Rzym u szczytu swej potęgi był największym miastem starożytnego świata zachodniego. Liczba jego mieszkańców wynosiła wówczas około miliona, choć nie zachowały się żadne oficjalne dokumenty, które mogłyby to potwierdzić. Tę wartość szacuje się na podstawie powierzchni miasta - porównanej ze średniowiecznymi i wczesnonowożytnymi ośrodkami europejskimi, których populacje znamy przynajmniej w przybliżeniu. W pewnych momentach rzeczywista liczba mieszkańców mogła być nawet wyższa, choć bez wątpienia zmieniała się w czasie, zależnie od okoliczności. Nawet w zestawieniu z miastami epoki średniowiecza starożytny Rzym imponował wielkością, zdecydowanie przewyższając swoje późniejsze, średniowieczne wcielenie. Londyn osiągnął porównywalną liczbę mieszkańców dopiero w XVIII wieku, a ówczesny zgiełk jego ulic i targowisk daje nam pewne wyobrażenie o tym, jak zatłoczony, hałaśliwy i tętniący życiem musiał być Rzym w okresie swojej świetności. Największy obszar cesarskiego Rzymu rozciągał się na długości od 3 do 5 kilometrów. Dziś na terenie współczesnego miasta nadal znajdują się rozległe niezabudowane rejony skrywające pod sobą olbrzymie połacie archeologicznych pozostałości dawnej stolicy imperium.
W tej scenerii mieściły się wspaniałe budowle publiczne, takie jak termy i świątynie, okazałe rezydencje bogaczy, cuchnące slumsy złożone z zatłoczonych czynszówek oraz wszystko, co mogło się znaleźć pomiędzy tymi skrajnościami. Przez sam środek miasta wił się Tyber. W górę rzeki nieprzerwanie płynęły barki przywożące towary z całego rzymskiego świata. Z nurtem spływały ścieki wylewane dniem i nocą, a wraz z nimi wzdęte ciała padłych zwierząt oraz ofiary egzekucji i morderstw.
Życie Rzymian, bez względu na ich status społeczny, było w większości krótkie i surowe. W mieście panowało nieustanne napięcie, co nie dziwi, zważywszy na ogromną liczbę mieszkańców oraz brak metod zarządzania tłumem czy zorganizowanych sił policyjnych. W społeczeństwie, gdzie krwawe igrzyska stanowiły rdzeń publicznej rozrywki, napady i brutalna przemoc były codziennością, a panowie mogli bezkarnie znęcać się nad swoimi niewolnikami. Nic więc dziwnego, że państwo samo posługiwało się terrorem, by utrzymać porządek. Do tej mieszanki wystarczyło dodać kapryśnego, nieobliczalnego cesarza, który jednym słowem mógł skazać na śmierć każdego, kto mu się sprzeciwił, a chwilę później sam też mógł paść ofiarą tej samej bezwzględnej machiny.
Punktem zapalnym mógł być incydent podczas wyścigów rydwanów, sportu cieszącego się ogromną popularnością. Tłumy w Circus Maximus lub na innych stadionach już przed wejściem były rozgrzane do czerwoności. Tertulian opisywał cyrk jako miejsce, w którym niepodzielnie rządzi szaleństwo22. Podnieceni i ośmieleni ludzie często krzyczeli na cesarzy, domagając się rozdawania łask i dóbr. Pewnego razu wyjątkowo nieprzewidywalny i niestabilny Kaligula (37-41) musiał zmierzyć się z żądającą obniżenia świadczeń na rzecz państwa ciżbą, która ciskała w jego stronę oskarżenia o opodatkowanie wszystkiego, co tylko było możliwe. Kaligula wpadł w furię. Zebrani zaczęli krzyczeć jeszcze głośniej, co podsyciło gniew cesarza. Rozkazał swoim "agentom" (prawdopodobnie członkom gwardii pretoriańskiej) wmieszać się w tłum, aresztować podejrzanych i natychmiast ich stracić. Widok tylu ludzi zabijanych bez wyroku przyniósł oczekiwany efekt. Tłum uspokoił się, zobaczywszy na własne oczy, że jego żądania kończą się gwałtowną śmiercią23.
Mieszkańcy Rzymu, nieustannie przekraczający bramy miasta, wypełniający jego ulice, place, obiekty publiczne oraz własne domostwa, żyli w cieniu monumentalnych budowli, które zdawały się ich przytłaczać. W wąskich zaułkach, gdzie mieszkała większość Rzymian, słońce ledwie przedzierało się między wysokimi kamienicami, tylko na krótką chwilę oświetlając brudne ściany, łuszczący się tynk i zaniedbane ulice. Jego promienie wpadały na moment do wnętrz czynszowych kamienic, sklepów i przydrożnych kaplic, po czym znikały, pozostawiając mieszkańców w półmroku. Niedaleko stamtąd to samo słońce lśniło na złoconych ścianach świątyń Forum Romanum, odbijało się od jaskrawo pomalowanych posągów bogów, cesarzy i wielkich wodzów, połyskiwało na trofeach przywiezionych z podbitych krain i na innych dekoracjach. Powietrze w mieście było ciężkie od dymu - snuł się on z niezliczonych pieców, ognisk ofiarnych i lamp oliwnych (patrz rozdział 10). Do tego dochodził nieustanny hałas i gwar.
Wśród Rzymian poruszających się pieszo lub niesionych w lektykach przemieszczali się przybysze, którzy odbyli wyczerpującą podróż do miasta w poszukiwaniu lepszego losu, pracy, bibliotek, bezpieczeństwa lub po prostu po to, by się pogapić. Sami Rzymianie wyruszali w podróże po całym imperium, pełniąc różnorodne funkcje: jako gubernatorzy, urzędnicy, żołnierze, kupcy czy nawet turyści (choć dokładne informacje o pochodzeniu poszczególnych osób często pozostają nieuchwytne - patrz rozdział 15). Ci, którzy wracali do Rzymu, przywozili ze sobą nie tylko doświadczenia, ale również pamiątki, nowe słowa, nawyki oraz egzotyczne kulty. Kwintus Cyceron postrzegał Rzym jako miasto stworzone z mieszaniny narodów, w którym roiło się od pułapek i wszelkiego rodzaju występków, a także od arogancji, zuchwałości, zła, pychy, nienawiści i trudności, które trzeba znosić24. Choć jego opis dotyczył wyzwań stojących przed człowiekiem ubiegającym się o urząd, nakreślony przez niego obraz miasta do dziś wydaje się znajomy, przypomina życie w niemal każdej wielkiej metropolii.
Część mieszkańców Rzymu urodziła się i dorastała w mieście. Inni przybywali z różnych stron Italii, niemal każdego zakątka rzymskiego świata, a nawet spoza jego granic. Byli wśród nich żołnierze, cywile, kupcy, woźnice rydwanów, gladiatorzy, kapłani oraz niewolnicy. Uwzględniając fizyczne rozmiary Rzymu, w tym jego wielopoziomową zabudowę, Pliniusz zauważył, że żadne inne miasto w historii nie mogło równać się z nim pod względem ogromu25. Juwenalis opisywał finansowe obciążenia związane z życiem w stolicy. "Wszyscy biedni z Rzymu się wynieśli" - stwierdził, podkreślając, że ludzie ubierają się ponad stan, aby zaimponować innym, a za wynajem ciasnych, podziemnych kwater płacą tyle, ile gdzie indziej kosztowałby elegancki wiejski dom. "Rzecz wstydliwa jedna jest tylko, biednym być" - ubolewał26.
Rzymianie tworzyli boskie personifikacje rozmaitych idei i miejsc, kontynuując ugruntowaną tradycję starożytności. Jedną z najbardziej wyróżniających się postaci była Roma. Makrobiusz pisał, że wszystkie miasta znajdują się pod opieką bóstwa27, odnosząc się właśnie do niej. Przedstawiana jako wojowniczka w hełmie, z tarczą, włócznią i trofeami, Roma symbolizowała rzymskie przekonanie, że ich miasto jest żywym organizmem, co nietrudno było odczuć, biorąc pod uwagę jego ogrom i zachodzące w nim nieustanne zmiany.
Początki Rzymu jako osady datuje się tradycyjnie na 753 p.n.e., kiedy to - według legendy - miał go założyć Romulus, potomek mitycznego trojańskiego bohatera Eneasza, i zostać jego pierwszym królem. Według legendy Eneasz, uciekając z płonącej Troi, poprowadził swoich ludzi na poszukiwanie nowej ojczyzny. W Italii znalazł odpowiednie miejsce, ożenił się z kobietą z plemienia Latynów i stworzył nową społeczność, która miała stać się Rzymianami. Archeologia, co zrozumiałe, nie dostarcza nam żadnych dowodów na istnienie Eneasza i Romulusa, pokazuje jednak, że w VIII wieku p.n.e. na tym obszarze zaczęły powstawać rozmaite osady wiejskie.
Mieszkańcy tych osad mówili różnymi językami, które wskazywały na ich zróżnicowane pochodzenie. Łacina była na przykład diametralnie różna od etruskiego i z czasem wchłonęła liczne obce słowa, głównie pochodzenia greckiego. Choć łacina przejęła wiele słów z etruskiego, sam język etruski wciąż pozostaje słabo zrozumiały. Z biegiem czasu kontakty między różnymi społecznościami stawały się coraz częstsze. Etruskowie nawet na pewien czas objęli władzę w Rzymie. Ludy środkowej Italii nawiązywały również szersze kontakty, głównie z Grekami, którzy jako kupcy i osadnicy rozprzestrzenili się w zachodnim regionie Morza Śródziemnego, szczególnie na Sycylii i w południowej Italii. W późnej republice i w czasach cesarstwa wykształceni Rzymianie zazwyczaj biegle posługiwali się greką, a zamożniejsi mieli greckie książki w swoich bibliotekach28. Mieszkający dalej na wschód Fenicjanie nawiązali kontakty z Afryką Północną, Bliskim Wschodem oraz podupadającym wówczas Egiptem.
