Polscy władcy po ciemnej stronie mocy - Iwona Kienzler

Kup ebooka

39.90 zł
33.12 zł (32,89 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

Monar­chia była bez wąt­pie­nia ustro­jem obo­wią­zu­ją­cym w histo­rii naszego pań­stwa naj­dłu­żej, gdyż Pol­ska była kró­le­stwem przez 773 lata. Pierw­szą, a zara­zem naj­dłu­żej panu­jącą dyna­stią byli Pia­sto­wie, cho­ciaż nie wszy­scy władcy tej dyna­stii byli koro­no­wani, na dru­gim miej­scu pla­sują się Jagiel­lo­no­wie, kró­lu­jący przez 185 lat, trze­cie miej­sce zaj­mują spo­krew­nieni z nimi Wazo­wie, któ­rzy wła­dali Rzecz­po­spo­litą przez 81 lat. Dal­sze miej­sca zaj­mują: Sasi, któ­rych pano­wa­nie trwało 66 lat (wyjąw­szy trzy­letni okres kró­lo­wa­nia Sta­ni­sława Lesz­czyń­skiego), Ande­ga­we­no­wie, rzą­dzący w Pol­sce około 17 lat, oraz Prze­my­śli­dzi, zasia­da­jący na tro­nie jedy­nie cztery lata. Pozo­stały okres to czas monar­chów obie­ra­nych na dro­dze wol­nej elek­cji.

Każdy Polak wie, że pierw­szym histo­rycz­nym władcą naszego kraju, któ­remu udało się zwień­czyć swe skro­nie koroną kró­lew­ską, był Bole­sław Chro­bry, koro­no­wany w 1025 roku. On też zapo­cząt­ko­wał tra­dy­cję cere­mo­nii koro­na­cyj­nych w kate­drze gnieź­nień­skiej. Od cza­sów Wła­dy­sława Łokietka pol­scy kró­lo­wie koro­no­wani byli w Kra­ko­wie, ale były wyjątki: w 1705 roku w archikate­drze św. Jana w War­sza­wie odbyła się koro­na­cja Sta­ni­sława Lesz­czyń­skiego, w 1764 roku w tej samej świą­tyni korona Pol­ski spo­częła na skro­niach ostat­niego króla nie­pod­le­głej Rze­czy­po­spo­li­tej - Sta­ni­sława Augu­sta Ponia­tow­skiego.

Wbrew pozo­rom na pyta­nie, ilu mie­li­śmy kró­lów, czyli wład­ców, któ­rych głowę zdo­biła korona kró­lew­ska, nie jest łatwo odpo­wie­dzieć. Wpraw­dzie po Bole­sła­wie Chro­brym pano­wał kolejny król, a zara­zem syn Bole­sława, zda­niem wielu histo­ry­ków koro­no­wany rów­no­cze­śnie z ojcem, Mieszko II, ale już w 1031 roku stra­cił wła­dzę i koronę. Na następ­nego króla musie­li­śmy cze­kać aż do 1076 roku, kiedy kró­lew­ska korona spo­częła na gło­wie pra­wnuka Chro­brego, Bole­sława Śmia­łego. Ale i on nie cie­szył się nią zbyt długo, dwa lata po tej donio­słej cere­mo­nii musiał bowiem ucho­dzić z Pol­ski na sku­tek buntu, który wybuchł po tra­gicz­nej śmierci biskupa Sta­ni­sława. Jego brat i następca, Wła­dy­sław Her­man, wpraw­dzie nie śmiał się koro­no­wać, ale jeżeli wie­rzyć cze­skiemu kro­ni­ka­rzowi Kosma­sowi, Pol­ska miała jed­nak następ­nego króla, któ­rym był... Wra­ty­sław II, z nada­nia cesa­rza Hen­ryka IV koro­no­wany nie tylko na króla Czech, ale i Pol­ski. I cho­ciaż więk­szość histo­ry­ków neguje ten fakt, to jed­nak nie­któ­rzy bada­cze skła­niają się ku tezie, że cze­ski władca zajął część ówcze­snej Pol­ski, a Wła­dy­sław Her­man był zarówno len­ni­kiem tego króla, jak i cesa­rza.

Po roz­bi­ciu dziel­ni­co­wym pierw­szym koro­no­wa­nym wladcą był Prze­mysł II, który doko­nał tego aktu w 1295 roku, ale jego pano­wa­nie trwało bar­dzo krótko, bo już w następ­nym roku został zamor­do­wany. W 1300 roku koro­no­wa­nym władcą naszego pań­stwa został cze­ski monar­cha Wacław II, a po nim tytu­ło­wali się kró­lami Pol­ski kolejni władcy Czech: Wacław III, Hen­ryk VI Karyncki, Rudolf III Habs­burg i Jan Luk­sem­bur­ski. Wpro­wa­dziło to wiel­kie zamie­sza­nie, ponie­waż jesz­cze za cza­sów Wła­dy­sława Łokietka w Euro­pie powszech­nie uwa­żano za króla Pol­ski władcę zasia­da­ją­cego na tro­nie w Pra­dze. Tę nieco schi­zo­fre­niczną sytu­ację roz­wią­zał dopiero Kazi­mierz Wielki w 1335 roku, ofe­ru­jąc Janowi Luk­sem­bur­skiemu kwotę 20 tysięcy kop gro­szy pra­skich za zrze­cze­nie się praw do tronu pol­skiego.

Korona Kazi­mie­rza Wiel­kiego, odzie­dzi­czona przez niego na pra­wach suk­ce­sji po ojcu Wła­dy­sła­wie Łokietku, tra­fiła po jego zgo­nie do sio­strzeńca Pia­sta Ludwika Węgier­skiego, a potem do jego córki Jadwigi. Ande­ga­wenka w 1384 roku została koro­no­wana na króla, ponie­waż ter­min "kró­lowa" ozna­czał wyłącz­nie kró­lew­ską mał­żonkę, a nie udzielną wład­czy­nię. Ale i ona musiała podzie­lić się kró­lew­ską wła­dzą z mężem, Wła­dy­sła­wem Jagiełłą, koro­no­wa­nym w 1386 roku. Pol­ska zatem miała dwóch rów­no­rzęd­nych monar­chów. Podobna sytu­acja powtó­rzyła się w 1576 roku, kiedy szlachta obrała na króla Ste­fana Bato­rego. Jego żona, Anna Jagiel­lonka, podob­nie jak przed laty Jadwiga, została drugą kobietą kró­lem w dzie­jach naszego pań­stwa. Roz­wa­ża­jąc kwe­stię koro­no­wa­nych głów w histo­rii, nie spo­sób pomi­nąć carów Rosji, Roma­no­wo­wie bowiem do końca ist­nie­nia impe­rium uży­wali tytułu króla Pol­ski. For­mal­nie koro­no­wany na pol­skiego monar­chę był jedy­nie Miko­łaj I, zde­tro­ni­zo­wany przez sejm w 1831 roku, a Alek­san­der I, jego star­szy brat, a zara­zem poprzed­nik na tro­nie, ni­gdy nie był uro­czy­ście namasz­czony na monar­chę naszego pań­stwa.

Bio­rąc powyż­sze pod uwagę, nale­ża­łoby uznać, że mie­li­śmy 39 kró­lów Pol­ski, w tym 8 tytu­lar­nych i 31 koro­no­wa­nych, przy czym jeden z nich, wspo­mniany wcze­śniej Wra­ty­sław II, był koro­no­wany jed­no­cze­śnie na króla dwóch państw, a rosyj­ski car Miko­łaj I był zaborcą. Osta­tecz­nie pol­ska histo­rio­gra­fia wymie­nia 29 koro­no­wa­nych monar­chów, w tym 12 kró­lów elek­cyj­nych. Należy jed­nak pamię­tać, że pod wzglę­dem for­mal­nym dyna­stią elek­cyjną byli już Jagiel­lo­no­wie, gdyż wpraw­dzie korona prze­cho­dziła z ojca na syna lub, jak w przy­padku synów Kazi­mie­rza Jagiel­loń­czyka, na naj­star­szego brata zmar­łego króla, ale szlachta za każ­dym razem wyra­żała zgodę na prze­ję­cie tronu przez poszcze­gól­nych wład­ców. Po śmierci ostat­niego monar­chy z dyna­stii Jagiel­lo­nów króla wyła­niano przez obiór, bo wła­śnie tym była wolna elek­cja, a monar­cha elek­cyjny w niczym nie przy­po­mi­nał władcy abso­lut­nego, był bowiem odpo­wied­ni­kiem współ­cze­snego pre­zy­denta, z tą róż­nicą, że pano­wał doży­wot­nio.

Poczy­na­nia i decy­zje elek­cyj­nych kró­lów sku­tecz­nie krę­po­wała złota wol­ność szla­checka, zapo­bie­ga­jąc wszel­kim pró­bom wzmoc­nie­nia monar­chii. Ogra­ni­cze­nia kró­lew­skiej wła­dzy dosko­nale widać na przy­kła­dzie dowódz­twa sił zbroj­nych: wpraw­dzie for­mal­nie w Rze­czy­po­spo­li­tej naczelne dowódz­two nad woj­skiem spra­wo­wał król, ale w rze­czy­wi­sto­ści naj­więk­szą wła­dzę nad armią mieli het­mani wielcy koronni, de facto peł­niący także funk­cje mini­strów spraw woj­sko­wych i naczel­nych dowód­ców. Sytu­ację kom­pli­ko­wał fakt, że od cza­sów Bato­rego, kiedy urząd ten peł­nił Jan Zamoy­ski, het­mani wielcy koronni spra­wo­wali swoją funk­cję doży­wot­nio. W Księ­stwie Litew­skim odpo­wied­ni­kiem het­mana koron­nego był het­man wielki litew­ski (od 1579 roku także tytuł doży­wotni). Król August II Mocny, zorien­to­waw­szy się w sytu­acji, miał nawet powie­dzieć, że gdyby wie­dział, jak duże są kom­pe­ten­cje het­mana, to kan­dy­do­wałby na ten urząd, zamiast sta­rać się o tron. Poza tym monar­chom elek­cyj­nym z pew­no­ścią nie było łatwo wła­dać szla­checką bra­cią, która była gotowa oddać życie w obro­nie swo­ich wol­no­ści. Uwa­run­ko­wa­nia histo­ryczne spra­wiły zatem, że w dzie­jach naszego kraju ofi­cjal­nie koro­no­wani kró­lo­wie, uwa­żani prze­cież za poma­zań­ców bożych, czę­sto ustę­po­wali pod wzglę­dem zna­cze­nia pia­stow­skim ksią­żę­tom, któ­rych skroni nie zdo­biła korona kró­lew­ska, i nie­rzadko mieli mniej do powie­dze­nia niż władcy nie­wiel­kich księstw dziel­ni­co­wych.

Nie wszy­scy pol­scy władcy mają dobrą prasę w histo­rio­gra­fii, część z nich jest oce­niana wyjąt­kowo nega­tyw­nie jako panu­jący, któ­rzy w ten czy inny spo­sób dzia­łali na szkodę pań­stwa, osła­bia­jąc jego zna­cze­nie, wpę­dza­jąc je w nie­po­trzebne wojny, a osta­tecz­nie w wyniku roz­bio­rów, rzu­ca­jąc Rzecz­po­spo­litą w otchłań histo­rycz­nego nie­bytu. Tak jakby wzo­rem boha­te­rów zna­nej fil­mo­wej sagi wkro­czyli na ścieżkę wio­dącą ku ciem­nej stro­nie mocy.

Wśród naj­lep­szych wład­ców w histo­rii Pol­ski jed­nym tchem wymie­niani są z reguły: Kazi­mierz Wielki, Kazi­mierz Jagiel­loń­czyk oraz Ste­fan Batory. Nie­któ­rzy histo­rycy dopi­sują jesz­cze Bole­sława Chro­brego, Wła­dy­sława Jagiełłę, Zyg­munta Sta­rego oraz Jana III Sobie­skiego, inni wska­zują Wła­dy­sława IV, doda­jąc, że gdyby zasiadł na tro­nie wcze­śniej i mógł pano­wać dłu­żej, miałby szansę zapre­zen­to­wać peł­nię swo­ich moż­li­wo­ści, a histo­ria naszego kraju poto­czy­łaby się zupeł­nie ina­czej. A prze­cież żaden z wymie­nio­nych nie był władcą ide­al­nym. Bole­sław Chro­bry wyniósł wpraw­dzie Pol­skę do rangi kró­le­stwa, był dość spraw­nym poli­ty­kiem, jak rów­nież wybit­nym wodzem i miał na swoim kon­cie wiele zwy­cięstw, ale pro­wa­dzone za jego pano­wa­nia wojny sku­tecz­nie dre­no­wały skar­biec, a stwo­rzone wiel­kie pań­stwo oka­zało się kolo­sem na gli­nia­nych nogach. Jego poli­tyka zagra­niczna zan­ta­go­ni­zo­wała Pol­skę ze wszyst­kimi sąsia­dami, co miało fatalne kon­se­kwen­cje. Sły­nął też z wiel­kiego okru­cień­stwa, a zda­niem wielu histo­ry­ków to wła­śnie on był twórcą sys­temu wsi słu­żeb­nych, czy­niąc pol­skich chło­pów nie­wol­ni­kami. Z kolei Kazi­mierz Wielki zanie­dbał kwe­stię dzie­dzic­twa tronu, zawarł nie­ko­rzystny pokój z zako­nem krzy­żac­kim, na mocy któ­rego Pomo­rze zna­la­zło się poza gra­ni­cami pań­stwa, nie­po­wo­dze­niem zakoń­czyły się też jego sta­ra­nia o odzy­ska­nie Ślą­ska. Poza tym był władcą o skłon­no­ściach do tyra­nii, prze­czu­lo­nym na punk­cie kró­lew­skiego maje­statu i nie­zna­ją­cym lito­ści dla wro­gów. Był też jed­nym z naj­bar­dziej roz­wią­złych ero­tycz­nie wład­ców w histo­rii naszego pań­stwa, a wszyst­kie swoje żony upo­ka­rzał.

Podob­nie rzecz się ma z wład­cami uzna­wa­nymi w powszech­nej świa­do­mo­ści za naj­gor­szych w histo­rii Pol­ski: pod­czas gdy jedni histo­rycy i publi­cy­ści będą ich odsą­dzać od czci i wiary, inni znajdą argu­menty na uspra­wie­dli­wie­nie przy­naj­mniej czę­ści ich kon­tro­wer­syj­nych dzia­łań. Przyj­rzyjmy się zatem dzie­się­ciu kró­lom i ksią­żę­tom mają­cym naj­gor­szą opi­nię w pol­skiej histo­rio­gra­fii, oskar­ża­nym wręcz o dzia­ła­nie na szkodę pań­stwa, któ­rym przy­szło im wła­dać. I zasta­nówmy się, czy ich poczy­na­niami kie­ro­wały wyłącz­nie złe pobudki, chore ambi­cje czy błędne i wręcz fatalne dla Pol­ski decy­zje były wyni­kiem nie­umie­jęt­nej poli­tyki, braku wie­dzy czy też efek­tem dzia­ła­nia w nie­ko­rzyst­nych warun­kach poli­tycz­nych. Poznajmy dzie­się­ciu wład­ców, któ­rzy prze­szli na "ciemną stronę mocy", szko­dząc pań­stwu i swoim pod­da­nym.

1.

Bez­prym - Piast, który znisz­czył kró­le­stwo ojca

Syn pierworodny czy bękart wniesiony w posagu?

Bez­prym, naj­star­szy syn Bole­sława Chro­brego, pierw­szego pol­skiego władcy, który koro­no­wał się na króla, bez wąt­pie­nia ucho­dzi za nega­tywną postać w dzie­jach naszego pań­stwa. Zara­zem jest też naj­bar­dziej tajem­ni­czym z Pia­stów, a jego losy kryją wiele zaga­dek, któ­rych bada­czom do dziś nie udało się roz­wią­zać. A ponie­waż jego ist­nie­nia nie odno­to­wują żadne pol­skie źró­dła z epoki, Bez­prym nie wystę­po­wał w rodzi­mej histo­rio­gra­fii aż do schyłku XVIII stu­le­cia. Co wię­cej, infor­ma­cje o nie­zna­nym wcze­śniej władcy z dyna­stii Pia­stów zostały wypa­trzone przez zagra­nicz­nych histo­ry­ków w źró­dłach nie­miec­kich - w Kro­nice Thiet­mara, w Rocz­ni­kach hil­des-heim­skich oraz Rocz­ni­kach altaj­skich, czyli wcze­sno­śre­dnio­wiecz­nych anna­łach skom­pi­lo­wa­nych pomię­dzy VIII a XI wie­kiem w klasz­to­rze Nie­de­ral­ta­ich, jak rów­nież w kro­nice spi­sa­nej przez ano­ni­mo­wego mni­cha z Nien­burga, w histo­rio­gra­fii zna­nego jako Anna­li­sta Saxo. Nasi rodzimi bada­cze uznali rewe­la­cje o nie­zna­nym wcze­śniej nauce pol­skim władcy za, jak­by­śmy dziś powie­dzieli, fake newsa. Tym bar­dziej że ów tajem­ni­czy Piast we wspo­mnia­nych doku­men­tach z epoki wystę­puje pod róż­nymi imio­nami: Thiet­mar nazywa go Bespri­mem, Anna­li­sta Saxo - Bes­fri­mem, a dwa pozo­stałe źró­dła wymie­niają go jako Bez­briema. Pod tym ostat­nim imie­niem można go też zna­leźć w źró­dłach cze­skich.

Ponie­waż z dowo­dami histo­rycz­nymi raczej nie da się dys­ku­to­wać, pol­scy histo­rycy osta­tecz­nie uznali ist­nie­nie Bez­pryma, stwier­dza­jąc jed­no­cze­śnie, że ów tajem­ni­czy książę nie był naj­star­szym, ale naj­młod­szym synem Bole­sława Chro­brego, zna­nym w naszej histo­rio­gra­fii jako Otton. I w ten spo­sób nie­mal przez cały wiek XIX naj­młod­szy Bole­sła­wo­wic w histo­rio­gra­fii i pod­ręcz­ni­kach wystę­po­wał jako "Bez­prym Otton". Zmie­niło się to dopiero za sprawą Ana­tola Lewic­kiego, któ­remu w 1876 roku udało się udo­wod­nić, że Bez­prym był posta­cią histo­ryczną, a z naj­młod­szym synem Chro­brego łączyły go tylko więzy krwi, był bowiem jego star­szym, przy­rod­nim bra­tem. I to w zasa­dzie wszystko, co jest pewne w jego, jak się prze­ko­namy, dość poplą­ta­nym życio­ry­sie. Bo wspo­mniane zagra­niczne źró­dła mówią o nim bar­dzo mało - z zawar­tych tam infor­ma­cji wynika jedy­nie, że uro­dził się jako pier­wo­rodny, został wygnany z ojczy­zny, a mimo to po latach udało mu się wró­cić i zdo­być wła­dzę, by wkrótce zgi­nąć z ręki zama­chowca. Z zapi­sków cudzo­ziem­skich kro­ni­ka­rzy wynika także, że jako władca wyka­zał się wiel­kim okru­cień­stwem. I tyle. Reszta jest oparta wyłącz­nie na hipo­te­zach wysnu­tych przez bada­czy, skru­pu­lat­nie prze­glą­da­ją­cych roz­ma­ite, zarówno pol­skie, jak i zagra­niczne kro­niki i rocz­niki.

Opie­ra­jąc się na dostęp­nych źró­dłach, histo­rycy sza­cują, że Bez­prym uro­dził się w 986 lub w 987 roku, a więc jesz­cze za życia swego dziadka, Mieszka I. Miesz-ko I był zapewne archi­tek­tem dru­giego mał­żeń­stwa swo­jego pier­wo­rod­nego syna Bole­sława, podob­nie jak jego poprzed­niego związku. Thiet­mar dowo­dzi bowiem, że Chro­bry żenił się czte­ro­krot­nie. Naj­pierw poślu­bił "córkę mar­gra­biego Ryg­daga, którą następ­nie odpra­wił. Z kolei pojął za żonę Węgierkę, z którą miał syna Bez­pryma, lecz i tę rów­nież prze­pę­dził. Trze­cią [żoną] była Emnilda, córka czci­god­nego księ­cia Dobro­mira, która - Chry­stu­sowi wierna - nie­sta­teczny umysł swo­jego męża ku dobremu zawsze kie­ro­wała i nie usta­wała w zabie­gach, by przez wielką szczo­dro­bli­wość w jał­muż­nach i umar­twie­niach odpo­ku­to­wać za grze­chy ich obojga. Uro­dziła ona dwóch synów: jed­nego Mieszka i dru­giego, któ­rego ojciec nazwał imie­niem swo­jego uko­cha­nego władcy, ponadto trzy córki, z któ­rych jedna jest ksie­nią, druga żoną grafa Her­mana, trze­cia zaś mał­żonką syna księ­cia Wło­dzi­mie­rza"1. Czwarta, a zara­zem ostat­nia żona pol­skiego króla, Oda, podob­nie jak pierw­sza, także była Niemką. Z nią Bole­sław docze­kał się córki Matyldy.

Jak widać, dwa pierw­sze związki ojca Bez­pryma zakoń­czyły się czymś w rodzaju roz­wodu, jego mał­żonki zostały bowiem, jak pisze Thiet­mar, wypę­dzone. Wbrew pozo­rom nie było w tym nic dziw­nego ani szo­ku­ją­cego, wszak roz­ma­ici władcy euro­pej­scy, mimo że byli chrze­ści­ja­nami, pozby­wali się swo­ich mał­żo­nek pod byle pre­tek­stem, odsy­ła­jąc je do domu rodzi­ców lub odda­jąc do klasz­toru. I nie­ko­niecz­nie było to spo­wo­do­wane ich afek­tem do młod­szej i ład­niej­szej kobiety, cho­ciaż histo­ria zna i takie przy­padki, ale inte­re­sem dyna­stycz­nym i aktu­al­nymi poli­tycz­nymi soju­szami, któ­rych gwa­ran­cją było zawarte mał­żeń­stwo. Opie­ra­jąc się na dość nie­pew­nych źró­dłach, współ­cze­śni histo­rycy spe­ku­lują, że pierw­sza żona Chro­brego, o któ­rej wia­domo jedy­nie, że była córką Ryg­daga, mar­gra­biego Miśni, mogła nosić imię Henilda, Hem­milda, Her­mi­nilda lub Oda. Krótko po ślu­bie, do któ­rego doszło pomię­dzy 982 a 984 rokiem, Mieszko wypra­wił pier­wo­rod­nego do Mało­pol­ski, którą prze­ka­zał mu we wła­da­nie. Wygląda na to, że pierw­sze mał­żeń­stwo Bole­sława nie było udane, skoro nie pro­te­sto­wał, kiedy w 985 roku, wkrótce po śmierci swego teścia, miśnień­skiego mar­gra­biego, pol­ski władca uznał, iż ze względu na inte­res pań­stwa widziałby w roli swo­jej syno­wej inną kobietę, i pole­cił odpra­wić żonę Bole­sława. Wpraw­dzie młody, bo zale­d­wie osiem­na­sto­letni książę zdany był na wolę ojca, ale gdyby kochał żonę, zapewne nie zgo­dziłby się na takie jej potrak­to­wa­nie. Jak można się domy­ślić, u pod­staw kolej­nego związku Miesz­ko­wica rów­nież leżały względy dyna­styczne, gdyż pierw­szemu histo­rycz­nemu władcy naszego pań­stwa marzył się sojusz z Węgrami, skąd pocho­dziła jego kolejna synowa. Do nie­dawna uwa­żano, że drugą żoną Chro­brego była córka Gejzy i księż­niczki sied­mio­grodz­kiej Sarolty. Ponie­waż Thiet­mar mówi wyłącz­nie o jej pocho­dze­niu, nie poda­jąc imie­nia ojca, zapewne sam go nie znał, a o Gejzy pisał nie­je­den raz i na pewno nie omiesz­kałby o nim wspo­mnieć także i przy oka­zji ślubu. Histo­rycy sądzą, że była córką jakie­goś mniej pro­mi­nent­nego władcy bądź ary­sto­kraty. Z kolei węgier­scy histo­rycy suge­rują, że mogła to być córka księ­cia Sied­mio­grodu, Gyuli, o imie­niu Karolda.

Druga żona Bole­sława podzie­liła jed­nak los poprzed­niczki, gdyż z nie­zna­nych powo­dów została wygnana i ode­słana na Węgry, mimo że uro­dziła syna - Bez­pryma. Imię pierw­szego syna Chro­brego także sta­nowi zagadkę dla bada­czy, można byłoby się spo­dzie­wać, że przy­szły król nada swo­jemu pier­wo­rod­nemu imię Mieszko na cześć dziadka. Tak się jed­nak nie stało. Nie otrzy­mał też imie­nia po dziadku ze strony matki, Bole­sława I Sro­giego. W dodatku imię Bez­prym nie wystę­po­wało wcze­śniej wśród pol­skich elit, skąd zatem poja­wiło się u księ­cia? Zda­niem Alek­san­dra Brücknera, pol­skiego histo­ryka i sla­wi­sty, pier­wotną formą tego imie­nia jest Bez­przem, któ­rego drugi człon wywo­dzi się od staropol­skiego, dziś już zapo­mnia­nego słowa przem, przemy, czyli szczery, otwarty, pro­sty, od któ­rego z kolei pocho­dzi współ­cze­sne słowo uprzejmy.

Inni wska­zują na podo­bień­stwo imie­nia księ­cia do nazwy węgier­skiego mia­sta Veszprém albo Bez­prem, nie bra­kuje także bada­czy dowo­dzą­cych, że syn Bole­sława uro­dził się już na Węgrzech, a nie w Pol­sce, dla­tego właś-nie otrzy­mał lokalne imię. Część histo­ry­ków opo­wiada się za taką wer­sją wyda­rzeń, doda­jąc, że młody Piast objął zarząd nad węgier­skim komi­ta­tem Veszprém, czyli odpo­wied­ni­kiem pol­skiego woje­wódz­twa. Ich zda­niem książę wró­cił do ojczy­zny swo­jego ojca dopiero w 1018 roku, pro­wa­dząc ze sobą 500 węgier­skich wojów, wysła­nych Chro­bremu przez króla Ste­fana I jako wspar­cie pol­skiej inwa­zji na Ruś. Wpraw­dzie teza, jakoby książę Bole­sław odpra­wił swoją mał­żonkę, kiedy była w ciąży, wydaje się nam dość szo­ku­jąca, ale w śre­dnio­wie­czu zda­rzały się podobne przy­padki. Taki los spo­tkał cho­ciażby nie­znaną z imie­nia żonę Gabriela (Gavrila) Rado­mira, syna buł­gar­skiego cara Samu­ela, którą około 997 roku także ode­słano do domu, na Węgry, mimo że była w odmien­nym sta­nie. Przed tym losem nie uchro­nił jej nawet potężny król Węgier Ste­fan I, jej brat.

Ist­nieje rów­nież znacz­nie mniej popu­larna hipo­teza, pod­wa­ża­jąca w ogóle pia­stow­ski rodo­wód Bez­pryma. Jej zwo­len­nicy uwa­żają, że węgier­ska księż­niczka, wycho­dząc za mąż za syna pol­skiego władcy, była w ciąży z nie­zna­nym męż­czy­zną, zatem w posagu wnio­sła nie­ślubne dziecko, owoc swo­jego panień­skiego romansu. I wła­śnie dla­tego została wygnana, a Bez­prym był źle trak­to­wany przez czło­wieka, który ofi­cjal­nie ucho­dził za jego ojca. O nie­ślub­nym pocho­dze­niu księ­cia miało świad­czyć też jego imię, które według zwo­len­ni­ków tej teo­rii ma ozna­czać czło­wieka bez pry­matu, bez prze­zna­cze­nia. Pozo­staje pyta­nie: dla­czego odpra­wia­jąc swoją mał­żonkę, Chro­bry nie ode­słał wraz z nią jej syna, będą­cego owo­cem grzesz­nego związku? Nie mógł się chyba oba­wiać, że nie będzie miał męskiego potomka, gdyż był wów­czas jesz­cze mło­dym, peł­nym sił wital­nych czło­wie­kiem.

Wydaje się jed­nak, że teza o poza­mał­żeń­skim pocho­dze­niu Bez­pryma jest mało praw­do­po­dobna. Bez­prym dora­stał na dwo­rze Bole­sława, który, roz­pra­wiw­szy się krwawo ze swo­imi przy­rod­nimi braćmi, objął nie­po­dzielną wła­dzę w pań­stwie, prze­kształ­ca­jąc je z cza­sem w potężne kró­le­stwo. Jed­nak swoim następcą nie wyzna­czył pier­wo­rod­nego syna, ale jego młod­szego przy­rod­niego brata Mieszka Lam­berta, pocho­dzą­cego z mał­żeń­stwa z Emnildą. I to wła­śnie ona mogła uknuć intrygę, która osta­tecz­nie pozba­wiła Bez­pryma korony i dzie­dzic­twa, pośred­nio dopro­wa­dza­jąc do kata­strofy, jaka spo­tkała młode pań­stwo pol­skie.

Wszystko dla syna, czyli knowania Emnildy

Można się zasta­na­wiać, dla­czego Chro­bry, naj­star­szy syn władcy roz­ra­sta­ją­cego się pań­stwa, naj­bar­dziej praw­do­po­dobny pre­ten­dent do schedy po Mieszku I, żeniąc się po raz trzeci, wybrał córkę nie­wiele zna­czą­cego księ­cia. Emnilda, bo wła­śnie tak miała na imię kolejna żona Bole­sława, uro­dziła się zapewne mię­dzy 970 a 975 rokiem w nie­zna­nym miej­scu. Według Thiet­mara jej ojcem był "czci­godny książę Dobro­mir", ale kro­ni­karz nie wspo­mniał, gdzie żył i czym wła­dał teść przy­szłego króla. A ponie­waż nikt poza nie­miec­kim mni­chem nie wspo­mina o owym władcy, nie wiemy o nim nic pew­nego. Przy­pusz­czal­nie był ostat­nim samo­dziel­nym księ­ciem Mil­czan, sło­wiań­skiego ple­mie­nia zamiesz­ku­ją­cego obszar dorze­cza gór­nego biegu Czar­nej Elstery, Sprewy i Nysy Łużyc­kiej lub wła­dał Sto­do­ra­nami, Sło­wia­nami zamiesz­ku­ją­cymi kra­inę zwaną Sto­dor, czyli dorze­cze Sprewy dol­nej i Haweli, pra­wego dopływu Łaby. Tak czy ina­czej, nie był to liczący się gracz na are­nie poli­tycz­nej, dla­tego zasta­na­wia­jące jest, dla­czego Mieszko zde­cy­do­wał się oże­nić syna wła­śnie z córką Dobro­mira. Nie­wy­klu­czone, że była to sprawka Ody, ówcze­snej mał­żonki pol­skiego władcy, która, mówiąc oględ­nie, nie darzyła swo­jego pasierba zbyt­nią sym­pa­tią. Dla niej młody, ambitny Bole­sław był tylko prze­szkodą na dro­dze do obję­cia wła­dzy przez jej synów, któ­rych docze­kała się w mał­żeń­stwie z Miesz­kiem. Z tego względu nie widziała u jego boku córki żad­nego ze zna­czą­cych ówcze­snych wład­ców - w przy­szło­ści jej pasierb żonaty z kobietą wywo­dzącą się z jakie­goś zna­mie­ni­tego rodu byłby znacz­nie trud­niej­szym prze­ciw­ni­kiem do poko­na­nia i nie tak łatwo byłoby się go pozbyć. Być może Oda liczyła także, że zahu­kaną, młodą dziew­czyną, nie­obytą w świe­cie wiel­kiej poli­tyki, będzie jej łatwo kie­ro­wać i nagi­nać do swo­ich celów. Nie można wyklu­czyć, że maco­sze Bole­sława przy­świe­cał też inny, znacz­nie wznioś-lej­szy zamiar, jakim było wzmoc­nie­nie chrze­ści­jań­stwa w Mar­chii Pół­noc­nej, w któ­rej pod koniec pano­wa­nia ojca Ody wybu­chło powsta­nie sło­wiań­skie, przy­wra­ca­jąc na tych tere­nach pogań­stwo. A tym­cza­sem żonie pol­skiego władcy marzyło się odzy­ska­nie ojco­wi­zny i wła­śnie temu celowi miał słu­żyć sojusz Mieszka z księ­ciem Sto­doran, przy­pie­czę­to­wany mał­żeń­stwem Bole­sława i Emnildy. Za taką wer­sją wyda­rzeń prze­ma­wia też fakt, że młod­sza sio­stra Ody została mniej wię­cej w tym samym cza­sie wycią­gnięta z klasz­toru, w któ­rym prze­by­wała, i wydana za innego księ­cia Sto­doran, Przy­by­sława.

