loma tech­nicz­nymi osią­gnię­ciami - wcho­dzi w inte­rak­cję z tymi siłami. Na pozio­mie jed­nostki nasza zdol­ność do znaj­do­wa­nia trwa­łego szczę­ścia także zależy od zro­zu­mie­nia, jak działa współ­za­leż­ność w obrę­bie życia oso­bi­stego i rela­cji z innymi ludźmi. W skró­cie rzecz ujmu­jąc, zarówno dobro­stan spo­łe­czeń­stwa, jak i nasze wła­sne szczę­ście zależą od tego, czy nauczymy się żyć w peł­nym dostro­je­niu do współ­za­leż­no­ści.

Aby dostrzec współ­za­leż­ność w naszym wewnętrz­nym i zewnętrz­nym świe­cie, musimy zadać sobie kilka pod­sta­wo­wych pytań. W jaki spo­sób zmie­ni­łoby się nasze podej­ście do innych, gdy­by­śmy zaczęli czuć nasze wza­jemne powią­za­nia? Jakie ludz­kie war­to­ści wysu­nę­łyby się na pierw­szy plan, gdy­by­śmy zaak­cep­to­wali współ­za­leż­ność zarówno na płasz­czyź­nie emo­cjo­nal­nej, jak i inte­lek­tu­al­nej? Jak wyglą­da­łoby glo­balne spo­łe­czeń­stwo, gdyby w pełni przy­swo­iło ideę współ­za­leż­no­ści? Co my ze swo­jej strony możemy zro­bić, aby pomóc w stwo­rze­niu takiego spo­łe­czeń­stwa?

Co jest naprawdę "Twoje"?

W bud­dy­zmie pogląd o współ­za­leż­no­ści pro­wa­dzi do bada­nia natury jaźni, a także pod­waża spo­sób, w jaki postrze­gamy sie­bie w rela­cjach. Taka ana­liza zmie­nia nasze inte­rak­cje z innymi, zarówno na pozio­mie emo­cji, jak i dzia­łań.

Możemy zacząć od obser­wa­cji wła­snych doświad­czeń. Patrząc z poziomu współ­za­leż­no­ści, spró­bujmy dostrzec, że nasze rela­cje z innymi nie mogą zostać odcięte. Nasze szczę­ście i cier­pie­nie oka­zują się tak bli­sko powią­zane ze szczę­ściem i cier­pie­niem innych, że są jakby nie­roz­dzielne. To ozna­cza, że żadna jed­nostka nie jest w pełni nie­za­leżna i odizo­lo­wana od innych.

Aby spraw­dzić, czy tak jest naprawdę, warto roz­wa­żyć, co mamy na myśli, mówiąc "ja" lub "moje". Praw­do­po­dob­nie odkry­jemy, że myślimy o sobie jako o czymś trwa­łym i oddziel­nym, jako o praw­dzi­wie nie­za­leż­nym bycie. Ale czy jest coś takiego? Gdy­by­śmy zostali zapy­tani, co kon­kret­nie mamy na myśli, kiedy mówimy "ja", bez wąt­pie­nia wska­za­li­by­śmy na swoje ciało. Bo na cóż mie­li­by­śmy wska­zać? Ale to ciało pocho­dzi od innych. Ciało powstało z mate­riału komór­ko­wego pozy­ska­nego od bio­lo­gicz­nych rodzi­ców. To dzięki nim powstało.

Kiedy te komórki zaczęły się dzie­lić, nasze ciało się ufor­mo­wało i rosło za sprawą wszyst­kich skład­ni­ków odżyw­czych, które otrzy­my­wa­li­śmy. Fizyczna forma, jaką mamy w tym momen­cie, jest efek­tem tego, co otrzy­ma­li­śmy w łonie matki, oraz posił­ków, które spo­ży­wa­li­śmy przez całe swoje życie. Te posiłki w więk­szo­ści zostały przy­go­to­wane przez innych na bazie skład­ni­ków, które pocho­dzą z zewnątrz, takich jak rośliny czy zwie­rzęta. Jako że nie ist­nieje żaden żywy orga­nizm, który mógłby się roz­wi­jać bez udziału czyn­ni­ków zewnętrz­nych, ani także żadna ludzka istota nie powsta­łaby bez swo­ich rodzi­ców, Twoje ciało nie jest tak naprawdę osob­nym "Tobą". Pocho­dzi od innych. Ciało zawdzię­cza swoje ist­nie­nie wielu czyn­ni­kom, które uwa­żamy za różne od nas samych. Zatem to nie do końca trafne, gdy nazy­wamy je "naszym" cia­łem. Ale zara­zem nie jest ono wła­sno­ścią nikogo innego.

Mój ojciec nosi imię Karma Don­drup, a matka to Lolaga. Z wyglądu nieco ich przy­po­mi­nam, gdyż moje ciało pocho­dzi z połą­cze­nia ich DNA. Tak naprawdę zosta­łem przez nich stwo­rzony jak wyrób wypro­du­ko­wany w fabryce. Można nawet powie­dzieć, że noszę ich znak fir­mowy. W odróż­nie­niu od pro­duktu fir­mo­wego nasi rodzice nie ozna­czyli nas żadną ety­kietą ani metką, nawet jeśli cza­sami zacho­wują się tak, jakby posia­dali wyłączne prawa do nas!

Jeśli nie możemy wska­zać na swoje ciało jako na "moje", to co z innymi rze­czami, o któ­rych myślimy jak o "swo­jej" wła­sno­ści? Na przy­kład ubra­nie, które nosimy. Zostało wyko­nane przez innych. Zanim było "nasze", musie­li­śmy albo je kupić od kogoś, albo ktoś musiał nam je poda­ro­wać. Nikt z nas nie uro­dził się już ubrany. Bawełna jest surow­cem roślin­nym, wełna pocho­dzi od owcy, od któ­rej musiała być pozy­skana przy uży­ciu siły, a syn­te­tyczne tka­niny są pro­du­ko­wane w fabry­kach. Wiele innych istot ludz­kich i zwie­rząt przy­czy­niło się do powsta­nia ubrań, o któ­rych myślimy jak o "swo­ich". Za każ­dym razem, kiedy wkła­damy ubra­nie lub cie­szymy się fili­żanką her­baty czy tale­rzem jedze­nia, jeste­śmy świad­kami tej gry współ­za­leż­no­ści, ponie­waż wszystko zostało przy­go­to­wane i dostar­czone nam przez innych, czy to bez­po­śred­nio, czy pośred­nio.

Wszystko to, co uwa­żamy za "ja" lub "moje" -?nasze ciało, ubra­nia, jedze­nie i wszyst­kie dobra mate­rialne -?pocho­dzi od innych. Gdzie zatem jest to "ja", które jest wyłącz­nie mną? Wydaje się, że nie mamy nic, co mogłoby być tylko nasze. Jed­nak wciąż mówimy "ja", kiedy powinno być jasne, że 99 pro­cent tego, co nazy­wamy "mną", w rze­czy­wi­sto­ści tym nie jest. Jest tym, co zwy­kle nazy­wamy "innym".

Ten 1 pro­cent, co do któ­rego się spie­ramy, to nasza świa­do­mość. Trudno byłoby pole­mi­zo­wać z tezą, że nasze myśli są cał­ko­wi­cie nie­za­leżne od innych, chyba że wszyst­kie byłyby cał­ko­wi­cie ory­gi­nalne i myśle­li­by­śmy w języku, który sta­no­wiłby wyłącz­nie naszą mowę. Nie tylko idee, ale też spora część naszego życia emo­cjo­nal­nego i por­tretu psy­cho­lo­gicz­nego jest bar­dzo sil­nie zde­ter­mi­no­wana przez innych i przez ota­cza­jący nas świat.

Nawet gdyby nasza pod­sta­wowa świa­do­mość była rze­czy­wi­ście wyłącz­nie nasza, a pozo­stałe 99 pro­cent nie, to i tak myśląc o "ja", nie mamy na myśli tego 1 pro­centa. Kiedy mówimy "ja", myślimy o całym zło­żo­nym zbio­rze ciała i umy­słu. Odno­simy się wtedy do całego pakietu, z któ­rego 99 pro­cent jest tym, co nor­mal­nie nazy­wamy "innym" -?pocho­dzą­cym od roślin i zwie­rząt oraz głę­boko powią­za­nym z innymi ludźmi. Pomyślmy o tym w ten spo­sób -?z punktu widze­nia współ­za­leż­no­ści -?i spy­tajmy sie­bie, czy jest coś takiego jak cał­ko­wi­cie nie­za­leżne "ja".

