NARODZINY POWIESCI KRYMINALNEJ
Wątki kryminalne w literaturze są równie stare jak sama literatura. Z tych czy innych przyczyn (nie miejsce tu na ich analizowanie) ludzie od dawna interesują się opowieściami o krwawych zbrodniach i wysiłkach zmierzających do wykrycia i ukarania ich sprawców. W pewnym sensie prawzorem powieści kryminalnej może być biblijna opowieść o Kainie i Ablu. Wyraźne wątki kryminalne pojawiają się w "Iliadzie" i "Odysei", a także arabskich "Baśniach z tysiąca i jednej nocy". "Hamlet" Szekspira jest (jeżeli spojrzeć na to dzieło pod specyficznym kątem widzenia) detektywistyczną historią śledztwa prowadzonego przez młodego człowieka, który pragnie wykryć mordercę ojca. Królewicz duński stosuje między innymi metodę rekonstrukcji przebiegu zbrodni. Historię odtwarzania przez wynajętych aktorów morderstwa popełnionego na starym królu można żywcem przenieść do nowoczesnej powieści kryminalnej. I rzeczywiście. W dziesiątkach, jeżeli nie setkach, współczesnych "kryminałów" detektyw odtwarza przy pomocy podstawionych osób przebieg wypadków licząc, podobnie jak królewicz duński, że w obliczu takiej inscenizacji nerwy mordercy zawiodą.
Jeżeli "Hamlet" mógłby być prawzorem opowieści detektywistycznej, to "Makbet" - prawzorem politycznego thrillera.
Do wątków "kryminalnych" chętnie też sięgali Balzac i Dostojewski. Szczególnie ten ostatni. "Zbrodnia i kara" jest - niezależnie od wszelkich innych walorów - znakomitym thrillerem, a "Bracia Karamazow" - świetną powieścią detektywistyczną. Do końca nie możemy się domyślić, kto właściwie zabił...
Wątkami kryminalnymi nie gardzili i nie gardzą po dziś dzień najwybitniejsi nawet pisarze. "Kryminały" piszą Dürrenmatt i Greene, "Azyl" Faulknera jest w gruncie rzeczy opowieścią kryminalną, a i w twórczości wielu innych znakomitych twórców literatury dwudziestego wieku obecne są wyraźne zapożyczenia z poetyki powieści kryminalnej.
Przez długi czas dzisiejszą rolę "kryminałów" spełniały powieści awanturnicze, wyposażone w szybką i powikłaną akcję, opowiadające o wydarzeniach owianych aurą tajemnicy, relacjonujące czyny gwałtowne, nie gardzące opisem występków i zbrodni. Od nowoczesnej powieści kryminalnej różni je brak elementu logicznej szarady, zmuszającej czytelnika do łamania sobie głowy nad podstawowym problemem "kryminału", jakim jest pytanie: kto zabił i dlaczego to uczynił...
A potem przyszedł rok 1841 i skromniutko, na uboczu ówczesnego cywilizowanego świata, bo w Stanach Zjednoczonych, narodził się "kryminał" i rozpoczęła się trwająca po dziś dzień jego bujna, wielowątkowa epopeja. W kwietniu tegoż bowiem roku na łamach wychodzącego w Filadelfii efemerycznego miesięcznika literackiego "Graham's Magazine" ukazało się opowiadanie stosunkowo mało znanego w USA i raczej przez krytykę lekceważonego pisarza, Edgara Allana Poe - "Zabójstwo przy rue Morgue". Bohaterem jego był ekscentryczny młodzieniec C. August Dupin. Dzięki niezwykłym zdolnościom analitycznym (Sherlock Holmes nazwie podobną metodę rozumowania "królewską sztuką dedukcji") rozwikłał, posługując się tylko logiczną analizą znanych mu faktów, "mrożącą krew w żyłach" zagadkę potwornego morderstwa popełnionego w pokoju zamkniętym na cztery spusty od wewnątrz... Niedługo potem ukazały się jeszcze dwa opowiadania o tym samym bohaterze: "Tajemnica Marii Rôget" i "Skradziony list"...
Początek był zrobiony. Na kilkudziesięciu stronicach druku wyczarowano po raz pierwszy w historii literatury specyficzny świat nowoczesnego kryminału. Powołany został do życia pierwszy nowoczesny detektyw, który przebiegłości przestępcy przeciwstawia nie tylko energię i sprawność działania, ale przede wszystkim chłodne, logiczne rozumowanie. Od tej pory właściwie wszyscy powieściowi detektywi są w jakiejś mierze powieleniem tej nieśmiertelnej postaci. Różni, bardzo różni są ci detektywi. Bywają wśród nich kobiety i mężczyźni, ludzie energiczni i pozorne fajtłapy, Murzyni, Chińczycy i księża, purytańskie stare panny i wiecznie pijani rozpustnicy, dzieciaki i stojący nad grobem staruszkowie, znudzeni lordowie i czarni grabarze z Harlemu, policjanci i przestępcy, żyjący chlebem i wodą asceci i gargantuiczne obżartuchy. Pozornie wszystko ich różni. Autorzy zresztą wręcz wyłażą ze skóry, żeby nadać "swoim" detektywom niepowtarzalne, indywidualne cechy. Ale kiedy przychodzi do momentu decydującego, do pojedynku z mordercą - wszyscy robią identycznie to samo co C. August Dupin. Po prostu rozumują. Analizują fakty, budują myślowe konstrukcje których zadaniem jest logiczne powiązanie owych faktów, eliminują hipotezy nie wyjaśniające wszystkich zdarzeń i wreszcie dochodzą do koncepcji, która musi być prawdziwa, podobnie jak musi być prawdziwy poprawnie sformułowany sylogizm...
Wraz z opowiadaniami Edgara Allana Poego narodziła się zatem kryminalna szarada, która ma zadziwiać i fascynować czytelnika niezwykłością i komplikacją zagadki oraz precyzją i logiką jej rozsupłania. I tak się dziwnie złożyło, że twórcą tej chłodnej logicznej zabawy był pisarz właściwie programowo alogiczny, autor fantasmagoryjnych opowieści o duchach, rozwichrzony romantyk, zadziwiający po dziś dzień potęgą swej kapryśnej i mrocznej wyobraźni...
Takich zresztą paradoksów w historii powieści kryminalnej jest znacznie więcej...
Detektywistyczne opowiadania Poego przeszły właściwie bez echa. Nie znalazły naśladowców w Ameryce. Sława pisarza zrodziła się w Europie - we Francji i trochę później w Anglii. Wyraźne echa lektury opowiadań amerykańskiego pisarza znajdujemy w latach sześćdziesiątych w powieściach Anglika, przyjaciela i współpracownika Dickensa, Wilkie Collinsa. Bohater jego utworów, niestrudzony tropiciel zbrodni, sierżant Cuff, od czasu do czasu usiłuje naśladować analityczną metodę rozumowania Dupina. Anglicy są bardzo dumni z Wilkie Collinsa i uważają go za jednego z ważniejszych prekursorów nowoczesnego "kryminału". Z opinią tą trudno się jednak zgodzić. Jego "Kobiecie w bieli" i "Księżycowemu kamieniowi" znacznie bliżej do klasycznej powieści awanturniczej niż do nowoczesnego "kryminału". Jest w nich wprawdzie genialny detektyw, są tajemnicze zagadki i nieboszczycy uśmierceni w sposób perfidny i okrutny, a winowajcami okazują się osoby najmniej podejrzane - wszystko to jednak pozbawione jest cudownej zwięzłości i chłodu opowiadań Poego, niemiłosiernie rozgadane, nieco naiwne i zatopione w morzu ozdobników. Obie powieści zachowały wiele staroświeckiego wdzięku, ale - prawdę mówiąc - nie sposób się już przejmować opisanymi w nich perypetiami. Tragiczne dzieje młodziutkiej lady z "Kobiety w bieli", maltretowanej przez okrutnego baroneta i demonicznego grubasa nie potrafią nas już wzruszyć. Tak samo tajemniczy Hindusi pojawiający się w "Księżycowym kamieniu" nie przyprawiają już dziś nikogo o dreszcz lęku.
Hindusi ci tak się jednak spodobali współczesnym, że w książkach naśladowców Collinsa aż się zaroiło od podejrzanych i demonicznych Azjatów. Przeniknęli oni także na kartki zupełnie nowoczesnych "kryminałów". Najazd ciemno- i żółtoskórych groźnych wysłanników tajemniczych organizacji i religii stał się tak masowy, że na początku lat dwudziestych naszego stulecia angielski związek autorów powieści kryminalnych, dbający o jaki taki poziom produkcji piśmienniczej swoich członków, uznał demonicznych Azjatów za element całkowicie zdewaluowany i przedłożył autorom "kryminałów" do podpisania pisemne zobowiązanie, iż nigdy więcej nie wprowadzą tych cudzoziemców na kartki swych powieści...
O wiele mniej od twórczości Wilkie Collinsa zestarzały się - pisane trochę później - powieści Emila Gaboriau - autora francuskiego. Napisał ich dziesięć. Do najgłośniejszych należą: "Zbrodnia w Orcival", "Niewolnicy paryscy" i "Pan Lecoq". Wiele z nich tłumaczono na język polski. Książki te jeszcze i dziś czytać można z zainteresowaniem. Bohaterem wszystkich jest pan Lecoq, agent tajnej policji paryskiej. Gaboriau czytał uważnie opowiadania Poego, w decydujących momentach bowiem pan Lecoq stosuje analityczną metodę rozumowania Augusta Dupina. Podobnie jak on potrafi tworzyć logiczne konstrukcje myślowe, których siła polega na wiązaniu w jednolitą całość pozornie oderwanych od siebie faktów i wskazaniu jedynego logicznie możliwego rozwiązania...
Lecoq jest jednak osobowością różną od Dupina, kipi wręcz energią, przebiera się w najrozmaitsze kostiumy, osobiście tropi przestępców, nie ogranicza się do analizy zastanych faktów, ale przemyślnym działaniem stara się ich jak najwięcej zgromadzić. Jest on protoplastą tej linii potomków Dupina, której przedstawiciele nie ograniczają się do chłodnej analizy, ale starają się przyspieszyć rozwiązanie zagadki swą aktywną postawą. Lecoq jest typowym przedstawicielem powieściowych detektywów-policjantów.
Powieści Gaboriau zawierają jeszcze wiele zapożyczeń z poetyki klasycznej powieści awanturniczej, ale w zasadzie są to już w pełni ukształtowane nowoczesne "kryminały".
Twórczość Gaboriau cieszyła się ogromną popularnością i... nie najlepszą sławą. To właśnie w tym okresie zrodziło się powolutku, dość powszechne w kręgach "oświeconych", przekonanie o gatunkowej "niższości" romansu kryminalnego. Powieści Gaboriau i jego licznych naśladowców czytano chętnie i masowo, jednocześnie jednak zaliczano je do "literatury brukowej". Pojawiły się pierwsze głosy zarzucające opowieściom o wyczynach Lecoqa demoralizujący wpływ na czytelników i nic tu nie pomógł fakt, że dzielny policjant był nieugiętym obrońcą prawa, zajadłym tępicielem zła i zbrodni. Nie pomógł także fakt, że były to książki sprawnie i poprawnie napisane, nie pozbawione czysto literackich walorów. Głos opinii publicznej zdecydował, że powieści pana Gaboriau nie nadają się jako lektura dla młodych panienek, a nawet i bogobojnych, przyzwoitych mężatek... Nie zabrakło głosów potępiających twórczość Gaboriau w dziewiętnastowiecznej prasie polskiej i traktujących ją jako przykład "moralnej zgnilizny płynącej z rozpustnego Paryża". Zaciekłość tych ataków wydaje się dzisiejszemu czytelnikowi zabawna i niezbyt zrozumiała. Niewspółmierność zarzutów w stosunku do rzeczywistej zawartości tych powieści nasuwa nieodparte wrażenie, że co zacieklejsi obrońcy moralności publicznej po prostu nie pofatygowali się książek pana Emila przeczytać...