Świętosława - władczyni wikingów
Świętosława - postać historyczna czy mit
Mieszko I, wzorem innych wczesnośredniowiecznych władców, musiał zadbać o sojuszników swojego młodego państwa, pozyskując ich w najprostszy sposób - aranżując małżeństwa swoich dzieci z włodarzami innych, najlepiej ościennych państw. Nasz książę umiał też zadbać o przychylność wikingów, przed którymi drżała cała ówczesna Europa. Wprawdzie w XI wieku naszej ery zaczęły kształtować się pierwsze skandynawskie państwa, ale wojowniczy Skandynawowie nadal stanowili poważne zagrożenie, dlatego lepiej było mieć wśród nich przyjaciół i sojuszników niż wrogów. Nic zatem dziwnego, że nasz władca wydał za jednego z nich swoją jedyną córkę - Świętosławę, młodszą siostrę przyszłego króla Bolesława, w której żyłach płynęła krew Piastów i potężnych czeskich Przemyślidów. O dziwo, pomimo że polska księżniczka zrobiła, jak się przekonamy, naprawdę zawrotną karierę i została uwieczniona w skandynawskich sagach, okazuje się, że córka Mieszka jest jedną z najbardziej tajemniczych postaci w naszej historii. Zastanawiające jest również to, że żadna ze średniowiecznych polskich kronik nie wspomina nawet o jej istnieniu, jednocześnie rozpisując się o pierwszych Piastach, z jej potężnym bratem na czele - pierwszym koronowanym władcą w historii naszego państwa. Zachowały się za to cztery niezależne od siebie wzmianki, zawarte w trzech średniowiecznych dziełach, powstałych poza granicami naszego kraju: Kronice Thietmara, Czynach biskupów Kościoła hamburskiego autorstwa Adama z Bremy oraz anonimowym utworze pt. Pochwała królowej Emmy (łac. Encomium Emmae Reginae).
O Piastównie wspominają też skandynawskie sagi, ale nie można ich traktować przecież jako wiarygodnych źródeł historycznych, gdyż zgodnie z obowiązującą wówczas modą powstawały one nie dla udokumentowania wydarzeń historycznych czy postaci ważkich dla historii kraju, ale ku uciesze gawiedzi, ludzi słuchających tych opowieści. Dlatego przerabiano je i zmieniano, wplatano mity i legendy, swobodnie mieszając je z faktami historycznymi, które przy tej okazji również dostosowywano do potrzeb i gustów kolejnych pokoleń. Z tego względu współcześni historycy muszą się nieźle namęczyć, żeby oddzielić to, co jest owocem fantazji autorów kolejnych wersji sag, od zawartych w nich historycznych faktów. Poza tym ich autorzy nie spisywali owych utworów, a po prostu je opowiadali, przekazując innym; potem w ten sam sposób przekazywano je kolejnym pokoleniom. Ostatecznie zostały one spisane, ale dopiero 200 lat po ich powstaniu, i zapewne dlatego ci, którzy uwiecznili je w formie pisemnej, ułatwili sobie zadanie, zastępując trudne do wymówienia dla Skandynawów słowiańskie imię "Świętosława" imionami "Sygryda Storr?da", "Saum-Aesa", "Astrida" czy "Gunhilda", gdyż właśnie tak nazywana jest występująca tam nasza Piastówna.
Prawdę mówiąc, źródła mówiące o bohaterce naszej opowieści są tak skąpe, że niektórzy historycy szczerze wątpią w istnienie Świętosławy. A przecież fakt, że nie wspominają o niej bardziej wiarygodne źródła z epoki, to nie dowód, że jej postać jest wytworem legendy! Przecież średniowieczni kronikarze, którymi byli mnisi, a więc mężczyźni z założenia stroniący od płci pięknej, nie pisali o kobietach; skupiali swoją uwagę na władcach płci męskiej. Nie znamy na przykład imion córek Chrobrego, o których wspomina jedynie Thietmar, wymieniając potomstwo polskiego króla, ale to nie znaczy, że one nie istniały. O Świętosławie nie wspomina także nasz "flagowy" dziejopis, Gall Anonim, który za to rozpisuje się na temat jej brata, Bolesława Chrobrego. Jednak warto pamiętać, że ten kronikarz w ogóle unikał pisania o kobietach, a jedyną, dla której zrobił wyjątek, była Emnilda, druga żona naszego pierwszego króla. Poza tym Gall nie miał powodu, by pisać o Piastównie, która trwale zapisała się nie tyle w historii Polski, ile w historii Skandynawii i Anglii.
Niektórzy historycy wprawdzie wierzą, że Świętosława jest postacią historyczną, ale podważają fakt, że księżniczka była owocem związku Mieszka i jego czeskiej żony, Dobrawy. Co więcej, negują oni słowiańskie korzenie naszego pierwszego władcy, twierdząc, że tak naprawdę założyciel naszego państwa był przywódcą skandynawskiego plemienia, które napadło na Słowian, stopniowo przejmując nad nimi władzę. Tak twierdzi chociażby profesor Władysław Duczko z Akademii Humanistycznej w Pułtusku i z uniwersytetu w Uppsali, w Szwecji, który tłumaczy, że młodzi skandynawscy książęta często szukali szczęścia i swojego miejsca na ziemi poza granicami ojczystego kraju. "Zgodnie z prawem obowiązującym w ówczesnych księstwach skandynawskich dziedzicem całego majątku był najstarszy syn, młodsi musieli sami zapracować na chleb albo poszukać sobie nowych miejsc do osiedlenia się"[1] - wyjaśnia uczony. Zgodnie z tą hipotezą nasz Mieszko mógł być takim wikińskim jarlem, szukającym wraz ze swoimi ludźmi terenów, na których mogliby się osiedlić, a podczas swoich peregrynacji trafił do Wielkopolski. Tam zawarł sojusz z tubylcami lub po prostu podbił jedno z tamtejszych plemion, a potem, chcąc się zasymilować z podbitą ludnością, zmienił imię na bardziej swojsko brzmiące - Mieszko...
Inni badacze widzą w nim potomka słowiańskiego księcia i kobiety wywodzącej się ze Skandynawii. Według nich przyszły twórca naszej państwowości pierwotnie nosił skandynawskie imię Björn, oznaczające niedźwiedzia; to imię z czasem poddani jego ojca przekształcili w milszego ich uszom Mieszka. O skandynawskim rodowodzie pierwszego władcy naszego państwa może też świadczyć najstarszy znany dokument dotyczący historii Polski, w historiografii znany jako Dagome iudex, spisany za pontyfikatu papieża Jana XV, zasiadającego na stolcu Piotrowym od 985 do 996 roku. Nasz władca rzeczywiście występuje tam pod imieniem Dagome (Dago), ale przeciwnicy tej teorii zwracają uwagę na fakt, że rzeczony dokument zachował się jedynie w formie regestu, czyli streszczenia, którego dokonał francuski benedyktyn i kardynał Deusdedit dopiero dziewięćdziesiąt lat po sporządzeniu oryginału, dlatego nie można wykluczyć, że zachowany w tej formie może zawierać zarówno przekłamania, jak i błędy.
Zwolennicy hipotezy o skandynawskim pochodzeniu Mieszka I twierdzą także, że władca, zanim stanął na ślubnym kobiercu z Dobrawą, miał inną żonę, córkę króla duńskiego Haralda Blatanda, Geirę. I właśnie z tego związku miały pochodzić dwie córki - imienniczka matki, Geira, wydana za mąż za Eryka Tryggvasona, oraz Astryda, która z kolei poślubiła jarla Jomsborga Sigwalda Strudhaldsona z dynastii zelandzkiej. Nie wiadomo jednak, co stało się z Geirą, kiedy Mieszko zdecydował się przyjąć chrzest. Zapewne nie było jej już wtedy wśród żywych; w owych czasach kobiety nader często padały ofiarą choćby komplikacji okołoporodowych. Nie można też wykluczyć, że władca, podjąwszy decyzję o skoligaceniu się z potężnym rodem Przemyślidów, oddalił poprzednią żonę, co w owych czasach zdarzało się powszechnie, by nie rzec - nagminnie - i to nawet wśród książąt i królów wyznających chrześcijaństwo. Za hipotezą o małżeństwie Mieszka z Geirą, zdaniem niektórych uczonych, przemawiają dwunasto- i trzynastowieczne skandynawskie sagi, w kontekście wydarzeń z końca X stulecia wspominające o władcy Wendów lub Słowian, niejakim Burysławie lub Burisleifie, który według autorów tych utworów miał mieć trzy córki: Gunhildę, Astrid oraz Geirę. Zdaniem niektórych badaczy Burysław to nie kto inny jak właśnie nasz Mieszko I. A owo osobliwe imię, pod którym pojawia się w skandynawskich sagach, jest wynikiem dokonanego przez Skandynawów połączenia imion dwóch polskich władców: Mieszka i Bolesława. I nie jest to rozumowanie pozbawione sensu, skoro pomyłki związane z imionami średniowiecznych władców zdarzają się nawet w najpoważniejszych źródłach i opis danej postaci nierzadko łączy fakty z życia dwóch następujących po sobie władców. Na dowód wystarczy przywołać czeskiego dziejopisa Kosmasa, który Mieszkowi przypisał czyny jego syna i następcy, Bolesława, w tym na przykład zdobycie Pragi.
W 2004 roku wszystkie dotychczasowe ustalenia zakwestionował Rafał T. Prinke, którego zdaniem Świętosława nie była córką Dobrawy, lecz Ody, drugiej żony Mieszka I, w związku z tym urodziła się później, niż dotąd sądzono. Badacz uznał też informacje na temat Piastówny, podane przez Adama z Bremy, za zupełnie niewiarygodne. Odrzucił tezę o małżeństwie córki Mieszka z Erykiem Zwycięskim, stawiając inną: że przekazy Thietmara i Adama z Bremy, wbrew temu, co sądzono dotychczas, odnoszą się do dwóch różnych osób.
Przytoczone powyżej teorie czy raczej hipotezy dotyczące ewentualnego pochodzenia bohaterki naszej opowieści nie znajdują poparcia wśród historyków, a większość badaczy uważa, że Mieszko i Dobrawa doczekali się dwojga dzieci: Bolesława i Świętosławy. Powołują się przy tym na Thietmara, który pisze o s i o s t r z e znienawidzonego przez siebie polskiego władcy, a przecież gdyby Świętosława była tylko przyrodnią siostrą Chrobrego, kronikarz zapewne by o tym wspomniał.
Małżeństwo i polityka
Córka książęcej pary przyszła na świat między 960 a 972 rokiem. Jako dziewczynka nie miała szans, by odziedziczyć po ojcu władzę, ale w przyszłości mogła stać się gwarantem sojuszu, a taki status mogło jej zapewnić małżeństwo, oczywiście zaaranżowane przez księcia i zgodnie z jego wolą. Mieszko zapewne nawet nie pomyślał o uczuciach swojej jedynej córki i gdy wydawał ją za mąż za szwedzkiego księcia Eryka Zwycięskiego, na uwadze miał jedynie potencjalny sojusz wymierzony przeciwko Danii i umocnienie swoich wpływów przy ujściu Odry, w Jomsborgu na wyspie Wolin. A Świętosława zapewne nie była uszczęśliwiona takim obrotem spraw, zwłaszcza że wybrany przez ojca kandydat na jej męża był, przynajmniej z jej punktu widzenia, człowiekiem wiekowym, skoro był rówieśnikiem Mieszka. Poza tym miał dość gwałtowny charakter, będący efektem pogłębiającej się choroby psychicznej.
Tymczasem młodziutka księżniczka była zakochana w innym, zresztą także w Skandynawie. Tak się bowiem złożyło, że w drużynie jej ojca służył młody Norweg, podający się za Olafa Tryggvasona, syna Haralda Pięknowłosego, króla z rodu Ynglingów, któremu przypisuje się dzieło zjednoczenia Norwegii. Nie wiadomo dokładnie, jakie meandry losu sprowadziły księcia na ziemie Mieszka I; być może trafił tu po ucieczce z niewoli u estońskiego kupca. Istnieje też hipoteza, jakoby był on synem Tryggvy, władcy niewielkiej krainy w Norwegii, który został zamordowany, zanim Olaf zdążył się urodzić. Jego ciężarna matka, chcąc ocalić nie tylko siebie, ale przede wszystkim mające przyjść na świat dziecko, uciekła na Ruś, gdzie oddała się pod opiekę ruskiego księcia Włodzimierza, i to właśnie tam powiła Olafa, pogrobowca Tryggvy. Według niektórych podań Norweg spędził na książęcym dworze dzieciństwo, ale kiedy z chłopca stał się młodzieńcem, postanowił odebrać należną mu po ojcu władzę. Dlatego podróżował po ościennych państwach, chcąc pozyskać możnych protektorów, mogących mu pomóc w realizacji owego zamiaru. W ten sposób najpierw trafił do rządzonego przez potężnych Rurykowiczów Nowogrodu, a potem do Poznania, gdzie wstąpił do książęcej drużyny i skutecznie zawrócił w głowie jedynej córce Mieszka. Niewykluczone, że jej ojciec dość przychylnie spoglądał na mających się ku sobie młodych, może nawet wiązał z Olafem pewne nadzieje i rozważał wydanie za niego Świętosławy, ale ostatecznie postanowił zaaranżować jej małżeństwo z Erykiem, bo ono gwarantowało mu natychmiastową korzyść w postaci sojuszu ze Szwecją. Złamane serce córki obchodziło go tyle co zeszłoroczny śnieg; zresztą jej matki, Dobrawy, też nikt o zdanie w kwestii małżeństwa z księciem Polan nie pytał.
W 985 roku bohaterka naszej opowieści wyjechała do ojczyzny swojego małżonka, gdzie wkrótce po ślubie urodziła syna Olofa (Olafa) I Skötkonunga, który przeszedł do historii jako pierwszy chrześcijański władca Szwecji, i córkę Holmfrydę, o której losach milczą zarówno źródła historyczne, jak i skandynawskie sagi. Być może dziewczynka nie dożyła wieku dorosłego.
Pozornie wszystko układało się dobrze: młoda Piastówna spełniła przecież swój dynastyczny obowiązek i obdarzyła małżonka dziedzicem korony. Sama Świętosława chyba nie była w tym związku szczęśliwa, tęskniąc zapewne w skrytości ducha za młodym, przystojnym Olafem, ale jako posłuszna córka swojego ojca musiała starać się być nie tylko dobrą żoną, ale też działać na szwedzkim dworze dla dobra kraju, z którego się wywodziła. To dlatego, zgodnie z życzeniem Mieszka, nakłoniła swojego męża do wyprawy przeciwko Danii.
Kampania okazała się zwycięska, a Eryk uzyskał przydomek Segersoll, czyli Zawsze Zwycięski, ale z bliżej niewyjaśnionych przyczyn wojna odbiła się bardzo niekorzystnie na zdrowiu psychicznym władcy. Wywołała bądź pogłębiła u niego schizofrenię albo jakąś inną chorobę psychiczną, objawiającą się omamami i halucynacjami. Bo jak inaczej wytłumaczyć zachowanie Eryka, który pewnego dnia oświadczył, że nordycki bóg Odyn, sprawujący pieczę nad wojną, wojownikami, poezją i magią, nagle z nieznanych powodów zażądał od niego, aby złożył mu w ofierze swojego syna - Olafa? Jest to o tyle dziwne, że według niektórych źródeł Eryk miał wcześniej przyjąć chrzest z rąk mnicha o nazwisku Poppon. Być może była to formalność stanowiąca warunek zawarcia małżeństwa z polską księżniczką, ale nie znaleziono na to dowodów. Jeżeli było tak rzeczywiście, to albo szwedzki władca nigdy nie wyparł się religii ojców i w głębi serca pozostał poganinem, albo na skutek choroby psychicznej powrócił do dawnych wierzeń.
Tak czy inaczej, życie syna Świętosławy znalazło się w poważnym niebezpieczeństwie. Kto wie, może rzeczywiście zostałby złożony w ofierze, gdyby do akcji nie wkroczyła nasza Piastówna, doskonale zdająca sobie sprawę, że słowa szaleńca mogą paść na podatny grunt, i nie tylko nikt nie powstrzyma go przed zabiciem swojego pierworodnego, ale że czyn ten, jako nakazany przez bóstwo, może nawet zyskać poparcie poddanych. Chrześcijaństwo jako młoda, narzucona religia nie miało szans w konkurencji z dawnymi wierzeniami, o czym Świętosława doskonale wiedziała. Wszak pogaństwo wciąż było żywe także w kraju Mieszka, a jego następca i zarazem brat księżniczki jeszcze długo po objęciu władzy walczył z wierzeniami przodków, krzewiąc nową wiarę w sposób brutalny i niekoniecznie skuteczny.
Strwożona matka nie zamierzała patrzeć bezsilnie na śmierć swojego syna, składanego na ołtarzu nordyckich bóstw, dlatego kazała otruć swojego szalonego męża. Była jednak na tyle sprytna, że zadbała, by odsunąć od siebie podejrzenie mężobójstwa, za które przecież mogła ją spotkać śmierć z rąk poddanych Eryka. W tym celu doprowadziła do podpalenia królewskiego dworu oraz świątyni Odyna w Uppsali, a następnie rozpuściła pogłoski, że to sam Odyn zabił Eryka, a jego świątynię spalił w odwecie inny nordycki bóg - Thor, w co wszyscy bez zastrzeżeń uwierzyli.
I tak Świętosława została wdową. Ze względu na schedę po Eryku stanowiła dla wielu ościennych władców łakomy kąsek, a że wciąż była młoda i atrakcyjna, na dworze wkrótce dosłownie zaroiło się od zalotników. Jednak Piastówna, wciąż śniąca o Olafie, nawet nie pomyślała o kolejnym małżeństwie. Zdarzyło się, że dwóch jej adoratorów zachowywało się, jej zdaniem, zbyt natarczywie, więc urażona, postanowiła się ich pozbyć raz na zawsze. Kiedy pechowi zalotnicy po suto zakrapianej uczcie, wydanej przez Świętosławę, zażywali kąpieli w łaźni, na rozkaz władczyni podpalono budynek, a mężczyźni spłonęli żywcem. Jednym z nich był prawdopodobnie Harald Grenske, król Vestfoldu, niewielkiego królestwa na terenie obecnej Norwegii, a drugim - Vissavald z Gardariki, znany też jako Wsiewołod z Rusi. Ich śmierć w płomieniach miała być przestrogą Świętosławy dla innych władców, mających chrapkę na państwo znajdujące się w jej władaniu: niech się nie ośmielają nawet pomyśleć o poślubieniu dumnej królowej. Na wieść o strasznym czynie swojej władczyni poddani nadali jej przydomek Storr?da, czyli harda.
Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.
1 Za: K. Burda, Piastowie z importu [na:] echaswantewita.blogspot.com [online], dostępne w internecie: http://echaswantewita.blogspot.com/2014/08/piastowie-z-importu.html.