To, co nazy­wamy i do czego lgniemy jako do "ja", jest tak naprawdę wytwo­rem innych: wiele przy­czyn i warun­ków zło­żyło się na jego powsta­nie. Ale samo dostrze­ga­nie tej zależ­no­ści to za mało. Zro­zu­mie­nie współzależ­no­ści na pozio­mie inte­lek­tu­al­nym nie dopro­wa­dzi do prze­miany naszego doświad­cze­nia. Jed­nak głę­bo­kie prze­my­śle­nia na ten temat mogą być punk­tem wyj­ścia dla pogłę­bia­nia naszego poczu­cia łącz­no­ści z innymi.

Cho­dzi o to, aby­śmy naprawdę poczuli, do jakiego stop­nia inni ludzie są ważni i inte­gral­nie z nami powią­zani, a także roz­wi­nęli emo­cjo­nalną świa­do­mość tego, że w grun­cie rze­czy ni­gdy nie jeste­śmy od nich oddzie­leni. Inne istoty są czę­ścią nas, tak samo jak my jeste­śmy czę­ścią nich. Ist­nie­jemy w powią­zaniu z innymi. Kiedy to zoba­czymy, zro­zu­miemy także, że nasze szczę­ście i nieszczę­ście zależą też od nich. Myśle­nie tylko o sobie i wła­snym szczę­ściu po pro­stu nie skut­kuje i niczego nam nie daje. Nie ma szczę­ścia bez udziału innych.

Kiedy głę­boko poczu­jemy, że "ja" i "inni" to nie są dwie roz­dzielne sfery -?że nie jeste­śmy tak naprawdę oddzie­leni -?może to przy­nieść dużą zmianę. Odkry­jemy głę­boką więź z innymi, a także -?pełni wdzięcz­no­ści i dobrej woli -?zoba­czymy, jak wiele wno­szą w to, kim jeste­śmy. Zoba­czymy i poczu­jemy, że po pro­stu musimy brać pod uwagę ich dobro.

Cud oddechu

To poczu­cie intym­nego powią­za­nia możemy roz­sze­rzyć na nasze śro­do­wi­sko natu­ralne. Zwróćmy uwagę na naj­bar­dziej pod­sta­wowy waru­nek naszego życia na Ziemi -?powie­trze, któ­rym oddy­chamy. To oczy­wi­ste, że nie możemy zostać oddzie­leni od naszego fizycz­nego śro­do­wi­ska. Nawet jeśli mogli­by­śmy prze­żyć przez jakiś czas bez jedze­nia i ubra­nia, bez powie­trza nie prze­trwamy dłu­żej niż kilka minut. Ist­nieje wiele czyn­ni­ków, które muszą zaist­nieć jed­no­cze­śnie, aby zapew­nić cią­głą podaż tlenu nie­zbędną dla naszego prze­ży­cia, jed­nak my sami nie wyko­nu­jemy żad­nych świa­do­mych wysił­ków, aby ten pro­ces pod­trzy­mać.

Co wię­cej, sami sta­no­wimy część tego obszer­nego sys­temu sym­bio­tycz­nej wymiany. Tak jak drzewa i rośliny wchła­niają pro­mie­nie sło­neczne i dwu­tle­nek węgla, aby wypro­du­ko­wać tlen, któ­rego tak despe­racko potrze­bu­jemy, my sami wytwa­rzamy dwu­tle­nek węgla, który następ­nie jest wyko­rzy­sty­wany przez rośliny do pro­duk­cji tlenu. Kiedy bie­rzemy wdech, tlen jest nie­siony przez krew do komó­rek całego ciała. Możemy zatem powie­dzieć, że drzewa i rośliny, a także słońce są obecne w każ­dej komórce naszego ciała. I podob­nie nasz oddech jest obecny w komórce jakiejś rośliny.

Patrząc w ten spo­sób na nasze miej­sce w świe­cie, możemy peł­niej zro­zu­mieć, że wszystko, dzięki czemu powsta­li­śmy, a także wszystko, co wyko­rzy­stu­jemy do zde­fi­nio­wa­nia, kim jeste­śmy, oraz wszystko nie­zbędne do prze­ży­cia zależy od innych i od czyn­ni­ków, które znaj­dują się na zewnątrz nas. Na tej samej zasa­dzie my sami także jeste­śmy zaso­bami, któ­rych inni potrze­bują, aby prze­trwać. To -?kim i czym jeste­śmy -?jest nie­ro­ze­rwal­nie i wza­jem­nie powią­zane z innymi.