Typowe dla okresu przejściowego między epoką brązu a epoką żelaza było to, że osadami rządzili wodzowie, stojący na szczycie hierarchii społecznej zdominowanej przez lokalną arystokrację. Ich prestiż opierał się na zdolności do kontrolowania terytoriów, a znaczną część energii poświęcali na podsycanie konfliktów o ziemię. Wśród tych społeczności Rzym, z powodów początkowo trudnych do zauważenia, zaczął zyskiwać większe znaczenie niż inne ośrodki, choć jego wpływy i władza ograniczały się do stosunkowo niewielkiego obszaru. Pod rządami wczesnych wodzów, nazywanych przez Rzymian królami, miasto przekształciło się w najważniejszą potęgę w regionie. Rzym przestał być prostą osadą wiejską - już w VI wieku p.n.e. stworzono pierwszy system kanalizacyjny, który umożliwił osuszenie doliny, gdzie miało powstać Forum Romanum. Elity inwestowały w okazałe i dobrze wyposażone kamienne domy. Świadectwem istniejących wówczas napięć były pierwsze mury miejskie, które otaczały obszar w kształcie rombu, o długości około 1,5-2 kilometrów. Kluczowym czynnikiem decydującym o przyszłym sukcesie Rzymu był nadzór nad przeprawą przez Tyber znajdującą się na lądowym szlaku wzdłuż zachodniego wybrzeża Italii. Tyber pełnił funkcję korytarza dla handlu morskiego z całego znanego świata, a bliskość wybrzeża umożliwiała Rzymowi kontrolowanie portu rozwijającego się w Ostii.
W 509 roku p.n.e. Rzymianie obalili swojego etruskiego króla Tarkwiniusza Pysznego i ustanowili republikę. Od tego momentu władza w Rzymie należała do dwóch corocznie wybieranych urzędników - konsulów, którzy przewodzili hierarchii niższych urzędników. Początkowo konsulowie byli wybierani spośród członków Senatu - rady arystokratów (patrycjuszy), której skład opierał się na kryterium majątkowym. Zamożni obywatele prowadzili interesy na jednym z rzymskich forów, w świątyniach, innych budowlach publicznych lub we własnych wystawnych rezydencjach. Republika pozostawała systemem rządów aż do czasu, gdy Oktawian August przejął władzę jako pierwszy cesarz, choć formalnie nigdy nie przyjął tego tytułu. Nawet wtedy podtrzymywał fikcję, jakoby przywrócił republikę, co stało się tradycją kontynuowaną przez jego następców. Republikańskie urzędy i instytucje nadal formalnie funkcjonowały.
Niewiele wiemy o wczesnym okresie republiki rzymskiej aż do jej schyłku - z tego czasu zachowało się zaledwie kilka materialnych świadectw. Obraz życia w Rzymie pochodzi głównie z I wieku p.n.e., kiedy republika chyliła się ku upadkowi, oraz z okresu cesarstwa, który nastąpił po jej ostatecznym rozpadzie. Za panowania Augusta Rzym z miasta sprawującego władzę nad obszarem o rozciągłości niewiele większej niż 100 kilometrów stał się stolicą imperium obejmującego całą Italię, Hiszpanię, Galię (dzisiejszą Francję), Bałkany, Grecję, Azję Mniejszą (dzisiejszą Turcję i Syrię) oraz Afrykę Północną, a od 30 roku p.n.e. także Egipt. Wpływ tej ekspansji na miasto był ogromny, jednak dopiero za Augusta - i dzięki stabilizacji, jaką przyniosły jego rządy - możliwe stały się spektakularne inwestycje w infrastrukturę oraz przepych zarówno w przestrzeni publicznej, jak i w prywatnych rezydencjach najbogatszych Rzymian.
RZYM W CZASACH CESARZY
Za panowania Wespazjana (69-79) Rzym był podzielony na czternaście dzielnic, w których rzekomo znajdowało się 265 skrzyżowań ulic, a każde z nich pozostawało pod opieką duchów zwanych larami. Skrzyżowania te odgrywały istotną rolę w wyznaczaniu granic od dawna ustalonych dzielnic miasta29 nazywanych vici - co pierwotnie oznaczało osadę. Od czasów Augusta były one nadzorowane przez specjalnych urzędników, vicomagistri. Kult larów stanowił kluczowy element życia społeczności tych dzielnic, podkreślając ich odrębność i tożsamość. Dziś fizyczne ślady dzielnic można odnaleźć jedynie w ruinach Ostii i Pompejów. Połączenie trzech dróg określano mianem trivium - to właśnie od tego słowa pochodzi współczesny termin "trywialny", ponieważ takie miejsca uchodziły za pospolite i nieistotne. Uosabiała je bogini Trivia, związana również z cmentarzami i magią30.
Ludność każdej dzielnicy - licząca średnio około 3000-4000 osób, co wynika z szacunkowej populacji Rzymu, która mogła sięgać nawet miliona - prawdopodobnie znała się przynajmniej powierzchownie, żyjąc i pracując w bliskim sąsiedztwie. Mężczyźni często uczestniczyli w działalności lokalnych cechów (collegia), które zazwyczaj skupiały się wokół wspólnego zawodu, udziału w kulcie religijnym lub, jak też bywało, obu jednocześnie. Te organizacje były zdominowane głównie przez wyzwoleńców i pozwalały im nadrabiać brak praw politycznych poprzez zdobywanie prestiżu i wpływów w swoich społecznościach. Dzięki cechom wyzwoleńcy nie tylko zyskiwali uznanie w środowisku, ale również odgrywali ważną rolę w kształtowaniu życia społecznego i religijnego miasta.
Te organizacje miały własne statuty, kalendarze, urzędników oraz przeprowadzały wewnętrzne wybory. Ich działalność i wpływy sięgały zarówno sfery religijnej, jak i głównego nurtu polityki. Przynależność do cechu była źródłem prestiżu, a jego członkowie wspierali się nawzajem w różnych aspektach życia. Cechy działały też jako frakcje polityczne. Bardziej wpływowi członkowie, pełniący rolę patronów, wykorzystywali swoje stanowiska do angażowania klientów w interesy handlowe oraz do zapewnienia wsparcia, także siłowego, zarówno na swoją korzyść, jak i na rzecz swoich własnych patronów, wśród których nie brakowało senatorów. W rezultacie cechy stały się znaczącymi graczami na rzymskiej scenie politycznej i gospodarczej. Rywale polityczni często korzystali z poparcia różnych cechów, co prowadziło do napięć, które łatwo przeradzały się w przemoc. Rytuały oraz powiązania z kultami religijnymi sprawiały, że przypominały one bardziej współczesne loże masońskie niż zwykłe zrzeszenia zawodowe.
Rzym, ze swoim nieustannym ruchem ulicznym i aktywnością na 265 skrzyżowaniach, tonął w chaosie i nieprzerwanym hałasie. Przechodniów ogłuszał huk żelaznych obręczy kół wozów, które z impetem uderzały o nierówne drogi brukowane wulkanicznymi kamieniami. Musieli oni schodzić z drogi bogaczom, którzy zawsze wymuszali pierwszeństwo. Juwenalis, opisując panujący w Rzymie nieustanny zgiełk, narzekał, że w tym mieście spać mogą tylko zamożni31. Marcjalis wyjaśniał w jednym z epigramów, dlaczego tak często ucieka do swojej willi w Nomentum (dzisiejszej Mentanie), niewielkim miasteczku oddalonym o około 30 kilometrów od Rzymu. Skarżył się na krzyki nauczycieli szkolnych, hałas piekarzy i kotlarzy, brzęk monet rzucanych na stoły bankierów, a nawet na nocne hałasy, gdy mieszkańcy tłukli garnkami i patelniami podczas zaćmień Księżyca, aby odpędzić złe duchy32.
Zamożni Rzymianie i ich żony przemierzali ulice w lektykach, jak choćby Afer, który ostentacyjnie kazał się nosić "na ramionach sześciu kapadockich niewolników". Przechodnie musieli ustępować miejsca, gdy lektyki przeciskały się przez tłum, a ich właściciele wygodnie wylegiwali się wewnątrz, ukryci za zasłonami, by odgrodzić się od pospólstwa. Za nimi, w pośpiesznym poddaństwie, podążała "gromada starannie wypielęgnowanych klientów", demonstrując swoje podporządkowanie33. Nawet po śmierci przedstawiciel elity cieszył się wyjątkowym statusem. Jego ciało, ułożone w pozycji siedzącej, było najpierw uroczyście przenoszone na podium na Forum Romanum, gdzie krewny wygłaszał do tłumu mowę pochwalną, sławiąc dokonania zmarłego. Następnie zwłoki były obnoszone ulicami miasta, by w końcu zostać skremowane i pochowane wzdłuż dróg leżących poza granicami Rzymu.
Ludzie zmuszeni ustępować miejsca zmarłym wielmożom to przede wszystkim zwykli obywatele oraz liczne rzesze niewolników i wyzwoleńców próbujących wykonywać swoje codzienne obowiązki. Jedni zmierzali do łaźni, inni może wybierali się na spacer po jednym z wielkich eleganckich ogrodów publicznych i kompleksów rekreacyjnych, takich jak portyk Liwii. Jednak wszyscy ryzykowali, że zostaną brutalnie zepchnięci na bok przez żołnierzy, którzy w razie sprzeciwu nie wahali się użyć siły wobec protestujących.
Rzymianie bez skrupułów postrzegali cudzoziemców przez pryzmat stereotypów. Herodian opisywał Eklektosa, który był szambelanem Kommodusa, jako "typowego Egipcjanina", działającego pod wpływem emocjonalnych impulsów34. Pliniusz wspominał o "fałszywości Greków", natomiast Cyceron ostrzegał, że wielu z nich to oszuści i ludzie niegodni zaufania, doradzając swojemu bratu Kwintusowi, by zachował czujność podczas pełnienia funkcji namiestnika prowincji w Azji35. Natomiast niektóre z najwspanialszych relacji o Rzymie pochodzą od tych, którzy przybyli do miasta z odległych zakątków świata. Grecki mówca Eliusz Arystydes odwiedzający Rzym za panowania Hadriana był oszołomiony rozmiarami i bogactwem miasta. Opisał je jako miejsce, w którym można znaleźć wszystko, co kiedykolwiek stworzono na świecie.
Niektórzy Rzymianie, głównie urzędnicy, żołnierze lub kupcy, wyruszali w dalekie podróże zarówno po rzymskich terytoriach, jak i poza ich granice. Wśród nich byli tacy, którzy przywozili do Rzymu łupy wojenne, dzieła sztuki i trofea, na przykład zdobyte w greckim Koryncie po zwycięstwie Rzymu w 146 roku p.n.e. Dla bardziej zachłannych i ostentacyjnych przedstawicieli elity posiadanie oraz wystawianie takich przedmiotów w mieście stało się symbolem prestiżu.
W 139 roku p.n.e. rzymska misja dyplomatyczna pod przewodnictwem Scypiona Emilianusa, zwycięzcy trzeciej wojny punickiej, dotarła do Aleksandrii, aby ocenić sytuację w Egipcie. Scypion i jego towarzysze byli oszołomieni bogactwem oraz imponującą architekturą egipskich miast, lecz nie mogli pojąć, dlaczego rządzący nie potrafią w pełni wykorzystać potencjału swojego kraju36. W tym czasie Egipt szybko chylił się ku upadkowi pod rządami ostatnich faraonów z dynastii Ptolemeuszów, których władza w coraz większym stopniu zależała od wsparcia Rzymu. W 116 roku p.n.e. w pobliżu Asuanu, na wyspie File ze świątynią Izydy37, trzej lub czterej rzymscy kupcy pozostawili inskrypcję opatrzoną ich imionami. Z pewnością istniała cała rzesza innych podobnych koniunkturalistów, którzy odwiedzali Egipt w poszukiwaniu korzyści. W 112 roku p.n.e. do Egiptu zawitał także rzymski senator Lucjusz Memmiusz. Choć jego kariera jest słabo udokumentowana, przetrwał papirus opisujący jego podróż. Memmiusz przybył do Aleksandrii, planując rejs w górę Nilu, aby odwiedzić najważniejsze zabytki i atrakcje. Został przyjęty z uniżoną gorliwością przez miejscowych organizatorów, którzy zadbali o to, by wszędzie, gdzie się pojawiał, był witany z "wielkim przepychem"38. Wręczono mu nawet przysmaki, które miał rzucać świętemu krokodylowi. Przetrwanie tego papirusu to dzieło przypadku, ale jego treść dowodzi, że istniały łatwo dostępne środki transportu do Egiptu oraz dobrze rozwinięty przemysł turystyczny. Po powrocie do Rzymu podróżnicy opowiadali o swoich doświadczeniach, co wzmacniało rosnące zainteresowanie Egiptem, szczególnie jego sztuką i religią, choć dopiero w 30 roku p.n.e. stał się on rzymską prowincją. Oryginalne egipskie zabytki zaczęły trafiać do Rzymu i Italii, a jednocześnie rozwinął się rodzimy przemysł artystyczny. Wykorzystywał on egipskie motywy i symbolikę, tworząc tak zwane nilotica, które zdobiły rzymskie domy oraz przestrzenie publiczne.
RZYMSKI GARNIZON
Rzymski system władzy opierał się na armii, która nie tylko egzekwowała decyzje rządzących, ale także uosabiała obecność i autorytet państwa. W czasach republiki istniał jednak surowy zakaz wprowadzania wojsk do miasta przez dowódców. Złamanie tej zasady przez Sullę było jednym z najbardziej haniebnych momentów w historii republiki. Po tym, jak jego żołnierze dopuścili się grabieży, Sulla musiał ich ukarać, a następnie rozmieścił straże wokół miasta, by zapobiec kolejnym ekscesom39. W 43 roku p.n.e., w czasie upadku republiki, triumwirowie Oktawian, Antoniusz i Lepidus posunęli się jeszcze dalej, sprowadzając swoje armie do Rzymu i ostentacyjnie eksponując sztandary wojskowe w całym mieście40. Dopiero w okresie cesarstwa obecność żołnierzy w stolicy stała się trwałym i zinstytucjonalizowanym elementem życia miasta. Powstała elitarna gwardia pretoriańska, która miała chronić cesarza i pełnić funkcję jego osobistej straży, oraz miejskie kohorty, które odpowiadały za utrzymanie porządku publicznego. Te formacje stały się kluczowym narzędziem władzy, umożliwiając cesarzowi skuteczne sprawowanie kontroli nad ogromną, zróżnicowaną i potencjalnie niestabilną populacją Rzymu.
Już w późnym okresie republiki rzymscy wodzowie powoływali elitarne kohorty pretoriańskie, które pełniły rolę ich osobistych straży przybocznych. Nazwa wywodzi się od praetorium - określenia namiotu dowódcy wojskowego podczas kampanii lub jego rezydencji w twierdzy. Oktawian August nadał tej doraźnej formacji trwały charakter, przekształcając ją w stałą jednostkę. Nowo utworzona gwardia pretoriańska została podporządkowana dwóm prefektom, co było strategicznym posunięciem. Taki podział dowództwa zapobiegał bowiem możliwości koncentracji zbyt dużej władzy w rękach jednego człowieka, co mogłoby prowadzić do zamachu stanu. Pomimo tych zabezpieczeń za panowania Tyberiusza doszło niemal do przewrotu. Prefekt gwardii pretoriańskiej Lucjusz Eliusz Sejan nie tylko przejął pełną kontrolę nad formacją, ale również próbował obalić cesarza. Co gorsza, sprowadził gwardię do samego Rzymu i ulokował ją w nowo wybudowanym obozie - Castra Praetoria - na północno-wschodnich obrzeżach miasta. Fragmenty tego obozu przetrwały do dzisiaj. Gwardia pozostawała stałym elementem rzymskiego życia aż do czasów Konstantyna Wielkiego (306-337), który rozwiązał tę formację po tym, jak wsparła jego rywala Maksencjusza.
Za czasów Augusta istniało dziewięć kohort pretoriańskich, z których każda liczyła 500 żołnierzy (tzw. quingenaria). Łączna liczba żołnierzy ulegała jednak zmianom, szczególnie podczas wojny domowej w latach 68-69. Do końca II wieku liczba kohort wzrosła do dziesięciu, a każda z nich liczyła 1000 żołnierzy (tzw. kohorty milliaryjne)41. Świadectwa rozproszone po różnych zakątkach imperium rzymskiego dowodzą, że pretorianie byli oddelegowywani zarówno indywidualnie, jak i w większych jednostkach do wykonywania różnorodnych zadań niemal wszędzie tam, gdzie było to potrzebne. Często obejmowało to również emerytowanych pretorian, którzy pod warunkiem honorowego zwolnienia ponownie wstępowali do wojska na dalszą służbę. Określano ich mianem evocati Augusti ("ponownie wezwani [pod broń] przez cesarza").
Żołnierze gwardii pretoriańskiej, w tym także jej konny oddział equites singulares mający własne koszary i stajnie, byli stałym elementem życia w Rzymie. Pretoriańscy żołnierze eskortowali cesarza, strzegli pałacu i zajmowali się szpiegowaniem społeczeństwa. W zależności od tego, kto sprawował władzę, często pozwalali sobie na podejmowanie dodatkowych zajęć według własnego uznania. Najbardziej niesławne było jednak ich zaangażowanie w obalanie cesarzy i wynoszenie ich na tron, zwykle w zamian za niebotyczne gratyfikacje finansowe i inne przywileje. Działo się tak pomimo tego, że byli najlepiej opłacanymi i najbardziej uprzywilejowanymi żołnierzami w całej armii rzymskiej.
Miejskie kohorty (cohortes urbanae) zostały utworzone przez Augusta, aby pełniły rolę miejskiej siły policyjnej, podlegały jednak prefektowi Rzymu. W roku 23 istniały trzy takie kohorty, być może taka była ich pierwotna liczba. W roku 69 liczba miejskich kohort została zwiększona do czterech, a każda z nich liczyła 900 żołnierzy (kohorty milliaryjne)42. Miejskie kohorty stanowiły użyteczną przeciwwagę dla gwardii pretoriańskiej.
