Witaj!
Witaj!
Cieszę się, że wraz z moją książką mogę zaprosić cię w ciekawą podróż do
zmian. Myślę, że zajdą one zarówno w twojej przestrzeni, jak i w tobie
oraz twoim sposobie myślenia o sprzątaniu.
Dziękuję za twoją decyzję o sięgnięciu po tę książkę. To dla mnie ważne,
że obdarzasz mnie zaufaniem. Wywołuje to we mnie radość, uśmiech na
twarzy, ale także lęk, czy sprostam oczekiwaniom. Cieszę się, że mogę
pomóc ci osobiście, że moja metoda odgracania może wnieść wolność,
spokój oraz zadowolenie -?do twojej przestrzeni, twojej rodziny, twojego
życia.
Moją książkę możesz czytać, jak chcesz -?od deski do deski, rozdziałami
czy poszczególnymi kategoriami sprzątania. Bardzo lubię pisać w punktach, więc znajdziesz ich tu sporo -?można powiedzieć, że to są
kroki do sukcesu, które zawierają praktyczne wskazówki, ale bez twojej
pracy będzie to tylko kolejny przeczytany tekst o sprzątaniu. To od
ciebie zależy, czy wdrożysz tę treść w swoje życie.
Wiem, że to, co do ciebie piszę, działa -?bo przecież sama od 2017 roku
jestem w procesie minimalizowania swojego świata według własnej metody,
którą nazwałam: Metoda Sprzątamy Swoją Przestrzeń 22 kategorie przez 12
miesięcy (w skrócie: Metoda SSP 22/12), i w większości kategorii
osiągnęłam oczekiwany sukces. To znaczy: mam tylko to, co mi służy, jest
przydatne, lubię to i podoba mi się -?czyli te kategorie są takie, jakie
chciałam, aby były.
Właśnie w 2017 roku uświadomiłam sobie, patrząc na bałagan, który zrobił
się w moim mieszkaniu po dwóch dniach od sprzątania, że ja nie lubię
sprzątać, ale lubię mieć wysprzątane... I zaczęły się zmiany. W sumie cała
książka jest o tym, jak doszło do tego, że mam wysprzątane. Wiem, że
odgracanie to ciężka praca, wymaga czasu, sporego wysiłku, opracowania
planu i strategii. Nie piszę o jednorazowym odgracaniu, ale o procesie,
który jest świadomą decyzją o przejściu od nadmiaru do posiadania tylko
tego, co jest potrzebne, użyteczne i lubiane. Ponadto świadomość będzie
dotyczyć nie tylko tego, co zrobisz z tym nadmiarem, ale też wzięcia
odpowiedzialności za pozbycie się go. A potem następuje dalszy proces,
pełen samozaparcia, żeby tej przestrzeni od nowa nie zagracić. Sama tego
doświadczyłam i z tego, co do mnie piszecie, wiem, że wy również: po
jakimś czasie widać, że łatwiej było wysprzątać według Metody SSP 22/12,
niż zminimalizować zakupy i potrzebę dalszego kupowania, aby wypełnić
odgraconą przestrzeń.
Ta książka jest taka moja, czyli zwyczajna. Dróg do minimalizmu jest
wiele, a ja piszę do ciebie o swojej ścieżce i sposobie, który
wymyśliłam na swoje potrzeby. Może być tak, że twoje doświadczenie jest
o wiele większe, lepsze, a działania bardziej efektywne i szybsze niż
to, co opisuję. Cieszę się i gratuluję ci z całego serca oraz zachęcam
cię, abyś się tym podzieliła. Napisz do mnie:
kontakt@polskiminimalizm.pl i opowiedz swoją historię związaną z minimalizmem -?nigdy nie wiesz, jak bardzo może to pomóc w rozwoju
zarówno tobie, jak i innym.
Moja autorska Metoda Sprzątamy Swoją Przestrzeń 22 kategorie przez 12
miesięcy nie jest łatwą metodą, którą możesz szybko zastosować. Jest
rozłożona w czasie (na cały rok) i wymaga wysiłku... ale jest bardzo
efektywna, czego przykładem jestem ja sama oraz wiele z was -?piszecie
mi o tym w wiadomościach, mailach, w mediach społecznościowych i na
blogu. Tak! Łatwo nie będzie, ale myślę, że warto! Kibicuję wszelkim
zmianom, których pragniesz w kwestii pozbycia się nadmiaru i rozpoczęcia
procesu rozsądnego minimalizowania swojej przestrzeni. Bez ciebie i twojej pracy ta metoda zostanie tylko na papierze.