Utrzy­my­wa­nie tej świa­do­mo­ści może nam pomóc w wykro­cze­niu poza wyłącz­nie inte­lek­tu­alne rozu­mie­nie współ­za­leż­no­ści. Kiedy ten spo­sób patrze­nia na świat obej­mie więk­szą część naszego doświad­cze­nia, świa­do­mość prze­nie­sie się z głowy do naszego serca i wtedy zaczniemy doświad­czać sie­bie samych jako współ­za­leż­nie powią­za­nych. Nasze obser­wa­cje staną się pod­stawą nowego zro­zu­mie­nia i nowych odczuć. To z kolei może zaini­cjo­wać fun­da­men­talną reorien­ta­cję naszego sto­sunku do innych oraz naszego miej­sca we współ­za­leż­nym świe­cie.

Dbając o świat

Aby opi­sać rela­cje pomię­dzy nami a innymi isto­tami i śro­do­wi­skiem natu­ral­nym, w bud­dyj­skich tek­stach wyko­rzy­stuje się pewną ana­lo­gię. Pomaga ona dostrzec głęb­sze następ­stwa współ­za­leż­no­ści. Świat przy­rody jest opi­sy­wany jako naczy­nie, a wszyst­kie istoty jako jego zawar­tość. Ta ana­lo­gia pod­kre­śla nie­roz­łączną więź łączącą ludzi, zwie­rzęta i śro­do­wi­sko natu­ralne. Nasza pla­neta nas pod­trzy­muje i karmi. Bez niej dosłow­nie wszystko by się roz­pa­dło.

Kiedy myślimy o jakimś pojem­niku lub naczy­niu, czę­sto umyka nam fakt, że jego zawar­tość w roz­ma­ity spo­sób może na niego wpły­nąć -?np. ogrze­wa­jąc go lub chło­dząc, pla­miąc lub odpla­mia­jąc, roz­cią­ga­jąc czy wzmac­nia­jąc, a nawet osta­tecz­nie nisz­cząc. Tybe­tań­skie słowo "zawar­tość" w tej ana­lo­gii dosłow­nie zna­czy "skład­niki odżyw­cze", więc to tak, jak­by­śmy sami nie­jako byli takimi skład­ni­kami odżyw­czymi dla zamiesz­ki­wa­nego przez nas świata. I fak­tycz­nie, tak jak wspo­mnia­łem, dwu­tle­nek węgla, który wydy­chamy, odży­wia rośliny i drzewa, a nasze ciała po śmierci tra­fiają do ziemi i ją użyź­niają. Śro­do­wi­sko natu­ralne, dla odmiany, odży­wia nas i zapew­nia nam warunki do życia. Świad­czy to o tym, że więzy naszej współ­za­leż­no­ści ze świa­tem są głęb­sze i w więk­szym stop­niu oparte na wza­jem­no­ści, niż zwy­kle nam się wydaje.

Dzięki tej ana­lo­gii nie­zbity fakt współ­za­leż­no­ści może stać się dla nas bar­dziej żywy -?i pomóc nam prze­kro­czyć wyłącz­nie kon­cep­cyjne jej poj­mo­wa­nie i uczy­nić z niej coś, co możemy poczuć i czym możemy żyć i oddy­chać. To ważne, gdyż współ­za­leż­ność nie jest tylko teo­re­tyczną moż­li­wo­ścią -?jest naszą rze­czy­wi­sto­ścią.

Wszystkie relacje są obustronne

Rela­cja zależ­no­ści ludzi od pla­nety nie jest wyłącz­nie jed­no­stronna, choć przez wiele stu­leci zda­wa­li­śmy się ten fakt prze­oczać. Kiedy myślimy o trzę­sie­niach ziemi, śnie­ży­cach czy powo­dziach, łatwo dostrze­gamy, że te natu­ralne zja­wi­ska wywie­rają na nas silny wpływ. Mniej oczy­wi­ste jest jed­nak to, że my także wywie­ramy wpływ na naszą pla­netę i że nasze dzia­ła­nia mogą jej albo zaszko­dzić, albo przy­nieść poży­tek.

Nie tylko wpły­wamy na cały świat, ale też naj­wy­raź­niej spra­wiamy, że będzie on nie­długo nie­zdatny do zamiesz­ka­nia. Być może nie­któ­rzy z nas nie dostrze­gają, że możemy dbać o naszą pla­netę, jed­nak coraz trud­niej zaprze­czyć, że bar­dzo jej szko­dzimy. Kiedy zawar­tość pojem­nika koro­duje, pojem­nik ulega znisz­cze­niu. Utrzy­mu­jąc w pamięci ana­lo­gię pojem­nika i jego zawar­to­ści, być może łatwiej przy­znamy, że współ­za­leż­ność zawsze działa w obie strony. Cho­ciaż wiele osób obec­nie zdaje sobie z tego sprawę, ta reflek­sja nie dopro­wa­dziła nas jesz­cze do następ­nego zasad­ni­czego kroku -?do takich zmian w naszym zacho­wa­niu, dzięki któ­rym prze­sta­niemy szko­dzić i zaczniemy two­rzyć warunki pro­wa­dzące do uzdra­wia­nia Ziemi.

Oczy­wi­ście nie jeste­śmy tak zupeł­nie ślepi wobec faktu pod­sta­wo­wego powią­za­nia z naszą pla­netą. To bar­dziej kwe­stia ogra­ni­czo­nej per­spek­tywy. Zie­mia jest tak ogromna, że trudno nam dostrzec skutki naszych dzia­łań. Ale jed­nost­kowe uczynki nie­ustan­nie skła­dają się na daleko idące pro­cesy przy­czy­nowe. Po pro­stu powin­ni­śmy roz­wi­jać odmienny spo­sób widze­nia, pogłę­bia­jący świa­do­mość naszej współ­za­leż­no­ści zarówno na mniej­szą, jak i więk­szą skalę.

Rela­cja wpływa na wszyst­kie zaan­ga­żo­wane strony. Samo bycie w związku z kimś lub czymś spra­wia, że zaczy­namy sta­no­wić część tego cze­goś. Ta prawda doty­czy wszyst­kich rodza­jów współ­za­leż­no­ści, poczy­na­jąc od sys­te­mów pla­ne­tar­nych, a koń­cząc na naszych naj­bar­dziej intym­nych i oso­bi­stych rela­cjach. Weźmy za przy­kład rela­cję dzieci i rodzi­ców. Oczy­wi­ście, rodzice przede wszyst­kim pło­dzą dzieci, ale to wła­śnie posia­da­nie dzieci czyni ich rodzi­cami. Możemy nawet stwier­dzić, że sta­jemy się rodzi­cami, kiedy na świat przy­cho­dzi nasze pierw­sze dziecko. Zanim na świat przy­szło ich pierw­sze dziecko, kobieta i męż­czy­zna nie byli jesz­cze matką i ojcem. W tym sen­sie dzieci spra­wiają, że ich rodzice stają się "rodzi­cami". Współ­za­leż­ność łączy nas na wielu pozio­mach i zawsze działa w obie strony.

Przyroda to nie sceneria

Dostrze­że­nie naszej głę­bo­kiej zależ­no­ści od śro­do­wi­ska natu­ral­nego pozwala uznać jego praw­dziwą war­tość i je doce­nić. Miesz­kańcy miast powinni cią­gle sły­szeć o wadze dba­nia o pla­netę mię­dzy innymi dla­tego, że nie wyro­śli w poczu­ciu bez­po­śred­nich z nią związ­ków. Dla nich przy­roda jest czymś, co podzi­wiają, idąc do parku lub wyjeż­dża­jąc na wieś. Jeżeli wycho­wa­li­śmy się w mie­ście, nasze poczu­cie związku ze śro­do­wi­skiem natu­ral­nym jest nikłe, ponie­waż rzadko doświad­cza­li­śmy fun­da­men­tal­nej zależ­no­ści od niego. Przy­roda wydaje się pięk­nym tłem naszego życia, czymś co upięk­sza sce­ne­rię, ale w grun­cie rze­czy mogli­by­śmy się bez niej obejść. Trudno nam zoba­czyć, że śro­do­wi­sko natu­ralne jest niczym scena, na któ­rej roz­grywa się nasze życie. Bez tego, co ofe­ruje nam nasze zewnętrzne oto­cze­nie, zupeł­nie nic nie mogłoby się wyda­rzyć.

Uro­dzi­łem się i spę­dzi­łem więk­szą część dzie­ciń­stwa w odlud­nym zakątku Wyżyny Tybe­tań­skiej. Byli­śmy rodziną noma­dów i dosto­so­wy­wa­li­śmy nasze życie do rytmu pór roku. Miesz­ka­li­śmy w namio­tach w cią­głym kon­tak­cie z zie­mią. Kiedy po raz pierw­szy opu­ści­łem rodzinne strony, pamię­tam, że przez długi czas doświad­cza­łem fizycz­nej tęsk­noty, aby powró­cić i na nowo nawią­zać z nią kon­takt, ponow­nie poczuć zie­mię pod sto­pami i ode­tchnąć świe­żym gór­skim powie­trzem. Co wię­cej, niebo we wschod­nim Tybe­cie jest bez­kre­sne, a wszę­dzie wokół widać prze­strzeń. Obec­nie, kiedy prze­by­wam w śro­do­wi­sku miej­skim, gdzie ulice przy­po­mi­nają wąskie kaniony, czuję się odro­binę tak, jakby budynki wokół napie­rały. Na doda­tek doświad­cze­nie spa­ce­ro­wa­nia po wybru­ko­wa­nych chod­ni­kach jest cał­ko­wi­cie inne niż to, kiedy cho­dzimy po gołej ziemi.

Oczy­wi­ście nawet jeśli nie pocho­dzimy z tere­nów wiej­skich, możemy uczyć się doce­nia­nia świata przy­rody. Możemy poszu­ki­wać oka­zji do wej­ścia w bez­po­średni kon­takt z naturą, wącha­jąc zie­mię, słu­cha­jąc szem­rzą­cych stru­my­ków czy doty­ka­jąc kory drzewa. Wiele można powie­dzieć o sen­so­rycz­nych doświad­cze­niach jako spo­so­bie bez­po­średniego, żywego doświad­cza­nia naszego oso­bi­stego powią­za­nia ze wszyst­kim. Kiedy zmy­sły się otwie­rają, poru­szają nasze serce. To bez­po­średnie doświad­cze­nie wywo­łuje miłość i poczu­cie bli­sko­ści, co w natu­ralny spo­sób dopro­wa­dza do chęci trosz­cze­nia się o naszą pla­netę.

Zosta­łem zain­spi­ro­wany do podej­mo­wa­nia wysił­ków na rzecz śro­do­wi­ska i zde­cy­do­wa­nie przy­pi­suję ten fakt bli­sko­ści z przy­rodą, jakiej doświad­cza­łem w dzie­ciń­stwie. Moje zaan­ga­żo­wa­nie w ochronę przy­rody także zmniej­sza poczu­cie odda­le­nia od natu­ral­nego śro­do­wi­ska, w któ­rym się wycho­wa­łem. To doświad­cze­nie pozwala mi uwie­rzyć, że oddzie­le­nie od przy­rody można osła­bić poprzez odważne wysiłki dba­nia o śro­do­wi­sko natu­ralne jako całość.

Efekt kręgów koncentrycznych

Współ­za­leż­ność obej­muje przy­czy­no­wość -?spo­sób, w jaki coś się wyda­rza na sku­tek zbiegu pew­nych przy­czyn i warun­ków. Im głę­biej doce­niamy przy­czy­no­wość, tym sku­tecz­niej możemy osią­gać upra­gniony rezul­tat -?czy będzie nim lep­sza kon­dy­cja naszej pla­nety, bar­dziej spra­wie­dliwe spo­łe­czeń­stwo, czy szczę­śliw­sze życie.

Nie­które sytu­acje, któ­rych doświad­czamy w życiu, są bez­po­śred­nim skut­kiem naszych wysił­ków, ale mają na nas wpływ także inne czyn­niki, które nie wyni­kają z naszego wyboru. Łatwiej dostrzec swoją rolę w świe­cie, gdy inten­cjo­nalne czyny skut­kują natych­mia­sto­wymi rezul­ta­tami. Trud­niej nato­miast to zro­bić w przy­padku rezul­ta­tów nie­bez­po­śred­nich. Mał­żeń­stwo czy wybór zawodu -?to czyn­niki, które kształ­tują nasze życie i które w spo­sób świa­domy i bez­po­średni two­rzymy sami. Ale nasze czyny mają wiele kon­se­kwen­cji, któ­rych nie spo­sób prze­wi­dzieć.

