4. niedziela Adwentu
Bóg w dom
"Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę" (Łk 1,41). Można powiedzieć, że w tej ewangelicznej scenie prawzór ma nasze stare polskie przysłowie "Gość w dom, Bóg w dom". Gość nie jest intruzem, wrogiem, agresorem, lecz osobą, która jest w progach naszego domostwa mile widziana. Gość nie przychodzi ze złymi, lecz z dobrymi zamiarami. Gość nie chce naszej krzywdy, lecz naszego powodzenia. Przynosi dobre słowo, życzliwość, a jeśli potrzeba, także pomoc. Gość jest zarazem przyjmowany z życzliwością, szacunkiem, radością i otwartością. Przyjmując go pod dach swego domu, człowiek pragnie ubogacić tę osobę swoją dobrocią i serdecznością, a zarazem jest otwarty na życzliwość i serdeczność tego, kto go odwiedza. W ten sposób realizuje się w naszej codzienności przykazanie miłości. Okazując miłość bliźniego gościowi, okazujemy miłość Bogu, który swym błogosławieństwem się za to nam odwdzięczy.
To wszystko zrealizowało się w dzisiejszej scenie ewangelicznej. Oto Maryja, która w swym łonie nosi Syna Bożego, przybywa do swej krewnej Elżbiety, która także będąc w stanie błogosławionym, potrzebuje pomocy. Maryja przychodzi z ludzką pomocą swej krewnej, a zarazem chce Elżbiecie przekazać radosną wiadomość, że niebawem narodzi się oczekiwany Zbawiciel świata. Maryja swoją osobą wprowadza w dom Elżbiety i Zachariasza Pana Boga. Dosłownie wprowadza Syna Bożego, którego nosi w swym łonie, i Boże błogosławieństwo, które jest odpowiedzią na życzliwość i otwartość Elżbiety. Owocem tej gościnności i otwartości serca Elżbiety jest dar Bożego błogosławieństwa. Dziecko, które nosi pod swym sercem Elżbieta, któremu nadane będzie imię Jan, poruszyło się z radości, że nawiedza go Ten, którego przyjście zapowiadać będzie nad Jordanem. Elżbieta inspirowana natchnieniem Ducha Świętego wychwala Boże macierzyństwo Maryi. To są owoce Bożego błogosławieństwa, które stały się udziałem domu Elżbiety, gdy otwarła z życzliwością swe drzwi dla Maryi.
Dzisiejsza Ewangelia mówi nam o wielkiej duchowej sile błogosławieństwa, a zarazem przestrzega przed niszczycielską siłą przekleństwa. My często zapominamy o tym, że ludzkie słowo ma moc budować, dodawać sił i nadziei. Staje się wtedy przekazicielem Bożego błogosławieństwa. A błogosławieństwo to słowo od Boga, które ma być światłem na drodze naszego życia. Błogosławieństwo to nie tylko szczere życzenie tego, co najlepsze, lecz zarazem przekazanie prawdy od Boga, która nie zawsze jest łatwa, miła i przyjemna. Błogosławieństwo to oddanie, powierzenie danej osoby, rodziny, domostwa opiece Pana Boga i przekazanie wskazówek od Niego, co czynić, aby cieszyć się Jego opieką.
Boże błogosławieństwo zawsze jest duchowym ubogaceniem, a zarazem wyrazem miłości i opieki Boga względem człowieka. To jest pierwszy i podstawowy motyw i powód tradycyjnej wizyty duszpasterskiej kapłana w domu swych parafian, kiedy poprzez wspólną modlitwę i kapłańskie błogosławieństwo zawierzamy cały dom opiece Opatrzności Bożej, a zarazem jest to sposobność do rozmowy duchowej. Wielu ludzi nie chce otwierać drzwi swych domów przed księdzem, bo spodziewają się, że usłyszą słowa upomnienia. Pary mieszkające ze sobą bez ślubu nie chcą słuchać zachęt do zawarcia sakramentu małżeństwa i tego, że obecnie żyją w grzechu. Ci, którzy zrezygnowali z niedzielnej Mszy św., nie chcą słuchać zachęt do powrotu do życia sakramentalnego. Lecz czy właśnie nie od tego jest ksiądz, by przestrzegać przed grzechem i zachęcać do rozwoju swej wiary? Czy duszpasterska zachęta, która jest przypomnieniem Bożej miłości, nie jest właśnie błogosławieństwem? Czy zachęta do tego, aby chorzy otwarli drzwi swych mieszkań na wizytę kapłana z sakramentami, podjęcie przygotowania do bierzmowania przez tych, którzy wcześniej to zbagatelizowali, powrót do praktyki niedzielnej Mszy św. nie jest błogosławieństwem? Darmo szukać tych, którzy wysłuchawszy takiej zachęty, wyprostowali swe życie religijne, a potem tego żałowali. Więcej znajdziemy tych, którzy zamknąwszy drzwi swych mieszkań przed kapłanem, później są zdziwieni, że Bóg im nie błogosławi, a życie z niewiadomych powodów się nie układa.
Kenneth Clark w autobiografii opisuje jedno ze swoich przeżyć religijnych. Było ono tak intensywne, że pod jego wpływem postanowił zmienić swoje życie. Jednak, gdy intensywność tego przeżycia minęła, Clark odsunął od siebie myśl jakiejkolwiek zmiany swego życia. Wspominając to wydarzenie, napisał: "Sądzę, że to pragnienie przemiany było słuszne, ale byłem tak zaangażowany w świat, że nie byłem w stanie wprowadzić jej w życie. Byłem jednak pewien, że w tym przeżyciu był palec Boży".
Tym "palcem Bożym" dla Elżbiety była wizyta Maryi. Tym "palcem Bożym" jest wizyta kolędowa kapłana z Bożym błogosławieństwem. Tym "palcem Bożym" może być każdy człowiek, którego z życzliwością i gościnnością przyjmujemy i chcemy wysłuchać. Przez każdego bowiem człowieka przemówić do nas może Pan Bóg.
Lecz mówiąc o błogosławieniu, które jest obdarowaniem Bożą opieką i wskazówkami, jak żyć zgodnie z Jego nakazami, trzeba też pamiętać o niszczącej sile przekleństwa, którego nigdy nie wolno bagatelizować. Przekleństwo nie jest jedynie używaniem niecenzuralnych słów, czego oczywiście z szacunku do samego siebie i drugiego człowieka nie powinniśmy robić. Przekleństwo to słowa skierowane względem bliźniego z nienawiścią, czyli pragnieniem jego krzywdy. Przekleństwo to życzenie zła. W Księdze Kapłańskiej znajdziemy zapis: "Nie będziesz złorzeczył głuchemu" (Kpł 19,14). Tymi słowami Stwórca bierze w szczególną obronę tego, kto nie ma żadnych szans bronić się przed przekleństwem, bo nie może go nawet usłyszeć. A skoro Bóg pragnie zapewnić mu tę ochronę, to znaczy, że jest przed czym się chronić. W Księdze Liczb znajdujemy historię Balaka, który wzywa pogańskiego wieszcza Balaama, aby na jego życzenie, które chce dobrze opłacić, przeklinał lud Izraela, z którym Balak prowadzi wojnę. I wtedy interweniuje sam Bóg, który wręcz przymusza Balaama, aby zamiast złorzeczyć, błogosławił Izraelowi. Widać, że w oczach Boga wcale nie jest obojętne, czy jego lud będzie błogosławiony czy przeklinany.
W historii św. Franciszka z Asyżu jest taki moment, kiedy - definitywnie poróżniwszy się ze swoim ojcem Piotrem Bernardone - Franciszek prosi napotkanego na ulicy żebraka, by symbolicznie przyjął go za syna. I by błogosławił mu za każdym razem, gdy usłyszy, jak stary Bernardone go przeklina, czy po prostu na niego pomstuje.
Tak jak błogosławieństwo obdarowuje Bożą opieką, tak przekleństwo niesie krzywdę i zniszczenie. Nigdy nie wolno nam tego duchowego zła lekceważyć. Po pierwsze, nigdy nikomu zła nie życzmy, gdyż to, co wypowiadamy, po prostu do nas wróci. "A co człowiek sieje, to i żąć będzie" (Ga 6,7). Wielu ludzi jest zdziwionych, że nie mogą zaznać spokoju, że nie mają w życiu miłości, życzliwości, lecz wypychają ze swej świadomości prawdę o tym, że wcześniej sami siali krzywdę, zło, niepokój, a teraz zbierają to, co zasiali.
Przekleństwa można i należy się obawiać, gdyż niesie ono zniszczenie. Na szczęście przed tym złorzeczeniem można się w bardzo łatwy sposób obronić. Jedyną ochroną przed złem przekleństwa jest Jezus Chrystus. Jeśli się Go wiernie trzymamy, zło nie będzie mogło nam specjalnie zaszkodzić. Życie sakramentalne, stan łaski uświęcającej, częsta Komunia św. i coniedzielny udział w Mszy św. to najskuteczniejsza ochrona przed przekleństwem. Nie potrzeba żadnych "specjalnych modlitw", które miałyby nas uchronić przed złem. Tym bardziej żadne talizmany, amulety, korzystanie z usług specjalistów od uroków, którzy posługują się językiem pseudoreligijnym, nie jest prawdziwą ochroną przed duchowym złem. Jak mówi francuski pisarz Léon Bloy: "Kto nie modli się do Chrystusa, modli się do diabła". Zabezpieczeniem przed duchową krzywdą, której chce człowiek złorzeczący, jest stan łaski uświęcającej. Im bliżej Jezusa, tym bezpiecznej w życiu. Im dalej człowiekowi do Jezusa, tym bardziej otwiera się na działanie zła, bo odwracając się od Chrystusa, człowiek samoistnie rezygnuje ze zbawczej opieki Syna Bożego.
"Gość w dom, Bóg w dom". Ta stara prawa wcale nie straciła na swej aktualności. Boże błogosławieństwo zawsze buduje - przekleństwo zawsze niszczy. Przyjaźń z Bogiem zawsze się człowiekowi opłaca, odwracanie się w życiu do Boga plecami to nieuchronne wystawianie się na ataki zła.
Amen.