Zastanawiałam się nad powodami powstawania bałaganu w moim domu, a także
nad trudnością utrzymania porządku, aż doszłam do rewolucji, nie tylko w ogarnianiu przestrzeni, ciuchów, stylu ubierania się, ale także detoksu
od zakupów, zmianach w głowie i w całym moim życiu. Zaczęłam żegnać się
z nadmiarem i stosować poznane zasady minimalizmu.
Pamiętaj! Od samego przeczytania książki nic się nie zmieni!
Rozpoczęcie sprzątania krok po kroku, kategoria za kategorią gwarantuje
ci dobrą przygodę i odgracanie swojej przestrzeni.
Życzę ci z całego serca zmian, których pragniesz!
Wstęp. Od nadmiaru do minimalizmu
Wstęp
Od nadmiaru do minimalizmu
Moje początki wejścia w świadomy proces odgracania i minimalizowania
swojej przestrzeni zaczęły się od doświadczenia stanu frustracji i dyskomfortu, które często są dla mnie motorem do zmian oraz rozwoju.
Choć nie stało się tak od razu... Siedząc zmęczona, w zawalonym rzeczami
po przeprowadzce mieszkaniu, uświadomiłam sobie, że coś jest nie tak. W głowie kołatała mi jedna myśl: "Po cholerę przeniosłam tyle rzeczy,
których nie używam, po co mi to wszystko!?". Dalsze rozważania, aby w końcu coś zacząć robić z tym nadmiarem, zaczęły pojawiać się same -?ale
szybko je odgoniłam, bo nie po to wydałam tyle pieniędzy, aby teraz
pozbywać się swoich rzeczy. Są moje, wszystkich potrzebuję, kiedyś się
przydadzą oraz świadczą o moim statusie społecznym (kiedyś tak
myślałam). Oczywiście, że wszystko ładnie upchnęłam do szaf, szafek,
szafeczek, pudełeczek i zapełniłam rupieciarnię -?wierząc, że dzięki
posiadaniu tych rzeczy mój status społeczny jest na akceptowalnym i podziwianym poziomie. Teraz się uśmiecham do tych moich iluzji i błędnego myślenia, które podsycały tylko nadmiar w kupowaniu i posiadaniu.
Pokażę ci, jak to wyglądało u mnie na przestrzeni jednego tygodnia -
może to znasz?
Sobota. W mojej rodzinie z pokolenia na pokolenie przekazywano, że
ten dzień jest przeznaczony na porządne sprzątanie i wstępne
przygotowanie niedzielnego obiadu i ciasta. Z koleżankami mogłam się
spotkać dopiero po wykonaniu swojej części porządków, ale one też
musiały zrobić swoje, aby wyjść z domu.
Kiedy dorosłam, podtrzymywałam tę tradycję. Starałam się pięknie
wysprzątać swoją przestrzeń: kuchnia, pokoje, salon, łazienka i obowiązkowo szafa i półki z ciuchami -?byłam z siebie dumna i zadowolona! Prawie w każdą sobotę obiecywałam sobie, że tak czysto będę
miała zawsze, i to "zawsze" trwało do poniedziałku...
Poniedziałek. Rano jeszcze było dobrze w kuchni i w łazience. Ale
moja sypialnia i szafa z ubraniami już nie wyglądały tak porządnie.
Szykując się do pracy, regularnie "upiększałam" pokój garderobą. Od
poniedziałku ubrania zaczynały polegiwać na podłodze, bo szukałam
jakiejś rzeczy i nie mogłam jej znaleźć, więc -?aby się nie spóźnić do
pracy -?wywalałam prawie wszystko, co miałam w szafie (wielokrotnie
zdarzyło się, że nic nie musiałam wywalać, bo w sobotę tak
"posprzątałam", upychając wszystko w środku, że ubrania jak lawina same
rozgościły się na podłodze zaraz po otwarciu drzwi do szafy). Po
powrocie z pracy upychałam je z powrotem, i tak do soboty. Ogarniałam
resztę mieszkania, ale coś już zaczynało się zbierać w różnych miejscach
domu.
Wtorek. Ciuchy zaczęły zalegać prawie w całym mieszkaniu. Łazienka
już traciła sobotni blask. Naczynia też się piętrzyły. Gdy już miałam
zmywarkę, to można je było tam schować (bo dla mnie główną funkcją
zmywarki było przechowywanie brudnych naczyń), ale trzeba jeszcze je tam
włożyć. To właśnie wtorkowa frustracja zaczęła rodzić w mojej głowie
pytania: Co się dzieje? Czy jestem bałaganiarą? Czy brak mi jakiejś
cudownej techniki sprzątania? Czy może nie ta szafa, złe ciuchy? Może
mam za mało mebli? Czy to wszystko wina rodziny, bo nie pomaga?
Środa. Czekało już na mnie pełno prania, jakbym przebierała się
przynajmniej cztery razy dziennie. Kuchnia i łazienka wymagały
sobotniego sprzątania. Ręce opadały.
Czwartek. Byłam już bardzo, bardzo zmęczona, bo nie dość, że
przeżywałam to, co opisałam powyżej, to jeszcze dochodziła złość, która
codziennie rosła w siłę, gdy stałam przed szafą pełną ciuchów i wołałam:
Nie mam w co się ubrać! W nerwach zakładałam byle co i tak się czułam -
byle jak. Ponadto traciłam czas na prasowanie rzeczy, których potem nie
zakładałam, a gniotły się, bo nie miałam miejsca w szafie. Myślałam, że
zaraz będzie weekend, więc nie mam co się starać -?ogarnę to w sobotę.
Piątek. Po całym tygodniu pracy szłam do sklepu coś sobie kupić, bo
przecież mi się należy. Nowy kubek. Pomadka. Coś z ciucholandu, bo tanie
i wyrzuty sumienia mniejsze. Doniczka na kwiatek, który od dawna chcę
kupić (doniczki miałam już trzy, więc ta będzie czwarta -?no cóż... A kwiatka dalej nie kupiłam). Sukienkę... w końcu potrzebuję w coś się
ubrać... Właśnie tak to wyglądało -?moją szafę wypełniały ubrania, których
nie potrzebowałam, ale kupowałam z wyprzedaży, bo była przecena 80
procent. Bo jak nie kupić? Skoro tak tanio?
I tak w kółko. Trwało to latami, nie miałam pomysłu na zmianę sytuacji,
aż powiedziałam... DOŚĆ!!!
NADMIARYZM dla mnie to za dużo: niepotrzebnego, nieużywanego,
nieprzydatnego. Często przetrzymywanie zbędnych rzeczy, aby nie mieć
wyrzutów sumienia i poczucia winy.
Powiedziałam sobie: DOŚĆ! bo już dobrze wiedziałam, że coś jest nie tak
w moim funkcjonowaniu. Zrobiłam sobie RESET. Zaczęłam szukać, czytać,
zadawać trudne pytania i zdecydowałam się na konfrontację z nimi.
Stanęłam w prawdzie, która brzmiała: "Mam NADMIAR! Mam wszystkiego za
dużo. Za dużo przedmiotów. Za dużo ubrań. Za dużo rzeczy przetrzymuję z myślą, że kiedyś może mi się przydadzą. Za dużo kupuję rzeczy, których
nie potrzebuję, i większości nie używam". Uświadomiłam sobie, że to,
czego naprawdę potrzebuję, to MIEĆ MNIEJ... I tak się zaczęło!
Na swoje potrzeby wymyśliłam słowo "nadmiaryzm"1, aby
wyodrębnić etap mojego życia przytłoczony nadmiarem. Ten etap
charakteryzował się konsumpcjonizmem i natychmiastowym uleganiem
impulsom zakupowym ("przecież mi się należy"). Tak naprawdę nie
potrzebowałam realnie da-nego przedmiotu, ale czułam potrzebę
regulowania emocji -?i robiłam to zakupami. Zakupy przynosiły mi ulgę.
Właśnie tak rozumiany "nadmiaryzm" skonfrontowałam z nowym stylem życia,
który chciałam wdrożyć -?z minimalizmem. Rozpoczęłam proces wychodzenia
z nadmiaryzmu, aby wejść w minimalizm. Nie ma między nimi wyraźnej
granicy. Dla mnie decyzja o rozpoczęciu odgracania własnej przestrzeni i mądrym pozbywaniu się nadmiaru to już bycie w procesie minimalizowania.
Jest on rozłożony w czasie i wymaga, aby krok po kroku realizować plan
sprzątania.
Tak naprawdę nie potrzebowałam realnie danego przedmiotu, ale czułam
potrzebę regulowania emocji -?i robiłam to zakupami.
Nie uważam się za ekspertkę od minimalizmu. Dlaczego? Bo sprawdziłam
jego wiele kolorów i odmian. Teraz już wiem, że wszędzie potrzebne są
równowaga i rozsądek, także we własnym minimalizmie. Ważne jest, aby
przyjrzeć się sobie, swojej sytuacji życiowej i dopiero wtedy zacząć
wprowadzać minimalizm -?a nie dostosowywać siebie do niego! Po siedmiu
latach z minimalizmem wiem, że wszystko wymaga równowagi, dlatego jestem
rozsądną minimalistką, postępuję z umiarem. Znam życie w nadmiaryzmie i cieszę się, że spróbowałam żyć inaczej.
Rozdział 1. Zdiagnozuj się, czy ty też masz do czynienia z nadmiarem
Rozdział 1
Zdiagnozuj się, czy ty też masz do czynienia z nadmiarem
Aby doszło do przemiany, trzeba zmienić siebie, a najlepiej swój sposób
myślenia. Za tym mogą pójść też różnice w naszym zachowaniu i funkcjonowaniu. Pozwól sobie na prawdę -?może to będzie przyznanie się
do nieradzenia sobie z nadmiarem, kompulsywnym kupowaniem rzeczy,
których nie potrzebujesz, trudność w pozbywaniu się nawet zepsutych
przedmiotów, a niekiedy przyznanie się do problemu z zakupoholizmem czy
patologicznym zbieractwem. Wymyśliłam słowo NADMIARYZM, bo skoro
istnieje termin minimalizm, to może znaleźć się też miejsce na
określenie nadmiaru w kwestii naszych zachowań zakupowych i stylu życia.
Co nam mówi nadmiar w naszej przestrzeni
Bałagan
Nie wiesz, co się dzieje: sprzątasz, a po chwili tego nie widać!
Porządek utrzymuje się niedługo -?parę godzin, a przy mocnych wysiłkach
nawet do paru dni... Tak właśnie było u mnie. Bardzo mnie to frustrowało.
Myślałam, że jestem beznadziejna, że jestem bałaganiarą, że jestem na
maksa niezorganizowana, a do tego tylko ze mną jest coś nie tak, bo
przecież inni takich problemów nie mają. Dochodziła jeszcze złość, że
nikt nie szanuje mojej pracy. Krzyczałam: "nie jestem służącą!". A z drugiej strony trudno mi było zrezygnować ze sprzątania, bo przecież
nikt tak dobrze jak ja tej przestrzeni nie doprowadzi do ładu... Teraz
widzę, jak mnie to wszystko umęczyło.
Brak miejsca do przechowywania
Otwierasz szufladę, a tam chaos. Chcesz coś włożyć do szafy -?nie ma
miejsca. Chcesz się dostać do cukru w kuchni, kremu w łazience, czarnych
rajstop z wzorkami, pasty do butów, worków na śmieci i musisz powyciągać
inne produkty i przedmioty. Nie pamiętasz, czy to gdzieś schowałaś, czy
tego nie masz. Kupujesz coś, a potem się okazuje, że pod zlewem koło
śmietnika masz taką półeczkę, na której trzymasz pudełko, i to w tym
pudełku przechowujesz ten produkt. Właśnie opisałam ci swoje
doświadczenie.
Bardzo lubię wnętrzarstwo -?gdyby mi nie wypalił pierwszy kierunek
studiów, to prawdopodobnie znalazłabym się na architekturze wnętrz. Mam
poczucie, że teraz trendy we wnętrzarstwie w dużej mierze idą w kierunku
kupowania nowych półek, szafek, szafeczek, pudełeczek, słoiczków,
skrzyneczek, abyśmy mieli gdzie upychać swoje rzeczy. Pojawiają się nowe
pomysły na przechowywanie: pawlacze, powiększanie przestrzeni -
projektanci prześcigają się w nowych pomysłach... No i powiększamy i kupujemy, aby wszystko upchać w naszych domach. Słyszymy, że to
nieprawda, że mamy za dużo rzeczy, mamy tylko za małe szafy i za małe
mieszkania. W moim życiu było odwrotnie -?nie miałam za małej
przestrzeni, tylko za dużo przedmiotów. W moim przypadku nie chodziło o brak mebli, ale o nadmiar rzeczy, które chciałam ukryć przed sobą i światem. Rozumiem, że jeśli ktoś ma dwa małe pokoiki, niewielką kuchnię
i łazienkę, a dużą rodzinę, to można zminimalizować przedmioty, ale nie
jest łatwo w takiej małej przestrzeni znaleźć dodatkowe miejsce na
przechowywanie, by nie było bałaganu. W takiej sytuacji mogę ci życzyć,
abyś mądrze z domownikami zagospodarowała to, co masz, ustaliła z nimi
grafik sprzątania i np. konieczność odkładania rzeczy na swoje miejsce
oraz by spełniło się twoje marzenie o większej przestrzeni.
W moim życiu było odwrotnie -?nie miałam za małej przestrzeni, tylko za
dużo przedmiotów.
Kiedy boisz się otworzyć szafę
Gdy pojawia się niechęć do otwierania pokoju, szafy, szuflady, pojemnika
itp., wtedy powinno przyjść głębsze zastanowienie się, o co chodzi i dlaczego nie chcesz tam zajrzeć. Może to lęk, że poupychane rzeczy
wypadną, albo może otwierasz je, gdy musisz, bo przypuszczasz, że tam
schowałaś ozdoby na święta. Niechęć do nadmiaru w tej przestrzeni może
ci mówić, dlaczego nie chcesz tam zaglądać.
Głębszej analizy wymaga sytuacja, gdy pojawia się wydzielone miejsce na
rzeczy, z którymi nie wiadomo, co zrobić. Jeśli ktoś ma dom i nie
brakuje mu przestrzeni, to łatwiej takie miejsce zorganizować i poupychać tam wszystko, co niechciane. Trudniej jest, gdy przestrzeń
jest mała i trzeba o nią zawalczyć, wtedy być może łatwiej jest ją
odgracać.
Niezależnie od wielkości posiadanych przez nas mieszkań czy domów,
rzucam hasło: Szkoda przestrzeni na rupieciarnio-graciarnię, można by to
wiele fajniej zagospodarować!
Czy zmagasz się z nadmiarem i co go weryfikuje
Czasem trudno jest nam uświadomić sobie, że mamy za wiele rzeczy,
zwłaszcza jeśli dysponujemy większą przestrzenią do ich przechowywania.
Co zatem jest w stanie zweryfikować nasze przekonania o tym, czy mamy za
dużo przedmiotów wokół siebie?
Przeprowadzki
Im więcej do przeniesienia podczas przeprowadzki, tym bardziej odczuwa
się nadmiar. Dla niektórych to właśnie przeprowadzka jest kluczowym
momentem konfrontowania tego, co się posiada, z tym, czego się
faktycznie używa. Wtedy przychodzi pytanie: Czy naprawdę chcę się z tym
wszystkim przeprowadzić? Sama po sobie wiem, że włącza się wtedy
kombinowanie -?z jednej strony kuszące są pozbycie się nadmiaru i mniejszy wysiłek włożony w pakowanie i przenoszenie całego dobytku. A z drugiej strony pojawia się taka myśl: oczywiście, że wiele rzeczy widzę
pierwszy raz na oczy po wygrzebaniu ich z zakamarków, ale przeprowadzę
się ze wszystkim i potem będę się na spokojnie odgracać, bo teraz
mogłabym coś wyrzucić, a potem bym żałowała.
No i przeprowadzamy się ze wszystkim, a potem sądzę, że wiecie, jak to
dalej wygląda... U mnie było tak, że po przeprowadzce nie miałam czasu,
sił ani ochoty na odgracanie, myślałam o tym, aby jak najszybciej to
rozpakować, schować i... wracałam do podrozdziału Co nam mówi nadmiar w naszej przestrzeni.
Wyjazdy
Czasem nie chciało mi się wyjeżdżać, aby nie musieć się pakować i przeżywać tego chaosu i napięcia, planowania, wybierania tego, co
chciałam zabrać w podróż. Jeśli do tego dochodzi pakowanie gromadki
dzieci, to zadowolenie z wakacji może być mocno nadszarpnięte. Pakowanie
się na wyjazdy -?czy to te dłuższe, wakacyjne, czy te krótsze, na święta
do rodziny, szkolenia czy w delegacje -?mocno weryfikuje, czy masz
nadmiar. Trudność z wybraniem tego, co masz spakować, powoduje, że
często bierzesz za dużo. Dźwigasz walizki, plecaki, torby, a potem
okazuje się, że nawet połowy tego, co wzięłaś, nie wykorzystujesz (w większości są to ubrania i buty). Gdy jeszcze dokupisz na wyjeździe
pamiątki i prezenty, to albo trzeba dopłacić do bagażu, albo dokupić
torbę. I z tym powiększonym dobytkiem wracasz do domu, powiększając swój
nadmiar. Szybko mi się pisze ten fragment, bo ja to bardzo dobrze
znałam.
Obecnie niezależnie od długości urlopu jestem w stanie spakować się w 15
minut. Oczywiście biorę pod uwagę miejsce, w które wyjeżdżam, jaki jest
tam klimat, co będę robić -?inne rzeczy spakuję pod namiot czy na
kajaki, a inne, gdy lecę wylegiwać się na plaży. Robię to w ten sposób:
pamiętam o tym, o czym wspominałam powyżej, i po prostu otwieram szafę i przekładam do walizki te rzeczy, które noszę, lubię, są w moim stylu i mogę wykorzystać je w wielu zestawach adekwatnie do charakteru urlopu.
Znam je i wiem, że będę czuła się w nich komfortowo i ładnie. Zabieram w podróż te same rzeczy, które noszę na co dzień, więc nie stresuję się,
że np. buty okażą się niewygodne, bo już są sprawdzone.
Unikam dzięki temu przykrych niespodzianek, takich jak: "Jejku, wzięłam
ten sweter, a przecież w nim jest zawsze zimno, do tego się w nim pocę.
No tak, zapomniałam o tym, bo dawno go nie nosiłam". Odkąd nie mam
podziału ubrań na pory roku, to jeszcze łatwiej mi się spakować -?więcej
o tym poczytasz na moim blogu.
Kliknij tu!
Wiem już, co znaczy wolność w szafie, i zachęcam cię, aby się zabrać za
kategorię nr 2 z mojej Metody SSP 22/12 -?będziesz mieć wtedy fajnie
ogarnięte wyjazdy.
Oczywiście wyjazdy to nie tylko pakowanie ubrań, bo jest trochę tak,
jakby się brało cały dom w miniformie. Jeśli masz ogarniętą apteczkę,
sprzęty elektroniczne, kuchnię, kosmetyki, łazienkę i resztę kategorii,
to wyjazdy i pakowanie staną się o wiele łatwiejsze i oszczędzisz sporo
czasu.
Goście
Gdy masz nadmiar, to przygotowywanie się do przyjęcia gości jest
bardziej uciążliwe. Mam tu na myśli zarówno tych długoterminowych, jak i tych, którzy przyjechali na krótko albo wpadli bez zapowiedzi.
W nadmiarze trudniej było mi utrzymać porządek i niezapowiedziane wizyty
przyprawiały mnie o poczucie wstydu i złość. Bywało, że zdarzała się
awaria w łazience, hydraulik wpadł obejrzeć, a ja siedziałam w pracy i myślałam: "Ale ja mam tam syf, co on sobie pomyśli". Potem czułam obawę,
czy czegoś nie zniszczy, bo przecież zostawiłam kosmetyki na pralce.
Przyjazd gości na dłuższą wizytę z jednej strony sprawiał mi radość (bo
chciałam, aby przyjechali), ale z drugiej strony nie był dla mnie łatwy
-?bo potrzebowałam przeorganizować przestrzeń. Przygotować miejsce dla
gości -?pokój, półki na ubrania w szafie, miejsce w łazience, na buty i kurtki w korytarzu. Nie dość, że to wymagało poświęcenia czasu, to
jeszcze zaplanowania, dokąd te wszystkie rzeczy przenieść i gdzie
upchnąć, aby gościom było wygodnie i abym ja pamiętała, gdzie co mam (i żeby to nie wypadało z szafek za każdym razem, gdy którąś otworzę).
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki