Posłuchaj, jak mi prędko bije twoje serce / Ascolta come mi batte forte il tuo cuore - Wisława Szymborska

Kup ebooka

59.99 zł
21.00 zł (27,00 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

W zatrzęsieniu

Jestem kim jestem.

Niepojęty przypadek

jak każdy przypadek.

Inni przodkowie

mogli być przecież moimi,

a już z innego gniazda

wyfrunęłabym,

już spod innego pnia

wypełzła w łusce.

W garderobie natury

jest kostiumów sporo.

Kostium pająka, mewy, myszy polnej.

Każdy od razu pasuje jak ulał

i noszony jest posłusznie

aż do zdarcia.

Ja też nie wybierałam,

ale nie narzekam.

Mogłam być kimś

o wiele mniej osobnym.

Kimś z ławicy, mrowiska, brzęczącego roju,

szarpaną wiatrem cząstką krajobrazu.

Kimś dużo mniej szczęśliwym,

hodowanym na futro,

na świąteczny stół,

czymś, co pływa pod szkiełkiem.

Drzewem uwięzłym w ziemi,

do którego zbliża się pożar.

Źdźbłem tratowanym

przez bieg niepojętych wydarzeń.

Typem spod ciemnej gwiazdy,

która dla drugich jaśnieje.

A co, gdybym budziła w ludziach strach,

albo tylko odrazę,

albo tylko litość?

Gdybym się urodziła

nie w tym, co trzeba, plemieniu

i zamykały się przede mną drogi?

Los okazał się dla mnie

jak dotąd łaskawy.

Mogła mi nie być dana

pamięć dobrych chwil.

Mogła mi być odjęta

skłonność do porównań.

Mogłam być sobą - ale bez zdziwienia,

a to by oznaczało,

że kimś całkiem innym.

Nella moltitudine

Sono quella che sono.

Un caso inconcepibile

come ogni caso.

In fondo avrei potuto avere

altri antenati,

e cos? avrei preso il volo

da un altro nido,

cos? da sotto un altro tronco

sarei strisciata fuori in squame.

Nel guardaroba della natura

c'? un mucchio di costumi: di

ragno, gabbiano, topo campagnolo.

Ognuno calza subito a pennello

e docilmente ? indossato

finché non si consuma.

Anch'io non ho scelto,

ma non mi lamento.

Potevo essere qualcuno

molto meno a parte.

Qualcuno d'un formicaio, banco, sciame ronzante,

una scheggia di paesaggio sbattuta dal vento.

Qualcuno molto meno fortunato,

allevato per farne una pelliccia,

per il pranzo della festa,

qualcosa che nuota sotto un vetrino.

Un albero conficcato nella terra,

a cui si avvicina un incendio.

Un filo d'erba calpestato

dal corso di incomprensibili eventi.

Uno nato sotto una cattiva stella,

buona per altri.

E se nella gente destassi spavento,

o solo avversione,

o solo pieta?

Se al mondo fossi venuta

nella trib? sbagliata

e avessi tutte le strade precluse?

La sorte, finora,

mi ? stata benigna.

Poteva non essermi dato

il ricordo dei momenti lieti.

Poteva essermi tolta

l'inclinazione a confrontare.

Potevo essere me stessa - ma senza stupore,

e ci? vorrebbe dire

qualcuno di totalmente diverso.

Trad. Pietro Marchesani