Pozytywna Dyscyplina dla zapracowanych (i przemęczonych) rodziców - Jane Nelsen

Kup ebooka

89.00 zł
71.20 zł (89,00 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

ROZ­DZIAŁ 11

ZRO­ZU­MIEĆ DZIA­ŁA­NIE MÓ­ZGU

Lo­uise przy­cho­dzi do domu po cięż­kim dniu pracy w szkole śred­niej. Idzie pro­sto do kuchni, by przy­go­to­wać ko­la­cję dla swo­jej ro­dziny. Lubi go­to­wać i cie­szy się na myśl, że będą mo­gli wspól­nie z dziećmi i mę­żem zjeść ko­la­cję, roz­ma­wia­jąc przy oka­zji o tym, ile wy­da­rzyło się tego dnia. Sia­dają do je­dze­nia, ale wkrótce za­czyna się na­rze­ka­nie i kłót­nie. Dzie­wię­cio­let­nia Kelly za­czyna krę­cić no­sem na po­si­łek, że nie lubi tego i tam­tego: "Dla­czego za­wsze mu­simy jeść kur­czaka?". Trzy­na­sto­let­nia Emma za­czyna ata­ko­wać Kelly za to, że tak gry­masi i za­wsze ję­czy. Frank miał ko­lejny stre­su­jący dzień w są­dzie i zbywa każ­dego. Lu­isa czuje się nie­do­ce­niona. Im dłu­żej trwają na­rze­ka­nia i pre­ten­sje, tym wy­raź­niej czuje, że krew się w niej go­tuje. W końcu traci nad sobą pa­no­wa­nie i krzy­czy: "Je­śli nie sma­kuje ci to, co przy­go­to­wa­łam, to mo­żesz iść do po­koju głodna. I na­wet nie myśl o de­se­rze. Frank, mógł­byś coś po­wie­dzieć dziew­czyn­kom?". Frank prze­łyka ostatni kęs i wy­pada roz­wście­czony, by po­czy­tać coś w spo­koju i ci­szy. Kelly za­czyna pła­kać, Emma nie prze­staje prze­zy­wać Kelly "dzi­dzią". Lo­uise od­syła dziew­częta do ich po­ko­jów, sama sprząta stół, jed­no­cze­śnie pró­bu­jąc się uspo­koić.

NEU­RONY LU­STRZANE: ROLA MO­DE­LO­WA­NIA DZIE­CIOM

Tak, te­raz jest o to­bie. Pro­ces wy­cho­wy­wa­nia do­star­cza wie­dzy o to­bie, ro­dzicu, ale też o two­ich dzie­ciach. Chcemy, byś po­czuła się pełna mocy i wpływu. Wszy­scy po­peł­niamy błędy i cza­sem sil­nie re­agu­jemy, gdy je­ste­śmy ze­stre­so­wani, ale cią­gle mamy wpływ na swoje dzieci, który pły­nie nie z tego, co mó­wimy, ale kim je­ste­śmy i co ro­bimy. Ten wpływ jest więk­szy, niż mo­gła­byś się spo­dzie­wać. Jed­nak wy­maga pew­nego wy­siłku po­le­ga­ją­cego na tym, że od czasu do czasu prze­nie­siesz uwagę ze swo­ich dzieci na sie­bie i uczci­wie przyj­rzysz się swoim za­cho­wa­niom. Ozna­cza to, że ak­cep­tu­jesz fakt, że nie mo­żesz cał­ko­wi­cie kon­tro­lo­wać tego, co my­ślą i czują twoje dzieci oraz co de­cy­dują się zro­bić. Jed­no­cze­śnie mo­żesz za­dbać o taką at­mos­ferę, która spra­wia, że dzieci po­dejmą lep­sze de­cy­zje. Naj­lep­szym spo­so­bem na osią­gnię­cie tego jest mo­de­lo­wa­nie ob­ser­wu­ją­cemu cie­bie dziecku, jak do­ko­ny­wać lep­szych wy­bo­rów. Ro­dzi­ciel­stwo to oka­zja do roz­woju za­równo dla ro­dzica jak i dla dziecka.

Małpa wi­dzi, małpa robi

Wiemy, że lu­dzie uczą się po­przez ob­ser­wa­cję i na­śla­do­wa­nie już w okre­sie nie­mow­lę­cym. Grupa ko­mó­rek ner­wo­wych, które uak­tyw­niają się pod­czas ob­ser­wa­cji i ade­kwat­nie re­agują, zwane są neu­ro­nami lu­strza­nymi. Neu­rony lu­strzane to sto­sun­kowo nowe od­kry­cie, choć do­świad­cze­nie po­przed­nich po­ko­leń po­twier­dza, że nie trzeba było od­kryć na­uko­wych, by wi­dzieć, że dzieci ko­pio­wały za­cho­wa­nie swo­ich ro­dzi­ców.

Za­tem jak dzia­łają neu­rony lu­strzane? Wy­obraź so­bie, że jesz lunch z przy­ja­ciółką, a ona wy­ła­wia pla­ster cy­tryny ze szklanki z wodą i wgryza się w niego. Jej twarz wy­krzy­wia kwa­śny smak. Czy w two­ich ustach nie po­ja­wiło się wię­cej śliny? Co się dzieje, gdy wi­dzisz, że ktoś się po­tyka, prze­wraca i roz­bija ko­lano na chod­niku? Praw­do­po­dob­nie się wzdry­gniesz i z em­pa­tią od­nie­siesz do bólu tej osoby. Co się dzieje w sy­tu­acji, kiedy wcho­dzisz do po­koju, a twoi zna­jomi śmieją się ser­decz­nie? Na­tych­miast się uśmiech­niesz. Uczu­cia są za­raź­liwe. Ta­kie za­cho­wa­nia są efek­tem dzia­ła­nia neu­ro­nów lu­strza­nych, które uak­tyw­niają się wła­śnie wtedy, kiedy je­ste­śmy świad­kami czy­je­goś dzia­ła­nia[1]. Jest to ści­śle po­wią­zane z tym, jak się uczymy po­przez ob­ser­wa­cję. Mózg dziecka sku­tecz­nie tre­nuje nowe za­cho­wa­nia, ob­ser­wu­jąc in­nych, a po­tem dziecko pró­buje tych za­cho­wań.

Wpływ tego zja­wi­ska na ro­dzi­ciel­stwo jest zna­czący. Je­śli chcesz, by dziecko wy­ko­ny­wało ja­kąś rzecz, naj­pierw rób to sam! Wy­obraź so­bie, że przy­cho­dzisz do domu po na­prawdę cięż­kim dniu pracy, czu­jesz się ze­stre­so­wany oraz zde­ner­wo­wany i mó­wisz rze­czy, któ­rych bę­dziesz póź­niej ża­ło­wać. Na­zy­wamy to "od­ska­ku­jącą klapką", bo­wiem w mo­men­tach stresu kon­trolę nad za­cho­wa­niem przej­muje mózg pry­mi­tywny, emo­cjo­nalny, który na ja­kiś czas "od­cina nas" od moż­li­wo­ści ra­cjo­nal­nego my­śle­nia. Co się sta­nie z two­imi dziećmi? Naj­praw­do­po­dob­niej przejmą twoje emo­cje, staną się ma­rudne i ję­czące - im też "od­sko­czy klapka". Działa to w obie strony. Je­śli twoje dziecko wraca po szkole do domu po cięż­kim dniu, włą­cza mu się mózg pry­mi­tywny, co za­tem naj­praw­do­po­dob­niej sta­nie się z tobą? Wróć do przed­sta­wio­nej na po­czątku roz­działu hi­sto­rii i przyj­rzyj się re­ak­cji łań­cu­cho­wej "od­ska­ku­ją­cej klapki" u dziew­czy­nek, po­tem u mamy, u taty i po­now­nie u dziew­czy­nek.

I ana­lo­gicz­nie, je­śli po­zo­sta­niesz spo­kojna, do czego masz szansę za­pro­sić swoje dziecko? Po­wrót do rów­no­wagi i do­stęp do ra­cjo­nal­nej czę­ści mó­zgu to klu­czowa umie­jęt­ność za­równo dla cie­bie jak i dla dzieci.

Neu­rony lu­strzane i pry­watna lo­gika

Ro­dzice czę­sto mó­wią jedno, a ro­bią dru­gie. Na­wet ro­dzice, któ­rzy są świa­domi faktu, że dzieci ko­piują to, co oni ro­bią, czę­sto za­po­mi­nają, jak wielka może być dzie­cięca moc ob­ser­wa­cji. Do­daj do tego nie do końca roz­wi­nięte umie­jęt­no­ści po­znaw­cze dzieci oraz fakt, że za­wsze po­dej­mują de­cy­zje na pod­sta­wie wła­snego po­strze­ga­nia sy­tu­acji. Z pew­no­ścią uświa­do­misz so­bie, że dziecko ła­two może roz­wi­nąć błędną pry­watną lo­gikę. Czy zda­rzyło ci się kie­dy­kol­wiek przyjść po pracy, rzu­cić się na ka­napę i wy­krzyk­nąć: "Boże, jak ja po­trze­buję drinka!"? Może my­ślisz, że to dziecku nie zrobi krzywdy, po­nie­waż masz prze­cież zdrowe po­dej­ście do al­ko­holu. Jed­nak nie­ustan­nie ob­ser­wu­jące cię dziecko może my­śleć, że al­ko­hol po­maga się po­czuć le­piej w sy­tu­acjach stre­so­wych. A to już nie­ko­niecz­nie po­dej­ście, które chcesz wpa­jać. Lub być może zda­rzyło ci się po­wie­dzieć dziecku: "Ko­cha­nie, nie pal, to ruj­nuje twoje zdro­wie", a na­stęp­nie twoje dziecko wi­dzi cię z pa­pie­ro­sem śmie­jącą się pod­czas przy­ję­cia. Wnio­sek two­jego dziecka może być na­stę­pu­jący: pa­le­nie spra­wia, że lu­dzie czują się do­brze w sy­tu­acjach spo­łecz­nych. Być może są to prze­ry­so­wane sce­na­riu­sze, ale na­wet po­zor­nie nie­groźny ko­mu­ni­kat: "Je­stem na die­cie, dzieci, więc wy zjedz­cie mięso i ziem­niaki, a ja zjem tylko zupę" może wy­sy­łać sprzeczne in­for­ma­cje na te­mat zdro­wego od­ży­wia­nia. Pro­sze­nie dziecka, by kon­tro­lo­wało swoje za­cho­wa­nie, kiedy ty nie kon­tro­lu­jesz swo­jego, może być naj­bar­dziej nie­for­tun­nym mo­de­lo­wa­niem ze wszyst­kich przy­pad­ków.

SA­MO­RE­GU­LA­CJA WY­MAGA ŚWIA­DO­MO­ŚCI I CZASU

Je­śli do­wiemy się, w jaki spo­sób nasz mózg na­daje prio­ry­tety okre­ślo­nym za­cho­wa­niom, bę­dziemy ła­twiej i sku­tecz­niej się sa­mo­re­gu­lo­wać (ma­jąc w efek­cie wię­cej po­żą­da­nej przez wszyst­kich ro­dzi­ców cier­pli­wo­ści).

Mózg ga­dzi

Je­ste­śmy prze­ko­nane, że po­sia­dasz pewne czułe punkty, które od­po­wied­nio na­ci­śnięte wy­sy­łają cię w chaos. Twoje dzieci wie­dzą, czym są te "gu­ziki" i jak do­kład­nie je wci­snąć. (I to nie jest ce­lowa zło­śli­wość ze strony dzieci - one po pro­stu eks­plo­rują moż­li­wo­ści świata). Być może twój czuły punkt ma na­zwę: "To nie fair". Wszystko, co po­trze­bują po­wie­dzieć twoje dzieci, brzmi: "To nie fair!", a ty uru­cha­miasz pro­gram pod ty­tu­łem: "Zro­bię wszystko, by było fair". Czy za­uwa­ży­łaś, że co­kol­wiek nie zro­bisz i tak to nie bę­dzie fair? Mo­gła­byś zwa­żyć na su­per do­kład­nej wa­dze cia­sto, by udo­wod­nić swoim dzie­ciom, że mają tak samo dużą por­cję, a i tak jedno bę­dzie ma­ru­dzić: "Ale jego ka­wa­łek wy­gląda na więk­szy". Twoje dzieci nie są spe­cjal­nie za­in­te­re­so­wane tym, co jest fair (na pod­świa­do­mym po­zio­mie), ale są żywo za­in­te­re­so­wane uwagą i re­ak­cją, jaką uzy­skają po wci­śnię­ciu two­jego "gu­zika" o na­zwie "To nie fair".

Przyj­rzyjmy się raz jesz­cze Lo­uise z na­szej po­cząt­ko­wej hi­sto­rii. Kiedy jej "gu­ziki" zo­stały wci­śnięte, "od­sko­czyła jej klapka" i we­szła w tryb ga­dziego mó­zgu. Funk­cją ga­dziego mó­zgu jest prze­trwa­nie, a je­dyne do­stępne opcje w tym try­bie to walka, ucieczka lub za­mro­że­nie. Je­śli je­steś w sta­nie walki-ucieczki-za­mro­że­nia, są spore szanse, że twoje dzieci też się tam znajdą. Nie osią­gnie­cie nic po­zy­tyw­nego, kiedy dzia­ła­cie z tego po­ziomu mó­zgu.

Mo­del "mózg na dłoni"

W swo­jej książce Świa­dome ro­dzi­ciel­stwo Da­niel Sie­gel i Mary Hart­zell pre­zen­tują w ja­sny spo­sób dzia­ła­nie mó­zgu, kiedy ktoś na­ci­ska na­sze czułe punkty lub je­ste­śmy w stre­sie. Na na­szych za­ję­ciach z ro­dzi­cami, na­uczy­cie­lami i dziećmi ten mo­del za­zwy­czaj naj­ła­twiej za­pa­mię­tują uczest­nicy, bo sta­nowi jedno z naj­bar­dziej uży­tecz­nych na­rzę­dzi. Na­zy­wamy go "mózg na dłoni". To, co opi­su­jemy po­ni­żej, jest uprosz­czoną wer­sją mo­delu Sie­gela i Hart­zell[2].

Unieś dłoń - bę­dziemy uży­wać jej do po­ka­za­nia róż­nych czę­ści na­szego mó­zgu.

Twój nad­gar­stek i śro­dek dłoni re­pre­zen­tują pień mó­zgu, który jest od­po­wie­dzialny za in­stynkt prze­trwa­nia (walka, ucieczka lub za­mro­że­nie) oraz za au­to­ma­tyczne funk­cje, ta­kie jak od­dy­cha­nie czy po­ły­ka­nie.

Te­raz zwiń kciuk do środka - re­pre­zen­tuje on śród­mó­zgo­wie. W śród­mó­zgo­wiu mamy ciało mig­da­ło­wate, które jest pier­wot­nym ma­ga­zy­nem wspo­mnień i emo­cji.

Za­łóż te­raz palce na kciuku. Twoje palce przy­le­ga­jące do kciuka re­pre­zen­tują korę nową: per­cep­cję, dzia­ła­nie, mowę, wyż­sze umie­jęt­no­ści oraz to, co na­zy­wamy my­śle­niem.

Twoje pa­znok­cie re­pre­zen­tują korę przed­czo­łową - ośro­dek in­te­gra­cji mó­zgu, pra­wie jak cen­trum za­rzą­dza­nia, które upew­nia się, że in­for­ma­cje do­stają się tam, gdzie mają się do­stać. Udo­ku­men­to­wane funk­cje kory przed­czo­ło­wej to re­gu­la­cja emo­cjo­nalna, re­gu­la­cja re­la­cji in­ter­per­so­nal­nych, pla­no­wa­nie i or­ga­ni­za­cja, roz­wią­zy­wa­nie pro­ble­mów, sa­mo­świa­do­mość oraz mo­ral­ność.

Co się dzieje, kiedy je­steś ze­stre­so­wana, przy­tło­czona lub zmę­czona, kiedy twoje dzieci nie­wła­ści­wie się za­cho­wują albo kiedy pró­bu­jesz po­ra­dzić so­bie z trau­ma­tycz­nymi czy bo­le­snymi wspo­mnie­niami? Kora przed­czo­łowa wy­łą­cza się - nie funk­cjo­nuje (na szczę­ście jest to tym­cza­sowe!). Pod­nieś do góry palce tak, aby wi­doczny był kciuk i we­wnętrzna część dłoni. Tak wła­śnie "od­ska­kuje klapka". Nie masz do­stępu do więk­szo­ści po­wyż­szych funk­cji - bez nich nie mo­żesz też się uczyć. To nie jest do­bry mo­ment na to, by uczyć dzieci, co jest do­bre, a co złe. Nikt wtedy nie słu­cha. Aby za­an­ga­żo­wać się w ucze­nie, po­trze­bu­jesz być spo­kojna, by kora przed­czo­łowa znowu prze­jęła kon­trolę.

Do­brym po­my­słem jest wy­ja­śnie­nie dzie­ciom, co się dzieje z mó­zgiem, kiedy się stre­su­jemy. Po­ka­zu­jąc to dzie­ciom, sko­rzy­staj z mo­delu "mó­zgu na dłoni". Mo­żesz też do­dać: "Nie je­ste­śmy w sta­nie roz­wią­zać pro­blemu, kiedy je­ste­śmy zde­ner­wo­wani. Naj­pierw po­trze­bu­jemy się uspo­koić, by­śmy mo­gli znowu my­śleć ra­cjo­nal­nie. Kiedy obie strony po­czują się le­piej, bę­dziemy w sta­nie po­szu­kać po­my­słów i roz­wią­zań. Umówmy się, że je­śli nie mo­żemy się uspo­koić, od­se­pa­rujmy się od sie­bie, póki nie po­czu­jemy się le­piej". W Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pli­nie na­zy­wamy to sko­rzy­sta­niem z po­zy­tyw­nej prze­rwy. Ro­dzice po­peł­niają błąd, kiedy pró­bują wy­tłu­ma­czyć coś dzie­ciom i na­uczyć je cze­goś, kiedy obie strony są zde­ner­wo­wane czy smutne. Bę­dziemy wtedy skłonni bar­dziej do prze­ży­wa­nia fru­stra­cji niż by­cia życz­li­wym. Może my­ślisz: "Je­śli nie zro­bię cze­goś od razu, bę­dzie to ozna­czać, że po­zwa­lam dzie­ciom na ta­kie za­cho­wa­nia". To nie jest prawda. Kiedy ćwi­czysz sa­mo­kon­trolę, cze­ka­jąc, aż bę­dziesz spo­koj­niej­sza i bar­dziej sku­teczna, wtedy da­jesz do­bry przy­kład - uczysz swoje dzieci od­po­wied­niego za­rzą­dza­nia zło­ścią.

Prze­rwa wy­maga osob­nego omó­wie­nia, po­nie­waż karna prze­rwa to błędna me­toda dys­cy­pli­no­wa­nia, sze­roko sto­so­wana, a na­wet za­le­cana przez wielu eks­per­tów od wy­cho­wa­nia. Jest jed­nak po­tężna róż­nica mię­dzy po­zy­tywną prze­rwą a karną prze­rwą.

Dla­czego karna prze­rwa nie działa

W swo­ich wy­sił­kach, by sko­ry­go­wać nie­wła­ściwe za­cho­wa­nie dzieci, ro­dzice czę­sto mó­wią: "Idź do swo­jego po­koju i prze­myśl, co zro­bi­łeś!". To wła­ści­wie dość ab­sur­dalna rzecz, jaką można po­wie­dzieć, bo ro­dzice nie mogą kon­tro­lo­wać tego, co my­ślą dzieci. Ro­dzice lu­bią wie­rzyć, że ich dziecko my­śli: "Dzię­kuję ci bar­dzo za da­nie mi ta­kiej fan­ta­stycz­nej oka­zji do prze­my­śle­nia błę­dów w moim za­cho­wa­niu oraz moż­li­wość zda­nia so­bie sprawy z faktu, że od te­raz po­wi­nie­nem się za­cho­wy­wać le­piej". W rze­czy­wi­sto­ści bar­dziej praw­do­po­dobne jest, że dziecko my­śli so­bie: "To ja ci po­każę! Mo­żesz mnie zmu­sić do sie­dze­nia tu­taj, ale nie zmu­sisz mnie do ro­bie­nia czy my­śle­nia tego, czego chcesz". Co gor­sze, dziecko może my­śleć: "Je­stem na­prawdę złym czło­wie­kiem".

Ro­dzi­ciel­stwo w na­szej za­bie­ga­nej co­dzien­no­ści może stwo­rzyć po­czu­cie ko­niecz­no­ści po­ra­dze­nia so­bie z każ­dym za­cho­wa­niem, każ­dym kry­zy­sem i każ­dym pro­ble­mem na­tych­miast. Dzieci mają im­po­nu­jący ta­lent do fru­stro­wa­nia, kwe­stio­no­wa­nia czy złosz­cze­nia swo­ich ro­dzi­ców, a ze­złosz­czeni i sfru­stro­wani ro­dzice nie wy­ko­nują naj­le­piej swo­jej pracy. Dla­tego ro­dzice czę­sto po pro­stu re­agują - ro­bią to, co wy­daje się im sku­teczne tu i te­raz, za­miast wy­bie­rać świa­do­mie to, co daje dłu­go­fa­lowe efekty. Wielu ro­dzi­ców zde­cy­do­wało, że nie chcą sto­so­wać kar cie­le­snych, i jed­no­cze­śnie my­ślą, że karna prze­rwa jest do­brą al­ter­na­tywą. Czę­sto za­pra­szamy ro­dzi­ców do po­my­śle­nia, jakby się po­czuli i w jaki spo­sób od­po­wie­dzie­liby współ­mał­żon­kowi, ko­le­dze czy przy­ja­cie­lowi, gdyby usły­szeli od nich: "Zrób so­bie prze­rwę i prze­myśl, co zro­bi­łeś". Śmieją się i mó­wią coś w stylu: "Prze­pra­szam?!" lub: "Nie są­dzę!". Je­śli dzieci ode­zwa­łyby się w ten spo­sób do ro­dzi­ców, zo­sta­łyby po­są­dzone o "py­sko­wa­nie". Dla­czego dziecko mia­łoby od­po­wie­dzieć w przy­chylny spo­sób na coś, co zde­cy­do­wa­nie nie mo­ty­wuje cie­bie?

Ko­rzy­ści pły­nące z po­zy­tyw­nej prze­rwy

Dzieci za­cho­wują się le­piej, kiedy czują się le­piej (do­ro­śli też). Po­zy­tywna prze­rwa jest za­pro­jek­to­wana, by po­móc dzie­ciom po­czuć się le­piej, aby one w kon­se­kwen­cji mo­gły za­cho­wy­wać się le­piej. To świetne na­rzę­dzie dla dzieci i ro­dzi­ców, po­dob­nie jak na­uka sa­mo­re­gu­la­cji. Stare po­wie­dze­nie mówi, że "Czas le­czy wszyst­kie rany" i to prawda. Trudno jest się wście­kać, po­zo­sta­jąc pod wpły­wem ga­dziego mó­zgu, kiedy da­jesz so­bie czas i ro­bisz coś, co spra­wia ci przy­jem­ność. Fi­zjo­lo­gicz­nie, kiedy ele­ment stre­so­genny zo­sta­nie usu­nięty, po­ziom hor­mo­nów stresu się ob­niża i za­czy­nasz po­now­nie mieć kon­takt z tą czę­ścią mó­zgu, która jest od­po­wie­dzialna za ra­cjo­nalne my­śle­nie. I nie jest to, jak nie­któ­rzy mogą my­śleć, na­groda za złe za­cho­wa­nie.

Być może po­mocne dla cie­bie bę­dzie, je­śli uzgod­ni­cie z dziec­kiem wcze­śniej, że oboje sko­rzy­sta­cie z prze­rwy wtedy, gdy sami o tym zde­cy­du­je­cie. Jesz­cze bar­dziej po­mocne bę­dzie, je­śli uzgod­ni­cie, jaki ro­dzaj prze­rwy byłby dla was za­chę­ca­jący i wspie­ra­jący. Wy­my­śl­cie śmieszny sy­gnał dło­nią, by po­ka­zać, że po­trzebna jest prze­rwa. Kiedy dzieci go zo­ba­czą, będą wie­dzieć - oto szansa na wzię­cie od­de­chu, uspo­ko­je­nie się i przyj­ście z no­wymi po­my­słami i roz­wią­za­niami, gdy już po­czu­je­cie się le­piej. Po­zy­tywna prze­rwa rzadko jest sku­teczna w sto­sunku do dzieci po­ni­żej czwar­tego roku ży­cia. Je­śli nie mogą one po­dą­żać za wska­zów­kami zwią­za­nymi z po­zy­tywną prze­rwą, ozna­cza to, że jesz­cze są roz­wo­jowo za małe na to na­rzę­dzie. Twoje dzieci do­ce­nią róż­nicę po­mię­dzy karną a po­zy­tywną prze­rwą.

1. Zro­zum, że kon­flikt nie jest do­brym mo­men­tem, by na­uczać i uczyć się.

Kiedy tre­nu­jesz sa­mo­kon­trolę, cze­ka­jąc, aż bę­dziesz spo­koj­niej­sza i bar­dziej sku­teczna - wtedy wła­śnie uczysz swoje dzieci od­po­wied­niego za­rzą­dza­nia zło­ścią. Da­jesz dzie­ciom przy­kład, jak pa­no­wać nad im­pul­syw­nymi re­ak­cjami. Cza­sem na­rzę­dzie po­zy­tyw­nej prze­rwy bę­dzie wy­star­cza­jące, by za­trzy­mać za­cho­wa­nie dziecka. Je­śli tak się nie sta­nie, mo­żesz póź­niej po­roz­ma­wiać na ten te­mat, kiedy oboje bę­dzie­cie spo­kojni i go­towi na na­ukę (patrz: wska­zówki 7).

2. W spo­koj­nych mo­men­tach (nie pod­czas kon­fliktu!) ucz dzieci, że warto da­wać so­bie kilka chwil na uspo­ko­je­nie się, aby po­now­nie od­zy­skać do­stęp do ra­cjo­nal­nej czę­ści mó­zgu.

Jest kilka spo­so­bów na to, jak uczyć dzieci war­to­ści da­wa­nia so­bie czasu na ochło­nię­cie. Pierw­szym spo­so­bem jest mo­de­lo­wa­nie tej po­stawy, kiedy kon­trolę przej­muje pier­wotna część mó­zgu. Wy­ja­śnie­nie bu­dowy mó­zgu przy po­mocy mo­delu "mózg na dłoni" może oka­zać się bar­dzo po­mocne. Nieco star­sze dzieci można na­uczyć na­stę­pu­ją­cych kro­ków do uspo­ko­je­nia się:

- Krok 1. Zro­zum, co się dzieje - za­an­ga­żuj ra­cjo­nalną część mó­zgu i po­wiedz do sie­bie: "Za­raz od­sko­czy mi klapka".

- Krok 2. Za­trzy­maj się, co­kol­wiek ro­bisz, i od­dy­chaj głę­boko.

- Krok 3. Je­śli to nie wy­star­czy, by się wy­ci­szyć, za­an­ga­żuj po­now­nie ra­cjo­nalne my­śle­nie - być może naj­lep­szym roz­wią­za­niem bę­dzie uda­nie się do miej­sca po­zy­tyw­nej prze­rwy.

3. Za­chęć dzieci do stwo­rze­nia miej­sca po­zy­tyw­nej prze­rwy, które służy wła­śnie po to, by po­czuły się w nim le­piej, a w efek­cie, by od­zy­skały zdol­ność do kon­troli wła­snych za­cho­wań.

Kiedy na­uczysz dzieci, jaką war­tość ma da­wa­nie so­bie czasu na uspo­ko­je­nie, za­chęć je, by stwo­rzyły wła­sne miej­sce po­zy­tyw­nej prze­rwy, w któ­rym mogą ro­bić to, co uła­twi im zmianę za­cho­wa­nia. Za­an­ga­żo­wa­nie dzieci w pro­jek­to­wa­nie miej­sca po­zy­tyw­nej prze­rwy jest klu­czem, po­dob­nie jak roz­mowa na ten te­mat w spo­koj­nej at­mos­fe­rze. Za­chęć dzieci do re­flek­sji i wy­boru, co po­może im po­czuć się le­piej. Nie rób tego za nich, na po­czą­tek mo­żesz za­da­wać po­moc­ni­cze py­ta­nia, np.: "Czy spo­kojna mu­zyka po­może wam po­czuć się le­piej? A czy­ta­nie książki, plu­szaki, za­bawa na dwo­rze, ska­ka­nie na tram­po­li­nie, roz­mowa z przy­ja­cie­lem lub pój­ście pod prysz­nic?". Miej­scem po­zy­tyw­nej prze­rwy może być ką­cik, w któ­rym dzieci będą mieć kilka mięk­kich po­du­szek, ksią­żek oraz słu­chawki do mu­zyki. Może to być rów­nież miej­sce do­stępne na krót­kie ćwi­cze­nia fi­zyczne lub prak­ty­ko­wa­nie uważ­no­ści. Warto za­pro­sić dzieci do my­śle­nia, co fak­tycz­nie po­maga im po­czuć się le­piej, oraz do stwo­rze­nia planu na czas po­zy­tyw­nej prze­rwy. To bar­dzo do­bre ćwi­cze­nie z dba­nia o sie­bie, które wy­kra­cza poza po­zy­tywną prze­rwę, pod­czas niego dzieci uczą się wielu klu­czo­wych kom­pe­ten­cji. Ko­rzy­sta­nie z ekra­nów (te­le­fony, ta­blety, kom­pu­ter) ni­gdy nie po­winno za­go­ścić do miej­sca po­zy­tyw­nej prze­rwy i ni­gdy nie po­winno zo­stać ujęte w jego pla­no­wa­niu, po­nie­waż elek­tro­nika może w dłuż­szej per­spek­ty­wie odłą­czać dzieci od ich emo­cji, za­miast uczyć je eks­plo­ro­wa­nia wła­snych uczuć.

4. Za­pro­po­nuj, by dziecko nadało spe­cjalną na­zwę temu miej­scu (inną niż "miej­sce prze­rwy").

Je­śli karna prze­rwa była wy­ko­rzy­sty­wana w two­jej ro­dzi­nie, za­równo ro­dzi­com jak i dzie­ciom może być trudno za­adop­to­wać nowy pa­ra­dyg­mat, że prze­rwa może być po­zy­tywną kom­pe­ten­cją ży­ciową. Za­pro­po­nuj, by dzieci wy­my­śliły po­zy­tywną na­zwę dla swo­jego miej­sca wy­tchnie­nia. W ten spo­sób mo­że­cie zmie­nić ne­ga­tywne my­śle­nie o prze­rwie na po­zy­tywne. Dzieci (i ro­dzice) mogą się świet­nie ba­wić, szu­ka­jąc no­wej na­zwy dla miej­sca po­zy­tyw­nej prze­rwy. Nie­któ­rzy zde­cy­do­wali się na na­stę­pu­jące okre­śle­nia: "szczę­śliwe miej­sce", "punkt wy­ci­sze­nia", "Ko­smos" (z kar­to­no­wymi pla­ne­tami i wi­szą­cymi gwiaz­dami) lub "Ha­waje" (z pla­ka­tem Ha­wa­jów na ścia­nie)[3]. Kiedy dziecko stwo­rzy uni­ka­tową na­zwę dla swo­jego miej­sca po­zy­tyw­nej prze­rwy, sprawi, że ono sta­nie się rze­czy­wi­ście spe­cjal­nym miej­scem dla niego i po­czuje się wła­ści­cie­lem tej prze­strzeni.

5. Stwórz swoje miej­sce po­zy­tyw­nej prze­rwy.

Tak, twój przy­kład jest naj­lep­szym na­uczy­cie­lem dla dziecka. Po­zy­tywna prze­rwa jest do­bra tak samo dla cie­bie, jak i two­ich dzieci. Daj dzie­ciom znać, co zro­bisz, gdy bę­dziesz po­trze­bo­wała się uspo­koić. Być może prze­bieżka lub spa­cer wo­kół bloku bę­dzie ci słu­żyć (je­śli twoje dzieci są wy­star­cza­jąco duże, byś mo­gła je zo­sta­wić same na ten czas). Może po­czu­jesz się zre­ge­ne­ro­wana, czy­ta­jąc do­brą po­wieść, me­dy­tu­jąc lub bio­rąc ką­piel. Jaki by nie był twój plan na po­zy­tywną prze­rwę, daj dzie­ciom znać wcze­śniej, że być może bę­dziesz po­trze­bo­wała pójść do swo­jego spe­cjal­nego miej­sca, by po­czuć się le­piej, a nie po to, by ich opu­ścić czy uka­rać. Cza­sami umiesz­cze­nie róż­nych po­my­słów na po­zy­tywną prze­rwę w wi­docz­nym miej­scu jest do­brym spo­so­bem na prze­kie­ro­wa­nie uwagi z szu­ka­nia win­nych na po­ka­za­nie, że oto mamy na­rzę­dzie, które może po­słu­żyć wszyst­kim w ro­dzi­nie, gdy bar­dzo po­trze­bują się wy­ci­szyć i uspo­koić.

6. Pod­czas sy­tu­acji kon­flik­to­wej za­py­taj swoje dzieci, czy po­mo­głoby im pój­ście do miej­sca po­zy­tyw­nej prze­rwy (uży­wa­jąc tej na­zwy, którą wy­brały dzieci), lub za­sta­nów się, czy to­bie po­mo­głoby pój­ście do swo­jego miej­sca prze­rwy.

Je­śli wcze­śniej zo­stało to uzgod­nione, sku­teczne może być py­ta­nie skie­ro­wane do two­jego roz­złosz­czo­nego (znie­chę­co­nego) dziecka: "Czy po­mo­głoby ci uda­nie się do two­jego miej­sca po­zy­tyw­nej prze­rwy?". Istotny jest spo­sób i słow­nic­two, ja­kiego uży­jesz, dla­tego tak ważne jest, byś za­py­tała swoje dziecko, czy bę­dzie to po­mocne. Je­śli dzieci nie zde­cy­dują się na to roz­wią­za­nie, wy­sła­nie ich tam na siłę bę­dzie karą, a nie za­chętą. Je­śli dziecko od­po­wie ci "nie", mo­żesz za­py­tać: "Czy chciał­byś, bym po­szła tam z tobą?". Wiele dzieci sko­rzy­sta z tej pro­po­zy­cji. Oczy­wi­ście skła­da­nie jej, kiedy sama je­steś tak samo zła jak dziecko, nie bę­dzie roz­sądne. Jed­no­cze­śnie już samo po­strze­ga­nie prze­rwy w tak po­zy­tywny spo­sób nie­kiedy wy­star­czy, by po­móc do­ro­słym zmie­nić od­biór sy­tu­acji - za­miast ki­pieć zło­ścią, prze­łą­czą się na tryb by­cia za­chę­ca­ją­cym dla swo­ich dzieci. Pa­mię­taj, ce­lem jest za­chęta do zmiany na­stroju i za­cho­wa­nia, a nie wy­mie­rza­nie kary. Ty praw­do­po­dob­nie po­trze­bu­jesz prze­rwy tak samo jak dziecko. Je­śli twoje dziecko wciąż od­po­wiada "nie", mo­żesz od­po­wie­dzieć: "Okej, ja pójdę do swo­jego spe­cjal­nego miej­sca". Dla two­ich dzieci bę­dzie to za­równo za­sko­cze­nie, jak i do­sko­nały spo­sób na mo­de­lo­wa­nie. Da­nie so­bie czasu jest czę­sto naj­lep­szym spo­so­bem na wpro­wa­dze­nie tego na­rzę­dzia, bo twoje dzieci prze­cież naj­wię­cej się uczą, gdy pa­trzą na cie­bie i twój przy­kład.

7. Je­śli zaj­dzie taka po­trzeba, wróć do źró­dła kłótni, ucząc wła­ści­wych za­cho­wań, kiedy już każdy bę­dzie czuł się le­piej.

Cza­sami po­zy­tywna prze­rwa wy­star­czy, by za­trzy­mać za­cho­wa­nie, i nie ma po­trzeby kon­ty­nu­owa­nia te­matu. W in­nych przy­pad­kach może być po­trzebne na­pra­wie­nie szkody i za­dość­uczy­nie­nie. Mo­żesz po­móc dzie­ciom w po­szu­ki­wa­niu twór­czych roz­wią­zań, kiedy wszy­scy się uspo­ko­icie. Bę­dzie to dużo ła­twiej­sze, je­śli pa­mię­tasz, że błędy są oka­zją do na­uki, a nie do ob­wi­nia­nia, za­wsty­dza­nia czy spra­wia­nia bólu. Jest wiele spo­so­bów na kon­ty­nu­owa­nie te­matu. Twoje dziecko może chcieć za­pi­sać wy­zwa­nie na agen­dzie spo­tka­nia ro­dzin­nego, by cała ro­dzina za­an­ga­żo­wała się w roz­wią­za­nie tego pro­blemu, lub mo­żesz szu­kać roz­wią­za­nia we dwoje. Cza­sami za­sto­so­wa­nie peł­nych cie­ka­wo­ści py­tań bywa do­sko­na­łym spo­so­bem na wspar­cie dziecka w eks­plo­ro­wa­niu kon­se­kwen­cji swo­ich wy­bo­rów.

Po­zy­tywna prze­rwa jest po­tęż­nym na­rzę­dziem i z cza­sem bę­dzie pro­wa­dzić do zmniej­sze­nia się liczby kłótni. Ale sama w so­bie nie po­może cał­ko­wi­cie unik­nąć kon­flik­tów ani też nie wy­eli­mi­nuje na­szych in­stynk­tow­nych re­ak­cji ucieczki, walki lub za­mro­że­nia. Na­wet naj­bar­dziej ko­cha­jący i prak­ty­ku­jący Po­zy­tywną Dys­cy­plinę ro­dzice znani są z emo­cjo­nal­nych re­ak­cji (au­torki prze­pro­wa­dziły do­głębne "ba­da­nia" na so­bie!). Nie jest ła­two my­śleć o dłu­go­fa­lo­wych re­zul­ta­tach tego, co ro­bimy, zwłasz­cza gdy sto­imy twa­rzą w twarz z nie­po­słusz­nym mło­dym czło­wie­kiem. Cza­sami w oczy­wi­sty spo­sób się my­limy, ale jest wiele spo­so­bów na na­pra­wie­nie swo­ich błę­dów oraz za­mianę ich w szanse.

W JAKI SPO­SÓB ZMIE­NIĆ BŁĘDY W SZANSE CZTERY "P" PO­MY­ŁEK

Kiedy za­py­tano Tho­masa Edi­sona, w jaki spo­sób pod­no­sił się po tak wielu po­raż­kach przy pró­bach skon­stru­owa­nia ża­rówki, wy­na­lazca od­po­wie­dział: "Nie po­peł­ni­łem tak wielu po­my­łek, ja po pro­stu od­kry­łem dzie­sięć ty­sięcy błęd­nych roz­wią­zań". Cóż za fe­no­me­nalna po­stawa! W na­szym spo­łe­czeń­stwie je­ste­śmy uczeni, że wsty­dem jest po­peł­nia­nie błę­dów. Jed­no­cze­śnie wszy­scy je­ste­śmy nie­do­sko­nali, za­tem ważne jest, by­śmy za­częli zmie­niać na­sze prze­ko­na­nia i po­strze­gać błędy jako oka­zje do roz­woju. To jedna z naj­bar­dziej za­chę­ca­ją­cych kon­cep­cji Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny, a jed­no­cze­śnie naj­trud­niej­sza do zre­ali­zo­wa­nia (zwłasz­cza w na­szym za­wo­do­wym ży­ciu). Do­sko­nały ro­dzic nie ist­nieje, a mimo to wciąż wielu z nas wy­maga od sie­bie i in­nych per­fek­cji.

Kiedy ro­dzice wy­sy­łają wia­do­mość do dzieci, że one mu­szą za­pła­cić za swoje błędy, za­zwy­czaj mają do­bre in­ten­cje. Pró­bują zmo­ty­wo­wać je do lep­szego za­cho­wa­nia. Jed­nak nie biorą pod uwagę dłu­go­ter­mi­no­wych skut­ków ta­kiego po­dej­ścia. Dzieci mogą dojść do prze­ko­na­nia, że są roz­cza­ro­wa­niem dla ro­dzi­ców, są bez­na­dziejne, złe itd. Jest inny spo­sób - ucze­nie dzieci, że po­peł­nia­nie błę­dów może być eks­cy­tu­jące, bo błędy mogą być oka­zją do na­uki. Wy­obraź so­bie ro­dzica, który mówi do dziecka: "Hej, po­peł­ni­łeś błąd. To wspa­niale! Czego mo­żemy się z tego na­uczyć?". Czę­sto taka zmiana in­spi­ruje do pracy z wła­snym po­dej­ściem do błę­dów, po­cząw­szy od przy­zwy­cza­ja­nia się do nich, aż po ich na­pra­wia­nie.

Po pierw­sze chcemy cię za­pew­nić, że je­śli kie­dy­kol­wiek przy­zna­łeś dzie­ciom, że ża­łu­jesz swo­jej re­ak­cji, to je­steś nor­malna. Nie są­dzimy, by­śmy zna­la­zły choć jed­nego ro­dzica, któ­remu nie pu­ściły kie­dy­kol­wiek nerwy i który nie za­re­ago­wał w zło­ści za­miast w spo­sób bar­dziej ko­rzystny dla dziecka, za­pra­sza­jąc go do współ­pracy i na­uki. Jed­nak jako do­ro­śli je­ste­śmy od­po­wie­dzialni za na­ucze­nie dzieci, co ro­bić, kiedy "od­ska­kuje nam klapka" i kiedy po­wie­dzie­li­śmy lub zro­bi­li­śmy coś, czego ża­łu­jemy. Są cztery kroki, któ­rych uczymy ro­dzi­ców i dzieci, by pod­nieść się z błę­dów - na­zy­wamy je 4 "P" po­my­łek. To na­rzę­dzie jest kom­ple­men­tarne do po­zy­tyw­nej prze­rwy. Cza­sami uży­wamy ich obu, in­nym ra­zem mo­żesz chcieć na­tych­miast po­zbie­rać się i za­dość­uczy­nić po po­peł­nie­niu błędu bez po­trzeby do­dat­ko­wego czasu na prze­rwę.

- Krok 1: Po­gódź się z fak­tem: "Oj, po­peł­ni­łam błąd".

- Krok 2: Przy­znaj, że po­peł­ni­łaś błąd. Mo­żesz to zro­bić wer­bal­nie, uzna­jąc uczu­cia dziecka: "Wi­dzę, że moje za­cho­wa­nie spra­wiło ci przy­krość". Mo­żesz oka­zać to nie­wer­bal­nie po­przez po­ło­że­nie ręki na ra­mie­niu, kuc­nię­cie, by wa­sze oczy były na tym sa­mym po­zio­mie, lub zła­pa­nie za rękę.

- Krok 3: Prze­proś: "Prze­pra­szam".

- Krok 4: Po­szu­kaj­cie roz­wią­za­nia: "Co mo­żemy zro­bić, by na­pra­wić tę sy­tu­ację? Po­szu­kajmy wspól­nie roz­wią­za­nia".

Kiedy ro­dzice ko­rzy­stają z po­wyż­szych czte­rech kro­ków, w efek­cie od­kry­wają, że dzieci są czę­sto bar­dzo wy­ro­zu­miałe, po­dob­nie my - do­ro­śli.

Wy­obraź so­bie moc tego typu mo­de­lo­wa­nia ze swoim part­ne­rem lub w swoim ży­ciu za­wo­do­wym.

Po­zy­tywna Dys­cy­plina w dzia­ła­niu

Pię­cio­la­tek Jo­na­than ugryzł swo­jego młod­szego brata. Mama Jo­na­thana, Jenna, jest bar­dzo na niego zła, co zro­zu­miałe. Aby na­uczyć go, że nie wolno krzyw­dzić in­nych lu­dzi, gry­zie go, by wie­dział, jak to boli. Na­tych­miast jed­nak zdaje so­bie sprawę, że w ten spo­sób na­uczy go je­dy­nie, że gry­zie­nie jest w po­rządku. Jenna wie, jak na­pra­wić błąd, więc po­dąża za mo­de­lem 4 "P" po­my­łek: "Jo­na­than, po­peł­ni­łam błąd. Ugry­złam cię. By­łam bar­dzo zła na cie­bie za to, że ugry­złeś młod­szego brata, a zro­bi­łam to samo. By­łam na cie­bie wście­kła. To nie było miłe z mo­jej strony". Jo­na­than po­pa­trzył na swoje stopy i po­ki­wał głową. Jenna ukuc­nęła przy Jo­na­tha­nie i ujęła jego dło­nie w swoje. Jo­na­than po­czuł po­nowną więź dzięki dzia­ła­niu Jenny i zde­cy­do­wał, że jest bez­pieczny, więc jego ciało się roz­luź­niło i był w sta­nie po­pa­trzeć na mamę. "Jo­na­than - kon­ty­nu­owała mama - prze­pra­szam, że cię ugry­złam. Co my­ślisz o tym, by­śmy wspól­nie po­szu­kali roz­wią­zań, jak po­ra­dzić so­bie z twoim młod­szym bra­tem, by te spo­soby nie ro­biły ni­komu krzywdy? Chcesz po­roz­ma­wiać o tym te­raz, czy po­win­ni­śmy to za­pi­sać na agen­dzie spo­tka­nia ro­dzin­nego, tak by i tata mógł po­móc?". Jo­na­than zde­cy­do­wał, żeby za­pi­sać ten te­mat na agen­dzie spo­tka­nia ro­dzin­nego.

Na na­stęp­nym spo­tka­niu ro­dzin­nym wszy­scy roz­ma­wiali o tym, co się stało. Mama i tata za­da­wali pełne cie­ka­wo­ści py­ta­nia, by po­móc Jo­na­tha­nowi zro­zu­mieć swoje za­cho­wa­nie i to, jak bar­dzo boli gry­zie­nie. Po­mo­gli mu rów­nież od­kryć, dla­czego to zro­bił - czuł się za­zdro­sny, że jego młod­szy brat do­sta­wał wię­cej uwagi od mamy. Mama i Jo­na­than zde­cy­do­wali, że spę­dzą ra­zem spe­cjalny czas w dru­giej czę­ści ty­go­dnia, kiedy pójdą do pla­ne­ta­rium tylko we dwoje. Zgo­dzili się rów­nież, że miło jest, kiedy sły­szymy słowa prze­pro­sin od ko­goś, kto nas zde­ner­wo­wał. Mama i tata cze­kają na ko­lejną sy­tu­ację, kiedy Jo­na­than po­pełni błąd, by zo­ba­czyć, czy na­uczył się tej uży­tecz­nej umie­jęt­no­ści.

NA­RZĘ­DZIA PO­ZY­TYW­NEJ DYS­CY­PLINY

W tym roz­dziale roz­ma­wia­li­śmy o na­stę­pu­ją­cych na­rzę­dziach i kon­cep­cjach Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny:

Kon­tro­luj swoje za­cho­wa­nie

Przy­kład jest naj­lep­szym na­uczy­cie­lem. Nie ocze­kuj od dzieci, by kon­tro­lo­wały swoje za­cho­wa­nie, je­śli ty nie po­tra­fisz pa­no­wać nad swo­imi.

Po­zy­tywna prze­rwa

Lu­dzie za­cho­wują się le­piej, kiedy czują się le­piej. Po­zy­tywna prze­rwa jest bar­dzo sku­tecz­nym na­rzę­dziem do za­rzą­dza­nia emo­cjami pod wpły­wem stresu, jak rów­nież do bu­do­wa­nia umie­jęt­no­ści zwią­za­nych z dba­niem o sie­bie.

Błędy są wspa­niałą oka­zją do na­uki

Ważne, by re­ago­wać na błędy ze współ­czu­ciem i życz­li­wo­ścią za­miast ob­wi­nia­nia, za­wsty­dza­nia czy po­ucza­nia. Je­śli za­cho­dzi taka po­trzeba, sto­suj pełne cie­ka­wo­ści py­ta­nia, by po­móc dziecku od­kryć kon­se­kwen­cje swo­jego błędu. Pod­czas po­sił­ków lub pod­czas spo­tka­nia ro­dzin­nego po­proś każ­dego członka ro­dziny, by po­dzie­lili się błę­dami, które po­peł­nili i czego się z nich na­uczyli.

4 "P" po­my­łek

Po­peł­nia­nie błę­dów nie jest tak istotne, jak to, co z nimi po­tem zro­bimy. Pa­mię­taj o mocy mo­de­lo­wa­nia, że błędy two­rzą oka­zje do na­uki. Kiedy po­peł­niasz błędy, na­praw wy­rzą­dzone szkody, sto­su­jąc 4 "P" po­my­łek.

ĆWI­CZE­NIE

Stwórz­cie miej­sce po­zy­tyw­nej prze­rwy

Po­zy­tywna prze­rwa uczy dzieci sa­mo­dy­scy­pliny i sa­mo­kon­troli po­przez zro­zu­mie­nie, jak ważne jest ochło­nię­cie, póki nie od­zy­skamy do­stępu do ra­cjo­nal­nego my­śle­nia. Za­cznij od przy­bli­że­nia dziecku teo­rii "mó­zgu na dłoni". Po­tem przejdź­cie do stwo­rze­nia swo­jego miej­sca po­zy­tyw­nej prze­rwy. Po­szu­kaj­cie wspól­nie pod­czas bu­rzy mó­zgów róż­nych po­my­słów. Po­szu­kaj­cie rów­nież dla tego miej­sca kilku za­baw­nych nazw. Prze­ana­li­zuj­cie po­my­sły i zbu­duj­cie plan na stwo­rze­nie i ko­rzy­sta­nie z miej­sca po­zy­tyw­nej prze­rwy (wiele miejsc za­wiera książki, plu­szaki, ksią­żeczki do ko­lo­ro­wa­nia, mu­zykę). Na­stęp­nym ra­zem nie za­po­mnij za­py­tać sie­bie lub swo­jego dziecka, gdy z po­wodu znie­chę­ce­nia za­cznie­cie za­cho­wy­wać się nie­od­po­wied­nio: "Czy po­mo­głaby ci w tej chwili po­zy­tywna prze­rwa?".

ROZ­DZIAŁ 17

SA­MO­PO­ZNA­NIE

Je­śli pod­czas lek­tury książki su­mien­nie pra­co­wa­łeś, to je­steś w pełni przy­go­to­wany na wdro­że­nie nowo na­by­tych umie­jęt­no­ści Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny. Na ko­niec pra­gniemy jesz­cze po­dzie­lić się kil­koma my­ślami, które być może skło­nią cię do re­flek­sji i będą sta­no­wiły in­spi­ra­cję na dal­szą po­dróż. Nie­ustan­nie za­chę­ca­ły­śmy cię do roz­wa­że­nia dłu­go­fa­lo­wych kon­se­kwen­cji two­ich za­cho­wań, także tych ro­dzi­ciel­skich, i wpływu, ja­kie one mają na dzieci oraz inne osoby w twoim oto­cze­niu. My­śle­nie o tym może wzbu­dzać strach, gdyż na­gle czło­wiek zdaje so­bie sprawę z ogromu spo­czy­wa­ją­cej na nim od­po­wie­dzial­no­ści. Jed­nak na­szym ce­lem nie jest wzbu­dza­nie w ni­kim lęku i pre­sji. Chcemy cię tylko wzmoc­nić, byś mógł do­ko­ny­wać sku­tecz­nych ży­cio­wych wy­bo­rów. Mamy na­dzieję, że przy­nie­sie ci wię­cej spo­koju szer­sze spoj­rze­nie na to, jak zmie­nia­jąc wła­sne prze­ko­na­nia i za­cho­wa­nie, mo­żesz kształ­to­wać rze­czy­wi­stość.

ZMIANA PRZE­KO­NAŃ

Wraz z od­kry­ciem DNA w śro­do­wi­skach na­uko­wych oraz służ­bie zdro­wia za­częło do­mi­no­wać prze­ko­na­nie, że geny de­ter­mi­nują to, kim je­ste­śmy, czyli odzie­dzi­czy­li­śmy do­bre albo złe geny i to one de­cy­dują o po­ten­cjale na­szego roz­woju ży­cio­wego i zdro­wia. Jed­nak rze­czy­wi­stość jest o wiele bar­dziej zło­żona. Dla­czego osoby o po­dob­nym DNA (na przy­kład ro­dzeń­stwo, a bliź­nięta jed­no­ja­jowe w szcze­gól­no­ści) mają nie­kiedy zu­peł­nie różne zdol­no­ści umy­słowe i fi­zyczne?

Pró­bu­jąc od­po­wie­dzieć na to py­ta­nie, na­ukowcy po­sta­no­wili szu­kać od­po­wie­dzi w śro­do­wi­sku. Dzięki temu po­ja­wiła się nowa ga­łąź na­uki, pod­dzie­dzina bio­lo­gii, zwana epi­ge­ne­tyką. (Wię­cej in­for­ma­cji na ten te­mat znaj­dziesz w pra­cach Bruce'a Lip­tona). Epi­ge­ne­tyka po­ka­zuje, że śro­do­wi­sko ma de­cy­du­jący wpływ na eks­pre­sję (ak­ty­wa­cję) ge­nów. In­nymi słowy, śro­do­wi­sko two­rzy sprzy­ja­jące albo nie­sprzy­ja­jące oko­licz­no­ści, geny re­agują na nie i - aby za­pew­nić prze­trwa­nie swo­ich ko­mó­rek­go­spo­da­rzy - albo się włą­czają, albo wy­łą­czają. Za­tem w za­leż­no­ści od śro­do­wi­ska ko­mórka jest w try­bie wzro­stu lub prze­trwa­nia (ochrony). Prze­trwa­nie jest waż­niej­sze niż wzrost, więc w przy­padku ja­kie­go­kol­wiek - na­wet naj­mniej­szego - za­gro­że­nia tryb prze­trwa­nia za­wsze jest prio­ry­te­tem. Je­steś zbio­rem ko­mó­rek, za­tem je­śli na co dzień nie­ustan­nie "ga­sisz po­żary", to nie bę­dziesz się roz­wi­jał i nie osią­gniesz pełni swo­jego po­ten­cjału. Po pierw­sze stres ha­muje twój roz­wój. To ogrom­nie ważna in­for­ma­cja, bo ozna­cza, iż spo­czywa na nas znacz­nie więk­sza niż się wy­da­wało od­po­wie­dzial­ność za zdro­wie i ży­cie wła­sne oraz na­szych bli­skich. Z dru­giej strony to też nie­zwy­kle pod­no­sząca na du­chu in­for­ma­cja, bo za­prze­cza de­ter­mi­ni­stycz­nej wi­zji ży­cia, we­dług któ­rej mamy nie­wielki wpływ na na­sze do­świad­cze­nie. Mamy ogromny!

Pew­nie te­raz my­ślisz so­bie: "Hola, hola, to wszystko brzmi nie­zwy­kle teo­re­tycz­nie i nie ma wpływu na moje co­dzienne ży­cie". Je­steś w błę­dzie. Czy kie­dy­kol­wiek wpa­dłeś w fu­rię? Czy zda­rzyło ci się do­świad­czyć głę­bo­kiego zra­nie­nia, gdy ktoś przy­pi­sał so­bie au­tor­stwo stwo­rzo­nego przez cie­bie pro­jektu? Czy czu­łeś złość na uko­chaną osobę za kłam­stwo? Pa­mię­tasz ten gwał­towny przy­pływ emo­cji? To wła­śnie re­ak­cja walki-ucieczki-za­mro­że­nia w ak­cji (opi­sana w roz­dziale 11). Ciało re­aguje na su­biek­tyw­nie po­strze­gane za­gro­że­nie. Ta re­ak­cja jest nie­zwy­kle spryt­nym me­cha­ni­zmem obron­nym, gdyż nie­jako wy­łą­cza twoją zdol­ność do ra­cjo­nal­nego my­śle­nia i zmu­sza cię do za­cho­wań, które za­pew­nią ci prze­trwa­nie. Jest też sze­ścio­krot­nie sil­niej­sza niż re­ak­cja ra­cjo­nalna i znacz­nie bar­dziej praw­do­po­dobna w chwi­lach stresu.

To świetna ilu­stra­cja pro­cesu, przez który prze­cho­dzi każda mała ko­mórka. Wszy­scy, któ­rzy kie­dy­kol­wiek zda­wali eg­za­min lub byli na roz­mo­wie o pracę i cał­ko­wi­cie stra­cili zdol­ność ze­bra­nia my­śli i zbu­do­wa­nia kilku zdań, wie­dzą, o czym mó­wimy. To nie jest stan wzro­stu i ucze­nia się - w ta­kiej sy­tu­acji nie można na­wet uzy­skać do­stępu do po­sia­da­nej wie­dzy, a co do­piero mó­wić o przy­swa­ja­niu no­wej. Wy­obraź so­bie skutki nie­ustan­nego po­zo­sta­wa­nia w try­bie walka-ucieczka-za­gro­że­nie. Nie można wtedy wy­ko­rzy­stać swo­jego po­ten­cjału, a wiele ukry­tych ta­len­tów i zdol­no­ści może ni­gdy nie zo­ba­czyć świa­tła dzien­nego.

Dla­czego to jest ważne z per­spek­tywy ro­dzica? No cóż, czy pa­mię­tasz na­sze wcze­śniej­sze wy­ja­śnie­nia, że małe dzieci po­tra­fią przy­swa­jać ogromne ilo­ści in­for­ma­cji dzięki wni­kli­wej ob­ser­wa­cji? Twoim za­da­niem jest za­pew­nie­nie dziecku bez­pie­czeń­stwa i ob­da­rze­nie go mi­ło­ścią, a śro­do­wi­sko, które two­rzysz, ma bez­po­średni wpływ na zdol­ność dziecka do roz­wi­ja­nia kon­kret­nych umie­jęt­no­ści i utrzy­ma­nia zdro­wia fi­zycz­nego i psy­chicz­nego. Nie po­sia­da­jąc jesz­cze umie­jęt­no­ści od­róż­nia­nia fik­cji od fak­tów, dziecko w nie­świa­do­mo­ści, pod szyl­dem "fakty", za­pi­suje wszystko, co sły­szy i ob­ser­wuje. Za­tem te wła­śnie "prawdy" wpłyną na to, ja­kie bę­dzie ono two­rzyło prze­ko­na­nia na te­mat sie­bie i świata i jak się w związku z tym bę­dzie za­cho­wy­wać. W za­leż­no­ści od tego, czy dziecko czuje się za­gro­żone, czy bez­pieczne, jego ko­mórki znajdą się albo w try­bie prze­trwa­nia, albo wzro­stu i będą wspie­rać lub ha­mo­wać jego roz­wój. Bio­lo­gia jak lu­stro od­bija to, co się dzieje w nas na po­zio­mie nie­świa­do­mym.

Co za­tem mo­żesz zro­bić? Ma­gia po­lega na tym, że w każ­dej chwili mo­żesz zmie­nić wła­sne za­cho­wa­nie. Prawa epi­ge­ne­tyki dzia­łają rów­nież w tym przy­padku - śro­do­wi­sko, w któ­rym się znaj­du­jesz i które two­rzysz, także wpływa na twoje za­cho­wa­nia. Kon­se­kwent­nie w książce su­ge­ro­wa­li­śmy, iż zmiana za­cho­wa­nia dzieci za­czyna się od cie­bie. Je­śli chcesz na nie wpły­nąć, przyj­rzyj się so­bie i wła­snym błęd­nym prze­ko­na­niom. Od­kry­jesz wtedy, co po­ten­cjal­nie pro­jek­tu­jesz na swoje po­cie­chy, łącz­nie z ne­ga­tyw­nymi sa­mo­speł­nia­ją­cymi się kon­cep­cjami. Je­śli wie­rzysz, że ży­cie jest nie­ustanną ha­rówką albo że ni­gdy nie ro­bisz nic do­brze, praw­do­po­dob­nie nie wpa­jasz dziecku po­czu­cia mocy i spraw­czo­ści.

Je­śli chcesz two­rzyć zdrowe śro­do­wi­sko do roz­woju dzieci, daj im przy­kład i za­cznij od pracy na sobą. W ten spo­sób wpły­niesz nie tylko na sie­bie, ale na cały sys­tem, a dzięki prak­tyce bę­dziesz w tym co­raz lep­szy. Sły­sza­łeś kie­dyś po­wie­dze­nie: "Uda­waj, aż sta­nie się to prawdą?" i "Bój się i rób mimo wszystko"? Kiedy ćwi­czysz po­żą­dane po­zy­tywne za­cho­wa­nia, na­wet je­śli to­wa­rzy­szy ci nie­po­kój i brak pew­no­ści sie­bie (w ta­kich chwi­lach sta­no­wisz za­gro­że­nie dla wła­snego sys­temu prze­ko­nań i choć się bo­isz, to po­ko­nu­jesz strach i mimo wszystko dzia­łasz), two­rzysz nowe sche­maty za­cho­wa­nia. I w tym przy­padku bio­lo­gia stoi po two­jej stro­nie. Two­rzysz nowe neu­ro­nowe ścieżki w mó­zgu, które wkrótce staną się ścież­kami głów­nymi, a co za tym idzie - po­żą­dane przez cie­bie za­cho­wa­nia już wkrótce wejdą ci w krew.

Zmiana za­cho­wa­nia jest klu­czo­wym ele­men­tem roz­woju oso­bi­stego.

MIND­FUL­NESS, CZYLI UWAŻ­NOŚĆ

Mind­ful­ness to stan psy­chiczny bę­dący wy­ni­kiem skon­cen­tro­wa­nia świa­do­mo­ści na chwili obec­nej i jed­no­cze­snej ak­cep­ta­cji po­ja­wia­ją­cych się uczuć, my­śli oraz wra­żeń cie­le­snych. Ist­nieje mnó­stwo do­wo­dów, które po­twier­dzają te­ra­peu­tyczne ko­rzy­ści z prak­tyki mind­ful­ness: wspiera osią­ga­nie i utrzy­my­wa­nie spo­koju oraz po­zwala nie­re­ago­wać na czyn­niki ze­wnętrzne bez uprzed­niej re­flek­sji nad za­cho­wa­niem. In­nymi słowy mind­ful­ness po­maga kon­tro­lo­wać i za­rzą­dzać re­ak­cją walka-ucieczka-za­mro­że­nie, a jest to cu­downa umie­jęt­ność warta przy­swo­je­nia i prze­ka­za­nia dzie­ciom. W prak­tyce mind­ful­ness mamy do czy­nie­nia z dwoma aspek­tami: świa­do­mo­ścią oraz ak­cep­ta­cją.

Ko­rzy­sta­jąc z po­ten­cjału ciała do roz­luź­nia­nia się i sa­mo­uz­dra­wia­nia, mo­żemy na­uczyć się uspo­ka­jać i kon­struk­tyw­nie ra­dzić so­bie z emo­cjami, ta­kimi jak nie­po­kój czy złość. Je­ste­śmy w sta­nie za­ob­ser­wo­wać po­czą­tek ak­tyw­no­ści hor­mo­nów stresu i mo­ni­to­ro­wać ich po­ziom. Je­śli czu­jesz przy­tło­cze­nie, kon­cen­truj się na od­de­chu. Po­każ dziecku, że świa­dome za­rzą­dza­nie od­de­chem po­zwala zmniej­szyć po­ziom nie­po­koju. W tym celu mo­żesz rów­nież wy­ko­rzy­stać mo­del "mó­zgu na dłoni".

Ucze­nie dzieci bu­do­wa­nia świa­do­mo­ści uczuć i my­śli bę­dzie nie­zwy­kle wspie­ra­jące, zwłasz­cza gdy będą in­ter­pre­to­wać co­dzienne wy­da­rze­nia, po­słu­gu­jąc się pry­watną lo­giką. Świa­do­mość emo­cji i uczuć to­wa­rzy­szą­cych nam każ­dego dnia po­maga dzie­ciom i do­ro­słym zro­zu­mieć róż­nicę po­mię­dzy uczu­ciami a za­cho­wa­niem. W po­rządku jest czuć to, co się czuje, ale nie jest do­brze pod wpły­wem tych uczuć za­cho­wy­wać się w spo­sób krzyw­dzący in­nych (i sie­bie). Od­no­sząc się do za­cho­wa­nia oraz ja­kich­kol­wiek sto­ją­cych z nim błęd­nych prze­ko­nań, da­jemy in­nym znać, że ich uczu­cia są w po­rządku i jed­no­cze­śnie umoż­li­wiamy im zmianę de­struk­cyj­nego za­cho­wa­nia na pro­duk­tywne. Roz­ma­wia­nie z dziećmi o uważ­no­ści po­maga wy­ja­śnić róż­nicę po­mię­dzy uczu­ciami a za­cho­wa­niem i znaj­do­wać lep­sze roz­wią­za­nia tra­pią­cych nas pro­ble­mów.

Dzięki mind­ful­ness mo­żemy prak­ty­ko­wać "kon­trolę umy­słu", co przy­czy­nia się do więk­szego po­czu­cia oso­bi­stej mocy. Czy nie masz cza­sem wra­że­nia, że w two­jej gło­wie nie­prze­rwa­nie na­daje ra­dio? Czy nie chciał­byś cza­sem móc je po pro­stu wy­łą­czyć?Więk­szość z nas tego wła­śnie pra­gnie. Mind­ful­ness, a me­dy­ta­cja w szcze­gól­no­ści, mogą po­móc w uci­sze­niu tego nie­ustan­nego we­wnętrz­nego ja­zgotu oraz po­ra­dzić so­bie z za­mar­twia­niem się nie­pewną przy­szło­ścią albo nie­pod­le­ga­jącą zmia­nie prze­szło­ścią. Mar­twie­nie się jed­nym i dru­gim nas osła­bia, a dzięki uważ­no­ści sta­jemy się bar­dziej obecni w tu i te­raz - te­raź­niej­szość jest je­dy­nym mo­men­tem ży­cia, na który mamy re­alny wpływ. Zdol­ność do za­cho­wa­nia spo­koju i roz­luź­nie­nia sprzyja ob­ser­wa­cji pro­ce­sów za­cho­dzą­cych we­wnątrz i lep­szego kon­taktu z sobą sa­mym. Można wtedy wy­raź­niej usły­szeć we­wnętrzny głos po­ma­ga­jący w po­dej­mo­wa­niu mą­drych de­cy­zji w ży­ciu oso­bi­stym i ro­dzin­nym oraz utrzy­my­wa­niu po­myśl­nego kursu w ży­ciu.

W jaki spo­sób można ćwi­czyć się w by­ciu bar­dziej uważ­nym? Tre­ningi me­dy­ta­cji mind­ful­ness są do­stępne w wielu miej­scach. Dla wielu lu­dzi źró­dłem spo­koju i in­spi­ra­cji jest na­tura, sztuka i ćwi­cze­nia fi­zyczne. Je­śli je­steś osobą wie­rzącą, być może w cie­sze­niu się chwilą po­maga ci mo­dli­twa lub uczest­nic­two w na­bo­żeń­stwach.

Carl Jung, ko­lejny pre­kur­sor współ­cze­snej psy­cho­lo­gii, hoł­do­wał kon­cep­cji, że ludzka in­te­li­gen­cja jest fe­no­me­nem wie­lo­wy­mia­ro­wym. Mó­wił o in­te­li­gen­cji fi­zycz­nej, emo­cjo­nal­nej, in­te­lek­tu­al­nej i du­cho­wej. Z ko­lei Al­fred Ad­ler pro­mo­wał in­te­li­gen­cję spo­łeczną, którą okre­ślił po­ję­ciem Ge­me­in­scha­fts­ge­fühl[1]. Po­ru­szał rów­nież te­mat du­cho­wo­ści: "Ist­nieje lo­gika, która po­cho­dzi z głowy. Jest też taka, która po­cho­dzi z serca, a na naj­głęb­szym po­zio­mie jest lo­gika ca­ło­ści".

Przyj­rzyjmy się tym róż­nym in­te­li­gen­cjom. Je­śli re­gu­lar­nie po­świę­cisz czas, by za­dbać o sie­bie we wszyst­kich tych ob­sza­rach, bez wąt­pie­nia wej­dziesz na ścieżkę ży­cia w uważ­no­ści. A je­śli na­stęp­nie bę­dziesz po­ma­gał dzie­ciom zna­leźć naj­lep­szy dla nich spo­sób roz­wi­ja­nia tych ty­pów in­te­li­gen­cji, wy­po­sa­żysz je w nie­zwy­kłą kom­pe­ten­cję ży­ciową. Oto na­sze pro­po­zy­cje, jak się za to za­brać.

- In­te­li­gen­cja fi­zyczna. Za­dbaj o zdrowy tryb ży­cia: upra­wiaj sport, prze­by­waj na świe­żym po­wie­trzu, dbaj o od­po­wied­nią liczbę go­dzin snu i zdrowo się od­ży­wiaj. Me­dy­tuj lub ćwicz jogę, aby zre­du­ko­wać stres. Uwal­niaj fru­stra­cję z ciała po­przez ruch lub wy­ra­żaj gniew słow­nie w kon­struk­tywny spo­sób tak, by nie za­le­gał na po­zio­mie ciała.

- In­te­li­gen­cja emo­cjo­nalna. Prak­ty­kuj uważ­ność w sfe­rze emo­cji: na­zy­waj je i wy­ra­żaj w zdrowy spo­sób. Po­zy­tywna Dys­cy­plina po­maga, je­śli od­ko­do­wu­jemy wła­sne prze­ko­na­nia sto­jące za za­cho­wa­niem oraz znaj­du­jemy kon­struk­tywne spo­soby na za­chętę i do­ce­nie­nie.

- In­te­li­gen­cja in­te­lek­tu­alna. Po­lega na do­świad­cza­niu sty­mu­la­cji in­te­lek­tu­al­nej we wszyst­kim, co się re­gu­lar­nie robi, jak rów­nież na po­szu­ki­wa­niu no­wych ob­sza­rów do na­uki i roz­woju, np. na kon­struk­tyw­nych roz­mo­wach i dys­ku­sjach ze zna­jo­mymi, ro­dziną i przy­ja­ciółmi. Je­śli masz po­czu­cie, że więk­szość czasu spę­dzasz jako szo­fer swo­ich dzieci i pra­gniesz roz­ma­wiać na inne te­maty niż kwe­stie ży­cia co­dzien­nego, to praca za­wo­dowa, czy­ta­nie ksią­żek, oglą­da­nie fil­mów, wy­kłady lub dal­sza na­uka mogą po­móc ci za­dbać o ten ob­szar.

- In­te­li­gen­cja du­chowa. Na po­czą­tek mo­żesz za­cząć od fi­lo­zo­ficz­nych py­tań i zgłę­bia­nia ta­jem­nicy ży­cia. Dla­czego tu je­ste­śmy, jak to się wszystko za­częło i do­kąd zmie­rza? Re­li­gia, fi­lo­zo­fia, sztuka i na­uka - wszyst­kie te dzie­dziny pró­bują od­po­wie­dzieć na to py­ta­nie. Przy­wi­le­jem na­szych cza­sów jest to, że prawdy mo­żemy po­szu­ki­wać, ko­rzy­sta­jąc z wielu dróg. Nie stroń od po­dob­nych py­tań i roz­mów rów­nież w re­la­cjach z dziećmi.

- In­te­li­gen­cja spo­łeczna. Jest to fun­da­men­talne za­ło­że­nie psy­cho­lo­gii Ad­le­row­skiej, z któ­rego wy­nika na­sza po­trzeba przy­na­leż­no­ści i zna­cze­nia. Jako lu­dzie je­ste­śmy przede wszyst­kim isto­tami spo­łecz­nymi. In­te­li­gen­cja spo­łeczna po­lega na ak­tyw­nym za­an­ga­żo­wa­niu w ży­cie ro­dziny i spo­łecz­no­ści oraz oka­zy­wa­niu sza­cunku, pracy na rzecz or­ga­ni­za­cji hu­ma­ni­tar­nych, re­li­gij­nych, cha­ry­ta­tyw­nych, ak­tyw­no­ści wo­lon­ta­riac­kiej, eks­pre­sji ar­ty­stycz­nej i dzie­le­niu się.

Osią­gnię­cie mi­strzo­stwa w uważ­no­ści wy­maga czasu i prak­tyki. Koń­cowy cel nie jest istotny, naj­bar­dziej li­czy się co­dzienne ży­cie w uważ­no­ści. Warto po­świę­cić czas, by przyj­rzeć się temu, na ile do­brze dbasz o sie­bie we wszyst­kich wy­mie­nio­nych po­wy­żej ob­sza­rach, i stwo­rzyć ry­tu­ały, które będą cię w tym wspie­rać. Je­śli umysł nie­świa­domy prze­cho­wuje in­ter­pre­ta­cje do­świad­czeń, to umysł świa­domy po­dej­muje ra­cjo­nalne de­cy­zje od­no­śnie do za­cho­wa­nia - to wła­śnie wolna wola. Bę­dąc obec­nym tu i te­raz, mo­żesz pod­mie­nić nie­świa­do­mie prze­cho­wy­wane ne­ga­tywne prze­ko­na­nia pro­wa­dzące do de­struk­tyw­nych za­cho­wań i do­ko­ny­wać lep­szych wy­bo­rów. Ży­cie w uważ­no­ści pro­wa­dzi do by­cia w pełni obec­nym w każ­dej chwili ży­cia, a także do lep­szej sa­mo­re­gu­la­cji emo­cjo­nal­nej. W ten spo­sób na­prawdę można prze­jąć kon­trolę nad wła­snym ży­ciem i za­cząć świa­do­mie two­rzyć nową rze­czy­wi­stość.

PEŁ­NIA ŻY­CIA

Zde­fi­nio­wa­li­śmy mind­ful­ness jako by­cie skon­cen­tro­wa­nym i spo­koj­nym w chwili te­raź­niej­szej. Jej prak­tyka przy­nosi rów­nież do­dat­kowe ko­rzy­ści - po­maga w pracy nad róż­nymi lę­kami i bra­kiem bez­pie­czeń­stwa. Po­maga sta­wać się co­raz bar­dziej sobą i uwal­niać od róż­nych ról, w które wcho­dzimy pod wpły­wem­wew­nętrz­nych na­ka­zów do­ty­czą­cych tego, kim "się po­winno być" i "co się po­winno ro­bić", by być ak­cep­to­wa­nym i osią­gać suk­ces. Jed­nak wtedy ży­cie staje się nie­ustanną grą, a nie praw­dzi­wym i peł­nym do­świad­cze­niem. Czy za­uwa­ży­łeś, że dzieci jakby szó­stym zmy­słem wy­czu­wają, kiedy je­ste­śmy praw­dziwi i au­ten­tyczni, a kiedy tylko uda­jemy? Pewna ko­bieta w to­wa­rzy­stwie sied­mio­let­niej córki przy­pad­kiem spo­tkała na ulicy swo­jego szefa. Kiedy się z nim roz­stały, sied­mio­latka spy­tała: "Mamo, dla­czego tak gło­śno się śmia­łaś, kiedy spo­tka­łaś tego pana? To brzmiało głu­pio, a on wcale nie był za­bawny". Przy­zna­jemy, ta dzie­cięca kom­pe­ten­cja może cza­sem ozna­czać szcze­rość do bólu, lecz mo­żemy też przy­jąć tę in­for­ma­cję zwrotną i zmie­nić za­cho­wa­nie. Być może okaże się, że wier­ność so­bie uła­twia po­dej­mo­wa­nie do­brych de­cy­zji, re­ali­zo­wa­nie po­sta­no­wień i sta­wa­nie się bar­dziej uważ­nym ro­dzi­cem i czło­wie­kiem.

Nie­któ­rym lu­dziom po­czu­cie bez­pie­czeń­stwa za­pew­nia wcho­dze­nie w role, które sami so­bie przy­pi­sują. Uwa­żaj jed­nak, by wy­peł­nie­nie za­dań w jed­nej roli nie stało się je­dy­nym ce­lem two­jego ży­cia. By­cie ro­dzi­cem nie wy­maga po­rzu­ce­nia tego, kim się jest. Wy­star­czy być obec­nym, ade­kwat­nie re­ago­wać na różne, cza­sami za­ska­ku­jące sy­tu­acje, mo­ni­to­ro­wać swoje uczu­cia oraz od­po­wied­nio mo­dy­fi­ko­wać za­cho­wa­nie, by mo­de­lo­wać szu­ka­nie po­zy­tyw­nych i sku­tecz­nych roz­wią­zań w na­wet naj­trud­niej­szych oko­licz­no­ściach.

RE­FLEK­SJE NA PO­ŻE­GNA­NIE

Po­mię­dzy wy­da­rze­niem a re­ak­cją ist­nieje pewna prze­strzeń, chwila na za­trzy­ma­nie się i za­sta­no­wie­nie. To chwila na uświa­do­mie­nie so­bie, co się dzieje, i pod­ję­cie de­cy­zji co do wła­snej re­ak­cji. We wstę­pie wy­mie­ni­li­śmy kilka ro­dza­jów wy­zwań, z ja­kimi mie­rzą się współ­cze­śni ro­dzice. Oczy­wi­ście wielu czuje się cał­ko­wi­cie przy­tło­czo­nych - wie­dzą, co mają ro­bić, ale nie wie­dzą jak. Być może nie warto po­szu­ki­wać no­wych teo­rii, po­dejść lub eks­per­tów. Za­miast tego warto zaj­rzeć w głąb sie­bie i po­pra­co­wać nad wła­snym za­cho­wa­niem. Za­trzy­maj się, uważ­nie po­słu­chaj i daj so­bie szansę na usły­sze­nie tego we­wnętrz­nego głosu. Przyj­mij do wia­do­mo­ści, że jako czło­wiek masz nie­ogra­ni­czone moż­li­wo­ści wpły­wa­nia na swoje śro­do­wi­sko. Dzięki we­wnętrz­nej mą­dro­ści osią­gniesz spo­kój oraz rów­no­wagę, a to po­zwoli ci świa­do­mie dzia­łać, za­miast im­pul­syw­nie re­ago­wać. Każdy czło­wiek ma zdol­ność, by uzy­skać do­stęp do swo­jej we­wnętrz­nej prze­strzeni, a jako ro­dzic masz re­alny wpływ na kształ­to­wa­nie przy­szło­ści, mą­drze wy­cho­wu­jąc ko­lejne po­ko­le­nia. Czyż to nie jest eks­cy­tu­jące?

Bez wąt­pie­nia wiele pra­gniesz dla swo­ich dzieci. Cza­sem jed­nak na­sze ocze­ki­wa­nia - wo­bec sie­bie lub dzieci - mogą być mało re­alne, a wtedy jakże ła­two można ulec za­mar­twia­niu się i lę­kom. Może chcesz, by miały "wy­ma­rzone dzie­ciń­stwo", czyli ta­kie, w któ­rym bez­pie­czeń­stwo, wy­zwa­nia, przy­gody i nie­po­wo­dze­nia po­zo­stają we względ­nej rów­no­wa­dze? Na­szym zda­niem ważne jest, by dzieci miały dzie­ciń­stwo zdrowe i bez­pieczne, okra­szone mnó­stwem szczę­śli­wych do­świad­czeń i wspo­mnień, dzięki któ­rym wejdą na ścieżkę pro­wa­dzącą do peł­nej suk­cesu i zna­cze­nia do­ro­sło­ści. Nie mo­żesz kon­tro­lo­wać tego, co przy­da­rzy się two­jemu dziecku, ale masz ogromny wpływ na to, jak so­bie z tym po­ra­dzi.

Po­zwól so­bie przez chwilę po­ma­rzyć o tych wszyst­kich rze­czach, które mia­łeś lub chcia­łeś mieć w dzie­ciń­stwie. Jak dla cie­bie wy­gląda ta­kie ide­alne dzie­ciń­stwo? Jak się wtedy czu­łeś? Co ro­bi­łeś? A te­raz stwórz ta­kie dzie­ciń­stwo dla swo­jego dziecka. Mo­de­luj fi­zyczne i emo­cjo­nalne zdro­wie. Sta­wiaj przed nimi i sobą wy­zwa­nia in­te­lek­tu­alne: uczcie się, od­kry­waj­cie świat, lu­dzi, kul­turę i bądź­cie otwarci na przy­gody. Nie bój się roz­ma­wiać o trud­nych i po­waż­nych te­ma­tach: dla­czego ist­nieje cier­pie­nie, czym jest mi­łość i co się dzieje z nami, kiedy umie­ramy. Słu­chaj ich od­po­wie­dzi, a na pewno cię za­sko­czą! Dzieci ro­dzą się z gło­dem wie­dzy, na­uki i do­świad­czeń. Wcho­dząc w rolę ich prze­wod­nika, po­now­nie roz­pa­lasz w so­bie we­wnętrzny ży­cio­dajny ogień.

Za­tem do­tar­łeś do końca książki! Mamy na­dzieję, że czu­jesz się wzmoc­niony i pod­eks­cy­to­wany - wzmoc­niony wszyst­kimi na­rzę­dziami i ćwi­cze­niami, a pod­eks­cy­to­wany fak­tem, iż bę­dziesz wpro­wa­dzał po­zy­tywne zmiany w swoim ży­ciu. Pa­mię­taj, zro­bione jest lep­sze od do­sko­na­łego. Je­dyne, czego po­trzeba, to wy­si­łek - dłu­go­fa­lowy wy­si­łek, który przy­nie­sie dłu­go­fa­lowe ko­rzy­ści. Nie ocze­kuj cu­dów z dnia na dzień. Na­wet je­śli się po­ja­wią i tak nie będą trwały długo. Nie trać na­dziei, kiedy to, co dzia­łało, na­gle prze­sta­nie przy­no­sić re­zul­taty. Po pro­stu spró­buj po­now­nie - ina­czej i kre­atyw­niej. Nie cel jest naj­waż­niej­szy, a sama po­dróż. Je­śli miał­byś z tej książki wy­brać tylko jedno na­rzę­dzie, niech to bę­dzie za­chęta, bo jest ona uni­wer­salna - przy­nie­sie ko­rzy­ści to­bie, two­jej ro­dzi­nie, przy­ja­cio­łom i ko­le­gom z pracy. Mo­żesz mieć po­czu­cie, że więk­szość rze­czy w ży­ciu jest poza twoją kon­trolą, lecz masz ogromny wpływ na swój stan we­wnętrzny. Dbaj o to, by ta prze­strzeń była po­zy­tywna. Żyj peł­nią ży­cia, a twoje dzieci pójdą w twoje ślady.

PO­DZIĘ­KO­WA­NIA

OD JOY:

Ja­kim cu­dem wpa­dli­śmy na ten sza­lony po­mysł, że aby dzieci za­cho­wy­wały się le­piej, naj­pierw mu­szą się po­czuć go­rzej?

Jane Nel­sen

Kiedy po raz pierw­szy spo­tka­łam się z tym zda­niem Jane Nel­sen, po­czu­łam, jakby w moim mó­zgu za­pa­liła się ża­rówka, a w sercu za­iskrzyło. Prze­bu­dzi­łam się jako edu­ka­torka i do­świad­czy­łam oso­bi­stego od­kry­cia, na­tych­miast za­pra­gnę­łam dzie­lić się tą mą­dro­ścią ze stu­den­tami, ko­le­gami i ro­dzi­cami.

Szcze­gólne chcia­łam po­dzię­ko­wać mo­jej przy­ja­ciółce i men­torce Jane Nel­sen za to, że w nas wie­rzyła i za­chę­cała do na­pi­sa­nia tej książki. Czuję się za­szczy­cona, mo­gąc być czę­ścią tego, co stwo­rzy­łaś, i za­wsze będę cię ce­nić jako moją na­uczy­cielkę, ko­le­żankę i przy­ja­ciółkę. Dzię­kuję za naj­waż­niej­szą lek­cję, ja­kiej mi udzie­li­łaś - od­wagę do by­cia nie­ide­alną.

Kri­stin, je­steś wspa­niałą przy­ja­ciółką, którą da­rzę za­ufa­niem. Dzię­kuję za nie­zli­czone go­dziny spę­dzone na pi­sa­niu, opo­wia­da­niu hi­sto­rii i pi­ciu her­baty. W cza­sie tych dwóch lat po­wsta­wa­nia książki w na­szych oso­bi­stych hi­sto­riach po­ja­wiło się mnó­stwo nie­spo­dzie­wa­nych za­krę­tów, a ty za­wsze by­łaś moją opoką. Nie na­pi­sa­ła­bym książki bez cie­bie, dla­tego dzię­kuję za po­moc w zre­ali­zo­wa­niu celu.

Max, twoja bez­gra­niczna mi­łość i nie­usta­jące wspar­cie spra­wiły, że za­koń­cze­nie książki stało się moż­liwe. Przede wszyst­kim je­stem wdzięczna za twoją cier­pli­wość w chwi­lach, gdy bra­łam na sie­bie zbyt dużo i "od­ska­ki­wała mi klapka". Do­ce­niam na­szą re­la­cję i to, jak się roz­wija, a także je­stem wdzięczna za twój wkład w na­szą po­więk­sza­jącą się ro­dzinę i wiarę we mnie oraz za by­cie otwar­tym na nowe moż­li­wo­ści.

Dla mo­jej mamy i mo­jego taty za to, że za­wsze we mnie wie­rzyli i za­chę­cali mnie do po­dą­ża­nia za ma­rze­niami, jak­kol­wiek sza­lone się wy­da­wały. Mamo, za­iste je­steś ro­dzi­cem, który Po­zy­tywną Dys­cy­plinę ma we krwi! Za­wsze by­łaś i na­dal je­steś dla mnie au­to­ry­te­tem w tej dzie­dzi­nie. Mogę tylko mieć na­dzieję, że choć w po­ło­wie będę tak do­brą matką jak ty.

Dzię­kuję wszyst­kim moim przy­ja­cio­łom za ich nie­złomne wspar­cie i za­chętę. Mam szczę­ście mieć praw­dzi­wych przy­ja­ciół i liczną ro­dzinę w Lon­dy­nie i jego oko­li­cach. Szcze­gólne po­dzię­ko­wa­nia dla Johna Akay­zara, który ukształ­to­wał mnie du­chowo i wspie­rał w naj­trud­niej­szych mo­men­tach pi­sa­nia tej książki.

Dla mo­jej có­reczki Chloe, która tak wiele mnie na­uczyła. Jest bło­go­sła­wień­stwem w moim ży­ciu. Je­steś in­spi­ra­cją do na­pi­sa­nia tej książki i obie­cuję ci z ca­łego serca, że będę się sta­rać żyć w zgo­dzie z tre­ściami, które za­wiera, i sto­so­wać je każ­dego dnia w domu, pracy i re­la­cjach z in­nymi ludźmi.

OD KRI­STINY:

Dla mo­ich ro­dzi­ców, któ­rzy po­ka­zali mi, jak ra­dzić so­bie z ży­cio­wymi trud­no­ściami, i na­uczyli mnie ko­chać. Dla mo­jej sio­stry za jej bez­gra­niczną mi­łość oraz wspar­cie. Dla mo­jego brata za jego in­spi­ru­jącą mło­dość i nie­za­stą­pione po­czu­cie hu­moru.

Dla Joy za za­po­zna­nie mnie z Po­zy­tywną Dys­cy­pliną, za nie­usta­jące wspar­cie, życz­li­wość i nie­zwy­kłą hoj­ność w róż­nych ob­sza­rach.

Dla Jane za jej ogromną mą­drość, in­spi­ra­cję i pro­wa­dze­nie w pro­ce­sie oraz za jej wiarę w na­sze moż­li­wo­ści.

OD NAS TRZECH:

Dla na­szego re­dak­tora Mi­chele Enic­le­rico za nie­stru­dzoną, ciężką pracę oraz wspar­cie nas w wy­ma­ga­ją­cym, ale przy­no­szą­cym przy­jem­ność i sa­tys­fak­cję pro­ce­sie twór­czym. Szcze­gól­nie do­ce­niamy twoją szcze­rość, cier­pli­wość oraz roz­trop­ność.

Wy­ra­żamy wdzięcz­ność dla na­szego nie­zwy­kłego ze­społu w Har­mony, który pra­co­wał owoc­nie i nie pod­dał się, póki wszyst­kiego nie do­pię­li­śmy na ostatni gu­zik! Dla Andy'ego Avery'ego za uważ­ność na szcze­góły oraz roz­sądne ko­men­ta­rze, które już na sa­mym po­czątku pro­jektu po­zwo­liły nadać osta­teczny kształt tej książce.

Do­ce­niamy wszyst­kich ro­dzi­ców, któ­rzy przez te wszyst­kie lata szcze­rze opo­wia­dali o wła­snym ży­ciu i cza­sem nie­ła­twych do­świad­cze­niach. Dzię­ku­jemy tym, któ­rzy byli na tyle od­ważni, by po­dzie­lić się hi­sto­riami z ży­cia - po­now­nie po­ka­zali nam, że błędy to wspa­niała oka­zja do na­uki: Ali­cii As­sad, Bra­dowi Ainge, Kri­sten Glos­ser­man, An­na­bel Zic­ker, Nad­ine Gau­din, Ka­rine Qu­arez oraz kil­korgu in­nym pra­gną­cym za­cho­wać ano­ni­mo­wość. Wy­ra­żamy rów­nież głę­boką wdzięcz­ność dla wszyst­kich ro­dzi­ców, któ­rzy wzięli udział w na­szej an­kie­cie i po­dzie­lili się bez­cenną wie­dzą.

ROZ­DZIAŁ 5

DZIECKO POD OPIEKĄ OSÓB TRZE­CICH - JAK WY­BRAĆ NAJ­LE­PIEJ?

Ca­milla opo­wie­działa nam o po­cząt­kach przed­szkol­nej przy­gody swo­jej có­reczki: ""Pa, ma­mu­siu!" - za­wo­łało moje dziecko. To był jej trzeci dzień w pla­cówce. Na szczę­ście by­łam na tyle prze­zorna, by wziąć ty­dzień urlopu i po­móc So­phie przy­wyk­nąć do no­wej rze­czy­wi­sto­ści. Moja cu­downa trzy­latka po­le­ciała jak na skrzy­dłach za­wie­rać nowe zna­jo­mo­ści, a mnie nie­bez­piecz­nie za­drżały wargi. Naj­wy­raź­niej to ja mia­łam więk­szy pro­blem z po­że­gna­niem się z na­szą co­dzienną rze­czy­wi­sto­ścią i za­ak­cep­to­wa­niem faktu, iż córka roz­po­czy­nała swoją sa­mo­dzielną po­dróż, a na mnie cze­kała praca".

ZNA­LE­ZIE­NIE WŁA­ŚCI­WEJ OPIEKI

Zna­le­zie­nie od­po­wied­niej i za­ufa­nej opieki dla dziecka jest wa­run­kiem ko­niecz­nym, aby unik­nąć po­czu­cia winy. Jej do­stęp­ność i koszty będą zna­cząco róż­nić się w za­leż­no­ści od kraju i miej­sca za­miesz­ka­nia. Jed­nak jest kilka pod­sta­wo­wych py­tań, które warto so­bie za­dać, by ja­sno okre­ślić wła­sne kry­te­ria wy­boru i za­dbać o kom­fort psy­chiczny.

Do wy­boru są dwie główne drogi opieki nad dziec­kiem: w domu i poza nim. Je­śli wy­bie­rasz opiekę poza do­mem, mo­żesz zde­cy­do­wać się na do­brej ja­ko­ści żło­bek lub przed­szkole albo wy­brać ro­dzinną at­mos­ferę, ko­rzy­sta­jąc z opie­kunki w domu. W obu przy­pad­kach róż­nica po­mię­dzy do­brej a złej ja­ko­ści opieką jest ko­lo­salna (da­lej pi­szemy, czym się kie­ro­wać w oce­nie). Mo­żesz po­dejść do te­matu bar­dziej kre­atyw­nie. Nie­które ro­dziny sto­sują opiekę wy­mienną - w nie­które dni dzieci idą do pla­cówki opie­kuń­czo-wy­cho­waw­czej, a w po­zo­stałe spę­dzają czas u dziad­ków lub in­nych krew­nych. Poza tym je­śli je­steś za­trud­niony, być może twój pra­co­dawca ofe­ruje ja­kiś sys­tem wspar­cia dla ro­dzi­ców. Warto to spraw­dzić. Bez względu na osta­teczny wy­bór, za­cznij za­sta­na­wiać się nad nim od­po­wied­nio wcze­śniej, byś miał wy­star­cza­jąco dużo czasu na po­szu­ki­wa­nie i zna­le­zie­nie naj­lep­szego z two­jej per­spek­tywy miej­sca dla dziecka, byś czuł w tym pro­ce­sie spo­kój.

Ba­da­nie do­stęp­nych opcji

Jak już wspo­mi­na­li­śmy, obec­nie dys­po­nu­jemy sporą liczbą prze­ko­nu­ją­cych do­wo­dów na to, że dzieci po­zo­sta­jące pod do­brej ja­ko­ści opieką świad­czoną przez pod­mioty lub osoby ze­wnętrzne roz­wi­jają się tak samo har­mo­nij­nie jak dzieci pod opieką ro­dzi­ców. To bar­dzo do­bra in­for­ma­cja dla za­pra­co­wa­nych mam i ta­tów. Aby uła­twić so­bie po­szu­ki­wa­nia, mo­żesz po­słu­żyć się ba­da­niami ame­ry­kań­skiego Na­ro­do­wego In­sty­tutu Zdro­wia Dziecka i Roz­woju Czło­wieka (NICHD) do­ty­czą­cymi stan­dar­dów wy­so­kiej ja­ko­ści opieki. We­dług tych da­nych ja­kość opieki ma klu­czowy wpływ na za­cho­wa­nie i do­bro­stan dzieci. Mie­rzy się ją na pod­sta­wie dwóch ty­pów wskaź­ni­ków - re­gu­lo­wa­nych oraz pro­ce­so­wych. Ta­kie same wskaź­niki mo­żesz za­sto­so­wać pod­czas wła­snego pro­cesu po­szu­ki­wa­nia od­po­wied­niej opieki dla dziecka, aby to do­świad­cze­nie było ła­twiej­sze, szyb­sze i miejmy na­dzieję - mniej stre­su­jące[1].

Wskaź­niki re­gu­lo­wane

Choć samo po­ję­cie może nam nie­wiele mó­wić, mamy tu do czy­nie­nia z rze­czami dość oczy­wi­stymi, czyli liczbą dzieci na jed­nego opie­kuna oraz po­zio­mem wy­kształ­ce­nia ka­dry. Iloma dziećmi opie­kuje się je­den opie­kun? Ogól­nie rzecz bio­rąc, im mniej­sza liczba dzieci przy­pada na jed­nego opie­kuna, tym ja­kość opieki wzra­sta i lep­sze są wy­niki roz­wo­jowe pod­opiecz­nych. Ile dzieci jest w gru­pie? Mniej­sze grupy to wyż­sza ja­kość opieki. Na­stęp­nie brany jest pod uwagę po­ziom wy­kształ­ce­nia ka­dry. Czy opie­ku­no­wie skoń­czyli szkołę śred­nią? Czy uzy­skali dy­plom li­cen­cjata lub ma­gi­stra? Wyż­szy po­ziom wy­kształ­ce­nia zwią­zany jest z wyż­szym po­zio­mem opieki i lep­szym roz­wo­jem dzieci[2].

Oczy­wi­ście wy­kształ­ce­nie to nie wszystko, nie­któ­rzy po pro­stu mają wro­dzony ta­lent do opieki nad dziećmi i na­wią­zy­wa­nia z nimi nie­zwy­kłych re­la­cji. Nie­mniej jed­nak na­szym zda­niem warto, by opie­kun miał ukoń­czone przy­naj­mniej dwa lata na­uki w za­kre­sie pe­da­go­giki, która swoim pro­gra­mem obej­muje roz­wój mó­zgu oraz pod­stawy i etapy roz­woju dzieci łącz­nie z za­cho­wa­niami ty­po­wymi dla da­nego wieku[3]. Nie­stety, wiele pro­gra­mów edu­ka­cyj­nych nie uczy, jak w prak­tyce ra­dzić so­bie z trud­nymi dzie­cię­cymi za­cho­wa­niami. Je­śli znaj­dziesz opiekę, która speł­nia wszyst­kie inne ważne dla cie­bie kry­te­ria poza tą kom­pe­ten­cją, mo­żesz za­pro­po­no­wać opie­ku­nowi prze­czy­ta­nie jed­nej z ksią­żek o Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pli­nie[4]. Wszyst­kie za­wie­rają mnó­stwo na­rzę­dzi, dzięki któ­rym dzieci czują, że przy­na­leżą i są ważne, i chęt­nie włą­czają się w ży­cie spo­łecz­no­ści, roz­wi­ja­jąc sa­mo­dy­scy­plinę, od­po­wie­dzial­ność oraz umie­jęt­ność roz­wią­zy­wa­nia pro­ble­mów. W po­niż­szej ta­beli znaj­dziesz wy­tyczne do­ty­czące wskaź­ni­ków ba­da­nych przez NICHD.

Wskaź­niki ba­dane przez NICHD

Wiek

Liczba dzieci na opie­kuna

Wiel­kość grupy

Wy­kształ­ce­nie ka­dry opie­kuń­czej

6-18 mies.

troje dzieci na jed­nego opie­kuna

maks. sze­ścioro dzieci

wy­kształ­ce­nie po­li­ce­alne, czyli dy­plom ukoń­cze­nia od­po­wied­nich stu­diów lub szkoły po­li­ce­al­nej z za­kresu roz­woju dziecka, pe­da­go­giki wcze­snej edu­ka­cji lub po­krew­nego ob­szaru

18-24 mies.

czworo dzieci na jed­nego opie­kuna

maks. ośmioro dzieci

24-36 mies.

sied­mioro dzieci na jed­nego opie­kuna

maks. 14 dzieci

W Pol­sce[5]

1-3 lat

do ośmiorga dzieci na jed­nego opie­kuna (je­żeli w gru­pie jest dziecko po­ni­żej 1 r.ż. lub wy­ma­ga­jące szcze­gól­nej opieki, to do pię­ciorga dzieci na jed­nego opie­kuna)

nie ma okre­ślo­nej mak­sy­mal­nej liczby dzieci w gru­pie; wiel­kość grupy za­leżna od wa­run­ków lo­ka­lo­wych i liczby opie­ku­nów

kwa­li­fi­ka­cje pie­lę­gniarki lub po­łoż­nej, opie­kunki dzie­cię­cej, na­uczy­ciela wy­cho­wa­nia przed­szkol­nego, edu­ka­cji przed­szkol­nej lub pe­da­goga opie­kuń­czo-wy­cho­waw­czego; także osoby z wy­kształ­ce­niem co naj­mniej śred­nim i dwu­let­nim do­świad­cze­niem w pracy z dziećmi do lat 3 lub po od­po­wied­nim szko­le­niu

W Sta­nach Zjed­no­czo­nych or­gany ad­mi­ni­stra­cji pań­stwo­wej lub lo­kal­nej usta­lają mi­ni­malne stan­dardy do­ty­czące wskaź­ni­ków re­gu­lo­wa­nych, jak te po­dane po­wy­żej, które mu­szą speł­nić osoby lub pla­cówki za­pew­nia­jące opiekę nad dziec­kiem, by otrzy­mać po­zwo­le­nie na pro­wa­dze­nie ta­kich usług. W Wiel­kiej Bry­ta­nii ta­kie same upra­wie­nia ma Of­fice for Stan­dards in Edu­ca­tion (OFSTED), czyli urząd zaj­mu­jący się kon­trolą ja­ko­ści pal­có­wek edu­ka­cyj­nych. Po­nadto ist­nieją rów­nież inne or­gany usta­la­jące tego typu stan­dardy, np. ame­ry­kań­ska Na­tio­nal As­so­cia­tion of Fa­mily Child Care (Na­ro­dowe Sto­wa­rzy­sze­nie Do­mo­wej Opieki nad Dziećmi) czy bry­tyj­ska Pro­fes­sio­nal As­so­cia­tion for Child­care and Early Years (Sto­wa­rzy­sze­nie Za­wo­dowe Opie­ku­nów Dzie­cię­cych). Twoim pierw­szym kro­kiem po­winno być za­tem skon­tak­to­wa­nie się z lo­kalną or­ga­ni­za­cją tego typu w celu uzy­ska­nia li­sty akre­dy­to­wa­nych pla­có­wek lub z in­nymi wła­dzami, które w twoim kraju lub oko­licy są od­po­wie­dzialne za wy­zna­cza­nie i kon­trolę tego typu stan­dar­dów[6].

Ma­jąc li­stę akre­dy­to­wa­nych osób i pla­có­wek, mo­żesz na­wią­zać z nimi kon­takt i do­py­tać o wy­mie­nione po­wy­żej wskaź­niki[7]. Po­rów­na­nie udzie­lo­nych przez nie od­po­wie­dzi po­sze­rzy twoją wie­dzę w za­kre­sie usług i oferty tych pla­có­wek oraz uła­twi pod­ję­cie de­cy­zji. Dzięki temu do­ko­nasz wstęp­nej se­lek­cji i wy­bie­rzesz kilka pla­có­wek, któ­rym przyj­rzysz się uważ­niej. Wskaź­niki pro­ce­sowe mo­żesz spraw­dzić, od­wie­dza­jąc pla­cówkę (np. pod­czas dni otwar­tych lub za­jęć ad­ap­ta­cyj­nych) i przez kilka go­dzin ob­ser­wu­jąc, czy ka­dra fak­tycz­nie sto­suje de­kla­ro­wane przez sie­bie po­dej­ście.

Wskaź­niki pro­ce­sowe

Wskaź­niki pro­ce­sowe od­no­szą się do fak­tycz­nych do­świad­czeń dzieci pod­czas prze­by­wa­nia pod opieką osób trze­cich. Tu­taj bie­rze się pod uwagę re­zul­taty ob­ser­wo­wal­nych za­cho­wań, ta­kich jak in­te­rak­cje z do­ro­słymi, in­nymi dziećmi oraz za­baw­kami. We­dług NICHD jed­nym z naj­waż­niej­szych oraz sta­łych wy­znacz­ni­ków zdro­wego roz­woju dziecka jest po­zy­tywna opieka! W po­niż­szej ta­beli znaj­dziesz po­rów­na­nie wskaź­ni­ków pro­ce­so­wych wy­mie­nia­nych przez NICHD oraz na­rzę­dzi Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny. Oczy­wi­ście miał­byś nie­zwy­kłe szczę­ście, gdy­byś zna­lazł opiekę speł­nia­jącą te wszyst­kie kry­te­ria, lecz tak samo jak nie ist­nieją ide­alni ro­dzice, tak samo nie ist­nieją ide­alni opie­ku­no­wie. Na szczę­ście, je­śli w pro­ce­sie po­szu­ki­wa­nia opieki dla dziecka po­słu­żysz się po­da­nymi przez nas wskaź­ni­kami, istot­nie zwięk­szysz swoje szanse na zna­le­zie­nie ta­kiej, która bę­dzie zbieżna z po­dej­ściem Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny prak­ty­ko­wa­nym przez cie­bie w domu. Spójne po­dej­ście wszyst­kich osób opie­ku­ją­cych się dziec­kiem za­pewni mu bez­pie­czeń­stwo i spo­kój, a za­pra­co­wa­nemu ro­dzi­cowi po­zwoli po­zbyć się po­czu­cia winy.

WSKAŹ­NIKI PRO­CE­SOWE

FI­LO­ZO­FIA / NA­RZĘ­DZIA PO­ZY­TYW­NEJ DYS­CY­PLINY

Po­zy­tywne po­dej­ście. Czy opie­kun zwy­kle jest po­zy­tyw­nie na­sta­wiony do dziecka, ema­nuje spo­ko­jem oraz sto­suje po­dej­ście za­chę­ca­jące? Czy opie­kun czę­sto uśmie­cha się do dziecka?

Życz­li­wość i sta­now­czość. Ru­dolf Dre­ikurs na­uczał, iż życz­li­wość to oznaka sza­cunku wo­bec dziecka. Sta­now­czość to sza­cu­nek wo­bec sie­bie sa­mego i wy­mo­gów sy­tu­acji. Po­dej­ścia au­to­ry­ta­tywne, ta­kie jak Po­zy­tywna Dys­cy­plina, są oparte na jed­no­cze­snej życz­li­wo­ści i sta­now­czo­ści, dzięki czemu dziecko wzmac­nia swoje po­czu­cie war­to­ści, roz­wija kom­pe­ten­cje spo­łeczne i do­świad­cza więk­szej sa­tys­fak­cji z ży­cia.

Po­zy­tywny kon­takt fi­zyczny. Czy opie­kun bu­duje re­la­cję z dziec­kiem? Czy w spo­sób wi­doczny re­aguje na po­trzeby dziecka? Czy opie­kun sza­nuje gra­nice dziecka?

Naj­pierw zbu­duj re­la­cję, po­tem na­praw sy­tu­ację (zmiana za­cho­wa­nia). Nie można po­zy­tyw­nie wpły­nąć na dziecko, je­śli nie na­wiąże się z nim re­la­cji. Bu­duj bli­skość i za­ufa­nie (za­miast wro­go­ści i dy­stansu), wy­sy­ła­jąc dziecku ko­mu­ni­kat mi­ło­ści - kładź rękę na ra­mie­niu, zni­żaj się do jego po­ziomu i patrz mu w oczy, na­zy­waj i ak­cep­tuj uczu­cia albo je­śli tego po­trze­buje - po pro­stu przy­tu­laj.

Re­ago­wa­nie na wo­ka­li­za­cje. Czy opie­kun po­wta­rza dźwięki wy­da­wane przez dziecko lub wy­po­wia­dane przez nie słowa, ko­men­tuje to, co po­wie­działo, i od­po­wiada na za­da­wane przez nie py­ta­nia?

Na­zy­wa­nie i ak­cep­ta­cja uczuć. Czyż by­cie wy­słu­cha­nym nie sprzyja po­czu­ciu przy­na­leż­no­ści? Sta­raj się na­zy­wać uczu­cia lub da­wać dziecku do zro­zu­mie­nia, że je ak­cep­tu­jesz, za­da­jąc py­ta­nia lub wy­ra­ża­jąc przy­pusz­cze­nia: "Jak się z tym czu­jesz?" albo: "Hm, chyba się ze­zło­ści­łeś?".

Za­da­wa­nie py­tań. Czy opie­kun za­chęca dziecko do mó­wie­nia/ko­mu­ni­ka­cji po­przez za­da­wa­nie py­tań, na które dziecko ła­two może od­po­wie­dzieć, czyli py­tań za­mknię­tych (tak/nie), do­ty­czą­cych za­ba­wek, przed­mio­tów lub człon­ków ro­dziny?

Py­ta­nia pełne cie­ka­wo­ści. Ich za­da­niem jest za­chę­ca­nie dziecka do dzie­le­nia się wła­snym punk­tem wi­dze­nia: "Co się stało? Co spo­wo­do­wało, że to się stało? Jak się z tym czu­jesz? Jak inni mogą się wo­bec tego czuć? Czego się dzięki temu na­uczyło i ja­kie ma po­my­sły na roz­wią­za­nie po­wsta­łego pro­blemu? Ter­min edu­ka­cja po­cho­dzi od ła­ciń­skiego słowa edu­care, które ozna­cza "wy­do­by­wać". Zbyt czę­sto do­ro­śli sta­rają się bom­bar­do­wać dzieci wie­dzą, za­miast ją z nich wy­do­by­wać.

Ko­mu­ni­ka­cja. Czy opie­kun sto­suje po­chwałę lub do­ce­nie­nie? (Po­zy­tywna Dys­cy­plina za­chęca do za­stą­pie­nia po­chwał ko­mu­ni­ka­tami do­ce­nia­ją­cymi - zob. sze­rzej w rozdz. 7.). Czy opie­kun re­aguje na po­zy­tywne za­cho­wa­nia dziecka po­zy­tyw­nymi ko­mu­ni­ka­tami, np. "Zro­bi­łaś to" lub "Do­bra ro­bota"? Czy za­chęca dziecko do na­uki albo po­wta­rza­nia słów lub nazw przed­mio­tów (np. po­wta­rza­nie al­fa­betu, li­cze­nie do 10, na­zy­wa­nie kształ­tów, ko­lo­rów itp.)? W przy­padku star­szych dzieci, czy wy­ja­śnia zna­cze­nie słów i nazw? Czy opie­kun opo­wiada bajki, opi­suje przed­mioty, wy­ja­śnia czyn­no­ści lub śpiewa pio­senki?

Za­chęta. Wszystko, co pro­po­nuje Po­zy­tywna Dys­cy­plina, ma za za­da­nie za­chę­cać dziecko i po­ma­gać mu przy­swa­jać war­to­ściowe umie­jęt­no­ści spo­łeczne i ży­ciowe, by wzmac­niało we­wnętrzne po­czu­cie mocy i spraw­czo­ści. W tym po­dej­ściu po­chwałę za­stę­puje się do­ce­nie­niem, które za­pra­sza dzieci do od­kry­wa­nia, jak bar­dzo są za­radne, a tym sa­mym znie­chęca je do po­szu­ki­wa­nia ze­wnętrz­nego po­twier­dza­nia wła­snej war­to­ści.

Za­chę­ca­nie do po­stę­pów i na­uki. Czy opie­kun mo­ty­wuje dzieci i two­rzy wa­runki do roz­woju umie­jęt­no­ści? Czy np. w przy­padku nie­mow­la­ków kła­dzie dziecko na brzu­chu, by pod­czas mo­men­tów czu­wa­nia mo­gło wzmac­niać mię­śnie szyi i ra­mion i przy­go­to­wy­wać się do etapu racz­ko­wa­nia? (Sły­sze­li­śmy o pla­ców­kach, w któ­rych nie­mow­lęta spę­dzają za dużo czasu w bu­ja­kach, a star­sze dzieci przed te­le­wi­zo­rem na oglą­da­niu kre­skó­wek). Czy opie­kun po­maga star­szym dzie­ciom w ukła­da­niu puz­zli, usta­wia­niu wież z kloc­ków, czy za­chęca do sa­mo­dziel­no­ści?

Po­święć czas na ucze­nie. Pro­ces ucze­nia do­sto­so­wany do etapu roz­woju jest waż­nym ele­men­tem przy­swa­ja­nia przez dzieci umie­jęt­no­ści spo­łecz­nych i ży­cio­wych. Nie ocze­kuj od dziecka, że bę­dzie wie­działo, co ro­bić, je­śli wcze­śniej go tego nie na­uczy­łeś. Ro­dzice czę­sto nie po­świę­cają od­po­wied­niej ilo­ści czasu na ucze­nie, po­nie­waż nie mają czasu albo nie do końca ro­zu­mieją, jak ważne jest wno­sze­nie przez dzieci wkładu w ży­cie ro­dziny i spo­łecz­no­ści.

Za­chę­ca­nie do no­wych za­cho­wań. Czy opie­kun za­chęca dziecko do śmie­chu, róż­no­ra­kich ak­tyw­no­ści oraz in­te­rak­cji z in­nymi dziećmi? Czy za­chęca dzieci do dzie­le­nia się, uczy moż­li­wo­ści wy­miany? Czy daje przy­kład od­po­wied­niego za­cho­wa­nia? Ocze­ki­wa­nie, że dzieci będą się dzie­lić, za­nim staną się do tego roz­wo­jowo go­towe, jest bar­dzo po­wszechne. Ważne, by uczyć je ta­kich umie­jęt­no­ści, lecz nie ocze­ki­wać na­tych­mia­sto­wych re­zul­ta­tów. Pewne rze­czy przy­cho­dzą wraz z wie­kiem.

Mo­de­lo­wa­nie, czyli ina­czej przy­kład. Mo­de­luj za­cho­wa­nia, na któ­rych ci za­leży. Bądź osobą, którą chcesz, by stały się twoje dzieci. Wy­każ się sa­mo­kon­trolą, za­nim za­czniesz wy­ma­gać jej od dzieci. Za­chę­caj je do dzie­le­nia się, nie ocze­ku­jąc, że będą to ro­bić za każ­dym ra­zem. Za­po­znaj się z za­cho­wa­niami ty­po­wymi dla da­nego wieku. Pa­mię­taj też, że błędy zda­rzają się każ­demu i są wspa­niałą oka­zją do na­uki. Nie ocze­kuj per­fek­cji ani od sie­bie, ani od dzieci. Po pro­stu ciesz się pro­ce­sem.

Czy­ta­nie. Czy opie­kun czyta dziecku książki? Czy po­zwala mu do­ty­kać ksią­żek i prze­wra­cać kartki? A w pracy ze star­szymi dziećmi, czy wska­zuje na ob­razki i słowa w książce i ak­tyw­nie an­ga­żuje dziecko w pro­ces czy­ta­nia?

Umie­jęt­no­ści spo­łeczne i ży­ciowe. Po­myśl o tym, jak dzieci przy­swa­jają ję­zyk. Naj­pierw przez rok słu­chają cie­bie. Po­tem za­czy­nają po­słu­gi­wać się po­je­dyn­czymi sło­wami i nikt nie ocze­kuje od nich wy­po­wia­da­nia ca­łych zdań. Na­stęp­nie prze­cho­dzą fazę for­mu­ło­wa­nia pro­stych zdań przy uży­ciu ogra­ni­czo­nego za­sobu słów. Od­po­wie­dzial­no­ści uczą się w ten sam spo­sób - krok po kroku.

Eli­mi­no­wa­nie ne­ga­tyw­nych in­te­rak­cji. Czy opie­kun wcho­dzi w po­zy­tywne in­te­rak­cje z dziec­kiem? Czy opie­kun ma po­zy­tywne po­dej­ście do dziecka na­wet w trud­nych mo­men­tach? Czy opie­kun stara się wcho­dzić w in­te­rak­cje i nie igno­ro­wać dziecka? W jaki spo­sób opie­kun ra­dzi so­bie z nie­od­po­wied­nim za­cho­wa­niem? Zwy­kle opie­ku­no­wie nie po­sia­dają wy­star­cza­ją­cej wie­dzy lub umie­jęt­no­ści (kon­kret­nych na­rzę­dzi) po­zwa­la­ją­cych im re­ago­wać na nie­od­po­wied­nie za­cho­wa­nie w po­zy­tywny spo­sób. De facto mogą wie­rzyć w prze­sta­rzałe kon­cep­cje mó­wiące o tym, że brak kary po­wo­duje, iż nie­od­po­wied­nie za­cho­wa­nie ucho­dzi dziecku na su­cho.

Błędne stra­te­gie. We­dług Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny "dziecko, które za­cho­wuje się nie­od­po­wied­nio, to dziecko znie­chę­cone", kara zaś tylko to znie­chę­ce­nie po­głę­bia. Pro­po­no­wane przez nią na­rzę­dzia po­ma­gają dzie­ciom le­piej się za­cho­wy­wać, po­nie­waż dzia­łają za­chę­ca­jąco. Je­ste­śmy prze­ko­nane, że więk­szość opie­ku­nów by­łaby za­in­te­re­so­wana po­zna­niem Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny, je­śli tylko mie­liby oka­zję prze­czy­tać jedną z wielu ksią­żek o tej me­to­dzie lub za­po­znać się z kom­ple­tem kart Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny (zob. wię­cej na te­mat błęd­nych stra­te­gii w rozdz. 8.).

Opieka nad dziec­kiem w domu oraz poza nim

Opieka nad dziec­kiem w domu

Mo­żesz zde­cy­do­wać się na usługi niani do­cho­dzą­cej lub miesz­ka­ją­cej u was na stałe. Wielu zna­nym nam ro­dzi­com udało się zna­leźć nie­zwy­kłych opie­ku­nów, któ­rych pro­fe­sjo­na­lizm i za­an­ga­żo­wa­nie spra­wił, że stali się nie­mal człon­kami ro­dziny.

Po­zy­ska­nie wy­kwa­li­fi­ko­wa­nej ka­dry jest wy­zwa­niem dla każ­dego pra­co­dawcy bez względu na to, czy jest to firma czy ro­dzina. Jed­nak w przy­padku po­szu­ki­wa­nia od­po­wied­niej osoby na sta­no­wi­sko opie­kuna dzieci jest wię­cej istot­nych kwe­stii. Na­leży ko­niecz­nie spraw­dzić taką osobę i jej wia­ry­god­ność, po­pro­sić o re­fe­ren­cje od po­przed­nich pra­co­daw­ców, ja­sno - naj­le­piej na pi­śmie - okre­ślić wy­ma­ga­nia (np. do­dat­kowe obo­wiązki zwią­zane z do­mem) oraz te do­ty­czące sto­so­wa­nych me­tod wy­cho­waw­czych. Za­chę­camy rów­nież do pod­pi­sa­nia z opie­ku­nem umowy o pracę zgod­nej z pra­wem obo­wią­zu­ją­cym w twoim kraju (uwzględ­nie­nia kwe­stii po­dat­ko­wych, na­leż­nego urlopu, zwol­nień na czas cho­roby itp.). Do­brym po­my­słem jest rów­nież wy­móg, by opie­kun miał ukoń­czone szko­le­nie z za­kresu udzie­la­nia pierw­szej po­mocy nie­mow­la­kom i star­szym dzie­ciom (ty rów­nież po­wi­nie­neś mieć ta­kie umie­jęt­no­ści). Kiedy już znaj­dziesz od­po­wied­nią osobę, warto, by za­częła pracę w week­end lub wa­ka­cje, abyś mógł po­ob­ser­wo­wać ją przy pracy, za­nim zo­sta­wisz ją samą z dziećmi. W tym cza­sie mo­żesz na­ocz­nie prze­ko­nać się o jej po­dej­ściu, umie­jęt­no­ściach i ja­ko­ści re­la­cji z dziećmi.

Jane przez je­de­na­ście lat za­trud­niała Jo­anne, nia­nię, która miesz­kała ra­zem z nimi. Jo­anne zgo­dziła się prze­czy­tać kilka ksią­żek o Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pli­nie i wdra­żać tę me­todę w ży­cie. Zgo­dziła się z tym, że do­ro­sły nie po­wi­nien być nie­wol­ni­kiem dzieci, lecz warto, by peł­nił wo­bec nich rolę do­radcy nad­zo­ru­ją­cego ich za­an­ga­żo­wa­nie w ży­cie ro­dziny i wy­wią­zy­wa­nie się z do­mo­wych obo­wiąz­ków oraz in­nych umów, które sami po­mo­gli stwo­rzyć. Jo­anne za­wsze uczest­ni­czyła w co­ty­go­dnio­wych spo­tka­niach ro­dzin­nych, pod­czas któ­rych wszy­scy w rów­niej mie­rze pra­co­wali nad szu­ka­niem roz­wią­zań co­dzien­nych pro­ble­mów.

Opieka nad dziec­kiem poza do­mem

Opieka nad dziec­kiem poza do­mem może od­by­wać się w pla­cówce opie­kuń­czo-wy­cho­waw­czej lub miesz­ka­niu/domu pry­wat­nym. Je­śli je­steś jed­nym z tych ro­dzi­ców, któ­rzy zde­cy­do­wali, że opieka poza do­mem naj­le­piej za­spo­kaja po­trzeby two­jej ro­dziny, po­wi­nie­neś wziąć pod uwagę jesz­cze kilka do­dat­ko­wych kwe­stii.

Pla­cówki opie­kuń­czo-wy­cho­waw­cze. Pla­cówka opie­kuń­czo-wy­cho­waw­cza jest miej­scem, które świad­czy wy­łącz­nie opiekę nad ma­łymi dziećmi (w prze­ci­wień­stwie do opieki w miej­scu za­miesz­ka­nia opie­kuna)[8], co ozna­cza, że jej pra­cow­nicy po­świę­cają się cał­ko­wi­cie opiece nad dziećmi, a miej­sce wy­po­sa­żone jest w od­po­wied­nie do wieku dzieci sprzęty oraz za­bawki. Nie­stety, nie wszyst­kie tego typu miej­sca do­star­czają usług wy­so­kiej ja­ko­ści. Dla­tego oprócz wzię­cia pod uwagę wskaź­ni­ków po­da­nych w ba­da­niu NICHD su­ge­ru­jemy rów­nież uwzględ­nie­nie po­niż­szych kwe­stii:

- Czy ka­dra pla­cówki uczest­ni­czy w szko­le­niach za­wo­do­wych? Ja­kiego ro­dzaju są to szko­le­nia i jak czę­sto się od­by­wają? Czy są to szko­le­nia, które umoż­li­wiają pra­cow­ni­kom wy­kry­wa­nie u dzieci trud­no­ści w ucze­niu się oraz pro­ble­mów po­znaw­czych lub fi­zycz­nych?

- Czy ta pla­cówka prze­pro­wa­dza we­ry­fi­ka­cję pra­cow­ni­ków? (Być może zo­bli­go­wana jest do tego wy­mo­gami akre­dy­ta­cji. Warto to spraw­dzić[9]). W jaki spo­sób wy­gląda taka we­ry­fi­ka­cja? Bez względu na to, jaki ro­dzaj opieki wy­bie­rzesz, za­re­zer­wuj czas na wy­ko­na­nie ta­kiej we­ry­fi­ka­cji sa­mo­dziel­nie. Re­fe­ren­cje są po­trzebne, ale spraw­dze­nie pla­cówki lub osoby może być źró­dłem in­for­ma­cji po­trzeb­nych do pod­ję­cia do­brej de­cy­zji.

- Jak wy­gląda kwe­stia ro­ta­cji pra­cow­ni­ków w pla­cówce? Bar­dzo małe dzieci po­trze­bują prze­wi­dy­wal­no­ści nie tylko w co­dzien­nych ry­tu­ałach i za­ję­ciach, ale rów­nież w tym, kogo na co dzień wi­dzą wo­kół sie­bie. Czy twoim dziec­kiem przez dłuż­szy czas bę­dzie opie­ko­wał się ten sam opie­kun?

- Czy w pla­cówce mają okre­ślony sys­tem utrzy­my­wa­nia dys­cy­pliny? Jak opie­ku­no­wie ra­dzą so­bie z wy­zwa­niami wy­cho­waw­czymi? W roz­dziale 7 szcze­gó­łowo omó­wimy pro­blemy zwią­zane z po­dej­ściem au­to­ry­tar­nym (ba­zu­ją­cym na ka­rach) i po­błaż­li­wym. W naj­lep­szych pla­ców­kach opie­kuń­czych nie sto­suje się kar (za­wsty­dza­nia i ob­wi­nia­nia), lecz dys­cy­plinę opartą na życz­li­wo­ści i sta­now­czo­ści[10]. Wszyst­kie na­rzę­dzia Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny wspie­rają dzieci w roz­wi­ja­niu spraw­czo­ści, wno­sze­niu wkładu oraz, je­śli to tylko moż­liwe, w an­ga­żo­wa­niu dzieci w roz­wią­zy­wa­nie pro­ble­mów.

- Czy w pla­cówce przy­go­to­wuje się po­siłki i prze­ką­ski? Je­śli tak, to z czego się skła­dają? Kiedy i gdzie przy­go­to­wane i ser­wo­wane są po­siłki oraz prze­ką­ski? Pla­cówki opie­kuń­cze, które do­ce­niają zna­cze­nie an­ga­żo­wa­nia dzieci oraz wzmac­nia­nia ich po­czu­cia przy­na­leż­no­ści i spraw­czo­ści (jak na przy­kład pla­cówki Mon­tes­sori), po­zwa­lają dzie­ciom uczest­ni­czyć na za­sa­dach dy­żuru w przy­go­to­wa­niu po­sił­ków i na­kła­da­niu so­bie je­dze­nia.

- Jak wy­gląda kwe­stia tre­ningu czy­sto­ści? Za co w tej kwe­stii je­steś od­po­wie­dzialny jako ro­dzic (do­dat­kowe ubra­nia, pie­lu­chy itp.)? Jak wy­glą­dają ła­zienki i ich oto­cze­nie? Wiele pla­có­wek chęt­nie uczy dzieci umie­jęt­no­ści sa­mo­dziel­nego za­ła­twia­nia po­trzeb fi­zjo­lo­gicz­nych. Zwy­kle są w tym bar­dzo sku­teczne, po­nie­waż opie­ku­no­wie nie mają emo­cjo­nal­nego sto­sunku do tej czyn­no­ści. Przy­dają się małe to­a­lety oraz re­gu­lar­ność. Wi­dząc inne dzieci ko­rzy­sta­jące z to­a­lety, dziecko zwy­kle ma ochotę je na­śla­do­wać. Do "wy­pad­ków" pod­cho­dzi się z bez więk­szych ce­re­gieli, po pro­stu po­zwa­la­jąc dziecku prze­brać się w su­che ubra­nie z mniej­szą lub więk­szą po­mocą (bez za­wsty­dza­nia ani ob­wi­nia­nia).

- Czy pla­cówka pro­wa­dzi po­li­tykę "otwar­tych drzwi"? Czy mo­żesz nie­spo­dzie­wa­nie wpaść z wi­zytą pod­czas obiadu? Czy mo­żesz zgło­sić się do po­mocy pod­czas szcze­gól­nych wy­da­rzeń? Na pewno warto mieć ten punkt na wła­snej li­ście. Nie­które pla­cówki mogą prze­ko­ny­wać cię, że ta­kie wi­zyty za­kłó­cają spo­kój dziecka i fak­tycz­nie tak może być. Jed­nak nie roz­wa­żaj po­zo­sta­wia­nia dziecka w pla­cówce, która ta­kiej po­li­tyki nie pro­wa­dzi[11]. Je­śli za­uwa­żysz, że twoje wi­zyty za­bu­rzają funk­cjo­no­wa­nie dziecka, od czasu do czasu mo­żesz zer­kać na nie z ukry­cia.

- Przyj­rzyj się go­dzi­nom otwar­cia pla­cówki oraz jej lo­ka­li­za­cji. Czy od­po­wia­dają one to­bie oraz in­nym oso­bom, które będą od­pro­wa­dzać i od­bie­rać z niej dziecko?

- Sprawdź inne do­stępne opcje. W ja­kim wy­mia­rze go­dzin jest za­pew­niona opieka (pół dnia, cały dzień itp.)? Czy pla­cówka pra­cuje tylko w ciągu roku szkol­nego czy jest rów­nież czynna w wa­ka­cje i święta?

Opieka w pry­wat­nym domu (opieka do­mowa). Nie­któ­rzy ro­dzice wy­bie­rają opiekę w pry­wat­nym domu/miesz­ka­niu ze względu na pa­nu­jącą tam do­mową at­mos­ferę[12]. Cza­sem udaje się zna­leźć bli­skiego przy­ja­ciela lub krew­nego, który zga­dza się wziąć na sie­bie tę od­po­wie­dzial­ność. W przy­padku tego ro­dzaju opieki mają za­sto­so­wa­nie te same kry­te­ria oraz czyn­niki pro­ce­sowe, co w przy­padku pla­cówki opie­kuń­czo-wy­cho­waw­czej. Spędź z dziec­kiem i opie­ku­nem przy­naj­mniej je­den cały dzień. Zrób to nie­za­leż­nie od tego, jak do­brze znasz tę osobę. Je­śli taka opcja nie wcho­dzi w grę, w ogóle nie bierz tego miej­sca pod uwagę. To naj­lep­sza in­we­sty­cja, ja­kiej mo­żesz do­ko­nać, by prze­ko­nać się o ja­ko­ści opieki.

Mro­żące krew w ży­łach opo­wie­ści sły­szy się nie tylko o nia­niach i pla­ców­kach opie­kuń­czo-wy­cho­waw­czych, lecz rów­nież o dzie­ciach prze­by­wa­ją­cych w pry­wat­nych do­mach. Nie­które z nich to je­dy­nie "prze­cho­wal­nie", w któ­rych dzieci spę­dzają całe dnie przed te­le­wi­zo­rem, do­świad­czają kar fi­zycz­nych oraz nie mają do­stępu do ak­tyw­no­ści i za­baw wspie­ra­ją­cych ich roz­wój. Z dru­giej strony wiele osób zaj­mu­ją­cych się opieką do­mową ma so­lidne wy­kształ­ce­nie pe­da­go­giczne lub od­było szko­le­nia z za­kresu opieki. One wła­śnie two­rzą miej­sca, które wspie­rają opty­malny roz­wój dzieci, są od­po­wied­nio wy­po­sa­żone, a dzięki zdro­wym za­sa­dom, ela­stycz­nym ry­tu­ałom oraz Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pli­nie dają dzie­ciom po­czu­cie bez­pie­czeń­stwa.

Kiedy już po­dej­miesz de­cy­zję od­no­śnie do pre­fe­ro­wa­nego ro­dzaju opieki, prze­pro­wa­dzisz ana­lizę pod ką­tem wskaź­ni­ków pro­ce­so­wych i re­gu­lo­wa­nych oraz po­znasz opie­kuna pod­czas pry­wat­nej roz­mowy, spędź kilka go­dzin na ob­ser­wo­wa­niu jego in­te­rak­cji z dziec­kiem. Po­ni­żej za­miesz­czamy przy­datną li­stę, we­dług któ­rej mo­żesz się przyj­rzeć opie­ku­nowi pod­czas ci­chej ob­ser­wa­cji. Każdy punkt oceń na skali od 1 do 10, gdzie 10 jest oceną naj­wyż­szą. Na tej pod­sta­wie zde­cy­duj, czy jest to wła­ściwe miej­sce dla two­jego dziecka.

1. Pra­cow­nicy/opie­ku­no­wie lu­bią prze­by­wać i pra­co­wać z dziećmi.

2. Pra­cow­nicy/opie­ku­no­wie nie wy­ma­gają od dzieci rze­czy/czyn­no­ści, na które nie są jesz­cze roz­wo­jowo go­towe, np. nie ocze­kują, że dwu­la­tek bę­dzie sie­dział w ci­szy pod­czas czy­ta­nia ksią­żeczki.

3. Pra­cow­nicy/opie­ku­no­wie wy­ko­rzy­stują po­dej­ście życz­liwe i sta­now­cze i uni­kają wszel­kich kar.

4. W tym miej­scu nie ma te­le­wi­zora (w miesz­ka­niu/domu pry­wat­nym taki się znaj­duje, ale pod­czas przy­by­wa­nia tam dziecka/dzie-ci jest wy­łą­czony lub używa się go tylko w ce­lach edu­ka­cyj­nych).

5. Miej­sce jest czy­ste i bez­pieczne.

6. Czy w tym miej­scu wpro­wa­dza się za­sady i ry­tu­ały w spo­sób ela­styczny? Czy jest za­pla­no­wany czas na czy­ta­nie ba­jek, lecz nie­za­in­te­re­so­wane dzieci mogą w tym cza­sie ba­wić się czymś in­nym? Czy ser­wuje się po­żywne po­siłki, lecz dzieci mogą jeść tylko tyle, ile chcą? Czy jest czas na drzemkę, ale dzieci, które nie są śpiące, mogą w tym cza­sie po ci­chu prze­glą­dać ksią­żeczkę?

7. Czy pla­cówka lub dom wy­po­sa­żone są w róż­nego ro­dzaju za­bawki, w tym edu­ka­cyjne od­po­wied­nie do etapu roz­woju dzieci?

8. Czy w tym miej­scu unika się nad­mier­nej eks­po­zy­cji dzieci po­ni­żej szó­stego roku ży­cia na for­malny styl na­ucza­nia - uczą się one naj­le­piej po­przez za­bawę i in­te­rak­cje spo­łeczne?

9. Czy pra­cow­nicy/opie­ku­no­wie trak­tują ro­dzi­ców jako part­ne­rów czy ra­czej jako in­tru­zów?

Opieka po go­dzi­nach lek­cyj­nych

Kiedy dzieci roz­po­czy­nają edu­ka­cję szkolną, po­ja­wiają się inne do­stępne formy opieki. Nie­które szkoły dys­po­nują świe­tli­cami, w któ­rych dzieci po­zo­stają do czasu od­bioru przez ro­dzi­ców. Inne szkoły od­wożą dzieci do pla­có­wek opie­kuń­czych poza jej te­ren. Wszyst­kie wy­mie­nione za­sady, wskaź­niki oraz wy­tyczne do­ty­czące akre­dy­ta­cji, bez­pie­czeń­stwa, dys­cy­pliny oraz ko­mu­ni­ka­cji na li­nii ro­dzic-opie­kun mają za­sto­so­wa­nie rów­nież w przy­padku opieki dla dzieci szkol­nych[13].

Zna­cze­nie ko­mu­ni­ka­cji

Bez względu na to, jaki ro­dzaj opieki wy­bie­rzesz, cią­gły kon­takt oraz dwu­stronna wy­miana in­for­ma­cji z opie­ku­nem jest nie­zwy­kle istotna. In­for­muj go o po­stę­pach roz­wo­jo­wych dziecka oraz o tym, co się dzieje w domu, np. na­ro­dziny ro­dzeń­stwa lub cho­roba członka ro­dziny mogą mieć wpływ na za­cho­wa­nie dziecka. Opie­kun zna­jący szcze­góły sy­tu­acji do­mo­wej bę­dzie bar­dziej sku­teczny w do­bo­rze kon­struk­tyw­nych re­ak­cji. Prze­pływ in­for­ma­cji w drugą stronę jest rów­nie ważny. Do­brze, by za­dbać o jego for­malny aspekt i umó­wić się na pre­fe­ro­waną formę - co­ty­go­dniowe ma­ile, co­mie­sięczne roz­mowy te­le­fo­niczne itp. Na co dzień w mo­men­cie przy­pro­wa­dza­nia lub od­bioru dziecka nie za­wsze jest czas na­wet na krótką roz­mowę.

Pewna mama wy­znała nam: "Do­ce­ni­łam wagę re­gu­lar­nej wy­miany in­for­ma­cji z mę­żem i nia­nią, gdy oka­zało się, że Ju­lianne dwa dni pod rząd ja­dła na lunch i obiad gro­szek i spa­ghetti. Nia­nia ser­wo­wała jej to na obiad, mąż na ko­la­cję". Ten zbieg oko­licz­no­ści spo­wo­do­wał, że za­częli pro­wa­dzić dzien­nik ro­dzinny oraz or­ga­ni­zo­wać re­gu­larne co­ty­go­dniowe spo­tka­nia ro­dzinne. Osoby spra­wu­jące opiekę nad dziew­czynką wpi­sy­wały do dzien­nika ważne in­for­ma­cje i w ten spo­sób dbały o ich prze­pływ. W trak­cie spo­tkań ro­dzin­nych wspól­nie usta­lały też menu na ko­lejny ty­dzień.

Dzien­nik Ju­lianne (data: _____ )

Obu­dziła się: Drzemka w ciągu dnia: Za­snęła o:

Je­dze­nie, prze­ką­ski, na­poje

Go­dzina

Uwagi

Śnia­da­nie

Dru­gie śnia­da­nie

Obiad

Pod­wie­czo­rek

Ko­la­cja

Ak­tyw­no­ści

Sa­mo­po­czu­cie i na­strój, zdro­wie

Nowe do­ko­na­nia

Le­kar­stwa

Kre­atywne roz­wią­za­nia

Mnó­stwo ro­dzi­ców - o czym wspo­mnia­ły­śmy już na wstę­pie - de­cy­duje się na bar­dziej ela­styczny tryb pracy. Czę­sto łą­czą różne jej formy: pra­cują z domu lub ka­wiarni, na miej­scu u klienta lub we współ­dzie­lo­nej prze­strzeni. Cza­sem po pro­stu pra­cują tylko z domu lub w domu. W jaki spo­sób można roz­wią­zać kwe­stię opieki nad dziec­kiem, je­śli tak wła­śnie wy­gląda twoja rze­czy­wi­stość? Nie­któ­rzy nie wi­dzą róż­nicy po­mię­dzy ta­kim spo­so­bem pracy a za­trud­nie­niem na pe­łen etat poza miej­scem za­miesz­ka­nia i na­dal roz­wa­ża­liby opiekę w peł­nym wy­mia­rze go­dzin. Czy opcja niani opie­ku­ją­cej się dziec­kiem w wa­szym domu, gdy jest to rów­nież miej­sce wa­szej pracy, jest do­brym roz­wią­za­niem? Czy można wtedy w pełni za­an­ga­żo­wać się za­wo­dowo? Bez wąt­pie­nia jest to duże wy­zwa­nie dla mło­dych ma­tek, któ­rym trudno się sku­pić na pracy, gdy w po­bliżu jest nie­mowlę. I jest to zu­peł­nie zro­zu­miałe, w końcu je­ste­śmy ge­ne­tycz­nie uwa­run­ko­wani do spra­wo­wa­nia opieki nad mło­dymi.

Je­śli wy­bra­łeś, że pra­cu­jesz z domu, i jed­no­cze­śnie w tym sa­mym miej­scu za­pew­niasz opiekę dziecku, być może mu­sisz nieco prze­or­ga­ni­zo­wać do­mowe biuro. Nie­któ­rzy po pro­stu wy­cho­dzą i pra­cują poza do­mem, pod­czas gdy opie­kun zo­staje z dziec­kiem. Je­śli twoje miesz­ka­nie jest wy­star­cza­jąco duże, mo­żesz wy­go­spo­da­ro­wać część prze­zna­czoną na prze­strzeń do pracy, a opie­kun wraz z dziec­kiem może prze­by­wać w in­nej jego czę­ści, by­ście nie wcho­dzili so­bie w pa­radę. Je­śli na­to­miast twoja prze­strzeń jest zbyt ogra­ni­czona i czu­jesz, że po­zo­sta­wa­nie w domu wpływa ne­ga­tyw­nie na twoją pro­duk­tyw­ność, po­zo­staje ci zna­le­zie­nie opieki poza do­mem.

Oferty do­stępne na rynku są nie­zwy­kle ela­styczne: na przy­kład można ko­rzy­stać ze wspar­cia niani tylko na kilka go­dzin lub dni w ty­go­dniu. Jest to bar­dzo wy­godna opcja dla ro­dzi­ców, któ­rzy chcą pra­co­wać w nie­peł­nym wy­mia­rze go­dzin, by wię­cej czasu spę­dzać z dziec­kiem. Można współ­dzie­lić nia­nię z inną ro­dziną lub ro­dzi­nami (np. dwóje dzieci z dwóch ro­dzin raz w jed­nym domu raz w dru­gim). Wszystko to za­leży oczy­wi­ście od ro­dzaju wy­ko­ny­wa­nej pracy oraz branży, w któ­rej się pra­cuje. Czy twoja praca jest se­zo­nowa? Czy masz wy­zna­czone go­dziny, w któ­rych mu­sisz być do­stępny, czy sam usta­lasz swój czas pracy? Wzię­cie pod uwagę tych wszyst­kich czyn­ni­ków po­zwoli ci wy­brać naj­lep­szą opcję dla cie­bie i two­jej ro­dziny.

Bez względu na to, ja­kiego wy­boru do­ko­nasz i jak bar­dzo przy­ło­żysz się do po­szu­ki­wań od­po­wied­niego ro­dzaju opieki, to do­świad­cze­nie pod­po­wiada nam, że i tak w więk­szym lub mniej­szym stop­niu (po­dob­nie jak Ca­milla w opo­wie­ści z po­czątku roz­działu) prze­ży­jesz roz­łąkę z dziec­kiem. Na­wet je­śli po­cząt­kowo wszystko idzie jak po ma­śle, za­wsze coś się może zmie­nić, np. dziecko za­czyna wy­ra­żać nie­chęć do opie­kuna lub pla­cówki, co w efek­cie może pro­wa­dzić do róż­nego ro­dzaju nie­po­żą­da­nych za­cho­wań. Dla­tego za­wczasu warto przy­go­to­wać się na emo­cjo­nalną ka­ru­zelę.

PO­ZY­TYWNA DYS­CY­PLINA I LĘK SE­PA­RA­CYJNY

Warto po­zwo­lić dzie­ciom na od­czu­wa­nie róż­nych emo­cji. Mó­wie­nie, by prze­stały pła­kać, albo - co gor­sza - uży­wa­nie ta­kich sfor­mu­ło­wań, jak: "Duże dziew­czynki (duzi chłopcy) nie pła­czą" jest nie­tra­fio­nym po­my­słem. Oczy­wi­ście do­ro­śli chcą do­brze, kiedy mó­wią: "Nie płacz", ale to tak, jakby sy­gna­li­zo­wali po­stawę: "Nie ko­mu­ni­kuj się w ten spo­sób, bo czuję się z tym nie­kom­for­towo". Być może zmie­nisz po­dej­ście do pła­czu, je­śli zwy­czaj­nie za­czniesz po­strze­gać go jako pe­wien ro­dzaj ję­zyka. Nie mu­sisz się nim po­słu­gi­wać, ale do­brze, że­byś za­czął go ro­zu­mieć. W re­ak­cji na płacz dziecka mo­żesz na przy­kład po­wie­dzieć: "Płacz jest w po­rządku. Mam na­dzieję, że za chwilę po­czu­jesz się le­piej". Nie wa­haj się ko­rzy­stać z in­tu­icji (i/lub Ta­beli Błęd­nych Stra­te­gii wy­ja­śnio­nych w rozdz. 8), by od­kry­wać, dla­czego dziecko pła­cze. Cza­sem łzy mogą być stra­te­gią na od­zy­ska­nie po­czu­cia przy­na­leż­no­ści, za­tem nie za­wsze u ich pod­łoża leży nie­po­kój lub strach. Mogą też sy­gna­li­zo­wać praw­dziwą po­trzebę lub za­chciankę. (Po­trzeby na­leży za­spo­ka­jać za­wsze w miarę moż­li­wo­ści, za­chcianki nie­ko­niecz­nie). Nie­kiedy płacz jest wy­ni­kiem fru­stra­cji, braku umie­jęt­no­ści ko­mu­ni­ka­cyj­nych lub po pro­stu spo­so­bem na po­ra­dze­nie so­bie ze zmianą oto­cze­nia. W przy­padku dzieci nie­mó­wią­cych lęk se­pa­ra­cyjny jest rze­czy­wi­sty. (Dzieci wy­cho­wane w ro­dzi­nach mię­dzy­po­ko­le­nio­wych rzadko do­świad­czają lęku se­pa­ra­cyj­nego, po­nie­waż przy­zwy­cza­jone są do obec­no­ści wielu róż­nych osób wo­kół sie­bie. Oczy­wi­ście, lęk może się ujaw­nić, gdy w ich oto­cze­niu po­ja­wia się obca osoba). Jed­nak je­śli po­dej­miesz wspo­mi­na­nie przez nas środki ostroż­no­ści i, kie­ru­jąc się po­da­nymi wy­żej wskaź­ni­kami, wy­bie­rzesz od­po­wied­nią, wy­kwa­li­fi­ko­waną opiekę oraz oka­żesz swoją wiarę i pew­ność, mo­żesz być pe­wien, że twoje dziecko bę­dzie w do­brych rę­kach[14].

Je­śli po­mimo tego twoje dziecko wciąż ma kło­pot z roz­sta­niem, wy­chodź tak szybko, jak to moż­liwe, by nie mu­siało jed­no­cze­śnie ra­dzić so­bie z twoim po­czu­ciem winy i nie­po­ko­jem oraz z wła­snymi uczu­ciami. Po­stę­puj po­dob­nie, je­śli to ty bar­dziej prze­ży­wasz roz­sta­nie niż ono. Im kró­cej bę­dziesz w po­bliżu, tym le­piej. Z wła­snymi uczu­ciami radź so­bie na osob­no­ści. Ręka w górę ten, kto nie ro­nił łez w sa­mo­cho­dzie po pierw­szym roz­sta­niu! Jak tylko dziecko pod­ro­śnie, ucz je umie­jęt­no­ści, które po­mogą za­stą­pić mu hi­ste­rię i płacz in­nymi spo­so­bami wy­ra­ża­nia emo­cji i po­trzeb. Je­śli nie jest aler­gi­kiem, mo­żesz roz­py­lić nieco two­ich per­fum lub wody po go­le­niu na jego bluzce i po­wie­dzieć: "Mo­żesz przy­po­mnieć so­bie mój za­pach za każ­dym ra­zem, gdy ogar­nie cię tę­sk­nota, i pa­mię­taj, że przyjdę po cie­bie po obie­dzie" (lub po­daj inną kon­kretną porę od­bioru). Prze­cież i ty ko­rzy­stasz z ta­kich przy­po­mi­na­jek-po­cie­sza­czy - bo czym in­nym jest zdję­cie po­cie­chy na ekra­nie star­to­wym ko­mórki lub w prze­gródce port­fela?

Po­zy­tywna Dys­cy­plina w dzia­ła­niu

Linda, sa­mo­dzielna mama trójki ma­łych dzieci, zna­la­zła wspa­niałą nia­nię w swo­jej wspól­no­cie ko­ściel­nej. Dziew­czyna (stu­dentka) zgo­dziła się przy­cho­dzić do niej na czter­dzie­ści go­dzin ty­go­dniowo. Na jej ko­rzyść prze­ma­wiało rów­nież to, że Linda znała wcze­śniej dziew­czynę i jej ro­dzinę. Za­trud­nie­nie osoby przy­cho­dzą­cej do domu było po­su­nię­ciem mą­drym fi­nan­sowo i zde­cy­do­wa­nie wpły­nęło na ob­ni­że­nie po­ziomu stresu Lindy. Jak sama po­wie­działa: "Po­trze­bo­wa­łam ko­goś cu­dow­nego do opieki nad mo­imi ma­lu­chami i jed­no­cze­śnie osoby, która zdję­łaby ze mnie część obo­wiąz­ków do­mo­wych. Po dłu­gim dniu pracy w agen­cji zaj­mu­ją­cej się sprze­dażą po­wierzchni re­kla­mo­wej wra­ca­łam do czy­stego domu, zro­bio­nego pra­nia i obiadu na stole (ta­kie ocze­ki­wa­nia zo­stały przed­sta­wione niani przed pod­pi­sa­niem umowy).

Moje dzie­ciaki ją uwiel­biały, a dzięki temu, że była z nimi w domu, mo­gły też za­pra­szać swo­ich przy­ja­ciół. Nia­nia zaj­mo­wała się rów­nież in­nymi za­da­niami: ro­biła za­kupy spo­żyw­cze, od­bie­rała pra­nie z pralni i pa­mię­tała o za­ku­pie pre­zen­tów na uro­dziny przy­ja­ciół dzieci. Dzięki temu by­łam spo­kojna i z ra­do­ścią wra­ca­łam wie­czo­rem do domu, by spę­dzić czas z całą gro­madą. Nie po­tra­fię so­bie wy­obra­zić, jak bar­dzo by­ła­bym ze­stre­so­wana od­bie­ra­niem dzieci ze żłobka i przed­szkola i po­wro­tem do pu­stej lo­dówki. W moim przy­padku taki układ spraw­dzał się przez sie­dem lat. Dzieci nie mu­siały z ni­czego re­zy­gno­wać tylko dla­tego, że pra­co­wa­łam, a mnie uda­wało się uczest­ni­czyć we wszyst­kich waż­nych dla nich wy­da­rze­niach, bo nie zaj­mo­wa­łam się obo­wiąz­kami do­mo­wymi i nie za­ła­twia­łam więk­szo­ści ko­niecz­nych spra­wun­ków".

NA­RZĘ­DZIA PO­ZY­TYW­NEJ DYS­CY­PLINY

"Co­dzien­nie rano w żłobku dzieją się dan­tej­skie sceny. Moje dziecko za­nosi się pła­czem i cze­pia się mo­ich nóg. Serce mi się wtedy kroi i mam wielką ochotę rzu­cić pracę". Czy mie­wasz po­dobne my­śli? Na­wet je­śli nie mó­wisz o tym swo­jemu dziecku, ono pod­świa­do­mie to od­czuwa. A może masz po­dobne do­świad­cze­nia jak Ca­milla z po­czątku roz­działu - dziecko ad­ap­tuje się zna­ko­mi­cie, a ty mimo wszystko od­czu­wasz nie­po­kój na myśl o po­zo­sta­wie­niu go sa­mego w pla­cówce. Przyj­rzyjmy się kon­kret­nym na­rzę­dziom Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny, które mogą po­móc w ta­kich chwi­lach.

Po­ka­zuj, że wie­rzysz

Ra­dze­nie so­bie z roz­łąką z bli­skimi oso­bami jest jed­nym z norm­la­nych eta­pów roz­woju dziecka. Dzieci są w sta­nie prze­trwać (i cu­dow­nie się roz­wi­jać) bez ro­dzi­ców, pod wa­run­kiem że do­świad­czają mi­ło­ści i wspar­cia za­równo w domu jak i pod opieką osób trze­cich. Oczy­wi­ście nie­które przy­sto­so­wują się do no­wych wa­run­ków szyb­ciej, in­nym zaś za­biera to znacz­nie wię­cej czasu. Brak za­chęty do sa­mo­dziel­no­ści w tym ob­sza­rze nie wspiera roz­woju za­ufa­nia do sa­mego sie­bie i pro­wa­dzi do nad­mier­nej za­leż­no­ści od in­nych. Rzecz ja­sna nie­mow­lęta są za­leżne od in­nych osób, ale za­da­niem ro­dzi­ców i opie­ku­nów jest wzmac­nia­nie ich wiary we wła­sne siły oraz pew­no­ści, że po­tra­fią ra­dzić so­bie z roz­cza­ro­wa­niem i nie­po­ko­jem. Pa­mię­taj, zdrowy roz­wój dziecka jest moż­liwy i w domu, i poza nim, je­śli tylko w każ­dym z tych miejsc ota­cza się je mi­ło­ścią, ak­cep­ta­cją i wspar­ciem. Ta świa­do­mość po­maga w ra­dze­niu so­bie z lę­kiem se­pa­ra­cyj­nym dziecka.

Od­pusz­cza­nie

Od­pusz­cza­nie nie ozna­cza po­rzu­ce­nia dziecka, ale po­zwo­le­nie mu na ucze­nie się od­po­wie­dzial­no­ści oraz wspie­ra­nie go we wzmac­nia­niu wła­snego po­czu­cia spraw­czo­ści i za­rad­no­ści. Oczy­wi­ście trudno jest pa­trzeć na cier­pie­nie dziecka, na­wet je­śli wiesz, że to, czego się w ta­kiej chwili na­uczy, wzmocni go na przy­szłość. Czę­sto jest to znacz­nie trud­niej­sze dla ro­dzica niż dziecka. Pa­mię­taj, że od­pusz­cza­nie po­zwala dziecku bu­do­wać we­wnętrzną siłę po­przez ćwi­cze­nie umie­jęt­no­ści ra­dze­nia so­bie z wy­zwa­niami i roz­wią­zy­wa­nia pro­ble­mów.

Miej czas na przy­tu­la­nie

Bez względu na to, jak bar­dzo je­steś za­jęty, chyba znaj­dziesz czas na trwa­jące kilka se­kund przy­tu­le­nie. Mocny przy­tu­las pod­nosi na du­chu i zmie­nia na­sta­wie­nie za­równo do­ro­słych jak i dzieci. Cza­sem jest naj­sku­tecz­niej­szą me­todą na za­ha­mo­wa­nie nie­od­po­wied­niego za­cho­wa­nia. Za­chę­camy cię, byś prak­ty­ko­wał przy­tu­la­nie zwłasz­cza wtedy, kiedy sam czu­jesz się zmor­do­wany i wy­koń­czony, a twoje dziecko za­czyna ma­ru­dzić. Zo­bacz, jak za­działa przy­tu­la­nie. Pewna mama po­dzie­liła się z nami na­stę­pu­ją­cym do­świad­cze­niem: "Kie­dyś by­łam tak po­twor­nie ze­złosz­czona na mo­jego trzy­latka, że mia­łam ochotę go ude­rzyć. Za­miast tego po­chy­li­łam się i przy­tu­li­łam go. Przy­tu­le­nie za­dzia­łało jak cza­ro­dziej­ska różdżka - on prze­słał ję­czeć, a moja złość się ulot­niła. Po­tem zda­łam so­bie sprawę, że ma­ru­dził, bo od­czu­wał mój stres. Choć wtedy mia­łam wra­że­nie, że ro­bię to, aby po­móc syn­kowi, w rze­czy­wi­sto­ści sama tego po­trze­bo­wa­łam. No cóż, do przy­tu­lasa po­trzeba dwojga i każdy, kto się przy­tula, ko­rzy­sta".

Nie cze­kaj, aż się ze­zło­ścisz albo twoje dziecko bę­dzie się nie­od­po­wied­nio za­cho­wy­wać. Przy­tu­laj dzieci rano, za­raz po pracy, wie­czo­rem, a tuż przed pój­ściem spać za­re­zer­wuj tro­chę wię­cej czasu na po­rządne uści­ski. Przy­tu­la­jąc dzieci, szepcz im do ucha miłe i czułe słowa. Mów im o tym, jak bar­dzo je ko­chasz i ile dla cie­bie zna­czą.

Przy­tu­le­nie może mieć w so­bie rów­nież ele­ment za­sko­cze­nia. Pe­wien tata prze­rwał na­pad hi­ste­rii swo­jego czte­ro­let­niego synka, pro­sząc o przy­tu­lasa. Prośba taty wy­biła chłopca z emo­cji i po­mo­gła mu się wy­re­gu­lo­wać. Za­po­mniał, że wła­śnie się zło­ścił, za­miast tego sko­rzy­stał z oka­zji, by po­móc ta­cie w po­trze­bie (po cza­sie uspo­ko­je­nia mo­żesz wró­cić do roz­mowy o trud­nym mo­men­cie). To spra­wiło, że po­czuł się ważny i wy­jąt­kowy. Może spró­bu­jesz tego ze swoim dziec­kiem?

Pisz mi­ło­sne li­ściki do dzieci

Przy­go­to­wa­nie krót­kich li­ści­ków dla dziecka i umiesz­cze­nie ich w pu­dełku na dru­gie śnia­da­nie, na po­duszce lub na­wet na lu­strze w ła­zience nie za­biera dużo czasu. Pewna bar­dzo za­jęta pra­cu­jąca mama po­sta­no­wiła, że przez rok bę­dzie wkła­dać córce do śnia­da­niówki ta­kie wła­śnie mi­ło­sne li­ściki. Pi­sała je wcze­śniej w wol­nych chwi­lach mię­dzy spo­tka­niami lub pod­czas ocze­ki­wa­nia na sa­mo­lot. Li­ściki za­wie­rały za­bawne tek­sty lub ry­mo­wanki w stylu pa­mięt­ni­ków z pod­sta­wówki: "Na gó­rze róże, na dole fiołki, a my się ko­chamy jak dwa aniołki". Gdy wy­jeż­dżała, zo­sta­wiała plik li­ści­ków w rę­kach opie­kunki córki z prośbą, by umiesz­czała je co­dzien­nie w dru­gim śnia­da­niu dziew­czynki. Ma­mine tek­sty ro­biły w szkole fu­rorę. Ko­le­żanki co­dzien­nie wy­cze­ki­wały ko­lej­nego li­ściku, zaś dla jej córki był to na­ma­calny prze­kaz mi­ło­ści.

ĆWI­CZE­NIE

Raz jesz­cze zer­k­nij na li­stę "Na co zwró­cić uwagę" i za­sta­nów się nad swo­imi po­trze­bami i ocze­ki­wa­niami. Sprawdź, czy obecna forma opieki od­po­wiada ci, czy może jed­nak wy­maga zmiany. Aby uła­twić so­bie pod­ję­cie de­cy­zji, za­pisz wszyst­kie ważne dla cie­bie kry­te­ria, które po­winna speł­niać ide­alna pla­cówka: Jak wy­gląda to miej­sce? Ja­kie uczu­cia to­wa­rzy­szą to­bie i dziecku, kiedy tam wcho­dzi­cie? Co chciał­byś, żeby się tam działo - czas na świe­żym po­wie­trzu, wy­cieczki, przed­sta­wie­nia itp.? Roz­po­czy­na­jąc po­szu­ki­wa­nia i od­by­wa­jąc roz­mowy z opie­ku­nami, kie­ruj się tą wła­śnie wi­zją. Pa­mię­taj, bez względu na to, czy wy­bie­rzesz pry­watną nia­nię, opie­kunkę świad­czącą usługi we wła­snym domu lub miesz­ka­niu czy też pla­cówkę opie­kuń­czo-wy­cho­waw­czą, za­wsze warto mieć plan B na wy­pa­dek cho­roby, w okre­sie świąt lub wa­ka­cji.

ROZ­DZIAŁ 9

IDE­ALNY RO­DZIC I IDE­ALNE DZIECKO NIE IST­NIEJĄ

Pięt­na­sto­let­nia Ste­pha­nie wró­ciła do domu po dłu­gim dniu w szkole oraz do­dat­ko­wym tre­ningu spor­to­wym. Kiedy tylko prze­kro­czyła próg domu i odło­żyła ple­cak, mama za­sy­pała ją py­ta­niami: "Jak ci mi­nął dzień? Jak było na tre­ningu? Czy masz coś za­dane?".

Ste­pha­nie wark­nęła: "Wszystko w po­rządku! Daj mi spo­kój" i z trza­skiem drzwi znik­nęła w swoim po­koju, gdzie wy­czer­pana rzu­ciła się na łóżko.

Mama nie wy­trzy­mała i sko­men­to­wała: "Nie mów do mnie w ten spo­sób, młoda damo! Za­da­łam ci pro­ste py­ta­nie".

Brzmi zna­jomo?

MA­RZE­NIA O IDE­AL­NYM DZIECKU

Wielu ro­dzi­ców ma­rzy o "ide­al­nym dziecku". Być może tym, któ­rzy pra­cują na pe­łen etat, wy­daje się na­wet, że po­winni po­dej­mo­wać wię­cej sta­rań, by osią­gnąć ideał, bo prze­cież nie ma ich w domu przez cały dzień. Chcemy wam po­wie­dzieć, że to tylko mit. Na jed­nym z na­szych warsz­ta­tów dla ro­dzi­ców spy­ta­ły­śmy uczest­ni­ków, co my­ślą o per­fek­cji. Jedna z mam po­wie­działa: "Ocze­kuję od dziecka per­fek­cji, choć mi sa­mej do niej da­leko". Ude­rza­jące, prawda?

Więk­szość ro­dzi­ców wie, iż nie­mą­drze jest po­rów­ny­wać dzieci. Jed­nak nie­któ­rzy wciąż ule­gają tej po­ku­sie. Cią­gle za­dają py­ta­nia w stylu: "Dla­czego nie mo­żesz być bar­dziej po­dobna do swo­jej sio­stry?" albo mó­wią: "Przy­naj­mniej ty nie wpa­dasz w kło­poty". Kiedy ro­dzice wy­gła­szają tego ro­dzaju kwe­stie, ro­bią to, aby zmo­ty­wo­wać dziecko do przy­ję­cia stan­dar­dów in­nej osoby, sta­wia­nej za przy­kład. Do­ro­śli osią­gają jed­nak sku­tek od­wrotny do za­mie­rzo­nego. By­cie po­rów­ny­wa­nym jest nie­zwy­kle znie­chę­ca­jące (chcemy być ważni tacy, jacy je­ste­śmy) i czę­sto wy­wo­łuje nie­od­po­wied­nie za­cho­wa­nie.

Na­to­miast dziecko chwa­lone może bu­do­wać prze­ko­na­nie, że jest ważne tylko wtedy, kiedy za­cho­wuje się zgod­nie z ocze­ki­wa­niami i jest "grzeczne". W re­zul­ta­cie może nie czuć się wy­star­cza­jąco bez­piecz­nie, by te­sto­wać gra­nice i od­kry­wać, kim jest w ode­rwa­niu od ro­dzi­ców (pro­ces in­dy­wi­du­acji). Może nie po­dej­mo­wać ry­zyka z po­wodu stra­chu przed po­peł­nie­niem błędu i kry­tyką. W tym sa­mym cza­sie "nie­grzeczne dziecko" bę­dzie wy­bie­rało ta­kie za­cho­wa­nia, które albo po­mogą mu po­zbyć się przy­kle­jo­nej mu łatki, albo wręcz od­wrot­nie - jesz­cze bar­dziej wzmoc­nią to, jak do­tych­czas jest po­strze­gane. To bę­dzie za­le­żeć od pry­wat­nej lo­giki dziecka.

W No­wej psy­cho­lo­gii suk­cesu Ca­rol Dweck wy­ja­śnia, że dzieci, któ­rym przy­kle­jono łatkę "grzeczne dziecko", czę­sto roz­wi­jają sztywne na­sta­wie­nie. W re­zul­ta­cie mają trud­no­ści w ra­dze­niu so­bie ze współ­za­wod­nic­twem oraz za­ła­mują się, kiedy po­peł­nią pierw­szy po­ważny błąd. Ry­wa­li­za­cja na stu­diach lub w pracy jest dla nich wy­zwa­niem, bo uświa­da­mia im, że nie są je­dyną "wy­jąt­kową" osobą na świe­cie. Dzieci przy­pi­sane do ka­te­go­rii "nie­grzeczne dziecko" rów­nież na­ra­żone są na ry­zyko roz­wi­nię­cia w so­bie tego sa­mego na­sta­wie­nia. Uwa­żają, że do ni­czego się nie na­dają, a świat jest złym miej­scem, po co więc mają wkła­dać ja­ki­kol­wiek wy­si­łek?

Dla od­miany "zdolne dziecko" to dziecko, które roz­wija umie­jęt­no­ści ży­ciowe po­trzebne do bu­do­wa­nia od­por­no­ści psy­chicz­nej oraz po­trafi my­śleć moż­li­wo­ściami i po­szu­kuje roz­wią­zań w chwi­lach trud­no­ści. Dweck na­zywa to na­sta­wie­nie roz­wo­jo­wym. Czę­sto za­sta­na­wiamy się, jak mo­żemy po­ma­gać dzie­ciom w roz­wi­ja­niu tego po­dej­ścia, a za­pra­co­wani ro­dzice, któ­rzy mar­twią się, iż nie mają wy­star­cza­jąco dużo czasu dla swo­ich dzieci, po­trze­bują stra­te­gii, które są spójne i dzia­łają dłu­go­fa­lowo. Wy­ko­rzy­stu­jąc Po­zy­tywną Dys­cy­plinę, wzmac­niamy je, bo po­ka­zu­jemy, że błędy są oka­zją do wzro­stu. Po­świę­camy czas na ucze­nie ta­kich umie­jęt­no­ści, które da­dzą spójne re­zul­taty i za­chęcą dzieci do kon­cen­tro­wa­nia się na roz­wią­za­nych. Czy to ozna­cza, że już ni­gdy nie za­cho­wają się w spo­sób nie­od­po­wiedni? Nie­stety nie! Spraw­dza­nie jak da­leko można po­su­nąć się w wy­ko­rzy­sta­niu oso­bi­stej wła­dzy i mocy jest na­tu­ralną czę­ścią pro­cesu in­dy­wi­du­acji. Jed­nak dzięki ko­rzy­sta­niu z na­rzę­dzi Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny za każ­dym ra­zem, kiedy twoje dziecko te­stuje gra­nice, po­ma­gasz mu przy­swa­jać spo­łecz­nie ak­cep­to­walne za­cho­wa­nia wzmac­nia­jące jego po­czu­cie spraw­czo­ści, zdol­no­ści, przy­na­le­żo­ści oraz zna­cze­nia.

Nie wszyst­kie tech­niki Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny spraw­dzą się w przy­padku każ­dego dziecka i w każ­dej sy­tu­acji. Dla­tego wła­śnie warto mieć na po­do­rę­dziu wiele róż­nych na­rzę­dzi, które wspie­rają kształ­to­wa­nie roz­wi­ja­ją­cej się oso­bo­wo­ści dziecka. A te­raz za­pra­szamy do przyj­rze­nia się kilku waż­nym na­uko­wym od­kry­ciom z ob­szaru roz­woju dzieci.

ZRO­ZU­MIEĆ KIEŁ­KU­JĄCĄ OSO­BO­WOŚĆ DZIECKA

Wszy­scy ro­dzice ma­jący wię­cej niż jedno dziecko do­brze wie­dzą, że każde ro­dzi się z wy­jąt­kową oso­bo­wo­ścią. Świa­do­mość tego, jak każde z nich po­strzega i od­czuwa świat i w jaki spo­sób roz­wi­jają się ich mó­zgi oraz umie­jęt­no­ści na da­nym eta­pie ży­cia, jest nie­zbęd­nym ele­men­tem sku­tecz­nego ro­dzi­ciel­stwa. Wie­dza jest rów­nież ko­niecz­nym skład­ni­kiem ży­cia za­wo­do­wego. Aby sku­tecz­nie dzia­łać na ja­kim­kol­wiek polu, warto po­znać per­spek­tywy osób, z któ­rymi się pra­cuje, oraz ro­zu­mieć, jak po­strze­gają świat. Roz­wój oso­bo­wo­ści jest nie­zwy­kle zło­żo­nym te­ma­tem, na szczę­ście w kilku ob­sza­rach od­kry­cia na­ukow­ców się po­kry­wają i tam wła­śnie po­szu­kamy wska­zó­wek przy­dat­nych dla nas, ro­dzi­ców.

Na­tura czy wy­cho­wa­nie

Dzieci są wy­pad­kową ge­nów odzie­dzi­czo­nych po ro­dzi­cach i przod­kach (na­tura) oraz ota­cza­ją­cego je śro­do­wi­ska (wy­cho­wa­nie). Ba­da­nia wska­zują, że geny oraz wro­dzony tem­pe­ra­ment mają silny wpływ na roz­wój oso­bo­wo­ści dziecka[1]. Jed­nak rów­nie istotne są prze­ko­na­nia (pry­watna lo­gika), które po­zo­stają pod wpły­wem ota­cza­ją­cego je śro­do­wi­ska[2]. Po­nie­waż dzie­cięca oso­bo­wość wciąż się roz­wija (re­aguje na wy­cho­wa­nie), do­brym punk­tem startu do na­szych roz­wa­żań wy­daje się dzie­cięcy tem­pe­ra­ment (na­tura). Jak można go za­ob­ser­wo­wać? Na przy­kład dzieci w tej sa­mej ro­dzi­nie mogą mieć zu­peł­nie różny spo­sób re­ago­wa­nia na gra­nice. Jedno dziecko może zde­cy­do­wać: "Lu­bię bez­pie­czeń­stwo zna­nych gra­nic", inne zaś: "Gra­nice mnie du­szą". Kiedy się zro­zu­mie i za­ak­cep­tuje te róż­nice, można swo­bod­nie ad­ap­to­wać różne na­rzę­dzia ro­dzi­ciel­skie i wy­bie­rać je, ma­jąc na uwa­dze tem­pe­ra­ment dziecka.

W ba­da­niu do­ty­czą­cym tem­pe­ra­men­tów dr Stella Chase i dr Ale­xan­der Tho­mas od­kryli ist­nie­nie dwóch pod­sta­wo­wych tem­pe­ra­men­tów - ak­tyw­nego i pa­syw­nego, które po­zo­stają z nami na całe ży­cie. In­nymi słowy, pa­sywne nie­mow­lęta stają się pa­syw­nymi do­ro­słymi, a ak­tywne nie­mow­lęta ak­tyw­nymi jako do­ro­śli. Nie­mniej jed­nak śro­do­wi­sko rów­nież wpływa na kształ­to­wa­nie się do­ro­słej oso­bo­wo­ści[3]. Je­śli masz pa­sywny tem­pe­ra­ment, czyli stałą ce­chę oso­bo­wo­ści, wciąż mo­żesz na­uczyć się bar­dziej ak­tyw­nych spo­so­bów za­cho­wa­nia. Za­tem ro­dzice mogą po­ma­gać dzie­ciom roz­wi­jać za­cho­wa­nia, które wpły­wają na kształ­to­wa­nie się bar­dziej zrów­no­wa­żo­nej oso­bo­wo­ści.

Po­nie­waż za­równo na­tura, jak i wy­cho­wa­nie od­gry­wają istotną rolę w po­ja­wia­niu się umie­jęt­no­ści ży­cio­wych i spo­łecz­nych oraz cech cha­rak­teru, któ­rych dziecko bę­dzie po­trze­bo­wać, by wieść szczę­śliwe i pełne zna­cze­nia ży­cie, do­brze, by ro­dzice po­zna­wali swoje dzieci, ak­cep­to­wali je ta­kimi, ja­kimi są, i od­po­wied­nio do­bie­rali me­tody wy­cho­waw­cze. Oczy­wi­ście ro­dzi­ciel­stwo nie jest je­dy­nym czyn­ni­kiem śro­do­wi­sko­wym wpły­wa­ją­cym na roz­wój dziecka. Po­sia­da­nie ro­dzeń­stwa rów­nież zna­cząco od­bija się na oso­bo­wo­ści dziecka. Za­tem po­chylmy się przez chwilę nad tym te­ma­tem.

Ko­lej­ność uro­dze­nia oraz inne "przy­pi­sane" role

Jaki wpływ na oso­bo­wość dziecka mają ko­lej­ność, w ja­kiej przy­cho­dzą na świat w ro­dzi­nie, oraz ró­wie­śnicy? Na ten te­mat nie ma jed­no­myśl­no­ści wśród ba­da­czy. A mimo to spora część z nas sil­nie iden­ty­fi­kuje się z róż­nymi "ro­lami", które wy­dają się nam przy­pi­sane w za­leż­no­ści od tego, kiedy po­ja­wi­li­śmy się na świe­cie. Czy je­steś "od­po­wie­dzial­nym" naj­star­szym, czy "za­po­mnia­nym" środ­ko­wym albo "skon­cen­tro­wa­nym na so­bie" naj­młod­szym dziec­kiem w ro­dzi­nie? A może "ko­cha­ją­cym swoją od­mien­ność" je­dy­na­kiem? Mo­żesz być dru­gim dziec­kiem, które prze­jęło rolę "od­po­wie­dzial­nego" dziecka, po­nie­waż naj­star­sze za­prze­stało nie­ustan­nego sta­ra­nia. Na pod­sta­wie tych ról dzieci two­rzą na swój te­mat (cza­sem błędne) wy­obra­że­nia, które na­stęp­nie stają się in­te­gralną czę­ścią sys­temu prze­ko­nań wpły­wa­ją­cego na kształt oso­bo­wo­ści. Zro­zu­mie­nie tej dy­na­miki po­zwala le­piej wejść w świat dziecka i po­znać jego pry­watną lo­gikę.

Od mo­mentu swo­ich na­ro­dzin dzieci nie­ustan­nie po­dej­mują de­cy­zje i for­mu­łują prze­ko­na­nia na te­mat sie­bie, in­nych oraz świata zgodne z in­ter­pre­ta­cjami wła­snych do­świad­czeń. Za­cho­wa­nie jest za­tem wy­pad­kową tych de­cy­zji oraz tego, co ich zda­niem mu­szą ro­bić, by w ży­ciu pro­spe­ro­wać i od­no­sić suk­cesy albo tylko prze­żyć. Dzieci czę­sto po­rów­nują się z ro­dzeń­stwem, by okre­ślić, gdzie jest ich miej­sce w ro­dzi­nie i w jaki spo­sób do niej przy­na­leżą - to zu­peł­nie na­tu­ralny pro­ces so­cja­li­za­cji. Je­śli sio­stra lub brat do­brze so­bie ra­dzi w jed­nym ob­sza­rze, to ro­dzeń­stwo może czuć, że aby "prze­trwać", musi roz­wi­nąć kom­pe­ten­cje w zu­peł­nie in­nym ob­sza­rze albo ry­wa­li­zo­wać i po­sta­rać się "zde­tro­ni­zo­wać" in­nych, albo po­ka­zać swoją wy­jąt­ko­wość po­przez bunt lub ze­mstę, albo pod­dać się pod wpły­wem my­śli, że ry­wa­li­za­cja jest zbyt trudna.

By­cie ro­dziną można po­rów­nać do gry. W tej grze każda po­zy­cja uro­dze­niowa to inna rola o spe­cy­ficz­nych oraz od­ręb­nych ce­chach cha­rak­te­ry­stycz­nych. Na przy­kład jedno z dzieci może mieć na­stę­pu­jącą re­flek­sję: "Po­nie­waż moja star­sza sio­stra jest "tą od­po­wie­dzialną", ja we­zmę rolę "tego, który dra­ma­ty­zuje" (albo się bun­tuje, do­brze się uczy, osiąga suk­cesy spor­towe albo to­wa­rzy­skie itp.)".

Ro­dzice po­winni za wszelką cenę uni­kać kla­sy­fi­ko­wa­nia dzieci, aby nie do­kła­dać im do­dat­ko­wych ety­kie­tek po­nad te, które same mo­gły so­bie przy­pi­sać w związku z ko­lej­no­ścią uro­dzin oraz ta­len­tami ro­dzeń­stwa. Klu­czem do suk­cesu jest ak­cep­ta­cja i do­ce­nia­nie każ­dego członka ro­dziny oraz świę­to­wa­nie róż­nic cha­rak­te­ry­stycz­nych dla róż­nych tem­pe­ra­men­tów. Im le­piej znasz swoje dzieci, tym ła­twiej bę­dzie ci za­trosz­czyć się o każde z nich w wy­jąt­kowy spo­sób. Le­piej też po­ra­dzisz so­bie z ich błęd­nymi prze­ko­na­niami, które mogą mieć na swój te­mat w związku z ko­lej­no­ścią, w ja­kiej przy­szły na świat, lub z in­nymi (błęd­nie) przy­ję­tymi przez nie lub przy­pi­sa­nymi im ro­lami.

JAK BYĆ DO­BRYM RO­DZI­CEM DLA DZIECI W KAŻ­DYM WIEKU

Czę­sto py­tamy ro­dzi­ców, czy apli­ko­wa­liby na wy­ma­rzone sta­no­wi­sko, gdyby nie mieli ani przy­go­to­wa­nia, ani do­świad­cze­nia. Zwy­kle od­po­wiedź oczy­wi­ście brzmi "nie". Wszy­scy nie­mal zga­dzają się co to tego, że wie­dza oraz prak­tyka są po­trzebne bez względu na po­sta­wiony cel - czy to bę­dzie praca mu­ra­rza, czy neu­ro­chi­rurga. Na­stęp­nie py­tamy: "Jaki jest naj­waż­niej­szy za­wód na świe­cie?". Wszy­scy są tego sa­mego zda­nia: by­cie ro­dzi­cem. Za­wsze go­rąco za­chę­camy każ­dego ro­dzica, by wziął udział w kur­sie do­ty­czą­cym roz­woju dziecka lub prze­czy­tał na ten te­mat książkę. Ja­ki­kol­wiek mo­del wy­cho­waw­czy sto­su­jemy, do­brze jest po­zy­skać pod­sta­wowe in­for­ma­cje na te­mat dzie­cię­cego roz­woju, po­nie­waż wiele błę­dów ro­dzi­ciel­skich wy­nika z nie­zro­zu­mie­nia za­cho­wa­nia ty­po­wego dla da­nego wieku. Po­ni­żej za­pre­zen­tu­jemy na­rzę­dzia ro­dzi­ciel­skie szcze­gól­nie po­mocne w dwóch okre­sach roz­woju czło­wieka, sta­no­wią­cych naj­więk­sze wy­zwa­nie dla ro­dzi­ców - na eta­pie wcze­snego dzie­ciń­stwa i na­sto­let­nio­ści.

WCZE­SNE DZIE­CIŃ­STWO

Pe­wien tata uznał, że za­bra­nie dwu­ipół­latka na mecz ba­se­ballu to świetny po­mysł. Praw­do­po­dob­nie ani przez chwilę nie za­sta­na­wiał się nad tym, czy ta­kie małe dziecko bę­dzie za­in­te­re­so­wane oglą­da­niem ba­se­ballu w ja­kim­kol­wiek wy­mia­rze czasu. Za­czął się iry­to­wać, gdy oka­zało się, że je­dyną rze­czą, która in­te­re­suje jego synka, są roz­no­szone przez sprze­daw­ców sło­dy­cze i prze­ką­ski. Po kilku mi­nu­tach wy­słu­chi­wa­nia ję­ków synka oraz kie­ro­wa­nia do niego ko­mu­ni­ka­tów: "Uspo­kój się" i "Bądź ci­cho", które oczy­wi­ście nie przy­nio­sły żad­nego re­zul­tatu, tata wy­buch­nął. Chwy­cił chłopca mocno za rękę i szyb­kim kro­kiem zszedł po sze­ro­kich, be­to­no­wych scho­dach. Ma­luch, prze­ra­żony gwał­towną re­ak­cją, nie­mal le­ciał cią­gnięty ze zło­ścią przez ojca.

Chło­piec nic z tego nie ro­zu­miał. Jego "prze­wi­nie­nie" po­le­gało na tym, że bar­dziej in­te­re­so­wały go na­poje z bą­bel­kami i po­pcorn niż ba­se­ball, czyli za­cho­wy­wał się w spo­sób zu­peł­nie ty­powy (choć być może dla ojca iry­tu­jący) dla dziecka w jego wieku. Tata na pewno da­rzył chłopca mi­ło­ścią, jed­nak nie po­tra­fił zro­zu­mieć jego ogra­ni­czeń, usi­ło­wał kon­tro­lo­wać za­cho­wa­nie synka, a na­stęp­nie wpadł w szał i prze­raź­li­wie prze­stra­szył swoje dziecko. Mi­nie sporo czasu, za­nim ten smyk bę­dzie miał ochotę na po­nowne spor­towe wyj­ście z tatą.

Nie­rzadko do­ro­śli ocze­kują od ma­łych dzieci zro­zu­mie­nia rze­czy­wi­sto­ści w taki spo­sób, do ja­kiego ich mó­zgi nie są jesz­cze zdolne - to czę­sto pro­wa­dzi do wy­ko­rzy­sty­wa­nia nie­sku­tecz­nych stra­te­gii ro­dzi­ciel­skich. Małe dzieci po­strze­gają, in­ter­pre­tują oraz ro­zu­mieją wy­da­rze­nia zu­peł­nie ina­czej niż do­ro­śli. Je­śli to zro­zu­miemy, na­sze ocze­ki­wa­nia wo­bec nich się zmie­nią.

Nie­sku­teczne stra­te­gie wy­cho­waw­cze w okre­sie wcze­sno­dzie­cię­cym

Ka­za­nia

Ist­nieje wiele ba­dań na­uko­wych do­ty­czą­cych tego, dla­czego dzieci po­ni­żej trze­ciego roku ży­cia ro­zu­mieją słowo "nie" zu­peł­nie ina­czej, niż uwa­żają do­ro­śli. "Nie" jest abs­trak­cyjną kon­cep­cją sto­jącą w bez­po­śred­niej sprzecz­no­ści z po­trzebą ma­łego dziecka, jaką jest eks­plo­ro­wa­nie świata, au­to­no­mia oraz ini­cja­tywa. Wcze­sno­dzie­cięca wer­sja wie­dzy na te­mat rze­czy­wi­sto­ści nie ma wbu­do­wa­nej funk­cji sa­mo­kon­troli, która po­wstrzy­ma­łaby wszę­do­byl­skie pa­luszki. Małe dzieci nie po­tra­fią my­śleć (i ana­li­zo­wać sy­tu­acji) w ka­te­go­riach przy­czyny i skutku. Funk­cje po­znaw­cze wy­so­kiego rzędu, ta­kie jak ro­zu­mie­nie kon­se­kwen­cji czy mo­ral­ność oparta o ro­zu­mo­wa­nie, w pełni roz­wi­jają się w oko­li­cach dzie­sią­tego, dwu­na­stego roku ży­cia. Pra­wie­nie dzie­ciom ka­zań na te­mat tego, co mogą, a czego nie mogą ro­bić, jest bez­ce­lowe. Twoje dziecko może wie­dzieć, że nie chcesz, by coś zro­biło. Może na­wet mieć świa­do­mość, że ta­kie za­cho­wa­nie spo­tka się z twoim nie­za­do­wo­le­niem lub zło­ścią. Jed­nak nie po­trafi zro­zu­mieć ko­mu­ni­katu w taki spo­sób, jak my­ślisz, że ono jest w sta­nie. Dla dziecka słowo "nie" może być za­bawą albo spo­so­bem uzy­ska­nia ne­ga­tyw­nej uwagi (zob. wię­cej w rozdz. 8 o błęd­nych stra­te­giach). Z ja­kiego in­nego po­wodu pa­trzy­łoby na cie­bie, a po­tem ro­biło to, czego mu za­bro­ni­łeś i jesz­cze na do­da­tek się uśmie­chało?

Klapsy

Po­trzebę da­wa­nia klap­sów ma­łemu dziecku czę­sto uza­sad­nia się ich sku­tecz­no­ścią w za­po­bie­ga­niu nie­po­żą­da­nym za­cho­wa­niom, np. ta­kim jak wy­bie­ga­nie na ulicę. We­dług ro­dzi­ców jest to sy­tu­acja, która wy­maga cał­ko­wi­tego pod­po­rząd­ko­wa­nia się dziecka. Dzięki klap­sowi zdo­by­wają jego na­tych­mia­stową i nie­po­dzielną uwagę i są w sta­nie uchro­nić dziecko przed ka­lec­twem lub śmier­cią. Ale ma­lu­cha, który nie ro­zu­mie nie­bez­pie­czeń­stwa zwią­za­nego z ja­dą­cym sa­mo­cho­dem, praw­do­po­dob­nie bar­dziej prze­raża ze­złosz­czony, krzy­czący i bi­jący ro­dzic niż ja­ka­kol­wiek ru­chliwa ulica. Być może w efek­cie bę­dzie bar­dziej wy­strze­gał się ro­dzica niż ulicy! Na­wet je­śli ro­dzice uwa­żają, że kara jest sku­tecz­nym spo­so­bem na na­ucze­nie dwu­latka, by nie wy­bie­gał na jezd­nię, to czy można po­zwo­lić dziecku się ba­wić obok niej bez nad­zoru? Oczy­wi­ście, że nie. Ro­dzice nie mogą ocze­ki­wać od dziecka w tym wieku doj­rza­ło­ści i od­po­wie­dzial­no­ści i ża­den, na­wet naj­gor­szy klaps tego nie zmieni.

Wy­mu­sza­nie prze­pro­sin

Po­dob­nie rzecz się ma ze zmu­sza­niem dziecka do prze­pra­sza­nia. Bev Bos pod­czas wy­kładu dla Ca­li­for­nia As­so­cia­tion of Young Chil­dren (Ka­li­for­nij­skie Sto­wa­rzy­sze­nie ds. Młod­szych Dzieci) cel­nie to pod­su­mo­wała: "Na­kła­nia­nie dwu­latka do po­wie­dze­nia prze­pra­szam jest rów­nie nie­do­rzeczne, co na­kła­nia­nie ma­łego Ja­poń­czyka do po­wie­dze­nia je­stem Wło­chem. Oczy­wi­ście mogą to po­wie­dzieć, ale nie jest to ani praw­dziwe, ani sen­sowne". Małe dzieci nie są jesz­cze roz­wo­jowo go­towe, by po­jąć, czym jest em­pa­tia i żal, do­póki same go nie po­czują.

Za­kazy i na­kazy

W kwe­stiach bez­pie­czeń­stwa ro­dzice za­wsze mają naj­lep­sze in­ten­cje. Jed­nak nie­któ­rzy twier­dzą, iż sto­so­wa­nie za­ka­zów może od­uczyć dzieci do­ty­ka­nia kon­kret­nych urzą­dzeń czy też rze­czy (np. gniaz­dek elek­trycz­nych). Jest to błędne po­dej­ście, które wzbu­dza w nas smu­tek. Do­ty­ka­nie, od­kry­wa­nie i eks­pe­ry­men­to­wa­nie są czę­ścią na­tu­ral­nego pro­gramu roz­wo­jo­wego dzieci do trze­ciego roku ży­cia. Na myśl o tym, że dzieci są ka­rane (krzy­kiem, bi­ciem po rę­kach, klap­sem) za to, że ro­bią rze­czy, które są przez na­turę wpi­sane w ich roz­wój, jest nie­zwy­kle przy­gnę­bia­jące. Z punktu wi­dze­nia neu­ro­bio­lo­gii brak moż­li­wo­ści od­kry­wa­nia, do­ty­ka­nia i eks­pe­ry­men­to­wa­nia we wcze­snym dzie­ciń­stwie spo­wal­nia i utrud­nia roz­wój mó­zgu.

Na­wet je­śli ma­luch na­uczy się po­wta­rzać zda­nie: "Nie do­ty­kaj", można śmiało stwier­dzić, że przy­swoił je tylko na po­zio­mie be­ha­wio­ral­nej tre­sury, bez głęb­szego ro­zu­mie­nia sy­tu­acji. Kiedy tata kładł nogi na sto­liku ka­wo­wym, dwu­let­nia Sage uwiel­biała mó­wić: "nie" i spy­chać jego nogi ze sto­lika. Działo się to przy wtó­rze śmie­chu wszyst­kich zgro­ma­dzo­nych. Uwa­żali, że to, co ro­biła, było słod­kie. Nieco póź­niej, gdy we­szła w fazę eks­plo­ro­wa­nia rze­czy­wi­sto­ści i chciała wspi­nać się na sto­lik, do­mow­nicy ode­brali to jako bunt i nie­ustan­nie ją na­po­mi­nali. A ona, spy­cha­jąc nogi taty ze sto­lika, po pro­stu na­uczyła się stra­te­gii zdo­by­wa­nia ak­cep­ta­cji (jak do­brze wy­tre­no­wany psiak). Nogi taty i wdra­py­wa­nie się na sto­lik z jej punktu wi­dze­nia były do­brym spo­so­bem na za­bawę z ro­dzi­cami. Ro­zu­mie­nie, że wcho­dze­nie na sto­lik jest nie­bez­pieczne, było dla niej cał­ko­witą abs­trak­cją.

Ważne, by zro­zu­mieć, że po­le­ce­nie "Nie rób" wy­maga od na­szego mó­zgu - ob­ra­zowo mó­wiąc - wię­cej niż jed­nej ope­ra­cji. Kiedy więc mó­wisz dziecku: "Nie bij brata", mózg musi naj­pierw prze­two­rzyć in­for­ma­cję, która ozna­cza za­kaz (i wy­obra­zić so­bie bi­cie brata), a po­tem wy­ko­nać drugi krok i po­my­śleć, co może ro­bić za­miast tego. Nie tylko jest to trud­niej­sze, ale wpro­wa­dza wię­cej za­mie­sza­nia, bo ist­nieje mnó­stwo za­mien­ni­ków dla czyn­no­ści bi­cia (gry­zie­nie, ko­pa­nie, szczy­pa­nie itp.). A prze­cież to­bie za­leży, aby dziecko umiało trzy­mać ręce przy so­bie i nie ra­niło brata. A naj­le­piej, by umiało wy­ra­żać swoją złość sło­wami.

Naj­sku­tecz­niej­sza jest za­miana tego, co ne­ga­tywne, na po­zy­tywne. Za­miast "nie bij" po­wiedz "uży­waj słów" lub "odejdź". Da­wa­nie ja­snych i przej­rzy­stych in­struk­cji jest nie­zwy­kle po­mocne na tym eta­pie roz­woju, a two­rze­nie bez­piecz­nej prze­strzeni po­przez do­sto­so­wa­nie wa­run­ków pa­nu­ją­cych w domu do wieku dziecka jest ko­niecz­no­ścią.

Sku­teczne stra­te­gie ro­dzi­ciel­skie w przy­padku ma­łych dzieci

Po­święć czas na ucze­nie i prak­tykę

W przy­padku ma­łych dzieci nie­zwy­kle ważne jest po­świe­ce­nie czasu na ucze­nie i prak­tykę, aż w końcu przy­swoją to, co sta­ra­li­śmy się ich na­uczyć. Na chod­niku weź ma­lu­cha za rękę, a kiedy bę­dzie­cie prze­cho­dzić przez jezd­nię, po­proś, by spoj­rzał w każdą stronę i po­wie­dział ci, czy je­dzie sa­mo­chód. Spy­taj, co może się zda­rzyć, je­śli sa­mo­chód nad­je­dzie, kiedy bę­dzie­cie na ulicy. (To za­dzi­wia­jące, jak wielu ro­dzi­ców uważa, że dzieci są w sta­nie zro­zu­mieć zna­cze­nie klapsa, na­wet je­śli nie są w sta­nie po­jąć, jaki może być re­zul­tat zde­rze­nia się z po­ru­sza­ją­cym się sa­mo­cho­dem!). Po­wta­rzaj ten pro­ces aż do znu­dze­nia, bo prze­cież nie po­zwo­lisz dziecku przejść przez ulicę, do­póki nie bę­dzie wy­star­cza­jąco doj­rzałe i ro­zumne - i na ja­kimś po­zio­mie to wiesz. Nie­moż­ność przy­swo­je­nia przez dziecko wszyst­kiego, czego je uczysz, nie jest po­wo­dem do za­prze­sta­nia pro­cesu tre­ningu. Na­ucza­nie i prak­tyka trwają do chwili, kiedy dziecko roz­wo­jowo po­trafi przy­jąć to, co chcesz mu prze­ka­zać.

Nad­zór, roz­pro­sze­nie oraz prze­kie­ro­wa­nie uwagi

Kiedy już wiesz, że doj­rza­łość i zro­zu­mie­nie rze­czy­wi­sto­ści, o które wcze­śniej po­dej­rze­wa­łeś małe dzieci, nie są im do­stępne, być może ła­twiej się po­go­dzisz z tym, że twoim obo­wiąz­kiem jest za­pew­nić im czułą opiekę i uważny nad­zór. Kiedy ro­dzi­com przed­stawi się kon­cep­cję nad­zoru oraz od­wra­ca­nia i prze­kie­ro­wy­wa­nia uwagi, naj­bar­dziej­za­ska­kuje ich to, że uży­cie tych na­rzę­dzi ro­dzi­ciel­skich nie zaj­muje wcale wię­cej czasu niż wy­mie­rze­nie kary. Więk­szość ro­dzi­ców uświa­da­mia so­bie, że dają dzie­ciom klapsy lub wy­sy­łają je do kąta w kółko za to samo. Choć to, co ro­bią, nie działa, nie zmie­niają me­tody, bo­jąc się, że spad­nie na nich odium by­cia nie­do­brym ro­dzi­cem, który "po­zwala so­bie wejść na głowę".Miejmy na­dzieję, że te­raz już wiesz - dzieci wcale nie za­cho­wują się źle, choć oczy­wi­ście wcho­dze­nie na stół czy wy­bie­ga­nie na ulicę nie jest ani po­żą­dane, ani bez­pieczne. Za­tem oczy­wi­ście prze­ry­wasz ta­kie za­cho­wa­nie, sto­su­jąc życz­liwy i sta­now­czy nad­zór oraz od­wró­ce­nie i prze­kie­ro­wa­nie uwagi, jak rów­nież nie ocze­ku­jesz od dziecka, że na­uczy się samo prze­ry­wać to za­cho­wa­nie w wy­niku two­ich kar. Za­miast więc mó­wić: "Nie do­ty­kaj", przy­glą­daj się temu, co robi dziecko (nad­zór), i in­ter­we­niuj wtedy, kiedy do­tyka cze­goś nie­do­zwo­lo­nego. Życz­li­wie i sta­now­czo po­każ mu, czego może do­ty­kać, przy­go­to­wu­jąc się na po­wta­rza­nie tej czyn­no­ści wiele razy. Świa­do­mość eta­pów w roz­woju ma­łego dziecka uła­twia by­cie cier­pli­wym i wy­trwa­łym w nie­ustan­nym po­wta­rza­niu tego sa­mego. Za­równo z twoim dziec­kiem, jak i z tobą wszystko jest w po­rządku. Ucze­nie się jest pro­ce­sem roz­wo­jo­wym, który wy­maga mnó­stwa czasu.

Roz­pra­sza­nie i prze­kie­ro­wy­wa­nie uwagi może przyj­mo­wać różne formy. Pewna mama wy­ko­rzy­stała swój ta­lent ak­tor­ski i kiedy jej dziecko ro­biło coś nie­do­zwo­lo­nego, np. ba­wiło się w ko­minku, mó­wiła tak: "Sły­szę we­zwa­nie Bat­mana. Bie­gnij do sa­lonu i po­móż Bat­ma­nowi. On cię po­trze­buje". Inną formą od­wró­ce­nia uwagi jest po pro­stu zdję­cie dziecka ze sto­lika ka­wo­wego i po­ka­za­nie mu, gdzie może się wspi­nać. Za­miast mó­wić: "Nu, nu, nu. Nie wchodź na sto­lik ka­wowy", zdej­mij dziecko ze sto­lika i po­wiedz: "Mo­żesz wdra­py­wać się na puf". Twoje dziecko na pewno po­wtó­rzy próby wdra­pa­nia się na sto­lik ka­wowy i nie martw się, bo za­prze­sta­nie tego ro­dzaju dzia­łań, gdy tro­chę pod­ro­śnie. Nad­zór oraz od­wró­ce­nie i prze­kie­ro­wa­nie uwagi są co­dzien­no­ścią dla ro­dzi­ców ma­łych dzieci.

Przy­sto­so­wa­nie domu do ma­łych dzieci

Je­śli przy­sto­su­jesz swój dom do po­trzeb i moż­li­wo­ści ma­łego dziecka, mniej czasu po­świe­cisz na nie­ustanny nad­zór, bo do­mową prze­strzeń uczy­nisz bez­piecz­niej­szą dla ma­lu­cha. Okres wcze­snego dzie­ciń­stwa to nie­zwy­kła oka­zja do zmiany aran­ża­cji wnę­trza na "styl wy­prze­daży ga­ra­żo­wej". Dzięki temu prze­sta­niesz się mar­twić moż­li­wo­ścią uszko­dze­nia dro­gich me­bli i do­dat­ków. Scho­waj de­li­katne ele­menty de­ko­ra­cyjne, które mają dla cie­bie war­tość sen­ty­men­talną, oraz wszystko inne, co jest dla cie­bie cenne. W ten spo­sób zmi­ni­ma­li­zu­jesz liczbę sy­tu­acji, w któ­rych mu­siał­byś po­wie­dzieć: "Nie, nie, nie!". Za­opatrz się w pla­sti­kowe za­bez­pie­cze­nia do gniaz­dek, uni­kaj zwi­sa­ją­cych swo­bod­nie sznur­ków od ro­let i ża­lu­zji, nie po­zo­sta­wiaj pla­sti­ko­wych to­re­bek w za­sięgu rąk dziecka, sta­wiaj ron­dle na ku­chence tak, by uchwyty skie­ro­wane były do ściany, i trzy­maj wszystko, co sta­no­wić może za­gro­że­nie dla dziecka (noże, le­kar­stwa, środki che­miczne), poza jego za­się­giem. Wię­cej in­for­ma­cji o do­sto­so­wy­wa­niu domu do po­trzeb dziecka znaj­dziesz w cza­so­pi­smach pa­ren­tin­go­wych lub w in­ter­ne­cie. Cza­sem do­brymi po­my­słami służą też pe­dia­trzy[4].

Nie masz cza­sem wra­że­nia, że by­wają ta­kie dni, kiedy dziecko z two­ich ust sły­szy tylko i wy­łącz­nie za­kazy? Ma­lu­chy uczą się mó­wić słowo "nie" na długo, za­nim zro­zu­mieją, co do­kład­nie ono ozna­cza i będą umiały się od­po­wied­nio za­cho­wać. Nad­zór, prze­kie­ro­wa­nie uwagi oraz do­sto­so­wa­nie prze­strzeni do­mo­wej do ma­łego dziecka po­mogą ci wy­eli­mi­no­wać "nie" z two­jego słow­nika. Ro­dzice pew­nej dwu­latki za­po­znali się z teo­rią za­cho­wa­nia od­po­wied­niego do wieku i zde­cy­do­wali się do­sto­so­wać swój dom do po­trzeb i wy­ma­gań ma­łego dziecka, by nic nie ogra­ni­czało ich có­reczki w do­ty­ka­niu i od­kry­wa­niu przed­mio­tów znaj­du­ją­cych się w jej oto­cze­niu. Po­sta­no­wili rów­nież nie uży­wać w in­te­rak­cjach z dziec­kiem słowa "nie". (To nie ozna­cza, że byli wo­bec niego po­błaż­liwi. Po pro­stu sto­so­wali życz­liwą i sta­now­czą dys­cy­plinę). Chcieli spraw­dzić, czy ich dziecko wej­dzie w fazę "nie, nie, nie", je­śli nie usły­szy tego słowa.

Jed­nak pew­nego dnia, ku swo­jemu ogrom­nemu za­sko­cze­niu, usły­szeli, jak mówi: "Nie, nie wolno. Nie­do­bry pie­sek". Po pro­stu sły­szała, jak zwra­cają się do psa. Dzięki temu po­now­nie uświa­do­mili so­bie, że dzieci uczą się na pod­sta­wie wszyst­kich swo­ich do­świad­czeń - na­wet je­śli ko­mu­ni­katy nie są skie­ro­wane bez­po­śred­nio do nich. Przy­swa­jają słowa, czyny i po­stawy, a także czer­pią z do­świad­cze­nia oraz ota­cza­ją­cego je śro­do­wi­ska. Szansa na to, że roz­winą po­czu­cie au­to­no­mii, jest znacz­nie więk­sza w śro­do­wi­sku przy­sto­so­wa­nym do ich po­trzeb i moż­li­wo­ści, w któ­rym mogą bez­piecz­nie od­kry­wać rze­czy­wi­stość, a ma­mie i ta­cie ła­twiej jest mieć nad nimi pie­czę i w od­po­wied­nich mo­men­tach sto­so­wać od­wró­ce­nie i prze­kie­ro­wa­nie uwagi.

Ure­al­nij swoje ocze­ki­wa­nia do­ty­czące współ­pracy

Jak pew­nie za­uwa­ży­łeś, twój ma­luch cza­sem uwiel­bia współ­pra­co­wać i po­ma­gać, a w in­nych mo­men­tach cał­ko­wi­cie od­ma­wia współ­pracy. Na­szym zda­niem słowo "współ­praca" w przy­padku tak ma­łych dzieci nie jest na miej­scu. To, co do­ro­śli uwa­żają za współ­pracę, kiedy dziecko z dumą przy­nosi pie­lu­chę dla brata lub sio­stry, może być po pro­stu czę­ścią za­bawy. In­nym zaś ra­zem nie jest w ogóle za­in­te­re­so­wane grą "w przy­nieś pie­lu­chę", bo ma inne, waż­niej­sze rze­czy na gło­wie.

Mo­żesz pró­bo­wać zwięk­szyć szanse na współ­pracę, wy­ko­rzy­stu­jąc różne na­rzę­dzia Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny, np. plany dnia (po­ranka lub wie­czoru), lecz kiedy ocze­ku­jesz od dziecka wię­cej niż to, na co stać jego wciąż roz­wi­ja­jący się mózg, mo­żesz od­czu­wać ogrom fru­stra­cji. Nie za­kła­daj, że ma­luch pod­nie­sie co­kol­wiek z pod­łogi, chyba że za­mie­nisz sprzą­ta­nie w za­bawę i bę­dziesz to ro­bić z nim. Na­wet wtedy nie masz pew­no­ści, że za­działa to za każ­dym ra­zem. Kiedy dziecko od­ma­wia wy­ko­ny­wa­nia czyn­no­ści, o które je pro­simy, nie robi tego dla­tego, że jest nie­od­po­wie­dzialne lub się bun­tuje. Po pro­stu nie jest wy­star­cza­jąco doj­rzałe do od­po­wie­dzial­nych za­cho­wań. Oczy­wi­ście od­ma­wia­nie pod­no­sze­nia rze­czy z pod­łogi nie bę­dzie po­wta­rzało się za każ­dym ra­zem. Tro­chę jak w grze w ru­letkę, jed­nego dnia zrobi to, dru­giego nie. To ra­czej ty mu­sisz zde­cy­do­wać, jak chcesz się za­cho­wy­wać i ja­kim chcesz być ro­dzi­cem. Po czwar­tym roku ży­cia znacz­nie ła­twiej jest za­chę­cić dzieci do kon­struk­tyw­nego współ­dzia­ła­nia, choć na­wet wtedy za­chęty trzeba nie­ustan­nie po­wta­rzać. Do pew­nego stop­nia na tym wła­śnie po­lega wy­cho­wy­wa­nie dzieci, czyli na nie­ustan­nym po­wta­rza­niu słów i czyn­no­ści. To, co tak na­prawdę mę­czy ro­dzi­ców w tym okre­sie, to fru­stra­cja. Dużo ła­twiej jest za­ło­żyć, że nie­które rze­czy bę­dziesz po pro­stu po­wta­rzać, tak jak my­cie zę­bów, i nie do­kła­dać do tego swo­ich nie­po­trzeb­nych emo­cji.

Wy­pró­buj życz­liwe i sta­now­cze po­dej­ście. Po­lega ono na tym, że bie­rzesz dziecko za rękę i pro­po­nu­jesz: "Po­zbie­rajmy te za­bawki ra­zem". Je­śli sta­wia opór, puść jego dłoń i po­zwól mu odejść, chyba że bie­rze ko­lejną za­bawkę, wtedy po­now­nie weź go życz­li­wie i sta­now­czo za rękę i po­wiedz: "Mo­żesz się nią po­ba­wić, jak tylko sprząt­niemy to, co jest na pod­ło­dze". Dziecko może po­wta­rzać swoje próby sto je­den razy (choć bar­dziej praw­do­po­dobna jest liczba dzie­sięć - im je­steś spo­koj­niej­szy, cie­plej­szy i życz­liw­szy, tym ten pro­ces zaj­mie mniej czasu), lecz w końcu zda so­bie sprawę, że bę­dziesz wy­trwała. Je­śli dziecko przy­wy­kło do ma­ni­pu­lo­wa­nia tobą, do­póki się nie pod­dasz lub nie uka­rzesz go, może z więk­szym upo­rem dą­żyć do osią­gnię­cia zna­nych mu re­zul­ta­tów. Ta­kiemu dziecku zro­zu­mie­nie idei życz­li­wo­ści i sta­now­czo­ści może za­jąć nieco wię­cej czasu.

Za­chę­caj do wno­sze­nia wkładu

Im dziecko star­sze, tym bar­dziej zdolne do wno­sze­nia wkładu. Być może za­uwa­ży­łeś jed­nak, że zda­nie "ja sam" jest ty­powe dla dwu­latka. W tym wieku dzieci bar­dzo chcą po­ma­gać, a jed­nak czę­sto sły­szą od swo­ich ro­dzi­ców: "Nie, je­steś za mała. Idź się po­ba­wić za­baw­kami", a po­tem ci sami ro­dzice za­sta­na­wiają się, dla­czego ich dzieci nie chcą po­ma­gać, kiedy stają się star­sze, i mó­wią: "Nie mogę. Je­stem za­jęta". Po­zwólmy ma­łym dzie­ciom po­ma­gać. Można da­wać im szu­felkę, gdy za­mia­tamy pod­łogę, albo szmatkę pod­czas wy­cie­ra­nia ku­rzu lub można sta­wiać je na stołku i po­zwa­lać po­rwać sa­łatę na obiad. Oczy­wi­ście trzeba wiele czasu, by sa­mo­dziel­nie na­uczyły się wy­ko­ny­wać te czyn­no­ści. Prak­tyka czyni mi­strza. Ma­lu­chy ćwi­czą umie­jęt­ność współ­pracy ade­kwat­nie do etapu ich roz­woju.

Plany dnia

Już dwu­latki lu­bią plany dnia skom­po­no­wane z ich zdjęć, na któ­rych wi­dać, jak wy­ko­nują po­szcze­gólne po­ranne lub wie­czorne czyn­no­ści. Ważne jest nie tylko oglą­da­nie sa­mego sie­bie na zdję­ciu, lecz rów­nież prze­wi­dy­wal­ność da­jąca po­czu­cie bez­pie­czeń­stwa. Re­gu­lar­ność dnia co­dzien­nego, spa­nie we wła­snym łóżku (albo cho­ciaż po­sia­da­nie wła­snego miej­sca), drzemki i po­siłki o tej sa­mej po­rze po­zwa­lają dzie­ciom le­piej funk­cjo­no­wać. Praw­do­po­dob­nie za­uwa­ży­łeś, że pod­czas wa­ka­cyj­nych wy­jaz­dów, gdy brak jest sta­łych punk­tów dnia, dzieci się roz­re­gu­lo­wują i czę­ściej za­cho­wują się w nie­od­po­wiedni spo­sób. Jak tylko wra­cają do do­mo­wej nor­mal­no­ści, uspo­ka­jają się i ła­twiej jest z nimi współ­pra­co­wać.

Za­pra­co­wa­nym ro­dzi­com, szcze­gól­nie tym, któ­rzy nie pra­cują stan­dar­dowo od go­dziny dzie­wią­tej do sie­dem­na­stej, może być trudno trzy­mać się z góry usta­lo­nych pla­nów. Za­chę­camy do stwo­rze­nia kilku ry­tu­ałów, które fak­tycz­nie bę­dzie­cie chcieli pie­lę­gno­wać. Je­śli trudno wam spo­tkać się na wspól­nym obie­dzie, może bę­dzie­cie jeść ro­dzinną ko­la­cję. To samo może do­ty­czyć ry­tu­ałów wie­czor­nych. In­nym po­my­słem są wspólne dzia­ła­nia week­en­dowe, ta­kie jak wy­cho­dze­nie na dwór, wy­pad do zoo lub spo­tka­nie na za­bawę z ulu­bioną ko­le­żanką lub ko­legą. Cho­dzi o stwo­rze­nie pew­nych sta­łych punk­tów dnia, sta­no­wią­cych bez­pieczne od­nie­sie­nie dla ma­łych dzieci.

Za­adap­to­wa­nie in­nych na­rzę­dzi ro­dzi­ciel­skich na po­trzeby ma­łych dzieci

Na pod­sta­wie do­tych­cza­so­wej wie­dzy mo­żesz do­sto­so­wać wiele in­nych na­rzę­dzi ro­dzi­ciel­skich do moż­li­wo­ści roz­wo­jo­wych młod­szych dzieci lub pod­jąć de­cy­zję, by wy­ko­rzy­stać kon­kretne na­rzę­dzia w póź­niej­szym ter­mi­nie. Okres wcze­sno­dzie­cięcy to mo­ment for­mo­wa­nia się oso­bo­wo­ści dziecka. Wtedy warto szcze­gól­nie za­dbać, by jego dzie­cięce kon­klu­zje na wła­sny te­mat były wspie­ra­jące: "Je­stem kom­pe­tentny, mogę po­dej­mo­wać próby, po­peł­niać błędy i uczyć się na ich pod­sta­wie. Je­stem ko­chana i je­stem do­brym czło­wie­kiem". Do­sto­so­wa­nie ocze­ki­wań i za­sad do wieku i moż­li­wo­ści dziecka, okra­szone życz­li­wo­ścią i sta­now­czo­ścią, to sta­bilny fun­da­ment pod zin­te­gro­waną oso­bo­wość. Cier­pli­wość po­parta kil­koma war­to­ścio­wymi umie­jęt­no­ściami ro­dzi­ciel­skimi sprawi, że wspólna po­dróż bę­dzie mniej wy­bo­ista i przy­jem­niej­sza za­równo dla cie­bie jak i dziecka.

NA­STO­LATKI

Na­sto­letni mózg - wbrew po­wszech­nej opi­nii - nie przy­po­mina swoim funk­cjo­no­wa­niem i bu­dową mó­zgu osoby do­ro­słej. W oko­li­cach szó­stego roku ży­cia mózg dziecka osiąga dzie­więć­dzie­siąt pięć pro­cent wiel­ko­ści do­ro­słego mó­zgu. W prze­szło­ści uwa­żano, że mó­zgi mło­dych do­ro­słych są w pełni roz­wi­nięte, na­to­miast dzięki współ­cze­snym do­ko­na­niom na polu neu­ro­bio­lo­gii wiemy już, iż dzieje się to do­piero w oko­li­cach dwu­dzie­stego pią­tego roku ży­cia.

Mózg mło­dej osoby prze­cho­dzi znaczny wzrost tuż przed okre­sem doj­rze­wa­nia, a po­nie­waż roz­wój mó­zgu na­stę­puje od tyl­nej jego czę­ści do przed­niej, w efek­cie kora przed­czo­łowa (od­po­wie­dzialna np. za sa­mo­kon­trolę) doj­rzewa naj­póź­niej i w okre­sie na­sto­let­nim wciąż jest, me­ta­fo­rycz­nie mó­wiąc, roz­ko­pa­nym pla­cem bu­dowy. Za­cho­wa­niami nor­mal­nymi dla na­sto­lat­ków są: po­szu­ki­wa­nie spo­so­bów unie­za­leż­nia­nia się od ro­dziny i ro­dzi­ców, kwe­stio­no­wa­nie war­to­ści ro­dzi­ciel­skich oraz utrzy­my­wa­nie swo­ich spraw w se­kre­cie - jest to część pro­cesu in­dy­wi­du­acji, który jest waż­nym ele­men­tem roz­woju czło­wieka.

Mózg na eta­pie roz­woju nie jest oczy­wi­ście wy­mówką dla nie­roz­sąd­nych wy­bo­rów i za­cho­wa­nia bez sza­cunku, ale po­maga zro­zu­mieć, dla­czego na­sto­latki tak bar­dzo po­trze­bują więzi, cier­pli­wo­ści oraz ucze­nia się umie­jęt­no­ści spo­łecz­nych. Ro­dzi­cowi, który ma tę świa­do­mość, ła­twiej jest trak­to­wać na­sto­let­nie za­cho­wa­nia mniej oso­bi­ście i - miejmy na­dzieję - współ­od­czu­wać z na­sto­lat­kiem i ro­zu­mieć trud­no­ści, przez które prze­cho­dzi. I mimo to albo wła­śnie dla­tego - z sza­cun­kiem an­ga­żo­wać go w ży­cie ro­dzinne i wy­ko­ny­wa­nie obo­wiąz­ków, co po­maga w za­cho­wa­niu rów­no­wagi po­mię­dzy roz­wo­jem mó­zgu a tre­no­wa­niem umie­jęt­no­ści na po­zio­mie za­cho­wa­nia.

Nie­sku­teczne stra­te­gie ro­dzi­ciel­skie w okre­sie na­sto­let­nim

Kon­trola

Lata na­sto­let­nie dla wielu ro­dzi­ców mogą być okre­sem peł­nym lęku, bo wtedy dzieci eks­pe­ry­men­tują z róż­nymi toż­sa­mo­ściami, po­peł­niają błędy nio­sące za sobą po­ważne kon­se­kwen­cje i prze­stają się ko­mu­ni­ko­wać z naj­bliż­szymi (czego do­świad­czyła Ste­pha­nie z opo­wie­ści za­miesz­czo­nej na po­czątku roz­działu).

Je­śli twoje re­ak­cje są mo­ty­wo­wane stra­chem a twoim orę­żem bę­dzie ści­sły re­żim, pro­ces in­dy­wi­du­acji na­sto­latka z du­żym praw­do­po­do­bień­stwem prze­kształci się w otwarty bunt. Kon­trola nie zdaje eg­za­minu. Za­miast tego pro­po­nu­jemy or­ga­ni­zo­wa­nie spo­tkań ro­dzin­nych i pla­no­wa­nie spe­cjal­nego czasu.

Po­błaż­li­wość

Za­cho­wa­nie na­sto­latka może onie­śmie­lać i wy­czer­py­wać, dla­tego też nie­któ­rzy ro­dzice "od­pusz­czają" i stają się nad­mier­nie po­błaż­liwi. Po­nie­waż na­sto­latki to wciąż dzieci, brak struk­tury oraz ry­tu­ałów może mieć na nich ne­ga­tywny wpływ i za­chę­cać do wy­bra­nia jed­nej z czte­rech błęd­nych stra­te­gii omó­wio­nych w roz­dziale 8. Ro­dzice na­sto­lat­ków mu­szą zna­leźć rów­no­wagę po­mię­dzy lu­zo­wa­niem kon­troli sprzy­ja­ją­cym pro­ce­sowi in­dy­wi­du­acji a za­pew­nie­niem prze­wi­dy­wal­no­ści oraz kon­se­kwen­cji w dzia­ła­niu, aby na­sto­la­tek wciąż czuł się bez­pieczny i ko­chany.

Ka­za­nia/mo­ra­li­zo­wa­nie

Źró­dłem mo­ra­li­zo­wa­nia zwy­kle jest strach. Nie­stety, pra­wie­nie ka­zań skut­kuje tylko tym, że dziecko się wy­łą­cza i nie słu­cha. Być może sły­szy słowa wy­cho­dzące z two­ich ust, ale już dawno temu na­uczyło się wy­łą­czać uwagę, jak tylko ro­dzic włą­cza tryb mo­ra­li­zo­wa­nia. Za­miast słu­chać, uważ­nie cię ob­ser­wuje i uczy się na pod­sta­wie tego, jak się za­cho­wu­jesz.

Sku­teczne stra­te­gie ro­dzi­ciel­skie w okre­sie na­sto­let­nim

Życz­li­wość i sta­now­czość

To ważne na­rzę­dzia w ar­se­nale ro­dzi­ców na­sto­lat­ków. Oto kilka na­rzę­dzi Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny, które speł­niają oba te wa­runki:

1. Na­wiąż re­la­cję, za­nim na­pra­wisz sy­tu­ację. Re­la­cję z na­sto­lat­kiem można na­wią­zać na wiele róż­nych spo­so­bów, np. do­tknąć lub przy­tu­lić (choć trzeba to ro­bić z du­żym wy­czu­ciem, bo nie wszyst­kie to lu­bią), wejść w kon­takt wzro­kowy, na­zwać i za­ak­cep­to­wać uczu­cia, wy­słu­chać i oka­zać cie­ka­wość, upew­nić się, że do na­sto­latka do­tarł prze­kaz mi­ło­ści oraz oka­zać em­pa­tię i zro­zu­mie­nie.

2. Eks­cy­ta­cja błę­dami. Pa­mię­taj, błędy są na­tu­ral­nym ele­men­tem pro­cesu doj­rze­wa­nia i ucze­nia się. Za­miast pra­wić ka­za­nia, ośmie­szać lub za­wsty­dzać, na­ucz się do­ce­niać każdy błąd na­sto­latka i po­móż mu wy­cią­gnąć z nich wnio­ski.

3. Wspólne roz­wią­zy­wa­nie pro­ble­mów. Na­sto­latki po­trak­to­wane po­waż­nie i włą­czone w pro­ces szu­ka­nia roz­wią­zań pro­ble­mów są znacz­nie bar­dziej skłonne do­trzy­my­wać za­war­tych z nimi umów.

4. Spe­cjalny czas. Za­pla­nuj­cie wspólne zje­dze­nie śnia­da­nia lub wyj­ście na ważne dla na­sto­latka wy­da­rze­nie.

Za­chę­caj do wno­sze­nia wkładu

Po­rzuć myśl, że mu­sisz być su­per­ro­dzi­cem i wy­na­gro­dzić na­sto­lat­kowi to, że pra­cu­jesz. Dzieci kar­mią się tym, że są po­trzebne. Na­uka umie­jęt­no­ści nie koń­czy się na­gle tylko dla­tego, że dziecko staje się na­sto­lat­kiem, w za­sa­dzie to na­wet do­bry mo­ment, by pod­nieść mu po­przeczkę i ocze­ki­wać od niego wię­cej współ­pracy i wkładu w ży­cie ro­dziny. Je­śli ma prawo jazdy, może ak­tyw­nie włą­czyć się w od­wo­że­nie i przy­wo­że­nie człon­ków ro­dziny. Je­śli nie za­czął jesz­cze ro­bić po­waż­nych za­ku­pów spo­żyw­czych, go­to­wać ani sprzą­tać, wno­sząc więk­szy wkład w ży­cie swo­jej ro­dziny, czas, by tego do­pil­no­wać. Pil­no­wa­nie dzieci, zwie­rza­ków oraz domu, gdy ty masz wyj­ście, po­winno być w za­kre­sie od­po­wie­dzial­no­ści na­sto­latka (oczy­wi­ście od­po­wied­nio do moż­li­wo­ści da­nego dziecka). Te czyn­no­ści wzmoc­nią jego pew­ność sie­bie i po­czu­cie, że jest ważny.

Pewna mama opo­wie­działa nam o wy­da­rze­niu, które po fak­cie uznała za bło­go­sła­wień­stwo. Zła­mała nogę i trójka jej na­sto­lat­ków mu­siała na mie­siąc prze­jąć jej obo­wiązki do­mowe. Sta­nęli na wy­so­ko­ści za­da­nia. Ich spraw­czość i za­rad­ność mile ją za­sko­czyła: go­to­wali obiady, prali, su­szyli i pra­so­wali ubra­nia, a na­wet stwo­rzyli plan tak, by star­sze ro­dzeń­stwo mo­gło na zmianę od­wo­zić młod­sze na po­za­lek­cyjne za­ję­cia. Nie­za­leż­ność, któ­rej na­sto­latki do­świad­czyły, dała im taką moc, że na­wet kiedy zdjęto gips ma­mie, na­dal zaj­mo­wały się pra­niem wła­snych ubrań i od czasu do czasu go­to­wały po­siłki. To prze­ko­nało mamę, że da­wa­nie dzie­ciom oka­zji do wno­sze­nia wkładu wzmac­nia ich po­czu­cie przy­na­leż­no­ści i zna­cze­nia.

Słu­cha­nie

Twój na­sto­la­tek za­cznie słu­chać, kiedy po­czuje się wy­słu­chany. Za­uważ, jak czę­sto prze­ry­wasz, wy­ja­śniasz, bro­nisz się lub pra­wisz ka­za­nia. Po­sta­raj się za­mknąć usta i słu­chać: "Hmm". Z do­świad­czeń wielu ro­dzi­ców wy­nika, że sprzy­ja­jącą sy­tu­acją do słu­cha­nia jest po­dróż sa­mo­cho­dem. Wy­star­czy kilka py­tań, by na­sto­la­tek po­łknął ha­czyk. Pewna mama za­wsze wy­bie­rała dłuż­szą drogę po­wrotną do domu, bo tylko wspólna jazda sa­mo­cho­dem na­stra­jała jej na­sto­let­niego syna do szcze­rych roz­mów.

Po­czu­cie hu­moru

Kto po­wie­dział, że by­cie ro­dzi­cem na­sto­latka musi być prze­ra­ża­jące i nie­przy­jemne? Po­czu­cie hu­moru może ura­to­wać nie­jedną sy­tu­ację. Warto na­uczyć się śmiać i two­rzyć at­mos­ferę lek­ko­ści i ra­do­ści, która sprzyja szyb­kiemu za­ła­twia­niu nie­przy­jem­nych spraw.

Po­zy­tywne spoj­rze­nie na na­sto­let­niość

Okres na­sto­letni może być po­cząt­kiem bar­dziej doj­rza­łej re­la­cji z dziećmi, a ak­tyw­ność za­wo­dowa ro­dzi­ców staje się wtedy atu­tem. Można roz­ma­wiać z dziećmi o wy­bie­ra­niu naj­lep­szych opcji, od­kry­wa­niu i roz­wi­ja­niu uni­kal­nych umie­jęt­no­ści oraz o cie­niach i bla­skach za­wo­do­wego ży­cia. Na­sto­la­tek usi­łuje zna­leźć wła­sne miej­sce w świe­cie i może czer­pać in­spi­ra­cję z wy­bo­rów do­ko­ny­wa­nych przez pra­cu­ją­cego ro­dzica. Mło­dzież co­raz bar­dziej staje się za­in­te­re­so­wana do­ro­słymi za­cho­wa­niami i sty­lem ży­cia, warto więc pod­jąć dys­ku­sję o tych umie­jęt­no­ściach, które prze­kła­dają się na suk­ces w ży­ciu pry­wat­nym i za­wo­do­wym.

Ak­tywne ży­cie za­wo­dowe ro­dzi­ców może wpły­wać na zmniej­sze­nie ilo­ści pro­ble­mów wy­cho­waw­czych, bo za­jęci ro­dzice od­dają na­sto­let­niemu dziecku wię­cej od­po­wie­dzial­no­ści i nie zaj­mują się mi­kro­za­rzą­dza­niem. Dzięki temu na­sto­la­tek ma po pro­stu wię­cej po­trzeb­nej mu prze­strzeni. Roz­mowy na po­ważne te­maty oraz dzie­le­nie się przez ro­dzi­ców szcze­gó­łami z wła­snego ży­cia sprzy­jają też więk­szej bli­sko­ści. Gdyby pięt­na­sto­let­nia Ste­pha­nie z opo­wie­ści na po­czątku tego roz­działu mo­gła przyjść do pu­stego domu, po­być tro­chę w sa­mot­no­ści i po pro­stu się roz­luź­nić za­miast ra­dzić so­bie z nieco na­pa­stliwą mamą, na pewno ich re­la­cje wy­glą­da­łyby ina­czej. Póź­niej­sza roz­mowa praw­do­po­dob­nie by­łaby przy­jemna dla każ­dej strony. Im wię­cej czasu i wy­siłku za­in­we­stu­jesz w po­zna­wa­nie swo­jego dziecka od naj­wcze­śniej­szych lat, tym ła­twiej bę­dzie ci dać mu prze­strzeń i swo­bodę, gdy wej­dzie w na­sto­let­niość. A po­tem mo­żesz wzmac­niać tę więź py­ta­niami peł­nymi cie­ka­wo­ści oraz spe­cjal­nym cza­sem. W efek­cie bę­dzie ci ła­twiej za­rzą­dzać wła­snym lę­kiem o to, jak twoje dziecko so­bie ra­dzi i z czym się mie­rzy.

Po­zy­tywna Dys­cy­plina w dzia­ła­niu

Ka­ren opo­wie­działa nam o swo­ich do­świad­cze­niach z czwórką dzieci i o tym, jak po­ja­wie­nie się ostat­niego ma­lu­cha cał­ko­wi­cie zmie­niło dy­na­mikę funk­cjo­no­wa­nia ro­dzeń­stwa i spo­wo­do­wało, że po­sta­no­wiła zwró­cić się o po­moc do eks­perta. Wy­zwa­nie sta­no­wiła jej środ­kowa córka. To ona była mo­to­rem na­pę­do­wym po­szu­ki­wa­nia no­wych na­rzę­dzi ro­dzi­ciel­skich.

"Mamy czwórkę dzieci. Ja­son ma dzie­sięć lat, po­tem jest ośmio­let­nia Re­becca, sze­ścio­let­nia Alexa i pię­cio­let­nia Ka­thy. Syn jest mocno osa­dzony w roli naj­star­szego dziecka. Re­becca była cał­kiem za­do­wo­lona z po­zy­cji nu­mer dwa, do­póki nie po­ja­wiła się Alexa. Sta­jąc się środ­ko­wym dziec­kiem, utra­ciła swoją zna­jomą toż­sa­mość i po­czu­cie bez­pie­czeń­stwa. Alexa była cu­dow­nym, słod­kim nie­mow­la­kiem z fan­ta­styczną oso­bo­wo­ścią. Na­sze czwarte dziecko było dla nas nie­spo­dzianką. Przyj­ście Ka­thy na świat cał­ko­wi­cie zmie­niło ro­dzinną dy­na­mikę, a Alexa prze­szła za­ła­ma­nie ner­wowe. Już jako rocz­niak wie­działa, że do­bre czasy się skoń­czyły, a ona prze­stała być słod­kim ma­leń­stwem, które roz­kosz­nie po­ciąga za sznurki. Na­to­miast Re­becca w ciągu kilku ostat­nich lat we­szła w rolę ma­triar­chini wo­bec swo­ich młod­szych sióstr.

Po na­ro­dzi­nach Ka­thy Alexa zmie­niła się nie do po­zna­nia. Przez cały rok dużo pła­kała i miała ataki pa­niki. Jej trzeci rok ży­cia był dla mnie fa­talny - była taka nie­szczę­śliwa. Za­sta­na­wia­łam się wtedy, czy nie sko­rzy­stać z po­mocy spe­cja­li­sty. Pew­nie by­łoby to do­bre po­su­nię­cie, ale w głębi serca czu­łam, że le­kar­stwem na jej pro­blemy jest mi­łość i po pro­stu w ja­kiś spo­sób mu­sia­łam dać Alek­sie wię­cej sie­bie. Prze­cież by­łam su­per­mamą, by­łam w sta­nie to zro­bić.

Trzeci rok ży­cia za­mie­nił się w czwarty i był jesz­cze gor­szy. Nie była już ma­lu­chem tylko małą dziew­czynką, z którą nikt nie chciał się za­da­wać. Ze­rwała wszyst­kie kon­takty z ko­le­żan­kami, bo ze stra­chu, że coś ją omi­nie, cią­gle sie­działa w domu. Nie wiem, którą błędną stra­te­gią - uwagą, wła­dzą, ze­mstą czy bra­kiem wiary - się po­słu­gi­wała. Chyba wszyst­kimi jed­no­cze­śnie.

W tym roku w re­la­cji z Alexą wy­pró­bo­wa­łam już wszyst­kie moż­liwe na­rzę­dzia i chyba wi­dzę pe­wien po­stęp. Mamy usta­lony znak - dwa ude­rze­nia pię­ścią w serce. Je­śli aku­rat nie mogę po­świę­cić jej uwagi (bo je­stem w to­wa­rzy­stwie albo z jej ro­dzeń­stwem), w ten spo­sób przy­po­mi­nam jej, że jest w moim sercu. Ten nie­wer­balny sy­gnał ją uspo­kaja. Poza tym Alexa nie­ustan­nie szuka po­twier­dze­nia wła­snej war­to­ści w oczach ro­dzeń­stwa. Stała się ta­kim ro­dzin­nym bła­znem. Kiedy ich nie roz­śmie­sza, czę­sto pła­cze. Po­świę­cam dużo czasu na na­zy­wa­nie i ak­cep­ta­cję jej uczuć. Daję jej znać, że ro­zu­miem. Jest nie­zwy­kle wraż­liwą i uczu­ciową istotą. Roz­ma­wiamy o tym, że te uczu­cia czy­nią ją wy­jąt­kową i po­zwa­lają na re­ali­za­cję pa­sji w śpie­wie i tańcu. Alexa lubi ry­tu­ały i po­wta­rzalne czyn­no­ści. An­ga­żuje się też w wy­ko­ny­wa­nie do­mo­wych obo­wiąz­ków, które po­zwa­lają jej po­czuć się ważną czę­ścią ro­dzin­nego sys­temu. Tak, zde­cy­do­wa­nie ro­bimy po­stępy."

NA­RZĘ­DZIA PO­ZY­TYW­NEJ DYS­CY­PLINY

W tym roz­dziale mó­wi­li­śmy o tym, jak ważne są: po­świę­ca­nie czasu na ucze­nie, nad­zór, od­wró­ce­nie i prze­kie­ro­wa­nie uwagi, na­wią­za­nie re­la­cji przed na­pra­wie­niem sy­tu­acji, trak­to­wa­nie błę­dów jako wspa­nia­łej oka­zji do na­uki, słu­cha­nie oraz za­stą­pie­nie kon­troli jed­no­cze­sną życz­li­wo­ścią i sta­now­czo­ścią. Po­ni­żej znaj­dziesz jesz­cze kilka do­dat­ko­wych na­rzę­dzi.

Trak­tuj dzieci jed­na­kowo - niech jadą na tym sa­mym wózku!

Kiedy ro­dzice wtrą­cają się do dzie­cię­cych kłótni i stają się wszystko wie­dzą­cym sę­dzią, wy­sy­łają in­for­ma­cję, że w da­nym mo­men­cie ko­chają tylko jedno dziecko. To pro­wa­dzi do wzmoc­nie­nia ry­wa­li­za­cji po­mię­dzy ro­dzeń­stwem, a prze­cież nie na tym nam za­leży. Dla­tego za­chę­camy do jed­na­ko­wego trak­to­wa­nia dzieci. Zresztą i tak ni­gdy nie mamy pew­no­ści, gdzie się za­czął dzie­cięcy pro­blem i kto był pro­wo­dy­rem, je­śli w ogóle taki był. Ro­dzice nie są w sta­nie do­strzec wszyst­kich niu­an­sów re­la­cji po­mię­dzy ro­dzeń­stwem, tych sub­tel­nych, choć od­mien­nych dzia­łań po­dej­mo­wa­nych przez różne strony w celu osią­gnie­cia suk­cesu. Niech dzieci jadą na tym sa­mym wózku i wspól­nie uczą się szu­kać roz­wią­zań.

Ob­da­rzaj uwagą

Czy twoje dzieci mogą mieć wra­że­nie, że nie są ważne? Prze­rwij to, co ro­bisz, i skup się na dziecku tak, by po­czuło, że jest waż­niej­sze od wszyst­kiego, czym mógł­byś się w tej chwili zaj­mo­wać. Nie za­po­mi­naj o usta­la­niu daty i go­dziny spe­cjal­nego czasu.

Słu­cha­nie bez na­rzu­ca­nia się

To świetne na­rzę­dzie umoż­li­wia­jące ob­ser­wo­wa­nie i po­zna­wa­nie dzieci. Bądź w tym sa­mym po­miesz­cze­niu lub miej­scu, co one, ale nie an­ga­żuj się w in­te­rak­cję. Po pro­stu z uwagą je ob­ser­wuj. Je­śli mó­wią, słu­chaj bez osą­dza­nia, bro­nie­nia się czy wy­ja­śnia­nia cze­go­kol­wiek. Je­śli mil­czą, ciesz się ich to­wa­rzy­stwem.

Nie sto­suj tych sa­mych chwy­tów (nie krzycz w re­ak­cji na krzy­cze­nie)

To jedno z waż­niej­szych na­rzę­dzi w re­la­cji z na­sto­lat­kami. Wy­maga za­cho­wa­nia spo­koju w ob­li­czu na­sto­let­nich re­ak­cji i po­wstrzy­ma­nia się od słów, które ci­sną się na usta w kon­fron­ta­cji. To na­rzę­dzie jest od­mową za­an­ga­żo­wa­nia się w walkę o wła­dzę. Znajdź spo­sób na za­rzą­dze­nie wła­snymi emo­cjami i w spo­sób życz­liwy i sta­now­czy po­wiedz o tym, co za­mie­rzasz zro­bić: "Chęt­nie to z tobą prze­dys­ku­tuję, ale nie wtedy, kiedy na mnie krzy­czysz. Pro­po­nuję, że­by­śmy naj­pierw nieco ochło­nęli i wró­cili do te­matu, gdy bę­dziemy w sta­nie od­no­sić się do sie­bie z sza­cun­kiem".

ĆWI­CZE­NIE

Uważ­ność w ro­dzi­ciel­stwie: prak­tyka by­cia tu i te­raz

Wy­obraź so­bie taką sy­tu­ację. W mroźne, zi­mowe po­po­łu­dnie wy­sze­dłeś z kom­pleksu spor­to­wego. Spie­szysz się, by dojść do sa­mo­chodu, za­nim skoń­czy ci się czas na par­ko­me­trze. Chcesz do­je­chać do domu, by spo­koj­nie przy­go­to­wać obiad. Na jed­nym ręku dzier­żysz zmę­czo­nego dwu­latka, od­ma­wia­ją­cego po­ru­sza­nia się na wła­snych no­gach. Na dru­gim ra­mie­niu masz prze­wie­szoną ogromną torbę ze sprzę­tem pił­kar­skim. Za­czyna pa­dać. Twój sze­ścio­la­tek z fa­scy­na­cją przy­gląda się za­mar­z­nię­tym ka­łu­żom, a po chwili od­krywa, że cie­niutka war­stwa lodu pęka z cha­rak­te­ry­stycz­nym od­gło­sem, je­śli na niej sta­nąć. Sta­wia krok ku ko­lej­nej ka­łuży.

Co zro­biłby te­raz "ide­alny" ro­dzic? Czy za­uwa­żyłby fa­scy­na­cję sze­ścio­latka cu­dow­no­ściami na­tury, jego za­an­ga­żo­wa­nie w ob­ser­wo­wa­nie pro­cesu zmiany stanu sku­pie­nia wody i stałby cier­pli­wie obok, cze­ka­jąc, aż dziecko na­syci swoją cie­ka­wość? Czy stałby na desz­czu, wdy­chał orzeź­wia­jące mroźne po­wie­trze i ze spo­ko­jem pa­trzył, jak za jego wy­cie­raczką po­ja­wia się man­dat za nie­opła­cony czas par­ko­wa­nia? No cóż, spójrzmy praw­dzie w oczy. W ob­li­czu wy­zwań i obo­wiąz­ków dnia co­dzien­nego po pro­stu usi­łu­jemy prze­trwać. Nie mamy czasu na by­cie uważ­nym i w pełni obec­nym ro­dzi­cem. Ręka w górę, kto w tej sy­tu­acji sta­now­czo chwy­ciłby sze­ścio­latka za rękę i bez­par­do­nowo po­cią­gnął w stronę sa­mo­chodu, jed­no­cze­śnie żon­glu­jąc dziec­kiem i torbą na dru­gim ręku, po­bi­ja­jąc re­kord pręd­ko­ści, by ubiec do­cho­dzą­cego do sa­mo­chodu funk­cjo­na­riu­sza straży miej­skiej?

W by­ciu uważ­nym ro­dzi­cem cho­dzi o to, by zwol­nić, zaj­mo­wać się mniej­szą liczbą rze­czy w jed­nym cza­sie, wy­da­wać mniej po­le­ceń dzie­ciom i wło­żyć świa­domy wy­si­łek, by wejść w ich świat - po­zwo­lić im dzia­łać we wła­snym tem­pie, eks­pe­ry­men­to­wać, ba­wić, nu­dzić i bru­dzić się oraz ko­rzy­stać z wy­obraźni. To, do czego was za­chę­camy, stoi w sprzecz­no­ści z obec­nym tren­dem za­peł­nia­nia dni dzieci róż­nymi kształ­cą­cymi za­ję­ciami i wy­maga po­rzu­ce­nia wspo­mnia­nej na po­czątku roz­działu kon­cep­cji ist­nie­nia "ide­al­nego dziecka". Oczy­wi­ście w pew­nym mo­men­cie każdy ro­dzic czuje pre­sję spra­wie­nia, by jego dziecko stało się naj­lep­szą wer­sją sie­bie oraz osią­gnęło i zre­ali­zo­wało swój pe­łen po­ten­cjał (ma się ro­zu­mieć w imię mi­ło­ści). Ale w jaki spo­sób ta pre­sja wpływa na zdol­ność dzieci do by­cia tylko dziećmi? Dzie­ciń­stwo jest krót­kim i nie­zwy­kłym okre­sem ży­cia, któ­rego nie po­winno się spę­dzać tylko i wy­łącz­nie na przy­go­to­wy­wa­niu się do by­cia do­ro­słym... kie­dyś.

Mamy dla Cie­bie za­da­nie. Spędź je­den ty­dzień na by­ciu uważ­nym ro­dzi­cem. Oto kilka wska­zó­wek, które mogą ci w tym po­móc:

Rób nic! Ogra­nicz liczbę za­pla­no­wa­nych czyn­no­ści i po pro­stu spędź­cie dzień na nic­nie­ro­bie­niu. Po­zwól dzie­ciom po­szwen­dać się po parku (a nie tylko po placu za­baw). Idź­cie na spa­cer bez ob­ra­nego wcze­śniej celu. Za­chęć je do za­bawy w bło­cie, pia­chu i wo­dzie. Za­trzy­maj­cie się i wą­chaj­cie kwiaty. Oglą­daj­cie ro­baki, owady i inne zwie­rzęta. Stwórz­cie dzieło sztuki z na­tu­ral­nych zna­le­zio­nych po dro­dze "skar­bów".

Po­rzuć per­fek­cję i za­dbaj o do­brą za­bawę. Po­zwól so­bie i dzie­ciom na by­cie brud­nym, mo­krym i szczę­śli­wym. Czy pa­mię­tasz jesz­cze, jaką frajdę spra­wiało ci ska­ka­nie po ka­łu­żach w dzie­ciń­stwie? A może masz ochotę na odro­binę nie­chluj­stwa w week­end? Niech dzieci sa­mo­dziel­nie ubiorą się w to, co wy­brały. Po­zwól im na to, na­wet je­śli ja­kiś ele­ment gar­de­roby nie pa­suje do ca­ło­ści lub zo­stał za­ło­żony na lewą stronę. A może po­pro­sisz je, by i dla cie­bie skom­po­no­wały strój?

Ob­ser­wuj dzieci. Ćwicz się w sztuce ob­ser­wa­cji. Bądź bier­nym ob­ser­wa­to­rem, gdy twoje dzieci je­dzą, ba­wią się lub ubie­rają. Nie an­ga­żuj się w to, co ro­bią. Zre­zy­gnuj z po­trzeby za­rzą­dza­nia, a przede wszyst­kim w ni­czym ich nie wy­rę­czaj. Do­sto­suj się do ich tempa i po­dą­żaj za ich wska­zów­kami, prze­stań je po­pra­wiać i wy­da­wać im po­le­ce­nia. Je­śli zwra­cają się do cie­bie po wy­ja­śnie­nia lub in­struk­cje, za­da­waj py­ta­nia pełne cie­ka­wo­ści i po­ma­gaj im obu­dzić wy­obraź­nię do od­kry­wa­nia no­wych spo­so­bów ro­bie­nia rze­czy i pa­trze­nia na nie.

Bądź obecny. Kiedy je­steś z dziećmi, nie myśl o pracy, obie­dzie, za­ku­pach i in­nych spra­wach. I naj­waż­niej­sze - nie uży­waj te­le­fonu ko­mór­ko­wego. Kon­cen­truj się na tym, co ro­bią, czują i jak sie­bie wy­ra­żają, oraz na tym, co Ty ro­bisz, czu­jesz i jak wy­ra­żasz to, kim je­steś.

Py­taj dzieci. Co dla nich ozna­cza spe­cjalny czas? Jak chcia­łyby go spę­dzać? Ich od­po­wie­dzi mogą cię za­sko­czyć.

ROZ­DZIAŁ 16

PO­ZY­TYWNA DYS­CY­PLINA W ŻY­CIU ZA­WO­DO­WYM

Amy za­ła­mała ręce bli­ska roz­pa­czy! Dziś spe­cjal­nie przy­szła do pracy wcze­śniej, bo Ste­ve­nowi, jej sze­fowi za­le­żało na wy­sła­niu kar­tek świą­tecz­nych z sa­mego rana. Po­przed­niego dnia przed wyj­ściem z biura przy­go­to­wała do pod­pisu wszyst­kie kartki oraz po­trzebne do nich ko­perty. Na­kle­iła na­wet znaczki! Gdy rano po­de­szła do swo­jego biurka, za­uwa­żyła na nim nie­ład, co ozna­czało, że Ste­ven sie­dział przy nim już po jej wyj­ściu z pracy. Nie­stety czę­sto tak ro­bił. Czy nie zda­wał so­bie sprawy, że prze­kra­czał jej gra­nice? Po­nadto na jed­nej z ko­pert, na któ­rej zna­czek fak­tycz­nie był nieco prze­krzy­wiony, wid­niało czer­wone za­kre­śle­nie z ad­no­ta­cją: "Amy, to jest nie­do­pusz­czalne". Po­czuła gniew i cał­ko­wity brak mo­ty­wa­cji. Ma­luch w domu wy­ma­gał ogrom­nych na­kła­dów ener­gii, dla­tego bar­dzo chciała, by praca była miej­scem wspie­ra­ją­cym i po­zy­tyw­nym. Uwiel­bia swoją ekipę, ale... może za­wsze zna­leźć so­bie inną pracę. Dla­czego mia­łaby ak­cep­to­wać ten ro­dzaj trak­to­wa­nia?

OD­KRY­WAMY MO­TY­WA­CJĘ

Po­sia­da­nie ro­dziny nie za­wsze idzie w pa­rze z wy­so­kim po­zio­mem ener­gii i chęci do wy­siłku w śro­do­wi­sku za­wo­do­wym. Po­zna­nie i zro­zu­mie­nie me­cha­ni­zmów mo­ty­wa­cji po­zwoli ci efek­tyw­niej wy­ko­rzy­stać twoje ogra­ni­czone za­soby czasu i ener­gii. W książce do­ty­czą­cej tego wła­śnie te­matu, za­ty­tu­ło­wa­nej Drive[1], Da­niel Pink udo­wad­nia, że w przy­padku każ­dego za­da­nia, na­wet tego pro­stego tra­dy­cyjny mo­del mo­ty­wa­cji za po­mocą kija i mar­chewki nie sprzyja ani lep­szej ja­ko­ści pracy, ani wyż­szym wy­ni­kom. De facto je po­gar­sza. Tak samo jest w przy­padku dzieci. We­dług Pinka trzema naj­waż­niej­szymi czyn­ni­kami zwięk­sza­ją­cymi za­wo­dowe za­an­ga­żo­wa­nie są au­to­no­mia, mi­strzo­stwo oraz cel. Prze­łóżmy je na ję­zyk Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny:

- Kij i mar­chewka to sy­no­nimy kary i na­grody. Już wcze­śniej wy­ja­śni­li­śmy, że choć na krótką metę ten mo­del może skut­ko­wać po­żą­da­nym pod­po­rząd­ko­wa­niem, w dłuż­szej per­spek­ty­wie przy­nosi wię­cej szkód niż po­żytku. Kara i na­groda dzia­łają de­mo­ty­wu­jąco na dzieci i do­ro­słych, co świet­nie ilu­struje hi­sto­ria przy­to­czona na po­czątku roz­działu.

- Au­to­no­mię można ro­zu­mieć jako po­czu­cie oso­bi­stej mocy oraz wpływu. Pi­sa­li­śmy już o tym, że dzieci mają wro­dzone po­czu­cie oso­bi­stej mocy, a jed­nym z naj­waż­niej­szych za­dań ro­dzica jest po­ka­zy­wać, jak można ko­rzy­stać z niej w uży­teczny spo­sób. Gdy dzieci nie mają oka­zji do kon­struk­tyw­nego wy­ko­rzy­sta­nia wła­snej mocy, za­cho­wują się nie­od­po­wied­nio i stają się znie­chę­cone. Do­ro­śli po­zba­wieni au­to­no­mii w ży­ciu za­wo­do­wym czują się po­dob­nie.

- Mi­strzo­stwo to we­wnętrzne po­czu­cie kom­pe­ten­cji, które zdo­bywa się po­przez do­świad­cze­nie i od­po­wied­nią ilość czasu po­świę­coną na przy­swa­ja­nie okre­ślo­nych umie­jęt­no­ści. Lu­dzie roz­wi­jają się szyb­ciej dzięki za­chę­cie, a nie kry­tyce. Warto też pa­mię­tać, że chęć zdo­by­wa­nia wie­dzy nie znika wraz z wej­ściem w do­ro­słość. Nie­ustanny roz­wój jest jed­nym z klu­czo­wych kry­te­riów sa­tys­fak­cji za­wo­do­wej.

- Cel/dą­że­nie to po­szu­ki­wa­nie oraz roz­wi­ja­nie po­czu­cia przy­na­leż­no­ści, zro­zu­mie­nia oraz wkładu. Dla Si­mona Sinka cel to po­wód, dla któ­rego ro­bimy to, co ro­bimy, a ja­sno okre­ślony cel po­maga osią­gnąć oso­bi­sty i za­wo­dowy suk­ces. Aby dzieci mo­gły bu­do­wać po­czu­cie przy­na­leż­no­ści i zna­cze­nia, na­leży je uwzględ­niać w po­dej­mo­wa­niu de­cy­zji, które ich do­ty­czą. W przy­padku do­ro­słych brak zro­zu­mie­nia celu ich dzia­łań w ży­ciu za­wo­do­wym prze­kłada się na niż­szą mo­ty­wa­cję. Trudno jest en­tu­zja­stycz­nie pod­cho­dzić do za­dań za­wo­do­wych lub "sprze­da­wać" co­kol­wiek, je­śli nie ro­zu­mie się za­sad­no­ści wła­snych dzia­łań. Brak ja­sno okre­ślo­nego celu może pro­wa­dzić do eg­zy­sten­cjal­nego kry­zysu za­równo w przy­padku jed­nostki jak i or­ga­ni­za­cji.

Z po­wyż­szych roz­wa­żań ja­sno wy­nika: sto­so­wa­nie Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny przez dzieci i do­ro­słych ozna­cza bu­do­wa­nie umie­jęt­no­ści ży­cio­wych, które przy­no­szą wię­cej za­do­wo­le­nia i wy­ni­ków w każ­dym ob­sza­rze ży­cia, rów­nież tym za­wo­do­wym. Współ­cze­sny pra­cu­jący ro­dzic żyje "po­ka­wał­ko­wa­nym" ży­ciem pod pre­sją czasu i sku­tecz­no­ści. Na­sze po­dej­ście spraw­dza się za­równo w domu jak i w pracy. Stań się eks­per­tem w za­chę­ca­niu sie­bie, ro­dziny oraz ze­społu w pracy, a twoje ży­cie zmieni się na lep­sze.

DLA­CZEGO ZA­CHĘTA DZIAŁA

Za­chęta jest sku­teczna, po­nie­waż od­nosi się do tego, co jest dla nas ważne. Współ­cze­sny świat bom­bar­duje nas nie­ustan­nie po­zor­nymi war­to­ściami i spra­wami, które za­bu­rzają dzia­ła­nie na­szego we­wnętrz­nego kom­pasu. Ma­te­ria­lizm, uroda, sta­tus spo­łeczny i tym po­dobne kwe­stie wy­pie­rają współ­czu­cie, dzie­le­nie się i wkład. Jed­nak dzieci wy­dają się tym nie przej­mo­wać, bo po­tra­fią (przy­naj­mniej cza­sami) spon­ta­nicz­nie oka­zy­wać mi­łość i tro­skę. Mimo to współ­cze­śni ro­dzice są mocno skon­cen­tro­wani na osią­gnię­ciach na­uko­wych oraz pre­stiżu za­wo­do­wym, bu­du­jąc w dzie­ciach prze­ko­na­nie, że suk­ces za­leży od tego, co się robi, a nie od tego, kim się jest. W świe­tle ba­dań przed­sta­wia­nych po­wy­żej tego ro­dzaju po­dej­ście wy­daje się nie­ak­tu­alne.

Po­dob­nie w ży­ciu za­wo­do­wym. Współ­cze­sne ba­da­nia do­ty­czące sku­tecz­nego przy­wódz­twa za­chę­cają do wy­co­fy­wa­nia się ze struk­tur hie­rar­chicz­nych, wpro­wa­dza­nia ela­stycz­nych go­dzin i form pracy oraz sto­so­wa­nia po­zy­tyw­nego wzmoc­nie­nia. We­dług au­torki ar­ty­kułu za­miesz­czo­nego w cza­so­pi­śmie "For­bes" do bu­do­wa­nia do­brych re­la­cji z pra­cow­ni­kami i part­ne­rami biz­ne­so­wymi firmy mo­głyby z po­wo­dze­niem wy­ko­rzy­sty­wać za­ło­że­nia funk­cjo­nu­jące w psy­cho­lo­gii dziecka - szcze­gól­nie w Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pli­nie, która za­chęca do obo­pól­nego sza­cunku[2]. Jed­nym z naj­bar­dziej oczy­wi­stych przy­kła­dów ho­ry­zon­tal­nego przy­wódz­twa jest roz­wój co­achin­go­wego stylu za­rzą­dza­nia, który po­lega na tym, że me­ne­dżer działa jako wspie­ra­jący i za­chę­ca­jący tre­ner, a nie do­wódca wy­da­jący po­le­ce­nia. Ten co­achin­gowy styl przy­wódz­twa może być wy­ko­rzy­sty­wany nie tylko przez me­ne­dże­rów. Ta forma współ­pracy i za­rzą­dza­nia za­kłada, że każda osoba jest wy­jąt­kowa, ma ja­kiś dar oraz po­ten­cjał do wzro­stu. Cho­dzi o to, by umieć zna­leźć spo­sób na wspie­ra­nie każ­dego pra­cow­nika i roz­wój jego wy­jąt­ko­wych umie­jęt­no­ści, by wszy­scy czuli się szczę­śliwi i zmo­ty­wo­wani do jak naj­lep­szego wy­ko­ny­wa­nia swo­jej pracy. W ten spo­sób jako wy­spe­cja­li­zo­wany pra­cow­nik (i ro­dzic) osią­gasz naj­lep­sze moż­liwe re­zul­taty, in­spi­ru­jąc i za­chę­ca­jąc in­nych.

PO­CZU­CIE ZA­DO­WO­LE­NIA W ŻY­CIU ZA­WO­DO­WYM PRZY­NOSI WE­WNĘTRZNY SPO­KÓJ

"Ja" pry­watne i "ja" za­wo­dowe

Czy je­steś jedną z tych osób, któ­rych za­cho­wa­nie dia­me­tral­nie zmie­nia się w wa­run­kach za­wo­do­wych? Być może w domu je­steś roz­luź­niony i nieco po­pusz­czasz so­bie wo­dze, ale w pracy czu­jesz przy­mus po­wścią­gnię­cia swo­jej oso­bo­wo­ści, aby piąć się w górę, ro­bić do­bre wra­że­nie i ni­kogo do sie­bie nie zra­żać. Na jed­nym z na­szych warsz­ta­tów pewna ko­bieta wy­znała, że w pracy uwa­żano ją za chłodną i nie­zwy­kle zdy­scy­pli­no­waną, pod­czas gdy ona sama po­strze­gała sie­bie jako osobę cie­płą, otwartą i ła­two na­wią­zu­jącą re­la­cje z in­nymi. Oczy­wi­ście być może tego wy­ma­gała od niej dana rola za­wo­dowa. Nie­po­ko­jąca by­łaby sy­tu­acja, w któ­rej mia­łaby wra­że­nie, że funk­cja za­wo­dowa nie po­zwala jej na na­wią­zy­wa­nie bli­skich i peł­nych zna­cze­nia re­la­cji w pracy oraz gdyby od­czu­wała przy­mus nie­ustan­nego "do­wo­że­nia wy­ni­ków" i by­cia ide­al­nym pra­cow­ni­kiem, a fru­stra­cję zwią­zaną z ta­kim sta­nem rze­czy prze­no­siła na swoją ro­dzinę.

Je­śli za­uwa­żasz u sie­bie tego ro­dzaju nie­spój­ność w za­cho­wa­niu, warto, byś zwe­ry­fi­ko­wał ocze­ki­wa­nia. Je­śli ła­twiej ci być za­chę­ca­ją­cym wo­bec współ­pra­cow­ni­ków niż ro­dziny, za­py­taj sie­bie, dla­czego ocze­ku­jesz wię­cej od swo­ich naj­bliż­szych albo na od­wrót. Mo­żesz mieć rów­nież różne ocze­ki­wa­nia wo­bec sie­bie w ży­ciu oso­bi­stym i za­wo­do­wym. Za­sta­nów się, z ja­kiego po­wodu tak się dzieje. Być może warto przyj­rzeć się temu, jak wy­gląda rów­no­waga po­mię­dzy ży­ciem oso­bi­stym i za­wo­do­wym, i zre­wi­do­wać prio­ry­tety. Mo­żesz po­now­nie wy­ko­nać ćwi­cze­nie "koło ży­cia" z roz­działu 13. Jesz­cze raz zde­fi­niuj swoje ma­rze­nia i cele dla każ­dego ob­szaru. Na­stęp­nie za­cznij ćwi­czyć się w da­wa­niu za­chęty naj­bliż­szym i so­bie, wy­ko­rzy­stu­jąc po­my­sły za­warte w tym roz­dziale. (Temu, jaki wpływ na różne ob­szary w ży­ciu ma od­gry­wa­nie ról, bar­dziej szcze­gó­łowo przyj­rzymy się w roz­dziale 17).

Przy­wódz­two i speł­nie­nie za­wo­dowe

Nieco wcze­śniej za­uwa­ży­li­śmy, że ja­kość ro­dzi­ciel­stwa ma dwu­krot­nie więk­szy wpływ na za­cho­wa­nie dzieci niż ja­ka­kol­wiek (oczy­wi­ście do­brej ja­ko­ści) opieka osób trze­cich, stąd tak ważna jest praca ro­dzica nad wła­snym za­cho­wa­niem oraz pre­zen­to­wa­nymi po­sta­wami. Po­dob­nie ja­kość re­la­cji z me­ne­dże­rem jest jed­nym z klu­czo­wych czyn­ni­ków de­ter­mi­nu­ją­cych sa­tys­fak­cję na po­zio­mie za­wo­do­wym. Na­wet je­śli nie je­steś li­de­rem ze­społu, twoje za­cho­wa­nie i po­stawy jako współ­pra­cow­nika mają ogromny wpływ na in­nych lu­dzi oraz ich po­czu­cie za­wo­do­wego speł­nie­nia i sensu.

Roz­cza­ro­wa­nie ro­dza­jem przy­wódz­twa jest plagą wielu or­ga­ni­za­cji, które bo­ry­kają się z trud­no­ściami w utrzy­ma­niu pra­cow­ni­ków. Mło­dzi lu­dzie na rynku pracy (mil­le­nialsi oraz po­ko­le­nie Z) do­ra­stali w znacz­nie mniej prze­wi­dy­wal­nych oko­licz­no­ściach i ro­zu­mieją, że nie ist­nieje "praca na całe ży­cie". Przed­kła­dają oso­bi­ste speł­nie­nie i pra­gnie­nie przy­gody nad lo­jal­ność wo­bec ja­kiej­kol­wiek or­ga­ni­za­cji. Jest to ogromna zmiana men­tal­no­ści w po­rów­na­niu do ich sze­fów i me­ne­dże­rów, wo­bec któ­rych ocze­ki­wano wier­no­ści pew­nym nie­zmien­nym ele­men­tom za­wo­do­wym i spo­łecz­nym oraz za nią na­gra­dzano. Na pewno bę­dzie to pro­ble­mem dla Ste­vena, szefa z opo­wie­ści z po­czątku roz­działu, który praw­do­po­dob­nie straci war­to­ścio­wego członka ze­społu. Sym­pa­tia do ko­le­gów oraz za­do­wo­le­nie z pracy od­czu­wane przez Amy nie za­trzy­mają jej na sta­no­wi­sku za­rzą­dza­nym przez au­to­ry­tar­nego szefa.

Bez względu na to, jak twoja sy­tu­acja za­wo­dowa wy­gląda dziś, kie­dyś pew­nie by­łeś czy­imś pod­wład­nym. Co­fa­jąc się do tych do­świad­czeń, mo­żesz od­kryć wła­sne prze­ko­na­nia na te­mat przy­wódz­twa oraz uczu­cia, które to­wa­rzy­szą ci, kiedy my­ślisz o wspie­ra­ją­cych i nie­wspie­ra­ją­cych re­la­cjach za­wo­do­wych. Po­święć chwilę na stwo­rze­nie li­sty cech naj­gor­szych i naj­lep­szych sze­fów, któ­rych zda­rzyło ci się mieć.

Być może jesz­cze dziś, na­wet je­śli było to dawno, na samą myśl o twoim naj­gor­szym prze­ło­żo­nym ogar­nia cię gniew, a wspo­mnie­nia o naj­lep­szym wy­wo­łują uśmiech na twa­rzy. Być może twoje li­sty przy­po­mi­nają te z ta­beli na na­stęp­nej stro­nie.

Z tych dwóch list ja­sno wy­nika, że do­bre przy­wódz­two ma wiele wspól­nego z mo­de­lem Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny opar­tym na za­chę­cie. Wy­stę­pują w nim ele­menty życz­li­wo­ści i sta­now­czo­ści oraz po­świę­ca­nia czasu na na­ucza­nie itd. Je­śli w pracy bę­dziesz czuł się wy­słu­chany i ak­cep­to­wany, sko­rzy­sta na tym rów­nież twoja ro­dzina. Je­śli je­steś me­ne­dże­rem, weź so­bie te dwie li­sty do serca. Je­śli nim nie je­steś, spró­buj na ich pod­sta­wie oce­nić swoje miej­sce pracy i zo­bacz, czy jest to śro­do­wi­sko wspie­ra­jące czy ra­czej tok­syczne.

NAJ­GOR­SZY ME­NE­DŻER

NAJ­LEP­SZY ME­NE­DŻER

Kon­tro­luje

Dzieli się wła­dzą

Jest nie­do­stępny

Jest do­stępny; pro­wa­dzi po­li­tykę "otwar­tych drzwi"

Znie­chęca kry­tyką

Wspiera za­chętą

Sto­suje mi­kro­za­rzą­dza­nie

Wspiera au­to­no­mię w my­śle­niu i dzia­ła­niu

Jest sztywny

Ce­chuje go ela­stycz­ność

Bu­duje re­la­cje hie­rar­chiczne: "Ja mam ra­cję, ty jej nie masz"

Bu­duje re­la­cje part­ner­skie: "Oby­dwoje mamy war­to­ściowy punkt wi­dze­nia"

Nie oka­zuje sza­cunku

Oka­zuje sza­cu­nek

Sa­mo­dziel­nie roz­wią­zuje pro­blem, a na­stęp­nie wy­daje po­le­ce­nia

Roz­wią­zuje pro­blem wraz z pod­wład­nymi

Sa­mo­dziel­nie two­rzy za­sady, a na­stęp­nie je prze­ka­zuje

Two­rzy za­sady wraz z pod­wład­nymi

Kon­cen­truje się na so­bie

Oka­zuje tro­skę i em­pa­tię

Przy­pi­suje so­bie wszyst­kie za­sługi

Zwraca uwagę na wy­si­łek ze­spo­łowy

Nie in­te­re­suje go nic po­nad twoje re­zul­taty w pracy

Jest za­in­te­re­so­wany tym, kim je­steś jako osoba

Sto­suje ob­wi­nia­jący typ ko­mu­ni­ka­cji

Sto­suje ko­mu­ni­ka­cję opartą na sza­cunku

Bu­duje prze­ko­na­nia: "Li­czą się tylko wy­niki" oraz: "Nie je­steś zdolny"

Bu­duje prze­ko­na­nia: "Je­steś war­to­ścio­wym czło­wie­kiem" oraz: "Je­steś zdolny"

Po­zy­tywna Dys­cy­plina wspiera współ­cze­sne do­bre prak­tyki w za­rzą­dza­niu

Wcze­śniej ana­li­zo­wa­li­śmy pięć kry­te­riów Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny, które ja­sno okre­ślają, na czym po­le­gają za­chę­ca­jące po­stawy oraz dzia­ła­nia, czyli mó­wią o tym, co kon­kret­nie można ro­bić, by mieć po­zy­tywny wpływ na oto­cze­nie. W po­niż­szej ta­beli od­nie­siemy je do sfery za­wo­do­wej. Ję­zyk może być nieco od­mienny, ale po­stawy, które mo­żesz roz­wi­jać, oraz dzia­ła­nia, które mo­żesz po­dej­mo­wać jako ro­dzic i pra­cow­nik, są wła­ści­wie ta­kie same. To zda­nie po­winno przy­nieść ci ulgę, je­śli do tej pory z tru­dem prze­łą­cza­łeś się po­mię­dzy oso­bi­stym oraz za­wo­do­wym "ja". Mamy na­dzieję, że na­sze pro­po­zy­cje skło­nią cię do kon­struk­tyw­nych re­flek­sji. Za­po­zna­jąc się z ta­belą, za­sta­nów się, jak - jako czło­nek ze­społu lub jego szef - mo­żesz wpły­wać na dy­na­mikę re­la­cji oraz po­li­tykę za­rzą­dza­nia w swo­jej fir­mie. Bez względu na zaj­mo­wane przez cie­bie miej­sce w hie­rar­chii po­dej­mo­wa­nie tych dzia­łań wpły­nie po­zy­tyw­nie na twoje ży­cie. Na­wet je­śli pro­wa­dzisz jed­no­oso­bową dzia­łal­ność go­spo­dar­czą lub nie­wielką firmę, mo­żesz wy­ko­rzy­stać te za­ło­że­nia w re­la­cjach z klien­tami, do­staw­cami oraz in­nymi pod­mio­tami, z któ­rymi współ­pra­cu­jesz.

KRY­TE­RIA

PO­STAWY I ZA­CHO­WA­NIA W DOMU

PO­STAWY I ZA­CHO­WA­NIA W PRACY

Po­maga dzie­ciom/do­ro­słym po­czuć więź, przy­na­leż­ność oraz stwa­rza im oka­zje do wno­sze­nia wkładu.

Upew­nij się, że prze­kaz mi­ło­ści do­ciera do dziecka - nie­ustan­nie do­ce­niaj oraz za­chę­caj do dal­szych wy­sił­ków; wspól­nie szu­kaj­cie roz­wią­zań.

Upew­niaj się, że prze­kaz sza­cunku oraz tro­ski do­ciera do od­bior­ców - wspól­nie świę­tuj­cie suk­cesy, mów­cie so­bie kom­ple­menty oraz po­świę­caj­cie czas na to, by oso­bi­ście po­znać każ­dego członka ze­społu. Wspól­nie roz­wią­zuj­cie pro­blemy i dbaj­cie o to, by każdy głos zo­stał wy­słu­chany. Po­strze­gaj­cie suk­ces jako wspólny wy­si­łek ca­łego ze­społu, w któ­rym wszy­scy gra­cie do jed­nej bramki.

Utrzy­muje rów­no­wagę po­mię­dzy życz­li­wo­ścią a sta­now­czo­ścią.

Bądź wo­bec dzieci życz­liwy i jed­no­cze­śnie sta­now­czy, aby oka­zy­wać sza­cu­nek so­bie i wy­mo­gom sy­tu­acji. Wcho­dze­nie w per­spek­tywę dziecka spraw­dza się le­piej niż pra­wie­nie ka­zań na te­mat wła­snych uczuć.

Klu­czem jest ja­sna ko­mu­ni­ka­cja. Ocze­ki­wa­nia, ramy cza­sowe oraz wy­tyczne two­rzą struk­turę, na­to­miast ela­stycz­ność oraz zro­zu­mie­nie mo­ty­wują pra­cow­ni­ków oraz przy­no­szą do­bre re­zul­taty w przy­szło­ści. Przyj­muj per­spek­tywę pra­cow­nika i uni­kaj ocen.

Jest sku­teczna dłu­go­fa­lowo.

Za­sta­nów się, czego chcesz dla swo­ich dzieci w przy­szło­ści i uni­kaj sto­so­wa­nia me­tod, które szybko przy­no­szą re­zul­taty, ale nie przy­czy­niają się do wzmac­nia­nia umie­jęt­no­ści, na któ­rych ci za­leży. Po­świę­caj mnó­stwo czasu na ucze­nie.

Ustal dłu­go­fa­lowe cele za­wo­dowe/or­ga­ni­za­cyjne/ze­spo­łowe; uni­kaj szyb­kich wy­gra­nych, które nie wspie­rają dłu­go­fa­lo­wej współ­pracy. Za­dbaj o szko­le­nia, które pod­no­szą nie tylko kon­kretne kom­pe­ten­cje za­wo­dowe, ale rów­nież wspie­rają roz­wój ko­mu­ni­ka­cji oraz in­te­li­gen­cji emo­cjo­nal­nej w ze­spole.

Uczy waż­nych umie­jęt­no­ści spo­łecz­nych i ży­cio­wych.

Da­waj przy­kład do­brych cech za­cho­wa­nia. Za­nim za­bie­rzesz się za na­prawę sy­tu­acji (czyli od­nie­siesz się do za­cho­wa­nia), na­wiąż re­la­cję - za­dbaj o kon­takt fi­zyczny, spoj­rze­nie, przy­tu­le­nie i uśmiech, które spra­wią, że twoje dziecko po­czuje się ko­chane i ak­cep­to­wane. Do­piero wtedy za­re­aguj na nie­od­po­wied­nie za­cho­wa­nie.

Bądź przy­kła­dem nie­za­leż­no­ści, współ­czu­cia i od­por­no­ści psy­chicz­nej. Sza­nuj po­trzebę wła­sną i in­nych do roz­wi­ja­nia mi­strzo­stwa w pracy. Prak­ty­kuj ak­tywne słu­cha­nie w ra­mach co­achin­go­wego stylu przy­wódz­twa; spę­dzaj czas je­den na je­den z pod­wład­nymi; pla­nuj ak­tyw­no­ści wzmac­nia­jące i in­te­gru­jące ze­spół; za­nim od­nie­siesz się do błę­dów, za­dbaj o wy­słu­cha­nie każ­dej ze stron w kon­flik­cie.

Bu­duje oso­bi­stą moc dzieci i do­ro­słych.

Nie rób za dzieci tego, co mogą zro­bić sa­mo­dziel­nie. Kiedy pro­sisz je o wno­sze­nie wkładu, oka­zu­jesz im sza­cu­nek. Ucz, że błędy są wspa­niałą oka­zją do na­uki oraz od­kry­wa­nia tego, co nie­ocze­ki­wane. Zde­cy­duj, co zro­bisz i trzy­maj się tego. Prak­ty­kuj po­zy­tywną prze­rwę. W ro­dzin­nych kłót­niach nie opo­wia­daj się po żad­nej ze stron.

Nie sto­suj mi­kro­za­rzą­dza­nia; wspie­raj au­to­no­mię tak, by każdy mógł pra­co­wać w swoim wła­snym stylu i tem­pie. Dzięki temu zy­skasz czas i ener­gię po­trzebne do re­ali­za­cji za­dań stra­te­gicz­nych (je­śli wcho­dzą one w za­kres two­ich obo­wiąz­ków). Proś o wkład i po­my­sły. Stwórz ja­sne i przej­rzy­ste pro­ce­dury roz­wią­zy­wa­nia pro­ble­mów. Wdra­żaj sto­so­wa­nie umów. Świę­tuj błędy jako wspa­niałą oka­zję do na­uki i wy­ko­rzy­sty­wa­nia kre­atyw­no­ści. Za­chę­caj do po­zy­tyw­nej prze­rwy w chwi­lach sil­nych emo­cji. Pod­czas kon­flik­tów nie opo­wia­daj się po żad­nej ze stron i ja­sno wy­ra­żaj prze­ko­na­nie, że każdy po­trafi roz­wią­zy­wać swoje wła­sne pro­blemy. Szu­kaj roz­wią­zań typu win­win.

Je­śli przyj­miesz te kry­te­ria, bę­dziesz roz­wi­jać pro­po­no­wane przez nas po­stawy i po­dej­mo­wać okre­ślone dzia­ła­nia, twoje do­świad­cze­nie za­wo­dowe sta­nie się bar­dziej po­zy­tywne, wspie­ra­jące i ludz­kie. Praw­do­po­dob­nie w trak­cie tego pro­cesu zdo­bę­dziesz rów­nież praw­dzi­wych przy­ja­ciół.

Znamy mnó­stwo przy­kła­dów za­chęty w dzia­ła­niu. Nie­któ­rzy kre­atywni me­ne­dże­ro­wie rzu­cają pi­łeczkę do każ­dej osoby w po­miesz­cze­niu i ob­da­rzają kom­ple­men­tem osobę, która ją zła­pie. Człon­ko­wie ze­społu mogą sto­so­wać ten sam spo­sób na do­ce­nie­nie sie­bie na­wza­jem. Do­ce­nia­nie jest nie­zwy­kle za­chę­ca­jące. Wzmac­nia po­czu­cie przy­na­leż­no­ści i two­rzy w pracy po­zy­tywną at­mos­ferę sprzy­ja­jącą kre­atyw­no­ści oraz współ­pracy. Je­śli masz ra­czej sa­mo­dzielną pracę i rzadko oso­bi­ście spo­ty­kasz się ze współ­pra­cow­ni­kami oraz klien­tami, za­chętę i do­ce­nia­nie mo­żesz sto­so­wać wir­tu­al­nie. Wy­sy­łaj linki do cy­ta­tów oraz po­my­słów, które twoim zda­niem są in­spi­ru­jące, krót­kie kar­teczki z po­dzię­ko­wa­niami i kartki świą­teczne oraz "gra­tu­la­cje z oka­zji awansu" po­przez pro­fe­sjo­nalne sieci ne­twor­kin­gowe. Nie za­po­mi­naj rów­nież o sto­so­wa­niu za­chęty wo­bec sa­mego sie­bie! Je­śli po­czu­jesz osa­mot­nie­nie w pracy, na­gra­dzaj się za osią­gnię­cie waż­nych ce­lów lub ka­mieni mi­lo­wych.

Po­zy­tywna Dys­cy­plina w dzia­ła­niu

CZĘŚĆ 1: ZA­RZĄ­DZA­NIE Z WY­KO­RZY­STA­NIEM PO­ZY­TYW­NEJ DYS­CY­PLINY

Me­la­nie za­rzą­dza biu­rem ob­sługi klienta w du­żej fir­mie pro­duk­cyj­nej. W re­zul­ta­cie we­wnętrz­nego i ze­wnętrz­nego au­dytu w fir­mie do­stała po­le­ce­nie stwo­rze­nia szcze­gó­ło­wego pod­ręcz­nika za­wie­ra­ją­cego wszyst­kie za­sady i pro­ce­dury działu ob­sługi klienta. Było to wy­ma­ga­jące za­da­nie dla Me­la­nie i jej ze­społu nie­ustan­nie za­ję­tego od­po­wia­da­niem na za­py­ta­nia klien­tów oraz ob­sługą re­kla­ma­cji. Na­tych­miast zwo­łała spo­tka­nie ze swo­imi bez­po­śred­nimi pod­wład­nymi, wy­ja­śniła za­da­nie, po­dzie­liła się swo­imi oba­wami, po­pro­siła o po­moc i wspar­cie. Przede wszyst­kim za­le­żało jej, by wy­ge­ne­ro­wali po­my­sły, które po­zwo­li­łyby na re­ali­za­cję tego za­da­nia i jed­no­cze­sne wy­ko­ny­wa­nie co­dzien­nej pracy.

Po bu­rzy mó­zgów ze­spół Me­la­nie zde­cy­do­wał, że każda osoba po­dej­mie się na­pi­sa­nia jed­nej ze szcze­gó­ło­wych pro­ce­dur i zrobi to w nie­pod­le­ga­ją­cym ne­go­cja­cjom ter­mi­nie. Jako sze­fowa wy­ra­ziła wdzięcz­ność za ich go­to­wość do pod­ję­cia się do­dat­ko­wej pracy i pod­kre­śliła, jak trudne bę­dzie łą­cze­nie co­dzien­nej pracy z no­wym wy­zwa­niem. Za­pew­niła o swo­jej go­to­wo­ści to­wa­rzy­sze­nia im na każ­dym eta­pie no­wego za­da­nia i ra­dze­nia so­bie z trud­no­ściami, które mogą prze­szko­dzić im w do­trzy­ma­niu ter­minu. Za­pro­po­no­wała uczcze­nie za­koń­cze­nia pro­jektu im­prezą.

Wi­dząc, że jej ze­spół do­kłada wszel­kich sta­rań, by wy­wią­zać się z do­dat­ko­wych zo­bo­wią­zań, czę­sto się z nimi spo­ty­kała. Da­wała im wspar­cie, do­ce­niała oraz za­chę­cała do kre­atyw­nego wy­ko­rzy­sta­nia wie­dzy w two­rze­niu każ­dej pro­ce­dury. Pu­blicz­nie do­ce­niała osoby, które ukoń­czyły za­da­nie. Człon­ków ze­społu mie­rzą­cych się z trud­no­ściami py­tała, ja­kiego ro­dzaju wspar­cia po­trze­bują. Nie­któ­rzy z nich od­czu­wali fru­stra­cję z po­wodu wy­zwa­nia, ja­kim było prze­la­nie po­my­słów na pa­pier. Me­la­nie szu­kała ochot­ni­ków, któ­rzy mo­gli im w tym po­móc. Kom­ple­men­to­wała ich wszel­kie osią­gnię­cia oraz da­wała prak­tyczne wska­zówki przy­spie­sza­jące pracę. Cza­sem wy­ma­gało to od niej in­nego przy­dzie­la­nia obo­wiąz­ków, by osoby, które były nieco w tyle z pro­ce­du­rami, miały od­po­wied­nią ilość czasu na ich ukoń­cze­nie. Człon­ko­wie ze­społu, dla któ­rych to za­da­nie oka­zało się wy­zwa­niem, mo­gli li­czyć na po­moc i wspar­cie, za­miast oba­wiać się kry­tyki i ne­ga­tyw­nej oceny.

Me­la­nie już od pew­nego czasu in­we­sto­wała wy­si­łek oraz ener­gię w oso­bi­ste i za­wo­dowe po­zna­nie każ­dej osoby w ze­spole. Znała sy­tu­ację ro­dzinną i do­mową każ­dego pra­cow­nika w dziale, co po­zwa­lało jej za­ofe­ro­wać wspar­cie i oka­zać tro­skę, gdy cho­ro­wały im dzieci lub part­ne­rzy albo mie­rzyli się z ja­ki­mi­kol­wiek in­nymi wy­zwa­niami. Pod­czas re­gu­lar­nych spo­tkań ze­spo­ło­wych i in­dy­wi­du­al­nych za­da­wała mnó­stwo peł­nych cie­ka­wo­ści py­tań ("co" i "jak"), aby do­brze zro­zu­mieć różne punkty wi­dze­nia.

Ko­niec koń­ców każdy czło­nek ze­społu Me­la­nie do­trzy­mał ter­minu wy­ko­na­nia swo­jej czę­ści za­da­nia. Jako ze­spół stwo­rzyli nie­zwy­kły pro­dukt - wszy­scy byli z niego dumni, bo uwa­żali go za wspólne dzieło. Me­la­nie do­trzy­mała słowa i zor­ga­ni­zo­wała im­prezę z lo­dami z go­rącą po­lewą kar­me­lową, two­rząc oka­zję do świę­to­wa­nia - jej pod­władni czuli się do­ce­nieni, war­to­ściowi i zdolni, a jej to­wa­rzy­szyła wdzięcz­ność i duma z po­wodu tego, co udało się im osią­gnąć. Stwo­rzony pod­ręcz­nik i za­warte w nim pro­ce­dury były na bie­żąco wy­ko­rzy­sty­wane przez de­par­ta­ment, a po­nie­waż w ten pro­jekt za­an­ga­żo­wany był cały ze­spół, wszy­scy zo­stali wy­mie­nieni jako współ­au­to­rzy i w ten spo­sób Me­la­nie "wy­pro­mo­wała" swo­ich lu­dzi.

CZĘŚĆ 2: ZA­RZĄ­DZA­NIE BEZ WY­KO­RZY­STA­NIA PO­ZY­TYW­NEJ DYS­CY­PLINY

Bar­bara pełni funk­cję me­ne­dżera de­par­ta­mentu na­leż­no­ści w tej sa­mej fir­mie co Me­la­nie. Ona rów­nież otrzy­mała po­le­ce­nie stwo­rze­nia szcze­gó­ło­wego pod­ręcz­nika z pro­ce­du­rami i za­sa­dami dla swo­jego działu. Chcąc za­do­wo­lić au­dy­to­rów nie­zwy­kłą ja­ko­ścią pracy, za­my­kała się w swoim biu­rze i spę­dzała w nim dłu­gie, wy­czer­pu­jące go­dziny.

Nie przed­sta­wiła pro­jektu ze­spo­łowi ani nie po­pro­siła jego człon­ków o ża­den wkład. Od czasu do czasu wy­ła­niała się ze swo­jego po­koju i pro­siła o wy­ja­śnie­nia pew­nych aspek­tów ich co­dzien­nej pracy, ale ni­gdy nie zdra­dziła, nad czym wła­ści­wie pra­cuje. Oczy­wi­ście jej ze­spół po­dej­rze­wał, że coś jest na rze­czy, po­nie­waż Bar­bara była ogrom­nie ze­stre­so­wana i nie­ustan­nie za­pra­co­wana. Kiedy wy­szło na jaw, że sa­mo­dziel­nie usi­łuje na­pi­sać ka­ta­log pro­ce­dur dla ich de­par­ta­mentu, za­częli prze­wra­cać oczami i szep­tać: "A skąd niby ona mia­łaby się na tym znać? Dla­czego się nas nie za­py­tała?".

Po wielu ty­go­dniach wy­tę­żo­nej pracy Bar­bara skon­tak­to­wała się z au­dy­to­rami i przed­sta­wiła im szcze­gó­łowy ka­ta­log pro­ce­dur, na­stęp­nie za­rzą­dziła spo­tka­nie ze­społu, by od­dać im skoń­czony pro­dukt. Była wy­czer­pana, ale dumna z do­trzy­ma­nia ter­minu. Każdy czło­nek ze­społu otrzy­mał ko­pię ka­ta­logu i przy­kaz, by od tej pory sto­so­wał się do wszyst­kich pro­ce­dur oraz wy­tycz­nych, które zo­stały tam za­warte. Po­nie­waż otrzy­mali go też au­dy­to­rzy, przy­szła ocena de­par­ta­mentu za­le­żała od tego, na ile sku­tecz­nie uda się im dzia­łać zgod­nie z opra­co­wa­nymi przez Bar­barę za­sa­dami.

Prze­glą­da­jąc do­ku­ment, człon­ko­wie jej ze­społu za­ła­my­wali ręce z roz­pa­czy, gdyż na­ty­kali się na pro­ce­dury, które były nie­re­ali­styczne, nie­spra­wie­dliwe lub po pro­stu nie­po­prawne. Wszy­scy jak je­den mąż po­czuli znie­chę­ce­nie oraz oka­zali opór - nie chcieli, by ktoś mó­wił im, jak mają pra­co­wać, nie za­py­taw­szy ich na­wet o zda­nie i nie wziąw­szy pod uwagę za­kresu ich co­dzien­nych obo­wiąz­ków. Osta­tecz­nie ilość pracy zwią­zana z ko­niecz­no­ścią sto­so­wa­nia się do no­wego ka­ta­logu pro­ce­dur oraz znie­chę­ce­nie spo­wo­do­wane bra­kiem sza­cunku ze strony Bar­bary spo­wo­do­wało, że jej ze­spół się zbun­to­wał i cał­ko­wi­cie zi­gno­ro­wał nowe wy­tyczne. Po pro­stu pra­co­wali we­dług sta­rego sche­matu. Bar­bara była wście­kła: nie tylko się nie sto­so­wali, ale przede wszyst­kim nie do­ce­nili jej wkładu i wy­siłku.

Kiedy de­par­ta­ment wie­rzy­tel­no­ści na­rze­kał, że noty kre­dy­towe nie były opra­co­wy­wane zgod­nie z okre­ślo­nym w ka­ta­logu okre­sem dwu­dzie­stu czte­rech go­dzin, Bar­bara kry­ty­ko­wała swo­jego pra­cow­nika za nie­prze­strze­ga­nie za­sad. Cały ze­spół na­sta­wiony był prze­ciwko niej. Jej pra­cow­nicy nie czuli się zro­zu­miani, za­chę­ceni, do­ce­nieni, war­to­ściowi i ważni. Nie mieli mo­ty­wa­cji, by po­móc jej od­nieść suk­ces i po ci­chu sa­bo­to­wali jej dzia­ła­nia.

NA­RZĘ­DZIA PO­ZY­TYW­NEJ DYS­CY­PLINY

Mamy na­dzieję, że do­strze­gasz już, jak wiele z na­rzę­dzi Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny ma za­sto­so­wa­nie rów­nież w ży­ciu za­wo­do­wym. Chcie­li­by­śmy pod­kre­ślić kilka z tych naj­waż­niej­szych, które w naj­więk­szym stop­niu za­pew­nią ci do­bro­stan oraz suk­ces za­wo­dowy.

Mo­de­luj po­zy­tywne za­cho­wa­nie

Czy pa­mię­tasz frag­ment książki do­ty­czący neu­ro­nów lu­strza­nych? By­cie do­ro­słym nie po­wo­duje ich wy­łą­cze­nia. Dla­tego wła­śnie mię­dzy in­nymi zie­wa­nie oraz śmiech są za­raź­liwe. Za­cznij więc od sie­bie. Za­sta­nów się, któ­rych za­cho­wań w miej­scu pracy ży­czył­byś so­bie wię­cej i za­cznij je wpro­wa­dzać w ży­cie. Po­dej­mij wy­si­łek, by do­strzec szer­szą per­spek­tywę i praw­dziwy cel, roz­ma­wiaj o tym z ko­le­gami i ko­le­żan­kami z pracy. Nie wszy­scy mają zdol­ność syn­te­tycz­nego my­śle­nia. Być może twoja po­moc okaże się dla nie­któ­rych nie­oce­niona. Po­święć czas na uważne słu­cha­nie współ­pra­cow­ni­ków, a w ko­mu­ni­ka­cji po­słu­guj się py­ta­niami otwar­tymi, za­czy­na­ją­cymi się od "co", "jak" i "kiedy". Pa­mię­taj o uro­dzi­nach, py­taj o ży­cie ro­dzinne i hobby. Jak naj­czę­ściej do­ce­niaj in­nych i praw im au­ten­tyczne kom­ple­menty. In­nymi słowy, trak­tuj in­nych tak, jak sam chciał­byś być trak­to­wany.

Stań się de­tek­ty­wem prio­ry­te­tów ży­cio­wych

Sta­raj się od­ga­dy­wać prio­ry­tety ży­ciowe ko­le­gów i ko­le­ża­nek z pracy. Miej na uwa­dze li­stę wy­zwań zwią­za­nych z kon­kret­nym prio­ry­te­tem ży­cio­wym i skut­ków, ja­kie po­wo­dują one w re­la­cjach z in­nymi. Kiedy na­uczysz się na­zy­wać ich prio­ry­tety, ła­twiej bę­dzie ci za­cho­wy­wać się tak, by czuli się bez­piecz­niej i po­wra­cali w re­la­cjach in­ter­per­so­nal­nych do ko­rzy­sta­nia ze swo­ich moc­nych stron. Sto­suj co­achin­gowy styl ko­mu­ni­ka­cji, który po­lega mię­dzy in­nymi na oka­zy­wa­niu praw­dzi­wego za­cie­ka­wie­nia per­spek­tywą dru­giej osoby i zda­wa­niu py­tań otwar­tych. Dziel się wła­snymi do­świad­cze­niami, które mogą być dla in­nych po­mocne, i wspie­raj ich w kon­cen­tro­wa­niu się na roz­wią­za­niach. Pa­mię­taj jed­nak, by nie uży­wać prio­ry­tetu ży­cio­wego jako ety­kiety, lecz trak­tuj go jako sku­teczne na­rzą­dzie do od­kry­wa­nia moc­nych stron da­nej osoby i wy­zwań, z któ­rymi się mie­rzy. Je­śli to ty od­czu­wasz nad­mierną fru­stra­cję, mo­żesz po­świę­cić chwilę na re­flek­sję i za­sta­no­wić się, czy przy­pad­kiem sam nie wpa­dłeś w pu­łapkę nie­kon­struk­tyw­nych za­cho­wań wy­ni­ka­ją­cych z wła­snego prio­ry­tetu ży­cio­wego.

Jak re­gu­lar­nie pro­wa­dzić sku­teczne spo­tka­nia ze­społu

Spo­tka­nia ze­społu (po­dob­nie jak spo­tka­nia ro­dzinne oraz par) są nie­zwy­kle ważne i służą kilku ce­lom: przed­sta­wia­niu no­wych po­my­słów oraz ko­mu­ni­ko­wa­niu in­for­ma­cji, usta­la­niu ce­lów, wza­jem­nemu in­spi­ro­wa­niu i mo­ty­wo­wa­niu się, roz­wią­zy­wa­niu pro­ble­mów, wy­pra­co­wy­wa­niu kon­sen­susu wo­kół po­li­tyki firmy/działu/ze­społu, kon­so­li­do­wa­niu ze­społu oraz pod­trzy­my­wa­niu jego mo­rale. Do­brze pro­wa­dzone i krót­kie spo­tka­nia są przy­jem­nym i sku­tecz­nym spo­so­bem na zre­ali­zo­wa­nie tych wszyst­kich ce­lów. Ich uczest­nicy otwar­cie dzielą się swo­imi po­my­słami, każdy ma oka­zję do wno­sze­nia wkładu, do­kła­da­nia ce­giełki do po­my­słów in­nych i roz­bu­do­wy­wa­nia ich w spo­sób sy­ner­gi­styczny. Pewna grupa le­ka­rzy sta­ży­stów ochrzciła swoje co­ty­go­dniowe spo­tka­nia ze­społu na­zwą "zlot cza­row­nic". W trak­cie peł­nych wy­zwań lub nie­zwy­kle pra­co­wi­tych okre­sów w pracy zwo­ły­wali co­dzien­nie zloty, aby tak dzie­lić się pracą i obo­wiąz­kami, by cała grupa osią­gała za­mie­rzone cele. Przyj­rzyj się za­sa­dom pro­wa­dze­nia spo­tkań ro­dzin­nych i do­sto­suj je do swo­jego miej­sca pracy. Pa­mię­taj o wa­dze za­chęty i re­gu­lar­no­ści spo­tkań oraz o tym, by nie trwały zbyt długo, gdyż w ten spo­sób mar­nuje się czas oraz wy­si­łek. Kre­atyw­nie an­ga­żuj w nie osoby spoza biura, wy­ko­rzy­stu­jąc współ­cze­sną tech­no­lo­gię. Nie za­po­mi­naj rów­nież o su­ge­ro­wa­niu lub pla­no­wa­niu czasu na ze­spo­łowe przy­jem­no­ści.

Pod­czas kon­flik­tów ni­gdy nie opo­wia­daj się po żad­nej ze stron

Za­cho­waj neu­tral­ność, a kon­flikt po­zwól roz­wią­zać oso­bom, któ­rych on do­ty­czy. Je­śli opo­wiesz się po czy­jejś stro­nie, naj­pew­niej ktoś bę­dzie miał po­czu­cie, że nie przy­na­leży lub nie jest war­to­ścio­wym pra­cow­ni­kiem. To spo­wo­duje eska­la­cję kon­fliktu oraz zwie­lo­krot­nie­nie wy­sił­ków ma­ją­cych na celu udo­wod­nie­nie swo­jej "ra­cji". Je­śli do­dat­kowo peł­nisz wo­bec tych osób funk­cję me­ne­dżera, za wszelką cenę będą sta­rały się prze­ko­nać cię o swo­jej ra­cji. Sym­pa­ty­zo­wa­nie z któ­rą­kol­wiek ze stron jest krzyw­dzące dla każ­dej z nich, a w przy­szło­ści może przy­nieść zwięk­szoną ry­wa­li­za­cję. Naj­lep­szym wyj­ściem z sy­tu­acji jest po­pro­sze­nie skłó­co­nych osób naj­pierw o ochło­nię­cie, a po­tem o wspólne po­szu­ka­nie roz­wią­zań. Oczy­wi­ście na­leży im przy­po­mnieć o kon­cen­tro­wa­niu się na roz­wią­za­nych a nie szu­ka­niu win­nych i o tym, by w spo­sób kre­atywny po­szu­ki­wały spo­sobu na uwzględ­nie­nie wszyst­kich po­trzeb i war­to­ści.

ĆWI­CZE­NIE

Uczyń swoje miej­sce pracy miej­scem po­zy­tyw­nym

Przy­po­mnij so­bie pięć kry­te­riów Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny, a na­stęp­nie za­sta­nów się, jak ci idzie wdra­ża­nie ich w ży­ciu za­wo­do­wym. Oceń się na skali od 1 do 5. Na­stęp­nie za­pla­nuj, ja­kie kon­kretne kroki mo­żesz pod­jąć, by zmie­nić swoje do­świad­cze­nie na lep­sze. Przy­po­mnij so­bie swoje wcze­śniej­sze cele i upew­nij się, że są one mie­rzalne i okre­ślone w cza­sie, czyli za­pisz, co i kiedy zro­bisz, oraz w jaki spo­sób oce­nisz, czy od­nio­słeś suk­ces. Niech tego ro­dzaju praca sta­nie się twoim ry­tu­ałem. Zwra­caj uwagę na po­stępy, za­pi­suj zmiany, któ­rych do­świad­czasz w za­wo­do­wych re­la­cjach. Czy coś się po­pra­wia? Czy czu­jesz się pew­niej w swo­jej roli w pracy/na swoim sta­no­wi­sku? Czy czu­jesz wię­cej za­do­wo­le­nia z tego, jak wy­gląda sy­tu­acja w domu i pracy?

ROZ­DZIAŁ 3

JAK SO­BIE RA­DZIĆ Z PO­CZU­CIEM WINY?

Ka­ren późno wró­ciła do domu. Znowu! Praca na kie­row­ni­czym sta­no­wi­sku w banku była eks­cy­tu­jąca i speł­niała jej am­bi­cje za­wo­dowe, ale ozna­czała wie­czory poza do­mem i ge­ne­ro­wała wiele nie­po­koju o to, że pię­cio­letni Lau­rence spę­dza zbyt dużo czasu z nia­nią. Jak tylko Lau­rence usły­szał wra­ca­jącą mamę, na­tych­miast po­ja­wił się przy drzwiach wej­ścio­wych. "Ma­mu­siu, ma­mu­siu, chodź mu­szę ci ko­niecz­nie po­ka­zać, co Sue i ja zna­leź­li­śmy dzi­siaj w parku!". Nia­nia Sue stała już przy drzwiach i wkła­dała buty. Miała plany na wie­czór, a Ka­ren obie­cała wró­cić wcze­śniej. Sue za­częła zda­wać Ka­ren spra­woz­da­nie z tego, co chło­piec zjadł i jaką pracę wy­ko­nali na na­stępny dzień do szkoły. W tym cza­sie Lau­rence cze­piał się ma­mi­nego płasz­cza. Znie­cier­pli­wiona Ka­ren stra­ciła pa­no­wa­nie nad sobą i prych­nęła: "Lau­rence, nie wi­dzisz, że roz­ma­wiam? Idź do swo­jego po­koju i za­cze­kaj tam na mnie!". Wargi Lau­rence'a za­drżały. Na­tych­miast po­biegł do swo­jego po­koju. Ka­ren z żalu ści­snęło się serce. Wy­rzuty su­mie­nia tylko na to cze­kały.

ŹRÓ­DŁA WINY

Dla wielu osób praca nie jest wy­bo­rem, lecz ko­niecz­no­ścią. Miejmy jed­nak na­dzieję, że w ra­mach kon­kret­nych ról i obo­wiąz­ków za­wo­do­wych wy­bór na­dal ist­nieje. Ce­lem tej książki jest wła­śnie po­moc ro­dzi­com w po­dej­mo­wa­niu naj­lep­szych moż­li­wych de­cy­zji, by mo­gli być za­do­wo­lo­nymi ro­dzi­cami, part­ne­rami i ko­le­gami w pracy bez względu na oko­licz­no­ści. Już we wstę­pie wspo­mnie­li­śmy o tym, jak prze­ko­na­nia na te­mat sie­bie, in­nych i świata wpły­wają na za­cho­wa­nie. Je­śli masz po­czu­cie winy z po­wodu pracy i re­ali­zo­wa­nia swo­ich za­wo­do­wych ma­rzeń albo z po­wodu by­cia peł­no­eta­to­wym ro­dzi­cem, praw­do­po­dob­nie te uczu­cia wpłyną na twoje za­cho­wa­nie i do­pro­wa­dzą do nad­mier­nej kom­pen­sa­cji oraz wy­so­kiego po­ziomu stresu. Dzieci ko­piują na­sze za­cho­wa­nia, tak więc ze­stre­so­wany ro­dzic to ze­stre­so­wane dziecko. Skąd więc bie­rze się to po­czu­cie winy?

Kon­flikt po­mię­dzy ro­dziną a pracą

Ży­jemy w zmie­nia­ją­cej się rze­czy­wi­sto­ści i nie­ustan­nym pę­dzie, z każ­dym ro­kiem czas wy­daje się przy­spie­szać. Czter­dzie­ści lat temu pra­cu­jące matki były wy­jąt­kiem w sztyw­nym po­dziale ról. Dziś mniej­szo­ścią są ko­biety nie­ak­tywne za­wo­dowo oraz oj­co­wie nie­za­an­ga­żo­wani w wy­cho­wa­nie dzieci. W wy­niku tych zmian mamy do czy­nie­nia z no­wymi moż­li­wo­ściami oraz wy­zwa­niami. Lu­dzie mu­szą wy­wią­zy­wać się z wielu, czę­sto po­zo­sta­ją­cych ze sobą w sprzecz­no­ści zo­bo­wią­zań w domu i pracy. To wy­maga ogromu czasu i ener­gii od za­pra­co­wa­nych ro­dzi­ców, z któ­rych nie­wielu prze­szło szko­le­nia do­ty­czące za­rzą­dza­nia sobą w cza­sie, za­rzą­dza­nia do­mem i sku­tecz­nego ro­dzi­ciel­stwa. Wy­rzuty su­mie­nia spo­wo­do­wane prze­ko­na­niem, że w żad­nym z tych ob­sza­rów nie można sta­nąć na wy­so­ko­ści za­da­nia, ku­mu­lują się i wpły­wają ne­ga­tyw­nie na zdro­wie ro­dzi­ców i dzieci.

Naj­częst­szym po­wo­dem nie­obec­no­ści w pracy są kwe­stie ro­dzinne. Kon­flikty na styku pracy i ży­cia ro­dzin­nego są czyn­ni­kiem stre­su­ją­cym, ge­ne­ru­ją­cym różne bio­lo­giczne i psy­cho­lo­giczne wy­zwa­nia, które wpły­wają na zdro­wie ro­dzi­ców i dzieci, przy­czy­nia­jąc się do ko­lej­nych nie­obec­no­ści w pracy. Pro­blem rów­nej płacy oraz kosz­tów opieki nad dziećmi stał się go­rą­cym te­ma­tem, gdy na sce­nie za­wo­do­wej po­ja­wiły się ko­biety, a oj­co­wie mu­sieli za­cząć mie­rzyć się ze swo­imi wła­snymi wy­zwa­niami do­ty­czą­cymi po­czu­cia winy w ob­sza­rze ro­dziny i pracy. Wielu męż­czyzn zre­zy­gno­wało z za­wo­do­wego "wy­ścigu szczu­rów" z po­wodu po­ziomu stresu, któ­remu nie byli w sta­nie spro­stać. Wskaź­nik roz­wo­dów nie zmie­nia się i oscy­luje wo­kół pięć­dzie­się­ciu pro­cent[1], za­tem co­raz więk­sza liczba ro­dzi­ców wy­cho­wuje dzieci sa­mot­nie lub w ro­dzi­nach pat­chwor­ko­wych i musi nie­ustan­nie żon­glo­wać wie­loma zo­bo­wią­za­niami. Bez względu na twoją sy­tu­ację ro­dzinną i tak mo­żesz mieć wra­że­nie, że ni­gdy nie masz ani wy­star­cza­ją­cej ilo­ści czasu, ani ener­gii, by wy­ko­nać wszystko z dłu­giej li­sty za­dań.

Inne ocze­ki­wa­nia

Wielu pra­cu­ją­cych ro­dzi­ców, choć szcze­gól­nie ko­biety, od­czuwa rów­nież wy­rzuty su­mie­nia z po­wodu ne­ga­tyw­nego wpływu ich ży­cia ro­dzin­nego na współ­pra­cow­ni­ków. Za­ło­że­nie ro­dziny czę­sto wiąże się z do­ko­na­niem pew­nych zmian w ży­ciu za­wo­do­wym i skut­kuje urlo­pami ro­dzi­ciel­skimi, bar­dziej ela­stycz­nym cza­sem pracy, nie­obec­no­ścią w fir­mie w związku z opieką nad cho­rym dziec­kiem itd. Ko­biety mogą mieć po­czu­cie, że za­wo­dzą ko­le­gów i ko­le­żanki z ze­społu, lub mogą nie­po­koić się o swoje mniej­sze szanse na awans w po­rów­na­niu z oso­bami, które nie mają in­nych zo­bo­wią­zań niż za­wo­dowe. Praca na pół etatu (lub inny ro­dzaj ela­stycz­nych go­dzin pracy) może być po­strze­gana przez bez­dziet­nych współ­pra­cow­ni­ków jako "urlop", a prze­cież każdy ro­dzic wie, że opieka nad dziec­kiem to by­cie na peł­nych ob­ro­tach i w żad­nej mie­rze nie jest to czas wolny od pracy! Na­to­miast re­zy­gna­cja z wy­ko­rzy­sta­nia wol­nego dnia na dziecko może z ko­lei wią­zać się z wy­rzu­tami su­mie­nia i prze­ko­na­niem, że jest się złą matką!

Je­śli pra­cu­jesz na wła­sny ra­chu­nek, być może uspra­wie­dli­wiasz się przed part­ne­rem, przy­ja­ciółmi i ro­dziną, że choć je­steś w domu, to prze­cież wciąż pra­cu­jesz. Bez­dzietne osoby wo­kół cie­bie mogą nie ro­zu­mieć, dla­czego "sie­dząc" w domu z ma­lu­chem, który wła­śnie na­uczył się cho­dzić, nie mo­żesz do­koń­czyć ra­portu lub nie wy­wią­zu­jesz się z in­nych zo­bo­wią­zań. Po co w ogóle po­trzebna ci po­moc w opiece nad dziec­kiem? Pew­nie by­cie mamą przy­sła­nia ci wszystko inne.

Rów­nież wielu męż­czyzn mie­rzy się z po­dob­nymi dy­le­ma­tami. Spora ich grupa mia­łaby ochotę bar­dziej za­an­ga­żo­wać się w opiekę nad dziec­kiem i pójść na urlop wy­cho­waw­czy, lecz ule­gają pre­sji spo­łecz­nych ste­reo­ty­pów, we­dług któ­rych po­winni przede wszyst­kim za­bez­pie­czać ma­te­rialny byt ro­dziny i nie "za­wieść człon­ków swo­jego ze­społu". Tego ro­dzaju po­czu­cie winy może przy­no­sić także wiele szkód, po­dob­nie jak we­wnętrzne kon­flikty ro­dzi­ców, któ­rzy wię­cej czasu spę­dzają w pracy niż w domu.

Po­czu­cie winy spo­wo­do­wane nie­tra­fio­nymi de­cy­zjami ro­dzi­ciel­skimi

Wielu ro­dzi­ców zdaje so­bie sprawę, że w domu dzia­łają na tak zwa­nym au­to­pi­lo­cie. Mogą na­wet do­strze­gać, że ich dzieci nie roz­wi­jają się w naj­lep­szy moż­liwy spo­sób, a jed­nak są tak bar­dzo prze­cią­żeni róż­nymi obo­wiąz­kami i ze­wnętrz­nymi ocze­ki­wa­niami, że na­dal ko­rzy­stają z krót­ko­ter­mi­no­wych stra­te­gii, ta­kich jak kary i na­grody. W re­zul­ta­cie wpa­dają w błędne koło po­czu­cia winy-zło­ści-wy­rzu­tów su­mie­nia, co pro­wa­dzi do jesz­cze bar­dziej nie­sku­tecz­nych dzia­łań ro­dzi­ciel­skich. Taki stan nie jest do­bry dla ni­kogo - ani dla ro­dzi­ców, ani dla dzieci.

Po­zwól, że do­ko­namy pew­nego wy­ja­śnie­nia w na­wią­za­niu do opi­sa­nych po­wy­żej uczuć. Jest róż­nica mię­dzy zdro­wym pra­gnie­niem by­cia czę­ścią ży­cia two­jego dziecka a mar­twie­niem się lub wy­rzu­tami su­mie­nia z po­wodu szko­dli­wego prze­ko­na­nia, że gdy sta­wiasz sie­bie na pierw­szym miej­scu, nie trosz­czysz się o dziecko. Praw­do­po­dob­nie za­wsze bę­dziesz chciał to­wa­rzy­szyć dziecku w jego roz­woju i do­świad­cze­niach, ale kiedy nie bę­dziesz mógł być z nim w waż­nych dla niego chwi­lach, po­jawi się to ukłu­cie w sercu nie­za­leż­nie od tego, czy je­steś ak­tywny za­wo­dowo, czy nie. To nie jest po­czu­cie winy. To jest mi­łość i w do­datku zdrowa mi­łość, choć od czasu do czasu to pra­gnie­nie może być w kon­flik­cie z in­nymi two­imi ce­lami ży­cio­wymi. Je­śli ko­rzy­stasz z mą­drych stra­te­gii ro­dzi­ciel­skich i masz pew­ność, że twoje dziecko jest pod do­brą opieką, nie do­kła­daj so­bie po­czu­cia winy. Ła­two po­my­lić te dwa uczu­cia szcze­gól­nie w chwi­lach zmę­cze­nia i stresu, gdy się­gamy po na­wy­kowe i nie­kon­struk­tywne re­ak­cje. Już za chwilę po­znasz pewną opo­wieść, dzięki któ­rej do­wiesz się, jak wyjść z tego błęd­nego koła winy-zło­ści-wy­rzu­tów su­mie­nia i za­cząć wy­ko­rzy­sty­wać zdrowe stra­te­gie dzia­ła­nia. Za­nim to jed­nak na­stąpi, przyj­rzymy się kilku stra­te­giom ra­dze­nia so­bie z po­czu­ciem winy.

CZYN­NIKI OB­NI­ŻA­JĄCE PO­CZU­CIE WINY RO­DZI­CÓW, BY DZIECI MO­GŁY ROZ­KWI­TAĆ

Na do­bro­stan dzieci mają wpływ nie tylko emo­cje, uczu­cia i prze­ko­na­nia ro­dzi­ców, lecz także sze­reg in­nych czyn­ni­ków. Kiedy je­steś ich świa­dom, mo­żesz le­piej za­rzą­dzać swoim po­czu­ciem winy. Za­cznijmy od przyj­rze­nia się, jak dzieci po­strze­gają pracę ro­dzi­ców.

Jaki sto­su­nek do na­szej pracy mają dzieci?

Ba­da­nia za­pre­zen­to­wane przez El­len Ga­lin­sky w Ask the Chil­dren po­ka­zują, że więk­szość dzieci za­py­tana o swoje od­czu­cia wo­bec pra­cu­ją­cych mam była z nich przede wszyst­kim dumna[2]. (Choć ba­da­nie nie do­ty­czyło sto­sunku dzieci do pra­cu­ją­cych oj­ców, na­szym zda­niem mo­żemy za­ło­żyć, że wy­niki by­łyby ana­lo­giczne). Ba­da­nie opu­bli­ko­wane w 2015 r. w Psy­cho­logy of Wo­men Qu­ar­terly po­twier­dziło po­zy­tywne emo­cje dzieci wo­bec pracy ich mam na prze­strzeni zmie­nia­ją­cych się po­ko­leń. W tym sa­mym roku or­ga­ni­za­cja Ha­rvard Bu­si­ness School opu­bli­ko­wała wy­niki ba­da­nia, we­dług któ­rego córki pra­cu­ją­cych ko­biet od­no­siły więk­sze suk­cesy za­wo­dowe i le­piej za­ra­biały, a ich sy­no­wie ak­tyw­niej an­ga­żo­wali się w dom i opiekę nad dziećmi. Od­po­wie­dzi wielu re­spon­den­tów bio­rą­cych udział w an­kie­cie po­ka­zały, że "efekt pra­cu­ją­cej matki" miał po­zy­tywny wpływ na mo­ty­wa­cję, pew­ność sie­bie i po­ziom współ­czu­cia dzieci. Za­tem dzieci nie mają nic prze­ciwko pra­cu­ją­cym ro­dzi­com, pod wa­run­kiem że praca za­wo­dowa nie pro­wa­dzi do pod­wyż­szo­nego po­ziomu stresu i za­nie­dba­nia.

Można by przy­pusz­czać, iż praca za­wo­dowa prze­kłada się na mniej­szą ilość czasu spę­dza­nego z dziećmi, lecz prze­ło­mowe ba­da­nie z 2012 r. po­ka­zało, że współ­cze­sne pra­cu­jące mamy spę­dzają z dziećmi tyle samo czasu, co nie­pra­cu­jące mamy z lat sie­dem­dzie­sią­tych XX w.[3]. Je­śli za­tem nie cho­dzi o ilość, to może o ja­kość? W wielu przy­pad­kach jest to praw­dziwe wy­zwa­nie. W dzi­siej­szym świe­cie gra­nice mię­dzy pracą zdalną on­line i ży­ciem pry­wat­nym za­cie­rają się (i są od sie­bie od­dzie­lone jed­nym klik­nię­ciem kla­wi­sza kom­pu­te­ro­wego). Do­brej ja­ko­ści, głę­bo­kie, zdrowe re­la­cje wy­ma­gają więk­szej uważ­no­ści, za­an­ga­żo­wa­nia i sa­mo­dy­scy­pliny, by być w pełni obec­nym w chwili i re­la­cji, w któ­rej chcemy się wła­śnie znaj­do­wać. Za­tem ro­dzi­ciel­skie po­czu­cie winy do­ty­czące czasu jest chyba w du­żej mie­rze nie­uza­sad­nione. Dzieci mają po­zy­tywny sto­su­nek do pra­cu­ją­cych ro­dzi­ców i nie czują się po­krzyw­dzone bra­kiem ich sta­łej obec­no­ści, je­śli re­gu­lar­nie spę­dzają z nimi war­to­ściowy czas.

Opieka spra­wo­wana przez osoby trze­cie

Zna­le­zie­nie od­po­wied­niej opieki dla dziecka jest naj­waż­niej­szym czyn­ni­kiem ob­ni­ża­ją­cym po­czu­cie winy ro­dzi­ców, dla­tego wła­śnie temu po­świę­cimy cały ko­lejny roz­dział. Przyj­rzymy się wy­ni­kom ba­dań na ten te­mat.

W 2005 r. ame­ry­kań­ski Na­ro­dowy In­sty­tut Zdro­wia Dziecka i Roz­woju Czło­wieka (NICHD) ukoń­czył jedno z naj­bar­dziej wszech­stron­nych do­tąd ba­dań. W ciągu pięt­na­stu lat ob­jęto nim 1364 dzieci, a jego wy­niki mó­wią same za sie­bie: dzieci, które były pod opieką ma­tek, nie osią­gały wyż­szych re­zul­ta­tów niż dzieci prze­by­wa­jące pod opieką osób trze­cich. Na­to­miast te ostat­nie osią­gały nie­znacz­nie wyż­sze re­zul­taty te­stów ma­te­ma­tycz­nych oraz umie­jęt­no­ści czy­ta­nia i pi­sa­nia, przy­go­to­wu­ją­cych do ko­lej­nych eta­pów na­ucza­nia niż dzieci prze­by­wa­jące tylko pod opieką ro­dziny. Po­nadto opieka osób trze­cich nie miała żad­nego ne­ga­tyw­nego wpływu na więź po­mię­dzy matką a dziec­kiem, co za­pewne przy­nie­sie ulgę za­mar­twia­ją­cym się ma­mom.

Ko­rzy­ści z opieki peł­nio­nej przez osoby trze­cie są nie­zwy­kle liczne: dzieci uczą się ak­cep­to­wać in­nych do­ro­słych (rów­nież w roli au­to­ry­te­tów) oraz wcho­dzić z nimi w in­te­rak­cje. Spę­dzają czas z ró­wie­śni­kami, co roz­wija ich umie­jęt­no­ści in­ter­per­so­nalne, ta­kie jak praca w gru­pie, dzie­le­nie się czy ko­mu­ni­ka­cja. Do­świad­czają więk­szej róż­no­rod­no­ści oraz bar­dziej pe­da­go­gicz­nego i sfor­ma­li­zo­wa­nego po­dej­ścia do na­uki niż w wa­run­kach do­mo­wych. To wszystko le­piej przy­go­to­wuje ich do dal­szych eta­pów edu­ka­cji oraz przy­szłego do­ro­słego ży­cia.

Ba­da­nie po­ka­zało rów­nież, że ro­dzic ma dwu­krot­nie więk­szy wpływ na dziecko niż osoby prze­by­wa­jące z dziec­kiem w pla­cówce opie­kuń­czo­wy­cho­waw­czej. Mo­żesz więc ode­tchnąć z ulgą i nie mieć wy­rzu­tów su­mie­nia, że po­zo­sta­wiasz dziecko pod opieką osób trze­cich (oczy­wi­ście, pod wa­run­kiem że przy­ło­ży­łeś się do po­szu­ki­wań i wy­bra­łeś do­brej ja­ko­ści pla­cówkę lub od­po­wied­nią osobę). Miejmy na­dzieję, że te dane po­mogą ci upew­nić się w swo­ich wy­bo­rach, zmniej­szyć wy­rzuty su­mie­nia i za­cho­wać spo­kój wo­bec żą­dań dzieci, na­wet pod wpły­wem swo­ich sil­nych emo­cji.

Po­czu­cie bez­pie­czeń­stwa pły­nące z dwóch źró­deł do­chodu

Jako pra­cu­jący ro­dzic mo­żesz mo­de­lo­wać nie­za­leż­ność, od­por­ność psy­chiczną, tro­skę o in­nych oraz wiele in­nych cech i umie­jęt­no­ści. Dwa stałe do­chody za­pew­niają więk­szą sta­bil­ność fi­nan­sową oraz po­rów­ny­walny wkład w go­spo­dar­stwo do­mowe. Je­śli do­dat­kowo każde z ro­dzi­ców bie­rze na sie­bie od­po­wie­dzial­ność za obo­wiązki, to we­dług ba­dań im więk­sza rów­no­waga w roz­kła­dzie od­po­wie­dzial­no­ści za dom, tym zwią­zek jest zdrow­szy, co mie­rzone jest mniej­szą liczbą roz­wo­dów. Dla­czego tak się dzieje? Po pierw­sze dwie osoby mają po­dobne (do­mowe i po­za­do­mowe) do­świad­cze­nia ży­ciowe, mie­rzą się z po­dob­nymi wy­zwa­niami, mu­szą po­go­dzić prze­ciw­stawne prio­ry­tety, czę­ściej w spo­sób bar­dziej de­mo­kra­tyczny usta­lają, kto się czym zaj­muje, i oka­zują so­bie na­wza­jem więk­sze zro­zu­mie­nie. Dzięki temu w po­dob­nym stop­niu czują się od­po­wie­dzialne za dom i dzieci, a to z ko­lei po­zy­tyw­nie wpływa na ich mo­ty­wa­cję do więk­szego an­ga­żo­wa­nia się w ży­cie ro­dzinne.

Oczy­wi­ście nic nie jest czar­no­białe. Praw­do­po­dob­nie praca za­wo­dowa jed­nej osoby jest bar­dziej wy­ma­ga­jąca niż dru­giej albo, przy­naj­mniej przez pe­wien czas, przy­nosi więk­szy do­chód i może pro­wa­dzić do róż­nic w po­trze­bach lub po­dej­ściu. Jed­nak mimo wszystko pra­cu­jący tan­dem ro­dzi­ciel­ski wy­daje się dzia­łać na ko­rzyść wszyst­kich za­in­te­re­so­wa­nych.

Ak­tywne oj­co­stwo

Ak­tywne oj­co­stwo prze­kłada się na więk­szą rów­ność w domu. Wzmac­nia rolę oj­ców jako opie­ku­nów i rolę mam jako osób utrzy­mu­ją­cych dom. To do­bry spo­sób na mo­de­lo­wa­nie rów­no­ści, otwar­to­ści i moż­li­wo­ści do­ko­ny­wa­nia róż­nych wy­bo­rów. Kyle D. Pru­ett, psy­chia­tra dzie­cięcy, w swo­jej książce z 2000 r. po­twier­dza, że osoby, które w dzie­ciń­stwie do­świad­czyły ak­tyw­nej opieki ta­tów, jako dzieci prze­ja­wiały mniej za­cho­wań pro­ble­mo­wych, ta­kich jak: kła­ma­nie, smu­tek oraz spra­wia­nie trud­no­ści[4], a w okre­sie doj­rze­wa­nia re­alna obec­ność oj­ców prze­kła­dała się na więk­szy po­ziom em­pa­tii, lep­sze wy­niki w na­uce, więk­sze po­czu­cie szczę­ścia i mniej­szy po­ziom prze­stęp­czo­ści.

Wy­niki ba­da­nia opu­bli­ko­wa­nego w kwiet­niu 2015 r. w Jo­ur­nal of Mar­riage and Fa­mily po­ka­zują, że ilość czasu spę­dza­nego przez oj­ców z dziećmi wzra­sta stale od 1985 r., jed­nak naj­waż­niej­sze od­kry­cie do­ty­czy zna­cze­nia ja­ko­ści czasu spę­dzo­nego z dziec­kiem, a nie dłu­go­ści. Mamy - ze względu na od­czu­waną ko­niecz­ność "sta­wa­nia na wy­so­ko­ści za­da­nia i ro­bie­nia wszyst­kiego" - de facto mogą spę­dzać z dziećmi wię­cej go­dzin niż ta­to­wie, lecz więk­szość tego czasu upływa na za­rzą­dza­niu co­dzien­nymi ak­tyw­no­ściami, pil­no­wa­niu wy­ko­ny­wa­nia obo­wiąz­ków, za­wo­że­niu i przy­wo­że­niu z pla­có­wek opie­kuń­czo­wy­cho­waw­czych i za­jęć do­dat­ko­wych itp. Z ko­lei oj­co­wie spę­dzają z dziećmi czas na grach, za­ba­wie, roz­mo­wie, czy­ta­niu czy od­ra­bia­niu prac do­mo­wych, a przez to fak­tycz­nie spę­dzają wię­cej czasu na in­te­rak­cjach z dziec­kiem. Za­tem ak­tywne za­an­ga­żo­wa­nie oby­dwojga ro­dzi­ców w ży­cie dzieci na róż­nych po­lach prze­kłada się na po­zy­tywne re­zul­taty w ob­sza­rze za­cho­wa­nia, emo­cji oraz na­uki.

Choć ja­kość czasu spę­dza­nego z dziec­kiem jest czyn­ni­kiem klu­czo­wym, to we­dług ba­da­nia opu­bli­ko­wa­nego w 2005 r. przez Fa­ther­hood In­sti­tute już sama fi­zyczna bli­skość ma po­zy­tywny wpływ na dzieci i oj­ców. Dzieci, które spę­dzają wię­cej czasu z oj­cami, mają do nich wię­cej za­ufa­nia i uczą się, że mogą na nich po­le­gać. Po­nadto ta­to­wie, któ­rzy wię­cej czasu po­świę­cają na by­cie ro­dzi­cem, stają się w tym co­raz lepsi i czę­ściej wy­ka­zują się wy­soką wraż­li­wo­ścią i in­tu­icją. Im więk­sze za­an­ga­żo­wa­nie ta­tów na wcze­snym eta­pie roz­woju dziecka, tym więk­sze ko­rzy­ści dla wszyst­kich. Przy­kła­dowo, za­an­ga­żo­wa­nie taty w okre­sie oko­ło­po­ro­do­wym - uczest­nic­two w szkole ro­dze­nia i obec­ność pod­czas po­rodu - wzmac­nia rolę ojca jako waż­nego opie­kuna. Wielu oj­ców mar­twi się tym, że dla dziecka (rów­nież w oczach mamy) za­wsze bę­dzie na dru­giej po­zy­cji. Jed­nak równy po­dział od­po­wie­dzial­no­ści i opieki nad dziec­kiem od sa­mego po­czątku oraz ja­sna i otwarta ko­mu­ni­ka­cja, a także tro­ska o sie­bie na­wza­jem sprzy­jają sta­bil­no­ści.

Co z tra­dy­cyj­nym po­dzia­łem obo­wiąz­ków, gdzie głów­nie ko­bieta spra­wuje opiekę nad dziećmi, a męż­czy­zna dba o za­pew­nie­nie fi­nan­so­wego bez­pie­czeń­stwa? No cóż, zmiana po­staw spo­łecz­nych wy­maga czasu, ale ko­lejne po­ko­le­nia wolno, choć nie­uchron­nie na­ru­szają ste­reo­ty­powy po­rzą­dek świata. Szcze­gól­nie kraje skan­dy­naw­skie, ta­kie jak Szwe­cja i Nor­we­gia, po­czy­niły ogromne kroki, wpro­wa­dza­jąc wiele prze­ło­mo­wych zmian, np. usta­wo­daw­stwo do­ty­czące urlo­pów ma­cie­rzyń­skich, ta­cie­rzyń­skich, wy­cho­waw­czych i spra­wo­wa­nia opieki nad dziećmi. W tej kul­tu­rze dzie­więć­dzie­siąt pro­cent oj­ców bie­rze urlop wy­cho­waw­czy. Świat po­woli bie­rze z nich przy­kład. Tym­cza­sem warto uświa­do­mić so­bie, skąd po­cho­dzi na­sze ro­dzi­ciel­skie po­czu­cie winy, ja­kie są wo­bec nas ocze­ki­wa­nia spo­łeczne i jak mo­żemy so­bie z nimi kon­struk­tyw­nie ra­dzić. Ja­sna ko­mu­ni­ka­cja z pra­co­dawcą oraz in­nymi za­in­te­re­so­wa­nymi stro­nami może przy­czy­nić się do po­prawy sy­tu­acji. Tym zaj­miemy się sze­rzej w roz­dziale 14.

Już te­raz spo­ty­kamy ta­tów pio­nie­rów na ścieżce ak­tyw­nego oj­co­stwa. Star­szy spe­cja­li­sta ds. re­kru­ta­cji z du­żej mię­dzy­na­ro­do­wej or­ga­ni­za­cji po­dzie­lił się z nami na­stę­pu­jącą hi­sto­rią:

Kilka lat temu za­sko­czy­łem pew­nego kan­dy­data te­le­fo­nem w spra­wie no­wych moż­li­wo­ści roz­woju. Pro­po­no­wa­łem mu duży prze­skok w ka­rie­rze, do któ­rego miał wszel­kie po­trzebne umie­jęt­no­ści i kwa­li­fi­ka­cje. "Dzię­kuję, ale nie je­stem za­in­te­re­so­wany" - od­po­wie­dział. Spy­ta­łem go o po­wody od­mowy. Po­wie­dział coś, co na­prawdę mnie za­sko­czyło. Wy­ja­śnił, że "już jest na szczy­cie". Choć zna­łem jego firmę, raz jesz­cze zer­k­ną­łem na jego CV. Na­wet nie był me­ne­dże­rem! Dla niego "szczyt" ozna­czał, że: lubi swoją pracę i firmę, pra­cuje na do­brych wa­run­kach, do­świad­cza spra­wie­dli­wego trak­to­wa­nia i sza­cunku, za­robki star­czają mu na pro­wa­dze­nie wy­god­nego ży­cia, jest za­do­wo­lony z be­ne­fi­tów oraz ela­stycz­nych go­dzin pracy, a co naj­waż­niej­sze - ni­gdy nie opu­ścił żad­nego me­czu swo­ich dzieci, ich przed­sta­wie­nia ta­necz­nego, spo­tka­nia z na­uczy­cie­lem, rocz­nicy, uro­dzin i spo­tka­nia ro­dzin­nego. Awans wy­ma­gałby od niego więk­szego po­świę­ce­nia, po­zo­sta­wa­nia dłu­żej w pracy i go­to­wo­ści do wy­jaz­dów służ­bo­wych. "To nie jest tego warte" - pod­su­mo­wał.

Po­ma­gaj dziecku po­czuć się wy­jąt­ko­wym

Jest mnó­stwo drob­nych rze­czy, które można ro­bić, by po­móc dziecku czuć się wy­jąt­ko­wym bez nad­wy­rę­ża­nia nad­mier­nie swo­ich za­so­bów. Nie­które wy­ma­gają po­świę­ce­nia do­dat­ko­wego czasu, inne tylko czasu na za­sta­no­wie­nie i za­pla­no­wa­nie. Ta­kim pro­stym, a jed­no­cze­śnie przy­no­szą­cym nie­zwy­kłe re­zul­taty roz­wią­za­niem jest stwo­rze­nie mi­go­wego ję­zyka mi­ło­ści, gdzie np. kciuk w górę albo po­ło­że­nie ręki na sercu ozna­cza: "ko­cham cię".

Ko­lej­nym war­to­ścio­wym spo­so­bem bu­do­wa­nia moc­nych i bli­skich re­la­cji z dziećmi jest spę­dza­nie z nimi spe­cjal­nego czasu. Oczy­wi­ście pew­nie już te­raz po­świę­casz im mnó­stwo czasu. Jest jed­nak róż­nica po­mię­dzy cza­sem ko­niecz­nym, cza­sem zwy­kłym a za­pla­no­wa­nym cza­sem spe­cjal­nym. Spe­cjalny czas to za­pla­no­wany wspól­nie z dziec­kiem czas, kiedy ro­bi­cie to, co lu­bi­cie oby­dwoje, spę­dza­cie go tylko we dwójkę i bez żad­nych prze­ryw­ni­ków. Taki na­prawdę war­to­ściowy wspólny czas. Spe­cjalny czas działa za­chę­ca­jąco z kilku po­wo­dów: wzmac­nia wa­szą więź, więc dzieci czują się ważne. Dzięki temu na­rzę­dziu zmniej­sza się liczba za­cho­wań nie­po­żą­da­nych, które zwy­kle są spo­so­bem na za­spo­ko­je­nie po­trzeby przy­na­leż­no­ści i zna­cze­nia. Za­pla­no­wany spe­cjalny czas przy­po­mina ci rów­nież, dla­czego wła­ści­wie chcia­łeś mieć dzieci - aby się nimi cie­szyć! Kiedy je­steś za­jęty, a dzieci do­ma­gają się two­jej uwagi, ła­twiej im za­ak­cep­to­wać twoją od­mowę, gdy twój ko­mu­ni­kat brzmi tak: "Ko­cha­nie, te­raz nie mogę i pa­mię­tam o na­szym spe­cjal­nym cza­sie o czwar­tej trzy­dzie­ści". Wy­obraź so­bie, o ile le­piej po­ra­dzi­łaby so­bie Ka­ren, bo­ha­terka opo­wie­ści otwie­ra­ją­cej ten roz­dział, gdyby miała za­pla­no­wany spe­cjalny czas ze swoim sy­nem Lau­rence'em.

Ale uwaga! Spe­cjalny czas to nie jest czas ekra­nowy. Spe­cjalny czas spę­dzamy na in­te­rak­cji, na wspól­nym ro­bie­niu cze­goś, a nie na wspól­nym oglą­da­niu cze­goś. To nie ozna­cza, że ma­cie ni­gdy ni­czego ra­zem nie oglą­dać. Warto jed­nak po­roz­ma­wiać o tym, co się oglą­dało. Do­wiedz się od dzieci, co my­ślą na te­mat filmu. Je­śli film lub pro­gram po­ru­szał ważne te­maty do­bra i zła, omów­cie je. Je­śli nie za­mie­rzasz tego ro­bić, wy­łącz­cie te­le­wi­zor, kom­pu­ter i te­le­fony i spędź­cie ten czas na ro­bie­niu tego, co spra­wia wam frajdę. Dzieci mu­szą wie­dzieć, że w tym cza­sie są dla cie­bie prio­ry­te­tem. Spe­cjalny czas nie jest rów­nież mo­men­tem na oma­wia­nie dzie­cię­cego za­cho­wa­nia lub in­nych pro­ble­mów, które do­ty­czą dziecka. Po­zwól, żeby to dzieci wy­bie­rały te­maty do roz­mowy i nada­wały ton kon­wer­sa­cji. Ty po­dą­żaj za nimi. Ćwicz się w uważ­nym słu­cha­niu. Spe­cjalny czas można uczy­nić rów­nież czę­ścią wie­czor­nego ry­tu­ału, choć wie­czorny ry­tuał nie po­wi­nien za­stę­po­wać re­gu­lar­nej por­cji spe­cjal­nego czasu w ciągu dnia.

In­nym do­brym po­my­słem na bu­do­wa­nie więzi i wzmac­nia­nie po­czu­cia wy­jąt­ko­wo­ści dziecka jest wie­czorna roz­mowa o przy­jem­nych (ra­do­snych) i mniej przy­jem­nych (smut­nych) wy­da­rze­niach dnia. Ukła­da­jąc dziecko do snu, za­py­taj je o naj­smut­niej­szą rzecz, która wy­da­rzyła mu się dziś. Wy­słu­chaj go z uwagą, nie sta­ra­jąc się ni­czego roz­wią­zy­wać. A po­tem sam po­wiedz o swoim naj­smut­niej­szym do­świad­cze­niu. Na­stęp­nie opo­wiedz­cie so­bie o naj­ra­do­śniej­szych wy­da­rze­niach. Być może za­sko­czy cię to, co usły­szysz od swo­ich dzieci, kiedy ob­da­rzysz je ni­czym nie­zmą­coną uwagą i stwo­rzysz prze­strzeń do re­flek­sji nad ży­ciem.

Pe­wien pra­cu­jący tata po­sta­no­wił, że wy­ko­rzy­sta te­mat naj­ra­do­śniej­szych i naj­smut­niej­szych wy­da­rzeń z ży­cia pod­czas wie­czor­nego ry­tu­ału usy­pia­nia. Czte­ro­let­nia Jesse wkrę­ciła się w opo­wia­da­nie smut­nych rze­czy i nie po­tra­fiła za­snąć. W końcu za­częła pła­kać, a tata za­sta­na­wiał się, czy na pewno był to do­bry po­mysł. Słu­chał jed­nak cier­pli­wie i uważ­nie, nie sta­ra­jąc się roz­wią­zać żad­nego pro­blemu (choć spy­tał Jesse, czy chcia­łaby po­ga­dać o tym na spo­tka­niu ro­dzin­nym). Po pew­nym cza­sie Jesse się uspo­ko­iła, a kiedy tata spy­tał o ra­do­sny mo­ment dnia, wy­gięła usta w pod­kówkę i po­wie­działa: "Dziś nie przy­da­rzyło mi się nic ra­do­snego". Nie była to prawda, bo wie­lo­krot­nie tego dnia się śmiała. Tata był jed­nak na tyle mą­dry, by tego nie sko­men­to­wać, lecz spy­tał, czy Jesse chcia­łaby usły­szeć o jego ra­do­snej chwili. "Moja ra­do­sna chwila na­stąpi do­piero za mo­ment. Nie mogę się już do­cze­kać mo­ich mo­ty­lich po­ca­łun­ków". Wkrótce Jesse śmiała się do roz­puku, wy­mie­nia­jąc mo­tyle po­ca­łunki z tatą.

Mó­wie­nie o smut­nych i ra­do­snych mo­men­tach dnia spraw­dzało się w przy­padku po­zo­sta­łej dwójki dzieci, lecz w przy­padku Jesse tata miał mie­szane uczu­cia. Po­sta­no­wił jed­nak nie pod­da­wać się za szybko. Ko­lej­nego wie­czoru Jesse znów się roz­kle­iła i do­ma­gała się wy­ra­zów współ­czu­cia. Po­nie­waż tata po­now­nie "nie dał się na­brać", po pro­stu sku­pia­jąc się na uważ­nym słu­cha­niu, za­częła opo­wia­dać o przy­jem­nych chwi­lach. Wkrótce Jesse było co­raz ła­twiej przy­po­mi­nać so­bie ra­do­sne mo­menty.

Po­zy­tywna Dys­cy­plina w dzia­ła­niu

"Opo­wiedz mi jesz­cze jedną bajkę" - ję­czała czte­ro­let­nia An­gela. Złość jej mamy wzra­stała z każdą chwilą. Opo­wie­działa już trzy bajki, ale po­czu­cie winy jej nie opusz­czało. Czuła wy­rzuty su­mie­nia z po­wodu tego, że An­gela spę­dza dnie w przed­szkolu, gdy ona pra­cuje. Chciała wy­na­gro­dzić jej swoją nie­obec­ność, choć po­trze­bo­wała rów­nież za­dbać o sie­bie. W końcu jed­nak ule­gła i opo­wie­działa córce czwartą bajkę.

Kiedy po ko­lej­nej opo­wie­ści dziew­czynka na­dal nie od­pusz­czała, ma­mie pu­ściły nerwy: "An­gela! To­bie ni­gdy nie jest do­syć. Nie opo­wiem ci ko­lej­nej bajki, po­nie­waż cią­gle chcesz jesz­cze jedną i jesz­cze jedną, i tak w kółko. Mu­sisz na­uczyć się do­ce­niać to, co do­sta­jesz. Nie ma wię­cej ba­jek!".

An­gela roz­pła­kała się, a mama ucie­kła do ła­zienki. Za za­mknię­tymi drzwiami z oczu po­cie­kły jej łzy. Za­częła się na­po­mi­nać: "Prze­cież ona jest tylko dziec­kiem i chce spę­dzić ze mną tro­chę czasu. Je­śli zo­sta­wiam ją w przed­szkolu na cały dzień, mogę jej wy­na­gro­dzić to do­wolną liczbą ba­jek. Prze­cież to nie jej wina, że je­stem zmę­czona. Nie chcę, by cier­piała tylko dla­tego, że ma pra­cu­jącą matkę. O Boże! Jak ja so­bie po­ra­dzę?".

Co jest prawdą, a co fik­cją w tej sy­tu­acji? Prawdą jest to, że An­gela po­trze­buje wię­cej czasu z mamą, na­to­miast nie­ko­niecz­nie musi usły­szeć cztery bajki. W przy­szło­ści mama może do­stać od córki wię­cej za­cho­wań, które do­ro­śli cza­sem na­zy­wają ma­ni­pu­la­cją. Je­śli mama po­zwala na prze­kra­cza­nie swo­ich gra­nic i da­lej czyta bajki po­mimo swo­jej fru­stra­cji, uczy rów­nież tego swoją córkę, któ­rej w przy­szło­ści może być trud­niej chro­nić swoje gra­nice.

Kiedy mama na­uczy się sza­no­wać swoje po­trzeby, ofia­ro­wu­jąc córce roz­sądną ilość czasu, unik­nie etapu zło­ści. Po jed­nej lub dwóch baj­kach (ta­kiej ilo­ści czasu, którą może po­świę­cić dziecku z przy­jem­no­ścią) mama może życz­li­wie i sta­now­czo po­wie­dzieć: "Czas ba­jek do­biegł końca. Te­raz bu­ziaki, przy­tu­lanki i spa­nie".

Dzieci są jak sej­smo­grafy, z ła­two­ścią wy­czu­wają, kiedy do­ro­śli mó­wią to, co my­ślą, a kiedy są nie­spójni. Je­śli mama bę­dzie kon­se­kwent­nie re­ali­zo­wać to, co za­po­wie­działa, An­gela z pew­no­ścią po­czuje zmianę jej na­sta­wie­nia. Po­nie­waż mama do­piero uczy się oswa­jać po­czu­cie winy, An­gela na­dal może po­słu­gi­wać się wy­uczo­nymi me­to­dami, a na­wet wzma­gać wy­siłki pro­wa­dzące do osią­gnię­cia celu i krzy­czeć: "Chcę ko­lejną bajkę!"[5].

Wtedy mama życz­li­wie i sta­now­czo może po­wie­dzieć: "Chcesz na do­bra­noc do­stać bu­ziaka i przy­tu­lasa, czy wo­lisz pójść spać bez ca­łusa i przy­tu­le­nia?". Być może to wy­star­czy, by prze­kie­ro­wać uwagę An­geli z walki o wła­dzę na moż­li­wość do­ko­na­nia wy­boru, czyli sko­rzy­sta­nia z oso­bi­stej mocy. Je­śli An­gela na­dal bę­dzie ma­ru­dzić lub krzy­czeć, jej mama może po­wie­dzieć: "Po­sie­dzę tu­taj pięć mi­nut i zo­ba­czę, czy w tym cza­sie bę­dziesz go­towa na to, by do­stać bu­ziaka i przy­tu­lasa". (W końcu to mama nie­świa­do­mie po­mo­gła An­geli stać się mi­strzy­nią ma­ni­pu­la­cji i aby dziew­czynka na­uczyła się in­nego ro­dzaju za­cho­wa­nia, trzeba czasu i cier­pli­wo­ści). Je­śli po pię­ciu mi­nu­tach An­gela wciąż bę­dzie wy­ko­rzy­sty­wać stary spo­sób dzia­ła­nia, mama może za­re­ago­wać na­stę­pu­jąco: "Wi­dzę, że nie je­steś jesz­cze go­towa na ca­łusa i przy­tu­lasa. Ju­tro spró­bu­jemy raz jesz­cze", a po­tem wyjść z po­koju.

NA­RZĘ­DZIA PO­ZY­TYW­NEJ DYS­CY­PLINY

Oprócz spe­cjal­nego czasu ist­nieje jesz­cze kilka in­nych spo­so­bów na unik­nię­cie lub wy­eli­mi­no­wa­nie błęd­nych kół winy-pod­da­nia się-po­bła­ża­nia oraz winy-zło­ści-wy­rzu­tów su­mie­nia, a na­stęp­nie bu­do­wa­nia moc­niej­szej więzi z dziec­kiem. Przyj­rzymy się im po ko­lei.

Po­pra­cuj nad te­ma­tami, które wy­wo­łują u cie­bie po­czu­cie winy

Dzieci wie­dzą, czy je­steś po­datny na od­czu­wa­nie winy, czy też nie. Po­czu­cie winy ema­nuje swo­istą ener­gią, która wy­brzmiewa bar­dziej niż słowa! Pierw­szym kro­kiem do wy­pro­sze­nia po­czu­cia winy ze swo­jego ży­cia jest przyj­rze­nie się swoim prze­ko­na­niom do­ty­czą­cym wła­snych wy­bo­rów, o czym pi­sa­li­śmy już we wstę­pie. Sa­mo­świa­do­mość to pierw­szy krok do zmiany za­cho­wa­nia. Oczy­wi­ście może mi­nąć tro­chę czasu, za­nim po­czu­cie winy znaj­dzie się w od­wro­cie, lub nie znik­nie cał­ko­wi­cie. Jed­nak re­flek­sja nad sobą przy­czyni się do tego, że bę­dziesz sku­tecz­niej ko­ry­go­wać wła­sne za­cho­wa­nie i po­ka­zy­wać dzie­ciom, jak do­ko­ny­wać mą­drzej­szych wy­bo­rów.

Zde­cy­duj, co zro­bisz, i trzy­maj się tego

"Prze­czy­tam dwie ksią­żeczki". Klu­czem jest pew­ność wy­po­wia­da­nych słów, życz­li­wość i sta­now­czość. Mó­wie­nie o tym, co je­steś go­tów zro­bić, jest wy­ra­zem sza­cunku dla sa­mego sie­bie, zaś go­to­wość i chęć do spę­dza­nia roz­sąd­nej ilo­ści czasu z dziec­kiem to prze­jaw sza­cunku dla niego. Je­śli wy­ra­żasz swoje in­ten­cje w po­staci gróźb lub szan­tażu, nie oka­zu­jesz sza­cunku dzie­ciom, a twoja sku­tecz­ność ma­leje. Kon­kretne dzia­ła­nie jest znacz­nie sku­tecz­niej­sze niż słowa. Dzieci re­agują na dzia­ła­nia, lecz wy­łą­czają się i prze­stają re­ago­wać, gdy sły­szą zbyt wiele słów. Po­zwól, by twoje życz­liwe i sta­now­cze dzia­ła­nia prze­ma­wiały gło­śniej i wy­raź­niej niż słowa. Je­śli mó­wisz, że prze­czy­tasz dwie ksią­żeczki, tak wła­śnie zrób. Po ich prze­czy­ta­niu przy­tul i po­ca­łuj dziecko na do­bra­noc i wyjdź z po­koju spo­kojny i pewny pod­ję­tej de­cy­zji.

Ogra­ni­czony wy­bór

Da­nie dziecku wy­boru zwięk­sza jego za­an­ga­żo­wa­nie, po­nie­waż po­zwala mu sko­rzy­stać z oso­bi­stej mocy. Ro­dzic na­dal kon­tro­luje sy­tu­ację, bo do wy­boru daje tylko dwie, moż­liwe z jego punktu wi­dze­nia, opcje ("Na do­bra­noc wy­bie­rasz przy­tu­lasa i bu­ziaka czy brak przy­tu­lasa i bu­ziaka"?).

Pla­no­wa­nie

In­nym spo­so­bem na unik­nię­cie sy­tu­acji, w któ­rej dziecko wie­czo­rem do­maga się prze­czy­ta­nia ko­lej­nej książki (i jesz­cze ko­lej­nej, a po­tem bu­ziaka, przy­tu­lasa...), jest za­pla­no­wa­nie tego, co się wy­da­rzy wie­czo­rem. Za­an­ga­żuj dziecko w stwo­rze­nie planu na wie­czór. Je­śli de­cy­du­jesz się na zmianę swo­jego do­tych­cza­so­wego spo­sobu dzia­ła­nia, wy­ra­zem sza­cunku bę­dzie uprze­dze­nie o tym dziecka i wspólne stwo­rze­nie planu no­wego spo­sobu dzia­ła­nia, np.: "Co zda­rzy się, kiedy skoń­czę czy­tać drugą ksią­żeczkę?".

ĆWI­CZE­NIE

Za­pla­nuj spe­cjalny czas z dziec­kiem

Wspól­nie za­sta­nów­cie nad tym, co chcie­li­by­ście ro­bić w trak­cie wa­szego spe­cjal­nego czasu. Za­pisz­cie wszystko, co przyj­dzie wam do głowy. To nie jest czas na oce­nia­nie po­my­słów ani na ich eli­mi­no­wa­nie. Do­piero kiedy skoń­czy­cie etap bu­rzy mó­zgów, po­gru­puj­cie po­my­sły w różne ka­te­go­rie i wy­kre­śl­cie to, co się wam nie po­doba.

Je­śli nie­które z po­my­słów są kosz­towne, wpisz­cie je na li­stę rze­czy, na które chce­cie za­osz­czę­dzić pie­nią­dze. Je­śli na li­ście znaj­dują się po­my­sły, któ­rych wy­ko­na­nie zaj­mie wię­cej niż trzy­dzie­ści mi­nut (ustalmy, że­pół go­dziny to dłu­gość wa­szego spe­cjal­nego czasu), wpisz­cie je na li­stę ro­dzin­nych faj­nych rze­czy do ro­bie­nia i zre­ali­zuj­cie, kiedy bę­dzie­cie mieli wię­cej czasu. Za­pisz­cie, co, kto i kiedy bę­dzie ro­bił z dziećmi w da­nym ty­go­dniu. Upew­nij­cie się, że ma­cie usta­lone kon­kretne dni oraz go­dziny i po pro­stu się tego trzy­maj­cie. Po­wo­dze­nia!

SPE­CJALNY CZAS

DZIEŃ

GO­DZINA

.......................

.......................

.......................

.......................

.......................

.......................

.......................

.......................

.......................

ROZ­DZIAŁ 2

MO­DEL ZA­CHĘ­CA­NIA

Chło­piec zna­lazł w ogro­dzie piękną po­czwarkę. Wie­dząc, że w środku jest mo­tyl, przy­glą­dał się jej co­dzien­nie z uważ­no­ścią. Pew­nego dnia na po­wierzchni ko­konu za­uwa­żył małe pęk­nię­cia. Zwia­sto­wały one po­czą­tek pro­cesu wy­ła­nia­nia się owada. Pod­eks­cy­to­wany, ła­god­nie roz­chy­lał ko­lejne war­stwy ko­konu, by po­móc mo­ty­lowi wy­do­stać się na wol­ność. Jed­nak uwol­niony przez chłopca mo­tyl nie po­tra­fił roz­ło­żyć skrzy­deł. Nie wy­do­stał się z po­czwarki o wła­snych si­łach i nie miał oka­zji wzmoc­nić swo­ich mię­śni. Wkrótce umarł na dłoni chłopca.

PO­ZY­TYWNA DYS­CY­PLINA JEST ROZ­WIĄ­ZA­NIEM

W imię mi­ło­ści wielu ro­dzi­ców nad­mier­nie chroni swoje dzieci, a tym sa­mym utrud­nia im roz­wi­ja­nie od­por­no­ści psy­chicz­nej oraz mo­ty­wa­cji we­wnętrz­nej po­trzeb­nych, by wy­ro­snąć na szczę­śli­wych do­ro­słych, któ­rzy po­tra­fią wno­sić wiele do­brego w ży­cie in­nych lu­dzi i umieją współ­pra­co­wać. Być może za­py­tasz: "Mam po­zwo­lić dziecku cier­pieć i ni­czego mu nie uła­twiać?". No cóż, na­szym zda­niem praw­dzi­wie cier­pie­nie po­ja­wia się wtedy, gdy dzieci do­ra­stają po­zba­wione oka­zji do roz­wi­ja­nia po­czu­cia spraw­czo­ści i pew­no­ści sie­bie oraz od­czu­wa­nia ra­do­ści ze wzbo­ga­ca­nia ży­cia in­nych lu­dzi. Al­fred Ad­ler nie­ustan­nie po­wta­rzał: "Każdy czło­wiek dąży do tego, by coś zna­czyć. Lu­dzie błą­dzą wtedy, gdy nie do­strze­gają, że zna­czą tyle, ile wno­szą w ży­cie in­nych".

W tej książce znaj­dziesz wiele pod­po­wie­dzi, jak wzmac­niać dzie­cięce po­czu­cie spraw­czo­ści i wie­lo­krot­nie prze­czy­tasz o tym, jak ważne jest uni­ka­nie ka­zań, kar oraz nie­spój­nego oka­zy­wa­nia uczuć. Na­szym ro­dzi­ciel­skim za­da­niem jest po­zwo­le­nie dzie­ciom, by prze­ży­wały za­równo wzloty jak i upadki oraz to­wa­rzy­sze­nie im z mi­ło­ścią w in­ter­pre­to­wa­niu wła­snych do­świad­czeń. Oczy­wi­ście nie za­wsze bę­dziemy do­stępni, by je chro­nić i roz­wią­zy­wać za nie pro­blemy. Mo­żemy jed­nak na­uczyć dzieci, jak ra­dzić so­bie w trud­nych sy­tu­acjach i trak­to­wać wy­zwa­nia jako oka­zje do na­uki. Mo­żemy rów­nież wy­po­sa­żyć dzieci w umie­jęt­no­ści spo­łeczne i ży­ciowe, dzięki któ­rym będą mo­gły sa­mo­dziel­nie przejść przez przy­jemne i rów­nież te nie­przy­jemne chwile. Nie cho­dzi o to, by przy­czy­niać się do cier­pie­nia i fru­stra­cji dzieci, ale po­zwo­lić im do­świad­czać cier­pie­nia i fru­stra­cji w at­mos­fe­rze mi­ło­ści, zro­zu­mie­nia i wspar­cia, by w spo­sób na­tu­ralny roz­wi­jały mię­śnie od­por­no­ści psy­chicz­nej.

Po­zy­tywna Dys­cy­plina to swo­isty mo­del za­chę­ca­nia. Po­nie­waż dziecko, które nie­od­po­wied­nio się za­cho­wuje, to dziecko znie­chę­cone, Dre­ikurs na­uczał, że "dzieci po­trze­bują za­chęty, jak ro­ślina wody". Wszyst­kie opi­sane w książce na­rzę­dzia służą temu, by dzieci i ro­dzice po­czuli się za­chę­ceni. Ich funk­cja po­lega na wzmoc­nie­niu po­czu­cia przy­na­leż­no­ści i zna­cze­nia oraz pró­bie od­nie­sie­nia się do prze­ko­na­nia sto­ją­cego za za­cho­wa­niem. Opi­sane na­rzę­dzia speł­niają rów­nież wszyst­kie pięć kry­te­riów Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny, które zo­stały stwo­rzone na pod­sta­wie na­szych wie­lo­let­nich do­świad­czeń. Jed­nak nie będą sku­teczne, je­śli się­gniemy po nie in­stru­men­tal­nie, czyli po­trak­tu­jemy je wy­łącz­nie jako "tech­niki" wy­jęte z pod­ręcz­nika. Aby za­dzia­łały, na­leży ser­cem i umy­słem zro­zu­mieć kon­cep­cje psy­cho­lo­gii Ad­lera, do­dać wła­sną wie­dzę oraz do­świad­cze­nie, a tym sa­mym od­kryć in­dy­wi­du­alny, wy­jąt­kowy spo­sób ich za­sto­so­wa­nia w co­dzien­nym ży­ciu.

Pięć kry­te­riów Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny

Po­trak­tuj te kry­te­ria jako klu­czowe dro­go­wskazy lub po pro­stu jako ro­dzaj po­dej­ścia - ko­nieczny do by­cia ro­dzi­cem sto­su­ją­cym Po­zy­tywną Dys­cy­plinę. Twoje ro­dzi­ciel­skie wy­bory po­winny w miarę moż­li­wo­ści speł­niać te pięć kry­te­riów. Od czasu do czasu warto spraw­dzać, czy fak­tycz­nie tak jest. W tym roz­dziale wspo­mnimy krótko o wielu na­rzę­dziach Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny, by dzięki nim zi­lu­stro­wać fun­da­men­talne za­sady kon­cep­cji. Wszyst­kie na­rzę­dzia szcze­gó­łowo opi­szemy i wy­ja­śnimy w ko­lej­nych roz­dzia­łach książki.

1. Czy to, co ro­bisz, jest pełne sza­cunku (życz­liwe i sta­now­cze w tym sa­mym cza­sie)?

2. Czy to, co ro­bisz, po­maga dzie­ciom czuć, że przy­na­leżą (więź) i są ważne (wkład)?

3. Czy to, co ro­bisz, jest sku­teczne dłu­go­fa­lowo?

4. Czy to, co ro­bisz, uczy dzieci war­to­ścio­wych umie­jęt­no­ści spo­łecz­nych i ży­cio­wych?

5. Czy to, co ro­bisz, za­chęca dzieci do od­kry­wa­nia wła­snych zdol­no­ści, po­ten­cjału i kon­struk­tyw­nego wy­ko­rzy­sta­nia we­wnętrz­nej mocy?

1. Czy to, co ro­bisz, jest pełne sza­cunku (życz­liwe i sta­now­cze w tym sa­mym cza­sie)?

Wiele osób uważa, że al­ter­na­tywą dla kar jest po­błaż­li­wość. Nic bar­dziej myl­nego! Dzieci po­trze­bują za­sad i bez­pie­czeń­stwa two­rzo­nego przez do­ro­słego prze­wod­nika, po­trze­bują też życz­li­wo­ści w spo­so­bie po­ka­zy­wa­nia gra­nic. Jed­nym z na­szych ulu­bio­nych przy­kła­dów ta­kiego po­dej­ścia jest zda­nie: "Ko­cha­nie, ko­cham cię i moja od­po­wiedź brzmi nie". Życz­li­wość po­lega na na­wią­za­niu re­la­cji przed "na­pra­wie­niem sy­tu­acji". Życz­li­wość to sza­cu­nek wo­bec dziecka i wo­bec tego, czego wy­maga od nas sy­tu­acja. "Ko­cham cię" to ele­ment bu­do­wa­nia więzi i zro­zu­mie­nia. Sta­now­czość zaś po­lega na za­cho­wa­niu sza­cunku do sa­mego sie­bie i wła­snych gra­nic. "Nie" z po­wyż­szego zda­nia jest wła­śnie sta­now­czym "na­pra­wie­niem sy­tu­acji".

Sta­now­czość warto po­prze­dzić za­uwa­że­niem oraz na­zwa­niem dzie­cię­cych emo­cji i uczuć: "Ko­cha­nie, wi­dzę, że je­steś wku­rzony, że nie mo­żesz od razu do­stać tego wy­ma­rzo­nego smart­fona, i je­stem pewna, że je­steś w sta­nie za­osz­czę­dzić wy­star­cza­jącą ilość pie­nię­dzy, by wkrótce go so­bie ku­pić". Mo­żesz też naj­pierw oka­zać zro­zu­mie­nie: "Ko­cha­nie, ro­zu­miem, że z two­jej per­spek­tywy od­ra­bia­nie tej pracy do­mo­wej jest bez sensu, i wiem też, że mimo wszystko chcesz ją zro­bić, by nie po­nieść nie­przy­jem­nych kon­se­kwen­cji". Warto jest w spo­sób życz­liwy opo­wie­dzieć o tym, czego nie chcesz zro­bić, a po­tem ja­sno dać do zro­zu­mie­nia, co zro­bisz: "Te­raz nie mogę spę­dzić z tobą czasu i już za go­dzinę jest nasz spe­cjalny czas. Nie mogę się już go do­cze­kać". Jed­no­cze­sna życz­li­wość i sta­now­czość może przy­brać formę prze­kie­ro­wa­nia uwagi dziecka z moż­li­wo­ścią ogra­ni­czo­nego wy­boru: "Czy chce­cie roz­wią­zać wasz kon­flikt, ko­rzy­sta­jąc z po­my­słów z koła wy­boru, czy ra­czej wo­le­li­by­ście za­jąć się nim pod­czas spo­tka­nia ro­dzin­nego i sko­rzy­stać z po­mocy ro­dziny?".

Inną formą by­cia życz­li­wym i sta­now­czym jest kon­se­kwentne de­cy­do­wa­nie o tym, co zro­bisz, i ko­mu­ni­ko­wa­nie tego dziecku. Można za­sad­ni­czo zre­du­ko­wać walkę o wła­dzę w domu, je­śli próby kon­tro­lo­wa­nia za­cho­wa­nia dzieci za­stą­pimy ja­snym ko­mu­ni­ka­tem od­no­śnie do wła­snej re­ak­cji na przy­szłość w po­dob­nych sy­tu­acjach. Weźmy na przy­kład bez­owocne próby żą­da­nia sza­cunku od dziecka. Nikt nie ma wła­dzy nad drugą osobą. Wła­dzę można mieć tylko nad sobą. Mo­żesz po­wie­dzieć dzie­ciom, że bę­dziesz trak­to­wać z sza­cun­kiem za­równo dzieci, jak i sie­bie. Nie masz wpływu na to, co ro­bią twoje dzieci, ale mo­żesz na­tu­ral­nie za­dbać o swój kom­fort i wyjść z po­koju, je­śli zro­bią coś, co nie bę­dzie zgodne z twoją de­fi­ni­cją sza­cunku. Nie­stety, w ta­kich sy­tu­acjach wielu ro­dzi­ców obiera ścieżkę po­zba­wioną sza­cunku dla ko­go­kol­wiek i mówi na przy­kład: "Nie tym to­nem, młoda damo". In­nymi słowy mo­de­luje za­cho­wa­nie, któ­rego chce od­uczyć dzieci. W ta­kiej sy­tu­acji znacz­nie sku­tecz­niej­szą opcją by­łoby wła­śnie pod­ję­cie de­cy­zji o wyj­ściu z po­koju. Po­ni­żej znaj­dziesz jesz­cze kilka in­nych przy­kła­dów na­rzę­dzia "zde­cy­duj, co zro­bisz":

"Po­dam do stołu, kiedy zo­sta­nie na­kryty".

"Bar­dzo chęt­nie po­roz­ma­wiam z tobą, jak tylko te­le­fon znik­nie z pola wi­dze­nia".

"Prze­czy­tam ci dwie opo­wie­ści przed snem".

"Po­mogę ci w pracy do­mo­wej w go­dzi­nach, które wcze­śniej usta­li­li­śmy".

"Za­wiozę cię na mecz, jak tylko ogar­niesz swoje rze­czy w sa­lo­nie".

Naj­trud­niej­szym i naj­waż­niej­szym ele­men­tem tech­niki "zde­cy­duj, co zro­bisz" jest kon­se­kwentne i po­zba­wione zbęd­nych ko­men­ta­rzy zro­bie­nie tego, co się za­po­wie­działo.

Jedną z trud­niej­szych sy­tu­acji do prak­ty­ko­wa­nia jed­no­cze­snej życz­li­wo­ści i sta­now­czo­ści są za­kupy. Czę­sto to­wa­rzy­szy im dy­le­mat, czy ku­po­wać dzie­ciom to, czego się do­ma­gają, czy też nie? Zbyt wielu ro­dzi­ców do­świad­cza po­czu­cia winy, kiedy nie chcą wy­da­wać wię­cej niż mogą lub kiedy mó­wią nie, choć stać ich na wy­da­tek. Tak czy ina­czej, je­śli pod­dają się pre­sji i do­ko­nują za­kupu, stają się zbyt po­błaż­liwi. Je­śli masz po­czu­cie, że ku­pie­nie kon­kret­nej za­bawki nie jest w in­te­re­sie two­jego dziecka, po­wiedz to z sza­cun­kiem i sta­now­czo bez po­czu­cia winy. W ta­kich mo­men­tach po­maga też szczera roz­mowa z dziec­kiem, wy­ja­śnia­jąca po­wody two­jego za­cho­wa­nia. Bądź życz­liwy, ale nie prze­pra­sza­jący: "Ko­cha­nie wiem, że bar­dzo chcia­ła­byś do­stać tę za­bawkę i ja ci jej nie ku­pię. Chęt­nie jed­nak po­mogę ci wy­my­ślić spo­sób, jak za­osz­czę­dzić pie­nią­dze, by było cię na nią stać lub byś mo­gła ku­pić so­bie inną wy­ma­rzoną rzecz".

Je­ste­śmy prze­ko­nani, że od czasu do czasu w two­jej gło­wie po­ja­wiają się ta­kie my­śli jak w na­szych: "Ale prze­cież cza­sem ła­twiej jest pod­dać się i coś ku­pić!". Na krótką metę, czyli na chwilę w skle­pie, ta­kie po­dej­ście się spraw­dza i uła­twia ży­cie, jed­nak na dłuż­szą - za­chęca to dzieci do dzia­łań ma­ni­pu­la­cyj­nych i koń­czy się róż­nymi nie­przy­jem­nymi sce­nami w skle­pach. Co waż­niej­sze, po­ka­zu­jemy dzie­ciom, że nie warto sza­no­wać swo­ich prio­ry­te­tów, i tra­cimy oka­zję, by wes­przeć dzieci w bu­do­wa­niu ich po­czu­cia spraw­czo­ści w za­kre­sie oszczę­dza­nia lub za­ra­bia­nia pie­nię­dzy. Choć te­raz unik­niesz dzie­cię­cej zło­ści, nie­za­do­wo­le­nia czy pła­czu, w przy­szło­ści czeka cię tego znacz­nie wię­cej. Im dłu­żej bę­dziesz uczył swoje dziecko, że ła­two się pod­da­jesz, tym dłu­żej zaj­mie ci po­tem zmiana jego prze­ko­nań i po­ka­za­nie mu, że twoje "nie" jed­nak zna­czy nie. Kiedy zro­zu­mie się dłu­go­fa­lowe ne­ga­tywne skutki pod­da­wa­nia się żą­da­niom dzieci - szkody, które ta­kie za­cho­wa­nie wy­rzą­dza - to ko­rzy­ści pły­nące z by­cia życz­li­wym i sta­now­czym stają się oczy­wi­ste.

2. Czy to, co ro­bisz, po­maga dzie­ciom czuć, że przy­na­leżą (więź) i są ważne (wkład)?

By­cie sku­tecz­nym i do­brym ro­dzi­cem po­lega na two­rze­niu ta­kiej at­mos­fery, w któ­rej dzieci czują, że przy­na­leżą, i jed­no­cze­śnie mają oka­zję, by przy­swa­jać nowe umie­jęt­no­ści, po­peł­niać błędy i wy­cią­gać z nich wnio­ski. Po­trze­bują wy­cho­dzić poza swoją strefę kom­fortu, by do­świad­czać tego, że po­tra­fią sta­wiać czoła wy­zwa­niom i po­dej­mo­wać ry­zyko. Dzieci uczą się roz­sąd­nego po­dej­ścia do rze­czy­wi­sto­ści, mie­rząc się z pro­ble­mami, szu­ka­jąc roz­wią­zań i ob­ser­wu­jąc, co działa, a co nie. Sku­teczne ro­dzi­ciel­stwo po­lega na wy­po­sa­ża­niu dzieci w umie­jęt­no­ści, które po­mogą im od­nieść suk­ces w świe­cie sta­wia­ją­cym przed nimi wy­zwa­nia. Wspar­cie emo­cjo­nalne oraz wspólne po­szu­ki­wa­nie roz­wią­zań to zu­peł­nie co in­nego niż nad­mierna ochrona i ra­to­wa­nie dziecka z każ­dej opre­sji.

We­dług wielu ko­cha­ją­cych ro­dzi­ców by­cie do­brym i sku­tecz­nym ro­dzi­cem ozna­cza, że za­wsze wie się, gdzie i z kim prze­bywa dziecko i co tam robi. Na­to­miast na­szym zda­niem warto przede wszyst­kim wie­dzieć, kim na­sze dziecko jest. Je­śli znamy dziecko, ła­twiej nam wtedy po­zwo­lić mu sa­mo­dziel­nie się uczyć i pró­bo­wać no­wych rze­czy (po­peł­niać błędy). Na­sze za­ufa­nie wzmac­nia dziecko, a nam po­zwala le­piej je wspie­rać, by mo­gło sta­wać się tym, kim praw­dzi­wie jest. Za­tem­przede wszyst­kim za­da­niem ro­dzica jest uczyć, prze­wo­dzić i za­chę­cać, a po­tem wy­pu­ścić dziecko z gniazda w pe­łen mi­ło­ści spo­sób. Wy­pusz­cza­nie z gniazda za­wsze wiąże się z pewną dozą lęku, lecz im le­piej znamy swoje dziecko i wiemy, na co je stać, tym mniej się bo­imy. Je­śli wej­dziemy do świata dziecka oraz na­wią­żemy praw­dziwy i głę­boki kon­takt z tą in­te­re­su­jącą, zdolną i mą­drą osobą, którą się staje, tym ła­twiej bę­dzie nam za­ufać i po­zwo­lić dziecku na sa­mo­dziel­ność. Im wię­cej war­to­ścio­wego czasu spę­dzisz z dziec­kiem, tym mniej wy­siłku wło­żysz w ra­dze­nie so­bie z nie­od­po­wied­nim za­cho­wa­niem, które po­ja­wia się w wy­niku znie­chę­ce­nia. Jest je­den ha­czyk. Aby wejść do świata dziecka, mu­sisz zo­stać za­pro­szony. Nie do­sta­niesz się tam z sa­mego faktu by­cia ro­dzi­cem. To dziecko de­cy­duje, komu za­ufa, z kim bę­dzie roz­ma­wiać i co do­kład­nie po­wie. Mą­drzy ro­dzice wie­dzą, że od­po­wied­nia prze­strzeń, czas, zro­zu­mie­nie, nieco za­chęty i go­to­wość do słu­cha­nia czy­nią cuda.

3. Czy to, co ro­bisz, jest sku­teczne dłu­go­fa­lowo?

Je­śli od­po­wiedź na py­ta­nie: "Czy to jest w in­te­re­sie mo­jego dziecka na dłuż­szą metę?" jest twier­dząca, to mo­żesz mieć pew­ność, że to, co ro­bisz, jest do­bre. Jed­nym z naj­po­waż­niej­szych błę­dów ro­dzi­ciel­skich jest nie­za­sta­na­wia­nie się nad dłu­go­fa­lo­wymi skut­kami wła­snych dzia­łań.

Pi­sa­li­śmy już o prze­ko­na­niu kry­ją­cym się za za­cho­wa­niem (me­ta­fora góry lo­do­wej). Kara działa, ale tylko chwi­lowo, bo fak­tycz­nie może spo­wo­do­wać, że dziecko za­prze­sta­nie ja­kie­goś dzia­ła­nia. Jed­nak co w ta­kiej chwili po­my­śli o so­bie i to­bie? Co po­czuje i na ja­kie za­cho­wa­nie pod wpły­wem tego do­świad­cze­nia zde­cy­duje się w po­dob­nej sy­tu­acji w przy­szło­ści? Ja­kiego ro­dzaju za­cho­wa­niem w przy­szło­ści będą skut­ko­wać dzi­siej­sze my­śli, uczu­cia i de­cy­zje two­jego dziecka? Pa­mię­taj, aby jako ro­dzic nie­ustan­nie my­śleć o tym, czego na dłuż­szą metę dziecko uczy się w re­la­cjach z tobą - to je­den z naj­waż­niej­szych prze­ka­zów tej książki. Za parę lat, gdy twoje dziecko bę­dzie do­ra­stać, po­zwoli ci to unik­nąć nad­mier­nego stresu oraz prze­cią­że­nia w ro­dzi­ciel­stwie.

W ćwi­cze­niu, które za chwilę za­pro­po­nu­jemy, po­pro­simy cię, byś po­my­ślał o ce­chach i kom­pe­ten­cjach, które chciał­byś, aby twoje dziecko miało w przy­szło­ści. Ce­lem ro­dzi­ciel­stwa i jed­no­cze­śnie jego naj­więk­szym wy­zwa­niem jest ra­dze­nie so­bie z co­dzien­nymi trud­no­ściami i kry­zy­sami w taki spo­sób, by dzieci, do­ra­sta­jąc, na­by­wały cech, na ja­kich nam za­leży. Ro­dzice są bar­dziej sku­teczni, gdy za­sta­na­wiają się: "Do ja­kich wnio­sków doj­dzie moje dziecko, gdy to zro­bię?"; "Czego na­uczy się o so­bie, o mnie, o tym, co działa?"; "Co zrobi na­stęp­nym ra­zem?"; "Ja­kie będą dłu­go­fa­lowe kon­se­kwen­cje mo­jej po­błaż­li­wo­ści (lub kon­troli), która po­ja­wia się w od­po­wie­dzi na po­czu­cie winy, po­nie­waż nie po­tra­fię zna­leźć rów­no­wagi po­mię­dzy ży­ciem ro­dzin­nym a za­wo­do­wym, bo zbyt dużo pra­cuję lub czę­sto je­stem prze­mę­czony?".

W świe­cie, w któ­rym ro­dzice do­świad­czają roz­dar­cia po­mię­dzy re­ali­za­cją ce­lów za­wo­do­wych i ro­dzin­nych oraz na­rze­kają na brak czasu i ener­gii, tego ro­dzaju my­śle­nie przy­cho­dzi z trud­no­ścią. A jed­nak mu­simy je pod­jąć! Czego ro­dzice uczą dziecko, je­śli są nad­mier­nie wy­ro­zu­miali i za­spo­ka­jają wszyst­kie jego za­chcianki i żą­da­nia? Oto nie­które z moż­li­wo­ści: "Je­śli cze­goś chcesz, po­wi­nie­neś do­stać to na­tych­miast"; "W ży­ciu naj­waż­niej­sze są do­bra ma­te­rialne"; "Nie po­tra­fisz ra­dzić so­bie z roz­cza­ro­wa­niem, więc za­dbam o to, że­byś nie mu­siał tego ro­bić". Dzieci, któ­rych ro­dzice ku­pują i dają im nie­mal wszystko, do­świad­czają krót­ko­trwa­łej przy­jem­no­ści, jed­nak po­zba­wiane są waż­nych ży­cio­wych lek­cji. Brak roz­piesz­cza­nia, które w Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pli­nie ro­zu­miemy jako wy­rę­cza­nie, uczy dziecko, że ma po­ten­cjał do roz­wią­zy­wa­nia swo­ich wła­snych pro­ble­mów i ra­dze­nia so­bie z roz­cza­ro­wa­niem sa­mo­dziel­nie lub na je­den z wielu moż­li­wych spo­so­bów. To się na­zywa so­lidny fun­da­ment na przy­szłość!

4. Czy to, co ro­bisz, uczy dzieci war­to­ścio­wych umie­jęt­no­ści spo­łecz­nych i ży­cio­wych?

Być może nie trzeba cię prze­ko­ny­wać, że ani au­to­ry­tar­ność, ani po­błaż­li­wość nie są sku­tecz­nymi me­to­dami bu­do­wa­nia do­brych re­la­cji i osią­ga­nia po­zy­tyw­nych re­zul­ta­tów. Wiemy jed­nak, że trudno jest wy­zbyć się sta­rych na­wy­ków, nie za­stę­pu­jąc ich no­wymi, dla­tego tak ważne jest po­świę­ca­nie czasu na na­ukę - od­nosi się to w rów­nym stop­niu do ro­dzi­ców jak i dzieci. Jedną z naj­bar­dziej za­chę­ca­ją­cych rze­czy, ja­kie mo­żesz zro­bić jako ro­dzic, jest po pro­stu uczyć dziecko - stwa­rzać mu oka­zje do przy­swa­ja­nia umie­jęt­no­ści, które przy­da­dzą mu się w póź­niej­szym ży­ciu. Nie­stety ucze­nie się wy­maga czasu i cier­pli­wo­ści, dla­tego wielu ro­dzi­ców idzie drogą na skróty, wy­bie­ra­jąc tym­cza­sowe roz­wią­za­nia w po­staci wy­rę­cza­nia lub ka­ra­nia. Kiedy dzieci do­cho­dzą do wnio­sku, że han­dry­cze­nie i ma­ru­dze­nie jest świet­nym spo­so­bem na "zmo­ty­wo­wa­nie" ro­dzi­ców do wy­ko­ny­wa­nia za nich róż­nego ro­dzaju za­dań i prac albo że kara to nie­wielka cena za nie­od­po­wie­dzial­ność, mają wów­czas ze­rową mo­ty­wa­cję do bra­nia od­po­wie­dzial­no­ści. Po­ka­zuj dzie­ciom, jak mogą roz­wią­zy­wać pro­blemy, a same znajdą spo­sób, by na­uczyć się waż­nych i przy­dat­nych umie­jęt­no­ści ży­cio­wych i spo­łecz­nych. Aby stać się spe­cja­li­stami od roz­wią­zy­wa­nia pro­ble­mów, naj­pierw mu­szą na­uczyć się prze­wi­dy­wa­nia kon­se­kwen­cji i kon­cen­tro­wa­nia się na roz­wią­za­niach.

Na­ucze­nie dzieci prze­wi­dy­wa­nia kon­se­kwen­cji jest nie­zwy­kle waż­nym ele­men­tem w pro­ce­sie ucze­nia umie­jęt­no­ści ży­cio­wych. Nie na­leży jed­nak my­lić tego ze zmu­sza­niem dzieci do do­świad­cze­nia kon­se­kwen­cji ich dzia­łań, bo to ostat­nie jest po pro­stu formą kary, czyli do­ma­ga­niem się, żeby dziecko "za­pła­ciło" za swój błąd. Zmu­sza­nie dzieci do do­świad­cza­nia kon­se­kwen­cji może brzmieć tak: "Za­bie­ram ci te­le­fon, do­póki nie od­ro­bisz pracy do­mo­wej". Kon­se­kwen­cje (za­równo te przy­jemne jak i nie­przy­jemne) są na­tu­ral­nym lub lo­gicz­nym re­zul­ta­tem za­cho­wa­nia. Je­śli po­cze­kasz na od­po­wied­nią chwilę i za­dasz dziecku py­ta­nia, które po­mogą mu sa­mo­dziel­nie przyj­rzeć się sy­tu­acji, po­mo­żesz mu zba­dać kon­se­kwen­cje: "Co spo­wo­do­wało, że do­sta­łaś tę ni­ską ocenę? Jak się z tym czu­jesz? Ja­kie są twoje cele? Ja­kie masz po­my­sły na ich re­ali­za­cję?". Przy­ja­ciel­ski ton jest klu­czowy w tym pro­ce­sie. Je­śli w twoim gło­sie czai się groźba, dziecko od­po­wie ci w ty­powy spo­sób i usły­szysz: "Nie wiem". (Brzmi zna­jomo?). Dzieci są jak sej­smo­grafy, za­wsze wie­dzą, kiedy je­steś fak­tycz­nie za­in­te­re­so­wany tym, co my­ślą i czują, a kiedy twoim ce­lem jest po pro­stu zmu­sze­nie ich do zro­bie­nia lub po­wie­dze­nia tego, na czym ci za­leży. Je­śli za­pro­sisz je do roz­mowy na te­mat roz­wią­zań, wzra­sta szansa na to, że dziecko weź­mie od­po­wie­dzial­ność za sie­bie, prze­prosi lub bę­dzie sta­rało się na­pra­wić błąd. Je­śli jed­nak uciek­niesz się do roz­ka­zy­wa­nia, wtedy bę­dzie ży­wiło do cie­bie urazę albo zrobi to, co chcesz, ale z wielką nie­chę­cią (Czyż ty jako do­ro­sły nie po­stą­pił­byś tak samo?).

Umie­jęt­ność kon­cen­tro­wa­nia się na roz­wią­za­niach uła­twia przy­swa­ja­nie przez dzieci wielu in­nych, wy­ma­rzo­nych przez cie­bie umie­jęt­no­ści i cech, za­tem warto, aby było to na­rzę­dzie, po które cią­gle się­gasz w swoim ro­dzi­ciel­stwie. Nie­stety, więk­szość ro­dzi­ców jed­nak my­śli we­dług sta­rego sche­matu: "Jaki jest pro­blem? Jaka bę­dzie od­po­wied­nia kara?". Ci, któ­rzy przy­jęli inny pa­ra­dyg­mat i wy­bie­rają kon­cen­tra­cję na roz­wią­za­niach, my­ślą we­dług klu­cza: "Jaki jest pro­blem? Ja­kie jest roz­wią­za­nie?". I w ich gło­sie sły­szymy en­tu­zjazm, gdy mó­wią o tym, jak bar­dzo to po­dej­ście uła­twia im co­dzienne ży­cie i po­maga w do­ga­dy­wa­niu się z dziećmi. Od wielu ro­dzi­ców usły­sze­li­śmy, że zmiana po­stawy i odej­ście od wy­cią­ga­nia kon­se­kwen­cji (ka­ra­nia) na rzecz po­szu­ki­wa­nia roz­wią­zań przy­czy­niła się do wy­eli­mi­no­wa­nia kłótni i co­dzien­nych walk. Za­stąp my­śle­nie pro­blem/wina/kara my­śle­niem pro­blem/roz­wią­za­nie a twoje co­dzienne ży­cie z dziec­kiem sta­nie się znacz­nie przy­jem­niej­sze. Sku­tecz­nym i wzmac­nia­ją­cym dzieci spo­so­bem na od­kry­wa­nie kon­se­kwen­cji może być pro­ste i pełne em­pa­tii py­ta­nie: "Jak my­ślisz, co spo­wo­do­wało, że stało się to, co się stało, i ja­kie masz po­my­sły na na­pra­wie­nie tej sy­tu­acji?". To uczy dzieci wielu war­to­ścio­wych umie­jęt­no­ści ży­cio­wych: roz­wią­zy­wa­nia pro­ble­mów, ko­mu­ni­ka­cji opar­tej na sza­cunku, po­dej­mo­wa­nia de­cy­zji, roz­wią­zy­wa­nia kon­flik­tów oraz ne­go­cjo­wa­nia. Nie ob­niża to sa­mo­oceny dzieci, a wręcz prze­ciw­nie - po­maga im wy­ra­żać uczu­cia i po­trzeby oraz bu­do­wać sa­mo­świa­do­mość i po­czu­cie kom­pe­ten­cji.

Oczy­wi­ście roz­wią­za­nie nie za­wsze musi po­cho­dzić od dziecka. Jak już wcze­śniej wspo­mi­na­li­śmy, cza­sem naj­wyż­szą oznaką sza­cunku dla sa­mego sie­bie i dziecka jest za­prze­sta­nie prób zmu­sze­nia go do zro­bie­nia tego, co chcesz, i sko­rzy­sta­nie z na­rzę­dzia "zde­cy­duj, co zro­bisz". Na przy­kład za­miast wszel­kimi moż­li­wymi spo­so­bami zmu­szać dzieci do za­pię­cia pa­sów, mo­żesz dać im znać, że w spo­koju i ci­szy (na przy­kład czy­ta­jąc książkę) po­cze­kasz, aż same je za­pną. Oczy­wi­ście wzię­cie two­ich słów na po­waż­nie może za­brać im tro­chę czasu, ważna jest za­tem cier­pli­wość i wy­trwa­nie w swo­jej de­cy­zji. W trak­cie okresu na­uki re­zer­wuj do­dat­kowy czas na cze­ka­nie i za­wsze mniej pod ręką in­te­re­su­jącą książkę.

Jed­nak naj­lep­szą rze­czą, którą mo­żesz zro­bić w sprzy­ja­ją­cych wa­run­kach, jest an­ga­żo­wa­nie dzieci w po­szu­ki­wa­nie roz­wią­zań trud­nych sy­tu­acji. Warto na­uczyć je, czym jest bu­rza mó­zgów, i za­chę­cać do kre­atyw­no­ści w wy­my­śla­niu spo­so­bów po­ra­dze­nia so­bie z wy­zwa­niami. Pa­mię­taj jed­nak, że bu­rza mó­zgów jest sku­teczna tylko wtedy, gdy dziecko jest ak­tyw­nym uczest­ni­kiem tego pro­cesu, a po­tem sa­mo­dziel­nie wy­biera ko­rzystne z jego per­spek­tywy roz­wią­za­nie da­nej sy­tu­acji. Dzieci nie­ustan­nie za­ska­kują nas swo­imi nie­stan­dar­do­wymi po­my­słami. Wy­star­czy dać im tylko szansę, by mo­gły to zro­bić.

Znamy pew­nego chłopca, któ­rego tata od­mó­wił mu kupna upra­gnio­nej przez niego gry. Gra miała mieć lada dzień swoją pre­mierę, lecz tata uwa­żał, że jest za droga i jej kupno wy­ma­gać bę­dzie sta­nia w bar­dzo dłu­giej ko­lejce w go­dzi­nach pracy. Chło­piec pod­su­mo­wał to tak: "Tata nie chciał mi jej ku­pić, ale ja wciąż bar­dzo ją chcia­łem". Wi­dząc wy­trwa­łość syna, tata za­an­ga­żo­wał go w roz­mowę na te­mat moż­li­wych dzia­łań, które chło­pak mógł pod­jąć, by jed­nak ją zdo­być. Po prze­pro­wa­dze­niu bu­rzy mó­zgów usta­lili, że tata udzieli sy­nowi cza­so­wej po­życzki. By ją spła­cić, chło­piec bę­dzie wy­ko­ny­wał do­dat­kowe prace w domu oraz po­prosi swoją ciotkę - ma­jącą wolny czas w ciągu dnia - by sta­nęła ra­zem z nim w ko­lejce. Czyż nie była to piękna lek­cja o bu­do­wa­niu za­ufa­nia do wła­snych po­my­słów i kre­atyw­no­ści?!

5. Czy to, co ro­bisz, za­chęca dzieci do od­kry­wa­nia wła­snych zdol­no­ści oraz po­ten­cjału i kon­struk­tyw­nego wy­ko­rzy­sta­nia we­wnętrz­nej mocy?

Abyś w pełni mógł zro­zu­mieć wagę tego kry­te­rium, po­zwól, że po­damy ci dwa przy­kłady wro­dzo­nego ludz­kiego pra­gnie­nia wno­sze­nia wkładu. Pew­nie sam tego do­świad­czy­łeś, kiedy twój dwu­la­tek z całą de­ter­mi­na­cją po­wie­dział: "Ja sam!". Jed­nak osoby zaj­mu­jące się te­ma­tem roz­woju dzieci za­ob­ser­wo­wały po­trzebę wno­sze­nia wkładu u dzieci młod­szych niż w wieku dwu­dzie­stu czte­rech mie­sięcy. Na­zwali tę po­trzebę al­tru­izmem, ale w uję­ciu kon­cep­cji Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny można by ją na­zwać wkła­dem. To­ma­sello i War­ne­ken prze­pro­wa­dzili se­rię eks­pe­ry­men­tów z udzia­łem osiem­na­sto­mie­sięcz­nych dzieci[1]. Pod­czas ob­ser­wa­cji dziecko znaj­do­wało się w po­koju ra­zem ze swoją mamą (ce­lowo pa­sywną) i przy­glą­dało się ba­da­czowi idą­cemu z na­rę­czem ksią­żek w kie­runku za­mknię­tej szafy. Ba­dacz kil­ka­krot­nie ce­lowo wpa­dał na za­mknięte drzwi szafy. Po kilku se­kun­dach dziecko pod­cho­dziło do drzwi szafy, otwie­rało je i wy­cze­ku­jąco pa­trzyło na ba­da­cza, by zo­ba­czyć, czy zro­zu­miał, że te­raz już może wło­żyć książki do środka. W in­nym eks­pe­ry­men­cie dziecko przy­glą­dało się męż­czyź­nie, który przy­pi­nał spi­na­czami ręcz­niki do sznurka. Męż­czy­zna upusz­czał je­den ze spi­na­czy i bez­sku­tecz­nie usi­ło­wał go pod­nieść. Dziecko na czwo­ra­kach pod­cho­dziło do spi­na­cza, brało go do ręki, z tru­dem wsta­wało i po­da­wało go męż­czyź­nie. Na jego twa­rzy wi­dać było wy­raźne za­do­wo­le­nie z udzie­lo­nej po­mocy.

Za­równo wro­dzona umie­jęt­ność po­słu­gi­wa­nia się ję­zy­kiem, jak i zdol­ność do wno­sze­nia wkładu po­trze­bują czasu, by mo­gły się roz­wi­nąć. Kiedy roz­piesz­czamy dzieci i wy­rę­czamy je w imię ich lub na­szej wy­gody, unie­moż­li­wiamy im urze­czy­wist­nie­nie tego wro­dzo­nego pra­gnie­nia do nie­sie­nia po­mocy. Je­śli to zro­zu­miemy, za­czniemy stwa­rzać im wię­cej oka­zji do tego, by mo­gły tę zdol­ność roz­wi­jać. W jaki spo­sób mo­żemy to ro­bić? Wszyst­kie na­rzę­dzia Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny wspie­rają dzieci w bu­do­wa­niu prze­ko­na­nia "mogę i po­tra­fię", ale po­le­camy szcze­gól­nie jedno - wiarę w to, że dziecko so­bie po­ra­dzi. Oto hi­sto­ria opo­wie­dziana przez Mary Nel­sen Tam­bor­ski, córkę Jane Nel­sen. Przy­kład pięk­nie ilu­struje ten me­cha­nizm.

Pew­nego dnia Mary za­uwa­żyła, jak jej dwu­letni syn Par­ker usi­łuje za­ło­żyć nieco za duży pod­ko­szu­lek brata. Pa­trząc na jego po­cząt­ko­wo­nieu­dolne próby od­na­le­zie­nia otwo­rów na ręce i głowę, Mary miała po­kusę, by od razu przyjść mu z po­mocą. Jed­nak przy­po­mniała so­bie o ko­niecz­no­ści po­zwa­la­nia dzie­ciom na sa­mo­dzielne mie­rze­nie się z wy­zwa­niami i za­miast po­biec mu na od­siecz, wy­ru­szyła na po­szu­ki­wa­nia apa­ratu fo­to­gra­ficz­nego. Po­ka­zy­wa­nie tych zdjęć na warsz­ta­tach za­wsze spra­wia nam ogromną ra­dość. Na pierw­szym zdję­ciu wi­dać Par­kera za­gu­bio­nego w pod­ko­szulku. Py­tamy wtedy ro­dzi­ców, ilu z nich ule­głoby i przy­szło dziecku z po­mocą. Wła­ści­wie wszy­scy pod­no­szą ręce. Po­ka­zu­jemy ko­lejne zdję­cie, gdzie jedna ręka chłopca wy­staje z od­po­wied­niego otworu, na­to­miast druga ręka oraz głowa są wciąż przy­kryte ma­te­ria­łem. I znów py­tamy: "Kto na­dal od­czuwa dys­kom­fort?". Znowu wszyst­kie ręce po­ja­wiają się w gó­rze. Trze­cie zdję­cie do­ku­men­tuje jedną rękę w rę­ka­wie, a drugą w otwo­rze na głowę. Na czwar­tym zdję­ciu wi­dać głowę Par­kera, która wy­ła­nia się z wy­cię­cia na głowę i ogromny uśmiech na jego twa­rzy. Trudno opi­sać sło­wami tę dumę, którą wi­dać w jego oczach, sa­tys­fak­cję z sa­mo­dziel­nego po­ra­dze­nia so­bie z trudną sy­tu­acją i osią­gnię­cia suk­cesu. To wła­śnie z tych uczuć okra­damy dzieci, kiedy zbyt po­spiesz­nie wkra­czamy i ra­tu­jemy z opre­sji, która de facto sta­nowi świetną oka­zję do bu­do­wa­nia prze­ko­na­nia: je­stem zdolny, ra­dzę so­bie i mogę wno­sić wkład.

WZMAC­NIAJ SWOJE DZIECKO

Wspo­mi­na­li­śmy już o tym, że aby wieść szczę­śliwe i pełne suk­ce­sów ży­cie we współ­cze­snym świe­cie, dzieci po­trze­bują "ko­rzeni" i "skrzy­deł". Po­zy­tywna Dys­cy­plina daje dzie­ciom oka­zję do za­pusz­cza­nia ko­rzeni i bu­do­wa­nia po­czu­cia sta­bil­no­ści oraz do roz­wi­ja­nia skrzy­deł po­trzeb­nych do swo­bod­nego szy­bo­wa­nia. Za­sta­nów się przez chwilę, czego pra­gniesz dla swo­ich dzieci: ja­kie umie­jęt­no­ści są dzie­ciom po­trzebne i ja­kimi ludźmi chciał­byś, by się stały. Po­zwól, by twoja mi­łość, czyli to wszech­ogar­nia­jące, roz­ta­pia­jące serce uczu­cie, któ­rego do­świad­czasz, gdy dzieci pa­trzą na cie­bie po­ro­zu­mie­waw­czo, przy­tu­lają cię albo po pro­stu śpią i śnią, po­zwo­liła ci wy­brać dla nich od­por­ność, po­my­sło­wość oraz za­rad­ność. Ko­chaj je wy­star­cza­jąco mocno, by po­dej­mo­wać trudne de­cy­zje: prze­ka­zy­wać im wie­dzę, być ich prze­wod­ni­kiem, po­zwo­lić im po­ko­ny­wać ży­ciowe trud­no­ści, a tym sa­mym nie­ustan­nie się uczyć, jak prze­żyć do­brze swoje ży­cie.

ROZ­DZIAŁ 8

ZRO­ZU­MIEĆ BŁĘDNE STRA­TE­GIE ZA­CHO­WA­NIA

PRZE­KO­NA­NIE, KTÓRE STOI ZA ZA­CHO­WA­NIEM

W tym roz­dziale zaj­miemy się Ad­le­row­ską per­spek­tywą do­ty­czącą dzie­cię­cego za­cho­wa­nia i po­ka­żemy na­rzę­dzie zwane Ta­belą Błęd­nych Stra­te­gii. Ko­rzy­stamy z niego, by od­kry­wać błędne prze­ko­na­nia le­żące u pod­staw za­cho­wań dzieci oraz uczyć się ko­ry­go­wać je w spo­sób kon­struk­tywny. Ta część książki bę­dzie nieco tech­niczna, więc przy­go­tuj so­bie ku­bek go­rą­cej her­baty i za­dbaj o spo­kojną chwilę na lek­turę. Być może przyj­dzie ci kilka razy prze­czy­tać ten roz­dział, by mieć cał­ko­witą ja­sność, czym wła­ści­wie są owe błędne stra­te­gie. Pa­mię­taj, że zro­zu­mie­nie tego fun­da­men­tal­nego na­rzę­dzia Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny jest klu­czem do suk­cesu. Je­śli wy­star­cza­jąco do­brze je przy­swo­isz, bę­dziesz po­tra­fił roz­gryźć nie­mal każde trudne za­cho­wa­nie za­równo u dzieci, jak i do­ro­słych. Jego zna­jo­mość uła­twia ży­cie i ko­mu­ni­ka­cję!

TA­JEM­NICA ZA­CHO­WA­NIA DZIECI - PER­SPEK­TYWA PO­ZY­TYW­NEJ DYS­CY­PLINY

Czy pa­mię­tasz, jak wy­obra­ża­łeś so­bie wła­sne dziecko, za­nim zo­sta­łeś ro­dzi­cem? Dziecko z two­ich ma­rzeń ni­gdy nie miało ka­taru, za­wsze schlud­nie wy­glą­dało, było nie­zwy­kle lu­biane, do­brze się za­cho­wy­wało i ni­gdy, prze­nigdy nie py­sko­wało. Je­śli masz dzieci, to praw­do­po­dob­nie już wiesz, jak wy­gląda bru­talna rze­czy­wi­stość - dzieci nie za­wsze za­cho­wują się tak, jak by­śmy ocze­ki­wali albo jakby się nam ma­rzyło. Czy ta świa­do­mość zwięk­szyła twój stres i na­pię­cie? Po­czu­cie na­pię­cia i prze­cią­że­nia nie czy­nią ni­kogo złym ro­dzi­cem, wska­zują tylko na ist­nie­nie prze­pa­ści po­mię­dzy wy­obra­że­niem a rze­czy­wi­sto­ścią i czę­sto pro­wa­dzą do wy­boru nie­sku­tecz­nych stra­te­gii ro­dzi­ciel­skich (w końcu spięty i prze­cią­żony ro­dzic to rów­nież ro­dzic znie­chę­cony). Nie­od­po­wied­nie za­cho­wa­nie jest na­tu­ral­nym ele­men­tem roz­woju dziecka we wcze­snym dzie­ciń­stwie oraz dal­szego pro­cesu in­dy­wi­du­acji w okre­sie na­sto­let­nim. Na szczę­ście psy­cho­lo­gia Ad­le­row­ska do­star­cza nie­zwy­kle przej­rzy­stej struk­tury po­ma­ga­ją­cej zro­zu­mieć dzie­cięce za­cho­wa­nie. W ni­niej­szym roz­dziale prze­czy­tasz o tym, że nie­od­po­wied­nie za­cho­wa­nie jest nie­od­łączną czę­ścią pro­cesu roz­woju, do­ra­sta­nia i te­sto­wa­nia gra­nic. Dzięki temu być może zmniej­szy się twój po­ziom na­pię­cia i stresu, a to po­zwoli ci wy­bie­rać bar­dziej za­chę­ca­jące me­tody wy­cho­waw­cze.

Dla­czego dzieci nie­od­po­wied­nio się za­cho­wują

W jaki spo­sób dzieci od­kry­wają, czym jest po­czu­cie przy­na­leż­no­ści, spraw­stwa lub więzi? Jak się do­wia­dują, kim są w ode­rwa­niu od swo­ich ro­dzi­ców? W jaki spo­sób ra­dzą so­bie z per­spek­tywą by­cia mniej zdol­nym niż inni czy fru­stra­cją zwią­zaną z bra­kiem umie­jęt­no­ści po­trzeb­nych do osią­gnię­cia celu? To zu­peł­nie na­tu­ralne, że dzieci te­stują gra­nice, usi­łu­jąc zro­zu­mieć, na ja­kich za­sa­dach działa świat i jak mogą się w niego wpa­so­wać. Czę­sto po pro­stu czują się znie­chę­cone, a to wła­śnie pro­wa­dzi do nie­od­po­wied­niego za­cho­wa­nia. Pa­mię­taj, co po­wie­dział Ru­dolf Dre­ikurs: "Dziecko, które nie­od­po­wied­nio się za­cho­wuje, to dziecko znie­chę­cone".

Jak już wspo­mnia­ły­śmy we wstę­pie, trudno jest zro­zu­mieć, dla­czego dzieci wie­rzą, że nie przy­na­leżą lub nie są zdolne. Na przy­kład dla­czego dziecko ma po­czu­cie osa­mot­nie­nia, na­wet je­śli jego ro­dzice bar­dzo je ko­chają? Dla­czego do­cho­dzi do wnio­sku, że nie przy­na­leży, kiedy po­ja­wia się sio­stra lub brat? Dla­czego małe dziecko uważa, że nie jest zdolne tylko dla­tego, że nie po­trafi zro­bić cze­goś rów­nież do­brze jak star­sze ro­dzeń­stwo? Po pro­stu jego umysł nie jest jesz­cze na tyle roz­wi­nięty, by po­jąć lo­giczną ko­lej rze­czy, przy­czynę i sku­tek oraz do­strzec szer­szą per­spek­tywę. Za­miast tego po­ja­wia się w nim po­czu­cie znie­chę­ce­nia. Dla­tego wła­śnie Dre­ikurs ma­wiał: "Dzieci mają wro­dzony zmysł ob­ser­wa­cji, jed­nak in­ter­pre­ta­cja zda­rzeń nie na­leży do ich moc­nych stron". In­nymi słowy dzieci przy­glą­dają się da­nej sy­tu­acji, in­ter­pre­tują, co ona ozna­cza (po­słu­gu­jąc się swo­imi nie­lo­gicz­nymi i nie w pełni roz­wi­nię­tymi umie­jęt­no­ściami po­znaw­czymi), coś od­czu­wają, do­cho­dzą do pew­nych kon­klu­zji na te­mat sie­bie, in­nych lub świata, a po­tem dzia­łają na pod­sta­wie tych in­ter­pre­ta­cji, uczuć i kon­klu­zji (de­cy­zji)[1].

Więk­szość ro­dzi­ców nie uświa­da­mia so­bie, że ich dzieci nie­ustan­nie po­dej­mują ja­kieś de­cy­zje. Te de­cy­zje stają się fun­da­men­tem oso­bo­wo­ści oraz przy­szłych za­cho­wań. Oczy­wi­ście nie jest to pro­ces świa­domy, nie­mniej jed­nak i tak za­cho­dzi. Te de­cy­zje do­ty­czą trzech głów­nych ob­sza­rów ży­cia: sa­mego sie­bie, in­nych i świata.

Je­stem ______ (do­bry albo zły, zdolny lub głupi, od­ważny lub lę­kliwy itp.).

Inni są ______ (po­mocni lub nie­po­mocni, tro­skliwi lub zimni, za­chę­ca­jący lub kry­tyczni itp.).

Świat jest ______ (bez­pieczny lub nie­bez­pieczny, do­bry lub prze­ra­ża­jący itp.).

Za­tem mu­szę ______, aby prze­trwać lub od­nieść suk­ces.

Kiedy dzieci otrzy­mują wspar­cie, czują się bez­piecz­nie, mogą pod­jąć de­cy­zję, że chcą się roz­wi­jać i od­no­sić suk­cesy. Wtedy też wy­bie­rają za­cho­wa­nia, które po­ma­gają im sta­wać się zdol­nymi i za­rad­nymi ludźmi. Je­śli jed­nak do­świad­czają wiele stresu i braku wspar­cia bli­skich osób, de­cy­dują się po pro­stu prze­trwać. Wtedy ich za­cho­wa­nie jest czę­sto tym, co do­ro­śli na­zy­wają nie­od­po­wied­nim za­cho­wa­niem.

Przyj­rzymy się za­tem jed­nemu z naj­bar­dziej ty­po­wych przy­kła­dów wcze­sno­dzie­cię­cych de­cy­zji. Dla trzy­latka na­ro­dziny no­wego dziecka w ro­dzi­nie mogą być de­tro­ni­za­cją. Przez trzy lata był nie­po­dziel­nym władcą w domu, ob­da­rza­nym nie­ogra­ni­czoną mi­ło­ścią i uwagą - i to mu się po­do­bało (dzieci przyj­mują z uf­no­ścią to, co otrzy­mują od ro­dzi­ców i chcą tego wię­cej). Na­gle bez żad­nych kon­sul­ta­cji mama i tata spro­wa­dzają do domu nowe dziecko. Jest na­wet dość słod­kie i trzy­la­tek je to­le­ruje, zwłasz­cza kiedy może je po­trzy­mać lub się z nim po­ba­wić, lecz na­gle do­świad­cza by­cia jakby mniej waż­nym. W każ­dym ra­zie tak wła­śnie mu się wy­daje. Do domu przy­cho­dzą go­ście, obok niego prze­cho­dzą obo­jęt­nie, lecz po­chy­lają się nad tym no­wym dziec­kiem i cią­gle do niego gru­chają. I na do­da­tek przy­no­szą mu jesz­cze pre­zenty. Naj­gor­sze z tego wszyst­kiego, że mama i tata są nim za­uro­czeni. Nie­ustan­nie się nim zaj­mują, mama je tuli, a tata pod­rzuca w górę, głup­ko­wato się przy tym śmieje i wciąż o nim roz­ma­wiają. Trzy­la­tek składa usta w pod­kówkę i nikt tego nie za­uważa. Naj­wy­raź­niej trzeba się­gnąć po ja­kieś ostrzej­sze środki. Nie­świa­domy pro­ces de­cy­zyjny trzy­latka w tej sy­tu­acji mógłby wy­glą­dać na­stę­pu­jąco: "Nie je­stem ważny. Inni mnie igno­rują. Świat nie jest bez­piecz­nym miej­scem, za­tem mu­szę za­cząć za­cho­wy­wać się w taki spo­sób, by znów za­częli się o mnie trosz­czyć".

Małe dzieci, które uwa­żają, że młod­sze ro­dzeń­stwo za­jęło ich miej­sce, czę­sto za­czy­nają za­cho­wy­wać się jak nie­mow­lęta. Prze­stają być za­in­te­re­so­wane noc­ni­kiem, chcą od­zy­skać smo­czek i upie­rają się przy mleku w bu­telce. Oka­zuje się też, że nie mogą za­snąć bez bu­ja­nia lub no­sze­nia na rę­kach. Ta­kie za­cho­wa­nie z per­spek­tywy dziecka jest słuszne i cał­ko­wi­cie uza­sad­nione nie­uświa­do­mio­nym prze­ko­na­niem: "Mama i tata po­święcą mi wię­cej czasu i uwagi, je­śli będę za­cho­wy­wać się jak małe dziecko", ale z per­spek­tywy mamy i taty to za­cho­wa­nie jest nie­od­po­wied­nie i na­strę­cza im do­dat­ko­wych kło­po­tów.

Do­strzec znie­chę­ce­nie pod za­cho­wa­niem

Do­ro­śli zwy­kle kon­cen­trują się na za­cho­wa­niu, czyli wierz­chołku góry lo­do­wej, a nie zwra­cają uwagi na cza­jące się pod spodem znie­chę­ce­nie lub sto­jące za nim prze­ko­na­nie. Nie wi­dzą znie­chę­co­nego dziecka, tylko dziecko, które nie­od­po­wied­nio się za­cho­wuje, i przy­kle­jają mu różne łatki: "nie­grzeczny", "uparta", "nie­po­słuszna", "zły", "kłam­czuch", "le­niuch", "nie­od­po­wie­dzialna", "roz­pusz­czony". Te słowa mają bar­dzo ne­ga­tywny wy­dźwięk, de­fi­niują całe dziecko w bar­dzo okre­ślony spo­sób i utrud­niają do­strze­że­nie tego, co tak na­prawdę chce nam swoim za­cho­wa­niem za­ko­mu­ni­ko­wać: "Je­stem tylko dziec­kiem i po pro­stu chcę przy­na­le­żeć".

Dre­ikur­sowi udało się do­strzec coś wię­cej niż samo za­cho­wa­nie i dzięki temu zi­den­ty­fi­ko­wał cztery błędne stra­te­gie (zwane też czte­rema błęd­nymi ce­lami), które wy­ja­śniają, ja­kie prze­ko­na­nia kryją się za nie­od­po­wied­nim za­cho­wa­niem. Na­zy­wamy je błęd­nymi stra­te­giami (błęd­nymi ce­lami), po­nie­waż są opacz­nymi spo­so­bami uzy­ska­nia celu waż­nego dla każ­dego czło­wieka, a szcze­gól­nie dziecka, czyli osią­gnię­cia po­czu­cia przy­na­leż­no­ści, więzi oraz zna­cze­nia. Błąd po­lega na tym, że dziecko wy­biera nie­od­po­wied­nią stra­te­gię, aby osią­gnąć te po­trzeby. Al­fred Ad­ler na­uczał, że każde za­cho­wa­nie jest ce­lowe. Zro­zu­mie­nie za­cho­wa­nia wy­ni­ka­ją­cego z błęd­nych stra­te­gii po­zwala zro­zu­mieć, że praw­dziwy cel jest ukryty za za­cho­wa­niem, które nie­jed­no­krot­nie wcale nie po­maga dziecku osią­gnąć tego, czego chce. Dzieje się tak, po­nie­waż dzieci nie po­sia­dają jesz­cze zdol­no­ści po­znaw­czych umoż­li­wia­ją­cych im wy­ra­że­nie po­trzeb w bar­dziej kon­struk­tywny i sku­teczny spo­sób.

CZTERY BŁĘDNE STRA­TE­GIE ZA­CHO­WA­NIA

1. Uwaga ("Wie­rzę, że przy­na­leżę tylko, je­śli nie­ustan­nie zwra­casz na mnie uwagę").

2. Wła­dza ("Przy­na­leżę tylko, je­śli rzą­dzę tobą lub nie po­zwa­lam to­bie rzą­dzić mną").

3. Ze­msta ("Nie przy­na­leżę i to mnie rani, i będę też ra­nić cie­bie").

4. Brak wiary ("Nie przy­na­leżę i nie wie­rzę w to, że będę przy­na­le­żeć, więc się pod­daję").

ZRO­ZU­MIEĆ ZA­SADĘ DZIA­ŁA­NIA CZTE­RECH BŁĘD­NYCH STRA­TE­GII

Kiedy zro­zu­miesz cztery błędne stra­te­gie dzia­ła­nia, uświa­do­misz so­bie, że w pew­nym sen­sie dzieci mó­wią do nas szy­frem. Kiedy zro­zu­miesz ten szyfr, bę­dziesz mógł w spo­sób kon­struk­tywny za­re­ago­wać na to, co tak na­prawdę ko­mu­ni­kuje ci swoim za­cho­wa­niem dziecko, i bę­dziesz wspie­rać je w two­rze­niu za­chę­ca­ją­cych do­świad­czeń pro­wa­dzą­cych do two­rze­nia się no­wych prze­ko­nań i kon­klu­zji. Kiedy dzieci prze­stają od­czu­wać znie­chę­ce­nie i od­naj­dują przy­na­leż­ność, więź i zna­cze­nie, re­agują, wy­bie­ra­jąc bar­dziej po­zy­tywne i od­po­wied­nie za­cho­wa­nia. Kiedy na warsz­ta­tach za­pra­szamy do­ro­słych do wej­ścia w role dzieci w po­dob­nych sy­tu­acjach, czę­sto do­cho­dzą do tych sa­mych wnio­sków i w końcu do­strze­gają dzie­cięcą per­spek­tywę.

Ta­bela Błęd­nych Stra­te­gii

Od­najdź Ta­belę Błęd­nych Stra­te­gii za­miesz­czoną pod ko­niec tego roz­działu lub wy­tnij wzór ta­beli znaj­du­jący się w Do­datku nr 2 i miej ją pod ręką pod­czas lek­tury tego roz­działu (po­tem mo­żesz przy­cze­pić ją na lo­dówce). Pierw­szą wska­zówką w od­kry­wa­niu błęd­nej stra­te­gii dziecka są na­sze wła­sne uczu­cia/emo­cje (znaj­dziesz je w ko­lum­nie dru­giej) - to one wła­śnie są źró­dłem nie­sku­tecz­nych za­cho­wań do­ro­słych przed­sta­wio­nych w ko­lum­nie trze­ciej. A te­raz spójrz na ko­lumnę czwartą, znaj­dziesz tu drugą wska­zówkę, czyli re­ak­cję dziecka na twoją nie­sku­teczną in­ter­wen­cję (twoje za­cho­wa­nie) z ko­lumny trze­ciej. Kiedy zro­zu­miesz już błędne stra­te­gie za­cho­wa­nia, twoje wła­sne, mało przy­jemne uczu­cia będą zna­kiem ostrze­gaw­czym in­for­mu­ją­cym cię, że dziecko za­cho­wuje się zgod­nie z pew­nym błęd­nym prze­ko­na­niem lub na­wet kil­koma na­raz. Za­miast re­ago­wać na to, jak się czu­jesz oraz na kon­kretne za­cho­wa­nie two­jego dziecka, mo­żesz skon­cen­tro­wać się na za­szy­fro­wa­nym prze­ka­zie. A te­raz przyj­rzymy się błęd­nym stra­te­giom po ko­lei. Omó­wimy po­wią­zane z nimi uczu­cia, przy­kłady nie­od­po­wied­niego za­cho­wa­nia, za­szy­fro­wane prze­kazy oraz nie­które z umie­jęt­no­ści ro­dzi­ciel­skich, które mogą za­chę­cić twoje dziecko i wy­eli­mi­no­wać nie­po­żą­dane za­cho­wa­nie.

Uwaga

Kiedy od­czu­wasz złość, znie­chę­ce­nie, zmar­twie­nie lub po­czu­cie winy, twoje dziecko działa zgod­nie z błędną stra­te­gią uwagi i myl­nie wie­rzy, że przy­na­leży tylko i wy­łącz­nie, kiedy po­świę­casz mu pra­wie całą swoją uwagę lub ro­bisz za niego rze­czy, które mo­głoby zro­bić samo. Po­słu­gu­jące się tą stra­te­gią dziecko do­maga się nad­mier­nej uwagi, bo prze­cież uwaga sama w so­bie nie jest zła i każdy czło­wiek po­trze­buje pew­nej (ade­kwat­nej) ilo­ści uwagi od in­nych. Dzieci są bar­dzo po­my­słowe. Je­śli wie­rzą w to, że nie przy­na­leżą, to zgod­nie z błędną stra­te­gię uwagi mogą prze­ry­wać do­ro­słym w roz­mo­wie, za­cho­wy­wać się głup­ko­wato, ma­ru­dzić, pła­kać, uda­wać, że za­po­mniały, wier­cić o coś dziurę w brzu­chu, uda­wać bez­rad­ność, cze­piać się (róż­nych czę­ści ciała ro­dzica), wy­głu­piać się oraz ma­ni­pu­lo­wać (naj­smut­niej­sze, że na­prawdę wie­rzą w to, jak bar­dzo jest im źle).

Choć te za­cho­wa­nia są iry­tu­jące, dzieci przy ich po­mocy fak­tycz­nie zdo­by­wają ro­dzi­ciel­ską uwagę (szcze­gól­nie je­śli ro­dzic po ca­łym dniu spę­dzo­nym w pracy przy­cho­dzi do domu z po­czu­ciem winy z po­wodu swo­jej nie­obec­no­ści i nie­od­stęp­no­ści) i wzmac­niają swoje błędne prze­ko­na­nie, że przy po­mocy tej stra­te­gii uda się im uzy­skać po­czu­cie przy­na­leż­no­ści i zna­cze­nia oraz zbu­do­wać więź. Nie­stety, iry­ta­cja, złość, zmar­twie­nie lub po­czu­cie winy mogą po­wo­do­wać, że ro­dzic nie od­po­wie na tę głę­boko ukrytą po­trzebę, tylko za­re­aguje na za­cho­wa­nie i - na przy­kład - po­służy się karą. Za­szy­fro­wana wia­do­mość dziecka w przy­padku błęd­nej stra­te­gii uwagi brzmi: "Za­uważ mnie. Za­an­ga­żuj mnie w coś uży­tecz­nego. Chcę uczest­ni­czyć i czuć się po­trzeb­nym". Jed­nakże swoim za­cho­wa­niem dziecko osiąga coś zu­peł­nie prze­ciw­nego. Dzieci wy­ko­rzy­stają błędną stra­te­gię za­cho­wa­nia a ro­dzice od­po­wia­dają, wy­bie­ra­jąc błędną re­ak­cję (zo­bacz ko­lumnę trze­cią Ta­beli Błęd­nych Stra­te­gii), która jesz­cze bar­dziej wzmac­nia dzie­cięce prze­ko­na­nie o braku przy­na­leż­no­ści. Kiedy ro­dzice re­agują na za­szy­fro­waną wia­do­mość a nie na samo za­cho­wa­nie, ich dzia­ła­nie może po­móc dziecku osią­gnąć cel, ja­kim jest przy­na­leż­ność i zna­cze­nie (a przy oka­zji za­cho­wy­wać się w bar­dziej kon­struk­tywny spo­sób). Za­szy­fro­wana wia­do­mość po­ka­zuje ro­dzi­com, jak mogą prze­rwać błędne koło znie­chę­ce­nia i dać dzie­ciom to, czego fak­tycz­nie po­trze­bują, a co po­łoży kres nie­od­po­wied­niemu za­cho­wa­niu.

Brad jest sa­mo­dziel­nym tatą trójki dzieci, pra­cu­ją­cym na cały etat poza do­mem. Po­dob­nie jak w wielu in­nych do­mach, rów­nież u niego po­ranki są sza­leń­czo na­pięte. Pew­nego dnia nie mógł zna­leźć czy­stych maj­tek dla swo­jej trzy­latki Emmy. Po go­rącz­ko­wych po­szu­ki­wa­niach trium­fal­nie uniósł majtki w górę i wrę­czył je córce, przy­ka­zu­jąc, by się szybko ubrała. Po chwili we­szła do sa­lonu cał­kiem naga. Brad za­py­tał: "Dla­czego nie je­steś ubrana?". Na co Emma uśmiech­nęła się słodko i od­po­wie­działa: "Moje majtki są mo­kre", po pro­stu się w nie zsiu­siała (z pre­me­dy­ta­cją i świa­do­mie), czym wpra­wiła Brada w osłu­pie­nie.

Kiedy już zro­zu­mie się kon­cep­cję błęd­nych stra­te­gii za­cho­wa­nia, ła­two do­strzec, w jaki spo­sób Emma, ob­ser­wu­jąc tatę, który rano dwoi się i troi, po­krzy­kuje i wszyst­kich po­spie­sza, by wy­pra­wić ich na czas z domu, mo­gła dojść do wnio­sku, że nie jest istotna. Trzy­latka w bar­dzo sprytny spo­sób uzy­skała uwagę taty na sto pro­cent. Nie ma zna­cze­nia, że tata bar­dzo ją ko­cha i wie, że przy­na­leży bez względu na wszystko. Brad staje na wy­so­ko­ści za­da­nia, sa­mo­dziel­nie dba o dzieci i jed­no­cze­śnie pra­cuje na cały etat. Dzieci nie są w sta­nie do­strzec tej sze­ro­kiej per­spek­tywy, a za­miast tego sku­piają się na tym, co wi­dzą tu i te­raz, a w przy­padku Emmy był to tata, który cią­gle po­ga­niał ją, by się ubrała.

Co mógł zro­bić Brad, by po­móc Em­mie po­czuć, że przy­na­leży, że jest ważna, a ich re­la­cja jest wy­jąt­kowa? Wzię­cie jej za rękę i po­pro­sze­nie o po­moc nie za­bra­łoby mu wię­cej czasu niż to, co zro­bił. Mógł - na przy­kład - nie szu­kać maj­tek sam, tylko po­wie­dzieć: "Po­trze­buję two­jej po­mocy w od­na­le­zie­niu czy­stych maj­tek. Jak my­ślisz, gdzie może być ja­kaś para?". Po­ran­nej go­ni­twy można też unik­nąć, two­rząc z Emmą plan wie­czoru, który uwzględ­niałby przy­go­to­wa­nie ubra­nia na ko­lejny dzień. Je­śli wiesz, że masz do czy­nie­nia wła­śnie z błędną stra­te­gią uwagi, mo­żesz zro­bić wiele rze­czy, by za­chę­cić dziecko do zmiany za­cho­wa­nia. Kilka z nich wy­mie­ni­li­śmy w ostat­niej ko­lum­nie ta­beli. Pa­mię­taj też, że wszyst­kie na­rzę­dzia ro­dzi­ciel­skie przed­sta­wiane w tej książce mają za za­da­nie po­ma­gać dzie­ciom bu­do­wać po­czu­cie przy­na­leż­no­ści, więzi i zna­cze­nia, a jed­no­cze­śnie ogra­ni­czać wy­stę­po­wa­nie nie­od­po­wied­niego za­cho­wa­nia.

Wła­dza

Kiedy czu­jesz się wy­zwany na po­je­dy­nek, za­gro­żony lub po­ko­nany albo od­czu­wasz gniew, twoje dziecko naj­praw­do­po­dob­niej po­słu­guje się błędną stra­te­gią wła­dzy. Może błęd­nie wie­rzyć w to, że przy­na­leży tylko i wy­łącz­nie, kiedy "rzą­dzi" lub usi­łuje ci po­ka­zać, że "nie mo­żesz go do ni­czego zmu­sić". Dzieci po­trze­bują zdro­wego po­czu­cia wła­dzy (au­to­no­mii) i będą do­ma­gać się jej w ten czy inny spo­sób. Za­da­niem ro­dzica jest stwo­rze­nie dziecku oka­zji do kon­struk­tyw­nego wy­ko­rzy­sta­nia oso­bi­stej mocy tak, by unik­nąć sy­tu­acji, w któ­rych będą przej­mo­wały wła­dzę w spo­sób ne­ga­tywny. A oto kilka kre­atyw­nych (choć błęd­nych) dzie­cię­cych stra­te­gii na po­szu­ki­wa­nie przy­na­leż­no­ści w stra­te­gii wła­dzy: mó­wią "nie zmu­sisz mnie"; zga­dzają się, lecz nie do­trzy­mują umowy; rzą­dzą się; do­sto­so­wują się "na od­czep­nego" (czyli nie jest po two­jemu, ale nie mo­żesz się przy­cze­pić); sta­wiają żą­da­nia po­zba­wione sza­cunku lub udają, że po pro­stu za­po­mniały.

Za­uważ, że uda­wa­nie za­po­mi­nal­skiego zo­stało wy­mie­nione rów­nież jako jedno z przy­kła­do­wych za­cho­wań dziecka, które po­słu­guje się błędną stra­te­gią uwagi. Wiele tych sa­mych za­cho­wań może wska­zy­wać na różne błędne stra­te­gie, dla­tego tak ważne jest od­no­sze­nie się do wła­snych uczuć. Dziecko, które udaje, że za­po­mniało, bo do­maga się uwagi, praw­do­po­dob­nie wy­woła w to­bie iry­ta­cję, na­to­miast dziecko w błęd­nej stra­te­gii wła­dzy spo­wo­duje gniew. Kiedy po ca­łym dniu pracy lub za­ła­twia­nia róż­nych spraw wra­casz zmę­czony do domu, ła­twiej jest wy­krzy­czeć roz­kazy. Jed­nak znacz­nie sku­tecz­niej bę­dzie zwró­cić uwagę na za­szy­fro­wany prze­kaz, który w przy­padku wła­dzy brzmi: "Po­zwól mi po­móc. Daj mi wy­bór i po­każ ja­sne gra­nice".

Zbyt wielu ro­dzi­ców sto­suje au­to­ry­tarne po­dej­ście do dzieci, a po­tem się dziwi, że stają one oko­niem. Do walki o wła­dzę trzeba dwojga. Za­miast zwie­lo­krot­niać wy­siłki, by przy po­mocy gróźb lub kar zmu­sić dziecko do po­słu­szeń­stwa, mo­żesz za­ła­go­dzić sy­tu­ację, wy­cho­dząc z za­klę­tego koła walki o wła­dzę i wy­ko­rzy­stu­jąc su­ge­stie za­cho­wań umiesz­czone w ostat­niej ko­lum­nie Ta­beli Błęd­nych Stra­te­gii, które od­po­wia­dają na ukryte i re­alne po­trzeby dziecka. To prawda, że cza­sem ko­nieczny jest nad­ludzki wy­si­łek i sa­mo­kon­trola.

Dzie­wię­cio­letni Scott w szkole był przy­kład­nym chłop­cem, od­no­sił się do wszyst­kich z sza­cun­kiem i chęt­nie współ­pra­co­wał. Jed­nak po prze­kro­cze­niu progu domu zmie­niał się nie do po­zna­nia i za­cho­wy­wał jak ty­ran. Dy­ry­go­wał swoim czte­ro­let­nim bra­tem i na­przy­krzał się ojcu, który usi­ło­wał do­trzy­mać waż­nego ter­minu, pra­cu­jąc zdal­nie jako pra­cow­nik firmy tech­no­lo­gicz­nej. Sta­wał też na gór­nym pię­trze pię­tro­wego łóżka i z wy­cią­gnię­tym w kie­runku matki pal­cem mó­wił: "Wyj­mij mój ple­cak z sa­mo­chodu te­raz! Ru­chy! Po­trze­buję go!".

Zde­spe­ro­wani ro­dzice za­pro­wa­dzili Scotta do te­ra­peuty ro­dzin­nego. Ku ich za­sko­cze­niu do­wie­dzieli się, że sy­nek czuł się "obco" w swoim wła­snym domu. Pod­czas Te­ra­pii w Pia­skow­nicy[2] do przed­sta­wie­nia sie­bie Scott wy­brał małą fi­gurkę srebr­nego ko­smity. Na­prze­ciwko, w oskar­ży­ciel­skich i ata­ku­ją­cych po­zy­cjach, usta­wił mamę, tatę i młod­szego brata. Wy­znał te­ra­peu­cie, że tylko on w domu wpada w ta­ra­paty. Jego zda­niem ro­dzice bar­dziej od niego ko­chali ma­łego Ste­vena, bo za­wsze to jemu po­świę­cali czas, a dla niego już go nie mieli. Czuł się winny wszyst­kich pro­ble­mów, które wy­stę­po­wały po­mię­dzy nim a młod­szym bra­tem, bo ro­dzice za­wsze go na­po­mi­nali: "Je­steś star­szy i po­wi­nie­neś być mą­drzej­szy".

Scott był po pro­stu nie­szczę­śli­wym, ma­łym chłop­cem. Od­czu­wał znie­chę­ce­nie, bo jego głę­boka po­trzeba przy­na­leż­no­ści nie była za­spo­ko­jona w domu ro­dzin­nym. To samo dziecko może za­cho­wy­wać się do­brze w jed­nym śro­do­wi­sku (np. w szkole, gdzie Scott, czuł się do­ce­niony) i być "ma­łym po­two­rem" w in­nym (czyli w domu, gdzie czuł się znie­chę­cony). Ro­dzice, któ­rzy ro­zu­mieją, że nie­od­po­wied­nie za­cho­wa­nia dziecka wy­ni­kają z jego znie­chę­ce­nia, wie­dzą też, że naj­lep­szym spo­so­bem ra­dze­nia so­bie z nimi jest za­chęta, która po­maga dziecku po­czuć, że przy­na­leży i jest ważne. Kiedy dziecko czuje się za­chę­cone, nie­od­po­wied­nie za­cho­wa­nie znika.

Ro­dzi­ców Scotta po­pro­szono, by przez ko­lejny ty­dzień bez względu na za­cho­wa­nie syna spę­dzali z nim czas "je­den na je­den". Tata miał za­brać go na mę­ski wy­pad do miej­sca wy­my­ślo­nego przez Scotta. Mieli rów­nież nie sta­wać po żad­nej ze stron w kon­flik­tach sy­nów, tylko po pro­stu ich roz­dzie­lać. Ty­dzień póź­niej mama Scotta po­wie­działa te­ra­peu­cie: "To istny cud. Scott jest in­nym dziec­kiem. Stał się po­mocny i przy­jem­nie spę­dza się z nim czas. Jak to moż­liwe?". Je­śli dziecko wie­rzy, że przy­na­leży, za­cho­wuje się w spo­sób po­zy­tywny. Je­śli na­to­miast czuje się nie­ko­chane i znie­chę­cone, nie­od­po­wied­nie za­cho­wa­nie po­wraca.

Ob­wi­nia­jący pa­lec do­ro­słego czę­sto jest skie­ro­wany na dziecko i to je obar­cza się "od­po­wie­dzial­no­ścią" za walkę o wła­dzę. Ro­dzice na­rze­kają: "Dla­czego ona nie chce mnie słu­chać?". "Dla­czego on nie chce ro­bić tego, co po­wi­nien? Dla­czego mówi, że to zrobi, a po­tem tego nie robi?". W wielu przy­pad­kach ten sam pa­lec po­winno się skie­ro­wać w drugą stronę - nie po to, by ko­go­kol­wiek ob­wi­niać, ale by so­bie coś uświa­do­mić. Dziecko też mo­głoby tro­chę po­na­rze­kać: "Dla­czego mnie nie słu­chasz? Dla­czego nie od­no­sisz się do mnie z sza­cun­kiem? Dla­czego nie an­ga­żu­jesz mnie w po­dej­mo­wa­nie de­cy­zji, które mnie do­ty­czą, tylko wy­da­jesz mi po­le­ce­nia?". Ni­gdy nie wi­dzie­li­śmy dziecka wal­czą­cego w ten spo­sób z sa­mym sobą, za­wsze obok był wal­czący do­ro­sły.

Je­śli uświa­do­misz so­bie, że wal­czysz z dziec­kiem o wła­dzę, weź od­po­wie­dzial­ność za wła­sne dzia­ła­nia i prze­proś za swój wkład. Pa­mię­taj, do walki o wła­dzę po­trzeba przy­naj­mniej dwojga. Bądź go­tów wziąć od­po­wie­dzial­ność za swój wkład. Być może masz na swoim kon­cie nad­mierną kon­trolę lub na­rzu­ca­nie swo­jej woli. Przy­znaj się do tego, a po­tem wy­pra­cuj z dziec­kiem roz­wią­za­nia oparte na sza­cunku. Zbyt czę­sto, gdy ro­dzi­com za­leży, by po­sta­wić na swoim, dziecko staje w po­zy­cji prze­gra­nego w re­la­cji. To po­wo­duje ból i cier­pie­nie, a także jest czę­sto za­pro­sze­niem do szu­ka­nia na ro­dzicu ze­msty.

Ze­msta

Kiedy naj­mniej się tego spo­dzie­wasz, dziecko może zro­bić lub po­wie­dzieć coś, co cię zrani, wy­woła nie­do­wie­rza­nie, roz­cza­ro­wa­nie a na­wet nie­chęć. Dzięki temu wiesz, że samo czuje się zra­nione i po pro­stu się mści. Ze­msta może przy­jąć formę in­wek­tyw, upo­ka­rza­nia, nisz­cze­nia wła­sno­ści, ce­lo­wych po­ra­żek, kłam­stwa, kra­dzieży oraz za­cho­wań au­to­de­struk­cyj­nych.

Można zra­nić dziecko, na­wet o tym nie wie­dząc. Cza­sem dzieci nie czują się ko­chane lub czują się ko­chane wa­run­kowo z po­wodu nie­zwy­kle wy­so­kich ocze­ki­wań ro­dzi­ców: "Ko­chasz mnie tylko wtedy, kiedy przy­no­szę do­bre stop­nie albo kiedy za­cho­wuję się tak, jak so­bie tego ży­czysz" i to je boli. Albo też czują się za­nie­dbane. Nie za­wsze po­czu­cie zra­nie­nia wy­wo­łane jest przez ro­dzica. Nie­mniej jed­nak ro­dzi­com ła­two jest utknąć w błęd­nym kole ze­msty: kiedy dziecko robi coś, co rani in­nych, ro­dzic je ka­rze, dziecko czuje się jesz­cze bar­dziej zra­nione i jesz­cze moc­nej rani in­nych, a ro­dzice jesz­cze do­tkli­wiej ka­rzą dziecko. Kiedy dzieci czują się zra­nione i za­dają ból in­nym, nie­zwy­kle trudno jest do­strzec za­szy­fro­wany prze­kaz, który w przy­padku tej błęd­nej stra­te­gii brzmi: "Cier­pię. Na­zwij i za­ak­cep­tuj moje uczu­cia". Jest to je­dyny spo­sób na wyj­ście z tego błęd­nego cy­klu cier­pie­nia. Wy­daje się, że dzieci sto­su­jące tę stra­te­gię nie­mal za­po­mniały o swo­jej po­trze­bie przy­na­leż­no­ści, więzi i zna­cze­nia, bo głów­nie kon­cen­trują się na tym, by ra­nić in­nych.

Dzie­wię­cio­let­nia Ma­rina spra­wiała trud­no­ści. Jej mama Ta­mara pra­co­wała na pe­łen etat i pro­wa­dziła oży­wione ży­cie to­wa­rzy­skie. Pew­nej so­boty Ta­mara za­brała Ma­rinę na krę­gle, gdzie miała się spo­tkać z trzema swo­imi przy­ja­ciół­kami. Chciała spę­dzić czas z Ma­riną i jed­no­cze­śnie do­brze się ba­wić. Na po­czątku Ma­rina współ­pra­co­wała i spra­wiało jej ra­dość po­dej­mo­wa­nie ko­lej­nych prób rzutu kulą. Jed­nak po dwóch go­dzi­nach cier­pli­wość Ma­riny się wy­czer­pała. Za­częła krzy­czeć i z pię­ściami rzu­ciła się na pod­łogę. "Nie­na­wi­dzę cię! Je­steś naj­gor­szą matką na świe­cie!" - wrzesz­czała. Ta­mara zu­peł­nie zdę­biała. Naj­pierw usi­ło­wała wy­ja­śnić przy­ja­ciół­kom, że Ma­rina zwy­kle się tak nie za­cho­wuje. W końcu za­wsty­dzona za­cią­gnęła córkę do sa­mo­chodu. W dro­dze do domu Ta­ma­rze pu­ściły nerwy i za­częła ob­wi­niać córkę: "Masz szla­ban na cały ty­dzień. Jak mo­głaś mi to zro­bić przed przy­ja­ciół­kami?". Kilka dni póź­niej na spo­tka­niu z do­radcą ro­dzin­nym oka­zało się, że z punktu wi­dze­nia Ma­riny mama dbała bar­dziej o swoje przy­ja­ciółki niż o nią. Tak na­prawdę dziew­czynka nie po­tra­fiła po­wie­dzieć ma­mie, na czym jej za­leży, za­miast tego się­gnęła po ze­mstę.

Dwa dni póź­niej Ma­rina po­czuła się zlek­ce­wa­żona i za­częła krzy­czeć. Tym ra­zem Ta­mara po­wie­działa: "Wy­daje mi się, że czu­jesz złość i masz po­czu­cie, że nie do­strze­gam two­ich po­trzeb. Ko­cham cię i po­roz­ma­wiamy o tym, jak tylko się uspo­ko­isz". Ta­marę za­sko­czyła szyb­kość, z jaką Ma­rina się uspo­ko­iła. Na wła­snej skó­rze do­świad­czyła, że dzieci, które wy­brały ze­mstę, po­trze­bują na­zwa­nia i za­ak­cep­to­wa­nia ich uczuć. Cza­sem musi mi­nąć nieco wię­cej czasu, za­nim będą go­towe na roz­mowę, ale by­cie zro­zu­mia­nym to ważny pierw­szy krok w pro­ce­sie. Kilka go­dzin póź­niej Ta­mara za­py­tała Ma­rinę, czy chce po­roz­ma­wiać. Dziew­czynka chciała. Ta­mara po­now­nie za­częła od na­zwa­nia i ak­cep­ta­cji emo­cji córki, a po­tem płyn­nie prze­szły do szu­ka­nia roz­wią­zań pro­blemu.

Po­dob­nie jak w przy­padku błęd­nego celu wła­dzy, tak i tu mu­sisz wy­ka­zać się po­nad­ludzką mocą sa­mo­kon­troli i nie za­re­ago­wać ne­ga­tyw­nie na ra­niące za­cho­wa­nie dziecka. W ludz­kiej na­tu­rze leży skłon­ność do od­po­wia­da­nia krzywdą na krzywdę. Ta­mara jed­nak już wcze­śniej od­kryła, że re­wanż i kara tylko wzmac­niają prze­ko­na­nie dziecka o braku przy­na­leż­no­ści i eska­lują jego za­cho­wa­nie. Na­zy­wa­nie i ak­cep­ta­cja uczuć oraz szu­ka­nie w spo­koj­nej at­mos­fe­rze roz­wią­zań po­ma­gają wyjść z błęd­nego koła ze­msty, wzmac­niają w dziecku po­czu­cie przy­na­leż­no­ści, więzi i zna­cze­nia oraz eli­mi­nują nie­od­po­wied­nie za­cho­wa­nie.

Brak wiary

Je­śli do­świad­czasz roz­pa­czy, bez­rad­no­ści, braku na­dziei lub masz po­czu­cie nie­do­sko­na­ło­ści, z du­żym praw­do­po­do­bień­stwem można stwier­dzić, że twoje dziecko czuje się po­dob­nie i dla­tego wy­brało błędną stra­te­gię braku wiary. Bro­nią dzieci, które stra­ciły wiarę w moż­li­wość osią­gnię­cia suk­cesu, jest nie­podej­mo­wa­nie ja­kich­kol­wiek prób. Są nie­zwy­kle znie­chę­cone i po­strze­gają sie­bie jako ko­goś, kto się nie na­daje, nie przy­na­leży, nie umie i nie pa­suje. "Pod­dają się" po­przez wy­co­fa­nie, izo­la­cję, mó­wie­nie o so­bie nie­mi­łych rze­czy lub au­to­iro­niczne uwagi albo nie­podej­mo­wa­nie żad­nych prób.

Ta­kie dzieci czę­sto mó­wią "nie po­tra­fię", "nie mogę", "nie umiem" i fak­tycz­nie tak my­ślą. I na tym po­lega róż­nica po­mię­dzy nimi a dziećmi, które mó­wią "nie umiem" w celu zdo­by­cia uwagi. W tym dru­gim przy­padku za­równo dziecko, jak i do­ro­sły wie­dzą, że ono po­trafi. Ro­dzice dzieci wy­bie­ra­ją­cych błędną stra­te­gię braku wiary czę­sto od­zwier­cie­dlają od­czu­wane przez nich uczu­cia i nie sku­piają się na za­szy­fro­wa­nym prze­ka­zie, który brzmi: "Nie spi­suj mnie na straty. Wierz we mnie. Po­każ mi mały krok". Być może, gdy sta­rasz się po­móc wła­snemu dziecku, które czuje się do ni­czego, pod­daje się i ma­rzy, by zo­sta­wiono je w spo­koju, sam czu­jesz bez­sil­ność i nie wie­rzysz w swoje kom­pe­ten­cje ro­dzi­ciel­skie. Dzieci wy­ko­rzy­stu­jące tę błędną stra­te­gię po­tra­fią być bar­dzo prze­ko­nu­jące, ale po­zo­sta­wie­nie ich sa­mym so­bie jest naj­gor­szą moż­liwą de­cy­zją, po­nie­waż tylko wzmac­nia ich prze­ko­na­nie o wła­snej nie­udol­no­ści i braku war­to­ści. Per­swa­zje oraz na­mowy też nie są do­brym wyj­ściem z sy­tu­acji, gdyż po­tę­gują już i tak roz­wi­nięte po­czu­cie nie­do­sko­na­ło­ści.

Sze­ścio­let­nia Ep­pie była nie­zwy­kle znie­chę­co­nym dziec­kiem i od­ma­wiała po­dej­mo­wa­nia ja­kich­kol­wiek prób w czym­kol­wiek. Naj­chęt­niej kur­czowo trzy­mała się ro­dzi­ców i mó­wiła "nie umiem". A oni na­bie­rali się na jej bez­rad­ność, ra­to­wali ją w każ­dej sy­tu­acji i nie­mal we wszyst­kim wy­rę­czali. Roz­sta­nie się z ro­dzi­cami i pój­ście do szkoły było dla niej nie­zwy­kle trudne. Więk­szość czasu spę­dzała w swo­jej ławce, gdzie za wszelką cenę uni­kała przy­cią­ga­nia czy­jejś uwagi. Na­uczy­cielka za­re­ko­men­do­wała wi­zytę u szkol­nego psy­cho­loga, który od­krył, że Ep­pie jest zdolna i mą­dra, lecz w to nie wie­rzy. Spe­cja­li­sta wy­ja­śnił ro­dzi­com dziew­czynki kon­cep­cję błęd­nych stra­te­gii za­cho­wa­nia i po­dał kilka wska­zó­wek, które mo­głyby po­móc jej po­czuć się za­chę­coną.

Ro­dzi­com trudno było po­jąć, że Ep­pie bra­ko­wało po­czu­cia przy­na­leż­no­ści, więzi i zna­cze­nia, bo prze­cież tak bar­dzo ją ko­chali. Jed­nak ich mi­łość po­le­gała na wy­rę­cza­niu jej we wszyst­kim i nie­sta­wia­niu przed nią żad­nych wy­ma­gań. To ją przy­tła­czało. Mieli do­bre in­ten­cje: chcieli, by czuła się ko­chana bez­wa­run­kowo, nie wie­dzieli jed­nak, że swoim za­cho­wa­niem przy­czy­niają się do wzmac­nia­nia w niej po­czu­cia nie­do­sko­na­ło­ści.

Kiedy zro­zu­mieli po­wód, dla któ­rego Ep­pie prze­stała wie­rzyć w sie­bie, za­częli po­wolny pro­ces unie­za­leż­nia­nia jej od sie­bie. Gwał­towna zmiana by­łaby dla wszyst­kich nie­zwy­kle trudna. Za­miast tego wy­brali me­todę ma­łych kro­ków i po­świę­ca­nia wię­cej czasu na prak­tykę i tre­ning. Kiedy na przy­kład Ep­pie nie chciała sama za­kła­dać skar­pet i bu­tów, tata cier­pli­wie po­wta­rzał: "Ja za­łożę jedną skar­petkę, a po­tem wta­jem­ni­czę cię w ar­kana sztuki skar­pe­ciar­skiej i po­każę ci, jak ro­lo­wać je przed za­ło­że­niem i wtedy sama bę­dziesz mo­gła za­ło­żyć drugą". Mama pod­czas od­ra­bia­nia pracy do­mo­wej sia­dała obok niej i mó­wiła: "Ja na­ry­suję jedną po­łowę okręgu, a ty drugą". Im wię­cej rze­czy Ep­pie ro­biła sa­mo­dziel­nie, tym słab­sze sta­wało się jej prze­ko­na­nie o wła­snej nie­udol­no­ści.

Dzieci są różne i na pod­sta­wie od­mien­nych do­świad­czeń mogą dojść do po­dob­nych wnio­sków, na przy­kład tych o wła­snej nie­kom­pe­ten­cji, a na ba­zie po­dob­nych do­świad­czeń sfor­mu­ło­wać roz­bieżne prze­ko­na­nia. Te, które czują, że nie speł­niają ro­dzi­ciel­skich ocze­ki­wań, mogą stwo­rzyć me­cha­ni­zmy obronne wy­klu­cza­jące po­ja­wie­nie się tych ocze­ki­wań w przy­szło­ści. Mogą za­cho­wy­wać się bier­nie, uda­wać, że o ni­kogo i o nic się nie trosz­czą, od­ma­wiać po­dej­mo­wa­nia ja­kich­kol­wiek prób. Inne mogą pod­jąć de­cy­zję, by sta­rać się jesz­cze bar­dziej. Cza­sem z po­wodu róż­nego ro­dzaju obaw dzieci nie wkła­dają mak­sy­mal­nego wy­siłku w to, co ro­bią. Je­śli fak­tycz­nie się nie po­sta­rały i po­nio­sły po­rażkę, tłu­ma­czą ją so­bie bra­kiem wła­snego za­an­ga­żo­wa­nia. Na­to­miast wło­że­nie wy­siłku i otrzy­ma­nie mier­nych re­zul­ta­tów tylko po­twier­dzi ich wcze­śniej­sze prze­ko­na­nie o wła­snej nie­udol­no­ści. Z ko­lei u in­nych dzieci po­rażki dzia­łają mo­ty­wu­jąco i za­chę­cają je do dal­szych wy­sił­ków. Nie­które dzieci wy­ka­zują brak wiary, po­nie­waż ro­dzice nie­ustan­nie je wy­rę­czają i nie stwa­rzają im oka­zji do do­świad­cza­nia wła­snej spraw­czo­ści i za­rad­no­ści - tak wła­śnie było w przy­padku Ep­pie. In­nym zaś dzie­ciom nad­mierne wy­siłki ro­dzi­ców nie prze­szka­dzają wcale, by jed­nak ćwi­czyć się w sa­mo­dziel­no­ści i bu­do­wać mocne po­czu­cie wła­snej war­to­ści.

Ro­dzi­ciel­ski wkład w błędne stra­te­gie za­cho­wa­nia

Ro­dzice od­gry­wają istotną rolę w pro­ce­sie znie­chę­ca­nia dziecka. Nie pi­szemy tego, by wzbu­dzać w kim­kol­wiek po­czu­cie winy. Na­szym ce­lem jest bu­do­wa­nie świa­do­mo­ści, bo tylko zda­jąc so­bie sprawę z tego, co i jak ro­bimy, mo­żemy to zmie­nić. Pa­mię­taj, każde dziecko jest wy­jąt­kowe i każde na pod­sta­wie ta­kiego sa­mego do­świad­cze­nia może sfor­mu­ło­wać inne prze­ko­na­nia. Tych kilka moż­li­wo­ści po­da­nych po­ni­żej (a prze­cież jest ich znacz­nie wię­cej) może ci po­móc jesz­cze le­piej zro­zu­mieć kon­cep­cję błęd­nych stra­te­gii za­cho­wa­nia.

Już sama po­wyż­sza ta­bela po­ka­zuje, że wa­chlarz moż­li­wo­ści jest ogromny, a dzieci na pod­sta­wie swo­ich do­świad­czeń po­dej­mują różne de­cy­zje. Go­to­wość na do­strze­że­nie wła­snego wkładu w całą tę "ukła­dankę" może za­in­spi­ro­wać cię do zmiany za­cho­wa­nia, a tym sa­mym przy­nieść zmianę za­cho­wa­nia dziecka. Aby le­piej zro­zu­mieć, jak twoje prze­ko­na­nia wpły­wają na de­cy­zje po­dej­mo­wa­nie przez cie­bie w ro­dzi­ciel­stwie, zaj­rzyj do ko­lumny szó­stej Ta­beli Błęd­nych Stra­te­gii za­cho­wa­nia. Oczy­wi­ście ist­nieje mnó­stwo po­wo­dów, dla któ­rych dzieci two­rzą prze­ko­na­nia, pod wpły­wem któ­rych wy­bie­rają kon­kretną błędną stra­te­gię za­cho­wa­nia i część z nich po­zo­staje poza twoją kon­trolą (np. mogą uznać, że nie przy­na­leżą, bo nie są ak­cep­to­wane w swo­jej gru­pie ró­wie­śni­czej).

ZA­CHO­WA­NIE RO­DZICA

PRZE­KO­NA­NIE DZIECKA

BŁĘDNA STRA­TE­GIA DZIECKA

Nad­mierna ochrona i roz­piesz­cza­nie

"Przy­na­leżę tylko wtedy, gdy nie­ustan­nie zwra­casz na mnie uwagę lub trak­tu­jesz mnie w wy­jąt­kowy spo­sób".

Uwaga

"Przy­na­leżę tylko wtedy, kiedy rzą­dzę, a inni ro­bią to, co chcę". ("Nie na­uczy­łem się, jak szu­kać ta­kich roz­wią­zań, dzięki któ­rym wszy­scy wy­gry­wają").

Wła­dza

"Nie przy­na­leżę, po­nie­waż we mnie nie wie­rzysz i to mnie boli, za­tem wy­rów­nuję z tobą ra­chunki".

Ze­msta

"Nie przy­na­leżę, po­nie­waż nie na­daję się, więc się pod­daję". ("Wszy­scy inni są we wszyst­kim znacz­nie lepsi ode mnie").

Brak wiary

Kon­trola

"Nie mogę zdo­być uwagi w uży­teczny spo­sób, więc zdo­by­wam ją jak­kol­wiek".

Uwaga

"Nie mam kom­pe­ten­cji, by wy­ko­rzy­sty­wać moją wła­dzę w spo­sób kon­struk­tywny, więc będę ko­rzy­stać z niej, by kon­te­sto­wać wła­dzę in­nych lub sta­rać się ich zdo­mi­no­wać".

Wła­dza

"Cza­sami wy­daje mi się, że bar­dziej za­leży ci na mo­ich osią­gnię­ciach niż na mnie. To mnie boli, więc i ja za­dam ból to­bie".

Ze­msta

"Nie wie­rzysz, że po­tra­fię, dla­czego więc sam miał­bym w sie­bie wie­rzyć?".

Brak wiary

Kara

"Nie czuję, że przy­na­leżę, kiedy mnie ra­nisz, ale być może ta ne­ga­tywna uwaga, którą mnie ob­da­rzysz, prze­kona mnie, że jed­nak mnie ko­chasz".

Uwaga

"Nie czuję, że przy­na­leżę, kiedy mnie ra­nisz, ale może wła­dza po­zba­wiona sza­cunku - czyli to, czego sam mnie uczysz - jest do­brym spo­so­bem na za­spo­ko­je­nie po­trzeby przy­na­leż­no­ści".

Wła­dza

"Nie czuję, że przy­na­leżę, kiedy mnie ra­nisz, ale przy­naj­mniej mogę od­pła­cić ci pięk­nym za na­dobne i rów­nież cię zra­nić".

Ze­msta

"Nie czuję, że przy­na­leżę, kiedy mnie ra­nisz, więc po pro­stu się pod­dam i będę sta­rać się scho­dzić ci z drogi".

Brak wiary

Po­nie­waż de­cy­zje, które po­dej­mują dzieci, nie są świa­dome, aby od­kryć to, co fak­tycz­nie chcą nam za­ko­mu­ni­ko­wać, mu­simy po­le­gać na kon­cep­cji błęd­nych stra­te­gii za­cho­wa­nia.

Ujaw­nia­nie błęd­nej stra­te­gii

Lu­dzie czę­sto py­tali Dre­ikursa: "Jak może pan tak szu­flad­ko­wać dzieci?". Od­po­wia­dał wtedy: "Nie wkła­dam dzieci do szu­fla­dek, ja je w nich znaj­duję". Pod­czas pracy z dziećmi Dre­ikurs py­tał je: "A może za­cho­wu­jesz się tak [opis za­cho­wa­nia], po­nie­waż to do­bry spo­sób, by inni zwró­cili na cie­bie uwagę?". W ten spo­sób Dre­ikurs szu­kał od­ru­chu roz­po­zna­nia. Je­śli dziecko mi­mo­wol­nie się uśmie­chało, jed­no­cze­śnie mó­wiąc "nie", Dre­ikurs kon­ty­nu­ował: "Ty mó­wisz nie, a twój uśmiech mówi tak". Je­śli Dre­ikurs za­ob­ser­wo­wał u dziecka od­ruch roz­po­zna­nia, prze­sta­wał za­da­wać py­ta­nia - za­miast tego sku­piał się na szu­ka­niu z dziec­kiem in­nych, bar­dziej kon­struk­tyw­nych spo­so­bów uzy­ska­nia uwagi.

Je­śli dziecko za­prze­czało i nie po­ja­wiał się od­ruch roz­po­zna­nia, Dre­ikurs prze­cho­dził do ko­lej­nego py­ta­nia: "A może za­cho­wu­jesz się tak, by po­ka­zać, kto tu rzą­dzi?". I znów sły­szał zwy­kłe "nie" lub za­prze­cze­nie w po­łą­cze­niu z mi­mo­wol­nym uśmie­chem. Je­śli po­ja­wiał się od­ruch roz­po­zna­nia, Dre­ikurs mó­wił: "Sło­wami za­prze­czasz, a uśmie­chem po­twier­dzasz", a po­tem po­ma­gał dziecku od­kryć inne spo­soby kon­struk­tyw­nego ko­rzy­sta­nia z wła­dzy.

Je­śli od­po­wiedź brzmiała po pro­stu "nie" i nie po­ja­wiał się od­ruch roz­po­zna­nia, ko­lejne py­ta­nie Dre­ikursa brzmiało: "A może za­cho­wu­jesz się tak, bo cier­pisz i chcesz, by inni też cier­pieli?". I znów na ustach dziecka mógł się po­ja­wić chy­try uśmiech, lecz były też i ta­kie dzieci, które dzięki tym sło­wom czuły się zro­zu­miane i po pro­stu od­po­wia­dały "tak". Sły­sząc "tak", Dre­ikurs po­twier­dzał za­sad­ność uczuć dziecka i wraz z nim szu­kał roz­wią­zań.

Je­śli Dre­ikurs na­dal nie uzy­skał od­ru­chu roz­po­zna­nia lub po­twier­dze­nia, py­tał da­lej: "A może za­cho­wu­jesz się tak, po­nie­waż czu­jesz, że nie stać cię na wię­cej i chcesz się pod­dać?". Rzadko kiedy w re­ak­cji na to py­ta­nie dzieci się uśmie­chały, czę­ściej w ich oczach po­ja­wiały się łzy. Wi­dząc taki od­ruch roz­po­zna­nia, Dre­ikurs mó­wił: "Po­wie­rzę ci ta­jem­nicę. Ja wiem, że cię stać. Po pro­stu po­trze­bu­jesz to jesz­cze tro­chę po­ćwi­czyć. Stwórzmy ra­zem plan, jak mo­żesz to zro­bić".

Dre­ikurs po­rów­ny­wał ujaw­nia­nie stra­te­gii do "plu­cia dziecku w zupę" (Ad­ler mó­wił o tym, by nie za­bie­rać dziecku zupy, czyli za­cho­wa­nia, lecz po pro­stu w ja­kiś spo­sób ją "obrzy­dzić", czyli znie­chę­cić do tego za­cho­wa­nia) i uwa­żał, że za­cho­wa­nie traci swój po­wab, gdy ujawni się ukrytą pod nim po­trzebę. Błędne stra­te­gie za­cho­wa­nia są tylko jed­nym z moż­li­wych spo­so­bów wy­tłu­ma­cze­nia nie­od­po­wied­niego za­cho­wa­nia dzieci. Ta­kich po­wo­dów jest znacz­nie wię­cej. Cza­sami to, co wy­daje się nie­od­po­wied­nim za­cho­wa­niem, szcze­gól­nie u dzieci po­ni­żej czwar­tego roku ży­cia, jest po pro­stu dzia­ła­niem ade­kwat­nym do wieku. Wię­cej na ten te­mat prze­czy­tasz w na­stęp­nym roz­dziale.

Po­zy­tywna Dys­cy­plina w dzia­ła­niu

Ma­rie jest mamą trójki dzieci: dzie­się­cio­let­niego Ma­thieu, ośmio­let­niego Lo­uisa oraz czte­ro­let­niej Améie. Po sze­ściu la­tach miesz­ka­nia na Wę­grzech, gdzie dzieci uczęsz­czały do szkoły ba­zu­ją­cej na bry­tyj­skim sys­te­mie na­ucza­nia, cała ro­dzina wró­ciła do Fran­cji. Ta zmiana nie była ła­twa dla dzieci, a szcze­gól­nie od­czuł ją Ma­thieu. Miał kło­pot z przy­zwy­cza­je­niem się do od­mien­nego sys­temu szkol­nego opar­tego na in­nych za­sa­dach i wy­ko­rzy­stu­ją­cego nie­znane mu do­tych­czas me­tody. Na przy­kład ka­zano mu na­uczyć się czy­tać i pi­sać wszyst­kie cza­sow­niki fran­cu­skie. To było nie lada wy­zwa­nie. Ma­rie wspo­mina: "Pa­mię­tam, jak wy­ry­wa­łam kartki z jego ze­szytu i ka­za­łam mu wie­lo­krot­nie prze­pi­sy­wać cza­sow­niki, aż zrobi to bez­błęd­nie. Po­wie­dzia­łam mu na­wet, że ma zo­stać w swoim po­koju do czasu, aż się na­uczy wszyst­kich form na pa­mięć, a po­tem je wy­re­cy­tuje. Pew­nego dnia we­szłam do jego po­koju, aby spraw­dzić, jak się czuje. Za­uwa­ży­łam, że zu­peł­nie znisz­czył blat biurka. W drew­nie wid­niały ślady dziur wy­ko­nane kom­pa­sem. By­łam za­sko­czona. Dla­czego miałby nisz­czyć swoje wła­sne biurko? Było mi rów­nież przy­kro, po­nie­waż był to an­tyk przy­wie­ziony z Wę­gier, który miał dla nas war­tość sen­ty­men­talną.

Po za­po­zna­niu się z Po­zy­tywną Dys­cy­pliną oraz błęd­nymi stra­te­giami w końcu zro­zu­mia­łam po­wód za­cho­wa­nia mo­jego syna. W gło­wie za­pa­liło mi się świa­tełko. Ma­thieu cier­piał i chciał, że­bym do­świad­czała tego sa­mego, bo zmu­sza­łam go do na­uki i zu­peł­nie nie zaj­mo­wa­łam się jego uczu­ciami. Oczy­wi­ście po­słu­gi­wał się błędną stra­te­gią ze­msty. Pa­trząc wstecz, wi­dzę, jak bar­dzo był znie­chę­cony. Te­raz już wiem, jak ina­czej ra­dzić so­bie z ta­kimi sy­tu­acjami. Za­miast kon­cen­tro­wać się na ne­ga­tyw­nym za­cho­wa­niu i tym, czego ja chcę, naj­pierw słu­cham i na­zy­wam jego uczu­cia, czyli na­wią­zuję re­la­cję, a do­piero po­tem prze­cho­dzimy do szu­ka­nia roz­wią­zań. Dzięki temu jest mię­dzy nami wię­cej za­ufa­nia, a na­sza więź jest zde­cy­do­wa­nie sil­niej­sza. Ma­thieu wie, że bar­dziej trosz­czę się o niego niż o koń­cowy re­zul­tat jego pracy."

NA­RZĘ­DZIA PO­ZY­TYW­NEJ DYS­CY­PLINY

Ujaw­nia­nie błęd­nej stra­te­gii

Roz­wią­zy­wa­nie za­gadki po­wo­dów sto­ją­cych za nie­od­po­wied­nim za­cho­wa­niem dzieci jest przy­jemne i przy­nosi same ko­rzy­ści. Kiedy już zła­miesz tajny kod, masz w ręku wszyst­kie po­trzebne in­for­ma­cje, by wspie­rać zmianę dzie­cię­cego za­cho­wa­nia (ćwi­cze­nie na końcu roz­działu po­może ci stać się sku­tecz­nym de­tek­ty­wem błęd­nych stra­te­gii). W Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pli­nie kon­cen­tru­jemy się na prze­ko­na­niu sto­ją­cym za za­cho­wa­niem. Je­śli chcesz je od­kryć, wy­star­czy, że po­słu­żysz się Ta­belą Błęd­nych Stra­te­gii. Kon­cen­tro­wa­nie się na prze­ko­na­niu, a nie na sa­mym za­cho­wa­niu po­zwala ro­dzi­com sku­tecz­niej wspie­rać zmianę dzie­cię­cego za­cho­wa­nia.

Wzmac­niaj swoje dzieci

Ce­lem wszyst­kich na­rzę­dzi Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny jest wzmac­nia­nie dzieci i sie­bie. My de­fi­niu­jemy wzmac­nia­nie w na­stę­pu­jący spo­sób: "od­da­wa­nie wła­dzy mło­dej oso­bie od jak naj­młod­szego wieku, by mo­gła spra­wo­wać kon­trolę nad wła­snym ży­ciem". Kiedy do­ro­śli dzielą się wła­dzą z dziećmi, mogą one roz­wi­jać umie­jęt­no­ści po­trzebne do bra­nia ży­cia we wła­sne ręce. Oto nie­które z do­stęp­nych na co dzień i naj­sku­tecz­niej­szych spo­so­bów wzmac­nia­nia dzieci: ucze­nie umie­jęt­no­ści ży­cio­wych, wspólne kon­cen­tro­wa­nie się na roz­wią­za­niach, wiara w dziecko, od­pusz­cza­nie (ma­łymi kro­kami) oraz bu­do­wa­nie sa­mo­świa­do­mo­ści dzieci przy po­mocy py­tań peł­nych cie­ka­wo­ści, np.: Jak się czu­jesz? Co my­ślisz? W jaki spo­sób to wpływa na to, czego chcesz w swoim ży­ciu?

ĆWI­CZE­NIE

For­mu­larz wy­kry­wa­nia błęd­nych stra­te­gii

1. Przy­po­mnij so­bie nie­dawną trudną dla cie­bie sy­tu­ację z dziec­kiem. Weź kartkę pa­pieru i opisz do­kład­nie, co się stało - tak, jak­byś pi­sał sce­na­riusz filmu. Co zro­biło twoje dziecko, jak za­re­ago­wa­łeś i co się po­tem stało?

2. Co czu­łeś, gdy to się działo? Za­pisz swoje uczu­cia. (Spójrz na emo­cje i uczu­cia wy­mie­nione w dru­giej ko­lum­nie ta­beli i sprawdź, z którą błędną stra­te­gią ko­re­spon­dują).

3. Przejdź do ko­lumny trze­ciej. Czy twoje za­cho­wa­nie było po­dobne do opi­sa­nych w ko­lum­nie nr 3? A może swoją re­ak­cję od­na­la­złeś w in­nym rzę­dzie? Je­śli tak, sprawdź, czy może w ko­lum­nie dru­giej tego rzędu wy­stę­puje uczu­cie, które le­piej opi­suje twój stan na głęb­szym po­zio­mie. (Czę­sto mó­wimy o "zło­ści", pod­czas gdy fak­tycz­nie od­czu­wamy zra­nie­nie lub nie­po­kój; pod "bez­rad­no­ścią" lub "bez­sil­no­ścią" może się kryć po­czu­cie po­rażki lub wy­sta­wie­nia na próbę). To, jak za­re­ago­wa­łeś, jest wska­zówką, która po­może ci do­trzeć do głęb­szych uczuć.

4. Przejdź do ko­lumny czwar­tej. Czy któ­ry­kol­wiek z przed­sta­wio­nych tam opi­sów pa­suje do tego, co zro­biło dziecko w re­ak­cji na twoje za­cho­wa­nie?

5. Gdy ja­sno spre­cy­zu­jesz, co zro­biło twoje dziecko, wróć do ko­lumny pierw­szej. Z du­żym praw­do­po­do­bień­stwem to wła­śnie jest błędna stra­te­gia za­sto­so­wana przez dziecko w tej sy­tu­acji. Za­pisz ją.

6. A te­raz spójrz na ko­lumnę piątą. Wła­śnie od­kry­łeś, jak brzmi nie­wspie­ra­jące prze­ko­na­nie two­jego dziecka. Za­pisz je.

7. Te­raz ko­lej na ko­lumnę szó­stą. Czy ta­kie my­śli po­ja­wiają się w two­jej gło­wie? One mogą przy­czy­niać się do za­cho­wa­nia two­jego dziecka. (Pa­mię­taj, nie cho­dzi o to, by się ob­wi­niać, tylko zwięk­szać swoją świa­do­mość). Ucząc się no­wych, za­chę­ca­ją­cych re­ak­cji na za­cho­wa­nia dziecka, bę­dziesz jed­no­cze­śnie zmie­niał prze­ko­na­nia. Spró­buj te­raz. Za­pisz prze­ko­na­nie, które by­łoby bar­dziej za­chę­ca­jące dla two­jego dziecka. Wska­zówki znaj­dziesz w ostat­nich dwóch ko­lum­nach.

8. W ko­lum­nie siód­mej znaj­dziesz za­szy­fro­wany prze­kaz na te­mat tego, czego po­trze­buje dziecko, by po­czuć się za­chę­cone.

9. Raz jesz­cze prze­suń się w prawo do ko­lumny ósmej. Tu znaj­dziesz po­my­sły, które mo­żesz wy­ko­rzy­stać w przy­padku za­cho­wań bę­dą­cych dla cie­bie wy­zwa­niem. (Mo­żesz rów­nież po­słu­żyć się swoją in­tu­icją i sa­mo­dziel­nie wy­my­śleć, co mógł­byś po­wie­dzieć i zro­bić, by za­re­ago­wać na za­szy­fro­waną wia­do­mość z ko­lumny siód­mej). Za­pisz swoje po­my­sły.

10. Jak ci po­szło? Za­pisz, co do­kład­nie się stało. Je­śli od­nio­słeś suk­ces, gra­tu­lu­jemy ci, do­brze od czasu do czasu wró­cić do tego, co po­szło do­brze. Je­śli ci się nie po­wio­dło, spró­buj wy­ko­rzy­stać inny spo­sób re­ak­cji lub inne na­rzę­dzie Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny.

ROZ­DZIAŁ 4

RÓW­NO­WAGA PO­MIĘ­DZY ŻY­CIEM OSO­BI­STYM I ZA­WO­DO­WYM

Anna do­brze pa­mięta tę chwilę w pracy, która była jak zimny prysz­nic: "Anno, czy mo­gła­byś wpaść do mo­jego biura, pro­szę?". Wcale nie po­do­bał jej się ton głosu prze­ło­żo­nej. Nie była w na­stoju na ko­lejną po­ła­jankę. Przed chwilą wła­śnie skoń­czyła roz­mowę te­le­fo­niczną ze swoim mę­żem Ri­char­dem, który to­nem nie­zno­szą­cym sprze­ciwu oświad­czył, że od tej pory to ona bę­dzie mu­siała od­bie­rać sze­ścio­let­nią Cindy ze szkoły w czwartki i piątki. Prze­ło­żony męża miał do niego ogromne pre­ten­sje, a i on sam nie chciał już dłu­żej od­kła­dać swo­jej ka­riery za­wo­do­wej "na święty ni­gdy".

Anna pra­co­wała po osiem­dzie­siąt go­dzin ty­go­dniowo, a nie­dawno z suk­ce­sem za­koń­czyła ko­lejną sprawę dla swo­jej kan­ce­la­rii. No cóż, Ri­chard może i nie jest szczę­śliwy, ale wspól­nicy na pewno mnie do­ce­niają, po­my­ślała Anna. "Anno, wy­ko­nu­jesz świetną ro­botę i dzięki to­bie mamy wiele suk­ce­sów - za­częła Pe­ne­lopa - ale młodsi part­ne­rzy skarżą się na spo­sób, w jaki ich trak­tu­jesz. Dwóch wła­śnie się zwal­nia. Za­trud­nia­nie i szko­le­nie tych pra­cow­ni­ków jest nie­zwy­kle kosz­towne, a na­sza firma nie może stra­cić swo­jej re­pu­ta­cji na rynku pracy. Utrzy­ma­nie naj­lep­szych pra­cow­ni­ków na wszyst­kich szcze­blach struk­tury firmy jest dla nas prio­ry­te­tem, a ty Anno nieco nam to utrud­niasz. Nie za­leży nam na suk­ce­sie za wszelką cenę!".

Anna była na­prawdę za­sko­czona. Spo­dzie­wała się po­dzię­ko­wań i po­chwał, a do­stała burę. A po­tem za­świ­tało jej w gło­wie, że chyba zbyt wiele wy­maga od swo­jego męża, i za­częła się za­sta­na­wiać, jaki wpływ ma jej praca na dzieci. Czy była go­towa za­pła­cić szczę­ściem ro­dziny za wła­sny suk­ces za­wo­dowy?

NA NOWO ZDE­FI­NIUJ, CZYM JEST DLA CIE­BIE SUK­CES

Re­ali­zo­wa­nie oso­bi­stych i za­wo­do­wych ce­lów nie musi ozna­czać "zgni­łego kom­pro­misu". Ro­dzina i praca mogą się uzu­peł­niać i do­star­czać po­zy­tyw­nych do­świad­czeń. To kwe­stia zna­le­zie­nia mię­dzy nimi rów­no­wagi. We współ­cze­snym świe­cie praca za­wo­dowa co­raz czę­ściej po­strze­gana jest jako ele­ment oso­bi­stego roz­woju, a nie tylko miej­sce, w któ­rym prze­sia­du­jemy okre­śloną liczbę go­dzin. Czy w taki spo­sób więk­szość lu­dzi na świe­cie do­świad­cza swo­jej pracy? Ra­czej nie. Cza­sem praca musi zejść na plan dal­szy, bo in­nych - na przy­kład dzieci - nie da się na ten plan prze­su­nąć. Dzieci są dziećmi tylko przez pe­wien bar­dzo krótki czas. Usta­no­wie­nie kon­kret­nych i nie­pod­wa­żal­nych prio­ry­te­tów może ozna­czać go­to­wość do za­ak­cep­to­wa­nia mniej wy­ma­ga­ją­cej pracy, która nie­sie za sobą na przy­kład ela­stycz­ność go­dzin pracy, moż­li­wość pracy na pół etatu lub pracy zdal­nej (albo tylko na je­den etat, a nie jak Pe­ne­lopa na dwa). Więk­szość z nas pra­cuje, bo musi. Przy­ję­cie doj­rza­łego po­dej­ścia i za­ak­cep­to­wa­nie, że praca nie za­wsze jest eks­cy­tu­jąca i in­spi­ru­jąca, może oka­zać się roz­sąd­nym po­dej­ściem.

W in­nych sy­tu­acjach tak po­kie­ru­jesz ży­ciem, by móc ak­cep­to­wać pro­po­zy­cje pracy, które będą sta­no­wić dla cie­bie wy­zwa­nie i po­zwolą ci na roz­wój. Je­śli ży­cie ro­dzinne jest źró­dłem stresu, może ono ne­ga­tyw­nie wpły­wać na inne ob­szary ży­cia, mię­dzy in­nymi efek­tyw­ność two­jej pracy. Brak ja­snych prio­ry­te­tów może sprzy­jać prze­ko­na­niu, iż ży­cie ro­dzinne za­graża ce­lom za­wo­do­wym, co może ro­dzić nie­chęć wo­bec part­nera i dzieci. Je­śli za­ak­cep­tu­jemy, że cza­sem przyj­dzie nam od­sta­wić na boczny tor je­den ob­szar ży­cia, by zro­bić miej­sce na inny, i jest to roz­wią­za­nie tym­cza­sowe (lub nie), po­zwa­la­jące po­szu­kać rów­no­wagi, to bę­dzie nam zde­cy­do­wa­nie ła­twiej. Jed­nak nie za­wsze jest to pro­ste. Warto wtedy zaj­rzeć w głąb sie­bie, po­szu­kać źró­dła tych wszyst­kich skon­flik­to­wa­nych uczuć i za­sta­no­wić się, jak wła­ści­wie de­fi­niu­jesz swój ży­ciowy suk­ces.

Kla­rowna wi­zja ży­cia

Pla­ton przy­pi­sał So­kra­te­sowi au­tor­stwo tych słów: "Bez­myśl­nym ży­ciem żyć czło­wie­kowi nie warto". Po­stę­pu­jąc zgod­nie z tą mak­symą, warto za­sta­no­wić się, co na­zy­wamy suk­ce­sem i po czym po­zna­jemy, że go osią­gamy. Za­zwy­czaj wiemy, kim je­ste­śmy i czym się zaj­mu­jemy, ale po­ja­wie­nie się dzieci wy­maga re­wi­zji tej de­fi­ni­cji. Może po­ja­wić się kon­flikt po­mię­dzy sta­rym i do­brze zna­nym po­czu­ciem "ja" a nową ro­dzi­ciel­ską rolą. W jaki spo­sób mo­żemy za­dbać jed­no­cze­śnie o dzieci i ka­rierę? Ła­two oskar­żyć się o po­rażkę, gdy w jed­nym z ob­sza­rów nie idzie nam tak do­brze, jak by­śmy chcieli.

Wielu z nas cierpi na syn­drom "wszę­dzie do­brze, gdzie nas nie ma": "Gdy­bym zo­stał w tam­tej pracy, za­ra­biał­bym wię­cej", "Gdy­bym wy­brała tam­tego fa­ceta i prze­pro­wa­dziła się do tego mia­sta, by­ła­bym szczę­śliw­sza". Co by było, gdyby...? Nie po­tra­fimy prze­wi­dzieć przy­szło­ści, po­nie­waż wpływa na nią wiele czyn­ni­ków bę­dą­cych poza na­szą kon­trolą. Cho­dzi o to, by spoj­rzeć na wła­sne ży­cie obiek­tyw­nie i za­uwa­żyć, że suk­ces nie za­leży od czyn­ni­ków ze­wnętrz­nych, lecz za­leży od we­wnętrz­nego do­bro­stanu i jest wy­pad­kową na­szego na­sta­wie­nia oraz wy­ko­na­nej pracy. A oto na­sza pro­po­zy­cja de­fi­ni­cji suk­cesu: "Suk­ces ozna­cza, że sta­ram się być naj­lep­szą moż­liwą wer­sją sie­bie oraz ogra­ni­czać ne­ga­tywny wpływ mo­jego za­cho­wa­nia na in­nych". By­cie naj­lep­szą wer­sją sie­bie po­lega na od­kry­ciu wła­snych po­trzeb, za­ak­cep­to­wa­niu, że nie­które z nich w da­nym mo­men­cie mogą po­zo­sta­wać ze sobą w kon­flik­cie, choć na­dal są ważne, gdyż wszyst­kie spra­wiają, że czu­jesz się speł­niony. Bra­nie pod uwagę sie­bie, ro­dziny, współ­pra­cow­ni­ków oraz zbu­do­wa­nie rów­no­wagi po­mię­dzy war­to­ściami i po­trze­bami a za­cho­wa­niem pro­wa­dzi do po­czu­cia we­wnętrz­nej spój­no­ści, zmniej­sza ilość we­wnętrz­nych i ze­wnętrz­nych na­pięć i po­maga bu­do­wać bli­skość w re­la­cjach z in­nymi.

W wy­pra­co­wa­niu ta­kiej spój­no­ści po­maga kla­rowna wi­zja wła­snego ży­cia. Można za­cząć od po­sta­wie­nia so­bie waż­nego py­ta­nia: Do czego w ży­ciu dążę? Im więk­sza ja­sność do­ty­cząca wi­zji, im spój­niej­sze z tą wi­zją dzia­ła­nia, tym więk­szy spo­kój i za­do­wo­le­nie. Kiedy jed­nak zdra­dzamy sie­bie i nie re­ali­zu­jemy swo­jej wi­zji, po­ja­wiają się na­pię­cie, stres i znie­chę­ce­nie. A je­śli ni­gdy świa­do­mie nie po­świę­ci­li­śmy jej chwili uwagi, ry­zy­ku­jemy ży­cie bez celu, za­bar­wione ża­lem i po­czu­ciem utra­co­nych moż­li­wo­ści. Je­śli nie od­bie­gasz od więk­szo­ści lu­dzi, to masz w so­bie głę­boką po­trzebę zbu­do­wa­nia peł­nych zna­cze­nia re­la­cji z dziećmi i part­nerką i chciał­byś pod ko­niec ży­cia usły­szeć od bli­skich osób, że czuły się przez cie­bie ko­chane i ak­cep­to­wane. Re­ali­za­cja ma­rzeń zwią­za­nych z ży­ciem ro­dzin­nym oraz speł­nie­nie za­wo­dowe będą wy­ma­gać spoj­rze­nia w głąb sie­bie i pod­ję­cia świa­do­mych de­cy­zji wspie­ra­ją­cych twoją wi­zję. Nie ma ni­czego złego w pa­trze­niu na suk­ces przez pry­zmat osią­gnięć za­wo­do­wych i fi­nan­so­wych, lecz je­śli jego de­fi­ni­cję po­sze­rzysz o zdrowe re­la­cje z bli­skimi oraz do­bro­stan fi­zyczny i emo­cjo­nalny, dasz so­bie szansę na bar­dziej zrów­no­wa­żone i peł­niej­sze ży­cie.

Do­ko­ny­wa­nie świa­do­mych wy­bo­rów ro­dzi­ciel­skich

Ma­jąc ja­sną wi­zję, mo­żesz zro­bić krok w tył i z szer­szej per­spek­tywy spoj­rzeć na wszyst­kie aspekty ży­cia, które po­wo­dują we­wnętrzny kon­flikt za­równo w ży­ciu oso­bi­stym jak i za­wo­do­wym. Za­cznijmy od two­ich ocze­ki­wań w ob­sza­rze ro­dzi­ciel­stwa. W prze­szło­ści suk­ces za­wo­dowy ozna­czał dłu­gie go­dziny pracy we­dług bie­żą­cych po­trzeb, a by­cie do­brym ro­dzi­cem ozna­czało obec­ność w domu dwa­dzie­ścia cztery go­dziny na dobę. Współ­cze­śni ro­dzice chcą (a czę­sto po­trze­bują) osią­gnąć suk­ces w obu tych ob­sza­rach. Je­śli kry­te­rium suk­cesu w każ­dym z nich ozna­cza dla cie­bie obec­ność i uważ­ność dwa­dzie­ścia cztery go­dziny na dobę, to już na star­cie je­steś prze­gra­nym. Twoje ocze­ki­wa­nia wo­bec ro­dzi­ciel­stwa będą miały prze­ło­że­nie na to, jak za­rzą­dzasz do­mem i rów­no­wagą mię­dzy ży­ciem ro­dzin­nym a za­wo­do­wym. Je­śli wzorce ro­dzi­ciel­skie wy­nie­sione przez cie­bie z domu ro­dzin­nego są nie­zdrowe lub nie przy­stają do współ­cze­snego ży­cia, mu­sisz się od­uczyć tego, czego na­uczy­łeś się od wła­snych ro­dzi­ców (ta książka pod­po­wie ci, jak to zro­bić).

Zbu­do­wa­nie moc­nej i głę­bo­kiej więzi z dziećmi oraz na­ucze­nie ich wszyst­kich umie­jęt­no­ści, któ­rych będą po­trze­bo­wać, by stać się od­po­wie­dzial­nymi i zrów­no­wa­żo­nymi do­ro­słymi, za­bie­rze dużo czasu. Je­śli chcesz od­nieść suk­ces ro­dzinny, mu­sisz na se­rio pod­jąć zo­bo­wią­za­nie ochrony czasu dla ro­dziny. Bez tego zo­bo­wią­za­nia pilne te­maty zwią­zane z pracą oraz nie­ustanne obo­wiązki do­mowe będą okra­dały was z cen­nego czasu na bu­do­wa­nie re­la­cji. Oczy­wi­ście, aby od­nieść suk­ces w pracy, mu­sisz rów­nież po­świę­cać czas na pracę i nie od­czu­wać z tego po­wodu wy­rzu­tów su­mie­nia. Ja­sna i szczera ko­mu­ni­ka­cja po­zwoli ci unik­nąć sy­tu­acji, w któ­rych twoja ro­dzina po­czuje się od­sta­wiona na boczny tor. Czę­sto wy­star­cza zmiana po­dej­ścia oraz nieco wię­cej pla­no­wa­nia. Prze­strze­ga­nie dat i go­dzin spe­cjal­nego czasu oraz spo­tkań ro­dzin­nych (wię­cej o spo­tka­niach ro­dzin­nych w dal­szej czę­ści książki) rów­nież ci to uła­twi. Pla­nuj czas w taki spo­sób, by spra­wunki oraz oso­bi­ste po­trzeby za­ła­twiać w po­rze lun­chu lub pod­czas po­po­łu­dnio­wych lub week­en­do­wych nie­obec­no­ści dzieci. Bę­dąc z ro­dziną, nie zaj­muj się wie­loma spra­wami jed­no­cze­śnie. Od czasu do czasu spraw­dzaj, co po­ra­bia twój umysł i na czym się kon­cen­tru­jesz. Je­śli teo­re­tycz­nie spę­dzasz czas z dziec­kiem, ale błą­dzisz my­ślami, praw­do­po­dob­nie ono to po­czuje i zrobi coś - nie­ko­niecz­nie po­zy­tyw­nego - by cię od­zy­skać.

Aby móc sku­tecz­nie sku­piać się na pracy, mu­sisz mieć pew­ność, że pod twoją nie­obec­ność dzieci są w do­brych rę­kach. Już wcze­śniej wy­ja­śnia­ły­śmy, że pra­gnie­nie by­cia z dziećmi jest zdrową i nor­malną po­trzebą. Do­piero gdy do­ko­nu­jemy nie­tra­fio­nych wy­bo­rów ro­dzi­ciel­skich, mo­żemy mó­wić o po­czu­ciu winy. Dzieci nie przy­wią­zują uwagi do rze­czy ma­te­rial­nych w ta­kim stop­niu, jak są­dzimy. Przed­kła­dają war­to­ściowy czas z ro­dzi­cem oraz praw­dziwe oznaki za­in­te­re­so­wa­nia nad pre­zenty wrę­czane pod wpły­wem wy­rzu­tów su­mie­nia przez nie­obec­nych, ob­cią­żo­nych po­czu­ciem winy ro­dzi­ców. Jako za­jęty, pra­cu­jący ro­dzic mo­żesz wspól­nie z dziećmi zna­leźć mą­dre spo­soby na by­cie w kon­tak­cie, czyli usta­lić, w jaki spo­sób i kiedy dzieci mogą kon­tak­to­wać się z tobą w two­ich go­dzi­nach pracy. Po pro­stu chcą usły­szeć prze­kaz: "Je­steś dla mnie ważny i borę pod uwagę twoje po­trzeby". Je­śli o to za­dbasz, za­spo­ko­isz ich po­czu­cie przy­na­leż­no­ści i zna­cze­nia, na­wet je­śli nie bę­dzie cię fi­zycz­nie obok. Wy­ko­rzy­staj tech­no­lo­gię: pod­czas po­dróży służ­bo­wych ko­rzy­staj ze Skype'a lub Fa­ce­Time'a, a od czasu do czasu wy­sy­łaj miłe wia­do­mo­ści tek­stowe i emotki - je­śli oczy­wi­ście twoje dzieci są wy­star­cza­jąco duże, by po­sia­dać te­le­fon. Za­wczasu in­for­muj je, kiedy bę­dziesz poza za­się­giem (np. pod­czas lotu), by nie mar­twiły się bra­kiem kon­taktu. Nie tylko ro­dzice są za­jęci - dzieci rów­nież! Bę­dziesz mieć spo­koj­niej­szą głowę, je­śli na­uczysz się two­rzyć plany i ja­sno je ko­mu­ni­ko­wać. Na pewno za­leży ci na mo­ni­to­ro­wa­niu ży­cia two­ich dzieci, dla­tego też wcze­śniej za­sta­nów się, jak bę­dzie­cie się in­for­mo­wać o zmia­nach planu lub in­nych mo­dy­fi­ka­cjach w usta­le­niach i za­ję­ciach. Przej­rzy­ste i znane wszyst­kim usta­le­nia uła­twiają ży­cie w przy­padku nie­prze­wi­dzia­nych zmian i trud­no­ści.

Do­ko­ny­wa­nie świa­do­mych ro­dzi­ciel­skich wy­bo­rów ozna­cza rów­nież szczerą roz­mowę z part­ne­rem lub part­nerką na te­mat wa­szych war­to­ści i po­trzeb w ob­sza­rze ro­dzi­ciel­stwa, ocze­ki­wań co do tego, jak wy­glą­dać bę­dzie wa­sze ży­cie ro­dzinne, a także na te­mat oso­bi­stych i za­wo­do­wych am­bi­cji. Praw­do­po­dob­nie znasz po­wie­dze­nie o tym, że prze­ci­wień­stwa się przy­cią­gają. Róż­nicą, która naj­czę­ściej się ujaw­nia mię­dzy part­ne­rami wraz z na­ro­dzi­nami dzieci, jest zbyt­nia po­błaż­li­wość jed­nego, a nad­mierna sta­now­czość dru­giego. Oczy­wi­ście nie­wiel­kie róż­nice są po­trzebne i nie do unik­nię­cia, na­to­miast kło­poty po­ja­wiają się wtedy, kiedy mama i tata za­czy­nają wal­czyć o to, kto ma ra­cję, a kto błą­dzi. Nie po­le­camy tego kie­runku. Warto wtedy otwo­rzyć się na dia­log i wy­pra­co­wać nowe, moż­liwe do za­ak­cep­to­wa­nia przez oboje ro­dzi­ców stra­te­gie oraz prak­ty­ko­wać jed­no­cze­śnie życz­liwe i sta­now­cze po­dej­ście (zob. rozdz. 2 - pierw­sze kry­te­rium Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny).

Do­ko­ny­wa­nie świa­do­mych wy­bo­rów za­wo­do­wych

Osią­gnię­cie rów­no­wagi po­mię­dzy ży­ciem oso­bi­stym a pracą wy­maga zro­zu­mie­nia, co tak na­prawdę jest twoim za­wo­do­wym ce­lem. Co chcesz osią­gnąć? Warto za­tem za­py­tać sa­mego sie­bie: "Czy je­stem w od­po­wied­nim miej­scu, jaka jest moja mo­ty­wa­cja? Czy ta praca za­spo­kaja moje po­trzeby, czy mam ra­czej po­czu­cie, że utkną­łem na mało sa­tys­fak­cjo­nu­ją­cym mnie sta­no­wi­sku, które umoż­li­wia mi za­dba­nie o inne prio­ry­tety zwią­zane z moim związ­kiem lub ro­dziną?". Po­nie­waż po­łowę ży­cia spę­dzamy w pracy (w przy­padku za­trud­nie­nia na pe­łen etat), ważne, by przy­no­siła ona speł­nie­nie. Czy sa­tys­fak­cjo­nu­jące za­robki wy­na­gro­dzą prze­ży­waną co­dzien­nie fru­stra­cję lub znu­dze­nie, gdy nie­na­wi­dzi się tego, co się robi? We­dług ma­ga­zynu For­bes pra­wie 2,5 mln Ame­ry­ka­nów mie­sięcz­nie, czyli 30 mln rocz­nie, jest go­to­wych się zwol­nić[1].Tym lu­dziom praca praw­do­po­dob­nie nie przy­nosi po­czu­cia sensu ani speł­nie­nia.

Je­śli in­tu­icja pod­po­wiada ci, że pra­cu­jesz w nie­od­po­wied­nim miej­scu, lub prze­szło ci przez myśl, by zro­bić ra­dy­kalny krok i pójść na swoje, ale po­wstrzy­muje cię strach, po­dej­mij ry­zyko dla do­bra wła­snego i ro­dziny. Ro­zej­rzyj się za bar­dziej sa­tys­fak­cjo­nu­jącą pracą. Je­śli nie masz po­my­słu, co chciał­byś ro­bić, po­szu­kaj od­po­wied­nich in­for­ma­cji albo spo­tkaj się z do­radcą za­wo­do­wym lub co­achem ka­riery. Po­myśl o tym, co lu­bisz ro­bić i w czym je­steś do­bry. Daj so­bie czas, by to od­kryć. Nie­kiedy do­brym tro­pem jest za­sta­no­wie­nie się, co lu­bisz na tyle, by móc to ro­bić za darmo. Pewna ko­bieta pa­sję do ro­ślin za­mie­niła na do­cho­dowy biz­nes - two­rzyła piękne kom­po­zy­cje kwia­towe na wy­stawy skle­powe i wi­tryny firm usłu­go­wych w miej­scu swo­jego za­miesz­ka­nia. Po­myśl o tym, co ma dla cie­bie zna­cze­nie, sens i do­dat­kowo spra­wia ci przy­jem­ność. Wy­si­łek, który w to wło­żysz, na­prawdę za­pro­cen­tuje. Sta­niesz się inną osobą, w twoim ży­ciu za­go­ści pa­sja, a po­czu­cie speł­nie­nia spo­wo­duje, że przy­jem­nie bę­dzie z tobą prze­by­wać. Pa­mię­taj rów­nież o tym, by praca była na tyle ela­styczna, byś nie tylko miała czas dla ro­dziny, ale rów­nież dla sie­bie, w tym dla wła­snych pa­sji, hobby i za­in­te­re­so­wań.

Prze­pra­co­wa­nie

Prawo Par­kin­sona mówi: "Praca roz­sze­rza się tak, aby wy­peł­nić czas do­stępny na jej ukoń­cze­nie". Co to ozna­cza w prak­tyce? Otóż to, że nie­za­leż­nie od tego, jak długo pra­cu­jemy, za­wsze jest coś wię­cej do zro­bie­nia. I końca tego nie wi­dać! Więk­szość z nas czuje przy­mus spę­dza­nia dłu­gich go­dzin pracy, aby od­no­sić suk­cesy i po­woli wspi­nać się po szcze­blach ka­riery. Prze­pra­co­wa­nie ob­ja­wia się doj­mu­ją­cym stre­sem, utratą bli­skich re­la­cji z dziećmi, na­pię­ciami w związku, pro­ble­mami zdro­wot­nymi, za­bu­rze­niami snu, lę­kiem oraz de­pre­sją. Po­mimo ne­ga­tyw­nych skut­ków po­nadnor­ma­tyw­nego czasu pracy pra­cow­nicy z nie­chę­cią pro­szą o zmniej­sze­nie jego wy­miaru. Choć wie­dzą, że aby mieć czas i ener­gię po­trzebne do za­pew­nie­nia do­bro­stanu ro­dziny, po­winni mniej pra­co­wać, nie­chęt­nie to ro­bią. Może to mię­dzy in­nymi wy­ni­kać z kul­tury pracy. Na­wet naj­bar­dziej przy­ja­zne ro­dzi­nom or­ga­ni­za­cje czę­sto ocze­kują od swo­ich pra­cow­ni­ków, by za­cho­wy­wali się tak, jakby poza pracą nie mieli żad­nych in­nych po­trzeb i zo­bo­wią­zań. W związku z tym ro­dzice mogą oba­wiać się ne­ga­tyw­nych skut­ków wy­cho­dze­nia z pracy o cza­sie oraz utraty sza­cunku ze strony pra­co­dawcy. W ta­kiej at­mos­fe­rze za­wo­do­wej da­wa­nie do zro­zu­mie­nia, że praca nie jest prio­ry­te­tem, może wy­da­wać się co naj­mniej nie­wska­zane. Pro­ble­mem może być rów­nież nad­mierna kon­sump­cja oraz ma­te­ria­lizm, które mo­ty­wują do pracy po­nad normę, by za­spo­ka­jać róż­nego ro­dzaju "po­trzeby".

Zdrowe i zrów­no­wa­żone ży­cie za­leży rów­nież od tego, jak po­strze­gasz swoją war­tość jako jed­nostka ludzka. Je­śli po­czu­cie wła­snej war­to­ści uza­leż­niasz od wej­ścia na szczyt za­wo­do­wej ka­riery lub suk­cesu fi­nan­so­wego, pew­nie trudno bę­dzie ci za­cho­wać zdrowe gra­nice po­mię­dzy pracą a ży­ciem ro­dzin­nym. Praca może się oka­zać uza­leż­nie­niem. Do­póki nie uświa­do­misz so­bie, że twoja war­tość nie wy­nika tylko i wy­łącz­nie z osią­gnięć za­wo­do­wych, nie bę­dziesz po­tra­fił w ra­zie ko­niecz­no­ści zmniej­szyć swo­jego na­kładu pracy, a ja­ki­kol­wiek na­cisk (ze strony in­nych lub na­wet sa­mego sie­bie), by to uczy­nić, wy­woła nie­po­kój i po­czu­cie winy.

Przyj­rzymy się raz jesz­cze An­nie z opo­wie­ści przy­to­czo­nej na po­czątku roz­działu. Za­cho­wa­nie prze­ło­żo­nej w jej fir­mie oraz męża zmu­siło ją do uważ­nego za­sta­no­wie­nia się, czym jest dla niej suk­ces. Kiedy za­wi­sło nad nią widmo utraty pracy z po­wodu braku współ­czu­cia i sza­cunku wo­bec pod­le­głych jej pra­cow­ni­ków, uświa­do­miła so­bie, że za sprawą ro­dzi­ców już w mło­do­ści stwo­rzyła so­bie prze­ko­na­nie, że o jej war­to­ści de­cy­duje suk­ces fi­nan­sowy i pre­sti­żowa praca. W ten spo­sób stała się pra­co­ho­liczką. Na szczę­ście udało się jej od­dzie­lić suk­ces oso­bi­sty od pie­nię­dzy i pre­stiżu. Za­częła po­strze­gać sie­bie rów­nież przez pry­zmat re­la­cji z in­nymi, za­równo ro­dziną jak i przy­ja­ciółmi, oraz re­la­cji z samą sobą i ja­ko­ści ży­cia. Im mniej­sze zna­cze­nie nada­wała pie­nią­dzom i ka­rie­rze, tym ła­twiej było jej wy­zna­czać zdrowe gra­nice po­mię­dzy pracą a ży­ciem pry­wat­nym. Już nie po­trze­bo­wała po­chwał na polu za­wo­do­wym zwią­za­nych z dłu­gimi go­dzi­nami pracy i osią­gnię­ciami, by po­czuć się war­to­ściową osobą.

Pra­co­ho­licy, w prze­ci­wień­stwie do in­nych uza­leż­nio­nych osób, cie­szą się po­wa­ża­niem w za­chod­nim spo­łe­czeń­stwie. Kiedy pra­cu­jesz dłu­żej, niż po­wi­nie­neś, spo­ty­kasz się z uzna­niem, otrzy­mu­jesz po­chwały słowne i ma­te­rialne. To tylko wzmac­nia de­struk­cyjne uza­leż­nie­nie od pracy. Pra­co­ho­lika od osoby, która kie­ruje się zdrową etyką pracy, od­róż­nia brak kon­troli nad go­dzi­nami po­świę­co­nymi na pracę i brak rów­no­wagi w ży­ciu. Pra­co­ho­lik czer­pie przy­jem­ność z sa­mej pracy: praca za­spo­kaja ja­kąś głę­boką, we­wnętrzną po­trzebę, na tyle silną, że wszystko inne scho­dzi na dal­szy plan. Tym sa­mym rów­no­waga nie jest moż­liwa. A je­śli do­dat­kowo pra­cuje się na wła­sny ra­chu­nek, od­dzie­le­nie pracy od reszty ży­cia staje się jesz­cze trud­niej­sze.

Wy­rwa­nie się z za­klę­tego kręgu my­śle­nia: "tylko praca, żad­nej za­bawy" jest nie­zwy­kle trudne i dla­tego warto za­cząć od przy­po­mnie­nia so­bie, że zmiana jest moż­liwa. Do­ko­na­łeś pew­nych wy­bo­rów, więc twoje ży­cie ro­dzinne i za­wo­dowe wy­gląda tak a nie ina­czej. Jed­nak za­wsze mo­żesz zre­wi­do­wać prio­ry­tety i wpro­wa­dzać zmiany ma­łymi kro­kami. Za­cznij od końca. Za­sta­nów się, jak chciał­byś zo­stać za­pa­mię­tany przez dzieci, a przy tym myśl, jak dużo czasu po­świę­casz pracy. Po­myśl o tym, jak wy­glą­da­łoby twoje ide­alne ży­cie oso­bi­ste i za­wo­dowe. Po­myśl o zdro­wych gra­ni­cach po­mię­dzy tymi dwoma ob­sza­rami ży­cia. Wy­znacz so­bie cele w każ­dym z nich i za­cznij od za­bie­ra­nia part­nera i dzieci na randki, znajdź nowe hobby i po­znaj no­wych lu­dzi (zob. wię­cej w rozdz. 13).

Je­śli pra­co­ho­lizm jest wpi­sany w DNA kul­tury pracy two­jej or­ga­ni­za­cji, roz­waż pod­ję­cie uczci­wej roz­mowy z pra­co­dawcą i po­in­for­mo­wa­nie go o two­ich in­nych zo­bo­wią­za­niach i prio­ry­te­tach. Je­śli nie spo­tkasz się ze zro­zu­mie­niem, za­cznij roz­glą­dać się za inną pracą. Ty i twoja ro­dzina za­słu­gu­je­cie na coś wię­cej. Za­sta­nów się po­waż­nie nad tym, ja­kie skutki dla ro­dziny będą miały twoje ko­lejne awanse. Nie de­cy­duj się na pracę, która wy­ma­gać bę­dzie od cie­bie dłu­gich i czę­stych po­dróży, mogą być zbyt du­żym ob­cią­że­niem dla two­jej ro­dziny. Zrzuć z sie­bie pre­sję by­cia on­line 24/7 i daj znać prze­ło­żo­nemu oraz współ­pra­cow­ni­kom, w ja­kich go­dzi­nach bę­dziesz po pro­stu nie­do­stępny. Szu­kaj ofert z ela­stycz­nym gra­fi­kiem pracy lub moż­li­wo­ścią pracy zdal­nej, dzięki czemu za­osz­czę­dzisz czas po­trzebny na do­jazdy.

Je­śli pra­cu­jesz na wła­sny ra­chu­nek, być może masz więk­szą kon­trolę nad go­dzi­nami pracy i wła­snymi na­wy­kami. Stwórz kon­kretny har­mo­no­gram pracy i się go trzy­maj. Je­śli mu­sisz pra­co­wać wię­cej, rób to po zje­dze­niu obiadu i spę­dze­niu war­to­ścio­wego czasu z dziećmi. Sa­mo­za­trud­nie­nie nie­kiedy wy­maga przyj­mo­wa­nia wszyst­kich po­ja­wia­ją­cych się zle­ceń, trudno wtedy utrzy­mać re­gu­larne i roz­sądne go­dziny pracy. Ten brak kon­troli oraz nie­pew­ność, co przy­nie­sie przy­szłość, w po­łą­cze­niu z ko­niecz­no­ścią zaj­mo­wa­nia się ma­łymi dziećmi mogą być trudne do znie­sie­nia. Je­śli wi­dzisz, że w da­nym mo­men­cie ta forma za­trud­nie­nia nie jest do­brym roz­wią­za­niem dla two­jej ro­dziny, roz­waż pod­ję­cie pracy na pół etatu do mo­mentu, aż po­czu­jesz się wy­star­cza­jąco pew­nie, by znów za­cząć dzia­łać w po­je­dynkę.

Wy­ma­ga­nia fi­nan­sowe

Przyj­rze­nie się wła­snym ocze­ki­wa­niom do­ty­czą­cym fi­nan­sów jest waż­nym kro­kiem w osią­gnię­ciu rów­no­wagi po­mię­dzy pracą a ży­ciem oso­bi­stym. Wiele osób spę­dza zbyt dużo czasu w pracy z jed­nego pro­stego po­wodu - zbyt dużo wy­daje! Je­śli po­dob­nie jak więk­szość Ame­ry­ka­nów wy­da­jesz dużo wię­cej, niż za­ra­biasz, trudno bę­dzie ci zmie­nić pro­fe­sję na mniej stre­su­jącą lub zmniej­szyć na­kład czasu, który po­świę­casz na pracę, na­wet je­śli jest to w naj­lep­szym in­te­re­sie two­jej ro­dziny. Za­dłu­że­nie jest za­prze­cze­niem wol­no­ści, bo może zmu­szać się do cią­głego bra­nia nad­go­dzin. Wielu z was pew­nie chcia­łoby po­sta­wić na pierw­szym miej­scu ro­dzinę i zmniej­szyć swoje za­an­ga­żo­wa­nie za­wo­dowe, lecz za­dłu­że­nie i ko­niecz­ność ter­mi­no­wego spła­ca­nia kre­dy­tów czyni to nie­moż­li­wym.

Ist­nieje mnó­stwo stra­te­gii po­rząd­ko­wa­nia do­mo­wych fi­nan­sów. Pierw­szą z nich jest nie­ko­rzy­sta­nie z kart de­be­to­wych, by wy­da­wać tylko tyle, ile mamy. Karty kre­dy­towe to cisi za­bójcy! Można za­sta­no­wić się rów­nież nad kon­so­li­da­cją po­sia­da­nych kre­dy­tów i za­czerp­nąć na ten te­mat in­for­ma­cji w banku lub w in­nych god­nych za­ufa­nia in­sty­tu­cjach. Być może do­radcy po­mogą ob­ni­żyć wy­so­kość spła­ca­nych rat, a w efek­cie unik­nąć ban­kruc­twa. Je­śli jed­nak czu­jesz, że wy­da­jesz na­prawdę za dużo, roz­waż do­łą­cze­nie do grupy Ano­ni­mo­wych Dłuż­ni­ków (ang. Deb­tors Ano­ny­mous). Za­nim do­ko­nasz ja­kie­go­kol­wiek za­kupu, dwa razy się za­sta­nów, czy fak­tycz­nie cię stać. W kwe­stii du­żych za­ku­pów kon­sul­tuj się z part­ne­rem lub part­nerką. Usta­laj­cie wa­sze cele ro­dzin­nie i wspól­nie twórz­cie do­mowy bu­dżet. Twoje dzieci będą uczyć się za­rzą­dza­nia pie­niędzmi, bio­rąc przy­kład z tego, co ro­bisz, a nie tego, co mó­wisz. Za­sta­nów się rów­nież, czy twoja po­stawa wo­bec pie­nię­dzy fak­tycz­nie od­zwier­cie­dla twoje war­to­ści i prio­ry­tety.

Kiedy sta­jemy się do­ro­słymi ludźmi, prę­dzej czy póź­niej zda­jemy so­bie sprawę, że nie za­wsze bę­dziemy mieć "wszystko, co chcemy". Ży­cie po­lega na do­ko­ny­wa­niu wy­bo­rów i zgody na kom­pro­misy. Mu­sisz zde­cy­do­wać, co zro­bisz i na ja­kie kom­pro­misy je­steś go­towy. Da­jesz przy­kład doj­rza­ło­ści i we­wnętrz­nej spój­no­ści za­równo swoim dzie­ciom, jak i współ­pra­cow­ni­kom - za­dbaj o to, by two­imi wy­bo­rami kie­ro­wała ja­sność umy­słu i kon­se­kwen­cja. Nie­zwy­kle ważna jest ja­sność w kwe­stii tego, co chcesz osią­gnąć we wszyst­kich ob­sza­rach ży­cia, oraz od­waga do po­że­gna­nia się z nie­ak­tu­al­nymi wzor­cami kul­tu­ro­wymi, które już ni­czemu nie służą i nie przy­czy­niają się do uzy­ska­nia rów­no­wagi mię­dzy ży­ciem pry­wat­nym a za­wo­do­wym. Nieco póź­niej za­pre­zen­tu­jemy na­rzę­dzia i stra­te­gie do okre­śla­nia ce­lów w obu tych ob­sza­rach. Na­to­miast te­raz za­chę­camy, byś przyj­rzał się nie­któ­rym stra­te­giom przy­dat­nym za­równo w domu jak i pracy, które być może po­zwolą ci ła­twiej roz­plą­tać ten oso­bi­sty kłę­bek róż­nych spraw.

ROZ­SĄDNE ZA­RZĄ­DZA­NIE DO­MEM PO­MAGA ZA­RZĄ­DZAĆ OCZE­KI­WA­NIAMI

W po­przed­niej czę­ści roz­działu za­chę­ca­li­śmy do po­głę­bie­nia de­fi­ni­cji suk­cesu i spoj­rze­nia na niego przez pry­zmat oso­bi­stego do­bro­stanu i we­wnętrz­nej spój­no­ści a nie tylko z per­spek­tywy ze­wnętrz­nych osią­gnięć. Wpro­wa­dze­nie tego ro­dzaju my­śle­nia w domu i pracy po­może ci za­rzą­dzać ocze­ki­wa­niami oraz spraw­niej osią­gać rów­no­wagę.

Out­so­ur­cing

Je­śli stać cię na osobę do sprzą­ta­nia, za­trud­nij ją. Na­wet je­śli bę­dzie przy­cho­dzić tylko raz na mie­siąc, by je­dy­nie ogar­nąć dom, zy­skasz mnó­stwo wol­nego czasu dla ro­dziny. Ko­rzy­sta­nie z usług osób zaj­mu­ją­cych się na­pra­wami sprzę­tów i urzą­dzeń (np. hy­drau­li­ków, elek­try­ków itp.) lub ogrod­nika raz lub dwa razy do roku praw­do­po­dob­nie nie zruj­nuje two­jej kie­szeni, a zmniej­szy ilość stresu zwią­zaną z za­ję­ciami, na które zwy­kle nie mamy czasu.

Ro­bie­nie za­ku­pów z dziećmi może przy­no­sić dużo ra­do­ści, ale zde­cy­do­wa­nie wy­dłuża czas po­trzebny na spra­wunki. Je­śli późno wra­casz z pracy i po­zo­staje nie­wiele czasu na za­kupy, być może le­piej spę­dzić go w parku lub bi­blio­tece niż w skle­pie. Do­brym po­my­słem jest opcja za­ku­pów on­line z do­wo­zem do domu, świad­czona rów­nież przez sklepy z żyw­no­ścią bio oraz or­ga­niczną, je­śli za­leży ci na tego ro­dzaju żyw­no­ści. Od czasu do czasu mo­żesz za­ma­wiać go­towe da­nia na wy­nos. Warto mieć w za­mra­żal­niku za­pas go­to­wych dań. Uwolni cię to od ko­niecz­no­ści co­dzien­nego go­to­wa­nia.

Ko­rzy­staj z po­mocy dzieci i ucz je nie­za­leż­no­ści oraz in­nych przy­dat­nych umie­jęt­no­ści ży­cio­wych od naj­młod­szych lat. Już ma­lu­chy mogą sprzą­tać swoje za­bawki, wkła­dać ubra­nia do pralki, a więk­sze dzieci za­trud­nij do roz­pa­ko­wy­wa­nia zmy­warki, od­ku­rza­nia i przy­go­to­wa­nia po­sił­ków. Wszy­scy na tym zy­ska­cie. W ten spo­sób uwol­nisz się od ko­niecz­no­ści ro­bie­nia wszyst­kiego za nich i dla nich. Pro­sze­nie dzieci o po­moc wzmac­nia ich po­czu­cie war­to­ści i wy­jąt­ko­wo­ści. Na końcu tego roz­działu za­mie­ści­li­śmy wska­zówki do­ty­czące za­chę­ca­nia dzieci do współ­pracy oraz po­działu obo­wiąz­ków do­mo­wych (w tym two­rze­nia pla­nów dnia i ty­go­dnia). Po­cząt­kowo nowa or­ga­ni­za­cja wy­maga czasu i prze­my­śleń, ale na dłuż­szą metę przy­nosi więk­sze ko­rzy­ści niż sto­so­wa­nie na­gród. Udo­wad­nia rów­nież, że wkład w ży­cie ro­dziny może być po pro­stu przy­jemny.

Je­śli w two­jej oko­licy do­stępne są inne formy po­mocy, ko­rzy­staj z nich. Cza­sem ro­dzice wy­mie­niają się w pod­wo­że­niu dzieci do i ze szkoły lub na za­ję­cia do­dat­kowe albo za­trud­niają jedną opie­kunkę dla kil­korga dzieci, a są­sie­dzi wy­pro­wa­dzają na­wza­jem swoje psy. Być może gdzieś w po­bliżu działa lo­kalna sieć wspar­cia dla ro­dzi­ców? Na przy­kład w Wiel­kiej Bry­ta­nii w ra­mach Na­tio­nal Child Trust, naj­więk­szej bry­tyj­skiej or­ga­ni­za­cji cha­ry­ta­tyw­nej dla ro­dzi­ców, działa szkoła dla ro­dzin przy­go­to­wu­ją­cych się na po­ja­wie­nie po­tom­stwa. Jej uczest­nicy długo po na­ro­dzi­nach dzieci po­zo­stają w kon­tak­cie i stają się dla sie­bie nie­oce­nio­nym wspar­ciem. Być może znasz jesz­cze inne grupy świad­czące po­moc dla ro­dzi­ców i mo­żesz do­łą­czyć do tych, któ­rych war­to­ści i za­ło­że­nia są zgodne z two­imi. Nie za­po­mi­naj też o po­ten­cjale świata wir­tu­al­nego: ist­nieją tu lo­kalne grupy ro­dzi­ciel­skie, na któ­rych znaj­dziesz wiele kre­atyw­nych roz­wią­zań co­dzien­nych pro­ble­mów[2].

Do­sto­suj prze­strzeń do­mową do po­trzeb two­jej ro­dziny

Czy twój dom urzą­dzony jest w spo­sób prak­tyczny i przy­sto­so­wany do po­trzeb dzieci? Być może masz wy­ma­ga­jący ogró­dek, a nikt nie ma czasu go pie­lę­gno­wać. Re­ko­men­du­jemy roz­wa­że­nie sztucz­nej trawy. Wy­gląda jak praw­dziwa, a przy tym jest prak­tycz­nym po­my­słem na miej­sce za­baw dla dzieci. Piękny traw­nik spra­wisz so­bie, gdy pod­ro­sną. To samo ty­czy się urzą­dze­nia domu lub miesz­ka­nia. Spójrz na nie kre­atyw­nym wzro­kiem: być może ja­dal­nię warto na ja­kiś czas zmie­nić w prze­stronne miej­sce za­baw, dro­gie me­ble za­stą­pić pla­sti­ko­wymi pu­dłami i ta­nimi pół­kami, które co prawda nie na­dają się do za­pre­zen­to­wa­nia na okładce cza­so­pi­sma wnę­trzar­skiego, ale po­ma­zane farbą i cze­ko­ladą przez małe łapki nie będą spę­dzać ci snu z po­wiek. Je­śli masz małe dzieci, dro­gie me­ble od­daj na prze­cho­wa­nie. Ko­rzy­sta­jąc z na­rzut, chod­ni­ków i wor­ków do sie­dze­nia, stwórz przy­tulną prze­strzeń przy­ja­zną dzie­ciom. Po­sia­da­nie w domu nie­zbyt dro­gich przed­mio­tów, bi­be­lo­tów i me­bli przy­nosi więk­szy spo­kój i brak zmar­twień w przy­padku po­psu­cia, po­bru­dze­nia lub po­ła­ma­nia. Ła­twiej też za­cho­wać pe­łen hu­moru dy­stans, kre­atyw­ność i go­to­wość do za­bawy. Je­śli masz do dys­po­zy­cji małą i "za­gra­coną" po­wierzch­nię, oceń, co jest ab­so­lut­nie ko­nieczne, a co mo­żesz od­dać in­nym lub wy­rzu­cić. Upo­rząd­ko­wa­nie i "od­gra­ce­nie" do­mo­wej prze­strzeni wpływa po­zy­tyw­nie na sa­mo­po­czu­cie, zwłasz­cza kiedy jest ona rów­nież miej­scem pracy za­wo­do­wej.

Dbaj o ro­dzinny czas na od­po­czy­nek i nic­nie­ro­bie­nie

Ważne jest, by za­równo dzieci, jak i do­ro­śli mieli czas na od­po­czy­nek. Wielu ro­dzi­ców i spe­cja­li­stów pra­cu­ją­cych z dziećmi wy­raża za­nie­po­ko­je­nie prze­cią­że­niem uczniów: liczbą za­pla­no­wa­nych za­jęć do­dat­ko­wych, ak­tyw­no­ści spor­to­wych i klu­bo­wych, za­aran­żo­wa­nymi spo­tka­niami na za­bawę oraz ko­re­pe­ty­cjami i spo­tka­niami z tu­to­rami. Oczy­wi­ście in­we­sto­wa­nie czasu oraz pie­nię­dzy w roz­wój dzieci oraz po­ma­ga­nie im w od­naj­dy­wa­niu ta­len­tów i pa­sji jest nie­zwy­kle cenne. Warto jed­nak za­dbać o har­mo­nię i upew­nić się, że dzieci mają rów­nież czas na sa­mot­ność, ci­szę i re­flek­sję, które sprzy­jają roz­wi­ja­niu uważ­no­ści i dbają o układ ner­wowy. Co pe­wien czas rób­cie prze­gląd do­dat­ko­wych ak­tyw­no­ści człon­ków ro­dziny i re­zy­gnuj­cie z tych, które wię­cej wam za­bie­rają niż dają. Po­sta­raj­cie się wy­go­spo­da­ro­wać kilka wol­nych wie­czo­rów w ty­go­dniu, ta­kich bez za­jęć do­dat­ko­wych i spo­tkań to­wa­rzy­skich. Twoja ro­dzina sko­rzy­sta na swo­bo­dzie, braku po­śpie­chu, grze w plan­szówki, wspól­nym oglą­da­niu filmu lub po pro­stu roz­mo­wie.

Do­brym po­my­słem jest wpro­wa­dze­nie za­sady jed­nego wie­czoru bez ja­kie­go­kol­wiek ekranu, czyli bez te­le­wi­zji, te­le­fo­nów, ta­ble­tów czy gier wi­deo. Bez­względ­nie na­leży po­ka­zać dzie­ciom ko­rzy­ści ta­kiego roz­wią­za­nia i po­móc im zna­leźć inne spo­soby in­te­rak­cji i za­bawy. Brak al­ter­na­tyw może zo­stać ode­brany jako kara. Je­śli do­piero przy­go­to­wu­jesz się do roli mamy lub taty, roz­waż wspólną prak­tykę wie­czo­rów wol­nych od ekra­nów jesz­cze przed na­ro­dzi­nami dziecka, w ten spo­sób zbu­du­je­cie na­wyk, któ­rego od sa­mego po­czątku uczyć się bę­dzie mały do­mow­nik (a który i wam może po­móc unie­za­leż­nić się od urzą­dzeń elek­tro­nicz­nych).

Dbaj o spo­ży­wa­nie wspól­nych po­sił­ków. Ro­dzinny obiad stał się jedną z ofiar na­szego współ­cze­snego, szyb­kiego świata. Są ro­dziny, które je­dzą przed te­le­wi­zo­rem, na­wią­zu­jąc re­la­cję z ekra­nem, ale nie ze sobą na­wza­jem. Człon­ko­wie in­nych ro­dzin je­dzą po­siłki w biegu lub o róż­nych po­rach, co zwią­zane jest z ich na­pię­tym i czę­sto po­kry­wa­ją­cym się pla­nem dnia. Wspólny ro­dzinny po­si­łek jest ważną tra­dy­cją, od da­wien dawna ce­men­tu­jącą ro­dziny. Kil­ka­na­ście ame­ry­kań­skich ba­dań po­twier­dza, że re­gu­larne ro­dzinne po­siłki prze­kła­dają się na lep­sze wy­niki w na­uce oraz mniej­szy od­se­tek ne­ga­tyw­nych za­cho­wań u na­sto­lat­ków, zmniej­sza­jąc prze­stęp­czość, nad­uży­wa­nie nar­ko­ty­ków i al­ko­holu oraz opóź­nia­jąc wiek roz­po­czę­cia współ­ży­cia.

Czas dla ro­dziny wpi­suj do ka­len­da­rza. Re­zer­wuj od­po­wied­nie go­dziny na spo­tka­nia ro­dzinne (roz­dział 10), na randki je­den na je­den z dziećmi oraz randki z part­ne­rem lub part­nerką. Nie bój się od­ma­wiać sze­fowi lub współ­pra­cow­ni­kom, gdy pro­szą cię o po­zo­sta­nie w pracy po go­dzi­nach lub wy­ko­na­nie do­dat­ko­wej pracy w domu. Za­wsze mo­żesz po­wie­dzieć: "Przy­kro mi, ale dziś już je­stem umó­wiony". Nie mu­sisz prze­cież wy­ja­śniać, że spie­szysz się na spo­tka­nie ro­dzinne lub usta­lone wcze­śniej wyj­ście z dzie­wię­cio­latką na mi­ni­golfa.

Do­ce­niaj róż­nice

Świet­nym spo­so­bem na uwol­nie­nie się od po­trzeby per­fek­cjo­ni­zmu, uza­leż­nie­nia od osią­gnięć oraz kon­troli jest do­ce­nia­nie róż­nic. Dom jest do tego ide­al­nym miej­scem, po­nie­waż ro­dzina jest na­tu­ral­nie zróż­ni­co­waną grupą osób o róż­nej płci (w więk­szo­ści przy­pad­ków) i w róż­nym wieku. W Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pli­nie mó­wimy dużo o wzmac­nia­niu po­czu­cia przy­na­leż­no­ści oraz zna­cze­nia. Jak to ro­bimy? Po­ma­gamy dzie­ciom czuć się czę­ścią ro­dziny po­przez an­ga­żo­wa­nie ich w za­da­nia i czyn­no­ści ro­dzinne oraz pro­mo­wa­nie ro­dzin­nych war­to­ści i ha­seł. Za­uwa­ża­nie i do­ce­nie­nie róż­nic po­maga mo­de­lo­wać au­to­no­mię oraz oso­bi­stą moc, jest rów­nież nie­zwy­kle ważną kom­pe­ten­cją w do­ro­sło­ści, dla­tego wła­śnie tak ważne jest, by po­zwa­lać na­wet naj­mniej­szym dzie­ciom (po­wy­żej czwar­tego roku ży­cia) pro­wa­dzić spo­tka­nia ro­dzinne. Każdy w ro­dzi­nie jest ważny i każdy ma prawo głosu. Po­ka­zuj dzie­ciom, jak przyj­mo­wać per­spek­tywę od­mienną od wła­snej, by da­wać in­nym znać, że nam na nich za­leży. Jak już usta­li­li­śmy, sprawne i po­myślne za­rzą­dza­nie do­mem wy­maga ela­stycz­no­ści, dys­cy­pliny oraz ak­cep­ta­cji. Są to nie­zwy­kłe umie­jęt­no­ści ży­ciowe, które warto wpa­jać dzie­ciom, da­jąc przy­kład. Gwa­ran­tują rów­nież osią­gnię­cie suk­cesu w ży­ciu za­wo­do­wym.

NIE­ZWY­KŁE UMIE­JĘT­NO­ŚCI RO­DZI­CIEL­SKIE ORAZ NIE­ZWY­KŁY SUK­CES ZA­WO­DOWY

Współ­cze­sny ry­nek pracy jest miej­scem cha­rak­te­ry­zu­ją­cym się dużą dy­na­miką zmian, pre­sją czasu oraz nie­prze­wi­dy­wal­no­ścią. Sta­no­wi­ska, role, firmy oraz funk­cje pod­le­gają nie­ustan­nym fluk­tu­acjom. Aby za­cho­wać po­czu­cie bez­pie­czeń­stwa oraz osią­gnąć suk­ces, ko­nieczne jest roz­wi­ja­nie umie­jęt­no­ści uni­wer­sal­nych (czyli ta­kich, które można wy­ko­rzy­stać na in­nym sta­no­wi­sku lub w in­nej dzie­dzi­nie lub pracy) oraz wy­so­kiego po­czu­cia wła­snej war­to­ści. Jed­nym z waż­nych czyn­ni­ków, który po­może ro­dzi­com osią­gnąć lep­szą rów­no­wagę po­mię­dzy ży­ciem oso­bi­stym a za­wo­do­wym, jest uświa­do­mie­nie so­bie, że nie­które z tych umie­jęt­no­ści już wy­ko­rzy­stują jako ro­dzice.

A te­raz bez dłuż­szego za­sta­no­wie­nia spisz umie­jęt­no­ści i ce­chy, które szcze­gól­nie roz­wi­jasz jako ro­dzic. Nam przy­cho­dzą do głowy na­stę­pu­jące: cier­pli­wość (o tak, jej ni­gdy za dużo!), or­ga­ni­za­cja, punk­tu­al­ność, ko­mu­ni­ka­cja, sa­mo­re­gu­la­cja, bez­in­te­re­sow­ność, po­czu­cie hu­moru, od­por­ność, bez­tro­ska i swo­boda, od­waga, głód przy­gód, przy­wódz­two oraz sa­mo­świa­do­mość. Nic tak jak ro­dzi­ciel­stwo nie zmu­sza nas do wglądu w sie­bie.

Przyj­rzyjmy się jesz­cze kom­pe­ten­cjom po­wszech­nie po­żą­da­nym w pracy. Mo­ty­wo­wa­nie i wzmac­nia­nie ko­le­gów, me­ne­dże­rów, klien­tów, współ­pra­cow­ni­ków oraz po­zo­sta­łego per­so­nelu jest nie­zbędną umie­jęt­no­ścią w ży­ciu za­wo­do­wym więk­szo­ści z nas. Umie­jęt­no­ści co­achin­gowe oraz te do­ty­czące de­le­go­wa­nia są nie­zwy­kle ważne, szcze­gól­nie na sta­no­wi­skach kie­row­ni­czych, i czę­sto uczy się ich na kur­sach z za­kresu przy­wódz­twa. Ja­kie są klu­czowe kom­pe­ten­cje umoż­li­wia­jące pro­wa­dze­nie co­achingu i de­le­go­wa­nia za­dań? Cier­pli­wość, ko­mu­ni­ka­cja, bez­in­te­re­sow­ność oraz prze­wo­dze­nie. Po­ważna roz­mowa z ko­le­gami two­jego dziecka na wy­cieczce w mu­zeum czy też ra­dość z od­kry­wa­nia przed dziec­kiem świata nie róż­nią się tak bar­dzo od peł­nego pa­sji i za­an­ga­żo­wa­nia wy­kładu na te­mat no­wego pro­jektu dla młod­szych człon­ków ze­społu.

Inny przy­kład: brak in­no­wa­cyj­nego my­śle­nia, go­to­wo­ści do po­dej­mo­wa­nia ry­zyka oraz ela­stycz­no­ści po stro­nie pra­cow­ni­ków jest ogrom­nym pro­ble­mem wielu or­ga­ni­za­cji. Ja­kie są klu­czowe kom­pe­ten­cje umoż­li­wia­jące or­ga­ni­za­cji więk­szą kre­atyw­ność? Być może po­czu­cie hu­moru, lek­kość, otwar­tość, od­por­ność na stres, ela­stycz­ność i od­waga. Czy wi­dzisz już po­wią­za­nia? Być może role się zmie­niają, ale po­sia­dane kom­pe­ten­cje po­zo­stają uni­wer­salne, są tak samo ak­tu­alne w róż­nych ob­sza­rach ży­cia. Je­śli w re­la­cjach z dziećmi sta­wiasz na au­to­no­mię i wol­ność, nic nie stoi na prze­szko­dzie, by te same ce­chy wy­ko­rzy­stać, pro­wa­dząc kre­atywną bu­rzę mó­zgów w pracy. Nie ma zna­cze­nia, czy pra­cu­jesz w banku, szpi­talu, czy pro­wa­dzisz wła­sną dzia­łal­ność - nieco za­bawy i lek­ko­ści za­wsze uwal­nia en­dor­finy i po­zwala wyjść poza do­tych­cza­sowy sche­mat my­śle­nia. Jed­nym z fun­da­men­tów Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny jest trak­to­wa­nie błę­dów jako oka­zji do na­uki. Wdra­ża­nie tego po­dej­ścia w co­dzien­nym ży­ciu może po­móc ci wy­pra­co­wać re­alne po­dej­ście do sie­bie sa­mego i wła­snych stan­dar­dów oraz stać się bar­dziej ela­stycz­nym i wy­ro­zu­mia­łym za­równo w domu jak i w pracy.

Do­strze­że­nie ana­lo­gii na wielu po­lach dzia­łal­no­ści może za­jąć chwilę, ale mamy na­dzieję, że uważna lek­tura książki po­może ci uwie­rzyć w sie­bie i do­strzec po­sia­dane już umie­jęt­no­ści ro­dzi­ciel­skie. Kiedy tak się sta­nie, za­cznij mó­wić o tych po­do­bień­stwach. Zo­bacz, ja­kie umie­jęt­no­ści, któ­rymi po­słu­gu­jesz się w pracy za­wo­do­wej, mo­żesz prze­nieść na grunt do­mowy i na od­wrót. Mów o nich pod­czas ocen rocz­nych oraz roz­mów i dys­ku­sji na te­mat ce­lów i re­zul­ta­tów. Eks­pe­ry­men­tuj! Za­cznij ma­łymi kro­kami, naj­pierw w ma­łej skali - to mą­dre po­su­nię­cie, kiedy czło­wiek uczy się cze­goś no­wego. To, co za­dzia­łało w domu, wy­pró­buj ze swoim ze­spo­łem. Wy­obraź so­bie przy­jem­ność, którą bę­dziesz od­czu­wał, gdy by­cie ro­dzi­cem sta­nie się za­letą w śro­do­wi­sku za­wo­do­wym.

WY­KO­RZY­STUJ NO­WO­CZE­SNE FORMY PRACY

Nowi gra­cze na rynku tech­no­lo­gii już dawno zro­zu­mieli, jak ważne jest, by po­zwo­lić pra­cow­ni­kom na au­to­no­mię oraz ela­stycz­ność pracy zwią­zaną z wy­bo­rem spo­sobu i miej­sca wy­peł­nia­nia obo­wiąz­ków za­wo­do­wych. Je­śli twoja firma do nich jesz­cze nie na­leży, za­sta­nów się, czy nie mógł­byś za­an­ga­żo­wać się w two­rze­nie tego ro­dzaju roz­wią­zań. Pew­nie ła­twiej to zro­bić w mniej­szych or­ga­ni­za­cjach lub w swoim ze­spole. Za­cznij ma­łymi kro­kami, na małą skalę - to za­wsze do­bry po­mysł. Pra­co­dawca musi ufać, że je­steś w sta­nie "do­wo­zić wy­niki" po­mimo in­nych zo­bo­wią­zań. Je­śli udo­wod­nisz mu, że ela­stycz­ność go­dzin pracy prze­kłada się na więk­szą wy­daj­ność, być może uda ci się zmie­nić do­tych­cza­sowe za­sady, a co za tym idzie - prze­trzeć szlak dla in­nych pra­cow­ni­ków w po­dob­nej sy­tu­acji. Oczy­wi­ście ela­stycz­ność nie spraw­dzi się w każ­dej pracy. Je­śli pra­cu­jesz jako fi­zjo­te­ra­peuta, mu­sisz fak­tycz­nie spo­ty­kać się ze swo­imi pa­cjen­tami. Jed­nak w wielu bran­żach in­no­wa­cyjny spo­sób my­śle­nia może zwięk­szyć ela­stycz­ność go­dzin pracy.

Wpro­wa­dze­nie więk­szej ela­stycz­no­ści na ni­wie za­wo­do­wej wy­maga dys­cy­pliny i od­pusz­cza­nia kon­troli, a także usta­le­nia ja­snych gra­nic po­mię­dzy cza­sem dla ro­dziny i cza­sem dla pracy oraz szu­ka­nia kre­atyw­nych spo­so­bów re­ali­zo­wa­nia ce­lów za­wo­do­wych na­wet poza miej­scem pracy. Może rów­nież wy­ma­gać zdo­by­cia się na od­wagę gło­śnego wy­ra­ża­nia wła­snych po­trzeb, a na­wet ja­snych i sta­now­czych ocze­ki­wań wo­bec pra­co­dawcy. Kiedy jed­nak do­strze­żesz wszyst­kie ko­rzy­ści ela­stycz­nego czasu pracy, ta­kie jak do­chód, oso­bi­ste speł­nie­nie oraz po­czu­cie bez­pie­czeń­stwa, ła­twiej bę­dzie ci o nim roz­ma­wiać i prze­ko­ny­wać do niego in­nych.

Pod­su­mo­wu­jąc, su­ge­ro­wa­ły­śmy wcze­śniej, że ro­dzi­ciel­stwo po­zwala nam do­świad­czyć swego ro­dzaju pełni. Ja­kie prze­ło­że­nie ma to na na­sze ży­cie za­wo­dowe? Co­raz wię­cej struk­tur i or­ga­ni­za­cji do­ce­nia od­dolne za­rzą­dza­nie ze­spo­łem, a od pra­cow­ni­ków wy­maga się au­to­no­mii i ini­cja­tywy. Krót­ko­ter­mi­nowe kon­trakty, za­trud­nia­nie fre­elan­ce­rów oraz osób pro­wa­dzą­cych wła­sną dzia­łal­ność go­spo­dar­czą stają się co­raz bar­dziej po­wszechne. Ży­jąc pełną pier­sią i speł­nia­jąc wła­sne ma­rze­nia za­wo­dowe, masz wszystko, czego po­trzeba, by do­star­czać wła­śnie tego ro­dzaju ini­cja­tywy fir­mie lub sek­to­rowi, w któ­rych pra­cu­jesz. W końcu mimo wy­zwań i trud­no­ści je­steś li­de­rem swo­jego wła­snego ży­cia!

Po­zy­tywna Dys­cy­plina w dzia­ła­niu

Przez dzie­sięć lat Mo­nika od­no­siła ogromne suk­cesy jako me­ne­dżer sprze­daży w fir­mie so­ftware'owej. Świet­nie za­ra­biała, otrzy­my­wała ogromne pro­wi­zje i pre­mie, ko­rzy­stała z fir­mo­wego sa­mo­chodu, cie­szyła się do­dat­ko­wymi ko­rzy­ściami so­cjal­nymi, co roku wraz z mę­żem wy­jeż­dżała na luk­su­sowe wa­ka­cje fi­nan­so­wane przez firmę. Miała rów­nież dość ela­styczny czas pracy, co po­zwa­lało jej wra­cać do domu przed czwartą po po­łu­dniu i zaj­mo­wać się dwójką dzieci. Nie­stety był je­den pro­blem. Mo­nika nie­na­wi­dziła swo­jej pracy. Nie cier­piała nie­ustan­nych te­le­fo­nów sprze­da­żo­wych do po­ten­cjal­nych klien­tów, we­wnętrz­nych walk wła­snego ze­społu, szcze­gó­ło­wych ofert, któ­rych przy­go­to­wa­nie było w za­kre­sie jej obo­wiąz­ków, oraz cią­głego sie­dze­nia w cy­fer­kach. Od­kąd tylko się­gała pa­mię­cią, chciała być psy­cho­lo­giem, ale kiedy do­ra­stała, jej ma­rze­nia i pra­gnie­nia nie zna­la­zły zro­zu­mie­nia u naj­bliż­szych do­ro­słych, a po­tem je­dy­nym kry­te­rium suk­cesu stały się pie­nią­dze. Rok po roku fi­nan­sowe ko­rzy­ści pracy w sprze­daży za­głu­szały sy­gnały pły­nące z serca. Lę­kała się każ­dego ko­lej­nego ranka i ko­niecz­no­ści pój­ścia do pracy, ale po­nie­waż jej mąż Don pro­wa­dził wła­sną dzia­łal­ność, a co za tym idzie - gwa­ran­to­wał mniej­szą sta­bil­ność fi­nan­sową ro­dzi­nie, jej wy­so­kie za­robki wy­da­wały się pod­stawą bez­pie­czeń­stwa. Czuła się jed­nak jak w wię­zie­niu, nie­szczę­śliwa i nie­speł­niona.

Nie­za­do­wo­le­nie z pracy prze­kła­dało się na jej ge­ne­ralne nie­za­do­wo­le­nie z ży­cia. Stała się zrzę­dliwa, a w nie­dzielne wie­czory w ocze­ki­wa­niu na ko­lejny po­nie­dzia­łek ogar­niało ją przy­gnę­bie­nie i nie­mal roz­pacz. U kresu wy­trzy­ma­ło­ści Mo­nika i jej mąż stwo­rzyli plan umoż­li­wia­jący jej zre­ali­zo­wa­nie ma­rze­nia o zo­sta­niu psy­cho­lo­giem. Zna­leźli dwu­let­nie stu­dia uzu­peł­nia­jące, ofe­ru­jące za­ję­cia raz w ty­go­dniu wie­czo­rem oraz do­dat­kowo w jedną so­botę mie­siąca. Uzgod­nili, że do­póki ich nie ukoń­czy, po­zo­sta­nie w obec­nej pracy. Don pod­jął pracę na pół etatu jako kon­sul­tant, która na­dal umoż­li­wiała mu pro­wa­dze­nie wła­snego biz­nesu. Znacz­nie ogra­ni­czyli swój mie­sięczny bu­dżet, by za­osz­czę­dzić na okres przej­ściowy, gdy Mo­nika zre­zy­gnuje ze sta­no­wi­ska me­ne­dżera sprze­daży i roz­pocz­nie pracę jako psy­cho­log.

Po­cząt­kowo mniej­sze do­chody źle od­bi­jały się na ro­dzi­nie. Mu­sieli, ku ogrom­nemu roz­cza­ro­wa­niu dzieci, zre­zy­gno­wać ze swo­jego co­rocz­nego wy­jazdu na narty. Łą­cze­nie przez Mo­nikę pracy i stu­diów ozna­czało, że miała mniej czasu na pro­wa­dze­nie domu. Od­byli wiele ro­dzin­nych roz­mów i po wielu pró­bach i błę­dach udało się im prze­ka­zać dzie­ciom, jak ważne jest by­cie szczę­śli­wym i za­do­wo­lo­nym w ob­sza­rze za­wo­do­wym. Kiedy dzieci to zro­zu­miały, chęt­niej za­częły współ­pra­co­wać i po­ma­gać w domu. Wspól­nie stwo­rzyli plany oraz li­sty obo­wiąz­ków i prac do­mo­wych, któ­rych wszy­scy zo­bo­wią­zali się prze­strze­gać. Dzieci do­strze­gły rów­nież, że w wy­niku wpro­wa­dzo­nych zmian za­cho­wa­nie mamy się zmie­niło. Znie­chę­ce­nie i zrzę­dze­nie ustą­piły miej­sca eks­cy­ta­cji, która wpły­nęła po­zy­tyw­nie rów­nież na nie. Stwo­rzyw­szy plan prze­bran­żo­wie­nia się, by móc na­resz­cie zre­ali­zo­wać swoje ma­rze­nia, i wpro­wa­dziw­szy go w ży­cie, Mo­nika uwol­niła się od nie­chęci do pracy w sprze­daży. Za­częła po­strze­gać ją jako śro­dek do osią­gnię­cia celu.

NA­RZĘ­DZIA PO­ZY­TYW­NEJ DYS­CY­PLINY

Twoje dzieci są ważną czę­ścią ro­dziny i ży­cia do­mo­wego, za­tem po­ni­żej znaj­dziesz go­towe do wdro­że­nia na­rzę­dzia, dzięki któ­rym wspólny czas bę­dzie spra­wiał wam przy­jem­ność, za­miast po­wo­do­wać na­pię­cie i stres.

Za­chę­ca­nie do współ­pracy

Ru­dolf Dre­ikurs mó­wił o tym, jak ważne jest po­rzu­ce­nie kon­cep­cji "zmu­sza­nia dzieci" do róż­nych czyn­no­ści na rzecz "zjed­ny­wa­nia ich so­bie". Zmu­sza­nie dzieci do współ­pracy pro­wa­dzi do buntu lub pod­da­nia się, zaś zjed­ny­wa­nie so­bie dzieci za­chęca je do współ­pracy. Zjed­ny­wa­nie nie ozna­cza da­wa­nia im tego, co chcą, by po­zy­skać ich sym­pa­tię, a tym sa­mym zwięk­szyć praw­do­po­do­bień­stwo ich dzia­ła­nia zgod­nego z ocze­ki­wa­niami, lecz po­lega na wzbu­dza­niu w nich pra­gnie­nia do współ­pracy ma­ją­cego swe ko­rze­nie we wza­jem­nym sza­cunku.

Jed­nym z naj­lep­szych spo­so­bów zjed­ny­wa­nia so­bie dzieci jest ro­bie­nie rze­czy z nimi za­miast dla nich. Ro­bie­nie rze­czy z dziec­kiem ozna­cza pełne sza­cunku an­ga­żo­wa­nie ich w zna­le­zie­nie roz­wią­zań do­brych dla każ­dego. Dzięki temu dzieci uczą się my­śle­nia przy­czy­no­wo­skut­ko­wego, znaj­do­wa­nia roz­wią­zań, sza­cunku do sie­bie i in­nych, sa­mo­dy­scy­pliny, od­po­wie­dzial­no­ści, słu­cha­nia oraz mo­ty­wa­cji do do­trzy­my­wa­nia umów (roz­wią­zań), w któ­rych stwo­rze­niu brały udział. Wy­obraź so­bie, ja­kie suk­cesy można od­no­sić w domu i w pracy, gdy odda się in­nym nieco kon­troli i wła­dzy.

Prace i obo­wiązki

Har­mo­nię i sza­cu­nek można osią­gnąć, kiedy każdy czło­nek ro­dziny bie­rze na sie­bie część od­po­wie­dzial­no­ści, a po­dział obo­wiąz­ków jest usta­lany wspól­nie pod­czas spo­tkań, na któ­rych każdy ma prawo głosu. Uni­kaj ste­reo­ty­po­wego po­działu obo­wiąz­ków, czyli mama go­tuje, tata do­ko­nuje drob­nych na­praw, naj­młod­sze dzieci ni­gdy nic nie ro­bią itd. Na spo­tka­nie ro­dzinne przy­go­tuj­cie li­stę prac i obo­wiąz­ków do­mo­wych. Znajdź­cie kre­atywny spo­sób na dzie­le­nie się nimi. Mo­że­cie na przy­kład stwo­rzyć koło obo­wiąz­ków ze wska­zówką, którą bę­dzie można krę­cić (i w ten spo­sób do­ko­ny­wać lo­so­wa­nia) lub w inny spo­sób przed­staw­cie gra­ficz­nie, co musi zo­stać zro­bione i kiedy. Upew­nij­cie się, że w ra­mach ta­kiego sys­temu ja­sne jest, kto zaj­muje się czym i w ja­kim ter­mi­nie. Taki po­dział obo­wiąz­ków po­zwala uczyć dzieci umie­jęt­no­ści za­rzą­dza­nia do­mem oraz współ­pracy w gru­pie. Pod­czas spo­tkań ro­dzin­nych re­gu­lar­nie spraw­dzaj­cie, czy wy­bie­rane przez was roz­wią­za­nia dzia­łają.

Ry­tu­ały i czyn­no­ści ru­ty­nowe

Więk­szość lu­dzi lubi wie­dzieć, ja­kie są wo­bec nich ocze­ki­wa­nia i ja­kich ry­tu­ałów prze­strzega się w da­nym miej­scu. Zwłasz­cza małe dzieci ich po­trze­bują. Na spo­tka­niach ro­dzin­nych roz­ma­wiaj­cie o wszyst­kich ob­sza­rach wa­szego ży­cia, które wy­ma­gają ru­tyny. Zwy­kle są to po­ranki, wie­czory oraz pory po­sił­ków. Jako ro­dzina zde­cy­duj­cie, gdzie chcie­li­by­ście wpro­wa­dzić plany czyn­no­ści ru­ty­no­wych i za­sta­nów­cie się nad ich moż­liwą formą gra­ficzną. Mo­że­cie na przy­kład sfo­to­gra­fo­wać dzieci w trak­cie wy­ko­ny­wa­nia wszyst­kich ko­lej­nych po­wta­rzal­nych czyn­no­ści (my­cia zę­bów, cze­sa­nia ubie­ra­nia itp.) oraz spraw­dzić, ile czasu po­trze­bują na ich ukoń­cze­nie. Na­stęp­nie stwórz­cie plan skła­da­jący się ze zdjęć przy­kle­jo­nych na ogrom­nym ze­ga­rze, dzięki któ­remu dzie­ciom bę­dzie ła­two ro­ze­znać się, ile czasu na co dzień po­trze­bują prze­zna­czyć na okre­ślone czyn­no­ści. Niech plan przej­mie rolę szefa. Kiedy dziecko za­cznie ma­ru­dzić lub za­po­mni, co wła­ści­wie ma zro­bić, od­wo­łaj­cie się do planu i wcze­śniej­szej umowy - "Co jest ko­lej­nym punk­tem na twoim pla­nie po­ranka?". Dzieci chęt­nie za­an­ga­żują się w wy­ko­ny­wa­nie planu, je­śli mają wkład w jego two­rze­nie. Pod­czas spo­tkań ro­dzin­nych re­gu­lar­nie spraw­dzaj­cie, czy two­rzone przez was plany dzia­łają.

Pla­no­wa­nie z ka­len­da­rzem w ręku

Tu dzia­łają po­dobne za­sady jak w przy­padku prac i obo­wiąz­ków. Stwórz­cie je­den przej­rzy­sty plan uwzględ­nia­jący ka­len­da­rze wszyst­kich człon­ków ro­dziny, a po­tem wspól­nie prze­dys­ku­tuj­cie, ja­kie są prio­ry­tety po­szcze­gól­nych osób i w jaki spo­sób można je po­go­dzić. Stwórz­cie li­stę za­jęć, zo­bo­wią­zań i obo­wiąz­ków każ­dego członka ro­dziny. Wy­pisz­cie wszystko, co jest z nimi zwią­zane: przy­wo­że­nie, od­wo­że­nie, opłaty, opiekę itp. Upew­nij­cie się, że czas, wy­si­łek oraz fun­du­sze są roz­ło­żone rów­no­mier­nie po­mię­dzy dzieci. Stwórz­cie przej­rzy­sty ka­len­darz, któ­rym wszy­scy z ła­two­ścią mogą się po­słu­gi­wać. Ży­czymy wam uda­nej za­bawy pod­czas pla­no­wa­nia!

ĆWI­CZE­NIE

Mamy na­dzieję, że staje się dla cie­bie ja­sne, jak mógł­byś zbu­do­wać rów­no­wagę po­mię­dzy ży­ciem oso­bi­stym a za­wo­do­wym. Klu­czowe są zdrowe gra­nice oraz stwo­rze­nie no­wej de­fi­ni­cji suk­cesu. Pa­mię­taj, rów­no­waga nie przy­cho­dzi w je­den dzień, a na­wet gdy uda się ją już osią­gnąć, wy­maga cią­głego ba­lan­so­wa­nia. Ży­cie jest jak ocean - raz w fa­zie przy­pływu, a raz od­pływu. Warto ten fakt za­ak­cep­to­wać. Nie­które aspekty ży­cia mają "datę przy­dat­no­ści do spo­ży­cia", na przy­kład twoje dzieci będą dziećmi tylko raz i to przez krótki czas. Moż­li­wo­ści roz­woju ka­riery po­ja­wiają się i zni­kają. Ale kiedy zda­rzy ci się szansa jedna na mi­lion oraz masz zdrową re­la­cję z part­ne­rem, wdro­żone stra­te­gie roz­wią­zy­wa­nia pro­ble­mów w domu, do­brą ko­mu­ni­ka­cję z dziećmi, to nie po­wi­nie­neś jej prze­pusz­czać tylko dla­tego, że je­steś ro­dzi­cem. Można po­go­dzić po­ukła­dane ży­cie ro­dzinne i sa­tys­fak­cjo­nu­jące ży­cie za­wo­dowe!

Stwo­rze­nie oso­bi­stej wi­zji ży­cia po­maga w zbu­do­wa­niu no­wej de­fi­ni­cji suk­cesu. Jest to pro­ste, choć bar­dzo sku­teczne ćwi­cze­nie. Wy­ko­naj je w ci­szy i spo­koju. Na po­czą­tek uświa­dom so­bie, czego wła­ści­wie chcesz:

1. Jaką masz wi­zję wła­snego uda­nego ży­cia? Za­pisz ją. Po­mocne może być za­pi­sa­nie kilku jej wer­sji, a na­stęp­nie wy­bra­nie tej, która prze­ma­wia do cie­bie naj­bar­dziej. Bądź uważny na pod­szepty ego i nie po­zwól, by we­szło ci w pa­radę. Wsłu­chaj się w swój we­wnętrzny głos. Zaj­rzyj w głąb sie­bie. Po­zwól prze­mó­wić in­tu­icji[3].

2. Jak chciał­byś być za­pa­mię­tany i przez kogo? Kiedy od­po­wiesz na to py­ta­nie, wróć do punktu pierw­szego i wy­bra­nej wer­sji wi­zji. Za­sta­nów się, czy chcesz coś w niej zmie­nić.

3. Ja­kie kon­kretne dzia­ła­nia, ak­tyw­no­ści i re­la­cje mogą po­móc ci osią­gnąć tę wi­zję? Po­dziel kartkę na pół i za­pisz je na jed­nej po­ło­wie.

4. Ja­kie kon­kretne dzia­ła­nia, ak­tyw­no­ści i re­la­cje mogą sta­nąć ci na prze­szko­dzie w osią­gnię­ciu tej wi­zji? Za­pisz je na dru­giej po­ło­wie kartki.

5. A te­raz po­dej­mij zo­bo­wią­za­nie - obie­caj sam so­bie po­dej­mo­wać świa­domy wy­si­łek, by w twoim ży­ciu było wię­cej tego, co w punk­cie 3, a mniej tego, co w punk­cie 4. Za­pisz kon­kretne moż­liwe do zmie­rze­nia cele oraz spo­soby ich osią­gnię­cia.

6. Po­klep się po ra­mie­niu! Wła­śnie do­ko­na­łeś waż­nej i nie­zwy­kłej rze­czy dla sie­bie i swo­jej ro­dziny. Za­chę­camy cię, byś w każ­dym ty­go­dniu po­świę­cał chwilę na re­flek­sję i za­da­wał so­bie py­ta­nia po­dobne do po­niż­szych:

- Na ile za­dba­łem o sie­bie?

- Co zro­bi­łem, by bu­do­wać re­la­cję z moim part­ne­rem/part­nerką?

- Co zro­bi­łem, by ak­tyw­nie bu­do­wać re­la­cję z mo­imi dziećmi?

- Jak po­szło mi w pracy?

Po­zwól, by te od­po­wie­dzi kie­ro­wały twoim dzia­ła­niem, abyś nie stra­cił z oczu po­trzeby dłu­go­fa­lo­wego za­cho­wa­nia we­wnętrz­nej rów­no­wagi.

ROZ­DZIAŁ 10

JAK PO­MA­GAĆ DZIE­CIOM ROZ­KWI­TAĆ

Jane po­dzie­liła się z nami taką opo­wie­ścią: "W na­szej ro­dzi­nie zda­rzało się coś, co na­zy­wa­li­śmy syn­dro­mem trzy­ty­go­dnio­wych obo­wiąz­ków do­mo­wych. Na spo­tka­niach ro­dzin­nych wspól­nie two­rzy­li­śmy uwzględ­nia­jący wszyst­kich plan wy­ko­ny­wa­nia po­wie­rzo­nych im za­dań. Dzieci en­tu­zja­stycz­nie wdra­żały go w ży­cie przez ty­dzień. W ko­lej­nym ty­go­dniu re­ali­zo­wały go już bez ra­do­ści, a w trze­cim, wy­ko­nu­jąc pracę, zgrzy­tały zę­bami i za­wo­dziły. Obo­wiązki jak bu­me­rang wciąż wra­cały pod ob­rady człon­ków ro­dziny na spo­tka­niu ro­dzin­nym. Two­rzy­li­śmy nowy plan, syn­drom znów się po­wta­rzał. Czy to ozna­cza, że na­sze plany do­ty­czące obo­wiąz­ków nie dzia­łały? Nic bar­dziej myl­nego! Wo­la­łam ten syn­drom niż wcze­śniej­sze co­dzienne bi­twy. Nie wiem, co zro­bi­li­by­śmy bez spo­tkań ro­dzin­nych".

SPO­TKA­NIA RO­DZINNE

Stres, dez­or­ga­ni­za­cja, fru­stra­cja i gniew - czy te uczu­cia są nie­od­łączną czę­ścią wa­szych do­mo­wych po­ran­ków? Śpiące i mało chętne do współ­pracy dzieci wy­sta­wiają na próbę cier­pli­wość wielu ro­dzi­ców. Wy­szy­ko­wa­nie ich do wyj­ścia rano jest szcze­gól­nym wy­zwa­niem, gdy ro­dzice pra­cują poza do­mem i cała ro­dzina musi wyjść o po­dob­nej po­rze. Dla­czego tak się dzieje, że te same dzieci, które są śpiące z rana, po po­łu­dniu mają mnó­stwo ener­gii i są skore do wy­głu­pów, gdy ro­dzice po ca­łym dniu pracy pra­gną tylko, aby zna­la­zły się jak naj­szyb­ciej w łóż­kach? Czy kie­dy­kol­wiek ma­rzy­łeś: "Musi być ja­kiś lep­szy spo­sób, by to ogar­nąć...". No cóż, jest.

Wy­obraź so­bie na­stę­pu­jącą sy­tu­ację: dzieci bu­dzą się same, sa­mo­dziel­nie się ubie­rają, przy­go­to­wują śnia­da­nie (we­dług usta­la­nego wcze­śniej gra­fiku) i wyj­mują z lo­dówki przy­go­to­wane po­przed­niego dnia prze­ką­ski na dru­gie śnia­da­nie. Po­tem za­bie­rają spa­ko­wany ple­cak i przy­go­to­wany już wie­czo­rem strój na WF, ca­łują cię na po­że­gna­nie i wy­cho­dzą do szkoły ze spo­rym za­pa­sem czasu. Brzmi do­brze? Tak wła­śnie albo bar­dzo po­dob­nie może wy­glą­dać twój dom. Co ty na to? Nie obie­cu­jemy, że po­ranne lub wie­czorne utarczki już ni­gdy się nie zda­rzą, ale pro­po­nu­jemy roz­wią­za­nie, które znacz­nie ob­niży po­ziom stresu, ogra­ni­czy prze­py­chanki oraz chaos.

Spo­tka­nia ro­dzinne - o czym warto pa­mię­tać

Re­gu­larne spo­tka­nia ro­dzinne są spo­so­bem na za­dba­nie o zdrową i bar­dziej po­zy­tywną at­mos­ferę w domu. Do­brze, by od­by­wały się co ty­dzień o okre­ślo­nej po­rze. Ro­dzinny czas ła­two się kur­czy, ustę­pu­jąc pola in­nym zo­bo­wią­za­niom ro­dzi­ców i dzieci, ale wspólny czas jest nie­zwy­kle ważny, gdy po­zwala na bu­do­wa­nie więzi, ry­tu­ałów i na wza­jemne lep­sze po­zna­nie. Dzieci mu­szą wie­dzieć, że są tak samo ważne jak inne za­wo­dowe i spo­łeczne zo­bo­wią­za­nia ro­dzi­ców. Dzięki temu bu­dują zdrowe po­czu­cie przy­na­leż­no­ści i zna­cze­nia.

For­mat spo­tkań ro­dzin­nych

Spo­tka­nia ro­dzinne przy­no­szą naj­lep­sze re­zul­taty, je­śli każde z nich od­bywa się zgod­nie z usta­lo­nym pla­nem. Spój­ność prze­kłada się na po­czu­cie bez­pie­czeń­stwa. Oto pro­po­no­wany przez nas for­mat:

1. Runda kom­ple­men­tów two­rzy przy­jemną at­mos­ferę na sa­mym po­czątku spo­tka­nia oraz wspiera człon­ków ro­dziny w kon­cen­tro­wa­niu się na po­zy­tyw­nych ce­chach i moc­nych stro­nach każ­dej osoby i mó­wie­niu tego na głos.

2. Ocena roz­wią­zań przy­ję­tych na po­przed­nim spo­tka­niu bez wzbu­dza­nia w kim­kol­wiek po­czu­cia winy lub wstydu.

3. Dys­ku­sja na te­mat ko­lej­nych punk­tów po­rządku ob­rad. Osoba, która wpi­sała dany pro­blem, ma wy­bór mię­dzy:

a) po­dzie­le­niem się wła­snymi od­czu­ciami,

b) za­pro­sze­niem in­nych do dys­ku­sji ma­ją­cej na celu bu­do­wa­nie świa­do­mo­ści oraz na­zwa­nie rze­czy po imie­niu,

c) za­pro­sze­niem in­nych do bu­rzy mó­zgów, czyli do wy­my­śle­nia roz­wią­zań da­nego pro­blemu oraz wy­bra­niem ta­kiego, które wszy­scy mają ochotę wy­pró­bo­wać przez ko­lejny ty­dzień.

4. Pla­no­wa­nie z ka­len­da­rzem w ręku: wpi­sa­nie do ro­dzin­nego ka­len­da­rza nad­cho­dzą­cych wy­da­rzeń, spe­cjal­nego ro­dzin­nego czasu, ko­niecz­no­ści pod­wózki dzieci itp.

5. Za­pla­no­wa­nie menu na nad­cho­dzący ty­dzień.

6. Ro­dzinna przy­jem­ność i de­ser.

1. Kom­ple­menty Wy­mie­nia­nie kom­ple­men­tów jest czymś wię­cej niż tylko mó­wie­niem i słu­cha­niem mi­łych rze­czy. To o wiele głęb­szy i bar­dziej zna­czący pro­ces. Po­maga w ak­tyw­nym po­szu­ki­wa­niu do­brych rze­czy i kon­cen­tro­wa­niu się na nich, w do­ce­nia­niu tego, co się ma - za­równo osób, jak i rze­czy. Wdzięcz­ność jest po­żywką dla em­pa­tii i współ­czu­cia. Ogra­ni­cza wy­stę­po­wa­nie ta­kich nie­przy­jem­nych uczuć jak fru­stra­cja, za­zdrość i za­wiść, które nie­jed­no­krot­nie sta­no­wią naj­więk­szą prze­szkodę w re­ali­zo­wa­niu pełni ludz­kiego po­ten­cjału. Do­ce­nia­nie sie­bie i in­nych jest nie­zwy­kłą umie­jęt­no­ścią, która za­pro­cen­tuje te­raz i w do­ro­sło­ści, gdy dzieci będą mu­siały po­ra­dzić so­bie z nie­po­wo­dze­niami, roz­cza­ro­wa­niami oraz stratą. Kom­ple­menty wspie­rają rów­nież po­czu­cie przy­na­leż­no­ści w ca­łej ro­dzi­nie, co prze­kłada się na więk­szą chęć do współ­pracy oraz lep­sze za­cho­wa­nie.

TAK

NIE

Nie­ustan­nie przy­po­mi­naj so­bie o dłu­go­fa­lo­wych ce­lach spo­tkań ro­dzin­nych: bu­do­wa­nie po­czu­cia więzi (przy­na­leż­ność, zna­cze­nie i za­rad­ność); kon­struk­tywne wy­ko­rzy­sta­nie oso­bi­stej mocy i wła­dzy oraz bu­do­wa­nie po­czu­cia od­po­wie­dzial­no­ści; ucze­nie war­to­ścio­wych umie­jęt­no­ści spo­łecz­nych i emo­cjo­nal­nych (ko­mu­ni­ka­cji, roz­wią­zy­wa­nia pro­ble­mów, po­dej­mo­wa­nia de­cy­zji, współ­pracy itp.) oraz wzmac­nia­nie cha­rak­teru.

Nie wy­ko­rzy­stuj spo­tkań ro­dzin­nych do pra­wie­nia ka­zań i spra­wo­wa­nia ro­dzi­ciel­skiej kon­troli.

Kartkę, na któ­rej umie­ści­cie pro­blemy do roz­wią­za­nia na spo­tka­niach ro­dzin­nych, za­wieś w wi­docz­nym miej­scu i za­chę­caj człon­ków ro­dziny do wpi­sy­wa­nia nie tylko trud­no­ści, ale wszyst­kiego, co chcie­liby prze­dys­ku­to­wać z in­nymi lub co wy­daje się im ważne.

Za­dbaj o to, by nikt - ani do­ro­sły, ani dziecko - nie zdo­mi­no­wał żad­nego spo­tka­nia. Kon­trola nad tym, co się dzieje, po­winna być roz­ło­żona na wszyst­kich uczest­ni­ków spo­tka­nia. Klu­czem do suk­cesu jest wza­jemny sza­cu­nek.

Pro­wadź ze­szyt spo­tkań ro­dzin­nych, w któ­rym mo­żesz za­pi­sy­wać kom­ple­menty, prze­dys­ku­to­wane te­maty, wy­ge­ne­ro­wane po­my­sły oraz pro­po­no­wane roz­wią­za­nia (z za­zna­cze­niem tych, które osta­tecz­nie zo­stały wy­brane). W przy­szło­ści prze­glą­da­nie ta­kich ze­szy­tów może przy­nieść tyle samo ra­do­ści, co oglą­da­nie ro­dzin­nych al­bu­mów fo­to­gra­ficz­nych.

Nie za­po­mi­naj, że spo­tka­nia ro­dzinne są pro­ce­sem, który po­zwala dzie­ciom przy­swa­jać war­to­ściowe umie­jęt­no­ści spo­łeczne i ży­ciowe. Ucze­nie się wy­maga czasu (za­równo w przy­padku do­ro­słego jak i dziecka). Na­wet roz­wią­za­nia, które się nie spraw­dzają, cze­goś nas uczą - w ko­lej­nym ty­go­dniu można po­now­nie roz­wa­żyć dany pro­blem i zna­leźć inne, pełne sza­cunku roz­wią­za­nie.

Funk­cja prze­wod­ni­czą­cego oraz se­kre­ta­rza spo­tka­nia po­winna być ro­ta­cyjna. Oczy­wi­ście dzieci, które jesz­cze nie po­tra­fią czy­tać i pi­sać, nie mogą peł­nić tej ostat­niej, ale na­wet czte­ro­latki mogą prze­wo­dzić i pro­sić uczest­ni­ków o kom­ple­menty, ocenę roz­wią­zań wy­bra­nych na po­przed­nich spo­tka­niach, prze­czy­ta­nie ko­lej­nych punk­tów z po­rządku ob­rad itp. Być może będą po­trze­bo­wać po­mocy w czy­ta­niu i pa­mię­ta­niu o okre­ślo­nej ko­lej­no­ści zda­rzeń, ale by­cie osobą pro­wa­dzącą spo­tka­nie wzmocni ich po­czu­cie przy­na­leż­no­ści, waż­no­ści oraz spraw­czo­ści.

Nie re­zy­gnuj ze spo­tkań ro­dzin­nych! Pa­mię­taj, dzieci uczą się przez na­śla­dow­nic­two - je­śli czas spo­tkań ro­dzin­nych nie bę­dzie dla cie­bie prio­ry­te­tem, nie będą czuły, że przy­na­leżą i są ważne. Je­śli spo­tka­nie ro­dzinne nie może się od­być z po­wo­dów nie­za­leż­nych od cie­bie, wy­ja­śnij to dzie­ciom i ustal­cie ter­min ko­lej­nego spo­tka­nia. W ten spo­sób dbasz o ich po­czu­cie bez­pie­czeń­stwa.

Kon­cen­truj­cie się na wy­my­śla­niu roz­wią­zań, a nie na tym, kto jest winny za­ist­nia­łej sy­tu­acji. Ważne, by uczyć dzieci, że błędy są wspa­niałą oka­zją do na­uki.

Nie ocze­kuj, że dzieci po­ni­żej czwar­tego roku ży­cia będą chciały uczest­ni­czyć w tym pro­ce­sie. Je­śli obec­ność młod­szych dzieci nie po­zwala na spo­kojne prze­pro­wa­dze­nie spo­tka­nia ro­dzin­nego, za­cze­kaj­cie, aż będą w łóż­kach.

Opty­malny czas trwa­nia spo­tka­nia ro­dzin­nego wy­nosi od 20 do 30 mi­nut w za­leż­no­ści od wieku dzieci. Każde warto za­koń­czyć ro­dzinną przy­jem­no­ścią: grą, plan­szówką, ro­dzin­nym ry­tu­ałem lub de­se­rem.

Nie za­po­mi­naj, że błędy są wspa­niałą oka­zją do na­uki.

Na po­czątku mó­wie­nie i przyj­mo­wa­nie kom­ple­men­tów może być wy­zwa­niem. Płyn­ność w mó­wie­niu so­bie na­wza­jem do­brych rze­czy jest efek­tem prak­tyki. Pro­ste ćwi­cze­nie z wdzięcz­no­ści, któ­rego można na­uczyć dzieci, po­lega na tym, by co­dzien­nie rano przed wsta­niem z łóżka i wie­czo­rem, już le­żąc, po­my­śleć o wszyst­kim, za co jest się wdzięcz­nym. Można włą­czyć prak­tykę wdzięcz­no­ści w wie­czorny ry­tuał czy­ta­nia ksią­żek lub zmo­dy­fi­ko­wać po­ranki. Można za­pi­sy­wać re­flek­sje w pa­mięt­niku lub od­ma­wiać dzięk­czy­nie­nie w my­ślach. Tego ro­dzaju ćwi­cze­nia spra­wią, że dzieci za­czną ro­zu­mieć wagę kon­cen­tro­wa­nia się na po­zy­tyw­nych uczu­ciach i do­zna­niach a dzie­le­nie się kom­ple­men­tami pod­czas spo­tkań ro­dzin­nych sta­nie się ła­twiej­sze.

Jed­nym z ele­men­tów pro­cesu ucze­nia się da­wa­nia i przyj­mo­wa­nia kom­ple­men­tów jest uwol­nie­nie się od sta­rych, ogra­ni­cza­ją­cych prze­ko­nań o tym, że nie­skrom­nie jest słu­chać do­brych rze­czy na wła­sny te­mat, a mó­wie­nie o so­bie w su­per­la­ty­wach to prze­jaw ego­cen­try­zmu. Wdzięcz­ność za do­bre słowo można oka­zać, mó­wiąc pro­ste "dzię­kuję". Dzieci uczą się tego szyb­ciej niż do­ro­śli, któ­rzy na­gmin­nie zby­wają po­zy­tywne prze­kazy ko­men­ta­rzami typu: "Och, to nic ta­kiego". Ważne, by kom­ple­menty kon­cen­tro­wały się na wy­sił­kach da­nej osoby, jej wkła­dzie oraz udzie­lo­nej ko­muś po­mocy, za­miast na koń­co­wym re­zul­ta­cie czy ce­chach fi­zycz­nych. Kom­ple­menty od­no­szą się do rze­czy po­zy­tyw­nych. Pod­czas pierw­szego spo­tka­nia ro­dzin­nego w ro­dzi­nie Jane czte­ro­let­nia Mary po­wie­działa o bra­cie: "Mark cza­sami jest dla mnie miły, ale w in­nych chwi­lach...". Jed­nak tata szybko za­in­ter­we­nio­wał i przy­po­mniał: "Ups! Żad­nego ale".

Ist­nieje pro­sty spo­sób, aby po­móc dzie­ciom wy­ro­bić so­bie "na­wyk kom­ple­men­to­wa­nia" - na­leży do­star­czyć im co­dzienną por­cję prak­tyki w ciągu ty­go­dnia. Wy­wieś na lo­dówce (lub w in­nym ła­two do­stęp­nym miej­scu) kartkę do za­pi­sy­wa­nia kom­ple­men­tów. (Naj­młod­sze nie­pi­śmienne dzieci mogą dyk­to­wać swoje kom­ple­menty star­szym). Może się to stać przed­obied­nim ry­tu­ałem. Kiedy wi­dzisz, że ktoś za­słu­guje na kom­ple­ment, za­pisz go. Je­śli dziecko wi­działo, że ktoś coś zro­bił, za­py­taj: "Czy chciał­byś za­pi­sać ten kom­ple­ment na na­szej kartce?". Kiedy dzieci wy­ro­bią so­bie na­wyk za­uwa­ża­nia do­bra w in­nych, nie trzeba bę­dzie im o tym przy­po­mi­nać. Kom­ple­menty można od­czy­ty­wać na po­czątku każ­dego spo­tka­nia ro­dzin­nego. Warto do­py­ty­wać rów­nież o ta­kie słowa do­ce­nie­nia, które nie zo­stały za­pi­sane. Każdy czło­nek ro­dziny po­wi­nien otrzy­mać przy­naj­mniej je­den kom­ple­ment. Naj­pierw po­każ dzie­ciom, jak mo­głoby to wy­glą­dać, a po­tem po­zwól im za­cząć. W ten spo­sób za­wsze bę­dziesz mógł po­wie­dzieć coś do­brego tym oso­bom, które zo­stały po­mi­nięte. Umiesz­czaj każdą kartkę z kom­ple­men­tami w ze­szy­cie spo­tkań ro­dzin­nych i wy­wie­szaj na lo­dówce ko­lejną pu­stą do za­peł­nie­nia w da­nym ty­go­dniu.

Jesz­cze inny po­mysł: pod ko­niec każ­dego spo­tka­nia ro­dzin­nego roz­da­waj wszyst­kim kartki pa­pieru z na­głów­kiem: "Je­stem wdzięczny(-a) za..." (na­zy­wamy to kartką wdzięcz­no­ści). Za­chęć człon­ków ro­dziny do tego, by za­wsze mieli kartki pod ręką i za­pi­sy­wali na nich to wszystko, za co są wdzięczni. Pod­czas każ­dego spo­tka­nia ro­dzin­nego zbie­raj kartki i wkła­daj je do ze­szytu spo­tkań ro­dzin­nych. Ustal­cie, kiedy je prze­czy­ta­cie. Pewna znana nam ro­dzina ogląda swoje kartki pod­czas Bo­żego Na­ro­dze­nia. Inni czy­tają je na bie­żąco pod­czas wspól­nych week­en­do­wych po­sił­ków.

Te oraz inne ćwi­cze­nia, które stwo­rzy­cie sa­mo­dziel­nie pod­czas prze­pro­wa­dza­nia spo­tkań ro­dzin­nych, staną się osnową dla wa­szych uni­kal­nych ro­dzin­nych tra­dy­cji i po­mogą wam za­cie­śniać więzi. Choć na po­czątku mó­wie­nie oraz przyj­mo­wa­nie kom­ple­men­tów może stwa­rzać trud­no­ści, zwy­kle ro­dziny szybko stają się w tym mi­strzami. Pa­mię­taj jed­nak, by nie ocze­ki­wać per­fek­cji! Sprzeczki po­mię­dzy ro­dzeń­stwem się zda­rzają i jest to zja­wi­sko zu­peł­nie nor­malne. Kiedy jed­nak dzieci (i ro­dzice) na­uczą się ob­da­rzać in­nych kom­ple­men­tami i przyj­mo­wać je, liczba kłótni wy­stę­pu­ją­cych w ro­dzi­nie znacz­nie się zmniej­sza.

2. Ocena po­przed­nich roz­wią­zań

Ocena po­przed­nio przy­ję­tych roz­wią­zań nie po­winna za­bie­rać zbyt dużo czasu, lecz jest waż­nym ele­men­tem na­uki i po­maga wy­cią­gać wnio­ski na przy­szłość. Na­leży prze­czy­tać roz­wią­za­nia, które zo­stały wy­brane na po­przed­nim spo­tka­niu. Prze­wod­ni­czący spo­tka­nia może za­py­tać: "Jak spraw­dziło się to roz­wią­za­nie?". Je­śli się spraw­dziło, miło jest o tym usły­szeć. Je­śli nie, prze­wod­ni­czący może za­su­ge­ro­wać po­nowne wpi­sa­nie pro­blemu na li­stę i roz­pa­trze­nie go w sto­sow­nym cza­sie. Czę­sto do­brym po­my­słem jest za­ję­cie się pro­ble­mem do­piero na ko­lej­nym spo­tka­niu, bo to, że roz­wią­za­nie się nie spraw­dziło, może świad­czyć, że pro­blem jest zbyt świeży i człon­ko­wie ro­dziny po­trze­bują wię­cej czasu, by ostu­dzić emo­cje i móc sku­tecz­nie nad nim pra­co­wać. Na­leży wy­strze­gać się ob­wi­nia­nia i za­wsty­dza­nia osoby, która wy­brała dane roz­wią­za­nie. Ro­dzina działa jak dru­żyna - wy­si­łek i efekty są ze­spo­łowe.

3. Dys­ku­sja na te­mat zgło­szo­nych pro­ble­mów

Wpi­sy­wa­nie te­ma­tów do po­rządku ob­rad może po­móc skłó­co­nym człon­kom ro­dziny ochło­nąć i jed­no­cze­śnie mieć pew­ność, że zo­staną wy­słu­chani. Wy­obraź so­bie, że twoje dzieci się kłócą. Mo­żesz je spy­tać: "Które z was chcia­łoby wpi­sać ten pro­blem do po­rządku ob­rad?". Zwy­kle to wy­star­czy, aby prze­kie­ro­wać ich uwagę z pro­blemu na szu­ka­nie roz­wią­zań. Je­śli na­to­miast za­czy­nają się kłó­cić o to, kto zaj­mie się wpi­sy­wa­niem wy­zwa­nia na li­stę, niech spór roz­strzy­gnie rzut mo­netą. Wy­obraź so­bie, że wra­casz do domu i znaj­du­jesz brudne na­czy­nia w zle­wie. Za­miast mar­no­wać czas i ener­gię na tak zwane tru­cie, mo­żesz wpi­sać pro­blem do po­rządku ob­rad. Kiedy na­dej­dzie czas, by go prze­dys­ku­to­wać, mo­żesz zde­cy­do­wać, czy chcesz tylko opo­wie­dzieć o swo­ich uczu­ciach, po­pro­sić in­nych o za­bra­nie głosu, czy ra­czej za­leży ci na wspól­nej bu­rzy mó­zgów i zna­le­zie­niu roz­wią­za­nia.

Naj­lep­sze po­my­sły roz­wią­zań po­ja­wiają się wtedy, kiedy pro­blem zo­staje ja­sno zde­fi­nio­wany (za­wsze bez ob­wi­nia­nia ko­go­kol­wiek). Mo­żesz po­wta­rzać ro­dzi­nie na­stę­pu­jące ha­sła: "Szu­kamy roz­wią­zań, nie win­nych" oraz "Jaki jest pro­blem i ja­kie jest jego roz­wią­za­nie?". Po za­pi­sa­niu wszyst­kich moż­li­wych roz­wią­zań, które przyjdą wam do głowy, prze­stu­diuj­cie je. Za­chę­caj człon­ków ro­dziny do ana­li­zo­wa­nia ich pod ką­tem czte­rech kry­te­riów roz­wią­zań (zwane też: 4 "P" roz­wią­zań), czyli spraw­dze­nia, czy są: pełne sza­cunku, po­wią­zane, pro­por­cjo­nalne do pro­blemu i po­mocne. Je­śli pro­blem do­ty­czy ca­łej ro­dziny, wy­bierz­cie i za­kre­śl­cie roz­wią­za­nie, na które wszy­scy się zga­dzają. Je­śli na­to­miast do­ty­czy tylko jed­nej osoby, wów­czas ona do­ko­nuje wy­boru naj­bar­dziej od­po­wia­da­ją­cego jej roz­wią­za­nia. Cza­sem, gdy ro­dzina nie może dojść do kon­sen­susu, warto odło­żyć szu­ka­nie roz­wią­zań da­nego pro­blemu do ko­lej­nego spo­tka­nia. Po wy­bra­niu roz­wią­za­nia daj­cie so­bie ty­dzień na jego prze­te­sto­wa­nie w prak­tyce. Za­kre­śla­jąc wy­brane roz­wią­za­nie, ła­two jest je w przy­szło­ści od­na­leźć w ze­szy­cie i na ko­lej­nym spo­tka­niu po­dzie­lić się re­flek­sjami do­ty­czą­cymi jego sku­tecz­no­ści.

4. Pla­no­wa­nie z ka­len­da­rzem w ręku

Wielu ak­tyw­nych za­wo­dowo ro­dzi­ców do­jeż­dża do pracy znacz­nie od­da­lo­nej od domu. Chaos po­ja­wia się, kiedy dzieci w ostat­niej chwili in­for­mują ro­dzi­ców o róż­nych wy­da­rze­niach, w któ­rych chcia­łyby, aby­ście jako ro­dzice w ja­kiś spo­sób uczest­ni­czyli (np. jako widz lub kie­rowca). Więk­szość z ta­kich nie­prze­wi­dzia­nych sy­tu­acji można za­pi­sać wcze­śniej w ka­len­da­rzu ro­dzin­nym, je­śli pro­ces pla­no­wa­nia sta­nie się nie­od­łączną czę­ścią spo­tkań ro­dzin­nych. Wszy­scy człon­ko­wie ro­dziny mogą się wcze­śniej przy­go­to­wać i opo­wie­dzieć, co się bę­dzie działo w ich ży­ciu w ko­lej­nym ty­go­dniu. Je­śli pewne wy­da­rze­nia się po­kry­wają, ktoś inny może słu­żyć sa­mo­cho­dem lub obec­no­ścią. Dzięki wspól­nemu pla­no­wa­niu ła­twiej też przy­go­to­wać dzieci na nie­miłe sy­tu­acje i po­móc im w ra­dze­niu so­bie z roz­cza­ro­wa­niem, gdy ro­dzic lub ro­dzice nie mogą być obecni na aka­de­mii lub me­czu. To nie­zwy­kła oka­zja dla człon­ków ro­dziny do dba­nia o po­trzeby wła­sne i in­nych.

5. Pla­no­wa­nie ty­go­dnio­wego ja­dło­spisu

Za­pra­co­wani ro­dzice naj­czę­ściej uty­skują na pro­blemy zwią­zane z po­sił­kami i nie mają na my­śli tylko czasu, który trzeba po­świę­cać na go­to­wa­nie. Wy­zwa­niem jest przede wszyst­kim ro­dzaj po­traw oraz po­sia­da­nie po­trzeb­nych skład­ni­ków. Czyż miłą od­mianą nie by­łoby pla­no­wa­nie po­sił­ków tylko raz w ty­go­dniu oraz wy­mie­nia­nie się rolą osoby go­tu­ją­cej. Te­mat pla­no­wa­nia i przy­go­to­wa­nia po­sił­ków sprzyja ucze­niu dzieci współ­pracy oraz wno­sze­nia wkładu. Na­wet bar­dzo małe dzieci mogą uczest­ni­czyć (oczy­wi­ście z po­mocą star­szego ro­dzeń­stwa lub do­ro­słych) w przy­go­to­wa­niach ła­twych po­traw, ta­kich jak zupa i grzanki z se­rem, sa­łatka wa­rzywna czy lody. Uwzględ­nie­nie dzieci w pla­no­wa­niu po­sił­ków i go­to­wa­niu przy­nosi nie­zwy­kły re­zul­tat - mniej­sze gry­ma­sze­nie przy je­dze­niu i do­ce­nie­nie pracy in­nych człon­ków ro­dziny. Po­chy­le­nie się nad tym wy­zwa­niem pod­czas spo­tkań ro­dzin­nych eli­mi­nuje chaos oraz stres spo­wo­do­wany bra­kiem pla­no­wa­nia. Sprzyja też re­ali­za­cji ma­rze­nia o zdro­wych, do­mo­wych po­sił­kach. Po­ni­żej za­miesz­czamy przy­kła­dowy plan ty­go­dnio­wego ro­dzin­nego ja­dło­spisu. Je­śli ważna jest dla was spon­ta­nicz­ność oraz wyj­ścia do re­stau­ra­cji, pro­po­nu­jemy prze­zna­czyć na to week­endy.

TY­GO­DNIOWY JA­DŁO­SPIS RO­DZINNY

Ku­charz

Zupa

Da­nie główne

Sa­łatka

De­ser

Po­nie­dzia­łek

Wto­rek

Środa

Czwar­tek

Pią­tek

So­bota

Nie­dziela

Pod­czas spo­tkań ro­dzin­nych ko­rzy­staj­cie z pu­stych for­mu­la­rzy ty­go­dnio­wego ro­dzin­nego ja­dło­spisu, by każdy czło­nek ro­dziny mógł mieć wkład w jego po­wsta­nie. Każda osoba w ro­dzi­nie przy­naj­mniej raz w ty­go­dniu może być od­po­wie­dzialna za wie­czorny po­si­łek. (Je­śli masz tylko jedno dziecko, któ­remu można po­wie­rzyć przy­go­to­wa­nie po­siłku, po­zo­stałe dwa wie­czory za­go­spo­da­ruj­cie, za­ma­wia­jąc je­dze­nie na wy­nos lub do­ja­da­jąc resztki itp.). Po­święć­cie kilka mi­nut na to, by usta­lić i za­pi­sać na pla­nie, kto i w ja­kie dni przy­go­to­wuje je­dze­nie. Na spo­tka­nie ro­dzinne przy­go­tuj­cie książki ku­char­skie, cza­so­pi­sma z prze­pi­sami lub ich wy­druki z in­ter­netu. Niech każdy wy­bie­rze do przy­go­to­wa­nia swoje ulu­bione lub nowe po­trawy. Znajdź­cie spo­sób na spi­sa­nie ulu­bio­nych prze­pi­sów i stwo­rze­nie ro­dzin­nej książki ku­char­skiej. Mo­że­cie rów­nież stwo­rzyć stronę in­ter­ne­tową lub blog i tam je umie­ścić.

Je­ste­śmy prze­ko­nani, że w tej wła­śnie chwili wielu z was my­śli: "Chyba żar­tuj­cie! Kiedy miał­bym zna­leźć czas, by za­brać wszyst­kich do sklepu, na­uczyć dzieci (i part­nera!) go­to­wać, nad­zo­ro­wać go­tu­jące dzieci i jesz­cze na do­da­tek two­rzyć ro­dzinną książkę ku­char­ską? Jak pra­gnę zdro­wia, praca jest znacz­nie mniej stre­su­jąca! Szyb­ciej bę­dzie zro­bić to sa­memu!". I pew­nie ma­cie ra­cję, ale tylko na krótką metę. Po­zy­tywna Dys­cy­plina nie jest szyb­kim środ­kiem za­rad­czym, jest na­to­miast nie­zwy­kle sku­tecz­nym po­dej­ściem, je­śli cho­dzi o ucze­nie dzieci umie­jęt­no­ści ży­cio­wych i spo­łecz­nych po­trzeb­nych do sta­nia się za­rad­nym, szczę­śli­wym i umie­ją­cym od­na­leźć się w spo­łe­czeń­stwie czło­wie­kiem. Je­śli na­prawdę lu­bisz go­to­wa­nie i jed­no­cze­śnie chciał­byś, by twoje dzieci rów­nież przy­swo­iły so­bie tę ważną umie­jęt­ność, mo­żesz przy­naj­mniej przez je­den ty­dzień w mie­siącu od­dać pa­łeczkę w kuchni po­zo­sta­łym człon­kom ro­dziny. Znajdź­cie roz­wią­za­nie, które bę­dzie słu­żyć to­bie i two­jej ro­dzi­nie. I pa­mię­taj, że wa­szym ce­lem nie jest per­fek­cja!

6. Ro­dzinna przy­jem­ność oraz de­ser

Każde spo­tka­nie ro­dzinne warto za­koń­czyć wspólną przy­jemną ak­tyw­no­ścią. Z młod­szymi dziećmi można po­ba­wić się w cho­wa­nego, a ze star­szymi po­grać w plan­szówki lub obej­rzeć film, chru­piąc po­pcorn. De­ser można po­dać w trak­cie lub po tej ak­tyw­no­ści. Ważne, że ten czas za­li­cza się do przy­jem­nego czasu ro­dzin­nego. W ten spo­sób two­rzy­cie ro­dzinne tra­dy­cje, wzmac­nia­jąc więzi i bu­du­jąc u dzieci - tak, ma­cie ra­cję - po­czu­cie przy­na­leż­no­ści i zna­cze­nia! Pa­mię­taj jed­nak, że przy­jemne ak­tyw­no­ści na ko­niec spo­tka­nia ro­dzin­nego są tylko jed­nym z ele­men­tów wspól­nego czasu. Szu­ka­cie oka­zji, by w ciągu ty­go­dnia było ich jak naj­wię­cej. W ro­dzin­nym ży­ciu do­świad­czy­cie wiele ta­kich chwil, kiedy uda się wam or­ga­ni­zo­wać spo­tka­nia i usta­lić plan po­sił­ków, zjeść wspól­nie de­ser i jesz­cze zro­bić coś przy­jem­nego. Zda­rzą się też ta­kie mo­menty, gdy nie bę­dzie czasu na te przy­jemne ak­tyw­no­ści po spo­tka­niach ro­dzin­nych, a na­wet same spo­tka­nia wy­padną z planu. Pew­nie nie­kiedy bę­dzie­cie tak za­jęci pracą, że le­dwo zdą­ży­cie zo­ba­czyć dzieci przed snem. Nie warto ro­bić so­bie z tego po­wodu wy­rzu­tów. Ważna jest ela­stycz­ność i kre­atyw­ność. Ro­dzice, któ­rzy czę­sto po­dró­żują służ­bowo, mogą ko­rzy­stać z na­rzę­dzi do wi­de­oro­zmów lub po pro­stu prze­su­wać spo­tka­nia ro­dzinne na inne dni. Wszystko, co ro­bimy i mó­wimy, ma wpływ na to, ja­kie prze­ko­na­nia zbu­dują so­bie dzieci i czego się od nas na­uczą. Cza­sem mogą na­uczyć się po pro­stu, jak na­leży usta­lać prio­ry­tety i za­cho­wać spo­kój w chwi­lach wzmo­żo­nego stresu i cha­osu!

Stwo­rze­nie ro­dzin­nego ha­sła

Przy­jem­nym oraz waż­nym aspek­tem spo­tka­nia ro­dzin­nego, wzmac­nia­ją­cym po­czu­cie ro­dzin­nej przy­na­leż­no­ści, może być stwo­rze­nie ro­dzin­nego ha­sła. Tego ro­dzaju motto może w krótki i zwię­zły spo­sób mó­wić o tym, co w da­nej ro­dzi­nie jest istotne, i po­ka­zy­wać dzie­ciom ukryte war­to­ści, ta­kie jak współ­czu­cie i tro­ska, które w osta­tecz­nym roz­ra­chunku są waż­niej­sze niż to, co przy­cho­dzi szybko i ła­two. Wspólne two­rze­nie ro­dzin­nego ha­sła ozna­cza dla dzieci, że rów­nież one mogą być jego au­to­rami, a gdy kto­kol­wiek po­pełni błąd, za­wsze można się od­nieść do jego tre­ści. W jaki spo­sób? Po­wiedzmy, że wa­sze ha­sło brzmi: "Je­den za wszyst­kich i wszy­scy za jed­nego", za­tem gdy twoje naj­młod­sze dziecko od­ma­wia ro­dzeń­stwu po­mocy w sprzą­ta­niu, można mu je z sza­cun­kiem przy­po­mnieć.

TRE­NING DO­DAT­KO­WYCH UMIE­JĘT­NO­ŚCI SPO­ŁECZ­NYCH

W roz­dziale 7 pi­sa­li­śmy o tym, jak po­ma­ga­nie dzie­ciom w od­kry­wa­niu kon­se­kwen­cji ich wła­snych dzia­łań i de­cy­zji przy­czy­nia się do lep­szego po­zna­nia oso­bi­stej mocy. Jak ina­czej można jesz­cze wspie­rać dzieci w bu­do­wa­niu zdro­wego po­czu­cia au­to­no­mii?

Świa­doma nie­od­po­wie­dzial­ność

Chcąc na­uczyć dzieci od­po­wie­dzial­no­ści, sam mo­żesz wy­brać by­cie "świa­do­mie nie­od­po­wie­dzial­nym". Nie­kiedy ro­dzice po­świę­cają mnó­stwo czasu i ener­gii, by brać od­po­wie­dzial­ność za wła­sne dzieci. Na­sta­wiają dla nich bu­dzik, bu­dzą rano do szkoły, nie­ustan­nie przy­po­mi­nają o ubra­niu się i umy­ciu, zje­dze­niu śnia­da­nia, zna­le­zie­niu bu­tów, za­pa­ko­wa­niu ple­caka, pa­mię­ta­niu o za­bra­niu dru­giego śnia­da­nia, a na ko­niec i tak pod­wożą je do szkoły, bo spóź­niły się na au­to­bus. Ten sys­tem nie działa na ko­rzyść dzieci, choć ta­kie spra­wia wra­że­nie. W rze­czy­wi­sto­ści wcale nie przy­nosi nic do­brego, bo dzieci nie uczą się sa­mo­dy­scy­pliny i nie mają mo­ty­wa­cji do zmiany, a czę­sto na­wet stają się znie­chę­cone i prze­stają wie­rzyć we wła­sne kom­pe­ten­cje. Ich ro­dzice zaś za­czy­nają gde­rać, od­czu­wają fru­stra­cję i ogromne znie­chę­ce­nie. (W tym miej­scu mo­żesz za­sta­no­wić się, czy po­dobna dy­na­mika cha­rak­te­ry­zuje twoje re­la­cje z ko­le­gami w pracy lub z part­ne­rem w domu. Je­śli nie­ustan­nie przej­mu­jesz kon­trolę, do czego za­chęca to in­nych?).

Chcąc być świa­do­mie nie­od­po­wie­dzial­nym, uświa­dom dzie­ciom, co po­tra­fią ro­bić sa­mo­dziel­nie, a po­tem prze­stań to za nie ro­bić. Nie na­sta­wiaj bu­dzika, nie przy­po­mi­naj o ubra­niu się i zje­dze­niu śnia­da­nia. Do­świad­cza­nie na­tu­ral­nych kon­se­kwen­cji zwy­kle pro­wa­dzi do więk­szej od­po­wie­dzial­no­ści. Gdy prze­brną przez po­cząt­kowy - cza­sem nie­przy­jemny - etap ucze­nia się no­wych umie­jęt­no­ści, za­pewne do­ce­nią swoje zwięk­sza­jące się kom­pe­ten­cje oraz zbu­dują więk­szą pew­ność sie­bie. To świetny spo­sób na po­zy­tywne do­świad­cza­nie oso­bi­stej mocy. A je­śli ich za­cho­wa­nie nie ule­gnie po­pra­wie? Po pierw­sze bądź cier­pliwy. Je­śli do tej pory wszystko ro­bi­łeś za nie, mi­nie tro­chę czasu, za­nim od­uczą się nie­kon­struk­tyw­nych za­cho­wań. Po­dob­nie prze­cież rzecz ma się z tobą! Je­śli jed­nak na­dal nic się nie bę­dzie zmie­niać, przy­czyny warto po­szu­kać głę­biej. Przej­rzyj raz jesz­cze Ta­belę Błęd­nych Stra­te­gii, być może ona pod­po­wie ci, dla­czego twoje dzieci nie re­agują na zmianę w twoim za­cho­wa­niu.

Za­rzą­dza­nie pie­niędzmi

Na­uka za­rzą­dza­nia pie­niędzmi jest ko­lej­nym waż­nym ele­men­tem bu­do­wa­nia od­po­wie­dzial­no­ści oraz po­czu­cia we­wnętrz­nej mocy. Przy oka­zji otrzy­my­wa­nia kie­szon­ko­wego dzieci mogę przy­swoić so­bie wiele cen­nych lek­cji na te­mat pie­nię­dzy. Jed­nak pie­nią­dze nie po­winny sta­no­wić ani formy kary, ani na­grody, gdyż w ten spo­sób stają się na­rzę­dziem walki, ze­msty oraz ma­ni­pu­la­cji. Obo­wiązki są te­ma­tem osob­nym, nie­zwią­za­nym z kie­szon­ko­wym. Kiedy dzie­ciom brak­nie pie­nię­dzy, nie na­leży ich ra­to­wać, do­star­cza­jąc do­dat­ko­wych fun­du­szy. Warto na­uczyć się od­ma­wiać z sza­cun­kiem i god­no­ścią. Po­maga w tym by­cie życz­li­wym i sta­now­czym, bo dzięki temu można oka­zać em­pa­tię i jed­no­cze­śnie nie pod­su­wać go­to­wych i ła­twych roz­wią­zań. Można po­wie­dzieć na przy­kład: "Ro­zu­miem, że je­steś roz­cza­ro­wany, bo nie star­czy ci pie­nię­dzy na pój­ście na mecz". A po­tem za­ofe­ro­wać po­moc w pla­no­wa­niu wy­dat­ków w przy­szło­ści, ale nie da­wać rad na siłę. Inną opcją jest rów­nież za­ofe­ro­wa­nie po­życzki i prze­dys­ku­to­wa­nie wa­run­ków jej spłaty (to nie to samo co ra­to­wa­nie!). Mo­że­cie usta­lić plan spłat i wiel­kość kwoty, o jaką każ­do­ra­zowo bę­dzie po­mniej­szane kie­szon­kowe, lub stwo­rzyć li­stę spe­cjal­nych prac, któ­rych wy­ko­na­nie po­mniej­szy dług lub przy­czyni się do za­ro­bie­nia więk­szej ilo­ści pie­nię­dzy na co­dzienne wy­datki. Ko­lej­nych po­ży­czek warto udzie­lać do­piero wtedy, gdy po­przed­nie zo­staną spła­cone.

Do­brym po­my­słem jest też usta­le­nie za­sad typu: "Kie­szon­kowe bę­dzie wy­pła­cane raz w ty­go­dniu pod­czas spo­tkań ro­dzin­nych. Je­śli pie­nią­dze skoń­czą ci się wcze­śniej, bę­dziesz mieć oka­zję po­czuć, jak to jest, i za­sta­no­wić się, co mo­żesz w ta­kiej sy­tu­acji zro­bić: po­ra­dzić so­bie bez nich lub na przy­kład zna­leźć za­da­nie, które przy­nie­sie ci do­dat­kowe fun­du­sze". Raz na ja­kiś czas (na pół roku albo rok) więk­szość ro­dzi­ców pod­wyż­sza war­tość kie­szon­ko­wego. To świetny mo­ment, by roz­ma­wiać z dziećmi o tym, na co prze­zna­czą do­dat­kowe fun­du­sze, albo pro­sić je o wy­ja­śnie­nie, dla­czego po­trze­bują ich wię­cej. Nie­które ro­dziny kul­ty­wują zwięk­sza­nie kie­szon­ko­wego co­rocz­nie na uro­dziny dzieci. Spo­tka­nia ro­dzinne sta­no­wią wspa­niałą oka­zję do roz­mów o do­świad­cze­niach ro­dzi­ców z pie­niędzmi - o ich błę­dach i wy­cią­gnię­tych wnio­skach (mo­ra­li­zo­wa­nia na­leży uni­kać jak ognia!). Szcze­rość i do­bra za­bawa to pod­stawa bu­do­wa­nia at­mos­fery sprzy­ja­ją­cej na­uce. Można za­chę­cać dzieci do dzie­le­nia się wła­snymi wnio­skami i wspie­rać je w ucze­niu się, za­da­jąc py­ta­nia pełne cie­ka­wo­ści, uła­twia­jące zro­zu­mie­nie tego, co się stało, co spo­wo­do­wało, że to się stało, czego się dzięki temu na­uczyły i jak wy­ko­rzy­stają tę wie­dzę na przy­szłość. Ta­kie po­dej­ście spraw­dza się, je­śli dzieci wcze­śniej wy­rażą zgodę na za­ję­cie się ich do­świad­cze­niami oraz gdy fak­tycz­nie je­steś cie­kaw ich per­spek­tywy. Prze­my­ca­nie ro­dzi­ciel­skich po­rad pod przy­krywką cie­ka­wo­ści nie jest sku­teczne.

SU­GE­STIE DO­TY­CZĄCE PIE­NIĘ­DZY W ZA­LEŻ­NO­ŚCI OD WIEKU

Wiek

Wy­tyczne

2-4

Po­da­ruj dziecku skar­bonkę. Każ­dego roku da­waj mu nieco wię­cej pie­nię­dzy. Od czasu do czasu do mo­net mo­żesz do­rzu­cić bank­not. Ma­lu­chy uwiel­biają wrzu­cać pie­niążki do skar­bonki i w ten spo­sób zu­peł­nie nie­świa­do­mie wy­ra­biają w so­bie na­wyk oszczę­dza­nia.

4-6

Po­proś dziecko, by za­brało swoją świnkę, i za­pro­wadź je do banku. Otwórz mu ra­chu­nek oszczęd­no­ściowy za­si­lany z jego wła­snych oszczęd­no­ści. Re­gu­lar­nie do­ko­nuj­cie ko­lej­nych wpłat. Miło jest pa­trzeć, jak ro­śnie saldo. W tym okre­sie mo­żesz za­su­ge­ro­wać po­sia­da­nie dwóch skar­bo­nek: jed­nej za­wie­ra­ją­cej fun­du­sze do wpłat na konto, a dru­giej z pie­niędzmi na bie­żące przy­jem­no­ści.

6-14

Za­pla­nuj­cie roz­mowę, pod­czas któ­rej usta­li­cie, ile dziecko po­trze­buje pie­nię­dzy i ile prze­zna­czy na oszczęd­no­ści, a ile na co­ty­go­dniowe po­trzeby, ta­kie jak prze­ką­ski, sło­dy­cze i przy­jem­no­ści. Mo­żesz rów­nież za­chę­cić dziecko do prze­zna­cza­nia czę­ści pie­nię­dzy na or­ga­ni­za­cje cha­ry­ta­tywne i do zna­le­zie­nia spo­sobu, by do­ro­bić do kie­szon­ko­wego (wy­ko­na­nie kar­tek oko­licz­no­ścio­wych sprze­da­wa­nych ro­dzi­nie czy sprzą­ta­nie li­ści).

14-18

W kie­szon­ko­wym uwzględ­nij rów­nież pie­nią­dze na ubra­nia, aby na­sto­la­tek uczył się pla­no­wać. Dzieci, które od wcze­snych lat wdra­żają się do dys­po­no­wa­nia wła­snymi fun­du­szami, mogą otrzy­mać do­dat­kowe pie­nią­dze na odzież znacz­nie wcze­śniej. Na po­czątku za­miast da­wać im fi­zycz­nie pie­nią­dze, po­wiedz, jaka jest cał­ko­wita suma, którą mogą prze­zna­czyć na ubra­nia, a po­tem odej­muj ich wy­datki od cał­ko­wi­tej otrzy­my­wa­nej przez nich kwoty. Szybko prze­ko­nają się, że je­śli wy­da­dzą zbyt dużo na kilka sztuk odzieży, nie będą miały wy­star­cza­ją­cych fun­du­szy na kupno wszyst­kich po­trzeb­nych im ele­men­tów gar­de­roby.

Plany obo­wiąz­ków

Wszyst­kie znane nam ro­dziny, bez względu na ro­dzaj i formę za­trud­nie­nia ro­dzi­ców, skrążą się na pro­blemy zwią­zane z wy­ko­ny­wa­niem obo­wiąz­ków. Ro­dzice po­peł­niają mnó­stwo róż­nych błę­dów, które skut­kują bra­kiem współ­pracy a na­wet bun­tem na ro­dzin­nym po­kła­dzie. Zo­sta­wiają kartki z li­stą za­dań do zro­bie­nia i ocze­kują, że zo­staną wy­ko­nane przed ich po­wro­tem do domu. Kiedy rze­czy­wi­stość nie po­krywa się z ich wy­obra­że­niem, ucie­kają się do słow­nych upo­mnień, kry­tyki oraz oskar­żeń. Cza­sem usi­łują wy­eg­ze­kwo­wać wy­ko­ny­wa­nie obo­wiąz­ków, sto­su­jąc kary lub ode­bra­nie przy­wi­le­jów. Nie­kiedy zaś prze­ku­pują dzieci, które fak­tycz­nie czują się za­chę­cone wtedy do współ­pracy, ale tylko na krótką chwilę. Żadna z tych tak­tyk nie działa na dłuż­szą metę i nie uczy dzieci od­po­wie­dzial­no­ści.

Spo­tka­nia ro­dzinne sta­no­wią wspa­niałą oka­zję do two­rze­nia pla­nów obo­wiąz­ków dla ca­łej ro­dziny - przy­po­mi­nają one plany po­ran­ków i wie­czo­rów opi­sane wcze­śniej. Roz­mowa na te­mat obo­wiąz­ków oraz pla­no­wa­nie ich wy­ko­na­nia może nie być roz­wią­za­niem wszyst­kich bo­lą­czek, ale przy­nosi wię­cej ko­rzy­ści w dłuż­szej per­spek­ty­wie niż ja­kie­kol­wiek kary. Po­nadto uczy od­po­wie­dzial­no­ści, po­dej­mo­wa­nia de­cy­zji oraz roz­wią­zy­wa­nia pro­ble­mów. Pewna mama opo­wie­działa nam z dozą nie­po­koju, że pod­czas spo­tka­nia ro­dzin­nego jej ro­dzina stwo­rzyła plan obo­wiąz­ków i przez ty­dzień dzieci fak­tycz­nie się do niego sto­so­wały. Nie­stety, po tym cza­sie po­wró­ciły do swo­ich wcze­śniej­szych nie­od­po­wied­nich za­cho­wań. Na py­ta­nie, czy zna­la­zła inny spo­sób, by za­chę­cić dzieci do wy­ko­ny­wa­nia obo­wiąz­ków przy­naj­mniej przez ty­dzień, od­po­wie­działa prze­cząco. Za­tem do­ra­dzi­li­śmy jej, by ro­biła to, co działa. Na­wet je­śli mia­łaby usta­lać plan obo­wiąz­ków co ty­dzień, po­dob­nie jak Jane w hi­sto­rii z po­czątku roz­działu, to prze­cież co­ty­go­dniowe usta­le­nia były lep­sze niż co­dzienne na­po­mi­na­nie, które nie przy­no­siło żad­nych re­zul­ta­tów.

Dzieci po­tra­fią wy­ka­zać się nie­zwy­kłą kre­atyw­no­ścią, pod wa­run­kiem że daje im się ku temu oka­zje i trak­tuje z sza­cun­kiem. Po­proś dzieci o po­my­sły, jak roz­wią­zać pro­blem wy­ko­ny­wa­nia obo­wiąz­ków. A po­tem spy­taj po­now­nie! Do­znasz mi­łego za­sko­cze­nia, gdy wy­trwasz przy tym te­ma­cie i dasz dzie­ciom wię­cej czasu na ucze­nie się i roz­wią­zy­wa­nie pro­ble­mów w prak­tyce. Po­czują się dumne z sie­bie i swo­jej zdol­no­ści do wno­sze­nia wkładu, a ty prze­ka­żesz dzie­ciom od­po­wie­dzial­ność za wiele rze­czy do wy­ko­na­nia, co bę­dzie dla cie­bie re­al­nym wspar­ciem w co­dzien­no­ści! Za­dbaj o to, by wcze­śniej po­roz­ma­wiać o tym, że w wa­szej ro­dzi­nie sto­su­je­cie po­dej­ście wspie­ra­nia się na­wza­jem i ak­cep­ta­cji róż­nych spo­so­bów wy­ko­ny­wa­nia obo­wiąz­ków. Za­równo do­ro­śli jak i dzieci mu­szą po­wstrzy­mać się od kry­tyki, a za­miast tego pod­rzu­cać kon­struk­tywne po­my­sły, jak można uspraw­nić wy­ko­ny­wa­nie da­nego obo­wiązku i sku­tecz­nie do­pro­wa­dzać go do końca.

Ważny jest po­stęp, a nie per­fek­cja. Oto nie­które z po­my­słów na po­ra­dze­nie so­bie z te­ma­tem obo­wiąz­ków do­mo­wych stwo­rzone przez dzieci Jane Nel­sen:

1. Wy­cią­ga­nie dwóch obo­wiąz­ków ze sło­ika na ty­dzień.

2. Stwo­rze­nie "koła for­tuny" z obo­wiąz­kami. Dzieci kręcą ko­łem obo­wiąz­ków dwa razy i w ten spo­sób lo­sują dwa obo­wiązki na dany ty­dzień.

3. Stwo­rze­nie planu obo­wiąz­ków z dwoma okien­kami/prze­gród­kami dla każ­dego dziecka ("do wy­ko­na­nia" i "wy­ko­nane"). Każde dziecko otrzy­muje ze­staw kar­te­czek z ry­sun­kami lub opi­sem obo­wiąz­ków. Naj­pierw wę­drują one do prze­gródki "do wy­ko­na­nia" i zo­stają tam do czasu wy­ko­na­nia przez dziecko da­nej czyn­no­ści, a na­stęp­nie prze­no­szone są do prze­gródki "wy­ko­nane".

Po­zy­tywna Dys­cy­plina w dzia­ła­niu

Mark, sa­mo­dzielny oj­ciec, nie­na­wi­dził dnia pra­nia. Ubra­nia jego córki rzadko tra­fiały do ko­sza z bie­li­zną, więc przy­zwy­czaił się do szu­ka­nia brud­nych rze­czy w jej sza­fie i pod łóż­kiem. Dzie­się­cio­let­nia Gwen upra­wiała wiele spor­tów i zro­lo­wane, wil­gotne skar­petki zo­sta­wiała, gdzie po­pad­nie. Mark nie cier­piał wy­wi­ja­nia ich na prawą stronę. Wy­pró­bo­wał już wszystko: ka­za­nia, groźby i zo­sta­wia­nie ogrom­nych kup brud­nych ubrań na pod­ło­dze w jej po­koju. Gwen po­zo­sta­wała nie­wzru­szona w swoim zwy­czaju, na­dal roz­rzu­ca­jąc czę­ści gar­de­roby w róż­nych czę­ściach miesz­ka­nia.

W re­zul­ta­cie Mark zwy­kle się pod­da­wał, zbie­rał ubra­nia po ca­łym domu i wkła­dał do pralki. Pew­nego wie­czoru ogrom­nie już sfru­stro­wany zwie­rzył się z tych trud­no­ści zna­jo­memu. "Dla­czego wła­ści­wie to ro­bisz?" - pa­dło py­ta­nie. Mark od­krył, że nie ma na nie do­brej od­po­wie­dzi. Za­cho­wa­nie Gwen słu­żyło Gwen te­raz, ale je­śli w przy­szło­ści ma miesz­kać sama, to chyba po­winna się na­uczyć, jak ra­dzić so­bie z pra­niem.

Mark wpi­sał ten pro­blem na li­stę te­ma­tów do roz­wią­za­nia pod­czas spo­tkań ro­dzin­nych.

- Wiesz Gwen, je­stem sfru­stro­wany szu­ka­niem two­ich brud­nych ubrań i roz­dzie­le­niem nie­świe­żych skar­pet. Czy masz ja­kieś po­my­sły, jak mo­żemy so­bie z tym po­ra­dzić?

Gwen wy­da­wała się cał­ko­wi­cie nie­za­in­te­re­so­wana te­ma­tem.

- W ta­kim ra­zie od tej pory - kon­ty­nu­ował Mark życz­li­wie - będę prał tylko to, co znaj­dzie się w ko­szu na pra­nie, a je­śli wło­żysz tam zro­lo­wane lub wy­wi­nięte na lewą stronę skar­petki, to wła­śnie tak je wy­piorę. Wy­pra­nie rze­czy, które nie znajdą się w ko­szu, bę­dzie twoim obo­wiąz­kiem. Po­każę ci, jak ob­słu­gi­wać pralkę i su­szarkę.

Gwen spoj­rzała na tatę, prze­wra­ca­jąc oczami.

- Jak chcesz - po­wie­działa, wzru­sza­jąc ra­mio­nami.

Mark za­ci­snął zęby z za­mia­rem wy­trwa­nia w swym po­sta­no­wie­niu. Tak jak się spo­dzie­wał, pro­blemy po­ja­wiły się w po­nie­dzia­łek rano, gdy Gwen wpa­ro­wała do jego po­koju z py­ta­niem:

- Tato, gdzie jest moja ko­szulka Aber­com­bie? Chcę ją za­ło­żyć!

- Nie wiem - zgod­nie z prawdą od­parł Mark. - Czy była w ko­szu na pra­nie?

- Nie wiem - par­sk­nęła Gwen. - Nie wiem, jak ro­bić pra­nie. Za­wsze to ty je ro­bi­łeś!

Wró­ciła do swo­jego po­koju. Ko­szulka zna­la­zła się za biur­kiem.

- Hmm, wi­dzę dwie opcje: albo za­ło­żysz ją brudną, albo po po­łu­dniu zro­bisz pra­nie - po­wie­dział Mark współ­czu­ją­cym to­nem i wy­szedł z po­koju, by do­koń­czyć się ubie­rać. Sły­szał, jak Gwen mru­czy coś pod no­sem, ale oparł się po­ku­sie ura­to­wa­nia jej i roz­wią­za­nia za nią tego pro­blemu. Tego wie­czoru, gdy Mark przy­rzą­dzał obiad, Gwen przy­szła do kuchni i oparła się o blat.

- Prze­pra­szam za dzi­siej­szy po­ra­nek - po­wie­działa. - Tro­chę mnie po­nio­sło. Czy mógł­byś raz jesz­cze po­ka­zać mi, jak wsta­wiać pra­nie? Zna­la­złam swoje naj­lep­sze je­ansy pod łóż­kiem.

Mark uśmiech­nął się.

- Pew­nie! Mam pro­po­zy­cję. Te­raz po­każę ci, jak zro­bić spa­ghetti. W tym cza­sie mo­żesz opo­wie­dzieć mi o swoim dniu, a po­tem raz jesz­cze zaj­miemy się pralką i su­szarką.

Wraz z upły­wem czasu Mark od­kry­wał, że po­mimo zda­rza­ją­cych się od czasu do czasu kłótni na te­mat obo­wiąz­ków ucze­nie Gwen róż­nych umie­jęt­no­ści oraz jego wiara w to, że so­bie po­ra­dzi, po­mo­gło im oby­dwojgu. On był mniej zrzę­dliwy, a dziew­czynce spra­wiała sa­tys­fak­cję umie­jęt­ność za­rzą­dze­nia wła­snym ży­ciem. Pro­ces wy­ma­gał ener­gii i cier­pli­wo­ści obu stron, ale myśl o dłu­go­fa­lo­wych ko­rzy­ściach była warta tego za­chodu.

NA­RZĘ­DZIA PO­ZY­TYW­NEJ DYS­CY­PLINY

W tym roz­dziale omó­wi­li­śmy jedno z pod­sta­wo­wych i naj­sku­tecz­niej­szych na­rzę­dzi Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny, czyli spo­tka­nia ro­dzinne. To ka­mień wę­gielny tego po­dej­ścia. Oczy­wi­ście po­mię­dzy spo­tka­niami można uży­wać in­nych waż­nych na­rzę­dzi, które wzmac­niają przy­swa­ja­nie po­żą­da­nych umie­jęt­no­ści.

Kon­cen­tra­cja na roz­wią­za­niach

Pod­czas spo­tkań ro­dzin­nych oraz w in­nych mo­men­tach ży­cia ro­dzin­nego ważne jest, by kon­cen­tro­wać się na roz­wią­za­niach, a nie na szu­ka­niu win­nych. Je­śli tylko dzie­ciom stwo­rzy się oka­zję do szu­ka­nia roz­wią­zań, ich kre­atyw­ność i po­my­sło­wość za­ska­kują. Za­wsze za­czy­naj od ja­snego zde­fi­nio­wa­nia pro­blemu. Po­tem, pod­czas bu­rzy mó­zgów, ge­ne­ruj­cie jak naj­więk­szą liczbę roz­wią­zań. Wy­bie­raj­cie ta­kie, które wszy­scy ak­cep­tują. Te­stuj­cie je przez ty­dzień. Po upły­wie ty­go­dnia po­roz­ma­wiaj­cie o tym, czy i jak za­dzia­łało. Je­śli się nie spraw­dziło, raz jesz­cze przejdź­cie cały pro­ces.

Po­czu­cie hu­moru

Hu­mor po­maga ro­dzi­com i dzie­ciom roz­luź­nić się. Pa­mię­taj­cie o tym, żeby się śmiać i do­brze ba­wić! Wy­ko­rzy­stuj za­bawy, by uła­twiać wy­ko­ny­wa­nie obo­wiąz­ków: "Oto nad­cho­dzi po­twór Ła­skot, by poj­mać dzieci, które nie sprzą­tają za­ba­wek". Gdy dzieci się kłócą, ła­god­nie wejdź z nimi w kon­takt fi­zyczny i rzuć ha­sło: "Kto się wdra­puje na tatę/mamę?!". Wy­ko­rzy­stuj hu­mor ostroż­nie i z umia­rem i ni­gdy nie bądź sar­ka­styczny. Pa­mię­taj też, że w chwi­lach, gdy dziecko jest zde­ner­wo­wane, smutne lub przy­gnę­bione, hu­mor nie jest naj­lep­szym roz­wią­za­niem.

ĆWI­CZE­NIE

Zor­ga­ni­zuj i prze­pro­wadź pierw­sze spo­tka­nie ro­dzinne.

DO­DA­TEK 1. USU­WA­NIE USTE­REK

DWA­DZIE­ŚCIA NAJ­CZĘST­SZYCH RO­DZI­CIEL­SKICH WY­ZWAŃ I NA­RZĘ­DZIA, KTÓRE PO­MOGĄ SO­BIE Z NIMI RA­DZIĆ

W tej czę­ści opi­szemy dwa­dzie­ścia naj­częst­szych ro­dzi­ciel­skich wy­zwań (nie­ko­niecz­nie w ko­lej­no­ści ich waż­no­ści), o któ­rych zwy­kle mó­wią ro­dzice pod­czas na­szych warsz­ta­tów w róż­nych czę­ściach świata. Je­śli two­jego wy­zwa­nia nie ma na tej li­ście, po­szu­kaj po­dob­nego lub wróć do po­czątku książki i przy­po­mnij so­bie pięć kry­te­riów Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny opi­sa­nych w roz­dziale 2 - za­sta­nów się, jak mo­żesz w prak­tyce wpro­wa­dzić je do swo­jego ro­dzi­ciel­stwa. Ta­bela Błęd­nych Stra­te­gii, po­wtór­nie umiesz­czona w książce w Do­datku nr 2, jest rów­nież świet­nym na­rzę­dziem dia­gno­zu­ją­cym wy­zwa­nia i ocenę po­stę­pów. Pa­mię­taj, że nie ma jed­nego na­rzę­dzia, które można z suk­ce­sem za­sto­so­wać za­wsze i w przy­padku każ­dego dziecka. Dla­tego wła­śnie Po­zy­tywna Dys­cy­plina ofe­ruje ich tak wiele.

Wszyst­kie na­rzę­dzia Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny speł­niają pięć kry­te­riów Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny. Po­nadto ist­nieje też kilka pod­sta­wo­wych za­sad two­rzą­cych fun­da­ment tego po­dej­ścia. Za­nim za­an­ga­żu­jesz się w ja­kie­kol­wiek dzia­ła­nia ko­ry­gu­jące, spy­taj sa­mego sie­bie, czy twoje za­cho­wa­nie jest zgodne z tymi za­sa­dami: "Czy je­stem życz­liwy i sta­now­czy? Czy pa­mię­tam, by naj­pierw na­wią­zać re­la­cję, a do­piero po­tem na­pra­wić sy­tu­ację? Czy to roz­wią­za­nie za­chęci dziecko do współ­pracy? Czy wy­bie­ram roz­wią­za­nia krót­ko­ter­mi­nowe, czy ra­czej ta­kie, które wy­ma­gają tre­ningu da­ją­cego re­zul­taty w przy­szło­ści? Czy w pełni ro­zu­miem prze­ko­na­nie dziecka sto­jące za jego za­cho­wa­niem?". Ist­nieje wiele spo­so­bów, by po­móc dziecku po­czuć się le­piej, aby za­częło się le­piej za­cho­wy­wać. Na­rzę­dzia Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny nie są tech­ni­kami, a ra­czej na­rzę­dziami opar­tymi na pew­nych za­sa­dach. Tech­niki mają nie­zwy­kle wą­skie za­sto­so­wa­nie i zwy­kle nie spraw­dzają się na dłuż­szą metę. Za­sady opie­rają się na głęb­szych za­ło­że­niach i można wdro­żyć je w ży­cie na wiele róż­nych spo­so­bów.

Nie­któ­rzy ro­dzice uwa­żają, że sto­so­wa­nie tych me­tod po­chła­nia zbyt dużo czasu, ale je­śli się za­sta­no­wić, jest to bar­dziej kwe­stia przy­swo­je­nia no­wych umie­jęt­no­ści i zbu­do­wa­nia na­wy­ków niż czasu. Tyle samo czasu za­biera pra­wie­nie ka­zań, besz­ta­nie lub złosz­cze­nie się. Zmiana na­wy­ków oraz na­by­cie no­wych umie­jęt­no­ści jest trudne, do­póki nie sta­nie się ła­twe! W mię­dzy­cza­sie bądź wo­bec sie­bie życz­liwy. Wszyst­kim ro­dzi­com zda­rzają się gor­sze chwile, zwłasz­cza gdy są prze­mę­czeni i przy­tło­czeni co­dzien­no­ścią. Nie­ustan­nie przy­po­mi­naj so­bie o tym, że błędy są wspa­niałą oka­zją do na­uki. A po­niż­szych na­rzę­dzi uży­waj mą­drze i świa­do­mie - uczu­cia i in­ten­cje, które to­wa­rzy­szą ci w dzia­ła­niu, są rów­nie ważne jak samo dzia­ła­nie.

1. BRAK MO­TY­WA­CJI

Łam kod i od­kry­waj, skąd bie­rze się brak mo­ty­wa­cji u dziecka. Twoim prze­wod­ni­kiem będą błędne stra­te­gie za­cho­wa­nia. (Wię­cej in­for­ma­cji na ich te­mat znaj­dziesz w roz­dziale 6). Po­ma­gaj dziecku w kon­struk­tywny spo­sób zdo­by­wać uwagę, po­dej­mo­wać de­cy­zje, ra­dzić so­bie ze zra­nie­niem oraz otrzy­my­wać po­moc, kiedy ma po­czu­cie po­rażki. Wy­zwa­nie po­lega na tym, by prze­stać ro­bić to, co nie działa, i po­świę­cić czas na od­kry­cie, co bę­dzie za­chę­ca­jące za­równo dla cie­bie, jak i two­jego dziecka.

NARZĘ­DZIE: Za­chęta

Słynne stwier­dze­nie Ru­dolfa Dre­ikurs brzmi: "Dziecko, które nie­od­po­wied­nio się za­cho­wuje, to dziecko znie­chę­cone". Kiedy dzieci czują się za­chę­cone, nie­od­po­wied­nie za­cho­wa­nie znika. Za­chę­caj, na­wią­zu­jąc re­la­cję, a do­piero po­tem na­pra­wiaj sy­tu­ację (od­noś się do za­cho­wa­nia). Kon­cen­truj się na moc­nych stro­nach. Po­roz­ma­wiaj­cie o tym, co dziecku wy­cho­dzi i w czym od­nosi suk­cesy. Po­zwól, aby mó­wiło jako pierw­sze. Kiedy dziecko po­czuje się wzmoc­nione i za­chę­cone w ob­sza­rze swo­ich po­zy­ty­wów, mo­żesz przejść do ucze­nia go, jak za­rzą­dzać swo­imi sła­bo­ściami.

NARZĘ­DZIE: Py­ta­nia pełne cie­ka­wo­ści

Za­da­waj py­ta­nie roz­po­czy­na­jące się od "co" i "jak": "Jak mo­głoby to być dla cie­bie uży­teczne?", "Je­śli to zro­bisz, ja­kie mo­żesz mieć z tego ko­rzy­ści te­raz lub w przy­szło­ści?", "Co się sta­nie, jak tego nie zro­bisz i jak to na cie­bie wpły­nie?", "Gdy­byś to zro­bił, jaki mia­łoby to wpływ na in­nych?".

NARZĘ­DZIE: Na­tu­ralne kon­se­kwen­cje

Niech kon­se­kwen­cje staną się na­uczy­cie­lem. Je­śli dziecko się nie uczy, bę­dzie miało to od­zwier­cie­dle­nie w sła­bych oce­nach oraz prze­ga­pio­nych oka­zjach. Kiedy do­świad­czy kon­se­kwen­cji braku dzia­ła­nia, okaż dziecku em­pa­tię. Po­wstrzy­maj się od ko­men­ta­rzy w stylu "a nie mó­wi­łem". Za­da­waj py­ta­nia za­czy­na­jące się od "co" i "jak", aby stało się bar­dziej świa­dome przy­czyn i ich skut­ków, a na­stęp­nie po­móż mu za­pla­no­wać suk­ces w przy­szło­ści.

NARZĘ­DZIE: Po­ka­zuj, że wie­rzysz

Za­pew­nij dziecko, iż jest zdolne do do­brego wy­ko­na­nia da­nego za­da­nia lub pracy. Wspól­nie ustal­cie, czy ma wszyst­kie po­trzebne ma­te­riały oraz in­for­ma­cje, a po­tem po pro­stu miej wiarę w to, że zrobi, co do niego na­leży.

2. BRAK PO­CZU­CIA BEZ­PIE­CZEŃ­STWA LUB BRAK PEW­NO­ŚCI SIE­BIE

Dziecko, które nie wie­rzy, że jest zdolne i spraw­cze, być może nie spra­wia ci wielu pro­ble­mów za dnia, lecz prze­śla­duje cię w nocy, kiedy w końcu masz czas po­my­śleć o tym, jak nie­ustan­nie się pod­daje. W prze­ci­wień­stwie do dziecka, które mówi: "Nie po­tra­fię" tylko po to, by zdo­być twoją uwagę, dziecko po­słu­gu­jące się błędną stra­te­gią braku wiary na­prawdę w sie­bie nie wie­rzy. Mo­żesz mieć po­kusę, by ro­bić za nie wię­cej rze­czy, ale w ten spo­sób tylko wzmac­niasz jego nie­wiarę w sie­bie.

NARZĘ­DZIE: Złam kod

W przy­padku braku wiary w sie­bie prze­ko­na­nie dziecka brzmi: "Pod­daję się. Zo­staw mnie w spo­koju". Za­szy­fro­wany prze­kaz, który jest źró­dłem in­spi­ra­cji do za­chęty, to: "Nie spi­suj mnie na straty. Po­każ mi pierw­szy mały krok".

NARZĘ­DZIE: Małe kroki

Roz­kła­daj czyn­no­ści na małe kroki, aby dziecko mo­gło do­świad­czać suk­cesu. Mo­żesz na przy­kład po­wie­dzieć: "Ja na­ry­suję jedną po­łowę koła, a ty drugą" albo: "Ja wy­ko­nam pierw­sze dwa dzia­ła­nia w tym za­da­niu z al­ge­bry, a ty dwa ko­lejne". Dzieci szybko po­rzu­cają prze­ko­na­nie, że nie po­tra­fią, kiedy za­czy­nają do­świad­czać ma­łych suk­ce­sów.

NARZĘ­DZIE: Twórz oko­licz­no­ści sprzy­ja­jące osią­ga­niu suk­cesu

Aby two­rzyć oko­licz­no­ści sprzy­ja­jące osią­ga­niu suk­cesu, za­chę­caj do po­prawy, a nie per­fek­cji i bu­duj na za­in­te­re­so­wa­niach. Wspie­raj, gdy sprawy nie ukła­dają się zgod­nie z pla­nem: "Błędy są w po­rządku. Dzięki nim się uczymy" lub: "Pa­mię­tasz, jak było ci trudno, kiedy pró­bo­wa­łeś po raz pierw­szy. Te­raz idzie ci już bar­dzo do­brze".

NARZĘ­DZIE: Po­ka­zuj, że wie­rzysz

Je­śli ty nie wie­rzysz w swoje dziecko, jak ma samo na­uczyć się wiary we wła­sne siły i moż­li­wo­ści? Naj­sku­tecz­niej­szymi dzia­ła­niami po­ka­zu­ją­cymi dziecku, że w nie wie­rzysz, są dzia­ła­nia uni­ka­jące - uni­ka­nie nad­mier­nej kon­troli, uni­ka­nie ra­to­wa­nia, uni­ka­nie na­pra­wia­nia i uni­ka­nie przy­po­mi­na­nia (pra­wie­nia ka­zań).

NARZĘ­DZIE: Po­świę­caj czas na ucze­nie

Ucz umie­jęt­no­ści, nie wy­rę­czaj. Jak po­wie­dział Ru­dolf Dre­ikurs: "Mama, która nie­ustan­nie dziecku o czymś przy­po­mina i nie­po­trzeb­nie je wy­rę­cza, nie tylko od­biera dziecku jego od­po­wie­dzial­ność, ale uza­leż­nia od dziecka swoje po­czu­cie war­to­ści jako matka".

3. DZIECI NIE SŁU­CHAJĄ

Kiedy ro­dzice mó­wią: "Moje dziecko nie słu­cha", czę­sto mają na my­śli: "Moje dziecko nie jest po­słuszne". Więk­szość dzieci nie słu­cha ro­dzi­ców, po­nie­waż mó­wią zbyt dużo i sami swoim za­cho­wa­niem nie po­ka­zują, co to zna­czy słu­chać. Dzieci uczą się tego, czego do­świad­czają. Jak mogą na­uczyć się słu­cha­nia, je­śli ro­dzice nie po­ka­zują im, na czym to po­lega? Dzieci za­czną cię słu­chać, kiedy same zo­staną wy­słu­chane. Więk­szość dzieci znaj­duje spo­sób na "wy­łą­cze­nie się", gdy tylko ro­dzice prze­łą­czają się na tryb ro­dzi­ciel­skiego po­ucza­nia.

NARZĘ­DZIE: Słu­chaj

Za­uważ, jak czę­sto prze­ry­wasz, wy­ja­śniasz, bro­nisz swo­jej po­zy­cji, wy­gła­szasz ka­za­nia lub roz­ka­zu­jesz, kiedy twoje dziecko stara się z tobą po­roz­ma­wiać. Za­cznij słu­chać. Mo­żesz za­da­wać py­ta­nia: "Czy mo­żesz po­dać mi przy­kład? Coś jesz­cze?". Do­piero kiedy skoń­czy, mo­żesz za­py­tać, czy jest go­towe wy­słu­chać cie­bie. Do­piero gdy usły­szy­cie się na­wza­jem, mo­że­cie za­cząć szu­kać roz­wią­zań do­brych dla was dwojga.

NARZĘ­DZIE: Na­zwij i za­ak­cep­tuj uczu­cia

Na­ucz się na­zy­wać i ak­cep­to­wać uczu­cia dziecka, za­miast wy­gła­szać ty­rady do­ty­czące jego za­cho­wa­nia. Może cię to zdziwi, ale w ten spo­sób znacz­nie sku­tecz­niej za­chę­casz dziecko do zmiany za­cho­wa­nia.

NARZĘ­DZIE: Py­ta­nia pełne cie­ka­wo­ści

Ro­dzice mó­wią zbyt dużo. Mó­wią dzie­ciom, co się zda­rzyło, na­stęp­nie ja­kie były przy­czyny tych zda­rzeń, po­tem in­stru­ują je, co po­winny w związku z tym czuć i ro­bić. Lep­szą formą ko­mu­ni­ka­cji jest za­da­wa­nie py­tań, a na­stęp­nie słu­cha­nie od­po­wie­dzi. Można spy­tać dziecko, co się stało, co spo­wo­do­wało ta­kie a nie inne wy­da­rze­nia, jak się z tym czuje i co może w związku z tym zro­bić. Kiedy czu­jesz, że wpa­dasz w ro­dzi­ciel­ski sło­wo­tok, za­daj py­ta­nie pełne cie­ka­wo­ści.

NARZĘ­DZIE: Oko w oko

Na chwilę prze­stań ro­bić to, co ro­bisz. Po­dejdź do dziecka i stań tak, żeby wi­dzieć jego oczy. W przy­padku ma­lu­chów ważne jest, by fi­zycz­nie zni­żyć się do ich po­ziomu, za­tem przy­kuc­nij lub uklęk­nij tak, by twoje oczy zna­la­zły się na po­zio­mie wzroku dziecka. Do­piero wtedy za­cznij dzia­łać. Za­uwa­żysz, że dzięki temu za­bie­gowi mó­wisz ła­god­niej, ci­szej i wol­niej. Ko­mu­ni­ka­cję oko w oko mo­żesz rów­nież mo­de­lo­wać w roz­mo­wach z oso­bami do­ro­słymi.

NARZĘ­DZIE: Słu­cha­nie bez na­rzu­ca­nia się

W ty­go­dniu znajdź czas, by po­sie­dzieć chwilę w ci­szy obok dziecka. Je­śli spyta, co ro­bisz, po­wiedz, że chciał­byś po­być obok niego przez kilka chwil. Je­śli za­cznie mó­wić, słu­chaj bez oce­nia­nia, bro­nie­nia się lub wy­ja­śnia­nia cze­go­kol­wiek. We­dług wielu ro­dzi­ców to na­rzę­dzie spraw­dza się, gdy dzieci szy­kują się wie­czo­rem do łóżka, pod­czas po­dróży sa­mo­cho­dem, a w przy­padku na­sto­lat­ków, gdy przy­go­to­wują się do wyj­ścia ze zna­jo­mymi.

4. DZIE­LE­NIE SIĘ / EGO­IZM

Nie ro­dzimy się z umie­jęt­no­ścią dzie­le­nia się, lecz mu­simy się jej na­uczyć (wielu do­ro­słych na­dal nie lubi się dzie­lić). Cza­sem ro­dzice ocze­kują od dziecka dzie­le­nia się, za­nim jest na to roz­wo­jowo go­towe. Przed trze­cim ro­kiem ży­cia ta­kie za­cho­wa­nie wy­maga mnó­stwa po­mocy ze strony opie­ku­nów. Warto też na­uczyć dzieci, kiedy do­brze jest się dzie­lić, a kiedy można tego od­mó­wić.

NARZĘ­DZIE: Umowy

Dzie­ciom ła­twiej jest się dzie­lić, kiedy nie mu­szą dzie­lić się wszyst­kim. Warto usta­lić, które za­bawki mogą być uży­wane przez wszyst­kich, pod wa­run­kiem że osoba po­ży­cza­jąca spyta o po­zwo­le­nie wła­ści­ciela. Można umó­wić się na to, że rze­czy, któ­rych nie chce się po­ży­czać, są cho­wane (np. na czas przyj­ścia go­ści). W przy­padku star­szych dzieci w po­rządku jest po­pro­sić je o odło­że­nie na bok za­bawki bę­dą­cej przed­mio­tem sporu do czasu, gdy wy­my­ślą spo­sób, by ba­wić/dzie­lić się nią bez kłótni.

NARZĘ­DZIE: Przy­kład

Po­dziel się z dziec­kiem czymś, co na­leży do cie­bie, mó­wiąc: "Chciał­bym się tym z tobą po­dzie­lić". Być może przy­jem­nie się zdzi­wisz, kiedy za ja­kiś czas twoje dziecko od­wza­jemni twój gest i z wła­snej nie­przy­mu­szo­nej woli też się czymś z tobą po­dzieli. Kiedy tak się sta­nie, pa­mię­taj, by po­wie­dzieć: "Dzię­kuję za po­dziel­nie się. Idzie ci co­raz le­piej!".

NARZĘ­DZIE: Od­wra­ca­nie uwagi

Małe dzieci wła­ści­wie nie ro­zu­mieją, co to zna­czy dzie­lić się za­bawką z in­nym dziec­kiem. Za­miast tego mo­żesz od­wró­cić ich uwagę i za­in­te­re­so­wać czymś in­nym. Do­brze działa pod­su­nię­cie dzie­ciom in­nej za­bawki, po­ła­sko­ta­nie itp.

5. KŁA­MA­NIE LUB ZMY­ŚLA­NIE

Za­nim za­czniemy po­ma­gać dzie­ciom mó­wić prawdę, mu­simy zro­zu­mieć po­wody, dla któ­rych kła­mią. Otóż mo­ty­wuje ich to samo co do­ro­słych: czują, że nie mają in­nego wyj­ścia, boją się kary lub od­rzu­ce­nia, mają po­czu­cie za­gro­że­nia lub uwa­żają kłam­stwo za roz­wią­za­nie naj­lep­sze dla wszyst­kich. Kłam­stwo może być rów­nież symp­to­mem ni­skiego po­czu­cia wła­snej war­to­ści - dziecko ma po­czu­cie, że nie jest wy­star­cza­jąco do­bre i nieco ubar­wia swoje do­ko­na­nia. Więk­szość z nas kła­mie, by ochro­nić się przed karą lub dez­apro­batą. Ro­dzice ma­jący skłon­ność do ka­ra­nia, osą­dza­nia i pra­wie­nia ka­zań zwięk­szają praw­do­po­do­bień­stwo wy­stą­pie­nia kłam­stwa jako me­cha­ni­zmu obron­nego. Ce­lem wszyst­kich za­su­ge­ro­wa­nych po­ni­żej na­rzę­dzi jest two­rze­nie nie­za­gra­ża­ją­cej at­mos­fery, w któ­rej mó­wie­nie prawdy jest po pro­stu bez­pieczne.

NARZĘ­DZIE: Py­ta­nia pełne cie­ka­wo­ści

Prze­stań za­da­wać py­ta­nia pu­łapki, które skła­niają do kłam­stwa. Py­ta­nie pu­łapka to py­ta­nie, na które znasz od­po­wiedź: "Czy po­sprzą­ta­łeś swój po­kój?". Za­stąp je na przy­kład na­stę­pu­ją­cym sfor­mu­ło­wa­niem: "Za­uwa­ży­łem, że nie po­sprzą­ta­łeś po­koju. Czy po­trze­bu­jesz po­mocy w stwo­rze­niu planu sprzą­ta­nia?".

NARZĘ­DZIE: Da­wa­nie przy­kładu

Dziel się hi­sto­riami z wła­snego ży­cia, opo­wia­da­jąc o sy­tu­acjach, w któ­rych po­wie­dze­nie prawdy było dla cie­bie wy­zwa­niem, a jed­nak uzna­łeś, że warto do­świad­czyć nie­ko­niecz­nie przy­jem­nych kon­se­kwen­cji i jed­no­cze­śnie za­cho­wać do sie­bie sza­cu­nek. Pa­mię­taj, to nie ma być wy­kład ani ro­dzi­ciel­skie ka­za­nie, lecz praw­dziwa i szczera opo­wieść.

NARZĘ­DZIE: Do­ce­nie­nie

"Dzię­kuję, że po­wie­dzia­łeś mi prawdę. Wiem, że było to dla cie­bie trudne. Je­steś go­tów zmie­rzyć się z kon­se­kwen­cjami i je­stem prze­ko­nany, że so­bie z nimi po­ra­dzisz i cze­goś się dzięki nim na­uczysz". Mo­żesz po­ka­zać dzie­ciom, że bez­piecz­nie jest mó­wić prawdę w ro­dzi­nie. A na­wet je­śli od czasu do czasu o tym za­po­mną, mo­żesz przy­po­mnieć im o tym ła­god­nie i z mi­ło­ścią.

NARZĘ­DZIE: Błędy to oka­zja do na­uki

Po­móż dzie­ciom uczyć się, że błędy są wspa­niałą oka­zją do na­uki, aby nie uwie­rzyły, że ich po­peł­nia­nie świad­czy o braku umie­jęt­no­ści lub ska­zach cha­rak­teru i że za wszelką cenę na­leży je ukry­wać.

6. KŁÓT­NIE Z PO­WODU PRAC DO­MO­WYCH

Im bar­dziej an­ga­żu­jesz się w wy­ko­ny­wa­nie prac do­mo­wych dziecka, tym mniej się ono an­ga­żuje. Dzieci, które mają po­czu­cie, że ro­dzice bar­dziej przej­mują się ich pra­cami do­mo­wymi niż one same, nie biorą za nie od­po­wie­dzial­no­ści. Uświa­dom so­bie, że dziecku nie bra­kuje zdol­no­ści, po pro­stu od­czuwa brak za­in­te­re­so­wa­nia, znie­chę­ce­nie lub bez­sil­ność. Prze­cież dzieci rzadko po­trze­bują ze­wnętrz­nej mo­ty­wa­cji do wy­ko­ny­wa­nia czyn­no­ści, w któ­rych są do­bre lub które lu­bią.

NARZĘ­DZIE: Na­wiąż re­la­cję, za­nim na­pra­wisz sy­tu­ację

Za­stąp dy­stans i wro­gość bli­sko­ścią i za­ufa­niem, upew­nia­jąc się, że twój prze­kaz mi­ło­ści do­ciera do dziecka: "Je­steś dla mnie waż­niej­szy niż twoje oceny. Jaki ty masz do nich sto­su­nek?". Za­cznij od ak­cep­to­wa­nia uczuć oraz oka­zy­wa­nia zro­zu­mie­nia: "Praca do­mowa nie jest twoim prio­ry­te­tem, ro­zu­miem i trzeba ją zro­bić". Po­tem daj wy­bór: "Czy chcesz, że­bym ci po­mógł, czy naj­pierw spró­bu­jesz sam(a)?". Za­kończ umową do­ty­czącą ter­minu wy­ko­na­nia oraz spraw­dze­niem wy­wią­za­nia się z umowy: "Jak my­ślisz, ile czasu po­trze­bu­jesz na wy­ko­na­nie tego za­da­nia? Dam ci znać dzie­sięć mi­nut przed cza­sem, a po­tem przyjdę i spraw­dzę, jak ci po­szło". Al­ter­na­tyw­nie mo­żesz za­dać py­ta­nia pełne cie­ka­wo­ści: "Co się sta­nie, je­śli nie od­ro­bisz pracy do­mo­wej? Czy je­steś go­tów do­świad­czyć zwią­za­nych z tym kon­se­kwen­cji? Je­śli nie, to co mo­żesz zro­bić?".

NARZĘ­DZIE: Lo­giczne kon­se­kwen­cje

Zbyt czę­sto lo­giczne kon­se­kwen­cje to "wilk w owczej skó­rze", czyli ukryta kara. Ważne, by sto­so­wać się do 4 "P" lo­gicz­nych kon­se­kwen­cji. Je­śli któ­reś z tych czte­rech kry­te­riów zo­sta­nie po­mi­nięte, kon­se­kwen­cja lo­giczna za­czyna być karą. Oto 4 "P" lo­gicz­nych kon­se­kwen­cji, które są:

- Po­wią­zane - wy­ja­śnij, w jaki spo­sób kon­se­kwen­cja po­wią­zana jest z za­cho­wa­niem.

- Pełne sza­cunku - upew­nij się, że kon­se­kwen­cja nie jest karą.

- Pro­por­cjo­nalne (za­sadne) - kon­se­kwen­cje po­winny być za­sadne, bio­rąc pod uwagę kon­tekst i dzia­ła­nie dziecka.

- Po­mocne - upew­nij się, że kon­se­kwen­cja po­może dziecku zro­zu­mieć re­la­cję przy­czy­no­wo­skut­kową i po­może mu unik­nąć po­dob­nych kon­se­kwen­cji w przy­szło­ści.

Je­śli to tylko moż­liwe, za­mie­niaj kon­se­kwen­cje na roz­wią­za­nia i po­szu­kuj ich wraz z dziec­kiem. Albo za­da­waj mu py­ta­nia peł­nie cie­ka­wo­ści, by mo­gło przyj­rzeć się po­ten­cjal­nym kon­se­kwen­cjom wła­snych wy­bo­rów. Ni­gdy go nimi nie strasz.

NARZĘ­DZIE: Ogra­ni­czony wy­bór

W wielu przy­pad­kach dzieci nie mają wy­boru, np. nie mogą de­cy­do­wać o wy­ko­ny­wa­niu pracy do­mo­wej. Mu­szą ją zro­bić. Mogą jed­nak zde­cy­do­wać, kiedy to na­stąpi: za­raz po szkole, tuż przed obia­dem czy po nim.

NARZĘ­DZIE: Bądź życz­liwy i sta­now­czy

Dzieci za­cho­wują się le­piej, kiedy czują się le­piej. Ogra­ni­cze­nia są naj­bar­dziej sku­teczne, kiedy na­kłada się je uprzej­mie i z sza­cun­kiem. Rób to, co za­po­wie­dzia­łeś życz­li­wie i jed­no­cze­śnie sta­now­czo. Je­śli dziecko nie chce skoń­czyć pracy przed obia­dem, a na to się wła­śnie umó­wi­li­ście, za­miast kry­ty­ko­wać, za­stra­szać lub bła­gać, bądź życz­liwy i sta­now­czy: "Wiem, że nie masz ochoty ro­bić pracy do­mo­wej i przy­po­mnij mi, ja­kie było na­sze usta­le­nie do­ty­czące pory jej od­ra­bia­nia?". Życz­li­wie i sta­now­czo za­cze­kaj na od­po­wiedź.

7. MA­RU­DZE­NIE

Dzieci ro­bią to, co działa. Je­śli twoje dziecko ma­ru­dzi, to za­pewne w ja­kiś spo­sób na nie re­agu­jesz. Za­ska­ku­jące jest to, że dzieci wolą karę i gniew do­ro­słego od braku re­ak­cji. Ma­ru­dze­nie jest zwy­kle po­wią­zane z błęd­nym ce­lem uwagi. Ta­kie dziecko my­śli: "Przy­na­leżę tylko wtedy, kiedy zwra­casz na mnie nie­ustan­nie uwagę". W przy­padku nie­któ­rych dzieci ma­ru­dze­nie jest je­dy­nym zna­nym im spo­so­bem za­spo­ko­je­nia wła­snych po­trzeb. Inne prze­cho­dzą okres ma­ru­dze­nia, który koń­czy się tak samo szybko, jak się za­czął. Przy­jem­nie jest da­wać dzie­ciom rze­czy, któ­rych pra­gną i pa­trzeć na ich roz­świe­tlone szczę­ściem twa­rze. Ma­ru­dze­nie i na­ga­by­wa­nie nie na­leżą do tych przy­jem­no­ści.

NARZĘ­DZIE: Nie­wer­balny sy­gnał

Kiedy oby­dwoje bę­dzie­cie spo­kojni, wy­my­śl­cie sy­gnał, któ­rego bę­dziesz mógł uży­wać, gdy dziecko za­cznie ma­ru­dzić. Być może za­tkasz uszy pal­cami i się uśmiech­niesz albo po­ło­żysz rękę na sercu, by przy­po­mnieć dziecku, że je ko­chasz.

NARZĘ­DZIE: Zde­cy­duj, co zro­bisz

Po­wiedz dziecku, co za­mie­rzasz zro­bić: "Kiedy bę­dziesz ma­ru­dzić, wyjdę z po­koju. Daj mi znać, kiedy bę­dziemy mo­gli po­roz­ma­wiać z sza­cun­kiem, abym czer­pał przy­jem­ność z roz­mowy z tobą". Mo­żesz rów­nież wy­ja­śnić: "To nie jest tak, że cię nie sły­szę. Po pro­stu nie chcę roz­ma­wiać, do­póki nie bę­dziesz mó­wił nor­mal­nym to­nem. Nie roz­ma­wiam z ma­rud­nym gło­sem". Kiedy dziecko prze­sta­nie ma­ru­dzić, na przy­kład po­wiedz: "Cie­szę się, że te­raz już mogę cię usły­szeć. Na­prawdę chcę usły­szeć to, co masz do po­wie­dze­nia". Mo­żesz rów­nież za­wczasu dać dziecku znać, że kiedy za­cznie ma­ru­dzić, usią­dziesz obok niego i bę­dziesz gła­skać go po ra­mie­niu tyle czasu, ile bę­dzie po­trze­bo­wać, by ro­ze­znać się w swo­ich uczu­ciach i na­stęp­nie bę­dzie go­towe prze­stać ma­ru­dzić.

NARZĘ­DZIE: Przy­tu­la­nie

Kiedy twoje dziecko ma­ru­dzi, po­sadź je so­bie na ko­la­nach i po­wiedz: "Za­łożę się, że po­trze­bu­jesz moc­nego przy­tu­lasa". Ani sło­wem nie wspo­mi­naj o ma­ru­dze­niu i tym, co sta­nowi przed­miot ma­ru­dze­nia, po pro­stu przy­tu­laj je tak długo, aż oby­dwoje po­czu­cie się le­piej.

NARZĘ­DZIE: Za­chęta

Ma­ru­dze­nie może być oznaką znie­chę­ce­nia, które znik­nie, gdy dziecko po­czuje, że przy­na­leży i jest ważne. Zi­gno­ruj ma­ru­dze­nie i znajdź mnó­stwo spo­so­bów na za­chę­ce­nie dziecka.

8. NAD­UŻY­WA­NIE URZĄ­DZEŃ ELEK­TRO­NICZ­NYCH

W tech­no­lo­gii, jak we wszyst­kim, naj­waż­niej­sze jest zna­le­zie­nie rów­no­wagi. Oczy­wi­ście dzieci są na bie­żąco, je­śli cho­dzi o tech­no­lo­gię, i uczą się dzięki temu no­wych umie­jęt­no­ści, które przy­da­dzą się w przy­szło­ści, lecz nad­mierne wy­ko­rzy­sta­nie me­diów i elek­tro­niki unie­moż­li­wia im roz­wój w bez­po­śred­niej ko­mu­ni­ka­cji in­ter­per­so­nal­nej. Aby po­móc dzie­ciom zna­leźć rów­no­wagę po­mię­dzy cza­sem ekra­no­wym a "praw­dzi­wym ży­ciem", warto wspól­nie wy­pra­co­wać za­sady do­ty­czące co­dzien­nego wy­ko­rzy­sta­nia me­diów i urzą­dzeń elek­tro­nicz­nych, które obo­wią­zują wszyst­kich do­mow­ni­ków. Za­chę­camy cię do wy­ko­rzy­sta­nia po­niż­szych na­rzę­dzi Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny do za­rzą­dza­nia ro­dzin­nym cza­sem ekra­no­wym, by on nie za­rzą­dzał wami.

NARZĘ­DZIE: Spo­tka­nia ro­dzinne

W pro­ces ogra­ni­cza­nia czasu ekra­no­wego za­an­ga­żuj całą ro­dzinę. Jed­nym z ele­men­tów sku­tecz­nego roz­wią­za­nia tego te­matu ko­niecz­nie musi być li­sta czyn­no­ści, któ­rymi można za­stą­pić ekrany. Trud­niej jest po­rzu­cić ja­kiś na­wyk, je­śli nie wia­domo, czym za­peł­nić czas, który na­gle po­zo­staje nie­za­go­spo­da­ro­wany.

NARZĘ­DZIE: Umowy

Za­cznij od wy­bra­nia jed­nej pory dnia jako czasu wol­nego od ekra­nów (np. pory obiadu), a po­tem suk­ce­syw­nie do­da­waj ko­lejne mo­menty.

NARZĘ­DZIE: Stwórz­cie "par­king" dla urzą­dzeń elek­tro­nicz­nych

W cen­tral­nym punk­cie miesz­ka­nia po­staw ko­szyk lub sta­cję do­ku­jącą - bę­dzie to miej­sce na za­par­ko­wa­nie urzą­dzeń elek­tro­nicz­nych pod­czas okre­ślo­nych mo­men­tów dnia (szcze­gól­nie w nocy).

NARZĘ­DZIE: Dbaj o li­mity w spo­sób życz­liwy i sta­now­czy

Zmiana na­wy­ków zwią­za­nych z ekra­nami jest trudna. Na­staw się na roz­cza­ro­wa­nie, gniew oraz smu­tek a na­wet przy­gnę­bie­nie. Trzy­maj się usta­lo­nych ogra­ni­czeń, jed­no­cze­śnie oka­zu­jąc em­pa­tię.

9. "NA­LEŻY MI SIĘ"

Wielu ro­dzi­ców przy­znaje, że nad­mier­nie ob­da­ro­wy­wali dzieci przed­mio­tami ma­te­rial­nymi lub ule­gali ich żą­da­niom. Na ten błąd są szcze­gól­nie na­ra­żeni pra­cu­jący ro­dzice, gdyż czę­sto mają po­czu­cie winy z po­wodu swo­jej nie­obec­no­ści w ciągu dnia, a brak czasu dla dzieci sta­rają się wy­na­gro­dzić pre­zen­tami lub wy­rę­cza­niem ich w róż­nych czyn­no­ściach. Nie­stety, ta­kie dzia­ła­nia po­zba­wiają dzieci moż­li­wo­ści przy­swa­ja­nia wielu waż­nych umie­jęt­no­ści ży­cio­wych, ta­kich jak: od­por­ność psy­chiczna, cier­pli­wość, tro­ska o in­nych oraz roz­wią­zy­wa­nie pro­ble­mów. Nie wspie­rają ich rów­nież w roz­wi­ja­niu od­wagi oraz pew­no­ści sie­bie, któ­rych źró­dłem jest do­świad­cze­nie w sa­mo­dziel­nym prze­ży­wa­niu trud­nych uczuć i ucze­niu się na błę­dach. Wtedy wła­śnie może się po­ja­wić nie­zdrowe po­czu­cie "na­leży mi się".

NARZĘ­DZIE: Uni­kaj roz­piesz­cza­nia

Nie masz spra­wiać, by twoje dziecko cier­piało, jed­nak masz mu po­zwo­lić do­znać cier­pie­nia i so­bie z nim po­ra­dzić. Roz­piesz­cza­nie spra­wia, że dziecko two­rzy so­bie prze­ko­na­nie, że inni po­winni wszystko dla niego ro­bić. Jed­nym z nie­zwy­kłych da­rów, któ­rymi mo­żesz ob­da­rzyć dziecko, jest po­zwo­lić mu zbu­do­wać prze­ko­na­nie: "Je­stem zdolny". Ni­gdy nie wy­rę­czaj dziecka w tym, co mo­głoby zro­bić samo.

NARZĘ­DZIE: Za­chęta

Za­miast po­chwał sto­suj za­chętę. Mo­żesz na przy­kład po­wie­dzieć: "Na­prawdę ciężko pra­co­wa­łeś, chyba je­steś z sie­bie dumny" i za­stą­pić nim ty­pową po­chwałę, która mo­głaby brzmieć tak: "Do­sta­łeś piątkę. Je­stem z cie­bie taka dumna". Czy wi­dzisz róż­nicę po­mię­dzy tymi dwoma ko­mu­ni­ka­tami? Za­chęta wzmac­nia au­to­ry­tet we­wnętrzny, wy­trzy­ma­łość psy­chiczną oraz po­czu­cie spraw­stwa, pod­czas gdy po­chwała od­wo­łuje się do au­to­ry­tetu ze­wnętrz­nego i uza­leż­nia od opi­nii in­nych. Oczy­wi­ście nie­wielka liczba po­chwał nie za­szko­dzi... Każde dziecko pra­gnie usły­szeć, że ro­dzic jest z niego dumny. Po pro­stu warto za­uwa­żyć, iż nad­miar po­chwał kon­cen­truje uwagę dziecka na tym, czego chcą od niego inni.

NARZĘ­DZIE: Proś o po­moc

Nie wy­star­czy tylko mó­wić dzie­ciom, że są zdolne, same mu­szą do­świad­czyć, że coś po­tra­fią. Dzieje się tak, kiedy wno­szą wkład w ży­cie in­nych. Za­cznij od tego, że nie wszystko musi być zro­bione po two­jemu. Je­śli nie­ustan­nie po­pra­wiasz, stro­fu­jesz lub kry­ty­ku­jesz, być może hoł­du­jesz ta­kiemu prze­ko­na­niu. Warto szu­kać oka­zji do pro­sze­nia dzieci o po­moc i po­zwal­nia im na swo­bodę w dzia­ła­niu. Pa­mię­taj, by czę­sto mó­wić im, jak bar­dzo do­ce­niasz ich wkład i wy­si­łek.

NARZĘ­DZIE: Prace do­mowe

Dzieci uczą się umie­jęt­no­ści ży­cio­wych, roz­wi­jają za­in­te­re­so­wa­nie spo­łeczne[1] i wzmac­niają swoje po­czu­cie spraw­stwa i we­wnętrz­nej mocy, kiedy po­ma­gają w pra­cach do­mo­wych. Wspól­nie stwórz­cie ich li­stę. Wy­my­śl­cie za­bawne i cie­kawe spo­soby wy­mie­nia­nia się nimi w ro­dzi­nie, np.: "koło wy­boru" pracy z krę­cącą się strzałką do lo­so­wa­nia za­da­nia, plan prac lub "słój z pra­cami", z któ­rego każdy lo­suje po dwie prace na ty­dzień. Po­święć czas na ucze­nie dzieci wy­ko­ny­wa­nia swo­ich obo­wiąz­ków - przez pierw­sze sześć lat ży­cia wy­ko­nuj je ra­zem z nimi. Wszel­kie pro­blemy w tym ob­sza­rze oma­wiaj­cie na co­ty­go­dnio­wych spo­tka­niach ro­dzin­nych i wspól­nie szu­kaj­cie ich roz­wią­zań.

10. NE­GA­TY­WIZM

Ne­ga­tywne po­dej­ście do ży­cia u dzieci oraz wy­ni­ka­jące z niego za­cho­wa­nia czę­sto są formą zna­le­zie­nia swo­jego wy­jąt­ko­wego miej­sca na ma­pie ro­dziny, prze­ciw­sta­wie­nia się nad­mier­nej ro­dzi­ciel­skiej kon­troli, re­ak­cji wo­bec ro­dzi­ców, któ­rzy chcą na siłę je uszczę­śli­wić, lub wy­ni­kają po pro­stu z na­śla­do­wa­nia ro­dzi­ców lub ro­dzeń­stwa. Nie za­po­mi­naj, że im wię­cej ro­bisz dla swo­jego dziecka, tym wię­cej od cie­bie ocze­kuje i tym mniej­sze ma szanse na sta­nie się za­rad­nym i pew­nym sie­bie czło­wie­kiem. Czyż nie za­sta­na­wia cię cza­sem, dla­czego za­miast od­czu­wać wdzięcz­ność, dzieci do­ma­gają się po pro­stu wię­cej?

NARZĘ­DZIE: Po­świę­caj uwagę

Czy twoje dzieci mogą mieć wra­że­nie, że nie są ważne? Za­kończ to, co ro­bisz, i skon­cen­truj się na dziecku. Niech do­świad­czy tego, że jest waż­niej­sze od wszyst­kiego, czym mógł­byś się zaj­mo­wać. Nie za­po­mi­naj pla­no­wać wspól­nego spe­cjal­nego czasu.

NARZĘ­DZIE: Bądź życz­liwy i sta­now­czy

Trzeba zna­leźć rów­no­wagę mię­dzy nad­mierną sta­now­czo­ścią (uwzględ­nia­jącą kary) a prze­sadną życz­li­wo­ścią (czyli po­błaż­li­wo­ścią) oraz wy­eli­mi­no­wać ze swo­jego słow­nika słówko "ale", a w jego miej­sce uży­wać spój­nika "i", np.: "Wiem, że po ca­łym dniu w szkole po­trze­bu­jesz tro­chę czasu na od­po­czy­nek i oby­dwoje wiemy, że mu­sisz zro­bić pracę do­mową, za­tem po­roz­ma­wiajmy o tym, kiedy mo­żesz ją zro­bić". Uży­cie "ale" prze­kre­śla wagę wszyst­kiego, co zo­stało po­wie­dziane w pierw­szej czę­ści zda­nia i w kon­se­kwen­cji jest wy­soce nie­sku­teczne, a poza tym nad­wy­ręża twoją wia­ry­god­ność. Uży­wa­nie spój­nika "i" ozna­cza rów­nież, że świa­do­mie i kon­se­kwent­nie po­dej­mu­jesz de­cy­zje do­ty­czące tego, co za­mie­rzasz zro­bić, ja­sno je ko­mu­ni­ku­jesz oraz wdra­żasz je w ży­cie.

NARZĘ­DZIE: Na­wiąż re­la­cję, za­nim na­pra­wisz sy­tu­ację

Na­wią­za­nie re­la­cji z dziec­kiem przed od­nie­sie­niem się do za­cho­wa­nia jest klu­czem do za­spo­ka­ja­nia dzie­cię­cej po­trzeby przy­na­leż­no­ści i zna­cze­nia. Cza­sem naj­le­piej ro­bić to ge­stem lub do­ty­kiem. W przy­padku ma­łych dzieci ozna­cza to przy­kuc­nię­cie i po­pa­trze­nie im w oczy. Na­wią­zy­wa­nie re­la­cji po­maga w zdo­by­ciu uwagi dziecka, jest oznaką sza­cunku oraz otwar­to­ści do szu­ka­nia roz­wią­zań do­brych dla wszyst­kich stron. Po­maga też ro­dzi­cowi w ra­dze­niu so­bie z wła­snymi emo­cjami oraz do­ko­ny­wa­niu mą­drych ro­dzi­cie­lach de­cy­zji, szcze­gól­nie w chwi­lach nie­po­ro­zu­mień lub kon­flik­tów.

NARZĘ­DZIE: Za­chęta

W in­te­rak­cjach z dziec­kiem ne­ga­tywne ko­men­ta­rze i kry­tykę za­stąp za­chętą.

11. OBO­WIĄZKI

Ucze­nie dzieci umie­jęt­no­ści ży­cio­wych i spo­łecz­nych wy­maga czasu i du­żej liczby po­wtó­rzeń. Nie ocze­kuj, że dzieci będą wie­działy, co mają ro­bić, je­śli im tego nie po­ka­żesz i nie po­świę­cisz czasu na prak­tykę. Pa­mię­taj też, że dzie­cięce stan­dardy czy­sto­ści zna­cząco od­bie­gają od tych ro­dzi­ciel­skich. Nie mo­żesz więc po­wie­dzieć dziecku, by po­sprzą­tało, i ocze­ki­wać re­zul­ta­tów na swoją miarę. W kwe­stii obo­wiąz­ków czy prac do­mo­wych nie warto sto­so­wać prze­kup­stwa ani na­gród, gdyż umniej­szają one we­wnętrzne po­czu­cie osią­gnięć, które przy­czy­nia się do bu­do­wa­nia sil­nego po­czu­cia spraw­stwa i we­wnętrz­nej mocy.

NARZĘ­DZIE: Po­święć czas na ucze­nie

Krok po kroku wy­ja­śnij dziecku, na czym po­lega wy­ko­na­nie da­nej czyn­no­ści, po­tem po­każ mu, jak się to robi. Niech się temu przy­gląda. Na­stęp­nie wy­ko­naj­cie czyn­ność ra­zem. Po­tem po­proś, by dziecko wy­ko­nało ją sa­mo­dziel­nie, i patrz, jak so­bie ra­dzi. Kiedy bę­dzie go­towe, może zu­peł­nie sa­mo­dziel­nie wy­ko­nać za­da­nie. Nie po­pra­wiaj go i nie wy­rę­czaj. Niech ma sa­tys­fak­cję z wzię­cia cał­ko­wi­tej od­po­wie­dzial­no­ści za swoje dzia­ła­nie.

NARZĘ­DZIE: Prak­tyka

Prak­tyka jest waż­nym ele­men­tem "po­świę­ca­nia czasu na ucze­nie". Mo­żesz na przy­kład za­chę­cać dzieci do usta­wia­nia mi­nut­nika, by prze­ko­nały się, ile czasu zaj­muje im wy­ko­na­nie wszyst­kich obo­wiąz­ków (lub in­nych za­dań, które mają przy­swoić) na ich li­ście obo­wiąz­ków, a po­tem za­grze­wać je do po­prawy uzy­ska­nych wy­ni­ków. Nie usta­waj­cie we wspól­nym roz­wią­zy­wa­niu pro­ble­mów i prak­ty­ko­wa­niu po­trzeb­nych umie­jęt­no­ści.

NARZĘ­DZIE: Od­pusz­cza­nie

Od­pusz­cza­nie nie ozna­cza po­rzu­ca­nia dziecka, lecz jest da­wa­niem mu oka­zji do ucze­nia się od­po­wie­dzial­no­ści oraz bu­do­wa­nia po­czu­cia spraw­stwa i we­wnętrz­nej mocy. Od­pusz­czaj po­mału i stop­niowo. Miej wiarę w to, że dziecko bę­dzie uczyło się na wła­snych błę­dach. I pa­mię­taj - twój spo­sób dzia­ła­nia nie­ko­niecz­nie musi być naj­lep­szy.

NARZĘ­DZIE: Zjed­ny­wa­nie dzieci do współ­pracy

Po­lega mię­dzy in­nymi na włą­cza­niu ich w pro­ces de­cy­zyjny. Dzieci, po­dob­nie jak do­ro­śli, są bar­dziej chętne do współ­pracy, je­śli czują się wy­słu­chane i uwzględ­nione w pro­ce­sie two­rze­nia roz­wią­za­nia. Kon­cen­truj­cie się na roz­wią­za­niach za­miast na wi­nie. Za­tem zda­nie: "Czy wy­ko­na­łeś swoje obo­wiązki?" za­stąp: "Co po­win­ni­śmy zro­bić, by wszyst­kie obo­wiązki zo­stały wy­ko­nane?". Pod­czas spo­tka­nia ro­dzin­nego można stwo­rzyć li­stę wszyst­kich czyn­no­ści do wy­ko­na­nia w każ­dym ty­go­dniu.

12. OD­MA­WIA­NIE WSPÓŁ­PRACY

Je­śli wszystko ro­bisz za swoje dzieci, nie uczysz je współ­pracy. Być może je­steś ro­dzi­cem, który gdera lub usi­łuje bła­ga­niem za­chę­cić dzieci do współ­pracy, lecz szybko się pod­daje i robi wszystko sa­memu. Czego na­uczy­łeś swoje dzieci? Praw­do­po­dob­nie na­uczyły się prze­cze­ki­wa­nia, czyli igno­ro­wa­nia two­jego gde­ra­nia lub bła­ga­nia. Po pro­stu cier­pli­wie cze­kają, aż się znie­chę­cisz. Do­świad­cze­nie i prak­tyka to klu­czowe wa­runki ucze­nia się. Przyj­rzyj się do­świad­cze­niom, któ­rych do­star­czasz swoim dzie­ciom. Czy mają oka­zje ćwi­czyć się we współ­pracy, czy ma­ni­pu­la­cji?

NARZĘ­DZIE: Zjed­ny­wa­nie dzieci do współ­pracy

Do­bre ro­dzi­ciel­stwo po­lega na nie­ustan­nym po­szu­ki­wa­niu roz­wią­zań do­brych dla każ­dego, tak by wy­grana jed­nej osoby nie wią­zała się z prze­graną dru­giej. Współ­praca to naj­lep­szy spo­sób na unik­nię­cie walki o wła­dzę oraz po­ka­zy­wa­nie, jak roz­wią­zy­wać pro­blemy i być ela­stycz­nym. Sto­so­wa­nie się do umów oraz do­trzy­my­wa­nie zo­bo­wią­zań to pod­stawa. Dzieci czują się za­chę­cone, kiedy ro­zu­miesz i sza­nu­jesz ich punkt wi­dze­nia. Można to ro­bić na wiele róż­nych spo­so­bów. Oto nie­które z nich: wy­ra­ża­nie zro­zu­mie­nia dla dzie­cię­cych my­śli i uczuć, oka­zy­wa­nie em­pa­tii bez po­chwa­la­nia za­cho­wa­nia, opo­wia­da­nie o sy­tu­acjach, kiedy my jako ro­dzice zro­bi­li­śmy coś po­dob­nego lub po­dob­nie się czu­li­śmy, dzie­le­nie się wła­snymi prze­my­śle­niami i uczu­ciami. Kiedy dzieci zo­stają wy­słu­chane, chęt­niej słu­chają in­nych. Wspólne po­szu­ki­wa­nie roz­wią­zań przy­nosi naj­lep­sze re­zul­taty.

NARZĘ­DZIE: Ogra­ni­czony wy­bór

Da­waj dzie­ciom wy­bór tak czę­sto, jak to tylko moż­liwe. W ten kon­struk­tywny spo­sób po­ma­gasz im wzmac­niać swoją au­to­no­mię. "Wiem, że nie chcesz zmy­wać na­czyń i mo­żemy to zro­bić ra­zem. Chcesz zmy­wać czy wy­cie­rać?".

NARZĘ­DZIE: Dzia­łaj bez słów

Cza­sem naj­sku­tecz­niej jest mil­czeć i dzia­łać. Kiedy dzieci te­stują to, czy bę­dziesz się trzy­mać wa­szej ostat­niej umowy, im mniej słów uży­jesz, tym le­piej. Trzy­maj bu­zię na kłódkę i po­stę­puj zgod­nie z tym, na co się wcze­śniej umó­wi­li­ście lub co za­po­wie­dzia­łeś. Wcze­śniej­sze uprze­dze­nie dzieci o two­ich za­mia­rach jest nie­zwy­kle ważne. Sprawdź ich ro­zu­mie­nie, py­ta­jąc na przy­kład: "Co twoim zda­niem za­mie­rzam zro­bić?". Na­stęp­nie w mil­cze­niu dzia­łaj życz­li­wie i sta­now­czo. Zjedź na po­bo­cze, je­śli dzieci kłócą się w sa­mo­cho­dzie i za­cznij czy­tać książkę. Rób to, do­póki nie da­dzą ci znać, że są go­towe do dal­szej jazdy.

NARZĘ­DZIE: Two­rze­nie ry­tu­ałów

Twórz ry­tu­ały wraz z dziec­kiem i się ich trzy­maj. Niech to ry­tuał/plan wy­zna­cza wasz rytm.

NARZĘ­DZIE: Spo­tka­nia ro­dzinne

Na­leży stwa­rzać dzie­ciom sy­tu­acje, w któ­rych mogą wy­ko­rzy­sty­wać oso­bi­stą moc do szu­ka­nia roz­wią­zań. Spo­tka­nia ro­dzinne są do tego wspa­niałą oka­zją. Dzieci chęt­niej współ­pra­cują i do­trzy­mują umów, które współ­two­rzyły.

13. PO­RANNE UTARCZKI

Źró­dłem więk­szo­ści po­ran­nych utar­czek jest skłon­ność ro­dzi­ców do wy­rę­cza­nia dzieci nie­mal we wszyst­kim, na­wet w ubie­ra­niu się. Pod­czas warsz­ta­tów czę­sto py­tamy ro­dzi­ców: "W ja­kim wieku dzieci są zdolne do sa­mo­dziel­nego ubie­ra­nia?". Nie­zwy­kłe, jak wielu uważa, że można ocze­ki­wać od nich tego do­piero w wieku czte­rech lub pię­ciu lat. Z wła­snego do­świad­cze­nia oraz opo­wie­ści wielu ro­dzi­ców wiemy, że na­wet dwu­latki spraw­nie ra­dzą so­bie w tej kwe­stii, oczy­wi­ście je­śli ro­dzice po­święcą czas na ucze­nie, będą kon­se­kwent­nie trzy­mać się tych po­ran­nych ry­tu­ałów i wy­bie­rać ła­twe do na­ło­że­nia ubra­nia.

NARZĘ­DZIE: Roz­wią­zy­wa­nie pro­ble­mów

Kiedy do znaj­do­wa­nia roz­wią­zań an­ga­żuje się dzieci, wzra­sta ich po­czu­cie od­po­wie­dzial­no­ści oraz mo­ty­wa­cja do wdra­ża­nia ich w ży­cie. Pod­czas spo­tka­nia ro­dzin­nego lub w in­nej do­god­nej chwili przed­staw dziecku pro­blem i po­proś o su­ge­stie jego roz­wią­za­nia: "Na­sze po­ranki są nie­zwy­kle cha­otyczne. Jak my­ślisz, jak mo­gli­by­śmy je spę­dzać w spo­koj­nej i lep­szej at­mos­fe­rze?". Twoje po­dej­ście oraz ton głosu pod­czas przed­sta­wia­nia pro­blemu są klu­czowe. Po­ni­ża­nie i wy­śmie­wa­nie za­chęca do oporu lub wy­co­fa­nia się. Sza­cu­nek na­to­miast przy­czy­nia się do współ­pracy. Za­pisz wszyst­kie dzie­cięce po­my­sły. Oczy­wi­ście mo­żesz za­pro­po­no­wać też wła­sne, ale do­piero gdy dziecko zła­pie wiatr w ża­gle. Wy­bierz­cie po­mysł, który od­po­wiada wszyst­kim i prze­dys­ku­tuj­cie, jak kon­kret­nie wpro­wa­dzi­cie go w ży­cie. Kon­sen­sus jest ko­nieczny, by wszy­scy chcieli za­an­ga­żo­wać się w re­ali­za­cję wy­bra­nego po­my­słu.

NARZĘ­DZIE: Ry­tu­ały

An­ga­żuj dzieci w two­rze­nie ry­tu­ałów. Jed­nym z naj­lep­szych spo­so­bów unik­nię­cia po­ran­nych utar­czek jest stwo­rze­nie ry­tu­ału wie­czor­nego, który uprzy­jemni pro­ces za­koń­cze­nia dnia i pój­ścia do łóżka. Naj­pierw dziecko sa­mo­dziel­nie (lub z twoją po­mocą) spi­suje wszystko, co jego zda­niem po­winno zna­leźć się w wie­czor­nym ry­tu­ale, kiedy skoń­czy, mo­żesz spy­tać: "A może wie­czo­rem przy­go­to­wał­byś także ubra­nie na ko­lejny dzień?". Na po­czątku po­ma­gaj mu wy­bie­rać czę­ści gar­de­roby na ko­lejny dzień. Wspól­nie stwórz­cie po­ranny ry­tuał. Po­zwól dziecku zde­cy­do­wać, o któ­rej chce wsta­wać, ile czasu po­trze­buje, aby się przy­go­to­wać do wyj­ścia i jaką rolę ode­gra w przy­go­to­wa­niu śnia­da­nia. Upew­nij się rów­nież, że po­ranny ry­tuał mówi o tym, że te­le­wi­zję można włą­czyć po wy­ko­na­niu wszyst­kich umó­wio­nych czyn­no­ści i pod wa­run­kiem że zo­stało jesz­cze nieco czasu do wyj­ścia.

NARZĘ­DZIE: Ogra­ni­czony wy­bór

Za­stę­po­wa­nie roz­ka­zów wy­bo­rem może być nie­zwy­kle sku­tecz­nym na­rzę­dziem ro­dzi­ciel­skim. Dzieci po­zy­tyw­nie re­agują na moż­li­wość pod­ję­cia de­cy­zji, szcze­gól­nie je­śli na końcu po­jawi się zda­nie: "Ty zde­cy­duj", na­to­miast roz­kazy wy­wo­łują w nich zwy­kle sprze­ciw. Wy­bór po­wi­nien być pe­łen sza­cunku i brać pod uwagę wy­ma­ga­nia da­nej sy­tu­acji. Jest bez­po­śred­nio zwią­zany z sza­cun­kiem wo­bec in­nych i bra­niem pod uwagę ich po­trzeb. Pod­czas przy­go­to­wań do wyj­ścia do szkoły młod­szym dzie­ciom można za­pro­po­no­wać za­ło­że­nie bu­tów, za­nim wszy­scy będą go­towi albo za­ło­że­nie ich w sa­mo­cho­dzie. Star­sze dzieci mogą być go­towe za pięć mi­nut albo do­trzeć do szkoły na ro­we­rze. W każ­dym ra­zie mama musi wyjść za pięć mi­nut.

NARZĘ­DZIE: Na­tu­ralne kon­se­kwen­cje

Na­tu­ralne kon­se­kwen­cje wy­da­rzają się, jak sama na­zwa wska­zuje, w spo­sób na­tu­ralny bez in­ter­wen­cji do­ro­słego. Kiedy sto­isz na desz­czu, mok­niesz. Kiedy nie jesz, je­steś głodny. Kiedy za­po­mi­nasz kurtki, mar­z­niesz. Czy je­steś go­towy po­zwo­lić dziecku pójść do szkoły bez zje­dze­nia śnia­da­nia, po­ja­wić się tam w pi­dża­mie albo spóź­nić się bez uspra­wie­dli­wie­nia? Je­śli tak, to twoje dziecko bę­dzie miało oka­zję uczyć się dzięki do­świad­cze­niu. Pa­mię­taj jed­nak, by uni­kać mó­wie­nia: "A nie mó­wi­łem?" i po pro­stu oka­zać dziecku em­pa­tię.

14. PRZE­MOC, ZA­STRA­SZA­NIE, DO­KU­CZA­NIE

Je­śli czu­jesz się zra­niony lub po­wta­rzasz so­bie z nie­do­wie­rza­niem w my­ślach: "Jak moje dziecko mo­gło to zro­bić", to błędną stra­te­gią two­jego dziecka jest ze­msta. Kiedy lu­dzie cier­pią, mają skłon­ność do przy­spa­rza­nia cier­pie­nia in­nym (czę­sto na­wet nie zda­jąc so­bie z tego sprawy). Nie­kiedy trudno zro­zu­mieć błędną stra­te­gię ze­msty, po­nie­waż nie wia­domo, co jest źró­dłem cier­pie­nia dziecka.

NARZĘ­DZIE: Złam kod

W przy­padku błęd­nej stra­te­gii ze­msty dziecko ma prze­ko­na­nie: "Nie przy­na­leżę, to spra­wia mi cier­pie­nie, będę więc ra­nić in­nych, by do­świad­czyli tego sa­mego". Za­szy­fro­wany prze­kaz, który wska­zuje na to, co można zro­bić w ra­mach za­chęty, brzmi: "Cier­pię. Na­zwij i za­ak­cep­tuj moje uczu­cia". Nie­kiedy na­wet je­śli ro­zu­miemy po­wody za­cho­wa­nia dziecka, trudno się nam po­wstrzy­mać od re­ak­cji rów­nież pod­szy­tej ze­mstą.

NARZĘ­DZIE: Na­zwij i za­ak­cep­tuj uczu­cia

Na­zwa­nie i za­ak­cep­to­wa­nie uczuć msz­czą­cego się dziecka jest waż­nym (choć cza­sem trud­nym) pierw­szym kro­kiem w przy­padku błęd­nej stra­te­gii ze­msty. Naj­pierw trzeba za­spo­koić pod­sta­wową po­trzebę przy­na­leż­no­ści, a do­piero póź­niej za­jąć się szu­ka­niem roz­wią­zań pro­blemu. Oto przy­kłady: "Wy­daje mi się, że z ja­kie­goś po­wodu cier­pisz i dla­tego ra­nisz in­nych". "Nic dziw­nego, że je­steś zde­ner­wo­wany, kiedy wy­daje ci się, że in­nym wszystko ucho­dzi na su­cho, a ty za­wsze do­sta­jesz cięgi". "Hm, chyba masz kiep­ski dzień. Chciał­byś o tym po­roz­ma­wiać?". "Ko­cham cię. Ochłońmy chwilę i po­roz­ma­wiajmy o tym póź­niej".

NARZĘ­DZIE: Kon­cen­truj się na roz­wią­za­niach

Mo­żesz po­móc dziecku roz­po­znać kon­se­kwen­cje jego za­cho­wa­nia lub od razu przejść do szu­ka­nia roz­wią­zań. Po­moc w od­kry­wa­niu kon­se­kwen­cji jego wy­bo­rów mo­głaby wy­glą­dać na przy­kład tak: "Co się stało? Jak się czu­łeś w związku z tym, co się stało? Jak my­ślisz, jak czuli się inni? Czego się dzięki tej sy­tu­acji na­uczy­łeś? Ja­kie masz po­my­sły na roz­wią­za­nie tego pro­blemu?". Klu­czem jest za­py­ta­nie dziecka: "Co by ci po­mo­gło?". Na­to­miast kon­cen­tra­cja na roz­wią­za­niach mo­głaby przy­jąć formę py­ta­nia: "Czy chciał­byś po­szu­kać roz­wią­zań ze mną, czy ra­czej wo­lisz wpi­sać pro­blem do po­rządku ob­rad spo­tka­nia ro­dzin­nego i wy­ko­rzy­stać po­ten­cjał ro­dziny w bu­rzy mó­zgów?".

NARZĘ­DZIE: Dzia­łaj bez słów

Zbyt czę­sto słowa, któ­rych uży­wamy, są re­ak­cją na za­cho­wa­nie. Dzia­ła­nie bez słów skła­nia do za­trzy­ma­nia się i za­sta­no­wie­nia, jak za­re­ago­wać kon­struk­tyw­nie. Dzięki temu można przy­jąć per­spek­tywę dziecka i zro­zu­mieć prze­ko­na­nie sto­jące za za­cho­wa­niem, a na­stęp­nie za­sta­no­wić się, co in­nego mo­żesz zro­bić, by za­cząć bu­do­wać nowe prze­ko­na­nia u dziecka skut­ku­jące in­nym za­cho­wa­niem. Uży­wa­nie sy­gna­łów nie­wer­bal­nych jest jed­nym ze spo­so­bów dzia­ła­nia bez słów. In­nym na­rzę­dziem Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny zwią­za­nym z dzia­ła­niem bez słów jest jedno słowo - sy­gnał zo­staje za­stą­piony jed­nym sło­wem.

NARZĘ­DZIE: Bądź wspie­ra­jący

Je­śli twoje dziecko do­świad­cza za­stra­sza­nia, bądź wspie­ra­jący. Bądź uważny na wszel­kie znaki, które mogą o tym świad­czyć, np. "gubi" zbyt wiele śnia­da­nió­wek (lub in­nych przed­mio­tów). Za­stra­szone dziecko czę­sto nie opo­wiada o tym, co się dzieje ze stra­chu przed kon­se­kwen­cjami prze­rwa­nia mil­cze­nia i zwró­ce­nia się o po­moc. Nie wa­haj się przed pój­ściem do dy­rek­tora i wspól­nym po­szu­ka­niem roz­wią­zań. Za­chę­caj na­uczy­cieli do pro­wa­dze­nia co­dzien­nych spo­tkań kla­so­wych, które w du­żej mie­rze re­du­kują (a na­wet cał­ko­wi­cie eli­mi­nują) przy­padki za­stra­sza­nia. Dzięki nim dzieci wzmac­niają swoje po­czu­cie przy­na­leż­no­ści i uczą się słu­chać in­nych oraz od­kry­wać ich emo­cje, a w efek­cie po­znają ko­rzy­ści kon­cen­tro­wa­nia się na roz­wią­za­niach.

15. PY­SKO­WA­NIE, NIE­UPRZEJ­MOŚĆ LUB BRAK}{SZA­CUNKU / PRZE­KLEŃ­STWA

Kiedy dzieci są nie­uprzejme wo­bec nas lub in­nych osób, mo­żemy od­czu­wać zra­nie­nie, nie­do­wie­rza­nie, roz­cza­ro­wa­nie lub na­wet obrzy­dze­nie. Mo­żemy mieć po­czu­cie ro­dzi­ciel­skiej po­rażki. Cza­sem te po­ja­wia­jące się w nas uczu­cia za­wsty­dze­nia, wstydu lub bólu mogą skła­niać nas do ze­msty. Ważne, by pa­mię­tać o tym, że w przy­padku błęd­nej stra­te­gii ze­msty prze­ko­na­nie dziecka brzmi: "Nie przy­na­leżę i to boli, więc wy­rów­nam ra­chunki, ra­niąc in­nych". Praw­do­po­dob­nie zo­stało wcze­śniej zra­nione (je­śli to ty by­łeś tego przy­czyną, być może warto prze­pro­sić lub po­pro­sić o wy­ba­cze­nie) i jego uczu­cia do­ma­gają się uzna­nia. Ukryty prze­kaz w przy­padku błęd­nej stra­te­gii ze­msty to: "Cier­pię. Na­zwij i za­ak­cep­tuj moje uczu­cia".

NARZĘ­DZIE: Na­zy­waj i ak­cep­tuj uczu­cia

Po­zwa­laj dziecku do­świad­czać róż­nych uczuć, by mo­gło uczyć się, że po­trafi so­bie ze wszyst­kimi po­ra­dzić. Nie sta­raj się dzieci na­pra­wiać, ra­to­wać ani prze­ko­ny­wać, że nie czują tego, co czują. Na­zwij i za­ak­cep­tuj co­kol­wiek dziecko czuje (cza­sem mu­sisz zga­dy­wać): "Wy­daje mi się, że czu­jesz smu­tek / zde­ner­wo­wa­nie / złość".

NARZĘ­DZIE: Sto­suj po­zy­tywną prze­rwę

Lu­dzie za­cho­wują się le­piej, kiedy czują się le­piej. Po­zy­tywna prze­rwa po­maga ochło­nąć i po­czuć się le­piej. Su­ge­ruj po­zy­tywną prze­rwę dla wszyst­kich. Wy­chodź z błęd­nego koła ze­msty, zre­zy­gnuj z kar i od­wetu. Gdy emo­cje już opadną, kon­cen­truj się na roz­wią­za­niach.

NARZĘ­DZIE: Uży­waj ko­mu­ni­ka­tów "ja"

Mów o swo­ich uczu­ciach, po­słu­gu­jąc się ko­mu­ni­ka­tami "ja": "Czuję się zra­niony to­nem, któ­rego uży­łeś i chciał­bym, że­byś zwra­cał się do mnie z sza­cun­kiem, że­bym mógł cię le­piej usły­szeć". Kiedy ko­mu­ni­ku­jesz się przy po­mocy ko­mu­ni­ka­tów "ja", uła­twiasz dru­giej oso­bie nie­przyj­mo­wa­nie po­stawy de­fen­syw­nej i po­ma­gasz jej prak­ty­ko­wać em­pa­tię. Na tym wła­śnie po­lega na­wią­za­nie re­la­cji przed na­prawą sy­tu­acji.

NARZĘ­DZIE: Nie sto­suj tych sa­mych chwy­tów

Nie daj się zła­pać na ha­czyk i nie re­aguj ob­ra­ża­niem dziecka, krzy­kiem lub bra­kiem sza­cunku. One pro­wa­dzą do walki albo do ze­msty. Kiedy już ochło­nie­cie, emo­cje opadną i bę­dzie­cie mo­gli roz­ma­wiać z sza­cun­kiem, weź od­po­wie­dzial­ność za swoje dzia­ła­nia: "Zdaję so­bie sprawę, że w mo­ich sło­wach i za­cho­wa­niu nie było sza­cunku, bo cię skry­ty­ko­wa­łem".

16. RY­WA­LI­ZA­CJA PO­MIĘ­DZY RO­DZEŃ­STWEM

Ry­wa­li­za­cja po­mię­dzy ro­dzeń­stwem jest cał­kiem na­tu­ral­nym fe­no­me­nem. Nie warto wtrą­cać się w kłót­nie dzieci, sta­wać po czy­jejś stro­nie i roz­są­dzać, kto za­wi­nił. Ist­nieje duże praw­do­po­do­bień­stwo, że nie bę­dziesz mieć ra­cji, bo ni­gdy nie wiesz wszyst­kiego. Ra­cja za­wsze jest kwe­stią opi­nii. To, co wy­da­wać się bę­dzie spra­wie­dliwe to­bie, przy­naj­mniej przez jedno z two­ich dzieci zo­sta­nie ode­brane jako jawna nie­spra­wie­dli­wość.

NARZĘ­DZIE: Trak­tuj dzieci jed­na­kowo

Je­śli czu­jesz, że mu­sisz za­in­ter­we­nio­wać, aby za­koń­czyć spór, kłót­nie lub rę­ko­czyny, nie sta­wiaj się w roli sę­dziego, oskar­ży­ciela i kata. Za­miast tego trak­tuj dzieci jed­na­kowo. Nie za­kła­daj, że jedno z dzieci jest pro­wo­dy­rem, lecz wy­sy­łaj na przy­kład taki ko­mu­ni­kat: "Ko­chani, które z was chcia­łoby wpi­sać ten pro­blem do po­rządku ob­rad spo­tkań ro­dzin­nych?" lub: "Dzie­ciaki, czy po­trze­bu­je­cie udać się do wła­snych miejsc do­brego sa­mo­po­czu­cia, czy je­ste­ście w sta­nie zna­leźć roz­wią­za­nie już te­raz?" albo: "Chce­cie pójść do swo­ich po­koi i tam osobno po­szu­kać do­brego roz­wią­za­nia tej sy­tu­acji?".

NARZĘ­DZIE: Po­ka­zuj, że wie­rzysz

Kiedy do­ro­śli od­ma­wiają uczest­ni­cze­nia w nie­po­ro­zu­mie­niach lub kłót­niach ro­dzeń­stwa albo kiedy w ta­kich sy­tu­acjach trak­tują je jed­na­kowo, wtedy eli­mi­nują naj­waż­niej­szy po­wód, dla któ­rego ta­kie kłót­nie wy­bu­chają, czyli swoją osobę w kon­flik­cie. Miej wiarę, że dzieci po­tra­fią sa­mo­dziel­nie roz­wią­zać swoje pro­blemy. A ile umie­jęt­no­ści przy tym przy­swa­jają! Mo­żesz za­chę­cać je, mó­wiąc: "Daj­cie mi znać, kiedy znaj­dzie­cie roz­wią­za­nie tej sy­tu­acji, na które oby­dwoje się zga­dza­cie".

NARZĘ­DZIE: Spe­cjalny czas

Za­dbaj, by z każ­dym dziec­kiem spę­dzać in­dy­wi­du­al­nie spe­cjalny czas co­dzien­nie. Je­śli jedno dziecko jest za­zdro­sne o dru­gie, daj mu do zro­zu­mie­nia, że za­zdrość jest w po­rządku, że chcesz spę­dzić czas z każ­dym z nich i ra­dość sprawi ci by­cie z jed­nym i dru­gim.

NARZĘ­DZIE: Spo­tka­nia ro­dzinne

Or­ga­ni­zuj re­gu­larne spo­tka­nia ro­dzinne, na któ­rych dzieci uczą się do­ce­niać in­nych, kon­cen­tro­wać się na ich moc­nych stro­nach oraz szu­kać roz­wią­zań. Za­dbaj o przy­jemne ak­tyw­no­ści na ko­niec każ­dego spo­tka­nia ro­dzin­nego, dzięki któ­rym wzmoc­ni­cie umie­jęt­no­ści współ­pracy i kon­struk­tyw­nego dzia­ła­nia w ze­spole. Po­móż dzie­ciom od­kry­wać, że współ­praca z ludźmi ma­ją­cymi różne mocne strony jest nie­zwy­kle cie­kawa i in­spi­ru­jąca.

NARZĘ­DZIE: Upew­nij się, że prze­kaz mi­ło­ści do­tarł do dziecka

Ko­chaj każde dziecko jako wy­jąt­kową osobę. Po­rów­ny­wa­nie dzieci w celu zmo­ty­wo­wa­nia ich do na­śla­dow­nic­twa jest chy­bio­nym po­my­słem i przy­nosi od­wrotne re­zul­taty do za­mie­rzo­nych, a poza tym działa znie­chę­ca­jąco.

17. UWAGA (PO­TRZEBA UWAGI)

Wszyst­kie dzieci pra­gną uwagi ro­dzi­ców, lecz je­śli od­czu­wasz iry­ta­cję, roz­draż­nie­nie, zmar­twie­nie lub po­czu­cie winy, to praw­do­po­dob­nie twoje dziecko po­słu­guje się błędną stra­te­gią uwagi, a prze­ko­na­nie, które leży u pod­łoża jego za­cho­wań, brzmi: "Przy­na­leżę tylko wtedy, kiedy nie­ustan­nie zwra­casz na mnie uwagę lub trak­tu­jesz w szcze­gólny spo­sób". Aby za­chę­cić dziecko, po­służ się ukry­tym prze­ka­zem: "Za­uważ mnie. Za­an­ga­żuj mnie w coś uży­tecz­nego".

NARZĘ­DZIE: Prze­kie­ro­wa­nie

Za­mień za­kazy na po­zy­tywne ko­mu­ni­katy. Nie mów dziecku, czego ma nie ro­bić, tylko w co może się za­an­ga­żo­wać. Daj mu ja­kieś za­da­nie, by mo­gło do­świad­czyć two­jej po­zy­tyw­nej uwagi. Je­śli na przy­kład pro­wa­dzisz wła­śnie roz­mowę, a dziecko ci prze­rywa, wy­ja­śnij, że za trzy mi­nuty ją za­koń­czysz. Wręcz dziecku mi­nut­nik i po­proś, by dało ci znak, kiedy upłyną, a po­tem po­święć mu swoją całą uwagę.

NARZĘ­DZIE: Spe­cjalny czas

Za­pla­nuj spe­cjalny czas, który różni się od zwy­kłego czasu spę­dza­nego z dziec­kiem. Po ko­lei wy­bie­raj­cie, co bę­dzie­cie ro­bić z li­sty, którą wspól­nie wcze­śniej stwo­rzy­li­ście. (Pa­mię­taj, by odło­żyć na bok te­le­fon ko­mór­kowy i nie uży­wać go pod­czas spe­cjal­nego czasu z dziec­kiem). Wy­tyczne do­ty­czące dłu­go­ści i czę­sto­tli­wo­ści spe­cjal­nego czasu w za­leż­no­ści od wieku dziecka:

- 2-6 lat: dzie­sięć mi­nut dzien­nie,

- 7-12 lat: przy­naj­mniej pół go­dziny ty­go­dniowo,

- Po­wy­żej 13 lat: raz na mie­siąc (i niech to bę­dzie coś, czemu na­sto­la­tek nie po­trafi się oprzeć).

NARZĘ­DZIE: Ge­sty

Ro­dzice za­zwy­czaj mó­wią zbyt dużo. Gest może zna­czyć wię­cej niż słowa. Wcze­śniej ustal z dziec­kiem sy­gnały, któ­rymi mo­żesz się po­słu­gi­wać, by przy­po­mi­nać mu o ma­nie­rach i wa­szych usta­le­niach. Po­mocne może być rów­nież zi­gno­ro­wa­nie za­cho­wa­nia i za­miana słów na do­tyk. Kiedy od­czu­wasz iry­ta­cję lub roz­draż­nie­nie, kładź rękę na sercu, aby za­ko­mu­ni­ko­wać dziecku: "Ko­cham cię". Oby­dwoje po­czu­je­cie się le­piej.

NARZĘ­DZIE: Po­ka­zuj, że wie­rzysz

Uni­kaj spe­cjal­nego trak­to­wa­nia i wy­rę­cza­nia. Miej wiarę w to, że dziecko po­trafi po­ra­dzić so­bie z wszyst­kimi uczu­ciami (nie roz­wią­zuj pro­blemu ani nie ra­tuj dziecka). Kiedy po­ka­zu­jemy, że wie­rzymy, dzieci stają się od­waż­niej­sze i same za­czy­nają w sie­bie wie­rzyć.

18. WALKA

Do walki po­trzeba dwojga. Je­śli w re­la­cjach z dziec­kiem to­wa­rzy­szą ci ta­kie uczu­cia jak złość lub gniew, masz po­czu­cie, że zo­sta­łeś wy­zwany na po­je­dy­nek, czu­jesz się za­gro­żony lub po­ko­nany, to praw­do­po­dob­nie wła­śnie wal­czysz. Warto pa­mię­tać, że w przy­padku błęd­nej stra­te­gii wła­dzy prze­ko­na­nie dziecka brzmi: "Przy­na­leżę tylko wtedy, kiedy rzą­dzę lub przy­naj­mniej nie dam to­bie mną rzą­dzić", a w ukry­tym prze­ka­zie dziecko prosi: "Po­zwól mi po­móc. Daj mi wy­bór". Dzieci nie­ustan­nie te­stują ro­dzi­ców, by prze­ko­nać się, jaką re­al­nie mają wła­dzę. To zu­peł­nie nor­malne. Mą­drze jest wy­ko­rzy­sty­wać te sy­tu­acje, aby po­ka­zy­wać im, jak mogą kon­struk­tyw­nie ko­rzy­stać ze swo­jej mocy. Do­brym po­my­słem na uni­ka­nie po­ty­czek z dziec­kiem jest szu­ka­nie ob­sza­rów, w któ­rych może wy­ko­rzy­sty­wać wła­dzę w spo­sób po­zy­tywny.

NARZĘ­DZIE: Proś o po­moc

Przy­znaj, że nie mo­żesz zmu­sić dziecka do cze­go­kol­wiek i sta­wiaj na kon­struk­tywne wy­ko­rzy­sta­nie we­wnętrz­nej mocy dziecka po­przez pro­sze­nie je o po­moc. Mo­żesz rów­nież za­an­ga­żo­wać dziecko w znaj­do­wa­nie roz­wią­zań pod­czas spo­tkań ro­dzin­nych.

NARZĘ­DZIE: Ogra­ni­czony wy­bór

Za­stą­pie­nie po­le­ceń lub roz­ka­zów moż­li­wo­ścią wy­boru jest spo­so­bem na ogra­ni­cze­nie walki z dziec­kiem, po­nie­waż po­zwala za­spo­ka­jać dzie­cięcą po­trzebę au­to­no­mii. "Czas do łóżka. Dziś ty czy­tasz, a ja słu­cham, czy na od­wrót?".

NARZĘ­DZIE: Kon­tro­luj wła­sne za­cho­wa­nie

Przy­kład jest naj­lep­szym na­uczy­cie­lem. Czy ocze­ku­jesz, że dzieci będą kon­tro­lo­wały wła­sne za­cho­wa­nie, a so­bie po­bła­żasz? Wy­co­faj się z kon­fliktu i uspo­kój. Stwórz wła­sne miej­sce po­zy­tyw­nej prze­rwy i sy­gna­li­zuj dzie­ciom, kiedy po­trze­bu­jesz go użyć. Je­śli nie mo­żesz wyjść z po­miesz­cze­nia, po­licz do dzie­się­ciu lub weź kilka głę­bo­kich od­de­chów. Je­śli po­peł­nisz błąd i stra­cisz pa­no­wa­nie nad sobą, prze­proś dzieci.

NARZĘ­DZIE: Bądź życz­liwy i sta­now­czy

Życz­li­wość i sta­now­czość za­wsze po­winny iść w pa­rze. Taki tan­dem sku­tecz­nie chroni przed nad­uży­ciem jed­nego lub dru­giego i po­zwala bu­do­wać re­la­cję z dziec­kiem opartą na wza­jem­nym sza­cunku. Mo­głoby to brzmieć na­stę­pu­jąco: "Wi­dzę, że chciał­byś kon­ty­nu­ować grę na kom­pu­te­rze i te­raz jest pora obiadu. Na co uma­wia­li­śmy się w kwe­stii gier w po­rze po­sił­ków?". Sza­cu­nek ro­dzi sza­cu­nek. Kiedy oka­zu­jesz dzie­ciom sza­cu­nek, są bar­dziej skłonne do re­spek­to­wa­nia two­ich za­sad­nych i roz­sąd­nych po­le­ceń.

NARZĘ­DZIE: Zde­cy­duj, co zro­bisz

Jest to je­den ze spo­so­bów uni­ka­nia walki z dziećmi, do któ­rej do­cho­dzi, gdy usi­łu­jemy je do cze­goś zmu­sić. Wcze­śniej uprzedź dziecko o swo­ich za­mia­rach. Zde­cy­duj, co zro­bisz, za­miast pró­bo­wać dziecko prze­ko­nać do cze­go­kol­wiek: "Będę prał tylko te ubra­nia, które wy­lą­do­wały w ko­szu na brudną bie­li­znę". Pa­mię­taj, by ro­bić to, co za­po­wie­dzia­łeś.

19. WIE­CZORNE UTARCZKI

Wie­czorne kłót­nie można wy­eli­mi­no­wać, je­śli uczymy no­wych umie­jęt­no­ści w przy­jemny i za­bawny spo­sób. W przy­padku ma­łych dzieci z my­cia zę­bów można uczy­nić za­bawę. Mogą się ści­gać albo po pro­stu do­świad­czać ra­do­ści z wła­snego suk­cesu, gdy mó­wisz: "Wi­dzisz, po­tra­fisz". Gdy już na­będą umie­jęt­no­ści, ich chęć współ­pracy zna­cząco wzro­śnie, je­śli za­an­ga­żu­jesz je w pro­ces two­rze­nia wie­czor­nych pla­nów dnia (ry­tu­ałów).

NARZĘ­DZIE: Ry­tu­ały

Twórz z dziec­kiem ry­tu­ały i po­stę­puj zgod­nie z nimi. Wspól­nie za­sta­nów­cie się nad czyn­no­ściami, które na­leży wy­ko­nać każ­dego dnia (pój­ście do łóżka, od­ra­bia­nie pracy do­mo­wej, wyj­ście z domu) a po­tem zrób dziecku zdję­cia pod­czas wy­ko­ny­wa­nia każ­dej z nich. Po­wie­ście plan(y) w wi­docz­nym miej­scu. Nie umniej­szaj po­czu­cia spraw­czo­ści i od­po­wie­dzial­no­ści dziecka, sto­su­jąc na­grody.

NARZĘ­DZIE: Po­ka­zuj, że wie­rzysz

Mamy skłon­ność do nie­do­ce­nia­nia po­ten­cjału i spraw­czo­ści dzieci. Kiedy po­ka­zu­jemy, że w nie wie­rzymy, stają się od­waż­niej­sze i same za­czy­nają bar­dziej w sie­bie wie­rzyć. Za­miast pra­wić ka­za­nia, na­pra­wiać i wy­rę­czać, po­wiedz: "Wie­rzę w cie­bie. Wiem, że so­bie z tym po­ra­dzisz".

NARZĘ­DZIE: Jedno słowo

W ko­mu­ni­ko­wa­niu ocze­ki­wań po­je­dyn­cze słowa są rów­nie sku­teczne jak ge­sty. Strzeż się pu­łapki wcho­dze­nia w dzie­cięce dra­maty. Uni­kaj pra­wie­nia ka­zań i na­ma­wia­nia. Jedno słowo jako życz­liwe przy­po­mnie­nie wy­star­czy: "Łóżko", "ubra­nie" (jako przy­po­mnie­nie, by dziecko przy­go­to­wało ubra­nie na ko­lejny dzień po­przed­niego wie­czoru). Je­śli umowy two­rzy się wspól­nie w at­mos­fe­rze spo­koju, jedno słowo jest wszyst­kim, czego trzeba.

NARZĘ­DZIE: Spo­tka­nia ro­dzinne

Dzieci przy­swa­jają umie­jęt­no­ści spo­łeczne i ży­ciowe pod­czas co­ty­go­dnio­wych spo­tkań ro­dzin­nych. Szcze­gó­łowy ich opis znaj­dziesz w roz­dziale 10.

20. ZŁOŚĆ (WY­BU­CHY/NA­PADY ZŁO­ŚCI)

Wielu ro­dzi­ców wy­cho­wało się bez rze­czy, któ­rych pra­gnęli lub po­trze­bo­wali, i chcą, by dzie­ciń­stwo ich dzieci było bar­dziej za­sobne. Za­tem wy­bie­rają pod­da­nie się. Inni nie umieją ra­dzić so­bie z wy­bu­chami zło­ści i dez­apro­batą spo­łeczną w miej­scach pu­blicz­nych. I rów­nież się pod­dają. Błę­dem jest jed­nak my­śleć, że da­wa­nie dziecku wszyst­kiego, czego chce, jest naj­lep­szym spo­so­bem na oka­za­nie mu mi­ło­ści. Dziecko, które nie­od­po­wied­nio się za­cho­wuje, to dziecko znie­chę­cone. Trudno o tym pa­mię­tać, ma­jąc do czy­nie­nia z iry­tu­ją­cym, ra­nią­cym i trud­nym za­cho­wa­niem, dla­tego też warto mieć przy­go­to­waną wcze­śniej stra­te­gię ra­dze­nia so­bie w ta­kich sy­tu­acjach.

NARZĘ­DZIE: Przy­tu­la­nie

Główną za­sadą Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny jest na­wią­za­nie re­la­cji przed na­prawą sy­tu­acji. Przy­tu­le­nie jest świet­nym spo­so­bem na bu­do­wa­nie więzi. Po­nie­waż dzieci mają wro­dzoną po­trzebę wno­sze­nia wkładu (wkład jest źró­dłem po­czu­cia przy­na­leż­no­ści, zna­cze­nia oraz bu­duje prze­ko­na­nie o wła­snej spraw­czo­ści), to warto pro­sić o przy­tu­le­nie: "Po­trze­buję się przy­tu­lić" za­miast mó­wić: "Po­trze­bu­jesz przy­tu­le­nia".

NARZĘ­DZIE: Na­zwij i za­ak­cep­tuj uczu­cia

W po­rządku jest od­ma­wia­nie dziecku i w po­rządku jest rów­nież to, że w wy­niku tego się zło­ści. Po pro­stu na­zwij i za­ak­cep­tuj uczu­cia dziecka: "Wi­dzę, że od­czu­wasz złość i to jest w po­rządku. Chciał­byś do­stać to, czego pra­gniesz". A po­tem stań z boku i wspie­raj dziecko, gdy bę­dzie ra­dziło so­bie z wła­snymi trud­nymi uczu­ciami.

NARZĘ­DZIE: Dzia­łaj przez za­sko­cze­nie

Za­miast stan­dar­dowo re­ago­wać na za­cho­wa­nie bę­dące dla cie­bie wy­zwa­niem, po­wiedz: "Czy wiesz, że cię ko­cham?". Dziecko może być tak za­sko­czone twoją wy­po­wie­dzią, że prze­sta­nie się nie­od­po­wied­nio za­cho­wy­wać, bo to zda­nie od­bu­duje w nim po­czu­cie przy­na­leż­no­ści i zna­cze­nia. Po­czuje się dzięki temu le­piej i za­cznie się le­piej za­cho­wy­wać. Od­wró­ce­nie uwagi jest jed­nym z naj­sku­tecz­niej­szych na­rzę­dzi w przy­padku ma­łych dzieci. Za­miast wal­czyć z dziec­kiem lub "wkrę­cać się" w ener­gię jego wy­bu­chu zło­ści, za­cznij wy­da­wać śmieszne dźwięki, za­śpie­waj pio­senkę albo po­wiedz: "Chodź, zo­ba­czymy, co jest, o tam!".

NARZĘ­DZIE: Dzia­łaj bez słów

Cza­sami naj­le­piej za­mknąć usta i dzia­łać. Je­śli sy­tu­acja ma miej­sce w skle­pie, wy­pro­wadź dziecko na ze­wnątrz. Daj mu do zro­zu­mie­nia, że wszyst­kie uczu­cia, rów­nież złość, są w po­rządku i spró­buj­cie raz jesz­cze, gdy po­czuje się le­piej.

O AU­TOR­KACH

Dr JANE NEL­SEN - współ­au­torka be­st­sel­le­ro­wej se­rii ksią­żek o Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pli­nie, te­ra­peutka mał­żeństw, ro­dzin i dzieci z li­cen­cją ka­li­for­nij­ską oraz pre­le­gentka o mię­dzy­na­ro­do­wym roz­gło­sie. Jej książki sprze­dały się w po­nad­dwu­mi­lio­no­wym na­kła­dzie na ca­łym świe­cie. Jest nie tylko eks­pertką z dzie­dziny psy­cho­lo­gii Ad­le­row­skiej, lecz rów­nież mamą sied­miorga dzieci, bab­cią dwa­dzie­ściorga dwojga wnu­cząt i pra­bab­cią czter­na­ściorga pra­wnu­cząt. To wła­śnie czyni ją eks­per­tem z za­kresu wy­cho­wa­nia dzieci. Jane i jej mąż Barry miesz­kają w Sa­cra­mento, w San Diego.

KRI­STINA BILL - ko­bieta o wielu ta­len­tach, dzia­ła­jąca na po­gra­ni­czu biz­nesu, sztuki i roz­woju oso­bi­stego. Jest współ­au­torką cie­pło przy­ję­tej książki 101 Days to Make a Change (Crown Ho­use, 2011) no­mi­no­wa­nej w 2012 r. do na­grody Pe­ople's Book Prize w dwóch ka­te­go­riach: "Naj­lep­szej książki non-fic­tion" oraz "De­biutu pi­sar­skiego". Ma wy­kształ­ce­nie biz­ne­sowe, jest cer­ty­fi­ko­wa­nym life co­achem oraz edu­ka­to­rem Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny dla Ro­dzi­ców. Swoją wie­dzę i umie­jęt­no­ści wy­ko­rzy­stuje w kor­po­ra­cjach, gdzie spe­cja­li­zuje się w co­achingu przy­wódz­twa oraz oso­bi­stego wpływu. Uro­dziła się w Szwe­cji, a obec­nie wraz z part­ne­rem mieszka w Lon­dy­nie.

JOY MAR­CHESE - do­radca w ob­sza­rze edu­ka­cji, cer­ty­fi­ko­wana tre­nerka Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny oraz na­uczy­cielka li­ce­alna. Od po­nad dwu­dzie­stu lat pra­cuje z dziećmi i ro­dzi­cami w szko­łach pań­stwo­wych i pry­wat­nych. Jest za­ło­ży­cielką Po­si­tive Di­sci­pline UK, co­achem, tre­nerką PD, która pro­wa­dzi wiele warsz­ta­tów i wy­kła­dów w szko­łach oraz in­nych or­ga­ni­za­cjach w Eu­ro­pie, na Środ­ko­wym Wscho­dzie, w Azji oraz Sta­nach Zjed­no­czo­nych. Za­nim prze­pro­wa­dziła się z No­wego Jorku do Lon­dynu, pro­wa­dziła pry­watną prak­tykę i do­ra­dzała w te­ma­cie zdro­wia w po­dej­ściu ho­li­stycz­nym oraz peł­niła funk­cję dy­rek­tora pro­gra­mo­wego w or­ga­ni­za­cji po­za­rzą­do­wej, zaj­mu­ją­cej się wspie­ra­niem zdro­wia psy­chicz­nego za­gro­żo­nej mło­dzieży. Joy ma cu­downą có­reczkę i ra­zem z mę­żem mieszka w Lon­dy­nie.

JANE, KRI­STINA i JOY po­strze­gają się jako przed­się­bior­czy­nie oraz agentki zmiany. Dzięki nie­zwy­kłemu po­łącz­niu ich pa­sji i do­świad­cze­niu w ro­dzi­ciel­stwie, edu­ka­cji, pro­fe­sjo­nal­nym roz­woju, dba­niu o sie­bie oraz kre­atyw­no­ści po­wstało wszech­stronne spoj­rze­nie na współ­cze­sne ro­dzi­ciel­stwo, re­la­cje oraz roz­wój oso­bi­sty i za­wo­dowy. Ta książka wy­ja­śni do­brze udo­ku­men­to­wane i prze­ba­dane stra­te­gie two­rzące fun­da­ment suk­cesu Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny i za­bie­rze cię w po­dróż w głąb sie­bie, byś mógł do­ko­nać kon­kret­nych zmian i osią­gnąć spo­kój, szczę­ście oraz suk­ces w ży­ciu oso­bi­stym i za­wo­do­wym.

ROZ­DZIAŁ 14

TWOJE MA­RZE­NIA SĄ WAŻNE

Ge­etha pra­cuje w peł­nym wy­mia­rze go­dzin w domu, pro­wa­dząc wła­sny sklep z in­ter­ne­to­wymi kart­kami oko­licz­no­ścio­wymi i pre­zen­tami. Kiedy przy­je­chała do domu ze swoim nowo na­ro­dzo­nym dziec­kiem, miała fał­szywe prze­ko­na­nie, że bę­dzie w sta­nie pra­co­wać, gdy dziecko bę­dzie spało. W końcu no­wo­rodki zwy­kle śpią do osiem­na­stu go­dzin dzien­nie, prawda? W ciągu pierw­szych kilku ty­go­dni spę­dzo­nych z dziec­kiem w domu od­kryła, że bar­dzo za­lega z pracą. Nie miała po­ję­cia, gdzie po­dział się jej czas w ciągu dnia! Jak tylko na­kar­miła i prze­wi­nęła dziecko oraz wy­ko­nała kilka prac do­mo­wych, mu­siała wszystko za­czy­nać od nowa. Za­nim zdą­żyła się zo­rien­to­wać, jej mąż Ravi już wró­cił z pracy. Przez cały ten czas jej skrzynka od­bior­cza pęcz­niała od nie­zre­ali­zo­wa­nych za­mó­wień. Wy­czer­pana i po­iry­to­wana czuła, że nic nie idzie tak, jak się tego spo­dzie­wała.

ŻY­CIE SWOJĄ WI­ZJĄ ŻY­CIA

Oto kilka prawd, które warto za­ak­cep­to­wać: po pierw­sze ciąża nie jest czymś, czego się "nie za­uważa". No­sze­nie w so­bie dziecka wy­maga ogrom­nej ilo­ści ener­gii i za­so­bów, a ta siła musi się skądś brać. Dla­tego ważne, by przyj­rzeć się re­ali­stycz­nie swoim zo­bo­wią­za­niom, obo­wiąz­kom i re­la­cjom, i spraw­dzić, ja­kie zmiany na­leży wpro­wa­dzić. Po dru­gie po przyj­ściu dziecka na świat twoje ży­cie zmieni się na za­wsze. Od te­raz bę­dziesz ro­dzi­cem z wie­loma obo­wiąz­kami, wy­zwa­niami, zmar­twie­niami, ra­do­ściami i no­wymi do­świad­cze­niami. Do tego bę­dziesz w tej "pracy" no­wi­cju­szem (przy­naj­mniej w przy­padku pierw­szego dziecka)! Nie­któ­rzy czują się zna­ko­mi­cie przy­go­to­wani i wręcz stwo­rzeni do tych no­wych za­dań, a inni nie. Na py­ta­nie: "Co cię naj­bar­dziej za­sko­czyło po na­ro­dzi­nach dziecka?" 46,5 pro­cent ro­dzi­ców od­po­wie­działo: "Ca­ło­do­bowe po­trzeby mo­jego dziecka". Do tej pory mo­głaś być bar­dzo skon­cen­tro­wana na wła­snym ży­ciu. Na­gle po­ja­wia się no­wo­ro­dek, który po­lega wy­łącz­nie na to­bie i wy­maga ogrom­nej ilo­ści two­jego czasu i ener­gii. Aby nie stra­cić z oczu swo­jej wi­zji, jed­nym z dzia­łań, które mogą po­móc pra­cu­ją­cym ro­dzi­com, jest pla­no­wa­nie swo­jej ka­riery i ży­cia. Po­sia­da­nie pew­nych ram i po­rządku w tych ob­sza­rach, gdzie mamy pewną kon­trolę, może ogrom­nie po­móc, gdy czu­jesz się przy­tło­czona no­wymi oko­licz­no­ściami.

Pla­no­wa­nie ka­riery i ży­cia

Na końcu roz­działu 4 po­pro­si­li­śmy o okre­śle­nie swo­jej wi­zji. Nad­szedł czas, aby do­ko­nać jej prze­glądu i za­cząć roz­pi­sy­wać ją na re­alne cele. Sen­sem tego ćwi­cze­nia jest upew­nie­nie się, że an­ga­żu­jesz swoje wy­siłki we wła­ściwe ob­szary. Za­daj so­bie py­ta­nie: "Jak bę­dzie wy­glą­dało moje ży­cie za dwa lata? Za pięć lat? Za dzie­sięć?". Ma­lu­jący się przed tobą ob­raz jest praw­do­po­dob­nie naj­wy­raź­niej­szy, gdy pa­trzysz na naj­bliż­szy czas, i staje się co­raz bar­dziej mgli­sty, gdy za­sta­na­wiasz się nad dal­szą przy­szło­ścią. To cał­ko­wi­cie nor­malne. Trudno po­wie­dzieć, jak za dzie­sięć lat bę­dzie wy­glą­dać twoje ży­cie w tak szybko zmie­nia­ją­cym się świe­cie. Jed­nak na­dal warto się nad tym za­sta­no­wić. Prawdą jest, że czę­sto trzeba do­ko­ny­wać krót­ko­ter­mi­no­wych wy­rze­czeń, by osią­gnąć dłu­go­ter­mi­nowe cele. To nie jest pro­blem, chyba że nie wiesz, ja­kie są twoje dłu­go­ter­mi­nowe cele. Je­śli tego nie zro­bisz, po­jawi się ry­zyko, że twoje wy­bory będą chwi­lową re­ak­cją na to, co jest bez­po­śred­nio przed tobą. Co wię­cej, nie będą zgodne z tym, co jest dla cie­bie prio­ry­te­tem. Mo­żesz być bar­dziej po­datna na wpływy ze­wnętrzne i mieć trud­no­ści z do­strze­że­niem swo­jej wy­jąt­ko­wej ścieżki.

Gdy za­sta­na­wiamy się nad ce­lami, do­brym po­my­słem jest za­sto­so­wa­nie kon­cep­cji umysł-ciało-du­cho­wość. Umysł ozna­cza osią­gnię­cia in­te­lek­tu­alne i za­wo­dowe, dal­szą na­ukę i zdo­by­wa­nie kwa­li­fi­ka­cji. Ciało ozna­cza cele fit­ness, do­świad­cze­nia fi­zyczne, ta­kie jak pełne przy­gód wa­ka­cje, oraz oso­bi­ste osią­gnię­cia, np. udział w ma­ra­to­nach. Du­cho­wość obej­muje więk­sze cele ży­ciowe - du­chowe i re­li­gijne, wo­lon­ta­riat, wkład w różne dzieła, ini­cja­tywy i po­dobne dzia­ła­nia. Za­sta­nów się, gdzie chcesz się zna­leźć w tych trzech ob­sza­rach. Je­śli chcesz do­ko­nać dal­szego roz­bi­cia, mo­żesz po­now­nie zaj­rzeć do ka­te­go­rii "koła ży­cia" (te­raz obej­mu­jące Ka­rierę i Pie­nią­dze) lub po­dzie­lić je we­dług ce­lów oso­bi­stych i ro­dzin­nych. Jak­kol­wiek to ro­bisz, upew­nij się, że twoje cele nie są z sobą sprzeczne, jed­no­cze­śnie przyj­mu­jąc, że czę­sto będą po­trzebne pewne chwi­lowe po­świę­ce­nia, aby osią­gnąć dłu­go­ter­mi­nowe cele.

Aby to zi­lu­stro­wać, uży­jemy ka­te­go­rii umysł-ciało-du­cho­wość. Po­wiedzmy, że twoja wi­zja brzmi mniej wię­cej tak: Żyję peł­nią ży­cia; roz­wi­jam i wy­ko­rzy­stuję swoje dary i ta­lent; je­stem do­ce­niana i pa­mię­tana przez moją ro­dzinę, przy­ja­ciół i współ­pra­cow­ni­ków jako osoba ko­cha­jąca, wno­sząca wła­sny wkład i uczciwa. Do­brym po­my­słem jest za­pi­sa­nie swo­jej wi­zji i ce­lów z uży­ciem czasu te­raź­niej­szego. Pod­świa­do­mie zwięk­szy to twoje po­czu­cie spraw­stwa, a może na­wet stać się twoją man­trą, gdy zbu­du­jesz na­wyk re­gu­lar­nego prze­glą­da­nia swo­jej wi­zji i ce­lów. Ta­bela na na­stęp­nej stro­nie po­ka­zuje, jak można roz­pi­sać cel na kroki. Oczy­wi­ście twoja li­sta by­łaby znacz­nie bar­dziej szcze­gó­łowa niż przed­sta­wiony tu przy­kład.

Jane opo­wiada, że gdy była młodą ko­bietą, otrzy­mała kilka rad, które dia­me­tral­nie zmie­niły jej ży­cie. Mą­dra osoba do­ra­dziła jej, aby roz­wa­żyła uczęsz­cza­nie tylko na jedne za­ję­cia w col­lege'u w se­me­strze, i po­wie­działa, że za­nim jej dzieci uro­sną, praw­do­po­dob­nie bę­dzie miała już dy­plom. Jane po­słu­chała tej rady. Za­jęło jej to je­de­na­ście lat i wy­cho­wała w tym cza­sie pię­cioro dzieci, ale uzy­skała ty­tuł li­cen­cjata z roz­woju dziecka i re­la­cji ro­dzin­nych. Jej szó­ste dziecko uro­dziło się w po­ło­wie stu­diów, które koń­czyły się uzy­ska­niem ty­tułu ma­gi­stra, a stu­dia dok­tor­skie roz­po­częła, gdy jej siódme dziecko miało dzie­sięć mie­sięcy. Oczy­wi­ście miała mnó­stwo po­mocy i otrzy­my­wała wiel­kie wspar­cie ze strony męża oraz miesz­ka­ją­cej na stałe w jej domu niani.

PLAN DWU­LETNI

PLAN PIĘ­CIO­LETNI

PLAN DZIE­SIĘ­CIO­LETNI

UMYSŁ

Awan­suję na wyż­szy po­ziom w swo­jej dzie­dzi­nie

Mam ty­tuł ma­gi­stra

Otrzy­ma­łam co naj­mniej jedną nową pro­mo­cję w swo­jej dzie­dzi­nie

CIAŁO

Je­stem po­now­nie w for­mie sprzed po­rodu

Prze­ży­wam co naj­mniej jedną przy­godę z mo­jej li­sty rze­czy do zro­bie­nia choć raz w ży­ciu

Dbam o swoje zdro­wie i spraw­ność fi­zyczną; prze­ży­wam co naj­mniej jesz­cze jedną przy­godę z mo­jej li­sty rze­czy do zro­bie­nia choć raz w ży­ciu

DU­CHO­WOŚĆ

Co­dzien­nie me­dy­tuję; raz w mie­siącu zgła­szam się na ochot­nika do pracy w wy­bra­nej przeze mnie or­ga­ni­za­cji cha­ry­ta­tyw­nej

Ro­bię so­bie przy­naj­mniej jedną ty­go­dniową prze­rwę od obo­wiąz­ków; uczę moje dzieci, jak me­dy­to­wać

Raz w roku ro­bię so­bie prze­rwę; re­gu­lar­nie wspie­ram wy­braną przez sie­bie dzia­łal­ność cha­ry­ta­tywną

Jak nie zwa­rio­wać

Dla nie­któ­rych osób pla­no­wa­nie ży­cia wiąże się ze stra­chem i nie­po­ko­jem. Osią­gnię­cie za­pla­no­wa­nych ce­lów może się wy­da­wać nie­moż­liwe, a na­wet pro­wa­dzić do my­śli, że inni osią­gają to wszystko, a ty nie je­steś w sta­nie tego zro­bić. Po­rów­ny­wa­nie sie­bie z in­nymi jest da­remne, po­nie­waż ni­gdy nie wiesz w pełni, co się dzieje w ży­ciu in­nych lu­dzi. Prawdę mó­wiąc, nie ma żad­nych gwa­ran­cji, co do tego, jak się ułożą plany ży­ciowe każ­dego z nas. Je­śli jed­nak po­świę­cisz tro­chę czasu i wy­siłku, aby za­pla­no­wać swój suk­ces, zwięk­szysz wła­sne szanse na jego osią­gnię­cie. Z odro­biną szczę­ścia droga do celu sprawi ci wiele sa­tys­fak­cji, bo bę­dziesz wie­dzieć, że wy­ko­rzy­stu­jesz dane ci szanse i ży­jesz w pełni. Ak­cep­tu­jesz ra­dość i smu­tek nie­po­wo­dzeń. By­cie tu i te­raz w każ­dej chwili jest czę­ścią prak­tyki pa­mię­ta­nia o wła­snych ce­lach. Jest to nie­zwy­kle ko­rzystne dla zdro­wia psy­chicz­nego i fi­zycz­nego. Uważne sku­pie­nie się na swo­ich ce­lach uła­twia rów­nież wpro­wa­dza­nie zmian krok po kroku, aby upew­nić się, że po­zo­sta­jesz na wła­ści­wym kur­sie.

Je­śli czu­jesz, że ogar­nia cię strach, warto pa­mię­tać, że strach jest tylko emo­cją - ni­czym in­nym! Emo­cje przy­cho­dzą i od­cho­dzą. Po pro­stu po­zwól so­bie go po­czuć, weź kilka od­de­chów i wiedz, że strach mi­nie. Na­stęp­nie, kiedy bę­dziesz już na to go­towa, zrób coś, co sprawi, że po­czu­jesz się do­brze. Dzia­ła­nie to świetny spo­sób na zła­go­dze­nie stra­chu. Po­ćwicz tro­chę, za­dzwoń do przy­ja­ciółki lub prze­czy­taj do­brą książkę. (Jedna z au­to­rek lubi sprzą­tać - w ja­kiś spo­sób, wi­dząc pa­nu­jący wo­kół niej po­rzą­dek, czuje się spo­koj­niej!). Odro­bina stra­chu i nie­po­koju w ca­łym ży­ciu jest ab­so­lut­nie nor­malna, szcze­gól­nie w chwi­lach tak du­żych zmian jak ciąża. W prak­tyce strach może być ko­rzystny, po­py­cha­jąc cię do przodu i po­ma­ga­jąc unik­nąć sta­gna­cji. Ale je­śli po­jawi się u cie­bie w cza­sie ciąży lub po na­ro­dzi­nach dziecka na­wra­ca­jący, ir­ra­cjo­nalny i nie­ustę­pu­jący lęk, ko­niecz­nie udaj się do le­ka­rza.

Zmiana jest za­wsze trudna i w pew­nym sen­sie bo­le­sna. Jest jed­nak nie­unik­niona i sta­nowi nie­zbędny skład­nik two­jego roz­woju oraz póź­niej­szego do­brego sa­mo­po­czu­cia. Warto za­ak­cep­to­wać tę prawdę. Niech twoje pla­no­wa­nie po­pro­wa­dzi cię i za­pewni dro­go­wskazy w cię­gle zmie­nia­ją­cym się świe­cie.

In­nym waż­nym aspek­tem w ro­dzi­ciel­stwie jest nie­unik­niona zmiana w two­ich re­la­cjach. Ty i twój part­ner prze­ży­je­cie ra­zem kilka in­ten­syw­nych chwil, a dy­na­mika wa­szego związku może ulec zmia­nie. Piękno Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny po­lega na tym, że na­rzę­dzia, które ona ofe­ruje, są uni­wer­salne i sku­teczne w od­nie­sie­niu do osób w każ­dym wieku. A co z przy­jaź­niami? Je­śli je­steś ro­dzi­cem, a twoja bli­ska przy­ja­ciółka nie, może to sta­no­wić dla was obu wy­zwa­nie. Warto pa­mię­tać, że z bie­giem czasu twoi zna­jomi przy­zwy­czają się rów­nież do zmian w two­ich prio­ry­te­tach i har­mo­no­gra­mach, więc kwe­stie te będą spra­wiać mniej pro­ble­mów.

Nie­wąt­pli­wie na­stą­pią rów­nież zmiany w twoim ży­ciu za­wo­do­wym, przy­naj­mniej w krót­kiej per­spek­ty­wie. Wiele ko­biet mar­twi się tym (i słusz­nie), po­nie­waż w wielu miej­scach pracy wciąż bra­kuje przy­ja­znej ro­dzi­com po­li­tyki. Na ko­lej­nych stro­nach przyj­rzymy się wielu stra­te­giom za­rzą­dza­nia tą zmianą tak płyn­nie, jak to tylko moż­liwe, za­czy­na­jąc od tego, jak wzmoc­nić swoją po­zy­cję za­wo­dową.

BU­DO­WA­NIE SO­LID­NEJ PO­ZY­CJI ZA­WO­DO­WEJ

Nie­za­leż­nie od tego, w ja­kim za­wo­dzie pra­cu­jesz, suk­ces za­wo­dowy w du­żej mie­rze za­leży od two­jej po­zy­cji i re­pu­ta­cji za­wo­do­wej. Wiele osób nie po­święca temu za­gad­nie­niu czasu na świa­dome prze­my­śle­nia. Kon­ty­nu­ują pracę, sta­rają się jak naj­le­piej spro­stać ocze­ki­wa­niom, a może na­wet je prze­wyż­szyć, a po­tem mają na­dzieję na awans. Nie­stety, rze­czy­wi­stość jest taka, że wiele ko­biet do­świad­cza nie­po­żą­da­nego spo­wol­nie­nia ka­riery po uro­dze­niu dzieci. Dla­tego warto za­in­we­sto­wać tro­chę czasu i wy­siłku w ugrun­to­wa­nie swo­jej po­zy­cji za­wo­do­wej i opi­nii na swój te­mat.

Ist­nieją trzy ob­szary, na któ­rych mo­żesz się skon­cen­tro­wać: ty sama, twoi naj­bliżsi i szer­sze grono osób. Przyj­rzymy się ko­lejno tym ob­sza­rom, aby do­wie­dzieć się, jak może to po­móc. Prze­cho­dząc przez te czę­ści roz­działu, trak­tuj je jako wska­zówki i po­my­sły, a nie rze­czy, które mu­sisz zro­bić. Wy­bierz te su­ge­stie, które to­bie od­po­wia­dają, i nie pró­buj wpro­wa­dzać w ży­cie wszyst­kich. Pa­mię­taj, że praw­do­po­dob­nie już ro­bisz wiele z tych rze­czy, a do­sko­na­łość ni­gdy nie jest ce­lem (i tak na­prawdę nie ist­nieje). Naj­waż­niej­szym aspek­tem, który po­może ci osią­gnąć do­brą po­zy­cję za­wo­dową, jest czer­pa­nie ra­do­ści z tego, co ro­bisz, i po­zwa­la­nie, aby to za­bły­sło. Tak jak w przy­padku każ­dego in­dy­wi­du­al­nego za­da­nia, w pracy cho­dzi rów­nież o od­po­wied­nie zgra­nie w cza­sie. Na przy­kład, je­śli wła­śnie uro­dzi­łaś pierw­sze dziecko i czu­jesz się przy­tło­czona, nie stre­suj się, sta­wia­jąc so­bie nad­mierne wy­ma­ga­nia do­ty­czące zmiany pracy. Skon­cen­truj się na czer­pa­niu przy­jem­no­ści z etapu ży­cio­wego, w któ­rym się znaj­du­jesz, i po­wróć do tej czę­ści książki, gdy bę­dziesz miała wię­cej czasu i prze­strzeni na po­nowne za­ję­cie się swo­imi ce­lami za­wo­do­wymi.

In­we­stuj w sie­bie

Pa­mię­taj, by być osobą przy­ja­zną. To może wy­da­wać się zwod­ni­czo pro­ste, ale prawda jest taka, że lu­dzie chcą pra­co­wać z tymi, któ­rych lu­bią i któ­rym ufają. Bar­dziej praw­do­po­dobne jest, że zo­sta­niesz wy­brana do udziału w in­te­re­su­ją­cych pro­jek­tach i awan­su­jesz, je­śli prze­ło­żeni i klienci będą lu­bić, gdy bę­dziesz w po­bliżu. Lu­dzie za­czną za tobą tę­sk­nić, gdy bę­dziesz na urlo­pie ma­cie­rzyń­skim i cie­plej cie­bie wi­tać, gdy z niego wró­cisz. Po­święć temu aspek­towi sporą część czasu i ener­gii, oka­zuj uczci­wość i nie­za­wod­ność.

Bądź sobą. Skup się na swo­ich moc­nych stro­nach i zo­bacz, jak mo­żesz je wy­ko­rzy­stać na swoją ko­rzyść. Po­znaj swoje sła­bo­ści, aby nie two­rzyły mar­twych punk­tów i nie sa­bo­to­wały two­ich wy­sił­ków. Wszy­scy mamy moc­niej­sze i słab­sze strony. Wiemy też, że mo­żemy nad sobą pra­co­wać i że dzięki dys­cy­pli­nie oraz wy­sił­kowi mo­żemy roz­wi­jać swoje ta­lenty. To do­brze, ale ni­gdy nie po­win­naś pró­bo­wać cał­ko­wi­cie zmie­niać ob­razu tego, kim je­steś. Au­ten­tycz­ność jest nie­zbędna dla zdro­wia psy­chicz­nego i ży­cia w zgo­dzie ze sobą, a także by być godną za­ufa­nia w miej­scu pracy. Więk­szość lu­dzi uważa, że spę­dza­nie czasu z kimś, kto jest au­ten­tyczny, jest od­świe­ża­jące i uspo­ka­ja­jące.

Pa­mię­taj, aby czę­sto się uśmie­chać. Pa­mię­tasz neu­rony lu­strzane w mó­zgu, które spra­wiają, że dzieci się uczą? Cóż, my do­ro­śli też je po­sia­damy. Kiedy się uśmie­chamy, świat uśmie­cha się do nas, prawda? Uśmie­chy i śmiech uwal­niają en­dor­finy. Nie mu­sisz być naj­lep­szą przy­ja­ciółką dla każ­dego, ale to świetny spo­sób na sze­rze­nie po­zy­tyw­nego na­sta­wie­nia. Działa to rów­nież w drugą stronę. Gdy świa­do­mie sta­rasz się uśmie­chać i być przy­ja­zną dla in­nych, uwal­niasz we wła­snym ciele en­dor­finy, które po­mogą zła­go­dzić zmę­cze­nie i stres[1].

In­we­stuj w in­nych

Pra­cuj nad bu­do­wa­niem za­ufa­nia. Za­in­we­stuj w do­bre spę­dze­nie czasu ze wszyst­kimi stro­nami - swo­imi współ­pra­cow­ni­kami, ka­drą kie­row­ni­czą i klien­tami. Jed­nym z naj­lep­szych spo­so­bów na zbu­do­wa­nie za­ufa­nia jest dzie­le­nie się oso­bi­stymi do­świad­cze­niami i ofe­ro­wa­nie po­mocy w ra­zie po­trzeby. Za­da­waj py­ta­nia pełne cie­ka­wo­ści i na­prawdę po­znaj lu­dzi, z któ­rymi pra­cu­jesz. Za­an­ga­żuj się w ak­tywne słu­cha­nie, za­da­jąc otwarte py­ta­nia i uważ­nie słu­cha­jąc od­po­wie­dzi, bez roz­pra­sza­nia się czy my­śle­nia o tym, co po­wiesz za chwilę.

Nie bój się oka­zy­wać swo­jej pa­sji. Ja­sno określ, co w two­jej pracy cię an­ga­żuje i ko­mu­ni­kuj to swoim współ­pra­cow­ni­kom. Mo­żesz jed­no­cze­śnie po­móc ko­muś, kto stara się zna­leźć sens i pa­sję we wła­snej pracy. Kon­tro­luj swoje ego. Jak zna­leźć rów­no­wagę mię­dzy cie­sze­niem się wła­snymi suk­ce­sami a oka­zy­wa­niem aro­gan­cji? Nikt nie lubi skon­cen­tro­wa­nej wy­łącz­nie na so­bie osoby w dziale. Świet­nym spo­so­bem na zna­le­zie­nie tej rów­no­wagi jest rzu­ce­nie świa­tła na wy­siłki ze­społu. Za­wsze pod­kre­ślaj suk­cesy in­nych lu­dzi. Wtedy bę­dziesz mo­gła rów­nież wspo­mnieć o swoim wła­snym wkła­dzie, nie wy­cho­dząc na ego­cen­tryczkę. Na­wet je­śli pra­cu­jesz na wła­sny ra­chu­nek, bez wąt­pie­nia masz współ­pra­cow­ni­ków, któ­rzy przy­czy­niają się do suk­cesu two­jego przed­się­wzię­cia. Pa­mię­taj, aby im dzię­ko­wać i ich do­ce­niać.

Daj się po­znać więk­szej licz­bie osób

Świetną me­todą oka­zy­wa­nia za­an­ga­żo­wa­nia w swoim miej­scu pracy jest zna­le­zie­nie spo­so­bów na da­wa­nie in­nym cze­goś od sie­bie. Po­świę­ce­nie czasu i wy­siłku na roz­wój in­nych pla­suje się wy­soko na li­ście, więc za­an­ga­żuj się w ich szko­le­nia i roz­wój. To rów­nież ob­szar, w któ­rym twoje umie­jęt­no­ści ro­dzi­ciel­skie mogą na­prawdę wy­su­nąć się na pierw­szy plan, po­nie­waż stale kie­ru­jesz za­cho­wa­niami swo­jego dziecka w domu.

W za­leż­no­ści od branży ist­nieje wiele róż­nych spo­so­bów bu­do­wa­nia sze­ro­kiego grona współ­pra­cow­ni­ków. Je­śli je­steś czę­ścią du­żej or­ga­ni­za­cji, bar­dzo przy­datne może być bu­do­wa­nie ta­kiej sieci we­wnątrz firmy. Po­szu­kaj we­wnętrz­nych pro­gra­mów men­tor­skich i klu­bów, do któ­rych mo­żesz do­łą­czyć. Czy­taj we­wnętrzne biu­le­tyny i do­cie­raj do po­le­ca­nych współ­pra­cow­ni­ków. Wiele osób chęt­nie po­dzieli się swo­imi suk­ce­sami, a ty na­wią­żesz przy tym do­bre kon­takty. Nie bój się pro­sić o rady i wska­zówki. Na­stęp­nie są kon­fe­ren­cje, or­ga­ni­za­cje za­wo­dowe i targi - to świetne miej­sca do na­wią­zy­wa­nia kon­tak­tów. Gdy już je zdo­bę­dziesz, idź da­lej. Za­proś nowo po­zna­nych lu­dzi na kawę lub lunch i przy­go­tuj się na kilka in­te­re­su­ją­cych te­ma­tów do omó­wie­nia, np. jak po­ten­cjal­nie mo­żesz im po­móc. Mogą czuć się bar­dziej skłonni do spo­tka­nia się z tobą, je­śli uznają, że ko­rzyść bę­dzie obo­pólna.

Do­sko­na­łym spo­so­bem na ugrun­to­wa­nie swo­jej po­zy­cji w swoim ob­sza­rze za­wo­do­wym jest za­bie­ra­nie głosu pod­czas róż­nych wy­da­rzeń. Wiele osób uznało za bar­dzo po­mocne do­łą­cze­nie do To­a­st­ma­sters, aby po­pra­wić swoje umie­jęt­no­ści ora­tor­skie. To­a­st­ma­sters In­ter­na­tio­nal (www.to­a­st­ma­sters.org) jest świa­to­wym li­de­rem w dzie­dzi­nie ko­mu­ni­ka­cji i roz­woju przy­wódz­twa i po­siada prze­szło 352 tys. człon­ków.

Je­śli pu­bliczne prze­ma­wia­nie nie jest twoją mocną stroną, mo­żesz opu­bli­ko­wać ar­ty­kuł w ma­ga­zy­nie bran­żo­wym. Po­mocne może być rów­nież wzię­cie udziału w za­ję­ciach z pi­sa­nia w col­lege'u. Może twoja branża or­ga­ni­zuje kon­kursy, do któ­rych mo­żesz zgło­sić sie­bie lub swój ze­spół. Więk­szość firm w dzi­siej­szych cza­sach jest za­an­ga­żo­wana w dzia­ła­nia zwią­zane ze spo­łeczną od­po­wie­dzial­no­ścią biz­nesu lub dzia­ła­nia pro bono. To może być ko­lejna świetna i bar­dzo sa­tys­fak­cjo­nu­jąca dzie­dzina, w któ­rej mo­żesz się od­na­leźć i ugrun­to­wać swoją po­zy­cję.

Wszyst­kie te dzia­ła­nia staną się twoim ka­pi­ta­łem, z któ­rego bę­dziesz mo­gła sko­rzy­stać, gdy za­ło­żysz lub po­więk­szysz swoją ro­dzinę. Za­pew­nią ci rów­nież spo­kój du­cha zwią­zany z tym, że do­brze za­rzą­dzasz swoim ży­ciem za­wo­do­wym, i po­zwolą ci pod­czas urlopu ma­cie­rzyń­skiego zwol­nić na pe­wien czas bez zbyt­niego nie­po­koju. Ma­jąc ugrun­to­waną do­brą po­zy­cję za­wo­dową, mo­żesz zro­bić wiele, aby płyn­nie za­rzą­dzać przej­ściem na urlop ma­cie­rzyń­ski i póź­niej­szym po­wro­tem do pracy.

ZA­RZĄ­DZA­NIE URLO­PEM MA­CIE­RZYŃ­SKIM

Je­śli cho­dzi o ochronę two­ich ma­rzeń za­wo­do­wych, mo­żesz zro­bić wiele w kwe­stii urlopu ma­cie­rzyń­skiego, aby za­pew­nić so­bie płynne przej­ście i po­wrót z niego z mi­ni­mal­nym wpły­wem na twoją po­zy­cję za­wo­dową. Je­śli je­steś osobą sa­mo­za­trud­nioną, za­pla­no­wa­nie urlopu ma­cie­rzyń­skiego jest rów­nie ważne, a może na­wet waż­niej­sze - jak od­kryła Ge­etha z hi­sto­rii otwie­ra­ją­cej ten roz­dział. Praca Ge­ethy po­lega na wy­cho­dze­niu na­prze­ciw ocze­ki­wa­niom swo­ich klien­tów i nie mo­gła so­bie po­zwo­lić, aby nie móc re­ali­zo­wać w dłuż­szym cza­sie za­mó­wień. Upo­rząd­ko­wa­nie domu bę­dą­cego miej­scem pracy po­zwoli ci cie­szyć się wol­nym cza­sem spę­dza­nym z nie­mow­la­kiem i star­szymi dziećmi. Zła­go­dzi też po­czu­cie winy i strach przed ko­niecz­no­ścią re­zy­gna­cji z za­wo­do­wych ce­lów i ma­rzeń. Po­może ci sku­pić się na chwili i cie­szyć się ro­dziną w domu oraz pracą w pracy.

Za­nim pój­dziesz na urlop

Przede wszyst­kim mo­żesz chcieć za­pla­no­wać fi­nanse ze swoim part­ne­rem, aby usta­lić, ile każde z was bę­dzie pra­co­wało po przyj­ściu na świat dziecka. Może to mieć rów­nież wpływ na dłu­gość urlopu ma­cie­rzyń­skiego. Dla wielu ma­tek dłu­gość urlopu to nie tyle wy­bór, ile wy­nik po­li­tyki sto­so­wa­nej w miej­scu pracy. Inni mogą mieć do dys­po­zy­cji pewną ela­stycz­ność i może to spro­wa­dzać się do umie­jęt­no­ści ne­go­cja­cyj­nych (patrz s. 301, aby uzy­skać wska­zówki, jak roz­wi­jać swoje umie­jęt­no­ści ne­go­cja­cyjne).

Je­śli je­steś za­trud­niona na eta­cie, po­znaj po­li­tykę miej­sca pracy w od­nie­sie­niu do urlopu ma­cie­rzyń­skiego, ela­stycz­nego czasu pracy i za­trud­nie­nia w nie­peł­nym wy­mia­rze go­dzin. Mo­żesz być prze­ko­nana, że wró­cisz w peł­nym wy­mia­rze go­dzin, ale oko­licz­no­ści lu­bią się zmie­nić i do­brze mieć wcze­śniej in­for­ma­cje na te­mat wszyst­kich do­stęp­nych opcji. Je­śli pra­cu­jesz w domu, za­cznij spraw­dzać i pla­no­wać, jak mo­żesz kon­ty­nu­ować pracę po przyj­ściu na świat dziecka. Je­śli masz wy­star­cza­jąco dużo miej­sca, mo­żesz pra­co­wać z dziec­kiem i opie­ku­nem prze­by­wa­ją­cym w domu. Jed­nak wiele mło­dych ma­tek po­wra­ca­ją­cych z urlopu ma trud­no­ści z kon­cen­tra­cją, prze­by­wa­jąc w tym sa­mym miej­scu co ich dziecko, więc do­brze jest za­cząć roz­glą­dać się za przy­ja­znymi dla pracy miej­scami w two­jej oko­licy, ta­kimi jak ośrodki pracy dla fre­elan­ce­rów, bi­blio­teki czy ka­wiar­nie. I nie bój się dać so­bie czas na by­cie młodą matką i two­rze­nie więzi z dziec­kiem, co bę­dzie ła­twiej­sze, je­śli za­pla­nu­jesz wszystko z wy­prze­dze­niem.

Kiedy na­dej­dzie od­po­wiedni czas (dla więk­szo­ści ko­biet to drugi try­mestr) i bę­dziesz już czuć się swo­bod­nie, roz­ma­wia­jąc o swo­jej ciąży, mów o niej. Ważne jest, aby zła­go­dzić wszel­kie obawy swo­jego prze­ło­żo­nego, współ­pra­cow­ni­ków czy klien­tów zwią­zane z py­ta­niem, jak mają so­bie ra­dzić z ob­cią­że­niem pracą, gdy ty bę­dziesz na urlo­pie, a także do­ty­czące two­jego zo­bo­wią­za­nia do po­wrotu do pracy. Wy­ja­śnij za­równo ze współ­pra­cow­ni­kami, jak i z prze­ło­żo­nym, ja­kie są ich ocze­ki­wa­nia do­ty­czące utrzy­my­wa­nia z tobą kon­taktu pod­czas two­jej nie­obec­no­ści. Nie­któ­rzy pra­co­dawcy płacą za urlop ma­cie­rzyń­ski i mogą nie pa­trzeć przy­chyl­nie na twoją cał­ko­witą nie­do­stęp­ność. Znajdź so­bie w pracy so­jusz­nika, który może być twoim źró­dłem in­for­ma­cji pod­czas nie­obec­no­ści. Na­wiąż kon­takt z in­nymi mło­dymi ro­dzi­cami w miej­scu pracy i do­łącz do wszel­kich sieci lub klu­bów ro­dzi­ciel­skich, ja­kie mogą ist­nieć w two­jej fir­mie. Je­śli masz bez­po­średni kon­takt ze swo­imi klien­tami, mo­żesz chcieć wy­ja­śnić im, w ja­kim stop­niu bę­dziesz się z nimi kon­tak­to­wała pod­czas urlopu, a także kto bę­dzie cię za­stę­po­wał pod­czas nie­obec­no­ści. Ma to klu­czowe zna­cze­nie, je­śli pro­wa­dzisz wła­sny biz­nes, w któ­rym klienci mogą być przy­zwy­cza­jeni do kon­tak­tów tylko z tobą. Nie­za­leż­nie od oko­licz­no­ści do­brą wska­zówką jest, by nie ocze­ki­wać spe­cjal­nych wzglę­dów czy przy­sług z tego po­wodu, że je­steś w ciąży. Może to zra­zić do cie­bie ze­spół i prze­ło­żo­nych, z któ­rych wielu może nie być ro­dzi­cami. Mo­żesz wiele zro­bić, aby po­zo­stać w kon­tak­cie ze swoją branżą.

Zi­den­ty­fi­kuj źró­dła, które po­mogą ci być na bie­żąco z klu­czo­wymi te­ma­tami, i za­pla­nuj, w jaki spo­sób mo­żesz po­zo­stać w kon­tak­cie (np. wy­kup oso­bi­stą pre­nu­me­ratę ma­ga­zynu bran­żo­wego lub za­pisz się do biu­le­ty­nów za po­mocą oso­bi­stego ad­resu email). Zi­den­ty­fi­kuj klu­czo­wych gra­czy i wy­da­rze­nia w swo­jej branży, skon­tak­tuj się z nimi, weź udział w kilku do­dat­ko­wych wy­da­rze­niach i patrz w przy­szłość, co bę­dzie się działo pod­czas two­jej nie­obec­no­ści. Ozna­cza to, że po po­wro­cie bę­dziesz mo­gła szybko wró­cić na pełne ob­roty i nie czuć, że wy­pa­dłaś z obiegu. Po­szu­kaj wzo­rów do na­śla­do­wa­nia w swo­jej branży lub poza nią. Czy mogą być two­imi men­to­rami? A może po pro­stu mogą udzie­lić ci po­rady? Lu­dzie zwy­kle chęt­nie dzielą się in­for­ma­cjami, gdy zo­staną szcze­rze po­pro­szeni o wy­ja­wie­nie se­kretu ich suk­cesu.

Na ko­niec za­daj so­bie py­ta­nie, czy czas wolny jest oka­zją do po­now­nego przyj­rze­nia się swoim wy­bo­rom za­wo­do­wym. Je­śli zmiana sta­no­wi­ska lub pracy jest czymś, czego za­wsze pra­gnę­łaś, może to być do­bra oka­zja, by za­cząć po­szu­ki­wa­nia. Nie­któ­rzy mogą rów­nież zde­cy­do­wać się na by­cie przez pe­wien czas ro­dzi­cem na pe­łen etat, je­śli tylko po­zwala na to ich sy­tu­acja fi­nan­sowa.

Pod­czas nie­obec­no­ści w pracy

W na­szym ba­da­niu do­ty­czą­cym pra­cu­ją­cych ro­dzi­ców 41 pro­cent stwier­dziło, że pod­czas urlopu ma­cie­rzyń­skiego lub ta­cie­rzyń­skiego kon­tak­to­wali się oni ze swoim miej­scem pracy kil­ka­krot­nie. Ko­lejne 18 pro­cent stwier­dziło, że utrzy­muje kon­takt co ty­dzień lub kilka razy w ty­go­dniu. Wielu świeżo upie­czo­nych ro­dzi­ców, za­równo ma­tek, jak i oj­ców, uważa urlop ro­dzi­ciel­ski za wy­jąt­kowy czas - mo­ment na ode­rwa­nie się od zgiełku i sku­pie­nie się na czymś ma­gicz­nym w ich ży­ciu. Dla nich to szansa na cał­ko­wite ode­rwa­nie się od pracy. Inni chcą trzy­mać rękę na pul­sie, aby upew­nić się, że nie zo­staną szybko za­po­mniani i nie po­czują się od­su­nięci na boczny tor. Po­now­nie, nie ma do­brych ani złych ście­żek - mu­sisz sama za­de­cy­do­wać, co jest dla cie­bie naj­lep­sze, bio­rąc pod uwagę twoją wła­sną sy­tu­ację ro­dzinną i za­wo­dową. Je­śli pro­wa­dzisz wła­sną firmę, utrzy­my­wa­nie kon­taktu jest czę­sto ko­niecz­no­ścią.

Klu­czową kwe­stią jest do­trzy­ma­nie wszel­kich umów za­war­tych z prze­ło­żo­nym lub klien­tami przed uda­niem się na urlop. Kon­tak­tuj się re­gu­lar­nie ze swoim so­jusz­ni­kiem w miej­scu pracy, by otrzy­my­wać ak­tu­alne in­for­ma­cje o zmia­nach w fir­mie i jej po­li­tyce. Bądź w kon­tak­cie za­równo z in­nymi ro­dzi­cami oraz szer­szą spo­łecz­no­ścią pra­cow­ni­czą. Być może w po­bliżu miesz­kają ko­le­żanki lub ko­le­dzy, któ­rzy rów­nież prze­by­wają na urlo­pie ro­dzi­ciel­skim. Na­wet je­śli nie je­steś na co dzień w pracy, na­dal mo­żesz umó­wić się na kawę z kimś ze swo­jej branży lub ze swoim men­to­rem. Na­dal czy­taj na te­mat bie­żą­cych wy­da­rzeń w two­jej branży. Je­śli masz wy­star­cza­jąco dużo ener­gii i masz dziecko, które do­brze śpi (masz szczę­ście!), mo­żesz da­lej roz­wi­jać się w wy­bra­nym ob­sza­rze za­in­te­re­so­wań i prze­pro­wa­dzić do­dat­kowe dzia­ła­nia. W ten spo­sób wró­cisz do pracy pełna po­my­słów i ini­cja­tyw.

Po­wrót do pracy

Okej, te­raz wró­ci­łaś do pracy i do­pa­dła cię rze­czy­wi­stość by­cia pra­cu­ją­cym ro­dzi­cem! Opieka nad dziećmi zo­stała zor­ga­ni­zo­wana, a te­raz po­trze­bu­jesz się na­uczyć, jak prze­trwać w pracy.

Przede wszyst­kim, je­śli wy­ne­go­cjo­wa­łaś pracę w nie­peł­nym wy­mia­rze go­dzin, upew­nij się, że zo­stało to ja­sno za­ko­mu­ni­ko­wane wszyst­kim za­in­te­re­so­wa­nym i efek­tyw­nie za­rzą­dzaj swoim cza­sem. Ustal gra­nice, aby ko­le­dzy i me­ne­dże­ro­wie mieli ja­sność, czy i jak mogą się z tobą skon­tak­to­wać w dni, w któ­rych nie je­steś w pracy. Upew­nij się, że sama bę­dziesz także do­trzy­my­wać umowy. Nie mel­duj się w pracy w dni, w któ­rych nie pra­cu­jesz. Jest to my­lące dla współ­pra­cow­ni­ków i bę­dzie zwięk­szać twój stres. Może to być trud­niej­sze, je­śli je­steś sa­mo­za­trud­niona, ale tu też po­ma­gają ja­sno okre­ślone i za­ko­mu­ni­ko­wane gra­nice. Dzięki temu unik­niesz prze­cią­że­nia i obiet­nic bez po­kry­cia, a póź­niej po­czu­cia winy z po­wodu cią­gle prze­su­wa­nych gra­nic. Trud­niej­sze mo­menty mogą się zda­rzać. Przy­go­tuj plan awa­ryjny, np. wspar­cie współ­pra­cow­nika, który może wkro­czyć do ak­cji, gdy bę­dzie po­trzebny. Na­stęp­nie upew­nij się, by po­świę­cić wię­cej czasu na od­po­czy­nek w przy­padku, gdy nie­ocze­ki­wa­nie mu­sia­łaś pra­co­wać do późna. Za­sta­nów się, czy masz do­stęp do ko­goś, kto zaj­mie się opieką nad dziec­kiem na wy­pa­dek pil­nej pracy i ko­niecz­no­ści utrzy­ma­nia ter­mi­nów.

Czas i ener­gia są cenne, gdy je­steś młodą matką, więc do­brze za­sta­nów się, w ja­kie pro­jekty mo­żesz się an­ga­żo­wać i od­po­wied­nio do­sto­suj swoje ocze­ki­wa­nia. Roz­wój two­jej firmy może być nie­moż­liwy, gdy dziecko jest małe. Je­śli tak bę­dzie, za­miast tego skup się na za­pew­nie­niu jak naj­wyż­szej ja­ko­ści usług świad­czo­nych swoim obec­nym klien­tom. Pa­mię­taj, by pod­kre­ślać swoje osią­gnię­cia. Bądź dumna i opo­wia­daj o nich[2].

Dla wła­snego zdro­wia psy­chicz­nego i dla zdro­wia osób wo­kół cie­bie ko­mu­ni­kuj im, jak się czu­jesz, je­śli je­steś zmę­czona lub od­czu­wasz lęk se­pa­ra­cyjny. Ważne jest, aby ko­le­dzy (i twoja wła­sna ro­dzina) zro­zu­mieli, że nie są winni two­jego złego sa­mo­po­czu­cia. Sprawi to, że będą bar­dziej współ­czu­jący, gdy nie bę­dziesz się zga­dzać na późne spo­tka­nia (je­śli tylko mo­żesz ich unik­nąć) lub zbyt wiele to­wa­rzy­skich lun­chów (mo­żesz po­trze­bo­wać spo­koju w go­dzi­nach lun­chu).

Na ra­zie za­ak­cep­tuj to, że jest wy­star­cza­jąco do­brze. Taka sy­tu­acja nie bę­dzie trwała wiecz­nie. Przy­po­mnij so­bie od czasu do czasu, że praca to tylko praca, a nie kwe­stia ży­cia lub śmierci (chyba że pra­cu­jesz w me­dycz­nej służ­bie ra­tun­ko­wej lub w in­nym za­wo­dzie ra­tu­ją­cym ludz­kie ży­cie albo mo­gą­cym mu za­gro­zić). Wy­lu­zuj i spójrz z szer­szej per­spek­tywy! Zmień swoje ru­ty­nowe za­cho­wa­nia. Zdaj so­bie sprawę, że to, przez co prze­szłaś, zmie­nia ży­cie i być może bę­dziesz mu­siała dłu­żej ła­do­wać swoje aku­mu­la­tory, niż je­steś do tego przy­zwy­cza­jona. Nie prze­sa­dzaj z pracą i nie spo­dzie­waj się na­tych­mia­sto­wego po­wrotu do szczy­to­wej pro­duk­tyw­no­ści. Re­gu­lar­nie się­gaj po zdrowe prze­ką­ski i na­wad­niaj or­ga­nizm, aby unik­nąć zmę­cze­nia. Mo­żesz być zbyt zmę­czona, by w po­rze lun­chu iść na bież­nię na si­łowni, ale może ofe­rują tam za­ję­cia z jogi.

Wresz­cie, pod­czas pracy za­cho­wuj sku­pie­nie, ale nie za­bie­raj swo­jej pracy ze sobą do domu.

NAJ­WAŻ­NIEJ­SZE WSKA­ZÓWKI DO­TY­CZĄCE NE­GO­CJA­CJI

47 pro­cent an­kie­to­wa­nych ro­dzi­ców po­pro­siło po po­wro­cie z urlopu ro­dzi­ciel­skiego o moż­li­wość ela­stycz­nej pracy w nie­peł­nym wy­mia­rze go­dzin.

Każdy pra­cu­jący ro­dzic do­brze po­ra­dzi so­bie z opa­no­wa­niem sztuki ne­go­cja­cji, po­nie­waż praw­do­po­dob­nie od te­raz bę­dzie po­trze­bo­wać tych umie­jęt­no­ściw kon­tak­tach z pra­co­dawcą, klien­tami, opie­ku­nem do dziecka, szko­łami, swoim part­ne­rem i oczy­wi­ście swo­imi dziećmi! Pod­sta­wowe za­sady są ta­kie same bez względu na to, z kim ne­go­cju­jesz. W po­niż­szym przy­kła­dzie przyj­rzyjmy się twoim ne­go­cja­cjom na grun­cie za­wo­do­wym.

Za­nim po­roz­ma­wiasz z pra­co­dawcą, przy­go­tuj się. Zba­daj po­li­tykę firmy do­ty­czącą in­te­re­su­ją­cej cię sfery (po­wiedzmy, że cho­dzi o ela­styczny czas pracy) i po­roz­ma­wiaj z in­nymi ko­le­żan­kami bę­dą­cymi w ta­kiej sy­tu­acji jak twoja. Na­stęp­nie przy­go­tuj so­bie pro­po­zy­cję spo­rzą­dzoną na pi­śmie. To sprawi, że bę­dziesz wy­glą­dać pro­fe­sjo­nal­nie i zła­go­dzi obawy prze­ło­żo­nego do­ty­czące tego, jak twoje su­ge­stie będą dzia­łać w prak­tyce. Mo­żesz szcze­gó­łowo opi­sać, jak i kiedy po­zo­sta­niesz w kon­tak­cie oraz jak bę­dziesz wy­wią­zy­wać się ze swo­ich zo­bo­wią­zań. Spró­buj prze­wi­dzieć ocze­ki­wa­nia dru­giej strony i uwzględ­nij w swo­ich kal­ku­la­cjach pe­wien mar­gi­nes, aby mieć miej­sce na ne­go­cja­cje. Bądź re­alistką, ale nie sprze­da­waj się ta­nio!

Gdy już znaj­dziesz się w po­koju, niech druga osoba prze­mówi jako pierw­sza - to do­brze znana stra­te­gia wy­gry­wa­nia we wszyst­kich ne­go­cja­cjach. Okaż pew­ność sie­bie: spójrz dru­giej oso­bie w oczy, uśmiech­nij się i nie spiesz. Pa­mię­taj, że rzadko kiedy bę­dziesz mu­siała od razu po­dej­mo­wać de­cy­zje. Je­śli nie je­steś pewna, po­proś o po­nowne spo­tka­nie w in­nym ter­mi­nie, aby dać so­bie czas na prze­my­śle­nie. Bądź uprzejma i sta­now­cza: broń swo­ich ra­cji, oka­zu­jąc jed­no­cze­śnie sza­cu­nek wo­bec obaw pra­co­dawcy. Bę­dzie to oznaką uczci­wo­ści za­równo dla cie­bie, jak i two­jego pra­co­dawcy. Za­da­wa­nie otwar­tych py­tań i ak­tywne słu­cha­nie od­po­wie­dzi dru­giej osoby po­może w zna­le­zie­niu ko­rzyst­nego dla obu stron roz­wią­za­nia.

Skup się na tym, co zy­skuje na two­jej pro­po­zy­cji pra­co­dawca. Być może ela­styczny czas pracy i praca z domu je­den dzień w ty­go­dniu do­brze pa­suje do no­wej ela­stycz­nej po­li­tyki pracy firmy. W ne­go­cja­cjach cho­dzi o zna­le­zie­nie roz­wią­zań ko­rzyst­nych dla obu stron. Za­pro­po­nuj okres próbny. Ustal ter­min, po któ­rym ra­zem z pra­co­dawcą po­now­nie oce­ni­cie osią­gnięte po­ro­zu­mie­nie. Je­śli on uzna, że ist­nieje moż­li­wość raz jesz­cze roz­pa­trze­nia de­cy­zji, może być bar­dziej skłonny do ak­cep­ta­cji two­jej prośby. Na ko­niec miej go­towy plan B. Nie mo­żesz uzy­skać ela­stycz­nego czasu pracy? Co in­nego może przy­nieść po­dobne ko­rzy­ści? Pół dnia wol­nego we wtorki i czwartki? Wolne piątki? Myśl kre­atyw­nie o tym, co może za­dzia­łać.

Po­zy­tywna Dys­cy­plina w dzia­ła­niu

Joy, jedna z au­to­rek, przez wiele lat pró­bo­wała zajść w ciążę - co samo w so­bie było dla niej i jej męża Maksa jak praca na pe­łen etat!Była za­chwy­cona, gdy po kilku nie­uda­nych pró­bach le­cze­nia in vi­tro w końcu się udało. Dwa lata wcze­śniej Joy za­częła po­now­nie oce­niać swoje zo­bo­wią­za­nia, cele i re­la­cje. Po­pro­siła o pracę w nie­peł­nym wy­mia­rze go­dzin w szkole, w któ­rej pra­co­wała, aby mo­gła sku­pić się na dwóch waż­nych ce­lach ży­cio­wych: za­ło­że­niu wła­snej firmy kon­sul­tin­go­wej i przy­go­to­wa­niu się do po­więk­sze­nia ro­dziny. Zde­cy­do­wała się na psa i spę­dza­nie więk­szej ilo­ści czasu na ło­nie na­tury, by pro­wa­dzić bar­dziej zrów­no­wa­żony tryb ży­cia. Na szczę­ście jej pra­co­dawca ce­nił ją i zgo­dził się na roczny okres próbny. Po­mo­gło to, że Joy przy­była na spo­tka­nie przy­go­to­wana z ko­rzyst­nym dla wszyst­kich roz­wią­za­niem, czyli z współ­pra­cow­niczką go­tową przejść na pełny etat, która mo­gła prze­jąć część obo­wiąz­ków Joy. Nowy układ ode­grał klu­czową rolę w za­pew­nie­niu Joy ela­stycz­no­ści i rów­no­wagi, któ­rej po­trze­bo­wała, aby speł­nić swoje ma­rze­nie o zo­sta­niu matką i przed­się­biorcą.

Długo ocze­ki­wana ciąża Joy nie była ła­twa, więc mu­siała zre­wi­do­wać swoje zo­bo­wią­za­nia i obo­wiązki zwią­zane z pracą i jej re­la­cjami. Ona sama i jej mąż byli prze­ko­nani, że trzeba bę­dzie do­ko­nać pew­nych fi­nan­so­wych po­świę­ceń, ale zgo­dzili się, że warto mieć czas na na­wią­za­nie więzi z dziec­kiem. Zde­cy­do­wali, że Joy weź­mie pełny rok wol­nego od pracy w nie­peł­nym wy­mia­rze go­dzin i cztery mie­siące wol­nego w swo­jej fir­mie do­rad­czej. Po­nie­waż więk­szość jej pracy do­rad­czej obej­mo­wała po­dróże, do pracy po­wra­cała po­woli. Mał­żeń­stwo de­cy­do­wało, które z wy­jaz­dów służ­bo­wych mo­gliby za­mie­nić w ro­dzinne mi­ni­wa­ka­cje, wtedy do Joy mógłby do­je­chać Max z dziec­kiem. Po­nadto za­częli szu­kać in­nych opcji opieki nad dziec­kiem na czas, gdy Joy mu­siała po­dró­żo­wać sama. Tego ro­dzaju kre­atywne my­śle­nie i chęć roz­wa­że­nia al­ter­na­tyw­nych roz­wią­zań do­pro­wa­dziły do tego, że Joy i Max zna­leźli rów­no­wagę w swo­ich no­wych ro­lach pra­cu­ją­cych ro­dzi­ców.

Może to wy­glą­dać zbyt pięk­nie, by mo­gło być praw­dziwe. Jed­nak ważne jest, aby pa­mię­tać, że Joy była go­towa pod­jąć ry­zyko i cał­ko­wi­cie zre­zy­gno­wać z pracy, je­śli jej pra­co­dawca nie zgo­dziłby się na pracę w nie­peł­nym wy­mia­rze go­dzin oraz/lub wzię­cie peł­nego rocz­nego urlopu ma­cie­rzyń­skiego. Zde­cy­do­wała, co chce zro­bić, i była go­towa do­trzy­mać umowy za­war­tej z samą sobą i ro­dziną.

"Wy­obra­że­nie so­bie i za­pla­no­wa­nie tego, jak chcia­łam, aby wy­glą­dało moje ży­cie po upły­wie dwóch lub pię­ciu lat, oraz pew­ność, że chcę pod­jąć ry­zyko, były klu­czem do urze­czy­wist­nie­nia tego wszyst­kiego. Ważne było dla mnie sku­pie­nie się na rze­czach, nad któ­rymi mia­łam kon­trolę (moja ka­riera) i nie­przej­mo­wa­nie się nad­mierne tym, nad czym jej nie mia­łam (zaj­ście w ciążę, a na­stęp­nie ra­dze­nie so­bie z trudną ciążą). W wielu trud­nych sy­tu­acjach mu­sia­łam ko­rzy­stać z ta­kich umie­jęt­no­ści, jak sku­teczna ko­mu­ni­ka­cja z mę­żem i pra­co­dawcą, kre­atyw­ność, roz­wią­zy­wa­nie pro­ble­mów, sku­pia­nie się na roz­wią­za­niach, ela­stycz­ność i na­uka pro­sze­nia o po­moc - co było dla mnie naj­trud­niej­szą rze­czą".

NA­RZĘ­DZIA PO­ZY­TYW­NEJ DYS­CY­PLINY

W osią­gnię­ciu więk­szej rów­no­wagi i pla­no­wa­niu na­szego ży­cia może po­móc wiele z na­rzę­dzi Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny. Oto kilka, które mogą być szcze­gól­nie po­mocne w cza­sach zmian.

De­cy­duj, co zro­bisz

To na­rzę­dzie wy­gląda na zwod­ni­czo pro­ste: "Oczy­wi­ście, że je­stem pa­nią sa­mej sie­bie, więc to ja de­cy­duję, co zro­bię!". Jed­nak, zwłasz­cza gdy je­ste­śmy za­an­ga­żo­wani emo­cjo­nal­nie, może być nam bar­dzo trudno za­cho­wać ja­sność co do na­szych prze­ko­nań, gdy oko­licz­no­ści ule­gną dra­stycz­nej zmia­nie. Nie­stety, brak kon­se­kwen­cji w za­cho­wa­niu nie bu­dzi za­ufa­nia i ko­mu­ni­kuje in­nym, że można na nas wpły­wać i nami ma­ni­pu­lo­wać. Kon­se­kwen­cja jest klu­czowa we wszyst­kich ob­sza­rach, czy to w kon­tak­tach z ro­dziną, czy też ze współ­pra­cow­ni­kami. Pró­buj z wy­prze­dze­niem iden­ty­fi­ko­wać sy­tu­acje, które po­ten­cjal­nie wy­zwa­lają nie­kon­se­kwentne za­cho­wa­nia, np. w miej­scu pracy może to ozna­czać punk­tu­al­ność i rze­tel­ność lub sta­wiane ocze­ki­wa­nia. Ja­sno za­ko­mu­ni­kuj, ja­kie są twoje ocze­ki­wa­nia i co je­steś go­towa zro­bić. Na przy­kład: "Roz­pocz­niemy spo­tka­nie punk­tu­al­nie o dzie­sią­tej, a je­śli nie mo­żesz być na czas, pro­szę, skon­tak­tuj się z jed­nym z nas póź­niej". Upew­nij się, że twoja ko­mu­ni­ka­cja z ludźmi ce­chuje się życz­li­wo­ścią i sta­now­czo­ścią oraz jest wolna od sar­ka­zmu i re­pry­mend. Za­wsze po­stę­puj zgod­nie z tym, co po­wie­dzia­łaś wcze­śniej oraz/lub na co się zgo­dzi­łaś.

Słu­chaj

Lu­dzie będą cię słu­chać wów­czas, gdy będą czuli, że sami są słu­chani. Jak czę­sto prze­ry­wasz in­nym, przyj­mu­jąc obronną po­stawę, wy­ja­śnia­jąc coś lub udzie­la­jąc rad? Słu­chaj tak, jakby to, co mówi druga osoba, było o niej, a nie o to­bie. Za­da­waj py­ta­nia za­chę­ca­jące do udzie­le­nia więk­szej ilo­ści in­for­ma­cji: "Czy mo­żesz po­dać mi przy­kład?". Ty i twój roz­mówca mo­że­cie zro­zu­mieć pro­blem tylko dla­tego, że się na­wza­jem wy­słu­cha­li­ście. Słu­cha­nie jest nie­zbęd­nym ele­men­tem za­pew­nia­ją­cym, że ty i inni bę­dzie­cie prze­strze­gać za­wie­ra­nych umów. Może rów­nież po­móc w zna­le­zie­niu wła­snych od­po­wie­dzi, je­śli nie masz pew­no­ści, czego chcesz. Słu­cha­jąc dru­giej strony w ci­szy, ku­pu­jesz so­bie tro­chę czasu, co może po­móc w uzy­ska­niu ja­sno­ści co do swo­jej sy­tu­acji.

Kon­cen­truj się na roz­wią­za­niach

Za­ak­cep­tuj fakt, że ro­dzi­ciel­stwo przy­nosi ze sobą zmiany i bądź otwarta na pracę z oto­cze­niem w celu zna­le­zie­nia kre­atyw­nych roz­wią­zań. Ja­sno przed­staw swo­jemu pra­co­dawcy, czego chcesz, i bądź przy­go­to­wana na to, czego on może chcieć. Sto­suj przy tym uSprzejmy i sta­now­czy styl, by wy­ne­go­cjo­wać roz­wią­za­nia ko­rzystne dla obu stron.

Part­ner­stwo

Udane part­ner­stwo opiera się na fun­da­men­cie rów­no­ści, god­no­ści i sza­cunku. Do­ty­czy to wszyst­kich związ­ków part­ner­skich, w tym mię­dzy ro­dzi­cami i ich dziećmi. Może utknę­łaś w prze­sta­rza­łym mo­delu, który przy­pi­suje do płci kon­kretne role, po­wo­du­jąc kon­flikt i/lub wza­jemną nie­chęć? Nie­za­leż­nie od tego, czy je­steś w domu, czy w pracy, ważne, aby prze­pro­wa­dzić bu­rzę mó­zgów na te­mat dzie­le­nia się obo­wiąz­kami w spo­sób za­pew­nia­jący oka­zy­wa­nie sza­cunku wszyst­kim za­in­te­re­so­wa­nym. Do­ko­nuj prze­glądu swo­ich waż­nych re­la­cji i pra­cuj nad tym, by wszy­scy prze­strze­gali usta­lo­nych pod­sta­wo­wych za­sad.

ĆWI­CZE­NIE

Prze­kuj swoją wi­zję w plan na ży­cie

SPRE­CY­ZUJ SWOJE CELE ZA PO­MOCĄ MO­DELU ROZ­WOJU (GROW) I WY­ZNACZ IN­TE­LI­GENTNE (SMART) CELE W ŻY­CIU I PRACY

W tym ćwi­cze­niu za­po­ży­czymy dwie ugrun­to­wane kon­cep­cje ze świata co­achingu: mo­del GROW i wy­zna­cza­nie in­te­li­gent­nych ce­lów (SMART­go­als).

Mo­del GROW

Mo­del GROW to ła­twy i szybki spo­sób na zro­zu­mie­nie, ja­kie na­prawdę są na­sze cele. G - Goal (cel); R - Re­ality (rze­czy­wi­stość); O - Options (opcje); W - Way For­ward (droga na­przód).

1. Weź swoją ta­belę ce­lów (strona 290). Przej­rzyj każdy z nich po ko­lei i za­daj so­bie py­ta­nia zgod­nie z mo­de­lem. Po­służmy się przy­kła­dem dwu­let­niego celu za­wo­do­wego: "Awan­suję na wyż­szy po­ziom w swo­jej dzie­dzi­nie".

CEL

RZE­CZY­WI­STOŚĆ

OPCJE

DROGA NA­PRZÓD

Awan­suję na wyż­szy po­ziom w swo­jej dzie­dzi­nie.

Za­daj so­bie szcze­rze py­ta­nie, czy jest to re­ali­styczne - czy je­steś na­stępna w ko­lejce do awansu? Czy masz od­po­wied­nie kwa­li­fi­ka­cje? Czy masz wy­star­cza­jąco dużo czasu i ener­gii, aby po­świę­cić się temu ce­lowi?

Za­daj so­bie py­ta­nie, czy ist­nieją inne opcje, które mogą za­spo­koić twoje pier­wotne pra­gnie­nie (osią­gnię­cie uzna­nia za­wo­do­wego). Może prze­nie­sie­nie do in­nego działu? Może zmiana roli lub za­wodu?

Je­śli po prze­ana­li­zo­wa­niu swo­ich rze­czy­wi­stych szans i opcji je­steś pewna, że twój cel jest na­prawdę moż­liwy do osią­gnię­cia, mu­sisz te­raz za­pla­no­wać, jak za­mie­rzasz go osią­gnąć. Tu­taj prze­cho­dzimy do in­te­li­gent­nych ce­lów SMART

2. Je­śli w trak­cie tego pro­cesu zdasz so­bie sprawę, że mu­sisz zmo­dy­fi­ko­wać swój pier­wotny cel, po pro­stu zde­fi­niuj go na nowo, a na­stęp­nie po­now­nie wy­ko­naj po­szcze­gólne kroki. Po­wta­rzaj to tyle razy, ile chcesz, aż po­czu­jesz, że sta­wiasz so­bie na­prawdę osią­galny cel.

Cele SMART

Upew­nij się, że twoje cele są SMART, to zwięk­sza szanse na ich fak­tyczne osią­gnię­cie. W akro­ni­mie SMART po­szcze­gólne li­tery mają na­stę­pu­jące zna­cze­nia: S - sim­ple (pro­sty); M - me­asu­re­able (mie­rzalny); A - achie­va­ble (osią­galny); R - re­ali­stic (re­ali­styczny); T - time spe­ci­fic (okre­ślony w cza­sie).

1. Te­raz nad­szedł czas, by na dro­dze od po­przed­niego ćwi­cze­nia za­sto­so­wać wy­zna­cza­nie ce­lów SMART. Po­zwoli to sku­tecz­nie od­po­wie­dzieć na py­ta­nie: "Jak to osią­gnę?".

Cel: Awan­suję na wyż­szy po­ziom w swo­jej dzie­dzi­nie

PRO­STY

MIE­RZAL­NY

OSIĄ­GAL­NY

RE­A­LIS­TY­CZNY

O­KREŚ­LO­NY W CZA­SIE

Określ wszyst­kie dzia­ła­nia, które mu­sisz pod­jąć, aby osią­gnąć cel, np. udział w we­wnętrz­nym kur­sie akre­dy­ta­cyj­nym. Po­wtórz na­stę­pu­jące kroki dla wszyst­kich zi­den­ty­fi­ko­wa­nych dzia­łań.

Tu­taj za­da­jesz so­bie py­ta­nie, które pa­ra­me­try ozna­czają suk­ces. W na­szym przy­kła­dzie: "Kiedy będę mieć w ręce dy­plom akre­dy­ta­cyjny z we­wnętrz­nego kursu".

Ważne jest, aby zi­den­ty­fi­ko­wać wszel­kie prze­szkody lub nie­prze­wi­dziane oko­licz­no­ści, które mogą się po­ja­wić. W na­szym przy­kła­dzie: "Kurs we­wnętrzny jest bar­dzo kon­ku­ren­cyjny. Czy mam od­po­wiedni pro­fil? Ko­niecz­ność zba­da­nia pro­cesu apli­ka­cyj­nego".

Czas na prze­gląd: Jak re­ali­styczny jest mój cel w od­nie­sie­niu do do­stęp­nego czasu, ener­gii i za­so­bów? Czy któ­raś z prze­szkód jest nie do po­ko­na­nia? Czy mu­sisz to po­now­nie prze­my­śleć?

Bądź kon­kretna i spo­rządź har­mo­no­gram, we­dług któ­rego mu­sisz osią­gać po­szcze­gólne punkty planu. W na­szym przy­kła­dzie: "Wnio­sek o we­wnętrzną akre­dy­ta­cję na­leży zło­żyć we wrze­śniu; re­ko­men­da­cje uzy­skać do paź­dzier­nika; pro­ces pro­mo­cji roz­po­czyna się w stycz­niu".

2. Wróć do swo­ich in­nych ce­lów i po­wtórz za­równo mo­del GROW, jak i ćwi­cze­nie wy­zna­cza­nia ce­lów SMART.

Może to wy­da­wać się pra­co­chłon­nym pro­ce­sem, a wy­ko­na­nie wstęp­nego planu zaj­mie tro­chę czasu. Klu­czem nie jest per­fek­cyjne od­ha­cze­nie każ­dego pola, lecz ra­czej przej­ście przez pro­ces, by zo­ba­czyć, ja­kie dzia­ła­nia mu­sisz pod­jąć i kiedy osią­gniesz swoje ży­ciowe cele. Nie­wąt­pli­wie w mię­dzy­cza­sie wiele wy­da­rzy się w twoim ży­ciu i bę­dziesz mu­siała wie­lo­krot­nie zmie­niać i do­sto­so­wy­wać swoją oś czasu i cele, zwłasz­cza w przy­padku ce­lów dłu­go­ter­mi­no­wych. To do­brze - do­sko­na­łość nie jest wy­ma­gana, nie jest też ce­lem tego ćwi­cze­nia.

ROZ­DZIAŁ 13

DO­BRO­STAN

Josh, oj­ciec dwóch ma­lu­chów mówi: "By­łem w świet­nej for­mie, za­nim po­ja­wiły się dzieci. Bie­ga­łem ma­ra­tony, cho­dzi­łem na si­łow­nię trzy razy w ty­go­dniu. Ale po­tem, kiedy mu­sia­łem żon­glo­wać pracą i cza­sem z dziećmi, wszystko się zmie­niło. Nie cier­pię swo­jego obec­nego ciała i tę­sk­nię za tym wspa­nia­łym sa­mo­po­czu­ciem fi­zycz­nym i emo­cjo­nal­nym, kiedy by­łem w do­brej for­mie".

Zde­cy­do­wa­nie zbyt wielu za­ję­tych ro­dzi­ców czuje się jak cho­mik w kole - bie­gnąc tak wy­trwale, jak się da, tylko po to, by zre­ali­zo­wać masę zo­bo­wią­zań, za­równo w pracy jak i w domu. Czują się uwię­zieni w nie­koń­czą­cym się cy­klu obo­wiąz­ków i od­po­wie­dzial­no­ści. Dą­że­nie za in­dy­wi­du­al­nym szczę­ściem jest jed­nak war­to­ścio­wym i uczci­wym ce­lem. Sły­sza­łaś to już wcze­śniej? Może... Mamy na­dzieję, że zro­zu­mie­nie tego, iż twój oso­bi­sty do­bro­stan wpływa rów­nież na twoje dzieci, da ci do­dat­kową mo­ty­wa­cję do pod­ję­cia dzia­łań.

OD­KRYJ, GDZIE MASZ OB­SZARY, O KTÓRE PO­TRZE­BU­JESZ ZA­DBAĆ

Czy pre­sja, by być na sto pro­cent we wszyst­kich sfe­rach ży­cia, osła­bia cię? Współ­cze­sne ży­cie za­pra­sza nas do sza­lo­nego pędu bar­dziej niż­kie­dy­kol­wiek wcze­śniej. Tu­taj do­cho­dzimy jed­nak do sedna: je­śli nie je­steś szczę­śliwa, nikt nie jest szczę­śliwy. Twoje szczę­ście wpływa na każ­dego, na kim ci za­leży: twoje dzieci, twój part­ner, twoi współ­pra­cow­nicy i twoi przy­ja­ciele. Nie­szczę­śliwi lu­dzie są mniej sku­tecz­nymi ro­dzi­cami i pro­fe­sjo­na­li­stami, i nie są do­bo­ro­wym to­wa­rzy­stwem. Dzieci in­tu­icyj­nie wie­dzą, czy je­steś szczę­śliwa, czy cie­szysz się ży­ciem jako ro­dzic. Jedna z mam prze­żyła szok, kiedy zdała so­bie sprawę, że jej pe­łen na­pięć i prze­ła­do­wany har­mo­no­gram uczył jej syna, że by­cie pra­cu­ją­cym ro­dzi­cem jest przy­gnę­bia­jące. Usły­szała przy­pad­kiem, jak mó­wił swo­jemu ko­le­dze: "Ni­gdy nie będę miał dzieci. To zde­cy­do­wa­nie zbyt wiele pracy i wy­gląda na to, że to zmora". Je­śli je­steś za­ję­tym, pra­cu­ją­cym ro­dzi­cem, ko­niecz­nie po­szu­kaj spo­sobu na od­na­le­zie­nie spo­koju i ucieczkę przed ob­cią­że­niem i na­pię­ciami w co­dzien­nym ży­ciu. In­te­gralną czę­ścią dba­nia o sie­bie jest re­gu­larne "wy­lo­go­wy­wa­nie się" z two­jego obec­nego ży­cia, by zna­leźć szer­szą per­spek­tywę i ja­śniej­szy spo­sób wi­dze­nia. To jest to, do czego od­no­simy się, szu­ka­jąc kie­runku oso­bi­stego lub du­cho­wego roz­woju. Czę­sto je­ste­śmy zbyt za­jęci, wspi­na­jąc się po dra­bi­nie ży­cia, by za­uwa­żyć, że na­sza dra­bina stoi pod nie­wła­ściwą ścianą!

Pierw­szym kro­kiem w osią­gnię­ciu ra­do­ści w ży­ciu jest po­prawna dia­gnoza, gdzie tak na­prawdę leży pro­blem. Sko­rzy­sta­nie z "koła ży­cia", zna­nego na­rzę­dzia co­achin­go­wego, po­może ci w zi­den­ty­fi­ko­wa­niu ob­sza­rów trud­no­ści spo­śród ośmiu bar­dzo waż­nych aspek­tów ży­cia.

Za­sta­nów się chwilę i oceń obecny po­ziom za­do­wo­le­nia w każ­dej ze stref w skali 0-10. Dzie­sięć ozna­cza, że je­steś cał­ko­wi­cie za­do­wo­lona i usa­tys­fak­cjo­no­wana. Śro­dek koła bę­dzie punk­tem zero, a ze­wnętrzna kra­wędź to dzie­sięć. Na­ry­suj w każ­dej czę­ści osobną li­nię, by ko­re­lo­wała z twoim obec­nym po­zio­mem sa­tys­fak­cji, w ten spo­sób utwo­rzysz wła­sny wzór ze­wnętrz­nej kra­wę­dzi (patrz po­ni­żej na przy­kład). Kiedy skoń­czysz, twoje de­fi­cyty zo­staną zwi­zu­ali­zo­wane. Je­śli kie­dy­kol­wiek pro­wa­dzi­łaś sa­mo­chód z opo­nami, w któ­rych nie było rów­nego ci­śnie­nia, a jedna z nich była mocno nie­do­pom­po­wana, wiesz, jak ciężko, nie­kom­for­towo i nie­równo się je­dzie ta­kim au­tem. Te czę­ści dia­gramu, które zo­stały przez cie­bie oce­nione naj­ni­żej, są naj­praw­do­po­dob­niej źró­dłami two­jego naj­więk­szego nie­za­do­wo­le­nia. W tym miej­scu chcemy za­zna­czyć, że osią­gnię­cie po­ziomu dzie­sięć w każ­dej ze sfer i cały czas NIE JEST ce­lem tego ćwi­cze­nia. To cał­ko­wi­cie nie­re­ali­styczne. Bar­dziej praw­do­po­dobne jest za­ak­cep­to­wa­nie, że ży­cie to nie­ustanny cykl wzlo­tów i upad­ków. Jed­no­cze­śnie po­mocne bę­dzie zi­den­ty­fi­ko­wa­nie, gdzie leży naj­więk­szy pro­blem w tym mo­men­cie, tak byś mo­gła zde­cy­do­wać, na czym po­trze­bu­jesz się te­raz skon­cen­tro­wać. Za ja­kiś czas warto sku­pić uwagę na ko­lej­nym ob­sza­rze - to nie­ustanny pro­ces.

NAJ­PIERW ZA­DBAJ O OSO­BI­STY DO­BRO­STAN

Pierw­szym kro­kiem w two­rze­niu szczę­śli­wej, do­brze funk­cjo­nu­ją­cej ro­dziny jest upew­nie­nie się, że je­steś do­brze funk­cjo­nu­jącą i szczę­śliwą jed­nostką. Bę­dzie to wy­ma­gało od cie­bie ry­go­ry­stycz­nego dba­nia o zdro­wie fi­zyczne, kon­cen­tra­cji na zdro­wiu psy­chicz­nym (włą­cza­jąc za­rzą­dza­nie stre­sem) oraz kul­ty­wo­wa­nie zna­czą­cych re­la­cji. To są ka­mie­nie wę­gielne two­jego oso­bi­stego do­bro­stanu. Wy­ze­rujmy ob­szary, które naj­bar­dziej wpły­wają na dba­nie o sie­bie. Ko­rzy­sta­jąc z od­po­wie­dzi wpi­sa­nych w "koło ży­cia", usuń ka­rierę i fi­nanse i po­patrz na po­zo­stałe sześć ob­sza­rów. Je­śli któ­ryś z nich oce­ni­łaś na mniej niż pięć, zaj­mij się nim w pierw­szej ko­lej­no­ści. Za­sto­suj pod­po­wie­dzi z tego roz­działu, które po­mogą ci osią­gnąć wyż­szy po­ziom sa­tys­fak­cji w tych ob­sza­rach. Do­piero, kiedy osią­gniesz wyż­sze "noty" w ob­sza­rach dba­nia o sie­bie, bę­dziesz go­towa na pracę z ka­rierą i pie­niędzmi. Przyj­rzyjmy się bli­żej trzem ka­mie­niom wę­giel­nym oso­bi­stego do­bro­stanu, po­cząw­szy od two­jego zdro­wia fi­zycz­nego.

ZDRO­WIE FI­ZYCZNE

Zdro­wie fi­zyczne to mię­dzy in­nymi kon­cen­tra­cja na re­gu­lar­nym, kon­se­kwent­nym pla­nie ćwi­czeń, utrzy­my­wa­nie zdro­wej diety oraz za­bez­pie­cze­nie snu. (Za­rzą­dza­nie stre­sem ma ol­brzymi wpływ na zdro­wie fi­zyczne i zaj­miemy się nim w czę­ści po­świę­co­nej zdro­wiu psy­chicz­nemu). Dba­łość o swoje ciało to pierw­sza z rze­czy, z któ­rej re­zy­gnu­jemy, kiedy je­ste­śmy zbyt zmę­czeni i przy­tło­czeni ży­ciem za­wo­do­wym oraz ro­dzin­nym. Ile razy my­śla­łaś w ten spo­sób: "Kiedy skoń­czy mi się ten szcze­gól­nie stre­su­jący okres w pracy, za­pi­szę się do klubu bie­ga­czy" lub: "Nie mogę funk­cjo­no­wać bez cu­kru i ko­fe­iny przy tak ma­łej licz­bie go­dzin snu - kiedy dzieci nieco pod­ro­sną, wrócę do zdrow­szego od­ży­wia­nia". To prawda, że krót­ko­ter­mi­nowo taka stra­te­gia może się spraw­dzić, ale ła­two prze­ra­dza się w na­wyk, który po­ciąga za sobą bar­dzo po­ważne kon­se­kwen­cje: pro­blemy zdro­wotne, de­pre­sję, wy­czer­pa­nie i apa­tię.

Po­zo­stań w do­brej kon­dy­cji fi­zycz­nej i zdro­wot­nej, re­gu­lar­nie ćwi­cząc

Ćwi­cze­nia fi­zyczne to zde­cy­do­wa­nie naj­lep­sza szcze­pionka wszech­cza­sów. Uod­par­nia nas na różne za­gro­że­nia. Ćwi­cze­nia dzia­łają pro­fi­lak­tycz­nie na oty­łość, cho­roby układu krą­że­nia, cu­krzycę, udary i stres. To na­tu­ralny an­ty­de­pre­sant, który re­du­kuje nie­po­kój po­przez do­star­cze­nie po­tęż­nego "kok­tajlu en­dor­fi­no­wego", mo­gą­cego wy­pro­wa­dzić nas z nie­przy­jem­nego na­stroju w nie­spełna dwa­dzie­ścia mi­nut. Pod­nosi na­szą fi­zyczną sa­mo­ocenę, wzmac­nia na­szą wi­tal­ność sek­su­alną i płod­ność oraz wpływa ko­rzyst­nie na ogólne po­czu­cie do­bro­stanu. Jedna z mam wy­znała: "Kiedy je­stem wy­jąt­kowo zrzę­dliwa, moje dzieci bła­gają mnie, bym po­szła po­bie­gać. Wie­dzą, że wrócę do domu jako bar­dziej to­le­ran­cyjna i cier­pliw­sza mama".

Dla­czego po­mimo ca­łej me­dial­nej pro­mo­cji ko­rzy­ści pły­ną­cych z ak­tyw­no­ści na­dal więk­szość z nas nie ćwi­czy re­gu­lar­nie? Uza­sad­nie­nie wielu przy­tło­czo­nych ro­dzi­ców brzmi: "To nie­moż­liwe - mam tyle do zro­bie­nia w tak krót­kim cza­sie!". Wielu za­ję­tych ro­dzi­ców musi uru­cho­mić swoją kre­atyw­ność, by zna­leźć czas na sport bez po­czu­cia winy z po­wodu tego, że sku­pia się na so­bie. Czę­sto ozna­cza to po­łą­cze­nie ćwi­czeń z cza­sem dla ro­dziny, przy­ja­ciół czy ko­le­gów. Ozna­cza to rów­nież za­rzą­dza­nie ocze­ki­wa­niami - nie mu­sisz od razu przy­go­to­wy­wać się do Iron­mana czy też ćwi­czyć go­dzi­nami. Odłóż to na inny czas w swoim ży­ciu. Trzy­dzie­ści mi­nut spa­ceru trzy razy w ty­go­dniu może być wy­star­cza­jące - ła­twiej też zna­leźć krót­sze mo­menty w ciągu dnia. Klu­czowe jest, by zna­leźć czas i miej­sce, by ro­bić to re­gu­lar­nie.

Co­kol­wiek ro­bisz, znajdź ro­dzaj ćwi­czeń, który spra­wia ci przy­jem­ność - nie dasz rady wy­trwać w spo­rcie, któ­rego nie cier­pisz. Po­myśl, jak to może się wpi­sać w inne twoje zo­bo­wią­za­nia i am­bi­cje. Je­śli twoje dzieci są małe, włóż je do wózka spor­to­wego i spa­ce­ruj lub bie­gaj po pracy lub w week­endy. Po­zwól star­szym dzie­ciom jeź­dzić na ro­we­rach lub hu­laj­no­gach, kiedy ty ma­sze­ru­jesz lub bie­gniesz. W ten spo­sób spę­dzasz czas z dziećmi, ćwi­czysz, a ma­lu­chy uczą się, jak ważne są ćwi­cze­nia i do­bra kon­dy­cja fi­zyczna. In­nym po­my­słem jest za­kup bieżni czy in­nego sprzętu i ko­rzy­sta­nie z niego, kiedy dzieci śpią lub oglą­dają ja­kiś pro­gram w te­le­wi­zji. Po­staw na współ­pracę. Na przy­kład part­ner po­maga dzie­ciom w od­ra­bia­niu lek­cji, a ty ćwi­czysz, a na­stęp­nie ty przy­go­to­wu­jesz ko­la­cję, a part­ner ćwi­czy. Wy­bór ta­kich ćwi­czeń, które mo­że­cie ro­bić wspól­nie i które obojgu spra­wią przy­jem­ność (być może jest to ak­tyw­ność, którą oboje lu­bi­li­ście, za­nim po­ja­wiły się dzieci), to ko­lejny świetny po­mysł na utrzy­ma­nie kon­dy­cji i bu­do­wa­nie sil­nej więzi mię­dzy wami. Nie za­po­mnij spraw­dzić moż­li­wo­ści za­jęć on­line. W obec­nych cza­sach jest do­stęp­nych wiele opcji, na­wet za­jęć z tre­ne­rem per­so­nal­nym, bez wy­cho­dze­nia z domu.

Je­śli zde­cy­du­jesz się na ko­rzy­sta­nie z obiek­tów spor­to­wych (si­łow­nia, ba­sen), upew­nij się, że są ła­two do­stępne z domu i pracy. Je­śli będą zbyt da­leko od miej­sca za­miesz­ka­nia, trud­niej bę­dzie je do­pa­so­wać do na­pię­tego gra­fiku. Je­śli masz ten­den­cje do przy­no­sze­nia stresu z pracy do domu, daj so­bie pół go­dziny i idź wy­po­cić stres, za­nim wrócsz do ro­dziny. W szcze­gól­nie stre­su­jące dni jedna z mam pro­siła opie­kunkę, by wy­sta­wiła jej przed drzwi torbę z ubra­niami do ćwi­czeń. Mama mo­gła je za­brać, iść na si­łow­nię i wró­cić do domu w lep­szej kon­dy­cji psy­chicz­nej, by już ze spo­kojną głową być z dziećmi. Może pój­dziesz na za­ję­cia jogi i upie­czesz dwie pie­cze­nie przy jed­nym ogniu, ćwi­cząc i jed­no­cze­śnie za­rzą­dza­jąc swoim po­zio­mem stresu.

Je­śli chcesz po­łą­czyć ćwi­cze­nia z kon­tak­tami spo­łecz­nymi, ćwicz pod­czas prze­rwy na lunch. Po­łącz ma­sze­ro­wa­nie lub cho­dze­nie na si­łow­nię z ko­le­gami z pracy, dzięki temu za­spo­ko­isz dwie klu­czowe po­trzeby. Od­kry­jesz, że masz wię­cej ener­gii na resztę dnia. A dla ran­nych ptasz­ków - wstań pół go­dziny wcze­śniej i wy­mknij się na si­łow­nię, nim dzieci wstaną.

Skon­cen­truj się na die­cie

Wła­ściwe od­ży­wia­nie jest ważne dla ogól­nego po­czu­cia zdro­wia i do­bro­stanu. Jed­nak mo­żesz po­dzie­lać obawy Son­dry: "Moja mama była w domu na pe­łen etat, kiedy by­łam dziec­kiem. Go­to­wała nam co­dzien­nie do­mowe po­siłki. Przez więk­szość czasu je­ste­śmy zbyt wy­koń­czeni, by go­to­wać, albo też nie­moż­liwe jest zna­le­zie­nie czasu po­mię­dzy tre­nin­giem piłki noż­nej a lek­cjami pia­nina. Za­ma­wiamy pizzę lub je­dze­nie na wy­nos przez więk­szość wie­czo­rów. Mam wy­rzuty su­mie­nia, czym kar­mię moje dzieci, i wsty­dzę się mo­jej po­sze­rza­ją­cej się ta­lii".

Rze­czy­wi­stość wy­gląda tak, że je­śli sta­wiasz na ka­rierę, praw­do­po­dob­nie nie masz czasu na go­to­wa­nie wy­szu­ka­nych po­sił­ków co wie­czór. Od­puść wy­rzuty su­mie­nia zwią­zane z wie­czo­rami z fa­st­fo­odami i za­miast tego spró­buj za­pla­no­wać szyb­kie, pro­ste i zdrowe do­mowe po­siłki na te wie­czory, kiedy je­steś zmę­czona i za­jęta. Spraw, by tech­no­lo­gia pra­co­wała dla cie­bie - szyb­ko­wary ci­śnie­niowe i inne ro­boty ku­chenne po­tra­fią zna­cząco zre­du­ko­wać czas go­to­wa­nia. Stra­te­gią jed­nego z ro­dzi­ców było go­to­wa­nie po­dwój­nej por­cji, kiedy miał nieco wię­cej czasu, i mro­że­nie na wie­czory, kiedy wszy­scy byli za­jęci. Czę­sto pro­ble­mem nie jest zna­le­zie­nie czasu na go­to­wa­nie, ale de­cy­zja, co ugo­to­wać oraz brak nie­zbęd­nych skład­ni­ków. Jest wiele firm i ksią­żek ku­char­skich, które ofe­rują pro­ste, zdrowe prze­pisy na po­trawy do przy­go­to­wa­nia w trzy­dzie­ści mi­nut, a wszyst­kie świeże skład­niki i por­cje mogą być do­star­czone bez­po­śred­nio pod twoje drzwi co ty­dzień. Są rów­nież firmy, które przy­go­to­wują po­siłki, i je­dyne, co mu­sisz zro­bić, to pod­grzać go­towe da­nie. To ten me­ment, by uru­cho­mić swoją kre­atyw­ność.

W roz­dziale 10 pi­sa­ły­śmy o tym, w jaki spo­sób czas po­sił­ków może być wspa­niałą oka­zją do ucze­nia dzieci współ­pracy i wno­sze­nia wkładu. Na­wet małe dzieci mogą być za­an­ga­żo­wane (przy od­po­wied­nim nad­zo­rze i z nie­wielką po­mocą) w przy­go­to­wa­nie pro­stych po­sił­ków, ta­kich jak: zupa, sa­łatka, ka­napki czy de­ser. Go­to­wa­nie z dziećmi daje ci moż­li­wość spę­dze­nia spe­cjal­nego czasu z nimi oraz bu­duje po­czu­cie przy­na­leż­no­ści i zna­cze­nia. Po­dzie­le­nie prac po­mię­dzy człon­ków ro­dziny po­maga dzie­ciom po­czuć, że są kom­pe­tentne dzięki temu, że po­ma­gają w domu, oraz po­zwala ro­dzi­com zmniej­szyć po­czu­cie, że wszyst­kie do­mowe obo­wiązki są na ich gło­wie. Wspa­nia­łym po­my­słem, by mieć pew­ność, że wszy­scy zdrowo się od­ży­wia­cie, jest przy­go­to­wa­nie półki ze zdro­wymi prze­ką­skami w lo­dówce, gdzie znaj­dzie­cie po­kro­jone w słupki wa­rzywa, hum­mus, owoce, orze­chy i inne smaczne, jed­no­cze­śnie zdrowe prze­ką­ski (mo­żesz mieć po­dobną szu­fladę w pracy). I nie za­po­mi­naj o pi­ciu du­żej ilo­ści świe­żej wody, po­nie­waż pra­gnie­nie jest czę­sto my­lone z gło­dem, a od­wod­nie­nie pro­wa­dzi do zwięk­szo­nego zmę­cze­nia.

Za­dbaj o od­po­wied­nią ilość snu

W ba­da­niu prze­pro­wa­dzo­nym przez au­torki, mniej niż 50 pro­cent do­ro­słych ba­da­nych od­po­wie­działo twier­dząco na py­ta­nie o do­świad­cza­nie do­brego snu w nocy (więk­szość nocy), a 80 pro­cent od­po­wie­działo, że ich dzieci śpią wy­star­cza­jąco długo przez więk­szość nocy.

Kli­nika Mayo, pre­sti­żowa me­dyczna in­sty­tu­cja w Sta­nach Zjed­no­czo­nych, re­ko­men­duje, by do­ro­śli spali przez sie­dem do ośmiu go­dzin każ­dej nocy. Obec­nie Ame­ry­ka­nie nie za­pew­niają so­bie wy­star­cza­ją­cej ilo­ści snu - śpią mniej niż kie­dy­kol­wiek wcze­śniej w hi­sto­rii. W 1850 r. prze­ciętny Ame­ry­ka­nin spał śred­nio dzie­więć i pół go­dziny każ­dej nocy. Do 1950 r. liczba go­dzin snu zo­stała zre­du­ko­wana do ośmiu. Obec­nie jest to sie­dem go­dzin i liczba ta się zmniej­sza. W 2009 r. prze­pro­wa­dzone zo­stały przez Cen­ters for Di­se­ase Con­trol and Pre­ven­tion (cen­tra kon­troli i pre­wen­cji cho­rób) ba­da­nia, które po­ka­zały, że 35,3 pro­cent Ame­ry­ka­nów śpi mniej niż sie­dem go­dzin dzien­nie[1]. Brak od­po­wied­niej ilo­ści snu pro­wa­dzi do ob­ni­żo­nej kon­cen­tra­cji oraz zmę­cze­nia, a prze­dłu­ża­jące się zmę­cze­nie po­wo­duje apa­tię, iry­ta­cję oraz ob­ni­żoną od­por­ność. Wy­czer­pa­nie i wy­pa­le­nie to do­brze znane czyn­niki po­wo­du­jące de­pre­sję i nie­po­kój.

W skró­cie, zmę­cze­nie upo­śle­dza na­sze umie­jęt­no­ści ra­dze­nia so­bie ze stre­sem we wszyst­kich sfe­rach ży­cia. A kiedy nie je­ste­śmy w sta­nie po­ra­dzić so­bie ze stre­sem, sta­jemy się mniej sku­tecz­nymi ro­dzi­cami, ko­le­gami i pro­fe­sjo­na­li­stami.

Jedna z mam opi­sała sy­tu­ację, kiedy była wy­koń­czona i pra­wiła ka­za­nia swoim dzie­ciom "to­nem cier­pięt­nika", co brzmiało mniej wię­cej tak: "Tak ciężko pra­cuję. Pra­cuję czter­dzie­ści go­dzin ty­go­dniowo, wra­cam wy­koń­czona do domu i wszystko, czego po­trze­buję, to czy­sta kuch­nia - a wy na­wet tego nie mo­że­cie dla mnie zro­bić. Po tym wszyst­kim, co dla was ro­bię, sprząt­nię­cie swo­jego ba­ła­ganu nie po­winno być tak wiel­kim pro­ble­mem. Mam dość by­cia słu­żącą w ro­dzi­nie". Jej pięt­na­sto­la­tek prze­rwał ten wy­wód pe­łen żalu nad sobą, mó­wiąc: "Mamo, my­ślę że sprawy wy­glą­da­łyby dużo le­piej, gdy­byś naj­pierw się zdrzem­nęła". Przy­znała: "Jego ko­men­tarz mnie roz­wście­czył, ale prawda boli. By­łam wy­koń­czona i sta­wa­łam się osobą mę­czącą dla oto­cze­nia".

Pierw­szą rze­czą, którą warto zro­bić, to od­pusz­cze­nie so­bie mi­tów w stylu "je­steś twar­dzielką", bo za­ry­wasz noce. Czemu mamy być dumni, że śpimy tylko sześć go­dzin, je­śli funk­cjo­nu­jemy do­brze, prze­sy­pia­jąc osiem go­dzin? Słu­chaj swo­jego ciała i po­zwól mu sy­gna­li­zo­wać, kiedy jest czas, by po­ło­żyć się spać. Zde­cy­duj, ile czasu na sen po­trze­bu­jesz, by świet­nie funk­cjo­no­wać, i na­daj temu prio­ry­tet. Twoi współ­pra­cow­nicy i naj­bliżsi po­dzię­kują ci za to. Ważne jest, by mo­de­lo­wać swoim dzie­ciom do­bre na­wyki zwią­zane ze snem. Mów swoim dzie­ciom, że do­tar­łaś do ściany ze zmę­cze­nia i nie na­da­jesz się już ani chwili dłu­żej, by prze­by­wać w to­wa­rzy­stwie in­nych lu­dzi. Je­śli jest to week­en­dowa drzemka lub po­trze­bu­jesz się po­ło­żyć spać o dwu­dzie­stej trzy­dzie­ści, po­proś swoje dzieci i part­nera o wspar­cie. Po two­jej stro­nie leży od­po­wie­dzial­ność, by nie ob­cią­żać ro­dziny swoim złym na­stro­jem. Czę­sto winne jest wy­czer­pa­nie.

Jest kilka kro­ków, które mo­żesz pod­jąć, by sen był ła­twiej­szy i bar­dziej ko­rzystny. Uni­kaj ko­fe­iny i al­ko­holu, je­śli masz trud­no­ści z za­sy­pia­niem. Al­ko­hol może dać po­czu­cie roz­luź­nie­nia na dwie do trzech go­dzin do­brego snu, a po­tem może prze­rwać cykl snu i spo­wo­do­wać bez­sen­ność. Ko­fe­ina prze­szka­dza wielu lu­dziom w za­sy­pia­niu. Za­miast tego idź po­bie­gać. Re­gu­larne ćwi­cze­nie re­du­kuje bez­sen­ność i po­głę­bia sen. Upew­nij się, że nie ćwi­czysz zbyt późno, po­nie­waż może to wpły­nąć na moż­li­wość za­śnię­cia. Upew­nij się, że masz re­lak­su­jące ry­tu­ały wie­czorne oraz że koń­czysz wszel­kie czyn­no­ści, które wy­ma­gają czuj­no­ści (praca, czy­ta­nie in­te­lek­tu­al­nie wy­ma­ga­ją­cych ma­te­ria­łów, po­bu­dza­jące roz­mowy te­le­fo­niczne) przy­naj­mniej na go­dzinę przed pój­ściem spać. Słu­chaj spo­koj­nej mu­zyki, prze­czy­taj coś lek­kiego, wy­pij fi­li­żankę zio­ło­wej her­baty czy mleka, przy­go­tuj się na na­stępny dzień lub za­dbaj o bli­skość z part­ne­rem. In­nymi słowy, daj znać swo­jej gło­wie i swo­jemu ciału, że czas od­pu­ścić, np. włą­cza­jąc przy­ga­szone świa­tło i wy­ci­sza­jąc się. Spró­buj wy­klu­czyć elek­tro­nikę przy­naj­mniej na go­dzinę przed pój­ściem spać. Ekrany mogą za­trzy­mać lub spo­wol­nić wy­dzie­la­nie me­la­to­niny (hor­monu snu), a to może utrud­niać za­sy­pia­nie.

Je­śli cier­pisz na chro­niczną bez­sen­ność, może warto po­roz­ma­wiać ze swoim le­ka­rzem lub udać się do naj­bliż­szej po­radni za­bu­rzeń snu, by pod­dać się od­po­wied­nim ba­da­niom. Sza­cuje się, że 50-70 mln Ame­ry­ka­nów cierpi na chro­niczne za­bu­rze­nia snu, które można wy­le­czyć[2]. Je­den z ser­decz­nych przy­ja­ciół au­to­rek, cier­piący na chro­niczne zmę­cze­nie i de­pre­sję, od­krył, że cierpi na bez­dech senny. Ope­ra­cja przy­wró­ciła mu sen i w kon­se­kwen­cji ener­gię i ra­dość ży­cia.

Je­śli mimo pod­ję­cia wszyst­kich nie­zbęd­nych kro­ków wciąż nie mo­żesz prze­spać sied­miu lub ośmiu go­dzin z po­wodu zbyt na­pię­tego gra­fiku, od­kryj moc krót­kich drze­mek. Te mo­menty głę­bo­kiej re­lak­sa­cji mogą mieć nie­zwy­kle re­ge­ne­ru­jące wła­ści­wo­ści. Znajdź od pięt­na­stu do dwu­dzie­stu mi­nut pod­czas dnia, kiedy mo­żesz w kom­for­to­wych wa­run­kach, wy­god­nie, bez ru­chu i prze­szka­dza­nia in­nym ćwi­czyć głę­bo­kie od­de­chy, ma­jąc przy tym za­mknięte oczy (mo­żesz też za­ło­żyć opa­skę na oczy). By­łoby le­piej, gdy­byś le­żała, ale w pracy ra­czej to nie­moż­liwe, za­tem znajdź pu­stą salkę kon­fe­ren­cyjną czy na­wet usiądź w sa­mo­cho­dzie. Ustaw cza­so­mierz w te­le­fo­nie lub ze­garku, by nie mar­twić się, że za­śniesz czy stra­cisz po­czu­cie czasu. Ce­lem drzemki nie jest głę­boki sen, ale chwila na od­zy­ska­nie ener­gii i świe­żo­ści umy­słu.

ZDRO­WIE PSY­CHICZNE

Na szczę­ście co­raz bar­dziej ak­cep­to­walne jest mó­wie­nie o tym, jak ważne jest zdro­wie psy­chiczne. Nie­stety, trud­no­ści w sfe­rze psy­chicz­nej za­ta­czają co­raz szer­sze kręgi, zwłasz­cza wśród mło­dych lu­dzi. W wielu spo­łe­czeń­stwach współ­cze­śnie za­leca się dzie­ciom leki re­gu­lu­jące na­strój, by po­ma­gać im w ra­dze­niu so­bie z za­cho­wa­niami, które w czę­ści przy­pad­ków można by sko­ry­go­wać zmia­nami w stylu ro­dzi­ciel­skim i wła­ściwą re­formą w edu­ka­cji. Mu­simy trak­to­wać po­waż­nie na­sze zdro­wie psy­chiczne i za­cząć mo­de­lo­wać zdrowe na­wyki na­szym dzie­ciom. W tej czę­ści książki chcemy po­roz­ma­wiać o dwóch fun­da­men­tal­nych aspek­tach zdro­wia psy­chicz­nego - ra­dze­niu so­bie ze stre­sem oraz pro­wa­dze­niu wspie­ra­ją­cego mo­no­logu we­wnętrz­nego. Po­nadto głę­boko wie­rzymy w co­aching i te­ra­pię, jak rów­nież w roz­wi­ja­nie sfery zwią­za­nej z du­cho­wo­ścią.

Za­rzą­dza­nie stre­sem

W na­szych ba­da­niach, w któ­rych brali udział pra­cu­jący ro­dzice, pra­wie po­łowa (41 pro­cent) czuła się ze­stre­so­wana przez po­łowę czasu w ty­go­dniu, a pra­wie jedna trze­cia (27 pro­cent) przez więk­szość czasu. Czym jest stres? Stres jest fi­zyczną i psy­chiczną od­po­wie­dzią na do­świad­czane za­gro­że­nie. Mo­del prze­trwa­nia za­czyna dzia­łać w na­szym ciele i do­sta­jemy się pod wpływ pry­mi­tyw­nej czę­ści mó­zgu, która uru­cha­mia trzy re­ak­cje: ucieczkę, walkę lub za­mro­że­nie (pi­sa­li­śmy o tym w roz­dziale 11). W tym cza­sie na­sze ciało pro­du­kuje hor­mony: ad­re­na­linę i kor­ty­zol, które po­ma­gają nam prze­trwać. W za­mierz­chłych cza­sach ży­cie było bar­dzo nie­bez­pieczne, pełne re­al­nych, fi­zycz­nie za­gra­ża­ją­cych sy­tu­acji (np. go­niący nas ty­grys), więc uru­cho­mione hor­mony stresu po­ma­gały nam szyb­ciej ucie­kać lub na­by­wać su­per­siły, by­śmy mo­gli zwal­czyć za­gro­że­nie. Była to bar­dzo uży­teczna od­po­wiedź na na­głe za­gro­że­nie. Jed­nak nie jest to stan, w któ­rym my­ślimy ra­cjo­nal­nie ("od­ska­kuje nam klapka"). Obec­nie wiele z na­szych stre­so­rów nie za­graża ży­ciu, a mimo to nasz mózg może je tak od­bie­rać. Czę­sto stre­sory nie są na­wet fi­zycz­nie za­gra­ża­jące, cza­sami mówi się o nich "pa­pie­rowe ty­grysy". Prze­trwa­nie jest na­dal nad­rzędną po­trzebą każ­dego czło­wieka, a po­nie­waż jest to ir­ra­cjo­nalna, in­stynk­towna re­ak­cja, uru­cha­mia taką samą bio­lo­giczną hor­mo­nalną re­ak­cję na "pa­pie­rowe ty­grysy" jak u na­szych przod­ków wo­bec re­al­nego za­gro­że­nia. Ale czy za­cho­wu­jemy się do­kład­nie tak, jak pierwsi lu­dzie, któ­rzy wieki temu byli go­nieni przez ty­grysa?

Je­śli by­li­by­śmy ata­ko­wani przez praw­dzi­wego ty­grysa, ucie­ka­li­by­śmy, a hor­mony stresu by­łyby zu­żyte w ciele. Po­nie­waż wiele z na­szych "pa­pie­ro­wych ty­gry­sów" po­ja­wia się w na­szych gło­wach - re­la­cje, na­pię­cia w pracy - za­zwy­czaj nie re­agu­jemy, fi­zycz­nie ucie­ka­jąc lub wal­cząc; za­miast tego sie­dzimy spo­koj­nie i ra­dzimy so­bie z sy­tu­acją wer­bal­nie lub też tłu­mimy w so­bie emo­cje i nie zaj­mu­jemy się nimi wcale. Co się dzieje z hor­mo­nami stresu, które nie zo­stały "spa­lone"? Nie zni­kają i sieją spu­sto­sze­nie w sys­te­mie im­mu­no­lo­gicz­nym, ukła­dzie tra­wien­nym i ukła­dzie roz­mna­ża­nia oraz wpły­wają ne­ga­tyw­nie na zdro­wie psy­chiczne. Może to pro­wa­dzić do chro­nicz­nego stresu, zwłasz­cza gdy nie mamy szansy na skom­pen­so­wa­nie i ob­ni­że­nie wy­so­kiego po­ziomu stresu, za­tem utrzy­mu­jemy nie­ustan­nie wy­soki po­ziom kor­ty­zolu i ad­re­na­liny w or­ga­ni­zmie.

Ważne jest, by pa­mię­tać, że pe­wien po­ziom stresu jest dla nas do­bry i umoż­li­wia nam lep­sze funk­cjo­no­wa­nie, czyli osią­ga­nie lep­szych re­zul­ta­tów za­równo w sfe­rze psy­chicz­nej, jak i fi­zycz­nej. Okre­ślamy to po­zy­tyw­nym stre­sem: mózg funk­cjo­nuje w pełni i wy­dziela inny hor­mon (DHEA), który jest ko­ja­rzony z roz­wo­jem mó­zgu, czyli z ucze­niem się. Działa on tylko wtedy, gdy czu­jemy wy­zwa­nie, ale nie czu­jemy się za­gro­żeni. Je­śli czu­jemy się za­gro­żeni, włą­czy nam się tryb prze­trwa­nia oraz tryb walki, ucieczki czy za­mro­że­nia i zo­sta­niemy za­lani hor­mo­nami stresu. Czy po­tra­fisz po­dać przy­kłady sy­tu­acji, w któ­rych stres jest po­mocny? Na przy­kład w spo­rcie ry­wa­li­za­cja może po­ma­gać w osią­ga­niu lep­szych wy­ni­ków i roz­wi­ja­niu na­szych umie­jęt­no­ści. Jed­no­cze­śnie w spo­rcie też ko­rzy­sta się z tzw. ti­me­outu (prze­rwy), by się prze­gru­po­wać, zmie­nić stra­te­gię i dojść do sie­bie po stre­sie.

Jak więc mo­żemy na­uczyć się le­piej kom­pen­so­wać i ra­dzić so­bie ze stre­sem w domu i pracy? Pierw­szym kro­kiem jest ko­rzy­sta­nie z po­zy­tyw­nych stra­te­gii ra­dze­nia so­bie ze stre­sem. Za­miast ko­rzy­stać z ne­ga­tyw­nych stra­te­gii (pro­kra­sty­na­cji, je­dze­nia, pi­cia, pa­le­nia itp.), które mogą da­wać tylko chwi­lową ulgę, skon­cen­truj się na po­zy­tyw­nych stra­te­giach, ta­kich jak ćwi­cze­nia fi­zyczne (które "spa­lają" hor­mony stresu), roz­ma­wia­nie z drugą osobą, pi­sa­nie dzien­nika, sztuka czy głę­bo­kie od­dy­cha­nie. Kiedy się po­tkniesz - któż z nas tego nie robi - nie bi­czuj się za to. Po pro­stu obie­caj so­bie, że ju­tro za­czniesz od nowa. W na­szym ba­da­niu wśród pra­cu­ją­cych ro­dzi­ców wy­szło, że trzy naj­lep­sze ak­tyw­no­ści uwal­nia­jące od stresu to sen, joga i oglą­da­nie TV. Po­ni­żej kilka in­nych stra­te­gii po­ma­ga­ją­cych ra­dzić so­bie ze stre­sem.

Od­puść

Nie­któ­rzy z nas tracą mnó­stwo ener­gii na za­mar­twia­nie się lub próby zmiany rze­czy, na które nie mają wpływu i któ­rych nie kon­tro­lują. Pra­cuj nad od­pusz­cza­niem tych spraw, któ­rych nie mo­żesz kon­tro­lo­wać, a skon­cen­truj się na tym, na co masz wpływ. "Jak, jak, jak?" - sły­szymy, jak za­da­jesz te py­ta­nia. Kilka na­rzę­dzi i ćwi­czeń z tej książki służą wła­śnie temu, aby po­móc ci w zna­le­zie­niu ży­cio­wej rów­no­wagi i kon­troli re­ak­cji, tym sa­mym po­zwa­la­jąc być lep­szym ro­dzi­cem, part­ne­rem i ko­legą. Pierw­szym kro­kiem jest za­wsze świa­do­mość - spędź nieco czasu na okre­śle­niu, co pró­bu­jesz kon­tro­lo­wać i dla­czego. Uważ­ność, czyli umie­jęt­ność by­cia spo­koj­nym i obec­nym w da­nej chwili, jest nie­zwy­kle moc­nym na­rzę­dziem (wię­cej w roz­dziale 17), które wspiera w ra­dze­niu so­bie ze stre­sem.

Proś o po­moc

Dla wielu z nas pro­sze­nie o po­moc lub ak­cep­to­wa­nie po­mocy nie jest ła­twe, czę­sto po­strze­gamy to jako ob­jaw sła­bo­ści.

Nie zga­dzamy się! Świa­do­mość tego, kiedy po­trze­bu­jemy po­mocy, oraz pro­sze­nie o nią jest tak na­prawdę oznaką siły i sa­mo­świa­do­mo­ści. To rów­nież wspa­niały spo­sób, by oka­zać in­nym, jak są dla cie­bie ważni - zwłasz­cza dzieci mogą po­czuć się mocno do­ce­nione i wzmoc­nione, kiedy zo­staną po­pro­szone o po­moc (nie je­ste­śmy zwo­len­nicz­kami prze­ła­do­wy­wa­nia dzieci swo­imi pro­ble­mami - bar­dziej cho­dzi o mo­de­lo­wa­nie po­stawy się­ga­nia po po­moc oraz za­an­ga­żo­wa­nie ich w nie­które do­mowe obo­wiązki). Praca z te­ra­peutą lub co­achem jest także wspa­nia­łym spo­so­bem na się­gnię­cie po po­moc.

Głę­bo­kie od­de­chy/szybka me­dy­ta­cja

Czy czę­sto pa­trzysz w przy­szłość, szu­ka­jąc po­cie­chy lub uspra­wie­dli­wie­nia ("Kiedy to czy tamto się sta­nie, będę szczę­śliwa") albo pa­trzysz w prze­szłość ("Po­nie­waż to czy tamto się wy­da­rzyło, nie mogę być szczę­śliwa")? Ta­kiego ro­dzaju my­śle­nie od­ciąga twoją uwagę od chwili obec­nej i stwa­rza nie­pew­ność. Kiedy na­uczysz się głę­boko od­dy­chać i kon­cen­tro­wać, twój umysł i ciało po­wrócą do tu i te­raz. To uwal­nia na­pię­cie. Je­śli bę­dziesz prak­ty­ko­wać głę­bo­kie, uważne od­dy­cha­nie przez za­le­d­wie 5-10 mi­nut każ­dego dnia, na­uczysz się wra­cać do od­dy­cha­nia za każ­dym ra­zem, kiedy po­czu­jesz silne emo­cje lub wy­da­rzy się sy­tu­acja stre­sowa. To jedno ze sku­tecz­niej­szych na­tych­mia­sto­wych roz­wią­zań, kiedy czu­jesz, że do­pada cię stres, tra­cisz pa­no­wa­nie nad sobą i wpa­dasz w re­ak­cję walki, ucieczki czy za­mro­że­nia. Głę­bo­kie od­dy­cha­nie ob­niża ci­śnie­nie krwi i za­trzy­muje wy­dzie­la­nie i dys­try­bu­cję hor­mo­nów stresu.

Znajdź swój we­wnętrzny kom­pas

Czy py­tasz in­nych o wska­zówki? Twoje ży­cie jest twoje, nie two­jego part­nera, szefa, dzieci. Osta­tecz­nie ty po­nie­siesz od­po­wie­dzial­ność za wszyst­kie de­cy­zje, także za te, które od­dasz in­nym. Mamy nie­wielką kon­trolę nad in­nymi ludźmi, dla­tego po­zo­sta­wia­nie waż­nych dla sie­bie de­cy­zji in­nym po­wo­duje dużo stresu. O wiele le­piej jest po­le­gać na swo­jej in­tu­icji i do­świad­cze­niu, po­dej­mu­jąc de­cy­zje w każ­dym mo­men­cie, bez po­trzeby czy­je­goś wkładu. Po­dej­mij świa­domą de­cy­zję, że to ty je­steś od­po­wie­dzialna za swoje wła­sne de­cy­zje, i wy­ba­czaj so­bie, je­śli po­peł­nisz błąd. Na pewno wiele się na nim na­uczysz.

Spa­cer na ło­nie przy­rody

Na­tura działa nie­zwy­kle te­ra­peu­tycz­nie. Zo­stało na­ukowo udo­wod­nione, że kiedy je­steś na ło­nie przy­rody, twój mózg za­cho­wuje się ina­czej. Przy­roda może cię wy­ci­szyć i ukoić twoje nerwy. Prze­by­wa­nie na ło­nie przy­rody re­du­kuje stres, le­czy de­pre­sję, po­pra­wia ja­kość snu oraz wzmac­nia od­por­ność. Na­wet je­śli miesz­kasz w le­sie, znajdź park czy zbior­nik wodny, by usiąść i po­od­dy­chać.

Po­myśl o do­mo­wym pu­pilu

Udo­wod­niono, że dba­nie o uko­cha­nego zwie­rzaka i przy­tu­la­nie go wy­zwala oksy­to­cynę, "hor­mon bli­sko­ści". To ten sam hor­mon, który wy­dziela się u ma­tek, kiedy kar­mią swoje dziecko pier­sią, i uważa się, że wspiera on pro­ces bu­do­wa­nia więzi. Do­świad­cza­nie ra­do­ści, która pły­nie z kon­taktu z do­mo­wym pu­pi­lem, może znacz­nie wzmoc­nić twój do­bro­stan i zre­du­ko­wać stres. Na­to­miast dzieci uczy dba­nia o in­nych oraz umoż­li­wia ra­dość z kon­taktu z na­turą. Jed­nak dla nie­któ­rych ro­dzi­ców zwie­rzę w domu ozna­cza do­dat­kowy stres zwią­zany z od­po­wie­dzial­no­ścią za szko­le­nie, kar­mie­nie i co­dzienne wy­pro­wa­dza­nie na spa­cer, więc upew­nij się, że opieka nad zwie­rzę­ciem wpi­suje się w twój styl ży­cia.

Za­fun­duj so­bie ma­saż lub dzień w spa

Je­śli po­zwa­lają ci na to fun­du­sze, re­gu­larny ma­saż to od­po­wiedź na ku­mu­lu­jący się w ciele stres i nie­sie za sobą fan­ta­styczne te­ra­peu­tyczne ko­rzy­ści, za­równo dla ciała jak i du­cha. Roz­luź­nia na­pięte mię­śnie i uwal­nia ciało z na­gro­ma­dzo­nych tok­syn, które w dłuż­szej per­spek­ty­wie mogą pro­wa­dzić do cho­roby i de­pre­sji.

Mo­no­log we­wnętrzny: roz­wi­ja­nie swo­jej we­wnętrz­nej prawdy

In­te­gralną czę­ścią zdro­wia psy­chicz­nego jest twój we­wnętrzny głos, który do sie­bie do­pusz­czasz, i to, jak się sam do sie­bie zwra­casz. Wiele osób jest nie­świa­do­mych tego, jak bar­dzo są wo­bec sie­bie kry­tyczne i wy­ma­ga­jące, np. mó­wią so­bie, że nie mogą po­świę­cić czasu dla sie­bie i iść na jogę lub na ma­saż, bo to luk­sus, na któ­ry­nie za­słu­gują.

Im bar­dziej je­steś zmę­czony i ze­stre­so­wany, tym go­rzej się do sie­bie od­no­sisz. Przy­kła­dowo, masz nie­zwy­kle ważną pracę, a czu­jesz, że nikt jej nie do­ce­nia. Je­steś od­po­wie­dzialna za ży­cie i zdro­wie lu­dzi, więc nie­ustan­nie pra­cu­jesz w nad­go­dzi­nach, a za swój wy­si­łek nie do­sta­jesz wy­na­gro­dze­nia. Tak na­prawdę czę­sto masz wra­że­nie, że inni uwa­żają, że to, co ro­bisz, to na­wet nie jest praca, że nie je­steś zbyt wy­kwa­li­fi­ko­wana, że nie wno­sisz wiele do spo­łe­czeń­stwa (albo przy­naj­mniej tak to wy­gląda). Je­śli je­steś albo kie­dy­kol­wiek by­łeś ro­dzi­cem na pe­łen etat (bę­dąc w domu z dziećmi), być może ten opis sta­no­wi­ska pracy jest ci znany. I kiedy przy­cho­dzi czas na zmianę i po­wrót do pracy, czu­jesz, że cał­ko­wi­cie wy­pa­dłaś z obiegu, a kiedy już za­czniesz od­ry­wać się od trybu ro­dzi­ciel­skiego na pe­łen etat, lą­du­jesz znowu w punk­cie wyj­ścia. Nic dziw­nego, że może to być bar­dzo stre­su­jący czas i może wy­wo­łać uczu­cie zwąt­pie­nia w sie­bie oraz kry­ty­cy­zmu, np.: "Nie ro­bię tego do­brze", "Nie po­tra­fię tego zro­bić" oraz "Czy ro­bię wy­star­cza­jąco dużo i do­brze?". Nie­które z ty­po­wych py­tań, które ro­dzą się pod­czas tej zmiany, mogą bu­dzić wąt­pli­wo­ści, brak za­ufa­nia do sie­bie i brzmieć: "Kim je­stem? Co jest moim ce­lem? Jaka jest moja war­tość? Czy je­stem w sta­nie wnieść wkład do mo­jej ro­dziny i do spo­łe­czeń­stwa?".

Ja­kie hi­sto­rie so­bie opo­wia­dasz? Kiedy zro­bi­łaś coś do­brego, czy masz ten­den­cje do umniej­sza­nia tego, a może po­tra­fisz się do­ce­nić i po­kle­pać po ple­cach? Za­sta­nów się, jaki ro­dzaj mo­no­logu we­wnętrz­nego wy­da­rza się w twoim umy­śle, kiedy my­ślisz o zro­bie­niu cze­goś tylko dla sie­bie. Czy je­steś wo­bec sie­bie wspie­ra­jąca, gdy po­peł­nisz błąd albo gdy pa­dasz na nos po ca­łym dniu pracy?

Dba­nie o sie­bie za­czyna się od słów, które mó­wisz do sie­bie i o so­bie, lub od dzia­łań, które po­dej­mu­jesz, by za­trosz­czyć się o sie­bie. Czy po­wie­dzia­ła­byś do­brej przy­ja­ciółce to, co mó­wisz do sie­bie? Czy po­wie­dzia­ła­byś to samo swo­jemu dziecku? Je­śli by­łyby to słowa pełne wspar­cia i za­chęty, to je­steś na wła­ści­wej dro­dze. Je­śli nie, czas zmie­nić nar­ra­cję. Co so­bie my­ślisz o in­nych lu­dziach, je­śli dba­nie o sie­bie jest dla nich prio­ry­te­tem? Czy wspie­rasz ich w de­cy­zjach po­dej­mo­wa­nych z my­ślą, by dbać o sie­bie? A może osą­dzasz te osoby i po ci­chu kwe­stio­nu­jesz ich po­świę­ce­nie dla ro­dziny i za­an­ga­żo­wa­nie w pracę?

Skąd po­cho­dzi ten mo­no­log? Pa­mię­taj, że twoje prze­ko­na­nia i na­wy­kowe wzorce my­śle­nia kształ­to­wały się, kiedy by­łaś dziec­kiem. Może roz­po­zna­jesz to: "Moja mama pra­co­wała na­prawdę ciężko. Jako pierw­sza w ro­dzi­nie zde­cy­do­wała się iść do pracy i pra­co­wała na pe­łen etat poza do­mem. Było tyle wspa­nia­łych rze­czy, któ­rych mnie na­uczyła, ale dba­nie o sie­bie nie było jedną z nich. Wszy­scy byli waż­niejsi" - po­wie­działa jedna z mam. To nie tylko po­dej­ście mało zrów­no­wa­żone, ale kie­ru­nek, który może do­pro­wa­dzić do po­czu­cia gniewu, uża­la­nia się nad sobą czy wy­pa­le­nia. Warto do­ce­nić siłę mo­de­lo­wa­nia dzie­ciom po­stawy, która wy­raża się w zdro­wej tro­sce o sie­bie. Jak ina­czej mają się na­uczyć tej waż­nej umie­jęt­no­ści ży­cio­wej?

Ro­zu­mie­nie tego, co ozna­cza tro­ska i dba­nie o sie­bie a prak­ty­ko­wa­nie tego to dwie bar­dzo różne rze­czy. Pa­mię­taj, opie­ko­wa­nie się sobą jest ko­niecz­no­ścią, nie luk­su­sem! W roz­dziale 17 roz­ma­wiamy o tym, jak ważne są po­zy­ski­wa­nie ener­gii, która pły­nie z two­ich moc­nych stron, oraz praca nad prze­kształ­ca­niem wy­zwań w szanse. To ko­nieczna praca, by prze­pro­gra­mo­wać mózg: mu­sisz zmie­nić swoją pry­watną lo­gikę, by roz­po­znać i prze­bu­do­wać błędne sys­temy prze­ko­nań. Po­ni­żej znaj­dziesz kilka po­my­słów, jak mo­żesz za­cząć roz­wi­jać zdrowy mo­no­log we­wnętrzny.

Daj so­bie spo­kój

Per­fek­cjo­nizm to wróg dba­nia o sie­bie. Od­pusz­cza­nie so­bie w kwe­stii dą­że­nia do wy­śru­bo­wa­nych stan­dar­dów i na­kła­da­nia na sie­bie nie­moż­li­wych do osią­gnię­cia ce­lów jest nie­zwy­kle uwal­nia­jące (co wię­cej, może to znacz­nie zre­du­ko­wać stres). Okaż so­bie em­pa­tię, jaką oka­za­ła­byś przy­ja­cie­lowi. Po­szu­kaj grup wspar­cia i po­dziel się swo­imi zma­ga­niami z in­nymi. Po­mocne jest wie­dzieć, że nie tylko ty do­świad­czasz trud­no­ści, a je­śli już nic in­nego się nie wy­da­rzy, to cho­ciaż uła­twi ak­cep­ta­cję two­jego uczu­cia.

Za­ko­mu­ni­kuj ro­dzi­nie twój plan dba­nia o sie­bie

Warto, by w związku obie strony miały prze­strzeń na tro­skę o sie­bie i by nikt nie mu­siał uza­sad­niać czy wy­ja­śniać, dla­czego robi to, co robi. Dba­nie o swoje po­trzeby wzmac­nia cię od środka. Ważne jest, by obie strony związku usta­no­wiły wła­sne stan­dardy i wy­brały ta­kie ak­tyw­no­ści, które im naj­le­piej służą. Sza­cu­nek i do­ce­nia­nie swo­jej od­mien­no­ści są klu­czowe.

Patrz na sprawy w po­zy­tyw­nym świe­tle

Za­kwe­stio­nuj twoją wer­sję hi­sto­rii. Roz­po­znaj swoje ne­ga­tywne, au­to­ma­tyczne re­ak­cje i zmień swój ję­zyk. Na przy­kład, za­miast mó­wić so­bie: "Je­stem nie­zor­ga­ni­zo­wana, ni­gdy nic nie koń­czę", na­ucz się mó­wić: "Jak mogę to skoń­czyć?" lub: "Być może nie zro­bię tego dziś i to jest w po­rządku, ju­tro dam so­bie szansę" (za­uwa­żasz, że brzmi to zu­peł­nie jak wspie­ra­jący ję­zyk Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny). Nie cho­dzi tu­taj o igno­ro­wa­nie swo­ich pro­ble­mów, a ra­czej o na­ucze­nie swo­jego mó­zgu re­ago­wa­nia w inny spo­sób i za­da­wa­nia so­bie py­tań: "Jak ina­czej mogę spoj­rzeć na tę sy­tu­ację, by zna­leźć wię­cej roz­wią­zań?".

Afir­ma­cje i wi­zu­ali­za­cje

Stwórz wła­sne po­zy­tywne afir­ma­cje lub man­try, które po­mogą ci kul­ty­wo­wać ra­dość i wzbo­ga­cić twoje ży­cie. To po­zwoli ci wy­eli­mi­no­wać ne­ga­tywny skrypt w gło­wie, który osą­dza i kry­ty­kuje. Masz moc de­cy­do­wa­nia o swo­ich my­ślach i znacz­nie zdrow­sze jest wy­peł­nia­nie się nar­ra­cją pełną mi­ło­ści, za­miast roz­le­wać swój strach czy scep­ty­cyzm.

Na przy­kład po­wiedz gło­śno lub pod­czas me­dy­ta­cji: "Je­stem wię­cej niż wy­star­cza­jąca" lub: "Je­stem w po­rządku taka, jaka je­stem". Re­flek­sja nad tym, za co czu­jesz wdzięcz­ność każ­dego po­ranka i gdy koń­czysz dzień, to ko­lejny wspa­niały spo­sób na trzy­ma­nie ne­ga­tyw­nych my­śli w ry­zach (i spo­sób na bez­sen­ność). Wi­zu­ali­zo­wa­nie so­bie re­la­cji i przy­szłych zda­rzeń w po­zy­tyw­nym świe­tle to ko­lejne sku­teczne na­rzę­dzie, które po­maga wy­tre­no­wać mózg, by za­uwa­żał i ge­ne­ro­wał więk­szą liczbę po­zy­tyw­nych zda­rzeń.

Znajdź swój cel

Jest to tak ważny te­mat, że po­świę­ci­ły­śmy mu pra­wie cały roz­dział - i znowu się po­ja­wia! Cho­dzi o zna­le­zie­nie wła­ści­wej dra­biny, po któ­rej bę­dziesz się wspi­nać, i pew­ność, że sto­isz przy wła­ści­wej ścia­nie. Cho­dzi o stwo­rze­nie prze­strzeni w swoim ży­ciu na re­flek­sję, kwe­stio­no­wa­nie i po­szu­ki­wa­nie. Za­nim za­trzy­mamy się i wy­ko­namy całą tę pracę, po­zwól, że po­chy­limy się nad zna­cze­niem dba­nia o wszyst­kie ważne re­la­cje.

KUL­TY­WO­WA­NIE WAŻ­NYCH RE­LA­CJI

Ba­da­nia nie­zmien­nie po­ka­zują zwią­zek mię­dzy dba­niem o przy­jaź­nie a oso­bi­stym do­bro­sta­nem. Wiemy rów­nież, że obie lu­bimy na­szą pracę i osią­gamy w niej suk­cesy, kiedy pie­lę­gnu­jemy głę­bo­kie re­la­cje z na­szymi ko­le­gami. Garry dzieli się ty­po­wym pro­ble­mem pra­cu­ją­cych ro­dzi­ców: "Za­nim wzię­li­śmy ślub i uro­dziły nam się dzieci, mie­li­śmy wielu przy­ja­ciół. Wy­cho­dzi­li­śmy na im­prezy spor­towe, gra­łem w po­kera z ko­le­gami, wy­jeż­dża­li­śmy na wa­ka­cje raz na ja­kiś czas z in­nymi pa­rami. A te­raz mamy tylko czas na pracę i dzieci". To czę­sty pro­blem w roz­mo­wach z ro­dzi­cami.

Ist­nieje wy­raźne po­wią­za­nie mię­dzy de­pre­sją i izo­la­cją spo­łeczną. W na­szym współ­cze­snym świe­cie sa­mot­ność i izo­la­cja stały się pro­ble­mem co­raz bar­dziej po­wszech­nym i praw­do­po­dob­nie bar­dziej do­tkli­wym przez nie­ustanne by­cie "po­łą­czo­nym" w na­szej erze ekra­nów cy­fro­wych. Jako lu­dzie je­ste­śmy "za­pro­gra­mo­wani" do bu­do­wa­nia więzi. Do­bre re­la­cje są fun­da­men­tem oso­bi­stego szczę­ścia i do­bro­stanu - nie jest prawdą, że twój mał­żo­nek, dzieci i praca wy­star­czają.

Wpa­so­wa­nie przy­jaźni w gra­fik

W na­szym ba­da­niu, kiedy za­py­ta­ły­śmy: "Jak czę­sto spę­dzasz czas z przy­ja­ciółmi twa­rzą w twarz, bez dzieci?", 40 pro­cent ro­dzi­ców od­po­wie­działo, że tylko raz na kilka mie­sięcy. Po­trze­bu­jesz do­brych przy­ja­ciół i dal­szej ro­dziny, aby po­ma­gali ci we wzlo­tach i upad­kach ży­cia.

Spo­tka­nia ze swoją przy­ja­ciółką czy przy­ja­cie­lem i być może z ro­dzeń­stwem jest jak "we­wnętrzny jog­ging" - od­na­wia twoją du­szę i uzbraja cię w świeżą per­spek­tywę do­ty­czącą ży­cia. Uważne słu­cha­nie i em­pa­tia dzia­łają te­ra­peu­tycz­nie.

Chęt­niej coś ro­bimy, kiedy jest to na­wyk, za­tem do­brym po­my­słem jest stwo­rze­nie z naj­bliż­szymi przy­ja­ciółmi ry­tu­ałów i tra­dy­cji, które wy­da­rzają się re­gu­lar­nie. Gary miał na swo­jej li­ście wie­czory z po­ke­rem raz w mie­siącu oraz wa­ka­cje z in­nymi pa­rami. Je­śli przy­jaź­ni­cie się z ro­dzi­cami przy­ja­ciół swo­ich dzieci, być może mo­gli­by­ście zor­ga­ni­zo­wać wspólne wa­ka­cje. Może się to prze­ro­dzić w co­roczną tra­dy­cję. Spró­buj zna­leźć lu­dzi, któ­rzy po­dzie­lają twoje za­in­te­re­so­wa­nia - obo­jętne, czy jest to cho­dze­nie do ga­le­rii, mu­zeów, za­kupy czy wy­da­rze­nia spor­towe. Po­mocne może się oka­zać usta­la­nie ko­lej­nej daty spo­tka­nia, kiedy bie­żące do­biega końca. Ko­rzy­staj ze świata cy­fro­wego, two­rząc grupy w me­diach spo­łecz­no­ścio­wych z naj­bliż­szymi przy­ja­ciółmi, by ła­two można było umó­wić się na lunch czy wy­da­rze­nie. Lo­kalni zna­jomi mogą być do­sko­nałą opcją na co­ty­go­dniowe kawki. I oczy­wi­ście warto usta­lić so­bie z naj­bliż­szymi przy­ja­ciółmi nie­ne­go­cjo­walne tra­dy­cje, ta­kie jak im­preza syl­we­strowa czy co­roczne uro­dziny w spa.

Ne­ga­tywni lu­dzie

Choć to trudne, mo­żesz chcieć ogra­ni­czyć swój czas z ludźmi, któ­rzy wy­wie­rają na to­bie ne­ga­tywny wpływ. Mogą być tok­syczni dla two­jego zdro­wia emo­cjo­nal­nego i przez to utrud­niać roz­wi­nię­cie po­zy­tyw­nego mo­no­logu we­wnętrz­nego. Je­śli spę­dzasz czas z ludźmi, któ­rzy cię do­łują swoim pe­sy­mi­zmem i kry­tyką, a ty czu­jesz, że zro­bi­łaś wszystko, by ich wes­przeć, wów­czas roz­sąd­nym kro­kiem bywa utrzy­my­wa­nie dy­stansu, póki one nie zmie­nią swo­jego na­sta­wie­nia.

Bu­duj sieć kon­tak­tów ro­dzi­ciel­skich

W roz­dziale 14 za­war­ły­śmy wiele pod­po­wie­dzi, w jaki spo­sób roz­wi­jać i pie­lę­gno­wać sieć kon­tak­tów za­wo­do­wych. Na chwilę wróć do pierw­szych dni ro­dzi­ciel­stwa. Czy czu­łaś się sa­motna i od­izo­lo­wana? To bar­dzo czę­ste od­czu­cia u mło­dych ro­dzi­ców i mo­ment, w któ­rym silne po­czu­cie przy­na­leż­no­ści jest wy­jąt­kowo po­trzebne w ro­dzi­ciel­stwie.

Przy­ja­ciele i dal­sza ro­dzina nie są je­dy­nymi oso­bami, z któ­rymi chcesz pie­lę­gno­wać re­la­cje, na­wet je­śli już okrzep­niesz w związku i ro­dzi­ciel­stwie. By pod­trzy­mać wła­sną ener­gię, po­trze­bu­jemy na­wią­zy­wać re­la­cje z in­nymi ludźmi, któ­rzy nas za­chę­cają i wspie­rają. Bu­do­wa­nie spo­łecz­no­ści, która my­śli po­dob­nie, jest klu­czowe dla na­szego zdro­wia spo­łecz­nego. Bądź pro­ak­tywna, przej­mij ini­cja­tywę i za­proś ko­goś, kogo ce­nisz, do zro­bie­nia cze­goś spra­wia­ją­cego wam przy­jem­ność. Po­znaj swoją spo­łecz­ność. Po­szu­kaj punk­tów dzien­nej opieki nad dziećmi, skle­pów dla dzieci, pla­ców za­baw, księ­garń, cen­trów re­li­gij­nych itd., i sprawdź, ja­kie ak­tyw­no­ści pro­po­nują. Za­dbaj rów­nież o to, by ofe­ro­wać po­moc i udzie­lać się w wo­lon­ta­ria­cie. To czę­sto naj­lep­szy spo­sób, aby otrzy­mać po­moc, kiedy jej po­trze­bu­jesz - po­dob­nie je­śli cho­dzi o są­sia­dów. Być może funk­cjo­nują ja­kieś grupy ro­dzi­ciel­sko­dzie­cięce, do któ­rych mo­żesz do­łą­czyć, gdzie mamy ćwi­czą z ma­lu­chami, lub grupy on­line? Zwłasz­cza we wcze­snym okre­sie ro­dzi­ciel­stwa może się oka­zać, że zbu­du­jesz przy­jaź­nie z ludźmi, któ­rych wcze­śniej zna­łaś prze­lot­nie, po­nie­waż je­ste­ście na po­dob­nym eta­pie ży­cia.

Po­dejdź na se­rio do kwe­stii dba­nia o sie­bie. Wielu mło­dych ro­dzi­ców bo­ryka się z trud­no­ścią za­cho­wa­nia rów­no­wagi, a to ma po­ważne kon­se­kwen­cje dla ich zdro­wia psy­chicz­nego i fi­zycz­nego, jak mo­żemy prze­czy­tać po­ni­żej w hi­sto­rii Ali­cji.

Po­zy­tywna Dys­cy­plina w dzia­ła­niu

"My­śla­łam, że je­śli będę al­tru­istyczna, uczyni mnie to do­brą mamą. Prze­gra­łam walkę o po­ród na­tu­ralny, a na­stęp­nie przez pierw­szych osiem ty­go­dni ma­cie­rzyń­stwa by­łam ab­so­lut­nie i bez­in­te­re­sow­nie od­dana mo­jej córce, do­póki się nie za­ła­ma­łam i nie wy­pa­li­łam. Zna­la­złam się na te­ra­pii, po­nie­waż pod­czas wi­zyty kon­tro­l­nej po ce­sar­skim cię­ciu po­wie­dzia­łam mo­jemu le­ka­rzowi, że "czuję, jak­bym się roz­pa­dała". Za­re­ko­men­do­wano mi te­ra­peutę, który za­py­tał mnie: "Co ro­bisz, by o sie­bie za­dbać?". Od­po­wie­dzia­łam: "No cóż, nic. Je­stem zbyt za­jęta dba­niem o nie­mowlę". Za­le­cono mi te­ra­peu­tycz­nie za­dba­nie o sie­bie i co naj­mniej pój­cie na spa­cer lub wy­pi­cie kawy sa­mej w spo­koju. I rze­czy­wi­ście, te krót­kie chwile za­opie­ko­wa­nia się sobą, które so­bie ofia­ro­wa­łam, miały sens i za­czę­łam zdro­wieć. Po­nie­waż uro­dzi­łam czwórkę dzieci, na­uczy­łam się usta­lać re­ali­styczne cele i za­dba­łam, by ry­tu­ały dba­nia o sie­bie stały się prio­ry­te­tem. Ina­czej czuję się kom­plet­nie przy­tło­czona: wię­cej krzy­czę, je­stem wy­bu­chowa... wy­raź­nie nie­szczę­śliwa. Cza­sami dba­nie o sie­bie jest tak pro­ste jak "prze­rwa dla mamy". Je­śli czuję się wy­czer­pana, kładę jedno dziecko na drzemkę, dru­gie sa­dzam przed te­le­wi­zo­rem, ro­bię so­bie fi­li­żankę kawy i po pro­stu sie­dzę i piję ją w ci­szy, nie ro­biąc zu­peł­nie nic. Moje dni są wy­peł­nione krót­kimi chwi­lami dba­nia o sie­bie, w tym me­dy­ta­cją ("pięć mi­nut już robi róż­nicę"), wła­ści­wym od­ży­wia­niem (ja­dam zdrowe po­siłki i ni­gdy nie je­stem zbyt za­jęta, by po­mi­jać śnia­da­nie), ćwi­cze­niami (np. prze­jażdżka ro­we­rowa z dziećmi lub kilka fi­gur jogi z naj­młod­szymi dziećmi w po­bliżu), po­szu­ki­wa­niem in­spi­ra­cji i uważ­no­ści (dą­że­nie do stanu flow, w każ­dej wol­nej chwili lek­tura; wstaję wcze­śnie rano, by pi­sać). Po­nadto prak­tycz­nie dbam o urodę (myję twarz dwa razy dzien­nie, na­wil­żam i szybko na­kła­dam pod­sta­wowy ma­ki­jaż, za­nim wyjdę z domu, by czuć się sil­niej­sza) oraz prze­rwy (co ty­dzień za­ma­wiam opie­kunkę i ucie­kamy z mę­żem na randkę, na­wet je­śli to tylko dwie go­dziny). Od­kąd zde­cy­do­wa­łam się na em­pa­tię wo­bec sa­mej sie­bie, za­miast ob­wi­nia­nia się, usta­lam re­ali­styczne cele. Od­kry­łam spo­sób, by zna­leźć czas na ro­bie­nie rze­czy, któ­rych po­trze­buję, by mieć siły jako mama i pi­sarka. Dba­nie o sie­bie po­mo­gło mi za­cho­wać ener­gię i bu­do­wać od­por­ność jako mama - i w ten spo­sób je­stem w sta­nie być obecna z mi­ło­ścią i cier­pli­wo­ścią, któ­rych po­trze­bują moje dzieci, by wzra­stać".

Ali­cia As­sad, www.ali­cia­as­sad.com

NA­RZĘ­DZIA PO­ZY­TYW­NEJ DYS­CY­PLINY

W tym roz­dziale opi­sa­ły­śmy ze­staw stra­te­gii po­moc­nych w za­opie­ko­wa­niu się swoim zdro­wiem psy­chicz­nym i fi­zycz­nym, jak rów­nież re­la­cjami. Po­ni­żej przed­sta­wiamy kilka ko­lej­nych na­rzę­dzi.

Prak­ty­ko­wa­nie wdzięcz­no­ści

Szczę­ście to we­wnętrzna praca. Je­śli ocze­ku­jesz, że ktoś inny uczyni cię szczę­śliwą, je­steś ska­zana na po­rażkę. Cza­sami oka­zja do szczę­ścia znaj­duje się tuż przed tobą, a ty jej nie wi­dzisz. Ja­kie kroki po­trze­bu­jesz pod­jąć, by być szczę­śliwą (lub roz­po­znać swoje we­wnętrzne szczę­ście)? Jedną z na­szych ulu­bio­nych dróg do szczę­ścia jest prak­ty­ko­wa­nie wdzięcz­no­ści.

Po­czu­cie hu­moru

Nie tylko śmiech jest naj­lep­szym le­kar­stwem, po­czu­cie hu­moru może czy­nić cuda w re­la­cjach, kiedy sy­tu­acja jest na­pięta. Nie można prze­ce­nić tego, jak ważny jest śmiech i do­bra za­bawa. Kiedy ła­piesz się na tym, że sta­jesz się zbyt po­ważna, po­szu­kaj ko­mi­zmu w da­nej sy­tu­acji. Wspól­nie z dziećmi i part­ne­rem mo­że­cie stwo­rzyć nie­wer­balne sy­gnały, które będą wam przy­po­mi­nać o tym, by wrzu­cić na luz. Uwa­żaj, by nie po­paść w sar­kazm, bo może być źle od­czy­tany i bo­le­sny.

Mów o ocze­ki­wa­niach

Nie ocze­kuj, że twój part­ner i twoje dzieci będą czy­tać w two­ich my­ślach. Mów o tym, czego chcesz i dla­czego to dla cie­bie ważne. Bu­duj swój ty­go­dniowy plan i upew­nij się, że za­wiera ak­tyw­no­ści z trzech ka­te­go­rii: in­dy­wi­du­alna roz­rywka, miły czas z part­ne­rem i ro­dzinne przy­jem­no­ści. Wy­raź wdzięcz­ność, kiedy do­sta­niesz to, czego chcia­łaś, i wy­ba­czaj, kiedy tego nie do­sta­niesz.

Zwra­caj uwagę

Mi­łość kwit­nie, kiedy jest pie­lę­gno­wana. Do­ty­czy to za­równo mi­ło­ści do sa­mego sie­bie oraz tej w związ­kach. Niech prio­ry­te­tem bę­dzie zwra­ca­nie uwagi na swoje po­trzeby, a także na po­trzeby in­nych. Co­kol­wiek ro­bisz, prze­stań i na­prawdę słu­chaj. Do­świad­czaj cudu wo­kół cie­bie. Za­an­ga­żuj się, by po­świę­cić uwagę wła­snym po­trze­bom i spró­bo­wać je speł­nić, aby móc za­opie­ko­wać się po­trze­bami in­nych.

ĆWI­CZE­NIE

Stwórz li­stę rze­czy, które mo­żesz zro­bić dla sie­bie, by pod­nieść po­ziom sa­tys­fak­cji z tego ob­szaru "koła ży­cia", który oce­ni­łaś naj­ni­żej. Za­an­ga­żuj się, by ro­bić przy­naj­mniej jedną z tych rze­czy cho­ciaż raz w ty­go­dniu. Nie za­po­mi­naj o re­flek­sji nad pro­ce­sem.

Dla tych wszyst­kich ro­dzi­ców na ca­łym świe­cie, któ­rzy opo­wia­dają mi, jak bar­dzo Po­zy­tywna Dys­cy­plina zmie­niła ich ży­cie. Dzięki Wam moje serce wy­peł­nione jest wdzięcz­no­ścią.

(Jane Nel­sen)

Dla mo­jej pięk­nej có­reczki Chole Elo­ise Skye, która przy­szła na świat wraz z tą książką. Je­steś i za­wsze bę­dziesz moją naj­lep­szą na­uczy­cielką.

(Joy Mar­chese)

Dla Mat­thew, mi­ło­ści mo­jego ży­cia.

(Kri­stina Bill)

.

WSTĘP

PO­ZY­TYWNA DYS­CY­PLINA JEST DLA CIE­BIE CZY DLA TWO­JEGO DZIECKA?

Wbrew po­zo­rom nie jest to pod­chwy­tliwe py­ta­nie. Kiedy po­znasz od­po­wiedź, le­piej zro­zu­miesz za­ło­że­nia i na­rzę­dzia me­tody. Wpro­wa­dza­jąc je w ży­cie, bę­dziesz miał więk­sze szanse na suk­ces wy­cho­waw­czy. Jaka jest za­tem od­po­wiedź? Po­zy­tywna Dys­cy­plina jest za­równo dla cie­bie, jak i two­jego dziecka, ale przede wszyst­kim jest dla cie­bie.

Wielu ro­dzi­ców od­kryło tę prawdę sa­mo­dziel­nie. Nie je­ste­śmy w sta­nie zli­czyć, ile razy sły­sze­li­śmy: "My­śla­łem, że Po­zy­tywna Dys­cy­plina po­może mi zmie­nić moje dziecko i fak­tycz­nie tak się stało, lecz przede wszyst­kim zmie­niła mnie sa­mego. To po­dej­ście przy­nio­sło małą re­wo­lu­cję, bo uświa­do­mi­łem so­bie, że zmiana musi za­cząć się ode mnie. Dzięki nowo przy­swo­jo­nym umie­jęt­no­ściom mam wię­cej frajdy jako ro­dzic".

Co to zna­czy, że Po­zy­tywna Dys­cy­plina jest przede wszyst­kim dla ro­dzica?

To po­dej­ście za­kłada, że ży­cie opiera się na:

- więzi i za­chę­cie, które wzmac­niają po­czu­cie przy­na­leż­no­ści oraz zna­cze­nia (główne po­trzeby czło­wieka we­dług Al­freda Ad­lera);

- za­an­ga­żo­wa­niu spo­łecz­nym po­le­ga­ją­cym na wno­sze­niu wkładu do ro­dziny, klasy, miej­sca pracy i wszel­kich in­nych spo­łecz­no­ści;

- roz­woju współ­czu­cia po­przez zro­zu­mie­nie prze­ko­nań sto­ją­cych za za­cho­wa­niem;

- życz­li­wym i sta­now­czym mo­ty­wo­wa­niu;

- roz­woju umie­jęt­no­ści za­równo u do­ro­słych jak i dzieci;

- sa­mo­re­gu­la­cji (ucze­niu się, jak kon­tro­lo­wać swoje za­cho­wa­nie);

- kon­cen­tra­cji na roz­wią­za­niach oraz ra­do­ści z wy­ko­rzy­sty­wa­nia błę­dów jako wspa­nia­łej oka­zji do na­uki.

Wszyst­kie na­rzę­dzia Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny opie­rają się na tych za­ło­że­niach, ale można je sto­so­wać i z nich ko­rzy­stać na wiele róż­nych spo­so­bów. Tak na­prawdę Po­zy­tywna Dys­cy­plina bę­dzie da­wała owoce, kiedy zro­zu­miesz za­ło­że­nia sto­jące za każ­dym na­rzę­dziem i har­mo­nij­nie po­łą­czysz je ze swo­imi dzia­ła­niami. Wtedy do­piero za­ło­że­nia staną się czę­ścią two­jego ży­cia. Je­śli na­to­miast nie zro­zu­miesz i nie urze­czy­wist­nisz za­ło­żeń sto­ją­cych u pod­staw Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny, na­rzę­dzia po­zo­staną tylko in­stru­men­tal­nymi tech­ni­kami - nie prze­ko­nasz do nich dzieci, za­brak­nie ci sza­cunku i sku­tecz­no­ści. Je­śli za­ło­że­nia nie staną się czę­ścią two­jego ży­cia, nie­mo­żesz my­śleć o prze­ka­za­niu ich dzie­ciom.

Je­śli na­to­miast za­ło­żysz, że Po­zy­tywna Dys­cy­plina jest przede wszyst­kim dla two­jego dziecka, to być może ule­gniesz po­ku­sie wy­ko­rzy­sty­wa­nia pro­po­no­wa­nych przez nią na­rzę­dzi do zmiany dziecka, lecz nie za­sto­su­jesz ich wo­bec sie­bie. Nie bę­dziesz do­brym przy­kła­dem dla swo­ich po­ciech, po­nie­waż nie bę­dziesz mo­de­lo­wać tego, czego chcesz ich na­uczyć i w efek­cie bę­dziesz za­sta­na­wiać się, dla­czego to, co ro­bisz, jest nie­sku­teczne. Je­śli tak wła­śnie się sta­nie, praw­do­po­dob­nie nie zro­zu­miesz wagi na­wią­zy­wa­nia re­la­cji przed na­pra­wia­niem sy­tu­acji. Wpad­niesz w pu­łapkę my­śle­nia, że dzieci po­winny "za­pła­cić" za to, co zro­biły w prze­szło­ści, nie bę­dziesz ce­nić so­bie błę­dów jako oka­zji do na­uki ani też nie bę­dziesz kon­cen­tro­wać się na roz­wią­za­niach. Być może po­dej­miesz próbę "prze­bra­nia" kar (które nie wy­stę­pują w Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pli­nie!) za lo­giczne kon­se­kwen­cje, bę­dziesz wciąż ko­rzy­stać z na­gród i po­chwał, bo prze­cież dzieci je lu­bią i są sku­teczne, choć tylko na krótką metę. Ow­szem, cza­sem krót­ko­ter­mi­nowe roz­wią­za­nia wy­dają się je­dyną rze­czą, na którą nas stać, szcze­gól­nie gdy je­ste­śmy prze­pra­co­wani, prze­mę­czeni i mu­simy so­bie ra­dzić z na­ra­sta­ją­cym stre­sem, ale nie przy­no­szą po­żą­da­nych re­zul­ta­tów na dłuż­szą metę.

W tej książce przed­sta­wimy na­rzę­dzia Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny (ma­jące uza­sad­nie­nie w neu­ro­bio­lo­gii), które wzmoc­nią cie­bie i dzieci, by­ście wspól­nie mo­gli do­ko­ny­wać mą­drzej­szych wy­bo­rów przy­no­szą­cych wszyst­kim dłu­go­fa­lowe ko­rzy­ści.

Za­tem po­szerzmy nieco per­spek­tywę i za­sta­nówmy się, co wpływa na zdol­ność do utrzy­my­wa­nia rów­no­wagi po­mię­dzy pracą, ro­dziną i dba­niem o sie­bie.

KUL­TURA, W KTÓ­REJ ŻY­JEMY

W ciągu ostat­nich kilku dzie­się­cio­leci dia­me­tral­nie zmie­nił się spo­sób funk­cjo­no­wa­nia ro­dziny, mię­dzy in­nymi dla­tego, że ko­biety za­częły wię­cej pra­co­wać poza do­mem, a męż­czyźni bar­dziej włą­czyli się w opiekę nad dziećmi. Z per­spek­tywy kul­tu­ro­wej to ogromna zmiana. Tra­dy­cyj­nie to ko­biety spę­dzały wię­cej (wła­ści­wie więk­szość) czasu w domu, zaj­mu­jąc się ogni­skiem do­mo­wym i wy­cho­wa­niem dzieci, a męż­czyźni pra­co­wali na utrzy­ma­nie ro­dziny. Po­nadto w po­bliżu zwy­kle znaj­do­wały się osoby z dal­szej ro­dziny, które w ra­zie po­trzeby mo­gły po­móc i uczest­ni­czyć w ży­ciu domu, co w obec­nych wa­run­kach by­to­wa­nia glo­bal­nych no­ma­dów ra­czej jest nie­moż­liwe.

Te zmiany miały ogromny wpływ na ro­dzi­ciel­stwo i wy­bór za­wodu. Więk­szość dzi­siej­szych ro­dzi­ców musi ra­dzić so­bie z obo­wiąz­kami za­wo­do­wymi i ro­dzi­ciel­skimi, sta­wia­jąc na szali swój psy­cho­lo­giczny i bio­lo­giczny do­bro­stan. Wielu uważa, że musi ide­al­nie wy­paść w każ­dej roli. Po­nie­waż jest to zu­peł­nie nie­wy­ko­nalne, po­ja­wia się u nich dłu­go­trwały stres lub wy­czer­pa­nie, nie­kiedy też de­pre­sja. Zna­le­zie­nie spo­sobu na za­rzą­dza­nie wszyst­kimi aspek­tami ży­cia jest nie­zbędne, by móc osią­gnąć ogólny do­bro­stan. Można wy­róż­nić trzy główne współ­cze­sne źró­dła ro­dzi­ciel­skich stre­so­rów:

- Brak czasu - nie­koń­cząca się li­sta wy­ma­gań oraz obo­wiąz­ków cią­żą­cych na ro­dzi­cach i dzie­ciach. Czas po­świę­cany na re­ali­za­cję ich wszyst­kich można by prze­zna­czyć na by­cie z dziećmi, ro­dziną lub na za­dba­nie o sie­bie.

- Zwięk­sza­jąca się ry­wa­li­za­cja - pre­sja, by być naj­lep­szym (nie­malże ide­al­nym) na polu edu­ka­cyj­nym i za­wo­do­wym, osią­gnąć mak­si­mum roz­woju oso­bi­stego i jesz­cze być per­fek­cyj­nym ro­dzi­cem i part­ne­rem.

- Sprzeczne po­rady - ogromna do­stęp­ność wielu, czę­sto sprzecz­nych źró­deł in­for­ma­cji dla ro­dzi­ców, któ­rym za­leży na tym, by ich dzieci stały się szczę­śli­wymi do­ro­słymi w przy­szło­ści i wio­dły pełne zna­cze­nia ży­cie.

Skąd bie­rze się ta ze­wnętrzna pre­sja? Jak mo­żemy so­bie z nią po­ra­dzić, by po­móc so­bie i na­szym ro­dzi­nom?

Za­cznijmy od przyj­rze­nia się obec­nej sy­tu­acji. Kra­jo­braz pra­cu­ją­cego ro­dzica, szcze­gól­nie ko­biet, pod­lega nie­ustan­nym zmia­nom. W 2011 r. w Sta­nach Zjed­no­czo­nych na­stą­piła pewna zna­cząca zmiana i liczba pra­cu­ją­cych ko­biet prze­kro­czyła liczbę męż­czyzn. Po­dob­nie rzecz się miała w Eu­ro­pie. Co­raz więk­sza liczba pra­cu­ją­cych ko­biet nie jest wy­łącz­nie fe­no­me­nem Za­chodu. Na przy­kład Chiny cha­rak­te­ry­zuje duży od­se­tek pra­cu­ją­cych mam: czyn­nych za­wo­dowo jest tam po­nad 72% ma­tek po­mię­dzy 25. a 34. ro­kiem ży­cia, które mają małe dzieci. Ogó­łem pra­cuje tam 64% wszyst­kich ko­biet. W trzy­po­ko­le­nio­wych ro­dzi­nach, ży­ją­cych pod jed­nym da­chem, tak cha­rak­te­ry­stycz­nych dla kul­tury Wschodu, źró­dłem zwięk­szo­nego stresu są różne kon­cep­cje do­ty­czące wy­cho­wa­nia dzieci i roli ko­biety. Po­dej­ścia ro­dzi­ców i dziad­ków są zu­peł­nie inne.

Ko­lej­nym wy­raź­nym tren­dem jest wzrost liczby ela­stycz­nych form za­trud­nie­nia oraz sa­mo­za­trud­nie­nia. Od lat sie­dem­dzie­sią­tych XX w. po­pu­lar­ność tej formy za­trud­nie­nia wzro­sła dwu­krot­nie (obec­nie w Wiel­kiej Bry­ta­nii jest na po­zio­mie 16% i jest jedną z po­pu­lar­niej­szych form za­trud­nie­nia na ofe­ro­wa­nych obec­nie sta­no­wi­skach pracy). To nie przy­pa­dek. Wiele ko­biet w spo­sób ge­nialny łą­czy pracę za­wo­dową z re­ali­za­cją swo­ich aspi­ra­cji oraz z pra­gnie­niem po­sia­da­nia dzieci. Jed­nak są rów­nież ko­biety, które wpa­dają w pu­łapkę prze­ko­na­nia, że bez żad­nej po­mocy są w sta­nie po­łą­czyć dwa pełne etaty - za­wo­dowy i mat­czyny. Ko­biety, które de­cy­dują się łą­czyć pracę zdalną z opieką nad dziećmi, po­nie­waż nie stać ich na wy­sła­nie dzieci do pla­có­wek opie­kuń­czo­wy­cho­waw­czych albo po pro­stu nie chcą tego ro­bić, są w szcze­gól­nie trud­nym po­ło­że­niu.

Im wię­cej ko­biet pra­cuje, tym wię­cej męż­czyzn ak­tyw­nie włą­cza się w wy­cho­wa­nie dzieci, a co za tym idzie - rów­nież oj­co­wie za­czy­nają po­trze­bo­wać więk­szej ela­stycz­no­ści na polu za­wo­do­wym. Wy­daje się, że obec­nie, gdy co­raz wię­cej ko­biet (i męż­czyzn) za­czyna pra­co­wać na wła­sny ra­chu­nek, do­łą­cza do sieci za­wo­do­wych lub in­nych grup in­ter­ne­to­wych zwią­za­nych z daną branżą, pra­cuje zdal­nie i wy­ko­rzy­stuje urlopy wy­po­czyn­kowe, by cie­szyć się ży­ciem i ro­dziną, za­ło­że­nie, że mu­simy wy­bie­rać mię­dzy dziećmi a ka­rierą, prze­cho­dzi do la­musa. Kształ­tuje się nowe po­ko­le­nie ro­dzi­ców, zwane mi­le­nial­sami, któ­rzy kwe­stio­nują prze­sta­rzałe ha­sło "je­den za­wód na całe ży­cie" i kon­cen­tru­jąc się na oso­bi­stym speł­nie­niu, pra­cują w wielu miej­scach jed­no­cze­śnie oraz łą­czą pa­sje, hobby i pracę za­wo­dową. Współ­cze­sna tech­no­lo­gia wspiera nas w znaj­dy­wa­niu co­raz now­szych, bar­dziej za­ska­ku­ją­cych spo­so­bów i miejsc wy­ko­ny­wa­nia pracy.

A mimo to wciąż przy­cho­dzi nam mie­rzyć się z wy­zwa­niami. Więk­sza ela­stycz­ność go­dzin pracy jest moż­liwa za cenę mniej­szej sta­bil­no­ści za­wo­do­wej, a co za tym idzie, niż­szego po­czu­cia bez­pie­czeń­stwa. Od ko­biet i męż­czyzn, któ­rzy są pra­cu­ją­cymi ro­dzi­cami, wy­maga się co­raz wię­cej, kła­dąc szcze­gólny na­cisk na pracę i wy­soki po­ziom wy­ni­ków, co prze­kłada się na ogólny nie­po­kój i pod­wyż­szony po­ziom stresu. Żon­glo­wa­nie nie­raz wy­klu­cza­ją­cymi się prio­ry­te­tami do­mo­wo­za­wo­do­wymi bez ob­ni­ża­nia stan­dar­dów w żad­nej z tych dzie­dzin jest ogrom­nym ob­cią­że­niem i wy­zwa­niem dla du­żej grupy osób. Ba­da­nia po­ka­zują, że mimo zwięk­sza­ją­cej się za­wo­do­wej ela­stycz­no­ści, wielu war­to­ścio­wych pra­cow­ni­ków (głów­nie ko­biet) opusz­cza ry­nek pracy, po­nie­waż nie jest w sta­nie utrzy­mać rów­no­wagi po­mię­dzy obo­wiąz­kami za­wo­do­wymi i ro­dzin­nymi. Koszty ta­kiej sy­tu­acji dla pra­co­daw­ców i spo­łe­czeń­stwa są nie­zwy­kle wy­so­kie, po­nie­waż pod­stawą zdro­wego i nie­ustan­nego roz­woju or­ga­ni­za­cji jest róż­no­rod­ność. Stąd w ciągu ostat­nich pię­ciu lat można było do­strzec wy­raźne za­in­te­re­so­wa­nie pra­co­daw­ców in­we­sto­wa­niem - choć nie na dużą skalę - w pro­jekty i ini­cja­tywy wspie­ra­jące rów­no­wagę po­mię­dzy ży­ciem oso­bi­stym i za­wo­do­wym.

Tak wy­gląda wła­śnie śro­do­wi­sko, w któ­rym przy­szło nam współ­cze­śnie żyć i pra­co­wać. Skąd mamy wie­dzieć, jak za­rzą­dzać wszyst­kimi tymi ob­sza­rami i ja­kich na­rzę­dzi uży­wać w domu i pracy, by da­wać so­bie, na­szym ro­dzi­nom oraz współ­pra­cow­ni­kom szansę na roz­wój, suk­ces i do­bro­stan? Na po­czą­tek po­trze­bu­jemy się przyj­rzeć wła­snym uczu­ciom wo­bec oso­bi­stych wy­bo­rów ży­cio­wych oraz wy­pra­co­wać re­alne i moż­liwe do re­ali­za­cji spo­soby za­rzą­dza­nia po­szcze­gól­nymi ob­sza­rami, które skła­dają się na na­szą rze­czy­wi­stość.

Ro­dzi­ciel­ski dy­le­mat

Wielu ro­dzi­ców prze­śla­duje py­ta­nie: "Czy moja nie­obec­ność w domu zwią­zana z wy­ko­ny­wa­niem przeze mnie pracy za­wo­do­wej ne­ga­tyw­nie wpływa lub wpły­nie na moje dzieci?". Nie ma jed­nej wła­ści­wej od­po­wie­dzi na to py­ta­nie. Wiele za­leży od two­jego po­dej­ścia do wła­snych wy­bo­rów: czy masz z tego po­wodu po­czu­cie winy, czy ra­czej to­wa­rzy­szy ci pew­ność i spo­kój.

Ro­dzi­ciel­skie prze­ko­na­nia oraz pły­nące z nich za­cho­wa­nia mają ogromny wpływ na dzieci. Nie­szczę­śliwi ro­dzice to nie­szczę­śliwe dzieci. Dzieci przej­mują ro­dzi­ciel­skie na­pię­cie oraz emo­cje, prze­twa­rzają je i ma­ni­fe­stują na wiele róż­nych spo­so­bów, które do­ro­śli na­zy­wają nie­od­po­wied­nim za­cho­wa­niem, ta­kich jak np.: ma­ru­dze­nie, sprze­ciw, hi­ste­ria albo nie­skry­wany bunt. Zbyt wielu ro­dzi­ców od­ma­wia przy­ję­cia na sie­bie czę­ści od­po­wie­dzial­no­ści za za­cho­wa­nia wła­snych dzieci - głów­nie dla­tego, że nie ro­zu­mieją dy­na­miki re­la­cji ro­dzic-dziecko. Je­śli ro­dzic uważa, że re­ali­zo­wa­nie się w pracy, po­dą­ża­nie za za­wo­do­wymi ce­lami, a tym sa­mym nie­obec­ność w ży­ciu dzieci, spra­wia, że one cier­pią, praw­do­po­dob­nie bę­dzie do­świad­czał po­czu­cia winy. Spo­wo­duje ono ogromne na­pię­cie wy­ni­ka­jące z po­dej­mo­wa­nych (czę­sto nie­uda­nych) prób zre­kom­pen­so­wa­nia dziecku swo­jej nie­obec­no­ści. Wtedy być może wy­bie­rze nie­efek­tywne stra­te­gie ro­dzi­ciel­skie, ta­kie jak: ro­bie­nie za dużo, roz­piesz­cza­nie, ra­to­wa­nie dziecka oraz od­bie­ra­nie mu szansy wy­ka­za­nia się, ogra­ni­cza­jąc mu moż­li­wo­ści wno­sze­nia wkładu i roz­wią­zy­wa­nia wła­snych pro­ble­mów. Cza­sem taki stan rze­czy okre­śla się ter­mi­nem "me­cha­ni­zmu winy". Pro­wa­dzi on do po­czu­cia ogól­nego nie­szczę­ścia i nie­za­do­wo­le­nia. Ro­dzice, któ­rzy funk­cjo­nują w ten spo­sób i mają nie­wspie­ra­jące prze­ko­na­nia do­ty­czące wła­snej roli w ży­ciu dziecka, spo­wo­dują, że rów­nież ono bę­dzie cier­piało! Z dru­giej strony, je­śli ro­dzic ma we­wnętrzny spo­kój w związku z pod­jętą de­cy­zją do­ty­czącą pracy za­wo­do­wej i za­rob­ko­wej, a jego re­la­cje z dziećmi są po­zba­wione po­czu­cia winy, wzra­sta szansa na to, że bę­dzie dzia­łał z po­ziomu od­czu­wa­nego szczę­ścia i wy­bie­rał bar­dziej kon­struk­tywne me­tody ro­dzi­ciel­skie. Dzieci ta­kich ro­dzi­ców do­świad­czają pły­ną­cego od ro­dzi­ców za­do­wo­le­nia i ko­rzy­stają z ich po­zy­tyw­nego na­sta­wie­nia.

Jako spo­łe­czeń­stwo róż­nimy się w swo­ich prze­ko­na­niach na te­mat pra­cu­ją­cych ro­dzi­ców, a zwłasz­cza re­ali­zu­ją­cych się za­wo­dowo ma­tek. Skąd się biorą ta­kie prze­ko­na­nia? Po­wszech­nie uważa się, że je­dy­nym czyn­ni­kiem wa­run­ku­ją­cym suk­ces lub po­rażkę dziecka w przy­szło­ści jest to, czy jedno z jego ro­dzi­ców nie pra­co­wało i w pełni po­świę­cało się do­mowi. Na świe­cie jest mnó­stwo peł­no­eta­to­wych mam (i ta­tów), któ­rzy czują się przy­gnę­bieni, osa­mot­nieni, a tym sa­mym nie an­ga­żują się w pełni w re­la­cję z dziećmi. Peł­no­eta­towi ro­dzice czę­sto nad­mier­nie chro­nią swoje dzieci, dają im wszystko, czego się do­ma­gają, oraz utrud­niają im sta­wa­nie się zdol­nymi i za­rad­nymi oso­bami w przy­szło­ści. Oczy­wi­ście ist­nieją też ro­dzice, któ­rzy pla­sują się gdzieś po­środku tego spek­trum i po­tra­fią na­wią­zy­wać zdrowe re­la­cje oraz wspie­rać dzieci w sa­mo­dziel­no­ści. Cho­dzi o to, że sam fakt by­cia ro­dzi­cem po­zo­sta­ją­cym w domu nie jest toż­samy z po­sia­da­niem świet­nych umie­jęt­no­ści ro­dzi­ciel­skich.

To samo od­nosi się do pra­cu­ją­cych ro­dzi­ców. Nie­któ­rzy mie­rzą się z po­czu­ciem winy, od­czu­wają silny stres i zmę­cze­nie, które po­zba­wiają ich ener­gii po­trzeb­nej do in­te­rak­cji z dziećmi. To po­wo­duje, że się­gają po tak zwane re­ak­tywne stra­te­gie ro­dzi­ciel­skie: krzyk, karę, roz­piesz­cza­nie. Są rów­nież tacy, któ­rzy wie­dzą, jak po­go­dzić ży­cie za­wo­dowe i ro­dzinne i cie­szą się z to­wa­rzy­stwa dzieci na­wet po dłu­gim dniu pracy. An­ga­żują dzieci w two­rze­nie do­mo­wych ry­tu­ałów i roz­wią­zy­wa­nie pro­ble­mów. Gdy po­tra­fią usta­na­wiać zdrowe prio­ry­tety, zwy­kle udaje się im zna­leźć czas, by dbać o to, co ważne, i po­ma­gają dzie­ciom ra­dzić so­bie z roz­cza­ro­wa­niem w trud­niej­szych sy­tu­acjach. Po­strze­gają ro­dzinę oraz pracę jako ko­rzystne part­ner­stwo, a nie kon­flikt in­te­re­sów i ro­zu­mieją, że jedno wpływa na dru­gie. Za­do­wo­leni pra­cu­jący ro­dzice nie tylko do­świad­czają więk­szego po­czu­cia szczę­ścia w ro­dzi­nie i sensu w re­la­cjach z dziećmi, cha­rak­te­ry­zuje ich też niż­szy po­ziom lęku i nie­za­do­wo­le­nia, dzięki czemu ła­twiej an­ga­żują się w pracę, a przez to są bar­dziej sku­teczni i wy­dajni w ob­sza­rze za­wo­do­wym.

Do­bra wia­do­mość jest taka, że dą­że­nie do per­fek­cji nie jest ko­nieczne, je­śli tylko mamy usta­lone prio­ry­tety oraz po­słu­gu­jemy się sku­tecz­nymi me­to­dami wy­cho­waw­czymi. W by­ciu do­brym ro­dzi­cem po­maga też umie­jęt­ność wy­ba­cza­nia so­bie, po­nie­waż je­ste­śmy tylko ludźmi i po pro­stu po­peł­niamy błędy. Liczne ba­da­nia po­ka­zują, że róż­no­rod­ność sprzyja lep­szemu funk­cjo­no­wa­niu za­równo dzieci jak i ro­dzi­ców. To ozna­cza, że dziecko roz­wija się le­piej, im wię­cej osób jest za­an­ga­żo­wa­nych w opiekę nad nim: mama, tata, ro­dzeń­stwo, opie­kunka, dziad­ko­wie, na­uczy­ciele itp. Za­sta­nów się za­tem, czy na­dal chcesz wie­rzyć w prze­sta­rzałe prze­ko­na­nie, iż je­den nie­pra­cu­jący ro­dzic, który po­święca się w stu pro­cen­tach do­mowi i dzie­ciom, to je­dyne naj­lep­sze roz­wią­za­nie. Może się oka­zać, że kiedy zre­wi­du­jesz swoje my­śle­nie, sta­niesz się ro­dzi­cem spo­koj­niej­szym i pew­niej­szym w swo­ich dzia­ła­niach.

Roz­wój kom­pe­ten­cji ży­cio­wych i przy­wód­czych za­czyna się w domu ro­dzin­nym

Więk­szość ro­dzi­ców na co dzień żon­gluje wie­loma ro­lami i obo­wiąz­kami. Im le­piej im to wy­cho­dzi, tym wię­cej czasu i ener­gii mają na za­dba­nie o swój roz­wój i do­bro­stan, po­ma­ga­nie in­nym oraz wno­sze­nie wkładu w bliż­sze i dal­sze spo­łecz­no­ści. Warto zdać so­bie sprawę, że umie­jęt­no­ści przy­wód­cze i ko­mu­ni­ka­cyjne roz­wi­jane i wy­ko­rzy­sty­wane w pracy są rów­nie po­trzebne w domu. Za­tem to, czego uczymy się w jed­nym miej­scu, mo­żemy wy­ko­rzy­stać w dru­gim: dom staje się za­so­bem dla pracy, a praca dla domu.

Dzieci uczą się po­przez ob­ser­wa­cję i na­śla­do­wa­nie. Ja­kie za­cho­wa­nia, kon­struk­tywne i de­struk­tywne, mo­de­lu­jesz swoim dzie­ciom, bę­dąc pra­cu­ją­cym ro­dzi­cem? Wy­zwa­niem mogą być na przy­kład twoje re­ak­cje na stres. Na­sze za­cho­wa­nie może "mó­wić", że wy­da­rze­nia ze­wnętrzne są waż­niej­sze od ro­dziny albo że "ro­bie­nie" jest waż­niej­sze niż "by­cie". Bez wąt­pie­nia warto po­chy­lić się nad tym te­ma­tem, a stra­te­gie i na­rzę­dzia po­dane w tej książce na pewno w tym po­mogą.

Re­ali­zu­jąc sie­bie na ni­wie za­wo­do­wej, po­ka­zu­jesz dzie­ciom, że ma­rze­nia i pra­gnie­nia się li­czą, że warto jest po­ma­gać in­nym i mieć wkład w bu­do­wa­nie wielu spo­łecz­no­ści i jed­no­cze­śnie się roz­wi­jać. Miejmy na­dzieję, że znaj­dzie się też prze­strzeń na po­ka­zy­wa­nie, jak sku­tecz­nie za­rzą­dzać wła­snymi fi­nan­sami.

Dzieci mogą się na­uczyć od swo­ich pra­cu­ją­cych ro­dzi­ców od­por­no­ści psy­chicz­nej, roz­wią­zy­wa­nia pro­ble­mów oraz au­to­mo­ty­wa­cji. I nie ma tu zna­cze­nia ro­dzaj wy­ko­ny­wa­nej pracy. Mo­żesz pi­sać blog i pra­co­wać z domu albo co­dzien­nie mel­do­wać się w biu­rze. Wy­mie­nione wcze­śniej ce­chy nie­zmien­nie po­ja­wiają się rów­nież w ba­da­niach nad przy­wódz­twem i są wskaź­ni­kami in­te­li­gen­cji emo­cjo­nal­nej. Obec­nie in­te­li­gen­cję spo­łecz­no­emo­cjo­nalną trak­tuje się jako lep­szy wskaź­nik suk­cesu niż wy­soki po­ziom IQ czy na­wet osią­gnię­cia na polu na­uko­wym[1]. Ob­ser­wu­jąc co­raz bar­dziej za­ciętą ry­wa­li­za­cję cha­rak­te­ry­zu­jącą na­sze spo­łe­czeń­stwo, ro­dzice na­dal wie­rzą w edu­ka­cję jako pewny bi­let do świe­tla­nej przy­szło­ści swo­ich dzieci. Wy­zwa­niem jest dla nich ucze­nie "mięk­kich" kom­pe­ten­cji, ta­kich jak prze­ży­wa­nie wła­snych błę­dów jako oka­zji do na­uki, kon­cen­tro­wa­nie się na roz­wią­za­niach oraz roz­wi­ja­nie po­czu­cia kom­pe­ten­cji i zna­cze­nia po­przez wno­sze­nie wkładu w domu, szkole i lo­kal­nych spo­łecz­no­ściach. Wła­sne ży­cie za­wo­dowe w po­łą­cze­niu ze wspól­nym cza­sem z dziec­kiem może być świetną oka­zją dla ro­dzi­ców, by uczyć dzieci waż­nych i po­trzeb­nych umie­jęt­no­ści.

Bez względu na to, czy je­ste­śmy ak­tywni za­wo­dowo, praw­do­po­dob­nie na­sze dzieci w przy­szło­ści będą pra­co­wać i mie­rzyć się z wy­mo­gami rynku i spo­so­bami pracy od­mien­nymi od współ­cze­snych. We­dług ra­portu przy­go­to­wa­nego w 2013 r. przez ame­ry­kań­ski De­par­ta­ment Pracy do­tych­czas nie po­wstało jesz­cze około 65% sta­no­wisk pracy dla obec­nych dzieci w wieku szkol­nym[2]. W jaki spo­sób mo­żemy przy­go­to­wać je do ży­cia w tak szybko zmie­nia­ją­cym się świe­cie? Po­dą­ża­jąc za sta­rymi kon­cep­cjami oraz pod­trzy­mu­jąc sta­tus quo, czy ra­czej ucząc je, jak pod­da­wać w wąt­pli­wość to, co nie działa, uczyć się oraz być cie­ka­wym i od­waż­nym? Wspie­ra­nie dzieci w bu­do­wa­niu pew­no­ści sie­bie oraz by­ciu otwar­tym na świat i róż­no­ra­kie do­świad­cze­nia jest praw­do­po­dob­nie jed­nym z naj­waż­niej­szych da­rów, ja­kimi mo­żemy je ob­da­rzyć. Tego wła­śnie się uczą, ma­jąc szczę­śli­wych i speł­nio­nych ro­dzi­ców. To mamy rów­nież na my­śli, kiedy pi­szemy o przy­wódz­twie. Bę­dąc wier­nym so­bie i swoim war­to­ściom, po­ka­żesz dzie­ciom zdrowe po­dej­ście i dasz przy­kład praw­dzi­wego oso­bi­stego przy­wódz­twa.

Nikt nie po­wie­dział, że to bę­dzie ła­twe

Czy to jest ła­twe? Och, nie! Łą­cze­nie ro­dzi­ciel­stwa z pracą wy­maga umie­jęt­nego żon­glo­wa­nia nie­kiedy wy­klu­cza­ją­cymi się prio­ry­te­tami do­mo­wymi i za­wo­do­wymi, a do­dat­kowo jesz­cze dba­nia o sie­bie. To ozna­cza, że ro­dzic nie­ustan­nie do­ko­nuje wy­bo­rów mię­dzy tym, co ważne i mniej ważne w da­nym mo­men­cie. Wy­bór szkoły, przed­szkola i żłobka, ra­dze­nie so­bie z po­ja­wia­ją­cymi się po dro­dze trud­no­ściami (np. cho­roby) przy­spa­rza do­dat­ko­wego stresu. Na­wet je­śli wszyst­kie te sprawy znajdą swoje po­myślne roz­wią­za­nia, to co się dzieje, kiedy ro­dzice nie mogą uczest­ni­czyć w spe­cjal­nych wy­da­rze­niach z ży­cia dziecka?

Wy­cho­wy­wa­nie dzieci jest skom­pli­ko­wa­nym za­da­niem bez względu na sta­tus za­wo­dowy obojga ro­dzi­ców i ra­czej nie za­po­wiada się, że w naj­bliż­szej przy­szło­ści się to zmieni. Utrzy­ma­nie rów­no­wagi po­mię­dzy oso­bi­stymi i ro­dzin­nymi zo­bo­wią­za­niami jest jed­nym z naj­więk­szych wy­zwań sto­ją­cych przed ro­dzi­cami i nie ma tu zna­cze­nia, czy je­steś z dziećmi na pe­łen etat w domu lub czy pra­cu­jesz z domu czy poza nim. Im wię­cej za­do­wo­le­nia będą przy­no­siły ci re­la­cje z dziećmi, tym wię­cej ra­do­ści i sa­tys­fak­cji bę­dziesz od­czu­wał po pro­stu jako czło­wiek, co wpły­nie ko­rzyst­nie rów­nież na twoje ży­cie za­wo­dowe.

Być może znaj­du­jemy się wła­śnie w tym klu­czo­wym mo­men­cie hi­sto­rii, kiedy gra­nice po­mię­dzy pracą a ży­ciem oso­bi­stym się za­cie­rają. Oso­bi­ście pod­da­jemy w wąt­pli­wość za­sad­ność dzie­le­nia swo­jego ży­cia na "ja za­wo­dowe" i "ja oso­bi­ste" i za­chę­camy do zdrow­szego po­dej­ścia. Po­ka­żemy ci, jak bar­dzo po­jemna i wszech­stronna jest Po­zy­tywna Dys­cy­plina i w jaki spo­sób może wspie­rać cię w pro­ce­sie in­te­gra­cji róż­nych ob­sza­rów ży­cia: oso­bi­stego, ro­dzin­nego, za­wo­do­wego i spo­łecz­nego.

ROZ­DZIAŁ 15

WA­SZE ŻY­CIE JAKO PARY NIE SKOŃ­CZYŁO SIĘ WRAZ Z NA­RO­DZI­NAMI DZIECKA

Si­mon i Sa­rah po­dzie­lili się z nami hi­sto­rią o tym, jak na­pię­cia za­wo­dowe i do­mowe zwią­zane z dziećmi do­pro­wa­dziły do ogrom­nego stresu i roz­padu ich związku. Si­mon pa­mięta kon­kretną roz­mowę: "Nie chcę pra­co­wać nad na­szą re­la­cją! Mam dość pra­co­wa­nia w pracy!". Si­mon pa­mięta, jak miał wszyst­kiego dość. Sa­rah jesz­cze raz za­pro­po­no­wała, by po­szli na kurs dla par, by "się do sie­bie zbli­żyć". Oczy­wi­ście, że re­la­cje były do­bre lub złe - albo nad nimi pra­co­wali, albo nie. Czyż nie wy­star­czało, że Si­mon pra­co­wał sześć­dzie­siąt go­dzin ty­go­dniowo i wciąż miał czas na za­ję­cie się dziećmi, by za­wieźć je na lek­cje te­nisa i za­ję­cia te­atralne w so­boty? Sa­rah z dru­giej strony czuła się przy­bita: "Czemu nie mo­żesz tego zro­zu­mieć, że ma­jąc tak mało czasu dla nas, po­trze­bu­jemy po­mocy w roz­pa­le­niu iskry?".

TWO­RZE­NIE ZDRO­WEGO, TRWA­ŁEGO ZWIĄZKU

Aby stwo­rzyć trwały do­bro­stan w ży­ciu, klu­czem jest wła­ściwa ocena sy­tu­acji oraz za­sto­so­wa­nie po­dob­nych na­rzę­dzi i po­dej­ścia we wszyst­kich ob­sza­rach. Ma­gia Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny tkwi w tym, że pa­suje do wszyst­kich ro­dza­jów re­la­cji. Za­ło­że­nia, które omó­wimy w tym roz­dziale, mają za­sto­so­wa­nie nie tylko w od­nie­sie­niu do na­szych part­ne­rów, ale tak na­prawdę do wszyst­kich bli­skich re­la­cji. Na­sza per­spek­tywa w tym roz­dziale obej­muje rów­nież wa­szych part­ne­rów, któ­rzy z wami miesz­kają i wspól­nie wy­cho­wują dzieci. Je­śli twoje ży­cie wy­gląda ina­czej i twoja re­la­cja z bli­ską osobą nie prze­trwała, sprawdź, co re­zo­nuje z tobą i co może ci po­móc nadać sens daw­nej re­la­cji. Być może znaj­dziesz w tym roz­dziale wska­zówki do bu­do­wa­nia no­wego związku? Bę­dziemy cię rów­nież za­chę­cać do re­flek­sji nad tym, jak okre­ślone formy ko­mu­ni­ka­cji i bu­do­wa­nia re­la­cji znaj­dują od­zwier­cie­dle­nie w twoim ży­ciu za­wo­do­wym.

Zbu­duj so­lidne fun­da­menty

Więk­szość związ­ków roz­po­czyna się od prze­ko­na­nia: "On/ona na­prawdę mnie ko­cha i po­dzi­wia". Te prze­ko­na­nia re­ali­zują naj­więk­szą ludzką po­trzebę, by przy­na­le­żeć (czuć się zwią­za­nym i kom­pe­tent­nym) oraz pro­wa­dzi do peł­nych mi­ło­ści i sza­cunku za­cho­wań, ta­kich jak oka­zy­wa­nie sym­pa­tii, ro­man­tycz­nych ge­stów, spe­cjal­nych ran­dek, re­gu­lar­nej za­bawy i roz­rywki, czę­stego kom­ple­men­to­wa­nia oraz re­gu­lar­nego seksu - in­nymi słowy, bar­dzo bli­ski, pe­łen mi­ło­ści zwią­zek. Czę­sto okres ten jest zwany mie­sią­cem mio­do­wym. Klu­czem jest zbu­do­wa­nie na tym eta­pie so­lid­nych fun­da­men­tów, by zwią­zek prze­ro­dził się w coś trwa­łego i peł­nego mi­ło­ści, i do­star­czał sa­tys­fak­cji. To wy­maga świa­do­mo­ści tych fun­da­men­tal­nych po­trzeb, które kie­rują wszyst­kimi ludz­kimi za­cho­wa­niami, cho­dzi o po­trzebę przy­na­leż­no­ści i zna­cze­nia, a także ucze­nia się sku­tecz­nych spo­so­bów na ra­dze­nie so­bie ze zmianą i nie­unik­nio­nymi kon­flik­tami in­te­re­sów.

Te­ra­peuci ro­dzinni czę­sto za­dają pa­rom w kry­zy­sie py­ta­nie: "Czy kie­dyś od­czu­wa­li­ście ra­dość i cie­szy­li­ście się ze swo­jego to­wa­rzy­stwa?" Na­stę­puje za­zwy­czaj ty­powa od­po­wiedź: "No cóż, tak kie­dyś było, za­nim uro­dziły nam się dzieci i po­ja­wiły inne obo­wiązki. Te dni już nie wrócą". To tra­giczne prze­ko­na­nie ob­ser­wu­jemy wśród do­ro­słych, któ­rzy zrze­kli się ra­do­snego ży­cia jako waż­nego dą­że­nia, ale też u ich dzieci, które uczą się na przy­kła­dzie swo­ich ro­dzi­ców, że po­świę­ce­nie się ro­dzi­ciel­stwu wy­maga zło­że­nia ślu­bów ubó­stwa w ob­sza­rach zwią­za­nych z za­bawą i dba­niem o sie­bie.

Nie­ła­two jest być do­brym ro­dzi­cem i mo­de­lo­wać po­zy­tywne za­cho­wa­nia, je­śli je­steś nie­szczę­śliwa w związku. Walka po­mię­dzy ro­dzi­cami zwięk­sza czę­sto­tli­wość nie­wła­ści­wych za­cho­wań u dzieci. Roz­złosz­czone i nie­po­słuszne dzieci czę­sto od­zwier­cie­dlają za­cho­wa­nia, które ob­ser­wują w re­la­cji mię­dzy swo­imi ro­dzi­cami. Na­wet je­śli pró­bu­jesz ukryć swoją złość czy nie­za­do­wo­le­nie, dzieci czują tę ener­gię. W do­mach, w któ­rych re­la­cja mię­dzy ro­dzi­cami jest pełna na­pię­cia, dzieci będą in­ten­sy­fi­ko­wały swoje nie­wła­ściwe za­cho­wa­nia w pod­świa­do­mych pró­bach zbli­że­nia do sie­bie ro­dzi­ców, a w bar­dziej de­spe­rac­kich sy­tu­acjach - będą sta­rały się ich roz­dzie­lić.

Bo­le­sne jest to, że w przy­szło­ści dzieci mogą no­sić w so­bie po­czu­cie winy, je­śli uwie­rzą, że stały się po­wo­dem roz­sta­nia ro­dzi­ców, po­nie­waż nie­wła­ści­wie się za­cho­wy­wały. Dla do­bra swo­ich dzieci, ale też dla swo­jego wła­snego do­bro­stanu stwo­rze­nie szczę­śli­wego związku jest w oczy­wi­sty spo­sób war­tym wy­siłku przed­się­wzię­ciem. Za­daj so­bie py­ta­nie, czy chcesz, by twoje dzieci po­wie­lały twój wzo­rzec związku.

Przede wszyst­kim roz­wój

W miarę, jak związki doj­rze­wają, po­ja­wia się więk­sza po­trzeba, by usta­lać prio­ry­tety i pra­co­wać nad związ­kiem. Nie­jed­na­kowe po­dej­ście do tego pro­cesu może pro­wa­dzić do nie­po­ro­zu­mień i roz­cza­ro­wań. W za­leż­no­ści od wy­cho­wa­nia two­jego i two­jego part­nera oraz od wa­szych cech oso­bo­wo­ści oboje mo­że­cie mieć różne wy­obra­że­nia, co składa się na szczę­śliwy zwią­zek. Już wcze­śniej opi­sy­wa­ły­śmy szcze­gó­łowo, jak nasz fun­da­men­talny sys­tem prze­ko­nań wpływa na po­strze­ga­nie rze­czy­wi­sto­ści, a w kon­se­kwen­cji na na­sze wy­bory i za­cho­wa­nia. Te­mat zo­stał po­głę­biony w książce Ca­rol Dweck, au­torki książki Mind­set[1]. Przez kilka de­kad au­torka ba­dała typy oso­bo­wo­ści, za­tem jej wnio­ski po­wie­dzą nam wiele, je­śli szu­kamy wska­zó­wek do­ty­czą­cych two­rze­nia uda­nego związku.

Ba­da­nia Dweck wska­zują, że czę­sto osa­dzeni je­ste­śmy w jed­nym lub dwóch spo­so­bach my­śle­nia lub w le­żą­cych głę­biej sys­te­mach prze­ko­nań: na­sta­wie­niu sztyw­nym (fi­xed mind­set) i na­sta­wie­niu roz­wo­jo­wym lub na­sta­wie­niu na wzrost (growth mind­set) (do­tknę­li­śmy tego w roz­dziale 9). Lu­dzie po­słu­gu­jący się róż­nymi sty­lami my­śle­nia mają bar­dzo różne wy­obra­że­nia na te­mat tego, czym jest szczę­śliwy zwią­zek. Dweck jest prze­ko­nana, że sztywne na­sta­wie­nie wiąże się ze sztyw­nym wy­obra­że­niem "do­sko­na­łej/per­fek­cyj­nej" osoby, które za­zwy­czaj two­rzy się w okre­sie za­ko­cha­nia i ran­dek. Osoby o sztyw­nym na­sta­wie­niu czę­sto mają trud­no­ści z ela­stycz­nym po­dej­ściem do wy­zwań i zmian w ży­ciu. Ciężko im przy­jąć, że jest to nie­unik­nione i może być oka­zją do na­uki i roz­woju/wzro­stu. Praw­do­po­dob­nie tak jak Si­mo­nowi z na­szej hi­sto­rii z po­czątku roz­działu. Ta­kie osoby mogą czuć roz­cza­ro­wa­nie, kiedy ich part­ner robi coś ra­nią­cego lub choćby po­pełni błąd. My­ślą wtedy: "Na­resz­cie po­ka­zała/po­ka­zał swoją praw­dziwą twarz". Mie­siąc mio­dowy się skoń­czył! Osoby ze sztyw­nym na­sta­wie­niem mają za­zwy­czaj ze­wnętrzne po­czu­cie umiej­sco­wie­nia kon­troli, co ozna­cza, że co­kol­wiek się dzieje "gdzieś tam", wpływa na sa­mo­po­czu­cie da­nej osoby. Ta­kie po­dej­ście czę­sto ogra­bia jed­nostki z oka­zji do wzię­cia oso­bi­stej od­po­wie­dzial­no­ści i wzro­stu/roz­woju, stąd na­zwa "sztywne na­sta­wie­nie".

Z dru­giej strony osoby z na­sta­wie­niem na roz­wój/wzrost po­strze­gają wy­zwa­nia jako oka­zje do na­uki i czę­sto za­sta­na­wiają się, co mogą zro­bić, by do­ko­nać zmian i ulep­szeń, po­dob­nie jak Sa­rah. Mają we­wnętrzny sys­tem kon­troli. Zdają so­bie sprawę, że zwią­zek nie jest sztywny i per­fek­cyjny i trzeba nad nim pra­co­wać, jak nad in­nymi aspek­tami ży­cia. Jest to bli­skie mo­de­lowi za­chęty, który pro­pa­gu­jemy w Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pli­nie.

Warto za­sta­no­wić się nad swoim po­dej­ściem i po­roz­ma­wiać z part­ne­rem o tym, ja­kiego związku pra­gnie­cie i w jaki spo­sób mo­że­cie dzia­łać, by to osią­gnąć. Wza­jemne zro­zu­mie­nie za­let i wad swo­ich sty­lów z pew­no­ścią po­mo­głoby Si­mo­nowi i Sa­rah. Styl my­śle­nia nie­zwy­kle sil­nie wpływa na na­szą zdol­ność do usta­le­nia kie­runku i dzia­łań, które obie strony są go­towe pod­jąć, by pra­co­wać nad związ­kiem. Wpływa on na na­szą zdol­ność ko­mu­ni­ko­wa­nia się z drugą osobą, wy­ra­ża­nia mi­ło­ści, prak­ty­ko­wa­nia wy­ba­cza­nia i za­spo­ko­je­nia pier­wot­nej po­trzeby part­nera, by przy­na­le­żeć.

Pie­lę­gnuj po­czu­cie przy­na­leż­no­ści

Głów­nym wi­no­wajcą w więk­szo­ści nie­szczę­śli­wych związ­ków jest fakt, że naj­bar­dziej pod­sta­wowa ludzka po­trzeba po­czu­cia przy­na­leż­no­ści nie jest za­spo­ka­jana w od­nie­sie­niu do jed­nej lub obu osób. Kła­dziemy na­cisk na to, jak ważne jest da­wa­nie swoim dzie­ciom po­czu­cia przy­na­leż­no­ści dzięki do­świad­cze­niom, które po­ma­gają im czuć się ak­cep­to­wa­nymi, kom­pe­tent­nymi, war­to­ścio­wymi i zwią­za­nymi. Kiedy dzieci nie wie­rzą, że przy­na­leżą, czują się znie­chę­cone i mogą nie­wła­ści­wie się za­cho­wy­wać. I tak samo ty, je­śli nie czu­jesz się ko­chana, ważna i ak­cep­to­wana przez swo­jego part­nera, mało praw­do­po­dobne jest, że bę­dziesz ofe­ro­wać swoje naj­bar­dziej życz­liwe i ko­cha­jące za­cho­wa­nie. Nie­wła­ściwe za­cho­wa­nie oparte na braku po­czu­cia przy­na­leż­no­ści po­wo­duje po­wta­rza­jący się cykl de­struk­cyj­nych uczuć i za­cho­wań, które nie­kon­tro­lo­wane będą sa­bo­to­wać wasz zwią­zek. Przyj­rzyjmy się bar­dziej szcze­gó­łowo tym de­struk­cyj­nym za­cho­wa­niom po­ni­żej.

DE­STRUK­CYJNE ZA­CHO­WA­NIA, KTÓRE OSŁA­BIAJĄ PO­CZU­CIE PRZY­NA­LEŻ­NO­ŚCI I ZNA­CZE­NIA

Związki cały czas ewo­lu­ują: ni­gdy nie ma w nich sta­gna­cji. W tym mo­men­cie twój zwią­zek jest albo w po­zy­tyw­nej albo w ne­ga­tyw­nej pę­tli przy­czy­no­wo­skut­ko­wej, w za­leż­no­ści od tego, czy oboje po­strze­ga­cie się jako osoby ce­nione i po­dzi­wiane przez swo­jego part­nera. Cykl idzie albo w po­zy­tyw­nym kie­runku, co wzmac­nia prze­ko­na­nia, które wspie­rają po­czu­cie przy­na­leż­no­ści i to­wa­rzy­szą im po­zy­tywne za­cho­wa­nia, lub zmie­rzają w ne­ga­tyw­nym kie­runku, co wzmac­nia prze­ko­na­nia by­cia nie­ko­cha­nym, a ra­niące za­cho­wa­nia pie­lę­gnują te prze­ko­na­nia. Cykl po­stę­puje, jak przed­sta­wiono na ob­razku:

1. Je­śli twoje prze­ko­na­nia brzmią:

- "On/ona mnie nie ko­cha" ("Nie czuję przy­na­leż­no­ści");

- "Ni­gdy nie ro­bię wy­star­cza­jąco do­brze we­dług niej/niego" ("Nie czuję się kom­pe­tentna(ny)");

2. Wów­czas ta­kie prze­ko­na­nia za­pra­szają na­stę­pu­jące nie­wła­ściwe za­cho­wa­nia:

- wy­co­fa­nie (ci­che dni),

- kry­ty­ko­wa­nie i ataki słowne,

- od­ma­wia­nie czu­ło­ści (i seksu),

- uni­ka­nie wspól­nego spę­dza­nia czasu,

- brak ro­man­tycz­nych ge­stów i życz­li­wo­ści,

- ze­msta "oko za oko",

- brak współ­pracy lub po­mocy przy dzie­ciach, obo­wiąz­kach do­mo­wych itp.

3. Co z ko­lei za­pra­sza po­dobne nie­wła­ściwe za­cho­wa­nia u two­jego part­nera w od­po­wie­dzi na twoje trudne za­cho­wa­nia.

4. W re­zul­ta­cie zwią­zek za­czyna pod­upa­dać.

Ten nie­szczę­śliwy cykl po­wta­rza się cią­gle w re­ak­cji łań­cu­cho­wej, w któ­rej obie strony czują się nie­ko­chane, nie­do­ce­niane i po­zba­wione na­dziei, rów­nież nie do końca wie­dzą, jak przy­wró­cić mi­łość i pa­sję, które kie­dyś współ­dzie­lili.

Czemu an­ga­żu­jemy się w ta­kie za­cho­wa­nia? Może to być oczy­wi­ście re­ak­cja na nie­wła­ściwe za­cho­wa­nia na­szego part­nera. Mogą to być też na­sze błędne stra­te­gie - nasz wła­sny sys­tem prze­ko­nań, który może być wy­ni­kiem nie­za­spo­ko­jo­nych po­trzeb w na­szym dzie­ciń­stwie, a który te­raz pro­wo­kuje ta­kie a nie inne za­cho­wa­nia. U mło­dych ro­dzi­ców jest to też na­gminne, że czują się za­nie­dbani, kiedy dziecko w stu pro­cen­tach zaj­muje na­szą uwagę. W pew­nym sen­sie jest to prawda. Zna­cze­nie ma to, co mo­żemy z tym pro­ak­tyw­nie zro­bić. Jak ze wszyst­kimi trud­nymi wglą­dami, klu­czem jest po pierw­sze uświa­do­mie­nie so­bie swo­ich za­cho­wań. Tylko wtedy mo­żemy za­cząć pra­co­wać nad ich wy­ko­rze­nie­niem.

Kiedy na­po­ty­kasz wy­zwa­nie w swoim związku, czę­sto prze­sta­jesz być tu i te­raz i po­dró­żu­jesz do prze­szło­ści. Twój part­ner może zro­bić lub po­wie­dzieć coś, co zrani twoje uczu­cia. Je­śli by­ła­byś bar­dziej obecna, mo­gła­byś za­re­ago­wać lo­gicz­nie i od­po­wie­dzieć z sza­cun­kiem: "To rani moje uczu­cia. Wiem, że mnie ko­chasz, więc za­kła­dam, że czu­jesz się zra­niony lub zły na coś. Po­cze­kajmy, aż oboje po­czu­jemy się le­piej i wtedy po­szu­kamy do­brych roz­wią­zań".

Pięć wy­mie­nio­nych po­ni­żej za­cho­wań jest nie­zwy­kle nisz­czą­cych dla po­czu­cia wła­snej kom­pe­ten­cji i do­świad­cza­nia, że part­ner mnie ak­cep­tuje czy ad­o­ruje: kon­tro­lo­wa­nie, wy­ma­ga­nie per­fek­cjo­ni­zmu, kry­ty­ko­wa­nie, od­ma­wia­nie ko­muś uczest­nic­twa i od­ma­wia­nie uczest­ni­cze­nia i/lub bra­nia od­po­wie­dzial­no­ści. Każde z tych za­cho­wań wy­syła wia­do­mość: "Nie ufam ci, że zro­bisz to wy­star­cza­jąco do­brze", "Nie sza­nuję cię i nie po­dzi­wiam" i/lub "Nie je­steś dla mnie prio­ry­te­tem". Ta­kie wia­do­mo­ści są za­zwy­czaj nie­in­ten­cjo­nalne i mogą po­cho­dzić z błęd­nych stra­te­gii z dzie­ciń­stwa. Nie­mniej jed­nak są ra­niące i za­pra­szają nie­wła­ściwe za­cho­wa­nie dru­giej strony. In­nymi słowy, za­cho­wa­nie two­jego part­nera może uru­cha­miać pewne ocze­ki­wa­nia oraz nie­pew­ność w to­bie, a to ne­ga­tyw­nie wpływa na twoje za­cho­wa­nie. I je­śli po­dej­rze­wasz, że może to mieć zwią­zek z twoim prio­ry­te­tem ży­cio­wym, to masz ra­cję.

Kon­tro­lo­wa­nie

Mia­łaś kie­dy­kol­wiek prze­możną ochotę, by po­pra­wić na­kry­cie na stole po tym, jak zro­bił to twój part­ner? Albo chęć po­pra­wie­nia na­czyń w zmy­warce, ubrań w szafce, rze­czy na pół­kach w schowku? A może tak na­prawdę na po­pra­wie­nie ca­łego jego ży­cia? Py­ta­nie, które warto so­bie za­dać, to: "Dla­czego ma być po two­jemu?". Za­py­taj sie­bie: "Co jest waż­niej­sze: mój per­fek­cjo­nizm czy wol­ność dru­giej osoby do wno­sze­nia jej uni­kal­nego wkładu?". Czy my­ślisz, że mó­wie­nie, by twój part­ner lub twoje dzieci ro­biły po two­jemu, jest na­prawdę pełne sza­cunku? Czy chcia­ła­byś miesz­kać z kil­koma ko­piami sie­bie w jed­nym domu? Je­śli da­jesz in­nym au­to­no­mię do re­ali­zo­wa­nia rze­czy po swo­jemu, na­wet je­śli różni się to od two­jego stylu dzia­ła­nia, ko­mu­ni­ku­jesz w ten spo­sób, że wie­rzysz w ich kom­pe­ten­cje i ko­chasz ich ta­kimi, jacy są. Za­daj so­bie py­ta­nie: "Co się sta­nie, je­śli prze­stanę wszystko kon­tro­lo­wać i po­zwolę, by dzia­łali po swo­jemu? Czy umrę od tego?". (Cza­sami warto po­pa­trzeć z per­spek­tywy na na­sze dziwne na­wyki!). Czy bę­dzie to nie­kom­for­towe? Tak, praw­do­po­dob­nie, ale je­śli po­zwala to dru­giej oso­bie po­czuć się ważną i ko­chaną, czyż nie jest tego warte? I z cza­sem, kiedy już przy­wyk­niesz do no­wego za­cho­wa­nia (a twój mózg stwo­rzy nowe po­łą­cze­nia i ścieżki od­po­wie­dzialne za to nowe za­cho­wa­nie), znik­nie dys­kom­fort.

Per­fek­cjo­nizm a pre­fe­ren­cje ży­ciowe

Lu­dzie z po­trzebą kon­troli i z po­trzebą nie­prze­cięt­no­ści czę­sto mają nie­re­ali­stycz­nie wy­so­kie stan­dardy dla sie­bie i dla każ­dego wo­kół. Czują spore na­pię­cie, je­śli rze­czy nie są wy­ko­nane "ide­al­nie" lub "wła­ści­wie". Ważne jest, by zro­zu­mieć, że wielu per­fek­cjo­ni­stów ma do­bre in­ten­cje i chcą wy­ko­ny­wać za­da­nia do­brze oraz by zmak­sy­ma­li­zo­wać po­ten­cjał. Nie wie­dzą, jak znie­chę­ca­jące jest to dla ich dzieci i in­nych. Per­fek­cjo­ni­ści nie po­strze­gają błę­dów jako oka­zji do na­uki. Mogą je wi­dzieć jako oka­zje do sko­ry­go­wa­nia lub uka­ra­nia, po­nie­waż sami tego do­świad­czyli. To jest bar­dzo znie­chę­ca­jący styl my­śle­nia, który za­pra­sza na­szych uko­cha­nych do re­be­lii i po­czu­cia nie­kom­pe­ten­cji. Per­fek­cjo­nizm jest za­ko­rze­niony w nie­pew­no­ści i głę­bo­kiej po­trze­bie udo­wod­nie­nia swo­jej war­to­ści po­przez ro­bie­nie rze­czy bez­błęd­nie.

Le­kar­stwem na per­fek­cjo­nizm jest za­ak­cep­to­wa­nie, że nie ma ab­so­lut­nie żad­nego spo­sobu, by zmie­rzyć, co jest "per­fek­cyjne". W jaki spo­sób twoja wer­sja "per­fek­cyj­nego" może być lep­sza od czy­jej­kol­wiek in­nej wer­sji? Tak na­prawdę dą­że­nie do per­fek­cji jest bar­dzo znie­chę­ca­ją­cym ce­lem. Ad­ler i Dre­ikurs uczyli nas, by pra­co­wać nad po­stę­pami, nie nad per­fek­cjo­ni­zmem. Mo­żemy za­cząć od ucze­nia się ak­cep­to­wa­nia wła­snych nie­do­sko­na­ło­ści. W jaki spo­sób?

Za­ak­cep­tuj fakt, że per­fek­cjo­nizm to de­struk­cyjny spo­sób my­śle­nia. Po­szu­kaj w głębi du­szy, skąd on po­cho­dzi. I pra­cuj nad od­pusz­cza­niem per­fek­cjo­ni­zmu za po­mocą me­dy­ta­cji, afir­ma­cji, a w nie­któ­rych przy­pad­kach za po­mocą te­ra­pii. Kiedy po­tra­fisz ko­chać sie­bie i od­pu­ścić so­bie, je­śli po­peł­nisz błąd, bę­dziesz w sta­nie za­ak­cep­to­wać nie­do­sko­na­ło­ści tych, któ­rych ko­chasz. Je­śli je­steś per­fek­cjo­ni­stą, zde­cy­do­wa­nie re­ko­men­du­jemy prak­ty­ko­wa­nie tego, co Ru­dolf Dre­ikurs na­zwał "od­wagą do by­cia nie­do­sko­na­łym", jak rów­nież od­wagę do przy­zna­nia part­ne­rowi i dzie­ciom prawo do by­cia nie­do­sko­na­łymi.

Ne­ga­tywna po­stawa

Czy masz ten przy­kry na­wyk cią­głego kry­ty­ko­wa­nia two­jego part­nera i dzieci? Kry­tyka nisz­czy po­czu­cie by­cia do­ce­nia­nym i po­dzi­wia­nym. Je­śli do­ra­sta­łaś w kry­ty­ku­ją­cym śro­do­wi­sku i masz kry­tyczną po­stawę wo­bec in­nych, może być ci trudno prze­rwać to de­struk­cyjne za­cho­wa­nie. Kry­tyka jest bli­sko zwią­zana z per­fek­cjo­ni­zmem i tak samo jest za­ko­rze­niona w skry­tym uczu­ciu nie­pew­no­ści. Lu­dzie, któ­rzy są ne­ga­tywni, mogą cha­rak­te­ry­zo­wać się sztyw­nym po­dej­ściem i trudno im ak­cep­to­wać zmiany. Mogą po­strze­gać świat przez pry­zmat "szklanki do po­łowy pu­stej" i do­szu­ki­wać się naj­gor­szego. W rze­czy­wi­sto­ści wszy­scy mamy wy­bór, czy chcemy kon­cen­tro­wać się na ne­ga­ty­wach czy po­zy­ty­wach. Je­śli zma­gasz się z kry­ty­cy­zmem i ne­ga­cją, warto przy­po­mnieć so­bie do­bre rze­czy w ży­ciu. Klu­czowe są co­dzienna li­sta wdzięcz­no­ści i praca nad za­chętą. Pa­mię­taj, że masz kon­trolę nad swo­imi prze­ko­na­niami i wy­bo­rami, osta­tecz­nie to ty de­cy­du­jesz o swoim po­dej­ściu.

Wy­klu­cza­nie

Ro­biąc wszystko dla wszyst­kich, da­jesz sy­gnał, że inni są nie­ważni i nie­po­trzebni. In­nymi słowy znie­chę­casz za­równo dzieci, jak i swo­jego part­nera od­bie­ra­jąc im oka­zje do po­mocy w obo­wiąz­kach do­mo­wych i in­nych od­po­wie­dzial­no­ściach. Wiele dzieci i do­ro­słych nie po­dej­muje prób wno­sze­nia wkładu, po­nie­waż mówi się im, że nie ro­bią rze­czy wy­star­cza­jąco do­brze lub we wła­ściwy spo­sób. Ich opi­nie są ta­kie: "Prze­cież i tak zro­bię to źle, więc po co się sta­rać. I tak je­stem ska­za­nyna po­rażkę". Kiedy part­ne­rzy mają po­czu­cie, że nie do­ce­nia się ich wy­sił­ków lub udzie­la­nej po­mocy, w celu unik­nię­cia głęb­szego zra­nie­nia mogą za­cząć spę­dzać wię­cej czasu z dala od domu lub po­dej­mo­wać dzia­ła­nia w po­je­dynkę. Za­zwy­czaj nie­po­zwa­la­nie ko­muś na uczest­ni­cze­nie i wy­rę­cza­nie jest inną formą kon­troli.

Znie­chę­ca­nie do wno­sze­nia wkładu

Uni­ka­nie od­po­wie­dzial­no­ści i uczest­ni­cze­nia we wspól­nych obo­wiąz­kach, za­ba­wach i spo­tka­niach jest pa­sywną formą osła­bia­nia re­la­cji. Do tej ka­te­go­rii na­leży uni­ka­nie bra­nia od­po­wie­dzial­no­ści za jej lub jego część w związku. Może to wy­ni­kać z po­trzeby unik­nię­cia kry­tyki i/lub stresu. W grę mogą wcho­dzić rów­nież głę­boko za­ko­rze­nione uczu­cia bez­war­to­ścio­wo­ści, które wy­ni­kają z błęd­nej stra­te­gii braku wiary po­wsta­łej w dzie­ciń­stwie. Moż­liwe, że jest to oparte na ste­reo­ty­po­wym po­strze­ga­niu ko­bie­cej i mę­skiej roli. Nie­za­leż­nie od formy, jaką przyj­muje taka bierna po­stawa, od­biorca może czuć się igno­ro­wany i nie­istotny[2]. An­ti­do­tum w tej sy­tu­acji jest uzgod­nie­nie do­ty­czące ry­tu­ałów i obo­wiąz­ków do­mo­wych oraz szczera dys­ku­sja na te­mat ocze­ki­wań każ­dej ze stron do­ty­czą­cych part­ner­stwa w ro­dzi­nie. Naj­waż­niej­sze jest roz­po­czę­cie od ma­łych kro­ków, bu­do­wa­nie na za­chę­cie i słowa do­ce­nie­nia.

ZA­CHĘTA JAKO AN­TI­DO­TUM

Po­nie­waż znie­chę­ce­nie jest źró­dłem bólu i zło­ści, które leżą u pod­staw de­struk­cyj­nego cy­klu nie­wła­ści­wych za­cho­wań w związ­kach, oczy­wi­stym an­ti­do­tum na to jest za­chęta. (Na szczę­ście uczysz się to prak­ty­ko­wać w re­la­cjach ze swo­imi dziećmi). Są pewne kon­kretne dzia­ła­nia, które mo­żesz pod­jąć, oraz po­stawy, które mo­żesz roz­wi­jać, aby­ście wraz z part­ne­rem na­uczyli się wzmac­niać po­czu­cie przy­na­leż­no­ści, więzi i kom­pe­ten­cji u dru­giej osoby. Za­cznij od prak­ty­ko­wa­nia po­niż­szych pię­ciu klu­czo­wych za­cho­wań:

1) spę­dza­nie spe­cjal­nego czasu w pa­rze,

2) oka­zy­wa­nie po­czu­cia przy­na­leż­no­ści i zna­cze­nia po­przez czu­łość i bli­skość sek­su­alną,

3) wej­ście do świata swo­jego part­nera,

4) da­wa­nie kom­ple­men­tów,

5) do­ce­nia­nie oraz ak­cep­to­wa­nie róż­nic w po­strze­ga­niu rze­czy­wi­sto­ści.

Spę­dzaj­cie spe­cjalny czas ra­zem jako para

Jak mie­li­śmy oka­zję zo­ba­czyć w hi­sto­rii z po­czątku tego roz­działu, w wielu związ­kach ro­man­tyczna re­la­cja scho­dzi na dal­szy plan, ustę­pu­jąc miej­sca wy­ma­ga­niom pracy i dzieci. Udaje nam się wy­kroić bar­dzo nie­wiele czasu na to, by cie­szyć się sobą na­wza­jem, lub cał­ko­wi­cie bra­kuje na to czasu. To wielki błąd. Dzieci ko­rzy­stają, je­śli są świad­kami szczę­śli­wego i peł­nego mi­ło­ści związku. Twoje dzieci uczą się o związ­kach, ob­ser­wu­jąc was.

Nie­któ­rzy lu­dzie wie­rzą, że dzieci po­winny być za­wsze na pierw­szym miej­scu. Nie zga­dzamy się z tym. Dla ro­dzi­ców i dzieci zdrow­sze jest, je­śli zwią­zek sta­wiamy na pierw­szym miej­scu. Ide­al­nie, je­śli dzieci zaj­mują bli­skie dru­gie miej­sce na li­ście waż­no­ści w ro­dzi­nie. Tak bli­skie, że nie od­czu­wają róż­nicy, ale jed­nak ta róż­nica jest ważna. Dla­czego? W głębi serca twoje dzieci chcą wie­dzieć, że ich ro­dzice są w do­brym związku. Cie­szą się, wi­dząc was dwoje obej­mu­ją­cych się i przy­tu­la­ją­cych na ka­na­pie i wy­cho­dzą­cych na randki. To po­maga im czuć się bez­piecz­nie i uczy, że pełne pa­sji, ser­deczne od­da­nie dru­giemu czło­wie­kowi jest cu­downą sprawą i nie koń­czy się, kiedy po­ja­wiają się dzieci. Ważne, by­ście ra­zem z part­ne­rem mieli ja­sność co do tego i zgo­dzili się na to, na ile to moż­liwe. Zo­bo­wią­za­li­ście się do ko­cha­nia i sza­no­wa­nia na­wza­jem. Je­śli pój­dzie­cie na kom­pro­mis z tym przy­rze­cze­niem, idzie­cie na kom­pro­mis do­ty­czący wa­szej in­te­gral­no­ści. To pro­wa­dzi do fru­stra­cji i stresu, które będą się od­bi­jać na twoim za­cho­wa­niu i za­cho­wa­niu wa­szych dzieci, two­jego part­nera i na każ­dym wo­kół cie­bie.

Spe­cjalny czas po­wi­nien mieć prio­ry­tet przed in­nymi zo­bo­wią­za­niami cza­so­wymi, aby zwią­zek nie był za­wsze de­gra­do­wany do ostat­niego punktu na li­ście, co może z ła­two­ścią się wy­da­rzyć, je­śli oboje ro­dzice pra­cują. Po­czu­cie przy­na­leż­no­ści uschnie wcze­śniej czy póź­niej, je­śli nie bę­dziemy dbać o zwią­zek. Tak jak trudno być do­brym ro­dzi­cem, kiedy je­steś nie­szczę­śliwa w związku, tak samo trudno jest być sku­tecz­nym w ży­ciu za­wo­do­wym. Je­steś to "winna" so­bie, swoim dzie­ciom i swo­jej za­wo­do­wej czę­ści. A może po pro­stu warto usta­no­wić so­bie wła­ści­wie prio­ry­tety?

Czu­łość i seks jako spo­sób na bu­do­wa­nie po­czu­cia przy­na­leż­no­ści

Oka­zy­wa­nie czu­ło­ści to je­den z po­tęż­niej­szych spo­so­bów na spra­wie­nie, by twój part­ner po­czuł się ko­chany. Re­gu­larne oka­zy­wa­nie czu­ło­ści wy­syła po­tężną, prze­peł­nioną mi­ło­ścią wia­do­mość o bli­sko­ści i przy­na­leż­no­ści. Czu­łość po­maga nam czuć się wy­jąt­ko­wym i za­opie­ko­wa­nym. Obej­mo­wa­nie się na ka­na­pie, le­że­nie w łóżku "na ły­żeczkę", ma­saż ple­ców, trzy­ma­nie się za ręce oraz re­gu­larne przy­tu­la­nie - wszystko to ko­mu­ni­kuje bli­skość i ak­cep­ta­cję. Czu­łość i seks wzmac­niają prze­ko­na­nie: "Je­stem ko­chany/ko­chana", a to za­wsze prze­suwa zwią­zek w kie­runku koła po­zy­tyw­nych za­cho­wań.

Ważne jest, by pre­fe­ro­wany spo­sób wy­ra­ża­nia i otrzy­my­wa­nia mi­ło­ści i czu­ło­ści był do­sto­so­wany do in­dy­wi­du­al­nego "ję­zyka mi­ło­ści". Dla nie­któ­rych naj­więk­szym wy­ra­zem mi­ło­ści są prze­my­ślane pre­zenty lub wy­rę­cza­nie part­nera w obo­wiąz­kach, pod­czas gdy dla in­nych ważne będą słowa mi­ło­ści, do­tyk czy spę­dza­nie wspól­nie czasu. Mnó­stwo in­for­ma­cji na te­mat"ję­zy­ków mi­ło­ści" znaj­duje się w książce Gary'ego Chap­mana 5 ję­zy­ków mi­ło­ści. Naj­po­pu­lar­niej­szy na świe­cie po­rad­nik dla mał­żeństw[3]. Zro­zu­mie­nie i mó­wie­nie ję­zy­kiem mi­ło­ści part­nera może do­dać no­wego bla­sku wa­szemu związ­kowi.

Za­nurz się w świe­cie swo­jego part­nera

Więk­szość par przy­po­mina so­bie, że na po­czątku mo­gli go­dzi­nami roz­ma­wiać o wszyst­kim, co działo się w ich ży­ciu. Ich uko­chana czy uko­chany mógł słu­chać bez końca. Kiedy dzie­limy się naj­skryt­szymi my­ślami i uczu­ciami lub sły­szymy czy­jeś naj­skryt­sze pra­gnie­nia i znaj­du­jemy po­do­bień­stwa, bu­duje się nie­zwy­kłe po­czu­cie więzi. Po­trzeba pro­wa­dze­nia głę­bo­kich roz­mów po­ja­wia się przez cały okres trwa­nia związku. Ko­niec tej in­tym­nej wy­miany my­śli i uczuć może być bar­dzo bo­le­sny i może pro­wa­dzić do utraty bli­sko­ści i więzi oraz po­czu­cia przy­na­leż­no­ści!

Kiedy po­my­ślisz o kimś w twoim ży­ciu, kto za­ofe­ro­wał ci nie­zwy­kłą za­chętę i bez­wa­run­kową mi­łość, są duże szanse, że była to osoba, która słu­chała cię z praw­dzi­wym za­in­te­re­so­wa­niem i en­tu­zja­zmem. Do­brzy słu­cha­cze spra­wiają, że czu­jesz się wy­jąt­kowo. Wy­sy­łają gło­śny i czy­telny prze­kaz: "Je­steś dla mnie ważna. In­te­re­suje mnie wszystko, co się dzieje w twoim ży­ciu". Je­śli twój part­ner czy part­nerka czuje brak mi­ło­ści i ak­cep­ta­cji, słu­cha­nie i za­da­wa­nie py­tań bę­dzie nie­za­wod­nym spo­so­bem, by przy­wró­cić po­czu­cie przy­na­leż­no­ści w twoim związku. Stań się bie­gła w za­da­wa­niu py­tań "co" i "jak", do któ­rych uży­wa­nia za­chę­ca­li­śmy cię przy oka­zji roz­mów z dziećmi. Py­ta­nia ta­kie jak: "Czego ci wciąż bra­kuje, gdy my­ślisz o swo­jej ka­rie­rze?", "Co kon­kret­nie mo­gła­bym zro­bić, by po­móc ci w sy­tu­acji stresu?" czy też: "W jaki spo­sób mogę stać się jesz­cze lep­szym kom­pa­nem dla cie­bie?" mogą po­móc po­znać my­śli, uczu­cia i po­trzeby two­jego part­nera. Mó­wimy o czte­rech ba­rie­rach utrud­nia­ją­cych do­bre słu­cha­nie: obro­nie, tłu­ma­cze­niu się, ob­wi­nia­niu i na­pra­wia­niu. Ćwicz słu­cha­nie bez wcho­dze­nia w je­den z czte­rech błę­dów. Słu­chaj, by zro­zu­mieć nie tylko na po­zio­mie fak­tów, o któ­rych mówi part­ner, ale też co part­ner czuje i co to dla niego ozna­cza na głęb­szym po­zio­mie. In­nymi słowy, słu­chaj ser­cem, by usły­szeć jego serce. Nie pró­buj roz­wią­zy­wać pro­ble­mów, póki nie zo­sta­niesz za­pro­szona do ich po­szu­ka­nia, np. w bu­rzy mó­zgów. Mo­żesz za­miast tego ofia­ro­wać po­czu­cie kom­fortu, tro­ski i te­ra­peu­tyczną ko­rzyść, pły­nącą ze współ­czu­cia i z faktu by­cia usły­sza­nym.

Kom­ple­men­tuj i do­ce­niaj

W po­przed­nim roz­dziale pi­sa­ły­śmy szcze­gó­łowo o tym, jak ważne jest kom­ple­men­to­wa­nie i do­ce­nia­nie, by pod­sy­cać po­zy­tywną ener­gię w ro­dzi­nie. To samo do­ty­czy oczy­wi­ście cie­bie i two­jego part­nera czy part­nerki. Kom­ple­menty i słowa do­ce­nie­nia znacz­nie wzmac­niają po­czu­cie przy­na­leż­no­ści i zna­cze­nia. Dużo le­piej jest otrzy­my­wać słowa uzna­nia bez ko­niecz­no­ści do­po­mi­na­nia się o nie. Spraw, by do­ce­nia­nie drob­nych rze­czy stało się twoim co­dzien­nym na­wy­kiem. Słowa ta­kie, jak: "Dzię­kuję, że tak ciężko pra­co­wa­łaś cały dzień" czy też: "Na­prawdę do­ce­niam, że za­wsze za­nim pój­dziemy spać, sprzą­tasz kuch­nię" - bar­dzo po­ma­gają dru­giej stro­nie po­czuć się ko­chaną i do­ce­nianą.

Do­ce­niaj­cie swoje różne per­spek­tywy i oka­zuj­cie swoim part­ne­rom bez­wa­run­kową ak­cep­ta­cję

Wiele par wcho­dzi w kon­flikty, po­nie­waż je­den z part­ne­rów nie po­trafi do­ce­niać od­ręb­nej rze­czy­wi­sto­ści dru­giej osoby i jej my­śli, uczuć, pra­gnień i prze­ko­nań. Albo cza­sem oboje za­prze­cza­cie rze­czy­wi­sto­ściom in­nym niż wa­sze. Zwią­zek po­zo­staje zdrow­szy, je­śli każdy z part­ne­rów za­trzy­muje swoją in­dy­wi­du­al­ność i po­zo­staje od­rębną jed­nostką. Bar­dzo ry­zy­kowne jest, kiedy jedna lub obie strony mają po­dej­ście: "Ja wiem, co jest naj­lep­sze, więc mu­sisz ro­bić to po mo­jemu".

Idea "od­ręb­nych rze­czy­wi­sto­ści" może brzmieć nieco prze­ra­ża­jąco dla tych, któ­rzy mogą my­śleć: "Czy to ozna­cza, że mój part­ner ma se­kretne ży­cie, do któ­rego ja nie mam wstępu?". Taki ro­dzaj my­śle­nia może nad­szarp­nąć po­czu­cie bez­pie­czeń­stwa i przy­na­leż­no­ści. Nie je­ste­śmy zwo­len­nicz­kami skry­to­ści, a je­dy­nie ak­cep­ta­cji faktu, że obie strony mają prawo po­strze­gać rze­czy w różny spo­sób w opar­ciu o swoje oso­bi­ste prze­ko­na­nia, a także że te róż­nice są ak­cep­to­wane i ce­nione przez drugą stronę.

W po­rządku jest nie zga­dzać się ze sobą, bo dzięki temu nikt nie czuje, że musi po­że­gnać się ze swoim spo­so­bem wi­dze­nia świata. Cho­dzi o to, by do­ce­niać fakt, że mo­żemy lu­bić i po­trze­bo­wać róż­nych rze­czy. Czy twój po­mysł na ide­alny wie­czór to przy­tu­la­nie się na ka­na­pie z part­ne­rem, oglą­da­jąc jed­no­cze­śnie kla­syczne kino, a po­mysł two­jego part­nera jest zgoła inny - wie­czór w mie­ście z grupą przy­ja­ciół? Roz­ma­wia­nie o tym jest ważne, po­nie­waż jedna ze stron związku może mieć więk­szą po­trzebę nie­za­leż­no­ści niż druga lub też może uwiel­biać ob­ra­cać się wśród lu­dzi. Wie­dza o tym, co lubi i czego nie lubi druga strona, oraz rów­no­waga w spę­dza­niu czasu ra­zem jest warta wy­siłku. To prawda, że prze­ci­wień­stwa się przy­cią­gają. Wa­sze od­mien­no­ści były tym, co na po­czątku was za­uro­czyło, ale póź­niej czę­sto was iry­tują. Na­ucz się po­now­nie do­ce­niać za­soby two­jego part­nera. Kiedy po­czu­jesz wdzięcz­ność do swo­jego part­nera, iry­ta­cja znik­nie.

Czy ty i twój part­ner je­ste­ście głów­nie in­tro­wer­ty­kami czy eks­tra­wer­ty­kami? Te kon­cep­cje mogą być my­lone z tym, jak otwarta i roz­mowna jest osoba lub jak za­mknięta i ci­cha jest inna. Jed­nak ta kon­cep­cja od­nosi się nie do uze­wnętrz­nio­nego za­cho­wa­nia, a ra­czej do faktu, skąd czer­piemy ener­gię. I do­piero na­sza pier­wotna orien­ta­cja wpływa na to, w jaki spo­sób wy­bie­ramy i czego po­trze­bu­jemy, jak spę­dzamy czas, by się do­ła­do­wać i po­ukła­dać. In­tro­wer­tyk bę­dzie ła­do­wał ener­gię z we­wnątrz, zni­ka­jąc w so­bie, dla­tego czę­sto po­trze­buje czasu na in­tro­spek­cję, w ci­szy oraz sa­mot­no­ści, by na­ła­do­wać ba­te­rie. Eks­tra­wer­tyk re­ge­ne­ruje się z ze­wnątrz, dla­tego czer­pie ener­gię z dzia­łań, wy­da­rzeń i lu­dzi. Więk­szość lu­dzi nie jest tylko jed­nym albo dru­gim ty­pem, a pro­por­cje u każ­dego mogą się zmie­niać z cza­sem, przy czym więk­szość z nas z wie­kiem bę­dzie miała ten­den­cje do po­szu­ki­wa­nia spo­koj­niej­szego oto­cze­nia. Po­myśl przez chwilę, skąd czer­piesz ener­gię, i przyj­rzyj się swo­jemu part­ne­rowi (i dzie­ciom). Bar­dzo in­tro­wer­tyczna osoba, która nie­ustan­nie jest wcią­gana w świat przez eks­tra­wer­tycz­nych człon­ków ro­dziny, może w pew­nym mo­men­cie być wy­koń­czona i nie­wła­ści­wie się za­cho­wy­wać, i od­wrot­nie. Oczy­wi­ście, wspa­niale jest, je­śli dzie­li­cie te same za­in­te­re­so­wa­nia jako para. Za­chę­camy was, by­ście zna­leźli ta­kie czyn­no­ści, które lu­bi­cie ro­bić ra­zem i bę­dzie­cie na­dal je lu­bili mimo upły­wa­ją­cego czasu. Nie po­trze­bu­jesz dzie­lić za­in­te­re­so­wań, by być wspie­ra­ją­cym part­ne­rem. Czę­sto wy­star­czy, że oka­zu­jesz za­in­te­re­so­wa­nie i za­chwyt w od­nie­sie­niu do en­tu­zja­zmu part­nera oraz za­chę­casz go do eks­plo­ro­wa­nia swo­ich za­in­te­re­so­wań na tyle, na ile to moż­liwe. Twój part­ner bę­dzie czuł się na­prawdę do­ce­niony i ak­cep­to­wany, i miejmy na­dzieję - bę­dzie rów­nież za­chę­ca­jący wo­bec cie­bie i two­ich za­in­te­re­so­wań.

Ak­cep­ta­cja jest wy­bo­rem. Nie­któ­rym lu­dziom ła­twiej przy­cho­dzi ak­cep­to­wa­nie nie­do­sko­na­ło­ści swo­ich dzieci niż swo­jego part­nera, po­nie­waż ro­zu­mieją, że mło­dzi lu­dzie po­peł­niają błędy. Jed­nak do­ro­śli też wciąż się uczą i po­trze­bują prze­strzeni na po­peł­nia­nie błę­dów i by­cie tym, kim są. Pod­ję­cie świa­do­mej de­cy­zji, by oka­zać ak­cep­ta­cję part­ne­rowi lub dzie­ciom, ko­mu­ni­kuje jed­no­cze­śnie mi­łość i przy­na­leż­ność. Ko­mu­ni­ku­jesz rów­nież, że mogą bez­piecz­nie po­peł­niać błędy. Od­zwier­cie­dlasz za­cho­wa­nie, które chcia­ła­byś otrzy­mać w za­mian. To twoja de­cy­zja: czy wo­lisz być szczę­śliwa, czy ra­czej wo­lisz mieć ra­cję?Ak­cep­ta­cja to nie­zwy­kle skom­pli­ko­wany i głę­boki pro­ces. Da­wa­nie wska­zó­wek w ro­dzaju: "Za­ak­cep­tuj swo­jego part­nera" może brzmieć nie­prze­ko­nu­jąco. W roz­dziale 13 pi­sa­ły­śmy o po­trze­bie na­ucze­nia się od­pusz­cza­nia, które jest sporą czę­ścią tej pracy. W roz­dziale 17 bę­dziemy po­sze­rzać tę per­spek­tywę, ko­rzy­sta­jąc z kon­cep­cji i na­rzę­dzi ze świata na­uki i du­cho­wo­ści, by po­móc wam w tej głę­bo­kiej oso­bi­stej pracy.

Po­zy­tywna Dys­cy­plina w dzia­ła­niu

Paul ze zło­ścią na­rze­kał na te­ra­pii: "Jak tylko prze­kra­czam próg domu, je­stem przy­tła­czany wy­ma­ga­niami Lindy i po­trze­bami dzieci. Fan­ta­zjuję wtedy o tym, że lecę sa­mo­lo­tem lub gram w golfa, ale na­wet o to nie pro­szę. Wy­wo­ła­łoby to trze­cią wojnę świa­tową".

Paul i Linda wal­czyli ze sobą od mie­sięcy. Oboje pra­co­wali poza do­mem w peł­nym wy­mia­rze go­dzin i dzie­lili się obo­wiąz­kami zwią­za­nymi z ich trójką ma­łych dzieci. Bra­ko­wało już czasu na przy­jem­no­ści dla sie­bie. Czuli się przy­tło­czeni przez liczbę zo­bo­wią­zań i ob­wi­niali się na­wza­jem za swoje nie­szczę­ście. Ich ko­mu­ni­ka­cja ze­szła do po­ziomu dzie­cię­cych ri­post "oko za oko", np.: "Ja zmie­nia­łam ostat­nio pie­lu­chę, te­raz twoja ko­lej!" lub: "Zga­duję, że chcesz, bym to ja po­mógł Bra­dley­owi uczyć się do spraw­dzianu z or­to­gra­fii!".

Po su­ge­stii ich te­ra­peuty usie­dli do ćwi­cze­nia zwa­nego: "Od­słoń swoje ukryte pra­gnie­nia i po­trzeby". Ce­lem było po­szu­ka­nie spo­so­bów na za­spo­ko­je­nie ich in­dy­wi­du­al­nych, mał­żeń­skich i ro­dzin­nych po­trzeb. Po pierw­sze każde z nich od­dziel­nie miało zro­bić li­stę wielu po­my­słów na rze­czy, które chcie­liby ro­bić w na­stę­pu­ją­cych trzech ka­te­go­riach: in­dy­wi­du­alna przy­jem­ność, przy­jem­ność w pa­rze, przy­jem­ność w ro­dzi­nie.

Na­stęp­nie Paul i Linda zo­stali po­pro­szeni o wy­bra­nie jed­nego ele­mentu z każ­dej z tych ka­te­go­rii i wpi­sa­nie go do planu na dany week­end. Plan Lindy wy­glą­dał na­stę­pu­jąco: "Przy­jem­ność in­dy­wi­du­alna: lunch i za­kupy z Carlą. Przy­jem­ność w pa­rze: Wyj­ście na ko­la­cję z Pau­lem. Przy­jem­ność ro­dzinna: za­brać dzieci do parku". Plan Paula na week­end wy­glą­dał tak: "Jazda na ro­we­rze z ko­le­gami. Przy­jem­ność w pa­rze: ro­man­tyczna ko­la­cja z Lindą. Przy­jem­ność ro­dzinna: oglą­da­nie fil­mów z dziećmi".Na­stęp­nym za­da­niem było przy­go­to­wa­nie planu na week­end, który pa­so­wałby obojgu i dzie­ciom. Przy­jem­ność w pa­rze była "bułką z ma­słem" - oboje chcieli zjeść wspól­nie miłą ko­la­cję. Usta­lili, że wyjdą w so­botę wie­czo­rem, a Paul miał umó­wić opie­kunkę do dzieci. Linda czuła, że pój­ście do parku z dziećmi za­ofe­ruje im wię­cej do­brego ja­ko­ściowo czasu niż oglą­da­nie fil­mów. Aby oka­zać sza­cu­nek dzie­ciom, za­zwy­czaj naj­le­piej jest za­an­ga­żo­wać je w bu­rzę mó­zgów w celu po­zna­nia ich po­my­słów. Oka­zało się, że dzieci wo­lały iść do zoo, za­tem usta­lili, że pójdą tam w nie­dzielę przed po­łu­dniem. Linda z ra­do­ścią zgo­dziła się być z dziećmi, kiedy Paul po­je­dzie na ro­wer z ko­le­gami w so­botę rano. Na­to­miast Paul był za­do­wo­lony, że może prze­jąć opiekę nad dziećmi w so­botę po po­łu­dniu, by Linda mo­gła wyjść na lunch i za­kupy. Po raz pierw­szy oboje mieli prawo do swo­ich przy­jem­no­ści bez po­czu­cia winy, po­nie­waż w pe­łen sza­cunku spo­sób za­an­ga­żo­wali się i za­pro­sili każ­dego członka ro­dziny do za­pla­no­wa­nia week­endu.

Linda była za­do­wo­lona z usta­leń, ale mar­twiła się, że czas spę­dzony na przy­jem­no­ściach sprawi, że bę­dzie zbyt wiele za­nie­dba­nych obo­wiąz­ków do­mo­wych, co po­psuje jej spo­kój w nad­cho­dzą­cym ty­go­dniu. Wraz z Pau­lem za­pi­sali cztery naj­waż­niej­sze obo­wiązki, które na­leży wy­ko­nać w week­end i po­dzie­lili się li­stą. W ten spo­sób zre­du­ko­wali stres, który mógł być spo­wo­do­wany przez spę­dze­nie zbyt wiele czasu na przy­jem­no­ściach (i za­nie­dbu­jąc prace w domu) lub na pracy (brak czasu na za­bawę).

To nowe uzgod­nie­nie spra­wiło, że za­równo Paul jak i Linda czuli się bar­dziej do­stro­jeni do wza­jem­nych po­trzeb. To po­mo­gło im na nowo za­pa­lić iskrę uczuć i skie­ro­wać re­la­cję na wła­ściwe tory.

NA­RZĘ­DZIA PO­ZY­TYW­NEJ DYS­CY­PLINY

Je­śli pla­no­wa­nie Lindy i Paula by­łoby wpi­sane na stałe w cykl spo­tkań ro­dzin­nych i mał­żeń­skich, ogra­ni­czy­łaby się liczba nie­wła­ści­wych za­cho­wań. Przej­rzyjmy kilka waż­nych na­rzę­dzi Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny, które po­ma­gają bu­do­wać po­zy­tywne na­wyki.

Ustal­cie re­gu­larne spo­tka­nia we dwoje

Re­gu­lar­nie za­pla­no­wane spo­tka­nia we dwoje mogą za­po­bie­gać pro­ble­mom i gro­ma­dze­niu się wza­jem­nych roz­cza­ro­wań i jed­no­cze­śnie po­móc w otwar­tej ko­mu­ni­ka­cji. Sko­rzy­staj­cie z for­matu spo­tkań ro­dzin­nych. Za­cznij­cie od rundy do­ce­nia­nia, szu­ka­nia roz­wią­zań w for­mie bu­rzy mó­zgów, uzgod­nij­cie roz­wią­za­nie, które bę­dzie sa­tys­fak­cjo­nu­jące dla obu stron, prze­dys­ku­tuj­cie nad­cho­dzące wy­da­rze­nia i za­pla­nuj­cie spe­cjalny czas jako para.

Spo­tka­nia we dwoje ni­gdy nie po­winny za­stą­pić re­gu­lar­nej i otwar­tej ko­mu­ni­ka­cji. Funk­cjo­nują jako do­dat­kowe dzia­ła­nie, które ma po­móc sfor­ma­li­zo­wać nie­które z trud­niej­szych roz­mów. (1) Za­pi­sa­nie wy­zwa­nia w agen­dzie spo­tka­nia we dwoje daje czas na ochło­nię­cie, za­nim za­cznie­cie dys­ku­to­wać na ten te­mat. (2) Tak jak przy spo­tka­niach ro­dzin­nych, roz­po­czy­na­nie od rundy kom­ple­men­tów i do­ce­nia­nia na­daje po­zy­tywny ton spo­tka­niu - i jest swego ro­dzaju przy­po­mnie­niem rze­czy, które ce­nimy u sie­bie na­wza­jem. (3) Kon­cen­tra­cja na szu­ka­niu roz­wią­zań, które będą do za­ak­cep­to­wa­nia przez obie strony. (4) Mo­de­luj­cie życz­liwe po­dej­ście i kon­cen­tra­cję na roz­wią­za­niach, któ­rych chce­cie uczyć wa­sze dzieci. Spo­tka­nia we dwoje po­winny być nie­za­leżne od spo­tkań ro­dzin­nych. Nie wpa­daj w pu­łapkę omi­ja­nia ich, my­śląc: "W za­sa­dzie po­ru­szy­li­śmy wszyst­kie te­maty pod­czas spo­tka­nia ro­dzin­nego". Ro­dzice po­trze­bują dla sie­bie "do­ro­słego" czasu, by bu­do­wać więź i pla­no­wać.

Za­wie­raj­cie umowy wcze­śniej, ne­go­cjuj­cie po­dział prac

Do­sko­na­łym na­rzę­dziem do uni­ka­nia kon­flik­tów na te­mat tego, kto po­wi­nien mieć okre­ślone za­da­nia przy dzie­ciach i w domu jest usta­le­nie lub wy­ne­go­cjo­wa­nie planu, który bę­dzie wam obojgu od­po­wia­dał i który warto za­pi­sać. Po­zwoli to unik­nąć wielu nie­po­trzeb­nych dys­ku­sji i zra­nio­nych uczuć. Warto wziąć pod uwagę to, co lu­bi­cie oraz czego nie lu­bi­cie: je­śli jedno z was nie­na­wi­dzi wy­no­sze­nia śmieci a za to lubi pie­le­nie, do­bij­cie targu! To ćwi­cze­nie wzmocni wa­sze wza­jemne ro­zu­mie­nie swo­ich ról oraz od­po­wie­dzial­no­ści w domu. Zna­le­zie­nie spra­wie­dli­wego po­działu prac za­leży od tego, co oboje ro­zu­mie­cie pod tym po­ję­ciem. Zrób­cie li­stę wszyst­kiego, co na­leży re­gu­lar­nie ro­bić w domu w ciągu ty­go­dnia i zde­cy­duj­cie, kto w ro­dzi­nie się tego po­dej­mie. Ważne, by dzie­ciom przy­dzie­lać obo­wiązki od­po­wied­nie do wieku, aby rów­nież mo­gły wnieść wkład w po­ży­teczny spo­sób; zaj­rzyj do czę­ści opi­su­ją­cej spo­tka­nia ro­dzinne, by uzy­skać wię­cej in­for­ma­cji.

Rów­no­waż­cie życz­li­wość i sta­now­czość

Zbyt wiele życz­li­wo­ści skie­ro­wa­nej w stronę two­jego part­nera może być ra­niące dla cie­bie (oraz uczyć part­nera, by z tego ko­rzy­stał), pod­czas gdy zbyt­nia sta­now­czość może być ra­niąca dla part­nera (i wa­szej re­la­cji). Pro­sta za­sada, która po­maga pa­mię­tać o rów­no­wa­że­niu życz­li­wo­ści i sta­now­czo­ści brzmi: "Za­wsze sza­nuj sie­bie i in­nych w tym sa­mym cza­sie". Kiedy je­ste­śmy życz­liwi, oka­zu­jemy sza­cu­nek dru­giej stro­nie, a kiedy je­ste­śmy sta­now­czy, usta­na­wiamy gra­nice, które po­ka­zują sza­cu­nek do nas sa­mych. Jak można osią­gnąć obie te rze­czy jed­no­cze­śnie? Na po­czą­tek pod­po­wiemy ci, czego nie ro­bić.

Wiele osób jest nad­mier­nie życz­li­wych i hoj­nych w sto­sunku do in­nych (pu­łapka dla osób, któ­rych prio­ry­te­tem ży­cio­wym jest za­do­wa­la­nie). De­fi­niu­jemy "nad­mierną życz­li­wość" jako ro­bie­nie dla ko­goś cze­goś, co to­bie nie od­po­wiada i może być dla cie­bie na­wet szko­dliwe (nad­mierne eks­plo­ato­wa­nie sie­bie i swo­jego zdro­wia). Kiedy da­jesz zbyt wiele, w końcu do­pad­nie cię po­czu­cie by­cia wy­ko­rzy­staną i roz­ża­le­nia. Kiedy je­steś wo­bec sie­bie życz­liwa, usta­na­wia­jąc gra­nice tak, by za­dbać o swoje po­trzeby, bę­dziesz go­towa, by sza­no­wać rów­nież po­trzeby swo­jego part­nera.

Prze­ci­wień­stwem będą osoby nad­mier­nie sta­now­cze i ob­wi­nia­jące in­nych. Ich motto brzmi: "To twoja wina. Dla­czego nie mo­żesz tego zro­bić wła­ści­wie?". Osoby nad­mier­nie sta­now­cze są świet­nie w re­spek­to­wa­niu swo­ich wła­snych po­trzeb, lecz jed­no­cze­śnie nie do­strze­gają po­trzeb, praw i uczuć in­nych. Za­wsze wina leży po stro­nie in­nych lu­dzi. A w rze­czy­wi­sto­ści ob­wi­nia­nie in­nych ma­skuje głę­boko ukryte po­czu­cie braku wiary i braku po­czu­cia bez­pie­czeń­stwa. Osoba nad­mier­nie sta­now­cza broni i chroni sie­bie przed zra­nie­niem. To może być bar­dzo sa­motne miej­sce, z bra­kiem po­czu­cia przy­na­leż­no­ści i zna­cze­nia.

Nad­mier­nie życz­liwe za­cho­wa­nia skut­kują nie­zdro­wym uwi­kła­niem: jedna osoba po­rzuca swoją in­dy­wi­du­al­ność, by być w związku. Zbyt wiele sta­now­czo­ści pro­wa­dzi do alie­na­cji i roz­ża­le­nia. Je­śli po­tra­fisz do­ko­nać szcze­rego wy­siłku, by za­spo­koić po­trzeby part­nera, trosz­cząc się też o sie­bie, wa­sze róż­nice można po­go­dzić i oboje bę­dzie­cie czuli się ko­chani i do­ce­niani.

Po­zy­tywna prze­rwa dla par

Czy pod­ję­li­ście de­cy­zję, że wszystko, o czym pi­sa­li­śmy w tym roz­dziale, ma dla was sens i chce­cie to wdra­żać? Hurra! Jed­nak bę­dzie­cie po dro­dze po­peł­niać błędy (mó­wimy to z wła­snego do­świad­cze­nia), chyba, że je­ste­ście świę­tymi... Za­ak­cep­tuj­cie, że ra­czej nie­moż­liwe jest roz­wią­za­nie wszel­kich daw­nych, nie­do­mknię­tych spraw z two­jego dzie­ciń­stwa (które wpły­wają na wasz obecny zwią­zek) i mo­żesz być pewna, że bę­dziesz po­wta­rzać kon­kretne sche­maty wiele razy w re­la­cji. Praw­do­po­dob­nie wiele razy się ze­zło­ści­cie i kon­trolę przejmą wa­sze ga­dzie mó­zgi.

Nie­moż­ność roz­wią­za­nia kon­fliktu, kiedy je­ste­śmy zde­ner­wo­wani, jest taką samą prawdą dla par, jak dla ro­dzi­ców i dzieci. Zbu­du­je­cie pe­łen sza­cunku i za­chę­ca­jący zwią­zek i re­la­cję, je­śli za­wczasu zde­cy­du­je­cie, że bę­dzie­cie ko­rzy­stali z po­zy­tyw­nej prze­rwy w mo­men­tach zde­ner­wo­wa­nia. Je­śli wcze­śniej przy­go­tu­jesz bli­skich i przy­bli­żysz ideę po­zy­tyw­nej prze­rwy, twoje wyj­ście na prze­rwę nie zo­sta­nie ode­brane jako kara czy od­rzu­ce­nie w po­staci "ci­chych dni". Ta­kie po­dej­ście mo­de­luje dzie­ciom po­stawę, że wszy­scy mamy prawo się zło­ścić, ale nie jest w po­rządku ro­bić to kosz­tem in­nych. Za­miast tego ra­dzimy so­bie, za­trzy­mu­jąc sy­tu­ację, np. wy­cho­dząc. Cza­sem trudno jest pa­mię­tać o sko­rzy­sta­niu z prze­rwy, kiedy je­ste­śmy mocno zde­ner­wo­wani, ale w miarę, jak bę­dziesz to ćwi­czyć, sta­nie się to ła­twiej­sze. W jed­nej z ro­dzin, które znamy, ro­dzice Mi­chelle i Harry oraz ich dzieci zro­bili kon­kurs, kto pierw­szy zo­rien­tuje się, że jest pod wpły­wem ga­dziego mó­zgu (nie inni, tylko każdy oso­bi­ście!). Czę­sto ra­dość z by­cia pierw­szym wy­star­czała, by inni za­częli się śmiać i po­trzeba sko­rzy­sta­nia z po­zy­tyw­nej prze­rwy zni­kała. In­nym ra­zem ktoś z ro­dziny mó­wił: "Okej, wi­dzę, co się dzieje, ale wciąż po­trze­buję prze­rwy. Wrócę do was, jak tylko po­czuję się le­piej".

ĆWI­CZE­NIE

Zor­ga­ni­zuj­cie swoje spo­tka­nie dla pary i za­pisz­cie plany do­ty­czące spę­dza­nia spe­cjal­nego czasu w swo­ich ka­len­da­rzach.

Ćwi­cze­nie dla pary

1. Od­dziel­nie stwórz­cie li­stę rze­czy, które chcie­li­by­ście zro­bić wspól­nie z part­ne­rem/part­nerką.

2. Po­każ­cie part­ne­rowi swoją li­stę i zaj­rzyj­cie do jego li­sty. Ile ma­cie ta­kich sa­mych po­my­słów?

3. Zrób­cie bu­rzę mó­zgów i po­szu­kaj­cie jesz­cze in­nych rze­czy, które chcie­li­by­ście ro­bić ra­zem (któ­rych nie ma na żad­nej li­ście).

4. Te­raz po­dziel­cie je na dwie ka­te­go­rie: "ru­ty­nowe" i "rze­czy do zro­bie­nia za ży­cia". W ko­lum­nie "ru­ty­nowe" za­pisz­cie wszyst­kie rze­czy, które chcie­li­by­ście wspól­nie ro­bić re­gu­lar­nie. W ko­lum­nie: "rze­czy do zro­bie­nia za ży­cia" za­pisz­cie wszyst­kie rze­czy, które chcie­li­by­ście zro­bić choć raz.

5. Te­raz weź­cie swoje ka­len­da­rze i za­pla­nuj­cie wspólny czas. Stwórz­cie z tego ry­tuał jako ostatni punkt w agen­dzie wa­szych co­ty­go­dnio­wych spo­tkań mał­żeń­skich (part­ner­skich).

6. Spędź­cie nieco czasu, roz­ma­wia­jąc o wa­szej na­stęp­nej przy­go­dzie z li­sty "rze­czy do zro­bie­nia za ży­cia".

7. Za­pisz­cie róż­nice, które za­uwa­ży­li­ście w wa­szym związku po zro­bie­niu tego ćwi­cze­nia - a po­tem po­dziel­cie się swo­imi prze­my­śle­niami.

Ty­tuł ory­gi­nału:Po­si­tive Di­sci­pline for To­day's Busy (and Over­whel­med) Pa­rent.How to Ba­lance Work, Pa­ren­ting & Self for La­sting Well-Be­ing
Co­py­ri­ght ? 2018 by Jane Nel­sen, Kri­stina Bill, and Joy Mar­chese All ri­ghts re­se­rved. Co­py­ri­ght ? for the Po­lish edi­tion 2022 by Wy­daw­nic­two PO­ZY­TYWNA DYS­CY­PLINA J.R. Ba­ra­now­scy s.c. Co­py­ri­ght ? for the Po­lish trans­la­tion by Anna Cze­chow­ska, Do­rota Ja­ku­bow­ska-Ku­rzec, 2022
Wszel­kie prawa za­strze­żone. Książka ani żadna jej część nie może być prze­dru­ko­wy­wana ani w ża­den inny spo­sób re­pro­du­ko­wana lub od­czy­ty­wana w środ­kach ma­so­wego prze­kazu bez pi­sem­nej zgody PO­ZY­TYWNA DYS­CY­PLINA J.R. Ba­ra­now­scy s.c.
Au­torki do­ło­żyły wszel­kich sta­rań, by za­warte w tej książce in­for­ma­cje były kom­pletne i rze­telne. Nie biorą jed­nak od­po­wie­dzial­no­ści za szkody wy­ni­kłe z nich wy­ko­rzy­sta­nia.
Prze­kład:ANNA CZE­CHOW­SKA, DO­ROTA JA­KU­BOW­SKA-KU­RZEC
Re­dak­cja me­ry­to­ryczna:JO­ANNA BA­RA­NOW­SKA, ANNA CZE­CHOW­SKA, JO­ANNA GOC-MA­TY­SKIEL (rozdz. 5)
Re­dak­cja ję­zy­kowa i ko­rekta:ANNA KO­ŁO­DZIEJ­SKA
Ko­or­dy­na­cja pro­cesu wy­daw­ni­czego:ANNA KO­ŁO­DZIEJ­SKA
Ilu­stra­cje i pro­jekt okładki:BE­ATA KO­STUCH-WI­ŚNIEW­SKA
Skład i przy­go­to­wa­nie do druku:PA­WEŁ LU­BOŃ­SKI
Wy­da­nie I
ISBN 978-83-9598-965-0
Dys­try­bu­cja: www.ebo­ok­nijto.com.pl
Wy­daw­nic­two PO­ZY­TYWNA DYS­CY­PLINA s.c. J. R. Ba­ra­now­scy ul. św. U. Le­dó­chow­skiej 12 05-822 Mi­la­nó­wek
Kon­wer­sja: eLi­tera s.c.

ROZ­DZIAŁ 6

DY­NA­MIKA PO­KO­LE­NIOWA ORAZ WPŁYW TECH­NO­LO­GII NA RO­DZI­CIEL­STWO

"Jesz­cze tylko pięć mi­nut" - Ja­nine krzy­czy zza za­mknię­tych drzwi swo­jego po­koju. Mama jest roz­złosz­czona. Już po raz trzeci prosi córkę, żeby wy­łą­czyła lap­topa i po­szła spać. "Mamo, wciąż ro­bię pracę do­mową. Przy­rze­kam, że nie kła­mię" - po raz ko­lejny Ja­nine używa tego sa­mego ar­gu­mentu. Dziew­czyna cho­dzi do dru­giej klasy li­ceum i jest prze­ciętną uczen­nicą. Gros czasu po­święca na tre­ningi spor­towe oraz pro­wa­dzi bujne ży­cie to­wa­rzy­skie. Z tego po­wodu musi ciężko pra­co­wać, by rów­no­cze­śnie wy­wią­zy­wać się z obo­wiąz­ków szkol­nych. Mama mar­twi się, że w ciągu ty­go­dnia Ja­nine ma zbyt mało snu. Ostat­nio jej córka cho­dzi spać co­raz póź­niej. Choć twier­dzi, że go­dziny wie­czorne po­święca na prace do­mowe, to gdy mama do niej za­gląda, oka­zuje się, że dziew­czyna ser­fuje po in­ter­ne­cie, cza­tuje ze zna­jo­mymi albo ogląda fil­miki na YouTube. "W ogóle nie poj­muję jej ob­se­sji na punk­cie by­cia on­line. To taka strata czasu" - mama skarży się swo­jej naj­lep­szej przy­ja­ciółce, która ener­gicz­nie jej przy­ta­kuje. Za cza­sów ich mło­do­ści ży­cie wy­glą­dało zu­peł­nie ina­czej.

CZEGO HI­STO­RIA UCZY NAS O RO­DZI­CIEL­STWIE

Czę­sto sły­szymy, że współ­cze­sne dzieci są zu­peł­nie inne, więc jako ro­dzice mu­simy do­sto­so­wać me­tody wy­cho­waw­cze do po­trzeb no­wych po­ko­leń. I tak pew­nie jest. Jed­nak wiele wska­zuje, że w ostat­nich dzie­się­cio­le­ciach zmie­nili się rów­nież ro­dzice. Mamy za­tem od­wieczne py­ta­nie o to, co było pierw­sze "jajko czy kura" - czy po­wo­dem trud­no­ści są dzieci, a może ro­dzice? Pew­nie i jedni, i dru­dzy. Ad­ler pod­kre­ślał wagę po­czu­cia przy­na­leż­no­ści i zna­cze­nia w zdro­wym roz­woju dziecka i pi­sał o tym, że po­czu­cie zna­cze­nia bu­duje się przez moż­li­wość wła­snego wkładu. Ce­lem Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny jest po­ma­ga­nie dzie­ciom w bu­do­wa­niu tego po­czu­cia przy­na­leż­no­ści i zna­cze­nia po­przez umoż­li­wia­nie im wno­sze­nia wkładu, dzięki cze­mu­czują się war­to­ściowe. W ja­kim stop­niu po­tra­fimy to ro­bić, w du­żej mie­rze za­leży od tego, jak za­spo­ka­jane były na­sze po­trzeby i ja­kie sys­temy prze­ko­nań two­rzy­li­śmy w dzie­ciń­stwie. Jak to wy­gląda z per­spek­tywy po­ko­le­nio­wej?

Za­nim od­po­wiemy na po­sta­wione py­ta­nie, zo­baczmy, z ja­kimi po­ko­le­niami mamy do czy­nie­nia i kto jest czyim ro­dzi­cem. Warto w tym miej­scu za­uwa­żyć, że nie ma jed­no­myśl­no­ści co do tego, kiedy się za­czyna i koń­czy dane po­ko­le­nie, więc po­dane ni­żej ramy cza­sowe są dość umowne. Jed­nak dla na­szej dys­ku­sji usta­le­nie sztyw­nych ram ma dru­go­rzędne zna­cze­nie, bo zmiany na po­zio­mie za­cho­wa­nia na­stę­pują dość po­woli. Gdy pi­sa­ły­śmy tę książkę, nie ist­niała jesz­cze na­zwa dla ge­ne­ra­cji na­stę­pu­ją­cej po po­ko­le­niu Z. Bę­dziemy z za­in­te­re­so­wa­niem ob­ser­wo­wać spo­łeczne po­dej­ście mło­dych przed­sta­wi­cieli i to, jak kształ­to­wać się będą ich ce­chy cha­rak­te­ry­styczne.

Klu­czowe czyn­niki wpły­wa­jące na ce­chy po­ko­le­nia

We­dług or­ga­ni­za­cji Cen­ter for Ge­ne­ra­tio­nal Ki­ne­tics trzy czyn­niki mają naj­więk­szy wpływ na ce­chy cha­rak­te­ry­styczne po­ko­le­nia: ro­dzice i ich me­tody wy­cho­waw­cze, tech­no­lo­gia oraz go­spo­darka (pa­mię­tajmy oczy­wi­ście o tym, że na po­zio­mie in­dy­wi­du­al­nym każdy jest inny). To, ja­kimi je­ste­śmy ro­dzi­cami, wy­nika w du­żej mie­rze z tego, ja­kiego ro­dzaju po­dej­ście wy­cho­waw­cze sto­so­wali nasi ro­dzice. Cza­sami ro­bimy pewne rze­czy, bo wy­dają się nam mą­dre albo dla­tego, że jest to je­dyny znany nam spo­sób funk­cjo­no­wa­nia. Oczy­wi­ście są też ta­kie, któ­rych zu­peł­nie świa­do­mie nie po­wie­lamy, po­nie­waż do­świad­czy­li­śmy ich na wła­snej skó­rze i nie były to do­świad­cze­nia przy­jemne (np. klapsy) albo dla­tego, że czasy się zmie­niły i na­sze dzieci mają po pro­stu inne po­trzeby (np. w ob­sza­rze tech­no­lo­gii).

Przyj­rzymy się temu, jak po­dej­ście ro­dzi­ciel­skie wpływa na ce­chy po­ko­le­nia. Po­wszech­nie uważa się, że na­stę­pu­jące prze­ko­na­nie jest cha­rak­te­ry­styczne dla póź­nego po­ko­le­nia po­wo­jen­nego wyżu de­mo­gra­ficz­nego, czyli bo­omer­sów oraz ik­sów: "Chcemy, by ży­cie na­szych dzieci było ła­twiej­sze niż na­sze. Chcemy im dać wszystko, czego sami nie mie­li­śmy". Być może wła­śnie dla­tego u mil­le­nial­sów po­ja­wiło się po­czu­cie "na­leży mi się" (choć ten te­mat do tej pory wy­wo­łuje go­rące spory). Ten trend jest wciąż po­wszechny w ro­dzi­ciel­stwie (głów­nie za po­śred­nic­twem po­ko­le­nia X) i opiera się na za­ło­że­niu, że dzieci, nie­zwy­kle wraż­liwe z na­tury, są cen­trum wszech­świata, dla­tego wy­ma­gają nie­ustan­nej opieki i tro­ski: "Je­śli moje dziecko z ja­kie­go­kol­wiek po­wodu nie jest szczę­śliwe/ za­do­wo­lone/za­an­ga­żo­wane, to moja wina i nie na­daję się na ro­dzica, dla­tego też nie­ustan­nie mu­szę spraw­dzać, czy ono czuje się do­brze i czy cze­goś przy­pad­kiem mu nie trzeba". Tacy ro­dzice po­peł­niają je­den klu­czowy błąd. Mia­no­wi­cie my­ślą, że można wzmoc­nić po­czu­cie przy­na­leż­no­ści i zna­cze­nia u dzieci, da­jąc im jesz­cze wię­cej (co przyj­muje formę roz­piesz­cza­nia, ra­to­wa­nia, po­bła­ża­nia). W ten spo­sób unie­moż­li­wiają dzie­ciom bu­do­wa­nie od­por­no­ści psy­chicz­nej, po­nie­waż nie po­zwa­lają im na po­peł­nia­nie błę­dów i wy­cią­ga­nie z nich wnio­sków. W re­zul­ta­cie wy­cho­wują po­ko­le­nie sku­pione wy­łącz­nie na so­bie i wła­snych po­trze­bach. Wiele współ­cze­snych dzieci oraz mło­dych do­ro­słych ma silne po­czu­cie przy­na­leż­no­ści dzięki do­świad­cze­niu bez­wa­run­ko­wej mi­ło­ści, ale brak im po­czu­cia zna­cze­nia zwią­za­nego z wno­sze­niem wkładu i by­ciem in­te­gralną czę­ścią spo­łecz­no­ści.

Z ko­lei dla po­przed­nich po­ko­leń, czyli osób sprzed po­wo­jen­nego wyżu de­mo­gra­ficz­nego oraz tych uro­dzo­nych w pierw­szych jego la­tach, ważne były osią­gnię­cia oraz lo­jal­ność wo­bec ro­dziny, pro­fe­sji, stu­diów itp. Po­peł­niały błąd, my­śląc, że po­czu­cie zna­cze­nia i przy­na­leż­no­ści roz­wija się dzięki "po­słu­szeń­stwu" wo­bec wła­dzy - rzą­dów, ro­dzi­ców, na­uczy­cieli - a nie dzięki bez­wa­run­ko­wej mi­ło­ści i ak­cep­ta­cji. Dla­tego ich naj­więk­szym wy­zwa­niem jest po­szu­ka­nie war­to­ści w so­bie i ak­cep­ta­cji dla tego, kim są, bez względu na osią­gnię­cia. Wiele dzieci z tego po­ko­le­nia (bo­omersi i iksy) wzra­stało w po­czu­ciu, że zna­cze­nie osiąga się dzięki umie­jęt­no­ściom (i miało ogromy wkład w spo­łe­czeń­stwo), ale cier­pią na brak po­czu­cia przy­na­leż­no­ści (czyli brak mi­ło­ści). Swoim dzie­ciom za­tem chcą dać wszystko to, "czego sami nie mieli". Ta­kie jest wła­śnie źró­dło dy­na­miki opi­sa­nej wy­żej.

Po­ko­le­nie po­prze­dza­jące bo­omer­sów, bo­omersi oraz po­ko­le­nie X

Wielu z was pew­nie nie jest przed­sta­wi­cie­lami po­ko­le­nia bo­omer­sów, do któ­rego być może na­leżą wasi ro­dzice. Warto bę­dzie przyj­rzeć się tym nieco wcze­śniej­szym sty­lom i prze­ko­na­niom ro­dzi­ciel­skim oraz temu, jak wpły­nęły na dzi­siej­szych ro­dzi­ców. Po­ko­le­nia sprzed po­wo­jen­nego wyżu de­mo­gra­ficz­nego oraz przed­sta­wi­ciele jego wcze­snego okresu wy­cho­wali osoby okre­ślane jako młod­szych bo­omer­sów oraz ik­sów zu­peł­nie ina­czej niż sami zo­stali wy­cho­wani. W trak­cie dru­giej wojny świa­to­wej oraz po niej do­ko­nało się mnó­stwo prze­mian w dy­na­mice funk­cjo­no­wa­nia ro­dziny spo­wo­do­wa­nych czyn­ni­kami spo­łecz­no­eko­no­micz­nymi. Wiele ko­biet za­częło pra­co­wać poza do­mem, oby­dwoje ro­dzice pra­co­wali znacz­nie dłu­żej, a wskaź­nik roz­wo­dów zna­cząco wzrósł, co spo­wo­do­wało, że wiele dzieci z póź­nego po­ko­le­nia po­wo­jen­nego wyżu de­mo­gra­ficz­nego oraz po­ko­le­nia X było "dziećmi z klu­czami na szyi". Czę­sto wra­cały do pu­stego domu, sa­mo­dziel­nie od­ra­biały prace do­mowe, or­ga­ni­zo­wały so­bie czas, a na­wet go­to­wały po­siłki dla sie­bie i swo­jej ro­dziny. Wy­ro­sły za­tem na nie­za­leżne jed­nostki z ja­sno wy­ty­czo­nym ce­lem i umie­jęt­no­ścią re­ali­zo­wa­nia go - in­nymi słowy to­wa­rzy­szyło im wy­so­kie po­czu­cie zna­cze­nia i wkładu. Jed­nak wiele z tych osób cierpi z po­wodu ni­skiego po­czu­cia przy­na­leż­no­ści (ma po­czu­cie opusz­cze­nia). Aby zre­kom­pen­so­wać je so­bie, kon­cen­trują się na osią­gnię­ciach i współ­za­wod­nic­twie - ro­bią co­raz wię­cej i wię­cej, aby wy­na­gro­dzić so­bie we­wnętrzne po­czu­cie braku.

Być może w re­ak­cji na tego ro­dzaju dy­na­mikę re­la­cyj­no­spo­łeczną mil­le­nialsi, wy­cho­wy­wani przez młod­szych bo­omer­sów oraz wcze­snych przed­sta­wi­cieli po­ko­le­nia X, mieli zu­peł­nie inne do­świad­cze­nia ro­dzi­ciel­stwa. Ich ro­dziny znacz­nie bar­dziej kon­cen­tro­wały się na dzie­ciach, ro­dzice byli ak­tyw­nie za­an­ga­żo­wani w ich ży­cie (cza­sem na­wet za bar­dzo, stąd ta­kie okre­śle­nia jak "he­li­kop­te­rowy ro­dzic" czy "matka ty­gry­sica"). Wielu mil­le­nial­sów wy­ra­stało w wa­run­kach nad­miaru za­jęć po­zasz­kol­nych, nad­mier­nej opieki oraz po­chwał (ważne, by pa­mię­tać, że to wszystko otrzy­mali w imię mi­ło­ści). Dla­tego też to po­ko­le­nie czę­sto jest po­strze­gane jako po­zba­wione sa­mo­dziel­no­ści oraz po­czu­cia spraw­stwa, nie­chętne do bra­nia od­po­wie­dzial­no­ści oraz uza­leż­nione od po­chwał i do­ce­nie­nia (mamy tu silne po­czu­cie przy­na­leż­no­ści oraz słabe po­czu­cie zna­cze­nia i wkładu).

Nie wiem, jak po­to­czą się dzieje po­ko­le­nia Z (i ko­lej­nych), choć w dal­szej czę­ści tego roz­działu do­ko­nu­jemy pew­nych pro­gnoz. Wi­dzimy, że znaczna grupa ich ro­dzi­ców, czyli póź­nego po­ko­le­nia X oraz wcze­snych mil­le­nial­sów, z któ­rych więk­szość jest za­wo­dowo ak­tywna, staje na gło­wie, by osią­gnąć ideał we wszyst­kich ob­sza­rach ży­cia z ne­ga­tyw­nym skut­kiem dla nich sa­mych i ich ro­dzin. Dwie z trzech au­to­rek tej książki mają oso­bi­ste do­świad­cze­nia tego typu, a po­nadto kil­koro z na­szych przy­ja­ciół, pró­bu­jąc ra­dzić so­bie ze wszyst­kim bez utraty ja­ko­ści, do­świad­czyło za­bu­rzeń lę­ko­wych i de­pre­sji. Pa­mię­taj, po­ko­le­nie X jest zde­ter­mi­no­wane, by "dzia­łać" i ogar­niać ży­cie co­dzienne, ale cierpi z po­wodu nie­obec­no­ści ro­dzi­ców w dzie­ciń­stwie i może mieć po­czu­cie by­cia nie­za­opie­ko­wa­nym. Tym sa­mym może mieć trud­ność w osią­gnię­ciu emo­cjo­nal­nego bez­pie­czeń­stwa, za­nim nie za­spo­koi swo­jej po­trzeby dą­że­nia do per­fek­cji i wy­gó­ro­wa­nych ocze­ki­wań.

MIL­LE­NIALSI (PO­KO­LE­NIE Y)

O tym po­ko­le­niu mówi się w kon­tek­ście nad­mier­nych ocze­ki­wań i kon­cen­tro­wa­nia się na so­bie, cza­sem na­wet na­zywa się je po­ko­le­niem "ja" lub po­ko­le­niem sel­fie. Skąd po­cho­dzą te nad­mierne ocze­ki­wa­nia i rosz­cze­nio­wość? Jak już pi­sa­li­śmy, dzieci z tego po­ko­le­nia uwa­żane były za cen­trum ro­dzin­nego wszech­świata, trak­to­wano je jako jed­nostki wy­jąt­kowe i mó­wiono, że mogą osią­gnąć, co­kol­wiek ze­chcą. Do­sta­wały na­grody za samo po­ja­wie­nie się w da­nym miej­scu (na­wet je­śli było to miej­sce ostat­nie), a je­śli ich ro­dzice byli wy­star­cza­jąco wpły­wowi, czę­sto lo­ko­wano je w kla­sach o wyż­szym po­zio­mie na­ucza­nia, po­nie­waż na­uczy­ciele i dy­rek­to­rzy nie chcieli z nimi za­dzie­rać.

Wiemy, że kiedy dzieci otrzy­mują nie­uza­sad­nione (nie­ma­jące po­kry­cia w wy­siłku i re­zul­ta­cie) na­grody i wy­róż­nie­nia, na­stę­puje ich au­to­ma­tyczna de­wa­lu­acja, a dzieci, które fak­tycz­nie ciężko na nie pra­co­wały, otrzy­mują coś o niż­szej war­to­ści. Z ko­lei dzieci, które z róż­nych po­wo­dów nie otrzy­mują na­gród lub wy­róż­nień, od­czu­wają wstyd i za­że­no­wa­nie. Taka jest wła­śnie rze­czy­wi­stość, po­nie­waż na­grody nie po­wo­dują roz­woju po­żą­da­nych umie­jęt­no­ści. W swo­jej książce Nowa psy­cho­lo­gia suk­cesu Ca­rol Dweck wy­ja­śnia, że na­gra­dza­nie pro­wa­dzi do bu­do­wa­nia u dziecka sztyw­nego na­sta­wie­nia, które cha­rak­te­ry­zuje się mię­dzy in­nymi lę­kiem przed po­dej­mo­wa­niem ry­zyka oraz po­szu­ki­wa­niem ze­wnętrz­nej mo­ty­wa­cji. To pro­wa­dzi do po­wsta­nia błęd­nego koła - na­grody i po­chwały uza­leż­niają, więc dzieci na wszel­kie spo­soby sta­rają się uzy­skać ich wię­cej[1]. Po­nadto, je­śli ro­dzice za­wsze wkra­czają i wy­ko­nują za dziecko to, co mo­głoby zro­bić samo, nie bu­duje ono prze­ko­na­nia, że jest zdolne, oraz nie uczy się, że do osią­gnię­cia we­wnętrz­nego po­czu­cia speł­nie­nia i sa­tys­fak­cji po­trzeba czasu i wy­siłku.

Ko­lej­nym ele­men­tem kom­pli­ku­ją­cym sy­tu­ację jest to, że mil­le­nialsi bo­ry­kają się z po­waż­nymi wy­zwa­niami spo­łecz­no­eko­no­micz­nymi. Są pierw­szym po­ko­le­niem świata Za­chodu, które nie prze­kro­czy stan­dardu ży­cia wła­snych ro­dzi­ców. Koszty edu­ka­cji oraz miesz­kań ro­sną, a ryn­kiem pracy rzą­dzi ostra kon­ku­ren­cja. Bez­pie­czeń­stwo za­wo­dowe oraz praca na całe ży­cie są pie­śnią prze­szło­ści. Je­śli do­dat­kowo weź­miemy pod uwagę, że do­ra­stają w świe­cie tech­no­lo­gii, w któ­rym można mieć wszystko nie­mal na­tych­miast, oprócz - jak się oka­zuje - sa­tys­fak­cji z pracy i głę­bo­kich, peł­nych zna­cze­nia re­la­cji, to sy­tu­acja kom­pli­kuje się jesz­cze bar­dziej. Jed­no­cze­śnie dzięki roz­wo­jowi opieki zdro­wot­nej, świa­do­mo­ści w ob­sza­rze ży­wie­nia oraz edu­ka­cji mil­le­nialsi się by­strzejsi i le­piej wy­kształ­ceni niż ja­kie­kol­wiek po­ko­le­nie przed nimi. We­dług wielu spe­cja­li­stów to wła­śnie struk­tury spo­łeczne są naj­więk­szym ogra­ni­cze­niem roz­woju tego po­ko­le­nia. Na Za­cho­dzie to mło­dzi płacą za utrzy­ma­nie star­szych. Dla­czego? Być może dla­tego, że starsi człon­ko­wie spo­łe­czeństw są bo­gatsi, mają więk­sze wpływy i wie­rzą w siłę głosu wy­bor­czego, a za­tem to na nich sta­wiają siły po­li­tyczne.

Mil­le­nialsi jako ro­dzice

Ro­dzi­cami dzie­więć­dzie­się­ciu pro­cent dzieci przy­cho­dzą­cych obec­nie na świat są mil­le­nialsi, a spo­śród 40 mln ame­ry­kań­skich mil­le­nial­sów 22,9 mln w wieku od dwu­dzie­stu pię­ciu do trzy­dzie­stu czte­rech lat ma już dzieci[2]. Każ­dego dnia w Sta­nach Zjed­no­czo­nych 10 tys. ko­biet z po­ko­le­nia Y ro­dzi dzieci. Jak bę­dzie wy­glą­dało ich ro­dzi­ciel­stwo?

Z ba­da­nia prze­pro­wa­dzo­nego nie­dawno przez po­pu­larny por­tal pa­ren­tin­gowy Baby Cen­ter wy­nika, że ro­dzice z po­ko­le­nia Y mają zde­cy­do­wa­nie bar­dziej wy­lu­zo­wany styl ro­dzi­ciel­ski niż po­przed­nie po­ko­le­nia. "To ja­sne, że mamy z po­ko­le­nia Y od­re­ago­wują spo­sób, w jaki same były wy­cho­wy­wane - mówi Mike Fo­garty z Baby Cen­ter. - Od­rzu­cają pre­sję, która była nie­od­łączną ce­chą at­mos­fery ich dzie­ciń­stwa"[3]. Sześć­dzie­siąt trzy pro­cent ma­tek z po­ko­le­nia mil­le­nial­sów opi­suje wła­snych ro­dzi­ców jako nad­mier­nie opie­kuń­czych i chce dać swoim dzie­ciom więk­sze po­czu­cie wol­no­ści, które - ich zda­niem - wzmocni od­por­ność psy­chiczną dzieci oraz sa­mo­dziel­ność w my­śle­niu i dzia­ła­niu. Ta­to­wie z po­ko­le­nia mil­le­nial­sów są naj­bar­dziej do­tych­czas udo­mo­wio­nym po­ko­le­niem oj­ców i w spo­sób na­tu­ralny ak­cep­tują dzie­le­nie się obo­wiąz­kami zwią­za­nymi z do­mem i dziećmi. Być może dzięki temu pary z po­ko­le­nia Y osią­gną part­ner­stwo w związku oraz har­mo­nię po­mię­dzy ży­ciem pry­wat­nym i za­wo­do­wym, a ko­biety z tego po­ko­le­nia będą mo­gły bar­dziej aser­tyw­nie kre­ować swoją po­zy­cję na rynku pracy oraz wy­bra­nych przez sie­bie za­wo­dach.

Nie­któ­rzy z przed­sta­wi­cieli mil­le­nial­sów opóź­niają mo­ment za­ło­że­nia ro­dziny i ro­dzi­ciel­stwa w związku z wy­zwa­niami eko­no­micz­nymi zwią­za­nymi z edu­ka­cją, miesz­ka­niem oraz ryn­kiem pracy. Wielu być może pa­mięta swoje pra­cu­jące mamy - pierw­sze po­ko­le­nie uro­dzone na ame­ry­kań­skiej ziemi - które mie­rzyły się z nie­uczci­wymi wa­run­kami na rynku pracy oraz z tru­dem utrzy­my­wały rów­no­wagę po­mię­dzy ży­ciem oso­bi­stym i za­wo­do­wym. Jed­nak dla tych, któ­rzy de­cy­dują się wkro­czyć na ścieżkę ro­dzi­ciel­ską, wy­cho­wa­nie dzieci staje się prio­ry­te­tem. We­dług son­dażu prze­pro­wa­dzo­nego przez Pew Re­se­arch mniej wię­cej pięć­dzie­siąt dwa pro­cent mil­le­nial­sów twier­dzi, że by­cie ro­dzi­cem jest naj­waż­niej­szym ce­lem ich ży­cia. W ba­da­niu z 2015 r. po­łowa ro­dzi­ców z po­ko­le­nia Y oce­niła sie­bie jako do­brych ro­dzi­ców. Ze wszyst­kich po­ko­leń ro­dzi­ców po­ko­le­nie Y ma do­stęp do naj­więk­szej ilo­ści in­for­ma­cji - ist­nieje mnó­stwo blo­gów i stron pa­ren­tin­go­wych oraz grup dla ro­dzi­ców, gdzie można otrzy­mać wska­zówki, po­rady, wy­mie­nić się do­świad­cze­niem i uzy­skać odro­binę współ­czu­cia i wspar­cia, tak bar­dzo po­trzeb­nego.

MIL­LE­NIALSI NA RYNKU PRACY

Mil­le­nialsi chcą mieć wpływ na świat - ich ży­cie i dzia­ła­nie jest ce­lowe. Być może ze względu na mno­gość rze­czy nie­pew­nych, z któ­rymi się mie­rzą, ich po­ko­le­nie w więk­szym stop­niu niż po­przed­nie chce znać po­wód, dla któ­rego mają ro­bić to, czego się od nich wy­maga. Po­szu­kują har­mo­nii po­mię­dzy ży­ciem oso­bi­stym i za­wo­do­wym oraz ce­nią so­bie za­ję­cia oraz ak­tyw­no­ści poza pracą, w które an­ga­żują się dla wła­snej przy­jem­no­ści i sa­tys­fak­cji. Choć nie­kiedy po­mię­dzy ich ocze­ki­wa­niami za­wo­do­wymi a rze­czy­wi­sto­ścią w pracy wid­nieje prze­paść, wy­ka­zują się świetną ad­ap­ta­cją - czę­sto zmie­niają pracę, pra­cują on­line i poza biu­rem. Czę­ściej wy­bie­rają wolne za­wody, łą­czą na­raz wiele róż­no­rod­nych ról (pra­cują jako kon­sul­tanci IT / in­struk­to­rzy jogi / fo­to­gra­fo­wie zaj­mu­jący się astro­fo­to­gra­fią). Świet­nie łą­czą za­in­te­re­so­wa­nia i hobby z co­dzien­nymi obo­wiąz­kami, czę­sto na tych pa­sjach za­ra­bia­jąc. Tym sa­mym wy­wie­rają na­cisk na or­ga­ni­za­cje i firmy, by ja­sno okre­ślały swoje mi­sje i wi­zje, a także były wierne pro­po­no­wa­nym przez sie­bie war­to­ściom i ide­ałom. Mil­le­nialsi są ory­gi­nalni, kre­atywni oraz ela­styczni. Bli­żej im rów­nież do po­dej­ścia ega­li­tar­nego, stąd szyb­ciej od­naj­dują się w bar­dziej ho­ry­zon­tal­nych struk­tu­rach, które co­raz czę­ściej wy­stę­pują w pracy za­wo­do­wej i w sfe­rze oso­bi­stej.

PO­KO­LE­NIE Z I WPŁYW TECH­NO­LO­GII

O tym po­ko­le­niu mówi się, że jest nie­cier­pliwe i wszystko musi mieć na szyb­kość "klik­nię­cia". Nie zna świata bez tech­no­lo­gii. Po­rzu­ciło te­le­wi­zję oraz kom­pu­tery sta­cjo­narne na rzecz lap­to­pów i urzą­dzeń mo­bil­nych. Nic dziw­nego, tech­no­lo­gia jest nie­od­łączną czę­ścią ich ży­cia od dnia ich na­ro­dzin. Aby za­jąć czymś ich uwagę, ro­dzice za­miast ko­lo­ro­wa­nek wrę­czali im ta­blety oraz smart­fony. Za­nim na­uczyli się mó­wić, już umieli prze­su­wać pal­cem po ekra­nie. (Wy­star­czy wejść do ja­kiej­kol­wiek re­stau­ra­cji, by zo­ba­czyć te­le­fony za­mon­to­wane na spe­cjal­nych sto­ja­kach tak, by ma­lu­chy mo­gły oglą­dać swo­ich ulu­bio­nych bo­ha­te­rów lub grać w gry i dać ro­dzi­com w spo­koju zjeść po­si­łek). Po­nad jedna trze­cia osób z po­ko­le­nia Z używa tech­no­lo­gii tak czę­sto, jak to tylko moż­liwe, w po­rów­na­niu do dwa­dzie­ścia sie­dem pro­cent osób z po­ko­le­nia Y. Po­nadto ich ce­chą cha­rak­te­ry­styczną jest zdol­ność do kon­cen­tro­wa­nia uwagi tylko przez osiem se­kund (prze­gry­wają ze złotą rybką!), co po­wo­duje, że ro­snącą po­pu­lar­no­ścią cie­szą się dzie­się­cio­se­kun­dowe (a na­wet krót­sze) fil­miki re­kla­mowe oraz apli­ka­cje ta­kie jak Snap­chat[4]. Wstrzą­sa­jące jest to, że sto pro­cent przed­sta­wi­cieli po­ko­le­nia Z co naj­mniej przez go­dzinę dzien­nie prze­bywa on­line.

Współ­cze­sna tech­no­lo­gia umoż­li­wia dzie­ciom szybką na­ukę oraz przy­swa­ja­nie umie­jęt­no­ści nie­do­stęp­nych dla po­przed­nich po­ko­leń lub ta­kich, na które mu­siały so­bie ciężko za­pra­co­wać, a które są nie­zbędne w dzi­siej­szym cy­fro­wym świe­cie. Jed­nak wraz ze zwięk­sza­jącą się obec­no­ścią "ekra­nów" w ży­ciu dzieci jako ro­dzice mu­simy za­dać so­bie py­ta­nie, co przez to tracą? Co dzieje się w ob­sza­rze ich umie­jęt­no­ści in­ter­per­so­nal­nych, umie­jęt­no­ści od­ra­cza­nia przy­jem­no­ści oraz kom­pe­ten­cji zwią­za­nych z szu­ka­niem roz­wią­zań, któ­rych przy­swo­je­nie może za­brać wię­cej niż trzy mi­nuty, a na­wet trzy dni? Tech­no­lo­gia jest rów­nież wielce uza­leż­nia­jąca, a po­nie­waż po­ko­le­nie Z nie po­siada żad­nych wspo­mnień zwią­za­nych ze świa­tem ana­lo­go­wym, są nie­zwy­kle po­datni na uza­leż­nie­nie (na­wet więk­szość mil­le­nial­sów ma ja­kieś wspo­mnie­nia z dzie­ciń­stwa bez wszech­obec­nej tech­no­lo­gii i po­trafi przy­jąć inną per­spek­tywę). Z na­szych ob­ser­wa­cji wy­nika, że z po­wodu nad­mier­nej obec­no­ści tech­no­lo­gii w ży­ciu nie­które dzieci z po­ko­le­nia Z mają trud­no­ści w bu­do­wa­niu głę­bo­kich, peł­nych sensu i zna­cze­nia re­la­cji. Mają mniej oka­zji do ćwi­cze­nia się w umie­jęt­no­ściach in­ter­per­so­nal­nych "na żywo" z ró­wie­śni­kami oraz nie wy­kształ­cają me­cha­ni­zmów ra­dze­nia so­bie ze stre­sem, po­nie­waż w pierw­szym od­ru­chu się­gają po urzą­dze­nia elek­tro­niczne, a nie po kon­takt z re­al­nym czło­wie­kiem.

Elek­tro­nika i tech­no­lo­gia roz­go­ściły się w na­szym ży­ciu na do­bre i ra­czej nie znikną. Wy­dają się naj­więk­szym do­tych­cza­so­wym wy­zwa­niem ro­dzi­ciel­skim. Z jed­nej strony chcemy, by na­sze dzieci spraw­nie się nimi po­słu­gi­wały, a z dru­giej, by do­ce­niały wagę i war­tość bez­po­śred­nich re­la­cji mię­dzy­ludz­kich. Ze względu na po­ja­wia­jące się nie­ustan­nie no­winki tech­no­lo­giczne bę­dziemy mieli wię­cej czasu ekra­no­wego (co przy­nie­sie za­równo ko­rzy­ści jak i wy­zwa­nia). Jako ro­dzice z po­ko­le­nia X i Y wy­cho­wu­jący dzieci z po­ko­le­nia Z (i ko­lej­nych) mu­simy po­dejść do tej kwe­stii nie­zwy­kle po­waż­nie i roz­sąd­nie. Po­nie­waż przed­sta­wi­ciele po­ko­le­nia Z są cy­fro­wymi tu­byl­cami i nie znają świata bez tech­no­lo­gii, to na nas spo­czywa obo­wią­zek do­star­cze­nia im oka­zji do do­świad­cza­nia świata po­zba­wio­nego ekranu, do wy­ko­ny­wa­nia czyn­no­ści i an­ga­żo­wa­nia się w ak­tyw­no­ści, któ­rych fun­da­men­tem jest kon­takt z in­nym czło­wie­kiem, a także kre­atyw­ność, spraw­stwo i znaj­do­wa­nie kon­struk­tyw­nych roz­wią­zań. Po­nie­waż nie­jed­no­krot­nie sami mamy pro­blem z nad­mier­nym przy­wią­za­niem do ekranu, to or­ga­ni­zo­wa­nie ży­cia ro­dzin­nego bez tech­no­lo­gii może być wy­jąt­ko­wym wy­zwa­niem. Re­la­cje in­ter­per­so­nalne na żywo są za­wsze waż­niej­sze od tych wir­tu­al­nych. Pa­mię­taj, dzieci po­trze­bują czasu z tobą bar­dziej niż ze swoim urzą­dze­niem. Naj­waż­niej­sze to od­kryć, co naj­le­piej spraw­dza się w two­jej ro­dzi­nie i zna­leźć har­mo­nię w tańcu po­mię­dzy tech­no­lo­gią a czło­wie­kiem.

PO­ZY­TYWNA DYS­CY­PLINA DLA WSZYST­KICH PO­KO­LEŃ

Ro­zu­mie­nie czyn­ni­ków, które mo­gły ukształ­to­wać cię jako ro­dzica, oraz wa­run­ków spo­łecz­no­eko­no­micz­nych ty­po­wych dla da­nego po­ko­le­nia może po­móc ci wpro­wa­dzić zmiany w swoim ro­dzi­ciel­stwie. Warto przyj­rzeć się wła­snej rów­no­wa­dze mię­dzy przy­na­leż­no­ścią a zna­cze­niem. Je­śli je­steś ro­dzi­cem z po­ko­le­nia X, czy masz wy­star­cza­jące po­czu­cie przy­na­leż­no­ści? Czy może uwa­żasz, że przy­na­leż­ność za­leży od osią­gnięć i by­cia ide­al­nym? Je­śli masz ta­kie prze­ko­na­nie, być może kom­pen­su­jesz so­bie ten brak przy­na­leż­no­ści, ro­biąc zbyt dużo dla swo­jego dziecka i unie­moż­li­wia­jąc mu wno­sze­nie wkładu i bu­do­wa­nie po­czu­cia zna­cze­nia? W ta­kiej sy­tu­acji roz­wią­za­niem jest pil­no­wa­nie się i nie­wkra­cza­nie, lecz po­zwa­la­nie dziecku na do­ko­ny­wa­nie sa­mo­dziel­nych od­kryć, po­peł­nia­nie błę­dów i wzmac­nia­nie od­por­no­ści psy­chicz­nej.

W książce The Big Di­scon­nect Ca­the­rine Ste­ine­rA­dair pi­sze o tym, że je­śli cho­dzi o za­stę­po­wa­nie tech­no­lo­gią rze­czy­wi­stego kon­taktu, róż­nica mię­dzy po­ko­le­niami de facto za­nika. "Bez względu na to, czy je­ste­śmy cy­fro­wymi tu­byl­cami, czy ra­czej imi­gran­tami, ko­chamy na­sze ekrany i urzą­dze­nia cy­frowe". By mo­de­lo­wać sa­mo­re­gu­la­cję po­trzebną do prze­trwa­nia i osią­ga­nia suk­ce­sów w szybko zmie­nia­ją­cym się cy­fro­wym świe­cie, ro­dzice po­winni naj­pierw upo­rząd­ko­wać wła­sne tech­no­lo­giczne na­wyki i sła­bo­ści. Warto za­dbać o wiele ro­dzin­nych chwil spę­dza­nych bez ja­kich­kol­wiek ekra­nów, tj.: ak­tyw­ność poza do­mem, po­siłki, gry plan­szowe oraz inne wspólne dzia­ła­nia i co­ty­go­dniowe spo­tka­nia ro­dzinne, kiedy ko­rzy­sta­nie z urzą­dzeń elek­tro­nicz­nych jest nie­do­zwo­lone. Pod­czas spo­tkań ro­dzin­nych dzieci uczą się ob­da­rza­nia in­nych kom­ple­men­tami i ich przyj­mo­wa­nia oraz ge­ne­ro­wa­nia po­my­słów roz­wią­zań ro­dzin­nych wy­zwań. Nie można za­po­mnieć rów­nież o pla­no­wa­niu i wpi­sy­wa­niu do ka­len­da­rza "spe­cjal­nego czasu" (bez ekra­nów i pracy) z każ­dym z dzieci i part­ne­rem.

Po­zy­tywna Dys­cy­plina w dzia­ła­niu

Po­ni­żej znaj­dziesz praw­dziwą opo­wieść o tym, jak ogra­ni­cze­nie czasu ekra­no­wego może po­móc dzie­ciom (i ro­dzi­com) wzmoc­nić po­czu­cie sensu i zna­cze­nia. Jej au­to­rem jest sa­mo­dzielny tata o imie­niu Brad[5].

"Kiedy moje dzieci nie od­ra­biały pracy do­mo­wej albo nie ćwi­czyły na in­stru­men­cie, sie­działy przed ja­kimś ekra­nem: te­le­wi­zo­rem, kom­pu­te­rem, Wii albo iPa­dem. Na­wet w po­dróży oglą­dały film na DVD na ekra­nie od­twa­rza­cza za­mon­to­wa­nego w sa­mo­cho­dzie. Nie by­łem z tego dumny. Jed­nak kiedy nie wpa­try­wały się w ekran, koń­czyło się to kłót­niami, prze­szka­dza­niem so­bie oraz nie­ustan­nym wy­krzy­ki­wa­niem: "Ta­tooo!". I wtedy mu­sia­łem się po­ja­wić i być po raz ko­lejny roz­jemcą. Sy­tu­acji nie uła­twiał fakt, że moja obecna praca wy­maga dłu­gich go­dzin przed ekra­nem kom­pu­tera. Trudno mi za­tem da­wać do­bry przy­kład dzie­ciom. Ale po­nie­waż za­leży mi na nie­ustan­nym tre­no­wa­niu mo­ich ro­dzi­ciel­skich umie­jęt­no­ści, po­sta­no­wi­łem coś z tym wszyst­kim zro­bić.

Pod­czas spo­tka­nia ro­dzin­nego moje dzieci zde­cy­do­wały, że w ty­go­dniu będą oglą­dały te­le­wi­zję tylko przez go­dzinę dzien­nie i do­piero wtedy, kiedy zro­bią pracę do­mową i po­ćwi­czą grę na in­stru­men­cie. Po­nadto każ­dego dnia miały dys­po­no­wać rów­nież trzy­dzie­stoma mi­nu­tami re­kre­acyj­nego wy­ko­rzy­sta­nia kom­pu­tera i trzy­dzie­stoma mi­nu­tami na grę. Wy­ko­rzy­sta­nie kom­pu­tera w celu od­ro­bie­nia pracy do­mo­wej nie wli­czało się do czasu re­kre­acyj­nego.

Nie­mal na­tych­miast wy­stą­pił pro­blem. Po­nie­waż moje dzieci wra­cały ze szkoły o trze­ciej po po­łu­dniu a moja praca koń­czyła się o pią­tej, nie by­łem w sta­nie mo­ni­to­ro­wać dłu­go­ści czasu, który spę­dzały przed ekra­nem te­le­wi­zora i kom­pu­tera. Szybko zda­łem so­bie sprawę, że ogra­ni­cze­nie czasu ekra­no­wego do kon­kret­nej liczby go­dzin było zu­peł­nie nie­moż­liwe. Je­dy­nym sku­tecz­nym roz­wią­za­niem było po pro­stu przy­sło­wiowe "wy­ję­cie wtyczki z gniazdka".

Usta­li­li­śmy za­tem, że każ­dego dnia dwie go­dziny od szó­stej do ósmej wie­czo­rem będą cza­sem bez żad­nego urzą­dze­nia. Na po­czątku mój na­sto­letni syn był na­sta­wiony bar­dzo scep­tycz­nie - jego zda­niem mo­ni­to­ring ekra­no­wego czasu świet­nie się spraw­dzał, jed­nak wkrótce się prze­ko­nał, że fak­tycz­nie prze­kra­czamy usta­lone wcze­śniej li­mity.

Tego wie­czoru, kiedy wy­biła szó­sta, wy­łą­czy­łem wszyst­kie ekrany w domu. Po chwili nie­zręcz­nej ci­szy po­pa­trzy­li­śmy po so­bie i mój syn spy­tał: "I co te­raz ro­bimy?". Za­sta­no­wi­łem się i po­wie­dzia­łem: "Co mamy na na­szej li­ście? Może wy­pro­wa­dzimy psa na spa­cer?". Moja córka nie czuła się naj­le­piej, więc zo­stała w domu i czy­tała książkę, a mój syn i ja wy­pro­wa­dzi­li­śmy psa na spa­cer. Wspólna prze­chadzka i świeże po­wie­trze spra­wiły przy­jem­ność nam obu.

Po po­wro­cie do domu zde­cy­do­wa­li­śmy się za­grać w karty, a na­stęp­nie mój syn po­ka­zał nam kilka kar­cia­nych sztu­czek. Po­tem przy­szedł czas na okra­szoną hu­mo­rem i śmie­chem grę w "Pic­tio­nary". Do­tar­li­śmy do siód­mej trzy­dzie­ści, wy­sła­łem córkę do ką­pieli, a sam usia­dłem, by za­grać na gi­ta­rze, czego nie ro­bi­łem od wielu mie­sięcy. Kiedy wy­biła ósma, ra­zem za­sie­dli­śmy przed te­le­wi­zo­rem i obej­rze­li­śmy pro­gram Ame­ri­can Idol, w do­datku bez re­klam, bo syn na­grał go pod­czas na­szego czasu bez ekranu. (Do­dat­kowy bo­nus!).

Osta­tecz­nie nasz plan za­dzia­łał cał­kiem nie­źle. Nie my­śla­łem, że taką frajdę sprawi mi wy­łą­cze­nie wszyst­kich urzą­dzeń. Dzięki temu przy­po­mnia­łem so­bie rów­nież, że w ro­dzi­ciel­stwie per­fek­cja jest nie­osią­galna. Chcia­łem, by moje dzieci były ide­alne, co wy­sta­wiło na próbę na­szą re­la­cję. Za­mie­ni­łem czas ekra­nowy na czas z dziećmi - wzmac­nia­jący na­szą więź. Po­zwo­liło mi to skon­cen­tro­wać się na dłu­go­fa­lo­wym celu, ja­kim była po­prawa na­szych re­la­cji".

Brad Ainge, "Sin­gle Dad Brad", www.sin­gle­dad­brad.com

NA­RZĘ­DZIA PO­ZY­TYW­NEJ DYS­CY­PLINY

Po­ni­żej przed­sta­wiamy na­rzę­dzia Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny, które przy­czy­nią się do bu­do­wa­nia zdro­wego po­czu­cia przy­na­leż­no­ści i zna­cze­nia u dzieci. Szcze­gól­nie sku­piamy się na za­rzą­dza­niu cza­sem ekra­no­wym. Za­po­zna­jąc się z tymi na­rzę­dziami, przy­po­mnij so­bie hi­sto­rię Ja­nine i jej mamy z po­czątku roz­działu i za­sta­nów się, w jaki spo­sób ich umie­jętne wy­ko­rzy­sta­nie by­łoby po­mocne w ich sy­tu­acji. Warto jed­nak pa­mię­tać, że na­wet naj­lep­sze roz­wią­za­nia mają swój okres przy­dat­no­ści. Od czasu do czasu trzeba o nich po­roz­ma­wiać i za­sta­no­wić się, czy na­dal są sku­teczne.

Re­gu­lar­nie spę­dzaj z dziećmi za­pla­no­wany wcze­śniej spe­cjalny czas

To nie pierw­szy raz, kiedy pi­szemy o spe­cjal­nym cza­sie i ro­bimy to ce­lowo - za­pla­no­wa­nie i re­gu­larne spę­dza­nie czasu z dziec­kiem jest nie­zwy­kłym spo­so­bem na bu­do­wa­nie u niego sil­nego po­czu­cia przy­na­leż­no­ści. Bar­dzo małe dzieci po­trze­bują od 10 do 15 mi­nut spe­cjal­nego czasu dzien­nie.

W przy­padku sze­ścio­lat­ków i dzieci star­szych do­brze działa co­dzienna trzy­dzie­sto­mi­nu­towa dawka. Pod ko­niec każ­dego spe­cjal­nego czasu po­święć­cie kilka chwil, by wy­pi­sać po­my­sły na ko­lejny dzień. Za­pro­sze­nie dziecka do dzie­le­nia się po­my­słami oraz za­chę­ca­nie go do tego ro­dzaju wkładu jest klu­czowe, bo to wła­śnie dzięki temu czuje się ważne. Mo­że­cie wspól­nie po­jeź­dzić na ro­we­rze, po­grać w piłkę, w plan­szówkę, wy­brać się do bi­blio­teki lub zro­bić co­kol­wiek in­nego, co wam obojgu spra­wia przy­jem­ność. I jesz­cze nie­zwy­kle ważna uwaga: spe­cjalny czas nie jest prze­zna­czony na ko­ry­go­wa­nie za­cho­wa­nia i od­by­wa­nie z dziec­kiem po­ucza­ją­cych roz­mów, to mo­ment na by­cie ra­zem i bu­do­wa­nie wa­szej wy­jąt­ko­wej więzi.

Je­śli cho­dzi o na­sto­latki, nie­stety czę­sto przed­kła­dają to­wa­rzy­stwo ró­wie­śni­ków nad twoje. Szcze­gól­nie za­wsty­dza ich by­wa­nie z ro­dzi­cem w pu­blicz­nym miej­scu. Być może jed­nak uda ci się na­mó­wić swo­jego na­sto­latka na wie­czorne wyj­ście raz w ty­go­dniu albo wspólny wy­pad na narty lub inną dłuż­szą po­dróż. Gdy po­dró­żuj­cie sa­mo­cho­dem, mo­żesz umó­wić się z dziec­kiem, że przez po­łowę czasu bę­dziesz słu­chać jego mu­zyki, je­śli przez drugą po­łowę po­roz­ma­wia z tobą na ważne te­maty.

Bę­dąc tylko z tobą, dzieci za­cho­wują się ina­czej, niż gdy są zmu­szone wal­czyć o twoją uwagę z ro­dzeń­stwem lub in­nymi oso­bami. Spe­cjalny czas po­może ci le­piej po­znać swoje dzieci oraz bu­do­wać mocny i trwały fun­da­ment re­la­cji.

Za­wie­raj umowy

Nie­rzadko dla ro­dzica umowa z dziec­kiem ozna­cza: "Ja po­wiem ci, co masz zro­bić, a ty zgo­dzisz się to zro­bić". Mnó­stwo mam i ta­tów uważa, że po­ro­zu­mieli się z dziec­kiem w kwe­stii czasu ekra­no­wego, a tym­cza­sem po pro­stu na­rzu­cili mu pewną re­gułę, na którą zga­dza się tylko po to, by prze­stali mu "gde­rać" nad uchem. Oczy­wi­ście dziecko nie do­trzy­muje swo­jej czę­ści umowy, ro­dzice są tym fak­tem za­sko­czeni i sfru­stro­wani, a pro­blem tylko się po­głę­bia.

Klu­czem do za­wie­ra­nia sku­tecz­nych umów jest za­an­ga­żo­wa­nie, które ozna­cza współ­pracę. Dzieci zwy­kle do­trzy­mują umów, je­śli w pe­łen sza­cunku spo­sób zo­stały za­an­ga­żo­wane w ich two­rze­nie. W spo­koj­nym mo­men­cie dnia, kiedy wszy­scy są go­towi, usiądź­cie i po­roz­ma­wiaj­cie o zdro­wym ko­rzy­sta­niu z urzą­dzeń elek­tro­nicz­nych. Ważne, by nie ro­bić tego, gdy kłó­ci­cie się o nad­mierne uży­cie ekra­nów. Ra­cjo­nalna dys­ku­sja jest moż­liwa tylko wtedy, kiedy nie jest się na wo­jen­nej ścieżce. (Wy­ko­rzy­staj ćwi­cze­nie opi­sane na końcu roz­działu jako in­struk­cję do stwo­rze­nia tej umowy).

Za­dbaj­cie, by każdy czło­nek ro­dziny miał tyle samo czasu na wy­po­wie­dze­nie się i po­dzie­le­nie wła­snymi po­my­słami i od­czu­ciami. Wpro­wadź­cie za­sadę, że kiedy ktoś mówi, inni mu nie prze­ry­wają. Nie­które ro­dziny uży­wają trzy­mi­nu­to­wej pia­sko­wej klep­sy­dry. Osoba, która aku­rat ma prawo głosu, może wy­ko­rzy­stać całe trzy mi­nuty albo skoń­czyć przed cza­sem. Słu­cha­cze mogą za­pro­po­no­wać inne po­my­sły oraz obro­nić je lub wy­ja­śnić, kiedy przyj­dzie ich ko­lej. Cho­dzi o to, by ze­brać jak naj­więk­szą liczbę po­my­słów od wszyst­kich człon­ków ro­dziny.

Po­nie­waż dzieci są tylko dziećmi, mogą nie do­trzy­my­wać umów, na­wet je­śli zo­stały z sza­cun­kiem za­pro­szone do ich two­rze­nia. A na­wet je­śli fak­tycz­nie mają za­miar ich do­trzy­mać, nie za­wsze mają ta­kie same prio­ry­tety jak do­ro­śli. Mogą chcieć wy­łą­czyć te­le­wi­zor po jed­nym od­cinku pro­gramu, ale po­nie­waż ogra­ni­cze­nie czasu te­le­wi­zyj­nego nie jest wy­soko na li­ście ich prio­ry­te­tów, rów­nie do­brze mogą o tym za­po­mnieć.

Jak wiele razy zda­rzyło ci się za­po­mnieć o upły­wa­ją­cym cza­sie, kiedy ro­bi­łeś coś, co spra­wiało ci przy­jem­ność i po pro­stu chcia­łeś to kon­ty­nu­ować? Po­nie­waż ogra­ni­cze­nie czasu ekra­no­wego two­ich dzieci jest wy­soko na li­ście two­ich (a nie ich) prio­ry­te­tów i po­nie­waż za­an­ga­żo­wa­łeś dzieci w two­rze­nie umowy do­ty­czą­cej tego te­matu, w po­rządku bę­dzie życz­liwe za­py­ta­nie: "Jaka była na­sza umowa?".

Je­śli te kroki nie przy­czy­nią się do two­rze­nia sku­tecz­nych umów do­ty­czą­cych uży­cia me­diów i elek­tro­niki w twoim domu, za­cznij od po­czątku. Być może wtedy od­kry­je­cie po­wody nie­po­wo­dze­nia i wszy­scy będą mo­gli się na­uczyć cze­goś na błę­dach.

Kon­se­kwen­cja w dzia­ła­niu, czyli kilka słów o eg­ze­kwo­wa­niu umów

Wielu ro­dzi­ców pra­gnie ogra­ni­czyć czas ekra­nowy dzieci, ale z róż­nych po­wo­dów ni­gdy nie eg­ze­kwuje wpro­wa­dza­nych przez sie­bie ogra­ni­czeń albo nie robi tego wy­star­cza­jąco kon­se­kwent­nie. Cza­sami brak kon­se­kwen­cji wy­nika z utraty po­czu­cia upły­wa­ją­cego czasu - mó­wisz dzie­ciom, że mogą po­oglą­dać te­le­wi­zję przez pół go­dziny, i za­nim się obej­rzysz, oka­zuje się, że mi­nęła już go­dzina. Albo jak przy­znał Brad w opo­wie­ści po­wy­żej, wcale nie chcesz, by czas ekra­nowy się skró­cił, bo po­wrócą dzie­cięce kłót­nie i walki. Urzą­dze­nia elek­tro­niczne i do­star­czane przez nie roz­rywki sta­no­wią miłą od­skocz­nię od pro­ble­mów dnia co­dzien­nego, z któ­rymi być może wcale nie chcemy się mie­rzyć. Albo nie chcemy być tym "złym ro­dzi­cem" nie­ustan­nie przy­po­mi­na­ją­cym o końcu czasu oglą­da­nia lub gra­nia i na­ka­zu­ją­cym odło­że­nie te­le­fonu w trak­cie in­te­re­su­ją­cej kon­wer­sa­cji ze zna­jo­mymi. Oczy­wi­ście, że dzieci mają frajdę z ko­rzy­sta­nia z róż­nego ro­dzaju urzą­dzeń, za­tem by­cie osobą, która li­mi­tuje czas ich wy­ko­rzy­sta­nia, wcale nie jest ła­twy.

Bez względu na to, jaki jest po­wód braku kon­se­kwen­cji w eg­ze­kwo­wa­niu ogra­ni­czeń ekra­no­wych, nie bę­dąc sta­now­czym i sku­tecz­nym w trzy­ma­niu się tych usta­leń, wy­sy­łasz kilka ko­mu­ni­ka­tów: że ogra­ni­cze­nia w cza­sie ekra­no­wym nie są ważne; że nie trosz­czysz się o to, co dzieci ro­bią w cza­sie wol­nym; że twoje ko­mu­ni­katy i dzia­ła­nia nie są spójne; że w po­rządku jest oglą­dać lub grać, na­wet je­śli mama lub tata po­wie­dzieli stop; że na pierw­szym miej­scu nie sta­wiasz za­an­ga­żo­wa­nia w ro­dzinę i że jako ro­dzi­cowi brak ci pew­no­ści sie­bie.

Dzieci wie­dzą, kiedy fak­tycz­nie mó­wisz to, co my­ślisz, a kiedy nie. To na­prawdę pro­ste. Ko­mu­ni­kuj tylko to, co na­prawdę my­ślisz i bądź kon­se­kwentny - do­pil­nuj, by to się za­działo. Ro­dzice, któ­rzy mó­wią to, co my­ślą, i my­ślą to, co mó­wią, nie mu­szą uży­wać du­żej liczby słów. W za­sa­dzie im mniej słów, tym le­piej. Kiedy używa się wielu słów, ła­two za­cząć pra­wić ka­za­nia, a kiedy dzieci tylko się w tym zo­rien­tują, na­tych­miast się wy­łą­czają. Jed­nym z po­wo­dów nad­uży­wa­nia słów przez ro­dzi­ców jest to, że sta­rają się prze­ko­nać sami sie­bie oraz swoje dzieci, iż mają ra­cję. Je­śli to, o co pro­sisz, jest roz­sądne i pełne sza­cunku, miej do sie­bie za­ufa­nie i dzia­łaj z pew­no­ścią.

Kiedy nad­cho­dzi ko­niec czasu oglą­da­nia ba­jek, fil­mów czy gry, do­pil­nuj, by fak­tycz­nie tak było. Być może po­cząt­kowo bę­dziesz mu­siał po­móc dzie­ciom do­sto­so­wać się do ogra­ni­czeń, życz­li­wie i sta­now­czo eg­ze­kwu­jąc wa­szą umowę. (Je­śli wcze­śniej­sza umowa była na­prawdę wy­pra­co­wana wspól­nie, to bę­dąc jej straż­ni­kiem oka­zu­jesz sza­cu­nek za­równo so­bie, jak i dziecku). Za­nim przy­zwy­czają się do two­jej sta­now­czo­ści w tym te­ma­cie, może upły­nąć tro­chę czasu, lecz je­śli za każ­dym ra­zem uda ci się wy­eg­ze­kwo­wać umowę, zro­zu­mieją, że je­śli coś mó­wisz, to do­kład­nie to samo my­ślisz. Mów, myśl i rób to samo.

Mo­de­lo­wa­nie, czyli da­wa­nie przy­kładu

Jak się już prze­ko­na­li­śmy, mo­de­lo­wa­nie za­cho­wań jest jed­nym z klu­czo­wych ele­men­tów ro­dzi­ciel­stwa. Jak wy­glą­dają twoje na­wyki ekra­nowe? Czy uwa­żasz, że w po­rządku jest mó­wie­nie dzie­ciom i na­sto­lat­kom: "Rób tak, jak mó­wię, a nie tak, jak ro­bię?". Je­śli na przy­kład ma­cie umowę, że pod­czas obiadu przy stole nie uży­wa­cie te­le­fo­nów ko­mór­ko­wych, to nie bę­dzie w po­rządku, je­śli sam bę­dziesz od­po­wia­dał na ma­ile, cho­ciaż są pilne. Na­wet je­śli masz ważny te­le­fon z pracy, mo­żesz dać dzie­ciom przy­kład, jak uprzej­mie prze­pro­sić uczest­ni­ków po­siłku, odejść od stołu i do­piero po­roz­ma­wiać. Jesz­cze lep­szym po­my­słem jest uprze­dze­nie ich o tym, że cze­kasz na ważny te­le­fon z pracy i być może na chwilę bę­dziesz mu­siał odejść od stołu.

To samo do­ty­czy do elek­tro­niki w sy­pialni. Ba­da­nia po­ka­zują, że uży­wa­nie ekra­nów na go­dzinę przed snem ogra­ni­cza wy­dzie­la­nie me­la­to­niny, czyli hor­monu snu, i sty­mu­luje układ ner­wowy, za­miast go wy­ci­szać. Za­tem uży­wa­nie elek­tro­niki w łóżku nie jest do­bre dla ni­kogo, włą­cza­jąc w to do­ro­słych. Wiele ro­dzin po­siada sta­cję do­ku­jącą dla wszyst­kich do­mo­wych urzą­dzeń elek­tro­nicz­nych umiesz­czoną w cen­tral­nym punk­cie miesz­ka­nia. To po­zwala na ła­do­wa­nie ich w ciągu nocy i ogra­ni­cze­nie po­kusy ko­rzy­sta­nia z nich pod­czas od­po­czynku.

Od ekra­nów mogą uza­leż­nić się za­równo ro­dzice, jak i dzieci, więc wspól­nie jako ro­dzice ustal­cie, ja­kie są wa­sze ocze­ki­wa­nia w tym te­ma­cie, za­nim jesz­cze wa­sze dzieci będą wy­star­cza­jąco duże, by za­cząć was na­śla­do­wać. Je­śli odło­ży­cie tę roz­mowę do czasu, gdy wa­sze dzieci będą miały te­le­fony, a sami nie ogra­ni­czy­cie czasu ekra­no­wego - wpro­wa­dze­nie zmian bę­dzie trud­niej­sze, bo przez wiele lat ob­ser­wa­cji mo­de­lo­wa­li­ście kon­kretne za­cho­wa­nia. Wtedy bę­dzie­cie mu­sieli od­uczyć się wła­snych na­wy­ków oraz ja­sno za­ko­mu­ni­ko­wać swoje ocze­ki­wa­nia dzie­ciom. Ogra­ni­cze­nie czasu ekra­no­wego czę­sto ozna­cza rów­nież "odłą­cze­nie" się od pracy, co ko­rzyst­nie wpływa na ilość i ja­kość czasu spę­dza­nego z ro­dziną.

ĆWI­CZE­NIE

Jako ro­dzina stwórz­cie umowę do­ty­czącą tech­no­lo­giizgodną z Po­zy­tywną Dys­cy­pliną

Oto przy­kła­dowe punkty, które być może ze­chce­cie wpro­wa­dzić do wa­szych kon­trak­tów. Po­trak­tuj­cie je jako ogólne wska­zówki i nie za­stę­puj­cie nimi me­tod opi­sa­nych w sek­cji "na­rzę­dzia Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny" w tym roz­dziale. Pa­mię­taj­cie, by co ja­kiś czas re­gu­lar­nie wra­cać do za­war­tej umowy i spraw­dzać, co działa, a co już nie, i wpro­wa­dzać od­po­wied­nie zmiany.

1. Nie ocze­ku­jemy od cie­bie wie­dzy na te­mat ko­rzy­sta­nia z tech­no­lo­gii. Po­świę­cimy czas, by na­uczyć cię roz­sąd­nego i od­po­wie­dzial­nego ko­rzy­sta­nia z te­le­fonu, ta­bleta i lap­topa.

2. Za­czniemy od po­zna­nia two­jego ha­sła. Je­śli uznamy, że ko­nieczne jest uzy­ska­nie do­stępu do two­jego te­le­fonu lub poczty elek­tro­nicz­nej, przej­rzymy ich za­war­tość. Nie mamy za­miaru na­ru­szać two­jej pry­wat­no­ści i nie bę­dziemy ro­bić tego nie­ustan­nie. Cho­dzi o to, by­śmy mo­gli za­dbać o twoje bez­pie­czeń­stwo oraz po­móc ci roz­wi­nąć od­po­wied­nie kom­pe­ten­cje w ob­sza­rze wy­ko­rzy­sta­nia tech­no­lo­gii.

3. Pro­simy, byś od­bie­rał od nas te­le­fony. Nie kon­tak­tu­jemy się z tobą, by po­plot­ko­wać i nie chcemy że­byś igno­ro­wał przy­cho­dzące od nas po­łą­cze­nia.

4. Ko­mu­ni­ku­jąc się przez te­le­fon, ta­blet lub lap­top, uży­waj tych sa­mych ma­nier, co w rze­czy­wi­sto­ści. Po­słu­guj się ta­kimi sło­wami, jak: dzień do­bry, do wi­dze­nia, pro­szę i dzię­kuję. Bądź życz­liwy, uprzejmy i oka­zuj zro­zu­mie­nie. Je­śli nie po­wie­dział­byś ko­muś cze­goś pro­sto w twarz, nie mów mu tego rów­nież przez te­le­fon ani przez inne urzą­dze­nie elek­tro­nicz­nie. Je­śli masz wąt­pli­wo­ści, czy dane sfor­mu­ło­wa­nie jest w po­rządku, po­wstrzy­maj się od uży­cia go w sieci.

5. Mo­żesz za­bie­rać lap­top lub te­le­fon do szkoły, ale w trak­cie lek­cji mu­szą po­zo­sta­wać wy­łą­czone lub znaj­do­wać się w two­jej szafce (chyba że po­trze­bu­jesz ich do wy­ko­na­nia za­dań szkol­nych). Mu­sisz prze­strze­gać za­sad do­ty­czą­cych elek­tro­niki obo­wią­zu­ją­cych w two­jej szkole.

6. Pod­łą­cze­nie te­le­fonu do sta­cji do­ku­ją­cej bę­dzie czę­ścią planu dnia po szkole i wie­czo­rem. Mo­żesz ko­rzy­stać z te­le­fonu przez pięt­na­ście mi­nut po szkole, a po­tem mu­sisz pod­łą­czyć te­le­fon do sta­cji. Po od­ro­bie­niu pracy do­mo­wej oraz za­ję­ciach spor­to­wych znów mo­żesz go uży­wać, ale o ósmej wie­czo­rem w dni po­wsze­dnie i o dzie­sią­tej wie­czo­rem w week­endy znów mu­sisz pod­łą­czyć go do ła­do­wa­nia.

7. Cho­waj te­le­fon do torby, kie­szeni lub w inne miej­sce w miej­scach pu­blicz­nych, ta­kich jak te­atry, kina, re­stau­ra­cje, a za­własz­cza w trak­cie spo­tkań z in­nymi ludźmi. Cza­sem może być to trudne. Aby przy­po­mi­nać ci o ety­kie­cie ko­rzy­sta­nia z te­le­fonu, bę­dziemy ko­rzy­stać z umó­wio­nego wcze­śniej znaku.

8. Pa­mię­taj, że liczba po­lu­bień, które otrzy­mu­jesz w me­diach spo­łecz­no­ścio­wych, nie ma nic wspól­nego z liczbą praw­dzi­wych przy­ja­ciół. Je­śli chcesz mieć przy­ja­ciół, sam bądź przy­ja­cie­lem.

9. Me­dia spo­łecz­no­ściowe nie wspie­rają po­czu­cia bez­pie­czeń­stwa. Sza­nuj i chroń pry­wat­ność swo­ich przy­ja­ciół oraz ich dane, nie pu­bli­kuj w sieci zdjęć, które mogą ura­zić czy­jeś uczu­cia.

10. Bądź świa­domy tre­ści i zna­cze­nia przed­sta­wia­ją­cych cie­bie zdjęć, które umiesz­czasz w sieci. Ogra­nicz liczbę sel­fie. Za­nim opu­bli­ku­jesz zdję­cie, za­daj so­bie py­ta­nie: "Czy to zdję­cie ko­niecz­nie musi za­wi­snąć tam, gdzie może obej­rzeć je nie­mal cały świat?".

11. Nie­kiedy bę­dziemy na­le­gać, byś po­zo­sta­wił te­le­fon w domu. Czas ro­dzinny jest dla nas ważny.

12. Błą­dzić jest rze­czą ludzką! Po­peł­nia­nie błę­dów jest w po­rządku. My rów­nież nie je­ste­śmy od nich wolni. Trak­tu­jemy je jako oka­zje od na­uki - kiedy już się zda­rzą, po­mo­żemy ci wy­my­śleć, jak mo­żesz je na­pra­wić. Gramy z Tobą do tej sa­mej bramki.

13. Do tej umowy do­ty­czą­cej tech­no­lo­gii bę­dziemy wra­cać co ja­kiś czas pod­czas na­szych spo­tkań ro­dzin­nych i spraw­dzać jej za­sad­ność.

14. Wie­rzymy, że od­po­wie­dzial­nie po­dej­dziesz do ra­dze­nia so­bie z tech­no­lo­gią i bę­dziesz po­dej­mo­wał do­bre de­cy­zje. Nie bę­dziemy cię kon­tro­lo­wać, lecz po­zwo­limy ci na sa­mo­dzielną na­ukę, a je­śli kie­dy­kol­wiek bę­dziesz po­trze­bo­wał na­szej po­mocy, wiedz, że je­ste­śmy i za­wsze bę­dziemy cię wspie­rać.

15. My rów­nież bę­dziemy sto­so­wać się do usta­leń tej umowy. Oczy­wi­ście może się zda­rzyć, iż bę­dziemy mu­sieli od niej od­stą­pić w po­wodu pracy lub in­nych sy­tu­acji alar­mo­wych. Wtedy ja­sno po­wiemy, o co cho­dzi, i czego się od nas wy­maga[6].

ROZ­DZIAŁ 1

HI­STO­RIA I POD­STAWY NA­UKOWE

IM LE­PIEJ RO­ZU­MIESZ PRO­BLEMY, TYM SZYB­CIEJ ZNAJ­DU­JESZ ICH ROZ­WIĄ­ZA­NIA

Jak już usta­li­li­śmy, naj­więk­szymi wy­zwa­niami dla pra­cu­ją­cego ro­dzica są: brak czasu, ko­niecz­ność do­star­cza­nia co­raz więk­szych wy­ni­ków w pracy oraz na­tłok wy­klu­cza­ją­cych się in­for­ma­cji, do­stęp­nych po­rad i stra­te­gii. Nie­stety nie mo­żemy za­pew­nić ci więk­szej ilo­ści czasu, wszy­scy mamy do dys­po­zy­cji tylko dwa­dzie­ścia cztery go­dziny na dobę. Jed­nak chęt­nie po­dzie­limy się z tobą na­rzę­dziami, które po­mogą ci za­rzą­dzać cza­sem, któ­rym dys­po­nu­jesz, aby ro­dzi­ciel­stwo było ła­twiej­sze i przy­jem­niej­sze. Nie uwol­nimy cię od spo­łecz­nej pre­sji na osią­ga­nie co­raz lep­szych wy­ni­ków, ale mo­żemy po­ka­zać ci inną, głęb­szą i szer­szą per­spek­tywę do­ty­czącą do­bro­stanu, ro­dzi­ciel­stwa i ży­cio­wych wy­bo­rów. Aby po­móc ci wy­brać od­po­wied­nią ścieżkę, mo­żemy być jak la­tar­nia mor­ska, która pro­wa­dzi do celu mą­drą drogą po­śród oce­anu do­stęp­nych in­for­ma­cji do­ty­czą­cych ro­dzi­ciel­stwa. Za­czniemy od prze­glądu do­stęp­nych ba­dań, prze­śle­dzimy hi­sto­rię psy­chia­trii oraz kon­cep­cję roz­woju mó­zgu, by le­piej zro­zu­mieć istotne czyn­niki ma­jące wpływ na ro­dzi­ciel­stwo.

Do­wody wspie­ra­jące Po­zy­tywną Dys­cy­plinę

Ba­da­nia do­ty­czące ro­dzi­ciel­stwa przez kil­ka­dzie­siąt lat kon­cen­tro­wały się na po­szu­ki­wa­niu naj­sku­tecz­niej­szych prak­tyk ro­dzi­ciel­skich. Dzięki nim od­kryto mię­dzy in­nymi bez­po­średni zwią­zek mię­dzy sty­lami ro­dzi­ciel­skimi a po­zio­mem sa­mo­re­gu­la­cji dziecka, jego ogólną sa­tys­fak­cją z ży­cia, osią­gnię­ciami na­uko­wymi, się­ga­niem po al­ko­hol, agre­sją oraz za­cho­wa­niami opo­zy­cyj­nymi[1]. W tym ob­sza­rze za­kro­jone na sze­roką skalę ba­da­nia przez kilka dzie­się­cio­leci pro­wa­dziła Diane Baum­rind w Ber­ke­ley[2]. Baum­rind w spo­sób sys­te­ma­tyczny przy­glą­dała się temu, jak spo­sób by­cia i dzia­ła­nia ro­dzi­ców wpływa na do­sto­so­wa­nie spo­łeczne i psy­cho­lo­giczne, suk­cesy w na­uce oraz ogólny do­bro­stan dzieci i mło­dzieży. W pod­su­mo­wa­niu ba­dań wska­zała: "Mło­dzież z ro­dzin au­to­ry­ta­tyw­nych (nie my­lić z au­to­ry­tar­nymi) cha­rak­te­ry­zo­wała się naj­wyż­szym po­zio­mem kom­pe­ten­cji spo­łecz­nych, doj­rza­ło­ści oraz opty­mi­zmu". Styl au­to­ry­ta­tywny to wła­śnie styl Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny - życz­liwy i sta­now­czy, po­zba­wiony za­równo nad­mier­nej kon­troli, jak i po­błaż­li­wo­ści (per­mi­syw­no­ści). Dzieci wzra­sta­jące w ro­dzi­nach au­to­ry­ta­tyw­nych osią­gały rów­nież naj­lep­sze wy­niki w te­stach umie­jęt­no­ści ję­zy­ko­wych oraz ma­te­ma­tycz­nych[3].

Ba­da­nia Baum­rind oraz in­nych na­ukow­ców po­ka­zują, że kary i na­grody nie są sku­teczne dłu­go­fa­lowo i mają ne­ga­tywny wpływ na roz­wój sa­mo­re­gu­la­cji, mo­ty­wa­cji we­wnętrz­nej oraz na ja­kość re­la­cji ro­dzin­nych[4]. Kon­se­kwen­cją sto­so­wa­nia kar jest two­rze­nie przez dzieci nie­kon­struk­tyw­nych prze­ko­nań, które prze­kła­dają się na nie­po­żą­dane za­cho­wa­nia. W Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pli­nie na­zy­wamy je 5 "R" kary[5] i są to: roz­ża­le­nie ("To jest nie­spra­wie­dliwe. Do­ro­słym nie można ufać"), re­be­lia, czyli bunt ("Zro­bię na od­wrót, aby udo­wod­nić, że nie mu­szę ro­bić tak, jak oni chcą"), re­wanż, czyli ze­msta ("Te­raz wy­gry­wają, ale wkrótce im od­płacę"), rej­te­rada, czyli wy­co­fa­nie ("Na­stęp­nym ra­zem nie dam się zła­pać") oraz re­gres po­czu­cia wła­snej war­to­ści ("Je­stem bez­war­to­ścio­wym czło­wie­kiem"). Au­to­ry­tarni (czyli nad­mier­nie kon­tro­lu­jący) ro­dzice sto­sują dy­rek­tywne me­tody wy­cho­waw­cze, po­nie­waż ce­nią so­bie na­tych­mia­stowe po­słu­szeń­stwo, ale na dłuż­szą metę ich me­tody są nie­sku­teczne.

Baum­rind od­kryła, że per­mi­sywny styl ro­dzi­ciel­ski wy­rzą­dza po­dobne szkody jak sto­so­wa­nie kar. Brak wy­ma­gań, przej­rzy­stej struk­tury oraz ja­snych ry­tu­ałów i za­sad w po­łą­cze­niu z nad­mierną po­błaż­li­wo­ścią (na­wet w imię mi­ło­ści) nie wy­po­saża dzieci w nie­zbędne umie­jęt­no­ści spo­łeczne i ży­ciowe. Po­błaż­li­wość za­chęca dzieci do roz­wi­ja­nia nie­wspie­ra­ją­cych je prze­ko­nań i za­cho­wań, ta­kich jak: ego­izm ("Mi­łość ozna­cza, że po­wi­nie­nem móc ro­bić, co­kol­wiek ze­chcę"), bez­rad­ność ("Mu­sisz się mną za­jąć, po­nie­waż ja nie po­tra­fię wziąć na sie­bie żad­nej od­po­wie­dzial­no­ści"), ma­łej od­por­no­ści ("Je­stem przy­gnę­biony, po­nie­waż nie zaj­mu­jesz się wszyst­kimi mo­imi żą­da­niami").

Prace Baum­rind po­twier­dzają sku­tecz­ność mo­delu ro­dzi­ciel­stwa pro­pa­go­wa­nego w Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pli­nie, który kon­cen­truje się na prak­tycz­nym za­sto­so­wa­niu me­tod wy­od­ręb­nio­nych przez nią oraz in­nych ba­da­czy jako klu­czo­wych w po­zy­tyw­nym roz­woju dzieci i mło­dzieży. Każde na­rzę­dzie Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny opi­sane w tej książce ma na celu po­móc ci wdro­żyć w co­dzien­nym ży­ciu to, co zo­stało od­kryte w ba­da­niach i jest ko­rzystne dla re­la­cji ro­dzin­nych oraz roz­woju dzieci.

Al­fred Ad­ler

Al­fred Ad­ler był wie­deń­skim le­ka­rzem, który na­le­żał do grona czo­ło­wych dzie­więt­na­sto­wiecz­nych twór­ców współ­cze­snej psy­chia­trii - obok Freuda i Junga. W wy­niku ob­ser­wa­cji oraz pro­wa­dzo­nych eks­pe­ry­men­tów Ad­ler do­szedł do wnio­sku, że lu­dzie są przede wszyst­kim isto­tami spo­łecz­nymi, a ich głów­nym ce­lem jest przy­na­le­żeć (two­rzyć więzi) i czuć się waż­nym, co re­ali­zują po­przez po­szu­ki­wa­nie celu oraz wno­sze­nie wkładu. Kiedy lu­dzie czują, że nie przy­na­leżą i nie są ważni, po­ja­wia się u nich po­czu­cie niż­szo­ści, któ­rego chcą unik­nąć za wszelką cenę. Po­dej­mują za­tem ogrom wy­siłku, by go nie od­czu­wać, a wtedy po­peł­niają mnó­stwo błę­dów. Te błędy czę­sto okre­śla się mia­nem nie­od­po­wied­niego za­cho­wa­nia. We­dług Ad­lera nie­od­po­wied­nie za­cho­wa­nia wy­ni­kają z błęd­nych prze­ko­nań, ta­kich jak: "po­czuję się do­brze tylko wtedy, gdy ob­da­rzysz mnie uwagą" albo "tylko wtedy, gdy będę rzą­dzić", albo "tylko wtedy, gdy zra­nię in­nych i do­świad­czą ta­kiego sa­mego cier­pie­nia jak ja", albo "tylko wtedy, kiedy się pod­dam, wie­rząc, że się nie na­daję" (na­zy­wamy to my­śle­niem "tylko wtedy, kiedy"). Tego ro­dzaju prze­ko­na­nia stają się dla każ­dego czło­wieka tym, co Ad­ler na­zy­wał pry­watną lo­giką, czyli nie­uświa­do­mio­nym pro­ce­sem roz­po­czy­na­ją­cym się we wcze­snym dzie­ciń­stwie.

Dzieci (i do­ro­śli) nie­ustan­nie two­rzą prze­ko­na­nia na te­mat sie­bie (czy je­stem do­brym czy złym czło­wie­kiem, zdol­nym czy głu­pim, pa­su­ją­cym czy też nie?), na te­mat in­nych (czy oni mnie za­chę­cają czy znie­chę­cają?), na te­mat świata (czy jest to bez­pieczne miej­sce czy też nie?) i po­dej­mują de­cy­zje do­ty­czące ko­niecz­nych w da­nym śro­do­wi­sku dzia­łań (czy mogę się tu roz­wi­jać dzięki za­chę­cie, czy tylko prze­trwać [nie­od­po­wied­nio się za­cho­wy­wać] po­mimo nie­ustan­nego znie­chę­ca­nia). In­nymi słowy Ad­ler mó­wił o tym, że wy­da­rze­nia przy­czy­niają się do po­wsta­wa­nia my­śli, które czę­sto zmie­niają się w prze­ko­na­nia. Te ostat­nie zaś wzbu­dzają róż­no­ra­kie emo­cje i uczu­cia, pro­wa­dząc do kon­kret­nych za­cho­wań. Na­zy­wamy ten cykl "my­ślę, czuję, de­cy­duję" i za­chę­camy uczest­ni­ków na­szych warsz­ta­tów do wcho­dze­nia w taki pro­ces wy­obra­ża­nia so­bie i wczu­wa­nia się w sy­tu­ację dziecka po to, by od­kryć błędne stra­te­gie (i sto­jące za nimi błędne prze­ko­na­nia).

To wła­śnie pry­watny sys­tem błęd­nych prze­ko­nań ge­ne­ruje cykl spo­łecz­nie nie­ak­cep­to­wa­nych za­cho­wań. Aby spo­wo­do­wać ich zmianę, nie wy­star­czy jed­nak re­ago­wać tylko na za­cho­wa­nie. Je­dy­nym sku­tecz­nym spo­so­bem po­mocy dziecku jest wspar­cie go w zmia­nie błęd­nych, utrwa­lo­nych prze­ko­nań, co z ko­lei przy­nie­sie na­tu­ralną zmianę za­cho­wa­nia. We­dług Ad­lera naj­lep­szym moż­li­wym ro­dza­jem po­mocy jest za­chęta, po­nie­waż po­zwala ona do­świad­czać przy­na­leż­no­ści oraz po­czu­cia spraw­stwa re­ali­zo­wa­nych po­przez wła­sny wkład w do­bro spo­łeczne. W ten spo­sób ne­ga­tywne, nie­uświa­do­mione prze­ko­na­nia za­stę­po­wane są przez wspie­ra­jące prze­ko­na­nia, które prze­kła­dają się na kon­struk­tywne za­cho­wa­nia. Ad­ler był orę­dow­ni­kiem trak­to­wa­nia wszyst­kich, rów­nież dzieci, z sza­cun­kiem i god­no­ścią. Ta­kie po­dej­ście spra­wiało, że wy­prze­dzał swoje czasy, a na­wet współ­cze­śnie jego kon­cep­cja wy­daje się pio­nier­ska. Jego my­śle­nie stało w sprzecz­no­ści z in­nym po­dej­ściem w psy­cho­lo­gii za­cho­wa­nia, czyli be­ha­wio­ry­zmem, we­dług któ­rego zmianę można osią­gnąć, wpły­wa­jąc na moż­liwe do za­ob­ser­wo­wa­nia za­cho­wa­nia po­przez kary i na­grody.

Ru­dolf Dre­ikurs

Ru­dolf Dre­ikurs był psy­chia­trą i współ­pra­cow­ni­kiem Al­freda Ad­lera. Po śmierci Ad­lera w 1937 r. kon­ty­nu­ował roz­wój psy­cho­lo­gii ad­le­row­skiej w Ame­ryce. Za­miast jed­nak za­my­kać się w ga­bi­ne­cie psy­chia­trycz­nym, pra­co­wał z ro­dzi­cami i na­uczy­cie­lami na otwar­tych spo­tka­niach, pod­czas któ­rych pro­pa­go­wał fi­lo­zo­fię rów­no­ści, sza­cunku i god­no­ści oraz pro­wa­dził kon­sul­ta­cje wy­cho­waw­cze. Dre­ikurs opi­sy­wał po­dej­ście Ad­lera i swoje jako "de­mo­kra­tyczne" (wol­ność w opar­ciu o po­rzą­dek), sto­jące w sprzecz­no­ści z po­dej­ściem au­to­ry­tar­nym (po­rzą­dek bez wol­no­ści) oraz "anar­chi­stycz­nym" (wol­ność bez po­rządku). W swo­jej prak­tyce po­słu­gi­wał się tym trój­wy­mia­ro­wym mo­de­lem, aby ba­dać, jak ro­dzice wpły­wają na dzieci. We­dług Dre­ikursa de­mo­kra­tyczny styl ro­dzi­ciel­ski był naj­bar­dziej ko­rzystny dla dzieci (co jak po­ka­za­li­śmy wcze­śniej, zo­stało po­twier­dzone w ba­da­niach Baum­rind). Był on zwo­len­ni­kiem życz­li­wego re­ago­wa­nia na po­trzeby dzieci i jed­no­cze­snej sta­now­czo­ści za­równo w domu jak i w szkole, aby mo­gły one do­świad­czać przy­na­leż­no­ści i mieć po­czu­cie wkładu. Za­równo Ad­ler jak i Dre­ikurs uwa­żali, że pełna sza­cunku dys­cy­plina jest ko­nieczna, by dzieci uczyły się roz­wią­zy­wa­nia pro­ble­mów oraz przy­swa­jały inne uży­teczne umie­jęt­no­ści ży­ciowe i spo­łeczne. W 1972 r. Dre­ikurs opu­bli­ko­wał książkę Chil­dren: The Chal­lenge (Dzieci to wzy­wa­nie), w któ­rej opi­sał stwo­rzony przez sie­bie mo­del.

Roz­wój Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny

W 1981 r. dr Jane Nel­sen, za­fa­scy­no­wana po­dej­ściem psy­cho­lo­gicz­nym stwo­rzo­nym przez Al­freda Ad­lera, wła­snym sump­tem wy­dała książkę za­ty­tu­ło­waną Po­zy­tywna Dys­cy­plina, w któ­rej za­warła wła­sne do­świad­cze­nia w pracy szkol­nego do­radcy, wzbo­ga­cone o roz­wa­ża­nia na te­mat wy­ko­rzy­sta­nia fi­lo­zo­fii Ad­lera i Dre­ikursa w pracy z ro­dzi­cami i na­uczy­cie­lami. Po­cząt­kowo wiele osób my­ślało, że Po­zy­tywna Dys­cy­plina to spo­sób na sto­so­wa­nie po­zy­tyw­nych kar. Mi­nęło tro­chę czasu, za­nim prze­ko­nali się, że to po­dej­ście po­lega na cał­ko­wi­tej re­zy­gna­cji z ja­kich­kol­wiek kar i na­gród i za­stą­pie­nie ich za­chętą oraz wspól­nym roz­wią­zy­wa­niem pro­ble­mów, by uła­twić dzie­ciom za­spo­ka­ja­nie po­trzeby przy­na­leż­no­ści i zna­cze­nia po­przez wno­sze­nie wkładu. Książka oka­zała się prak­tycz­nym prze­wod­ni­kiem w pro­ce­sie wdra­ża­nia za­sad stwo­rzo­nych przez Ad­lera i Dre­ikursa w ro­dzi­nie i szkole. Po­ka­zy­wała, że choć kary i na­grody przy­no­szą na­tych­mia­stowe efekty (które są krót­ko­fa­lowe), bo pro­wa­dzą do pod­po­rząd­ko­wa­nia się i po­słu­szeń­stwa, to ich dłu­go­fa­lowe kon­se­kwen­cje wy­rzą­dzają szkodę za­równo dzie­ciom jak i do­ro­słym.

Kiedy kon­cen­tru­jemy się na za­cho­wa­niu dziecka, wi­dzimy tylko czu­bek góry lo­do­wej, a prze­cież pod po­wierzch­nią wody kryje się jej znacz­nie więk­sza część, która re­pre­zen­tuje prze­ko­na­nia sto­jące za za­cho­wa­niem oraz naj­głęb­sze po­trzeby dziecka, czyli po­czu­cie przy­na­leż­no­ści i zna­cze­nia. Po­zy­tywna Dys­cy­plina sku­pia się za­równo na za­cho­wa­niu, jak i na prze­ko­na­niach, które stoją za za­cho­wa­niem. Na­szym za­da­niem jako ro­dzi­ców, na­uczy­cieli i opie­ku­nów jest po­móc dzie­ciom od­zy­skać po­czu­cie przy­na­leż­no­ści i zna­cze­nia w spo­łecz­nie ak­cep­to­walny spo­sób. Naj­pierw na­leży zro­zu­mieć, ja­kie błędne prze­ko­na­nia stoją za dzie­cię­cym za­cho­wa­niem, i od­nieść się do nich w kon­struk­tywny spo­sób, a na­stęp­nie po­móc dzie­ciom przy­swoić umie­jęt­no­ści, dzięki któ­rym mogą zmie­nić za­cho­wa­nie i za­spo­koić wy­mie­nione wcze­śniej po­trzeby w uży­teczny spo­sób.

Ad­ler i Dre­ikurs na­uczali: "Dziecko, które nie­od­po­wied­nio się za­cho­wuje, to dziecko znie­chę­cone". Kiedy dzieci za­cho­wują się nie tak, jak w da­nej sy­tu­acji by­śmy tego ocze­ki­wali, zwy­kle spo­wo­do­wane jest to błęd­nym prze­ko­na­niem na te­mat tego, jak mo­głoby zy­skać po­czu­cie przy­na­leż­no­ści. Więk­szość ro­dzi­ców re­aguje na za­cho­wa­nie, sto­su­jąc karę (ob­wi­nia, za­wsty­dza lub po­wo­duje u dziecka cier­pie­nie). To tylko wzmac­nia dzie­cięce prze­ko­na­nie o braku przy­na­leż­no­ści i pro­wa­dzi do po­wsta­nia błęd­nego koła znie­chę­ce­nia. Więk­szość ro­dzi­ców na in­for­ma­cję o tym, że ich dziecko nie wie­rzy, iż przy­na­leży, re­aguje nie­do­wie­rza­niem. Za­sta­na­wiają się: "Ja­kim cu­dem moje dziecko może my­śleć, że nie przy­na­leży? Ja­kim cu­dem może wąt­pić w moją mi­łość? To nie ma sensu". W jaki spo­sób i dla­czego dzieci two­rzą prze­ko­na­nia, szcze­gól­nie te, które z na­szej per­spek­tywy nie mają ra­cji bytu? We­dług psy­cho­lo­gii ad­le­row­skiej lu­dzie kie­rują się pod­sta­wową po­trzebą przy­na­leż­no­ści i zna­cze­nia, a kiedy mają po­czu­cie (osa­dzone w rze­czy­wi­sto­ści bądź nie), że ta po­trzeba nie jest za­spo­ko­jona, za­cho­wują się w nie­od­po­wiedni spo­sób. Po­wo­dem, dla któ­rego ta po­trzeba nie zo­staje za­spo­ko­jona, jest nasz wa­dliwy sys­tem prze­ko­nań, który po­wo­duje, że myl­nie in­ter­pre­tu­jemy wy­da­rze­nia oraz dzia­ła­nia in­nych osób. W przy­padku dzieci, u któ­rych sys­tem prze­ko­nań do­piero się two­rzy, błędne prze­ko­na­nia po­ja­wiają się nie­zwy­kle czę­sto i są wy­ni­kiem dzia­ła­nia na­dal roz­wi­ja­ją­cego się mó­zgu.

Roz­wój mó­zgu

Mózg roz­wija się eta­pami. Ośrodki od­po­wie­dzial­nie za in­stynkty i emo­cje (ciało mig­da­ło­wate i układ lim­biczny) wiodą prym w roz­woju, nieco póź­niej w ich ślady idzie tak zwany mózg my­ślący i ra­cjo­nalny, czyli kora nowa. Dzięki temu dzie­ciom za­zwy­czaj nie spra­wia kło­potu do­świad­cza­nie świata po­przez zmy­sły, na­to­miast go­rzej wy­pa­dają na po­zio­mie lo­gicz­nego my­śle­nia. Ono po­ja­wia się w okre­sie doj­rze­wa­nia i wcze­snej do­ro­sło­ści. Za­tem dzieci są świet­nymi ob­ser­wa­to­rami, lecz nie są zbyt sprawne w ra­cjo­nal­nym in­ter­pre­to­wa­niu tego, co po­strze­gają.

Ba­da­nia po­ka­zują rów­nież, że mózg dziecka pra­cuje na in­nych czę­sto­tli­wo­ściach niż mózg osoby do­ro­słej. Do dru­giego roku ży­cia prze­wa­żają fale delta, a od dru­giego do szó­stego roku fale teta[6]. Tym sa­mym dzieci są w sta­nie w krót­kim cza­sie przy­swoić ogromne ilo­ści in­for­ma­cji, co jest ważne dla ich prze­trwa­nia, jak rów­nież są bar­dziej po­datne na su­ge­stie - to, co z ko­lei uła­twia im szyb­kie i płynne zmiany za­cho­wa­nia w re­ak­cji na zmie­nia­jące się śro­do­wi­sko oraz roz­wój zdol­no­ści po­znaw­czych. Jed­nakże zdol­ność do kry­tycz­nej oceny przy­swa­ja­nych in­for­ma­cji po­ja­wia się znacz­nie póź­niej i jest ona zwią­zana z inną czę­sto­tli­wo­ścią fal mó­zgo­wych. Za­tem dzieci nie są zdolne do per­cep­cji świata z szer­szej per­spek­tywy i ko­rzy­sta­nia z wyż­szych funk­cji mó­zgu, m.in. do­strze­ga­nia zło­żo­nych wzor­ców przy­czyn i skut­ków. Ro­dzice, któ­rzy nie są świa­domi tego, jak roz­wija się mózg, czę­sto trak­tują dzieci jak ma­łych do­ro­słych i ocze­kują od nich za­cho­wań, do któ­rych dziecko roz­wo­jowo nie jest zdolne. Brak ta­kich za­cho­wań do­ro­śli na­zy­wają nie­od­po­wied­nim za­cho­wa­niem, dla­tego wła­śnie tak ważne jest wej­ście w świat dziecka i zro­zu­mie­nie jego "pry­wat­nej lo­giki".

Wielu ro­dzi­ców ro­zu­mie, na czym po­lega ich za­da­nie, ale nie dys­po­nują na­rzę­dziami ani wie­dzą, które po­ka­za­łyby im, jak mają wy­cho­wy­wać. Wie­dza na te­mat współ­cze­snych po­dejść do ro­dzi­ciel­stwa oraz eta­pów roz­woju dziecka po­maga w zro­zu­mie­niu fun­da­men­tal­nych za­ło­żeń Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny. Dzięki tej książce na­uczysz się ro­zu­mieć prze­ko­na­nia, które dzieci two­rzą każ­dego dnia na te­mat sie­bie, in­nych i świata, oraz do­wiesz się jak - dzięki nowo po­zna­nym na­rzę­dziom - wzmac­niać dzieci w two­rze­niu wspie­ra­ją­cych je prze­ko­nań.

PRZY­PISY

Wstęp

[1] John Chan­cel­lor, Why Emo­tio­nal In­tel­li­gence (EQ) Is More Im­por­tant than IQ, Owl­ca­tion, 2 wrze­śnia 2017.
[2] Ira Wolfe, 65 Per­cent of To­day's Stu­dents Will Be Em­ployed in Jobs That Don't Exist Yet Suc­cess Per­for­mance So­lu­tions, 26.08.2013.

Roz­dział 1

[1] Baum­rind, 1967; Furn­ham and Cheng, 2000; Mac­coby and Mar­tin, 1983; Ma­sud, Thu­ra­samy, and Ah­mad, 2015; Mi­le­vsky, Schlec­ter, and Net­ter, 2007; New­man et al., 2015.
[2] Baum­rind, 1966, 1967, 1991, 1996.
[3] Bo­wer, 1989, 117.
[4] Ger­shoff and La­rzele, 2002; Ger­shoff, 2008.
[5] W in­nych wy­da­niach ksią­żek na te­mat Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny po­ja­wia się 4 "R" kary, gdzie ostat­nie "R", czyli rej­te­rada, to za­równo wy­co­fa­nie, jak i ob­ni­żone po­czu­cie wła­snej war­to­ści (przyp. tłum.).
[6] Bruce Lip­ton, Bio­lo­gia prze­ko­nań, Esse, Łódź, 2019.

Roz­dział 2

[1] https://so­ftware.rc.fas.ha­rvard.edu/lds/wpcon­tent/uplo­ads/2010/07/War­ne­ke­n_2013_So­cial­Re­se­arch.pdf.

Roz­dział 3

[1] W Pol­sce wskaź­nik roz­wo­dów w 2019 r. był na po­zio­mie 30% - https://stat.gov.pl/ob­szary-te­ma­tyczne/inne-opra­co­wa­nia/in­for­ma­cje-o-sy­tu­acji-spo­leczno-go­spo­dar­czej/sy­tu­acja-spo­leczno-go­spo­dar­cza-kraju-w-2020-r-,1,104.html (przyp. tłum.).
[2] El­len Ga­lin­sky, Ask the Chil­dren, Wil­liam Mor­row, 1999.
[3] Me­lissa Mil­kie, 2012.
[4] Kyle Pru­ett, Fa­ther­need, Har­mony, 2001.
[5] Wię­cej na te­mat tego, jak wpa­damy w krąg po­czu­cia winy i jak bar­dzo nie służy on dzie­ciom, znaj­dziesz po za­re­je­stro­wa­niu się na stro­nie www.po­zy­tyw­na­dy­scy­plina.pl/1roz­dzial (przyp. red. pol.).

Roz­dział 4

[1] Eric Jack­son, "The Top 8 Re­asons Your Best Pe­ople Are About to Quit and How You Can Keep Them", For­bes, 11 maja 2014.
[2] Po­zy­tywna Dys­cy­plina pro­wa­dzi grupę wspar­cia wy­cho­waw­czego na Fa­ce­bo­oku, za­pra­szamy do niej. Je­śli je­steś mamą bo­ry­ka­jącą się z fru­stra­cją i po­czu­ciem winy, mo­żesz po­my­śleć o do­łą­cze­niu do kursu "Mama bez fru­stra­cji i po­czu­cia winy", w ra­mach któ­rego także działa grupa wspar­cia (przyp. wyd. pol.).
[3] Pod­szepty ego są czę­sto zwią­zane z tym, by do­brze wy­paść przed in­nymi lub re­ali­zo­wać ogól­nie przy­jętą de­fi­ni­cję suk­cesu. Żeby usły­szeć swój głos, warto po­my­śleć o tym, o czym ma­rzysz w skry­to­ści serca. Cza­sem na­wet sa­memu przed sobą trudno się przy­znać, że nie lu­bisz gło­śnych miejsc lub szyb­kich sa­mo­cho­dów, cho­ciaż prze­cież "praw­dziwy czło­wiek suk­cesu" robi to czy tamto. "Do­bra mama" po­winna lu­bić ba­wić się z dziećmi. Można do­świad­czać po­czu­cia winy, uświa­da­mia­jąc so­bie, że Twoja de­fi­ni­cja suk­cesu różni się od kul­tu­rowo pro­mo­wa­nych ob­ra­zów (przyp. wyd. pol.).

Roz­dział 5

[1] W Pol­sce nie pro­wa­dzi się ba­dań na tak sze­roką skalę, jed­nak ame­ry­kań­skie wskaź­niki mogą być dla ro­dzi­ców istotną wska­zówką pod­czas po­szu­ki­wa­nia naj­lep­szej formy opieki dla swo­jego dziecka (przyp. wyd. pol.).
[2] W Pol­sce mak­sy­malną liczbę dzieci przy­pa­da­jącą na jed­nego opie­kuna oraz po­ziom wy­kształ­ce­nia ka­dry żłob­ko­wej i przed­szkol­nej re­gu­lują ustawy: w przy­padku żłob­ków i klu­bi­ków dzie­cię­cych - Ustawa o opiece nad dziećmi do lat 3, w przy­padku przed­szkoli - Ustawa o sys­te­mie oświaty oraz roz­po­rzą­dze­nia Mi­ni­stra Edu­ka­cji Na­ro­do­wej (przyp. wyd. pol.).
[3] W Pol­sce jest to szcze­gól­nie istotne w przy­padku żłob­ków i klu­bi­ków dzie­cię­cych. Obec­nie usta­wo­dawca do­pusz­cza, aby opiekę nad dziećmi poza oso­bami po­sia­da­ją­cymi kwa­li­fi­ka­cje me­dyczne lub pe­da­go­giczne spra­wo­wały też osoby po­sia­da­jące mi­ni­mum dwu­let­nie udo­ku­men­to­wane do­świad­cze­nie w pracy z dziećmi do lat 3 lub prze­szły 280-go­dzinne szko­le­nie (z czego 80 go­dzin to prak­tyka pod nad­zo­rem wy­kwa­li­fi­ko­wa­nego opie­kuna) (przyp. wyd. pol.).
[4] W Pol­sce Po­zy­tywna Dys­cy­plina zaj­muje się także szko­le­niem ka­dry przed­szkoli, żłób­ków i szkół. Warto za­py­tać, czy któ­raś z oko­licz­nych pla­có­wek po­siada cer­ty­fi­ka­cję po­twier­dza­jącą ko­rzy­sta­nie z Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny w pracy z dziećmi. Ist­nieje też moż­li­wość za­mó­wie­nia szko­le­nia dla pla­cówki (wię­cej in­for­ma­cji na www.po­zy­tyw­na­dy­scy­plina.pl) (przyp. wyd. pol.).
[5] Do­łą­czamy do ta­beli ana­lo­giczne dane do­ty­czące Pol­ski (przyp wyd. pol.).
[6] W Pol­sce wszyst­kie pla­cówki opie­kuń­czo-wy­cho­waw­cze, za­równo pu­bliczne, jak i pry­watne, wpi­sane są do ofi­cjal­nego re­je­stru żłob­ków i klu­bów dzie­cię­cych Emp@tia. To, czy dana pla­cówka uzy­skała taki wpis, a więc speł­nia wszyst­kie wy­mogi for­malne i pod­lega nad­zo­rowi mi­ni­ste­rial­nemu, można spraw­dzić w urzę­dzie gminy, na te­re­nie któ­rej znaj­duje się żło­bek lub na stro­nie in­ter­ne­to­wej www.zlobki.mpips.gov.pl (przyp. wyd. pol.).
[7] Zwy­kle w pla­ców­kach nie­pu­blicz­nych mo­żesz li­czyć na mniej­szą liczbę dzieci przy­pa­da­jącą na jed­nego opie­kuna oraz bar­dziej ka­me­ralne grupy. Nie za­wsze jest to jed­nak re­gułą (przyp. wyd. pol.).
[8] W Pol­sce taka forma opieki jest rzadko prak­ty­ko­wana (przyp. wyd. pol.).
[9] Wła­śnie tak jest w Pol­sce (przyp. wyd. pol.).
[10] W Pol­sce są już pierw­sze pla­cówki żłob­kowe i przed­szkolne, które po­sia­dają cer­ty­fi­katy po­twier­dza­jące ich pracę wy­cho­waw­czą w opar­ciu o fi­lo­zo­fię i me­tody Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny (przyp. wyd. pol.).
[11] Za­sta­nów się, czy bę­dziesz w sta­nie to za­ak­cep­to­wać. Na ile ko­re­luje to z two­imi ocze­ki­wa­niami, a przede wszyst­kim z po­trze­bami two­jego dziecka. Pa­mię­taj też, że warto ko­rzy­stać z do­świad­cze­nia na­uczy­cieli, za­ufać pro­ce­sowi (przyp. wyd. pol.).
[12] Pol­skie prawo do­pusz­cza obec­nie taką moż­li­wość. Poza żłob­kami i klu­bi­kami dzie­cię­cymi ro­dzice nie­mo­gący spra­wo­wać opieki nad dziec­kiem z po­wodu pracy za­wo­do­wej mogą je po­wie­rzyć opie­ku­nowi dzien­nemu, wpi­sa­nemu do wy­kazu opie­ku­nów dzien­nych lub pod­mio­tów ich za­trud­nia­ją­cych. Tacy opie­ku­no­wie są ob­jęci nad­zo­rem za­równo pod wzglę­dem wa­run­ków spra­wo­wa­nej we wła­snym domu opieki, jak i jej ja­ko­ści. Opie­kun dzienny może mieć pod opieką mak­sy­mal­nie pię­cioro dzieci. Je­śli w gru­pie znaj­duje się dziecko w wieku po­ni­żej jed­nego roku ży­cia, nie­peł­no­sprawne lub wy­ma­ga­jące szcze­gól­nej opieki - mak­sy­mal­nie troje (przyp. wyd. pol.).
[13] W Pol­sce nie mo­żemy po­mi­nąć waż­nego etapu edu­ka­cyj­nego, ja­kim jest przed­szkole. W przy­padku tego typu pla­có­wek wskaź­niki re­gu­lo­wane wy­ni­kają z Ustawy o sys­te­mie oświaty i roz­po­rzą­dze­nia Mi­ni­stra Edu­ka­cji Na­ro­do­wej. Li­czeb­ność grupy przed­szkol­nej to nie­za­leż­nie od wieku dzieci 25 osób. Opiekę nad nimi spra­wuje je­den wy­cho­wawca (ma­gi­ster wy­cho­wa­nia przed­szkol­nego, edu­ka­cji wcze­snosz­kol­nej lub po­sia­da­jący spe­cja­li­za­cję do pracy z dziećmi w wieku przed­szkol­nym) oraz osoba wspo­ma­ga­jąca (musi po­sia­dać co naj­mniej wy­kształ­ce­nie pod­sta­wowe oraz po­sia­dać umie­jęt­ność wy­ko­ny­wa­nia po­wie­rzo­nych czyn­no­ści). W wielu pla­ców­kach (zwłasz­cza nie­pu­blicz­nych) można li­czyć na mniej­szą li­czeb­ność grup i dwóch wy­kwa­li­fi­ko­wa­nych na­uczy­cieli (przyp. wyd. pol.).
[14] Zo­rien­tu­je­cie się, w jaki spo­sób pla­cówka pod­cho­dzi do ad­ap­ta­cji. Czy uważa ją za pro­ces, w któ­rym cho­dzi o to, żeby dziecko przy­jęło do wia­do­mo­ści, że nie ma in­nego wyj­ścia, jak cho­dzić do żłobka, i w związku z tym ogra­ni­cza się do moż­li­wo­ści po­że­gna­nia pierw­szego wrze­śnia w szatni? Czy pa­trzy na nią jak na pro­ces, w któ­rym dziecko ma się na tyle do­brze i bez­piecz­nie po­czuć w żłobku, żeby chciało w nim zo­stać? Je­śli to dru­gie, wów­czas praw­do­po­dob­nie bę­dzie­cie mieć do dys­po­zy­cji: za­ję­cia ad­ap­ta­cyjne, moż­li­wość to­wa­rzy­sze­nia dziecku w cza­sie pierw­szych dni w pla­cówce (na­wet w cza­sie pan­de­mii), spo­tka­nia i we­bi­nary ze spe­cja­li­stami po­ma­ga­ją­cymi "przy­tu­lić" sie­bie i dziecko w pro­ce­sie ad­ap­ta­cji (przyp. wyd. pol.).

Roz­dział 6

[1] Ca­rol S. Dweck, Nowa psy­cho­lo­gia suk­cesu, Muza, War­szawa 2017.
[2] Pew Re­se­arch Cen­ter we­bsite, www.pew­re­se­arch.org
[3] Anne Boy­sen, "Mil­len­nials Em­brace "Re­si­lience Pa­ren­ting"", Sha­ping To­mor­row, 14.02.2014.
[4] Vi­sion­Cri­ti­cal we­bsite, vi­sion­cri­ti­cal.com.
[5] Jane Nel­sen, Mary Tam­bor­ski i Brad Ainge, Po­zy­tywna Dys­cy­plina w prak­tyce. Na­rzę­dzia wspie­ra­jące ro­dzi­ców, Wy­daw­nic­two Po­zy­tywna Dys­cy­plina, Mi­la­nó­wek 2020.
[6] Jane Nel­sen, Kelly Bar­tlett, Help My Child Is Ad­dic­ted to Scre­ens, Po­si­tive Di­sci­pline, 2014.

Roz­dział 7

[1] Ist­nieje wiele ba­dań do­ty­czą­cych tego, że ka­ra­nie i bi­cie dzieci mają bar­dzo ne­ga­tywny wpływ na ich po­czu­cie wła­snej war­to­ści i osią­gnię­cia ży­ciowe. Przy­po­mi­namy, że bi­cie dzieci jest przez pol­skie prawo za­bro­nione, a w Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pli­nie nie sto­su­jemy żad­nych kar. https://ro­dzice.fdds.pl/wie­dza/to-tylko-nie­winny-klaps/ (przyp. wyd. pol.).
[2] Al­fie Kohn, Pu­ni­shed by Re­wards, Ma­ri­ner Bo­oks, 1999.

Roz­dział 8

[1] Ru­dolph Dre­ikurs i Vicki Soltz, Chil­dren: The Chal­lenge, Dut­ton 1987.
[2] Te­ra­pia w Pia­skow­nicy (ang. Sand­play The­rapy) jest uznaną tech­niką psy­cho­te­ra­pii ana­li­tycz­nej wy­ko­rzy­stu­jącą pro­ces twór­czy i umoż­li­wia­jącą pracę pa­cjenta z ma­te­ria­łem nie­świa­do­mym. W Pol­sce do­tąd pra­wie nie­znana, po­woli zy­skuje co­raz więk­sze grono zwo­len­ni­ków. Jest lu­biana zwłasz­cza przez dzieci (https://sand­play.pl) (przyp. tłum.).

Roz­dział 9

[1] Stella Chess, Know Your Child, Ba­sic Bo­oks 1989.
[2] Bruce Lip­ton, Bio­lo­gia prze­ko­nań, Esse, Łódź 2019.
[3] Da­vid C. Ret­tew i Laura McKee, "Tem­pe­ra­ment and Its Role in De­ve­lop­men­tal Psy­cho­pa­tho­logy", Ha­rvard Re­view of Psy­chia­try 13, nr 1 (2005): 14-27.
[4] Wiele wska­zó­wek ofe­ruje nurt Mon­tes­sori (przyp. wyd. pol.).

Roz­dział 11

[1] Lea Wi­ner­man, "The Mind's Mir­ror", Mo­ni­tor on Psy­cho­logy, 36, nr 9 (paź­dzier­nik 2005), s. 48.
[2] Da­niel Sie­gel, Pa­ren­ting from the In­side Out, Tar­cher­Pe­ri­gee, 2013.
[3] Jane Nel­sen, Ja­red's Cool-Out Space, Po­si­tive Di­sci­pline, 2013.

Roz­dział 13

[1] Sle­epless in Ame­rica, wi­deo, Na­tio­nal Geo­gra­phic Chan­nel, 2014.
[2] Na­tio­nal He­art, Lung and Blood In­sti­tute 2003.

Roz­dział 14

[1] Może warto prze­te­sto­wać nieco tego ame­ry­kań­skiego po­dej­ścia? (przyp. wyd. pol.).
[2] W isto­cie wiele biz­ne­sów po­wstaje w mo­men­cie, gdy dzieci są małe. To może być bar­dzo trudne, ale naj­waż­niej­sze, żeby mieć świa­do­mość ak­tu­al­nych za­so­bów i się­gać po wspar­cie, za­nim ono sta­nie się ko­niecz­no­ścią (przyp. wyd. pol.).

Roz­dział 15

[1] W pol­skim wy­da­niu: Nowa psy­cho­lo­gia suk­cesu (przyp. tłum.).
[2] Ro­nald Pot­ter Efron, te­ra­peuta zło­ści, wska­zuje, że taka bierna po­stawa jest formą agre­sji (przyp. wyd. pol.).
[3] Gary Chap­man, 5 ję­zy­ków mi­ło­ści. Naj­po­pu­lar­niej­szy po­rad­nik dla mał­żeństw, Wy­daw­nic­two Esprit, 2018.

Roz­dział 16

[1] Da­niel H. Pink, Drive. Kom­plet­nie nowe spoj­rze­nie na mo­ty­wa­cję, Wy­daw­nic­two Stu­dio Emka, War­szawa 2011.
[2] Kate Vi­ta­sek, "Big Bu­si­ness Can Take a Les­son from Child Psy­cho­logy", For­bes, 30 czerwca 2016.

Roz­dział 17

[1] Ge­me­in­scha­fts­ge­fühl (niem.) - za­in­te­re­so­wa­nie spo­łeczne, czyli po­czu­cie wspól­noty i pra­gnie­nie wno­sze­nia wkładu w do­bro­stan in­nych (przyp. tłum.).

Do­da­tek 1

[1] Za­in­te­re­so­wa­nie spo­łeczne, czyli wspo­mniany już wcze­śniej Ge­me­in­scha­fts­ge­fühl - zob. przy­pis 58 na str. 352 (przyp. tłum.).
.

ROZ­DZIAŁ 12

OD­KRY­WA­NIE SWO­ICH MOC­NYCH STRON I WY­ZWAŃ

Fiona pro­wa­dzi pręż­nie dzia­ła­jący biz­nes - świad­czy usługi ca­te­rin­gowe. Kiedy jej naj­lep­sza ko­le­żanka Mi­randa za­py­tała, czy mo­głaby przy­go­to­wać ca­te­ring na uro­czy­stość zło­tych go­dów jej ro­dzi­ców po ob­ni­żo­nej ce­nie, Fiona z ra­do­ścią przy­stała na tę pro­po­zy­cję. Fiona wie­działa, że ro­dzina Mi­randy nie jest za­można. Phi­lippa, wspólna zna­joma obu ko­biet, usły­szała o hoj­no­ści Fiony i spy­tała, czy Fiona mo­głaby zor­ga­ni­zo­wać ca­te­ring na jej we­sele rów­nież po ob­ni­żo­nej stawce. Fiona po­czuła się zo­bli­go­wana zgo­dzić się na ta­kie wa­runki, choć wie­działa, że Phi­lip­pie nie bra­kuje fun­du­szy. Wtedy za­częły się pro­blemy. Phi­lippa była wy­jąt­kowo wy­ma­ga­jąca, m.in. chciała wpro­wa­dzać zmiany w menu w ostat­niej chwili lub mieć wpływ na do­bór ob­sługi, i tak da­lej, i tak da­lej. Ocze­ki­wała na­wet, że Fiona zaj­mie się kwia­tami na we­sele. Fiona czuła się nie­zwy­kle prze­cią­żona, pró­bu­jąc żon­glo­wać mię­dzy li­stami za­dań zwią­za­nymi z przy­ję­ciem rocz­ni­co­wym ro­dzi­ców Mi­randy oraz wszyst­kimi wy­ma­ga­niami ślub­nymi Phi­lippy. A wszystko w le­cie, w szczy­cie se­zonu! Fiona, która uwiel­bia do­star­czać wy­so­kiej ja­ko­ści usługi, miała trud­no­ści z za­ko­mu­ni­ko­wa­niem Phi­lip­pie swo­ich gra­nic. Czuła, że jej przy­sługa i wy­si­łek są od­bie­rane co­raz bar­dziej jako coś oczy­wi­stego i na­tu­ral­nego. Do­dat­kowo mar­twiła się, że nie wy­kona do­brze swo­jej pracy dla Mi­randy - swo­jej ser­decz­nej przy­ja­ciółki.

KON­TEKST I ROZ­WÓJ PRIO­RY­TE­TÓW ŻY­CIO­WYCH

Spoj­rze­nie na na­sze re­la­cje, a zwłasz­cza na to, jak się za­cho­wu­jemy, czu­jąc się nie­pew­nie lub pod wpły­wem stresu, może być wska­zówką, by od­na­leźć ob­szary do roz­woju oso­bi­stego. Kiedy mó­wimy o dzie­ciach, mó­wimy o czte­rech błęd­nych stra­te­giach za­cho­wań oraz o ich pry­wat­nej lo­gice. Kiedy mó­wimy o do­ro­słych, ta­kie za­cho­wa­nia wiążą się z prio­ry­te­tami ży­cio­wymi. "Prio­ry­tet" od­nosi się do za­cho­wa­nia, po które się­gamy jako pierw­sze, gdy czu­jemy się bez­bronni lub ze­stre­so­wani. Wy­zwa­niami zwią­za­nymi z twoim prio­ry­te­tem stają się za­cho­wa­nia, które ujaw­niają się, kiedy zo­stało za­gro­żone lub osła­bione twoje po­czu­cie przy­na­leż­no­ści i zna­cze­nia. Kiedy po­ka­zu­jesz trudne za­cho­wa­nie zwią­zane z twoim prio­ry­te­tem, praw­do­po­dob­nie dzia­łasz mniej ra­cjo­nal­nie (być może "od­sko­czyła ci klapka"). Przyj­mu­jesz my­śle­nie tylko je­śli ("Je­stem OK, tylko je­śli mam ra­cję" lub "tylko je­śli mam kon­trolę", "tylko je­śli inni są za­do­wo­leni" albo "tylko je­śli wy­co­fam się do mo­jej strefy kom­fortu"). Twoja re­ak­cja jest au­to­ma­tyczna i czę­sto nie­uży­teczna, po­nie­waż je­steś już w ob­sza­rze nie­pew­no­ści i błęd­nego prze­ko­na­nia co do tego, jak przy­wró­cić so­bie przy­na­leż­ność i zna­cze­nie oraz prze­zwy­cię­żyć po­czu­cie by­cia nie­wy­star­cza­jąco do­brą. Aby zro­zu­mieć swoją re­ak­cję, ważne jest przyj­rzeć się swo­jej pry­wat­nej lo­gice, po­nie­waż prze­ko­na­nia, które stwo­rzy­łaś jako dziecko, wciąż mają wpływ na twoje obecne za­cho­wa­nie. A po­nie­waż wiele z tych prze­ko­nań jest błęd­nych - po­wstały, za­nim mia­łaś moż­li­wość lo­gicz­nego ro­zu­mo­wa­nia oraz abs­trak­cyj­nego my­śle­nia - ważne jest, by je kwe­stio­no­wać. Zi­den­ty­fi­ko­wa­nie swo­jego prio­ry­tetu ży­cio­wego da ci wska­zówki, od czego za­cząć, po­nie­waż ujaw­nia za­cho­wa­nia, które pre­zen­tu­jesz.

Źró­dła na­szych prze­ko­nań

Pi­sa­ły­śmy wcze­śniej o tym, w jaki spo­sób dzieci po­dej­mują de­cy­zje i prze­cho­wują je w pod­świa­do­mo­ści - to samo do­ty­czy cie­bie. Mo­głaś nie być świa­doma swo­ich przed­wer­bal­nych de­cy­zji w tam­tym cza­sie, a na­wet te­raz mo­żesz nie być ich świa­doma. Tak czy ina­czej one się two­rzyły. Po­dej­mo­wa­łaś de­cy­zje na pod­sta­wie swo­jego od­bioru tego, w jaki spo­sób by­łaś trak­to­wana przez ro­dzi­ców, jak rów­nież przez pry­zmat od­bioru in­nych do­świad­czeń w ży­ciu. W re­zul­ta­cie ufor­mo­wa­łaś swoje klu­czowe prze­ko­na­nia czy wy­obra­że­nia, w jaki spo­sób naj­le­piej do­sto­so­wać się do wielu swo­ich krę­gów spo­łecz­nych, po­cząw­szy od ro­dziny (by przy­na­le­żeć).

Pry­watna lo­gika to mo­del, w ra­mach któ­rego in­ter­pre­tu­jemy do­świad­cze­nia, pró­bu­jemy je kon­tro­lo­wać (roz­wi­jamy "pa­trze­nie tu­ne­lowe") lub je prze­wi­dy­wać (za­cho­wu­jemy się zgod­nie z na­szymi ocze­ki­wa­niami). To sku­teczny me­cha­nizm ucze­nia się. Jed­nak wy­zwa­niem w tym aspek­cie roz­woju czło­wieka jest fakt, że szu­kamy do­wo­dów na po­par­cie na­szych prze­ko­nań, które już utwo­rzy­li­śmy, i za­zwy­czaj nie bierzmy pod uwagę do­wo­dów, które są z nimi nie­zgodne. Je­śli prze­ko­na­nie brzmi: "Nie je­stem wy­star­cza­jąco do­bra", może przy­nieść to szkodę na­szemu roz­wo­jowi. To, w jaki spo­sób bę­dziemy się wtedy za­cho­wy­wać, może wy­glą­dać róż­nie: nie­któ­rzy pró­bują po­twier­dzić to prze­ko­na­nie po­przez osią­ga­nie lep­szych wy­ni­ków od ocze­ki­wa­nych, inni w skraj­nych przy­pad­kach pod­dają się, a jesz­cze inni szu­kają spo­so­bów kom­pen­sa­cji, które mogą być szko­dliwe. Dzięki zro­zu­mie­niu na­szego prio­ry­tetu ży­cio­wego mo­żemy roz­po­znać ta­kie nie­uży­teczne za­cho­wa­nia. Zro­zu­mie­nie tego po­maga nam uchwy­cić dwie bar­dzo ważne kon­cep­cje Ad­le­row­skie: po pierw­sze - to my je­ste­śmy tymi, któ­rzy przy­pi­sują zna­cze­nie na­szym my­ślom. Co jest nie­zwy­kle ważne, kiedy bo­ry­kamy się z po­czu­ciem wła­snej war­to­ści. Po dru­gie - na­szym ro­dzi­ciel­skim za­da­niem jest do­star­cza­nie dzie­ciom ta­kich do­świad­czeń, dzięki któ­rym zwięk­szy się szansa, że będą de­cy­do­wały, iż są zdol­nymi, kom­pe­tent­nymi, pew­nymi sie­bie oraz wno­szą­cymi wkład człon­kami spo­łecz­no­ści.

Prio­ry­tet ży­ciowy bez ta­jem­nic

Każdy prio­ry­tet ży­ciowy ma swoje mocne strony i wy­zwa­nia. Wiele osób ob­ser­wuje, że wy­zwa­nia (i idące za tym nie­efek­tywne za­cho­wa­nia) ich prio­ry­tetu ży­cio­wego nie re­pre­zen­tują w pełni tego, kim są w rze­czy­wi­sto­ści. To prawda. Prio­ry­tet ży­ciowy to je­den z wielu spo­so­bów na opi­sa­nie tego, kim je­ste­śmy. Na­to­miast wy­zwa­nia, któ­rych do­świad­czamy, wska­zują na dzia­ła­nia, które po­dej­mu­jemy, kiedy czu­jemy się nie­pewni i ze­stre­so­wani. Po­myśl, co się dzieje, kiedy czu­jesz się nie­pewna lub sto­isz w ob­li­czu wy­zwa­nia - kiedy wpa­dasz w tryb my­śle­nia: "tylko je­śli on mnie po­słu­cha...". To nie jest ra­cjo­nalna re­ak­cja, więc masz prawo czuć, że to nie do końca praw­dziwa ty. Jed­no­cze­śnie pew­nie czu­jesz sa­tys­fak­cję, gdy wy­ko­rzy­stu­jesz swoje mocne strony i je za­uwa­żasz. Wy­zwa­nia zwią­zane z prio­ry­te­tem ży­cio­wym nie mó­wią o tym, kim je­steś, ale mó­wią, co ro­bisz, kiedy czu­jesz się nie­pew­nie w sy­tu­acji za­gro­że­nia.

A te­raz uwaga: mocne strony two­jego prio­ry­tetu ży­cio­wego mogą rów­nież mieć swoje źró­dło w nie­pew­no­ści i stra­chu, po­nie­waż też są za­ko­rze­nione w błęd­nych prze­ko­na­niach lub my­śle­niu tylko je­śli. By to zo­bra­zo­wać, po­słu­żymy się przy­kła­dem prio­ry­tetu ży­cio­wego nie­prze­cięt­ność. Jest on na­pę­dem dla osoby, która błęd­nie czuje, że przy­na­leży, tylko je­śli osią­gnie po­nad­prze­ciętne wy­niki: ta­kie za­cho­wa­nie wy­gląda z ze­wnątrz jak suk­ces (a za­tem wy­gląda jak mocna strona). W końcu osoby, które mają prio­ry­tet ży­ciowy nie­prze­cięt­ność, mogą osią­gać wiele i ta­kie za­cho­wa­nie służy im w ak­cep­to­walny spo­łecz­nie spo­sób. Jed­no­cze­śnie wciąż mogą czuć we­wnątrz, że mu­szą po­sta­rać się jesz­cze bar­dziej, zgod­nie z pod­świa­do­mym prze­ko­na­niem: "przy­na­leżę, tylko je­śli je­stem do­sko­nały".Ka­te­go­ry­zo­wa­nie za­cho­wa­nia to skom­pli­ko­wane przed­się­wzię­cie i, zgłę­bia­jąc da­lej te­mat, mo­żesz mieć po­czu­cie, że we wszyst­kich czte­rech prio­ry­te­tach ży­cio­wych znaj­dziesz pa­su­jące do cie­bie ele­menty i ta­kie, które zde­cy­do­wa­nie nie na­leżą do two­jego re­per­tu­aru za­cho­wań. To prawda. Ludz­kie za­cho­wa­nia są zło­żone i zmienne. Prio­ry­tet ży­ciowy to na­rzę­dzie, które ma po­móc zro­zu­mieć sie­bie i in­nych, a nie sys­tem ety­kie­to­wa­nia. Jest po to, by za­chę­cić cię do kon­cen­tro­wa­nia się na swo­ich moc­nych stro­nach. Pi­szemy o nich rów­nież po to, byś zwięk­szyła swoją świa­do­mość, ja­kie po­stawy twoje za­cho­wa­nie pro­wo­kuje u in­nych. Chcemy za­chę­cić cię do pracy nad swo­imi trud­niej­szymi za­cho­wa­niami i do roz­wi­ja­nia stra­te­gii, które po­mogą w ich prze­zwy­cię­ża­niu. Za każ­dym ra­zem, kiedy czu­jesz się nie­pew­nie, sku­tecz­nym po­dej­ściem jest kon­cen­tra­cja na swo­ich moc­nych stro­nach, by nie wpaść w tory nie­ra­cjo­nal­nego i ne­ga­tyw­nego za­cho­wa­nia.

Wielu z na­szych czy­tel­ni­ków być może ma za sobą ba­da­nie oso­bo­wo­ści, np. My­ers­Brig­gsa, które są wy­ko­ny­wane naj­czę­ściej na po­trzeby dzia­łów HR w fir­mach. W po­dobny spo­sób można my­śleć o prio­ry­te­cie ży­cio­wym jako opi­sie pre­fe­ren­cji za­cho­wa­nia. Cztery ro­dzaje prio­ry­te­tów ży­cio­wych (które opi­szemy szcze­gó­łowo) ry­sują ty­powe za­cho­wa­nia osoby po­słu­gu­ją­cej się da­nym prio­ry­te­tem, kiedy jest pod wpły­wem stresu oraz kiedy jest zre­lak­so­wana. Prio­ry­tet ży­ciowy daje ci ja­sne wska­zówki, jak mo­żesz po­pra­wić swoje za­cho­wa­nie, przy­glą­da­jąc się swoim wy­zwa­niom. Współ­cze­śnie kła­dzie się co­raz więk­szy na­cisk na zna­cze­nie moc­nych stron w roz­woju. Ten trend jest wi­doczny za­równo w edu­ka­cji (to po­dej­ście re­pre­zen­tuje Ca­rol Dweck), a także w biz­ne­sie (ba­da­nie Gal­lupa). Zro­zu­mie­nie swo­jego prio­ry­tetu ży­cio­wego oraz błęd­nych stra­te­gii swo­ich dzieci bę­dzie przy­datne w wielu aspek­tach wa­szego ży­cia.

Iden­ty­fi­ko­wa­nie swo­jego prio­ry­tetu ży­cio­wego

Wy­obraź so­bie, że mu­sisz wy­brać je­den z czte­rech pre­zen­tów, który jest dla cie­bie naj­gor­szy, a ża­den z nich ci się nie po­doba.

Za­kreśl kratkę po­ni­żej pre­zentu za­wie­ra­ją­cego uczu­cia, któ­rych naj­mniej chcesz w ży­ciu do­świad­czać, tego pre­zentu, który w pierw­szej ko­lej­no­ści byś zwró­ciła, gdy­byś mo­gła. Nie myśl nad tym zbyt długo. Po­dą­żaj za swoją in­tu­icją. To twój prio­ry­tet ży­ciowy.

Oto, co re­pre­zen­tuje każde pu­dełko z pre­zen­tem:

- Brak po­czu­cia sensu re­pre­zen­tuje prio­ry­tet ży­ciowy "nie­prze­cięt­ność",

- Kry­tyka / po­ni­że­nie re­pre­zen­tuje prio­ry­tet ży­ciowy "kon­trola",

- Od­rzu­ce­nie re­pre­zen­tuje prio­ry­tet ży­ciowy "za­do­wa­la­nie",

- Stres re­pre­zen­tuje prio­ry­tet ży­ciowy "kom­fort".

NIE­PRZE­CIĘT­NOŚĆ

Więk­szość osób z prio­ry­te­tem ży­cio­wym Nie­prze­cięt­ność nie chce się wy­wyż­szać nad in­nymi. Mogą mieć błędne prze­ko­na­nie, że mu­szą być per­fek­cyjni w osią­gnię­ciach, aby udo­wod­nić (przy­kryć) swe pier­wotne po­czu­cie niż­szo­ści - co na pew­nym po­zio­mie jest praw­dziwe dla każ­dego prio­ry­tetu ży­cio­wego. Lu­dzie z prio­ry­te­tem ży­cio­wym Nie­prze­cięt­ność są czę­sto oskar­żani, że za­wsze mu­szą mieć ra­cję i mieć ostat­nie słowo. Praw­dziw­sze bę­dzie stwier­dze­nie, że mają trud­ność z przy­zna­niem się do po­myłki, które błęd­nie in­ter­pre­tują jako by­cie nie­wy­star­cza­jąco do­brym.

Ich dzia­ła­nie może być oparte na prze­ko­na­niu tylko je­śli, które wy­gląda mniej wię­cej tak: "Przy­na­leżę, tylko je­śli ro­bię coś zna­czą­cego. Czuję się nie­pew­nie i re­aguję, kiedy nie osią­gam waż­nych ce­lów i kiedy inni nie zga­dzają się z mo­imi opi­niami na te­mat tego, co jest zna­czące". Po­nie­waż chcesz unik­nąć po­czu­cia braku sensu, wie­rzysz, że tylko je­śli bę­dziesz ro­bić rze­czy wła­ściwe lub bę­dziesz naj­lep­sza w tym, co ro­bisz, spra­wisz, że ży­cie na­bie­rze sensu i bę­dziesz czuła się ważna. To może pro­wa­dzić do po­czu­cia prze­cią­że­nia, a to z ko­lei może pro­wa­dzić do tego, że po­wró­cisz do nie­sku­tecz­nych me­cha­ni­zmów ra­dze­nia so­bie ze stre­sem - albo bę­dziesz co­raz bar­dziej się sta­rać i wpa­dać w błędne koło prze­cią­że­nia, albo się wy­co­fasz, bę­dziesz mieć po­czu­cie winy i bę­dziesz się z tego po­wodu bi­czo­wać. W mię­dzy­cza­sie mo­żesz spra­wić, że wszy­scy wo­kół cie­bie czują się gorsi i nie­przy­datni.

Do czego za­pra­sza in­nych prio­ry­tet ży­ciowy Nie­prze­cięt­ność

Do­brze jest my­śleć, w jaki spo­sób twoje mocne strony, czyli za­soby wspie­rają re­la­cje i związki, oraz w jaki spo­sób wy­zwa­nia tego prio­ry­tetu two­rzą pro­blemy. Je­śli cho­dzi o mocne strony, do­ro­śli z prio­ry­te­tem ży­cio­wym nie­prze­cięt­ność mogą być świetni w mo­de­lo­wa­niu suk­ce­sów i osią­gnięć oraz mogą do­sko­nale za­chę­cać in­nych. Jed­no­cze­śnie inni cza­sem mogą po­strze­gać to jako "na­kła­nia­nie do per­fek­cjo­ni­zmu" oraz mogą się czuć nie­wy­star­cza­jąco do­brzy i nie­bę­dący w sta­nie speł­nić tak wy­so­kich ocze­ki­wań. Prio­ry­tet nie­prze­cięt­no­ści może za­pra­szać dzieci (i in­nych) do błęd­nej stra­te­gii braku wiary. Po­czu­cie, że nie jest się wy­star­cza­jąco do­brym, mocno znie­chęca. Osoby z prio­ry­te­tem Nie­prze­cięt­ność mogą po­strze­gać rze­czy­wi­stość w ka­te­go­riach czar­no­bia­łych i bra­kuje im ela­stycz­no­ści, więc nie dają in­nym prze­strzeni na an­ga­żo­wa­nie się i współ­de­cy­do­wa­nie (np. pod­czas bu­rzy mó­zgów).

W jaki spo­sób prze­kuć twoje wy­zwa­nia w mocne strony

Po­zy­tywna Dys­cy­plina po­maga ro­dzi­com zro­zu­mieć, w jaki spo­sób mogą dzia­łać, ko­rzy­sta­jąc ze swo­ich moc­nych stron - wszystko po to, by po­ma­gać dzie­ciom (i in­nym) roz­wi­jać sku­teczne za­cho­wa­nia oraz kom­pe­ten­cje ży­ciowe. Mimo że wszyst­kie na­rzę­dzia są sku­teczne, nie­które mogą być bar­dziej efek­tywne w za­leż­no­ści od prio­ry­tetu ży­cio­wego.

Do­ro­śli z dą­że­niem do do­sko­na­ło­ści (nie­prze­cięt­no­ści) mogą być sku­tecz­niejsi, je­śli po­dejmą wy­si­łek, by od­pusz­czać swo­jej po­trze­bie po­twier­dza­nia "ra­cji" i by­cia "naj­lep­szym"; je­śli ćwi­czą umie­jęt­ność wcho­dze­nia w świat dziecka (i in­nych lu­dzi), by od­kry­wać, co jest dla dru­giego czło­wieka ważne; je­śli wspie­rają cele i po­trzeby in­nych; oka­zują bez­wa­run­kową mi­łość; cie­szą się z pro­cesu; roz­wi­jają po­czu­cie hu­moru; by­wają świa­do­mie nie­ra­cjo­nalni; uczą się mó­wie­nia "nie" w sy­tu­acjach, kiedy cze­goś jest wię­cej, niż są w sta­nie unieść; pro­wa­dzą spo­tka­nia ro­dzinne, pod­czas któ­rych po­my­sły wszyst­kich są war­to­ściowe.

KON­TROLA

Osoby z prio­ry­te­tem ży­cio­wym Kon­trola nie­ko­niecz­nie po­trze­bują mieć kon­trolę nad in­nymi, ale chcą kon­tro­lo­wać sy­tu­acje i/lub sie­bie, po­nie­waż błęd­nie wie­rzą, że brak kon­troli ozna­cza by­cie nie­wy­star­cza­jąco do­brym. Mogą, wkra­cza­jąc do ak­cji, przej­mo­wać kon­trolę nad każdą sy­tu­acją lub od­kła­dać w cza­sie re­ali­za­cję za­dań (pro­kra­sty­no­wać), póki nie po­czują się bar­dziej bez­piecz­nie.

Dla tego prio­ry­tetu ży­cio­wego my­śle­nie "tylko je­śli" mo­głoby wy­glą­dać tak: "Przy­na­leżę, tylko je­śli mam kon­trolę nad sobą i sy­tu­acją (i cza­sami nad in­nymi); czuję się nie­pew­nie (i re­aguję), kiedy my­ślę, że zo­sta­łam skry­ty­ko­wana, i kiedy inni mó­wią mi, co ro­bić, oraz/lub czują się ura­żeni i bun­tują się prze­ciwko moim wy­sił­kom". Po­nie­waż chcesz unik­nąć kry­tyki i po­ni­że­nia, błęd­nie wie­rzysz, że bę­dziesz czuć się bez­piecz­nie, tylko je­śli masz kon­trolę nad sy­tu­acją, nad sobą, a cza­sami nad dziećmi i in­nymi oso­bami. Po­nie­waż nie­moż­liwe jest kon­tro­lo­wa­nie wszyst­kiego, mo­żesz pró­bo­wać pro­kra­sty­no­wać (od­su­wać w cza­sie ro­bie­nie cze­goś), mo­żesz za­cho­wy­wać się bar­dziej apo­dyk­tycz­nie i two­rzyć sy­tu­acje, któ­rych pró­bu­jesz unik­nąć (kry­tyka), kiedy inni się bun­tują.

Do czego za­pra­sza in­nych prio­ry­tet ży­ciowy Kon­trola

Po stro­nie za­so­bów do­ro­śli z prio­ry­te­tem ży­cio­wym Kon­trola mogą być świetni w po­ma­ga­niu dzie­ciom i in­nym uczyć się umie­jęt­no­ści or­ga­ni­za­cji, prze­wo­dze­nia, aser­tyw­no­ści, wy­trwa­ło­ści oraz sza­cunku do in­nych. Jed­no­cze­śnie do­ro­śli po­szu­ku­jący kon­troli czę­sto wy­bie­rają su­row­szy styl wy­cho­wa­nia i prze­wo­dze­nia oraz mogą mieć ten­den­cję do by­cia zbyt su­ro­wymi i kon­tro­lu­ją­cymi swoje dzieci (i in­nych). To może za­pra­szać do buntu i oporu, a na­wet do nie­zdro­wej uprzej­mo­ści.

W jaki spo­sób prze­kuć twoje wy­zwa­nia w mocne strony

Osoby z prio­ry­te­tem Kon­trola mogą być sku­tecz­niej­sze, je­śli roz­po­znają u sie­bie po­trzebę nad­mier­nej kon­troli i będą się uczyć od­pusz­cza­nia, pro­po­no­wa­nia wy­boru, za­da­wa­nia py­tań peł­nych cie­ka­wo­ści, an­ga­żo­wa­nia dzieci (i in­nych) w po­dej­mo­wa­nie de­cy­zji oraz będą ko­rzy­stać ze spo­tkań ro­dzin­nych.

ZA­DO­WA­LA­NIE

Lu­dzie z prio­ry­te­tem ży­cio­wym Za­do­wa­la­nie mają trud­no­ści z mó­wie­niem "nie". Szu­kają ja­kiej­kol­wiek oka­zji do za­do­wa­la­nia in­nych lu­dzi, póki nie po­czują się ura­żeni fak­tem, że inne osoby nie do­ce­niają tego wszyst­kiego, co ro­bią. Mogą czuć się zra­nieni, kiedy inni nie czy­tają w ich my­ślach, by wie­dzieć, jak im zro­bić przy­jem­ność (po­nie­waż gdy zwer­ba­li­zują po­trzebę, od­biera im to po­czu­cie przy­jem­no­ści). Błęd­nie wie­rzą, że brak do­ce­nia­nia ozna­cza, że nie są wy­star­cza­jąco do­brzy.

My­śle­nie "tylko je­śli" dla prio­ry­tetu ży­cio­wego Za­do­wa­la­nie za­zwy­czaj wy­gląda tak: "Przy­na­leżę, tylko je­śli inni mnie lu­bią i mnie uznają. Czuję się zra­niona i nie­pewna, kiedy inni nie do­ce­niają tego, co dla nich ro­bię, i kiedy nie czy­nią wy­sił­ków, by do­wie­dzieć się, co spra­wia mi przy­jem­ność". Po­nie­waż chcesz unik­nąć od­rzu­ce­nia i kłótni, wie­rzysz, że tylko je­śli ważne są dla cie­bie po­trzeby każ­dego, bę­dziesz czę­ścią spo­łecz­no­ści i tylko wtedy bę­dziesz mieć po­czu­cie, że je­steś war­to­ściowa.

Do czego za­pra­sza in­nych prio­ry­tet ży­ciowy Za­do­wa­la­nie

Je­śli cho­dzi o za­soby, do­ro­śli z tym prio­ry­te­tem mogą być świetni w po­ma­ga­niu dzie­ciom ucze­nia się przy­ja­znych, uważ­nych i nie­agre­syw­nych za­cho­wań. Jed­no­cze­śnie do­ro­śli z tym prio­ry­te­tem czę­sto mogą wy­bie­rać per­mi­sywny styl wy­cho­waw­czy czy przy­wód­czy i w re­zul­ta­cie mogą się stać "dy­wa­ni­kami do wy­cie­ra­nia bu­tów" i mieć po­czu­cie, że są wy­ko­rzy­sty­wani przez in­nych. Mogą rów­nież ro­bić zbyt wiele dla dzieci (w imię mi­ło­ści). To może otwie­rać pole do ma­ni­pu­la­cji, do­ma­ga­nia się uwagi, roz­ża­le­nia, de­pre­sji, a na­wet ze­msty ze strony in­nych. Ta­kie po­dej­ście nie mo­de­luje dzie­ciom umie­jęt­no­ści wy­ra­ża­nia wła­snych po­trzeb i ocze­ki­wań w spo­sób pe­łen sza­cunku do sie­bie i in­nych. Ener­gia za­do­wa­la­nia, która wy­nika z nie­pew­no­ści, może być iry­tu­jąca dla oto­cze­nia, zwłasz­cza gdy inni czują, że jest to po­łą­czone z ocze­ki­wa­niem cze­goś w za­mian, za­tem mogą cie­bie uni­kać - za­pra­sza­jąc jed­no­cze­śnie twoje po­czu­cie od­rzu­ce­nia.

W jaki spo­sób prze­kuć twoje wy­zwa­nia w mocne strony

Do­ro­śli z prio­ry­te­tem Za­do­wa­la­nie mogą być sku­tecz­niejsi, kiedy prze­stają kon­cen­tro­wać się wy­łącz­nie na po­trze­bach in­nych i dbają na po­czą­tek o sie­bie. Mu­szą mieć wiarę w umie­jęt­ność swo­ich dzieci (i in­nych osób) za­spo­ka­ja­nia wła­snych po­trzeb sa­mo­dziel­nie; po­trze­bują też ćwi­czyć i uczyć emo­cjo­nal­nej uczci­wo­ści; an­ga­żo­wać się we wspólne roz­wią­zy­wa­nie pro­ble­mów; sta­wiać gra­nice oraz ko­rzy­stać ze spo­tkań ro­dzin­nych.

KOM­FORT

Więk­szość lu­dzi nie lubi na­zwy swo­jego prio­ry­tetu ży­cio­wego, sprze­ci­wia­jąc się temu, co re­pre­zen­tuje na­zwa. Lu­dzie z prio­ry­te­tem Kom­fort mogą być wy­jąt­kiem. Nie ro­zu­mieją, czemu ktoś mógłby wy­brać coś in­nego niż kom­fort - i to może ge­ne­ro­wać wiele nie­zro­zu­mie­nia. Za­leży im na rów­no­wa­dze w ży­ciu, spo­koju i po­czu­ciu prze­wi­dy­wal­no­ści i bez­pie­czeń­stwa. Nie po­py­chają na siłę ni­kogo do roz­woju i na­uki, a inni cza­sem mogą ich po­strze­gać jako zbyt prze­wi­dy­wal­nych.

My­śle­nie "tylko je­śli" dla prio­ry­tetu Kom­fort za­zwy­czaj wy­gląda tak: "Przy­na­leżę, tylko je­śli po­zo­staję w ra­mach tego, co bez­pieczne i znane, i nie chcę ro­bić ni­czego, co jest stre­su­jące. Czuję się nie­pew­nie (i re­aguję), kiedy inni nie chcą do­łą­czyć do mo­jej strefy kom­fortu lub na­ci­skają na mnie, bym do­łą­czyła do ich ak­tyw­no­ści i po­my­słu". Mo­żesz wie­rzyć, że tylko je­śli uni­kasz emo­cjo­nal­nego i fi­zycz­nego stresu, pro­blemy znikną i bę­dziesz czuć rów­no­wagę.

Do czego za­pra­sza in­nych prio­ry­tet ży­ciowy Kom­fort

Po stro­nie za­so­bów do­ro­śli o tym prio­ry­te­cie mogą mo­de­lo­wać ko­rzy­ści z by­cia spo­koj­nym, lo­jal­nym, dy­plo­ma­tycz­nym i prze­wi­dy­wal­nym. Do­ro­śli o tym prio­ry­te­cie nie chcą bo­ry­kać się z trud­no­ściami, więc dla świę­tego spo­koju czę­sto wy­bie­rają bar­dziej per­mi­sywny styl wy­cho­waw­czy czy li­der­ski i w ten spo­sób mogą bu­do­wać u in­nych ro­snące ocze­ki­wa­nia i po­czu­cie, że wiele się im na­leży. Uni­ka­nie nie­któ­rych wy­zwań może ha­mo­wać twój roz­wój oso­bi­sty i może wy­da­wać się in­nym nudne. Mo­żesz też tak bar­dzo się sta­rać, by inni czuli się kom­for­towo, że w re­zul­ta­cie sama so­bie wy­ge­ne­ru­jesz sporo stresu.

W jaki spo­sób prze­kuć twoje wy­zwa­nia w mocne strony

Osoby o prio­ry­te­cie Kom­fort mogą być sku­tecz­niej­sze, je­śli stwo­rzą so­bie wa­runki do zmiany w bez­piecz­nym dla nich tem­pie. Wyjdą ze swo­jej sko­rupki i za­an­ga­żują swoje dzieci (i in­nych) w stwo­rze­nie pla­nów i ry­tu­ałów, w usta­la­nie ce­lów i wspólne roz­wią­zy­wa­nie pro­ble­mów. Po­trze­bują po­zwo­lić swoim dzie­ciom na do­świad­cza­nie na­tu­ral­nych kon­se­kwen­cji ich wy­bo­rów (mimo że nie­ła­two bę­dzie ich nie ra­to­wać) oraz za­an­ga­żo­wać je w spo­tka­nia ro­dzinne.

Jak są­dzisz, który prio­ry­tet ży­ciowy jest prio­ry­te­tem Fiony z na­szej otwie­ra­ją­cej roz­dział hi­sto­rii? Jaką mia­ła­byś radę dla Fiony, by po­móc jej za­rzą­dzać sy­tu­acją zwią­zaną z jej biz­ne­sem i przy­ja­ciół­kami? Roz­wój za­czyna się, kiedy uczymy się mak­sy­ma­li­zo­wać na­sze mocne strony i zmie­niamy na­sze ob­cią­że­nia w za­soby. Dla Fiony, która praw­do­po­dob­nie ma prio­ry­tet ży­ciowy Za­do­wa­la­nie, jej umie­jęt­ność do świad­cze­nia pro­fe­sjo­nal­nych usług jest głów­nym po­wo­dem osią­gnię­cia suk­cesu w swo­jej branży. Jed­no­cze­śnie ist­nieje ry­zyko, że kiedy jest pod wpły­wem stresu, bę­dzie nad­uży­wała się, by za wszelką cenę za­do­wo­lić in­nych, po­nie­waż jej my­śle­nie "tylko je­śli" mówi jej, że za­do­wo­le­nie jest je­dy­nym spo­so­bem na unik­nię­cie od­rzu­ce­nia. W re­zul­ta­cie czę­ściowo za­pro­siła ma­ni­pu­la­cyjne za­cho­wa­nia Phi­lippy. Na­uka sta­wia­nia zdro­wych gra­nic (wspólne roz­wią­zy­wa­nie pro­blemu) oraz mó­wie­nia "nie" (uczci­wość emo­cjo­nalna) by­łyby po­moc­nymi umie­jęt­no­ściami dla Fiony.

Kiedy już bę­dziesz mieć wgląd i świa­do­mość, roz­wój może być sa­tys­fak­cjo­nu­jący i eks­cy­tu­jący. Zro­zu­mie­nie swo­jego prio­ry­tetu ży­cio­wego oraz tego, jaki on ma wpływ na re­la­cje z two­imi dziećmi, in­nymi człon­kami ro­dziny i ko­le­gami, może ci po­móc - przy pew­nej do­zie czasu i cier­pli­wo­ści - stać się naj­lep­szą, sku­tecz­niej­szą wer­sją sie­bie.

Po­zy­tywna Dys­cy­plina w dzia­ła­niu

"Wie­dza o prio­ry­te­tach ży­cio­wych była dla mnie praw­dzi­wym od­kry­ciem" - po­wie­działa współ­au­torka tej książki, Kri­stina, po uczest­nic­twie w warsz­ta­tach Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny dla par."Moim prio­ry­te­tem jest zde­cy­do­wa­nie Nie­prze­cięt­ność, a prio­ry­te­tem mo­jego part­nera bez wąt­pie­nia Kom­fort. Moim naj­więk­szym pro­ble­mem jest fakt, że sta­wiam nie­re­ali­stycz­nie wy­so­kie wy­ma­ga­nia za­równo so­bie jak i in­nym - na­zwa­ła­bym to na­wet per­fek­cją. A kiedy ja lub mój part­ner nie re­ali­zu­jemy ich (a mó­wiąc otwar­cie - nie­ustan­nie ich nie re­ali­zu­jemy), czuję się roz­cza­ro­wana i znie­chę­cona, wręcz przy­bita. Wtedy moje re­ak­cje są na­ce­cho­wane osą­dem i kry­tyką. W prze­szło­ści na­wet zda­rzyło mi się stra­cić kilka przy­jaźni z po­wodu mo­ich nie­re­al­nych ocze­ki­wań wo­bec ich za­an­ga­żo­wa­nia i po­świę­ce­nia.

Je­śli cho­dzi o mo­jego part­nera, to po­tra­fi­łam być zimna i su­rowa za każ­dym ra­zem, kiedy zro­bił coś "błęd­nie". Moim naj­więk­szym pro­ble­mem było po­strze­ga­nie jego po­trzeby kom­fortu jako ucieczki od bra­nia od­po­wie­dzial­no­ści za sy­tu­ację i brak za­in­te­re­so­wa­nia pracą nad sobą i roz­wo­jem oso­bi­stym. To było mi tak obce, że nie­jed­no­krot­nie my­śla­łam, że to ko­niec na­szego związku.

Zro­zu­mie­nie prio­ry­tetu ży­cio­wego uświa­do­miło mi moją część rów­na­nia. Im bar­dziej kry­ty­ko­wa­łam i wy­ma­ga­łam, tym bar­dziej on się wy­co­fy­wał. Od­kąd pró­buję za­ak­cep­to­wać fakt, że nie mogę zmie­nić in­nego czło­wieka (ciężka sprawa dla Nie­prze­cięt­no­ści), zde­cy­do­wa­łam się skon­cen­tro­wać na zmia­nie sa­mej sie­bie. Prze­sta­łam więc osą­dzać (a przy­naj­mniej znacz­nie to zre­du­ko­wa­łam) i kiedy on w mo­ich oczach szuka wy­mó­wek lub dróg na skróty, pró­buję go z tym po­zo­sta­wić albo za­chę­cam do ro­bie­nia ma­łych kro­ków.

Ma­gia po­lega na tym, że mój part­ner jest te­raz bar­dziej otwarty, by pra­co­wać nad sobą, i go­towy na zmianę. Wy­eli­mi­no­wa­nie kry­ty­cy­zmu i osą­dza­nia spra­wiło, że stał się bar­dziej pewny sie­bie i po­czuł się do­ce­niany, więc nie musi wy­co­fy­wać się do "ja­skini" tak czę­sto. Ja rów­nież uczę się od niego, jak być bar­dziej ak­cep­tu­jącą i wy­ba­cza­jącą, a to na­prawdę po­maga mi ra­dzić so­bie z moją wła­sną nie­pew­no­ścią i oba­wami".

NA­RZĘ­DZIA PO­ZY­TYW­NEJ DYS­CY­PLINY

Każdy ma swój prio­ry­tet ży­ciowy, który jest na­szą spraw­dzoną be­ha­wio­ralną re­ak­cją, kiedy czu­jemy się nie­pew­nie. Zro­zu­mie­nie swo­jego wła­snego prio­ry­tetu oraz prio­ry­te­tów in­nych osób z pew­no­ścią po­może okre­ślić zwią­zane z za­cho­wa­niem wy­zwa­nia, z któ­rymi można le­piej so­bie ra­dzić. Jak zo­ba­czy­li­śmy w tym roz­dziale, nie­które na­rzę­dzia będą bar­dziej lub mniej dla cie­bie uży­teczne - w za­leż­no­ści od two­jego prio­ry­tetu ży­cio­wego. Po­ni­żej przed­sta­wiamy kilka ogól­nych na­rzę­dzi, które po­mogą ci pra­co­wać ze swoim prio­ry­te­tem ży­cio­wym i będą wspie­rać cię w two­jej oso­bi­stej pracy.

Po­strze­ga­nie

Wszystko jest w oczach ob­ser­wa­tora, a my po­strze­gamy świat po­przez filtr prze­ko­nań ukształ­to­wa­nych w dzie­ciń­stwie. Nie ma dwóch do­kład­nie ta­kich sa­mych fil­trów na świe­cie, dla­tego każ­dy­in­ter­pre­tuje to samo do­świad­cze­nie nieco ina­czej. Świa­do­mość tego może być nie­zwy­kle po­mocna w ra­dze­niu so­bie z na­szymi zmie­nia­ją­cymi się oko­licz­no­ściami, ma także wpływ na nas i in­nych. W sy­tu­acji stresu, kon­fliktu czy nie­po­ro­zu­mie­nia spró­buj się za­trzy­mać, by od­kryć, ja­kie prze­ko­na­nie stoi za twoją in­ter­pre­ta­cją tego, co się dzieje. Po­tem za­py­taj sie­bie o in­ter­pre­ta­cję, która mo­głaby stać za za­cho­wa­niem dru­giej osoby. Sprawdź, jak by­cie świa­do­mym zmie­nia twoje do­świad­cza­nie sy­tu­acji, i zo­bacz, czy mo­żesz po­zwo­lić odejść sil­nym emo­cjom. Na­stęp­nie mo­żesz skon­cen­tro­wać się na tym, jak być za­chę­ca­jącą dla sie­bie i in­nych.

Od­po­wie­dzial­ność

Weź od­po­wie­dzial­ność za to, co two­rzysz w swoim ży­ciu. Po­szu­kaj głę­biej i od­kryj, w jaki spo­sób stwo­rzy­łaś sy­tu­ację, na którą na­rze­kasz. Od­po­wie­dzial­ność nie ozna­cza ob­wi­nia­nia czy wstydu. Świa­do­mość oso­bi­stej od­po­wie­dzial­no­ści daje ci siłę i opcje, by two­rzyć to, co chcesz. Stwórz plan, jak osią­gnąć to, co chcesz osią­gnąć bez ob­wi­nia­nia ani też bez ocze­ki­wań wo­bec in­nych lu­dzi.

Róż­nice

Prze­ciw­no­ści się przy­cią­gają! Po­myśl o cha­rak­te­ry­stycz­nej ce­sze swo­jego part­nera, która cza­sem cię iry­tuje. Po­nie­waż part­ner miał tę ja­kość/ce­chę od sa­mego po­czątku, jak ina­czej ją kie­dyś po­strze­ga­łaś? Czy my­śla­łaś kie­dyś, że to jest uro­cze lub że nie ma zna­cze­nia? Czy to twój part­ner się zmie­nił, czy może ty się zmie­ni­łaś? Pra­cuj nad do­ce­nia­niem (a przy­naj­mniej nad sza­no­wa­niem) róż­nic. Co po­wiesz na spi­sa­nie moc­nych stron part­nera i wra­ca­nie do tej li­sty re­gu­lar­nie? Znajdź czas na wy­ra­ża­nie swo­jego do­ce­nia­nia - co­dzien­nie!

ĆWI­CZE­NIE

Ro­zu­mie­nie swo­jego prio­ry­tetu ży­cio­wego

Kiedy się po­zna teo­rię prio­ry­te­tów ży­cio­wych, można od­czu­wać lekką kon­fu­zję. Prio­ry­tet ży­ciowy to po­wolny pro­ces uważ­nego od­kry­wa­nia sie­bie i z cza­sem sta­niesz się co­raz bar­dziej świa­doma swo­jego my­śle­nia "tylko je­śli", a także zdasz so­bie sprawę, kiedy an­ga­żu­jesz się w ten ro­dzaj my­śle­nia. To ćwi­cze­nie au­to­re­flek­sji jest stwo­rzone, by po­móc ci od­kryć swoją wła­sną pry­watną lo­gikę i ła­twiej przejść przez ten pro­ces.

1. Przyj­rzyj się swo­jemu ży­cio­wemu prio­ry­te­towi. Po­myśl o sy­tu­acjach, kiedy do­świad­cza­łaś tego, co znaj­duje się w pu­dełku tego prio­ry­tetu lub o sy­tu­acjach, kiedy pre­zen­to­wa­łaś za­cho­wa­nia, które są twoim wy­zwa­niem. Co się działo? Za­pisz to.

2. Co się wy­da­rzyło? Co my­śla­łaś wtedy?

3. Co czu­łaś? Upew­nij się, by uży­wać słów, które są inne niż to na pu­dełku z prio­ry­te­tem (jedno słowo opi­su­jące uczu­cie: "złość", "wina", "nie­po­kój" itp.).

4. Co zro­bi­łaś, kiedy ta sy­tu­acja na­stą­piła?

5. Jaki był tego re­zul­tat dla cie­bie?

6. Jaką masz radę dla sie­bie, co mo­gła­byś zro­bić ina­czej?

ROZ­DZIAŁ 7

SKU­TECZNE I NIE­SKU­TECZNE RO­DZI­CIEL­STWO

W trak­cie jed­nego ze spo­tkań grupy wspar­cia dla ro­dzi­ców Stan opo­wie­dział o swoim wspo­mnie­niu z dzie­ciń­stwa, kiedy oszu­ki­wał na te­ście w pią­tej kla­sie: "By­łem na tyle głupi, by za­pi­sać nie­które z od­po­wie­dzi na we­wnętrz­nej stro­nie dłoni. Na­uczy­cielka za­uwa­żyła, jak otwie­ram pięść i spi­suję roz­wią­za­nia. Chwy­ciła mój test i na oczach ca­łej klasy po­darła go na drobne ka­wałki. Po­sta­wiła mi je­dynkę i pu­blicz­nie na­zwała oszu­stem. Po­in­for­mo­wała też ro­dzi­ców. Oj­ciec dał mi la­nie i uzie­mił na cały mie­siąc. Już ni­gdy nie oszu­ki­wa­łem i oczy­wi­ście ocena była za­słu­żona. Za­tem tak, ka­rano mnie w dzie­ciń­stwie, ale chyba to mi nie za­szko­dziło".

Czy na­szym ro­dzi­ciel­skim ce­lem jest tylko "nie­zasz­ko­dze­nie", czy może jed­nak stać nas na coś wię­cej?[1].

STYLE RO­DZI­CIEL­SKIE

Jak można stać się lep­szym ro­dzi­cem? W końcu dziecko po­ja­wia się na tym świe­cie bez in­struk­cji ob­sługi. W roz­dziale 6 prze­ko­na­li­śmy się, że więk­szość z nas robi jedną z dwóch rze­czy: albo po­wie­lamy me­tody wy­cho­waw­cze wła­snych ro­dzi­ców, albo wy­bie­ramy zu­peł­nie inny styl ro­dzi­ciel­stwa, po­nie­waż nie bar­dzo po­do­bał się nam spo­sób, w jaki by­li­śmy wy­cho­wy­wani. W tym roz­dziale szcze­gó­łowo przyj­rzymy się czte­rem naj­częst­szym sty­lom ro­dzi­ciel­skim (choć zde­cy­do­wana więk­szość ro­dzi­ców po­słu­guje się kom­bi­na­cją róż­nych sty­lów). Wspo­mniane cztery style ro­dzi­ciel­skie to:

- styl au­to­ry­tarny (dyk­ta­tor),

- styl per­mi­sywny (po­błaż­liwy),

- za­nie­dba­nie (ro­dzic nie­obecny),

- styl au­to­ry­ta­tywny (styl Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny, czyli życz­liwy i sta­now­czy w tym sa­mym cza­sie).

Au­to­ry­tarny styl ro­dzi­ciel­ski (dyk­ta­tor): po­rzą­dek bez mi­ło­ści

W przy­padku ro­dzi­ców cha­rak­te­ry­zu­ją­cych się au­to­ry­tar­nym sty­lem ro­dzi­ciel­skim kon­trola jest pod­stawą funk­cjo­no­wa­nia: na­rzu­cają za­sady oraz wy­ko­rzy­stują groźby i na­grody, by zmu­sić dzieci do "pod­po­rząd­ko­wa­nia się". Czę­sto jest to po­dyk­to­wane prze­ko­na­niem, że je­dyną al­ter­na­tywą dla tej me­tody jest po­błaż­li­wość, a ci ro­dzice bar­dzo nie chcą zo­stać wy­ko­rzy­stani, lę­kają się cha­osu i braku wpływu, który zwią­zany jest ze sty­lem per­mi­syw­nym.

Nie­stety, dziecko ta­kich ro­dzi­ców otrzy­muje na­stę­pu­jący nie­wy­po­wie­dziany prze­kaz: "To ja­sne, że nie je­steś w sta­nie po­ra­dzić so­bie wy­star­cza­jąco do­brze, więc zmu­szę cię, byś dzia­łał na mo­ich za­sa­dach i w okre­ślo­nym przeze mnie cza­sie". Ten styl ro­dzi­ciel­ski czę­sto pro­wa­dzi do walki o to, czyje bę­dzie na wierz­chu, a także do ze­msty dziecka oraz po­czu­cia niż­szo­ści. W re­zul­ta­cie ro­dzice mu­szą mie­rzyć się z za­cho­wa­niami prze­ciw­staw­nymi do po­żą­da­nych, czyli z nie­od­po­wie­dzial­no­ścią, bun­tem, za­cho­wa­niami ry­zy­kow­nymi itp. Iro­nia tej sy­tu­acji po­lega na tym, że po­dej­mu­jąc wy­si­łek kon­tro­lo­wa­nia dzie­cię­cego za­cho­wa­nia, ro­dzice czę­sto cał­ko­wi­cie tracą nad nim kon­trolę.

Ła­two jest wpaść w pu­łapkę au­to­ry­tar­nego stylu, gdy do­pada nas stres, zmę­cze­nie i nad­miar obo­wiąz­ków. Wtedy ła­twiej jest po pro­stu po­wie­dzieć: "Bo tak po­wie­dzia­łem i już". W spo­sób na­tu­ralny po­ja­wia się wtedy skłon­ność do mo­ra­li­zo­wa­nia i na­ka­zy­wa­nia: "Zrób to", "Nie rób tego", "Nie za­po­mnij tam­tego", "Dla­czego po pro­stu nie mo­żesz...".

Naj­smut­niej­sze ze wszyst­kiego jest to, że kiedy wpa­damy w ta­kie nie­przy­jemne, utarte sche­maty, ocze­ku­jemy od dzieci kon­tro­lo­wa­nia wła­snego za­cho­wa­nia, nie da­jąc im do­brego przy­kładu. Kiedy po­peł­niamy błędy nad­mier­nej kon­troli, mo­żemy je po pro­stu za­uwa­żyć, prze­pro­sić dzieci, a po­tem ra­zem z nimi po­szu­kać roz­wią­zań.

Per­mi­sywny styl ro­dzi­ciel­ski (po­błaż­li­wość): wol­ność i mi­łość bez po­rządku

Ro­dzice sto­su­jący per­mi­sywny styl ro­dzi­ciel­ski (roz­piesz­cza­nie) zwy­kle nad­mier­nie się an­ga­żują, są na­do­pie­kuń­czy i na zbyt wiele po­zwa­lają. Czy usi­łu­jesz wszystko zro­bić sam? Czy uwa­żasz, że twoim za­da­niem jest pod­nieść dzieci rano, ubrać je, po­dać im śnia­da­nie, przy­go­to­wać dru­gie śnia­da­nie do szkoły, zna­leźć ich pracę do­mową, za­ła­go­dzić ich kłót­nie i spra­wić, by o okre­ślo­nej go­dzi­nie go­towe do wyj­ścia zna­la­zły się przy drzwiach? Je­śli tak, przy­spa­rzasz so­bie nie­po­trzeb­nego stresu i na wła­snej piersi ho­du­jesz roz­piesz­czone istoty, które z bie­giem czasu - wzmac­nia­jąc swoje umie­jęt­no­ści ma­ni­pu­la­cji - będą co­raz wię­cej wy­ma­gały od cie­bie i co­raz mniej da­wały od sie­bie.

Spójrzmy praw­dzie w oczy. W chwi­lach prze­mę­cze­nia i prze­cią­że­nia co­dzienną rze­czy­wi­sto­ścią ła­two jest się­gnąć za­równo po au­to­ry­tarne, jak i per­mi­sywne spo­soby dzia­ła­nia. Czę­sto po­peł­niamy błąd uża­la­nia się nad swo­imi dziećmi. Ra­to­wa­nie ich wy­daje się po pro­stu ła­twiej­sze. Za­po­mi­namy o dłu­go­fa­lo­wych ce­lach. Dzieci ma­ru­dzą do gra­nic wy­trzy­ma­ło­ści... A ro­dzice po­wta­rzają wie­lo­krot­nie: "nie". Dzieci da­lej ma­ru­dzą. Ro­dzice na­dal sta­wiają gra­nice, mó­wiąc "nie". Dzieci wciąż się nie pod­dają i wy­twa­rzają pre­sję - ma­ru­dzą da­lej. Ro­dzi­com brak­nie cier­pli­wo­ści i ule­gają, co po­wo­duje znik­nię­cie nie­po­żą­da­nego za­cho­wa­nia, ale tylko na krótką chwilę. Ta­kie sceny po­wta­rzają się w kółko rano, wie­czo­rem, w skle­pie, na placu za­baw i w in­nych miej­scach.

Nad­mierna kon­trola za­pra­sza dzieci do my­śle­nia i dzia­ła­nia "wbrew" ro­dzi­com, na­to­miast po­błaż­li­wość za­chęca dzieci do my­śle­nia i dzia­ła­nia "dla" wła­snego do­bra i nie­trosz­cze­nia się o in­nych. Owo­cem­per­mi­syw­nego stylu ro­dzi­ciel­skiego jest młody czło­wiek, który żywi prze­ko­na­nie: "Świat po­wi­nien o mnie za­dbać" lub: "Mi­łość po­lega na tym, że inni po­winni do­star­czać mi wszyst­kiego, czego chcę". Kiedy dzieci ma­ru­dzą, a ro­dzice w końcu im ule­gają, dzieci uczą się, że słowo "nie" wcale nie ozna­cza nie, tylko: "je­śli po­ma­ru­dzę wy­star­cza­jąco długo, ro­dzic zmięk­nie". Pod­su­mo­wu­jąc, po­błaż­liwi ro­dzice uczą swoje dzieci, że na­pady zło­ści oraz inne formy nie­od­po­wied­niego za­cho­wa­nia dzia­łają. Mamy ta­kie ulu­bione po­wie­dze­nie: "Nie rób za dziecko tego, co może zro­bić samo".

Za­nie­dba­nie (ro­dzic nie­obecny / ro­dzic po­rzu­ca­jący): brak wol­no­ści i mi­ło­ści, brak po­rządku

Ro­dzi­ców, któ­rzy za­nie­dbują swoje dzieci, praw­do­po­dob­nie nie znaj­dziemy wśród czy­tel­ni­ków tej książki. Ro­dzic może być nie­obecny z po­wodu cho­roby, uza­leż­nie­nia (np. od al­ko­holu lub pracy), śmierci, z wy­boru albo z ja­kie­goś in­nego po­wodu, może czuć, że nie jest w sta­nie po­do­łać swo­jej ro­dzi­ciel­skiej roli. Cza­sami jest osobą, która nie od­na­la­zła się w roli ro­dzica, nie lubi wszyst­kiego, co jest z nią zwią­zane, i woli w tym cza­sie zaj­mo­wać się czymś in­nym. On lub ona mogą od­da­wać dziecko na dłu­gie go­dziny pod opiekę niani, do pla­cówki lub po­zo­sta­wiać je samo so­bie. W ta­kiej sy­tu­acji dzieci czują się nie­ważne, nie­ko­chane, nie­war­to­ściowe i w ża­den spo­sób nie bu­dują w so­bie po­czu­cia przy­na­leż­no­ści ani zna­cze­nia.

Au­to­ry­ta­tywny styl ro­dzi­ciel­ski (styl Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny): wol­ność oparta na po­rządku

Au­to­ry­ta­tywny styl ro­dzi­ciel­ski wy­ko­rzy­stuje jedną z za­sad Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny, a mia­no­wi­cie by­cie życz­li­wym i sta­now­czym w tym sa­mym cza­sie, czyli ob­da­rza­nie sza­cun­kiem za­równo sie­bie, jak i in­nych. Jed­nym z prze­ja­wów by­cia życz­li­wym i sta­now­czym jed­no­cze­śnie jest włą­cza­nie dzieci w pro­ces po­dej­mo­wa­nia de­cy­zji od naj­wcze­śniej­szych lat ży­cia. Za­sady Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny wy­ra­stają z au­to­ry­ta­tyw­nego stylu ro­dzi­ciel­skiego.

Na­wet je­śli czu­jesz, iż po­słu­gu­jesz się mie­sza­niną sty­lów (lub prze­ska­ku­jesz po­mię­dzy wy­bra­nymi dwoma), z dużą dozą praw­do­po­do­bień­stwa mo­żesz wska­zać trend do­mi­nu­jący w twoim za­cho­wa­niu. W roz­dziale 12 zaj­miemy się kon­cep­cją "karty w stre­sie" (inna na­zwa: prio­ry­tet ży­ciowy), czyli przyj­rzymy się stra­te­giom dzia­ła­nia wy­bie­ra­nym przez ro­dzi­ców pod wpły­wem stresu. Dzięki kon­cep­cji prio­ry­tetu ży­cio­wego uzy­skasz wię­cej wska­zó­wek do­ty­czą­cych wła­snego stylu ro­dzi­ciel­skiego i ła­twiej bę­dzie ci zi­den­ty­fi­ko­wać swoje na­tu­ralne skłon­no­ści, nad któ­rymi po­trze­bu­jesz po­pra­co­wać. Pa­mię­taj o tym pod­czas dal­szej lek­tury książki.

Co się dzieje, kiedy ro­dzice mają różne style wy­cho­waw­cze? Wiele par mę­czy się z po­wodu nie­po­ro­zu­mień zwią­za­nych z per­mi­syw­nym sty­lem jed­nego z ro­dzi­ców i z au­to­ry­tar­no­ścią dru­giego opie­kuna. Jak ta­kie prze­ci­wień­stwa wpły­wają na dzieci i dy­na­mikę ro­dzinną? Dzieci bar­dzo szybko uczą się, kto jest "do­brym po­li­cjan­tem", a kto "złym" i jak za­rzą­dzać sy­tu­acją, by zy­skać jak naj­wię­cej dla sie­bie. Trzeba jed­nak po­wie­dzieć bar­dzo wy­raź­nie, że nie jest to ce­lowe dzia­ła­nie dzieci. Nie chcą tak na­prawdę po­wo­do­wać tarć w re­la­cji ro­dzi­ców. Nie my­ślą o dłu­go­fa­lo­wych kon­se­kwen­cjach swo­jego dzia­ła­nia. Po pro­stu dążą do tego, co jest w ich in­te­re­sie, i szybko roz­pra­co­wują "sys­tem" stwo­rzony na styku róż­nych po­dejść ro­dzi­ciel­skich. Czę­sto do­pro­wa­dza to do starć mię­dzy ro­dzi­cami, bo kiedy je­den z nich mówi "nie", bie­gną do dru­giego, który praw­do­po­dob­nie po­wie "tak". Naj­le­piej z sza­cun­kiem pod­cho­dzić do stylu ro­dzi­ciel­skiego part­nera i jed­no­cze­śnie wy­trwale sto­so­wać wła­sne po­dej­ście. Tak długo, jak part­ne­rzy sza­nują na­wza­jem swoje po­dej­ścia, a dzieci czują się ko­chane, nie mu­sisz się mar­twić. Po­ra­dzą so­bie.

Bez względu na to, jaki masz styl ro­dzi­ciel­ski, nie unik­niesz błę­dów i nie bę­dziesz ide­alny. A to pa­ra­dok­sal­nie może być bło­go­sła­wień­stwem dla two­ich dzieci. Uświa­dom so­bie wła­sne na­wyki i skłon­no­ści, a kiedy to zro­bisz, mo­żesz za­cząć je zmie­niać, ucząc dzieci jed­nej z fun­da­men­tal­nych za­sad Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny, która mówi o tym, że błędy są wspa­niałą oka­zją do na­uki.

WADY AU­TO­RY­TAR­NEGO RO­DZI­CIEL­STWA

Ja­kim cu­dem wpa­dli­śmy na ten sza­lony po­mysł, że aby dzieci za­cho­wy­wały się le­piej, naj­pierw mu­szą po­czuć się go­rzej? Tak wła­śnie brzmi prze­ko­na­nie, z któ­rego wy­ra­sta teo­ria o wy­cho­waw­czej roli kary. Czy karę sto­suje się jako mo­ty­wa­cję w przy­padku do­ro­słych? Nie! Ale my do­ro­śli uwa­żamy, że po­winna dzia­łać w przy­padku dzieci, bo po pierw­sze sami jako dzieci by­li­śmy ka­rani i "wy­ro­śli­śmy na do­brych lu­dzi", a po dru­gie jest świet­nym spo­so­bem dys­cy­pli­no­wa­nia dzieci. Tak, fak­tycz­nie kara działa, ale tylko na krótką metę. Nie po­może dzie­ciom roz­wi­nąć waż­nych i po­trzeb­nych umie­jęt­no­ści oraz cech cha­rak­teru. Dzieci na­uczą się ra­dzić so­bie w każ­dych wa­run­kach, ale prze­cież mo­żemy stwo­rzyć im ta­kie, w któ­rych osią­gną peł­nię swego po­ten­cjału bez na­ru­sza­nia po­czu­cia ich wła­snej god­no­ści i war­to­ści. Ja­kie uczu­cia wzbu­dza uży­cie kary w to­bie, ro­dzicu? Czy na­dal chciał­byś sto­so­wać tę me­todę, je­śli mógł­byś za­chę­cić dziecko do bar­dziej kon­struk­tyw­nego za­cho­wa­nia, sto­su­jąc po­dej­ście życz­liwe i sta­now­cze jed­no­cze­śnie? U osoby ka­rzą­cej zwy­kle po­ja­wiają się po­czu­cie winy oraz wy­rzuty su­mie­nia. Czę­sto też to­wa­rzy­szy jej prze­czu­cie, że to, co dziś przy­nosi efekty, nie bę­dzie miało po­zy­tyw­nego prze­ło­że­nia w przy­szło­ści.

Więk­szość ro­dzi­ców sto­su­ją­cych karę robi to, bo fak­tycz­nie ko­cha dzieci. Jest to przy­gnę­bia­jąca in­for­ma­cja. Uwa­żają, że kara po­może dzie­ciom na­uczyć się, ja­kie za­cho­wa­nia są po­żą­dane, a ja­kie nie. Al­fie Kohn do­bit­nie i wy­mow­nie stwier­dza to, co wła­ściwe więk­szość z nas już wie: "Kary i na­grody w naj­lep­szym wy­padku są bez­u­ży­teczne, a w naj­gor­szym de­struk­cyjne, je­śli cho­dzi o po­moc dzie­ciom w przy­swa­ja­niu po­żą­da­nych war­to­ści i umie­jęt­no­ści. Głów­nym re­zul­ta­tem ich sto­so­wa­nia jest tym­cza­sowe do­sto­so­wa­nie się. Kary i na­grody po pro­stu ku­pują do­ro­słym dzie­cięce po­słu­szeń­stwo. Je­śli to wła­śnie mamy na my­śli, kiedy mó­wimy, że dzia­łają, to fak­tycz­nie czy­nią cuda, lecz je­śli przede wszyst­kim chcemy my­śleć przez pry­zmat tego, kim na­sze dzieci staną się w przy­szło­ści (...), to jesz­cze żadna ma­ni­pu­la­cja na po­zio­mie za­cho­wa­nia nie po­mo­gła żad­nemu dziecku stać się tro­skliwą i od­po­wie­dzialną osobą"[2]. Po­nadto kara fi­zyczna po­ka­zuje dziecku, że uży­wa­nie prze­mocy wo­bec osób słab­szych jest w po­rządku.

Kara ma spra­wić, by dziecko za­pła­ciło za swoje błędy. Ce­lem dys­cy­pliny, która uczy (taką de­fi­ni­cję pre­fe­ru­jemy), jest po­móc dziecku uczyć się na pod­sta­wie wła­snych błę­dów w at­mos­fe­rze wspar­cia i za­chęty. Ten spo­sób przy­swa­ja­nia wie­dzy po­może mu wzra­stać i kształ­to­wać po­zy­tywne prze­ko­na­nia na te­mat tego, co po­trafi i jak bar­dzo jest ko­chane, a w re­zul­ta­cie po­może mu roz­kwi­tać i roz­wi­jać się, a nie tylko prze­trwać, co w opo­wie­ści z po­czątku roz­działu zo­stało eu­fe­mi­stycz­nie na­zwane "nie­zasz­ko­dze­niem". Chcemy te­raz do niej na chwilę po­wró­cić. Jak pa­mię­ta­cie, Stan zo­stał przy­ła­pany na ścią­ga­niu, zo­stał uka­rany i uwa­żał, że kara, którą otrzy­mał, fak­tycz­nie była za­słu­żona. W po­niż­szej roz­mo­wie pro­wa­dząca warsz­taty dla ro­dzi­ców po­maga Sta­nowi od­kryć jego pry­watną lo­gikę, aby po­ka­zać mu, w jaki spo­sób kara wpły­nęła na jego sys­tem prze­ko­nań, a na­stęp­nie wspól­nie two­rzą al­ter­na­tywny - lep­szy z punktu wi­dze­nia roz­woju dziecka - sce­na­riusz dla tego wy­da­rze­nia z prze­szło­ści:

PRO­WA­DZĄCA: Czy wszy­scy się zga­dzają, że Sta­nowi na­le­żała się je­dynka?

GRUPA: Tak.

PRO­WA­DZĄCA: Czy sama ocena wy­star­czy­łaby, by po­ka­zać mu kon­se­kwen­cje jego dzia­łań, czy kara rów­nież była ko­nieczna?

GRUPA: Hm...

PRO­WA­DZĄCA: Stan, a co ty o tym my­ślisz? Co czu­łeś, kiedy do­sta­łeś je­dynkę za ścią­ga­nie?

STAN: Czu­łem się winny i bar­dzo za­wsty­dzony.

PRO­WA­DZĄCA: I co w wy­niku tego za­de­cy­do­wa­łeś?

STAN: Że już tego nie zro­bię.

PRO­WA­DZĄCA: A do ja­kich kon­klu­zji do­sze­dłeś, kiedy oj­ciec wle­pił ci klapsa?

STAN: Że roz­cza­ro­wa­łem mo­ich ro­dzi­ców. Do dziś się mar­twię tym, że ich roz­cza­ro­wuję.

PRO­WA­DZĄCA: Czyli w jaki spo­sób po­mo­gła ci ta kara?

STAN: No cóż, jesz­cze przed zbi­ciem przez ojca za­de­cy­do­wa­łem, że już ni­gdy tego nie zro­bię. To po­czu­cie winy i za­wsty­dze­nie, które czu­łem, sto­jąc na środku klasy, dały mi od­po­wied­nią na­uczkę, na­to­miast to nie­ustanne za­mar­twia­nie się o to, że roz­cza­ruję mo­ich ro­dzi­ców, wciąż jest dla mnie cię­ża­rem.

PRO­WA­DZĄCA: Gdy­byś miał ma­giczną różdżkę i mógł zmie­nić roz­wój wy­pad­ków, jak byś go zmie­nił? Na czym po­le­ga­łyby zmiany w sło­wach i za­cho­wa­niach lu­dzi w tej hi­sto­rii?

STAN: No cóż, naj­pew­niej bym nie ścią­gał.

PRO­WA­DZĄCA: I co jesz­cze byś zmie­nił?

STAN: Nie wiem.

PRO­WA­DZĄCA: Kto ma po­mysł, co można by­łoby zmie­nić w tej hi­sto­rii? Oso­bom, które nie są emo­cjo­nal­nie za­an­ga­żo­wane w opo­wieść, zwy­kle ła­twiej jest zna­leźć nowe moż­li­wo­ści. Co mo­głaby po­wie­dzieć lub zro­bić na­uczy­cielka Stana lub jego ro­dzice, co by­łoby bar­dziej życz­liwe i sta­now­cze?

UCZEST­NICZKA: Je­stem na­uczy­cielką. Za­bra­ła­bym Stana na stronę i spy­tała, dla­czego ścią­gał.

PRO­WA­DZĄCA: Stan, co byś od­po­wie­dział na­uczy­cielce?

STAN: Że chcia­łem za­li­czyć test.

UCZEST­NICZKA: Wtedy do­ce­ni­ła­bym go za chęć za­li­cze­nia te­stu, ale też spy­ta­ła­bym się, co czuł w związku ze stra­te­gią oszu­ki­wa­nia, którą wy­brał, by od­nieść suk­ces.

STAN: Obie­cał­bym, że już ni­gdy tego nie zro­bię.

UCZEST­NICZKA: Po­wie­dzia­ła­bym mu, że musi do­stać je­dynkę, ale że je­stem za­do­wo­lona, że dzięki temu do­świad­cze­niu od­uczył się ścią­ga­nia. Po­pro­si­ła­bym go też, by po­my­ślał o tym, w jaki spo­sób za­mie­rza za­li­czyć ma­te­riał i po­wie­dział mi o tym.

STAN: Wciąż czuł­bym się winny i za­wsty­dzony, ale chyba był­bym wdzięczny za życz­li­wość i sta­now­czość. Te­raz już ro­zu­miem tę kon­cep­cję.

PRO­WA­DZĄCA: A czy te­raz masz po­mysł, jak mógł­byś użyć ma­gicz­nej różdżki, by zmie­nić za­cho­wa­nie swo­ich ro­dzi­ców?

STAN: By­łoby miło, gdyby do­strze­gli mój wstyd i po­czu­cie winy. Mo­gliby oka­zać mi współ­czu­cie i fak­tycz­nie po­wie­dzieć, że to mu­siała być dla mnie trudna lek­cja. Mo­gliby po­wie­dzieć, iż wie­rzą, że sko­rzy­stam z tego do­świad­cze­nia i nie uczy­nię nic po­dob­nego w przy­szło­ści. Chciał­bym też usły­szeć od nich, że za­wsze - bez względu na wszystko - będą mnie ko­chać, lecz mają na­dzieję, że w przy­szło­ści nie za­wiodę się na so­bie. O kur­czę! Co za kon­cep­cja, żeby mar­twić się bar­dziej za­wie­dze­niem sa­mego sie­bie niż ro­dzi­ców. Brzmi to dla mnie nie­zwy­kle za­chę­ca­jąco.

Ta roz­mowa uwy­pu­kla kilka waż­nych kwe­stii w kon­tek­ście wy­cho­wa­nia bez kar.

1. Ro­dzi­ciel­stwo bez kar nie ozna­cza pusz­cza­nia pła­zem dzie­cię­cego za­cho­wa­nia.

2. Ro­dzi­ciel­stwo bez kar ozna­cza po­ma­ga­nie dziecku w od­kry­wa­niu kon­se­kwen­cji jego wy­bo­rów w at­mos­fe­rze wspar­cia i za­chęty tak, by mo­gło do­świad­czać zrów­no­wa­żo­nego i trwa­łego wzro­stu i uczyć się na przy­szłość.

3. Więk­szość lu­dzi wy­ra­sta na "po­rząd­nych" lu­dzi na­wet po­mimo kar, ale być może sta­liby się jesz­cze lepsi, gdyby mo­gli uczyć się na wła­snych błę­dach w at­mos­fe­rze życz­li­wo­ści i sta­now­czo­ści.

Czy chcesz, żeby twoje dziecko wy­ro­sło za­le­d­wie na "po­rząd­nego" czło­wieka, czy chciał­byś jed­nak, by do­świad­czyło ta­kiego wspar­cia i tro­ski, które spra­wią, że sta­nie się naj­lep­szą moż­liwą wer­sją sa­mego sie­bie?

Wady per­mi­syw­nego ro­dzi­ciel­stwa

Brak oka­zji do wno­sze­nia wkładu, tak cha­rak­te­ry­styczny dla po­błaż­li­wego stylu ro­dzi­ciel­stwa, ogra­bia dzieci z oka­zji do roz­wi­ja­nia od­por­no­ści psy­chicz­nej i cha­rak­teru oraz przy­go­to­wy­wa­nia się do wy­zwań do­ro­słego ży­cia. Per­mi­sywne ro­dzi­ciel­stwo naj­czę­ściej po­lega na sto­so­wa­niu na­gród i po­chwał oraz roz­piesz­cza­niu.

Na­grody

Za­nim Joy po­znała Po­zy­tywną Dys­cy­plinę, na wcze­snym eta­pie swo­jej pracy na­uczy­ciel­skiej uży­wała ta­blic mo­ty­wa­cyj­nych. Jedna z jej uczen­nic za­fa­scy­no­wała się moż­li­wo­ścią uzy­ska­nia zło­tej gwiazdki za an­ga­żo­wa­nie się w wy­ko­ny­wa­nie obo­wiąz­ków i róż­nego ro­dzaju prac w kla­sie. Pew­nego dnia dzieci za­pro­siły ro­dzi­ców na krótką wi­zytę i po­czę­stu­nek or­ga­ni­zo­wany w ich sali lek­cyj­nej. Za­nim Joy zdą­żyła otwo­rzyć usta i o co­kol­wiek po­pro­sić, jej mała po­moc­nica prze­jęła ini­cja­tywę i roz­sta­wiła ku­beczki oraz roz­ło­żyła ser­wetki. Serce na­uczy­cielki uro­sło, lecz na krótko, bo dziew­czynka po­de­szła do niej z błysz­czą­cymi oczami i wy­cią­gniętą ręką, py­ta­jąc: "Pro­szę pani, czy mogę te­raz do­stać moją gwiazdkę?". Joy z prze­ra­że­niem uświa­do­miła so­bie, że uczy dzieci uza­leż­nia­nia przy­jem­no­ści oraz po­czu­cia wła­snej war­to­ści od ze­wnętrz­nych na­gród.

Kohn opi­suje kilka pro­jek­tów ba­daw­czych, które po­ka­zały, że na­grody ob­ni­żają ja­kość wy­ko­ny­wa­nej pracy oraz że dzieci, które sta­rają się zdo­być na­grodę, po­peł­niają wię­cej błę­dów niż te, które po pro­stu otrzy­mują neu­tralną in­for­ma­cję o re­zul­ta­tach osią­gnię­tych w po­wie­rzo­nych im za­da­niach. Współ­cze­sne ba­da­nia do­ty­czące mo­ty­wa­cji u osób do­ro­słych po­twier­dzają, że kara i na­groda dzia­łają za­chę­ca­jąco tylko w przy­padku pro­stych i po­wta­rzal­nych czyn­no­ści. Wię­cej szcze­gó­łów na ten te­mat znaj­dziesz w roz­dziale 16. Chcemy ja­sno po­wie­dzieć, że nad­miar po­chwał oraz na­gród po­wo­duje u dzieci uza­leż­nia­nie się od apro­baty in­nych i nie przy­go­to­wuje ich do do­ro­słego ży­cia. Dzieci mogą zbu­do­wać zdrowe, ade­kwatne po­czu­cie wła­snej war­to­ści dzięki wy­trwa­łej pracy i jej re­zul­ta­tom oraz by­ciu au­ten­tycz­nie do­ce­nia­nym za wy­si­łek w tę pracę wło­żony.

Po­chwały

W roz­dziale 6 wspo­mnie­li­śmy, że zgod­nie ze współ­cze­snymi tren­dami wy­cho­waw­czymi na­leży bu­do­wać u dzieci silne po­czu­cie przy­na­leż­no­ści, lecz wielu ro­dzi­ców sta­rało się to czy­nić, po­słu­gu­jąc się na­grodą i po­chwałą, które nie są do­brymi na­rzę­dziami do osią­gnię­cia tego celu. Czy po­chwała za­chęca dzieci do bu­do­wa­nia sil­nego po­czu­cia wła­snej war­to­ści? Czy ra­czej po­wo­duje nad­mierne uza­leż­nia­nie swo­jej sa­mo­ceny od opi­nii in­nych? Na­szym zda­niem pro­wa­dzi ra­czej do tego dru­giego i ro­zu­miemy, że trudno cza­sem od­róż­nić po­chwałę od za­chęty. Po­chwała kon­cen­truje się na wi­docz­nych suk­ce­sach i re­zul­ta­tach, na­to­miast za­chęta po­lega na do­ce­nia­niu wy­siłku i za­an­ga­żo­wa­nia, co sprzyja bu­do­wa­niu mo­ty­wa­cji we­wnętrz­nej.

Czy w ogóle po­winno się sto­so­wać po­chwały? Pro­po­nu­jemy spoj­rzeć na nie jak na tort. Nie­wielka por­cja tortu może spra­wić przy­jem­ność i na pewno nie za­szko­dzi. Kilka por­cji tortu może na­to­miast pro­wa­dzić do nie­straw­no­ści i na dłuż­szą metę jest nie­zdrowa. Wszyst­kie dzieci chcą wie­dzieć, czy ro­dzice są z nich dumni. Nie po­pa­dajmy w prze­sadę. Cza­sem, gdy ro­dzice czy­tali o nie­bez­pie­czeń­stwach wy­ni­ka­ją­cych ze sto­so­wa­nia po­chwał i w efek­cie ni­gdy ich nie uży­wają, to dzieci mogą czuć się znie­chę­cone. Zda­li­śmy so­bie z tego sprawę, gdy Jane otrzy­mała list od Jill Fi­sher z Au­stra­lii.

PY­TA­NIE: Je­stem u kresu wy­trzy­ma­ło­ści i brak mi już po­my­słów w re­la­cji z moją trzy­na­sto­latką. Druga córka ma lat dzie­więć. Od dwóch lat wy­cho­wu­jemy córki w du­chu Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny. Przez ten czas w na­szym domu wiele się zmie­niło, rów­nież to w jaki spo­sób i co do nich mó­wimy. W ostat­nim mie­siącu mamy pe­wien kło­pot z wy­ra­zem "po­chwała" w od­nie­sie­niu do star­szej córki. Świet­nie ra­dzi so­bie w szkole i do­staje bar­dzo do­bre stop­nie, można po­wie­dzieć, że ko­cha szkołę! Kiedy wra­cała ostat­nio do domu i chwa­liła się nam oce­nami z kilku ostat­nich spraw­dzia­nów, mąż i ja za­wsze mó­wi­li­śmy do niej coś w tym stylu: "Su­per, nie­zwy­kłe wy­niki, Zaro! Mu­sisz być z sie­bie dumna. Bar­dzo ciężko pra­co­wa­łaś i za­słu­ży­łaś so­bie na taki re­zul­tat!". Za­tkało nas, gdy od­po­wie­działa: "Dla­czego nie mo­że­cie mi po pro­stu po­wie­dzieć, że je­ste­ście ze mnie dumni, jak nor­malni ro­dzice?!".

Wcze­śniej ko­rzy­sta­li­śmy z me­tod pre­zen­to­wa­nych w pro­gra­mie "Su­per­nia­nia", ta­kich jak wy­sy­ła­nie do po­koju lub wcze­śniej­sze pój­cie do łóżka w przy­padku nie­od­po­wied­niego za­cho­wa­nia. Te­raz wszy­scy ko­rzy­stamy z na­szego "spo­koj­nego ką­cika", a kiedy już się uspo­ko­imy, to roz­ma­wiamy i re­gu­lar­nie ko­rzy­stamy z 4 "P" po­my­łek! Co ty­dzień or­ga­ni­zu­jemy spo­tka­nia ro­dzinne, które zmie­niły nasz dom na lep­sze - obo­wiązki, błędy jako oka­zja do na­uki itp. Lecz jest jedna rzecz, z którą mój mąż i ja so­bie nie ra­dzimy. Czy po­win­nam po pro­stu usiąść z córką i po­wie­dzieć jej: "Oczy­wi­ście, że je­ste­śmy z cie­bie dumni, bo ciężko pra­cu­jesz i osią­gasz wspa­niałe re­zul­taty w szkole, ale naj­waż­niej­sze jest to, że­byś sama była z sie­bie dumna!"?

Jill Fi­sher, Au­stra­lia

OD­PO­WIEDŹ: Jill, je­stem ci nie­zwy­kle wdzięczna, że za­da­łaś mi to py­ta­nie, po­nie­waż jest wielu ro­dzi­ców, któ­rzy mie­rzą się z po­dob­nym pro­ble­mem. Po pierw­sze chcę pod­kre­ślić, że po­słu­gi­wa­nie się ja­kim­kol­wiek na­rzę­dziem bez zro­zu­mie­nia za­ło­że­nia, które za nim stoi, może być nie­sku­teczne. Je­śli jed­nak wy­ko­namy wy­si­łek, by zro­zu­mieć za­sadę, która sta­nowi fun­da­ment da­nej tech­niki, oraz do­damy pły­nące z serca zro­zu­mie­nie, to mo­żemy wy­ko­rzy­sty­wać na­rzę­dzia z em­pa­tią i nie brzmieć jak ro­dzic, który tylko po­słu­guje się pewną for­mułką. Usły­sza­łam prze­ma­wia­jącą przez cie­bie mą­drość i zo­ba­czy­łam twoje serce, gdy prze­czy­ta­łam twoje słowa: "Czy po­win­nam po pro­stu usiąść z córką i po­wie­dzieć jej: Oczy­wi­ście, że je­ste­śmy z cie­bie dumni, bo ciężko pra­cu­jesz i osią­gasz wspa­niałe re­zul­taty w szkole, ale naj­waż­niej­sze jest to, że­byś sama była z sie­bie dumna?".

Na pewno je­ste­ście z niej dumni, a skoro tak, po pro­stu to jej po­wiedz­cie. Przy­znaj­cie, że nie­mó­wie­nie prawdy o tym, jak bar­dzo cie­szy­cie się z jej suk­ce­sów, było błę­dem i wy­ni­kało z lęku przed uza­leż­nie­niem jej od opi­nii in­nych. Uświa­dom­cie jej, że szcze­rość w tej kwe­stii przy­nio­sła wam ulgę i że bar­dzo chcie­li­by­ście usły­szeć, że jest dumna sama z sie­bie.

Roz­piesz­cza­nie

Roz­piesz­cza­nie (po­błaż­li­wość, nad­mierna opie­kuń­czość, ra­to­wa­nie) to dla wielu al­ter­na­tywa dla kar. Ro­dzice roz­piesz­cza­jący swoje dzieci mają na­dzieję, że ich dzieci my­ślą so­bie: "Dzięki temu, że tak bar­dzo mnie ko­chasz, ni­gdy nie będę cier­piał i będę ci do­zgon­nie wdzięczny. Wy­na­gro­dzę ci wszyst­kie twoje sta­ra­nia i stanę się naj­lep­szym dziec­kiem w oko­licy". Tacy ro­dzice ule­gają proś­bom o cu­kie­rek w skle­pie spo­żyw­czym lub naj­now­szy hit mody, bo "wszy­scy inni to mają". Na ten ro­dzaj ro­dzi­ciel­stwa szcze­gól­nie na­ra­żeni są pra­cu­jący ro­dzice, któ­rzy mu­szą mie­rzyć się z do­dat­ko­wym po­czu­ciem winy, co omó­wi­ły­śmy szcze­gó­łowo w roz­dziale 3. De facto nie­któ­rzy ro­dzice pra­cują głów­nie po to, by ich dzieci mo­gły mieć wię­cej rze­czy (choć oni wolą ra­czej mó­wić o "ko­rzy­ściach" niż rze­czach). Cza­sem trudno im na­wet zro­zu­mieć, dla­czego ich dzieci są ta­kie nie­wdzięczne i mają co­raz wię­cej za­chcia­nek. Kiedy jed­nak za­czy­nają się nad tym za­sta­na­wiać, uświa­da­miają so­bie, że ich dzieci nie mogą uczyć się, jak ra­dzić so­bie z trud­no­ściami i szu­kać roz­wią­zań, bo nie mają żad­nych oka­zji, by się w tym ćwi­czyć. A prze­cież dzieci ta­kich ro­dzi­ców na pewno po­ra­dzą so­bie z roz­cza­ro­wa­niem, je­śli tylko da im się szansę.

Per­mi­syw­ność naj­czę­ściej za­uwa­żamy u in­nych ro­dzi­ców, a ob­ser­wu­jąc ich, do­strze­gamy nie­sku­tecz­ność ta­kiego po­dej­ścia. Kilka lat temu ekipa pra­cu­jąca dla po­pu­lar­nego ma­ga­zynu in­for­ma­cyj­nego fil­mo­wała parę ro­dzi­ców i ich dzieci w du­żym su­per­mar­ke­cie. Mi­liony zbul­wer­so­wa­nych wi­dzów oglą­dało ich ro­dzi­ciel­skie po­czy­na­nia. Jedno z dzieci chciało za­bawkę. Ro­dzice życz­li­wie i roz­sąd­nie tłu­ma­czyli mu, dla­czego nie może do­stać tej za­bawki. Dziecko wpa­dło w hi­ste­rię. Chwy­ciło za­bawkę i wrzu­ciło ją do wózka skle­po­wego. Mama odło­żyła ją z po­wro­tem na półkę, cią­gle sta­now­czo prze­ma­wia­jąc do dziecka. Ale im więk­szy ha­łas ono ro­biło, tym mniej­szą siłę woli de­mon­stro­wała ro­dzi­cielka. W końcu się ugięła i ku­piła za­bawkę. To spo­wo­do­wało la­winę ko­men­ta­rzy ze strony wi­dzów. Więk­szość brzmiała po­dob­nie, oto nie­które z nich: "Ten dzie­ciak po­wi­nien do­stać w ty­łek, jak tylko wpadł w hi­ste­rię", "Nie mogę uwie­rzyć, że ci ro­dzice byli tacy słabi", "Mo­jemu dziecku nie uszłoby to na su­cho".

To prawda, ci ro­dzice wy­ka­zali się bra­kiem kon­se­kwen­cji i ule­gło­ścią. Jed­nak gdyby oglą­dali in­nych ro­dzi­ców w po­dob­nej sy­tu­acji, praw­do­po­dob­nie sami chwy­ci­liby się za głowę! Ła­two jest oce­niać in­nych, gdy jest się spo­koj­nym i ma się dużo czasu. Ta­kie za­cho­wa­nie ro­dzi­ców na pewno nie przy­słu­żyło się tym dzie­ciom, jed­nak czy je­dyną al­ter­na­tywą dla po­błaż­li­wo­ści jest klaps lub inna forma kary? Oczy­wi­ście, że nie! Żadna z tych me­tod nie działa dłu­go­fa­lowo i nie wspiera dzieci w bu­do­wa­niu wspie­ra­ją­cych prze­ko­nań o so­bie i świe­cie.

Co po­wo­do­wało tymi ro­dzi­cami? Mo­żemy tylko do­mnie­my­wać. Być może w ich gło­wach cza­iła się taka myśl: "Je­stem bez­silny w ob­li­czu hi­ste­rii mo­jego dziecka"? Może oba­wiali się ne­ga­tyw­nych ocen in­nych ku­pu­ją­cych? Albo ule­gli, bo bra­kło im al­ter­na­tyw? Wszystko to są praw­do­po­dobne przy­czyny ich za­cho­wa­nia, lecz brak in­nych me­tod wy­cho­waw­czych praw­do­po­dob­nie prze­wa­żył szalę. "Skrzynka na­rzę­dziowa" wielu ko­cha­ją­cych ro­dzi­ców czę­sto po pro­stu nie za­wiera nic in­nego niż kary i po­błaż­li­wość. Być może ci ro­dzice nie chcieli sto­so­wać kar, za­tem mo­gli sko­rzy­stać tylko z dru­giej opcji.

PO­ZY­TYWNA DYS­CY­PLINA JEST AL­TER­NA­TYWĄ DLA KAR I PO­BŁAŻ­LI­WO­ŚCI

Ro­dzice zwy­kle nie mu­szą się uczyć, jak uży­wać więk­szo­ści naj­po­pu­lar­niej­szych me­tod wy­cho­waw­czych: kar, na­gród, po­chwał, ra­to­wa­nia i roz­piesz­cza­nia. One wy­dają się przy­cho­dzić nam na­tu­ral­nie. Ro­dzice oscy­lują po­mię­dzy jed­nym eks­tre­mum a dru­gim - są po­błaż­liwi do mo­mentu, kiedy już nie mogą znieść swo­ich dzieci, i nad­mier­nie kon­tro­lu­jący do czasu, gdy nie mogą znieść sa­mych sie­bie. Wielu boi się, że je­śli nie będą ani po­błaż­liwi, ani au­to­ry­tarni, dziecko od­czuje to jako za­nie­dba­nie. Za­nie­dba­nie ni­gdy nie jest do­bre. I tu na sce­nie po­ja­wia się Po­zy­tywna Dys­cy­plina ofe­ru­jąca mnó­stwo roz­wią­zań sku­tecz­nych dłu­go­fa­lowo oraz życz­li­wych i sta­now­czych. Jed­nak po­dej­ście, które nie ba­zuje na ka­rze, wy­maga świa­do­mo­ści, na­uki oraz mnó­stwa prak­tyki. To ty de­cy­du­jesz, czy chcesz je wy­pró­bo­wać, czyli po­peł­niać błędy i uczyć się na nich, upa­dać i wsta­wać, i ćwi­czyć da­lej. Wy­cho­wa­nie zdol­nych, pew­nych sie­bie i ko­cha­ją­cych dzieci wy­maga czasu, ener­gii i cier­pli­wo­ści (i zda­jemy so­bie sprawę, że mo­żesz mieć mało za­so­bów w każ­dym z tych trzech ob­sza­rów!), ale jest moż­liwe i warte wy­siłku.

Jak mo­gliby za­re­ago­wać ro­dzice w skle­pie w spo­sób życz­liwy i sta­now­czy? Kiedy dziecko po­pro­siło o za­bawkę, mo­gliby na­zwać i za­ak­cep­to­wać jego uczu­cia (więź/re­la­cja) a po­tem tylko raz po­wie­dzieć "nie" (sta­now­czość). Mo­głoby to brzmieć na przy­kład tak: "Wi­dzę, że na­prawdę chciał­byś tę za­bawkę i przy­kro mi, dziś jej nie do­sta­niesz". Po­tem prze­sta­liby mó­wić i z życz­li­wo­ścią i sta­now­czo­ścią za­bra­liby dziecko do sa­mo­chodu, gdzie mo­głoby w spo­koj­nych wa­run­kach po­ra­dzić so­bie z emo­cjami (hi­ste­ria). Lub mo­gliby za­py­tać: "Czy za­osz­czę­dzi­łeś wy­star­cza­jąco dużo z kie­szon­ko­wego, by ku­pić so­bie tę za­bawkę?". Gdyby wy­gięło usta w pod­kówkę i po­wie­działo "nie", można by po­wie­dzieć: "Jak tylko za­osz­czę­dzisz od­po­wied­nią ilość pie­nię­dzy, mo­żemy przyjść i ku­pić za­bawkę". Można też wcze­śniej uprze­dzić dziecko, że je­śli w skle­pie zda­rzy się tego typu za­cho­wa­nie, to na­tych­miast wyj­dzie­cie ze sklepu.

Wspie­rasz to, co naj­lep­sze w dziecku, je­śli twoje me­tody wy­cho­waw­cze speł­niają pięć kry­te­riów Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny opi­sa­nych w roz­dziale 2:

1) po­ma­gają dziecku po­czuć, że przy­na­leży i jest ważne,

2) po­ma­gają ci być życz­li­wym i sta­now­czym w tym sa­mym cza­sie,

3) są sku­teczne dłu­go­fa­lowo,

4) uczą war­to­ścio­wych umie­jęt­no­ści spo­łecz­nych i ży­cio­wych,

5) dają dziecku (i ro­dzi­com) po­czu­cie mocy i wspie­rają je w kon­struk­tyw­nym uży­ciu wła­dzy.

Tak, sku­teczna dys­cy­plina bu­duje więź, po­czu­cie przy­na­leż­no­ści oraz zna­cze­nia. Kara tego nie robi. Fun­da­men­tem życz­li­wej i sta­now­czej dys­cy­pliny jest sza­cu­nek do dziecka i do­ro­słego. Kary, po­błaż­li­wość, na­grody, po­chwały i ra­to­wa­nie nie mają nic wspól­nego z sza­cun­kiem. Sku­teczna dys­cy­plina przy­nosi po­zy­tywne efekty dłu­go­fa­lowe. Kara dość szybko kła­dzie kres nie­od­po­wied­niemu za­cho­wa­niu, ale na dłuż­szą metę przy­nosi ne­ga­tywne re­zul­taty. I wi­sienka na tor­cie - kon­struk­tywne wy­ko­rzy­sta­nie oso­bi­stej mocy i wła­dzy spo­wo­duje, że za­równo dziecko jak i ty za­spo­ko­icie swoją po­trzebę spraw­czo­ści, a wza­jemne re­la­cje będą źró­dłem ra­do­ści.

Na­by­wa­nie umie­jęt­no­ści wy­cho­waw­czych

Do­brze jest wie­dzieć, czego chce się dla swo­ich dzieci. Tak jak w przy­padku każ­dego przed­się­wzię­cia w ży­ciu szanse na suk­ces wzra­stają, je­śli ma się ja­sność wła­snych pra­gnień, bo wtedy ła­twiej wy­ty­czyć drogę, która tam pro­wa­dzi. Na końcu tego roz­działu znaj­dziesz ćwi­cze­nie, dzięki któ­remu bę­dziesz mógł za­sta­no­wić się, ja­kie umie­jęt­no­ści i ce­chy chciał­byś wy­kształ­cić w swoim dziecku. Jak można uczyć tych umie­jęt­no­ści i cech? Aby móc od­po­wie­dzieć so­bie na to py­ta­nie, po­pro­simy cię rów­nież, byś przy­go­to­wał li­stę trud­nych dla cie­bie za­cho­wań dzieci. Mo­żesz w to wie­rzyć lub nie, ale wła­śnie te wy­zwa­nia i trud­no­ści są oka­zjami, któ­rych po­trze­bu­jesz. Nie­od­po­wied­nie za­cho­wa­nia dzieci to wska­zówki, jak mo­żesz zmie­nić wła­sne za­cho­wa­nie oraz które na­rzę­dzia Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny wy­brać.

Po­dob­nie jak in­nych ro­dzi­ców, być może rów­nież cie­bie zdziwi in­for­ma­cja, że zmiana wła­snego za­cho­wa­nia jest naj­waż­niej­szą rze­czą, którą mo­żesz zro­bić, by za­chę­cić dzieci do zmiany ich za­cho­wań. Już wy­ja­śniamy, co do­kład­nie mamy na my­śli. Pod­czas pro­wa­dzo­nych przez nas warsz­ta­tów dla ro­dzi­ców w pew­nym ćwi­cze­niu czę­sto wy­ko­rzy­stu­jemy ro­dzi­ciel­skie "nie­słu­cha­nie", by po­ka­zać, jak ro­dzice mo­de­lują prze­ci­wień­stwo tego, czego chcą na­uczyć. Za­miast słu­chać, mó­wią, a to mó­wie­nie nie przyj­muje formy dia­logu, lecz jest po pro­stu wy­da­wa­niem po­le­ceń lub roz­ka­zy­wa­niem. Mó­wią dzie­ciom, co się stało, dla­czego to się stało oraz co po­winny w związku z tym czuć i ro­bić. A po­tem za­sta­na­wiają się, dla­czego dzieci nie tylko nie słu­chają (czyli tłu­ma­cząc z ję­zyka ro­dzi­ciel­skiego "nie wy­ko­nują po­le­ceń"), ale też czę­sto dys­ku­tują, a na­wet py­skują. Na­stęp­nie dzie­ciom do­staje się za to, że idą w ślady swo­ich wła­snych ro­dzi­ców.

My na­to­miast uczymy umie­jęt­no­ści za­da­wa­nia py­tań peł­nych cie­ka­wo­ści, ta­kich jak: "Co się stało?", "Jak się w związku z tym czu­łeś?" oraz "Co mo­żesz zro­bić, by roz­wią­zać ten pro­blem?" i za­chę­camy ro­dzi­ców do au­ten­tycz­nego po­słu­cha­nia od­po­wie­dzi. Kiedy w tym ćwi­cze­niu do­ro­śli wcho­dzą w rolę dziecka i słu­chają tych peł­nych cie­ka­wo­ści py­tań, przede wszyst­kim czują się wy­słu­chani - to ich za­ska­kuje, a kiedy czują się wy­słu­chani, są bar­dziej sko­rzy do współ­pracy. Po­myśl o swo­ich wła­snych re­ak­cjach, kiedy ktoś prawi ci ka­za­nia w miej­scu pracy. Czy masz ochotę na współ­pracę, czy ra­czej na ucieczkę? Może na­wet masz ochotę na ciętą ri­po­stę, ale gry­ziesz się w ję­zyk, by za­cho­wać pracę. Jed­nak je­śli ktoś za­daje ci py­ta­nia i fak­tycz­nie słu­cha udzie­la­nych przez cie­bie od­po­wie­dzi, ja­kie to wzbu­dza w to­bie uczu­cia? Czy czu­jesz więk­sze za­an­ga­żo­wa­nie i przy­na­leż­ność do ze­społu, który ze sobą współ­pra­cuje?

Weźmy inny przy­kład. Je­śli twoje dziecko ma kło­poty w szkole, po­wiedzmy z ma­te­ma­tyki, co ro­bisz? Praw­do­po­dob­nie sia­dasz obok niego, roz­kła­dasz pro­blem na czyn­niki pierw­sze, pla­nu­jesz ko­lejne etapy na­uki, za­chę­casz dziecko, po­ka­zu­jesz, że wie­rzysz w jego mo­zli­wo­ści, i przede wszyst­kim oka­zu­jesz mnó­stwo cier­pli­wo­ści. A co ro­bisz, je­śli trud­no­ści dziecka do­ty­czą jed­nej z umie­jęt­no­ści ży­cio­wych (np. umie­jęt­no­ści sa­mo­re­gu­la­cji w hi­ste­rii)? Czy po­ka­zu­jesz mu pierw­szy mały krok? Po­świę­casz czas na ucze­nie? Da­jesz przy­kład cier­pli­wo­ści i po­wta­rzasz, że na­uka no­wej umie­jęt­no­ści wy­maga czasu i du­żej liczby po­wtó­rzeń? Nie­któ­rym ro­dzi­com trudno jest mo­de­lo­wać cier­pli­wość oraz inne umie­jęt­no­ści spo­łeczne i ży­ciowe, więc po­now­nie się­gają po kary i wzbu­dza­nie w dziecku po­czu­cia winy. Dla­czego tak się dzieje? Wy­nika to z po­bu­dze­nia emo­cjo­nal­nego ro­dzica. Pro­blemy z ma­te­ma­tyką są czymś ze­wnętrz­nym, wy­ma­gają po pro­stu ra­cjo­nal­nego my­śle­nia i nie mó­wią nic o sa­mych ro­dzi­cach, na­to­miast pro­blemy dziecka z ob­szaru kom­pe­ten­cji ży­cio­wych są trak­to­wane przez ro­dzi­ców bar­dziej oso­bi­ście, a co za tym idzie, emo­cjo­nal­nie, gdyż czują się oni przy­tło­czeni ko­niecz­no­ścią pod­ję­cia sku­tecz­nych dzia­łań i za­ra­dze­nia im.

Na­rzę­dzia Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny przed­sta­wione w tej książce nie tylko pro­wa­dzą do zmiany nie­od­po­wied­niego za­cho­wa­nia (za­równo two­jego, jak i dziecka), ale rów­nież wspie­rają roz­wój po­żą­da­nych umie­jęt­no­ści i cech ży­cio­wych (znów u cie­bie i two­jego dziecka). Hurra! W końcu za­czy­nasz pa­trzeć na sy­tu­acje, które są wy­zwa­niem, jak na moż­li­wo­ści i eks­cy­tu­jesz się tym, że za każ­dym ra­zem, kiedy sta­jesz w ich ob­li­czu, masz oka­zję ku temu, by za­chę­cać dziecko do sta­wa­nia się od­po­wie­dzialną i nie­za­leżną istotą ludzką!

W ta­beli na na­stęp­nej stro­nie znaj­dziesz pod­su­mo­wa­nie naj­waż­niej­szych sku­tecz­nych oraz nie­sku­tecz­nych me­tod wy­cho­waw­czych omó­wio­nych w tym roz­dziale. To do­bry mo­ment na za­sta­no­wie­nie się, którą ścieżką chcesz po­dą­żać i ja­kie po­stawy oraz stra­te­gie chcesz roz­wi­jać.

Po­zy­tywna Dys­cy­plina w dzia­ła­niu

Ni­cole opo­wie­działa nam o tym, jak od­kryła sku­teczne me­tody ro­dzi­ciel­skie: Kiedy na­sze dzieci były małe i za­cho­wy­wały się nie­grzecz­nie, a nam pusz­czały nerwy, mój mąż i ja czę­sto da­wa­li­śmy im klapsy. Zde­cy­do­wa­li­śmy się wziąć udział w kur­sie Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny, który był dla nas ob­ja­wie­niem! Zor­ga­ni­zo­wa­li­śmy na­sze pierw­sze spo­tka­nie ro­dzinne i po­wie­dzie­li­śmy dzie­ciom, w wieku dzie­wię­ciu i je­de­na­stu lat, że już ni­gdy ich nie uka­rzemy ani nie zbi­jemy. Nie uwie­rzyły nam. Wy­ja­śni­li­śmy im, że je­śli się­gniemy po kary cie­le­sne, to nie bę­dziemy mieć ra­cji i je prze­pro­simy. Już ni­gdy ich nie ude­rzy­li­śmy. Oczy­wi­ście po­tem na­stą­pił trudny okres do­cie­ra­nia się, licz­nych kon­flik­tów, awan­tur i hi­ste­rii, kiedy dzieci te­sto­wały na­sze gra­nice oraz od­kry­wały nowo po­znaną rze­czy­wi­stość. Jed­nak przez więk­szość czasu uda­wało się nam ko­rzy­stać z tych bar­dziej po­zy­tyw­nych stra­te­gii, ta­kich jak po­zy­tywna prze­rwa oraz umowy.

RO­DZICE, KTÓ­RZY UŻY­WAJĄ NIE­SKU­TECZ­NYCH ME­TOD WY­CHO­WAW­CZYCH

RO­DZICE, KTÓ­RZY UŻY­WAJĄ SKU­TECZ­NYCH ME­TOD WY­CHO­WAW­CZYCH

Trak­tują dziecko jak swoją wła­sność.

Po­strze­gają dziecko jako dar.

Usi­łują ukształ­to­wać dziecko we­dług wła­snych ocze­ki­wań.

Wspie­rają dziecko w by­ciu tym, kim jest.

Nie są wia­ry­god­nymi przy­ja­ciółmi.

Są peł­nymi sza­cunku i wspie­ra­ją­cymi przy­ja­ciółmi.

Sami ule­gają lub zmu­szają dziecko do ule­gło­ści.

Po­zo­stają życz­liwi i sta­now­czy.

Kon­tro­lują i dyk­tują wa­runki.

Pro­wa­dzą i to­wa­rzy­szą.

Ich ce­lem jest per­fek­cja na wszyst­kich po­lach.

Uczą, że błędy są wspa­niałą oka­zją do na­uki.

Sta­rają się pod­po­rząd­ko­wać so­bie dziecko.

Sta­rają się zjed­nać so­bie dziecko.

Pra­wią ka­za­nia lub ka­rzą ("dla do­bra dziecka" oczy­wi­ście).

An­ga­żują dziecko w znaj­do­wa­nie roz­wią­zań.

Trak­tują dziecko przed­mio­towo lub jako od­biorcę dzia­łań.

Trak­tują dziecko pod­mio­towo, jako part­nera, który może współ­de­cy­do­wać.

Nad­mier­nie chro­nią dziecko.

Spra­wują nad dziec­kiem od­po­wied­nią opiekę i kon­trolę.

Uni­kają uczuć i emo­cji (usi­łują im za­po­biec lub ura­to­wać dziecko przed nie­po­żą­da­nymi uczu­ciami lub emo­cjami).

Na­zy­wają i ak­cep­tują uczu­cia oraz oka­zują em­pa­tię.

Na­pra­wiają ży­cie dziecka.

Uczą umie­jęt­no­ści ży­cio­wych.

Upo­mi­nają, a na­stęp­nie ra­tują.

Po­zwa­lają dziecku do­świad­czać, a po­tem uczyć się na kon­se­kwen­cjach jego wy­bo­rów.

Trak­tują za­cho­wa­nia dziecka oso­bi­ście.

Po­ma­gają dziecku uczyć się na do­świad­cze­niu.

Kie­rują się tylko swoją per­spek­tywą.

Biorą też pod uwagę per­spek­tywę dziecka.

Są lę­kliwi.

Mają wiarę i od­wagę.

Są skon­cen­tro­wani na dziecku.

Są za­an­ga­żo­wani w wy­cho­wa­nie dziecka.

Na­gle po­czu­łam się tak, jakby ktoś zdjął z mo­ich bar­ków ogromny cię­żar. Nie mu­sia­łam już ze wszyst­kim so­bie ra­dzić ani sta­no­wić pra­waw domu, ani ni­kogo roz­są­dzać. Nie na mnie spo­czy­wała cała od­po­wie­dzial­ność - po­dzie­li­li­śmy wła­dzę po­mię­dzy ro­dzi­ców i dzieci. Sta­li­śmy się ze­spo­łem pra­cu­ją­cym ra­zem na rzecz ro­dziny, w któ­rej każdy po­maga każ­demu. Je­stem pełna po­dziwu dla mą­dro­ści dzieci, która ujaw­nia się, gdy tylko da się im szansę. Pew­nego razu moje dwu­na­sto­let­nie dziecko po­sta­no­wiło przez ty­dzień nie ko­rzy­stać z urzą­dzeń elek­tro­nicz­nych, gdyż do­szło do wnio­sku, że za bar­dzo je roz­pra­szają. Na­rzę­dzia Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny, ta­kie jak trak­to­wa­nie dzieci tak samo oraz szu­ka­nie roz­wią­zań pod­czas spo­tkań ro­dzin­nych, ogra­ni­czyły nie­mal do zera kłót­nie mię­dzy ro­dzeń­stwem. To za­iste był cud! Mogę z całą pew­no­ścią stwier­dzić, że dzięki Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pli­nie w na­szej ro­dzi­nie za­go­ścił duch współ­pracy.

NA­RZĘ­DZIA PO­ZY­TYW­NEJ DYS­CY­PLINY

Ucze­nie dzieci umie­jęt­no­ści ży­cio­wych i spo­łecz­nych może być przy­jemne i sty­mu­lu­jące, je­śli tylko uzmy­sło­wisz so­bie, jak wiele oka­zji do tego stwa­rza ci ży­cie. Je­śli chcesz mieć pew­ność, że twoje za­cho­wa­nia są w po­rządku, za­po­znaj się z jed­nymi z pod­sta­wo­wych na­rzę­dzi Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny. Re­ko­men­du­jemy na­ucze­nie się ich na pa­mięć!

Życz­liwy i sta­now­czy

Życz­li­wość i sta­now­czość za­wsze po­winny iść w pa­rze, bo tylko ich jed­no­cze­sne wy­ko­rzy­sta­nie po­zwala unik­nąć ty­po­wych dla nich eks­tre­mów. Za­wsze roz­po­czy­naj od na­zwa­nia i za­ak­cep­to­wa­nia uczuć lub sta­nów dziecka, a po­tem oka­za­nia zro­zu­mie­nia. Na­stęp­nie, je­śli to moż­liwe, pro­po­nuj ogra­ni­czony wy­bór. Oto kilka na­szych pro­po­zy­cji życz­li­wych i sta­now­czych re­ak­cji: "Wiem, że nie chcesz myć zę­bów i ści­gnę się z tobą do ła­zienki", "Ro­zu­miem, że chcesz jesz­cze grać i te­raz jest czas na wie­czorny ry­tuał. Chcesz, że­bym prze­czy­tała ci jedną czy dwie bajki?", "Ko­cham cię i od­po­wiedź brzmi nie".

Uni­kaj roz­piesz­cza­nia i ka­ra­nia

Ro­dzice po­peł­niają błąd, kiedy roz­piesz­czają dzieci, wy­rę­cza­jąc je w tym, z czym mogą so­bie po­ra­dzić same w imię mi­ło­ści. Jed­nym z naj­więk­szych da­rów, który mo­żesz ofia­ro­wać swo­jemu dziecku, jest po­zwa­la­nie mu na bu­do­wa­nie prze­ko­na­nia: "Je­stem zdolny i za­radny". Roz­piesz­cza­nie osła­bia dziecko i za­chęca je do my­śle­nia, iż mi­łość po­lega na tym, że wszy­scy mu­szą mu usłu­gi­wać. Kara na­to­miast jest sku­teczna na krótką metę, bo fak­tycz­nie nie­kiedy kła­dzie kres ja­kie­muś za­cho­wa­niu, lecz jej dłu­go­fa­lowe kon­se­kwen­cje mogą mieć dra­ma­tyczny wpływ na dziecko, po­nie­waż za­chę­cają go do nie­chęci i ze­msty.

Pełne cie­ka­wo­ści py­ta­nia

Za­miast ka­zań, które "fa­sze­rują" dziecko wia­do­mo­ściami, wy­ko­rzy­stuj pełne cie­ka­wo­ści py­ta­nia, które po­zwa­lają mu ko­rzy­stać z wła­snej we­wnętrz­nej mą­dro­ści. Kiedy dzieci sły­szą pełne sza­cunku py­ta­nia, czują więk­sze po­czu­cie spraw­czo­ści i są bar­dziej chętne do współ­pracy. Sto­suj py­ta­nia za­czy­na­jące się od "co" i "jak", np.: "Czego po­trze­bu­jesz, by zdą­żyć do szkoły na czas?", "W jaki spo­sób ty i twój brat mo­że­cie w życz­liwy spo­sób roz­wią­zać ten pro­blem?", "Co po­trze­bu­jesz ze sobą za­brać, żeby nie zmar­z­nąć na dwo­rze?", "Jaki masz plan na od­ro­bie­nie pracy do­mo­wej?".

Kon­se­kwen­cje na­tu­ralne

Do­świad­cza­jąc na­tu­ral­nych kon­se­kwen­cji swo­ich dzia­łań, dzieci uczą się od­por­no­ści psy­chicz­nej oraz wiary we wła­sne siły, pod wa­run­kiem że do­świad­czają wtedy wspar­cia, a nie kry­tyki. Uni­kaj stwier­dzeń typu: "A nie mó­wi­łem". Za­miast tego wspie­raj z em­pa­tią: "Cała prze­mo­kłaś. To musi być bar­dzo nie­przy­jemne". Za­pro­po­nuj roz­wią­za­nie, ale nie ra­tuj: "Cie­pły prysz­nic na pewno ci po­może". I za­wsze na­zy­waj i ak­cep­tuj uczu­cia dziecka: "Usły­sza­łam, że czu­łeś wtedy za­wsty­dze­nie". Po­zwa­la­jąc dziecku do­świad­czać na­tu­ral­nych kon­se­kwen­cji swo­ich dzia­łań, warto też za­da­wać mu pełne cie­ka­wo­ści py­ta­nia, by wspie­rać je w bu­do­wa­niu świa­do­mo­ści wpływu, jaki ma na swoje de­cy­zje i dzia­ła­nia.

ĆWI­CZE­NIE

Wy­znacz ja­sny kie­ru­nek swo­jego ro­dzi­ciel­stwa

Za­cznij od stwo­rze­nia li­sty wy­zwań, które sta­wiają przed tobą dzieci. Po­ni­żej znaj­dziesz wy­brane przy­kłady po­dane przez wielu ro­dzi­ców z ca­łego świata. Być może ucie­szy cię to, że nie je­steś sam! Oczy­wi­ście ist­nieją pewne róż­nice kul­tu­rowe lub sy­tu­acyjne, ale więk­szość trud­no­ści, z któ­rymi mie­rzymy się jako ro­dzice, jest na­tu­ral­nym wy­ni­kiem roz­woju dzieci i mło­dzieży. Do po­niż­szej li­sty do­daj te, które dla cie­bie oso­bi­ście sta­no­wią naj­więk­sze wy­zwa­nie.

WY­ZWA­NIA:

do­ma­ga­nie się nad­mier­nej uwagi

nie­słu­cha­nie

nie­wy­ko­ny­wa­nie obo­wiąz­ków do­mo­wych oraz nie­wy­wią­zy­wa­nie się z in­nych zo­bo­wią­zań

pro­blemy z po­ran­nym wsta­wa­niem i/lub kła­dze­niem się spać

py­sko­wa­nie

ma­ru­dze­nie, oszu­ki­wa­nie

brak mo­ty­wa­cji

kłót­nie (szcze­gól­nie z ro­dzeń­stwem)

po­stawa "na­leży mi się"

gry­zie­nie

ma­te­ria­lizm

agre­sja

upór

kłam­stwo

bunt

kra­dzież

uza­leż­nie­nie od urzą­dzeń tech­nicz­nych

pro­blem z od­ra­bia­niem pracy do­mo­wej

nad­uży­wa­nie te­le­fo­nów, nie­ustanne wy­sy­ła­nie SMS

uży­wa­nie prze­kleństw

na­pady hi­ste­rii

prze­ry­wa­nie

A te­raz po­święć chwilę, by za­sta­no­wić się, ja­kie ce­chy i umie­jęt­no­ści chciał­byś, żeby roz­wi­nęły twoje dzieci. Wy­obraź so­bie wła­sne dziecko jako do­ro­słego, który przy­cho­dzi do cie­bie z wi­zytą. Z jaką osobą chciał­byś spę­dzić czas? Ja­kie kom­pe­ten­cje ży­ciowe, ce­chy i umie­jęt­no­ści po­sia­da­łaby ta wspa­niała osoba? Czy twoja li­sta wy­gląda po­dob­nie do tej po­ni­żej?

CE­CHY I UMIE­JĘT­NO­ŚCI ŻY­CIOWE:

umie­jęt­ność roz­wią­zy­wa­nia pro­ble­mów

po­czu­cie hu­moru

od­po­wie­dzial­ność

współ­czu­cie

wdzięcz­ność

sza­cu­nek dla sie­bie i in­nych

współ­praca

em­pa­tia

sa­mo­dy­scy­plina

we­wnętrzna spój­ność

sa­mo­kon­trola

en­tu­zjazm dla ży­cia

ko­mu­ni­ka­tyw­ność

chęć do na­uki

od­por­ność psy­chiczna

szcze­rość

pew­ność sie­bie

wiara we wła­sne siły

od­waga

świa­do­mość spo­łeczna

uprzej­mość

au­to­mo­ty­wa­cja

cier­pli­wość

życz­li­wość

otwar­tość

Wzbo­gać tę li­stę o ce­chy lub umie­jęt­no­ści, które są dla cie­bie szcze­gól­nie ważne, a któ­rych tu nie umie­ści­li­śmy. Wróć do tre­ści tego roz­działu i uświa­dom so­bie, ja­kimi nie­sku­tecz­nymi stra­te­giami być może się po­słu­gi­wa­łeś. Mamy tu na my­śli ka­ra­nie, pra­wie­nie ka­zań itp. Za­py­taj sam sie­bie: "Czy któ­ra­kol­wiek z tych stra­te­gii wspiera dziecko w na­by­wa­niu po­żą­da­nych przeze mnie cech lub umie­jęt­no­ści? A może wzmac­nia ne­ga­tywne za­cho­wa­nia, które chcę wy­eli­mi­no­wać?". Na­stęp­nie przyj­rzyj się sku­tecz­nym stra­te­giom opi­sa­nym w roz­dziale i za­sta­nów się, jak mógł­byś je wy­ko­rzy­stać, by wspie­rać roz­wój tych wła­śnie cech i umie­jęt­no­ści. Miej obie li­sty za­wsze pod ręką i spraw­dzaj, czy przed­sta­wiane w książce na­rzę­dzia Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny po­ma­gają ci two­rzyć at­mos­ferę, która utrzy­muje cię na kur­sie wy­ma­rzo­nego przez cie­bie ro­dzi­ciel­stwa, i do­star­czają ci stra­te­gii, by ra­dzić so­bie z po­ja­wia­ją­cymi się po dro­dze wy­zwa­niami. Pa­mię­taj, że to wła­śnie wy­zwa­nia i trud­no­ści stwa­rzają nie­po­wta­rzalne oka­zje do ucze­nia dzieci upra­gnio­nych umie­jęt­no­ści i wzmac­nia­nia w nich po­żą­da­nych cech.