Prawda i realizm tom II Gomułka, Gierek, Jaruzelski i... Wałęsa - Andrzej Werblan

Kup ebooka

29.90 zł
23.92 zł (21,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Przy­pisy

Prawda i re­alizm
[1] Wil­liam J. Spahr, Żu­kow, War­szawa, Bel­lona, 2003.
[2] Wla­di­slaw Zu­bok, Kon­stan­tin Ple­sza­kow, Zimna wojna zza ku­lis Kremla: od Sta­lina do Chrusz­czowa, War­szawa, Książka i Wie­dza, 1999.
[3] Ław­rien­tij Be­ria, "Istocz­nik. Do­ku­menty Rus­skoj Isto­rii" 1994, nr 4.
[4] An­drzej Wer­blan, Sta­li­nizm w Pol­sce, War­szawa, Wy­daw­nic­two Fakt, 1991.
[5] Pro­to­kół tej na­rady, znaj­du­jący się w Ar­chi­wum Akt No­wych, po ze­sta­wie­niu z no­tat­kami kilku jej uczest­ni­ków, wy­daje się nie­kom­pletny i ocen­zu­ro­wany.
[6] Da­riusz Ja­rosz, Różne ob­li­cza PRL, "Prze­gląd" 2001, nr 42.
[7] Pa­weł Mach­ce­wicz, Pol­ski rok 1956, War­szawa, Ofi­cyna Wy­daw­ni­cza Mó­wią Wieki, 1993.
[8] An­drzej Wer­blan, Wła­dy­sław Go­mułka a ugru­po­wa­nia w par­tii w paź­dzier­niku 1956 roku. Pol­ska 1944/45-1989, Stu­dia i Ma­te­riały, z. 3; tenże, Go­mułka i Paź­dzier­nik, "Dziś" 1996, nr 10.
[9] Pro­to­kół po­sie­dze­nia Biura Po­li­tycz­nego w dniach 2-5 maja 1956 r. spo­rzą­dzony zo­stał w dwu wer­sjach, bar­dzo krót­kiej, for­mal­nej, do księgi pro­to­ko­łów, oraz do­kład­nej, pra­wie ste­no­gra­ficz­nej, AAN KC PZPR V/42.
[10] O wa­dze przy­kła­da­nej do tej kwe­stii w KPP mogą świad­czyć liczne wzmianki w ko­re­spon­den­cji mię­dzy kie­row­nic­twem za­gra­nicz­nym a kra­jo­wym, zob.: Li­sty z domu i do domu, Ar­chi­wum Akt No­wych 158/ V-3, t. 49, k. 27-33.
[11] Cen­trum wła­dzy. Pro­to­koły po­sie­dzeń kie­row­nic­twa PZPR wy­bór z lat 1949-1970, Do­ku­menty do Dzie­jów PRL, INS PAN, z. 13, dok. 71-73.

Paź­dzier­nik 1956Le­genda a rze­czy­wi­stość

Mimo upływu pięć­dzie­się­ciu lat dzieje po­ru­sze­nia spo­łecz­nego i prze­mian po­li­tycz­nych w Pol­sce w 1956 r. wciąż nie zo­stały wy­star­cza­jąco zba­dane i opi­sane. Obok spraw, o któ­rych po­sia­damy dość wia­ry­godną wie­dzę i spie­ramy się je­dy­nie o in­ter­pre­ta­cje, są rów­nież ta­kie, ską­d­inąd ważne, w któ­rych po­zo­sta­jemy przy hi­po­te­zach, w nie­któ­rych zaś kwe­stiach le­gendy mylą się z rze­czy­wi­sto­ścią. Sys­te­ma­tyczny wy­kład dzie­jów pol­skiego "Paź­dzier­nika '56" wy­ma­gałby mo­no­gra­fii. W tym opra­co­wa­niu sku­pię się je­dy­nie na kilku mniej ja­snych i dys­ku­syj­nych kwe­stiach, głów­nie od­no­szą­cych się do układu rzą­dzą­cego i po­li­tyki Wła­dy­sława Go­mułki.

I.

W ge­ne­zie paź­dzier­ni­ko­wego zwrotu w Pol­sce Lu­do­wej główny na­cisk kła­dzie się za­zwy­czaj na we­wnętrzne źró­dła i siły na­pę­dowe. Za­leż­nie od ide­olo­gicz­nego na­sta­wie­nia au­to­rzy wy­su­wają na czoło bądź ma­sowe po­ru­sze­nia i wy­stą­pie­nia, jak Po­znań­ski Czer­wiec, bądź re­wi­zjo­ni­styczne, de­sta­li­ni­za­cyjne i de­mo­kra­tyczne prądy w PZPR. W cie­niu po­zo­stają - dla biegu wy­da­rzeń i ich kon­se­kwen­cji ską­d­inąd klu­czowe - zmiany sy­tu­acji geo­po­li­tycz­nej, w sto­sunku do Pol­ski ze­wnętrzne i od niej w isto­cie nie­za­leżne; przede wszyst­kim było to osła­bie­nie, choć jesz­cze nie za­chwia­nie, po­zy­cji ZSRR. W la­tach 1953-1957 zmniej­szyła się, na ra­zie tylko cza­sowo, zdol­ność Związku Ra­dziec­kiego do re­ali­zo­wa­nia ce­lów im­pe­rial­nych, a na trwałe za­ła­mał się jego au­to­ry­tet jako wzorca ra­dy­kalno-le­wi­co­wych re­wo­lu­cyj­nych prze­obra­żeń. Ra­dziec­kie su­per­mo­car­stwo na­tknęło się na po­ważne kło­poty we­wnętrzne i ze­wnętrzne.

Po opa­no­wa­niu broni ją­dro­wej i prze­ła­ma­niu ame­ry­kań­skiego mo­no­polu w tej dzie­dzi­nie oka­zało się, że go­spo­darka ra­dziecka ugina się pod cię­ża­rem dwo­istej stra­te­gii mi­li­tar­nej, po­le­ga­ją­cej na in­ten­syw­nej bu­do­wie no­wo­cze­snych broni nu­kle­ar­nych i środ­ków ich prze­no­sze­nia, a jed­no­cze­śnie ogrom­nych wojsk kon­wen­cjo­nal­nych, uwa­ża­nych za nie­zbędne na wy­pa­dek wojny oraz do pa­no­wa­nia nad roz­le­głym ob­sza­rem wpły­wów w Eu­ro­pie i Azji. Wy­ma­gało to utrzy­my­wa­nia w per­ma­nen­cji qu­asi-wo­jen­nego sys­temu go­spo­darki cen­tral­nie ste­ro­wa­nej i re­gla­men­to­wa­nej, który cier­piał na do­tkliwą i po­głę­bia­jącą się nie­efek­tyw­ność. Rol­nic­two koł­cho­zowe znaj­do­wało się w upadku. Wciąż sil­nie od­czu­wano de­mo­gra­ficzne i go­spo­dar­cze skutki strat wo­jen­nych. Po­ja­wiły się także groźne rysy na sys­te­mie po­li­tycz­nym, war­stwę rzą­dzącą pa­ra­li­żo­wało po­czu­cie braku oso­bi­stego bez­pie­czeń­stwa wsku­tek sta­łego za­gro­że­nia ter­ro­rem po­li­cyj­nym i krwa­wymi czyst­kami. Kor­pus ofi­cer­ski, owiany chwałą wy­gra­nej wojny, czuł się wy­raź­nie nie­do­war­to­ścio­wany i za­gro­żony su­pre­ma­cją taj­nej po­li­cji. Ko­leje losu naj­wy­bit­niej­szego ra­dziec­kiego do­wódcy II wojny świa­to­wej, mar­szałka Geo­r­gija Żu­kowa, były pod tym wzglę­dem symp­to­ma­tyczne[1]. W sys­te­mie ko­lo­nii kar­nych Gu­łagu mar­no­wały się znaczne za­soby ludz­kie, we­dług pu­bli­ko­wa­nych póź­niej da­nych po­nad cztery mi­liony do­ro­słych męż­czyzn i ko­biet.

Nie le­piej przed­sta­wiała się sy­tu­acja ze­wnętrzna. Od 1946 r. sta­li­now­skie kie­row­nic­two ZSRR na­sta­wiało się na wojnę z Za­cho­dem, oba­wiało się jej, ale są­dziło, że nad­ciąga nie­uchron­nie[2]. Re­ago­wało mo­bi­li­za­cją za­so­bów, za­cie­śnia­niem sze­re­gów w bloku państw so­cja­li­stycz­nych i izo­lo­wa­niem się od świata. Wojna nie wy­bu­chła, a pe­ry­fe­ryjny kon­flikt na Pół­wy­spie Ko­re­ań­skim ugrzązł w im­pa­sie, nie przy­no­sząc suk­cesu żad­nej stro­nie. Cię­żar ostrego etapu zim­nej wojny sta­wał się trudny do po­no­sze­nia, zwłasz­cza w per­ma­nen­cji.

Czę­ści ra­dziec­kiego es­ta­bli­sh­mentu nie­obca była - jak póź­niej się oka­zało - świa­do­mość, że sprawy ich pań­stwa mają się źle, od­czu­wano po­trzebę zmian. Sta­rze­jący się i już pół­obłą­kany de­spota był ostat­nią, ale nie­ba­ga­telną prze­szkodą. Jego śmierć 5 marca 1953 r. otwo­rzyła śluzę. Wśród dia­do­chów roz­wi­nęła się na­wet swo­ista ry­wa­li­za­cja o to, kto pierw­szy za­cznie de­mon­taż naj­bar­dziej uciąż­li­wych frag­men­tów sta­li­ni­zmu. Ze źró­deł opu­bli­ko­wa­nych w Ro­sji wy­nika, że szef taj­nej po­li­cji Ław­rien­tij Be­ria pró­bo­wał "uciec do przodu" i prze­jąć ini­cja­tywę tego pro­cesu[3]. Uchy­lił tzw. sprawę le­ka­rzy, za­pro­po­no­wał sze­roką amne­stię, za­czął son­do­wać Za­chód na oko­licz­ność ewen­tu­al­nego zjed­no­cze­nia Nie­miec i re­zy­gna­cji z NRD. Ko­le­dzy z po­lit­biura jed­nak mieli do­bre po­wody, żeby mu nie ufać, i bali się przede wszyst­kim taj­nej po­li­cji. Zmó­wili się za­tem i pod ko­niec czerwca przy po­mocy kilku wyż­szych do­wód­ców woj­sko­wych wy­eli­mi­no­wali Be­rię, praw­do­po­dob­nie w dro­dze mordu po­za­są­do­wego. Jego naj­bliż­sze oto­cze­nie z apa­ratu NKWD zli­kwi­do­wano w grud­niu po krót­kiej roz­pra­wie. Jed­no­cze­śnie po­ło­żono kres su­pre­ma­cji taj­nej po­li­cji nad in­nymi ogni­wami apa­ratu rzą­dze­nia, przede wszyst­kim nad apa­ra­tem par­tii. Na­stęp­nie po­lu­zo­wano część ry­go­rów w za­rzą­dza­niu go­spo­darką, przede wszyst­kim w rol­nic­twie. Po­wiało od­wilżą w na­uce i kul­tu­rze. Pod­jęto kroki w kie­runku zmniej­sze­nia na­pię­cia w sto­sun­kach ze­wnętrz­nych i uzy­ska­nia pew­nej swo­body ma­newru w tej dzie­dzi­nie. Prze­pro­szono przy­wód­ców Ju­go­sła­wii - Titę, Ran­ko­vića i Kar­delja. Wy­co­fano się z baz woj­sko­wych w Chi­nach i w Fin­lan­dii, zre­zy­gno­wano z oku­pa­cji czę­ści Au­strii. Roz­po­częto flirt z no­wymi po­ko­lo­nial­nymi pań­stwami, z for­mu­ją­cym się Trze­cim Świa­tem.

Ta wstępna i czę­ściowa, ale istotna de­sta­li­ni­za­cja, nie obe­szła się bez walk we­wnętrz­nych, gdyż za­gro­ziła róż­nym gru­pom in­te­re­sów i wy­wo­łała opór kon­ser­wa­tyw­nie na­sta­wio­nej czę­ści par­tii i apa­ratu wła­dzy. Tak zwany tajny re­fe­rat Chrusz­czowa na XX Zjeź­dzie KPZR (luty 1956), de­ma­sku­jący głów­nie sta­li­now­skie bez­pra­wie wo­bec elit wła­dzy, miał na celu mo­ralne obez­wład­nie­nie tego oporu. Chrusz­czo­wow­ska de­sta­li­ni­za­cja w dłuż­szej per­spek­ty­wie wzmoc­niła Zwią­zek Ra­dziecki, ale bez­po­śred­nio, w cza­sie we­wnętrz­nych za­bu­rzeń, re­form i walk, osła­biła jego kon­trolę nad ze­wnętrzną sferą wpły­wów i po­bu­dziła w niej ten­den­cje od­środ­kowe. Po­wstały oko­licz­no­ści sprzy­ja­jące au­to­no­mi­za­cji państw za­leż­nych. Bro­ni­sław Ła­gow­ski w jed­nym ze swo­ich fe­lie­to­nów traf­nie zwró­cił uwagę na szcze­gólny tro­pizm, wła­ściwy każ­demu pań­stwu za­leż­nemu i wa­sal­nemu, ku zwięk­sza­niu nie­za­leż­no­ści, kiedy tylko po­jawi się szansa. Sam ZSRR po­czuł się po pew­nym cza­sie zmu­szony do czę­ścio­wego przy­naj­mniej re­spek­to­wa­nia tych ten­den­cji i pew­nej mo­dy­fi­ka­cji sto­sun­ków ze swymi so­jusz­ni­kami i pań­stwami za­leż­nymi. Na no­wym ukła­dzie sił wcze­śniej czy póź­niej sko­rzy­stały wszyst­kie pań­stwa ra­dziec­kiej sfery wpły­wów, zwięk­sza­jąc w pew­nym, róż­nym zresztą, za­kre­sie nie­za­leż­ność. Była to jed­nak dal­sza per­spek­tywa, w 1956 r. wciąż w sta­nie za­ląż­ko­wym. Na mar­gi­ne­sie za­uważmy, że owo "wy­bi­ja­nie się" na au­to­no­mię czy nie­za­leż­ność nie­ko­niecz­nie szło w pa­rze z de­mo­kra­ty­za­cją czy li­be­ra­li­za­cją we­wnętrzną. Pa­ra­dok­sal­nie, ła­twiej przy­cho­dziło to kon­tro­lu­ją­cym sy­tu­ację we­wnętrzną de­spo­tom, w ro­dzaju Ni­co­la­ego Ce­au­?e­scu czy Envera Ho­dży, niż nie­sio­nym falą spo­łecz­nego po­ru­sze­nia Wła­dy­sła­wowi Go­mułce czy Im­remu Na­gy­owi i Alek­san­drowi Du­bče­kowi. W każ­dym ra­zie naj­szyb­ciej i naj­sku­tecz­niej osła­bie­nie im­pe­rial­nych moż­li­wo­ści ZSRR wy­ko­rzy­stały so­jusz­ni­cza Chiń­ska Re­pu­blika Lu­dowa i za­leżna Pol­ska Lu­dowa.

II.

Pol­ski Paź­dzier­nik '56 od­niósł suk­ces przy­naj­mniej w tym sen­sie, że za­równo pod wzglę­dem po­sze­rze­nia ze­wnętrz­nej nie­za­leż­no­ści, jak też we­wnętrz­nej li­be­ra­li­za­cji, za­sięg prze­mian oka­zał się zna­cząco więk­szy niż w in­nych pań­stwach eu­ro­pej­skiego re­gionu w bloku ra­dziec­kim. Po prze­mia­nach 1956 r. po­ło­że­nie wszyst­kich "de­mo­lu­dów" wo­bec ra­dziec­kiego he­ge­mona po­lep­szyło się, ale PRL wy­wal­czyła so­bie moc­niej­szy sta­tus, wię­cej nie­za­leż­no­ści i od­ręb­no­ści. Źró­dła tej pol­skiej "ano­ma­lii" nie są do końca ja­sne, ze względu na brak do­stępu do ar­chi­wów ra­dziec­kich, a także wsku­tek za­ko­rze­nie­nia się wielu le­gend, za­ma­zu­ją­cych re­alną rze­czy­wi­stość. Zwrócę uwagę je­dy­nie na nie­które aspekty tej hi­sto­rii.

Wszyst­kie kry­zysy po­li­tyczne w Pol­sce Lu­do­wej miały dwie czę­ści skła­dowe: od­dolną - ma­sowe od­ru­chy buntu lub sprze­ciwu, oraz od­górną - walki we­wnętrzne w rzą­dzą­cej par­tii. Cha­rak­te­ry­styczną wła­ści­wo­ścią kry­zysu lat 1954-1957, z kul­mi­na­cją w paź­dzier­niku 1956, była szcze­gólna rola tej we­wnątrz­par­tyj­nej kom­po­nenty, zwłasz­cza w pierw­szej, ini­cja­tyw­nej fa­zie. W wy­niku fer­mentu po­li­tycz­nego w PZPR, ści­ślej mó­wiąc, w jej cen­tral­nym ak­ty­wie, już w dru­giej po­ło­wie 1954 r. za­częła for­mo­wać się we­wnątrz­par­tyjna opo­zy­cja, która ini­cjo­wała pro­ces prze­mian, po­bu­dzała i wcią­gała doń naj­pierw zwią­zane z par­tią śro­do­wi­ska mło­dzie­żowe i in­te­li­genc­kie, a na ostatku i z wielką ostroż­no­ścią, rów­nież ro­bot­ni­cze. Przez pe­wien czas, do wio­sny 1956 r., cen­tralne ogniwa PZPR za­cho­wy­wały kon­trolę nad tym pro­ce­sem, póź­niej sprawy wy­my­kały się spod tej kon­troli.

Dość czę­sto po­czą­tek fer­mentu, któ­rego kul­mi­na­cją był Paź­dzier­nik '56, wią­zany jest z ucieczką na Za­chód za­stępcy szefa X De­par­ta­mentu Mi­ni­ster­stwa Bez­pie­czeń­stwa Pu­blicz­nego (MBP), płk. Jó­zefa Świa­tły, a ści­ślej z cy­klem jego au­dy­cji w Ra­diu "Wolna Eu­ropa", roz­po­czę­tym 28 wrze­śnia 1954 r. To jedna z le­gend. W rze­czy­wi­sto­ści kry­ty­cyzm wo­bec rzą­dzą­cego trium­wi­ratu (Bo­le­sław Bie­rut, Ja­kub Ber­man, Hi­lary Minc), a zwłasz­cza wo­bec re­pre­syj­nej po­li­tyki i do­mi­na­cji taj­nej po­li­cji, na­ra­stał w cen­tral­nym ak­ty­wie PZPR pod wpły­wem wy­da­rzeń w ZSRR, m.in. li­kwi­da­cji Be­rii, od po­łowy 1953 r. Na­ra­stała pre­sja na kie­row­nic­two par­tii, żeby za­jąć się wła­sną "be­riowsz­czy­zną"[4].

19 czerwca 1953 r. po­wo­łano pod prze­wod­nic­twem Edwarda Ochaba ko­mi­sję do zba­da­nia za­sad­no­ści oskar­żeń w sto­sunku do wię­zio­nych od wielu mie­sięcy mar­szałka Mi­chała Roli-Ży­mier­skiego i gen. Wa­cława Ko­mara. Za­częto do­bie­rać się do skóry kie­ro­wa­nemu przez Ro­sjan kontr­wy­wia­dowi, czyli In­for­ma­cji Woj­sko­wej. 21 grud­nia 1953 r. zo­stał od­wo­łany jej szef, ra­dziecki ofi­cer płk. Dmi­trij Wo­znie­sien­ski. Rów­nież apa­rat bez­pie­czeń­stwa po­czuł się nie­pew­nie. To chyba skło­niło Świa­tłę do ucieczki. W marcu 1954 r. zwol­niono ze służby w MBP płk. Jó­zefa Ró­żań­skiego, szefa De­par­ta­mentu Śled­czego, w czerwcu roz­wią­zano X De­par­ta­ment. Za­częto wy­pusz­czać pierw­szych więź­niów, na po­czą­tek "swo­ich", czyli wy­wo­dzą­cych się z ru­chu ko­mu­ni­stycz­nego, m.in. Zo­fię Go­muł­kową. Oczy­wi­ście bie­ru­tow­skie kie­row­nic­two nie pod­da­wało się ła­two, na­dal for­so­wało śledz­twa, np. prze­ciwko Ma­ria­nowi Spy­chal­skiemu i Wło­dzi­mie­rzowi Le­cho­wi­czowi. Ko­ro­zja re­pre­syj­nego sys­temu jed­nak się roz­po­częła przed "re­we­la­cjami" Świa­tły. Re­we­la­cje te miały wpływ na sze­ro­kie kręgi spo­łeczne. Es­ta­bli­sh­ment i bez tego był świa­domy sy­tu­acji. Pre­mier Jó­zef Cy­ran­kie­wicz nie po­trze­bo­wał in­for­ma­cji Świa­tły, żeby się zo­rien­to­wać, że jego miesz­ka­nie jest na pod­słu­chu.

Znana na­rada ak­tywu cen­tral­nego na prze­ło­mie li­sto­pada i grud­nia 1954 zo­stała wy­mu­szona nie tyle przez re­we­la­cje Świa­tły, ile przez ku­mu­lu­jące się od wielu mie­sięcy wzbu­rze­nie cen­tral­nego ak­tywu, choć jesz­cze nie spo­łe­czeń­stwa[5]. Bie­ru­tow­skiemu kie­row­nic­twu szło o roz­ła­do­wa­nie na­pię­cia w es­ta­bli­sh­men­cie na ze­bra­niu nie­for­mal­nym, nie­upraw­nio­nym do po­dej­mo­wa­nia uchwał. Za­miar ten po­wiódł się, gdyż ob­ra­du­jące sie­dem ty­go­dni póź­niej ple­narne po­sie­dze­nie KC prze­bie­gało znacz­nie spo­koj­niej, kry­tyczne na­stroje opa­dły, a Biuro Po­li­tyczne kon­tro­lo­wało sy­tu­ację.

Re­orien­ta­cja war­stwy rzą­dzą­cej, za­ry­so­wu­jąca się wy­raź­nie od II Zjazdu PZPR (ma­rzec 1954), miała ka­pi­talne zna­cze­nie. Kru­szyła spo­istość po­li­tycz­nej struk­tury wciąż jesz­cze to­ta­li­tar­nego sys­temu. Umoż­li­wiła doj­ście do głosu od­wilży w kul­tu­rze, sfor­mo­wa­nie się no­wego kie­runku re­dak­cji "Po pro­stu" i w ca­łej or­ga­ni­za­cji mło­dzie­żo­wej. Ko­mi­tet Cen­tralny spra­wo­wał kon­trolę nad ofi­cjal­nym ży­ciem po­li­tycz­nym. Mu­siało za­tem w jego struk­tu­rach po­wstać do­sta­tecz­nie wpły­wowe ugru­po­wa­nie, zdolne wes­przeć, a przede wszyst­kim obro­nić, te nowe prądy. Ktoś prze­cież wy­brał tak zwa­nych mło­dych se­kre­ta­rzy i dał im szansę dzia­ła­nia. Na­cisk spo­łeczny w 1953 i 1954 r. był jesz­cze słaby. Bie­ru­tow­skie kie­row­nic­two samo "li­be­ra­li­za­cji" nie sprzy­jało. W tym cza­sie ustę­po­wało pod pre­sją wła­snego ak­tywu i to głów­nie jego wyż­szej war­stwy.

Nie są do dziś ja­sne, nie zo­stały wy­star­cza­jąco zba­dane przy­czyny tej ewo­lu­cji na­stroju po­li­tycz­nego w ak­ty­wie nie­po­dziel­nie rzą­dzą­cej par­tii, po­ja­wie­nia się go­to­wo­ści do wy­ko­rzy­sta­nia szans stwa­rza­nych przez zmiany ze­wnętrzne i od­wagi wy­stą­pie­nia z kry­tyką "kie­row­nic­twa" oraz wy­war­cia nań pre­sji. Wy­kra­czało to poza normy wła­ściwe par­tiom ko­mu­ni­stycz­nym i w owym cza­sie, poza Pol­ską, nie wy­stę­po­wało. Wy­ja­śnie­nie tego zja­wi­ska wy­maga - jak są­dzę - uwzględ­nie­nia kilku spe­cy­ficz­nych dla Pol­ski czyn­ni­ków. Kon­trola nad pół­to­ra­mi­lio­nową wtedy PZPR oraz rządy w kraju od 1948 r. znaj­do­wały się de facto w ręku kilku ty­sięcy daw­nych człon­ków KPP, z pew­nym udzia­łem młod­szej ge­ne­ra­cji, re­kru­to­wa­nej w la­tach wojny do PPR w kraju i do ZPP w ZSRR. Ta for­ma­cja nie tylko zaj­mo­wała klu­czowe sta­no­wi­ska, lecz sta­no­wiła ro­dzaj nie­for­mal­nego za­konu ze­spo­lo­nego wię­zią kom­ba­tancką i na­wy­kami kon­spi­ra­cji. Od niej za­le­żała spo­istość i spraw­ność dyk­ta­tury. Po 1953 r. oka­zała się przej­ściowo sła­bym ogni­wem sys­temu. Są­dzę, że nie­małą rolę ode­grał uraz po za­gła­dzie ak­tywu KPP w czyst­kach lat 1937-1938 i wy­ni­ka­jąca stąd nie­uf­ność do ra­dziec­kiej i wła­snej po­li­cji po­li­tycz­nej. Nie wy­ga­sły też do końca tra­dy­cje "pol­skiej drogi do so­cja­li­zmu" sprzed 1948 r. Wła­dy­sław Go­mułka, choć w wię­zie­niu, ale prze­żył Sta­lina. Dla sto­sun­kowo licz­nych w ak­ty­wie PZPR dzia­ła­czy po­cho­dze­nia ży­dow­skiego szo­kiem oka­zały się an­ty­se­mic­kie re­pre­sje w ZSRR i ta­kież tło pro­cesu Slan­sky'ego w Cze­cho­sło­wa­cji. Gor­liwe po­par­cie dla li­nii Sta­lina z 1948 r. stop­niowo ustę­po­wało roz­cza­ro­wa­niu, nie­uf­no­ści i po­czu­ciu za­gro­że­nia. Nie bez zna­cze­nia była także sto­sun­kowo duża wciąż liczba nie­daw­nych jesz­cze pe­pe­sow­ców w ak­ty­wie PZPR. Last, but not le­ast, na po­stawę i na­stroje tego ak­tywu nie po­zo­sta­wał bez wpływu wy­czu­walny opór ma­te­rii spo­łecz­nej wo­bec po­li­tyki czasu sta­li­now­skiego. Da­riusz Ja­rosz traf­nie opi­sał, jak opór ten - naj­czę­ściej bierny i do­sto­so­waw­czy - wpły­wał na za­cho­wa­nia dzia­ła­czy PZPR w te­re­nie, sty­mu­lu­jąc po­stawy me­dia­cyjne i mo­dy­fi­ka­cje na­ka­za­nej od­gór­nie po­li­tyki[6]. Na prze­bieg wy­da­rzeń, jak za­wsze, wpły­wały rów­nież oko­licz­no­ści przy­pad­kowe. Naj­istot­niej­szą oka­zała się śmierć Bo­le­sława Bie­ruta, która ogrom­nie osła­biła siły za­in­te­re­so­wane obroną sta­tus quo, a uru­cha­mia­jąc me­cha­nizm suk­ce­sji, w przy­padku sy­temu dyk­ta­tor­skiego z re­guły trudny i nie­bez­pieczny, po­bu­dziła per­so­nalną i kon­cep­cyjną ry­wa­li­za­cję w rzą­dzą­cym es­ta­bli­sh­men­cie.

Już w 1954 r., a na więk­szą skalę w 1955 r., po czę­ści nie­za­leż­nie od walk we­wnętrz­nych w par­tii, ale w du­żej mie­rze pod ich wpły­wem, fer­ment za­czyna ogar­niać spo­łe­czeń­stwo. Ten pro­ces - jak do­tych­czas naj­wni­kli­wiej zba­dany i opi­sany przez Pawła Mach­ce­wi­cza[7] - przy­biera gwał­tow­nie na sile wio­sną 1956 i od tego czasu jako siła spraw­cza prze­mian za­czyna gó­ro­wać nad fer­men­tem po­li­tycz­nym w rzą­dzą­cej mo­no­cen­trycz­nie par­tii, a także wy­wie­rać co­raz sil­niej­szy wpływ na po­li­tykę jej kie­row­nic­twa i za­cho­wa­nia jej frak­cji. Po­ru­sze­nie spo­łeczne poza par­tią i poza jej kon­trolą ma głów­nie ży­wio­łowy cha­rak­ter lub, co naj­wy­żej, lo­kalne, spon­ta­nicz­nie wy­ra­sta­jące formy or­ga­ni­za­cyjne. Naj­po­waż­niej­szym jego prze­ja­wem były nie­wąt­pli­wie strajk i de­mon­stra­cja ro­bot­ni­cza, a w kul­mi­na­cyj­nej fa­zie krwawe za­mieszki uliczne w Po­zna­niu 28 i 29 czerwca 1956 r. Wy­da­rze­nia te miały wie­lo­ra­kie skutki. Po­bu­dziły zna­cząco ogól­no­spo­łeczną kon­te­sta­cję, wzmoc­niły też i wy­ostrzyły po­działy w par­tii. Rów­no­cze­śnie jed­nak za­nie­po­ko­iły Kreml. Do War­szawy wy­brała się, pod pre­tek­stem rocz­nicy Ma­ni­fe­stu PKWN, silna de­le­ga­cja na czele z ów­cze­snym pre­mie­rem Ni­ko­ła­jem Buł­ga­ni­nem, która nie kryła swego po­par­cia dla po­li­tyki za­cho­waw­czej i re­pre­syj­nej. Trzeba za­uwa­żyć, że po wy­da­rze­niach w Po­zna­niu przez pe­wien czas kie­ru­nek dal­szego roz­woju sy­tu­acji nie był prze­są­dzony. Ście­rały się w obo­zie wła­dzy dwie kon­cep­cje i od­po­wied­nio dwie różne in­ter­pre­ta­cje po­znań­skiego dra­matu. Jedna zmie­rzała do wy­ko­rzy­sta­nia szoku po bru­tal­nej pa­cy­fi­ka­cji dla umoc­nie­nia re­pre­syj­nego re­żimu, druga upa­try­wała w nich za­chętę i na­kaz dla czę­ścio­wych przy­naj­mniej re­form. Obie ten­den­cje miały szanse. Wy­nik za­le­żał od roz­grywki w obo­zie wła­dzy. Bez­po­śred­nio po Po­zna­niu bo­wiem oży­wie­nie spo­łeczne na chwilę jakby przy­ci­chło, przy­tłu­mione siłą. Na­stępna po­tężna fala ma­so­wego po­ru­sze­nia, wie­ców i ma­ni­fe­sta­cji wzbiera już bez­po­śred­nio przed i w cza­sie paź­dzier­ni­ko­wego ple­num KC PZPR. Zo­stała ona w znacz­nej mie­rze wy­wo­łana przez samo ple­num oraz po­prze­dza­jące je przy­go­to­wa­nia, zwłasz­cza przez pu­bliczny apel o po­par­cie dla Wła­dy­sława Go­mułki i "no­wego kie­row­nic­twa".

Ła­two za­uwa­żyć, że pro­te­sty spo­łeczne uwi­docz­niły się do­piero wów­czas, kiedy w war­stwie rzą­dzą­cej za­ry­so­wał się wy­raźny roz­łam na frak­cje, pro­po­nu­jące różne drogi wyj­ścia z kry­zysu. Walka tych frak­cji dez­orien­to­wała i po czę­ści pa­ra­li­żo­wała apa­rat wła­dzy, a co waż­niej­sze, każda z nich sta­rała się po­zy­skać so­jusz­ni­ków w spo­łe­czeń­stwie i w tym celu mu­siała się doń od­wo­ły­wać.

III.

Po XX Zjeź­dzie KPZR i śmierci Bo­le­sława Bie­ruta nie było już w pol­skim es­ta­bli­sh­men­cie ko­mu­ni­stycz­nym po­waż­niej­szych sił opo­wia­da­ją­cych się za utrzy­ma­niem bez zmian sta­tus quo. Osta­tecz­nie skry­sta­li­zo­wały się dwa ugru­po­wa­nia frak­cyjne, po­tocz­nie zwane na­to­liń­skim i pu­ław­skim. O ich ge­ne­zie i sta­no­wi­sku pi­sa­łem sze­rzej w od­ręb­nych pu­bli­ka­cjach[8]. Obec­nie warto do­dać je­dy­nie, że w po­cząt­ko­wej fa­zie fer­mentu "na gó­rze", na li­sto­pa­do­wej na­ra­dzie (1954) po­działy frak­cyjne nie były wi­doczne, za­pewne jesz­cze nie wy­stę­po­wały. Kry­ty­cyzm wo­bec bie­ru­tow­skiego kie­row­nic­twa był po­dobny w wy­stą­pie­niach przed­sta­wi­cieli obu póź­niej­szych frak­cji. Za­częły for­mo­wać się one i róż­ni­co­wać w 1955 r. w spo­rach o drogi wyj­ścia z kry­zysu i o od­po­wie­dzial­ność za sta­li­nizm. Nie bez zna­cze­nia za­pewne było też ro­snące za­in­te­re­so­wa­nie KPZR pol­skim kry­zy­sem i próby od­dzia­ły­wa­nia na jego prze­bieg.

Po­cho­dze­nie nazw frak­cji jest ba­nalne. W ra­mach "de­mo­kra­ty­za­cji" oby­cza­jów URM udo­stęp­nił kilka swo­ich eks­klu­zyw­nych ośrod­ków re­kre­acyj­nych dla nieco szer­szego grona osób z agend rzą­do­wych i par­tyj­nych. W re­zul­ta­cie pa­ła­cyk na­to­liń­ski pod War­szawą stał się miej­scem spo­tkań człon­ków KC, po­dzie­la­ją­cych, naj­ogól­niej mó­wiąc, po­glądy Alek­san­dra Za­wadz­kiego i Kon­stan­tego Ro­kos­sow­skiego wy­ło­żone w spra­wie Ber­mana na po­sie­dze­niu Biura Po­li­tycz­nego w maju 1956 r.[9]. W więk­szo­ści dzia­ła­cze ci wy­wo­dzili się ze śro­do­wisk lu­do­wych, ple­bej­skich. Do ru­chu ko­mu­ni­stycz­nego przy­wio­dły ich mo­tywy spo­łeczne, kla­sowe, bunt prze­ciw bie­dzie i upo­śle­dze­niu. Byli ide­owi i ofiarni, prze­szli przez wię­zie­nia, sporo się na­uczyli, ale po­zo­stali na swój spo­sób pro­staccy i pry­mi­tywni. Ich sta­no­wi­sko z 1956 r. da się scha­rak­te­ry­zo­wać jak na­stę­puje: sys­tem so­cja­li­zmu był i jest w po­rządku, za­wi­nili lu­dzie, któ­rzy za­sa­dom sys­temu sprze­nie­wie­rzyli się, trzeba ich roz­li­czyć i uka­rać. Nie było sta­li­ni­zmu i be­riowsz­czy­zny jako zja­wisk sys­te­mo­wych, były je­dy­nie błędy Sta­lina, czę­ściowo in­spi­ro­wane przez po­chleb­ców i oczy­wi­ście przez ar­cy­ło­tra Be­rię. W Pol­sce "wy­pa­cze­nia", zwane sta­li­now­skimi, sta­no­wiły sa­mo­istne dzieło rzą­dzą­cej "trójki" i jej oto­cze­nia. Od­su­nęli oni od wła­dzy dzia­ła­czy wy­wo­dzą­cych się z klasy ro­bot­ni­czej i oparli się na wy­chodź­cach z drob­no­miesz­czań­stwa, czę­sto jesz­cze ży­dow­skiego, wkra­dli się w za­ufa­nie Sta­lina, po­ta­ki­wali Be­rii, a póź­niej chcieli na ZSRR i KPZR zwa­lić od­po­wie­dzial­ność.

Sta­no­wi­sko ta­kie ze zro­zu­mia­łych po­wo­dów cie­szyło się uzna­niem kie­row­nic­twa KPZR, a na­to­liń­czycy w oczach ra­dziec­kich ucho­dzili za "zdrową siłę" pol­skiej par­tii. Uprosz­cze­niem jed­nakże jest spo­ty­kane w li­te­ra­tu­rze utoż­sa­mia­nie frak­cji roz­li­cze­niowo-kon­ser­wa­tyw­nej z ra­dziecką agen­turą. Tro­chę lu­dzi dys­po­zy­cyj­nych wo­bec ZSRR mu­siało być w obu frak­cjach. Kon­ser­wa­ty­ści zy­skali ra­dziec­kie po­par­cie, zresztą sami o nie za­bie­gali ze względu na zbież­ność po­glą­dów i in­te­re­sów. W pięć lat póź­niej, kiedy Chrusz­czow wy­dał im się nie­do­sta­tecz­nie or­to­dok­syjny i zbyt osten­ta­cyj­nie od­że­gnu­jący się od Sta­lina, część pro­mi­nent­nych na­to­liń­czy­ków zwró­ciła się ku ma­oizmowi.

"Pu­ła­wia­nie", na­zwani tak od ul. Pu­ław­skiej w War­sza­wie, gdzie w daw­nej ka­mie­nicy We­dla kilku z nich miesz­kało, także wy­wo­dzili się z ak­tywu KPP. Opo­wia­dali się za umiar­ko­waną de­mo­kra­ty­za­cją i pewną nie­za­leż­no­ścią od ZSRR. Są­dzili, że wy­star­czy zde­mo­kra­ty­zo­wać sto­sunki we­wnątrz par­tii, wpro­wa­dzić wy­bie­ral­ność władz i ich od­po­wie­dzial­ność przed człon­kami par­tii, aby za­po­biec oli­gar­chicz­nej lub per­so­nal­nej dyk­ta­tu­rze. Pod­trzy­my­wali wpraw­dzie do­gmat "dyk­ta­tury pro­le­ta­riatu", czyli au­to­ry­tar­nych rzą­dów mo­no­par­tyj­nych lub he­ge­mo­ni­stycz­nych, ale my­śleli o znacz­nym po­sze­rze­niu swo­body wy­po­wie­dzi, o in­sty­tu­cjo­nal­nych gwa­ran­cjach praw­nych przed sa­mo­wolą po­li­cyjną, także o pew­nych re­for­mach go­spo­dar­czych, o sa­mo­rzą­dzie ro­bot­ni­czym, o ele­men­tach go­spo­darki ryn­ko­wej. Opo­wia­dali się za więk­szym otwar­ciem na świat oraz li­be­ralną po­li­tyką kul­tu­ralną i na­ukową. Była to frak­cja sym­pa­tycz­niej­sza, choć ob­cią­żona więk­szą od­po­wie­dzial­no­ścią za sta­li­nizm, w jej sze­re­gach nie bra­kło gor­li­wych wy­ko­naw­ców, a na­wet ani­ma­to­rów po­li­tyki bie­ru­tow­skiej. Wy­wo­dzili się z krę­gów daw­nego ak­tywu funk­cyj­nego KPP, było wśród nich sporo wy­chodź­ców z miesz­czań­skich i in­te­li­genc­kich śro­do­wisk ży­dow­skich. Na­ra­żeni byli na po­są­dze­nie, że "na­wró­cili się" na de­mo­kra­cję i nie­za­leż­ność nie bez­in­te­re­sow­nie, lecz w oba­wie przed po­li­tyką roz­li­czeń, która szy­ko­wała im rolę ko­zła ofiar­nego. Po czę­ści za­pewne tak i było, jed­nakże do­pa­try­wał­bym się w tej ewo­lu­cji głów­nie mo­ty­wów po­waż­niej­szych, mniej ko­niunk­tu­ral­nych. Byli to lu­dzie na ogół ide­owi, a jed­no­cze­śnie kul­tu­ral­niejsi, le­piej wy­kształ­ceni i bar­dziej obyci ze świa­tem od na­to­liń­czy­ków. Więk­szość z nich szcze­rze do­szła do prze­ko­na­nia, że sta­li­nizm oka­zał się nisz­czący dla so­cja­li­zmu i nie wy­nikł je­dy­nie z po­myłki lub nie­go­dzi­wo­ści jed­no­stek czy grup przy­wód­czych, lecz miał źró­dła sys­te­mowe.

Z grupą pu­ław­ską sym­pa­ty­zo­wało wielu dzia­ła­czy PZPR młod­szego po­ko­le­nia, in­te­li­gen­tów i stu­den­tów, a także dość licz­nie byli pe­pe­sowcy. Na­to­liń­czycy cie­szyli się na­to­miast więk­szym uzna­niem w apa­ra­cie, wśród biu­ro­kra­cji z awansu spo­łecz­nego, nie­chęt­nej ja­jo­gło­wym i z ple­bej­ska nie­uf­nej wo­bec "Ży­dów". Pu­ła­wia­nie śmie­lej niż na­to­liń­czycy od­wo­ły­wali się do "po­stron­nego" spo­łe­czeń­stwa, mieli wię­cej pod­staw, żeby li­czyć na pe­wien od­dźwięk. Jed­nakże sta­now­czo i bru­tal­nie spa­cy­fi­ko­wali wy­stą­pie­nia po­znań­skie. Sta­no­wi­sko Edwarda Ochaba i Jó­zefa Cy­ran­kie­wi­cza w tej spra­wie nie­wiele tu róż­niło się od Kon­stan­tego Ro­kos­sow­skiego i Ze­nona No­waka. Re­ago­wali tak nie tylko w po­czu­ciu za­gro­że­nia sys­temu, lecz także w oba­wie, że ży­wio­łowe ru­chy pro­te­stu, je­śli roz­leją się sze­rzej, mogą prze­chy­lić szalę ry­wa­li­za­cji na rzecz frak­cji jed­no­znacz­nie re­pre­syj­nej, neo­sta­li­now­skiej. W oce­nie przy­czyn i kon­se­kwen­cji pro­te­stu byli bar­dziej wni­kliwi, róż­nili się od na­to­liń­czy­ków. W re­ak­cji bez­po­śred­niej - nie bar­dzo.

W wal­kach obu tych frak­cji stop­niowo za­ry­so­wy­wała się i na­bie­rała zna­cze­nia spe­cy­ficzna kom­po­nenta na­ro­do­wo­ściowa. Na­to­liń­czycy po­cząt­kowo alu­zyj­nie, z cza­sem też otwar­cie, su­ge­ro­wali, że "nad­re­pre­zen­ta­cja" dzia­ła­czy po­cho­dze­nia ży­dow­skiego w bie­ru­tow­skim es­ta­bli­sh­men­cie miała po­li­tyczne kon­se­kwen­cje, zwięk­szała po­dat­ność na eks­cesy sta­li­ni­zmu. Dys­ku­sje w spra­wie po­li­tycz­nych kon­se­kwen­cji na­ro­do­wo­ścio­wego składu ak­tywu par­tii w śro­do­wi­sku KPP miały długą hi­sto­rię[10]. Pewna nad­re­pre­zen­ta­cja mniej­szo­ści na­ro­do­wych w par­tiach le­wi­co­wych pań­stwa wie­lo­na­ro­do­wego wy­stę­po­wała po­wszech­nie i miała ra­cjo­nalne przy­czyny. Wy­ko­rzy­sty­wała to pra­wica w walce z KPP, pięt­nu­jąc ją i usi­łu­jąc kom­pro­mi­to­wać jako "ży­do­ko­munę". Jedną z tak­tyk obron­nych KPP sta­no­wiła tzw. re­gu­la­cja składu na­ro­do­wo­ścio­wego kadr, to zna­czy kon­tro­lo­wa­nie pro­por­cji na­ro­do­wo­ścio­wych w ko­mi­te­tach i apa­ra­cie. Ta prak­tyka miała miej­sce rów­nież w PPR i w pierw­szej fa­zie dzia­łal­no­ści PZPR. Sta­rano się nie eks­po­no­wać dzia­ła­czy po­cho­dze­nia ży­dow­skiego, zresztą kul­tu­rowo i po­czu­ciem na­ro­do­wym cał­ko­wi­cie spo­lo­ni­zo­wa­nych, po­pie­rano spo­lsz­cza­nie na­zwisk itp. Mo­ty­wo­wano te za­biegi po­trzebą neu­tra­li­za­cji uprze­dzeń an­ty­se­mic­kich. Nie były to mo­ty­wa­cje bez­pod­stawne, choć za­pewne prze­sa­dzone. Tak­tyce tej za­rzu­cano, że za­miast otwar­tej walki z an­ty­se­mic­kimi prze­są­dami, ustę­puje przed nimi i usi­łuje je obejść. Mimo to za­równo w KPP, jak i w PPR (PZPR) ko­lejne kie­row­nic­twa par­tyjne ak­cep­to­wały jej za­sad­ność. Jesz­cze wio­sną 1954 r. bie­ru­tow­skie kie­row­nic­two, po­dobno za radą Ni­kity Chrusz­czowa, po­sta­no­wiło "spo­lsz­czyć" ob­sadę kie­row­ni­czych sta­no­wisk w apa­ra­cie KC i jed­no­ra­zowo za­stą­pić kilku by­łych KPP-owców, kie­row­ni­ków wy­dzia­łów, młod­szymi i mniej do­świad­czo­nymi dzia­ła­czami bez "po­cho­dze­nio­wego" ob­cią­że­nia. Z każ­dym od­cho­dzą­cym funk­cjo­na­riu­szem roz­ma­wiał oso­bi­ście Ja­kub Ber­man i nie ukry­wał rze­czy­wi­stych po­wo­dów dy­mi­sji. Dys­kry­mi­no­wani nie opo­no­wali, w zro­zu­mie­niu dla "in­te­resu par­tii". Otóż w 1956 r. na­to­liń­czycy skłonni byli - być może także za radą swych ra­dziec­kich "przy­ja­ciół" - tę "re­gu­la­cję" składu na­ro­do­wo­ścio­wego po­pro­wa­dzić bar­dziej kon­se­kwent­nie. Za­pewne w złud­nej na­dziei, że taka czystka po­lep­szy opi­nię par­tii w spo­łe­czeń­stwie, a przy oka­zji stwo­rzy po­zory roz­li­cze­nia się z "wi­no­waj­cami" sta­li­ni­zmu. W tym mo­men­cie ma­ni­pu­la­cje ka­drowe dyk­to­wane tak­tyką prze­ra­dzały się w pro­gram rze­czy­wi­stej czystki et­nicz­nej, ocie­ra­ją­cej się o mo­ty­wa­cje an­ty­se­mic­kie. Tym ra­zem pu­ła­wia­nie sta­now­czo za­opo­no­wali, za­równo ze względu na za­sady, jak też z obawy przed po­bu­dze­niem na­stro­jów an­ty­se­mic­kich. W kry­zy­sie 1956 r. te pseu­do­et­niczne na­pię­cia tliły się na dru­gim pla­nie, ale miały stać się za­rze­wiem po­waż­niej­szego kon­fliktu w przy­szło­ści.

Obie frak­cje za­bie­gały o Go­mułkę, on też roz­ma­wiał z obiema. Po­cząt­kowo na­to­liń­czycy byli bar­dziej ak­tywni w tych za­bie­gach, nie cią­żyła na nich bez­po­śred­nia od­po­wie­dzial­ność za uwię­zie­nie Go­mułki, nie byli też or­ga­ni­za­to­rami prze­wrotu w 1948 r., choć oczy­wi­ście prze­wrót ten po­parli. Pu­ła­wia­nie oba­wiali się Go­mułki, po­dej­rze­wali go o chęć od­wetu i dyk­ta­tor­skie skłon­no­ści, po­cząt­kowo za­tem son­do­wali ostroż­nie jego na­strój i za­miary.

Pa­trząc na ów­cze­sną sy­tu­ację z dy­stansu cza­so­wego, skła­niam się ku na­stę­pu­ją­cej in­ter­pre­ta­cji sta­no­wi­ska Go­mułki bez­po­śred­nio przed paź­dzier­ni­kiem 1956 r. Ostroż­ność w pro­gra­mo­wa­niu zbyt ra­dy­kal­nych re­form i brak prze­ko­na­nia do de­mo­kra­tycz­nych me­tod rzą­dze­nia zbli­żały go do frak­cji na­to­liń­skiej. Był re­ali­stą i ni­gdy nie za­po­mniał o tym, że PPR do­szła do wła­dzy jako par­tia mniej­szo­ści w wa­run­kach za­leż­no­ści Pol­ski od ZSRR. Znał i pa­mię­tał zbli­żone do praw­dzi­wych wy­niki re­fe­ren­dum z czerwca 1946. Nie wi­dział szans na utrzy­ma­nie wła­dzy PZPR w wa­run­kach po­li­tycz­nego plu­ra­li­zmu. Nie był jed­nakże zwo­len­ni­kiem rzą­dów de­spo­tycz­nych i ter­ro­ry­stycz­nych, chciał prze­moc mak­sy­mal­nie ogra­ni­czać, ale bez eks­pe­ry­men­tów wy­sta­wia­ją­cych na szwank he­ge­mo­ni­styczną po­zy­cję par­tii.

Z na­to­liń­czy­kami Go­mułkę róż­niła zde­cy­do­wa­nie inna sprawa. Naj­waż­niej­szym jego po­li­tycz­nym ce­lem w tym cza­sie było uzy­ska­nie au­to­no­mii wo­bec ZSRR w spra­wach po­li­tyki we­wnętrz­nej i mo­delu so­cja­li­zmu. W po­li­tyce mię­dzy­na­ro­do­wej uwa­żał za słuszne i ko­nieczne iść ra­zem, w ge­ne­ra­liach ustro­jo­wych także. W ZSRR wi­dział gwa­ranta gra­nic za­chod­nich Pol­ski i no­wego ustroju spo­łecz­nego, z któ­rym się utoż­sa­miał. Klu­czowe zna­cze­nie miała dla niego nie­za­leż­ność po­li­tyki we­wnętrz­nej, go­tów był li­czyć się z opi­nią ra­dziec­kiego kie­row­nic­twa, ale nie mógł za­ak­cep­to­wać dyk­tatu.

Po­nadto Go­mułka nie nada­wał się na sub­al­terna, miał wład­czy cha­rak­ter i aspi­ro­wał do funk­cji I se­kre­ta­rza, a na­to­liń­czycy nie mo­gli mu jej za­ofe­ro­wać, gdyż mu­sie­liby na to mieć zgodę KPZR. Kreml zaś w tym cza­sie nie doj­rzał jesz­cze do tego, aby nie­daw­nego więź­nia i kan­dy­data na szu­bie­nicę do­pu­ścić do przy­wódz­twa par­tii. Wszystko za­tem, czego mógł Go­mułka ocze­ki­wać od na­to­liń­czy­ków - to pre­mie­ro­stwo przy Alek­san­drze Za­wadz­kim jako I se­kre­ta­rzu.

Grupa pu­ław­ska też nie od razu była go­towa za­ak­cep­to­wać przy­wódz­two Go­mułki, znaczna część jej stron­ni­ków orien­to­wała się na Edwarda Ochaba, ale roz­cza­ro­wa­nie do kie­row­nic­twa KPZR i kon­flikt z nim po­wo­do­wały, że ta wła­śnie grupa w końcu zdo­była się na otwarte nie­po­słu­szeń­stwo wo­bec ra­dziec­kiego pro­tek­tora. Te oko­licz­no­ści zbli­żyły Go­mułkę do grupy pu­ław­skiej. Przy­mie­rze skry­sta­li­zo­wało się osta­tecz­nie w pierw­szej po­ło­wie paź­dzier­nika, w wy­niku czego prze­for­so­wano na Biu­rze Po­li­tycz­nym wy­su­nię­cie Go­mułki na I se­kre­ta­rza KC, a już przy jego udziale za­pro­po­no­wano wy­bór no­wego BP w skła­dzie, w któ­rym frak­cja na­to­liń­ska za­cho­wa­łaby tylko jedno miej­sce (Za­wadzki), pu­ła­wia­nie i ich so­jusz­nicy sześć miejsc (Ochab, Cy­ran­kie­wicz, Ra­packi, Mo­raw­ski, Ję­dry­chow­ski i Za­mbrow­ski), a grupa Go­mułki - dwa miej­sca (Go­mułka i Loga-So­wiń­ski). W pro­po­no­wa­nym se­kre­ta­ria­cie KC je­dy­nie Gie­rek mógł być uwa­żany za sym­pa­tyka na­to­liń­czy­ków i to chwiej­nego. Swo­istym wy­zwa­niem dla KPZR i dla Na­to­lina było wy­eli­mi­no­wa­nie Ro­kos­sow­skiego z pro­po­no­wa­nego BP. Oczy­wi­ste było na­to­miast, że pro­po­zy­cja tak dra­stycz­nej zmiany kie­row­nic­twa par­tii zy­ska po­pu­lar­ność w opi­nii pu­blicz­nej, zwłasz­cza w ośrod­kach miej­skich. Stąd też nie za­cho­wano jej w ta­jem­nicy, ale sze­roko roz­kol­por­to­wano, od­wo­łu­jąc się w ten spo­sób do po­par­cia ulicy. Zro­biono to zręcz­nie, wy­sy­ła­jąc 17 paź­dzier­nika, na dwa dni przed ter­mi­nem ze­bra­nia się ple­num KC, człon­kom KC pi­semną in­for­ma­cję o per­so­nal­nych pro­po­zy­cjach BP. Te­goż dnia za­częły o tym in­for­mo­wać za­chod­nie ra­dio­sta­cje, a źró­dło prze­cieku było nie do wy­kry­cia. Roz­po­częły się wiece, na któ­rych spon­ta­nicz­nie uchwa­lano re­zo­lu­cje po­par­cia dla "no­wego" kie­row­nic­twa[11].

W tej sy­tu­acji dla kie­row­nic­twa KPZR, jak i dla frak­cji na­to­liń­skiej pro­po­zy­cje zmiany składu BP i zwo­ła­nie ple­num KC wy­dały się ro­dza­jem za­ma­chu stanu. Pod­jęto na­tych­mia­stową kontr­ak­cję. Naj­pierw Chrusz­czow za­żą­dał od Ochaba od­ro­cze­nia ple­num i wcze­śniej­szych roz­mów z KPZR. Gdy kie­row­nic­two PZPR wy­ra­ziło go­to­wość do spo­tka­nia do­piero po ple­num, de­le­ga­cja ra­dziecka przy­była bez za­pro­sze­nia o świ­cie 19 paź­dzier­nika, a jed­no­cze­śnie dwie ra­dziec­kie dy­wi­zje pan­cerne, sta­cjo­nu­jące na za­cho­dzie Pol­ski, opu­ściły swe miej­sca po­stoju i spiesz­nym mar­szem skie­ro­wały się ku War­sza­wie.

O ak­cji ra­dziec­kiej wia­domo dość dużo, znacz­nie mniej wie­dziano wów­czas i wiemy do dziś o po­czy­na­niach pro­ra­dziec­kiej frak­cji w PZPR. Krą­żyły pa­niczne wie­ści o przy­go­to­wy­wa­nych aresz­to­wa­niach, o li­stach pro­skryp­cyj­nych dzia­ła­czy frak­cji pu­ław­skiej i obozu re­for­ma­tor­skiego. Za­rzą­dzona zo­stała kon­cen­tra­cja od­po­wied­nio do­bra­nych ofi­ce­rów gar­ni­zonu war­szaw­skiego na Cy­ta­deli, od­by­wały się po­dej­rzane ru­chy nie­któ­rych pol­skich jed­no­stek woj­sko­wych.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki

Któ­rędy wy­ciekł tajny re­fe­rat Chrusz­czowa?

25 lu­tego 1956 r., w ostat­nim dniu ob­rad XX Zjazdu KPZR w Mo­skwie, na za­mknię­tym po­sie­dze­niu bez de­le­ga­cji za­gra­nicz­nych, I se­kre­tarz KC Ni­kita S. Chrusz­czow wy­gło­sił nie­za­po­wie­dziany w pro­gra­mie zjazdu ob­szerny re­fe­rat, po­tę­pia­jący zbrod­ni­czy ter­ror pa­nu­jący pod rzą­dami Jó­zefa Sta­lina. Za­po­cząt­ko­wał w ten spo­sób pierw­szą fazę de­sta­li­ni­za­cji. Trwała ona krótko, ale miała po­ważne kon­se­kwen­cje dla Związku Ra­dziec­kiego i państw bloku ra­dziec­kiego, a także dla ru­chu ko­mu­ni­stycz­nego. Re­fe­rat, trak­to­wany jako tajny, bar­dzo szybko na­brał wiel­kiego roz­głosu w ca­łym świe­cie. W ZSRR był czy­tany na ze­bra­niach ak­tywu par­tyj­nego. Kie­row­nic­twa par­tii ko­mu­ni­stycz­nych z państw bloku otrzy­mały tekst bez prawa pu­bli­ka­cji, ale ze zgodą na za­po­zna­nie "ak­tywu". De­le­ga­cje za­chod­nich par­tii ko­mu­ni­stycz­nych, obecne na zjeź­dzie, zo­stały o tre­ści re­fe­ratu po­in­for­mo­wane, tek­stu jed­nak nie otrzy­mały. Prasa świa­towa sto­sun­kowo szybko do­wie­działa się o wy­da­rze­niu; już po dwu ty­go­dniach re­la­cjo­no­wała re­we­la­cje Chrusz­czowa, pełny tekst re­fe­ratu zo­stał opu­bli­ko­wany przez ame­ry­kań­ski De­par­ta­ment Stanu na po­czątku czerwca. Tro­chę wcze­śniej, bo już w maju, w ję­zyku pol­skim re­fe­rat nadało RWE i w tak zwa­nej ak­cji ba­lo­no­wej był on ma­sowo eks­pe­dio­wany do Pol­ski w po­staci ma­łej bro­szurki. Dość po­wszech­nie się są­dzi, że tekst re­fe­ratu Chrusz­czowa "wy­ciekł" do ame­ry­kań­skich służb pro­pa­gan­do­wych z Pol­ski. Jest to bar­dzo praw­do­po­dobne, choć źró­dłowo wciąż nie jest po­twier­dzone.

Kie­row­nic­two PZPR otrzy­mało ory­gi­nalny, ro­syj­ski tekst re­fe­ratu w jed­nym eg­zem­pla­rzu za­raz po XX Zjeź­dzie, ale pod nie­obec­ność Bo­le­sława Bie­ruta, który po­zo­stał w Mo­skwie z po­wodu cięż­kiej cho­roby, nie po­dej­mo­wano żad­nych de­cy­zji o upo­wszech­nia­niu tego do­ku­mentu. Bar­dzo ogra­ni­czone grono osób mo­gło go prze­czy­tać w kan­ce­la­rii se­kre­ta­riatu KC. Do­piero 17 marca, już po śmierci i po­grze­bie Bie­ruta, pod rzą­dami nowo wy­bra­nego I se­kre­ta­rza Edwarda Ochaba, ko­pie ro­syj­sko­ję­zycz­nej, ory­gi­nal­nej wer­sji ro­ze­słano człon­kom Biura Po­li­tycz­nego i Se­kre­ta­riatu KC. W parę dni póź­niej pod­jęto de­cy­zję o za­po­zna­niu z pełną tre­ścią re­fe­ratu Chrusz­czowa wszyst­kich or­ga­ni­za­cji par­tyj­nych. Spo­rzą­dzono pol­ski prze­kład, wy­dru­ko­wano kilka ty­sięcy bro­szu­rek opa­trzo­nych klau­zulą "wy­łącz­nie do użytku or­ga­ni­za­cji par­tyj­nych" oraz nu­me­rami, jak druki ści­słej ewi­den­cji, i prze­ka­zano ko­mi­te­tom wo­je­wódz­kim. Po od­czy­ta­niu na ze­bra­niach miały być zwró­cone i na­stęp­nie znisz­czone. W ów­cze­snej sy­tu­acji sil­nego po­li­tycz­nego po­ru­sze­nia za­le­ce­nie to nie było re­spek­to­wane ani eg­ze­kwo­wane. Re­fe­rat w za­ło­że­niu "tajny" stał się ta­jem­nicą po­li­szy­nela, nu­me­ro­wane bro­szurki z jego tre­ścią krą­żyły po kraju, po­dobno były do na­by­cia na ba­za­rach, do dziś po­je­dyn­cze eg­zem­pla­rze znaj­dują się w po­sia­da­niu bi­blio­fi­lów. Bez zbyt­niej trud­no­ści za­tem nie­je­den eg­zem­plarz mógł tra­fić do rąk dzien­ni­ka­rzy lub dy­plo­ma­tów za­chod­nich.

Nie wy­nika stąd wszakże, iż Pol­ska była je­dy­nym źró­dłem "wy­cieku". Zna­mienne, że wer­sja nada­wana przez RWE oraz wy­sy­łana w ak­cji ba­lo­no­wej była zu­peł­nie in­nym od spo­rzą­dzo­nego w War­sza­wie, choć wier­nym, prze­kła­dem na ję­zyk pol­ski. Sty­li­styka na­suwa su­ge­stię, że prze­kładu tego do­ko­nano nie z ro­syj­skiego ory­gi­nału, lecz z wer­sji an­glo­ję­zycz­nej. Oczy­wi­ście ame­ry­kań­skie służby in­for­ma­cyjne nie­za­leż­nie od tego, czy uzy­skały tekst pol­ski, czy ory­gi­nalny ro­syj­ski, i tak dla ochrony źró­dła mu­sia­łyby w dal­szym upo­wszech­nia­niu po­słu­żyć się je­dy­nie an­giel­skim prze­kła­dem. Źró­dła pier­wotne mo­gły jed­nak być różne. Obok pol­skiego do roz­wa­że­nia jest kilka jesz­cze tro­pów.

Przed laty, pro­wa­dząc w MSZ kwe­rendę ar­chi­wa­liów z 1956 r., za­uwa­ży­łem in­te­re­su­jącą in­for­ma­cję na­de­słaną przez więk­szość pol­skich am­ba­sad z państw ka­pi­ta­li­stycz­nych. W kwiet­niu w am­ba­sa­dach ZSRR w tych kra­jach od­by­wały się ze­bra­nia wła­snego per­so­nelu dy­plo­ma­tycz­nego oraz za­pro­szo­nych kie­row­nictw pla­có­wek dy­plo­ma­tycz­nych "brat­nich" państw bloku ra­dziec­kiego, na któ­rych od­czy­tano re­fe­rat Chrusz­czowa. Jak wi­dać krą­żył ten tekst po ca­łym świe­cie, mógł za­tem "wy­ciec" w wielu miej­scach i na wiele spo­so­bów. Wy­daje się, że bez­po­śred­nio po XX Zjeź­dzie sa­memu Chrusz­czo­wowi nie za­le­żało na utrzy­ma­niu ta­jem­nicy. Prze­by­wał w Pol­sce od 15 do 21 marca, uczest­ni­czył w po­grze­bie Bie­ruta (16 marca) i w ple­nar­nym ze­bra­niu KC PZPR, na któ­rym wy­brano Ochaba (20 marca). W tym cza­sie dał Ocha­bowi zgodę na za­po­zna­nie z tym re­fe­ra­tem ca­łej pol­skiej par­tii, co w prak­tyce wy­klu­czało po­uf­ność. 18 marca na spo­tka­niu z kil­ku­set­oso­bo­wym cen­tral­nym ak­ty­wem PZPR wy­lew­nie dzie­lił się tre­ścią, uzu­peł­niał szcze­gó­łami i po­god­nie ko­men­to­wał do­nie­sie­nia prasy za­chod­niej. Był z nich wy­raź­nie za­do­wo­lony, mó­wił: "choć raz mu­szą mnie chwa­lić!". Ro­bił wra­że­nie wręcz za­in­te­re­so­wa­nego "wy­cie­kiem" tego "taj­nego" re­fe­ratu do opi­nii świa­to­wej. Wi­dział w tym za­pewne atut w walce we­wnętrz­nej, jaka to­czyła się na Kremlu.

W parę mie­sięcy po XX Zjeź­dzie, mię­dzy in­nymi wsku­tek re­per­ku­sji owego re­fe­ratu, szala w tej walce za­częła prze­chy­lać się na stronę prze­ciw­ni­ków wszel­kiej, na­wet ogra­ni­czo­nej de­sta­li­ni­za­cji. W czerwcu 1957 r. neo­sta­li­now­ska opo­zy­cja pod­jęła próbę prze­wrotu pa­ła­co­wego i upad­kowi Chrusz­czowa za­po­bie­gła je­dy­nie zde­cy­do­wana in­ter­wen­cja wyż­szych do­wód­ców ar­mii, dla któ­rych po­śmiertna de­gra­da­cja "ge­ne­ra­lis­si­musa" ozna­czała wy­wyż­sze­nie i bez­pie­czeń­stwo. W tym za­mę­cie jed­nakże re­fe­rat "o kul­cie jed­nostki i jego na­stęp­stwach" z XX Zjazdu zo­stał na długo scho­wany pod sukno. Przy­po­mniano o nim epi­zo­dycz­nie w okre­sie XXII Zjazdu (paź­dzier­nik 1961), a bar­dziej za­sad­ni­czo do­piero w cza­sie "pie­re­strojki" pod rzą­dami Gor­ba­czowa.