Promethidion - Cyprian Kamil Norwid

Kup ebooka

3.49 zł
2.86 zł (1,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Bogumił. Dialog, w którym jest rzecz o sztuce i stanowisku sztuki. Jako forma.

Nie za sobą z krzyżem Zbawiciela, ale za Zbawicielem z krzyżem swoim, ta jest zasada wszech-harmonji społecznej w chrześcijaństwie - ten jest tego, co zowią materjalnie specjalnościami, rytm i akord. Ta to jest nareszcie tajemnica ruchu sprawiedliwego.

***

Taka rozmowa była o Chopinie, Który naczelnym u nas jest artystą:

"Co do mnie, polski ja w nim zamach cenię, Nie melancholię romantyczno-mglistą, I, chociaż małe mam wyobrażenie O sztuce, przecież wiem, co jest muzyka; I może lepiej wiem od grającego, Jeśli mi serce bierze i odmyka, Jak ktoś, do domu wchodzący własnego." .................. "Jest to zapewne wiele" - rzekł Bogumił - "Lecz jabym główniej myśl artysty badał,

I czy dosłownie naród on spowiadał, Czy się nie wstydził prawdy i nie stłumił, Mogąc łatwiejszy oklask zyskać sobie, Mogąc być prędzej i szerzej uznanym, Czy, mówię, prawdę na swym stawiał grobie, Czy się jej grobem podpierał ciosanym?" "Cóż te morały do rzeczy należą?" - Konstanty na to ozwał się z młodzieżą - "Albo cóż prawda tam, gdzie jest udanie, Tam, gdzie jest wszystko przez naśladowanie? Albo muzyka coby mi znaczyła, Żebym ją musiał jak hieroglif, badać, Lub, wedle onych pojęć Bogumiła, Żebym się musiał w mazurku spowiadać! Co pięknem, to się każdemu podoba, I konfesjonał na to niepotrzebny. "" Ho! hop - koniku mój, rwij się od żłoba... Ho hop!!"" Cóż na to Bogumił wielebny?"

Tu się rozśmiało wielu, co już znaczy, Że najzupełniej prawda okazaną, I, że mówiący pięknie się tłumaczy, I już o sztuce tu nie rozmawiano.

Tylko grający, stojąc przy pulpicie, O kompozycji mówili warunkach, O tem wcieleniu życia w sztuki życie, Gdzie kałkuł w duchu i duch sam w rachunkach. Więc znów rozmowa własną prawdy wagą W nieśmiertelniejszej powracała zbroi, Bo są nieznane siły, które nagą Myśl, gdy już o nią dumny człek nie stoi, Na niespodzianym stawiają świeczniku. Bo jest, powiadam, w słowa określniku

Architektura taka, jak te gmachy, Gdzie, któryś z mędrców starożytnych mniema, Że duch się jego mieści, to na dachy Wstępując płaskie, to pomiędzy dwiema Kolumny w sieniach stając, to w piwnicy. Więc i z rozmowy duchem tak się stało.

"Co piękne, nie jest to," - mówił Maurycy - Co się podoba dziś, lub podobało, Lecz, co się winno podobać; jak, niemniej, I to, co dobre, nie jest, z czem przyjemniej, Lecz, co ulepsza."

"Ha!" - Konstanty na to - "Więc piękne jest to coś dla kasty jednej, Więc piękne mądrym jest arystokratą?"

"Dla dwóch: dla kasty, bo tak zwiesz ją, wiednej I dla mającej czystą serca wolę."

"Ho - hop!... bogdaj to piosnki nieuczone, Ludowe. Ho - hop!"

"A przecież wiedz, że piosnki one, O których mówim tak, przy pełnym stole, Herbatę chińską pijąc, niezupełnie Przez nieuczoność się określać dają, I, że ich wiele jest o złotej wełnie Baranka, który za nas wszystkich ma ją, I, że ich wiele jest z głębszej krainy Nad to, co o nich mówi się nawiasem."

"Arystokracja jest bo i u gminy, Jak między szlachtą gmin też bywa czasem." Ambroży dodał.

"Co do mnie, jeżeli Tu o harmonji mówim" - hrabia rzeknie - "Ta jest z porządku. Gdzie porządnie - pięknie, Gdzie bezrząd - chaos, z szatanem anieli! Więc dyscyplina u mnie, a uczciwa, Jest tą harmonją, łączącą ogniwa. Niech zatem każdy rzeczy swej pilnuje, Ten to generał-bas harmonizuje!"

"Za pozwoleniem" - przerwie znów Ambroży - "Przeciw ogniwom, łańcuchom, obroży, Nikt tu zapewne nie ma nic. My, panie, O idealnem mówiliśmy kole, Bez względu, jakie ma zastosowanie, Czy kto zeń pierścień ślubny lub niewolę, Czy kto tryumfu ark, kościoła banię, Lub do zegarka łańcuch zeń utworzy."

Tu zamachowy mąż: "Dzięki ci, panie, Przecieżeś przy mnie stanął raz, Ambroży! To też myślałem zawsze, żeś ludowiec."

"Nie wprowadzajże mnie przez dobre chęci W niewybłąkany frazesów manowiec."

Tu zamachowicz rzekł: "Ambroży kręci!"

RESZTA TEKSTU DOSTĘPNA W PEŁNEJ WERSJI.

Do czytelnika

I.

Pismo to przyozdobić miałem myśl imieniem, które by je od formalnej książkowej krytyki uchowało. Wszakże ufam do tyla publiczności, że tego sobie wybiegu, lubo arcyprzyjętego, i pod pewnym względem wielce mi pochlebnego, nie pozwolę. Zamiast powagi imienia położę raczej powagę rzeczysamej. Forma greckiego dialogu zdała mi się być najkorzystniejszą do zaszczepienia głównych pojęć o powadze sztuki, bez czego niepodobna do rozwinięcia dalszego, w prozie historycznej i w prozie technicznej, przystąpić. W dialogach podobnych najważniejsze dla ludzkości pytania rozstrzygały się u tych ludów, a mianowicie Greków, u tych, mówię, bez których, przynajmniej co do znajomości formy, nic jeszcze dotąd uczynić nie jesteśmy w stanie, i nic się nie uczyniło stanowczego.

II.

W dialogu pierwszym idzie o formę, to jest Piękno. W drugim o treść, to jest o Dobro, i o światłość obu: Prawdę.

III.

W obydwóch dialogach o zyskanie uznania potrzeby i powagi jak najżywotniejszej i jak najrozciąglejszej dla tego, co Sztuką się nazywa - a to zaś z powodów, których elementarne pojęcia czytelnik znajdzie najprzód w tych dialogach, potem w uszanowaniu pracy ludzkiej, a potem w historii i technice. Autor, nie mając na celu rozumu, który zaczyna od negacji i kończy na negacji, to jest kroku nie robi, a któremu drogi są utorowane i niespotykające zawad, owszem, rozprzestrzeniane nawet przez tych, którzy z konsekwencjami rozumu w czynie walczą: ale - mając na celu mądrość, która zaczyna od bojaźni bożej, "bo początkiem mądrości jest bojaźń boża", a która, tak od bojaźni w Bogu zaczynając, kończy na wolności w Bogu - musi sobie krzyżem, to jest bolesnem bojowaniem, drogę pierwej otwierać - i dlatego czytelnik wiele niemiłych rzeczy tam napotka, których smutno było dożyć w sobie, smutniej dowiedzieć się, a jeszcze smutniej wywlekać na forum i pasować się z niemi. Gorzką taką pracę dlaczegożeś przedsięwziął?...