PRZEDMOWA
Zastanawiając się nad pytaniem "Co ludzie powinni wiedzieć?" w kontekście ważnego, choć budzącego kontrowersje zagadnienia praw zwierząt, wziąłem pod uwagę trzy rzeczy. Po pierwsze, pomyślałem o setkach, jeśli nie tysiącach rozmów, które przez te wszystkie lata odbyłem z ludźmi z całego świata. Dzięki nim doceniłem olbrzymie bogactwo punktów widzenia w tej materii.
Po drugie, pomyślałem o tym, czego nauczyłem się przez dziesięciolecia studiów nad szeroko pojętą tematyką zwierzęcą w najróżniejszych kontekstach edukacyjnych. Wiele lat spędziłem w Anglii, badając na Uniwersytecie Oksfordzkim przeróżne zagadnienia od strony akademickiej, kolejną dekadę nauczałem na jednym z wydziałów weterynarii w Ameryce. Mniej więcej w tym samym czasie wykładałem "prawo zwierzęce"1 na kilku najlepszych uczelniach prawniczych w Stanach Zjednoczonych. Miałem przywilej prowadzenia wykładów na dziesiątkach uniwersytetów i na konferencjach dla tysięcy osób.
Po trzecie, zapoznałem się z setkami książek, artykułów i stron internetowych, w których występowała fraza "prawa zwierząt", gdyż chciałem zobaczyć, czy ludzie faktycznie wiedzieli, o czym piszą.
Wspomniane doświadczenia i badania skłoniły mnie do uznania następujących kwestii za najważniejsze i to właśnie one są tym, co każdy powinien wiedzieć w zakresie praw zwierząt:
Po pierwsze, prawa zwierząt to temat stary jak świat, w którym ostatnio dokonuje się jednak wyraźny zwrot. Sformułowanie to było i jest wykorzystywane najczęściej do opisu praw moralnych i wartości społecznych związanych z pochwałą współczucia i potępieniem okrucieństwa. Współczesny zwrot wyraża się w tym, że coraz wyraźniej słychać głosy, by rozszerzyć postulaty o możliwość przyznania praw ustawowych istotom pozaludzkim (ang. non-human animals) - czy to wszystkim, czy chociaż części. Rozwiązanie takie stanowi ważne narzędzie ochrony, dlatego też toczy się obecnie bardzo gorąca debata nad tym, w jakich przypadkach i do jakiego stopnia ludzkie społeczności powinny obejmować ochroną prawną te czy inne gatunki zwierząt.
Spór wokół praw zwierząt ujętych w prawach ustawowych, a więc w konkretnych przepisach, skłania wiele wpływowych osób do wygłaszania swoich opinii, ale sens tego terminu odgrywa rolę drugorzędną wobec istotniejszej ochrony moralnej, której zakres jest znacznie szerszy. Książka ta jest próbą wyjaśnienia, dlaczego ujęcie praw zwierząt w kontekście moralnym jest bardziej fundamentalne, jak również dlaczego konkretne prawa ustawowe odnoszące się do konkretnych pozaludzkich jednostek mogą odzwierciedlać niektóre, choć wciąż nie wszystkie, prawa zwierząt ujęte właśnie w rozumieniu praw moralnych.
Po drugie, debata wokół praw zwierząt często jest spolaryzowana, choć dotyczy to tylko niektórych środowisk. Tam, gdzie polaryzacja odbija się na sposobie mówienia i słuchania siebie nawzajem, kontynuowanie dyskusji nie służy wypracowaniu konsensusu, tylko jeszcze bardziej nasila usztywnienie stanowisk.
Trzecia moja konkluzja jest taka, że obecnie temat praw zwierząt wiele osób zaczął łączyć, a nie dzielić. Już sama dyskusja o tym wnosi pewien pierwiastek proludzki. I choć wielu wniosek ten może się wydać błędny, to jednak ujmując ten problem w szerszej perspektywie, można tutaj przytoczyć kilka argumentów za takim jego widzeniem. Koronnym argumentem może być tu oczywisty dla niektórych fakt, że przecież człowiek także zalicza się do zwierząt. Poza tym podnoszenie kwestii praw zwierząt jest równoznaczne z afirmacją życia jako takiego, a to zdecydowanie ma wydźwięk proludzki. Jeszcze inni ochronę istot spoza naszego gatunku uważają za zaszczytną dla ludzi, gdyż nie tylko potwierdza to, ale i umacnia nasz etyczny paradygmat.
Wiele osób podświadomie też czuje, że w pojęciu "prawa zwierząt" nie ma nic skomplikowanego - że w sposób jasny i oczywisty sprowadza się ono mniej więcej do ochrony innych istot żywych. Ktoś znowu przez prawdziwy sens tego terminu rozumie słuchanie głosu zwierząt. Od studentów weterynarii często słyszałem, że prawa zwierząt to coś cennego, ale sami nie mogą używać tego terminu, bo narażają się na potępienie ze strony części kolegów czy, co gorsza, wykładowców i władz uczelnianych.
Dla wielu osób idea praw zwierząt, choć niezaprzeczalnie pociągająca, jest trudna do zaakceptowania, gdyż według nich kompromitują ją sami aktywiści, którzy dla osiągnięcia celu uciekają się do przemocy. Jednocześnie wypowiedziom na temat metod siłowych towarzyszy często refleksja, że w istocie mowa tu o bardzo sporadycznych zajściach, a garstka agresywnych aktywistów nie może stanowić o tym, czy będziemy korzystali ze sformułowania opisującego ruch, który u swego zarania był pokojowy i zasadniczo pozostaje taki do dziś.
Obecnie, jak można się przekonać na podstawie lektury tej książki, ochrona zwierząt stanowi ruch społeczny na skalę światową. Ale ponieważ jego członkowie kwestionują czasami najcenniejsze wartości i głęboko zakorzenione tradycje różnych społeczeństw, sprawa ta budzi ostry sprzeciw ich przedstawicieli. W takiej sytuacji polaryzacja stanowisk wydaje się nieunikniona - i nie ma już znaczenia, na ile dobrze ta czy każda inna książka wyjaśniłaby, w jaki sposób o podstawowej kwestii naszego stosunku do świata ożywionego rozmawiać uczciwie, wnikliwie i z szacunkiem.
Szczególnie odczuwalny jest brak powszechnego zrozumienia, że debata wokół praw zwierząt należy do kategorii sporów, w których toku wypracowywane są wartości fundamentalne. Oczywiście zdaniem części osób samo poruszanie tego tematu stanowi zaprzeczenie człowieczeństwa, a zatem jest głęboko niemoralne. Ja jednak zauważyłem, że dla wielu takie koncentrowanie się na człowieku oznacza poruszanie się w sferze znajdującej się poniżej ludzkiego horyzontu etycznego.
Dlatego moim zdaniem ludzie powinni zdawać sobie sprawę z tego, jak wiele osób widzi związek troski o prawa zwierząt z innymi sferami życia. Jeśli przyjąć, że oznacza ona nie tyle zaprzeczenie bycia człowiekiem, ile afirmację jego wyjątkowych zdolności do opieki nad innymi - niezależnie, czy inny jest człowiekiem, czy nie - to otwiera ona drzwi do bogatego świata ponadludzkiego, niezamykającego się w granicach naszego gatunku. W takim ujęciu dylematy znikają - w tej sytuacji nie ma przegranych.
Moim zdaniem ludzie powinni się dowiedzieć, jak bardzo rozległe są powiązania tematu praw zwierząt z naszym życiem. Po pierwsze, chodzi oczywiście o samą więź ze zwierzętami. Jak napisał w 1995 roku angielski historyk Marc Gold: "Termin "prawa zwierząt" to nic innego jak zręczny skrót myślowy dla ruchu opartego na uznaniu pozaludzkich zwierząt za istoty posiadające celowe emocjonalne życie i zdolne do odczuwania cierpienia. [...] [D]obroć i tolerancja wobec innych, słabszych od nas, zalicza się do najwyższych możliwych ludzkich aspiracji".
Tyle że powiązania sięgają dalej. Sformułowanie "prawa zwierząt" łączy ludzi również z naturą, środowiskiem, światem przyrody na ich podwórku i poza nim czy wreszcie, co niespodziewane, z innymi ludźmi, i to na wiele sposobów. Sądzę, że nadzwyczaj ważny dla przyszłości byłby taki wzorzec, w którym dzieci naciskają rodziców, by w końcu zaczęli oni myśleć także o zwierzętach.
Choć związki te nie zawsze przywoływano wprost, istniały - i były tak samo realne, osobiste i motywujące. Zarówno dla dzieci, jak i dorosłych stało się jasne, że dbanie o prawa zwierząt jest jedynym sposobem, by patrzeć na świat z szacunkiem, jak na - użyjmy tu określenia zmarłego niedawno wizjonera Thomasa Berry'ego - "wspólnotę podmiotów, a nie zbiór przedmiotów".
Jedną z rzeczy, które każdy powinien wiedzieć po przeczytaniu tej książki, jest to, że polaryzacja postaw wokół tematu praw zwierząt nie musi być wcale dominującą cechą sporu. W rzeczywistości skupia się on wokół pytania: "Jaki jest sens życia?". Doświadczenie nauczyło mnie, że ludzie zadają to pytanie, ponieważ czują emocjonalną więź ze swoim otoczeniem. Ludzie dostrzegają, że poprzez codzienne działanie, wybory i pracę możemy dać wyraz naszej wyobraźni i ujawnić nasze zdolności do otaczania opieką; wiedzą też, że sami rozwijamy skrzydła wtedy, gdy mamy kontakt z większym projektem, który zaczął się na długo przed nami i będzie trwać po nas.
Takie właśnie możliwości otwiera przed nami spojrzenie na inne istoty żywe z punktu widzenia etyki - czy to na ludzi, czy nie. Bez względu na definicje wiele osób rozumie już, że prawa zwierząt i związana z nimi troska to droga do najpełniejszej wizji przyszłości, a taki sposób życia stanowi nie tylko źródło cnót - w rzeczywistości wzmacnia też naszą wyobraźnię. Własne doświadczenie mówi mi, że sięganie poza granice swego gatunku sprzyja racjonalności i myśleniu komunikatywnemu zarówno w sali wykładowej, jak i w życiu oraz wypiera myślenie destrukcyjne, manipulacyjne czy instrumentalne, które świadczy wyłącznie o egoizmie i duchowej małości.
Kiedy ludzie doświadczają innych - raz jeszcze podkreślam: nie ma znaczenia, czy przez innego rozumiemy człowieka, czy przedstawiciela jakiegoś innego gatunku - to paradoksalnie wykraczanie poza granice własnego gatunku pozwala im stać się w pełni ludźmi, ludźmi wpisanymi w kontekst bogatego biologicznie świata pełnego innych ciekawych istot. Jak określił to Viktor Frankl, autor słynnego dzieła Człowiek w poszukiwaniu sensu: "samourzeczywistnienie możliwe jest wyłącznie jako efekt uboczny samotranscendencji"2. Odnosi się to nie tylko do poszczególnych jednostek, lecz także całego gatunku ludzkiego. Na dobrą sprawę tak właśnie brzmi przesłanie wielu religii, systemów etycznych czy nauk przekazywanych przez mędrców w niewielkich społecznościach.
W trakcie pisania tej książki pojąłem, że w prawach zwierząt, jak wynikało z przeprowadzonych przeze mnie rozmów, chodzi o bliskość sensu życia.