Rozdział I
Pierwsze spotkanie, drink, zdrada, łom, nocna lampka
Alicja miała nieco ponad metr sześćdziesiąt wzrostu, była atrakcyjną, zgrabną naturalną brunetką. Radek zakochał się w niej wręcz od pierwszego wejrzenia, lecz nigdy nie odważyłby się sam do niej zagadać. Krępowały go relacje damsko-męskie.
Kiedy na pierwszym roku studiów przekroczyła ze swoimi koleżankami drzwi sali wykładowej, nie potrafił jednak oderwać od niej wzroku. O dziewczynach, które ją otaczały, miał natomiast zgoła odmienne zdanie. Nie mógł zrozumieć, czemu ktoś taki jak Alicja, osoba oczytana, potrafiąca się zachować w towarzystwie, spędza czas z wiecznie głośnymi, piszczącymi kretynkami. Jego współlokator zwykł określać je jako "słodko pierdzące", co bardzo mu się spodobało, i często w głowie powtarzał ten zwrot.
Zawsze zamknięty w sobie Radosław mógł jedynie podziwiać swoją przyszłą żonę z daleka.
Gdy już po jakimś czasie coraz częściej kierowała wzrok w jego stronę, on swojego nigdy nie potrafił na niej utrzymać i tchórzliwie uciekał od jej spojrzeń, czerwieniąc się i przeklinając siebie w duchu.
Trwało to przez cały semestr.
Nieco aspołeczny, cichy wielbiciel miał jednak sporą dozę szczęścia, ponieważ jej przyjaciółki bardzo szybko skończyły karierę na uczelni, a Ala musiała zacząć szukać nowego towarzystwa. Od pierwszego dnia wróżył im właśnie taki los. Dziwił się, że takie osoby w ogóle zaczynają studia. Pewnie zostały zmuszone do zrobienia dyplomu przez nadopiekuńczych rodziców, a nie podjęły studiów z własnych chęci oraz zainteresowań. Przede wszystkim bardzo cieszył go fakt, że nie utrzymały się na powierzchni.
Radek myślał o sobie jako o introwertyku i tak przeważnie się zachowywał. W towarzystwie niechętnie się odzywał nieproszony. Koledzy ze studiów raczej niewiele mogli o nim powiedzieć, nie zwierzał się nikomu. Zresztą nawet dla Ali człowiek, którego kochała, zawsze był zagadką. Przed nią oczywiście potrafił się otworzyć, lecz prawdziwego siebie ukazywał tylko na piśmie w swoich pierwszych krótkich opowiadaniach, które z czasem urosły do pokaźnych rozmiarów, a nawet serii książek.
Pierwszy raz spotkali się poza uniwersytetem, właśnie w bibliotece publicznej, gdzie Radek zatracał się w powieściach grozy. Czytał je, ponieważ tylko one dawały mu wrażenie, że nie jest samotny w swoim nieco mrocznym postrzeganiu świata. Spędzał tam całe dnie oparty o wysłużone drewniane regały. Jedynymi ludźmi, z którymi się kontaktował - czy z chęci, czy z przymusu - byli współlokatorzy. Zresztą i to nie zdarzało się często.
Właśnie gdy czytał debiutancką powieść Stephena Kinga, Carry, podeszła do niego Alicja, wyrywając go z mrocznego świata młodej nastolatki, który bez reszty zaczął go pochłaniać. Na jej widok nie potrafił wyartykułować żadnego słowa. Zrobił się czerwony i nie pierwszy raz w życiu pragnął uciec, lecz ona wtedy uratowała go od tego głupiego pomysłu.
- Biedna dziewczyna z tej Carry, prawda? - zapytała, uśmiechając się tak słodko, że żołądek podjechał mu nie tylko do gardła, lecz wręcz prawie uderzał go o podniebienie. - Cześć, jestem Ala - podała mu rękę - chodzimy razem na ćwiczenia z informatyki. Chociaż odnoszę wrażenie, że nawet mnie na nich nie zauważasz.
Gdy wymawiała ostatnie słowa, jej uśmiech jakby nieco przygasł. Zielone oczy, w które tak często ukradkiem się wpatrywał, teraz uciekły w dół, jak gdyby szukały czegoś na podłodze, na której nie było niczego ciekawszego od kłębków kurzu.
Radek, nie potrafiąc wyartykułować niczego odpowiedniego w tej sytuacji, odpowiedział to, co pierwsze przyszło mu na myśl.
- Też czytasz?
Głupie pytanie, na które oczywiście znał odpowiedź, ponieważ często widywał ją z nosem w książce. Zwłaszcza od czasu gdy została sama na uczelni. W tej chwili to krótkie pytanie musiało najwyraźniej wystarczyć.
Minęło jeszcze sporo czasu, zanim odważył się ją zaprosić na pierwszą randkę. Po tym dniu, w którym spędzili kilka godzin, wdychając zapach starych książek i rozmawiając na wiele tematów, nie miało to już jednak większego znaczenia. Ich drogi ku wspólnemu nieszczęściu niestety nie potrafiły się już rozdzielić.
Ich związek nie rozwijał się zatem nadzwyczaj szybko, a jeżeli zaistniało jakiekolwiek przyśpieszenie, to raczej z intencji Ali niż jej przyszłego męża, który skatował ją, rozpoczynając bardzo chłodny weekend majowy kilka lat później. Mimo swojego bardzo spokojnego podejścia do życia w łóżku Radek spisywał się całkiem dobrze, dzięki czemu Alicja nigdy nie potrafiła powiedzieć nawet jednego złego słowa o ich współżyciu.
Niestety, mimo że robili to dosyć często, Alicja nigdy nie zaszła w ciążę.
Od lat nie mogła się z tym pogodzić. Winiła za to tylko siebie, choć było to skrajnie niesprawiedliwe, ponieważ nigdy nie wykonali nawet żadnych badań.
Kłótnie w ich związku zdarzały się raczej rzadko. W odróżnieniu od innych par, które Radek uważał za poniekąd spaczone, opierały się one na poważnych kwestiach, a nie zwykłych głupich impulsach. On sam od momentu skończenia studiów i wydania pierwszej książki zyskał wiele pewności siebie. Alicja bardzo mu w tym pomogła, zawsze była dla niego największym wsparciem. Bez niej z pewnością nie rozpocząłby takiej kariery.
Sam, szukając dalszej inspiracji do pisania, zaczął uprawiać sport, chodzić na siłownię. Od pamiętnego pierwszego roku studiów przytył piętnaście kilogramów. Teraz ważył już przeszło osiemdziesiąt pięć. Przy wzroście niespełna metr osiemdziesiąt mógł już muskulaturą zawstydzić niejednego nastolatka.
Dzień, który miał rozpoczynać ich cudowny weekend spędzony tylko we dwoje, zaczął trwający wiele dni koszmar. Zmienił całe ich życie, a mimo tego, co Radek zrobił po dostaniu się do sypialni swojej kochanej żony, to właśnie jego życie zmieniło się najbardziej.
Był kimś innym, Radosław Milej odszedł, pojawił się prawdziwy potwór, którego nic nie potrafiło zatrzymać. Z wyjątkiem jego samego.
*
Radek zastanawiał się, jak do tego doszło, zmywając tych kilka szkarłatnych kropel z blatu kuchennego. Pamiętał jedynie, że nie był w stanie zapanować nad sobą. Zobaczył ukradkiem, że do jego żony zadzwonił kolega z pracy, Dawid, o którym sporadycznie wspominała mu Ala. Niestety, był on również tym, o którym usłyszał poprzedniego dnia.
Od tego telefonu wszystko potoczyło się już błyskawicznie. Od szybkiej i bardzo burzliwej wymiany zdań, której motywem przewodnim była zazdrość w takiej skali, o jaką nigdy by siebie nie posądzał, po argumenty siłowe, których teraz siedząc samotnie po wszystkim, się wstydził. Czuł się wtedy jak w amoku. Nigdy wcześniej nie uderzył swojej ukochanej i mimo tego, co się wydarzyło, wciąż miał nadzieję, że już nigdy tego nie powtórzy. Miotały nim skrajne emocje - od dalszej złości na Alę, po bezkresną miłość, którą nadal ją darzył.
Dopiero po wszystkim zaczął drżeć na całym ciele w panice, że zrujnował ich małżeństwo, nie dając swojej żonie zbyt wiele czasu na wyjaśnienia. Nie pamiętał zresztą żadnego argumentu, którego ona użyła, by się wytłumaczyć. W taki wpadł trans.
Dziwił go natomiast fakt, że w czasie pierwszego uderzenia nie czuł praktycznie żadnych emocji. Zachowywał się wtedy jak maszyna, jak niejedna wymyślona przez niego postać. Dziwił się, że tak niewielka granica istnieje w jego głowie. Właśnie to go teraz przerażało, a zarazem w pewien niezrozumiały sposób podniecało.
Wewnętrznie jakby wiedział, że ona zasłużyła na to wszystko, choć wciąż nie potrafił siebie wytłumaczyć z tego, co zrobił. Przecież to był tylko zwykły telefon, a jednak zadziałał jak zapalnik. On wcale nie musiał oznaczać tylko jednego. Radosław czuł niesamowitą złość na siebie, że zrobił coś tak nierozsądnego. To wcale nie pasowało do jego stylu bycia, do jego przekonań, a przede wszystkim do wartości, którymi kierował się przez całe życie, aż do tego poranka.
Wsłuchując się w szlochy dobiegające z sypialni, do której uciekła, spoglądał na czerwień spływającą spomiędzy silnie zaciśniętych pięści. Rany na kłykciach otworzyły się na nowo. Najwidoczniej wczoraj pięści nie napracowały się wystarczająco.
Wsadził ręce do zlewu kuchennego, odkręcił kurek z zimną wodą i koił się jej przyjemnym chłodem. Opuchnięta dłoń mimo tego, że piekła okropnie, to po zaledwie kilku sekundach była pełna wdzięczności za ten gest. Przytrzymał ją dłużej pod spływającą wodą, a później zaczął nią oblewać również twarz, by choć trochę oprzytomnieć.
Wiedział, że doszedł do momentu, w którym nie może popełnić żadnego najmniejszego błędu. Od przebudzenia czuł się na straconej pozycji, ale ta, na której znalazł się aktualnie, była wręcz tragiczna.
Musiał teraz zrobić wszystko, by żona mu wybaczyła ten jeden jedyny przypadek.
Tworzyli przecież od tylu lat tak idealną parę. Zawsze byli dla siebie wsparciem i wzajemnie się uzupełniali.
Starał się dać im jak najwięcej czasu na uspokojenie, by znów impulsywnie nie zrobić czegoś, czego mógłby później żałować. Nie wiedział jeszcze, jak naiwne było to myślenie.
Musi mi to wybaczyć... Musi - powtarzał sobie w myślach.
W tej chwili przyrzekł przed sobą, że choćby zdrada okazała się prawdą, to jej ją wybaczy. Nie zamierzał już nigdy uderzyć swojej kochanej Ali. Miał w tym życiu tylko ją i naprawdę darzył ją najszczerszą miłością.
Zaczynał myśleć racjonalnie, dlatego wiedział, że nie musi się śpieszyć również z innego powodu. Jej telefon wciąż znajdował się w zasięgu jego wzroku i mimo że każde spojrzenie na niego niemal go zamrażało, to poczuł ogromną ulgę, że na razie nic nie powinno mu grozić.
Nie mieli telefonu stacjonarnego, a tym bardziej nie trzymaliby go w sypialni. Czuł się bezpiecznie, miał na wszystko czas. Wciąż krwawiące dłonie wytarł w ręcznik kuchenny i zrobił sobie drinka.
Po raz kolejny skierował się ku kanapie, założył nogę na nogę, wziął pokaźny łyk, aż na nowo przyjemnie zaszumiało mu w głowie, i wraz z napływającą ulgą próbował dotrzeć, dlaczego tak łatwo wpadł w furię.
Siedział tak, machając nonszalancko stopą, gdy w tle słychać było płacz Alicji. Jemu wydawało się, że zaczyna na nowo panować nad sytuacją, lecz gdyby ktokolwiek zobaczył go teraz tak siedzącego i usłyszał melodię, która temu towarzyszyła, to z pewnością uznałby go za kompletnego wariata.
Jego ojciec zdradził mamę i dlatego ich małżeństwo legło w gruzach, co zrujnowało jego spokojne dzieciństwo. Przez to wszystko zamknął się w sobie i przez wiele lat nie potrafił z nikim nawiązać poważniejszych relacji. Tylko z nią mu się to udało i nie mógł sobie wyobrazić, by ona mogła go zostawić dla innego. Zadając żonie pierwszy cios, czuł lekkie déja vu.
Wiedział oczywiście, że wczoraj z kimś się bił, lecz kim ten ktoś mógł być? Może z tym całym Dawidem? To mogłoby jakoś wyjaśnić, dlaczego dzwonił dzisiaj do Alicji. Może domysły Radka nie były jednak prawdziwe? Może po prostu Dawid chciał się z nim pogodzić? Radosław zostawił jednak telefon i to, co się na nim znajdowało, ponieważ nie mógł go nawet odblokować.
Dziwne było to, że nie znał jej hasła. Nigdy nie potrzebował, ponieważ zawsze sobie ufali i tyle prywatności starali się wzajemnie zachowywać.
Musiało minąć bardzo dużo czasu, zanim szloch w sypialni nieco przycichł. Wciąż jednak było słychać, jak jego ukochana pociąga nosem. Mimo wszystko wydawało się, że lepszej okazji Radek chyba już mieć nie będzie. Opróżnił zresztą szklankę z jej zawartości. Na następnego drinka nie miał ochoty, ponieważ ten wystarczył, by ostudzić emocje. Poranny kac zamienił się w lekkie pulsowanie skroni, które pozwoliły mu wyrównać myśli.
Wstał, odstawił szklankę na blat kuchenny i ruszył korytarzem.
Powoli zaczynał przyznawać przed samym sobą, że obudził się dzisiaj z uczuciem, jak gdyby stał się zupełnie innym człowiekiem. Czuł się w swoim ciele momentami jak intruz, dużo emocji zderzało się ze sobą. Jakby jego życie w jednej chwili obróciło się do góry nogami i po dzisiejszej sprzeczce zauważył, że faktycznie tak się stało.
Alkohol zaczynający szumieć powoli w głowie tym bardziej skłonił go do przemyśleń. Nie należały one jednak do najracjonalniejszych. Całe jego wcześniejsze zachowanie skumulowało się właśnie w tej jednej chwili, w której stał przed drzwiami sypialni i zastanawiał się nad pociągnięciem za klamkę tych ciężkich, wysłużonych, lecz wciąż eleganckich drewnianych drzwi, oraz powtarzał sobie jak mantrę, co powinien zrobić, żeby to wszystko zakończyło się pozytywnie.
- Ala? Czy wszystko jest w porządku? Czy nic ci nie zrob... - Urwał. - Nic się nie stało?
Czuł strach przed konsekwencjami. Zrobił krzywdę jedynej osobie, którą naprawdę kochał. W tej chwili naprawdę tliła się w nim jeszcze chęć do naprawienia wszystkiego i przeproszenia żony.
- Gorsze małżeństwa potrafiły przetrwać większe kryzysy - rzucał bezsensowne argumenty, starając się załagodzić w jakiś sposób sytuację. - Kochanie, wpuść mnie do środka... - wycedził, a głos zauważalnie mu się załamał.
Z pokoju w dalszym ciągu dobiegały tylko urywane dźwięki szlochu żony, które wgryzały się upiornie w jego uszy. Było mu potwornie żal tego, co jej zrobił, lecz alkohol zaczynający w nim buzować wprawiał go w złość na siebie, na nią, na całą sytuację.
- Ala... Nie zmuszaj mnie, bym znalazł inny sposób na otworzenie tych drzwi... Naprawdę chcę tylko porozmawiać - starał się ją przekonać na różne sposoby.
Stał, czując się jak idiota, wciąż powtarzając teksty wyciągnięte z najtańszych seriali, by tylko przekonać ukochaną do zmiany decyzji.
Odezwała się w końcu, lecz nie spodziewał się tego, co usłyszy.
- Nie wystarczyło ci to, co zrobiłeś przed chwilą, skurwielu?! Dawid miał rację co do cieb...! - Nagle przerwała krzyk, jakby niechcący zdradziła sekret, o którym nie miał się dowiedzieć.
Najpierw ten telefon od niego, a nawet po tym, co się stało przed chwilą, ona dalej o nim mówi... - pomyślał.
Furia wróciła ze zdwojoną siłą. Poczuł lodowaty pot ściekający ze skroni, wpatrywał się w swoje pięści. Zaciskał je w taki sposób, że rany na nowo się otworzyły. Jego żona, którą tak bardzo kochał przez te wszystkie lata... Sam był jej bezgranicznie wierny, a to właśnie ona ośmieliła się nazwać go skurwielem...
Ten Dawid...
Kolejny raz stracił panowanie nad sobą i szybkim krokiem poszedł do kuchni. Wejście do piwnicy stanowił stary drewniany właz przykryty dywanem, na którym stał stół jadalniany. Radek zawsze marzył, że będzie mógł przy nim spędzać poranki z pełną rodziną, której jednak nigdy się nie doczekał.
Ta kurwa mnie zdradziła. - Słyszał głos w swojej głowie.
- Dlatego tak się wypindrzyła dla mnie jak jakaś dziwka, naprawdę chciała oczyścić swoje sumienie - mówił jakby nie swoim głosem.
Szedł z powrotem w stronę kuchni i argumentował bolesną prawdę, w którą wierzył całym sobą.
- O, ja jej zaraz w tym pomogę - powiedział, chwytając za rant stołu.
Rok temu dwóch pracowników lokalnego sklepu meblowego miało olbrzymi problem z poskładaniem go w całość i umieszczeniem w miejscu wskazanym przez Alę. Teraz on, prowadzony czystą furią, potrafił jednym ruchem przesunąć go na drugi koniec kuchni, gdzie chybocząc, uderzył o ścianę szafki na naczynia, aż szkło wewnątrz niej zabrzęczało.
Kopniakiem odepchnął dywan, który skotłował się, opierając o stół. Jednym szarpnięciem otworzył wejście. Zaskrzypiały zawiasy, a sekundy później, ciężka kładka uderzyła o drewnianą podłogę, żłobiąc pojedyncze, choć głębokie bruzdy.
Nie straciwszy nawet chwili na włączenie światła, paroma susami zszedł, a raczej zeskoczył w mrok pomieszczenia. Zakręciło mu się w głowie, a przed oczami zaczęły wirować czarne plamy, mimo wszystko nie spowalniał swych ruchów. Przed sobą miał całkowitą ciemność, lecz doskonale wiedział, czego szuka i gdzie się to znajduje.
Czerwona od na nowo spływającej krwi dłoń złapała za przerdzewiały stary łom, który był już tutaj, gdy kupili ten wysłużony domek. Na początku dziwiło go, dlaczego poprzedni właściciele trzymali go właśnie w piwnicy, a nie w garażu, gdzie pewnie byłby bardziej użyteczny. Najwidoczniej potrzebowali go do jakichś drobnych porządków w piwnicy, demontażu starych mebli czy czegokolwiek.
Oni nie potrzebowali tego pomieszczenia, dlatego klapę zakryli dywanem oraz postawili na niej stół, żeby nie chodzić po wyżłobieniach, które powstawały nad uchwytem do otwierania. Nie chcieli całkowicie likwidować tego miejsca, ponieważ uważali, że zawsze mogłoby być do czegoś potrzebne w przyszłości.
Już jakiś czas temu zamierzał przenieść łom do garażu, lecz dzisiaj poczuł ponurą satysfakcję, że wiecznie to odkładał. Potrzebował go teraz do własnych drobnych porządków, które musiał wykonać w swoim małżeństwie, choć słowo "demontaż" dużo lepiej w tym momencie opisywało to, co zamierzał zrobić.
Najwidoczniej od samego początku ten łom miał pewne zadanie do wykonania. Gdy Radek z nim wychodził, w jego umyśle utworzył się plan, który miał go doprowadzić do szalonej perfekcji w zrujnowaniu swojego sielankowego życia.
Przeszedł przez korytarz, ciągnąc zdobycz po drewnianej podłodze, gdzie zostawiała ponury ślad. Nie zależało mu już na niczym, a tym bardziej na starym domu, który kupił przecież tylko po to, by uszczęśliwić tę krowę.
Po raz kolejny stojąc przy drzwiach, nie był już w stanie racjonalnie myśleć. Furia, która siedziała w nim od samego rana, w pełni zapanowała nad jego głową... Dwukrotnie uderzył łomem w środek drzwi, starając się narobić jak największego hałasu, by tylko jak najbardziej ją wystraszyć, co wręcz fizycznie go podniecało.
- Otwórz te cholerne drzwi! - krzyknął, a raczej głośno zasyczał przez zaciśnięte zęby.
- Nie - odpowiedziała łamiącym się głosem. - Boję się.
Próbował wcisnąć łom między zamek a framugę, lecz szczelina okazała się zbyt płytka.
Uderzył zatem kilkukrotnie w łączenie, aż posypało się kilka drzazg.
- Przestań! - krzyknęła jego żona, lecz on nie zwracał już uwagi na jej krzyki.
Po pewnym czasie dał radę wślizgnąć ramię łomu pomiędzy zamek a framugę. Podejrzewał, że będzie musiał się z nimi siłować dosyć długo i w ostateczności prędzej sam opadnie.
Zamek był jednak dużo bardziej wyrobiony, niż Radek się spodziewał.
Zaparł się z całych sił, drzwi przyjemnie zaskrzypiały w zawiasach, a zapadka wyślizgnęła się z zamka. Powoli otworzył drzwi, nadając tej scenie jeszcze mroczniejszy wydźwięk. Pragnął, by żona bała się tak jak żaden jego czytelnik w czasie czytania jego książek. Kilka sekund później stał już przed Alą, dla której trwały one pewnie wieczność.
Skulona w kącie, nie rozumiejąc, co się właściwie wydarzyło, płakała teraz bardzo głośno, wystawiając otwarte dłonie w stronę swojego męża, jakby chciała wyczarować barierę, która ją przed nim obroni. Dłonie Alicji były mokre od łez, a małe ślady krwi barwiły słone krople na różowo.
- Radek, co ty robisz?! Że... że Dawid?
Były to jej ostatnie słowa, które wypowiedziała bardzo słabym już głosem.
Mąż, stojąc z łomem w ręku, wpatrywał się w żonę z zaciśniętymi zębami. Cała ta kiedyś olbrzymia miłość była w tym momencie bardzo głęboko pogrzebana przez złość i już teraz nic nie było w stanie go powstrzymać przed tym, co miał zamiar zrobić.
Młode małżeństwo przekonało się właśnie, jak cienka granica jest między miłością a nienawiścią. Od tej chwili Alicja była przytomna zaledwie pół minuty. Po trzecim potężnym uderzeniu, krwawiąc namiętnie z ust oraz z nosa, osunęła się martwa po ścianie, uderzając barkiem w szafkę nocną.
Lampka, która stała na niej, po raz drugi już dzisiaj się zatrzęsła, lecz i tym razem nie spadła. Najwidoczniej miała jakieś zadanie do wykonania. Była to ukochana lampa Ali, kobieta postawiła ją po swojej stronie, by Radek mógł codziennie ją dla niej wyłączać. Ten mały romantyczny gest sprawiał jej zawsze olbrzymią satysfakcję, a Radkowi nigdy to nie przeszkadzało, ponieważ bardzo kochał swoją żonę.
Na klosz spadły trzy krople krwi. Niestety, nie zostały już nigdy przez nią wyczyszczone.
Otrzymując wolną rękę od żony, Radek już wiedział, co powinien zrobić, i tym razem zamiast odnieść łom do piwnicy, odniósł tam razem z nim przerzuconą przez bark martwą żonę. Wydawała mu się bardzo lekka, jakby nie tylko życie z niej uleciało. Gdy zamykał właz, widział w promieniu światła jej twarz zwróconą w jego stronę, jakby oczekiwała odpowiedzi na wszystkie pytania, których nie zdążyła nawet zadać.
Radosław stał teraz w kuchni, a jego umysł był niemal całkowicie wypruty z emocji. Dlatego jedyne, co czuł, to najzwyczajniejszy głód i zmęczenie po ciężkiej pracy, którą wykonał.
Zjadł na wpół dokończone śniadanie, które przygotowywała dla niego była żona. Chwilę później poszedł się przespać jakby nigdy nic. Potrzebował choć chwili odpoczynku po dobrze wykonanym zadaniu. Wiedział, że zabicie żony to dopiero początek. Miał jeszcze wiele spraw do załatwienia.