1. Niektóre zagadnienia terapii Gestalt2
Przeciwieństwa
W Wojciech
Eichelberger: Gestalt jest jedną z prób opisania uniwersalnej
zasady, że wszystko, co jest - ma swoje przeciwieństwo. Im większe jest
to, co się jawi, tym większe jest jego nieujawniane przeciwieństwo. Im
większe jest twoje doświadczenie "nie", tym większe doświadczenie
"tak" i odwrotnie. Wielu fiksuje się na "nie", wielu fiksuje się na
"tak". Ale życie, energia i jednoznaczność pojawia się wówczas, gdy
istnieje świadomość doświadczenia obu biegunów opozycji. Muszą być dwa
bieguny. Właściwie cały pomysł Gestaltu zasadza się na tym, żeby badać
te przeciwstawienia i przekraczać je.
Pomysł figury i tła w terapii Gestalt jest cudowny. Zawsze daje jakieś
wyjście terapeucie (tym samym klientowi). Kiedy jesteś w impasie, możesz
się na chwilę zatrzymać i zadać sobie pytanie: "zaraz, zaraz, jeśli my
się tym zajmujemy, to co jest po drugiej stronie? Co jest antytezą tego,
czym się zajmujemy? Co jest tłem?". I często przeniesienie świadomości
klienta w tło, wydobycie tła na pierwszy plan jest właściwie całą pracą,
jaką ma on do zrobienia w danej chwili.
Marcin: Czy to znaczy, że jego kłopotem jest
po prostu przywiązanie do jednej strony świadomości czy jednego punktu
widzenia?
W Tak. Pamiętajcie o tym, że bardzo
owocnym sposobem pracy jest ignorowanie spontanicznie tworzonej przez
klienta figury. Czyni się milczącą, roboczą hipotezę, że taka figura to
pewien schemat, który ma głównie obronny charakter - zwłaszcza gdy
człowiek jest neurotycznie zahamowany - a więc nie warto się nią
zajmować. Trzeba na pierwszy plan wydobyć tło, sięgnąć do tego elementu
doświadczenia klienta, do którego on zwykle nie sięga - i to na ogół
odblokowuje sprawę.
Krysia: Ale jak szukać tła? Przecież każdemu
z nas mogłoby przyjść do głowy coś innego jako przeciwieństwo figury
tworzonej przez klienta.
W Nie za bardzo. Jest tu chyba skończona
liczba możliwości. Jeśli klient ma dużo odczuć z ciała - to gdzie drugi
biegun? Głowa, myśli. Jeśli odczuwa górę ciała - gdzie jest drugi
biegun? Na dole. Jeśli uwagę skupia na sobie, to drugi biegun jest "na
zewnątrz".
Typową sytuację, na której można tę sprawę pokazać jest praca z osobą o tendencjach samobójczych. Przychodzi do ciebie i mówi: "Ja nie chcę
żyć". Wielu terapeutów wtedy odruchowo pomaga klientowi rozbudowywać
jeszcze bardziej tę figurę, dopytując się: "Właściwie to dlaczego nie
chcesz żyć? Powiedz, z czym ci tak ciężko? Z czym ci tak trudno?". Ale
można zrobić coś zupełnie innego. Znaleźć taki moment, w którym klient
będzie otwarty na to, aby sięgnąć do antytezy - do tła. Bo jest
oczywiste, że gdy człowiek do ciebie przychodzi i mówi: "Ja nie chcę
żyć", stoi za tym ogromny krzyk: "Ja chcę żyć!". Tylko że on nie chce
żyć dalej tak, jak żyje.
Często w takich wypadkach mówię klientowi: "Gdy słyszę twoje "chcę się
zabić", to dla mnie znaczy, że ty chcesz zabić to życie, którym żyłeś do
tej pory - czy tego siebie, którego stworzyłeś żyjąc w ten, a nie inny
sposób. Chętnie ci w tym pomogę". To pokazuje człowiekowi jakąś inną
możliwość, możliwość twórczego spożytkowania swojej destrukcyjnej
energii.
Gdy nastąpi umiejscowienie figury "ja nie chcę żyć" w szerszym
kontekście, czyli pojawi się jakaś przestrzeń, chociażby jako tło
jeszcze niesprecyzowane, niewyraźne, to wówczas można zacząć mieć do
tego jakiś stosunek. Obrazowo rzecz ujmując (Wojtek
ustawia dwa krzesła naprzeciwko siebie w pewnej odległości), to
jest właśnie tak: przychodzi do ciebie facet i mówi: "Ja nie chcę
żyć". On jest wtedy tylko "tu" (Wojtek siada na
jednym z krzeseł), a ty mu pokazujesz przestrzeń, która jest poza
tym, pokazujesz tło. Dzięki temu może on dostrzec możliwość wyjścia z tego położenia (Wojtek przesiada się na drugie
krzesło), przyjrzenia się tamtemu aspektowi siebie i stwierdzenia
na przykład: "Aha, ty nie chcesz żyć, a ja chcę". Albo: "Czemu chcesz
mnie zabić?" - czy cokolwiek innego.
Wtedy ten człowiek uzyskuje zaczątek wolności. Dotychczas identyfikował
się tylko z jedną z możliwości. Teraz ma dwie. Może przejść tu, może
przejść tam (Wojtek przesiada się z krzesła na
krzesło). Co on zrozumie, co on takiego może zobaczyć, jak tak
będzie raz tu, a raz tu? Zobaczy, że jest ruchem! Nie jest ani tym, ani
tym, tylko jest ruchem, zmianą. Ale żeby doświadczyć siebie jako ruchu,
jako zmiany, trzeba się sporo napracować. Na ogół następuje fiksacja.
Jest się albo tym, albo tamtym. Albo i tym, i tamtym.
Wyprowadzenie cierpiącej osoby poza jej schemat, stereotyp, jest
właściwie celem terapii, zwłaszcza gdy mamy do czynienia z człowiekiem,
który jednostronnie przeżywa swoje życie. Jeśli pomożesz mu wyjść poza
schemat, otworzysz go na zupełnie nowy świat.
Świadomość człowieka jest w stanie to zrobić. Może zrobić wszystko,
tylko przyzwyczaiła się płynąć określonym nurtem. Zmiana tego nurtu czy
choćby rozlanie go szeroko jest tym, do czego się zmierza. To podstawowy
cel wszystkich procedur pomagania, z jakimi się zetknąłem.
Przeorientowanie świadomości. Skierowanie jej tam, dokąd do tej pory nie
sięgała.
Wiesiek: Teraz zrozumiałem, że kiedy pracuję
z ludźmi, to jestem mało świadomy tego, co kolejny krok otwiera lub może
otworzyć. Pamiętam, Wojtku, że kiedyś zrobiłeś w mojej grupie taką
pracę: ktoś powiedział, że czuje się osaczony przez konsekwencje swoich
decyzji i myśmy zaczęli te konsekwencje odgrywać, postawiliśmy go w środku i próbowaliśmy go "katować". A ty pozostałeś na zewnątrz kręgu. I wołałeś do niego: "Chodź tutaj, tu jest dobrze, tu jest lepiej!". Otóż
ja bym nie wpadł na to, żeby otworzyć tę przestrzeń poza kręgiem, nie
byłbym świadom jej istnienia. Stałbym w kółku, dalej bym go katował,
mając nadzieję, że sam się odbije.
W Nawet jeśli nie znasz tej przestrzeni,
to możesz ją postulować, chociażby na podstawie zasady interakcji
między tłem a figurą. Jeśli figurą dla tego człowieka było poczucie
osaczenia przez konsekwencje własnych czynów, można sobie zadać pytanie:
"Co jest tłem dla poczucia osaczenia?". No, co jest tłem dla poczucia
osaczenia?
Wiesiek: Wolność.
W Tak. Gdyby on, intuicyjnie przynajmniej,
nigdy nie przeczuwał czegoś takiego jak wolność albo gdyby kiedyś nie
doświadczył poczucia wolności, nie mógłby czuć się osaczony. On gdzieś
głęboko był świadomy tła. Tylko w interakcji między figurą "osaczenie" a tłem "wolność" możliwe było pojawienie się cierpienia, z którym
przyszedł. Więc takiemu człowiekowi można zaproponować działanie, które
pomoże mu z tła uczynić wyraźną figurę, coś, ku czemu się dąży.
Szukanie tła to nie jest praca intelektualna. Raczej intuicyjna, oparta
na bacznej obserwacji siebie i innych, na własnym doświadczeniu i zasymilowanych doświadczeniach innych ludzi. Wielu terapeutów nietrafnie
odczytuje tło. Jeśli na przykład mówisz, że antytezę lęku stanowi
poczucie bezpieczeństwa, to jest to psychologiczna nieprawda. Antytezą
lęku jest agresja. Tak to się w ludziach układa, choć chętnie temu
zaprzeczają. Poczucie bezpieczeństwa natomiast jest wyjściem poza tę
dwoistość, przekroczeniem opozycji "lęk - agresja".
Wiesiek: Czy mógłbyś opowiedzieć o takiej
pracy, w której zaistniało przekroczenie opozycji? Chciałbym to zobaczyć
na żywym przykładzie.
W Podczas jednej pracy następuje to dość
rzadko, choć każdy dojrzały proces terapeutyczny powinien w tym kierunku
zmierzać. Przypominam sobie jednak sytuację, w której się to udało.
Pracowałem z klientem nad problemem ojca. Konflikt z rodzicem jest w ogóle dobrym przykładem opozycji. Na początku mamy do czynienia z silnym
poczuciem odrzucenia i związaną z tym nienawiścią. Tłem dla nienawiści
jest dziecięca potrzeba bycia kochanym. Gdy w czasie psychoterapii uleje
się z człowieka trochę nienawiści, zaczyna odkrywać w sobie potrzebę
miłości. I wtedy jest w pułapce: wprawdzie odzyskał nieco swobody, ale
jest to swoboda piłeczki pingpongowej - nienawidzi się rodzica, za
chwilę potrzebuje się jego miłości, potem się go nienawidzi, bo tej
miłości się od niego nie dostało, potem znowu potrzebuje... Są ludzie,
którzy przyjeżdżają na kolejne treningi i na zmianę lecą albo w to, albo
w tamto. Oczywiście, jeśli człowiek żył tylko nienawiścią, to gdy sobie
uświadomi stojącą za tym potrzebę miłości, już jest lepiej. Ale nie
uwalnia to od cierpienia.
Otóż w tamtej pracy coś w zachowaniu mojego klienta obiecywało możliwość
wyjścia z tej pułapki. Zaaranżowałem więc sytuację, w której mógł on
wybaczyć ojcu. Okazało się, że trafiliśmy w dziesiątkę. W rezultacie w sposób niesłychanie ekspresyjny i rozładowujący rozgrzeszył on swojego
ojca. Tak szczerze, że do dzisiaj tę pracę pamiętam. Nie był już ani
tym, który nienawidzi, ani tym, który potrzebuje. Był tym, który kocha i potrafi wybaczyć. Poczuł się wolny. Mógł iść dalej.
Żeby klient mógł przekroczyć opozycję i dopracować się tego, że nie jest
ani tym, ani tym, doprowadza się, w klasycznej pracy gestaltowskiej, do
maksymalnego napięcia między dwoma opozycjami. Wtedy dochodzi do
eksplozji i świta możliwość przekroczenia jednowymiarowej przestrzeni
konfliktu. Gdy osiągamy taki "trzeci punkt" i uwalniamy się od
neurotycznego rozdwojenia, doznajemy jakby poczucia transcendencji. To
jest cudowne - wydobyć się z pułapki, jaką jest nienawiść i potrzeba
bycia kochanym! Gdy człowiek wybacza, doświadcza tego, że jest wolny i dojrzały. Doświadcza prawdziwej przestrzeni.