Nasze dzia­ła­nia wpły­wają na innych, pośred­nio lub bezpośred­nio, ale także rodzą kon­se­kwen­cje, któ­rych potem nie­uchron­nie doświad­czamy sami, czy tego chcemy, czy nie. Zna­le­zie­nie się w sytu­acjach, do któ­rych nie dąży­li­śmy, a które poja­wiły się na sku­tek naszych poprzed­nich dzia­łań, to po pro­stu jesz­cze jeden aspekt życia w sieci przy­czy­no­wo­ści, który zwy­kle igno­ru­jemy ze szkodą dla samych sie­bie.

Żyjąc w tym świe­cie, ini­cju­jemy długą serię zda­rzeń, z któ­rych jedno wywo­łuje kolejne. Poje­dyn­cze dzia­ła­nie zwy­kle wywiera szer­szy wpływ, niż jeste­śmy tego świa­domi. Nasze dzia­ła­nia wywo­łują efekt domina wykra­cza­jący poza bez­po­śred­nie rezul­taty, które zwy­kle odbie­ramy i roz­po­zna­jemy jako kon­se­kwen­cje naszych dzia­łań. W bud­dy­zmie czę­sto sto­su­jemy okre­śle­nie "karma", aby opi­sać rela­cję pomię­dzy inten­cjo­nal­nymi dzia­ła­niami a peł­nym wachla­rzem ich skut­ków. Nie jest jed­nak konieczne sto­so­wa­nie takich ter­mi­nów, aby zro­zu­mieć, że z powodu współ­za­leż­no­ści wszystko, co robimy, nie tylko wywiera wpływ na nas i nasze bez­po­śred­nie oto­cze­nie, ale też wykra­cza o wiele dalej.

Posze­rze­nie naszych zdol­no­ści postrze­ga­nia jest nie­zbędne, jeśli chcemy w pełni zro­zu­mieć i doce­nić bar­dziej sub­telne prze­jawy przy­czy­no­wo­ści. Nasza pier­wotna optyka może obej­mo­wać bez­po­śred­nie oto­cze­nie i spo­sób, w jaki współ­za­leż­ność oso­bi­ście dotyka nas jako jed­nostkę. Ale żeby w pełni doce­nić rolę współ­za­leż­no­ści w kształ­to­wa­niu naszego świata i spo­sobu jego doświad­cza­nia, musimy roz­wi­nąć świa­do­mość przy­czyn i skut­ków, akcji i reak­cji, w dużo szer­szym zakre­sie.

Szersze widzenie

Posze­rze­nie hory­zontu widze­nia jest nie­zbędne dla naszego prze­trwa­nia zarówno jako spo­łe­czeń­stwa, jak i jed­nostki. Wiele pro­ble­mów rodzi się z tego, że ogra­ni­czamy nasze spoj­rze­nie do wąskiej per­spek­tywy sku­pio­nej na nas samych. Samo­lub­stwo działa jako rodzaj cia­snej ramy ogra­ni­cza­ją­cej i wypa­cza­ją­cej obraz rze­czy­wi­sto­ści.

Lgnię­cie do tego, co jest "mną" i "moim", two­rzy bariery, które powo­dują, że zawę­żają się gra­nice naszego świata. Jak­by­śmy byli krót­ko­wi­dzem patrzą­cym na świat przez wąskie okno.

Nic dziw­nego, że ogar­nia nas poczu­cie wyob­co­wa­nia i samot­no­ści. Otwar­cie się na pogląd współ­za­leż­no­ści może nam pomóc w prze­ła­ma­niu barier wznie­sio­nych przez wła­sny ego­cen­tryzm i wyło­nie­niu się z ciem­nej i cia­snej nory, w któ­rej sami się zatrza­snę­li­śmy.

Mądrość, która pojawi się, kiedy w pełni zro­zu­miemy naszą współ­za­leż­ność, jest siłą potra­fiącą oba­lić mury odgra­dza­jące nas od innych. Współ­czu­cie czy altru­istyczne postrze­ga­nie mogą wywo­ły­wać ten sam efekt. Mądrość i współ­czu­cie rodzą się ze świa­do­mo­ści, że wszy­scy jeste­śmy sobie równi w naszym pra­gnie­niu szczę­ścia i w potrze­bie unik­nię­cia bólu i cier­pie­nia. Każda istota, która jest w sta­nie odczu­wać ból, zasłu­guje na sza­cu­nek i tro­skę.

