Prawo do seksu - Amia Srinivasan

Kup ebooka

46.99 zł
39.00 zł (28,19 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Przedmowa

Feminizm nie jest filozofią ani teorią, nie jest także punktem widzenia. To ruch polityczny, który ma na celu naprawdę zmienić świat. Pyta: co oznaczałby koniec politycznego, społecznego, seksualnego, ekonomicznego, psychologicznego i fizycznego podporządkowania kobiet? Odpowiada: nie wiemy, spróbujmy i się przekonajmy.

Feminizm rozpoczyna się od uznania kobiety za członkinię klasy płciowej, czyli członkinię klasy ludzi, którym przypisano niższy status społeczny ze względu na coś o nazwie "płeć" - coś, o czym mówi się, że jest naturalną, przedpolityczną, obiektywną, materialną podstawą, na której zbudowana jest światowa kultura człowieka.

Kiedy jednak przyjrzymy się tej domniemanie naturalnej "płci", okaże się, że jest przepełniona znaczeniem. Przy narodzinach ciała dzieli się na "męskie" lub "żeńskie", chociaż wiele z nich zostaje przymusowo okaleczonych, by pasowały do jednej bądź drugiej kategorii, a później ich część oprotestuje podjętą za nie decyzję. Ten pierwotny podział determinuje społeczne przeznaczenie przypisane konkretnym ciałom. Niektóre z nich posłużą do wytwarzania nowych ciał, do prania odzieży, ubierania i karmienia innych ciał (zawsze z miłości, nigdy obowiązku), wprawiania ich w dobre samopoczucie, dawania im poczucia pełni i kontroli, sprawiania, że czują się wolne. W takim razie płeć jest kwestią kulturową, która tylko udaje naturalną. Płeć biologiczna, którą feministki nauczyły nas odróżniać od płci kulturowej (gender), sama w sobie stanowi płeć kulturową w przebraniu1.

Istnieje jeszcze inne znaczenie słowa płeć: nawiązuje ono do tego, co robimy z naszymi posiadającymi płeć ciałami. Niektóre z nich służą do tego, by inne ciała odbywały z nimi stosunki płciowe. Niektóre z ciał służą innym ciałom do przyjemności, posiadania, konsumowania, uwielbiania, zapewniania obsługi i aprobaty. O płciowości w tym drugim, seksualnym znaczeniu również mówi się, że jest naturalna, że istnieje poza polityką. Feminizm pokazuje, że to także fikcja, i to taka, która służy określonym interesom. Odgrywane przez nas role, odczuwane emocje, to, kto daje, kto bierze, kto wymaga, kto służy, kto pożąda, kogo się pożąda, kto czerpie korzyści, kto cierpi: wszystko to zostało ustalone na długo przed naszym przyjściem na świat.

Pewien słynny filozof powiedział mi kiedyś, że odczuwa sprzeciw wobec feministycznej krytyki seksu, ponieważ dopiero podczas aktu płciowego doświadcza bycia prawdziwie poza polityką, zaznaje prawdziwej wolności. Zapytałam go, co powiedziałaby na to jego żona (nie mogłam jej sama o to zapytać, ponieważ nie została zaproszona na tę kolację). Nie chcę przez to powiedzieć, że seks nie może być wolny. Feministki od dawna marzą o wolności życia płciowego. Nie zgadzają się jednak na to, by akceptować seks będący symulakrum: nazywa się go wolnym nie dlatego, że panuje w nim równość, tylko dlatego, że jest wszechobecny. W dzisiejszym świecie wolność seksualna nie jest czymś oczywistym, trzeba ją zdobyć i zawsze jest niepełna. Tak pisała Simone de Beauvoir w Drugiej płci, marząc o nadejściu większej wolności płciowej:

(...) niewątpliwie, niezależność kobiety - oszczędzając mężczyznom niemało kłopotu - odbierze im również sporo ułatwień; z pewnością jutrzejszy świat straci pewne sposoby przeżywania przygody seksualnej, nie znaczy to jednak, że znikną zeń miłość, szczęście, poezja, marzenie. Zauważmy, że brak wyobraźni zawsze zubaża przyszłość (...). Między obu płciami powstaną nowe stosunki [cielesne i uczuciowe, dziś dla nas niepojęte - przyp. tłum.]. (...) Absurdem jest pogląd, że (...) występek, ekstaza, namiętność musiałyby zniknąć, gdyby mężczyzna i kobieta stali się naprawdę równymi ludźmi. Przeciwieństwa między ciałem a duchem, chwilą a czasem, dreszczem immanencji a wołaniem transcendencji, absolutem rozkoszy a nicością zapomnienia nigdy nie znikną, w sferze płci zawsze będzie się konkretyzować napięcie, rozdarcie, radość, klęska i triumf istnienia. (...) Na odwrót, kiedy zostanie zniesiona niewola połowy ludzkości i cały powodowany przez nią system hipokryzji, (...) para ludzi odnajdzie swe prawdziwe oblicze2.

Co by trzeba było zrobić, by seks był autentycznie wolny? Tego jeszcze nie wiemy, spróbujmy i się przekonajmy.

Niniejsze eseje opowiadają o polityce i etyce seksu w dzisiejszym świecie, czerpiąc energię z nadziei na inny świat. Sięgają wstecz ku starszej tradycji feministycznej, która nie obawiała się myśleć o seksie jak o zjawisku politycznym, niezaprzeczalnie znajdującym się w granicach krytyki społecznej. Jej przedstawicielki - od Simone de Beauvoir i Aleksandry Kołłontaj po bell hooks, Audre Lorde, Catharine MacKinnon i Adrienne Rich - prowokują nas do rozpatrywania etycznych aspektów seksu poza wąskimi kategoriami "świadomej zgody". Zmuszają nas do zadania sobie pytań: jakie siły stoją za kobiecym "tak", co to mówi o seksie, że trzeba na niego wyrażać zgodę, oraz co się stało, że zaczęliśmy kłaść tak wielki psychiczny, kulturowy i prawny nacisk na pojęcie "zgody", które nie jest w stanie mu sprostać. Zapraszają nas także do tego, by przyłączyć się do nich w marzeniu o większej wolności seksualnej.

Niniejsze teksty mają zarazem na celu stworzenie politycznej krytyki seksu od nowa, na XXI wiek: poważnie traktując jego złożone relacje z rasą, klasą, niepełnosprawnością, narodowością i kastą; zastanawiając się, czym stał się w dobie internetu; zadając pytania, co oznacza sięganie po siłę kapitalistycznego i opresyjnego państwa, by rozwiązywać związane z seksem problemy.

Eseje te w ogromnej części odnoszą się do sytuacji w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, poświęcam również nieco uwagi Indiom. Stanowi to po części odzwierciedlenie mojego pochodzenia. Jednak jest to również świadomy wybór. Eseje te są krytyczne wobec wielu myśli i praktyk anglojęzycznego feminizmu głównego nurtu, który przez dekady stanowił najbardziej widoczną i materialnie wpływową formę feminizmu na całym świecie. (Oczywiście feministki działające poza anglojęzycznym mainstreamem nigdy nie były niewidzialne ani "marginalne" dla siebie samych czy swoich społeczności). Dobrze jest móc napisać, że ta dominacja ostatnio słabnie, chociażby dlatego, że najnowsze, najbardziej emocjonujące wybuchy feministycznej energii pojawiają się poza anglojęzycznym kontekstem. Niech wystarczy choć kilka przykładów z czasu, kiedy piszę tę książkę: w Polsce, gdzie prawicowa koalicja wprowadza kolejne prawne ograniczenia dotyczące aborcji, feministki doprowadziły do ogólnokrajowego buntu z protestami w ponad pięciuset miastach i miasteczkach; w Argentynie, przeprowadzając przez pięć lat masowe marsze pod hasłem "Ni una Menos" ("Ani jednej mniej"), feministki zmusiły kongres do zalegalizowania aborcji, a w Brazylii, Chile i Kolumbii, gdzie aborcja pozostaje w ogromnej mierze nielegalna, trwają prace nad pójściem w ich ślady; w Sudanie kobiety poprowadziły rewolucyjne protesty, które doprowadziły do obalenia dyktatorskiego reżimu Omara al-Bashira, kiedy to młoda sudańska feministka, ledwie dwudziestoletnia Alaa Salah, wymogła na Radzie Bezpieczeństwa ONZ zapewnienie, że kobiety, grupy oporu i mniejszości religijne zostaną na równych warunkach włączone do rządu przejściowego3.

W niektórych kwestiach - takich jak prawa pracownic seksualnych, destrukcyjność polityki karceralnej, patologie współczesnej seksualności - niniejsze eseje są kategoryczne. W innych aspektach mają jednak ambiwalentny wydźwięk, wynikający z niechęci do upraszczania tego, co gęste i trudne. Feminizm musi być nieubłaganie prawdomówny, zwłaszcza kiedy mówi o sobie. (Jak pisze historyk pracy David Roediger, radykalny ruch, który "szczerze mówi sam do siebie", przejawia "o wiele istotniejszą aktywność niż "wygłaszanie prawdy do władzy""4). Nie może dopuszczać do siebie fantazji, że interesy są zawsze zbieżne, że nasze plany nie będą miały niespodziewanych, niepożądanych konsekwencji, że polityka jest komfortowym miejscem.

Feministyczna akademiczka i aktywistka Bernice Johnson Reagon jeszcze w ubiegłym stuleciu ostrzegała, wybiegając myślami do wieku dzisiejszego, że prawdziwie radykalna polityka - to jest polityka koalicyjna - nie może być dla swoich przedstawicieli domem:

Pracy koalicyjnej nie wykonuje się w domu. Trzeba wykonywać ją na ulicach (...). I nie ma co szukać komfortu. Niektórzy wstąpią do koalicji i będą mierzyć jej sukces tym, czy czują się w niej dobrze czy źle. Tyle że oni nie szukają koalicji; oni szukają domu! Szukają butelki ze smoczkiem i mlekiem, a tego w koalicji nie sposób znaleźć5.

Reagon uważa, że właśnie to przekonanie, jakoby polityka miała być domem idealnym - miejscem totalnej przynależności, które nazywa "łonem" - prowadzi do występujących w ogromnej części feminizmu sprzeczności dotyczących wykluczenia. Wyobrażenie feminizmu jako domu stawia wspólnotę wyżej niż fakty, tym samym spychając na margines wszystkich, którzy zaburzają tę sielankę. Polityka autentycznie włączająca jest polityką niekomfortową, niebezpieczną.

W niniejszych esejach podejmuję próbę oswojenia dyskomfortu i ambiwalencji - tam, gdzie to konieczne. Te eseje nie stanowią domu. Mam jednak nadzieję, że dla niektórych okażą się miejscem, w którym się odnajdą. Napisałam je w taki sposób, że można je czytać kolejno lub pojedynczo. Nie zamierzam w nich nikogo do niczego przekonywać ani namawiać, chociaż nie byłabym rozczarowana, gdyby miały taki efekt. Zamiast tego próbuję w nich ubrać w słowa to, co wie już wiele kobiet, a także trochę mężczyzn. Tak właśnie zawsze działał feminizm: kobiety zbierały się wspólnie, by wyartykułować to, co niewyrażone, to, czego wcześniej nie wolno było mówić. To, co najlepsze w teorii feministycznej wywodzi się z przemyśleń, jakie mają kobiety, kiedy są same, z tego, co mówią do siebie, stojąc na pikiecie, przy taśmie montażowej, na rogu ulic czy w sypialni, z tego, co tysiące razy próbowały powiedzieć swoim mężom i ojcom, i synom, i szefom, i wybranym w wyborach urzędnikom publicznym. To, co najlepsze w teorii feministycznej bierze pod uwagę pogrzebane pod codziennymi zmaganiami kobiece możliwości, sprawiając, że łatwiej je spełniać. Zbyt często jednak teoria feministyczna abstrahuje od konkretów w życiu kobiet tylko po to, by mówić im odgórnie, jakie to ich życie tak naprawdę ma znaczenie. Większości kobiet na niewiele się zdadzą te inspiracje. Mają za dużo do zrobienia.

Oksford, 2020

Spisek przeciwko mężczyznom

Znam dwóch mężczyzn, co do których jestem niemal pewna, że zostali niesłusznie oskarżeni o gwałt. Jeden z nich to zamożny, młody facet, obciążyła go pewna młoda desperatka, która ukradłszy mu kilka kart kredytowych, uciekła. Oskarżenie o gwałt stanowiło element większego oszustwa. W czasie, kiedy miał mieć miejsce rzekomy gwałt, mężczyzny nie było tam, gdzie podała, nie istniały żadne dowody zajścia poza jej zeznaniami, a wiele z tego, co powiedziała okazało się nieprawdą. Nigdy go nie aresztowano ani nie postawiono mu zarzutów, a policja od początku zapewniała, że wszystko się dobrze skończy.

W drugim mężczyźnie jest coś śliskiego: to narcystyczny, czarujący manipulant i kłamca. Słynie z wymuszania seksu na przeróżne sposoby, ale żaden z nich nie spełnia warunków prawnej definicji gwałtu. Kobiety, z którymi chodzi do łóżka (młode, przedwcześnie dojrzałe, pewne siebie), wyrażają świadomą zgodę; ten mężczyzna sprawia wręcz, że dziewczynom wydaje się, że to one go uwodzą - że to one dysponują pełną sprawczością i władzą, podczas gdy w rzeczywistości mają ich bardzo niewiele. ("To ona uwiodła mnie" jest, oczywiście, powszechnie stosowaną taktyką obronną gwałcicieli - oraz pedofilów). Wiele lat później jedna z tych kobiet, poznawszy jego schemat postępowania i dostrzegłszy jego prawdziwą naturę, oskarżyła go o napaść seksualną. Tym, którzy go znali, wydało się wówczas, że dziewczyna chce się odegrać w świetle prawa za to, co przez niego przeszła: wykorzystanie, manipulacje, kłamstwa. Na domiar złego być może faktycznie ją napastował, jednak dowody temu przeczyły. Nigdy nie postawiono mu zarzutu gwałtu, lecz zmuszono go do odejścia z pracy z powodu bezmyślnego, nieprofesjonalnego zachowania. Z tego, co słyszałam ten mężczyzna (który znów pracuje zarobkowo) nadal działa tak samo jak kiedyś, tylko teraz bardziej się pilnuje i kryje, żeby łatwiej było wszystkiemu zaprzeczyć. Dziś podaje się za feministę.

Znam więcej niż dwie kobiety, które zostały zgwałcone. Nie jest to zaskoczenie. O wiele więcej kobiet doświadcza gwałtu, niż niesłusznie oskarża o niego mężczyzn. Poza jednym wyjątkiem żadna z tych kobiet nie wniosła zarzutów przeciwko napastnikowi ani nawet nie poszła na policję. Kiedy byłyśmy w college'u, zadzwoniła do mnie pewna moja przyjaciółka, by opowiedzieć mi, jak to wczesnym wieczorem spotkała się z paczką znajomych, a jeden z chłopaków, kolega kolegi, z którym obmacywała się na stole bilardowym w pustej świetlicy w akademiku, siłą w nią wszedł. Powiedziała: "nie", stawiała opór, wreszcie odepchnęła go. Wieczór toczył się dalej. Ani ona, ani ja nie brałyśmy pod uwagę pójścia na policję. Zadzwoniła do mnie po to, by po prostu powiedzieć, że taka sytuacja - nie nazwałyśmy jej gwałtem - nastąpiła.

Zdarza się, że mężczyźni są niesłusznie oskarżani o gwałt, nie warto temu zaprzeczać. Jednak takie sytuacje należą do rzadkości. W najbardziej szczegółowym dotychczas badaniu zgłoszeń napaści na tle seksualnym, opublikowanym przez ministerstwo spraw wewnętrznych Wielkiej Brytanii (Home Office), oszacowano, że zaledwie 3% z 2643 zgłoszonych w ciągu piętnastu lat gwałtów było "prawdopodobnie" lub "możliwie" fałszywymi oskarżeniami6. Jednak w tym samym okresie brytyjska policja, na podstawie osobistej oceny policjantów, uznała ponad dwa razy więcej - 8% - doniesień za nieprawdziwe7. W roku 1996 również FBI podało, że z doniesień o gwałtach z zastosowaniem przemocy, zebranych na podstawie danych pochodzących z wydziałów policji w całych Stanach Zjednoczonych, "bezpodstawnych" lub "fałszywych" było 8%8. Zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i w Stanach Zjednoczonych ten ośmioprocentowy wynik był w ogromnym stopniu konsekwencją podatności policjantów na mity na temat gwałtu; w obu krajach funkcjonariusze byli skłonni uznać oskarżenia za nieprawdziwe, jeśli nie wywiązała się szamotanina, nie użyto broni albo jeśli rzekomy sprawca był wcześniej związany z osobą zgłaszającą9. Według danych opublikowanych w roku 2014 w Indiach, w poprzednim roku w Delhi 53% zgłoszeń gwałtów było fałszywych, co w mgnieniu oka wyłapali indyjscy aktywiści zajmujący się prawami mężczyzn. Jednakże definicję "fałszywych" doniesień poszerzono wcześniej o wszystkie przypadki, które nie doczekały się sprawy sądowej, nie wspominając o tych, które nie spełniały prawnych wymagań definicji gwałtu w Indiach10 - należy do nich gwałt małżeński, którego, wedle doniesień, doświadczyło 6% indyjskich mężatek11.

W badaniu przeprowadzonym przez brytyjskie ministerstwo spraw wewnętrznych policja uznała 216 z 2643 zgłoszeń za fałszywe. W tych 216 przypadkach osoby zgłaszające wskazały w sumie trzydzieścioro sześcioro podejrzanych, z których dwóm postawiono zarzuty; w obu tych przypadkach ostatecznie je wycofano. W końcowym rozrachunku, biorąc pod uwagę fakt, że ministerstwo spraw wewnętrznych uznało tylko jedną trzecią oskarżeń wskazanych przez policję jako fałszywe za autentycznie niesłuszne, zaledwie 0,23% doniesień o gwałcie skończyło się bezpodstawnym aresztowaniem, tylko 0,07% zawiadomień o gwałcie skończyło się niesłusznym postawieniem mężczyźnie zarzutu, zaś żadne z nich nie poskutkowało niesłusznym skazaniem12.

Nie twierdzę, że obok nieuzasadnionych oskarżeń o gwałt należy przechodzić obojętnie. Tak nie jest. Niewinny mężczyzna, któremu się nie dowierza, nie ufa, wywraca się do góry nogami jego świat, którego odziera się z dobrej reputacji i potencjalnie rujnuje rękoma zmanipulowanej władzy państwowej - to skandal moralny. I, co warto zauważyć, ten skandal moralny ma wiele wspólnego z doświadczeniem ofiar gwałtu, które nieraz stawiają czoła spiskowi niedowierzania, szczególnie ze strony policji. Tak czy inaczej, fałszywe oskarżenie o gwałt, podobnie jak katastrofa lotnicza, jest wydarzeniem obiektywnie niecodziennym, zajmującym ponadwymiarową przestrzeń w wyobraźni publicznej. Dlaczego więc ma taki ciężar kulturowy? Odpowiedź nie może brzmieć po prostu, że ofiarami są tu mężczyźni: liczba zgwałconych mężczyzn - w ogromnej części przez innych mężczyzn - z łatwością przekracza liczbę mężczyzn niesłusznie oskarżonych o gwałt13. Czy to możliwe, by chodziło nie tylko o to, że ofiarami niesłusznych oskarżeń o gwałt są zazwyczaj mężczyźni, ale również o fakt, że wówczas domniemanymi sprawczyniami są kobiety?

Jednak bardzo często to mężczyźni fałszywie oskarżają innych mężczyzn o zgwałcenie kobiety. To niemal powszechne nieporozumienie co do niesłusznych oskarżeń o gwałt. Myśląc o takiej sytuacji, zazwyczaj wyobrażamy sobie pełną pogardy albo chciwą kobietę, która okłamuje władze. Jednak wiele, a być może i większość niesłusznych wyroków w sprawach o gwałt wynika z fałszywych oskarżeń wniesionych przeciwko mężczyznom przez innych mężczyzn: policjantów i prokuratorów, w ogromnej przewadze płci męskiej, przypisujących gwałt, do którego faktycznie doszło, niewłaściwemu podejrzanemu. W Stanach Zjednoczonych, gdzie w sprawach o gwałt zapada najwyższy odsetek wyroków skazujących na świecie, 147 mężczyzn w latach od 1989 do 2020 zostało uniewinnionych z zarzutu gwałtu postawionego na podstawie fałszywych zeznań lub krzywoprzysięstwa14. (W tym samym okresie 755 osób - pięć razy więcej - uznano za niesłusznie oskarżone i błędnie skazane za morderstwo)15. Mniej niż połowa tych mężczyzn została celowo wrobiona przez ich domniemane ofiary. Tymczasem w więcej niż połowie tych przypadków doszło do naruszenia dyscypliny służbowej przez funkcjonariusza: termin ten stosuje się, kiedy policjant instruuje domniemaną ofiarę lub świadka podczas identyfikacji sprawcy, stawia zarzuty pomimo nierozpoznania napastnika przez ofiarę, ukrywa dowody lub nakłania do fałszywych zeznań.

11 Zob. Judith Butler, Uwikłani w płeć, przeł. Karolina Krasuska, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2008, s. 25.

2 Simone de Beauvoir, Druga płeć, przeł. Gabriela Mycielska, Maria Leśniewska, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2020, s. 812-813.

3 By zapoznać się z omówieniem niektórych z tych najnowszych wydarzeń, zob. Verónica Gago, Feminist International: How to Change Everything, przeł. na ang. Liz Mason-Deese, Verso, 2020 [lub oryg. La potencia feminista. O el deseo de cambiarlo todo, Tinta limón ediciones, 2019 - przyp. tłum.]

4 David R. Roediger, The Wages of Whiteness: Race and the Making of the American Working Class, Verso, 2007 (1991), s. x.

5 Bernice Johnson Reagon, Coalition Politics: Turning the Century, 1981, w: Home Girls: A Black Feminist Anthology, red. Barbara Smith, Kitchen Table: Women of Color Press, 1983, s. 356-368, patrz s. 359.

6 Liz Kelly, Jo Lovett, Linda Regan, A gap or a chasm?: Attrition in reported rape cases, Home Office Research Study 293, 2005, s. 50, https://www.researchgate.net/publication/238713283_Home_Office_Research_Study_293_A_gap_or_a_chasm_Attrition_in_reported_rape_cases. Na to badanie, podobnie jak na Narodowy Rejestr Uniewinnień, o którym będzie mowa później, zwrócił moją uwagę artykuł Sandry Newman What kind of person makes false rape accusations?, "Quartz", 11.05.2017, https://qz.com/980766/the-truth-about-false-rape-accusations/. Dziękuję Newman za radę, by korzystać z Rejestru.

7 Kelly i in., A gap or a chasm?, s. 47. Badanie odnotowuje, że nawet wyższy, wynoszący 8% fałszywych zgłoszeń, "jest znacznie niższy od procentu szacowanego przez funkcjonariuszy policji w przeprowadzonych [do owego badania - przyp. tłum.] wywiadach". Tamże, s. xi.

8 Federal Bureau of Investigations, Crime in the United States 1996, Section II: Crime Index Offenses Reported, 1997, https://ucr.fbi.gov/crime-in-the-u.s/1996/96sec2.pdf, s. 24.

9 Bruce Gross, False Rape Allegations: An Assault on Justice, "The Forensic Examiner" 2009, vol. 18, nr 1, s. 66-70 i Kelly et al., A gap or a chasm?. Raport Ministerstwa Spraw Wewnętrznych wieńczyła konkluzja, że "bliższa znajomość pomiędzy ofiarą a sprawcą zmniejsza prawdopodobieństwo uznania oskarżenia za niesłuszne", s. 48. Zarazem kilku funkcjonariuszy policji przyznało się podczas wywiadów, że osobiście mają skłonność nie dowierzać kobietom, które znają domniemanych sprawców.

10 Joanna Jolly, Does India have a problem with false rape claims?, BBC News, 8.02.2017, https://www.bbc.co.uk/news/magazine-38796457.

11 Indian Ministry of Health and Family Welfare, National Family Health Survey (NFHS-4), 2015-2016, s. 568, https://dhsprogram.com/pubs/pdf/FR339/FR339.pdf.

12 Sandra Newman, dz. cyt

13 Szacuje się, że w Wielkiej Brytanii, w samej Anglii i Walii, około dwunastu tysięcy mężczyzn rocznie doświadcza gwałtu, próby gwałtu bądź napaści seksualnej z penetracją. Home Office and the Office for National Statistics, An Overview of Sexual Offending in England and Wales, 2013, https://www.gov.uk/government/statistics/an-overview-of-sexual-offending-in-england-and-wales. Masowe stosowanie kary więzienia sprawia, że Stany Zjednoczone są jedynym krajem, w którym liczba gwałtów na mężczyznach dorównuje liczbie gwałtów na kobietach. Christopher Glazek, Raise the Crime Rate, "n+1", zima 2012, https://nplusonemag.com/issue-13/politics/raise-the-crime-rate/; oraz Jill Filipovic, Is the US the only country where more men are raped than women?, "Guardian", 21.02.2012, https://www.theguardian.com/commentisfree/cifamerica/2012/feb/21/us-more-men-raped-than-women.

14 The National Registry of Exonerations, The National Registry of Exonerations, https://www.law.umich.edu/special/exoneration/Pages/about.aspx. Trudno znaleźć wiarygodne dane szacunkowe co do liczby niesłusznych skazań, jako że są one zazwyczaj oparte na liczbie oczyszczeń z zarzutów - co jest w najlepszym wypadku bardzo luźną aproksymantą niesłusznych skazań. Żeby zapoznać się z tematyką komplikacji przy szacowaniu liczby niesłusznych skazań z danych na temat oczyszczeń z zarzutów, zob. Jon B. Gould i Richard A. Leo, One Hundred Years Later: Wrongful Convictions After a Century of Research, "Journal of Criminal Law and Criminology" 2010, vol. 100, nr 3, s. 825-868. Żeby zapoznać się z niedawnym badaniem, które szacuje liczbę niesłusznych skazań w sprawach dotyczących napaści seksualnych w stanie Wirginia na aż 11,6%, zob. Kelly Walsh, Jeanette Hussemann, Abigail Flynn, Jennifer Yahner i Laura Golian, Estimating the Prevalence of Wrongful Convictions, Office of Justice Programs' National Criminal Justice Reference Service, 2017, https://www.ncjrs.gov/pdffiles1/nij/grants/251115.pdf.

15 The National Registry of Exonerations, dz. cyt.