Powszechnym i niezwykle groźnym problemem były w Rzymie pożary. W gęsto zabudowanym starożytnym mieście wiele konstrukcji wznoszono z drewna. Pożar z 7 roku p.n.e. doprowadził do podziału miasta na czternaście dzielnic administracyjnych. W tamtym okresie bezpieczeństwo przeciwpożarowe spoczywało na 6000 strażników zorganizowanych w cztery kohorty. Kolejny katastrofalny pożar w 6 roku n.e. stał się impulsem do utworzenia cohortes vigilum - oddziału liczącego 3500 strażników rekrutowanych głównie spośród wyzwoleńców. Strażnicy ci, zwani vigiles, zostali rozmieszczeni w strategicznie ulokowanych bazach (stationes) na terenie całego miasta, aby mogli szybko reagować na zagrożenia pożarowe oraz zapobiegać zawaleniu się budynków43. Funkcja vigiles nie ograniczała się jednak wyłącznie do gaszenia pożarów. Byli oni również narzędziem równoważenia wpływów gwardii pretoriańskiej, której władza nieustannie rosła. W 31 roku n.e. to właśnie vigiles pod dowództwem Sutoriusza Makrona odegrali główną rolę w obaleniu nadmiernie ambitnego pretoriańskiego prefekta Sejana.
Żołnierze gwardii pretoriańskiej byli znani z brutalnego traktowania obywateli, zarówno podczas wykonywania oficjalnych obowiązków, jak i z czystej samowoli. Na ulicach miasta często bezceremonialnie przepychali się wśród przechodniów, zmuszając ich do ustąpienia z drogi. Po zamordowaniu Kaliguli to właśnie gwardia pretoriańska wyniosła na tron jego wuja Klaudiusza. Eskortowała go na Palatyn, gdzie miał spotkać się z Senatem, przy czym żołnierze "bardzo surowo" obchodzili się z tłumem, torując sobie drogę przez miasto44.
Zwykli obywatele Rzymu nie śmieli wchodzić w konflikty z żołnierzami. Złożenie skargi czy dochodzenie sprawiedliwości przed urzędnikiem cywilnym było praktycznie niemożliwe. Sprawy przeciwko żołnierzom mogły być rozpatrywane wyłącznie przez sąd wojskowy w obozie pretoriańskim, co oznaczało, że przewodniczył im centurion, a członkami ławy przysięgłych byli jego towarzysze broni. Rezultat takich postępowań był niemal zawsze niekorzystny dla skarżącego, który narażał się nie tylko na dalsze upokorzenia, ale nawet na pobicie45. Z kolei żołnierz wnoszący sprawę do sądu mógł liczyć na natychmiastowe jej rozpatrzenie, co stanowiło przywilej zupełnie niedostępny dla reszty obywateli46.
Za panowania Kommodusa (180-192), którego rządy cechowała skrajna pobłażliwość, zachowanie gwardii pretoriańskiej uległo dalszemu pogorszeniu. Po zamordowaniu Kommodusa pod koniec 192 roku na tron wyniesiono Pertynaksa, znanego z rygorystycznego podejścia do dyscypliny. Herodian odnotował, że żołnierzom wydano rozkaz, by zaprzestali obrażania ludności, oraz zakazano im noszenia toporów i atakowania przypadkowych przechodniów47. Ta wzmianka ukazuje szokujący obraz uzbrojonych żołnierzy, którzy rutynowo napadali na niewinnych mieszkańców Rzymu. Jednak już pod koniec marca 193 roku Pertynaks został zamordowany przez tych samych pretorianów. Za ten czyn nowy władca, Septymiusz Sewer, po przejęciu kontroli nad cesarstwem pod koniec wojny domowej w latach 193-197 rozwiązał gwardię pretoriańską. Jej członkowie zostali zwolnieni ze służby i wydaleni z miasta, a ich miejsce zajęły lojalne oddziały oddelegowane z regularnych legionów cesarskich. Zreformowana gwardia pretoriańska wciąż odgrywała istotną i nieprzewidywalną rolę w historii Rzymu aż do jej ostatecznego rozwiązania przez Konstantyna Wielkiego w 312 roku.
NIERÓWNOŚCI SPOŁECZNE
Kosmopolityczną populację tętniącego życiem Rzymu cechowały nierówności tamtej epoki. Poza rodziną cesarską najbogatsi byli ludzie tacy jak bracia Kwintyliusze, którzy pod koniec II wieku n.e. wznieśli przy Via Appia olbrzymią rezydencję. Monumentalne ruiny, dorównujące wielkością budynkom użyteczności publicznej, do dziś stanowią dominujący element krajobrazu w zachodniej części miasta, przy trasie z lotniska Ciampino. Najubożsi byli najniżsi rangą niewolnicy, zwykle jeńcy z rzymskich podbojów. Nawet w takim systemie istniały jednak szanse na awans społeczny. Niewolnik mógł zostać wyzwolony, wyzwoleńcy zaś mieli możliwość dorobienia się na handlu i zapewnienia swoim synom szansy na zdobycie wysokiego urzędu. Urbanus i Klarus, wyzwoleni przez Aulusa Memmiusza tego samego dnia, przyjęli zgodnie z obyczajem jego nazwisko. Po śmierci Klarusa Urbanus zlecił wykonanie nagrobka przy Via Appia, upamiętniając ich dożywotnią przyjaźń48. Innym takim wyzwoleńcem był Euhodus, który sam ufundował sobie pomnik. Udało mu się osiągnąć sukces w sprzedaży pereł na Via Sacra w Rzymie. Dorobił się na tyle, że mógł kupić własnych niewolników, a następnie ich również wyzwolić. Co ciekawe, w swoim grobowcu zarezerwował miejsca wyłącznie dla nich, podkreślając, że absolutnie nikt inny nie zostanie tam pochowany49. Niektórzy niewolnicy gromadzili wystarczająco dużo pieniędzy, by kupić sobie wolność i dobrze prosperować (patrz rozdział 7).
TAKI JEST RZYM
Świadectwa, które przetrwały do dziś, dzięki niezwykłej umiejętności uchwycenia ducha miejsca i czasu, ukazują niezrównany obraz życia w imperium rzymskim, a zwłaszcza w samym Rzymie. Za panowania Domicjana (81-96) Marcjalis radził swojemu przyjacielowi Luperkusowi, aby udał się do części miasta zwanej Argiletum. To właśnie tam, naprzeciwko forum Cezara, znajdował się sklep należący do Atrektusa. Na framugach jego drzwi poeci umieszczali ogłoszenia o swoich dziełach przeznaczonych na sprzedaż - czynił to również Marcjalis50. Ta pozornie błaha anegdota, podobnie jak groby wzdłuż Via Appia, otwiera kolejne z niezliczonych okien ukazujących codzienne życie w starożytnym Rzymie.
Eliusz Arystydes z zachwytem opisywał niezwykłą mnogość towarów, które codziennie przybywały do Rzymu z całego imperium i spoza jego granic, nawet z Indii. Przepływ tych dóbr był, jak pisał, stały - z tego wynikała ich obfitość, dzięki czemu Rzym był światowym rynkiem51. Choć te słowa miały charakter retoryczny, kryło się w nich ziarno prawdy. Napływ tak ogromnej ilości towarów umożliwiał wówczas port u ujścia Tybru w Portusie niedaleko Ostii52. O astronomicznej ilości samej tylko oliwy, która trafiała do miasta, świadczy dziś Monte Testaccio - wzgórze składające się z odłamków amfor. Oliwa była używana jako paliwo do lamp i do przyrządzania posiłków. Publiusz Sulpicjusz Menofilus, wyzwoleniec pochodzenia greckiego, pochował swoją żonę w połowie I wieku n.e., pozostawiając inskrypcję informującą, że był on doctor de portu oleario ("nauczycielem z portu oliwnego") w Vicus Victoria53. Lokalizacja tego miejsca pozostaje nieznana, podobnie jak szczegóły zawodu Menofilusa, lecz możliwe, że port oliwny znajdował się na brzegach Tybru w pobliżu Forum Boarium (targu bydła). Był to prawdopodobnie jeden z kilku takich portów w mieście.
Geograf Strabon opisał Rzym za czasów panowania Augusta. Uczony ten pochodził z miasta Amaseia znajdującego się w rzymskiej prowincji Pont w północnej części dzisiejszej Turcji. Wieczne Miasto wywarło na Strabonie ogromne wrażenie, choć wiele z jego najsłynniejszych budowli jeszcze wtedy nie istniało. Zauważył, że powstało raczej z konieczności niż z wyboru - brakowało mu naturalnych obronnych granic i zaplecza gospodarczego niezbędnego do utrzymania miasta tych rozmiarów54. Kluczowym czynnikiem jego rozwoju okazało się przejęcie przez Rzymian sąsiadującej żyznej i rozległej ziemi, co było możliwe dzięki ich "męstwu i ciężkiej pracy". Te dwie cechy - odwaga i pracowitość - były dobrze znanymi motywami w opiniach Rzymian o samych sobie. Jednocześnie jednak sukcesy Rzymu budziły w jego mieszkańcach nieustanny niepokój, gdyż obserwowali oni, że dobrobyt prowadzi do rozleniwienia, samozadowolenia i utraty dawnych cnót.
Zasoby, jakimi dysponował Rzym - w tym drewno i kamień oraz dostęp do żywności - były zdaniem Strabona kluczowym czynnikiem jego sukcesu. Geograf był oszołomiony ciągłymi zmianami, jakim podlegało miasto. Nieustannie wznoszono nowe domy, które były szybko burzone lub niszczone w przypadkowych pożarach, by zrobić miejsce dla nowych, lepszych budowli. Piszący w tym samym czasie Horacy skarżył się na ciągłe burzenie i odbudowywanie, wieczne przemiany z dobrego na lepsze, opisywał chaos codziennego życia w mieście, które wydawało się pozbawione jakiegokolwiek porządku55.
