ROZDZIAŁ 10
D r e
PREPPY POLECIŁ MI ZAJĄĆ SIĘ MIRNĄ, ale i tak wpadał do nas każdego popołudnia, by sprawdzić, co u niej, a potem zamykał się w swojej zielarni przynajmniej na godzinę. Albo po prostu nie miał ochoty rozmawiać, albo celowo mnie unikał. Albo jeszcze nie wymyślił, czego mógłby ode mnie żądać w zamian za to, że pozwolił mi tu zostać z Mirną. Ale potem dotarło do mnie, że wcale nie o to chodziło. Nie unikał mnie.
On się mną bawił.
Za każdym razem, gdy był blisko, starał się mnie dotknąć lub przestraszyć. Puszczał do mnie oko, gdy Mirna nie patrzyła. Rozbierał mnie wzrokiem za każdym razem, gdy miał okazję, i śmiał się, kiedy robiło mi się z tego powodu niezręcznie.
Ale rozmowa?
Nie. Nie ze mną, w każdym razie. Chociaż z Mirną rozmawiał radośnie, zupełnie jakby wcale nie przebywał tutaj tylko po to, by zadręczać mnie swoją obecnością i poczuciem, że jestem mu coś winna.
Powinnam się cieszyć, że nie chce ze mną rozmawiać, ale jednak strasznie mnie to wkurzało.
Za długo przebywałam z dala od ludzi. To chyba był prawdziwy problem. To pewnie przez moją potrzebę społecznych interakcji myślałam, że ten szalony zabójca uprawiający zioło w sypialni gościnnej mojej babci, jest dla mnie partnerem do konwersacji, chociaż tak naprawdę powinnam wziąć przykład z Preppy'ego i zacząć rozmawiać z tą przeklętą świnią.
Mirna i ja mądrze wykorzystałyśmy dany nam czas i w ciągu kilku dni udało nam się odciążyć nasze dusze i powiedzieć sobie wszystko, co miałyśmy do powiedzenia. Cóż, a przynajmniej wyznałam jej to, przez co nie wyrzuciłaby mnie natychmiast z domu.
Mirna jeszcze nie straciła pamięci i zaczynałam myśleć, że zareagowałam przesadnie lub wszystko to sobie zmyśliłam. Teraz wiedziała już o wszystkich wydarzeniach, które przyczyniły się do mojego powrotu do Logan's Beach, a ona wyznała mi, że rok temu zdiagnozowano u niej Alzheimera.
Długo płakałyśmy. Dużo się śmiałyśmy. Przeglądałyśmy stare zdjęcia i opłakiwałyśmy moją mamę, chociaż umarła, gdy byłam dzieckiem.
Mirna przyznała również, że żałuje utraty kontaktu z moim ojcem, ale śmierć mojej matki okazała się dla nich zbyt bolesna, a bycie rodziną stało się za trudne.
Fizycznie czułam się lepiej, chociaż wciąż byłam nerwowa. Wciąż pragnęłam heroiny, ale teraz nie kontrolowała już ona mojego życia. Głównie dzięki Mirnie i temu, że dbała o mnie, kiedy nieprzytomna przechodziłam zjazd po heroinie. Do teraz podawała mi zastrzyki witaminowe dwa razy dziennie.
- Tutaj jesteś! - krzyknęła Mirna, gdy wyszła na ganek przed domem, gdzie naprawiałam trzeci stopień. Górna część była zniszczona i wygięta z powodu wysokich temperatur na Florydzie, a gwóźdź zardzewiał od spodu, przez co stopień się uniósł i można było się o niego potknąć. Kilka wkręconych śrubek i Mirna nie potknie się już tak jak wczoraj. (Na szczęście byłam przy niej i zdążyłam ją złapać). Naprawiłam również szafkę w kuchni, której drzwiczki wyskoczyły z zawiasów. Przymocowałam rynnę, która się obluzowała z boku domu. A potem naprawiłam ten cholerny stopień. Mirna powiedziała, że jakieś zajęcie jest dobre dla zdrowiejącej duszy i myślę, że miała rację, bo czułam się znacznie lepiej. Jakbym była dawną sobą. Klasnęła w dłonie.
- Właśnie cię szukałam.
- Co jest? - zapytałam. Podążyła za mną do garażu, dokąd niosłam staroświecką skrzynię na narzędzia należącą niegdyś do dziadka. Odłożyłam ją bezpiecznie na starą półkę, zupełnie jakby dziadek mógł się tu zjawić w każdej chwili i zobaczyć, że ją ruszałam. Może i nie żył od dawna, jednak doskonale pamiętałam, jak się wkurzał z powodu poprze-stawianych narzędzi.
- Zawsze lubiłaś naprawiać różne rzeczy - zauważyła Mirna. - A skoro mowa o naprawianiu, mam wrażenie, że czujesz się znacznie lepiej.
- Minął dopiero tydzień, odkąd się obudziłam - zwróciłam jej uwagę. - Ale dziękuję. Tata nauczył mnie, jak to robić. - Uniosłam wkrętarkę.
- Wiem - odparła Mirna, rozglądając się po garażu i patrząc na niedokończone projekty dziadka. Nigdy nawet nie próbowała się ich pozbyć. - Czy mówiłam ci, że gdy twój tata ożenił się z twoją mamą, to dziadek nauczył go naprawiać różne rzeczy?
- Naprawdę? - zapytałam. To brzmiało nieprawdopodobnie. Tata potrafił naprawić wszystko.
- Tak, twój dziadek Rick chciał mieć pewność, że twój tata będzie potrafił zająć się twoją mamą, więc nauczył go wszystkiego, co wiedział. - Uśmiechnęła się, przypominając sobie to wspomnienie, której najwyraźniej było przyjemne. - Kiedy Becky przyprowadziła go do domu, twój biedny ojciec nie potrafił nawet powiesić obrazka na ścianie. - Oczywiście jej uwierzyłam, chociaż wydawało mi się to nieprawdopodobne, bo warsztat taty wyglądał jak marzenie każdej złotej rączki. Ścisnęło mnie w sercu na wspomnienie taty naprawiającego dach mojego domku dla lalek. Wtedy nauczył mnie używać wkrętarki. Zawsze był moim bohaterem. Potrafił naprawić niemal wszystko.
Ale nie mnie.
- Napisałam do niego list, wiesz? - odezwała się Mirna, przerywając ciszę.
- Doceniam to, Mirno, naprawdę. Ale wiesz, że gdy tata wbije sobie coś do głowy, to nic tego nie zmieni. Może kiedyś się z nim skontaktuję i spróbuję znowu, ale teraz pewnie będzie lepiej, jeśli na jakiś czas odpuszczę. Postaram się naprawić sytuację, gdy będę mogła poprzeć moje obietnice niezbitym dowodem.
Zastanawiałam się, co mój tata sobie pomyśli, gdy prze-czyta jej list. O ile w ogóle to zrobi. Mogłam się założyć, że przeczyta kilka zdań, zda sobie sprawę, czego list dotyczy, a potem podrze go na milion kawałków. Na pewno nie włoży go do mojego starego niebieskiego pudełka na buty znajdującego się w domu, gdzie trzymałam wszystkie listy od Mirny.
Ale ty już nie masz swojego pokoju w tamtym domu.
Przypomniałam sobie wszystko po kolei.
Cóż, przynajmniej po przeczytaniu mojego listu będzie wiedział, że jesteś bezpieczna.
Jeśli nie będzie cię w tym autobusie, to już nie należysz do mojej rodziny, znowu usłyszałam głos taty.
- Chodź! - zawołała Mirna podekscytowana i ruszyła sprężystym krokiem, łapiąc mnie za rękę. - Chcę ci coś pokazać. - Niemal podskakiwała, ciągnąc mnie na górę po naprawionych schodach.
Mirna nie była delikatną osobą. Mimo że jej stan zdrowia się pogarszał, wciąż odznaczała się siłą i odwagą. Była atrakcyjną starszą kobietą, a jej białe włosy opadały na ramiona grubymi lokami. Gęsta grzywka z przedziałkiem kończyła się tuż nad idealnie symetrycznymi brwiami. Oczy zawsze miała podkreślone, ale tylko kreską na górnej powiece z ogonkiem nadającym jej oku kociego wyglądu. Dzięki temu jej duże szare oczy wydawały się jeszcze większe, jak u lalki. Zawsze miała na ustach czerwoną szminkę, nawet gdy zostawała w domu, by zająć się ogrodem.
Kiedy byłam nastolatką, niejednokrotnie próbowałam naśladować styl Mirny. I wielokrotnie wyglądałam potem jak karykatura narysowana przez dziecko kredkami, podczas gdy Mirna zawsze kojarzyła się z chodzącym arcydziełem.
Pociągnęła mnie korytarzem w stronę swojej sypialni. Ku mojemu zdziwieniu zaprowadziła mnie do swojej garderoby i otworzyła dwuskrzydłowe drzwi dramatycznym gestem.
- Tadam! - krzyknęła, cofając się o krok i gestem zapraszając mnie do środka.
Garderoba Mirny sama w sobie nie była jakaś wyjątkowa - ot, zwykła garderoba z kilkoma półkami. Jednak to, co znajdowało się w środku, sprawiło, że sapnęłam i przyłożyłam dłoń do szybko bijącego serca. Suknie. I to nie byle jakie suknie, ale takie z innej epoki. Wiązane na szyi i z rozkloszowanymi spódnicami. I kapelusze z szerokim rondem. Buty na platformie, na widok których niemal padłam na kolana pośrodku tego pokoju.
- Skąd ty to wszystko masz? - zapytałam, po czym wzięłam do ręki najpiękniejsze czarne szpilki na platformie i przytuliłam je do piersi. Dopełniała je duża biała kokarda doczepiona do zaokrąglonego noska i obcasa. Jasna cholera, już sam obcas był niesamowity - sznurowany jak gorset. - Nie pamiętam, żebyś kiedykolwiek nosiła coś takiego.
- Niektóre rzeczy miałam na sobie tylko raz. Niektórych wcale nie założyłam.
- Dlaczego? - Gdybym miała szafę pełną takich sukni, z każdej okazji zrobiłabym wyjątkową. Jak wyście do pralni. Po gaz. Podlewanie marihuany.
- Twój dziadek uwielbiał, gdy się przebierałam, więc każdego dnia nosiłam dla niego coś ładnego. Kiedy był po drugiej stronie oceanu, wysyłał mi europejskie stroje, które wtedy były modne. Czasami dostawałam suknię nawet co tydzień. Kiedy wrócił, niemal od razu zaszłam w ciążę. - Uśmiechnę-łam się do niej znacząco, a ona stwierdziła: - Wtedy nie było telewizorów w sypialniach, moja droga. - A potem kontynuowała: - Wciąż chciałam je nosić nawet po urodzeniu trójki dzieci, nawet po tym, jak ty się urodziłaś, ale gdy Rick zmarł, nie mogłam znieść myśli, że znowu miałabym je na siebie włożyć. Mimo to nie mogłam też zmusić się do tego, by je wyrzucić. - Mirna się zaśmiała. - Oczywiście teraz za nic w świecie by na mnie nie pasowały. - Westchnęła i sięgnęła po jakiś wieszak, a potem wcisnęła mi suknię w ramiona, pomimo że tuliłam już buty do piersi.
- Jestem pewna, że możesz je poprawić u krawcowej. Albo... Zawsze chciałam nauczyć się szyć, więc może mogłabym to dla ciebie zrobić - zasugerowałam.
Mirna pokręciła głową.
- Nie, moja kochana.
- Nie? Dlaczego?
- Twój dziadek ryzykował życie, by kupić te suknie i mi je wysłać. Nie mogłabym ich teraz poprawić. Poza tym sądzę, że na ciebie będą pasować doskonale.
Wskazałam na siebie palcem.
- Na mnie? Mirno, nie mogę. - Wyciągnęłam w jej stronę wieszak i buty, by je oddać. - Nie, nie zasługuję na to.
Odsunęła się od moich wyciągniętych ramion.
- Andreo, nie wiem, ile czasu mi jeszcze pozostało ani jak długo będę jeszcze świadoma, zanim zupełnie stracę pamięć, więc powiem ci to teraz, póki jeszcze mam szansę. - Położyła dłoń na moim ramieniu i uścisnęła je. - Masz dobrą duszę. Jesteś dobrą osobą. Wszyscy popełniamy błę-dy, Bóg mi świadkiem, sama popełniłam ich całkiem sporo. Ale musisz sobie wybaczyć. Musisz siebie pokochać. I na litość boską, dziewczyno, musisz wyhodować jaja. Mężczyźni pragną silnych kobiet, które potrafią zarówno dawać, jak i brać. - Puściła do mnie oko.
Jęknęłam.
- Już nie rozmawiamy o sukniach, prawda?
- Nie. Ale pamiętaj. Dama na ulicy, a szatan w łożnicy.
- Mirna, poważnie. Chyba uszy zaczynają mi krwawić - powiedziałam ze śmiechem. - Poza tym faceci to ostatnie, o czym teraz myślę.
- A co z Samuelem?
- Mirna! - krzyknęłam. - Chcesz, żebym była z facetem, który hoduje zioło w twojej gościnnej sypialni?
Mirna pokręciła głową.
- Nie, moja droga. Ale nie miałabym nic przeciwko, gdy-byś rozważyła bycie z mężczyzną, który jest inny, niż wydaje się na pierwszy rzut oka.
- Powiedz mi, na co wy się tak naprawdę umówiliście? - zapytałam.
- Nie ja powinnam ci to wyjaśniać, moja droga. To część naszej umowy. Ale powiem ci, że nie powinnaś do nikogo się z góry uprzedzać. Naprawdę poznasz czyjeś serce dopiero wtedy, gdy zechce ci je pokazać. - Uścisnęła moje ramię. - On przypomina mi twojego dziadka, wiesz? Mam tylko na-dzieję, że pewnego dnia znajdziesz kogoś, kto zajmie się tobą tak dobrze, jak on mną. - Zdjęła kolejną suknię z wieszaka i pokazała mi ją.
Złapałam za wieszak, by Mirna mogła zrobić krok w tył i przyjrzeć się sukni, którą wybrała.
- Przepraszam - powiedziałam, ale ona tylko machnęła ręką. - Po prostu chcę się upewnić, że wiesz, w co się z nim pakujesz, i...
- Tym nie musisz się martwić. Samuel to dobry mężczyzna.
Który zabił Erica.
- Jesteś tego pewna?
- Tak, otworzył przede mną swoje serce. - Mirna westchnęła. - Dobrzy ludzie mogą robić złe rzeczy, Andreo. Sama mi powiedziałaś, że zrobiłaś w życiu coś złego. Ale to nie czyni cię złą osobą, prawda?
- Nie jestem co do tego taka pewna - przyznałam.
- Och, co za brednie, wcale nie jesteś zła. Masz wielkie serce i oczy po babci. - Rozłożyła szeroko ramiona. - A z tym możesz podbić świat. - Podała mi suknię, jakieś spodenki z wysokim stanem i krótkie bluzki odsłaniające brzuch.
Moje ręce zaczęły się trząść. Skutki uboczne, jak twierdziła Mirna. Upuściłam ubrania, a gdy pochyliłam się, by je pozbierać, posłała mi zmartwione spojrzenie.
- Polepsza mi się - zapewniłam. - Naprawdę.
- Musisz się udać do ośrodka leczenia uzależnień, żebyś do tego nie wróciła. Profesjonaliści znają się na tym lepiej niż ja. Jestem tylko pielęgniarką, a nie terapeutką. Wiem, że w tym nałogu chodzi o coś więcej niż tylko o fizyczne uzależnienie.
- Takie ośrodki kosztują sporo kasy, a rząd woli fundować raczej więzienia i szpitale psychiatryczne - oznajmiłam, próbując pozbierać ubrania. - A poza tym nie mogę tam iść, bo ciebie tam nie będzie.
- A więc zrobimy tak - powiedziała Mirna i klasnęła w dłonie. Wzięła ode mnie ubrania i wyszła z garderoby. Odłożyła rzeczy na swoje łóżko, a potem dokończyła: - Doprowadzimy cię do ładu, a potem wyjdziemy na dwór i będziemy medytować na świeżym powietrzu.
- Co będziemy robić?
Oparła ręce na biodrach.
- Nie mów mi, że nigdy nie medytowałaś?
- Jakoś... nie było okazji? - pisnęłam. - Medytacja nie jest czymś, co można wcisnąć między dawanie sobie w żyłę a rozczarowywanie ludzi, a tym właśnie byłam zajęta.
Przewróciła oczami i skupiła wzrok na stosie ubrań.
- Twoje poczucie humoru jest tak samo dziwne jak Samuela. Mam książkę, którą możesz przeczytać, a poza tym ja cię tego nauczę. Świat to podstępne miejsce. Medytacja jest pojazdem, dzięki któremu będziesz się w nim lepiej po-ruszać. No wiesz, unikniesz wybojów na drodze.
- W moim przypadku tym pojazdem powinien być czołg - stwierdziłam, próbując dotknąć ją biodrem, przez co upuściłam cenny but.
- Tylko bez takich zarozumiałych żartów, młoda damo. Może i tracę pamięć, ale nadal jestem twoją babcią.
-Tak jest - odparłam i zasalutowałam butem.
- Medytacja jest jak... ćwiczenia rozciągające po biegu, ale zamiast mięśni rozciągasz duszę - powiedziała, szczypiąc mnie w policzki, jakbym była dzieckiem. Krzyknęłam. - A te-raz przyjmiesz ten prezent w postaci moich ubrań i będziesz je nosić. Dla mnie. Tak długo, jak będą ci się podobać. A teraz pobawimy się w przebieranki - nakazała. - Czy wyraziłam się jasno?
- Tak. Jeśli właśnie tego chcesz. Ale... po co?
- Ponieważ, moja droga, czekałam chyba stulecie, by zobaczyć te suknie na prawdziwej osobie, i chyba nawet dłużej, by zobaczyć je na tobie. Teraz należą do ciebie.
Ścisnęło mnie w sercu. Po tym, co powiedziała, nie mogłam się z nią kłócić, nawet gdybym chciała. A nie chciałam. Nawet odrobinę.
Godzinę później Mirna okręciła mnie przed lustrem, a ja sapnęłam, widząc swoje odbicie.
Biało-zielona letnia sukienka, którą dla mnie wybrała, była wiązana na szyi i miała kwadratowy dekolt, który podnosił i uwydatniał moje piersi. W talii opinała się ciasno jak gorset i podkreślała wcięcie, a spódnica była lekko rozkloszowana i kończyła się tuż nad moimi kolanami.
Oczywiście miałam na sobie buty na platformie, te czarne z kokardkami.
- I kto powiedział, że miłość od pierwszego spojrzenia nie istnieje? - wyszeptałam, obracając stopą z boku na bok i podziwiając moje nowe cudeńka.
Mirna zrobiła z moich długich włosów taką skomplikowaną fryzurę, że sama chyba nigdy jej nie odtworzę. Po jednej stronie włosy zostały założone za ucho, a z drugiej opadały falami na ramię. Czerwona pomadka podkreślała moje usta, a całości dopełniał czarny eyeliner na powiekach. Na co dzień wolałabym wygląd mniej w stylu pin-up girl, jednak w tej chwili nie mogłam uwierzyć, że ta dziewczyna w lustrze to ja.
Poza bliznami na ramionach w niczym nie przypominałam ćpunki.
- Wyglądam... wyglądam jak... - jąkałam się. "Człowiek", pomyślałam.
Mirna stanęła za mną. Oczy miała zaszklone. Jej mina wyrażała dumę, gdy przyglądała mi się z uznaniem. Oparła podbródek na moim ramieniu i się uśmiechnęła.
- Jak kobieta - powiedziała. - Wyglądasz jak piękna młoda kobieta. I nią jesteś.
Przychyliłam głowę, by oprzeć ją o policzek babci.
- Zamierzałam powiedzieć, że wyglądam jak ty. - Odwróciłam się i uniosłam ramiona. Minęły zaledwie dwa tygodnie, odkąd Preppy sprowadził mnie do domu babci, ale mimo że większość strupów zniknęła, blizny, te stare i te nowe, wciąż znaczyły moją skórę. - Poza tym...
Mirna ujęła mój policzek.
- Wszyscy mamy blizny, kochanie. - Złapała mnie za nadgarstki i uniosła je do swoich ust, całując po kolei moje przedramiona, a gdy skończyła, poklepała je, jakby wszystko miało się polepszyć po babcinym pocałunku. I poniekąd tak było. - Niektórzy mają blizny na rękach. - Przyłożyła dłoń do mojej piersi. - Inni mają je w sercu.
A jeszcze inni na twarzy. Bez zastanowienia przesunęłam dłonią po wypukłej szarpanej bliźnie z boku twarzy.
Mirna podeszła do komody, na której stało wiele zdjęć w ramkach, i podniosła jedno z nich. Spojrzała na fotografię, a potem na mnie.
- Cóż, może i masz rację. - Podała mi srebrną ramkę.
Zdjęcie przedstawiało Mirnę w bardzo podobnej sukience, miała na sobie jeszcze rękawiczki i kapelusz. Stała ramię w ramię z moim dziadkiem, uśmiechali się do aparatu. Mała dziewczynka, czyli moja mama, stała przed Mirną i trzymała w dłoniach pudełko śniadaniowe. Miała blond włosy i delikatne rysy twarzy po dziadku, jednak ja byłam jak skóra zdjęta z babci. Uniosłam zdjęcie w ramce, ponownie doszukując się podobieństwa młodszej wersji mojej babci i siebie. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie widziałam.
- Naprawdę wyglądasz jak ja.
- Jesteśmy jak bliźniaczki, które dzielą... dekady - zauważyłam, a Mirna pokiwała głową i zachichotała, po czym zabrała mi zdjęcie i odstawiła je na miejsce, dokładnie tam, gdzie się znajdowało wcześniej. Kilkukrotnie obróciła je lekko w prawo i w lewo, aż w końcu wyglądała na usatysfakcjonowaną. - Mirna, ile ty masz lat? - zapytałam, próbując to obliczyć.
Mirna westchnęła.
- Czterysta siedemdziesiąt siedem - odparła z poważną miną. Po chwili wybuchnęliśmy głośnym śmiechem. Myślałam, że sukienka pęknie mi w szwach. Kiedy się uspokoiłyśmy, Mirna znowu mi się przyjrzała. Jej usta ułożyły się w piękny uśmiech, a na twarzy zobaczyłam wyraz satysfakcji. - Wyglądasz zachwycająco, kochanie. Twój dziadek ucieszyłby się, gdyby zobaczył cię w tej sukni. To była pierwsza, którą mi wysłał - wyznała, próbując opanować emocje, bo na chwilę pozbawiły ją głosu. Jej oczy zaszkliły się i zaczerwieniły, ale starała się być silna. Pociągnęła nosem i wyprostowała plecy, jakby w ten sposób chciała zakazać łzom powrotu.
- Mirna... - zaczęłam, wyciągnąwszy w jej stronę rękę, by ją pocieszyć, ale ona odsunęła się i machnęła dłonią.
- Och, nie wygłupiaj się. Jestem po prostu stara i przez to mam takie wahania nastroju, jakbym była w ciąży - oznajmiła, chcąc rozładować napięcie i pociągnęła nosem. - Samuelowi spodoba się to, jak wyglądasz - stwierdziła.
- A co on ma z tym wspólnego?
Mirna uniosła białą brew.
- Nie mówiłam ci, kochanie? To dzięki niemu przypomniałam sobie, że mam ci dać ubrania, które dla ciebie zachowałam. Przydadzą ci się w nowej pracy.
- Nowej pracy?
- Tak. Będziesz pracować z Samuelem. - Mirna po raz ostatni spojrzała na moje odbicie w lustrze i westchnęła usatysfakcjonowana. - Praca dobrze ci zrobi. Dzięki niej będziesz miała okazję oczyścić swoją duszę, zacząć od początku.
- To w ogóle możliwe? - zapytałam, nie wiedząc, czy skierowałam to pytanie do niej, czy do siebie samej. - A co, jeśli rany są zbyt głębokie?
- Nie są. Sama się przekonasz. To dzięki nim jesteśmy ludźmi - powiedziała i po tych słowach jeszcze bardziej pokochałam moją babcię. - Zróbmy tak: ty pójdziesz podlać kwiaty, a ja znajdę dla ciebie tę książkę o medytacji. Kiedy skończysz, spotkamy się na podwórku. Odbędziemy naszą pierwszą sesję, a ty skupisz się na przyszłości i tym, czego chcesz od życia. Oczyścisz swoją duszę, która nieco się zabrudziła.
Mirna starała się jak tylko mogła, ale ja byłam pewna, że dusza tak brudna jak moja potrzebowała czegoś więcej niż nowych ubrań i medytacji, by się oczyścić. Wycelowałam palcem w obcą postać w lustrze, w dziewczynę, która wyglądała na niemal pozbieraną, i wymamrotałam:
- Mnie bardziej by się przydał wybielacz niż książka o medytacji.
Może zapytam Preppy'ego o to, jak oczyścić brudną duszę, bo chociaż Mirna powiedziałam mi, jak wiele zrobił dla niej dobrego, to jednak nie widziała jego oczu na wieży ciśnień.
Nic nie miało sensu. Facet, który pomaga starszym paniom, gdy są w potrzebie, nie mógł być takim potworem, za jakiego go miałam. Może on jednak wcale nie miał brudnej duszy.
Może wszystko sobie ubzdurałam.
***
Później Mirna przeprowadziła ze mną pierwszą lekcję medytacji. Siedziałam boso na trawie, jednak co jakiś czas otwierałam oko i patrzyłam w stronę butów leżących na tarasie, gdzie zostawiłam je w cieniu.
Siedziałyśmy po turecku naprzeciwko siebie, tuż obok rabatki. Dłonie położyłyśmy na kolanach, wnętrzem do góry. Oskar kwiknął w tle. Zauważyłam, że i Mirna, i Preppy dbali o zwierzęta, ale wciąż musiałam zapytać, dlaczego, u diabła, zwierzątkiem domowym mojej babci jest świnia. Gdy Oscar szturchnął mnie swoim brudnym, mokrym ryjkiem, próbowałam go od siebie odsunąć, udając, że irytuje mnie jego obecność. Przyłożyłam palec do ust, a on zrozumiał przekaz i zaczął węszyć pod ogrodzeniem niczym pies pilnujący te-renu. Czy wszystkie świnie są takie mądre?
Odetchnęłam głęboko, próbowałam zapanować nad myślami i skupić się na medytacji. Mirna odchyliła głowę w stronę słońca, jej kocie oczy wyglądały cudownie w słońcu, od którego mrużyła powieki, a dzięki nieskazitelnej skórze wydawało się, że cała promienieje.
Nie byłam w stanie się powstrzymać i po raz setny zerknęłam w stronę tarasu na buty, jednak w tej chwili moje serce przestało bić. Jednego brakowało. Już miałam rzucić się w stronę sąsiadów, by zadzwonić na policję albo po straż, albo pogotowie, albo samego prezydenta, gdy nagle padł na mnie cień. Krzyknęłam i próbowałam odskoczyć, ale on złapał mnie za ramię i przytrzymał. Opadłam na bok na kolana intruza. Mirna nawet nie drgnęła i wciąż siedziała w pozycji medytującej.
Intruz się zaśmiał. Uniosłam głowę i wtedy zobaczyłam, że Preppy trzyma brakujący but.
- Niezłe buty. Chcesz się bzykać?