Boże Narodzenie
Chwała Bogu
"Przybieżeli do Betlejem pasterze, grają skocznie Dzieciąteczku na lirze. Chwała na wysokości, chwała na wysokości, a pokój na ziemi!".
Chwała Bogu. Chwała nowo narodzonemu Zbawicielowi świata. Chwała, czyli cześć i uniżenie. Chwała, czyli wieczna sława, uznanie i uwielbienie. Chwała, czyli okazanie należnego szacunku. Bogu należy się chwała, cześć i uwielbienie, nasz szacunek i uznanie, choć do niczego nas nie potrzebuje. Jak pisał Jan Kochanowski w pieśni: "Czego chcesz od nas, Panie, za Twe hojne dary? Czego za dobrodziejstwa, którym nie masz miary?". Jak człowiek może odwdzięczyć się Bogu za wszystko, co otrzymuje w życiu? Jak możemy odwzajemnić miłość, która miłosiernie podnosi nas z grzechów i dźwiga ze słabości? Poeta z Czarnolasu szybko odpowiada: "Wdzięcznym Cię tedy sercem, Panie, wyznawamy, bo nad to przystojniejszej ofiary nie mamy" i dodaje: "Bądź na wieki pochwalon, nieśmiertelny Panie! Twoja łaska, Twa dobroć nigdy nie ustanie".
Jednak czy jednak dzisiejszy człowiek oddaje chwałę Bogu? Czy napisy z bożonarodzeniowych dekoracji: Gloria in excelsis Deo - "Chwała na wysokości Bogu", coś znaczą dla nas? Czy moja obecność dziś w świątyni jest oddaniem z potrzeby serca szacunku i czci Chrystusowi, który przyjął ludzką naturę i narodził się z dziewicy Maryi w Betlejem? Czy ja w mojej codzienności oddaję chwałę Bogu, to znaczy liczę się z Bożymi przykazaniami, z szacunkiem odnoszę do imienia Bożego oraz dbam o własne świadectwo wiary i miłości do Kościoła? Możemy bowiem Boże Narodzenie ograniczyć do rzewnej tradycji, szopki, kolęd, wigilii, choinki, a poza tym żyć w codzienności, jakby Boga nie było. Możemy dziś klękać przed żłóbkiem, pokazywać dzieciom, wnukom piękne dekoracje świąteczne, a w swym sercu zachowywać nieufność wobec nauki Kościoła. Możemy dziś śpiewać na całe gardło jako katolicy, ludzie wiary w Chrystusa: "Chwała na wysokości", a w towarzystwie, w mediach społecznościowych wyrażać swoje oburzenie wobec słów Ewangelii, kpić z wierzących, obrażać księży, rzucać kalumnie na Kościół Chrystusowy.
Możemy, bo nam wolno i wolności Bóg nigdy nie odbierze. Jest w swej miłości do człowieka bezbronny, pozwala człowiekowi wszystko wybrać. To zadziwiające. Stwórca pozwala swemu stworzeniu na to, aby obrażało Tego, dzięki któremu jest. Tak jak kochający rodzic jest po części bezbronny względem swych dzieci. Dzieci obrażają, krzywdzą rodziców, a oni nie przestają ich kochać. Odwracają się od swych rodziców, a oni nie powiedzą złego słowa o swym wyrodnym potomku. Będzie im wstyd za złe życie dziecka, ale z miłości go nie potępią i będą czekać z utęsknieniem, aż dziecko się opamięta.
Wielu śmieje się z wiary, z Pana Boga. Świat miał dla nich powstać samoistnie z chaosu. Organizmy same miały się doskonalić, a człowiek to dzieło ewolucji. To jest tak samo prawdopodobne jak to, że sztuczna inteligencja, najnowocześniejsze roboty, które naśladują ruchy człowieka, powstały w samoistnym przekształceniu się odkurzacza. Bóg jest i należy się Mu cześć, chwała i uwielbienie. Jednak my coraz częściej mamy problem z tym, aby oddać Bogu to, co Mu się słusznie należy - uszanować Chrystusa.
Człowiek szanuje, odczuwa respekt wobec tych, których się boi, którzy mogą go skrzywdzić, wyrządzić zło. Kłaniamy się przed tymi, od których wiele zależy w naszym życiu. Lecz ten szacunek znika, gdy znika relacja zależności. To jest szacunek ze strachu, uznanie dla korzyści, respekt z obawy o swoją przyszłość. Z powodu tego respektu, obawy o swoje dobro nie zakpimy z takich osób. Boimy się z nich śmiać, żartować, gdyż to mogłoby się dla nas skończyć niepomyślnie. Bóg zaś nikogo nie skrzywdzi za obrażanie Jego imienia. Stwórca tu, w doczesności nikomu nie wyrządzi zła za kpinę, deptanie ludzkiej natury, deprawowanie sumień, wprowadzanie praw sprzecznych z Jego odwiecznym prawem wpisanym w serce każdego człowieka. Dlatego tak wielu coraz częściej pozwala sobie na obrażanie Boga czy odbierać w mediach społecznościowych dobre imię katolikom, poniżać księży, oczerniać wspólnotę Kościoła. Robią to, bo Chrystus dziś ich za to nie ukarze. Nie boją się kary, więc obrażają, poniżają, okazują pogardę. Wielu z nas jest coraz częściej zasmuconych, zażenowanych, oniemiałych, jak bardzo ta fala tzw. hejtu, czyli nienawiści do Boga, Kościoła i katolików, rozlewa się w naszym społeczeństwie. I wielu pyta - dlaczego Bóg na to pozwala? Dlaczego Bóg ich nie ukarze?
Dlaczego? Bo Bóg nie chce, abyśmy się Go bali, obawiali kary. Bóg nie chce szacunku z lęku i strachu. Chrystus nie chce, abyśmy "musieli" chodzić do kościoła, "musieli" się modlić, "musieli" spowiadać.
Tak jak w anegdocie. W kancelarii rozmowa nowożeńców z proboszczem. Kapłan, widząc zadowoloną narzeczoną, mówi: "To musicie się kochać". A narzeczony ze smutkiem i rezygnacją odpowiada: "Ma ksiądz rację - musimy".
Zajrzyjmy do Betlejem. Tam narodził się bezbronny Bóg-Człowiek. Chociaż uciszał żywioły, rozkazywał złym duchom, leczył nieuleczalnie chorych, wskrzeszał umarłych, to jednak pozwolił, aby ludzie, dla których przyszedł na świat, podnieśli na Niego ręce. Nigdy Pan Jezus nie uczynił niczego, co spowodowałoby, żeby ludzie się Go bali. Złe duchy się Go bały, a ludziom pozwolił się zabić. Chrystus przyszedł bowiem nie po to, żeby człowiek się Go bał, lecz po to, żeby człowiek Go kochał.
Miłość Boga do człowieka to jest przesłanie Bożego Narodzenia. Miłość aż do szaleństwa, bezwarunkowa, która jest najdoskonalszym darem z samego siebie: "Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich" (J 15,13). I dlatego Bogu należna jest chwała. "Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne" (J 3,16). Synowi Bożemu należna jest chwała, bo dla mojego i twojego zbawienia oddał życie na krzyżu. Duchowi Świętemu należne jest uwielbienie, ponieważ "Nikt nie może powiedzieć bez pomocy Ducha Świętego: "Panem jest Jezus"" (1 Kor 12,3). Kościołowi należny jest szacunek, gdyż jest w nim obecny Chrystus ze swoją łaską, koniecznie nam potrzebną do zbawienia. Kapłanom należne jest dobre imię, gdyż w chwilach trudności, w życiowych tragediach, kłopotach okazuje się, że to właśnie tego wyśmiewanego księdza prosi się o pomoc, modlitwę, a nie kolegów, z którymi ma się ubaw z kleru.
Gale Sayers, jeden z najlepszych futbolistów amerykańskich, nosił na szyi medal z napisem: "Jestem trzeci". Pod takim też tytułem ukazała się jego niezwykle popularna autobiografia. Sayers wyjaśnia w niej między innymi, dlaczego te słowa stały się dla niego tak ważne. To zawołanie było mottem jego trenera z Uniwersytetu Kansas. Pewnego razu Sayers, widząc ten napis na biurku trenera, zapytał go o znaczenie tych słów. On odpowiedział: "Bóg jest pierwszy, przyjaciele zajmują drugie miejsce, a ja jestem na trzecim". Od tego dnia Gale uczynił te słowa filozofią swego życia. W swojej autobiografii napisał: "Staram się żyć według słów wypisanych na medalu. Nie zawsze się to udaje, ale noszenie tego napisu chroni mnie przed odejściem zbyt daleko od tej zasady".
Śpiewajmy więc za betlejemskimi pastuszkami "Chwała na wysokości". Lecz i w codzienności oddawajmy Bogu chwałę i szanujmy własną wiarę, bo: "Zły to ptak, co swe gniazdo plugawi". Szanujmy Kościół, bo w nim otrzymujemy dar łaski Bożej i zbawienia. Szanujmy księży, bo to po ich plecach idziemy do nieba, i szanujmy własną wiarę, gdyż nikt nie szanuje tego, kto nie szanuje samego siebie. Jezus czeka na nasz pokłon, cześć i uznanie jako wyraz wdzięczności za Jego miłość. Tak jak mama i tata czekają na szacunek jako wyraz naszej wdzięczności za ich miłość. Więc śpiewajmy: "My Go także Bogiem, Zbawcą już znamy i z całego serca wszyscy kochamy. Chwała na wysokości, chwała na wysokości, a pokój na ziemi".
Amen.