Uświa­do­mie­nie sobie tej wspól­nej potrzeby może obu­dzić w nas tro­skę o inne istoty. Kiedy zaczniemy to odczu­wać w pełni jako część nas samych, to w natu­ralny spo­sób będziemy łago­dzić ból innych i przy­czy­niać się do ich szczę­ścia. W takim przy­padku jasna świa­do­mość, że wszyst­kie istoty są cał­ko­wi­cie równe w pra­gnie­niu szczę­ścia, może oka­zać się klu­czowa w prze­orien­to­wa­niu naszego spo­sobu życia na oparty w więk­szym stop­niu na współ­za­leż­no­ści.

Zatem naj­pierw musimy posze­rzyć swoją świa­do­mość. Zasad­ni­czym celem tej książki jest pomoc w obu­dze­niu jej w sobie i prze­kształ­ce­niu w uczu­cia, które dopro­wa­dzą do dzia­ła­nia. Aby naprawdę odczu­wać współ­za­leż­ność, potrze­bu­jemy auten­tycz­nej prze­miany serca. Samo zbie­ra­nie infor­ma­cji o naszych oso­bi­stych pro­ble­mach oraz spo­łecz­nych bolącz­kach przy­nosi jedy­nie ogra­ni­czone korzy­ści. Tak samo jest w przy­padku ostrze­żeń wydru­ko­wa­nych na pacz­kach papie­ro­sów. Na pudełku wyraź­nie napi­sano, że pale­nie papie­ro­sów zabija, jed­nak ta wie­dza nie znie­chę­ciła miliarda ludzi na świe­cie do się­ga­nia po tytoń. Tak wła­śnie się dzieje, kiedy nasza wie­dza spro­wa­dza się wyłącz­nie do przy­swo­je­nia zwy­kłej infor­ma­cji, bez głę­boko odczu­wa­nego wglądu czy tro­ski.

Ludzie czę­sto argu­men­tują, że pale­nie to kwe­stia indy­wi­du­al­nego wyboru, ponie­waż pala­cze szko­dzą tylko samym sobie. Ale kiedy bada­cze bli­żej przyj­rzeli się efek­tom pale­nia, odkryli, że pala­cze szko­dzą także ludziom dookoła, któ­rzy palą w spo­sób bierny. Ogra­ni­czona per­spek­tywa spra­wia, że cał­ko­wi­cie oddzie­lamy sie­bie od innych. Spró­bujmy ją posze­rzyć. Wtedy zoba­czymy, że nasze dzia­ła­nia wpły­wają na innych, a dzia­ła­nia innych wpły­wają na nas.

Pomagać czy szkodzić

Współ­za­leż­ność uczy, że nasze dąże­nia do reali­za­cji celów mogą albo poma­gać, albo szko­dzić innym w spo­sób pośredni lub bez­po­średni. Za sprawą współ­za­leż­no­ści wszyst­kie dzia­ła­nia bez­sprzecz­nie wpły­wają na innych i mogą przy­czy­nić się do ich pomyśl­no­ści albo przy­nieść odwrotny sku­tek. W pogoni za wła­snym szczę­ściem powin­ni­śmy uwzględ­niać wpływ naszych czy­nów na dobro innych.

Może pamię­ta­cie okropny wypa­dek, który wyda­rzył się w Ban­gla­de­szu w 2013 roku, kiedy to zawa­lił się budy­nek fabryki. Podobne tra­ge­die zda­rzają się na całym świe­cie, ale ten miał miej­sce pod­czas spo­tkań, które dopro­wa­dziły do powsta­nia tej książki, służy mi więc jako żywa ilu­stra­cja. Dzień po dniu śle­dzi­li­śmy, jak liczba ofiar śmier­tel­nych rośnie, kiedy ratow­nicy despe­racko prze­szu­ki­wali gruzy. W osta­tecz­nym roz­ra­chunku ponad 1100 osób stra­ciło życie. Ludzie w tym budynku pro­du­ko­wali ubra­nia dla dużych firm mię­dzy­na­ro­do­wych. Więk­szość ofiar sta­no­wiły kobiety, a czę­ści z nich pod­czas pracy towa­rzy­szyły dzieci. Kon­struk­cja budynku oka­zała się przede wszyst­kim źle zapro­jek­to­wana, a ponadto nie była odpo­wied­nio remon­to­wana z uwagi na oszczęd­no­ści i chęć zysku.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki