Szkic wprowadzający - Krzysztof Frysztacki
Praca socjalna odznacza się znamienną oraz w istocie kluczową dwoistością. Z jednej strony zarówno jako dyscyplina naukowa, jak też jako profesja w obszarze działań praktycznych, by od razu podkreślić te dwie strony, jest wyodrębniającą się, zdecydowanie rozpoznawalną w nauce i w owym świecie zastosowań i wyraźnie zintegrowaną całością. Z drugiej strony ta całość jest wewnętrznie bardzo złożona, odznaczając się wieloma zróżnicowanymi czynnikami, mającymi swoje specyficzne właściwości oraz swoiste miejsca i znaczenie. Ta dwoistość nie jest nieoczekiwana i z pewnością nie jest niczym negatywnym. Niemniej wręcz musi być brana pod uwagę, gdy dążymy do niejako łącznego charakteryzowania pracy socjalnej, by tak rzec, w ogóle oraz jednocześnie przez pryzmat tychże czynników składowych. Taki zaś jest zamysł, jaki legł na wstępie i u podstaw tego stosunkowo obszernego i tematycznie złożonego studium.
Jest ono jedną z możliwych wersji, które są wyobrażalne na podstawie zastanej zarówno zagranicznej, jak i polskiej literatury przedmiotu oraz rozlicznych badań, debat, działań prowadzonych w naszym krajowym kręgu. Od razu należy przy tym podkreślić, że uczestnikami tej naszej aktywności są pracownicy naukowi, przedstawiciele praktyki socjalnej, a także, na co zwróćmy uwagę, doktorantka i studentka. My wszyscy, którzy współtworzymy pracę socjalną, jesteśmy coraz bardziej rozwijającą się zbiorowością wyznaczoną właściwościami tejże socjalnej tematyki i praktyki, ale również coraz wyrazistszą wspólnotą zainteresowań, kierunków oraz sposobów zaangażowania, gotowości do obecności w sprawach naszego społeczeństwa oraz udziału w rozwiązywaniu jego rozlicznych problemów. Ta misja pracy socjalnej jest czymś podstawowym, jest jej zadaniem i usprawiedliwieniem.
Jeśli zaś tak, ta wspólnota potrzebuje kolejnych impulsów. Przekazując tutaj bardzo skromny w zamierzeniu sygnał, piszący te słowa, wypowiadający się w imieniu całego zespołu autorskiego wyraża nadzieję, że to studium będzie odznaczało się taką funkcją, że przyczyni się do tego, co wiemy o pracy socjalnej, jak ją postrzegamy i interpretujemy, jak w związku z tym postępujemy, począwszy od ogólnych punktów wyjścia, a skończywszy na wybranych szczegółach i ich realizacji.
Jest to (przynajmniej do pewnego stopnia) podręcznik, ale też coś nieco innego, zbliżonego do analizy o pierwiastkach ściśle naukowych, coś będącego zbiorową wypowiedzią monograficzną. Bardzo liczymy na to, że zainteresuje wszelakich uczestników studiów pracy socjalnej oraz zbliżonych kierunków akademickich. Z równą temu nadzieją liczymy, że trafi do rąk osób zainteresowanych zagadnieniami społecznymi, do tych przedstawicieli naszej polskiej rzeczywistości, którzy mają na nią wpływ. Jednym zdaniem - kierujemy te rozważania pod adresem różnych potencjalnych czytelników i jesteśmy otwarci na reakcje z ich strony. Dyskusje dotyczące pracy socjalnej trwają.
Skoro jednak za tymi słowami kryje się zaimek "my", to znowu podkreślmy, że owe rozważania są w decydującym stopniu naznaczone indywidualnymi poglądami, punktami odniesienia, prezentacjami. Każdy z wykładów odzwierciedla indywidualne, podmiotowe stanowiska, jest przejawem takowych autonomicznych autorskich podejść. Całość jest następstwem owego łączącego "my", natomiast poszczególne wykłady ukazują te aspekty, które autorki i autorzy uznali w stopniu całkowicie autonomicznym za wskazane podkreślać. Różnorodność wątków uległa wzmocnieniu przez podmiotową odmienność tych współtwórców, którzy się wypowiedzieli. Owa różnorodność, zarówno oczywiście treści, jak i formy zamieszczonych tekstów odzwierciedla właściwe im wielorakie cechy i niech będzie traktowana jako swoista, zgoła pouczająca wartość dodana. Wszyscy, którzy zechcą wziąć tę książkę do ręki, zorientują się też od razu, że poszczególne piszące osoby pochodzą z różnych ośrodków naszego kraju. Wzmacnia to wymowę wewnętrznej złożoności wspomnianej wspólnoty, bycia razem, ale w związku i ze względu na wielość takowych indywidualnych zainteresowań oraz wykorzystywanych "zasobów" właściwych rozmaitym dyscyplinom naukowym, które również my reprezentujemy. Zaś te reprezentowane tutaj oraz inne ośrodki, ich socjalnie zorientowane zespoły, odznaczają się szeregiem specyficznych cech i płynących z tego przedsięwzięć, łączących to, co właściwe jest zarówno realiom akademickim, jak i wychodzeniu naprzeciw zjawiskom i inicjatywom empiryczno-aplikacyjnym. Ten nasz krajowy wachlarz zarówno indywidualnych, jak i zespołowych zainteresowań oraz poszukiwań ulega ciągłemu wzbogaceniu, co jest ważne i owocne tak w świecie akademickim, jak też w praktyce. Można wyrazić domniemanie graniczące z pewnością, że ten proces będzie trwał.
Polska praca socjalna wyrasta z różnych tradycji oraz ich współczesnych przejawów kontynuacji. Jesteśmy międzynarodowi, gdyż intensywnie sięgamy do tego, co w bardzo bogatym zakresie dzieje się w innych krajach oraz w toku nadzwyczaj ważnej wymiany w globalnej skali. Jednocześnie zdecydowanie potwierdzamy znaczenie przeszłości i teraźniejszości tej problematyki u nas. Tak też z pewnością będzie, powinno być w wyobrażalnej przyszłości.
Realizując tę publikację, przyjęliśmy w założeniu, że warto wyróżnić oraz rozwinąć pewne podstawowe bloki zagadnień. Ich charakterystyka zawiera się oczywiście w samych wykładach, ale na wstępie zaznaczmy najogólniejsze właściwości wyznaczające ten porządek wypowiedzi.
Przyjęliśmy, że należy rozpocząć od tych aspektów, które niejako umiejscawiają pracę socjalną w obszarze procesów i zjawisk społecznych oraz w następstwie uczyniły ją możliwą. Zarówno w procesie wyostrzania stanowisk o szeroko rozumianej wymowie intelektualnej, jak i w toku rodzenia się i rozwoju w otaczających dynamicznych oraz zmiennych warunkach społecznych praca socjalna przybierała swoje cechy i wymowę. W ślad za tym pojawia się oczywiście potrzeba wyróżnienia i omówienia wybranych z tych cech, by dochodzić do tego, co najbardziej aplikacyjne. Inną z tych właściwości było i pozostaje uzyskiwanie przez pracę socjalną statusu profesji, osiąganie przez jej przedstawicieli uznawanego miejsca w społecznym podziale pracy, by posłużyć się znanym w naukach społecznych wymiarem zmiany. Takoż na przykład przyczynki wynikające z, by tak rzec, zachodzącej sztafety pokoleń. Akcentując przy tym raz jeszcze, że mamy do czynienia z dominującym indywidualnym autorskim podejściem, zaznaczmy, że nie dążyliśmy do jakiejś "sztywnej" równowagi. Pewne zagadnienia są bardziej obecne od innych, jedne prezentowane, inne nie, jako że tak zdecydowaliśmy. Całość jest wielowątkowa, na łamach licznych stron pojawiają się przejawy pracy socjalnej, sytuacje tych, na rzecz których jest prowadzona jest ta socjalna wielowymiarowa aktywność, są to, jak mamy nadzieję, raz jeszcze argumenty, że warto, że trzeba.
Wróćmy do skądinąd znanego kontekstu szerzej ujmowanego środowiska akademickiego. Zarówno w świecie, by przywołać Chicago z przełomu XIX i XX wieku, z do dziś pouczającą konfrontacją między Hull House i stanowiskami rozwijanymi na University of Chicago, by też przywołać ówczesny Nowy Jork z jego New York School of Philanthropy, jak i w Polsce, z niezmiennie ważnym, w międzywojniu zakorzenionym doświadczeniem Wolnej Wszechnicy Polskiej, praca socjalna była, niepozbawioną kontrowersji, częścią tego środowiska. Tak jest oczywiście nadal, wręcz w bardziej rozwiniętym stopniu niż kiedykolwiek wcześniej. Zamieśćmy przy tym marginalny, ale coś mówiący przypis "socjolingwistyczny". Jeśli takie wyznaczające rzeczywistość naukowo-dydaktyczną pojęcia, jak psychologia, antropologia kulturowa, socjologia, pedagogika, inne są niejako uniwersalne, są w podobnych brzmieniach "wszędzie", o naszej dyscyplinie powiemy coś nieco innego: social work, soziale arbeit, lavoro sociale, u nas praca socjalna - ów kluczowy termin "praca", brzmiący odmiennie w różnych językach, skądinąd być może bardziej niż w przypadkach innych nazw łączy nas z tą podstawową aktywnością właściwą ludziom, z konkretnością ludzkiego życia. Jesteśmy na uczelniach, ale jesteśmy również - w istocie przede wszystkim - po prostu w społeczeństwie, takoż z nadzieją, używając nieco górnolotnego określenia, że dla niego.
Jeśli zaś o uczelnie chodzi, zasygnalizujmy inną, jak można sądzić mającą pewne znaczenie, różnorodność. Działamy na różnych wydziałach, by wymienić takie jak, filozoficzny, nauk społecznych, stosowanych nauk społecznych, a w tym resocjalizacji, ekonomiczno-socjologiczny, humanistyczny, nauk o wychowaniu, takoż inne, tak w nazwach, jak i w obszarach dyscyplin. Czy z tego coś wynika? Chociażby to, że naszymi "sąsiadami", niejednokrotnie krytycznymi, co jest pozytywne, gdyż dodatkowo skłania do zaangażowania, są przedstawiciele owych różnych dyscyplin. Czerpiemy od nich, ale sami też mamy coś istotnego do zaoferowania.
Komentarzem do tego niech będzie też spostrzeżenie, iż my, którym jest bliska problematyka pracy socjalnej i którzy podejmujemy jej różne aspekty, już od szeregu lat spotykaliśmy się i nadal spotykamy na łamach prac zbiorowych, czasopism, jak również w ramach stowarzyszeniowych. Jesteśmy w coraz znaczniejszym i istotniejszym stopniu razem. Ta książka jest możliwa dlatego, tylko dlatego, że ta wspólnota zainteresowań oraz działań została już mocno zakorzeniona.
Wreszcie kolejny, ostatni, minimalny przypis związany z terminem "wykłady". My wszyscy, którzy wykładamy na wyższych uczelniach (a piszący te słowa czyni to w kraju i za granicą od dziesiątków lat), znamy doskonale ten szczególny moment, z jednej strony powtarzający się, ale z drugiej strony zawsze nowy, gdy wchodzi się na salę, w której skupiło się już grono studentów, to szczególne wyzwanie - sprostamy czy nie? Biorąc pod uwagę moje wszystkie doświadczenia, śmiem twierdzić, że owa szeroko zakreślona problematyka pracy socjalnej wzmacnia szanse pozytywnego rezultatu w tym zakresie. Jest to problematyka, której ludzka i społeczna wymowa nie budzi wątpliwości, pozwala na niebagatelne poszukiwania, obiecuje nagrodę w postaci przeżywanej satysfakcji. Warto studiować pracę socjalną, warto rozwijać swoje coraz bardziej zaawansowane poszukiwania z nią związane, dyskutować, pisać, działać...
1. Sens i istota pracy socjalnej - Hubert Kaszyński
Wstęp
Nie ulega wątpliwości, że bogaty dorobek teoretyczny i aplikacyjny pracy socjalnej skupiony jest na definiowaniu, ochronie i walce na rzecz szeroko rozumianych praw społecznych osób przynależnych do grup marginalizowanych. Uznawanie godności, obdarzanie miłością, solidaryzm wobec ludzi piętnowanych i narażonych na skrzywdzenie są kluczowymi desygnatami profesji, a jej najgłębszy sens to uwalnianie potencjału rozwojowego każdego człowieka. Dlatego też można by na tej konstatacji poprzestać i stwierdzić, że dalsze akademickie poszukiwania istoty pracy socjalnej to wysiłek, którego podejmowanie z perspektywy praktyki jest niczym nieuzasadnione, a jego efekty mogą być wręcz szkodliwe. Czyż nie jest tak, że kolejne ustalenia nauki coraz bardziej zakrywają wiedzę intuicyjną, która traktuje naturalną potrzebę otaczania opieką słabszych i ubogich jako bezdyskusyjną społeczną cnotę, niewymagającą przecież złożonych wywodów i dywagacji, a jedynie respektowania tego bezdyskusyjnego faktu. Niemniej konstatacja taka byłaby niebywale groźna, ponieważ skazywałaby praktyków na bezrefleksyjne przyjmowanie wypracowanych przez przeszło sto lat wielości teoretycznych ujęć, metodycznych podejść i praktycznych wskazań dotyczących pracy z potrzebującymi pomocy. Dlatego też, aby nie zatracić etosu zawodowego pracy socjalnej, należy nieustannie stawiać pytanie o sens jej obecności w przestrzeni społecznej i formułować odpowiedzi. Ich znaczenie nie polega na ferowaniu definitywnych rozstrzygnięć - być może oczywistych i już wcześniej rozpoznanych - ale na pobudzaniu do krytycznego myślenia tych wszystkich, którzy z pomocy czynić pragną działalność profesjonalną.
Pomiędzy relacyjnym art brut a pragmatyzmem
Myśląc o początkach profesjonalizacji pracy socjalnej, sięgam przeważnie do przełomu XIX i XX stulecia - historii gwałtownych przemian, które wystąpiły w większości krajów Europy i w Stanach Zjednoczonych w związku z nastaniem epoki industrialnej. Dotychczasowy świat solidarności mechanicznej (by posłużyć się terminologią Émile'a Durkheima), w którym praktyka życia wspólnotowego opierała się na tradycji i porządku obowiązujących norm oraz wartości, zastąpiony został złożonymi, wyspecjalizowanymi i celowo kształtowanymi relacjami społecznymi. Rzecz jasna, przekształceniom ulegały również działania, których celem była wzajemna pomoc we wspólnocie. Podtrzymywanie spójności wymagało refleksji nad kwestiami, które wynikały z odmiennego sposobu organizacji życia w formującej się nowoczesności. Zagadnienia wielkomiejskiej biedy, ubóstwa rodzin robotniczych, kształtującego się lumpenproletariatu, ruchów rewolucyjnych wymagały od badaczy i reformatorów wypracowywania odwołujących się do naukowych podstaw sposobów odpowiedzi na rodzące się wyzwania. Jedną z tych odpowiedzi - sięgając do najbardziej znanego przykładu z poziomu makrospołecznego - były wprowadzone w Niemczech pod koniec XIX wieku przez Ottona von Bismarcka ubezpieczenia społeczne, których ukryta funkcja polegała na osłabianiu nastrojów rewolucyjnych. Niemniej ważne stabilizujące działania, obejmujące obszary mikrospołeczne, dotyczyły stopniowej profesjonalizacji pomocy dostosowanej do indywidulanych potrzeb osób i rodzin żyjących w enklawach biedy. Kluczowe miejsce zajmowała tutaj praca socjalna wraz ze stopniowo rozwijającym się szkolnictwem zawodowym oraz teoretycznymi i badawczymi odniesieniami. Potwierdzone dyplomami kompetencje opiekunów oparte na naukowych podstawach i wyspecjalizowanych instytucjach sukcesywnie zastępowały tradycyjne, wspólnotowe unormowania pomocowe związane z miłosierdziem - wynikającym z nakazu religijnego - lub ze świeckiej idei humanitaryzmu. Tym samym edukacja do pracy socjalnej, jak również późniejsza praktyka zostały naznaczone swoistym napięciem wynikającym ze sprzeczności. Praca socjalna usiłowała bowiem łączyć to, co w tradycyjnej wspólnocie traktowano jako spontaniczne i intuicyjne aspekty opieki, z tym, co w modernizującym się świecie miało oznaczać schematyczne, powtarzalne i racjonalne działania kształtujące nowy ład społeczny.
Do dzisiaj, kiedy próbuję uchwycić złożoność pracy socjalnej, podkreślam występowanie dwóch równoważnych konstytuujących ją pierwiastków. Pierwszy to fenomen kształtowania relacji pomocowej, która czerpie niejako z fuzji sztuki leczenia oraz obrządku religijnego i wpisuje się w uprawomocnione w danej społeczności praktyki opiekuńcze. Drugi pierwiastek, wprost przeciwnie, jest pragmatyczną umiejętnością nawiązywania zinstytucjonalizowanej relacji z człowiekiem zorientowanej na podtrzymywanie zdefiniowanego doraźnego status quo. W tym rozdarciu pomiędzy swoistym relacyjnym stanem art brut a naukowym pragmatyzmem upatruję pierwszy istotowy element pracy socjalnej.
Orientacje w pracy socjalnej
Rozwój naukowych podstaw pracy socjalnej, a nade wszystko społecznej praxis można ująć w perspektywie historycznej jako uleganie organicystycznej wizji życia społecznego, przy równoczesnym redukowaniu zainteresowania pojedynczymi relacjami pomocowymi. Dlatego też, kiedy definiuję pracę socjalną, najczęściej jako pierwszą wyodrębniam orientację "instrumentalno-kontrolną", której specyfika zamknięta jest w słowie "procedura" lub, inaczej rzecz ujmując - w Weberowskiej koncepcji biurokracji. Procedura - siłą faktu społecznego - stopniowo zwiększa dominację nad człowiekiem, rozbudowując zunifikowane, bezosobowe schematy porządkowania przestrzeni społecznej. Tym samym relacja pomocowa traci swój unikatowy i podmiotowy walor spotkania, które kształtuje zaangażowane w nią osoby, a staje się wyłącznie mechanizmem transferu zobiektywizowanych uwzorowań administracyjnych.
W drugiej orientacji w definiowaniu pracy socjalnej (nazywam ją funkcjonalną) zwracam uwagę na aspekty działania na rzecz pewnych szerszych całości społecznych, przede wszystkim organizacji. Całości te dominują nad jednostką, która pozostaje wobec nich w relacji podporządkowania i zależności. Kluczowe pojęcia określające praktykę pomocową to "kontrola", "paternalizm" oraz "efektywność", a jej istotą jest wprzęgnięcie pracowników socjalnych w dzieło budowania szczególnych form instytucjonalnej naprawy (leczniczych, terapeutycznych czy resocjalizacyjnych) tych jednostek, które w socjologicznym sensie charakteryzujemy jako dewiacyjne.
Niejako na marginesie dwóch dominujących praktyk rozwijają się (jednak przede wszystkim w narracjach akademickich) te ujęcia pracy socjalnej, które zwracają uwagę na zagadnienia "władzy" wpisanej w aktywność socjalno-pomocową. Ujmując rzecz w sposób syntetyczny, w centrum refleksji perspektywy, którą określam jako "krytyczną", znajduje się problem definiowania i poddania krytyce zróżnicowanych form usankcjonowanej kulturowo, zinstytucjonalizowanej przemocy, która służy podtrzymywaniu istniejącego stanu równowagi społecznej i uprzywilejowania kosztem utrwalania i nierzadko pogłębiania ubóstwa grup marginalizowanych. Natomiast odpowiedzią są praktyki, które aprobatywnie odnoszą się do wszelkich działań wzmacniających poczucie sprawstwa osób poszukujących pomocy oraz skupiają się na umacnianiu ich obecności w przestrzeni publicznej.
Eksploracja trzech wymienionych podejść powiązanych z socjologicznymi ujęciami pracy socjalnej [Frysztacki, Piątek 2017] - instrumentalno-kontrolnego, funkcjonalnego oraz krytycznego - stanowi potencjalne źródło odsłaniania specyficznej dwoistości profesji, która broniąc humanum, jest równocześnie uwikłana w utrwalanie porządku społecznego częstokroć kosztem podmiotowości człowieka. Tę dwoistość pracy socjalnej traktuję jako kolejny element wyznaczający jej złożoną tożsamość.
O znaczeniu rozmowy
Podejście do pracy socjalnej, które moim zdaniem pozwala najpełniej na odsłanianie istoty profesji, nazywam "klinicznym" i lokalizuję w szerszych ramach filozofii spotkania [Węgrzecki 2014]. Jego fundamentem jest rozmowa, dzięki której pierwotny dystans, poczucie inności oraz ostrożność - charakteryzujące kontakt pracownika socjalnego i osoby poszukującej pomocy - przekształca się we wspólną płaszczyznę porozumienia i współodczuwania. Tylko rozmowa wypełniająca przestrzeń interakcyjną może doprowadzić do tej znaczącej przemiany. Ze swej istoty zakłada ona bowiem nieskośną płaszczyznę kontaktu - rozmawia się z kimś, nie samemu ze sobą, do kogoś się mówi i oczekuje odpowiedzi. Rozmowa stanowi wprowadzenie do pracy nad odbudowywaniem i wzmacnianiem podmiotowości człowieka - będąc równocześnie ważnym jej przejawem.
Zastanawiając się nad kluczowymi obszarami prowadzenia rozmowy, wskazuję dwa następujące. Pierwszy odnosi się do zróżnicowanych przejawów piętna społecznego, które w mniejszym lub większym stopniu jest obecne w przestrzeni interakcyjnej tworzonej przez partnerów relacji pomocowej. Szczególnym wyzwaniem staje się odkrywanie, nazywanie oraz dyskutowanie stereotypów, uprzedzeń i zachowań dyskryminacyjnych, które mają lub mogą mieć wpływ na przebieg rozmowy. Piętno działa bowiem niszcząco i dehumanizująco. W jego wyniku ludzie, często niecelowo, skazują innych lub samych siebie na życie według negatywnego społecznego skryptu. Nieuświadomione życie podług piętna jest istotną przeszkodą w nawiązaniu relacji z człowiekiem - niweczy ono bowiem fundamentalną wartość, jaką niesie ze sobą autentyzm i otwartość wobec Drugiego. Rozmowa jest sztuką, dzięki której nie tylko niwelowane jest piętno, ale również statusy społeczne rozmawiających zostają niejako zawieszone. Otwarta jest wtedy możliwość doświadczania siebie. Pierwiastki autentyzmu, prawdy pozwalają przynajmniej na ulotne odczuwanie relacji jako równoległej i zrównoważonej.
Kolejny ważny obszar rozmowy dotyczy zagadnień budujących więź pomiędzy partnerami relacji pomocowej. Rozważyć należy, w jaki sposób człowiek potrzebujący rozumie sytuację, w której się znalazł. Jak interpretuje przyczyny swoich życiowych trudności, decyzję o poszukiwaniu pomocy oraz możliwości zaspokojenia własnych potrzeb. Dzięki rozmowie rzeczywistość dotychczas nieuporządkowana, napawająca lękiem lub zagrażająca jest poddawana kontroli. W trakcie rozmowy ważne jest dostarczanie osobie poszukującej pomocy pozytywnego związku emocjonalnego, który będzie dla niej źródłem nadziei i przeciwwagą wobec zerwanych lub osłabionych więzi z bliskimi. Nawiązywanie relacji emocjonalnej, dla której podstawą jest zdolność do refleksyjnego współbrzmienia rozmawiających oraz budowanie atmosfery bezpieczeństwa, pozwala w tak zwanym "bliskim dystansie" na otwarte wyrażanie emocji. Należy jednak pamiętać, że nadmierny dystans, objawiający się chłodną obojętnością, a nade wszystko pojawienie się w relacji działań manipulacyjnych - obliczonych na osiągnięcie sparametryzowanych celów instytucjonalnych - trwale upośledza rozwój relacji uczuciowej z rozmówcą.
Współrozumienie oraz współodczuwanie pozwala skierować rozmowę na problem usytuowania osobistych doświadczeń człowieka w kontekście porządku wartości. Ostatecznie przedmiotem refleksji rozmówców jest odkrywanie sensu przeszłych zdarzeń, włączanie ich w indywidualną biografię i stopniowe otwieranie się na przyszłość. Rozmowa, kształtując więź pomocową, sprzyja umacnianiu tożsamości osoby poszukującej. Wzmacnia ona bowiem jej przeświadczenie o tym, że rzeczywistość jest możliwa do intelektualnego opracowania i wyjaśnienia. Rozmowa jest źródłem pozytywnego doświadczenia możliwości nawiązywania relacji emocjonalnej oraz sprzyja spójności biografii poprzez pracę nad nadawaniem sensu trudnym wydarzeniom życiowym.
Kluczową kwestią dla bezpośredniej pracy socjalnej z Drugim jest umożliwianie dyskusji nad indywidualnym znaczeniem doświadczenia, które zachwiało dotychczasowym porządkiem wartości człowieka oraz stało się źródłem jego cierpienia. Nieuchronnie w przestrzeni rozmowy obecne będzie potencjalne pytanie o sens tego cierpienia i konieczność podjęcia dialogu o zranieniu.
Jak rozumiem pracę socjalną
W bliskim mi - ze względu na wieloletnią praktykę badawczą i zawodową [Kaszyński 2013] - podejściu "klinicznym" definiuję pracę socjalną jako doświadczenie spotkania osób o niepowtarzalnej konstelacji wyobrażeń o otaczającym ich świecie. Pierwiastkiem kluczowym dla potencjalnego dialogu między nimi jest specyfika ich wrażliwości emocjonalnej oraz uważność względem siebie. Natomiast o istocie dialogu stanowi refleksja nad działaniami, dzięki którym partnerzy odkrywają i dążą do aktualizacji wartości cenionych przez siebie, ale równocześnie - sprzyjających dobru wspólnemu.
Dobro wspólne, które uważam za etyczny punkt odniesienia dla pracy socjalnej, traktuję jako przestrzeń międzyludzką przyczyniającą się do rozwoju pełni człowieczeństwa. Jego konstrukcja opiera się na trzech fundamentach: godności człowieka, miłości oraz solidarności. Pierwszy z nich koresponduje z imperatywami kategorycznymi Immanuela Kanta [2001: 38, 46]: "Postępuj tak, byś człowieczeństwa tak w twej osobie, jako też w osobie każdego innego, używał zawsze zarazem jako celu, nigdy tylko jako środka" oraz "Postępuj, tak jak gdyby maksyma twojego postępowania miała stać się ogólnym prawem". Z imperatywów wyprowadzane jest podstawowe zadanie jednostki wobec siebie - obowiązek zachowania życia, tym samym zakaz jego przerywania, jak również zasada pełnego szacunku wobec godności, która przejawia się w każdym indywiduum. Fundament miłości wiąże się z podtrzymywaniem w człowieku przewagi postawy "dawać" nad "brać", będącej źródłem tworzenia wartości "nad stan". Postawa ta czyni z człowieka twórcę kultury, a tym samym umożliwia mu przekraczanie siebie jako istoty śmiertelnej. Ostatnią z wymienionych podstaw dla dobra wspólnego jest solidarność, którą ująć można nie tylko jako podtrzymywanie pasywnej tolerancji względem innych, ale i pobudzanie do emocjonalnego uczestnictwa w indywidualnej odrębności innej osoby [Honneth 2012: 127].
Celem pracy socjalnej w przyjętej przez mnie perspektywie jest umożliwianie dialogu. Można go opisać, cytując myśl Hannah Arendt [1986: 61], według której prawdziwy dialog między ludźmi odróżnia od zwykłej rozmowy czy nawet dyskusji to, że jest całkowicie przesiąknięty przyjemnością, której źródłem jest druga osoba i to, co mówi. Jednakże dialogi z poszukującymi pomocy - czego zwykle doświadczają rozmawiający praktycy - prowadzą szlakami braku wzajemnego zrozumienia, nieposzanowaniem prawa do swoistego oglądu rzeczywistości oraz emocji wzajemnej niechęci i gotowości do stałego kwestionowania siebie jako parterów relacji. Dzieje się tak nie tylko z powodu braku dialogicznych kompetencji, ale również dlatego, że treścią rozmów są "zranione opowiadania" [Frank 1997], będące zróżnicowanymi narracyjnymi przejawami społecznego nieuznania człowieka w jego złożoności i wyjątkowości - na co zwraca uwagę w swojej pracy Axel Honneth [2012]. Nie posługując się - przyjmowanymi dość powszechnie w obszarach pomocowych - tak zwanymi "kategoriami problemowymi" - jak również pozostawiając na marginesie psychiatryczną kodyfikację diagnostyczną, twierdzę, że pracownicy socjalni prowadzą dialogi z ludźmi nie tylko podatnymi na społeczne zranienie, ale przede wszystkim zranionymi. Moim zdaniem właśnie o tym aspekcie praktyki należy pamiętać. Bywa on bowiem pomijany w instytucjonalnej rzeczywistości przesiąkniętej obsesyjną wręcz tendencją do drobiazgowego klasyfikowania występujących objawów oraz funkcjonalnych zaburzeń, przy równoczesnym uogólnianiu - a tym samym skrywaniu - przyczyn ludzkiego cierpienia. Mechanizm ten polega na społecznym represjonowaniu przeszłych zdarzeń, których identyfikacja i ujawnienie mogłyby zachwiać aktualną równowagą danej wspólnoty opartej na niepisanej "ugodzie milczenia".
Zranienie i dialogi aksjologiczne
Poprzez zranienie rozumiem mikrohistorię lub makrohistorię nieuznania człowieczeństwa w osobie obdarzonej nieusuwalną godnością, mającej prawo do miłości, konstytuującej się w diadzie "Ja-Ty". W wyniku nieuznania godności człowieka staje się on narzędziem. Odmowa miłości zamienia go w możliwy do eksploatacji zasób. Izolacja społeczna, odmowa prawa do solidarnego bycia wśród innych zamienia człowieka - by posłużyć się Baumanowską kategorią - w życie na przemiał, odpad przeznaczony do utylizacji [Bauman 2004]. Krzywda nieuznania czyni człowieka podatnym na zranienie, nadmiernie sensytywnym; istotą, której granice są labilne, łatwe do naruszenia w sytuacjach trudnych. Potencjalny kryzys wywołujący cierpienie i potrzebę poszukiwania pomocy jest wynikiem oddziaływania na siebie pamięci zranienia oraz specyficznego doświadczania przez człowieka własnego kontekstu kulturowego, rozumianego jako sposób życia wspólnoty podług wartości. Podejmowane w relacji pomocowej próby rozmowy dotyczą rekonstrukcji tych mikrohistorii nieuznania - kwestionowania i pozbawiania godności, odmowy miłości jako fundamentu relacji z drugim człowiekiem oraz trwałego wyłączania poza krąg wspólnoty. Nieuznanie to przeżycie pogardy innych, któremu zawsze towarzyszy niebezpieczeństwo ponownego zranienia i rozpadu tożsamości. Dlatego też warunkiem koniecznym wszelkich dialogicznych form pomocy jest pozytywne, zwrotne potwierdzanie ze strony drugiego człowieka. Prowadzenie rozmowy ma moc przemieniania przypadkowości losu w uporządkowane doświadczenie poprzez umożliwianie przekształcenia "zranionych opowiadań" z fizycznego aktu mówienia w akt etyczny, czyli odniesienie nieuznania do aksjologicznej przestrzeni, w ramach której odbywa się rozmowa.
W pracy socjalnej zorientowanej na rozmowę kluczowe znaczenie ma rozumienie dialogu jako praktyki komunikacyjnej umożliwiającej optymalny przepływ znaczeń pomiędzy partnerami relacji. Dialog prowadzi do uzyskiwania nowego rozumienia, nowego kontekstu, będącego podstawą przyszłych myśli, uzgodnień i działań. Jest sztuką myślenia w relacji, w interakcyjnej przestrzeni, którą umownie można nazwać "pasem granicznym". Jest ona terytorium "pomiędzy", które nie może zostać zajęte, skolonizowane lub zawłaszczone przez żadnego z partnerów - jeśli dialog ma trwać i nie zamienić się w monolog. W przestrzeni tej, której specyfika polega na eksterytorialności, neutralności, możności odczucia równoważności "Ja-Ty", współwystępuje wielość znaczeń odnoszących się do przeszłego doświadczenia zranienia.
Doświadczenia zranienia nazywam aksjologicznymi, czyli obejmującymi te wszystkie ważne wydarzenia życiowe, które człowiek pamięta jako dotknięcie tego, co ważne, co egzystencjalnie istotne. Wiążą się one z przeżywaniem sensu: rozpaczą utraty, trudem poszukiwania i radością płynącą z jego odkrywania. Ostatecznie, w podejściu pomocowym, które określam jako prowadzenie dialogów aksjologicznych, przyjmuję następujące cztery fundujące je założenia. Po pierwsze, dialogi aksjologiczne dotyczą doświadczeń egzystencjalnie znaczących. Po drugie, powodują one wzbogacenie - poprzez intersubiektywne odsłanianie - sposobów rozumienia tego doświadczenia oraz jego możliwych kontekstów interpretacyjnych. Po trzecie, tworzą one dla poszukujących przestrzeń otwartą na sens (logos). I po czwarte wreszcie, dialogi aksjologiczne są podstawą myśli, uzgodnień i działań zorientowanych na przyszłość. To, co wydaje się być najważniejsze - pozwalają one człowiekowi na odkrywanie sensu przeszłych zdarzeń, chronią go przed poczuciem braku biograficznej koherencji, a tym samym przed głębokimi trudnościami z utrzymaniem dynamicznej stabilności "ja".
Podejście dialogiczne w pracy socjalnej odnoszę do tradycji aksjologicznej terapii Antoniego Kępińskiego. Dlatego też bliskie jest mi myślenie, że człowiek zaczyna cierpieć wtedy, kiedy jego uwewnętrzniony porządek wartości - będący swoistym refleksem ideału dobra wspólnego - staje w dramatycznej sprzeczności z tym faktycznie dominującym poza "ja". Niekiedy sprzeczność ta powoduje całkowite zerwanie poczucia osobowej łączności ze światem zewnętrznym - stan egzystencjalnego "odcięcia". Sens dialogu z człowiekiem cierpiącym polega na tym, aby poprzez uporządkowanie obyczaju przywrócić mu chęć przyłączenia się do działań na rzecz cnoty [Gadamer 2011: 161], aby rekonstrukcja przestrzeni aksjologicznej stała się motywacją do działań na rzecz dobra wspólnego.
W trakcie dialogów aksjologicznych z osobą skrzywdzoną pracownik socjalny odczuwa trzy podstawowe odsłony jej twarzy - w rozumieniu Emmanuela Lévinasa [1998]: twarz zranioną, cierpiącą oraz oczekującą skruchy. W spotkaniu z pierwszą staje się on sprawcą zranienia i doświadcza w kontakcie ciągłego zagrożenia zerwaniem relacji, a tym samym symbolicznej anihilacji siebie. W odczuwaniu twarzy cierpiącej poszukuje przebaczenia i doświadcza, że rana "zabliźnia się" - skrzywdzony staje się bliźnim. Twarz oczekująca skruchy rodzi w parterze relacji poczucie moralnej odpowiedzialności (skruchy) za krzywdę nieuznania i wiąże się z nadzieją na uzyskanie przebaczania ze strony zranionego. Dążenie do pomniejszania cierpienia osoby poszukującej pomocy, niwelowania jej stanu anomii jest możliwe jedynie poprzez odkrywanie, bolesne przywoływanie - przez samego skrzywdzonego - tego, co "bezszelestne", niewypowiedziane, skrywane. Jednakże równie ważne jest prawdziwe odpowiadanie "na to, co się komuś przydarza: co widzi, co słyszy, co odczuwa" [Buber 1992: 223].
Odpowiedzialność jako warunek przebudzenia
Praca socjalna w wymiarze aksjologicznym skupiona jest w głównej mierze na podejmowaniu refleksji nad teorią i praktyką odnoszącą się do problematu odpowiedzialności. Przez odpowiedzialność rozumiem wzmożone uwrażliwienie na to, jak oraz z czym zwraca się do nas drugi człowiek. Odpowiedzialność może objawiać się zwiększoną uważnością moralną i gotowością do naświetlania tego, co stało się z wartością, która w cudzym/naszym zachowaniu została naruszona. Jest ona powiązana z antycypowaniem działań przywracających równowagę aksjologiczną lub poszerzających horyzont wartości dzięki ukazywaniu ich subtelnych zróżnicowań i zależności [Węgrzecki 2014: 172-174]. Tym samym odpowiedzialność kieruje człowieka wraz z innym - zdanym na niego ze względu na swoją kruchość, egzystencjalną biedę, podatność na zranienie - na zewnątrz siebie i w przyszłość.
Poszukując najbardziej syntetycznego ujęcia specyfiki dialogu z osobą zranioną - skupionego na kwestii odpowiedzialności - można sprowadzić go do dwóch zasadniczych pytań etycznych: Jaka jest moja odpowiedzialność za krzywdę, która Ciebie spotkała z mojej strony? oraz Jaka jest Twoja odpowiedzialność za prawdziwe przebaczenie, czyli to, które związane jest z krzywdą niemożliwą do przebaczenia? Dążenie do zbudowania relacji z innym, dla której fundamentem jest otwartość na przyjęcie doświadczenia zranienia oraz uczuciowa jego komplementacja, jest warunkiem koniecznym moralnego wzrostu osoby, rodziny, grupy oraz wspólnoty społecznej. Jednakże architekci zajmujący się odbudową aksjologicznych przestrzeni, w których zniszczenia opisujemy jako głębokie albo całkowite zerwanie ciągłości dotychczasowych doświadczeń oraz dezintegrację celów i środków prowadzących do ich osiągnięcia, nie dysponują prostymi i skutecznymi metodami pracy. Należy również podkreślić, że nawet jeśli byłyby one dostępne, prawdopodobnie możność ich zastosowania zależy nie tyle od rzemieślniczych umiejętności, ile od wydobywania specyficznej dla profesjonalisty art.
Fundamentem profesjonalnego działania jest praca nad znaczeniami wzajemnych odpowiedzialności za wspólne doświadczenia krzywdy i przebaczenia oraz wpisywanie tego doświadczenia we własną biografię osobową, grupową czy przynależną wspólnocie. Zarysowany sposób myślenia jest punktem wyjścia, aby poszukiwać odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób możemy bardziej świadomie i rozumiejąco towarzyszyć zranionym. Raz jeszcze należy podkreślić, że kluczowe znaczenie ma moralna umiejętność symbolicznego wzięcia odpowiedzialności za wyrządzoną człowiekowi krzywdę oraz poszukiwanie możliwości nawiązania z nim dialogu o przebaczeniu. Ważne jest spojrzenie na odpowiedzialność nie jako na swoisty stan czy przynależną człowiekowi normę działania, ale jako dynamiczny proces poszerzania pól odpowiedzialności, a zatem obejmowania nią kolejnych, nowych obszarów życia. Dialog o przebaczeniu, którego fundamentem jest odpowiedzialność, dotyczy rekonstrukcji historii nieuznania człowieczeństwa w osobie obdarzonej godnością, mającej prawo do miłości i solidarności z innymi - by jeszcze raz zaczerpnąć z pracy Axela Honnetha [2012].
Bezwarunkowa odpowiedzialność - jako aksjologiczny fundament dla praktyki pomocowej - jest niezbędna dla potencjalnego wyjścia osoby ze stanu skrzywdzenia, swoistego przekroczenia nieuznania. Wyjście to określane jest jako "wyzdrowienie", przez co rozumiem przekształcanie doświadczonego zranienia (pamięci o nim) na poziomach uczuciowym i duchowym, będące procesem stawania się silniejszym pomimo trudnych doświadczeń i niekorzystnych warunków kulturowych. Emocjonalne znaczenie odzyskanego zdrowia oddaje słowo "przebudzenie", będące momentem, w którym wschodzi nasze bycie "tu-oto" i staje się jasność oraz wszystko to, co związane jest z porankiem. Oczekiwanie, zatroskanie, nadzieja, przyszłość - wszystko to tkwi w przebudzeniu, o czym sugestywnie pisał Hans-Georg Gadamer [2011: 160].
Moja refleksja o przekraczaniu doświadczenia krzywdy nieuznania inspirowana jest pracą Richarda Kearneya [2010] o możliwym i niemożliwym wybaczaniu granicznym, która to praca dyskutuje koncepcje Paula Ric?ura. Zawarta w niej filozoficzna dyskusja przesiąknięta jest aplikacyjnym potencjałem ważnym dla pracowników socjalnych. Pracownicy socjalni zabiegają bowiem nie tylko o posiadanie umiejętności społecznego diagnozowania doświadczanej przez osoby, grupy oraz wspólnoty krzywdy, ale również o aplikacyjne możliwości takiego towarzyszenia potrzebującym, aby mogli oni być w świecie pomimo relatywnie niekorzystnych warunków rozwoju oraz przeciwności losu, które określić można jako egzystencjalne zerwanie ciągłości osobowego życia.
Doświadczenie źródłem "nowej" wiedzy
Bez względu na perspektywę teoretyczną, z której rozpatrujemy pracę socjalną, uważam, że kwestią bezdyskusyjną jest poszukiwanie odpowiedzi na pytanie, czy i w jaki sposób możemy przygotowywać przyszłych profesjonalistów do praktyki pomocowej. Dyskutowane przeze mnie zagadnienia - skupione na relacyjnych aspektach kontaktu z człowiekiem - są jednym z podstawowych wyzwań dla środowiska zajmującego się kształceniem do pracy socjalnej.
Nie ulega wątpliwości, że sprzęganie ze sobą na wiele sposobów teorii i badań empirycznych, jak również sprawności socjotechnicznych i społecznej praxis jest potrzebną i bezdyskusyjną częścią akademickiej rzeczywistości. Niemniej nadal i dość powszechnie absolwenci studiów wyższych, które przygotowują do szeroko rozumianej aktywności socjalno-terapeutycznej, zgłaszają rozdźwięk pomiędzy tym, co abstrakcyjne, uogólnione, wywiedzione z badań empirycznych, a tym, co faktycznie przydatne i pochodzące ze świata praktyki. Jednym z możliwych źródeł postrzeganego braku spójności, swoistej niekompletności wiedzy, którą uzyskują przyszli pracownicy socjalni, jest niedostateczna uwaga poświęcana sztuce wyposażania studentów w kompetencje. Podkreślam, że szczególnie w profesjach zorientowanych na praktykę skoncentrowaną na osobie - bez względu na to, czy bezpośrednim podmiotem pracy jest człowiek, czy też pewne szersze całości społeczne, jak rodzina, grupa społeczna, wspólnota lokalna - wyłącznym źródłem kompetencji jest możność bezpośredniego uczenia się z doświadczenia innych. W pracy socjalnej chodzi o doświadczenia tych wszystkich, których indywidualne losy próbujemy uchwycić w takich, wspominanych już kategoriach pojęciowych, jak: zranienie, nieuznanie, krzywda lub trauma. Nabywanie kompetencji w pracy socjalnej wiąże się z doświadczaniem innych lub siebie. Wiedza pochodząca z tego szczególnego źródła - określana jako phronesis - dotyczy sytuacji realnych, jest arystotelesowską cnotą, bowiem polega na roztropności pozwalającej na podejmowanie mądrych decyzji, czyli takich, które są dobre dla ludzi. Jeśli tak, to przestrzeń akademicka powinna stać się otwarta również na tych, bez których formacja osobowa i profesjonalna pracowników socjalnych nie będzie pełna. Zranione opowiadania osób, które doświadczyły społecznej krzywdy, zróżnicowanych form instytucjonalnej przemocy, są niezbędną częścią edukacji pracowników socjalnych, aby mogli oni mądrze posługiwać się teorią pracy socjalnej i metodami badań naukowych, jak również by podchodzili refleksyjnie do projektowanych, wdrażanych i funkcjonujących instytucji pomocowych, a nade wszystko doceniali znaczenie praktyki partycypacyjnej. Budowanie kultury współuczestniczenia w obszarze pracy socjalnej, którą rozumiem jako stałe dążenie do dialogu z osobami marginalizowanymi i podtrzymywanie go, jest jedyną aksjologicznie uzasadnioną praktyką pracowników socjalnych. Inne jej przejawy w mniejszym lub większym stopniu są emanacją kontrolnej funkcji profesji, o której wypada stwierdzić jedynie, że bywa niekiedy konieczna, jest często społecznie oczekiwana i zawsze terapeutycznie nieskuteczna, ponieważ wiąże się z przymusem.
Przygotowanie do praktyk partycypacyjnych w obszarze pracy socjalnej wymaga jednak przełamania w środowiskach akademickich dystansu bądź skrywanej niechęci do "roztropnej wiedzy". Nie przesądzając o wszelkich możliwych instytucjonalnych przyczynach tej niechęci, a tym samym o przyczynach powszechnej nieobecności osób doświadczonych krzywdą w szkołach pracy socjalnej wskażę na jedną ważną moim zdaniem kwestię. Kształcenie z udziałem osób doświadczonych wymaga od pracowników dydaktycznych oraz studentów - poza posiadaniem sztuki pracy w dialogu oraz budowania otwartej, niestwarzającej poczucia zagrożenia przestrzeni edukacyjnej - gotowości do wzięcia współodpowiedzialności za krzywdę innego. Doświadczeni wymagają od przedstawicieli środowiska akademickiego, aby reflektując ciemną stronę natury człowieka, emanacje zinstytucjonalizowanego zła oraz społecznej bierności wobec krzywdy, równocześnie sami otwierali się na przejawy własnej inercji, obojętności i nieuznawania praw innych, jak i - co jest nie mniej trudne - historie własnych zranień. Kształtowanie ludzkich kompetencji według wartości stanowi niezbędne dopełnienie dotychczasowego modelu nauczania opartego na wiedzy specjalistów. Z perspektywy pracy socjalnej tradycyjnie ujmowana akademicka wiedza nie jest już postrzegana jako jedyna uprawomocniona, ale jako mały element o wiele większej układanki. Podobnie jest w profesjonalnej praktyce, gdzie podstawowym warunkiem budowania zdrowego społeczeństwa jest stopniowe przechodzenie od mechanicznego współdziałania do osobowej współpracy z doświadczonymi.
Wyzwaniem dla współczesnej pracy socjalnej jest niwelowanie archaicznego, lecz nadal stosowanego w praktyce akademickiej i profesjonalnej założenia, że specjaliści wiedzą lepiej, jak należy organizować i sprawować opiekę nad "klientami". Doświadczeni są szczególnym zasobem nowej wiedzy, pochodzącej z pierwszej ręki, która potencjalnie może być przez nich komunikowana językiem pokory i wrażliwości wobec osobistych przeżyć słuchających studentów oraz ich kompetencji. Właśnie ten przyjazny sposób uczenia sprawia, że uczeń odczuwa sympatię wobec nauczyciela, odkrywając niekiedy wspólnotę przeżyć, początkując gotowość do dzielenia się również swoją historią.
Praca socjalna na rzecz postępu społecznego
Dialogiczne zorientowana praca socjalna uczestniczy w aksjologicznie ujmowanym rozwoju społecznym, którego fundamentem jest pomocowa diada "Ja-Ty". W początkowej jego fazie podjęta rozmowa oraz inicjowany dialog, obejmując doświadczenie krzywdy nieuznania, aktualizuje twarz człowieka jako twarz wroga. Refleksja etyczna sprowadzona jest - w tej wczesnej fazie relacji - do wyłącznej zdolności moralnej analizy podejmowanych działań życiowych z egotycznej perspektywy "ja jako ja". Ten rodzaj mikroprzestrzeni życiowej konstruuje kulturę dobra narcystycznego, której istotą jest orientacja na przeszłość powiązaną z doświadczonym zranieniem. Nadzieja na potencjalny rozwój związana jest z otwarciem się na dialog dotyczący poczucia odpowiedzialności, w którym wyraża się w sposób najbardziej źródłowy prawda o człowieku. To właśnie ono - o czym pisał ksiądz Józef Tischner, reflektując przesłanie Romana Ingardena [Tischner 2011: 49-50] - wyróżnia i łączy człowieka ze światem oraz świadczy o jego wolności i skierowaniu ku wartościom. Rozważanie odpowiedzialności umożliwia spotkanie człowieka jako twarzy obcego, otwiera możliwość podjęcia refleksji etycznej z punktu widzenie nie tylko siebie, ale również dobra własnej wspólnoty osób podobnie doświadczonych ("ja jako my"). I wreszcie, przyczynia się ono to kształtowania kultury dobra wspólnotowego, zorientowanego na teraźniejszość, której alegorią jest zabliźniona rana. Dopiero przyjęcie perspektywy bezwarunkowej odpowiedzialności za krzywdę nieuznania wiąże się z nadzieją na pełne doświadczanie twarzy Drugiego oraz na zdolność do analizy działań z moralnej perspektywy poszerzonej o ich konsekwencję również dla tych nieprzynależących do wspólnoty doświadczonych ("Ja jako my wszyscy"). Odpowiedzialność prowadzi do społecznego przebudzenia, będącego warunkiem koniecznym kultury zorientowanej na przyszłość, której istotą jest dobro wspólne ufundowane na poszanowaniu godności człowieka, jego prawie do miłości i solidarności z innymi.
Osoba - podobnie jak wspólnota, której jest ona istotą substancjonalną - dotknięta krzywdą nieuznania oraz wydarzeniami, które opisujemy jako traumatyzujące, niesie brzemię pamięci o nich, doświadczając stanu anomii, poczucia niekompletności lub ujmując rzecz inaczej, pustki aksjologicznej. Wymaga ona wypracowywania podejść umożliwiających rozumienie znaczeń unoszącej się nad nią trudnej do zdefiniowania aury afektywnej wynikającej z ambiwalencji w traktowaniu własnego dziedzictwa. Jest to kwestia ważna nie tylko teoretycznie, ale istotna z perspektywy społecznej praxis skupionej na rozwiązaniu problemów blokujących rozwój osób, grup oraz wspólnot lokalnych naznaczonych trudną historią. Tym samym praca socjalna zaangażowana w dialogi nad krzywdą, kulturowymi uwarunkowaniami jej aktualizacji oraz odpowiedzialnością za nią jako warunkiem przebudzenia uczestnicy w procesie aksjologicznie ujmowanego rozwoju mikroprzestrzeni społecznych. I na tym polega najgłębszy moralny sens pracy socjalnej.
Bibliografia
Arendt H. [1986], O człowieczeństwie w mrocznych czasach, tłum. A. Jaekl, B. Młynarz, "Znak" 7-8: 42-66.
Bauman Z. [2004], Życie na przemiał, tłum. T. Kunz, Kraków: Wydawnictwo Literackie.
Buber M. [1992], Ja i Ty. Wybór pism filozoficznych, tłum. J. Doktór, Warszawa: Instytut Wydawniczy PAX.
Frank A.W. [1997], The Wounded Storyteller. Body, Illness, and Ethics, Chicago-London: The University of Chicago Press.
Frysztacki K., Piątek K. [2017], Problematyka pracy socjalnej w perspektywie socjologii i polityki społecznej, Toruń: Akapit Wydawnictwo Edukacyjne.
Gadamer H.-G. [2011], O skrytości zdrowia, tłum. A. Przyłębski, Poznań: Media Rodzina.
Honneth A. [2012], Walka o uznanie, tłum. J. Duraj, Kraków: Zakład Wydawniczy Nomos.
Kant I. [2001], Uzasadnienie metafizyki moralności, tłum. M. Wartenberg, Kęty: Wydawnictwo Antyk.
Kaszyński H. [2013], Praca socjalna z osobami chorującymi psychicznie. Studium socjologiczne, Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Kearney R. [2010], Wybaczanie graniczne: możliwe czy niemożliwe?, tłum. M. Pancewicz-Puchalska, "Studia Pfilosophica Wratislaviensia" V(3): 11-24.
Lévinas E. [1998], Całość i nieskończoność. Esej o zewnętrzności, tłum. M. Kowalska, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.
Tischner J. [2011], Myślenie według wartości, Kraków: Wydawnictwo Znak.
Węgrzecki A. [2014], Wokół filozofii spotkania, Kraków: WAM.
2. Podwaliny pracy socjalnej, jej twórcy i klasycy - Krzysztof Czekaj
"Aby silny słabego nie krzywdził, aby sierocie i wdowie oddana została sprawiedliwość [...] aby prawo kraju ukierunkować, aby wyroki kraju (słusznie) rozstrzygane były, aby pokrzywdzonemu oddano sprawiedliwość..."
Kodeks Hammurabiego [1996: 137]
Wprowadzenie
Praca socjalna jest efektem procesu człowieczej dążności do doskonałości w pomaganiu jednostce, grupie, sąsiedztwu i społeczności w rozwiązywaniu różnorodnych sytuacji życiowych, które uniemożliwiają im godne funkcjonowanie w ramach społeczeństwa. Z potrzeby przetrwania gatunku i wsparcia dla drugiego człowieka wynikała najczęściej dążność do wspierania tych, którzy nie dawali sobie rady w codziennym bytowaniu. Towarzyszące jednak od samego początku kwestie niedostatku dostrzegane były nie tylko na różnych poziomach organizacji społecznej i instytucji, takich jak rodzina, krąg sąsiedzki i wioskowy, a później miejski i władza tworzących się państw. Jak napisał Jean-Louis Goglin, "Człowiek zawsze był, jest i będzie skazany na cierpienie. Towarzyszą mu stale ubóstwo materialne i nędza moralna bądź nędza materialna i ubóstwo moralne" [Goglin 1998: 7] W tej myśli tkwią pierwociny wsparcia i pomocy społecznej oparte, od XIX wieku, na pracy socjalnej.
Już dwa tysiące lat przed Chrystusem władca Babilonii Hammurabi (1792--1750 p.n.e.) ukierunkował swoje wsparcie na wdowy, sieroty i wielorako pokrzywdzonych, którym należy się sprawiedliwość, oraz słabych, których należy bronić przed silnymi [Hammurabi 1996: 137]. W jego Kodeksie praw z ponad 282 zachowanych paragrafów te oznaczone numerami od 127 do 194 dotyczą między innymi kobiet, małżeństwa, rodziny, spraw spadkowych (łącznie 67). W kodeksie wprowadzono zasadę zadośćuczynienia krzywd i obowiązek pomocy i opieki pokrzywdzonym i chorym. Warto zwrócić uwagę, że ujęte w kodeksie zjawiska, problemy i przestępstwa musiały ze swej natury być na tyle kłopotliwe dla funkcjonowania społeczeństwa (i ilościowo, i jakościowo), że władca umieścił je w swoim zbiorze praw (między innymi cudzołóstwo kobiet, kazirodztwo, problemy z zabezpieczeniem i dziedziczeniem przez żony, matki oraz dzieci, w tym także niewolnic, a także adopcja).
W każdej epoce rozwoju społeczeństw i państw niekwestionowaną rolę w pomocy bliźniemu odgrywały świątynie i Kościoły wszystkich wyznań. W ich zbiorach praw i zasad można odnaleźć niektóre współczesne formy pomagania i wsparcia oraz traktowania osób w sytuacji problemowej. Doświadczenia i osiągnięcia wspólnot religijnych niejednokrotnie posłużyły środowiskom późniejszych twórców profesji i dyscypliny pracy socjalnej do wykształcenia metod postępowania. Doskonały przegląd myśli społecznej sprzed okresu, kiedy wyewoluowała praca socjalna, odnaleźć można w wykładzie Janusza Radwana-Pragłowskiego i Krzysztofa Frysztackiego w ich pracy Społeczne dzieje pomocy człowiekowi. Od filantropii greckiej do pracy socjalnej [Radwan-Pragłowski, Frysztacki 1996, 2009]. Obecny zarys wykładu jest próbą zwrócenia uwagi na wybrane zagadnienia i uwarunkowania powstania i rozwoju wysoce specyficznego zawodu i dziedziny naukowej, czyli pracy socjalnej. Stąd nie będzie się w tym miejscu szeroko przytaczać różnych nurtów i rozważań, które należy indywidualnie i staranie prześledzić, aby wyrobić sobie własne poglądy na misję tak pomocy społecznej, jak i pracy socjalnej i jej rozlegle teoretyczne i praktyczne korzenie.
W Europie wszystkie Kościoły chrześcijańskie rozbudowały szerokie sieci wsparcia wraz ze specjalistycznymi instytucjami pomocowymi, które współcześnie w wielu krajach są wiodącą siłą pomocy oraz oddziaływania społecznego. Te systemy opieki były przenoszone w historycznym procesie kolonizacji do nowych miejsc i obszarów na różnych kontynentach. Kiedy kolonie zdobyły niepodległość, w wielu przypadkach przejęły systemy opieki publicznej od swoich imperialnych założycieli. Tak było i w przypadku Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, które były wcześniej kolonią Królestwa Brytyjskiego. Nie od samego początku, ale jednak w końcu w USA pojawiły się różnego rodzaju ruchy i organizacje w znacznym stopniu zmieniające brytyjskie pierwowzory publicznej pomocy dla osób ubogich i potrzebujących. Przełom XIX i XX wieku to okres, od którego instytucjonalne systemy wsparcia w Europie i Ameryce rozwijają się swoimi drogami w uzależnieniu od możliwości rozwiązywania różnych problemów społecznych. Te oddolnie powstające organizacje, zrzeszenia i stowarzyszenia były początkiem tego, co dziś świadczy o sile organizacji wspierających ludzi w społeczeństwach obywatelskich współczesnego świata. Można zatem mówić o paralelnym rozwoju służb opiekuńczych i pomocowych w ich wzajemnym przeplataniu się w aktywności społecznej oraz form wypracowanych i ewoluujących w działaniu wspierającym jednostki grupy i społeczności, czyli współczesnych metod pracy socjalnej.
Współczesna praca socjalna zdobyła sobie należne miejsce wśród zawodów pomocowych, wypracowując własne metody wsparcia, prowadząc badania naukowe, wprowadzając niejednokrotnie nowe i nowatorskie metody poszukiwań, wreszcie szkoląc profesjonalne kadry w specjalistycznych ośrodkach edukacyjnych. A przecież zawód pracownika socjalnego pojawił się dopiero w spisie powszechnym w 1940 roku.
Zawarte w tym wykładzie refleksje wskazują nie tylko na kształtowanie się samej pracy socjalnej, ale na postępujący proces jej profesjonalizacji, specjalizacji i standaryzacji działań pomocowych, szkolnictwa zawodowego i akademickiego oraz badań w tym obszarze. Są to zaledwie wstępne uwagi, które wymagają już własnych pogłębionych studiów lub uczestnictwa w różnego rodzaju kursach i seminariach. W pierwszej kolejności wskazane zostaną główne przesłanki kształtowania się pracy socjalnej w Stanach Zjednoczonych. Wskazane zostaną też istotne centra oraz miejsca i osoby, które przyczyniły się do wytworzenia metod pracy socjalnej, określanych dziś jako mikropraktyka pracy socjalnej albo kliniczna praca socjalna oraz środowiskowa praca socjalna.
Uwarunkowania powstania pracy socjalnej w Stanach Zjednoczonych
Kolonie brytyjskie na kontynencie amerykańskim w XVIII wieku zdominował tradycyjny europejski system społeczny z precyzyjnie określonymi funkcjami i rolami społecznymi obojga płci, aczkolwiek poprzez nowe uwarunkowania wynikające z systemu osadnictwa minimalnie zmodyfikowany. Ten typ ładu społecznego nie pozostawiał żadnych złudzeń co do równości praw obydwu płci, preferując mężczyzn i ich sposób postrzegania świata, w którym kobiety mają do wykonania jasno zdefiniowane role: matek, żon i pomocnic mężczyzn w realizacji wizji zdefiniowanego z męskiego punktu widzenia funkcjonowania rzeczywistości. Te trendy wzmocnione były problemami niewolnictwa i rosnącą falą imigracji z Europy i Azji. Mit ziemi obiecanej, złotego runa i wszelakiego rodzaju dobrobytu sprawiał niejednokrotnie, że rzeczywistość budującego się właśnie społeczeństwa przemysłowego i wysoce zurbanizowanego doprowadzał imigrantów do pogodzenia się z realiami nieomal niemożliwymi wcześniej do przyjęcia.
Wiek XIX i XX wieku to w Stanach Zjednoczonych istotny okres zdominowany kolejnymi falami przybywających tu imigrantów. Walter I. Trattner analizując uwarunkowania narodzin państwa opiekuńczego w USA, odnotował, że "pomiędzy 1860 i 1900 rokiem przybyło do Stanów Zjednoczonych ponad 14 milionów imigrantów, a dalszych około 9 milionów, głównie z południowej i wschodniej Europy - Austriacy, Węgrzy, Czesi, Polacy, Serbowie, Włosi, Rosjanie i tak dalej - dołączyło w latach 1900-1910" [Trattner 1989: 148]. W 1860 roku jedna szósta Amerykanów żyła w miastach, około 1900 odsetek mieszkańców miast wzrósł do jednej trzeciej, by wreszcie około 1920 osiągnąć połowę amerykańskiej populacji. Największe miasta amerykańskie, takie jak Nowy Jork czy Chicago, rozrastały się wraz z ich populacjami. Pomiędzy 1860 (1 174 779) a 1910 (4 766 883) rokiem Nowy Jork powiększył się czterokrotnie. Miał dla imigrantów swoją słynną wyspę, nazywaną przez pierwotnych właścicieli, Indian Lenni Lenape, Kioshk (Wyspą Mew), dziś noszącą nazwę Ellis Island od nazwiska kupca Samuela Ellisa. "Rzymskie Koloseum zajmuje prawie trzy hektary. Rynek w Krakowie o jakieś sześć i pół tysiąca kilometrów stąd - cztery hektary. Morskie Oko w polskich Tatrach - około trzydziestu pięciu hektarów. Wysepka Mew, Ostryg, Szubienicy liczy niewiele ponad trzy akry - jeden i trzy dziesiąte hektara" [Szejnert 2009: 10]. Wysepka ta będzie najsłynniejszą bramą do amerykańskiego raju, którą przekroczą kolejne fale imigrantów, także z ziem polskich. Imigranci lądując w Nowym Jorku, musieli przejść badania (w tym psychiatryczne) w punkcie granicznym zlokalizowanym na Ellis Island [Szejnert 2009].
W Chicago w 1860 roku żyło 109 260 osób, a miasto zajmowało ósme miejsce pod względem liczebności, ale już w 1910 roku było drugim miastem Ameryki z populacją liczącą 2 185 283 mieszkańców. Statystyki wskazują, że w 1900 roku aż trzy czwarte populacji zamieszkującej Chicago nie urodziło się w Ameryce, a proporcja w Nowym Jorku była jeszcze wyższa. Najliczniejsza grupa imigrantów polskich zamieszkała w Chicago. Helena Znaniecka-Łopata zauważyła, iż
była to jedna z najbardziej zurbanizowanych grup pod względem sposobu osiedlania się; ponad 86% zamieszkiwało w miastach i proporcja ta nie zmieniała się przez dziesiątki lat. Lokalizacja, jaką sobie obrali, nie była sprawą przypadku, lecz wynikała z łańcucha migracyjnego ustalonego przez wcześniej przybyłych, którym udało się znaleźć odpowiednie miejsce zamieszkania i zatrudnienia [Znaniecka-Łopata 1986: 64].
Dobitnie, żeby nie powiedzieć dosadnie, określił sytuację jeden z imigrantów ze Skandynawii, pisząc w swoim pamiętniku, że "przybył do Ameryki, bo słyszał, że ulice są tam wybrukowane złotem. Na miejscu zorientował się, że po pierwsze, nie tylko nie są wybrukowane złotem, po drugie, wcale nie są wybrukowane i po trzecie, że to on ma je dopiero wybrukować". Ta zawiedziona nadzieja i wyobraźnia wielu ubogich przedstawicieli klas chłopskich i tworzących się klas robotniczych Europy przybyłych do Ameryki Północnej sprawiała, że nie tylko buntowali się przeciw rzeczywistości, ale i niejednokrotnie organizowali się wokół antywartości i antynorm, w coraz wyższym stopniu odchodząc na margines nowego demokratycznego społeczeństwa w warunkach rozwijającego się kapitalizmu i gospodarki rynkowej. Mniejszość, istniejąca w każdym społeczeństwie Starego Kontynentu, czyli ubodzy i nieradzący sobie z funkcjonowaniem społecznym, pozostawieni sami sobie, wsparcie mogli znaleźć jedynie w organizacjach charytatywnych i w swoim własnym gronie. Być może ta właśnie przesłanka, przy pasywności państwa i jego instytucji, legła u podstaw rozwoju formy aktywizacji tak dobrze dzisiaj znanej: samoorganizacji społeczności lokalnych i sąsiedztw. Narastające problemy społeczne w grupach imigrantów doprowadziły na przykład na ulicach największych miast amerykańskich do zamieszek na tle rasowym w 1919 roku, by wspomnieć tu jedynie dla przykładu wydarzenia trwające od 27 lipca do 8 sierpnia 1919 roku w Chicago. Tworzące się społeczeństwo obywatelskie musiało się zmierzyć z kwestią narastającego ruchu reformatorskiego, walczącego o emancypację kobiet i ich udział nie tylko w edukacji, ale i tworzeniu nauki na kontynencie amerykańskim oraz aktywnym i pełnoprawnym funkcjonowaniu w życiu publicznym.
Znaczącą i brzemienną w skutki społeczne przesłanką kształtującą amerykańską świadomość społeczną i hamującą rozwój systemu pomocy społecznej, a w pewnym sensie także ukierunkowującą rozwijającą się pracę socjalną były tak zwane społeczne filozofie. Te najważniejsze to: indywidualizm, etyka pracy, leseferyzm społeczny oraz darwinizm społeczny.
Początek XX wieku w Stanach Zjednoczonych to istotny okres dla rozwoju ruchów kobiecych, próbujących rozwiązać problemy społeczne swojego społeczeństwa. Pomimo idei wolności ludzie zawsze próbowali wywierać wpływ i kontrolować zachowania innych, broniąc jednak swojej wolności jako najcenniejszej wartości. Przemoc, w tym wobec kobiet, oraz główny czynnik sprawczy przestępczości indywidualnej i zorganizowanej - alkohol - doprowadziły w końcu do zdefiniowania celów, wokół których organizowały się działania pierwszych wielkich narodowych ruchów kobiecych. Brak alkoholu w życiu Ameryki miał rozwiązać wszystkie problemy tego społeczeństwa. W efekcie zbiorowego wysiłku lokalnych, wiejskich organizacji abstynenckich w całych Stanach powstał w 1874 roku National Woman's Christian Temperance Union. Ratyfikowana przez 36 stanów osiemnasta poprawka do konstytucji stała się w 1920 roku faktem i jej integralną częścią. Był to przykład tego, jak ruch kobiecy, zdeterminowany i działający profesjonalnie, może osiągać postawione sobie cele społeczne. Ruchy prohibicyjne (w większości kobiece) rozwijały się na obszarach wiejskich, by po pierwszej wojnie światowej objąć aktywnie i intensywnie duże metropolie i miasta amerykańskie w warunkach postępującej industrializacji i urbanizacji. Przyjmuje się, że ten największy eksperyment społeczny początku XX wieku w celu rozwiązania problemu społecznego za pomocą zakazu, czyli prohibicji, trwał trzynaście lat i zakończył się całkowitym fiaskiem (prezydent Franklin D. Roosevelt zniósł ją 7 kwietnia 1933 roku). Prohibicja dowiodła, że narzucanie wbrew indywidualnym wyborom określonego sposobu zachowania ma swoje granice i zwykle kończy się porażką i odrzuceniem. Z jednej strony nieudany eksperyment społeczny, obarczony poważnymi konsekwencjami, jak na przykład zorganizowana przestępczość, ale z drugiej sukces publiczny ruchu społecznego, i to kobiecego, który udowodnił, że dzięki organizacji można osiągnąć swoje cele społeczne. W 1920 roku w Stanach Zjednoczonych przyznano kobietom prawo wyborcze, co spełniło kolejny cel tej organizacji i osobiście Frances E. Willard. Paradoksalnie, ruch kobiecy w 1920 roku doprowadził do wprowadzenia prohibicji w walce o zmianę świadomości społecznej odnośnie do alkoholu, aby później w 1933 amerykańskie kobiety zagłosowały przeciw utrzymaniu prohibicji, doświadczając skutków tego społecznego eksperymentu. Okazało się, że moralność przeciętnego Amerykanina bez zakazu spożywania alkoholu nie była zagrożona upadkiem. Zwolennicy prohibicji przez pół wieku walczyli o realizację swojego celu, wierząc w lepszy świat bez alkoholu. Po zniesieniu prohibicji nastąpiły istotne zmiany społeczno-polityczno-gospodarcze (wynik wielkiego kryzysu 1929-1933) i reorganizacja nieomal we wszystkich dziedzinach życia społecznego. Odpowiedzią rządu Stanów Zjednoczonych za prezydentury Franklina Delano Roosevelta na żądania i postulaty różnych grup etnicznych, uczestniczących w konfliktach społecznych końca pierwszej i drugiej dekady XX wieku, oraz ruchów reformatorskich, był Social Security Act z 1935 roku, który wprowadzał po raz pierwszy na świecie i w kraju podstawowe zasady państwa opiekuńczego, choć równolegle w Szwecji również pojawiły się podstawy państwa socjalnego i jego folkhem, czyli dom socjalny (wersja domu środowiskowej pracy socjalnej) dla potrzebujących. Postępująca urbanizacja i industrializacja, przyczyniając się do postępu i rozwoju potęgi Stanów Zjednoczonych, uruchomiły jednak szereg procesów społecznych, w wyniku których nie tylko imigranci z Europy, ale i z innych kontynentów oraz rdzenni mieszkańcy Ameryki Północnej, czyli Indianie oraz relatywnie nie tak dawno wyzwoleni niewolnicy, migrując do miast, napotkali szereg zjawisk i problemów społecznych, których nie potrafili sami rozwiązać. W takiej sytuacji otwarły się możliwości nowych form pomagania, jak też zaistnienia nowej profesji oraz wykształcenia specjalistów w nowym zawodzie pracownika socjalnego.
Praca socjalna: od The Humanitarian Movement do powstania zawodu
Na kontynencie europejskim za ojca pracy socjalnej (ex post) uważano Thomasa Chalmersa [Radwan-Pragłowski, Frysztacki 1996: 204], a w XIX wieku bez wątpienia Samuela i Henriettę Barnettów, na których wzorowała się później Jane Addams w Chicago. W przypadku Stanów Zjednoczonych w wielu obszarach specyficznych niedoborów pojawiali się organizatorzy i liderzy różnego rodzaju ruchów, dzięki którym po powstaniu nowego zawodu i nowej grupy zawodowej pracowników socjalnych możliwe było wykształcenie się specjalistycznych form wspomagania i podnoszenia w funkcjonowaniu społecznym wielu jednostek, rodzin, sąsiedztw i społeczności lokalnych. Można nawet zaryzykować tezę, że to dzięki wielu lokalnym liderom i organizatorom możliwy był późniejszy rozwój pracy socjalnej i jej zawodowych metod. Takim niewątpliwym przykładem jest działalność Dorothei Lynde Dix. W latach dwudziestych XIX wieku w zakładach karnych dla kobiet rozpoczęto prowadzenie szkółek niedzielnych, aby wraz z wiarą w Boga nauczyć więźniarki pisania i czytania. Jedną z niewielu nauczycielek, które podjęły się pracy z więźniarkami, była Dorothea Lynde Dix (1802-1887), pierwsza niekwestionowana liderka i reformatorka społeczna, którą w 1937 roku Edith Abbott scharakteryzowała w następujący sposób:
Niektórzy z liderów tego wczesnego okresu, jak Dorothea Dix, która doradzała wprowadzenie federalnych funduszy dla celów publicznej opieki na 75 lat wcześniej, niż stały się one rzeczywistością, w tych obszarach swoimi wizjami społecznymi wyprzedzali swój czas. Niektórzy byli społecznymi reformatorami tylko przez krótki okres, po którym ich idee przestały być konstruktywne lub użyteczne. Obydwoje, panna Dix i jej przyjaciel, dr Samuel Gridley Howe, mieli wielką wizję, która doprowadziła ich od razu do próby konstruktywnej legislacji, podczas gdy inni, jak Charles Loring Brace, działali wyłącznie na polu prywatnej filantropii [Abbott 1963: vii].
D.L. Dix zaobserwowała, że wśród więźniarek jest istotna kategoria osób, które są co najmniej zaburzone, jeśli nie chore psychicznie. Postępując systematycznie, D.L. Dix odwiedzała i inne zakłady karne, nie tylko w swoim, ale i w pozostałych stanach USA (a jej biografowie wyraźnie stwierdzali, że odbywały się te terenowe lustracje w ekstremalnych nieomal warunkach), raportując urągające godności ludzkiej warunki, w jakich byli przetrzymywani zaburzeni i chorzy psychicznie więźniowie i więźniarki. Odnotowała też przypadki konstruowania specjalnych gorsetów z żelaza uniemożliwiających chorym psychicznie kobietom i mężczyznom podarcie ubrań. Wyniki swoich badań w zakładach karnych, gdzie trzymani byli chorzy psychicznie, publikowała w postaci raportów do władz stanowych i federalnych, a także apelowała do sumień obywateli poprzez wstrząsające opisy tej kategorii więźniów i więźniarek w różnego rodzaju prasie, używając męskiego pseudonimu (samotnej kobiecie w tych czasach nie wypadało przebywać samej, a tym bardziej wizytować więzienia) Thomas Hazard. A zatem ten profil aktywistki społecznej uwzględniał nie tylko prawne, ale i społeczne kroki w działaniu na rzecz osób zaburzonych i chorych psychicznie. Senat Stanów Zjednoczonych poprzez Memoriał Dorothei L. Dix w sprawie grantu na zakup ziemi na ośrodki opieki i wsparcia dla ubogich uleczalnych i nieuleczalnych chorych umysłowo w USA z 23 czerwca 1848 roku po raz pierwszy podjął tę palącą kwestię. Obie izby Kongresu uchwaliły grant dla władz 27 stanów, aby przekazać w skali całego kraju 10 mln akrów publicznych gruntów na organizowanie opieki dla osób chorych psychicznie oraz 2,5 mln akrów ziemi na potrzeby organizowania pomocy w zakresie edukacji osób niesłyszących. Niestety, ówczesny prezydent Franklin Pierce zawetował ustawy (wpływ filozofii społecznych i polityki), aby w końcu uleć w nieznacznym stopniu argumentom D.L. Dix. Potrzeby były zbyt duże, aby mogły być zabezpieczone przez fundusze poszczególnych stanów. Dopiero w połowie lat pięćdziesiątych XIX wieku obie izby Kongresu nakazały władzom stanowym objąć opieką chorych i zaburzonych psychicznie i finansować ten typ wsparcia. Nakazały też izolować zaburzonych i chorych psychicznie od więźniów zakładów karnych. D.L. Dix zmarła w 1887 roku, a zatem dwa lata przed otwarciem najsłynniejszego, choć nie pierwszego w Stanach Zjednoczonych domu środowiskowej pomocy Hull House w Chicago. Pokazała jednak, że nie ma rzeczy niemożliwych, jeżeli chodzi o pomoc dla ludzi wykluczonych i wymagających wsparcia. Z drugiej jednak strony jej działalność miała i inny wymiar, zaostrzono bowiem przepisy imigracyjne, tak aby nie wpuszczać do USA tej kategorii osób, ponieważ władze federalne nie miały ani pomysłu, ani środków finansowych na pomoc dla nich. D.L. Dix otwarła jednak drogę do powstania w XX wieku penitencjarnej i postpenitencjarnej pracy socjalnej.
Żaden zawód istniejący w społeczeństwach naszego globu nigdy nie powstał jako w pełni ukształtowany i niezmienny. Takoż i praca socjalna podlegała prawom rozwoju i przekształceń. Musiała uwzględniać różne uwarunkowania kulturowe wynikające z wewnętrznych uwarunkowań i różnic gatunku ludzkiego. Cechą naszego humanitaryzmu jest wewnętrzna potrzeba pomagania i wspierania swoich bliskich. Pierwsze pytanie, jakie istniało od samego początku tworzenia się zawodu pracownika socjalnego i przedmiotu jego pracy, czyli pracy socjalnej, to pytanie o cel tej aktywności i jego podmioty oraz spodziewane rezultaty tej aktywności. Zawód to termin, który wówczas był kojarzony z prawnikami, pracownikami administracji federalnej i stanowej lub lekarzami oraz pielęgniarkami, a także inżynierami - a nie z pracownikami socjalnymi. Dodatkowo musiała też istnieć świadomość spajająca pracowników jakiegoś zawodu co do jego wartości czy misji. I tak na początku XX wieku wskazywano na sześć cech, które pozwalały wyrobić sobie zdanie odnośnie do tego, czy dana aktywność jest zawodem, czy też nie. Jeszcze w 1915 roku jeden ze specjalistów dr Abraham Flexner sugerował uczestnikom National Conference of Social Work, że praca socjalna jeszcze nie dojrzała do fazy, w której spełnia kryteria bycia zawodem, wartym i koniecznym do odnotowania w prawie i kodeksie pracy. Wskazywał też, że nie jest ona jeszcze dyscypliną wystarczająco odpowiedzialną, aby uznać ją za zawód, tak jak czyni się w odniesieniu do innych, już uznanych profesji. Potrzeba było następnych dwudziestu lat, kształcenia do pracy socjalnej, różnych form zrzeszenia pracowników, relacji z placówkami wyższego wykształcenia, utworzenia szkół pracy socjalnej, wytworzenia standardów metod pracy socjalnej i zaufania społecznego oraz wielu jeszcze innych czynników, aby uznać nowy, choć już wtedy potrzebny, zawód. Dopiero w spisie powszechnym z 1940 roku można było odnotować liczbę obywateli Stanów Zjednoczonych wskazujących, że wykonują zawód pracownika socjalnego. W społecznej świadomości również jeszcze zawód ten nie umocnił się, choćby ze względu na filozofie, które ukształtowały najpierw obywateli kolonii, a później Stanów Zjednoczone. Umocnieniu tego zawodu nie posłużyły też różne ataki ze strony pracowników naukowych różnych uczelni amerykańskich. Jeden z twórców szkoły chicagowskiej w socjologii Ernest Watson Burgess w artykule zatytułowanym Can Neighborhood Work Have a Scientific Basis? - "Czy praca środowiskowa ma podstawy naukowe?" - odpowiada na to pytanie negatywnie, wskazując, jakie warunki muszą być spełnione, aby praca socjalna została uznana za naukę społeczną. Zdaniem autora praca socjalna ze społecznością (z sąsiedztwem - neighborhood) z dwóch powodów nie może być oparta na podstawach naukowych. Po pierwsze - nauki społeczne, a w szczególności ówczesna socjologia, miały niewiele do zaoferowania w zakresie naukowej podbudowy dla pracy socjalnej. Po drugie - środowiskowi pracownicy socjalni (neighborhood workers) w niewielkim stopniu lub wcale nie korzystali ze zgromadzonej w naukach społecznych wiedzy [Czekaj 2007: 128-136]. W zakończeniu tego artykułu E.W. Burgess zauważył, że środowiskowa praca socjalna będzie - poprzez logikę sytuacji - wypracowywać skuteczne techniki działania, które zmuszone będą w coraz wyższym stopniu zależeć od badania sił społecznych, współczesnego życia społecznego. W przyspieszeniu tego procesu swoją rolę odegrało także wykształcenie nowych metod pracy socjalnej, opartych na podstawowych standardach i szerokiej wiedzy, nie tylko socjologicznej, ale i psychologicznej oraz pedagogicznej.
Metody pracy socjalnej: od friendly visitors i indywidualnego przypadku przez pracę z grupą do pracy socjalnej ze środowiskiem
Analizując historyczny rozwój metod pracy socjalnej w Stanach Zjednoczonych, należy odnotować, że ich pierwociny pojawiły się jako formy aktywności prywatnych organizacji pomocowych lub stowarzyszeń oraz fundacji mających za cel pomaganie potrzebującym. Organizacje te powstały jako społeczna odpowiedź na potrzebę wsparcia osób w różnego rodzaju sytuacjach problemowych jeszcze w okresie pełnej zależności od Korony Brytyjskiej. W tym czasie, jak to wskazuje Walter I. Trattner, podstawę lokalnych praktyk i działań pomocy i wsparcia w koloniach tworzyły cztery podstawowe zasady, które bezpośrednio wypływały z elżbietańskiego Prawa o ubogich z 1601 roku. Pierwsza zasada wskazywała, że wsparcie ubogich jest obowiązkiem publicznym, który w zasadzie drugiej łączył się z obowiązkiem pomocy wyłącznie dla osób, które zamieszkiwały lokalną społeczność i w niej zarejestrowane. Trzecia z kolei zasada wskazywała rodzinę jako pierwszą instytucję właściwą do pomocy potrzebującym (pomocy publicznej odmawiano tym, którzy mieli swoich krewnych). Zasada czwarta dotyczyła zaś wychowywania dzieci osób ubogich poprzez pracę u rolników i rzemieślników, którzy zgodzili się tymi dziećmi opiekować [Trattner 1989: 29]. Pierwszy instytucjonalny przytułek dla ubogich powstał w Massachusetts w 1662 roku. W roku 1685 był już nie tylko przytułkiem, ale i warsztatem pracy dla zdolnych do niej ubogich. Innym kierunkiem pomocy publicznej, w którym można upatrywać pierwszych form wsparcia społecznego, kształtujących metody pracy socjalnej, była The Boston Latin School, założona w 1644 roku w wyniku wykorzystania częściowego grantu ziemskiego władz miejskich. Edukacja w tej szkole zbliżała się do zasad organizacji pierwszych grup edukacyjnych w późniejszej pracy socjalnej.
Metody wsparcia kształtowały się też odnośnie do każdej z grup potrzebujących. I tak dla przykładu należy wskazać instytucję opiekuńczą zorganizowaną przez siostry urszulanki dla dzieci osieroconych w wyniku masakry ich rodziców przez Indian w 1729 roku w Nowym Orleanie oraz powstały w 1790 roku sierociniec dla dzieci, do których w 1817 roku dołączyła placówka szkolna dla głuchych i niemych w Connecticut. Miasto Nowy Jork już od 1687 roku miało własnego lekarza dla osób ubogich. Inną ważną dla rozwoju zawodu pracownika socjalnego i metod pracy socjalnej instytucją było The New York Association for Improving the Conditions of the Poor (AICP), założone w 1843 roku, w którym pomoc i wsparcie dla ubogich nakierowano na indywidualną jednostkę ludzką. Był to początek rozwoju całej sieci podobnych organizacji w innych miastach amerykańskich. Prawdziwym potentatem co do form i rodzajów wsparcia dla potrzebujących były towarzystwa organizacji charytatywnych wzorowane na założonym w 1869 roku Charity Organisation Society of London. Pierwszy jego w pełni uformowany amerykański odpowiednik powstał w 1877 roku w Buffalo, a do końca 1879 roku utworzono ich już 92 (były też i zmiany nazw: Family Welfare Society i tej podobne zastępowały oryginalną brytyjską nazwę). To właśnie The Charity Organization Society (COS) nadało impet procesowi indywidualizacji podejścia do problemów osób w sytuacjach problemowych oraz kształtowania się pierwszej metody pracy socjalnej, czyli metody indywidualnego przypadku. W organizacjach tych wytworzono specyficzny i ujednolicany co do etapów postępowania model pomocowy, składający się z następujących elementów: badanie aplikujących w celu zdiagnozowania ich potrzeb, rejestrowanie aplikujących (karty), współpraca, adekwatna do sytuacji pomoc i wsparcie, wolontariusze prowadzący w każdym przypadku indywidualną zrównoważoną pomoc (case worker lub friendly visitor). To dzięki tym ostatnim przełamano pewien stereotyp, że wszyscy ubodzy są tacy sami, i doprowadzono do pojawienia się naukowej dobroczynności i nakreślenia ram indywidualnego przypadku jako metody pracy socjalnej. Indywidualizacja każdego przypadku stała się realizowanym programem pomocy w praktyce rzeczywistości społecznej. Realizowany w praktyce, ewaluowany poprzez wystąpienia na spotkaniach i corocznej National Conference of Charities and Corrections, wdrażany w trakcie przygotowywania friendly visitors do pracy, konstytuował się i krystalizował model indywidualnego przypadku. Ukształtowanie jednak tej pierwszej metody późniejszej pracy socjalnej to w dużej mierze zasługa Mary Ellen Richmond oraz Frances H. McKlean.
Szczególny wkład w rozwój metody indywidualnego przypadku oraz badania nad jej zastosowaniem w praktyce społecznej wniosła Mary Ellen Richmond (1861-1928), administratorka, badaczka i autorka, ale przede wszystkim pionierka pracy socjalnej nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale i na świecie. Praca socjalna zyskała w jej osobie profesjonalistkę i to zarówno w sferze praktycznej - w szczególności organizowania społeczności lokalnej, jak i w teorii nowej dyscypliny - M.E. Richmond była autorką podręczników dotyczących indywidualnego przypadku, wywiadu w pracy socjalnej, treningu, coachingu w indywidualnym przypadku, a także propagatorką profesjonalnego diagnozowania problemów społecznych. Po ukończeniu Eastern Female High School w Nowym Jorku wróciła do Baltimore i rozpoczęła asystenturę w COS w 1889 roku. Nadrzędnym celem COS było wprowadzenie porządku w absolutnym chaosie różnych organizacji świadczących działalność charytatywną i nieefektywnych systemów rozdziału zasiłków przez kościoły, organizacje charytatywne i pojedyncze podmioty. M.E. Richmond rozpoczęła swoją karierę w COS pierwotnie w formie autowsparcia, ale jej cechy osobowości szybko zwróciły na nią uwagę liderów tej organizacji i sprawiły, że doprowadziła do transformacji pracy charytatywnej, uprzednio postrzeganej jako forma ekspresji wolontariatu jednostek (wynikającej z humanitarnego impulsu wsparcia), w wysoce specjalistyczną, profesjonalną pracę socjalną, a osoby podejmujące się jej utworzyły później wraz z pracownikami domów środowiskowych nowy zawód - pracownika socjalnego. Z nieznanej szerzej aktywistki i liderki COS w Baltimore i Filadelfii stała się jedną z najistotniejszych przywódczyń prestiżowej Russell Sage Foundation w Nowym Jorku (założonej w 1907 roku przez nie mniej znaną aktywistkę i reformatorkę Russell Sage, która powołała swoją fundację dla poprawienia warunków życia i rozwiazywania kwestii społecznych), wdrażającej chrześcijańskie podejście do pomocy człowiekowi w sytuacji problemowej. Poprzez swój przykład i walkę o prawa kobiet i osób wykluczonych M.E. Richmond wytyczyła nowy wzór profesjonalnej kariery pracownika służb społecznych i równouprawnienie nie tylko kobiet, ale wszystkich, którzy z różnych powodów znaleźli się w sytuacji marginalizacji i wykluczenia społecznego.
Rola znakomitej nauczycielki i trenerki indywidualnego przypadku, pragmatycznej teoretyczki, a także dar znakomitej mówczyni doprowadziły ją do funkcji, dodać należy - jako pierwszą kobietę, generalnego sekretarza COS. W swojej karierze starała się zawsze wspierać profesjonalizację pracy, jaką jej friendly visitors realizowali wśród rodzin z różnego rodzaju niedoborami. Wierzyła, że tylko właściwy proces nauczania i treningu pracowników i asystentów rodzin pomoże profesjonalnie wspierać te środowiska i wprowadzić zmianę w ich funkcjonowaniu pod presją problemów społecznych.
W 1909 roku M.E. Richmond została wybrana na dyrektorkę nowo pozyskanej Russell Sage Foundation, w której pracowała łącznie przez niemal dwadzieścia lat. W tym czasie opracowywała i wdrażała programy nauczania szkół pracy socjalnej i była centralną postacią COS. Wprowadzała standardy pracy organizacji charytatywnych i promowała je w całych Stanach. Już w 1905 roku założyła periodyk "Social Case Work (The Family Service Association of America)", w którym nie tylko propagowano tę metodę pracy socjalnej, ale jednocześnie umożliwiono wymianę doświadczeń wdrażających ją pracowników organizacji charytatywnych. Zwracała szczególną uwagę na pracę socjalną z rodzinami, co zaowocowało jej pierwszym i najmniej znanym w Polsce podręcznikiem zatytułowanym Friendly Visiting among the Poor. A Handbook for Charity Workers, który ukazał się w 1899 roku. Podręcznik ten zawierał wyczerpujące poradnictwo i praktyczne wskazówki. Był wielokrotnie wznawiany: jeszcze w roku wydania i w następnych latach: 1903, 1906, 1907; współcześnie można bez problemu pobrać go z Internetu lub zakupić wersję drukowaną.
W 1917 roku M.E. Richmond opublikowała ponadczasowy podręcznik Social Diagnosis, który był pierwszym tak wszechstronnym wprowadzeniem nie tylko do diagnozy problemów społecznych, ale i do jej kontynuacji, czyli pracy socjalnej, a w szczególności do pracy z indywidualnym przypadkiem. Pięć lat później, w 1922 roku, ukazał się kolejny podręcznik: What is Social Case Work. Wszystkie te prace to do dziś nie tylko znakomita lektura z zakresu pracy socjalnej, ale ciągle jeszcze żywa inspiracja dla pracowników socjalnych, pracowników organizacji pozarządowych, przynosząca im przegląd bogatych doświadczeń oraz praktycznych wskazań i lekcji z codziennej pracy z rodzinami w sytuacjach problemowych oraz badań w tych środowiskach. Mary E. Richmond stwierdziła, że już tylko poprzez samą bardziej profesjonalną pracę z rodzinami z różnymi niedoborami pracownik socjalny przyczynia się do poprawienia warunków funkcjonowania tych środowisk. Pracowała bezpośrednio z rodzinami (postrzeganymi jako przypadek w pracy socjalnej), ale nie unikała aktywności lobbystycznej na rzecz tych środowisk na poziomie państwa. Propagowała profesjonalizację pracy socjalnej, a także politykę społeczną państwa w odniesieniu do mieszkalnictwa socjalnego, zdrowia i jego profilaktyki w rodzinach, edukacji i rynku pracy, pomocy i opieki nad dzieckiem i matką.
Konsekwencją dla rozwoju metody indywidualnego przypadku była inna ważna inicjatywa Mary E. Richmond w zakresie kształcenia pracowników socjalnych, a mianowicie pierwsza na świecie seria wydawnicza ukazująca się pod auspicjami Russell Sage Foundation, czyli "Social Work Series", zainicjowana w drugim dziesięcioleciu XX wieku. Warto zwrócić uwagę choćby na tom z 1918 roku autorstwa J. Byrona Deacona, zatytułowany znacząco1 Disasters and the American Red Cross in Disaster Relief. W 1919 roku kolejnym tomem serii było studium Joanny C. Colcord zatytułowane Broken Homes. A Study of Family Desertion and Its Social Treatment. Mary E. Richmond napisała do niego wprowadzenie, pokazując, jaką wagę ma wymiana informacji i doświadczeń pracowników pomagających rodzinom. Należy też zauważyć tom z 1920 roku, zatytułowany The Social Case History. Its Construction and Content, napisany przez Adę Elliot Sheffield, jedną z dyrektorek ośrodka wsparcia i praktyczek z Bostonu. W dwa lata później w tej samej serii ukazał się podręcznik Richmond What is Social Case Work, wydany w 2549 kopiach; do 1931 roku dodrukowano jeszcze 9 tysięcy egzemplarzy, co świadczy o ogromnym zapotrzebowaniu i zainteresowaniu tym typem publikacji i tą właśnie metodą pracy socjalnej. Seria ta bez wątpienia przyczyniła się do stabilizacji i profesjonalizacji pracy socjalnej, jej metod i samego zawodu pracownika socjalnego. Także i współcześnie zawarta tam definicja przypadku wciąż niejednokrotnie pozostaje aktualna. Mówi ona, że "Praca z indywidualnym przypadkiem składa się z tych procesów, które rozwijają osobowość poprzez skuteczne, świadome modyfikacje jednostki przez jednostki, pomiędzy człowiekiem i jego społecznym środowiskiem" [Richmond 1899/1922: 98-99]. Metoda indywidualnego przypadku jest współcześnie najczęściej stosowaną formą interwencji w polskim systemie pomocy społecznej. Jest zaliczana do tak zwanej mikropraktyki lub inaczej praktyki bezpośredniej (social work direct practice) lub klinicznej pracy socjalnej, a współczesne podręczniki dostosowują tę metodę do różnych rodzajów dysfunkcji i problemów społecznych.
Druga metoda pracy socjalnej, praca socjalna z grupami, narodziła się jako forma społecznych usług świadczonych pod auspicjami Kościołów chrześcijańskich na terenie Stanów Zjednoczonych w dekadzie 1855-1865. W tym czasie YMCA i YWCA (Young Man Christian Association i Young Women Christian Association) uzyskały bardziej sformalizowaną strukturę organizacyjną i rozpoczęły realizację programów pracy z grupą, w tym między innymi kursy językowe oraz inne treningi podnoszące kompetencje jednostek poprzez udział w spotkaniach grup uczestników o podobnych potencjałach poznawczych. Do rozwoju drugiej i trzeciej metody pracy socjalnej przyczynił się też rozwój ruchu domów osiedleńczych (środowiskowych), tak zwany settlement movement. To właśnie z tego ruchu wywodziła się druga grupa pracowników tworzących na początku XX wieku w Stanach Zjednoczonych nowy zawód pracowników socjalnych, realizujących pracę socjalną na trzech poziomach społecznej organizacji. Wzór tego typu działalności, tak jak w przypadku COS, powstał w Wielkiej Brytanii. Tym wzorem był Toynbee Hall, brytyjska pionierska jednostka społecznego settlementu założona przez Samuela i Henriettę Barnettów. W 1873 roku Samuel Barnett objął najgorszą, zdaniem biskupa Londynu, parafię St. Judes w dzielnicy East End. Tenże biskup Londynu, określając obszar działalności nowego pasterza parafii, stwierdził, że jest ona zamieszkiwana głównie przez zbiorowość przestępców. W rzeczywistości dzielnica ta była typowym wytworem XIX-wiecznej rewolucji przemysłowej, zamieszkanym przez bezrobotnych robotników i ich rodziny. Ubóstwo było dominującym zjawiskiem i problemem tej dzielnicy, któremu towarzyszyły choroby psychiczne dorosłych i dzieci, choroby przewlekłe oraz oczywiście przestępczość. Pastor i jego małżonka starali się zwrócić uwagę opinii publicznej Londynu i całej Wielkiej Brytanii na te kwestie społeczne ze znikomym skutkiem, dlatego doszli do wniosku, że trzeba zmienić podejście. Zwrócili się o pomoc do młodych pracowników naukowych uczelni brytyjskich, którzy w przyszłości mieli tworzyć elitę społeczną. Nowy i dodać trzeba - rewolucyjny jak na tamte czasy pomysł pastorostwa Barnettów polegał na tym, że najbardziej uprzywilejowani - przyszła elita społeczeństwa - mieli zamieszkać na pewien czas w najuboższej części Londynu, za który to "przywilej" mieli płacić. Funkcjonując w tej dzielnicy, mieli w równym stopniu uczyć się środowiska i jego problemów oraz oferować mu swój wkład edukacyjny lub wychowawczy. Tak oto zrodziła się idea, że poprzez edukację praktyczną przyszłych liderów społeczeństwa i osobowości opiniotwórczych zmieni się sposób myślenia i rozwiązywania problemów i kwestii społecznych, a tym samym poprawi się stan całego społeczeństwa. Pomysł pastora i jego żony znalazł oddźwięk wśród studentów i kadry naukowej Balliol College w Oksfordzie, a następnie Wadham College, w których najszybciej ukształtował się etos służby publicznej i reformizmu społecznego. Nazwa pierwszego brytyjskiego settlementu łączy się z Arnoldem Toynbeem, młodym pracownikiem naukowym, współpracownikiem Barnettów, który zmarł z wyczerpania, pomagając ubogim. Wielu wybitnych przedstawicieli brytyjskiego establishmentu odbyło praktykę w Toynbee Hall, pracując na rzecz ubogich mieszkańców, by wymienić tylko dwie postaci: w 1903 roku był to sam William Beveridge, jeden z najważniejszych twórców brytyjskiego systemu państwa opiekuńczego (utrzymywał kontakt z Toynbee Hall przez całe swoje życie) oraz w 1945 roku następca Winstona Churchilla, premier Clement Attlee (który trafił do pracy w Toynbee Hall jako młody człowiek i utrzymał kontakt z organizacją nawet wtedy, gdy został premierem). Program działań dla środowiska lokalnego mieszkańców Toynbee Hall był związany z palącymi problemami społecznymi dotykającymi sąsiedztwo w tej dzielnicy. Toynbee Hall był centrum nie tylko systematycznej pracy środowiskowej, ale także eksperymentów wdrożeniowych dla późniejszych procedur państwowych i samorządowych. W 1898 roku rozpoczęto udzielanie bezpłatnych porad prawnych dla mieszkańców i choć nie była to pierwsza tego typu instytucja prowadząca taką działalność, to jednak rezydenci domu systematycznie popularyzowali ideę równych praw dla wszystkich, niezależnie od statusu majątkowego, lobbując za wprowadzeniem finansowanego przez państwo prawa do opieki prawnej obywateli, co w brytyjskim przypadku stało się faktem w 1947 roku. W dwa lata później powołano w tej placówce jedno z pierwszych Obywatelskich Biur Poradnictwa Prawnego (Citiziens' Advice Bureaux). W 1901 roku Barnettowie wyszli z działalnością poza swoją placówkę i założyli galerię sztuki Whitechapel Art Gallery, będąc przekonanymi, że ubodzy powinni mieć dostęp do sztuki. Było to możliwe poprzez udział artystów w działalności placówki (na przykład Ashbee jako projekt logo domu - drzewa życia). Inne inicjatywy wywodzące się z tego domu środowiskowego to powstałe w 1903 roku Workers Educational Association, które do dziś jest największym na Wyspach organizatorem edukacji dla dorosłych z wykorzystaniem metody pracy grupowej), pierwsze place gier (boiska) dla młodzieży (lata trzydzieste XX wieku), The Community Service Volunteers (lata sześćdziesiąte XX wieku) czy też Toy Library's Association (lata siedemdziesiąte XX wieku). Służąc społecznościom irlandzkich i żydowskich imigrantów, Toynbee Hall był placówką, w której podjęto kwestie mniejszości etnicznych i wyznaniowych oraz w latach trzydziestych inicjatywy antyfaszystowskie. W pracach placówki wykorzystano także wyniki badań Charlesa Bootha i jego mapy ubóstwa w Londynie (1886-1903). Toynbee Hall był również miejscem negocjacji (nawet pośrednich) pomiędzy przedstawicielami związków zawodowych i grupami pracodawców w trakcie strajku generalnego w 1926 roku. Było to możliwe, ponieważ rezydenci TH byli częścią establishmentu, a związkowcy - robotnikami i ubogimi mieszkającymi na East Endzie. W Toynbee Hall gościły takie osobowości jak baron Pierre de Coubertin - twórca idei wskrzeszenia współczesnych igrzysk olimpijskich (który kilkakrotnie przebywał w placówce, doskonaląc swoje umiejętności pedagogiczne), czy też Guglielmo Marconi, który tam właśnie prezentował po raz pierwszy w Zjednoczonym Królestwie swoje bezprzewodowe urządzenie. Był zatem Toynbee Hall miejscem obywatelskiej edukacji i wsparcia dla osób dotkniętych różnymi problemami, inspirującym poszukiwania rozwiązań społecznościowych i indywidualnych, które przeciwstawiały się bierności i apatii. Barnettowie potrafili inspirować przyszłych liderów politycznych i społecznościowych sąsiedzkich organizacji mieszkańców. Pracowali na zasobach społeczności i ponad wszelkimi podziałami, budując i uświadamiając rolę partnerstwa i umiejętności budowania koalicji (nawet trudnych) w rozwiązywaniu konfliktów społecznych. Wspomagali i budowali różnego rodzaju mosty komunikacji społecznej poprzez powszechnie dostępne wykłady, odczyty, publikacje, czasopisma. Geograficzne położenie Toynbee Hall również miało wymowę symbolu - z jednej strony zlokalizowany w najbiedniejszych obszarach Londynu a z drugiej odległy zaledwie o kilkanaście minut od decyzyjnych centrów państwa brytyjskiego. Barnettowie wierzyli w zmiany strukturalne, które można zamknąć w stwierdzeniu, że "tym, czego potrzebuje osoba uboga, są nie okruchy spadające ze stołu, ale miejsce przy nim". Sprawa orientacji ideologicznej była dla Barnettów drugorzędna w stosunku do pragmatyzmu w rozwiązywaniu problemów społecznych sąsiedztwa i społeczności, w której działali [więcej na ten temat zob. na przykład Briggs, Macartney 1984; Meacham 1987]. (Doceniając wkład pastora Samuela i jego żony Henrietty Barnettów, Kościół anglikański obchodzi święto na ich cześć wyznaczone na 17 czerwca). O współczesnej działalności Toynbee Hall można się dowiedzieć, studiując choćby stronę www.toynbeehall.org.uk, zawierającej między innymi odsyłacze do pierwszych map ubóstwa Charlesa Bootha oraz do Hull House w Chicago. Credo Barnettów zamykało się w stwierdzeniu Learning from local action developing national solutions - "wyciągając lekcje z lokalnych działań wypracowywać narodowe rozwiązania". I sama placówka, i osobowości Barnettów miały dominujący wpływ na kształtowanie poglądów Jane Addams i jej działalności w Hull House w Chicago.
Praca z grupą, jako druga metoda pracy socjalnej, podlegała instytucjonalizacji poprzez organizowanie się pracowników socjalnych wdrażających ją w swojej codziennej aktywności zawodowej. Na początku lat trzydziestych XX wieku wprowadzono określenie social group work dla odróżnienia jej od metody indywidualnego przypadku, a Stany Zjednoczone były pierwszym krajem, w którym wprowadzono nauczanie tej metody. I tak w 1935 roku powstała sekcja pracy z grupami w ramach National Conference on Social Work, a rok później utworzono National Association for the Study of Group Work. Stowarzyszenie to pomagało w podnoszeniu profesjonalnych kwalifikacji stosujących tę metodę pracowników socjalnych. Wreszcie, w 1939 roku, przemianowano jego nazwę na American Association for Study of Group Work, aby w 1946 roku utworzyć The American Association of Group Workers. Metoda sprawdza się dzisiaj na całym świecie, choć, niestety, rzadziej jest stosowana w polskim państwowym systemie pomocy społecznej.
Trzecia metoda pracy socjalnej, znana jako praca z sąsiedztwem i praca ze środowiskiem lokalnym, współcześnie określana jako makropraktyka, pojawiła się w rzeczywistości społecznej nieomal w tym samym czasie. Była związana także z powstaniem środowiskowych ruchów na rzecz wsparcia społecznego i pomocy społecznej, na przykład założonych w 1909 roku w Pttsburghu i Milwaukee pierwszych Community Welfare Councils, które w pierwszym rzędzie skupiały się na trzech głównych obszarach: zdrowiu, pomocy społecznej oraz czasie wolnym i rekreacji. Jednak najpełniej rozwój tej trzeciej metody wiązał się z działalnością Jane Addams i ruchu domów środowiskowych. Jane Addams (1860-1935) wespół z Nicholasem Murrayem Butlerem otrzymała w 1931 roku Pokojową Nagrodę Nobla za program krzewienia wartości utrzymania pokoju w procesach edukacyjnych2. Założyła Kobiecą Partię Pokoju i Międzynarodowy Kongres Kobiet. Uznaje się ją również za prekursorkę idei taniego budownictwa mieszkalnego (socjalnego)3. Była między innymi członkinią American Sociological Association, publikowała w "American Journal of Sociology", a wprowadzając do praktyki idee pragmatyzmu i pacyfizmu, stworzyła, wzorując się na londyńskim Toynbee Hall, chicagowską instytucję pomocy społecznej pod nazwą Hull House, która otwarła swoje podwoje dla społeczności lokalnej w 1889 roku. Inżynieria społeczna, wcielana w życie w tej instytucji przez grupę intelektualistów z klasy średniej, doprowadziła do podniesienia poziomu życia społeczności lokalnej skupionej wokół tego domu pracy środowiskowej. Jane Addams prowadziła placówkę przez czterdzieści lat, wypracowując modelowe formy pracy z jednostkami, grupami oraz sąsiedztwami w sytuacji problemowej. Uważała, że domy tego typu mogą być afiliowane przy różnych instytucjach, ale idea rezydentów musi być wszędzie przestrzegana dla realizacji samej koncepcji placówek. Z dzisiejszej perspektywy, przynajmniej zagwarantowanej prawem równości płci ówczesne działania wydają się być walką o zupełnie inne niż dzisiaj cele4. Hull House był jednocześnie placówką realizacji programów wychowania do funkcjonowania społeczeństwa obywatelskiego.
Historia rozwoju metod pracy socjalnej wskazuje, że organizowanie społeczności lokalnych wyłoniło się jako ostatnia z form środowiskowej pracy socjalnej. Indywidualny przypadek uzyskał bowiem swój profesjonalny status w latach dwudziestych, a praca z grupami w latach trzydziestych XX wieku. I choć pierwsze istotne dla rozwoju tej metody spotkanie odbyło się w 1909 roku, to dopiero w 1939 roku podczas National Conference of Social Work podjęto dyskusję nad tą formą pracy jako metodą postepowania. Pierwsze sylabusy do nauczania tego przedmiotu w szkołach pracy socjalnej powstały w 1946 roku. Stało się to możliwe dzięki utworzeniu Association for the Study of Community Organization podczas corocznej National Conference of Social Work w 1946 roku.
Badania diagnozujące problemy społeczne na użytek zmiany w pracy socjalnej
Metody badań społecznych rozwijały się w ramach profesjonalizacji pracy socjalnej i obok niej, służąc jej w procesie poznania problemów społecznych oraz identyfikacji pracy socjalnej jako dyscypliny naukowej. Hull House był miejscem nie tylko realizacji pracy socjalnej w jej wszystkich nowoczesnych przejawach, ale też placówką, w której w sposób systematyczny prowadzono badania socjologiczne na rzecz praktyki społecznej. Nie można bowiem podważyć faktu, że pierwsze empiryczne studia społeczne wykonano właśnie przy pomocy pracowników Hull House w 1893 roku. Wyniki te opublikowano w pracy, którą współcześnie wielu badaczy, bez względu na ich płeć, uznaje za wzorcowe dla późniejszych badań zjawisk i problemów społecznych w szkole chicagowskiej i w obszarze samej pracy socjalnej. Wydana w 1895 roku książka zatytułowana Hull-House Maps and Papers opatrzona została wstępem J. Addams oraz uzupełniona o dwie mapy, w tym sześciokolorową mapę zarobków i ubóstwa w Chicago. Była to pierwsza próba, co należy przyznać, wysoce profesjonalna i udana, diagnozowania zjawisk i problemów społecznych w warunkach dużego amerykańskiego miasta. Dodać należy też, że nie tylko w celu poznawczym, ale przede wszystkim w celu wprowadzenia zmian w społecznościach lokalnych Chicago [Addams 1895, reprint 1970: VII]. Monografia została uzupełniona o dwie mapy, w tym sześciokolorową mapę zarobków i ubóstwa w Chicago. Była to pierwsza próba, co należy przyznać wysoce profesjonalna i udana, diagnozowania zjawisk i problemów społecznych w warunkach dużego amerykańskiego miasta. Dodać należy, że nie tylko w celu poznawczym, ale przede wszystkim w celu wprowadzenia zmian w społecznościach lokalnych Chicago. W nocie swej J. Addams przywodzi wzór kanonika Opactwa Westminsterskiego Samuela Barnetta, założyciela Toynbee Hall z 1885 roku, stwierdzając, że do momentu założenia jej placówki powstało już ponad dwadzieścia tego typu innych w całych Stanach Zjednoczonych [Addams 1895/1970: VII]. Jej mapy powstały jako wynik żmudnej obserwacji, a zastosowane kolory odzwierciedlają wybór dokonany wcześniej przez Charlesa Bootha [Booth 1892-1902], który opublikował taką mapę w Londynie w 1892 roku. Praca zaopatrzona została w pierwszą tego typu, przejrzystą, dwudziestostronicową notę metodologiczną, dotyczącą badania oraz konstruowania obydwu map na potrzeby społeczne.
Badanie to zapoczątkowało serię kolejnych studiów autorstwa osób z kręgu rezydentów Hull House. Należy zwrócić uwagę na pracę Sophonisby Breckinridge i Edith Abbott zatytułowaną The Delinquent Child and the Home, opublikowaną w 1912 roku. Jest to wysoce dojrzałe, profesjonalne, by nie rzec, doskonałe opracowanie empiryczne, dotyczące dzieci i młodzieży zagrożonych przestępczością oraz nieletnich przestępców w Chicago w okresie od 1899 do 1909 roku, obejmujące populację liczącą 14 183 osoby płci obojga (w tym 2770 dziewcząt). Praca może stanowić i dzisiaj wzór raportu oraz analiz problemu społecznego, i to zarówno pod względem oglądu danych statystycznych, jak i mapy, którą można uznać za modelowo przygotowaną mapę punktową zjawiska lub problemu społecznego5. Całość jest monografią (opisem) problemu, a jednocześnie podsumowaniem dziesięciu lat funkcjonowania pierwszego sądu dla nieletnich w Cook County Chicago, który rozpoczął działalność 1 lipca 1899 roku (z inicjatywy amerykańskich ruchów kobiecych). Wcześniej dzieci i nieletni przestępcy odpowiadali przed sądem dla dorosłych i jak dorośli. Wprowadzenie i jednocześnie profesjonalny opis samego sądu, który był pewnego rodzaju systemem zamkniętym, z racji posiadania własnych cel dla nieletnich i piętra dla osadzonych w czymś na kształt aresztu śledczego dla odpowiadających przed sądem młodocianych przestępców, przygotowała Julia C. Lathrop - dyrektor Federalnego Biura ds. Dzieci (rezydentka i pierwsza dyrektor Hull House) [Breckinridge, Abbott 1912: 1-10]. Sąd dla nieletnich obejmował swoją jurysdykcją trzy główne grupy dzieci: 1. dzieci będące na utrzymaniu rodziców i dzieci zaniedbane, tj. dzieci pozbawione środków do życia lub bezdomne; 2. dzieci uchylające się od obowiązku szkolnego (wagarowicze), jak tego wymagało ówczesne prawo; 3. nieletni przestępcy [Breckinridge, Abbott 1912: 11].
W omawianej monografii starannie opracowano zagadnienie dziecka zaniedbanego wychowawczo, proponując osiem kategorii określających zarazem rodzaj sytuacji problemowej, w której znalazły się dzieci i ich rodziny. I tak monografia analizuje następujące kategorie dziecka w sytuacji problemowej: 1. dziecko imigrantów: problem dostosowania; 2. dziecko ubogie: problem ubóstwa; 3. sierota i dziecko bezdomne: problem nieszczęścia (pecha); 4. dziecko z rodzin zdezorganizowanych (zdegradowanych): problem degeneracji; 5. dziecko z przepełnionego (przeludnionego) domu: problem konsternacji (zakłopotania); 6. dziecko ignoranckie (prymitywne): problem szkoły; 7. dziecko bez zabawy: problem zaniedbanego sąsiedztwa; 8. dziecko z dobrze sytuowanych rodzin: problem nieposłusznych chłopców. Analiza kwestii dziecka niedostosowanego społecznie odbywa się także poprzez pryzmat środowisk zamieszkania, społeczności lokalnych oraz zawiera elementy programu zmian koniecznych do podniesienia poziomu funkcjonowania tych środowisk na wyższy cywilizacyjnie i kulturalnie. Stanowi znakomity przykład pragmatyzmu i pracy socjalnej oraz resocjalizacji.
Naturalną kontynuacją poprzedniej pracy była monografia E. Abbott i S. Breckinridge zatytułowana Truancy and Non-Attendance in the Chicago Schools, opublikowana w styczniu 1917 roku [Abbott, Breckinridge 1917/1970]. Jest to pogłębiona analiza procesu zmiany społecznej w zakresie wprowadzenia obowiązkowej edukacji dzieci w stanie Illinois, jej społecznych uwarunkowań oraz skutków. Autorki stwierdzają, że sam problem wagarowania, bez uwzględnienia szerszego kontekstu nieuczęszczania do szkół pomimo wprowadzonego prawa obowiązkowej nauki, byłby zagadnieniem mniejszej wagi. W efekcie analiz materiałów różnych instytucji publicznych, stanowych i federalnych, autorki formułują dyrektywy, dotyczące między innymi prawodawstwa w zakresie wieku edukacji szkolnej oraz prawnej ochrony prawa dziecka i młodzieży do nauczania. Jedna z tych dyrektyw mówiła o podniesieniu wieku obowiązkowej edukacji przy jednoczesnym prawnym zakazie zatrudniania dziecka do granicy skończonych szesnastu lat (w ustawie do czternastego roku życia) [Abbott, Breckinridge 1917: 347]. W końcowym fragmencie pracy znajdują się przykłady podejmowanych akcji wsparcia dla dzieci podlegających obowiązkowi szkolnemu, pod postacią darmowych podręczników nie tylko dla ubogich dzieci, ale dla wszystkich dzieci, i postulatu wprowadzenia darmowych posiłków w szkołach. Odnotować należy, że był to rok 1916, a Ameryka musiała czekać na rozpoczęcie budowy państwa opiekuńczego do roku 1935 (Social Security Act podpisany przez Franklina Delano Roosevelta).
M.E. Richmond jako nauczycielka pracy socjalnej zwracała też szczególną uwagę na badania społeczne w praktyce pracownika socjalnego. Stąd najpierw ukazało się jej studium pt. A Study of Nine Hundred and Eighty-Five Widows [1913], a następnie studium małżeństw dzieci [Child Marriages z 1925 roku] oraz pogłębienie tego problemu i tematu w pracy Marriage and the State [1929]. Współcześni pracownicy socjalni zostali wyposażeni w nowoczesne podręczniki do badań społecznych, tak by mogli realizować proces od diagnozy do prognozy społecznej [zob. na przykład Alston, Bowles 2013].
Szkoły pracy socjalnej i programy do 1939 roku
Proces profesjonalizacji pracy socjalnej i zawodu pracownika socjalnego nie mógł się odbywać bez organizacji i prowadzenia szkół i treningu zawodowego. W trakcie swojego wystąpienia na dorocznej konferencji National Conference of Charities and Correction w 1897 roku M.E. Richmond wskazała potrzebę założenia szkół zawodowych stosowanej filantropii (nieco później i współcześnie określanej mianem pracy socjalnej). Przygotowała założenia organizowania tego typu szkół i programów szkolenia. Treningowi pracowników socjalnych miał służyć wymieniony już podręcznik jej autorstwa, Friendly Visiting among the Poor. A Handbook for Charity Workers, który ukazał się w 1899 roku. Już w czerwcu 1898 roku New York Charity Organization Society podjęło pierwsze próby stworzenia zawodowej szkoły pracy socjalnej, wprowadzając kurs zawodowy trwający sześć tygodni, adresowany do już pracujących w terenie pracowników socjalnych. Rok później już roczny kurs zawodowy został zainicjowany w New York School of Philantropy, a skierowany był do adeptów tego nowego zawodu. Z kolei w 1901 roku pierwsze zawodowe kursy w dziedzinie pracy socjalnej zostały zorganizowane i uruchomione przez Grahama Taylora z Chicago Commons, który dopomógł zorganizować Chicago Institute of Social Science w afiliacji z Uniwersytetem Chicagowskim. W 1904 roku wykorzystując doświadczenia Simmons College i Uniwersytet Harvarda, został uruchomiony identyczny kurs w ramach School for Social Working w Bostonie. Sukces tych szkół pracy socjalnej zainspirował władze Filadelfii do powołania własnego ośrodka edukacyjnego do pracy socjalnej - Philadelphia Training School for Social Work - w 1908 i 1909 roku. W tym samym czasie podobnego wyzwania podjął się ośrodek w St. Louis. A zatem do 1910 roku szkoły pracy socjalnej zaistniały w pięciu największych miastach Stanów Zjednoczonych. Powiększające się potrzeby w zakresie edukacji do pracy socjalnej sprawiły, że w 1928 roku już 35 instytucji w USA i Kanadzie realizowało pełne programy edukacyjne w tym zakresie. Do 1942 roku odnotowano już 42 szkoły pracy socjalnej, które weszły w skład American Association of Schools of Social Work. W odniesieniu do 22 z nich można uznać, że prowadziły profesjonalne kształcenie do pracy socjalnej na podstawie zatwierdzonych projektów edukacyjnych i sylabusów przedmiotowych. Szkoły te rozpoczęły proces instytucjonalizacji szkolnictwa w zakresie pracy socjalnej nie tylko w USA, ale i w niektórych innych krajach naszego globu.
Refleksja zamykająca: aby silny słabego nie krzywdził...
Reasumując analizę historii pracy socjalnej i dobrych praktyk w działalności społecznej i pracy socjalnej na przestrzeni dwóch ostatnich wieków, należy zauważyć, że mają one znaczenie dla współczesnych pracowników służb społecznych z wielu powodów. Jednym z nich jest kilka lekcji pokory dla tych, którzy odrzucili i potępili wszystko, co wynika z przeszłości, jako mało odkrywcze, niezbyt modne i poruszające. Drugi z powodów to potrzeba sięgania do dobrych doświadczeń pokoleń uprzednich, aby współcześnie nie wpadać w różnego rodzaju pułapki w tworzeniu nowych modeli zawodowych w zakresie pracy socjalnej [Bartoszek i in. 2012]. Opisane przykłady indywidualności, pionierek i pionierów, liderów i liderek w tworzeniu zrębów profesji pracy socjalnej i kształceniu pracowników szeroko rozumianych służb społecznych podkreślają ciągłość zawodową, kultywując tradycję edukacji do pomagania i wspierania tych członków społeczeństwa, którzy nie radzą sobie z funkcjonowaniem w rzeczywistości społecznej. W warunkach pogłębiającej się globalizacji naszego świata zawsze będzie istniało zapotrzebowanie na wsparcie, jakie można otrzymać ze strony kompetentnych, wykształconych i profesjonalnie działających pracowników socjalnych, tak by nie zgubić tych najcenniejszych wartości, jakie niesie za sobą człowiek oraz jego środowisko społeczne.
Bibliografia
Abbott E., Breckinridge S. [1917/1970], Truancy and Non-Attendance in the Chicago Schools. A Study of the Social Aspects of the Compulsory Education and Child Labor Legislation of Illinois, Chicago, reprint: New York: University of Chicago Press.
Abbott E. (red.) [1937/1963], Some American Pioneers in Social Welfare. Select Documents with Editorial Notes, New York: Russell & Russell Inc.
Addams J. [1895/1970], Prefatory Note, w: Hull-House. Maps and Papers, New York, Boston: Residents of Hull House.
Addams J. [1910/1973], Twenty Years at Hull-House. With Autobiographical Notes, wyd. 26, New York: Macmillan.
Addams J. [1910], The Spirit of Youth and the City Streets, New York: Macmillan.
Addams J. [1911], A New Conscience and an Ancient Evil, New York: Macmillan.
Addams J. [1907], Democracy and Peace, New York: Macmillan.
Addams J. [1907], Newer Ideas of Peace, New York: Macmillan.
Addams J. [1930], The Second Twenty Years at Hull-House. September 1909 to 1929, New York: Macmillan.
Agnew E.N. [2004], From Charity to Social Work. Mary E. Richmond and the Creation of an American Profession, Urbana, Chicago: University of Illinois Press.
Alston M., Bowles W. [2013], Research for Social Workers. An Introduction to Methods, wyd. 3, Milton Park, Abingdon: Routledge.
Bartoszek A., Czekaj K., Faliszek K., Niesporek A., Trawkowska D. [2012], Instytucje wsparcia a monitoring problemów społecznych w Katowicach. Księga dobrych praktyk, Katowice: Urząd Miasta.
Breckenridge S.P., Abbott E. [1912], The Delinquent Child and the Home, New York: Charities Publication Committee.
Briggs A., Macartney A. [1984], Toynbee Hall. The First Hundred Years, London: Routledge and Kegan Paul.
Brown E.L. [1942], Social Work as a Profession, New York: Russell Sage Foundation.
Colcord C.J. [1919], Broken Homes. A Study of Family Desertion and its Social Treatment, New York: Russell Sage Foundation.
Corcoran K., Roberts A.R. [2015], Social Workers' Desk Reference, New York: Oxford University Press.
Czekaj K. [2007], Socjologia szkoły chicagowskiej i jej recepcja w Polsce, Katowice: Górnośląska Wyższa Szkoła Handlowa.
Czekaj K. [1998/1999], The Chicago School of Sociology's Heritage in Polish Sociology, w: Tomasi L. (red.), The Tradition of the Chicago School of Sociology, Aldershot - Sydney: Ashgate.
Czekaj K., Zawartka M. [2005], Częstochowa. Społeczność lokalna w procesie zmian, Katowice: Górnośląska Wyższa Szkoła Handlowa.
Deacon J.B. [1918], Disasters and the American Red Cross in Disaster Relief, New York: Russell Sage Foundation.
Deegan M.J. [1988], Jane Addams and the Men of The Chicago School, 1892-1918, New Brunswick: Transaction Books.
Deegan M.J. [2002], Race, Hull-Hause and the University of Chicago. A New Conscience Against Ancient Evils, Westport, London: Praeger.
Dinnerstein L., Reimers D.M. [1975], Ethnic Americans. A History of Immigration and Assimilation, New York: Dodd, Mead & Company.
DuBois B., Krogsrud M.K. [2014], Social Work. An Empowering Profession, wyd. 8, New York: Pearson Education.
Frysztacki K. [1986], Polonia w dużym mieście amerykańskim. Studium przemian podspołeczności polonijnej w Buffalo, Wrocław-Łódź: Zakład Narodowy im. Ossolińskich.
Frysztacki K. [2005], Socjalna Ameryka. O obszarze pomocy społecznej i pracy socjalnej w Stanach Zjednoczonych, Kraków: Zakład Wydawniczy Nomos.
Frysztacki K., Piątek K. [2017], Problematyka pracy socjalnej w perspektywie socjologii i polityki społecznej, Toruń: Wydawnictwo Edukacyjne Akapit.
Goglin J.L. [1998], Nędzarze w średniowiecznej Europie, tłum. Z. Podgórska-Klawe, Warszawa: Oficyna Wydawnicza Volumen, Dom Wydawniczy Bellona.
Gray M., Webb S.A. [red.] [2012], Praca socjalna. Teorie i metody (podręcznik akademicki), tłum. B. Maliszewska, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.
Hammurabi [1996], Kodeks, tłum. M. Stępień, Warszawa: Wydawnictwo Alfa.
Henderson P., Thomas D.N. [2013], Skills in Neighbourhood Work, wyd. 4, Milton Park, Abingdon: Routledge.
Hull-House. Maps and Papers, A Presentation of Nationalities and Wages in a Congested District of Chicago, together with comments and Essays on Problems Growing out of the Social Conditions, by Residents of Hull House, New York - Boston.
Kanios A. [2017], Postawy wobec pracy pracowników socjalnych a ich sytuacja zawodowa. Studium teoretyczno-diagnostyczne, Lublin: Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej.
Kotlarska-Michalska A. [2003], Zasady budowy strategii rozwiązywania problemów społecznych, w: Marzec-Holka K. (red.), Pomoc społeczna - praca socjalna. Teoria i praktyka, Bydgoszcz: Wydawnictwo Akademii Bydgoskiej.
Kotlarska-Michalska A. [red.] [1999], Diagnozowanie i projektowanie w pracy socjalnej, Poznań: Wydawnictwo Uniwersytetu Adama Mickiewicza.
Kotlarska-Michalska A. [2013], Kobiety w pracy socjalnej, Poznań: Wydawnictwo Uniwersytetu Adama Mickiewicza.
Leighniger L. [2008], The History of Social Work and Social Welfare, w: White B.W., Sowers K.M., Dulmus C.N. [red.], Comprehensive Handbook of Social Work and Social Welfare. The Profession of Social Work, Hoboken NJ: John Wiley & Sons.
Meacham S. [1987], Toynbee Hall and Social Reform 1880-1914, New Haven: Yale University Press.
Paleczny T. [2002], Współczesne społeczeństwo amerykańskie w perspektywie socjologicznej, Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Payne M. [2005], The Origins of Social Work. Continuity and Change, London: Palgrave Macmillan.
Payne M. [2000], Teamwork in Multiprofessional Care, London: Palgrave Macmillan.
Payne M. [2014], Modern Social Work Theory, wyd. 4, London: Palgrave Macmillan.
Radwan-Pragłowski J., Frysztacki K. [1996], Społeczne dzieje pomocy czowiekowi. Od filantropii greckiej do pracy socjalnej, Warszawa: Interart.
Radwan-Pragłowski J., Frysztacki K. [2009], Miłosierdzie i praktyka. Społeczne dzieje pomocy człowiekowi, Katowice: Wydawnictwo Naukowe "Śląsk".
Richmond M.E. [1913], A Study of Nine Hundred and Eighty-Five Widows Known to Certain Charity Organization Societies in 1910, New York City: Charity Organization, Russell Sage Foundation.
Richmond M.E. [1899], Friendly Visiting among the Poor. A Handbook for Charity Workers, New York-London: Macmillan.
Richmond M.E. [1917], Social Diagnosis, New York: Russell Sage Foundation.
Richmond M.E. [1908], The Good Neighbor in the Modern City, Philadelphia: J.B. Lippincott.
Richmond M.E. [1922], What Is Social Case Work? An Introductory Description, New York: Russell Sage Foundation.
Sałustowicz P. [2003], Praca socjalna. Między dyscypliną a profesją, Katowice: Wydawnictwo Naukowe "Śląsk".
Shaw C.R., Zorbaugh F.M., McKay H.D., Cottrell L.S. [1929], Delinquency Areas. A Study of the Geographic Distribution of School Truants, Juvenile Delinquents, and Adult Offenders in Chicago, Chicago: University of Chicago Press.
Sheffield A.E. [1920], The Social Case History. Its Construction and Content, New York: Russell Sage Foundation.
Szatur-Jaworska B. [2005], Diagnozowanie w polityce społecznej, Warszawa: IPIS UW.
Szejnert M. [2009], Wyspa Klucz, Kraków: Znak.
Trattner W.I. [1989], From Poor Law to Welfare State. A History of Social Welfare in America, New York-London: The Free Press, Macmillan, Collier.
Trattner W.I. (red.) [1986], Biographical Dictionary of Social Welfare in America, Westport: Greenwood Press.
Znaniecka-Łopata H. [1986], Polscy Amerykanie. Współzawodnictwo o pozycję społeczną w grupie etnicznej, Wrocław: Zakład Narodowy im. Ossolińskich.
3. Polska tradycja społeczno-socjalna - Marek Rymsza
Wprowadzenie: zacznijmy od terminologii
W języku polskim kwalifikowanych specjalistów od pomagania pracujących w ośrodkach pomocy społecznej, powiatowych centrach pomocy rodzinie, a także w środowiskowych domach samopomocy, schroniskach dla bezdomnych, centrach integracji społecznej i wielu innych placówkach wsparcia oraz organizacjach pomocowych6 określa się mianem pracowników socjalnych, a wykonywaną przez nich pracę - jako pracą socjalną. Pracownik socjalny figuruje na liście zawodów, termin ten używany jest też w obiegu prawnym7 i w dyskursie akademickim. Praca socjalna to zaś nie tylko stosowana w praktyce określona metodyka pomagania, ale także nazwa kierunku studiów przygotowujących do zawodu pracownika socjalnego8.
W języku potocznym poziom zakorzenienia obu wymienionych terminów jest już jednak słabszy. Pracownice socjalne z ośrodków pomocy społecznej (panie zdecydowanie dominują w ośrodkowych kadrach [por. Kotlarska-Michalska, red. 2013]) często nazywane są w środowiskach lokalnych "paniami z opieki społecznej" czy "paniami od zasiłków", a terenowa praca socjalna jako forma wsparcia niematerialnego udzielanego w bezpośrednim kontakcie z klientami (tak zwane frontline work) pozostaje słabo rozpoznawanym społecznie elementem ich aktywności zawodowej, którego celowość bywa wręcz deprecjonowana przez władze samorządowe.
W polskojęzycznej literaturze naukowej terminy praca socjalna i pracownik socjalny są ogólnie przyjęte9, co jednak nie oznacza, że nie mają swoich "konkurentów". W publikacjach pedagogicznych, zwłaszcza zaś w pracach z nurtu pedagogiki środowiskowej, pracowników socjalnych często określa się mianem pracowników społecznych, a pracę socjalną - jako pracę społeczną10. Powstaje pytanie, czy obie konwencje terminologiczne są równoprawne; innymi słowy, czy przymiotników socjalny oraz społeczny można używać zamiennie? Analizując trafność rodzimych rozstrzygnięć terminologicznych, należy przy tym uwzględnić aspekt tłumaczeniowy. Okoliczność, że polskim przymiotnikom socjalny i społeczny w języku angielskim odpowiada jeden i ten sam przymiotnik social, sugeruje bowiem równoznaczność znaczeniową lub nieistotność ewentualnych różnic kontekstowych. Tak jednak nie jest, przynajmniej z trzech powodów.
Po pierwsze, warto zauważyć, że o ile dla socjologów praca socjalna to jedna z tak zwanych helping professions, czyli profesji pomocowych, a właściwie kluczowa profesja w tej kategorii zawodów [por. Davies 1999], o tyle w ujęciu pedagogicznym praca społeczna to jedna z tak zwanych profesji społecznych [Piekarski, Marynowicz-Hetka, Wagner (red.) 1999]. Oba przymiotniki niosą więc za sobą odmienne znaczenia kontekstowe. Określenie socjalny buduje konotację pracy socjalnej z pomaganiem słabszym przez dostarczanie wsparcia niejako z zewnątrz. Natomiast przymiotnik społeczny wskazuje na środowiskowy charakter interwencji pomocowej, będącej w swej istocie działaniem wychowawczym [Mikołajewicz 1999] czy oddziaływaniem kształtującym "środowisko życia" osób wspieranych przez wyzwalanie tkwiących w tym środowisku "sił życiowych", jak to ujmowała Helena Radlińska, nestorka polskiej pedagogiki społecznej [por. Radlińska 1961].
Po drugie, określenie społeczny uwypukla społeczną misję pomagania. Kwalifikowane pomaganie rozumiane jako praca społeczna to forma zaangażowania społecznego per se. Warto mieć na uwadze, że profesjonalne pomaganie wyrosło z ochotniczej aktywności społeczników, rozwijanej w Europie i Stanach Zjednoczonych na przełomie XIX i XX wieku w ramach ruchu settlements11. Uwypuklenie owej prospołecznej misji pomocowej to niewątpliwy walor wynikający z użycia przymiotnika społeczny. Ale jest i cena tej decyzji terminologicznej. Zauważmy bowiem, że praca społeczna to termin mocno zakorzeniony w polskim ruchu stowarzyszeniowym, a oznaczający bezpłatne zaangażowanie w działalność stowarzyszenia, którego jest się członkiem. Stowarzyszenie, jak zaznacza polski ustawodawca, "opiera swą aktywność na pracy społecznej członków"12; zatrudnienie fachowego personelu odpłatnego jest w stowarzyszeniu prawnie dopuszczalne, ale powinno mieć dla funkcjonowania organizacji znaczenie uzupełniające13. Tak rozumiana praca społeczna nie niesie za sobą żadnych konotacji związanych z profesjonalizacją pomagania, jest wręcz zaprzeczeniem aktywności zawodowej. Praca społeczna w tym ujęciu nie akumuluje metodyki pomagania, co jest istotą pracy socjalnej jako pomagania kwalifikowanego, profesjonalnego [Granosik 2006].
Po trzecie, warto zaznaczyć, że refleksja nad pracą socjalną/pracą społeczną obecna w polskiej literaturze przedmiotu jest w dużej mierze refleksją endogeniczną, zapisem polskich doświadczeń pomocowych. Te doświadczenia wpisują się w szerszy, europejski czy światowy kontekst, ale mają własny "rodowód" [por. Radwan-Pragłowski, Frysztacki 1998]. Stosowana w polskiej literaturze terminologia jest oczywiście uzgadniana z terminami z literatury międzynarodowej, ale nie stanowi zestawu klisz pojęć obcojęzycznych. Zaznaczmy przy tym, że o ile polscy socjologowie rozwijają refleksję nad pracą socjalną w wyraźnej łączności z refleksją rozwijaną w literaturze anglojęzycznej (amerykańsko-brytyjskiej), o tyle polscy pedagodzy środowiskowi pozostają pod znaczącym wpływem refleksji pedagogicznej z Europy kontynentalnej, a kluczowe wydają się tu związki z pedagogiką niemiecką.
Kwestii zasadności używania określeń pracownik socjalny/pracownik społeczny oraz praca socjalna/praca społeczna nie da się sprowadzić do pytania o trafniejsze tłumaczenie na język polski terminów social work/social worker. W tym opracowaniu dla określenia zawodu pomocowego i kwalifikowanego pomagania używane są terminy z obrotu prawnego: pracownik socjalny/praca socjalna. Kluczowe dla prowadzonych wywodów nie jest rozstrzygnięcie terminologiczne, ale przyjęte założenie, że warto dostrzegać i uwzględniać oba konteksty kwalifikowanego pomagania: i socjalny, i społeczny. Nie są to bowiem konteksty alternatywne, ale wzajemnie się uzupełniające14. Można wręcz (i warto!) mówić o polskiej tradycji społeczno-socjalnej, z której wyrosła współczesna profesja pomocowa, określana oficjalnie terminem praca socjalna.
Dookreślenie i charakterystyka elementów składowych polskiej tradycji społeczno-socjalnej jako "podglebia" współczesnej pracy socjalnej jest zasadniczym celem tego opracowania. Stąd tytuł tekstu. Uwzględnionymi w rozważaniach elementami tej tradycji są: (i) wzory samoorganizacji społecznej jako kapitał społeczno-kulturowy polskiego społeczeństwa, stanowiący społeczny kontekst kwalifikowanego pomagania, (ii) kultura dobroczynności współtworząca socjalny kontekst pomagania, (iii) polskie settlementy jako doświadczenie osadzające metodykę pomagania w nurcie środowiskowym.
Samoorganizacja społeczna jako kapitał społeczno-kulturowy
Kapitał w ujęciu ekonomicznym to zasoby, które "pracują", przysparzając korzyści ich właścicielom (w języku ekonomii: podlegają kapitalizacji, tworząc wartość dodaną - por. Stiglitz 2004: 312-313). Są to wszystkie dobra, które można inwestować, konwertując przy tym jedne ich rodzaje w drugie (zasoby niekonwertowalne w ujęciu ekonomicznym nie są kapitałami). Centralną kategorią analiz ekonomicznych jest kapitał finansowy jako zasób najłatwiej konwertowalny i pośredniczący w konwertowaniu innych zasobów. W socjologii przedmiotem refleksji są społeczna akumulacja i konwertowanie pozafinansowych rodzajów kapitału, takich jak: (i) kapitał ludzki, (ii) kapitał społeczny, (iii) kapitał kulturowy, (iv) kapitał instytucjonalny, (v) kapitał moralny15.
Kapitał ludzki to niematerialne zasoby w posiadaniu poszczególnych jednostek, stanowiące niejako ich osobiste "wyposażenie" kompetencyjne. Kapitał społeczny to z kolei zasoby w posiadaniu ludzi połączonych w określone społeczności, a więc zasoby, których nie sposób uprywatnić. Kapitał kulturowy to kulturowe kompetencje jednostek, takie jak na przykład język, a więc zasoby w posiadaniu jednostek, ale wykorzystywane wspólnotowo (tym samym kapitał kulturowy sytuuje się na pograniczu kapitałów ludzkiego i społecznego). Kapitał instytucjonalny to zaś wzory działania zapisane w procedurach, standardach organizacyjnych czy urzędniczych pragmatykach. Wreszcie kapitał moralny to takie zasoby społeczne, które powiększają się, gdy są używane, a kurczą się, gdy są nieużywane.
Wzory i tradycje samoorganizacji społecznej to kapitał społeczno-kulturowy mający zarazem cechy kapitału moralnego. W historii Polski możemy wyodrębnić momenty wzmożonej mobilizacji społecznej, oddolnego wdrażania na masową skalę określonych wzorów samoorganizacji. W czasach nowożytnych16 do takich momentów zaliczyć można:
(1) próbę sanacji kraju w okresie Sejmu Wielkiego, gdy państwa ościenne dążyły do unicestwienia polskiej państwowości (rozbiory); (2) odbudowę państwa polskiego po zakończeniu pierwszej wojny światowej; (3) stworzenie Polskiego Państwa Podziemnego w okresie drugiej wojny światowej; (4) aktywność ruchu Solidarności z lat 1980-1981, która zapoczątkowała proces wychodzenia z komunizmu.
W każdym z tych momentów dziejowych mieliśmy do czynienia z tworzeniem wzorów społecznego działania i akumulacją dzięki ich wdrożeniu kapitału społecznej samoorganizacji, wykorzystywanego w okresach późniejszych. I tak sanacja spod znaku Konstytucji 3 maja i Komisji Edukacji Narodowej zakończyła się co prawda polityczną przegraną - trzecim rozbiorem Polski - ale bez wypracowanych wówczas wzorów samoorganizacji społecznej nie bylibyśmy zdolni do podtrzymania tożsamości narodowej w okresie zaborów [Radwan-Pragłowski, Frysztacki 1998: 244]. Kluczowe znaczenie miało tu przekroczenie w praktykach samoorganizacji ram narodu szlacheckiego.
Okres zaborów to z kolei praktykowanie samoorganizacji społecznej, łączącej samopomoc i działalność dobroczynną z kultywowaniem polskości [Leś 2001: 45-72]. Ten kapitał zaangażowania społecznego został wykorzystany po 1918 roku w działalności państwowotwórczej. Można powiedzieć, że u progu niepodległości Polacy byli przygotowani, by rzeczpospolitą sprawnie współorganizować [Koper, Pawłowski 2018]. Wyrazem tej gotowości były między innymi komitety obywatelskie [Frączak 2013: 11-31]. Konwersja wzorów samoorganizacji społecznej w aktywność propaństwową pozwoliła stworzyć zręby państwowości w warunkach porozbiorowego rozregulowania.
Okres II Rzeczpospolitej to natomiast czas kształtowania się wzorów zaangażowania pro publico bono w ramach inteligenckiego etosu służby [por. Górski 2011]. Wzory te okazały się silniejsze niż polityczne podziały i pozwoliły w okresie drugiej wojny światowej stworzyć sprawnie funkcjonujące Polskie Państwo Podziemne, uznawane przez wszystkie siły polityczne na emigracji - fenomen organizacyjny na skalę światową. Administracja PPP jako "państwa bez państwa" zdolna była prowadzić nie tylko działania zbrojne, ale także pomocowe [Leś 2001: 91-98]. Wreszcie przejawem masowej samoorganizacji w okresie komunizmu był ruch Solidarności z lat 1980-1981. Bez pierwszej Solidarności wyjście z komunizmu nie byłoby zaś procesem endogennym, przeprowadzonym w dużej mierze własnymi siłami [Rymsza 2015].
Warto zauważyć, że społeczna samoorganizacja oparta na wzajemności, współodpowiedzialności za sprawy publiczne, zaangażowaniu pro public bono, której istotą z perspektywy socjologicznej jest cementowanie społeczeństwa przez tworzenie więzi poziomych, sprzyjała zaangażowaniu pomocowemu na rzecz potrzebujących. Można powiedzieć, że spójność społeczna oparta na samoorganizacji i więziach poziomych uruchamia procesy inkluzyjne związane z rosnącą troską o los słabszych17. Zilustrujmy tę zależność dwoma przykładami.
Pierwsza ilustracja związana jest z pracą u podstaw na ziemiach polskich przełomu XIX i XX wieku. Efektem zaangażowania licznych społeczników tamtych czasów był rozwój ruchu spółdzielczego opartego na idei kooperatywizmu. Ale kooperatywizm, odwołujący się do zasady wzajemności, był zarazem koncepcją aktywizacji i upodmiotowienia środowisk robotniczych i chłopskich, drogą ich klasowej emancypacji, sposobem budowania narodu obywatelskiego jako ogółu obywateli. To połączenie dwóch aspektów wybija się zwłaszcza w pismach Edwarda Abramowskiego, chyba najwybitniejszego przedstawiciela polskiej szkoły kooperatywizmu. "Społeczeństwo stowarzyszeniowe" to kreślona przez Abramowskiego koncepcja ładu zbiorowego opartego na dobrowolnym uczestnictwie i współpracy "poziomej", która emancypuje słabszych i w konsekwencji znosi podziały klasowe [por. Abramowski 2009].
Drugim dobrym przykładem wspomnianej zależności jest ruch Solidarności z lat 1980-1981. Ruch ten był formą masowej samoorganizacji ludzi pracy, ale zarazem stanowił makrowspólnotę o niezwykłej sile inkluzyjnej [Rymsza 2015]. Tworząc program ruchu, pamiętano o wszystkich warstwach i grupach społecznych: o rolnikach (zawiązano NSZZ Solidarność Rolników Indywidualnych), rzemieślnikach (powstała NSZZ Solidarność Rzemieślników), studentach (Niezależne Zrzeszenie Studentów współpracowało na uczelniach z działaczami Solidarności). Dostrzeżono także potrzeby grup i środowisk pozostających na marginesie życia społecznego18. Upomniano się o poprawę sytuacji więźniów - nie tylko więźniów politycznych. To aktywni działacze ruchu Solidarności zawiązali Towarzystwo Patronat, aby naciskać na władze w celu poprawy warunków pobytu w zakładach karnych oraz organizować pomoc penitencjarną dla byłych więźniów po odbyciu przez nich kary pozbawienia wolności. Dostrzeżono los ludzi bezdomnych, skazanych wówczas na publiczne "nieistnienie". Paradoksalnie Towarzystwo Patronat było łatwiej zawiązać niż organizację pomocy ludziom bezdomnym, bo choć więzienie było totalną instytucją represji odciętą od świata społecznego, to przynajmniej władze państwowe nie zaprzeczały samemu istnieniu więźniów. Bezdomnych zaś oficjalnie nie było, a zgoda na rejestrację organizacji niosących im pomoc oznaczała uznanie istnienia tej grupy społecznej. Władze odmawiały więc rejestracji. Wrocławskim działaczom Solidarności udało się zarejestrować Towarzystwo Pomocy Bezdomnym im. Adama Chmielowskiego na krótko przez ogłoszeniem stanu wojennego, co sprawiło, że organizacji tej 13 grudnia 1981 roku nie zdelegalizowano19 i prowadziła ona działalność przez całą dekadę lat osiemdziesiątych aż do upadku komunizmu. Działalność tę stowarzyszenie kontynuowało w okresie transformacji. Obecnie organizacja pod nieco zmienioną nazwą Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta20 liczy kilkadziesiąt kół terenowych i prowadzi sieć placówek świadczących pomoc osobom bezdomnym i społecznie wykluczonym. Inicjatywa wrocławska jest tym samym symbolem ciągłości i inkluzyjności ruchu Solidarności [Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta 2011].
Okres Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej wypaczył zakumulowane kulturowo wzory samoorganizacji społecznej [Leś 2001: 99-110]. Władza państwowa złamała ruch stowarzyszeniowy, zniekształciła ruch spółdzielczy, oddolne akcje społeczne zastąpiła odgórnie sterowanymi czynami społecznymi. Miejscem samoorganizacji pozostał Kościół, a kościelna infrastruktura była wykorzystywana, zwłaszcza w końcowym okresie komunizmu, do prowadzenia działalności społecznej także niezwiązanej z religią [Magner 2003: 83-88]. W zakresie tej ostatniej dominowały działania edukacyjne. Zarazem to w końcowym stadium PRL narodził się wspomniany już ruch Solidarności (kapitał samoorganizacji jakoś więc przetrwał najtrudniejsze lata powojennego komunizmu), a doświadczenia samoorganizacji okresu karnawału Solidarności (1980-1981) powszechnie uznaje się za mit założycielski polskiego społeczeństwa obywatelskiego [Słodkowska 2006].
Po 1989 roku samoorganizacja społeczna przyjęła profil budowania tak zwane trzeciego sektora jako infrastruktury społeczeństwa obywatelskiego [Wygnański 2019]. Państwo na powrót stworzyło przestrzeń dla urzeczywistniania wolności słowa i wolności stowarzyszania się, ale trzeba zarazem zaznaczyć, że dominująca w okresie transformacyjnym ideologia neoliberalna sprzyjała indywidualizacji życia zbiorowego, a także swoistemu "przerzucaniu" na wspólnoty samorządowe i sektor obywatelski wielu funkcji społecznych państwa [Hrynkiewicz 2001: 194-212]. Dopiero w ostatnich latach obserwujemy zmierzch wpływu myśli neoliberalnej. Można wręcz mówić o narodzinach nowego społecznikostwa [Mocek (red.) 2014].