Strabon, choć był Grekiem, nie ukrywał swojego podziwu dla Rzymian. Zauważył, że podczas gdy Grecy dbali o wybór malowniczych i dogodnych lokalizacji dla swoich miast, Rzymianie wykazali się znacznie większą dalekowzrocznością, budując sieć dróg, akweduktów i kanalizacji. W epoce, w której nie było maszyn napędzanych energią mechaniczną, ich mistrzostwo inżynieryjne miało kluczowe znaczenie. Dzięki wykopom i nasypom wyrównującym szlaki umożliwiali wozom ciągniętym przez konie i woły transport znacznie cięższych ładunków do miasta i z miasta. Drogi te stanowiły uzupełnienie transportu rzecznego - towary docierały do Rzymu z portu w Ostii na barkach płynących w górę Tybru. Rzymskie trakty tętniły życiem, pełne najróżniejszego ruchu: lektyki i powozy bogaczy otoczonych liczną świtą, niewolnicy wysyłani pieszo, by załatwiać interesy swoich panów, migranci poszukujący pracy, włóczędzy i wędrowni rzemieślnicy. Pośpiesznie przemierzali je także tabellarii - kurierzy niosący pakunki z listami, które podróżowały przez imperium tygodniami, a czasem nawet miesiącami56.
Strabon nie krył zachwytu nad wpływem rywalizacji, która napędzała wielkie projekty budowlane z czasów późnej republiki i Augusta. Głównym miejscem tych przedsięwzięć było Pole Marsowe (Campus Martius) - rozległy trawiasty teren w północnej części Rzymu. Ta otwarta zielona przestrzeń upiększona dziełami sztuki służyła jako centrum sportu i wyścigów rydwanów. Strabon pisał, że "ćwiczy się tam nieprzebrana rzesza ludzi", a wszystko to rozgrywało się na tle wzgórz łagodnie opadających ku brzegowi Tybru. Nic dziwnego, że przyrównał to miejsce do pięknego malowidła. Niedaleko znajdowało się Pole Agrypy (Campus Agrippae), które miało zupełnie inny charakter. Znajdował się na nim kompleks świątyń, teatrów i amfiteatr upiększony grobowcami wybitnych osobistości. Wśród nich szczególne miejsce zajmowało mauzoleum Augusta - monumentalna cylindryczna budowla, w której złożono skremowane szczątki rodziny cesarza. Mauzoleum górowało nad okolicą, zwieńczone kopcem przypominającym wzgórze, obsadzonym topolami.
Na południe od tego rejonu wznosiło się Wzgórze Kapitolińskie (Capitolium), na którym znajdowała się świątynia Jowisza Kapitolińskiego, przez Strabona określana jako "najczcigodniejsza spośród rzymskich świątyń"57. To niewielkie strome wzgórze górowało nad doliną, gdzie między Palatynem i Eskwilinem starożytne miasto rozrastało się w ciąg forów. Rzym pełen był dzieł sztuki zarówno na Forum, jak i w portyku Liwii, gdzie można było podziwiać posągi Asklepiosa i Diany w świątyni Junony. W tym samym budynku znajdowały się również inne wspaniałe rzeźby, na przykład dzieła słynnego rzeźbiarza Praksytelesa58.
Strabon, wygodnie je pomijając lub celowo o nich zapominając, nie pisał o ciasnych zaułkach Rzymu, gdzie w schyłkowym okresie republiki polityczne bandy ścierały się w morderczej walce o wpływy, siejąc chaos i przemoc. Slumsy, w których gnieździła się większość mieszkańców, stanowiły jedynie hałaśliwe i niebezpieczne tło tego monumentalnego miasta. Na forum Augusta centralnym punktem była majestatyczna świątynia Marsa Mściciela (Mars Ultor) wzniesiona dla uczczenia wojny przeciwko zabójcom Cezara Brutusowi i Kasjuszowi, a tuż za nią wznosiła się potężna kamienna ściana przeciwpożarowa, która przetrwała do dzisiaj. Miała ona nie tylko chronić przed niszczycielskimi pożarami, które regularnie trawiły miasto, przeskakując z budynku na budynek przez wąskie uliczki, lecz także skutecznie zasłaniać widok na zatłoczone, zaniedbane czynszówki w tle - brutalne przypomnienie, że chwała Rzymu często wymagała odpowiedniego kadrowania rzeczywistości.
RZYM WEDŁUG PLINIUSZA
Rzym, który odwiedził Strabon, z pewnością musiał robić ogromne wrażenie, ale blednie w zestawieniu z tym, czym miasto stało się w późniejszych latach. Około pół wieku później historyk i przyrodnik Pliniusz Starszy stworzył swój własny opis cudów miasta59. Według niego budowle Rzymu przewyższały wszystkie inne na świecie, choć trudno powiedzieć, czy autor rzeczywiście był w pełni uprawniony do takiej oceny. Za czasów Pliniusza miasto zyskało jeszcze większy splendor, szczególnie dzięki świątyni Pokoju wzniesionej przez Wespazjana. Pliniusz z największym podziwem wspominał jednak osiągnięcia Agrypy z czasów panowania Augusta. To właśnie Agrypa przeprowadził gruntowną modernizację rzymskiego systemu kanalizacyjnego, dodając 700 basenów, 500 fontann i 130 castella. Castella divisiorum, czyli zbiorniki wodne, odbierały wodę z akweduktów i rozprowadzały ją do ulicznych fontann, prywatnych domów oraz miejsc użyteczności publicznej, takich jak łaźnie. Choć te konstrukcje miały głównie charakter użytkowy, Agrypa zadbał również o ich estetykę, ozdabiając je 300 rzeźbami z brązu lub marmuru oraz 400 marmurowymi kolumnami. Cały ten ambitny projekt miał zostać ukończony w zaledwie rok60.
Pliniusz był szczególnie poruszony kontrastem między skromnymi domami tych, "którzy państwo to założyli i na pokonanie tylu i tak potężnych narodów i osiągnienie tryumfów, od pługa, albo ogniska przybywali, a ich role mniejsze były od sali owych ludzi"61. Miasto, jak zauważył, "otoczone było domami Gajusza i Nerona".
Jako człowiek o naukowych zainteresowaniach (przynajmniej według standardów swoich czasów) Pliniusz był szczególnie zafascynowany niezwykłym osiągnięciem, jakim była sieć kanałów ściekowych. Zostały one zaprojektowane tak, by łączyć w jedną całość wody siedmiu rzek spływających w dół miasta. Siła ich nurtu skutecznie usuwała wszelkie nieczystości z Rzymu, choć czasami musiały zmierzyć się z ogromnym naporem wody powodziowej z Tybru. Mimo takich obciążeń system kanalizacyjny nie niszczał. Wytrzymywał zarówno trzęsienia ziemi, jak i ogromny nacisk od góry, spowodowany przez zawalające się budynki - czy to wskutek katastrof budowlanych, czy pożarów, które osłabiały ich konstrukcje.
AKWEDUKTY
Rzym był zaopatrywany w wodę przez akwedukty, które zapewniały stały dopływ świeżej wody "w takich ilościach, że przez miasto i kanalizację przepływały prawdziwe rzeki"62. Akwedukty zasilały niezliczone uliczne fontanny, podobne do tych, które wciąż można zobaczyć w Pompejach i Herkulanum.
Aqua Virgo dostarczała wodę od 19 roku p.n.e., po tym jak została zbudowana przez energicznego i pełnego pomysłów Agrypę. Akwedukt czerpał wodę ze źródeł położonych 8 rzymskich mil od miasta, na terenie należącym do człowieka o imieniu Lukullus. Nazwa akweduktu wywodzi się z opowieści, według której żołnierze poszukujący wody zostali skierowani przez młodą dziewczynę do bagnistego miejsca, gdzie znajdowały się źródła. Żołnierze poszli za jej wskazówkami i odkryli wodę "w ogromnych ilościach". Na pamiątkę tego wydarzenia wzniesiono tam małą świątynię ozdobioną malowidłem przedstawiającym tę scenę. Rzymska inżynieria hydrauliczna umożliwiła wykorzystanie tej wody poprzez zbudowanie betonowej ściany otaczającej bagna. Konstrukcja ta pozwalała na zatrzymanie wody i podniesienie jej poziomu do punktu, z którego mogła zostać skierowana do akweduktu. Po drodze do Rzymu wody ze źródeł łączyły się z innymi strumieniami, aby maksymalnie zwiększyć przepływ.
Choć akwedukty kojarzą się dziś przede wszystkim z majestatycznymi arkadami wspierającymi kanały wodne, w rzeczywistości były one często na długich odcinkach ukryte pod ziemią, w zależności od ukształtowania terenu. W przypadku Aqua Virgo ponad 90 procent jej długości przebiegało pod powierzchnią, a jedynie 5 procent wspierało się na arkadach63. Pozostałości naziemnych akweduktów w Rzymie świadczą jednak o ogromnych osiągnięciach inżynieryjnych, które umożliwiły rozwój miasta na niespotykaną skalę. Nic dziwnego, że Sekstus Juliusz Frontyn, który za panowania Nerwy (96-98) zarządzał rzymskimi akweduktami, zestawił je z "bezczynnie stojącymi piramidami i bezużytecznymi (choć słynnymi) dziełami Greków"64.
Istniały całe zespoły cesarskich niewolników znanych jako aquarii odpowiedzialnych za utrzymanie akweduktów poza Rzymem, a także inne grupy zajmujące się instalacjami wodnymi w samym mieście. To właśnie dzięki nim woda trafiała do prywatnych rezydencji bogaczy, publicznych fontann oraz łaźni. Jeden z takich zespołów odziedziczony po republice liczył 240 niewolników, podczas gdy inny, powołany za panowania Klaudiusza, składał się z 460 osób. Obie grupy tworzyli specjaliści z różnych dziedzin. Do czasu reform przeprowadzonych za Nerwy ich członkowie byli regularnie oddelegowywani do prywatnych prac przynoszących zysk, co odciągało ich od głównego zadania. Koszty ich pracy pokrywano z opłat za korzystanie z wody, a ich pensje (commoda) wliczano w te wydatki. Pokazuje to, że choć formalnie byli niewolnikami, otrzymywali wynagrodzenie za swoją pracę65.
Akwedukty wymagały nie tylko ciągłej konserwacji, ale również regularnych pomiarów przepływu i ilości dostarczanej wody. Aqua Claudia charakteryzowała się najsilniejszym strumieniem, co jednak czyniło ją szczególnie podatną na zużycie i uszkodzenia. Nie brakowało także innych problemów. Przepływ zmniejszał się przez legalne przydziały wody na prywatny użytek. Kiedy Sekstus Juliusz Frontyn zlecił inspekcję, odkryto, że około 28 procent wody było nielegalnie odprowadzane, a dodatkowe nieścisłości wynikały z oszustw przy pomiarach przepływu. Frontyn stwierdził również kradzieże z innych akweduktów, co wskazywało na powszechny problem nadużyć w systemie zaopatrzenia miasta w wodę66.
Cenny zasób był systematycznie podbierany niemal na całej długości przez mieszkańców okolicznych terenów. W procederze uczestniczyli pracownicy akweduktów, którzy za łapówki chętnie wykonywali nielegalne przyłącza na głównych kanałach. Machinacje obejmowały między innymi instalowanie nowego przyłącza, kiedy legalne prawo do poboru wody było przekazywane innej osobie. Obsługujący wodociągi zostawiali jednak stare przyłącze otwarte, sprzedając wodę na własny rachunek. Ponadto odkryto, że wielu właścicieli ziemskich odprowadzało wodę, aby nawadniać swoje ogrody. Skala tych nadużyć była tak wielka, że znacznie ograniczała dostawy wody do miejskich fontann i obiektów użyteczności publicznej, zmniejszając je niemal do zera.
Skonsternowany Frontyn odkrył, że pola, zajazdy, ubogie mieszkania na poddaszach, a nawet domy publiczne korzystały z wody w sposób nielegalny, często za pomocą trwałych przyłączy, które gwarantowały stały dostęp. W niektórych przypadkach oszustwo maskowano, używając fałszywych nazw. Przyłącza te instalowali tak zwani punctores - specjaliści odpowiedzialni za sieci tajnych rur biegnących pod chodnikami prowadzących wodę do różnych miejsc działalności gospodarczej67. Wydaje się, że nie powzięto żadnych kroków prawnych po tych odkryciach. W rzeczywistości byłoby niezwykle trudno prowadzić procesy sądowe lub założyć monitoring i zabezpieczenia na poziomie, który skutecznie zapobiegłby dalszym kradzieżom. Cesarz Nerwa (96-98) znalazł nietypowe rozwiązanie: zalegalizował nielegalne pobory wody, uznając je za świadczenie państwowe. Wprowadzono jednak wymóg, by każdy, kto chciał korzystać z wody, złożył odpowiedni wniosek o cesarskie zezwolenie. Przywileje te nie mogły być jednak przenoszone na kolejnych właścicieli nieruchomości. Ostatecznie stare nadużycia zostały wyeliminowane, a bonusem było odzyskanie dużej ilości ołowiu z nielegalnych odgałęzień rur wodociągowych68.
DZIEŃ, W KTÓRYM PRZYBYŁ CESARZ
Zachował się niezwykły opis Rzymu tuż po połowie IV wieku n.e. Do tego czasu największe starożytne monumenty zdominowały panoramę miasta, a sam Rzym stał się rozległym terenem nieustannego budowania, wyburzania, pożarów i odbudowy. To właśnie pozostałości tego Rzymu przetrwały do naszych czasów i wciąż istnieją w centralnej części współczesnego miasta, regularnie ujawniając się podczas dzisiejszych prac inżynieryjnych, takich jak rozbudowa systemu metra.
Wśród odwiedzających Rzym w 357 roku był cesarz Konstancjusz II. Rządził już od dwóch dekad, a jego imię i wizerunek były znane w całym imperium - od Brytanii po Egipt - głównie za sprawą wszechobecnych brązowych monet, które radośnie głosiły "przywrócenie szczęśliwych czasów"69. Była to jego pierwsza wizyta w największym mieście znanego mu świata. Na szczęście dla nas historyk Ammian Marcellinus opisał to doniosłe wydarzenie. Konstancjusz, choć był najpotężniejszym człowiekiem w cesarstwie rzymskim, tego dnia mógł równie dobrze uchodzić za jednego z wielu przybywających do portu w Ostii, by następnie ruszyć drogą lub Tybrem w górę rzeki do miasta.
Konstancjusz starał się zachować postawę godną monarchy - jego wzrok pozostawał nieruchomy, a twarz wyrażała opanowanie i powagę70. Jednak gdy tylko przekroczył mury miasta, nie zdołał dłużej tłumić emocji i porzucił maskę stoickiego spokoju. Stał się turystą, jak każdy inny śmiertelnik, gdyż - jak pisał Ammian - "oszołomiła go gama cudownych widoków". Wędrując po mieście, Konstancjusz mijał olbrzymie termy, Koloseum i fora cesarskie, aż dotarł na forum Trajana. Tam - według słów Ammiana - "zastygł w zachwycie" wobec dzieła tak niesamowitego, że uznał je za nieprześcignione. Pozostało mu jedynie pytanie: jak mógłby w jakikolwiek sposób dorównać temu, co zobaczył? Odpowiedź była jednoznaczna - postanowił wzbogacić Rzym o swój własny wkład, stawiając na Circus Maximus największy znany egipski obelisk, który dołączył do kolekcji cesarskich trofeów miasta (patrz rozdział 12).
Konstancjusz zobaczył Rzym w jego największym rozkwicie, gdy większość najważniejszych budowli publicznych i pomników była już ukończona. Doskonale zdawał sobie sprawę, że wszystkie te miejsca odegrały rolę w wielkiej historii Rzymu - tak samo jak wiedział o tym każdy zwykły Rzymianin. Kim byli ich budowniczowie, kiedy i dlaczego powstały oraz co tam się działo - wszystko to miało ogromne znaczenie. Duchy rzymskiej przeszłości ujawniały się na każdym kroku. Schody Gemońskie, z których w 31 roku zrzucono ciało Sejana, nazbyt ambitnego prefekta gwardii pretoriańskiej Tyberiusza. Koloseum, gdzie Kommodus walczył jako gladiator ku wiecznej hańbie swojego cesarskiego urzędu. Juliusz Cezar został zamordowany w portyku przy teatrze Pompejusza, a Kaligula stanął w świątyni Kastora i Polluksa, by przechodnie oddawali mu cześć jak bogu. Neron organizował wielkie, pełne przepychu uczty, które przeszły do historii z powodu niespotykanej rozwiązłości. Wespazjan i jego syn Tytus zorganizowali na ulicach wielki pochód triumfalny dla uczczenia zwycięstwa w wojnie żydowskiej, a następnie zburzyli Złoty Dom Nerona, by na jego miejscu wznieść Koloseum. W obozie pretoriańskim w 193 roku nastąpiło wydarzenie, które okryło jego uczestników niesławą - cesarska gwardia wystawiła na aukcję całe imperium.
PIENIĄDZE I ICH OSOBLIWOŚCI
Rzymskie monety stanowią najliczniejszy, zaraz po ceramice, zbiór zachowanych ruchomych świadectw materialnych tamtej epoki. Chociaż w Rzymie używano monet już w III wieku p.n.e., dopiero podczas drugiej wojny punickiej (218-201 p.n.e.) system ten został uregulowany. Pojawił się srebrny denar oraz srebrny sesterc, wart jedną czwartą denara, a także szerszy system drobniejszych nominałów. Denar był podobny pod względem wielkości i wagi do ateńskiej drachmy (tak zwanej drachmy attyckiej), a niektórzy rzymscy pisarze używali tych terminów zamiennie71.
Wymogi intensywnych i długotrwałych działań wojennych sprawiły, że niezbędne stało się stworzenie niezawodnego i stałego systemu monetarnego. Pieniądze były potrzebne do opłacania żołnierzy, dostaw oraz kontraktów wojennych. Wojna, a tym samym armia odegrały więc główną i trwałą rolę w procesie wprowadzania pieniądza do rzymskiego świata. Początkowo monety srebrne bito z dostępnych zapasów kruszcu, w tym ze srebrnych przedmiotów pochodzących z prywatnych darów i łupów wojennych. Z czasem zaczęto je produkować w ogromnych ilościach ze srebra wydobywanego na terytoriach podbitych przez Rzym.
Codzienność społeczeństwa rzymskiego pod względem obracania pieniędzmi doskonale ilustrują przykłady z Pompejów i okolic. Pompejański wyzwoleniec i bankier Lucjusz Cecyliusz Jukundus 14 lipca 58 roku, za panowania Nerona, wypłacił 1652 sesterce jako drugą roczną ratę za wynajem folusza w ramach pięcioletniego kontraktu. Pieniądze przekazano niewolnikowi kolonii Pompejów o imieniu Priwatus, a kwota ta odpowiadała około 4,5 sesterca dziennie72. Przy dziennym koszcie wynoszącym 5 sesterców, co dawałoby 1825 sesterców rocznie, suma 1652 sesterców (około 90 procent tej kwoty) najprawdopodobniej uwzględniała zniżkę. Na tym kończą się nasze możliwości interpretacyjne, ponieważ nie znamy dziennego obrotu folusza ani innych kosztów związanych z umową najmu.
Pompeje dają nam również wyjątkową możliwość zobaczenia systemu monetarnego w praktyce, niejako zamrożonego w czasie. A przynajmniej tak by było, gdyby większa część tysięcy odkrytych monet została dokładnie zarejestrowana wraz z miejscem ich znalezienia. Niemniej na podstawie dostępnych danych można stworzyć obraz miasta, w którym monety z metali nieszlachetnych były powszechnie używane do codziennych drobnych transakcji, na przykład w barach. Złoto i srebro były natomiast znacznie częściej wykorzystywane jako przenośny majątek. To właśnie te cenniejsze monety zabierano w momencie próby ucieczki przed erupcją wulkanu - zakładając oczywiście, że ktoś w ogóle posiadał złote lub srebrne monety. Jeden z uciekinierów, który schronił się w Oplontis niedaleko Pompejów, miał przy sobie dwa worki z monetami. W pierwszym znajdowało się osiemdziesiąt jeden zupełnie nowych złotych aurei Wespazjana - pokaźna suma, równa wówczas rocznym żołdom szesnastu legionistów lub wystarczająca na zakup trzech niewolników z resztą na drobne wydatki. W drugim worku znajdowały się republikańskie monety srebrne, mające już wówczas około stu lat, ale o wyższej zawartości czystego srebra niż te bite za wczesnych cesarzy. Rzymianie, którzy nie znali kieszeni, mieli różne sposoby na przenoszenie monet. Oprócz worków i sakiewek używali małych pudełek, często z przesuwanymi wieczkami, a niekiedy nosili brązowe opaski na rękach z przytwierdzonymi pojemnikami na monety.
Bar przy jednej z głównych handlowych ulic Pompejów został opuszczony w pośpiechu, uciekinierzy pozostawili 1485 monet z metali nieszlachetnych, które najwyraźniej stanowiły utarg, i drobne pieniądze przechowywane w kasie73. Niektórym mieszkańcom Pompejów i okolic, którzy byli wystarczająco zamożni, by posiadać złoto i srebro, nie udało się niestety uciec przed katastrofą, co umożliwiło odnalezienie skrytek z monetami, które desperacko próbowali uratować. W archeologii monety ze szlachetnych kruszców są zazwyczaj rzadkimi znaleziskami (z oczywistych powodów) i pojawiają się w dwóch formach: jako nieodkryte dotąd skarby lub pojedyncze zguby, przy czym złote monety należą do szczególnie rzadkich. W gospodarstwach domowych, zwłaszcza zamożniejszych, monety wysokiej wartości były przechowywane w solidnych skrzyniach w tablinum - pomieszczeniu między atrium a perystylem - lub ukrywane w dzbanach i garnkach zakopanych w różnych miejscach. Gromadzenie monet było powszechną praktyką, stanowiącą jedyny stosunkowo rozsądny sposób zabezpieczania płynnych aktywów. Zasoby te były regularnie uzupełniane lub uszczuplane w zależności od potrzeb właścicieli. Dzisiejsze cenne znaleziska to te, które zostały zapomniane lub opuszczone, ponieważ właściciele z różnych przyczyn - takich jak nagła śmierć, okoliczności losowe czy zwyczajne zaniedbanie - nie zdążyli ich zabrać.
Podstawowa arytmetyka stanowiła nieodzowną część edukacji, co wynikało z konieczności radzenia sobie z systemem monetarnym i systemem miar i wag. Główną jednostką waluty, w której dokonywano wymiany, był sesterc (sestertius), i to właśnie w sestercach na ogół zapisywano transakcje. Sesterce wybijano za czasów republiki jedynie przez krótki czas (mniej więcej między 211 a 208 rokiem p.n.e.) jako niewielką srebrną monetę o wartości 2,5 miedzianego asa lub ? srebrnego denara (ponieważ 10 asów stanowiło wartość jednego denara, co dało nazwę deni aeris - "dziesięć miedzianych asów")74. Złoty aureus odpowiadał 25 denarom, jednak w praktyce kruszec, z którego wykonano monety, nadawał im dodatkową wartość. Wymiana monet z metali nieszlachetnych na srebrne i złote wiązała się z prowizją pobieraną przez bankierów.
Za panowania Augusta taryfikacja sesterca i asa została zmieniona. Teraz 1 denar był równy 4 sestercom, co oznaczało, że 1 denar odpowiadał 16 asom. Mimo to nazwy monet pozostały takie same. Sesterc był równy 2 dupondiusom lub 4 asom, a nawet as miał swoje połowy (semis) oraz ćwiartki (quadrans). Terminologia była już wówczas archaiczna. Za czasów cesarzy denar mógł być wart 16 asów, ale jego nazwa wciąż odnosiła się do dawnej wartości 10 asów. Podobnie dupondius, którego nazwa znaczy "dwa ciężary", odnosił się pośrednio do faktu, że as był skrótem od assipondium, co oznaczało miedzianą jednostkę wagową (as pochodziło od aes, czyli "miedź") i pierwotnie odpowiadał jednemu funtowi brązu. Dupondius zatem oznaczał dwa funty (brązu), choć za czasów cesarzy była to zwyczajna moneta o wadze około 13 gramów.
Nazwa sesterc (sestercjusz) była jeszcze bardziej anachroniczna i niejasna. Powstała z połączenia słów semis tertius, "półtrzecia", czyli trzecia część będąca połową, co pochodzi z czasów, gdy sesterc miał wartość 2? asa75. Najlepszym sposobem na zrozumienie tego archaizmu byłoby przyrównanie go do dawnej brytyjskiej półkorony (o wartości 2? szylinga), która zostałaby przeliczona na 4 szylingi, ale wciąż byłaby nazywana półkoroną. Suma w sestercach była skracana za pomocą dwóch pionowych kresek II i litery S, co stanowiło graficzne odniesienie do pierwotnego znaczenia. Dwie pionowe kreski często łączono poziomą linią przechodzącą w literę S, co daje zapis przypominający IIS. Żadna z tych osobliwości nie sprawiała Rzymianom problemu ani nie wywoływała zamieszania - słowa te były po prostu częścią codziennego języka i używano ich bez zastanowienia.
Utrwaloną konwencją stało się stosowanie sesterców jako jednostki rozliczeniowej. Choć powszechnie sesterce wykorzystywano jako monety obiegowe, za czasów cesarzy charakteryzowały się dużymi rozmiarami i stały się nieporęczne - ich średnica wynosiła zazwyczaj 30-33 milimetrów, a waga około 27 gramów. Dla porównania denar o średnicy 18 milimetrów i wadze 3,1 grama miał czterokrotnie większą wartość niż sesterc. Wspomniany wcześniej rachunek za wynajem folusza Lucjusza Cecyliusza Jukundusa na kwotę 1652 sesterców odpowiadał dokładnie 413 srebrnym denarom. Zapłata najpewniej nastąpiła w srebrze lub złocie (lub w obu kruszcach), co stanowiło standard w przypadku większych transakcji. Tu wybór sprowadzał się do przenoszenia około 44 kilogramów brązowych monet albo 1,3 kilograma srebra w postaci denarów. Wykorzystanie złota pozwalało na jeszcze większe ograniczenie ciężaru - 16 złotych aurei (około 120 gramów, gdzie jeden aureus ważył około 7,5 grama czyli 1/60 rzymskiego funta) i 13 denarów wystarczało do pokrycia pełnej kwoty.
Fałszerstwo było zjawiskiem powszechnym, co sprawiało, że przeciętny Rzymianin musiał dobrze znać wagę i wygląd monet. Ulubionym celem fałszerzy pozostawały monety srebrne, ponieważ ich podrabianie przynosiło większe zyski. Jedną z metod było tworzenie form z prawdziwego denara, a następnie odlewanie kopii z metalu nieszlachetnego, które następnie pokrywano warstwą srebra uzyskanego z przetopienia oryginalnych monet. Inna technika polegała na pokrywaniu monety cienką warstwą srebrnej folii, którą wciskano w miękkie ołowiane formy, aby odwzorować jedną stronę monety. Proces powtarzano dla drugiej strony, a następnie obie srebrne folie łączono za pomocą lutowania, wypełniając środek tanim metalem. W świecie taniej, a zazwyczaj niewolniczej siły roboczej fałszowanie mogło być opłacalne, szczególnie przy ogromnej różnicy wartości między monetami z metali nieszlachetnych a tymi ze szlachetnych kruszców. Jednak Rzymianie byli sprytni. Znaleziska archeologiczne wskazują, że fałszywe monety wprowadzano do obiegu ostrożnie - są znacznie częstsze w miejscach takich jak targowiska niż w skarbcach, gdzie je zazwyczaj odrzucano na rzecz prawdziwych monet. Pliniusz zauważył, że fałszywe monety do tego stopnia stały się popularnym przedmiotem kolekcjonerskim, że ich cena mogła przewyższać wartość oryginalnych egzemplarzy76.
Koniec podbojów i zdobywania nowych terytoriów nastąpił na początku II wieku n.e. Przyniosło to nieuniknione problemy gospodarce, której wzrost i bogactwo zależały od przejmowanych zasobów. Niedobór kruszców oraz coraz większa roszczeniowość i nieprzewidywalność żołnierzy zmuszały państwo do stopniowego obniżania wartości waluty. W III wieku denar zaczął być wypierany przez podwójnego denara, tzw. antoniniana, który zawierał mniej srebra niż dwa denary. W ciągu kilku dekad zawartość srebra w tej monecie spadła niemal do zera, ponieważ inflacja stopniowo wymykała się spod kontroli. Monety złote stawały się coraz trudniejsze do zdobycia. Proces ten był na tyle powolny, że większość ludzi nie zauważała zmian na co dzień czy nawet z miesiąca na miesiąc. Jednak do IV wieku przeciętny Rzymianin coraz częściej stykał się z kolejnymi nieudanymi próbami reformy monetarnej, które czasami oznaczały nagłe i niespodziewane obniżenie wartości pieniądza77. Złote monety zreformowano skutecznie, wprowadzając nowy standard solidusa (1/72 funta), lecz srebro niemal zupełnie zniknęło z obiegu. Bilon stanowiły ogromne ilości praktycznie bezwartościowych brązowych monet, które prawdopodobnie krążyły w obiegu na wagę w workach.
Pomimo swoich osobliwości i niedorzeczności rzymskie monety stanowią rzadką okazję, by dotknąć i poczuć przedmiot z rzymskiego świata, zazwyczaj prawie niezmieniony przez wieki. Dźwięk mosiężnego sesterca upuszczonego dziś na stół brzmi dokładnie tak samo, jak brzmiał w Rzymie, a trzymany w dłoni wywołuje to samo wrażenie ciężaru. Większość monet, bez względu na nominał, od czasów Kaliguli nosiła wizerunek panującego cesarza, a niekiedy także członków jego rodziny, pokazując ich podobizny wszystkim mieszkańcom imperium. Dla tych, którzy potrafili czytać, monety zawierały skrócone tytuły cesarskie, hasła i niekiedy zapisy wydarzeń. Na rewersach pojawiały się wyobrażenia bogów, personifikacje, symbole, budynki, zapisy zwycięstw militarnych oraz inne istotne elementy rzymskiej kultury.
Monetyzacja miała wpływ niemal na każdego, umożliwiała bowiem dostęp do rynku i gromadzenie oszczędności, choćby na skromnym poziomie. Świat rzymski daleki był od równości społecznej, jednak pod względem dostępności monet oraz uniwersalnego systemu rozliczeń, otwartego dla wszystkich, zbliżył się do tej idei bardziej niż w innych dziedzinach życia.
W całej tej książce znajdziemy dziesiątki przykładów, które pokazują, jak wyglądało życie w Rzymie, Ostii, Pompejach i Herkulanum. Łatwo sobie wyobrazić Rzym jako starożytną wersję Gotham City - miasto pełne problemów, z niebezpieczną zabudową, korupcją polityczną, zamieszkami, publicznymi egzekucjami i morderstwami, okrutnym uciskiem stosowanym wobec niewolników oraz ulicami pełnymi opryszków i innych zagrożeń. Wszystko to było codziennością starożytnego Rzymu.
Istniała jednak druga strona medalu, która w dużej mierze wyjaśnia, dlaczego ludzie wybierali życie w Rzymie. Miasto oferowało pracę, mieszkanie oraz względne bezpieczeństwo. Przyciągała perspektywa otrzymywania zboża, darmowych rozrywek publicznych na niespotykaną nigdzie indziej skalę oraz innych świadczeń. Choć rozrywki te obejmowały brutalność walk gladiatorów oraz masowe zabijanie więźniów i zwierząt, oferowały również emocje związane z wyścigami rydwanów, komfort łaźni oraz elegancki spokój publicznych portyków z ich ogrodami i innymi udogodnieniami. Rzym zapewniał także stosunkowo czystą wodę i poziom sanitarny, którego nie osiągnięto w miastach europejskich aż do XIX wieku. Życie w Rzymie wiązało się ponadto z ekscytacją i poczuciem dumy z mieszkania w najbardziej prestiżowym i potężnym miejscu świata. Przede wszystkim jednak życie w Rzymie i bycie Rzymianinem stało się stanem umysłu.
CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI
22 Tertulian, O widowiskach (16.1).
23 Józef Flawiusz, Dawne dzieje Izraela (19.26-27).
24 Kwintus Cyceron, O staraniu się o konsulat (54).
25 Pliniusz Starszy, Historia naturalna (3.67).
26 Juwenalis, Satyry (3.182-184, 225), tłum. Medard Felicjan Faleński.
27 Makrobiusz, Saturnalia (3.9).
28 Cyceron, Listy do brata Kwintusa (3.4.5), odnosząc się do zbioru tekstów greckich swego brata.
29 Pliniusz Starszy, Historia naturalna (3.67).
30 Horacy, Listy (1.17.58).
31 Juwenalis, Satyry (3.235).
32 Marcjalis, Epigramy (12.57).
33 Marcjalis, Epigramy (6.77, 9.22).
34 Herodian, Historia cesarstwa rzymskiego (1.17.6).
35 Pliniusz Starszy, Historia naturalna (37.31); Cyceron, Listy do brata Kwintusa (1.1.16).
36 Diodor Sycylijski, Biblioteka historyczna (33.28b).
37 CIL 1.2937a (Philae).
38 Seria Loeb, Select Papyri (t. II, nr 416, s. 567).
39 Appian, Wojny domowe (1.58).
40 Appian, Wojny domowe (4.7).
41 W praktyce rzeczywista liczba ludzi była uzależniona od różnych czynników, takich jak choroby, przeniesienia do innych miejsc czy brak rekrutów, a pretorianie byli organizowani w centurie po 80 osób każda.
42 Tacyt, Roczniki (4.5.3), Dzieje (2.93).
43 Termin cohortes vigilum oznacza "kohorty strażników". Zobacz różne źródła: Kasjusz Dion, Historia rzymska (55.8.6), Swetoniusz, Żywoty cezarów, August (25.2), Strabon, Geografia (5.3.7), Kasjusz Dion, Historia rzymska (26.4), Swetoniusz, Żywoty cezarów, August (30.1).
44 Józef Flawiusz, Dawne dzieje Izraela (19.266).
45 Juwenalis, Satyry (16.7-25).
46 Juwenalis, Satyry (16.7-17).
47 Herodian, Historia cesarstwa rzymskiego (2.4.1).
48 CIL 6.22355 (Rzym).
49 Aby poznać historię Euhodusa, patrz rozdział 8.
50 Marcjalis, Epigramy (1.117); Warron, O języku łacińskim (5.157).
51 Eliusz Arystydes, Pochwała Rzymu (200, 201)
52 Miasto Portus znajdowało się na północ od Ostii i obsługiwało port Klaudiusza, a następnie port Trajana. Jego teren jest obecnie częściowo zajęty przez lotnisko Rzym-Fiumicino im. Leonarda da Vinci.
53 AE 1980.84.
54 Strabon, Geografia (5.3.2).
55 Strabon, Geografia (5.3.7); Horacy, Listy (1.1.100).
56 Cyceron, Listy do brata Kwintusa (3.1.17), gdzie pisze o tym, że listy, które właśnie otrzymał, podróżowały do niego dwadzieścia siedem dni.
57 Józef Flawiusz, Dawne dzieje Izraela (19.1.4); Kasjusz Dion, Historia rzymska (55.8.3-4), o Polu Agrypy (Campus Agrippae).
58 Pliniusz Starszy, Historia naturalna (36.24, 35).
59 Pliniusz Starszy, Historia naturalna (36.101).
60 Pliniusz Starszy, Historia naturalna (36.121).
61 Pliniusz Starszy, Historia naturalna (36.111), s. 349, tłum. Józef Łukaszewicz.
62 Strabon, Geografia (5.3.8).
63 Frontyn, O akweduktach miasta Rzymu (1.10).
64 Frontyn, O akweduktach miasta Rzymu (1.16).
65 Frontyn, O akweduktach miasta Rzymu (2.96, 117-118).
66 Frontyn, O akweduktach miasta Rzymu (2.70, 73).
67 Frontyn, O akweduktach miasta Rzymu (2.75-76, 114, 115).
68 Frontyn, O akweduktach miasta Rzymu (2.88, 105, 107).
69 Typ FEL.TEMP. REPARATIO, który pojawił się około 348 r. i był bity w licznych mennicach cesarskich na terenie imperium rzymskiego.
70 Ammian Marcellinus, Dzieje rzymskie (16.10.9).
71 Plutarch, Żywoty sławnych mężów, Sulla (1), wyraźnie stwierdza, że 250 drachm attyckich było równowartością 1000 sesterców, co czyniło je dokładnym odpowiednikiem rzymskiego denara.
72 CIL 4.3340.142; C&C H81 (Pompeje).
73 R. Hobbs, Bes, Butting Bulls, and Bars: The Life of Coinage at Pompeii, w: M. Flohr, A. Wilson, The Economy of Pompeii, Oxford University Press 2017, s. 341, 343.
74 Warron, O języku łacińskim (5.173).
75 Warron, O języku łacińskim (5.173).
76 Pliniusz Starszy, Historia naturalna (33.132).
77 Zobacz L&R II, 421, na temat nagłej dewaluacji przez państwo około 300 roku. Takie decyzje mogły prowadzić (i często prowadziły) do porzucenia zgromadzonych oszczędności.