Maciek: Z tego wynikałoby, że jest to poza
obszarem psychoterapii?
W Nie. Myślę, że nie. Wybaczanie na pewno
nie jest poza obszarem psychoterapii. Choć w jakiś sposób dotyka
transcendencji.
"Tu i teraz"
W Zróbmy sobie eksperyment. Siądźcie w parach. Przez dwie, trzy minuty mówić będziecie wyłącznie o tym, czego
teraz doświadczacie.
Wielu z was zapewne to ćwiczenie już robiło, ale może w tym kontekście
zobaczycie je z nowej, twórczej strony. Jest to zresztą doskonała
procedura diagnostyczna, której możecie używać w pracy ze swoimi
klientami. Zaczynamy.
(Po krótkiej rundzie) Chciałbym, żebyście
teraz opowiedzieli o waszych pracach.
Bogdan: Ja z jednej strony nie miałem ochoty
mówić o tym, czego doświadczam, nie miałem też nic specjalnego do
powiedzenia, ale z drugiej strony myślałem: może i trzeba, należy coś
mówić? To prowadziło do wymyślania czegoś.
Małgosia: Mnie zastopował fakt, że nie
chciałam tutaj wnosić moich ostatnich cierpień i smutków. Powiedziałam
sobie, że to zawieszam, zostawiam. To mnie rzeczywiście zastopowało.
Beata: Ja się zastanawiałam: "Powiedzieć? No
tak, należy powiedzieć, ale nie mam ochoty". A potem zaczęłam sobie
wyobrażać, jak to by wyglądało i dopiero po jakimś czasie odpuściłam
sobie, przestałam kombinować co powiedzieć.
W Uderza mnie wasza bezradność w artykułowaniu odpowiedzi na pozornie proste pytanie: "Czego teraz
doświadczasz?". Chciałem wam na to zwrócić uwagę, ponieważ cała terapia
Gestalt obraca się wokół tego jednego pytania. Według założeń jej
klasycznego kanonu - jeśli ktoś jasno, wyraźnie i zdecydowanie potrafi w każdej chwili powiedzieć sobie, czego właśnie teraz doświadcza, jest
człowiekiem zdrowym, nic mu nie brakuje, poradzi sobie w każdej
sytuacji. Jak widać, niewielu z nas, według tego standardu, zasługuje na
miano zdrowych.
Gdyby tu siedział Perls, powiedziałby tak: "Wszyscy przynieśliście do
tego miejsca różne bagaże, różne sprawy, które tu wcale nie są obecne.
Jesteście nieprzytomni, śnicie". Na przykład Krysia. Jej palec w buzi,
trzęsące się nogi i... "ja nie chcę podnieść oczu"... To był element
całego syndromu lęku i mógł wskazywać na moment regresji w jej
zachowaniu. Przecież ona nie miała powodu przeżywać tutaj lęku! Można
więc przypuszczać, że przeżycie lęku przyniosła skądinąd, być może
jeszcze z tego okresu, gdy się trzyma palce w buzi.
Albo Beata. Dlaczego, zamiast zająć się odpowiedzią na pytanie,
zastanawia się, czy powiedzieć, czy nie powiedzieć? To jest ewidentny
bagaż. Widać od razu pierwszy blok w jej świadomości wzbudzany sytuacją,
w której ktoś zadaje jej pytanie.
Perls podkreśla, że jeśli spojrzysz na człowieka z perspektywy "tu i teraz" i gdy masz dobrze wyczulone oko i jasny umysł, widzisz, co w tym
człowieku jest w tej chwili najważniejsze i najprawdziwsze. I w jaki
sposób próbuje on to od siebie odsunąć. Gdy na przykład pytasz klienta:
"Z czym do mnie przychodzisz?", a on zaczyna ci opowiadać w egzaltowany sposób o swoich problemach, jednocześnie cały czas trąc
ręce, to ty już wiesz, że on nie jest świadomy tego, co jest dla niego
najważniejsze, nie łapie z tym kontaktu, nie łapie kontaktu ze sobą.
Pokonywanie obrony tego człowieka (tutaj obroną jest opowiadanie) polega
na kierowaniu jego uwagi na to, w czym jest energia, czyli na figurę
prawdziwą, a nie obronną. Klasyczny terapeuta gestaltowski zapyta go
natychmiast: "Co robią teraz twoje ręce?", czyli, innymi słowy: "Kim
teraz jesteś? Co się teraz z tobą dzieje? Co teraz przeżywasz? Tutaj, w tym momencie? Przestań mi opowiadać o przeszłości! Tego nie ma, jest
tylko to, co teraz. Tu siedzisz ty, tu ja, trzesz ręce i masz ochotę
opowiedzieć mi o swojej przeszłości. Reszta nie jest istotna".
Gdy kiedyś Perls zadawał ludziom z grupy superwizyjnej po kolei pytanie:
"Kim jesteś?", a jeden z uczestników zaczął bardzo długo opowiadać o sobie, jednocześnie uporczywie drapiąc się po tyłku, Perls przerwał mu,
mówiąc: "Czy nie wystarcza ci być w tej chwili po prostu drapiącym się
w tyłek?". W ten sposób pokazał, z żartobliwą przesadą, jaka odpowiedź
jest adekwatna dla zdrowo funkcjonującej świadomości. Zdrowej, a więc
chwytającej to, co "tu i teraz" jest na pierwszym planie - nieobciążonej
egocentryczną autorefleksją i autokreacją.
W terapii Gestalt zakłada się, że gdy świadomość człowieka funkcjonuje w sposób niezahamowany, wolny od różnych meandrów, to jest on zawsze w harmonii z sytuacją, w dobrym kontakcie z otoczeniem i ze sobą i potrafi
adekwatnie reagować na różne okoliczności swego życia. To wystarcza.
Niezależnie od tego, jak trudne będą okoliczności, ten człowiek sobie z nimi poradzi.
Dlatego klasyczni gestaltyści zajmują się przede wszystkim usprawnieniem
funkcjonowania świadomości klienta, badaniem procesu kontaktowania się
klienta z rzeczywistością, uświadamianiem tego procesu klientowi. Nie
próbują dociec, co się kryje za jakimś objawem - czy na przykład klient
obsesyjnie myje ręce, dlatego że czuje się zbrukany, czy że ma problem
seksualny, czy że chce kogoś zamordować - bowiem w trakcie pracy nad
procesem świadomości sprawa, która stała za objawem, z reguły ujawnia
się sama. Tą sprawą natomiast, tą przeszkodą, uniemożliwiającą klientowi
przeżywanie rzeczywistości w sposób zgodny z okolicznościami,
gestaltyści zajmują się tylko w takim stopniu, jaki jest niezbędny do
tego, by proces uświadamiania sobie "tu i teraz" mógł dalej toczyć się
gładko.
Używa się metafory, że niezałatwiona sprawa to, jak gdyby, stojąca woda.
Wszystko, co trzeba zrobić, to małą dziurkę w brzegu, tamie czy w dnie.
Woda sama zacznie szukać ujścia, popłynie coraz szerszym strumieniem.
Dlatego zajmowanie się tym, żeby tę wodę wybrać do końca jest stratą
czasu, dowodem braku wiary w możliwości człowieka i wyrazem
niezrozumienia sposobu, w jaki ludzka świadomość działa.
Jeśli będziecie pamiętać o tym i uwierzycie, że podstawową sprawą jest
uruchomienie procesu świadomości, doprowadzenie do tego, by wytwarzała
jasne, czyste figury, które uruchamiają energię do działania i znikają
otwierając przestrzeń dla następnego doświadczenia - to tak częsta,
nadmierna troska o treść tego, co klient wnosi w proces terapeutyczny,
nie będzie miała racji bytu. To ślepy zaułek psychoanalityków, którzy
bez końca zajmują się treścią, a nie procesem - i w dodatku czynią z tego cnotę.
Mówię o tym tak dużo, ponieważ jest to sprawa rzadko rozumiana przez
ludzi, którzy próbują uczyć się terapii Gestalt. Często koncentrują się
na technicznym aspekcie terapii, nie rozumiejąc, co za tym stoi.
Michał: Mam duży kłopot z wyborem: czy
prowadzić pracę w kierunku, w którym idzie proces świadomości klienta,
czy też pamiętać o jakimś założonym celu tej pracy?
W Nie widzę tu sprzeczności. Jeśli na
pierwszym planie w twojej świadomości jest proces, to idziesz za
procesem. Skoro proces został uruchomiony przez jakąś strukturę czy
pytanie, to się jakoś ma do tego pytania. Z reguły jest związek między
przebiegiem procesu a sytuacją, która go uruchamia.
Istnieje pokusa, żeby zdać się całkowicie na proces klienta: "Prędzej
czy później gdzieś on tam dopłynie, ja mu tylko będę towarzyszył". To
tak nie jest. Na ogół proces naszych klientów ma charakter neurotyczny.
Jest podobny raczej do wiru niż płynięcia. Jego przebieg ma to do
siebie, że energia krąży w kółko. Są w nim oczywiście elementy, które
dają możliwość wyjścia poza to zapętlenie, poza neurotyczne błędne koło.
I twoim zadaniem jako terapeuty jest wydobywanie z tła świadomości
klienta tych elementów. Gdy jesteś czujny i uważny, intuicyjnie wiesz, w którą stronę proces zmierza, wychwytujesz to, co go popycha, co stanowi
drogę ku rozwiązaniu. Wyprowadzasz człowieka poza jego schemat, często w obszary bardzo dla niego trudne, bardzo zagrażające.
-
W Jeszcze tylko kilka refleksji na
marginesie waszych prac. Czy zauważyliście, jak inaczej przebiegał każdy
z waszych procesów w tych pracach? Gdyby popatrzeć na nie jak na obraz
czy na krótką etiudę filmową - każdy miał inny sposób wyrazu, inną
zawartość. Różne światy.
Każdy z nas jest takim światem. W każdej chwili każdy z nas doświadcza
niesłychanej ilości doznań, wrażeń, spostrzeżeń, myśli, uczuć. Ale
istnieje jakiś tajemniczy klucz, który każe i pozwala poruszać się w tym
chaosie według określonego wzoru - i to właśnie, a nie co innego,
wydobywać z tła. Klucz ten nazywa się osobą. Tak właśnie przejawia się i tworzy zarazem "osoba".
Dla uważnego terapeuty, dążącego do optymalizacji procesu klienta,
bardzo interesujące jest pytanie: "Według jakiego klucza klient
organizuje swój świat, swoje przeżywanie? Co wybiera z tego wibrującego
tła, z tego mnóstwa różnych możliwości?". Takie pytanie można też zadać
samemu sobie. Nasza niepowtarzalność bowiem zasadza się na tym, czego
przed chwilą byliśmy tu świadkami - na odmiennych sposobach
doświadczania siebie i świata w każdej kolejnej chwili.
Każdemu z nas jest dostępna ta sama rzeczywistość. Każdemu z nas jest
dostępne to samo "tu i teraz". A jednak każdy z nas żyje w innym
świecie.
Na czym, w tych kategoriach, polega kontakt? W jaki sposób dwie osoby
mogą się spotkać? - Wtedy, kiedy wybierają z tła te same rzeczy, znajdą
się w tej samej przestrzeni. Albo, jak ktoś powiedział, patrzą w tę samą
stronę. Wtedy się spotykają. Inaczej, żeby nie wiem jak blisko siebie
siedziały i jak mocno się obejmowały - nic z tego nie wyjdzie.