Jeżeli rze­czy­wi­ście Oda maczała palce w zaaran­żo­wa­niu trze­ciego mał­żeń­stwa swo­jego pasierba, to trzeba przy­znać, że była świetną swatką, ponie­waż ten mariaż oka­zał się wyjąt­kowo trwały, a Bole­sław zna­lazł w sło­wiań­skiej księż­niczce ide­alną part­nerkę. Opie­ra­jąc się na zacho­wa­nych prze­ka­zach, śmiało można posta­wić tezę, że Emnilda była miło­ścią życia Chro­brego, co wię­cej, była nie tylko żoną i matką jego dzieci, ale także rów­no­rzędną part­nerką, wywie­ra­jąc spory wpływ na pro­wa­dzoną przez niego poli­tykę. Zda­niem kro­ni­ka­rzy była też jedyną osobą, która potra­fiła pora­dzić sobie z poryw­czym cha­rak­te­rem władcy. W samych super­la­ty­wach wypo­wiada się o niej cho­ciażby Gall Ano­nim, a nawet Thiet­mar, który nie darzył zbyt­nią sym­pa­tią ani Pola­ków, ani Bole­sława, nie bez przy­czyny zresztą nie­miecki kro­ni­karz bywa nazy­wany pierw­szym w dzie­jach pola­ko­żercą. Z jego zapi­sków wyła­nia się nie­zbyt korzystny obraz pierw­szego pol­skiego króla, który opi­sany jest w kro­nice jako podły czło­wiek, a zara­zem naj­gor­szy władca w Euro­pie. Dzie­jo­pis jed­nak bar­dzo pozy­tyw­nie wypo­wiadał się o dwóch waż­nych w życiu Bole­sława kobie­tach, jego matce księż­nej Dobra­wie i trze­ciej żonie Emnil­dzie.

Księżna jest też jedyną żoną pol­skiego władcy, o któ­rej pisze Gall Ano­nim, poświę­ca­jąc cały roz­dział "cno­cie i dobroci żony sław­nego Bole­sława", ale opi­su­jąc jej zalety, zapo­mniał poin­for­mo­wać swo­ich czy­tel­ni­ków, jak owa zacna nie­wia­sta miała na imię. Z rela­cji dzie­jo­pisa wynika nato­miast, że mał­żonka Chro­brego cie­szyła się bar­dzo silną pozy­cją na dwo­rze, nie­je­den raz wpły­wała na decy­zję męża, który dopusz­czał ją nawet do taj­nych narad w spra­wach pań­stwo­wych. Bywało także, że zapo­bie­gała wyko­ny­wa­niu wyro­ków śmierci, zbyt pochop­nie wyda­nych przez poryw­czego Bole­sława, a przy­naj­mniej tak twier­dzi Gall Ano­nim.

Jeżeli Oda rze­czy­wi­ście zaaran­żo­wała mariaż sło­wiań­skiej księż­niczki z Bole­sła­wem, to musiała tego żało­wać. Nie dość, że żona jej pasierba nie oka­zała się bez­wolną kukiełką w jej rękach, to jesz­cze jej konek­sje i powią­za­nia rodzinne pozwo­liły Chro­bremu na zawią­za­nie korzyst­nych soju­szy w Niem­czech, dzięki czemu mógł odnieść zwy­cię­stwo w woj­nie z maco­chą o schedę po Mieszku I. Tak przy­naj­mniej sądzi nie­miecki medie­wi­sta Her­bert Ludat, który uważa, że Emnilda była powi­no­watą poważ­nego kan­dy­data do cesar­skiego tronu, zamor­do­wa­nego w 1002 roku księ­cia Ekke­harda I, mar­gra­biego Miśni, co czy­niło ją osobą wpły­wową na cesar­skim dwo­rze.

Wydaje się jed­nak, że Emnilda nie była ide­ałem, za jaki ucho­dziła w oczach Thiet­mara i Galla, nie można także wyklu­czyć, że wize­ru­nek przed­sta­wiony przez Galla jest po pro­stu czymś w rodzaju arty­stycz­nego zabiegu sto­so­wa­nego przez innych kro­ni­ka­rzy w całej Euro­pie. Tak się składa, że we wszyst­kich śre­dnio­wiecz­nych kro­ni­kach można zna­leźć opisy mądrych, roz­trop­nych, a zara­zem łagod­nych żon wład­ców, wspie­ra­ją­cych mężów w rzą­dach. Taka postać poja­wia się cho­ciażby u Wipona, piszą­cego o Gizeli, uko­cha­nej żonie Kon­rada II, która zda­niem kro­ni­ka­rza prze­wyż­szała inte­li­gen­cją wszyst­kich dostoj­ni­ków i dorad­ców swego męża. Roz­tropne, pobożne kobiety wspie­ra­jące wład­ców w trud­nym dziele rzą­dze­nia poja­wiają się także w lite­ra­tu­rze karo­liń­skiej, którą Gall jako przy­bysz z rejo­nów daw­nego impe­rium Karola Wiel­kiego musiał dobrze znać. Jed­nak w owych peanach na cześć trze­ciej żony Chro­brego musi być ziarno prawdy, skoro w iden­tycz­nym tonie wypo­wiada się o niej Thiet­mar.

Śmiało można posta­wić tezę, że Emnilda i Bole­sław byli kocha­jącą się parą, któ­rej udało się prze­żyć w szczę­ściu i har­mo­nii pra­wie trzy­dzie­ści lat, rzecz nie­by­wale rzadka wśród mał­żeństw ówcze­snych wład­ców. Chro­bry docze­kał się ze swoją trze­cią żoną piątki dzieci, trzech córek, przy czym znamy imię tylko jed­nej - Rege­linda - oraz dwóch synów: Mieszka Lam­berta i Ottona, któ­rego ojcem chrzest­nym był cesarz Otton III; chło­piec otrzy­mał imię wła­śnie po tym nie­tu­zin­ko­wym władcy.

Naj­praw­do­po­dob­niej Emnilda po przyj­ściu na świat Mieszka Lam­berta, który uro­dził się w 990 roku, posta­no­wiła zadbać o osa­dze­nie go na tro­nie z pomi­nię­ciem pra­wo­wi­tego następcy tronu, Bez­pryma. Nie była jed­nak żądna krwi i nie dążyła do śmierci pasierba, chciała pozba­wić go tronu znacz­nie łagod­niej­szymi meto­dami. I osta­tecz­nie odnio­sła zwy­cię­stwo: Bez­prym został odsu­nięty od tronu i wysłany do klasz­toru, w dodatku do dale­kiej Ita­lii. Pyta­nie tylko, jakimi argu­men­tami posłu­żyła się Emnilda, by dopro­wa­dzić do ode­sła­nia Bez­pryma, bo chyba nie jest łatwo prze­ko­nać ojca do skrzyw­dze­nia swego pier­wo­rod­nego syna, tym bar­dziej że nie zacho­wały się żadne prze­kazy o jakimś kary­god­nym zacho­wa­niu mło­dego księ­cia. Dla­tego część współ­cze­snych bada­czy uważa, że sprytna kobieta zasto­so­wała pod­stęp: dzięki jej wpły­wom Bez­prym poczuł powo­ła­nie do życia w zako­nie, a nawet fascy­na­cję misty­cy­zmem i życiem pustel­ni­czym. A potem, kiedy zde­cy­do­wał się w tajem­nicy przed ojcem wcie­lić w życie swoje marze­nia, maco­cha pomo­gła mu w reali­za­cji tych pla­nów.

Nie można rów­nież wyklu­czyć, że mło­dzie­niec pod­jął tę decy­zję samo­dziel­nie, bez udziału Emnildy. Wpraw­dzie współ­cze­snym ludziom wydaje się nie­do­rzeczne, by ktoś, kto ma w per­spek­ty­wie obję­cie po ojcu wła­dzy w pań­stwie, które rośnie w siłę, dobro­wol­nie wybrał życie pustel­ni­cze, ale wbrew pozo­rom jest to dość praw­do­po­dobne. Mło­dość Bez­pryma przy­pa­dała bowiem na prze­łom wie­ków, kiedy wie­rzono, że wkrótce nastąpi koniec świata. Co wię­cej, za tym, że kres nastąpi wła­śnie w 1000 roku, opo­wia­dał się rów­nież św. Augu­styn, który pisał, że wła­śnie wów­czas nastąpi "począ­tek siód­mego okresu ludz­kiej histo­rii, w któ­rym święci będą już mogli cie­szyć się chwałą urze­czy­wist­nio­nego Kró­le­stwa"2.

Owe zło­wro­gie prze­po­wied­nie zda­wały się potwier­dzać klę­ski głodu i zarazy, jak rów­nież różne ano­ma­lie kli­ma­tyczne i zło­wro­gie, nie­spo­ty­kane wcze­śniej zja­wi­ska, skru­pu­lat­nie odno­to­wy­wane przez ówcze­snych kro­ni­ka­rzy. Nie­mal codzien­nie w każ­dym euro­pej­skim gro­dzie poja­wiali się wędrowni kazno­dzieje wiesz­czący ponowne nadej­ście Zba­wi­ciela i nama­wia­jący chrze­ści­jan do pokuty i przy­go­to­wa­nia się na jego przyj­ście. Na mło­dych, egzal­to­wa­nych ludzi, do któ­rych mógł zali­czać się Bez­prym, wywie­rało to wielki wpływ. Ale jesz­cze więk­sze wra­że­nie niż księża wygła­sza­jący pło­mienne kaza­nia wywarł na Bez­prymie młody cesarz Otton III, który w 1000 roku przy­był do Gnie­zna z piel­grzymką do grobu św. Woj­cie­cha. Ten mło­dziutki, udu­cho­wiony i nie­by­wale wraż­liwy władca, znaj­du­jący się pod prze­moż­nym wpły­wem bene­dyk­tyna Ger­berta z Auril­lac, póź­niej­szego papieża Syl­we­stra II, chciał przed nadej­ściem dni osta­tecz­nych połą­czyć w jedną chrze­ści­jań­ską rodzinę: Ger­ma­nię, Galię, Ita­lię i Scla­vi­nię (czyli kraj Chro­brego).

Wpraw­dzie w roku 1000 nic się nie wyda­rzyło, ale za to ów rok, jak wia­domo, zapi­sał się zło­tymi gło­skami w dzie­jach naszej pań­stwo­wo­ści. Chro­bry nie szczę­dził gro­sza, by god­nie przy­jąć Ottona III, i wywarł na cesa­rzu bar­dzo korzystne wra­że­nie, zysku­jąc jego popar­cie. Cesarz publicz­nie oświad­czył: "wobec wszyst­kich: "Nie godzi się takiego i tak wiel­kiego męża, jakby jed­nego spo­śród dostoj­ni­ków księ­ciem nazy­wać lub hra­bią, lecz [wypada] chlub­nie wynieść go na tron kró­lew­ski i uwień­czyć koroną". A zdjąw­szy z głowy swej dia­dem cesar­ski, wło­żył go na głowę Bole­sława na [zada­tek] przy­mie­rza i przy­jaźni, i za cho­rą­giew try­um­falną dał mu w darze gwóźdź z krzyża Pań­skiego wraz z włócz­nią św. Mau­ry­cego [...]"3.Wło­że­nie na głowę Chro­brego cesar­skiego dia­demu można zin­ter­pre­to­wać jako swego rodzaju świecką formę koro­na­cji pol­skiego księ­cia bądź jedy­nie zgodę cesa­rza na jego koro­na­cję w przy­szło­ści. Z kolei współ­cze­sny nie­miecki medie­wi­sta, Johan­nes Fried, twier­dzi, że póź­niej­sza cere­mo­nia koro­na­cji Chro­brego w 1025 roku była jedy­nie odno­wie­niem tej doko­na­nej w roku 1000 przez Ottona III.

Nie skoń­czyło się jedy­nie na gestach: cesarz nie tylko zwol­nił Chro­brego z obo­wiązku pła­ce­nia try­butu, dając mu także peł­nię wła­dzy nad nowo utwo­rzoną pro­win­cją kościelną z ośrod­kiem w Gnieź­nie, ale rów­nież przy­rzekł jego synowi rękę swo­jej sio­strze­nicy. Przyj­muje się, że cho­dziło o Mieszka, ale część histo­ry­ków uważa, że szczę­ścia­rzem, który miał poślu­bić cesar­ską krewną, był naj­star­szy syn Bole­sława, Bez­prym, jesz­cze wów­czas pra­wo­wity następca tronu. Co wię­cej, Chro­bry dostą­pił zaszczytu towa­rzy­sze­nia cesa­rzowi aż do Akwi­zgranu w celu odda­nia hołdu spo­czy­wa­ją­cemu tam Karo­lowi Wiel­kiemu, któ­rego Otton III szcze­gól­nie czcił. Potem pol­ski książę wró­cił do kraju, ale Bez­prym zapewne pozo­stał u boku cesa­rza, wraz z któ­rym dotarł do Pon Petri pod Rawenną, gdzie miesz­kał i nauczał cie­szący się wów­czas wiel­kim sza­cun­kiem i powa­ża­niem ere­mita św. Romu­ald, nota­bene zało­ży­ciel zakonu Kame­du­łów.

Młody książę musiał być pod wiel­kim wra­że­niem jego nauk, gdyż z wła­snej woli pozwo­lił się zamknąć w klasz­to­rze pod Rawenną, któ­rego klau­zula naka­zy­wała bez­względne mil­cze­nie i usta­wiczne posty, pod­czas gdy w domu cze­kały na niego dostat­nie życie, wła­dza i bogac­two. Wspo­mniany święty namó­wił do zmiany życia nie tylko Bez­pryma, magii jego oso­bo­wo­ści ule­gło wielu boga­tych mło­dzień­ców, w tym także Otton III. Cesarz, prze­ciwko któ­remu, w cza­sie gdy zja­wił się w pustelni mni­cha pod Rawenną, czyli w 1001 roku, zbun­to­wał się Rzym, był w bar­dzo złym sta­nie psy­chicz­nym, dla­tego słowa mni­cha o koniecz­no­ści umar­twia­nia się i poku­to­wa­nia za grze­chy padły na podatny grunt. Władca przy­wdział wło­sie­nicę i wraz z zakon­ni­kami nocami modlił się, pościł i pra­wie nie sypiał, obie­cał nawet Romu­al­dowi, że zrzek­nie się kró­le­stwa, bogactw oraz wszel­kich docze­snych przy­jem­no­ści i wstąpi do zakonu. Naj­wi­docz­niej młody cesarz prze­żył poważne zała­ma­nie psy­chiczne, które jakoś zdo­łał prze­zwy­cię­żyć i wró­cić do rów­no­wagi. Wraz z psy­chicz­nym zdro­wiem powró­ciły też plany poślu­bie­nia bizan­tyj­skiej księż­niczki, ale ich nie zre­ali­zo­wał, gdyż wkrótce zmarł.

Tym­cza­sem Bez­prym, na prze­kór ojcu, posta­no­wił wstą­pić do stanu duchow­nego i na długo pozo­stał w klasz­to­rze. Ten zupeł­nie irra­cjo­nalny postę­pek mógł roz­sier­dzić Chro­brego i skło­nić go do wyzna­cze­nia na swego następcę młod­szego syna, Mieszka Lam­berta. Co cie­kawe, nawet taki akt nie­po­słu­szeń­stwa ze strony naszego boha­tera wcale nie musiał ozna­czać, że zna­lazł się na stra­co­nej pozy­cji.

Na bocznym torze

Według pro­fe­sora Bła­żeja Śli­wiń­skiego, histo­ryka medie­wi­sty, autora książki Bez­prym. Pier­wo­rodny syn pierw­szego króla Pol­ski, Chro­bry puścił w nie­pa­mięć zuchwały i zupeł­nie irra­cjo­nalny postę­pek naj­star­szego syna, który na szczę­ście nie zdą­żył jesz­cze zło­żyć ślu­bów zakon­nych. Na sku­tek sta­rań pol­skiego władcy na początku 1002 roku mło­dego księ­cia oddzie­lono od reszty zakon­ni­ków, a ten, prze­my­ślaw­szy sprawę, doszedł jed­nak do wnio­sku, że znacz­nie lepiej będzie się czuł w roli władcy niż ere­mity, i osta­tecz­nie zde­cy­do­wał się na powrót do kraju. Kto wie, może magne­sem była obiet­nica mał­żeń­stwa z cesar­ską krewną? Trzeba jed­nak przy­znać, że dał sobie czas do namy­słu, skoro w podróż do domu wyru­szył dopiero w 1004 roku. Być może zwłoka była spo­wo­do­wana ocze­ki­wa­niem na koniec świata. Ponie­waż w 1000 roku nic złego się nie wyda­rzyło, bogo­bojni mężo­wie i samo­zwań­czy pro­rocy uznali, że dobry Bóg oka­zał swemu ludowi łaskę, ale by­naj­mniej nie ozna­cza to, iż można ode­tchnąć z ulgą. Uwa­żano, że nadej­ście Zba­wi­ciela zostało odro­czone do 1003 roku, w któ­rym przy­pa­dała tysięczna rocz­nica śmierci Chry­stusa na krzyżu. Kiedy jed­nak zapo­wia­dane przyj­ście Chry­stusa nie nastą­piło także w 1003 roku, Bez­prym uznał, że naj­wyż­sza pora wra­cać do domu i wywią­zać się ze swo­ich dyna­stycz­nych obo­wiąz­ków.

Zapewne osta­tecz­nie odzie­dzi­czyłby ojcow­ską schedę i oże­nił się z sio­strze­nicą cesa­rza Ottona III, gdyby nie wra­cał przez tery­to­rium Czech. Tam wpadł w ręce księ­cia Jaro­mira, Prze­my­ślidy panu­ją­cego ówcze­śnie w tym pań­stwie, który miał z Chro­brym stare rachunki do wyrów­na­nia. Wpraw­dzie pol­ski władca oso­bi­ście nie nara­ził się cze­skiemu księ­ciu, ale jego sojusz­nik, Bole­sław Rudy, star­szy brat Jaro­mira, swego czasu pozba­wił go męsko­ści. Jaro­mir, nie mogąc dopaść Chro­brego ani jego sojusz­nika, doko­nał zemsty na Bez­pry­mie. Jest to jed­nak hipo­teza oparta na dość wątłych prze­słan­kach, ponie­waż nie­gdy­siej­szy prze­śla­dowca Jaro­mira, Bole­sław Rudy, sam ucier­piał z ręki Pia­sta, który, nie­za­do­wo­lony z jego poli­tycz­nych poczy­nań, pod­stę­pem zwa­bił go do Kra­kowa, a następ­nie ośle­pił. Dla­czego zatem Jaro­mir miałby pozba­wiać męsko­ści Bez­pryma? Jeżeli jed­nak przy­pusz­cze­nia histo­ryka są uza­sad­nione, to nie­szczęs-ny książę jako kastrat auto­ma­tycz­nie stra­cił prawo do dzie­dzi­cze­nia ojco­wi­zny, które prze­szło na Mieszka. W oczach ówcze­snych ludzi wyka­stro­wany władca tra­cił prawo do wła­dzy. Mał­żeń­stwo z sio­strze­nicą Ottona także nie wcho­dziło w grę, zatem odtąd w cha­rak­te­rze jej narze­czo­nego wystę­po­wał młod­szy syn Bole­sława. Pier­wo­rodny na otar­cie łez dostał zapewne od ojca jakąś mało zna­czącą dziel­nicę jego wiel­kiego pań­stwa, cho­ciaż źró­dła nie wspo­mi­nają na ten temat. W dodatku Chro­bry cal­ko­wi­cie odsu­nął go od spraw pań­stwa, co zapewne bole­śnie zabo­lało Bez­pryma.

Nie ma oczy­wi­ście żad­nych dowo­dów na potwier­dze­nie powyż­szej wer­sji o kastra­cji Bez­pryma, a on mógł stra­cić prawo do tronu za sprawą kno­wań Emnildy. Nie­wy­klu­czone rów­nież, że Chro­bry ni­gdy nie widział w nim swo­jego spad­ko­biercy, bo książę nie był jego bio­lo­gicz­nym synem. Tak czy ina­czej nie­szczę­śnik został odsta­wiony na boczny tor, a poczu­cie krzywdy spa­czyło psy­chikę tego mło­dego, osiem­na­sto­let­niego czło­wieka, budząc w nim jed­no­cze­śnie pra­gnie­nie zemsty. Ale na razie cze­kał na dogodny moment. Wydaje się zresztą, że Mieszko, zapewne za sprawą matki, był znacz­nie lepiej przy­go­to­wany do roli przy­szłego władcy niż jego star­szy brat. Ze źró­deł z epoki wynika, że otrzy­mał sta­ranne wykształ­ce­nie, sto­sun­kowo wcze­śnie wpro­wa­dzano go w arkana dyplo­ma­cji i sztukę dowo­dze­nia woj­skiem, wła­dał języ­kiem nie­miec­kim i znał łacinę, z pew­no­ścią umiał też czy­tać, ale zapewne obca mu była sztuka pisa­nia. I nie było w tym nic dziw­nego, w owych cza­sach pisa­nie uzna­wano bowiem za rze­mio­sło, a więc rzecz nie­godną władcy. Ponie­waż Otton III, który przy­rzekł oddać swoją sio­strze­nicę synowi Chro­brego, zmarł w 1002 roku, nale­żało uzy­skać zgodę na mariaż od panu­ją­cego wów­czas Hen­ryka II. Ten zaapro­bo­wał plany matry­mo­nialne swo­jego poprzed­nika, słusz­nie licząc, że zyska w ten spo­sób sojusz­nika w pol­skim władcy. Do ślubu Mieszka i Rychezy, bo wła­śnie tak miała na imię córka pala­tyna reń­skiego Eren­frieda Ezzona i Matyldy, córki Ottona II, sio­stry zmar­łego cesa­rza, doszło w 1013 roku. I cho­ciaż para wyda­wała się wyjąt­kowo dobrana, nie było to szczę­śliwe mał­żeń­stwo.

Wydaje się także, że Mieszko, mimo że pod wzglę­dem wykształ­ce­nia i oby­cia zde­cy­do­wa­nie góro­wał nad Chro­brym, miał kom­pleks niż­szo­ści wobec swego sław­nego ojca. I był gotów na wszystko, by udo­wod­nić całemu światu, że jest godzien być jego następcą. Dla­tego sta­rał się wszel­kimi spo­so­bami zaim­po­no­wać rodzi­cowi, decy­du­jąc się na praw­dzi­wie stra­ceń­cze misje i nie­bez­pieczne kam­pa­nie wojenne. Oliwy do ognia dole­wała także jego żona, ambitna Rycheza, która chciała być rów­no­rzędną part­nerką dla swo­jego mał­żonka i mieć wpływ na losy pań­stwa, co z kolei nie­zbyt podo­bało się Miesz­kowi. W święta wiel­ka­nocne 1025 roku speł­niło się w końcu marze­nie Chro­brego, który zwień­czył swe skro­nie koroną kró­lew­ską, koro­nu­jąc także swo­jego następcę oraz jego mał­żonkę, cho­ciaż nie­wy­klu­czone, że Mieszko i Rycheza zostali koro­no­wani nieco póź­niej w tym samym roku, już po śmierci króla, który zmarł 17 czerwca 1025 roku.

Mogłoby się wyda­wać, że młody król stoi na czele wiel­kiego, dostat­niego pań­stwa, ale były to tylko pozory: kraj zaczął się roz­pa­dać jesz­cze za życia Bole­sława, który na sku­tek poli­tycz­nych błę­dów naj­pierw utra­cił wła­dzę w Cze­chach, a potem Pomo­rze Zachod­nie, bar­dzo ważne dla wymiany han­dlo­wej z Zacho­dem, przede wszyst­kim z cesar­stwem. Nie udało mu się także utrzy­mać Moraw. Kiedy wła­dzę obej­mo­wał Mieszko II, sytu­acja finan­sowa pań­stwa także nie była dobra, skoro król już w 1025 roku pod­jął decy­zję o zaprze­sta­niu bicia monet. Na domiar złego świeżo upie­czony władca zale­d­wie trzy lata po obję­ciu tronu zor­ga­ni­zo­wał zbrojną wyprawę na Niemcy, a kon­kret­nie na Sak­so­nię, i nie był to jego pierw­szy atak na te zie­mie: już w 1015 roku popro­wa­dził woj­ska Chro­brego prze­ciwko cesa­rzowi, a w trak­cie tej wyprawy oble­gał Miśnię. Jest to o tyle zaska­ku­jące, że obroną mia­sta dowo­dził hra­bia Her­man, mąż Rege­lindy, sio­stry Mieszka. Zdaje się, że rodzeń­stwo nie darzyło się miło­ścią, skoro w trak­cie swo­jej dru­giej wyprawy w 1028 roku Mieszko także ruszył na Miśnię. Wyka­zał się przy tym wyjąt­kową bez­względ­no­ścią, a nawet okru­cień­stwem, bo autor rocz­nika z Hil­de­she­imu pisze, że pol­ski władca "napadł ze swoim potęż­nym woj­skiem zbó­jecko na wschod­nie poła­cie Sak­so­nii. Doko­naw­szy pod­pa­leń i łupiestw, pomor­do­wał wielu mężów, poj­mał wiele kobiet i uśmier­cił nie­sły­cha­nymi wprost mor­dami nie­zli­czoną liczbę dzieci. On sam i jego ludzie, zaiste będący wspól­ni­kami dia­bła, sro­żyli się nie­zwy­kłą suro­wo­ścią okru­cień­stwa w kra­jach chrze­ści­jań­skich, na oczach Boga"4. Mieszko oka­zał się zatem nie­odrod­nym synem swo­jego ojca, gdyż Bole­sław także sły­nął z bez­względ­no­ści i okru­cień­stwa, wśród ówcze­snych wład­ców nie był pod tym wzglę­dem wyjąt­kiem. Wręcz prze­ciw­nie, śmiało można stwier­dzić, że wpi­sy­wał się w śre­dnio­wieczny model spra­wo­wa­nia wła­dzy.

Ponie­waż rajza Mieszka II nie miała żad­nego poli­tycz­nego uza­sad­nie­nia, możemy przy­pusz­czać, że chciał on udo­wod­nić całemu światu, a przede wszyst­kim kry­ty­ku­ją­cym jego koro­na­cję Niem­com, że jest godzien być kró­lem. Nie zda­wał sobie jed­nak sprawy, jak wielki popeł­nia błąd, bo o ile wcze­śniej widziano w nim wyłącz­nie żało­snego uzur­pa­tora, o tyle po najeź­dzie na Sak­so­nię uznano go za wcie­le­nie dia­bła. A wła­śnie na takie potknię­cie cze­kał Bez­prym, który by­naj­mniej nie zamie­rzał rezy­gno­wać ze schedy po Bole­sła­wie.

Próba pierwszego rozbioru Polski?

Bez­prym, w prze­ci­wień­stwie do swo­ich młod­szych braci, uro­dził się w cza­sach, kiedy Bole­sław Chro­bry był uwa­żany za następcę tronu, ale jego pozy­cja była poważ­nie zagro­żona za sprawą mło­dej żony Mieszka I, Ody, która doło­żyła wszel­kich sta­rań, by zabez­pie­czyć schedę dla swo­ich synów, co jej się osta­tecz­nie udało. W rezul­ta­cie Mieszko nie uwzględ­nił go nawet w doku­men­cie Dagome iudex, co zda­niem bada­czy może ozna­czać, że wydzie­dzi­czył swo­jego pier­wo­rod­nego. Wydaje się jed­nak, że władca we wspo­mnia­nym doku­men­cie podzie­lił mię­dzy swo­ich dwóch młod­szych synów wyłącz­nie obszar sta­no­wiący rdzeń jego pań­stwa, a więc zie­mie nale­żące do Polan oraz tery­to­ria naj­le­piej z nimi zin­te­gro­wane, Bole­sła­wowi nato­miast przy­pa­dła Mało­pol­ska. Chro­bry nie miał zamiaru dzie­lić się z nikim wła­dzą, dla­tego po śmierci ojca w maju 992 roku bły­ska­wicz­nie przy­stą­pił do dzia­ła­nia, sku­pia­jąc pod swoim pano­wa­niem całą ojco­wi­znę, a swo­ich przy­rod­nich braci oraz ich matkę po pro­stu wygnał z kraju.

Bez­prym posta­no­wił zatem pójść w jego ślady i odzy­skać należny mu tron, cho­ciaż zda­wał sobie sprawę, że nawet razem z Otto­nem, z któ­rym sprzy­mie­rzył się prze­ciwko Miesz­kowi, nie zdoła zagro­zić bratu, dla­tego posta­no­wił poszu­kać sojusz­ni­ków. I to ze zna­ko­mi­tym skut­kiem, sto­sun­kowo szybko zdo­był bowiem grono sprzy­mie­rzeń­ców, wśród któ­rych nie bra­ko­wało wpły­wo­wych osób, w tym także hie­rar­chów Kościoła. Kiedy Mieszko zorien­to­wał się, co się święci, postą­pił tak samo jak nie­gdyś Bole­sław Chro­bry: wygnał obu braci z kraju. Jed­nak Bez­prym nie dał za wygraną i wraz z Otto­nem udał się na wschód, do Kijowa, by poszu­kać pomocy u księ­cia Jaro­sława Mądrego. Być może postą­pił tak za radą ruskiej księż­niczki Prze­cławy, młod­szej sio­stry kijow­skiego władcy, którą przed laty Bole­sław Chro­bry po zdo­by­ciu Kijowa zgwał­cił, a następ­nie upro­wa­dził do Pol­ski, by trzy­mać ją w cha­rak­te­rze nałoż­nicy, odwie­dza­jąc ją w alko­wie znacz­nie czę­ściej niż Odę, którą poślu­bił po śmierci Emnildy. Ale dumna ruska księż­niczka tylko cze­kała na dogodny moment, by doko­nać zemsty, dla­tego pod­bu­rzała synów swo­jego prze­śla­dowcy prze­ciwko pra­wo­wi­temu władcy. Liczyła zapewne, że dzięki zaan­ga­żo­wa­niu Jaro­sława w kon­flikt pomię­dzy Miesz­kiem a jego braćmi będzie mogła wresz­cie wró­cić do ojczy­zny.

Tym­cza­sem Bez­prym mocno się roz­cza­ro­wał, Jaro­sław bowiem, zaan­ga­żo­wany w wojnę ze swoim bra­tem, nie miał zamiaru wda­wać się w kolejny kon­flikt, i to poza gra­ni­cami kraju, i chyba nie czuł się na siłach wal­czyć z następcą potęż­nego Chro­brego. Obu ksią­żąt wpraw­dzie nie odpra­wił, ale też ich nie roz­piesz­czał: zda­niem jed­nego z nie­miec­kich kro­ni­ka­rzy przez rok pol­scy ksią­żęta wege­to­wali na Rusi, pozba­wieni wspar­cia ze strony kijow­skiego władcy. Nawy­kły do cze­ka­nia Bez­prym był jed­nak cier­pliwy i nie tra­cił nadziei.

Tym­cza­sem Mieszko, pewny swo­jej pozy­cji na tro­nie, zaan­ga­żo­wał się w kolejną wojnę z cesar­stwem, znaj­du­ją­cym się wów­czas pod pano­wa­niem Kon­rada II. Nie­miecki władca w 1031 roku naje­chał Pol­skę, odniósł zwy­cię­stwo, zmu­sza­jąc Mieszka II do odda­nia zagar­nię­tych przez niego wcze­śniej Miśni i Łużyc. Na wieść o tym Bez­prym zare­ago­wał bły­ska­wicz­nie, posta­na­wia­jąc pozy­skać cesa­rza dla swo­jej sprawy. Nie miał jed­nak zamiaru jechać do Nie­miec oso­bi­ście, lecz wysłał tam w cha­rak­te­rze emi­sa­riu­sza młod­szego brata Ottona, chrze­śniaka jed­nego z poprzed­ni­ków Kon­rada II na cesar­skim tro­nie. Poza tym naj­młod­szy syn Bole­sława był rodzo­nym bra­tem wpły­wo­wej wów­czas Rege­lindy, żony mar­gra­biego Miśni, która miała z Miesz­kiem rachunki do wyrów­na­nia. Wpraw­dzie rodzeń­stwo się nie znało, bo córka Chro­brego wyszła za mąż i opu­ściła rodzinny dom, gdy jej naj­młod­szy brat miał nie­spełna trzy lata, ale łączyły ich więzy krwi. Czas poka­zał, że Bez­prym nie mylił się w swo­ich rachu­bach, gdyż Rege­linda inter­we­nio­wała w spra­wie pokrzyw­dzo­nego Ottona u żony cesa­rza, Gizeli, a ta miała silny wpływ na Kon­rada. W efek­cie Otton wta­jem­ni­czył władcę w szcze­góły planu uknu­tego wcze­śniej przez Bez­pryma, który zakła­dał roz­biór ich kraju. Bez­prym zamie­rzał namó­wić cesa­rza, by ude­rzył na Pol­skę wraz z kijow­skim księ­ciem i ude­rze­niem ze wschodu i z zachodu poko­nał Mieszka II.

Kon­rad II dał się prze­ko­nać, a Bez­prym w tym cza­sie pra­co­wał nad Jaro­sła­wem i w 1031 roku nasz kraj został zaata­ko­wany jed­no­cze­śnie ze wschodu i z zachodu. "Jaro­sław i Mści­sław [jeden z braci księ­cia oraz Prze­cławy - I.K.] zebrali wojów mno­gich, poszli na Lachów i zajęli Grody Czer­wień­skie znowu, i spu­sto­szyli zie­mię lacką, i mnó­stwo Lachów przy­wie­dli, i roz­dzie­lili ich. Jaro­sław osa­dził swo­ich nad Rosią, i są do dziś"5 - czy­tamy w ruskim lato­pi­sie Nestora. Mieszko, który był osła­biony wojną na Łuży­cach, nie miał siły, aby prze­ciw­sta­wić się dwóm wro­gim armiom, dla­tego poszu­kał schro­nie­nia w Cze­chach, gdzie wła­dał Udar­lyk (Oldrzych), brat Jaro­mira i Bole­sława III. Cze­ski władca nie przy­wi­tał jed­nak księ­cia z otwar­tymi ramio­nami, wręcz prze­ciw­nie - nie dość, że wtrą­cił go do wię­zie­nia, to jesz­cze... wyka­stro­wał. A wła­dzę w Pol­sce prze­chwy­cił trium­fu­jący Bez­prym, który zapewne wkro­czył do Wiel­ko­pol­ski na czele oddziału ruskich wojów.

Tyran i ludobójca

Bez­prym dosko­nale zda­wał sobie sprawę, że wła­dzę zawdzię­cza wyłącz­nie inter­wen­cji sprzy­mie­rzo­nych armii, a przede wszyst­kim cesa­rzowi, dla­tego nie zamie­rzał koro­no­wać się na króla. Wpraw­dzie Mieszko mar­nie egzy­sto­wał w cze­skim lochu, ale w kraju na­dal prze­by­wali zarówno żona oba­lo­nego monar­chy, Rycheza, jak i jego naj­star­szy syn, Kazi­mierz Karol, i oboje byli solą w oku nowego władcy. Zapewne z chę­cią wypra­wiłby tę parę na tam­ten świat, ale wie­dział, że jeżeli wpro­wa­dzi swój zamiar w czyn, zadrze nie tylko z naj­po­tęż­niej­szymi nie­miec­kimi rodami, ale także z samym cesa­rzem. Z kolei Rycheza zapewne począt­kowo sprzy­jała Bez­prymowi, zwłasz­cza że jej mał­żeń­stwo z Miesz­kiem od dawna było fik­cją, mimo że para docze­kała się trójki dzieci, dwóch córek i syna. Nie­wy­klu­czone, że liczyła na to, że jej szwa­gier uczyni swoim następcą Kazi­mierza Karola, ale ten się by­naj­mniej do tego nie kwa­pił. Zda­niem nie­któ­rych histo­ry­ków Bez­prym zamie­rzał prze­ka­zać tron swo­jemu synowi Roma­nowi, któ­rego miał z nie­znaną z imie­nia Rusinką.

I cho­ciaż póź­niejsi histo­rycy rzu­cali na Rychezę gromy za jej nie­lo­jal­ność wobec nie­obec­nego mał­żonka, trzeba przy­znać, że nie miała innego wyj­ścia, jak tylko uda­wać sojusz­niczkę nowego władcy. Nie mogła prze­cież zmon­to­wać odpo­wied­nio sil­nego stron­nic­twa prze­ciw uzur­pa­to­rowi, bo jej szwa­gier wyciął w pień wszyst­kich zwo­len­ni­ków nie­obec­nego Mieszka. Trudno też było ocze­ki­wać, że cesarz wyru­szy jej z pomocą. Ist­niało rów­nież realne nie­bez­pie­czeń­stwo, że nowy władca wpad­nie na genialny pomysł, by roz­wieść ją z Miesz­kiem i samemu wstą­pić z nią w zwią­zek mał­żeń­ski. Nie zna­czy to oczy­wi­ście, że Bez­prym zapa­łał uczu­ciem do szwa­gierki - taka decy­zja byłaby wyni­kiem chłod­nej, poli­tycz­nej kal­ku­la­cji. Uzur­pa­tor mógł liczyć, że po takim wymu­szo­nym ślu­bie, korzy­sta­jąc z pomocy jej potęż­nych krew­nych, zwień­czy swe skro­nie koroną. A do tego Rycheza nie mogła dopu­ścić. Odcze­kaw­szy więc sto­sowny czas i zyskaw­szy zaufa­nie Bez­pryma, kró­lowa posta­no­wiła wyje­chać do swego kraju, namó­wiła też szwa­gra, by powie­rzył jej rega­lia koronne, które zamie­rzała prze­ka­zać cesa­rzowi w dowód uzna­nia przez pol­skiego władcę cesar­skiego pry­matu. Swój zamiar wkrótce zre­ali­zo­wała i wyje­chała z Pol­ski wraz z synem, wywo­żąc rega­lia. Przez wieki pol­scy histo­rycy rzu­cali gromy na głowę Rychezy za wywie­zie­nie z kraju insy­gniów, ale wbrew pozo­rom było to prze­my­ślane posu­nię­cie - rega­lia miały cze­kać w cesar­skim skarbcu na znacz­nie god­niej­szego władcę niż uzur­pa­tor Bez­prym: jej syna Kazi­mie­rza Karola.

Tym­cza­sem nowy władca speł­nił wpraw­dzie swoje marze­nie i zdo­był tron, ale spra­wo­wa­nie rzą­dów naj­wy­raź­niej go prze­ro­sło, zwłasz­cza że w Pol­sce wybu­chła wów­czas rebe­lia pogań­ska, pocią­ga­jąc za sobą prze­śla­do­wa­nia chrze­ści­jan. Zapewne Bez­prym, wycho­wy­wany w wie­rze chrze­ści­jań­skiej, a nawet mający w swoim życio­ry­sie pobyt w klasz­to­rze, nie miał nic wspól­nego z tymi zamiesz­kami, ale ist­nieje wer­sja, jakoby to on prze­wo­dził powstań­com. Prawdą nato­miast jest, że wśród jego sojusz­ni­ków prze­wa­żali poga­nie, któ­rych w ówcze­snej Pol­sce nie bra­ko­wało. Nowa wiara, pomimo zabie­gów Kościoła oraz Bole­sława Chro­brego, sto­su­ją­cego surowe kary za nie­prze­strze­ga­nie postów i przy­ka­zań, przyj­mo­wała się bowiem w naszym pań­stwie wyjąt­kowo opor­nie. Poga­nami na­dal byli: wło­ścia­nie, śred­nie rycer­stwo oraz przed­sta­wi­ciele pomniej­szych rodów. Jak się oka­zuje, wiara przod­ków odżyła wów­czas na tyle, że na tere­nie Wro­cła­wia zbu­do­wano nawet pogań­ską świą­ty­nię.

Bez­prym zasłu­żył na miano tyrana i despoty, a przy­naj­mniej tak wynika z zapi­sków w nie­miec­kich kro­ni­kach, a prze­cież nie­mieccy kro­ni­ka­rze, nie­da­rzący by­naj­mniej sym­pa­tią jego poprzed­nika Mieszka II, powinni wypo­wia­dać się o nowym władcy w samych super­la­ty­wach. A tym­cza­sem jeden z nich napi­sał wręcz, że Bole­sła­wo­wic, objąw­szy wła­dzę, dał przy­kład "naj­sroż­szej sro­go­ści swego tyrań­stwa". Wpraw­dzie dzie­jo­pis nie pre­cy­zuje, na czym owa sro­gość pole­gała, ale możemy się domy­ślać, że Bez­prym po pro­stu pozby­wał się wszyst­kich domnie­ma­nych lub rze­czy­wi­stych stron­ni­ków Mieszka. Co cie­kawe, próżno szu­kać wzmia­nek o roz­mia­rze roz­pę­ta­nych przez uzur­pa­tora prze­śla­do­wań, a dowo­dów na to nie dostar­cza arche­olo­gia tylko gene­alo­gia. To wła­śnie spe­cja­li­ści z tej dzie­dziny, bada­jąc korze­nie naj­star­szych pol­skich rodów, zwró­cili uwagę na zasta­na­wia­jący fakt, że wszyst­kie rodziny, które liczyły się w dzie­jach naszego pań­stwa, datują swój rodo­wód od połowy XI stu­le­cia. A prze­cież logika naka­zy­wa­łaby szu­kać ich korzeni, jeżeli nie w cza­sach Sie­mo­my­sła, to przy­naj­mniej Mieszka, a tym­cza­sem z prze­pro­wa­dza­nych badań wynika, że w XII stu­le­ciu, a więc sto lat po prze­ję­ciu wła­dzy przez Bez­pryma, trudno w ogóle mówić o ist­nie­niu pol­skich elit. Stąd wnio­sek, że syn Chro­brego bez­li­to­śnie wyciął w pień przed­sta­wi­cieli moż­nych i wpły­wo­wych rodów, nie oszczę­dza­jąc kobiet i dzieci, i zastą­pił ich swo­imi ludźmi, naj­praw­do­po­dob­niej przy­by­szami z pół­nocy, wikin­gami, któ­rych nie bra­ko­wało w armii Jaro­sława Mądrego.

Być może prze­by­wa­jąc w Kijo­wie, posta­rał się o zwer­bo­wa­nie odpo­wied­nio licz­nego i bit­nego oddziału. Wpraw­dzie z zapi­sów kro­ni­kar­skich wynika, że nie miał na to fun­du­szy, ale mógł prze­cież obie­cać wojom bogac­twa, które zapewni im jako udzielny władca. I słowa dotrzy­mał: jego skan­dy­naw­scy poplecz­nicy otrzy­mali zie­mie i majątki sta­rych rodów, które wycięto w pień. Co wię­cej, ślady tych wyda­rzeń zacho­wały się w tra­dy­cji, a nawet imio­nach czy przy­dom­kach prze­ka­zy­wa­nych z poko­le­nia na poko­le­nie. Pie­czę­tu­jący się Łabę­dziem rycer­ski ród Duni­nów wywo­dzi swo­ich przod­ków z Danii, a funk­cjo­nu­jący w rodzi­nie przy­do­mek Włost ozna­czał czło­wieka boga­tego. Zda­niem wielu histo­ry­ków jest to swo­ista pamiątka po nagłym wzbo­ga­ce­niu się pro­to­pla­stów Duni­nów dzięki łupom zra­bo­wa­nym zamor­do­wa­nym stron­ni­kom Mieszka II. Z kolei w rodzie Awdań­ców funk­cjo­no­wała legenda o tajem­ni­czym skar­bie, który sta­no­wił pod­stawę ich for­tuny. Naj­pew­niej były to dobra nale­żące do wymor­do­wa­nych rodów. O skan­dy­naw­skim pocho­dze­niu tej rodziny świad­czy też imię noszone przez wielu jej przed­sta­wi­cieli - Jasz­czołd, spo­lsz­czona wer­sja skan­dy­naw­skiego Askolda.

Wpraw­dzie za sprawą Bez­pryma pol­ska zie­mia spły­nęła krwią, ale roz­miar jego zbrodni był nie­po­rów­ny­wal­nie mniej­szy niż ludo­bój­stwa znane z histo­rii, jak cho­ciażby wymor­do­wa­nie przez Mon­go­łów 60 milio­nów Chiń­czy­ków w XIII stu­le­ciu. Jak sza­cuje pro­fe­sor Śli­wiń­ski, nasz boha­ter pozba­wił życia około stu osób, ale musimy pamię­tać, że ówcze­sne elity nie były zbyt liczne.

Bez­prym nie czuł się zbyt pew­nie na tro­nie, zwłasz­cza że mimo­wol­nie wyho­do­wał sobie nowego wroga w oso­bie Ottona, młod­szego przy­rod­niego brata. I trudno się dzi­wić, bo naj­młod­szy syn Bole­sława Chro­brego musiał być bar­dzo roz­cza­ro­wany postę­po­wa­niem nowego władcy, który nie miał zamiaru dopu­ścić go do rzą­dów w pań­stwie. Przy­dzie­lił mu wpraw­dzie jakieś tery­to­ria, udzie­la­jąc mgli­stej obiet­nicy uczy­nie­nia go następcą, z któ­rej nic kon­kret­nego nie wyni­kało, zwłasz­cza że iden­tyczne przy­rze­cze­nie zło­żył Ryche­zie, obie­cu­jąc jej tron dla Kazi­mie­rza Karola. Bez­prym jed­nak nie doce­niał Ottona, który z sojusz­nika prze­dzierz­gnął się w archi­tekta opo­zy­cji prze­ciwko niemu. Co wię­cej, doko­nał rze­czy pozor­nie nie­moż­li­wej, udało mu się bowiem sprzy­mie­rzyć z prze­by­wa­ją­cym na­dal w cze­skiej nie­woli Miesz­kiem. Teraz tylko nale­żało zgro­ma­dzić odpo­wied­nie siły mili­tarne, a naj­le­piej pozy­skać pomoc państw ościen­nych, a to nie było łatwym zada­niem. Z pomocą obu bra­ciom przy­szedł los: wio­sną 1032 roku Bez­prym został zamor­do­wany przez swo­ich dwo­rzan. Nie udało się usta­lić miej­sca jego pochówku, cho­ciaż zapewne spo­czywa w jed­nym z nie­zi­den­ty­fi­ko­wa­nych gro­bów w kościele gro­do­wym znaj­du­ją­cym się na Ostro­wie Led­nic­kim, bowiem to wła­śnie tam znaj­do­wała się jedna z pierw­szych nekro­po­lii wład­ców Pol­ski.

W efek­cie poczy­nań Bez­pryma impe­rium jego ojca osta­tecz­nie upa­dło. Co wię­cej, Pol­ska utra­ciła sta­tus kró­le­stwa, i to nie­mal na pół wieku.

2.

Wła­dy­sław Her­man - nie­udacz­nik na tro­nie

W cieniu starszego brata

Wła­dy­sław Her­man nie ma dobrej prasy w pol­skiej histo­rio­gra­fii, co wię­cej, jest zali­czany do naj­gor­szych wład­ców w dzie­jach naszego pań­stwa. Na nie­ko­rzyść wypada jego porów­na­nie z ojcem, Kazi­mie­rzem Odno­wi­cie­lem, któ­remu udało się odbu­do­wać jed­ność tery­to­rialną Pol­ski, przy­wró­cić struk­tury admi­ni­stra­cji pań­stwo­wej i kościel­nej po kry­zy­sie monar­chii wcze­sno­pia­stow­skiej, a przede wszyst­kim - odbu­do­wać auto­ry­tet wła­dzy zwierzch­niej. Wpraw­dzie Kazi­mierz Odno­wi­ciel nie koro­no­wał się na króla, ale uczy­nił to jego syn i następca na tro­nie, Bole­sław Śmiały, zwany rów­nież Szczo­drym. Ten ostatni dowiódł, że jest godny nosić imię swo­jego wiel­kiego pra­dziada, Bole­sława Chro­brego, kon­ty­nu­ując odważną poli­tykę pierw­szego pol­skiego króla.

Tym­cza­sem Wła­dy­sław Her­man w porów­na­niu do swego ojca i star­szego brata wypada nie­zwy­kle blado, i to zarówno jako władca, jak i poli­tyk. Paweł Jasie­nica w swoim dziele Pol­ska Pia­stów boleje nad tym, że los obda­rzył młod­szego syna Kazi­mie­rza Odno­wi­ciela nie tylko sła­bym zdro­wiem, ale też mier­nym umy­słem. I nie wysta­wia mu pochleb­nej opi­nii, pisząc: "Władca popy­cha­dło w rękach swo­ich i obcych, czło­wiek pozba­wiony zarówno talentu, jak i ambi­cji, skłonny tylko do intryg i pod­stęp­nych okru­cieństw, ocię­żały i scho­ro­wany"6.

W prze­ci­wień­stwie do boha­tera poprzed­niego roz­działu Wła­dy­sław Her­man nie przy­szedł na świat jako następca tronu - był dru­gim synem Kazi­mie­rza Odno­wi­ciela i Marii Dobro­niegi, któ­rzy mieli jesz­cze dwie córki, ale znamy imię tylko jed­nej - Świę­to­sławy Swa­tawy, jak rów­nież dwóch synów, Mieszka oraz Ottona. Ci dwaj syno­wie nie ode­grali żad­nej roli w dzie­jach Pol­ski, zwłasz­cza że naj­młod­szy męski poto­mek Kazi­mie­rza Odno­wi­ciela prze­żył nie­spełna rok.

Z rela­cji Galla Ano­nima wynika, że Wła­dy­sław, który przy­szedł na świat pomię­dzy 1042 a 1044 rokiem, od dziecka miał pro­blemy ze zdro­wiem - dzie­jo­pis nad­mie­nia, iż władca był czło­wie­kiem ocię­ża­łym i miał chore nogi, ale nie wspo­mina, czy owe dole­gli­wo­ści tra­piły go już w dzie­ciń­stwie bądź w mło­do­ści, czy zapadł na nie jako czło­wiek doj­rzały. Wydaje się zresztą, że dora­stał w cie­niu star­szego brata, rosłego, prze­bo­jo­wego i sil­nego jak tur Bole­sława, możemy też przy­pusz­czać, że sto­sunki mię­dzy nimi nie były ide­alne. Praw­do­po­dob­nie Wła­dy­sław otrzy­mał rów­nie sta­ranne wykształ­ce­nie jak następca tronu.

Histo­ry­ków zasta­na­wia rów­nież nie­zwy­kły dobór imion śred­niego syna Kazi­mie­rza Odno­wi­ciela, wcze­śniej nie­spo­ty­kany w pia­stow­skiej dyna­stii. I wbrew pozo­rom nie jest to błaha sprawa, gdyż w owych cza­sach kwe­stia imie­nia dla nowo naro­dzo­nego dziecka była bar­dzo istotna, wie­rzono bowiem, że może deter­mi­no­wać całe jego życie. W imie­niu, niczym w zaklę­ciu, zawarte były przy­mioty, któ­rymi ten, który je otrzy­mał, miał się cha­rak­te­ry­zo­wać jako doro­sły czło­wiek, a nada­jąc potom­kowi imię jego przodka, dziada czy pra­dziada, wie­rzono, że wraz z imie­niem odzie­dzi­czy także jego cechy. Bole­sław Chro­bry otrzy­mał imię po swoim dziadku ze strony matki, Bole­sławie Sro­gim z dyna­stii Prze­my­śli­dów, on zaś nadał swemu synowi imię Mieszko po dziadku, pierw­szym ochrzczo­nym władcy Pol­ski.

W dyna­stii pia­stow­skiej popu­larne było też imię Otton, które sta­no­wiło echo piel­grzymki Ottona III do Gnie­zna. Dru­gie imię Kazi­mie­rza Karola Odno­wi­ciela było zapewne nadane na pamiątkę Karola Wiel­kiego, zasta­na­wia nato­miast wybór imie­nia Kazi­mierz, nie­spo­ty­ka­nego wcze­śniej w rodzie, które ozna­cza czło­wieka sza­nu­ją­cego roz­kazy. Ten, kto nosiłby takie imię, powi­nien przejść przez życie powolny roz­ka­zom ojca. Dziwny wybór jak na imię dla udziel­nego władcy. Być może rację mają ci, któ­rzy imię Kazi­mierz inter­pre­tują jako "kazi mir", a więc ten, co mąci pokój. Ich zda­niem zostało ono nadane chłopcu po to, by gdy doro­śnie, podob­nie jak jego przo­dek Bole­sław, pro­wa­dził zwy­cię­skie boje, przy­spa­rza­jąc Pol­sce nowych ziem i chwały. Tylko dla­czego nie nazwano chłopca po pro­stu Bole­sławem, jak naka­zy­wa­łyby logika i rodzinna tra­dy­cja? Podobne wąt­pli­wo­ści doty­czą pierw­szego imie­nia Wła­dy­sława Her­mana, śred­niego syna Kazi­mie­rza Odno­wi­ciela, dru­gie bowiem otrzy­mał po swoim wuju, bra­cie kró­lo­wej Rychezy, arcy­bi­sku­pie Kolo­nii. Pol­ski władca chciał mu się w ten spo­sób odwdzię­czyć za mili­tarną pomoc w postaci kil­ku­set wojów, na któ­rych czele mógł wró­cić do Pol­ski. A potem arcy­bi­skup Her­man wspie­rał sio­strzeńca w odbu­do­wie znisz­czo­nych kościel­nych struk­tur.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki