PRZEDMOWA
Uważam, że nie ma lepszego momentu niż obecny, aby przedstawić niniejsze
praktyki odzyskiwania duszy, które są bardzo pomocne w łączeniu się z naturalnym środowiskiem, z innymi ludźmi oraz z własnym wnętrzem.
Wykonywane codziennie, mają potencjał przekształcania życia. Mogą ci
pomóc powrócić do siebie, do wrodzonej radości, mogą także dodać nowej
energii twoim związkom z innymi oraz sprawić, że będziesz się czuł
lepiej w pracy i staniesz się bardziej produktywny. Mogą one w końcu
zaradzić fizycznym bolączkom, jak również wnieść w życie więcej
szczęścia i dobrostanu.
Zawarta w tej książce mądrość jest bardzo stara. Jej źródło to
tybetański bon, który jest autochtoniczną tradycją duchową Tybetu oraz
jedną z najbogatszych i nieprzerwaną od czasów najdawniejszych duchową
tradycją na świecie. Wywodzące się z bon praktyki odzyskiwania duszy są
tak samo żywe i w takim samym stopniu znajdują zastosowanie dziś, jak
znajdowały je przed VII wiekiem n.e., zanim w Tybecie zaistniał buddyzm.
Większość zachodnich uczniów, wiodących zabiegane życie, nie dysponuje
jednak czasem, by uczyć się złożonych rytuałów, dlatego w tej książce
pomijam wyjaśnienia na temat tradycyjnych ceremonii, skupiając się na
najbardziej zasadniczych elementach tych rdzennych nauk1.
Choć przedstawiam praktyki w sposób najprostszy i możliwie najbardziej
przystępny, nie zatracam znaczenia starożytnych tekstów. Przyświeca mi
intencja ukazania jasnej drogi wiodącej do konkretnych doświadczeń,
które ukierunkują twoją energię i myślenie ku uzdrawianiu i odnowie,
pomogą ci przezwyciężyć negatywne myśli i emocje zakłócające poczucie
szczęśliwości i dobrostanu oraz pozwolą odzyskać entuzjazm i witalność,
utracone gdzieś wraz z biegiem życia. W sensie ostatecznym prezentowane
tu nauki dotyczą ponownego, głębokiego i całkowitego połączenia z własną
duszą, z prawdziwą naturą, dzięki czemu będziesz mógł żyć w sposób
bardziej autentyczny, zrównoważony i pełny.
Wychowano mnie i szkolono w ściśle tradycyjny sposób. Moim ojcem był
buddyjski lama, a matka praktykowała bon. Urodziłem się w Indiach,
wkrótce po ucieczce rodziców z Tybetu ogarniętego chińską rewolucją
kulturalną. Po śmierci mojego ojca matka poślubiła lamę bonpo. W wieku
dziesięciu lat wstąpiłem do klasztoru Menri w pobliżu Dolanji, który
jest obecnie jednym z dwóch największych klasztorów bon położonych poza
Tybetem. W szkole dialektycznej Menri spędziłem jedenaście lat, jako
mnich odbywający tradycyjne i rygorystyczne studia zakończone uzyskaniem
tytułu gesze. W zakres moich studiów wchodziły: epistemologia,
kosmologia, sutra, tantra i dzogczen. Odkąd otrzymałem ów tytuł w 1986
roku, żyję i nauczam na Zachodzie. Obecnie mieszkam z żoną i synem w północnej Kalifornii.
Jak daleko sięgam pamięcią, bębny, dzwonki i konchy używane w tradycyjnych rytuałach bon były częścią mojego życia, znaną mi tak
dobrze jak współczesnym dzieciakom gry komputerowe. Rytuał odzyskiwania
duszy bardzo mnie w dzieciństwie pociągał. W Tybecie tego typu rytuały
zaleca się powszechnie osobom, które czują się wyczerpane, a lekarz nie
jest w stanie zdiagnozować ich przypadłości. Mojej matce bardzo często
coś dolegało i stosowała przeróżne metody leczenia, aż w końcu
stwierdzono, że poprawa nastąpi tylko za sprawą odprawionych w jej
intencji skomplikowanych ceremonii i rytuałów odzyskiwania duszy.
Tradycyjny tybetański pogląd głosi, że choroba może być związana z utratą duszy, a jedną z wielu przyczyn takiego stanu rzeczy mogą być
nasze działania, które przyczyniają się do niszczenia środowiska życia
licznych duchów, co prowokuje je do odwetu. W skład rytuałów dla mojej
matki wchodziło przywrócenie harmonii z duchami, ofiarowanie im tego,
czego potrzebowały, aby się uspokoić, oraz wzywanie ich, żeby
zaprzestały odbierać siłę życiową mojej matce i zwróciły to, co jej
ukradły. Po jednej z takich ceremonii, w celu uwolnienia się od
dotychczasowej tożsamości osoby chorej, moja matka zmieniła imię, by móc
posługiwać się już nową i zdrowszą tożsamością.
Mimo że książka ta nie opisuje takich tradycyjnych rytuałów bon, zawarte
w niej porady odnoszą się do tej samej istoty leczniczej mocy.
Tybetańczycy zazwyczaj określają rytuały odzyskiwania duszy i siły
życiowej mianem laguk tseguk, gdzie la oznacza "duszę"; guk
"odzyskać" lub "wezwać", a tse to "siła życiowa". Jednakże praktyki
odzyskiwania duszy nie mają służyć jedynie chorym lub umierającym, ale
też ludziom zdrowym. Są bowiem doskonałym sposobem wzmacniania
witalności w codziennym funkcjonowaniu. Gdy czujesz się odłączony od
samego siebie, pomogą ci ponownie nawiązać kontakt z sobą, z innymi i z całym otaczającym cię światem.
Podobnie jak wiele innych rdzennych tradycji, bon podkreśla potrzebę
uzdrowienia duszy dla dobra wszystkich ludzi oraz Ziemi jako takiej.
Taka filozofia głosząca uzdrawianie siebie dla dobra innych odgrywa
istotną rolę na poziomie przyczynowych pojazdów (lub inaczej nośników)
bon, które są systemem nauk stanowiących pierwotne źródło praktyk
odzyskiwania duszy. W obszernej, usystematyzowanej wiedzy tradycji bon
wszystkie najważniejsze nauki ze Skarbów Południowych zostały podzielone
i przedstawione jako Dziewięć Ścieżek Bon, z których pierwsze cztery
znane są jako pojazdy przyczyny. Koncentrują się one na przywoływaniu
szczęścia dzięki kontaktowaniu się z mocą natury i zamieszkującymi ją
duchami, ale także dzięki astrologii, wróżeniu, medycynie i kosmologii.
Zapewniają też podstawę dla praktykowania pojazdów wyższych, czyli
sutry, tantry i dzogczen. Dzogczen znane jest jako pojazd wielkiej
doskonałości.
W mojej opinii wszystkie nauki bon łączą się ze sobą oraz - co pokazują
opisane w niniejszej książce metody - mogą uzdrawiać duszę. Czy
odzyskiwanie duszy odbywa się poprzez obcowanie z naturalnymi żywiołami,
oczyszczanie negatywnych emocji i kultywowanie pozytywnych właściwości,
czy też na drodze łączenia się z subtelnymi stanami mądrości podczas
praktyki dzogczen, zawsze owocuje tym samym doświadczeniem: głębszym
połączeniem z przestrzenną świadomością, która jest naszą autentyczną
istotą, źródłem wszystkich pozytywnych właściwości niezbędnych
człowiekowi, by był radosny i spełniony oraz mógł uszczęśliwiać innych.
WSTĘP
Udzielałem kiedyś wywiadu telewizyjnego, a wydarzeniu temu od samego
początku towarzyszyło trochę nerwowości. Po wejściu do studia okazało
się, że prowadzący program jest w kiepskim humorze i rozproszony.
Grzebał w jakichś papierach, haustami pił kawę i zdawało się, że jedyne,
o czym marzy, to być gdzie indziej. Ale gdy tylko dostał sygnał o wejściu na żywo, siadł wyprostowany, szeroko się uśmiechnął i zwrócił do
kamery z pogodnym: "Dzień dobry wszystkim!". Byłem tak zaskoczony jego
nagłą przemianą, że zajęło mi minutę lub dwie, zanim się rozluźniłem i wywiad się potoczył.
Wszyscy wiemy, na czym polega prawdziwy uśmiech. Wyłania się naturalnie
z otwartości serca, jest w nim lekkość, ciepło i spontaniczna radość.
Oczy się iskrzą, a spojrzenia spotykają. Niewielu ludzi, jeśli szczerze
się do nich uśmiechnąć, jest w stanie powstrzymać się przed
odwzajemnieniem uśmiechu. Niestety, uśmiech tego gospodarza
telewizyjnego programu nie miał nic wspólnego z autentyczną radością i ożywieniem. Był płytki, wymuszony i miał tuszować jego kiepski nastrój.
Człowiek ten najwyraźniej nauczył się przełączać na pogodny wyraz
twarzy, lecz nie znał drogi dostępu do prawdziwego ciepła.
Jak wielu z nas przeraża perspektywa udania się do pracy każdego rana?
Przez cały dzień możemy nosić przyklejony do twarzy profesjonalny
uśmiech, a potem, co wieczór, stres i zgryzotę przynosimy do domu. Na
zewnątrz się wydaje, że mamy wszystko, czego nam trzeba, a więc pracę,
dom, rodzinę, a jednak wewnątrz czujemy mrok i przygnębienie. Możemy się
szarpać, żeby znaleźć szczęście, i nigdy nie cieszyć się tym, co mamy.
Całe współczesne społeczeństwo zdaje się przeniknięte poczuciem
odizolowania i niezadowolenia. Wielu ludzi prowadzi aktywne życie i sporo osiąga, a jednak każdemu z nas może być ciężko rozpoznać i przemyśleć własny ból i brak satysfakcji lub zrozumieć ich przyczynę.
Umyka nam coś o zasadniczym znaczeniu, co w rzeczywistości jest w nas
głęboko zakorzenione. Spontaniczność, kreatywność, prostota i wesołość
są właściwościami naturalnego stanu naszego jestestwa, ale nie udaje nam
się do nich dotrzeć. Z perspektywy bon, gdy tracimy z nim połączenie,
tracimy też duszę. Dobre jednak w tym wszystkim jest to, że możemy
odzyskać wszystko, co utraciliśmy. Przypomnij sobie taki moment w życiu,
kiedy byłeś usatysfakcjonowany, w pełni obecny i dobrze czułeś się ze
sobą. Wyobraź sobie, że możesz znowu tak się czuć, i to nie tylko od
czasu do czasu, lecz przeważnie. Coś takiego oferuje ci praktyka
odzyskiwania duszy.
CZYM JEST DUSZA?
W kontekście wywodzących się z tradycji bon praktyk odzyskiwania duszy
dusza (tyb. la) rozumiana jest jako równowaga subtelnych energii i towarzyszących im właściwości pięciu żywiołów: ziemi, wody, ognia,
powietrza i przestrzeni. Starożytne tybetańskie nauki powiadają, że
wszystko w życiu - a nawet wszystko we wszechświecie - oraz wszelkie
doświadczenia powstają z tych żywiołów. Bez zewnętrznych elementów
gleby, wody, powietrza oraz ciepła słońca nie moglibyśmy istnieć,
utrzymać się przy życiu ani zdobyć pożywienia. Podobnie jest z naszą
duszą, która nie może przetrwać bez wzmacniania się wewnętrznymi
esencjami pięciu żywiołów.
Nasze wewnętrzne doświadczenie ich właściwości zawiera się w odczuciu
ugruntowania i spójności (ziemia), komfortu i płynności (woda), radości
i natchnienia (ogień), elastyczności i ruchu (powietrze) oraz otwartości
i zdolności adaptacji (przestrzeń). Jeśli brakuje nam jednego lub więcej
spośród tych pięciu naturalnych żywiołów lub któregoś z nich ubywa, w konsekwencji doznajemy uszczerbku na duszy. Mówi się wtedy, że nasza
dusza zostanie uzdrowiona, kiedy powrócą one do stanu równowagi. Jej
przywróceniu służy praktyka odzyskiwania duszy. Może być tak, że
wszystko, czego ci potrzeba, to odzyskanie jednej tylko właściwości
danego żywiołu, aby wszystkie pozostałe wróciły do stanu równowagi.
PRZYCZYNY UTRATY DUSZY
Jak mówią tradycyjne tybetańskie nauki, uszczerbek na duszy wywiera
negatywny wpływ na siłę życiową, czyli słabnie twoja witalność. Utrata
duszy może doprowadzić do osłabienia organizmu i choroby. Sytuacja taka
może wpłynąć na ciebie pod względem emocjonalnym, energetycznym,
psychicznym i duchowym. W skrajnych przypadkach zaś utrata duszy może
spowodować śmierć. Związane z tym rozregulowanie żywiołów z reguły jest
wynikiem nieodłącznych życiu wyzwań, którym musimy stawiać czoło. Są to
różne problemy, począwszy od niewyleczonej traumy z dzieciństwa, a skończywszy na przykład na szoku spowodowanym niespodziewaną śmiercią
kochanej osoby. Utrata duszy może też postępować stopniowo, na skutek
nagromadzonego stresu. Również w zbiorowym sensie całe narody mogą
cierpieć z powodu utraty duszy w rezultacie wojen i katastrof
naturalnych.
Jak się zorientować, że dusza została zraniona lub czegoś jej brak?
Przejawia się to często chronicznym niezadowoleniem. Możesz poszukiwać
rozrywki, oddając się oglądaniu telewizji, surfowaniu w sieci,
bezmyślnemu jedzeniu lub piciu, tudzież angażować się w mnóstwo innych
zajęć, lecz w tle tego wszystkiego wciąż będzie poczucie niezadowolenia.
I chociaż nie możesz dokładnie określić przyczyny, wiesz, że nie jesteś
szczęśliwy.
Kolejnym znakiem utraty duszy jest uczucie wyczerpania. Możliwe, że
opiekujesz się rodzicem w podeszłym wieku, starając się jednocześnie
sprostać innym obowiązkom. Na wszystkie sposoby starasz się współczuć i być szczodry, lecz czujesz się zestresowany i zmęczony. Problemem nie
jest jednak czas poświęcony na pomaganie komuś innemu. Twój problem
polega na tym, że działasz bez odpowiedniego połączenia ze sobą. Kiedy
jesteśmy połączeni z naszym naturalnym stanem istnienia, wtedy dawanie
siebie innym nie wiąże się ze stresem ani mentalnym wyczerpaniem.
Podobnie jak szczery uśmiech, nasze działania są spontaniczne, nie
wymagają wysiłku i cechuje je radość. Przysparzają energii i dającemu, i otrzymującemu.
Kiedy czujemy się od siebie odłączeni, pojawia się poczucie braku, a wraz z nim pragnienie czegoś dla siebie. Wszystko wydaje się nie takie,
jak być powinno: miejsce, w którym akurat jesteś, to, czym się
zajmujesz, z kim przebywasz, i to, jak odbierasz własne ciało. Możliwe,
że czujesz się osamotniony lub tracisz zaufanie do siebie, do innych i do swojego świata. W końcu takie nieustanne pragnienie czegoś więcej
stanie się twoją tożsamością.
Gdy utrata duszy przybierze poważne rozmiary - kiedy jest na przykład
skutkiem traumy - zamanifestować się może jako zespół stresu pourazowego
(PTSD). Ludzi z symptomami PTSD często nawiedzają koszmary senne, stale
powracają oni do przeszłości lub doświadczają zniewalającego lęku, aż w końcu ich codzienne funkcjonowanie staje się bardzo trudne. Osobami
szczególnie narażonymi na tak dalece posuniętą utratę duszy są weterani
wojenni i ofiary brutalnych przestępstw. Może się to też okazać
rezultatem traumatycznego zdarzenia, takiego jak bycie świadkiem
fatalnego wypadku samochodowego, nagła utrata pracy lub przebyty zawał
serca3.
DROGA DO UZDROWIENIA
Niezależnie od tego, co zdarzyło się w twoim życiu lub jakiego rodzaju
bólu doświadczasz - umiarkowanego, intensywnego czy znośnego - opisane w tej książce praktyki odzyskiwania duszy pomogą ci bezpośrednio podejść
do twojego cierpienia. Dzięki nim można oczyścić negatywne emocje i energie, które blokują naszą radosną naturę, oraz odzyskać i pielęgnować
wzmacniające nas właściwości żywiołów. Ów akt odzyskiwania jest
niezbędny w procesie uzdrawiania.
Rozdział 1 nosi tytuł Przyglądając się życiu z bliska i jego zadaniem
jest pomoc w zidentyfikowaniu żywiołu niezbędnego do uzdrowienia duszy.
Rozdział 2 - Czerpiąc ze świata natury, wyjaśnia, jak pozyskiwać
potrzebny żywioł wprost z naturalnego środowiska. Czerpiemy nie tylko z surowego żywiołu, czy to z ziemi, wody, ognia, powietrza, czy
przestrzeni, ale również z bardziej subtelnej esencji każdego z nich.
Woda na przykład jest nie tylko czystym, życiodajnym płynem
wypełniającym rzeki i strumienie, gdyż w pojęciu tego żywiołu zawierają
się także jego właściwości, takie jak płynność, komfort i lekkość. Na
poziomie jeszcze głębszym zaś każdy z elementów powiązany jest z określoną mądrością. Ziemi na przykład można doświadczyć jako mądrości
zwierciadlanej lub też świadomości, która odzwierciedla wszystko w sposób nieoceniający. Dzięki głębokiej praktyce medytacyjnej możesz
połączyć się z każdym żywiołem w jego najczystszej formie, jako jakości
światła lub też świetlistej świadomości.
Rozdział 3 - Odzyskiwanie duszy dzięki wewnętrznemu schronieniu -
ukazuje własne wewnętrzne schronienie: otwartość, świadomość i ciepło
prawdziwej natury. Wszystko to jest źródłem właściwości żywiołów.
Traktujemy go jak schronienie, ponieważ jest to jedyne autentyczne
źródło poczucia komfortu, ukojenia oraz wsparcia. Zazwyczaj kiedy
doświadczamy życiowych trudności, szukamy schronienia w ludziach, w miejscach i wszelkich innych rzeczach znajdujących się poza nami, jak na
przykład wtedy, gdy polegamy na radzie przyjaciela, tudzież na
znalezieniu nowej pracy lub zmianie miejsca zamieszkania, co miałoby
rozwiązać nasze problemy oraz poprawić samopoczucie. Tymczasem
jakiekolwiek zewnętrzne źródło wsparcia ze swej natury jest nietrwałe i dlatego jego utrata w przyszłości jest pewna. Wewnętrzne schronienie
jest też źródłem przesyconej miłością życzliwości, współczucia, radości
i harmonii równowagi, które są znane jako "cztery niezmierzoności", jak
również wszelkich innych szlachetnych jakości. Opisana w rozdziale 3
praktyka medytacyjna pomoże ci uzyskać wewnętrzne schronienie przy
wykorzystaniu trzech bram - ciała, mowy i umysłu.
Rozdział 4 - Odzyskiwanie duszy w związkach międzyludzkich - tłumaczy,
jak poprzez praktykę wewnętrznego schronienia możesz odzyskiwać coś, co
ci umknęło w bliskich relacjach z innymi. Rozdział 5 - Przezwyciężanie
samotności - wskazuje na to wszechobecne ludzkie cierpienie, będące
jeszcze jednym z przejawów utraty duszy, oraz omawia sposoby uleczenia,
poprzez ponowne połączenie się ze źródłem, które jest w nas.
Rozdziały 6 - Wzmacnianie wewnętrznej istoty - i 7 - Wzmacnianie
ciała - podkreślając, jak ważne jest stałe wzmacnianie siebie na
wszystkich poziomach, ukazują samo sedno odzyskiwania duszy. Proces ten
przypomina dbanie o naładowanie baterii w telefonie. Współczesny
zabiegany, zindustrializowany, technologiczny styl życia często sprawia,
że tracimy swą duszę po trochu każdego dnia. Siłę wysysać z nas mogą
uciążliwości codziennych dojazdów do pracy, irytujący członkowie
rodziny, zadania służbowe, nawet hałas. Gdy w końcu się zorientujemy,
jak często jesteśmy drenowani z energii, damy sobie wreszcie szansę
odnalezienia wewnętrznego schronienia i codziennego doładowywania swoich
baterii. Tak więc rozdział 6 opisuje, jak wzmacniać wewnętrzną istotę, a rozdział 7 wyjaśnia, jak wykorzystywać niektóre praktyki, aby doznać
ulgi w bólu natury fizycznej oraz zapobiec chorobie lub ją wyleczyć.
Na końcu każdego rozdziału znajduje się lista działań. Podane są także
instrukcje dotyczące formalnej praktyki (czas przeznaczany każdego dnia
na niezakłóconą medytację) oraz praktyki nieformalnej (wprowadzanie w życie tego, czego się nauczyłeś dzięki formalnej medytacji).
Tabela 1. Pięć żywiołów wraz z towarzyszącymi im właściwościami, mądrościami i czystymi światłami*
Żywioł
Podstawowe właściwości
Mądrość
Czyste światło
ziemia
ugruntowanie, spójność
mądrość zwierciadlana
żółte
woda
komfort, płynność
mądrość wszech-spełniająca
niebieskie
ogień
radość, natchnienie
mądrość rozróżniająca
czerwone
powietrze
elastyczność, ruch
mądrość równowagi
zielone
przestrzeń
otwartość, adaptacja
mądrość pustki
białe
* Używane w literaturze dzogczen pojęcie czystych świateł nie do końca
oddaje ich naturę. Należałoby tu może użyć określenia "pięć nieskalanych
świateł", nigdy bowiem nie były one zanieczyszczone i nie towarzyszy im
idea oczyszczania. Mimo że materia, w konsekwencji lgnięcia umysłu do
konkretności zjawisk, wyłania się właśnie z nich, one same nie mają
materialnego charakteru. Wykraczając więc poza jakikolwiek opis, nie
mogą podlegać oczyszczaniu. Odkryć je można jedynie jako spontaniczną
dynamikę natury umysłu w naszym jestestwie. Praktyka ma oczyścić jedynie
samą nawykową percepcję i dopiero po jej rozpuszczeniu obcować można
bezpośrednio z naturą umysłu i naturalnie obecnymi w niej pięcioma
czystymi światłami (przyp. tłum.).
** Więcej o aspektach żywiołów w rozdziale 2.
Żeby dodatkowo wspomóc czytelników w praktyce, zarejestrowałem
prowadzoną przez siebie medytację zorientowaną na praktykę odzyskiwania
duszy dzięki wewnętrznemu schronieniu. Aby uzyskać dostęp do tego
nagrania, odwiedź stronę www.hayhouse.com i ściągnij z niej produkt o numerze identyfikacyjnym 2190 oraz kod do e-booka. W przypadku problemów
z dostępem do tego pliku audio skontaktuj się z Biurem Obsługi Klienta
Hay House, telefonując pod nr - w USA (800) 654-5126 lub międzynarodowy:
kod krajowy+(760) 431-7695, albo odwiedź stronę
www.hayhouse.com/contact.
NAJLEPSZE LEKARSTWO
Odzyskiwanie duszy opiera się na pracy wewnętrznej. Zwyczajową reakcją
na dokuczliwe myśli i uczucia jest albo próba ich odepchnięcia, albo
rzucenie się w wir rozrywek. Ilekroć jednak usiłujesz je stłumić, stają
się coraz bardziej uporczywe. Tymczasem, jeśli nie będziesz odsuwał od
siebie niełatwych uczuć, za to będziesz się w nie wsłuchiwał oraz - w niektórych wypadkach - je wyrażał, wiele możesz zyskać.
Natomiast gdy utkniesz w swoich myślach i uczuciach, wówczas jedna myśl
prawie zawsze wiedzie do następnej, a to nieuchronnie nasila ból.
Pogrążony w bólu umysł nie jest w stanie znaleźć drogi wyjścia z tej
sytuacji. Jak głosi tybetańskie przysłowie - nie da się zmyć krwi z rąk,
myjąc je krwią. Taki próbujący uwolnić się od własnego bólu umysł
nazywam "sprytnym ego". Często trudno je rozpoznać, gdyż bezustannie
udzielamy sobie rad, które wydają się pozytywne, interesujące i zorientowane na rozwiązanie. Sprytne ego może często nas nawiedzać w trakcie sesji medytacyjnych, wtrącając się w chwile wglądu i mianując
się mądrością. Jednakże jego pozorna mądrość nie jest wynikiem
autentycznego samopoznania. Stanowi raczej przeszkodę na drodze do
prawdziwej mądrości, do rozpoznania natury umysłu.
Jeszcze inny sposób na przezwyciężenie problemu polega na wyrażaniu go w osobistych zapiskach lub zwierzaniu się z niego przyjaciołom, doradcom i terapeutom. Postawa taka może nas nieco zbliżyć do trudnych emocji oraz
stworzyć szansę ich przepracowania. Nie można też negować roli, jaką w procesie leczenia odgrywa psychoterapia. Interesujące jest jednak to,
czy przedstawiający swój problem pacjenci przebywają w tym czasie we
właściwej przestrzeni. Wielu bowiem spędza lata na terapii lub w grupach
wsparcia, wciąż na różne sposoby opowiadając o tych samych sprawach. W konsekwencji, na skutek braku dostępu do wyższego stanu świadomości,
ludzie ci nie są zdolni przekształcić własnych cierpień.
W jaki więc sposób dostąpić tej wyższej świadomości? Zażywając coś, co
nazywam trzema drogocennymi pigułkami, którymi są: bezruch, cisza i rozległa przestrzeń. Łączą nas one z wewnętrznym schronieniem. Kiedy
przywołamy swoje negatywne emocje i inne bolesne doświadczenia, a przebywamy wówczas w nieograniczonej świętej przestrzeni i przyjmujemy
je bez oceniania, krytykowania, odrzucania lub chwytania, inicjujemy
proces leczniczy. Przez "przyjmowanie" rozumiem pozwalanie na swobodne
pojawienie się bólu, który - pozostawiony w spokoju - rozpuszcza się.
Polega to na przybraniu postawy uprzejmego gospodarza, który swych gości
niczym nie obciąża i pozwala im zostać u siebie tak długo, jak mają na
to ochotę. A kiedy nadejdzie ich czas, mogą sobie pójść. Potem z kolei
mogą powrócić. Dopiero przyjmowanie bólu w taki sposób umożliwia
całkowite jego rozpuszczenie w świętej przestrzeni wewnętrznego
schronienia, dzięki czemu w jego miejsce może pojawić się świeża i twórcza świadomość.
Tym, co istotnie odróżnia praktyki odzyskiwania duszy od większości form
terapii, jest fakt, że możliwość rozwiązania problemów o zasadniczym
znaczeniu pojawia się dopiero po ustąpieniu bólu. Często bywa tak, że
ludzie, którym udało się pokonać ból i konflikt, myślą sobie - w porządku, mam to z głowy, uwolniłem się. Zaraz jednak rozglądają się za
nowym problemem, który będzie wymagał rozwiązania. Udało im się więc
oczyścić przestrzeń, lecz tylko po to, aby zrobić miejsce na kolejny
problem. A ten oczywiście się pojawia! Tymczasem przechodzenie od
jednego problemu do drugiego nie oznacza pogłębiania świadomości wolnej
od bólu przestrzeni. Dopiero bowiem ona jest źródłem właściwości
stanowiących naturalne lekarstwo na ból. Kiedy nasza świadomość
nawiązuje kontakt z taką przestrzenią, wzmacniamy się.
Czasami lepiej jest ani nie myśleć, ani nie mówić zbyt dużo. Bo tylko
wtedy, kiedy potrafimy w pełni przebywać z naszym bólem i przyjmować go
z perspektywy nieporuszonego ciała, ciszy mowy i rozległej przestrzeni
umysłu, możemy się połączyć z nieskończoną świadomością oraz ciepłem, z których naturalnie powstają lecznicze właściwości. Tylko w tej otwartej
przestrzeni zakłócające emocje mogą zostać w pełni uznane i uwolnione, a dusza odzyskana. A kiedy dusza jest już odbudowana, zyskujemy zdolność
ciągłego odczuwania radości.
TERAPEUTYCZNA MEDYTACJA
Już od dłuższego czasu interesuje mnie związek między psychoterapią a praktyką medytacyjną. Przypuszczam, że czasem ludzie angażują się latami
w pracę nad psychiką, nie traktując jej jednocześnie jako składnika
rozwoju duchowego. Postrzegają ją jedynie jako metodę radzenia sobie z problemami życiowymi. Mimo że daje im ona możliwość zbliżenia się do
autentycznego zrozumienia tego, kim są, ta wspaniała okazja im umyka,
ponieważ ich nadrzędnym zadaniem pozostaje rozwiązywanie bieżących
problemów. W każdej grupie religijnej znaleźć można oddanych
praktykujących, którzy angażują się głęboko w modlitwy i rytuały, lecz
niekoniecznie dotykają swoich spraw osobistych. Tacy praktykujący mogą
medytować godzinami, co pięknie wygląda. Zachowują przy tym najwyższe
aspiracje i życzenia wszystkiego, co najlepsze dla ludzkości oraz
wszystkich istot, lecz ich praktyka pomija niskie mniemanie o sobie lub
niezadowolenie, jakie odczuwają w relacjach z innymi.
Jeśli o mnie chodzi, praktykowanie medytacji i rozwiązywanie problemów
osobistych idą w parze. Rzeczywista praktyka medytacyjna powinna mieć
terapeutyczny charakter. Ma dotknąć najbliższych ci spraw i wywrzeć na
nie wpływ. Ten ktoś poszukujący szczęścia, wolności, poczucia połączenia
ze sobą, a nawet oświecenia, jest tym samym, który musi sobie też radzić
ze sprawami osobistymi.
W starożytnej tybetańskiej tradycji dzogczen najwyższą formą medytacji
jest przebywanie w naturze umysłu. Kiedy wykonasz prostą, rdzenną
praktykę wewnętrznego schronienia, tak jak opisuje ją rozdział 3, i spoczniesz w prawdziwej naturze swojego umysłu, nie tylko uzyskasz
szansę oczyszczenia emocji i przezwyciężenia osobistych problemów, ale
również połączysz się z esencjami żywiołów, które są w stanie uzdrowić
twoją duszę oraz pomóc ci odkrywać naturę umysłu. Żeby odzyskać swą
duszę, nie musimy angażować się w różne rytuały, modlitwy i wizualizacje. Doświadczanie i pogłębianie bliskości z naturą umysłu
podczas sesji medytacji oświetla nam drogę do urzeczywistnienia.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki