Prusy. Pięć wieków - Grzegorz Kucharczyk
85.00 zł

Reflow text when sidebars are open.
Rozdział V
Jak przetrwać kataklizm? Wojna trzydziestoletnia (1618-1648) i pokój westfalski (1648)
Nie tylko na Dzikich Polach Rzeczypospolitej pojawiały się w XVII wieku "rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastujące jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia"40. Siedemnaste stulecie było epoką wielorakich kryzysów Europa doświadczała znaczących zmian klimatycznych zwanych "małą epoką lodowcową". Ochłodzenie klimatu spowodowane najprawdopodobniej zmianami na Słońcu lub nieznaczną zmianą kąta nachylenia Ziemi względem najbliższej nam gwiazdy oznaczało nadejście długich i surowych zim. W Londynie na Tamizie budowano wtedy karczmy przy tymczasowych zlodowaciałych ulicach. Bywały zimy, że skuty lodem był Bosfor. Królowie szwedzcy maszerowali wraz z całą swoją artylerią po skutym lodem Bałtyku41.
"Globalny kryzys" klimatyczny (G. Parker) oznaczał również dotkliwe straty dla głównej gałęzi europejskiej gospodarki, jaką było wciąż rolnictwo. Ochłodzenie oznaczało z kolei obniżkę plonów. Po surowych i długich zimach następowały krótkie i deszczowe lata. To zaś oznaczało widmo klęski głodu dla milionów mieszkańców Starego Kontynentu.
Do mrozu i głodu dołączyła kolejna klęska: wojna. XVII stulecie to prawdziwy "wiek żelaza" w Europie. Na wschodzie kontynentu swoje ofiary pochłaniały kolejne fazy zmagań o dominium Maris Baltici (na czele z kolejną odsłoną "wojny północnej" w latach 1655-1660). Na zachodzie, w Anglii i Szkocji, szalała krwawa wojna domowa (od 1640 roku), która miała również swoje okrutne konsekwencje dla Irlandii. We Francji mieszczańska i szlachecka "fronda" próbowała (bez skutku) ograniczyć absolutną władzę królów. A pośrodku była Rzesza (Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego) - miejsce, na którym przez trzydzieści lat od 1618 roku toczyły się kolejne wojny prowadzone między sobą przez kraje niemieckie oraz ościenne mocarstwa. Ciąg tych wojen przeszedł do historii jako "wojna niemiecka", ale najlepiej znany jest jako wojna trzydziestoletnia (1618-1648).
Wybuchła ona niemal dokładnie sto lat po rozpoczęciu przez Marcina Lutra reformacji. Te dwa wydarzenia - reformacja i trzydziestoletnia "wojna niemiecka" - pozostają ze sobą w ścisłym związku. Reformacja nie tylko bowiem miała konsekwencje religijne i eklezjalne (instytucjonalne rozbicie Kościoła na Zachodzie, odrzucenie podstaw doktryny katolickiej), ale również polityczne, te ostatnie zwłaszcza w obrębie Rzeszy. Po 1517 roku władcy państw niemieckich jeszcze bardziej zyskali na samodzielności. Ci z nich, którzy opowiedzieli się za "czystą Ewangelią", stali się "biskupami z konieczności" (Notbischöfe) nowych protestanckich wspólnot, co oznaczało również usamodzielnienie się wobec władz centralnych Rzeszy na czele z cesarzem. Natomiast władcy państw niemieckich trwający przy Kościele rzymskim (na przykład Hohenzollernowie brandenburscy do 1539 roku) kazali sobie drogo - w sensie politycznym - płacić za militarne wsparcie dla katolickiego cesarza w czasie trwających wojen religijnych w Rzeszy.
Temu procesowi politycznego usamodzielniania się władców niemieckich wobec władzy cesarskiej sprzyjał inny, wywołany przez reformację proces - konfesjonalizacja, czyli nakładanie się na siebie kwestii wyznaniowych (konfesyjnych) i politycznych. Zyskała ona rangę prawa obowiązującego w całym Świętym Cesarstwie Rzymskim na mocy tzw. pokoju augsburskiego z 1555 roku, kończącego pierwszą fazę wojen religijnych w Rzeszy.
Na Sejmie Rzeszy w Augsburgu strony katolicka i luterańska zgodziły się co do tego, że odtąd żaden stan Rzeszy nie może z powodu wyznawanej wiary prześladować innego stanu. Postanowiono również, że wszystkie dokonane do 1552 roku przez władców terytorialnych czy miasta sekularyzacje majątków Kościoła miały być uznane za nieodwracalne.
Tym jednak, co stanowiło o wyjątkowości pokoju augsburskiego, było przyznanie na jego mocy władcom krajów niemieckich ius reformandi (dosłownie "prawo do reformacji"), które później przez jurystów z epoki zostało ubrane w bardziej znaną formułę cuius regio eius religio (czyja władza, tego religia). Słusznie wskazuje się na to, że w ten sposób pokój religijny z 1555 roku "uprawomocniał i formalizował konfesyjną koegzystencję, pozostawiając jednocześnie teologiczną kwestię prawdy nierozstrzygniętą". W ten sposób w 1555 roku ostatecznie zerwano z podstawową zasadą kształtującą od wieków polityczny i religijny ład christianitas, czyli z przekonaniem o istnieniu bożego prawa, którego wyznacznikiem była harmonijna jedność świeckiego i duchownego porządku. Ten pierwszy w myśl owej zasady czerpał swoją legitymizację z pozostawania w łączności z ładem duchownym. Średniowieczna christianitas uznawała konieczność harmonijnej współpracy władzy świeckiej i duchownej. Odrzucała jednak zdecydowanie (por. konflikty o inwestyturę) ich złączenie w jednym ręku. Rok 1555 otwierał właśnie możliwość takiego połączenia42.
Kruchość pokoju (a właściwie rozejmu) religijnego wynegocjowanego w Augsburgu polegała na tym, że obie strony zupełnie inaczej interpretowały jego istotę. Dla strony luterańskiej oznaczał on "powszechnie obowiązujące, nienaruszalne prawo podstawowe Rzeszy, które na zawsze zrównywało we wszystkich prawach obydwie konfesje". Dla strony katolickiej pokój z 1555 roku nie wprowadzał nowego lex fundamentalis. Był raczej rozwiązaniem przejściowym, sytuacją wyjątkową wymuszoną załamaniem się ładu politycznego i wyznaniowego w cesarstwie, który powinien możliwie szybko powrócić do swojej pierwotnej (tj. sprzed 1517 roku) postaci43.
Był jeszcze inny czynnik, który od początku wpływał na nietrwałość porozumienia z 1555 roku. Chodziło w tym przypadku o wyłączenie z niego wyznania "reformowanego", tj. kalwińskiego, które stale zyskiwało na popularności w kolejnych krajach Rzeszy przez kolejne dekady po pokoju augsburskim.
Zarzewiem przyszłych konfliktów była również zawarta w traktacie augsburskim klauzula o reservatum ecclesiasticum (rezerwacja kościelna), która wprowadzała wyjątek od ogólnego prawa władców świeckich "do reformacji" (ius reformandi). Klauzula odnosiła się wprost do faktu istnienia w obrębie Rzeszy władztw terytorialnych (katolickich), połączonych z urzędami (godnościami) kościelnymi. Postanawiała ona, że w razie przejścia na luteranizm osoby sprawującej władzę w takim "duchownym podmiocie" Rzeszy miała ona opuścić swój urząd, w żaden sposób nie naruszając (np. przez sekularyzację) dóbr kościelnych znajdujących się w obrębie takiego władztwa.
Klauzula taodnosiła się zarówno do takich małych podmiotów jak opactwa, traktowane jako osobne stany Rzeszy (Reichstände), ale również dotyczyła elektoratów duchownych (arcybiskupstw: mogunckiego, kolońskiego i spirskiego). Strona katolicka chciała się w ten sposób zabezpieczyć przed sytuacją "wrogiego przejęcia" jednego z tych elektoratów przez stronę protestancką. Ponieważ zaś mowa była o elektorach Rzeszy, a więc o bezpośrednim wpływie na wybór cesarza, sprawa dotyczyła więc tzw. wielkiej polityki.
To, że obawy strony katolickiej, prącej do zamieszczenia w pokoju augsburskim klauzuli o reservatum ecclesiasticum, nie były pozbawione podstaw, pokazała tzw. wojna kolońska pod koniec XVI wieku. Została ona wywołana przejściem w 1582 roku na luteranizm arcybiskupa Kolonii Gebharda Truchsessa von Waldburga, który nie krył jednocześnie swoich zamiarów sekularyzacji majątków archidiecezji. Apostazja arcybiskupa przy jednoczesnym zachowaniu przez niego władzy w kolońskim elektoracie oznaczałaby zyskanie przez stronę protestancką większości w kolegium elektorów, co z kolei oznaczałoby realne zagrożenie dla perspektywy sukcesji korony cesarskiej przez katolicką dynastię Habsburgów. Konflikt trwał do 1589 roku, gdy ostatecznie kwestia została rozstrzygnięta przez zbrojną interwencję wojsk Rzeszy (wojsk cesarskich), które przywróciły w Kolonii władztwo duchowne.
Zgoda strony protestanckiej na klauzulę o "rezerwacji kościelnej" została osiągnięta w zamian za zobowiązanie arcyksięcia Ferdynanda (od 1558 do 1564 roku cesarza Ferdynanda I), który w zastępstwie swego ojca, cesarza Karola V, sprawował władzę w Rzeszy, do tego, że protestanci (szlachta i mieszczaństwo) zamieszkujący katolickie władztwa duchowne będą mogli pozostać przy swoim wyznaniu. Owa declaratio Ferdinandea nie znalazła się jednak w spisanych ustaleniach augsburskiego Sejmu Rzeszy, ale była osobistym zobowiązaniem władcy44. Fakt ten z pewnością od początku stawiał pod znakiem zapytania jej trwałość.
Jednak najważniejsze w tym kontekście były zmiany zachodzące w pejzażu religijnym Rzeszy od ostatniej ćwierci XVI wieku. Jeden z kontrahentów pokoju augsburskiego (luteranizm) coraz bardziej od lat siedemdziesiątych tego stulecia tracił na rzecz innego (katolicyzm). W siłę rosła również trzecia strona, czyli kalwiniści, którzy w ogóle nie byli zaproszeni w 1555 roku do ustalania warunków pokoju religijnego w Rzeszy45.
W 1563 roku zakończył swoje obrady sobór powszechny w Trydencie. Kościół wszedł w fazę posoborowej odnowy (katolicka kontrreformacja). Na terenie Rzeszy oznaczała ona rekatolicyzację wielu obszarów, które w pierwszej fazie reformacji przyjęły "czystą Ewangelię" głoszoną przez Marcina Lutra i jego zwolenników. Taki proces zachodził od lat siedemdziesiątych XVI wieku w Bawarii, Frankonii oraz w rodowych posiadłościach Habsburgów (Tyrol). Po stronie katolickiej widoczne było odnowienie spójności doktrynalnej, formacji duchowej oraz intelektualnej duchowieństwa. Z kolei po stronie luterańskiej coraz wyraźniej odczuwalny był kryzys pobożności, znajdujący pożywkę w tym, że trzecia po Marcinie Lutrze generacja protestantów "tylko w sposób mocno ograniczony postrzegała reformację jako osiągnięcie, a o wiele bardziej jako coś, co zostało im po prostu przekazane"46.
Wigoru natomiast nie tracił kalwinizm. Od lat sześćdziesiątych XVI wieku coraz więcej władców Rzeszy przechodziło na wiarę "reformowaną", co z pewnością pozostawało w ścisłym związku z kryzysem duchowym luteranizmu. O przykładzie Brandenburgii Hohenzollernów była już mowa. Jednak przełomowym dla przyszłości kalwinizmu w Rzeszy było jego przyjęcie w 1562 roku przez władców (elektorów) Palatynatu. To oni aż do wybuchu wojny trzydziestoletniej będą głównymi protektorami "reformowanej wiary" w Rzeszy. Nieprzypadkowo właśnie w ich stolicy, Heidelbergu, opublikowany został w 1563 roku najważniejszy dokument "nowej wiary" - Katechizm Heidelberski.
Decyzje podejmowane na płaszczyźnie religijnej miały oczywiście swoje konsekwencje polityczne (konfesjonalizacja). Znajdowało to odzwierciedlenie w sposobie funkcjonowania najważniejszych organów politycznych Świętego Cesarstwa Rzymskiego: Sejmu Rzeszy, Sądu Kameralnego Rzeszy (Reichskammergericht) oraz Sądu Nadwornego (Hofgericht). Od lat dziewięćdziesiątych XVI wieku rozpoczął się proces postępującej utraty przez te organy legitymizacji wewnętrznej, która zwłaszcza w odniesieniu do instancji sądowniczych zasadzała się na powszechnym zaufaniu w ich bezstronność. Ten walor szybko zanikał w dobie dynamicznie zmieniających się relacji międzywyznaniowych, które wzmacniały stronę katolicką, a po stronie protestanckiej oznaczały słabnięcie luteranizmu i systematyczny wzrost kalwinizmu. W najważniejszych instytucjach politycznych Rzeszy coraz wyraźniejszą przewagę zyskiwała strona katolicka, która im bliżej XVII wieku, tym bardziej dawała wyraz swojemu przekonaniu, że pokój z 1555 roku jest sytuacją tylko tymczasową.
Symptomatyczne pod tym względem były orzeczenia Sądu Kameralnego Rzeszy z 1598 roku w sprawie restytucji praw zwierzchnich do zsekularyzowanych dóbr katolickich klasztorów, które zostały wcześniej przejęte przez protestanckich władców w południowo-wschodniej części Rzeszy (tzw. Vierklosterstreit)47. Wyroki te zostały powszechnie przyjęte przez stronę protestancką - zwłaszcza zaś reprezentantów zyskującej na znaczeniu wiary "reformowanej" - jako stronnicze i naruszające postanowienia pokoju augsburskiego.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Cyt. za: K. Friedrich, Inne Prusy. Prusy Królewskie i Polska między wolnością a wolnościami (1569-1772), Poznań 2005, s. 37. [wróć]
J. Donoso Cortes, Lettres politiquessur la situation de la Prusse en 1849, w: tegoż, Oeuvres, t. 2, Paris 1862, s. 82. W innym miejscu stwierdzał: "Historia tej rodziny [Hohenzollernów] od Wielkiego Elektora po obecnie panującego Fryderyka Wilhelma IV jest najbardziej cudowna ze wszystkich historii", tamże, s. 65. [wróć]
Selected writings of Lord Acton. Volume III. Essays in religion, politics and morality, ed. J.R. Fears, Indianapolis 1988, s. 598. [wróć]
Geheimes Staatsarchiv Preussischer Kulturbesitz, Berlin-Dahlem, Nachlass von Cleinow, nr 104, strona niepaginowana. [wróć]
Tej historycznej ziemi lubuskiej nie należy mylić z "nowo wytworzo-ną" po 1945 roku ziemią lubuską (województwem lubuskim), która geograficznie leży głównie na ziemiach dawnej Nowej Marchii i północnej części Dolnego Śląska, a nie obszarów okalających niegdyś Lubusz. [wróć]
B. Wachowiak, Brandenburgia i Prusy w średniowieczu, w: B. Wachowiak przy współudziale A. Kamieńskiego, Dzieje Brandenburgii-Prus na progu czasów nowożytnych (1500-1701), Poznań 2001, s. 27. [wróć]
B. Wachowiak, Brandenburgia i Prusy w średniowieczu, s. 42. [wróć]
List H. Beselera do żony, 22.10.1915. Bundesmilitärarchiv in Freiburg, Nachlass von Beseler, N 30/53, s. 24. [wróć]
O początkach dynastii Hohenzollernów - zob. W. Neugebauer, Die Hohenzollern. Band 1. Anfänge, Landesstaat und monarchische Autokratie bis 1740, Stuttgart-Berlin-Köln 1996, s. 11-15. [wróć]
W. Neugebauer, Die Hohenzollern, s. 70-71. [wróć]
W 1438 roku królem Niemiec został Albrecht II Habsburg. W 1440 roku, po śmierci Albrechta, godnośc tę objął inny przedstawiciel tej dynastii, Fryderyk III, który w 1452 roku został cesarzem rzymskim i jako ostatni cesarz odbył koronację w Rzymie. [wróć]
Cytowane opinie: B. Stollberg-Rilinger, Das Heilige Römische Reich Deutscher Nation. Vom Ende des Mittelalters bis 1806, München 2018, s. 16-17. [wróć]
K. Friedrich, dz. cyt., s. 42. [wróć]
Sformułowanie J. Pajewskiego, w: tegoż, Niemcy w czasach nowożytnych (1517-1939), Poznań 1947, s. 21. [wróć]
J. Wijaczka, Albrecht von Brandenburg-Ansbach (1490-1568). Ostatni mistrz zakonu krzyżackiego i pierwszy książę "w Prusiech", Olsztyn 2010, s. 49. [wróć]
Por. J. Pajewski, dz. cyt., s. 22. [wróć]
J. Pajewski, dz. cyt., s. 23. [wróć]
Syntetyczne opracowanie tych politycznych i społecznych skutków wystąpienia Marcina Lutra - zob. D. Pollack, Protestantismus und Moderne, w: Die Weltwirkung der Reformation. Wie der Protestantismus unsere Welt verändert hat, hrsg. U. Di Fabio, J. Schilling, München 2017, s. 81-118. [wróć]
J. Wijaczka, dz. cyt., s. 89. Tamże cytowane słowa autora. [wróć]
Tamże, s. 106. [wróć]
Tamże, s. 107. [wróć]
Kardynał S. Wyszyński, Ze stolicy Prymasów. Wybór kazań, Poznań 1988, s. 380-381. [wróć]
Cyt. za: J. Pajewski, dz. cyt., s. 25. [wróć]
W. Neugebauer, Die Hohenzollern, s. 136-137. [wróć]
S.D. Bowman, Masters and lords. Mid-19th-century U.S. planters and Prussian Junkers, New York-Oxford 1993, s. 46. [wróć]
B. Wachowiak, Dzieje Brandenburgii-Prus na progu czasów nowożytnych, s. 129. [wróć]
S.D. Bowman, Masters and lords, s. 46. [wróć]
T. Söding, Leuchtfeuer der Reformation - Luthers Bibelübersetzung, w: Weltwirkung der Reformation, s. 73-80. [wróć]
J. Pajewski, dz. cyt., s. 6. [wróć]
Aesticampianus był z pochodzenia Serbem łużyckim. Jego właściwe imię i nazwisko to Jan Rak. [wróć]
Nie było tutaj jednak automatyzmu. Studentem Viadriny był m.in. Łukasz Kościelecki, późniejszy biskup poznański. [wróć]
J. Wijaczka, dz. cyt., s. 259. [wróć]
Tamże, s. 255. [wróć]
J. Ochmański, Historia Litwy, Wrocław-Warszawa-Kraków 1982, s. 125, 155. [wróć]
Pierwsza defenestracja nastąpiła 30 lipca 1419 roku, gdy zwolennicy spalonego na stosie w Konstancji Jana Husa wyrzucili z okien praskiego ratusza nieprzychylnych im przedstawicieli magistratu. Potraktowani w ten sposób w 1618 roku przez protestancką szlachtę czeską urzędnicy cesarscy przeżyli defenestrację, lądując bezpiecznie na kupie śmieci pod oknami ratusza. W propagandzie strony katolickiej ocalenie to przypisywano cudownej interwencji Matki Bożej; H. Münkler, Der dreissigjährige Krieg. Europäische Katastrophe. Deutsches Trauma 1618-1648, Berlin 2018, s. 49-50. [wróć]
W swoim testamencie politycznym z 1752 roku Fryderyk II pisał: La politique consiste plutot a profiter des conjonctures favorables qua les preparer d'avance. Cyt. za: J. Kunisch, Friedrich der Große. Der König und seine Zeit, München 2009, s. 170. [wróć]
J. Wijaczka, dz. cyt., s. 178. Nie pierwszy raz konkury księcia Albrechta zostały odrzucone przez dwór jagielloński. Pierwszy raz stało się to w 1526 roku, gdy świeżo upieczony książę pruski ubiegał się o rękę Jadwigi, córki Zygmunta Starego i Barbary Zapolyi. Jak wiemy, księżniczka została później wydana za innego Hohenzollerna, elektora brandenburskiego Joachima II. [wróć]
Por. M. Biskup, Bracia Albrechta von Hohenzollern-Ansbach - potencjalni sukcesorzy Prus Książęcych (1525-1543), w: Pomorze-Brandenburgia-Prusy (państwo i społeczeństwo), red. W. Stępiński, Z. Szultka, Szczecin 1999, s. 39-53. [wróć]
B. Wachowiak, Zabiegi Hohenzollernów o dopuszczenie przez Polskę linii elektorskiej do sukcesji w Księstwie Pruskim w pierwszej połowie XVI wieku, w: Stosunki polsko-niemieckie w XVI-XVIII wieku, red. J. Wijaczka, Kielce 2002, s. 15. [wróć]
Por. początek Ogniem i mieczem H. Sienkiewicza, gdy mowa jest o "dziwnym 1647 roku". [wróć]
Por. B. Fagan, The little Ice Age. How climate made history 1300-1850, New York 2002, s. 47-147; G. Parker, Global crisis. War, climate change and catastrophe in the seventeenth century, New Haven-London 2014. [wróć]
B. Stollberg-Rilinger, Das Heilige Römische Reich Deutscher Nation. Vom Ende des Mittelalters bis 1806, München 2018, s. 63. Cytowane słowa autorki. tamże. [wróć]
Tamże, s. 62. Tam również zacytowana opinia autorki. Zob. także H. Duchhardt, Der Weg in die Katastrophe des Dreissigjährigen Krieges. Die Krisendekade 1608-1681, München-Berlin 2017, s. 106-108. [wróć]
B. Stollberg-Rilinger, dz. cyt., s. 62. [wróć]
Tamże, s. 66. [wróć]
H. Duchhardt, dz. cyt., s. 214. [wróć]
Chodziło o majątki kościelne przejęte przez protestancki magistrat Strasburga, margrabiów Baden-Durlach, hrabiów von Oettingen-Oettingen oraz rycerzy (Reichsritter) von Hirschhorn, tamże, s. 116. [wróć]
WSTĘP
To, co w historii przyjęło się nazywać "Prusami", aż do pierwszej połowy XVIII wieku było konglomeratem obszarów - połączonym więzami dynastycznymi i przedzielonym polskim terytorium, rozciągającym się od Renu po Niemen, o odmiennym statusie prawno-ustrojowym, odrębnej strukturze społecznej i związanymi z tym różnorodnymi uwarunkowaniami gospodarczymi. Berlin i Królewiec - dwie stolice państwa pruskiego - były najpierw stolicami (odpowiednio) Marchii Brandenburskiej i Księstwa Pruskiego, dwóch bytów państwowych, z których połączenia wyłoniły się Prusy.
Ernest Lavisse, wybitny historyk francuski przełomu XIX i XX wieku, specjalista od dziejów Niemiec, nad którymi Francuzi dotknięci traumą Sedanu pochylali się wtedy długo i systematycznie, zauważył w 1891 roku, że: "Matka Natura stworzyła wiele krajów i przygotowała kolebki dla nowych narodów. Dla Prus nie zrobiła nic. Nie ma narodu pruskiego, obszaru geograficznego zwanego Prusami. Niemcy są dzieckiem Natury, lecz Prusy stworzone były przez człowieka"1.
Francuski uczony miał stuprocentową rację. "Czynnik ludzki", a konkretnie czynnik dynastyczny, był trzecim elementem - obok Marchii Brandenburskiej i Księstwa Pruskiego - który złożył się na Prusy. Przez niemal czterysta lat dzieje tych dwóch bytów państwowych nierozerwalnie związane były z dziejami dynastii Hohenzollernów.
"Prusy są cudem w historii narodów, a ród ich władców jest cudem w historii Domów panujących. Wszystkie narody, wszystkie rodziny [panujące] dochodziły do wielkości jasno wytyczoną drogą. Tylko Prusy oraz ich władcy szli do niej wszystkimi ścieżkami - poprzez traktaty, podboje, wojny, nabytki, a nawet poprzez klęski. Jeśli nie wznosili się dzięki swoim wielkim cnotom, rośli dzięki wielkim niegodziwościom, jeśli ich wzrost nie był dziełem narodu, przychodził od królów. Aby wznieść się na poziom, na którym ich obecnie widzimy, z równym powodzeniem wspierali się na absolutyzmie, jak i obecnie na rewolucji".2
Te słowa - jednak pełne niekłamanego podziwu - wyszły w 1849 roku spod pióra hiszpańskiego katolickiego tradycjonalisty Juana Donoso Cortesa, który w 1849 roku pełnił obowiązki posła Królestwa Hiszpanii na berlińskim dworze. Zarówno Francuz, jak i Hiszpan piszący w odstępie kilkudziesięciu lat zwracali uwagę właściwie na to samo - na pewną sztuczność w pruskiej historii; na to, że została ona wytworzona, niejako została zaprojektowana, a nie była owocem organicznego wzrostu za sprawą matki Natury czy Historii.
Wrażenie było ogólnoeuropejskie. Wielki Anglik, lord Acton, pisał: "Państwo pruskie zostało stworzone sztuką jego władców. Nie zostało ukształtowane na naturalnej czy narodowej podstawie. Jednolitość jego historii, podobnie jak przyczyna jego wzrostu, leży w jego polityce"3.
O Prusach jako "państwie sztucznym" (Kunststaat), pisano wówczas również nad Renem i Sprewą, niekoniecznie widząc w tym powód do chluby. Sztuczność oznaczała nienaturalność, "nieorganiczność" pruskiego państwa. Jednak niemiecki termin Kunststaat można również tłumaczyć jako "państwo sztuki" vel "państwo-sztuka" - rezultat cierpliwej rozbudowy administracji i armii przez kolejnych Hohenzollernów w siedemnastym i osiemnastym wieku oraz bezwzględnego stosowania "prawa sprzyjających okoliczności" w polityce międzynarodowej.
To wymagało sztuki. Podobnie jak stawianie czoła kolejnym zadaniom integracyjnym, wywoływanym przez kolejne militarne i dyplomatyczne sukcesy monarchii Hohenzollernów na arenie międzynarodowej. Najczęściej integracja szła w parze z modernizacją. Następujące po sobie przedsięwzięcia modernizacyjne miały jednocześnie spoić wewnętrznie i unowocześnić konglomerat terytoriów rozsianych od Renu po Kłajpedę, które składały się na państwo Hohenzollernów.
Integracja i modernizacja - to dwa słowa klucze, bez których nie sposób zrozumieć historii Prus. Jak pokazywał jednak przykład Polaków, którzy pod koniec XVIII wieku nie z własnej woli dostali się w obręb państwa Hohenzollernów, nie zawsze były to procesy wobec siebie komplementarne. Im więcej państwo pruskie wprowadzało na obszary zaboru procesów modernizacyjnych (np. akcję uwłaszczenia chłopów czy Kulturkampf), tym trudniej było Berlinowi na tych ziemiach osiągnąć cel integracyjny.
Należy ponadto zwrócić uwagę, że związek między modernizacją a rozrostem terytorialnym Prus nie przebiegał według quasi-imperialnego wzorca: centrum - peryferie. Jeśli przez te ostatnie rozumieć anektowane przez Berlin obszary, to niejednokrotnie dawały one impuls modernizacyjny, a nie odwrotnie. Dość przywołać przykład Śląska przyłączonego manu militari w 1740 roku oraz Nadrenii i Westfalii zajętych przez Prusy w wyniku ustaleń kongresu wiedeńskiego.
Był taki czas, że niemal trzy czwarte dzisiejszego obszaru Polski wchodziło w skład Prus. Monarchia Hohenzollernów należała do inicjatorów rozbiorów Polski, z którymi w sensie geopolitycznym, ale i kulturowym borykać się musimy do dzisiaj. A jednak ciągle panuje u nas dziwna niechęć, swego rodzaju odmowa wiedzy na temat historii Prus. Pamiętam, jak w 2017 roku zaproponowałem jednemu z poczytnych tygodników artykuł związany z 70. rocznicą decyzji Międzysojuszniczej Rady Kontroli Niemiec o likwidacji państwa pruskiego. Uzyskałem odpowiedź, że redakcja nie skorzysta, "bo taka tematyka nie interesuje naszych czytelników".
A przecież powinna. Podobnie jak poznańskich studentów (znowu wiedza z autopsji) głośno zastanawiających się, dlaczego w centrum stolicy Wielkopolski znajdują się kierunkowskazy informujące o "trakcie cesarsko-królewskim". Żeby nie popaść w kompleksy, przytoczę relację jednego z moich kolegów historyków, który na początku lat 90. ubiegłego wieku dorabiał sobie jako przewodnik wycieczek z niemieckimi turystami. Jedną z nich zaprowadził pod kamienicę przy ulicy Podgórnej w Poznaniu, gdzie w 1847 roku urodził się Paul von Hindenburg. Wycieczka składała się z niemieckich nauczycieli. Gdy usłyszeli, że "oto jesteśmy przed kamienicą, w której urodził się przyszły feldmarszałek i zwycięzca spod Tannenbergu Paul von Hindenburg", zaskoczeni szeptali do siebie: "Ty, nie wiedziałem, że Hindenburg też był Polakiem".
Mam nadzieję, że oddawana do rąk Czytelnikom historia pięciu stuleci dziejów Prus pomoże rozwiać te i inne wątpliwości. Książka opowiada o pięciu wiekach dziejów Prus, przy czym wiek wiekowi nie jest równy. Tak, jak w historii Europy mamy "długie" (np. wiek XX od 1789 do 1914) i "krótkie" (wiek XX od 1914 do 1989) stulecia, również w przypadku Prus pewne procesy ustrojowe i zmiany polityczne, społeczne oraz kulturowe każą odejść od podręcznikowego schematu. Dzięki temu lepiej widać to, co najważniejsze w historii: ciągłość i zmianę.
Rozpoczynam od genezy, czyli zarysowania średniowiecznych dziejów Marchii Brandenburskiej oraz państwa zakonu krzyżackiego. Następuje potem pierwsze "pruskie stulecie", czyli wiek XV - od objęcia przez Hohenzollernów władzy w Brandenburgii po sekularyzację państwa krzyżackiego (1415-1525). Wiek XVI zaczyna się od hołdu pruskiego w 1525 roku, a kończy przejęciem władzy przez Hohenzollernów brandenburskich w Księstwie Pruskim i początkiem wojny trzydziestoletniej w Rzeszy (1525-1618). Stulecie XVII jest wybitnie "krótkie". Trwa tylko siedemdziesiąt lat - od 1618 do końca panowania Fryderyka Wilhelma Hohenzollerna, Wielkiego Elektora w 1688 roku. Jednak właśnie w tym "krótkim" stuleciu dochodzi do przełomowego wydarzenia, jakim było zerwanie zależności lennej między Księstwem Pruskim a Koroną Polską (1657).
XVIII wiek w historii Prus to z kolei "długie" stulecie. Trwa od 1688 roku do początku fatalnej dla Prus wojny z napoleońską Francją w 1806 roku. XIX wiek rozpoczął się wraz z klęską pod Jeną, ale i z początkiem dzieła reform Steina-Hardenberga. Zakończył się, jak cały XIX wiek w Europie, wraz z "sierpniowymi salwami" 1914 roku. Ostatnie stulecie w dziejach Prus, wiek XX, było najkrótsze. Zaczęło się wraz z Wielką Wojną (1914), a zakończyło w 1947 roku wraz ze wspomnianą decyzją Międzysojuszniczej Rady Kontroli Niemiec o likwidacji państwa pruskiego.
Po każdym rozdziale staram się rzucić okiem, czyli zatrzymać uwagę Czytelnika na pewnym aspekcie historii Prus, charakterystycznym dla danej epoki lub po prostu w interesującym i - mam nadzieję - ilustrującym dotychczas mniej znane aspekty.
Rozdział I
Geneza, czyli Marchia Brandenburska i państwo Zakonu Krzyżackiego w średniowieczu
Działająca w warszawskim Generalnym Gubernatorstwie niemiecka cenzura wojenna na swoje listy druków objętych zakazem rozpowszechniania wciągnęła w 1916 roku między innymi książkę Ludwika Stasiaka Brandenburg: kraina słowiańskich mogił. Nie pomógł jej fakt, że została ona opublikowana w 1902 roku w Krakowie, a więc pod okiem austriackiej cenzury. W oczach niemieckich cenzorów niedopuszczalne były zawarte w niej opisy efektów podboju przez Niemców ziem należących kiedyś do Słowian Połabskich w rodzaju: "To grobowisko narodów. Całe narody wymarły. Język ich i pieśń ich umarła. Nawet pamięć po nich umarła. [...] Na tym olbrzymim słowiańskim cmentarzysku, w śpiewie słowika dzwoni rzewna nuta smutku, wicher jesienny wyje głosem mordowanych ludzi. Łka wicher i płacze, po raz tysięczny sypie żółte liście na słowiańskie mogiły".
Niemieccy cenzorzy czasów Wielkiej Wojny troszczyli się również o dobre imię zakonu krzyżackiego. Na listach prohibitów nie brakowało publikacji przypominających krwawy podbój plemion pruskich przez niemieckich rycerzy w habitach oraz prowadzone przez nich wojny z Polską. Zakazano upowszechniania pod koniec 1915 roku w Warszawie pięć lat wcześniej dziełka Pochód wojsk polskich i bitwa pod Grunwaldem. Opowiadanie historyczne z początków XV wieku dla młodzieży i ludu naszego. Niemiecka cenzura nie przeoczyła tego, co jej zdaniem uniemożliwiało wydanie zgody na rozpowszechnianie tej książeczki, a mianowicie, że jest to "paszkwil najbrutalniejszego rodzaju wymierzony w zakon niemiecki", który nie może zostać dopuszczony do rozpowszechniania, "ponieważ może przyczynić się on właśnie obecnie do pobudzenia nienawiści i wrogości narodu polskiego wobec narodu niemieckiego i niemieckiej armii oraz do zatrucia polskiej młodzieży"4.
Trudno stwierdzić, czy podejmując takie decyzje, niemieccy cenzorzy działający w Warszawie na początku XX wieku mieli w tyle głowy genealogię państwa pruskiego, ciągle formalnie istniejącego, które w 1871 roku walnie przyczyniło się do powstania Rzeszy Niemieckiej. U podstaw tego drzewa genealogicznego państwa Hohenzollernów były dwa organizmy państwowe: Marchia Brandenburska oraz państwo zakonu krzyżackiego. Inaczej mówiąc, bez zaboru przez Brandenburczyków (przy wydatnym wsparciu innych feudałów niemieckich) ziem słowiańskich między Łabą a Odrą oraz bez podboju plemion pruskich między Wisłą a Niemnem przez Krzyżaków nie byłoby państwa pruskiego.
Ekspansja królestwa niemieckiego na wschód, w kierunku ziem słowiańskich położonych między Łabą a Odrą, datuje się już na początek panowania króla Niemiec i cesarza rzymskiego (od 962 roku) Ottona I. Podboje poczynione przez margrabiów Gerona i Hodona oznaczały, że w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych X wieku granice królestwa niemieckiego faktycznie przesunęły się w kierunku Odry, pod zachodnią granicę tworzącego się właśnie państwa pierwszych Piastów.
Zabiegiem mającym stabilizować nowy porządek polityczny na ziemiach zachodniosłowiańskich było powołanie dzięki staraniom Ottona I regularnej organizacji kościelnej na tych obszarach. Jej zwornikiem miało być utworzone w 968 roku arcybiskupstwo magdeburskie. Metropolia w Magdeburgu, jak doskonale wiemy z naszej historii, miała ambicje rozciągnięcia swojego zwierzchnictwa również nad arcybiskupstwem gnieźnieńskim (ostatecznie plany te zostały zarzucone w pierwszej połowie XII wieku). W epoce średniowiecza, gdy instytucje kościelne i państwowe były ze sobą ściśle splecione (dodatkowo zaś musimy pamiętać, że mówimy o okresie sprzed reform gregoriańskich zmierzających do emancypacji Kościoła spod wpływów państwa), powstanie pod auspicjami króla Niemiec metropolitalnej organizacji kościelnej między Łabą a Odrą miało swoje konkretne znaczenie polityczne.
Na problem podporządkowania feudałom niemieckim ziem między Łabą a Odrą należy spojrzeć również od strony wschodniej, z perspektywy Słowian nadłabskich. Fatalnym zjawiskiem dla nich, a dalekosiężnym dla przyszłości całej Europy Środkowej, była niezdolność wytworzenia przez nich jednolitej organizacji państwowej - na podobieństwo naszej monarchii wczesnopiastowskiej czy czeskiego państwa Przemyślidów. Niejednokrotnie zresztą plemiona zachodniosłowiańskie brały udział wspólnie z Niemcami w wojnach przeciw Piastom. Dość wspomnieć postawę Wieletów walczących wspólnie z Hodonem przeciw Mieszkowi I i później w okresie wojen Bolesława Chrobrego z Henrykiem II wspomagających tego ostatniego (co piętnował św. Brunon z Kwerfurtu, zarzucając władcy niemieckiemu szukanie sojuszy z poganami przeciw chrześcijańskiemu władcy Polski).
Zabrakło więc zmysłu, czy jak kto woli, politycznej wyobraźni, sił bowiem Słowianom nadłabskim nie brakowało. Udowodnili to pod koniec X wieku, podejmując udane powstanie przeciw władzy niemieckich panów feudalnych. Zniszczeniu uległa również powołana do życia przez Ottona I organizacja kościelna, choć sam Magdeburg, położony poza zasięgiem powstania, przetrwał. Było to ostatnie "pięć minut" dla nadłabskich plemion słowiańskich, by stworzyć własne, jednolite (rzecz jasna, na miarę tamtej epoki, a nie współczesnych realiów ustrojowych) państwo. Królestwo Niemieckie, zaangażowane w nasilający się konflikt z papiestwem o inwestyturę, nie miało możliwości podjęcia próby odbudowania stanu swojego posiadania między Łabą a Odrą. Bolesław Śmiały wykorzystał ten okres, by przeprowadzić odnowę gnieźnieńskiej metropolii, a następnie odnowić instytucję Królestwa Polskiego (koronacja w Gnieźnie w 1076 roku). Między Łabą a Odrą nic się pod tym względem nie zmieniło; aż do pierwszej połowy XII wieku.
Jako początek nowej fali ekspansji niemieckiej na te ziemie należy potraktować datę 1125 roku, gdy wywodzący się z rodu Askańczyków (Askanier) Albrecht Niedźwiedź został margrabią Łużyc. Uwieńczeniem jego trwających (z przerwami) trzydziestoletnich podbojów ziem zachodniosłowiańskich było opanowanie przez niego w 1157 roku Brenny/Brandenburga, stolicy słowiańskich Stodoran. W ten sposób manu militari został rozstrzygnięty na korzyść niemiecką spór z Jaksą z Kopanicy o spadek po zmarłym w 1150 roku władcy Stodoran, Przybysławie (Henryku).
Po 1157 roku w źródłach historycznych regularnie pojawia się określenie Albrechta Niedźwiedzia mianem "margrabiego brandenburskiego". W tym samym roku, w którym skończyła się historia słowiańskiej Brenny, książę Bolesław Kędzierzawy w Krzyszkowie pod Poznaniem został zmuszony złożyć hołd królowi Niemiec i cesarzowi rzymskiemu Fryderykowi I Barbarossie, w którym jako senior wszystkich pozostałych władców piastowskich (zgodnie z tzw. testamentem Krzywoustego z 1138 roku) uznawał nad sobą i nad całym podzielonym państwem piastowskim zwierzchność króla Niemiec i rzymskiego cesarza. Wydawało się, że niemieckie Drang nach Osten w swojej średniowiecznej wersji osiągnęło apogeum.
Nie należy jednak przypisywać temu pojęciu znaczenia, które nadawali mu dziewiętnasto- i dwudziestowieczni niemieccy ideologowie z tytułami profesorów nauk historycznych. Widzieli w tych wydarzeniach zapowiedź "dobroczynnego" działania pruskiej Komisji Kolonizacyjnej i Związku Wszechniemieckiego. O tym, że w Krzyszkowie Bolesław Kędzierzawy składał hołd lenny Barbarossie boso i z mieczem przewieszonym na szyi, wiemy z kroniki czeskiej, ponieważ wyprawa 1157 roku była przedsięwzięciem niemiecko-czeskim, a więc niemiecko-słowiańskim. Królowi Niemiec i cesarzowi rzymskiemu towarzyszył czeski książę Władysław II, który według Kroniki Mistrza Wincentego miał "podżegać nienawiść Rudego Smoka [Barbarossy - G.K.] do Bolesława".
Dziesięć lat wcześniej, gdy w 1147 roku ruszyła tzw. północna krucjata - wyprawa przeciw Słowianom nadłabskim - zorganizowana przez północnoniemieckich feudałów (pierwsze skrzypce grali tutaj Sasi); w jej szeregach znalazł się również książę Mieszko, syn Bolesława Krzywoustego (znany jako Mieszko III Stary). Niektórzy badacze widzieli w tym nie tyle dowód krótkowzroczności Piasta, ile raczej przejaw starania, by zabezpieczyć polskie wpływy na Pomorzu Zachodnim, skoro "krucjata" doszła aż do Szczecina. Może - domniemują inni - chodziło o wzmocnienie pozycji Jaksy z Kopanicy nad Sprewą. Jeśli tak miało być, zamysł - jak widzieliśmy - okazał się zupełnie nieskuteczny.
Następcy Albrechta Niedźwiedzia z dynastii askańskiej potrafili wykorzystać sprzyjające im okoliczności, zarówno zewnętrzne, czyli pogłębiające się w XII i XIII wieku dzielnicowe rozbicie Polski, oraz wewnątrzniemieckie, a więc narastające po śmierci Barbarossy w 1189 roku osłabienie władzy królewskiej związane z zaangażowaniem Hohenstaufów (Henryka VI oraz Fryderyka II) w sprawy Italii (spadek sycylijski) oraz w kolejną fazę sporów z papiestwem. Od połowy XIII wieku Niemcy i instytucja cesarstwa rzymskiego wchodzą w okres tzw. wielkiego bezkrólewia.
Wszystko to sprzyja politycznemu usamodzielnianiu się książąt Rzeszy, którzy korzystając ze słabości, a od połowy XIII wieku z faktycznego zaniku władzy centralnej (brak króla i cesarza) umacniają swoje władztwa terytorialne. Nie inaczej było w przypadku margrabiów brandenburskich, którzy dodatkowo korzystali na całkowitym zaniku władzy centralnej u ich wschodniego sąsiada, piastowskiej Polski. Gdy nie było króla Niemiec i ciągle brakowało (od 1079 roku) króla Polski, brandenburscy margrabiowie rośli w siłę. Nie zawsze działo się to drogą zbrojnych podbojów.
Nie tylko Stany Zjednoczone powiększały się drogą wielkich zakupów (Luizjana w 1803, Alaska w 1867 roku). Ponad pięćset lat wcześniej w podobny sposób rozszerzali swoje posiadłości władcy Marchii Brandenburskiej. Zakup nie był pod względem wielkości terytorium objętego transakcją tak okazały, jak w przypadku ziem w Nowym Świecie, ale strategicznie kluczowy.
Takie znaczenie miała położona w większości po zachodniej stronie Odry ziemia lubuska z jej głównym grodem Lubuszem, nazywanym w trzynastowiecznych źródłach "kluczem Królestwa Polskiego"5. W 1248 roku - siedem lat po upadku tzw. monarchii Henryków Śląskich w wyniku najazdu mongolskiego (bitwa pod Legnicą w 1241 roku) - książę śląski Bolesław Rogatka, poszukując pieniędzy na dalszą walkę ze swoimi braćmi i z kuzynami o władzę nad Śląskim i Wielkopolską, sprzedał ziemię lubuską wraz z jej stołecznym grodem arcybiskupowi Magdeburga. Ten zaś po kilku latach odsprzedał ją margrabiom brandenburskim.
Opanowanie przez Brandenburczyków w połowie XIII wieku ziemi lubuskiej, położonej na styku Śląska, Wielkopolski i Pomorza Zachodniego, było wzięciem przez nich w posiadanie obszaru otwierającego dalszą ekspansję w trzech kierunkach: na Pomorze, Wielkopolskę i Śląsk. Z perspektywy wieków bez przesady można powiedzieć, że bez posiadania ziemi Lubuskiej ekspansja Hohenzollernów - następców Askańczyków w Brandenburgii - w kierunku Pomorza, ale i Śląska nie byłaby możliwa.
W krótszej perspektywie czasowej ziemia lubuska stała się podstawą dla utworzenia przez margrabiów brandenburskich w drugiej połowie XIII wieku Nowej Marchii, która klinem wbijała się między Wielkopolskę a Pomorze Zachodnie. Stanowiła również bazę wypadową dla ekspansji Brandenburczyków jeszcze dalej na wschód, w kierunku Pomorza Nadwiślańskiego. Po raz pierwszy swoją władzę nad Pomorzem Gdańskim rozciągnęli przejściowo w 1271 roku. W 1308 roku ponowili próbę, opanowując Gdańsk. Zostali jednak stamtąd wyparci przez nowego silnego konkurenta w postaci zakonu krzyżackiego.
Zakon Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie powstał w Ziemi Świętej w czasie III wyprawy krzyżowej. W 1291 roku rycerze w białych płaszczach z czarnym krzyżem, wraz z templariuszami i joannitami, należeli do obrońców Akki, ostatniego bastionu "łacinników" w Ziemi Świętej. W momencie gdy wojska sułtana Bajbarsa ostatecznie położyły kres istnieniu Królestwa Jerozolimskiego, Krzyżacy mieli już swoje własne państwo nad Bałtykiem.
Podjęte w odstępie niemal dwudziestu lat dwie decyzje książąt piastowskich pośrednio zadecydowały o zaistnieniu okoliczności, bez których nie powstałoby w przyszłości państwo pruskie. O fatalnym kupczeniu ziemią lubuską przez księcia Bolesława Rogatkę była już mowa. Prawie dwie dekady wcześniej książę Konrad Mazowiecki zaprosił na swoje ziemie Krzyżaków i osadził ich w ziemi chełmińskiej, skąd mieli działać na rzecz zabezpieczenia Mazowsza przed niszczącymi najazdami plemion pruskich. Piast zdawał się zupełnie nie przejmować faktem wcześniejszego wygnania niemieckiego zakonu z Siedmiogrodu przez króla Węgier, Andrzeja II, który szybko zorientował się, że Krzyżacy dążą do całkowitego zrzucenia jego zwierzchnictwa.
Takich ambicji Krzyżacy nie wyzbyli się po przybyciu do ziemi chełmińskiej. Ich realizacji sprzyjał brak w Polsce centralnej władzy królewskiej. Kilkanaście lat po ich osadzeniu przez Konrada Mazowieckiego rozbicie dzielnicowe w Polsce tylko się pogłębiło na skutek niszczącego najazdu mongolskiego w 1241 roku, który położył kres jednoczeniu ziem polskich przez śląskich Piastów (w momencie śmierci w bitwie pod Legnicą książę Henryk Pobożny władał zwartym kompleksem terytoriów od ziemi lubuskiej po Sandomierszczyznę, od południowej Wielkopolski po Kraków). W tym czasie Krzyżacy prowadzą już bezwzględny podbój ziem Prusów, który zakończy się na początku lat osiemdziesiątych XIII wieku wraz z podporządkowaniem sobie Jaćwięgów. Równolegle, wykorzystując słabość państwa piastowskiego, Zakon uzyskuje od kolejnych papieży i cesarzy potwierdzenie swojej wyłącznej władzy nad podbijanymi ziemiami. I nie tylko. Dokumenty te mówią również o ich prawowitym zwierzchnictwie nad ziemią chełmińską.
W ten sposób Krzyżacy uznawali nad sobą podwójną zwierzchność - papieża i cesarza, a więc dwóch suwerenów, którzy na początku XIV wieku nie tylko byli daleko, ale na dodatek mocno osłabieni (por. "niewolę awiniońską" papiestwa i zamęt wewnętrzny w Rzeszy) i dodatkowo ciągle ze sobą skonfliktowani. Sytuacja idealna z punktu widzenia "tego trzeciego" (tj. Krzyżaków), który na tym tylko korzystał, umacniając swoją suwerenność.
Czternaste stulecie, które dla całej średniowiecznej christianitas było okresem katastrof naturalnych ("czarna śmierć"), politycznych i eklejzalnych (wojna stuletnia między Anglią a Francją, przeniesienie stolicy papiestwa z Rzymu do Awinionu, a w 1378 roku początek "awiniońskiej schizmy"), dla Krzyżaków okazało się złotym wiekiem ich potęgi; z czasem stworzone przez nich państwo stało się pierwszorzędnym graczem politycznym w Europie Północnej i Środkowej.
Podbój w latach 1308-1309 Pomorza Gdańskiego, de facto uznany przez króla Kazimierza Wielkiego na mocy pokoju kaliskiego z 1343 roku (choć polski władca ciągle tytułował się "najwyższym władcą Pomorza") i wejście w posiadanie Gotlandii w 1398 roku były wydarzeniami wyznaczającymi linię wzrostu państwa krzyżackiego. W ciągu tych dziewięćdziesięciu lat (między 1308-1398) Krzyżacy kontynuują wysiłki na rzecz podbicia Litwy. Celem organizowanych od ostatniej ćwierci XIV wieku "rejz", w których brało udział również zachodnioeuropejskie rycerstwo, był podbój Żmudzi, a więc zyskanie połączenia terytorialnego z państwem "siostrzanego" Zakonu Kawalerów Mieczowych w Inflantach (dzisiejsza Łotwa i Estonia).W ten sposób władza wielkich mistrzów zakonu krzyżackiego, od 1309 roku rezydujących już nie w Wenecji, ale w nowej stolicy - Malborku, rozciągałaby się nieprzerwanym pasmem terytoriów od Odry po Estonię.
Oto bowiem na początku XV wieku, u szczytu swojej potęgi Krzyżacy dokonali cennego zakupu. W 1402 roku za kwotę 63,2 tys. florenów węgierskich zakupili z rąk Zygmunta Luksemburskiego - od 1387 roku króla węgierskiego, potem zaś króla Niemiec i cesarza rzymskiego - Nową Marchię. W wyniku wewnątrz-dynastycznych porozumień dostała się ona pod zwierzchnictwo ciągle poszukującego gotówki Zygmunta (dość wspomnieć oddanie Koronie Polskiej w zastaw miast spiskich).
Dzięki tej transakcji po raz pierwszy zetknęły się ze sobą dwie części przyszłego państwa pruskiego - Brandenburgia i państwo zakonu krzyżackiego. Na początku XV wieku znajdowały się one jednak w diametralnie odmiennej sytuacji wewnętrznej. Marchia Brandenburska po wygaśnięciu dynastii askańskiej w 1320 roku coraz bardziej pogrążała się w anarchii feudalnej uwarunkowanej postępującą erozją władzy margrabiów. Najpierw, w 1324 roku, przypadła ona w udziale Wittelsbachom za sprawą decyzji cesarza Ludwika Bawarskiego, który przekazał Marchię Brandenburską we władanie swojemu małoletniemu synowi (też Ludwikowi).
Przez kolejne półwiecze Brandenburgia nie tylko doświadczyła faktycznej emancypacji stanu rycerskiego spod władzy margrabiów (których de facto nie było), ale poniosła znaczące straty terytorialne. Odpadły: Łużyce (Górne i Dolne), Krosno Nadodrzańskie i Świebodzin oraz Marchia Wkrzańska. Ostatecznie też Brandenburczycy musieli w tym czasie pożegnać się z aspiracjami do rozciągnięcia zwierzchności lennej nad Pomorzem Gdańskim. W starciu z rosnącymi w siłę Krzyżakami, od 1308 roku panującymi w Gdańsku i Tczewie, nie mieli żadnych szans.
Jedynym wydarzeniem, które w pierwszej połowie XIV wieku odbiegało od ciągu tych fatalnych dla pozycji Marchii Brandenburskiej w Rzeszy i wobec wschodnich sąsiadów wydarzeń, było opublikowanie w 1346 roku Złotej Bulli. Formalnie potwierdzała ona status brandenburskich margrabiów jako elektorów przy wyborach cesarza rzymskiego, a z drugiej strony przesądzała o niepodzielności jej terytorium jako władztwa elektoralnego.
Dokument, o którym mowa, został wydany przez cesarza Karola IV z dynastii Luksemburgów. W 1373 roku ród ten przejął władzę nad Marchią Brandenburską. Dynastia ta nie traktowała jednak Brandenburgii jako podstawy swojego znaczenia w obrębie Rzeszy, czy szerzej - w odniesieniu do możliwości realizacji ambitnych planów politycznych dotyczących Europy Środkowej. W ciągu niespełna czterdziestoletniego okresu rządów Luksemburczyków w Brandenburgii jej terytorium ulegało dalszemu uszczupleniu (por. transakcja z Krzyżakami w 1402 roku). Dla Luksemburgów ważniejsze było to, co działo się w Czechach (rewolucja husycka) lub nad Dunajem (perspektywa objęcia władzy nad ziemiami Korony św. Stefana). Po roku 1410 trzeba było - co systematycznie robił Zygmunt Luksemburski - występować jako adwokat Krzyżaków w ich sporze z państwem jagiellońskim, który to spór w sensie militarnym zakończył się dla zakonu katastrofą pod Grunwaldem.
Rzut oka na:
Stosunki prusko-krzyżackie:
Zakon krzyżacki po utracie swojego państwa w 1525 roku w wyniku reformacji przetrwał w katolickich częściach Rzeszy. Gdy w 1701 roku elektor brandenburski Fryderyk III Hohenzollern podjął dyplomatyczne starania u innych władców Rzeszy, by uznali jego tytuł "króla w Prusach", zakon krzyżacki rozpoczął szeroko zakrojoną kontrakcję przeciw "uzurpatorowi rządzącemu zakonnymi posiadłościami w Prusach". Dyplomacja Fryderyka I kontratakowała, przypominając w finansowanych przez siebie pamfletach o rozkładzie moralnym elit krzyżackich na początku XVI wieku. Krzyżacy nie uznawali królewskiej tytulatury Hohenzollernów nawet po tym, jak w 1787 roku uczyniła to Stolica Apostolska.
W XIX wieku w Prusach "zapomniano" Krzyżakom te protesty. Sygnał do "krzyżackiego renesansu" dali romantycy i liberałowie reformatorzy. W 1803 roku na łamach "Berlinische Zeitung" ukazał się artykuł dwudziestoletniego Maksa von Schenkendorfa, który po odwiedzinach w popadającym pod pruskimi rządami w ruinę Malborku (Marienburg) wzywał do poszanowania rezydencji wielkich mistrzów. Domagał się "upamiętnienia ojców", których dzieło "należy czcić, a nie niszczyć".
Zamek w Malborku, który dostał się po pierwszym rozbiorze Polski w granice Prus, służył po części jako koszary, a po części jako siedziba manufaktury tkackiej. Na początku XIX wieku urządzono w nim wojskowe magazyny. Wielkim zwolennikiem przywrócenia po 1815 roku Malborkowi jego dawnej świetności był nadprezydent prowincji pruskiej Theodor von Schön - należący do obozu pruskich reformatorów po 1806 roku, a w późniejszym okresie jeden z ideologów wschodniopruskiego liberalizmu. Dzięki jego inicjatywie pod kierunkiem Karla Friedricha Schinkla prowadzono w latach 1817-1834 pierwsze prace restauracyjne.
Schön pisał w 1842 roku do króla Prus Fryderyka Wilhelma IV: "W Marienburgu żyje całe Królestwo Prus". Odnowiony Malbork miał służyć przede wszystkim upamiętnieniu chwały Krzyżaków i kreowanych na ich sukcesorów - Prusaków. To dlatego z serii witraży zaprojektowanych przez Karla Wilhelma Kolbego na wyraźne polecenie Schöna zniknęła bitwa pod Grunwaldem. Pojawiło się natomiast inne wydarzenie z 1410 roku - zwycięska obrona Malborka przed armią króla Władysława Jagiełły. Na witrażu żołnierze polskiego króla mieli bez wyjątku orientalne rysy, jakby kontyngent tatarski stanowił zasadniczą część wojsk polsko-litewskich. Chodziło jednak o zaakcentowanie zasadniczego przekazu ideowego: Krzyżacy i Prusacy są "forpocztą i bastionem zachodniej cywilizacji, szturmowaną przez wschodnie hordy barbarzyńców".
Do tej poetyki nawiązywała opublikowana w 1862 roku praca Heinricha von Treitschkego Das deutsche Ordensland Preussen. Autor - polityk związany z ruchem liberalnym, a jednocześnie historyk, jeden z głównych reprezentantów tzw. pruskiej szkoły historiograficznej - utrzymywał, że sensem istnienia państwa krzyżackiego była obrona "niemieckiej kultury" przed "słowiańskim barbarzyństwem". W tym przypadku - jak utrzymywał - nie tylko chodziło o "wojnę kulturową", ale również o "walkę rasową", bez której "nie można zrozumieć najbardziej wewnętrznej istoty pruskiego państwa". Krzyżacy przy wszystkich swoich zasługach mieli jednak jeden feler - swój katolicyzm. Był on, jak utrzymywał Treitschke, "najbardziej utajonym zafałszowaniem państwa zakonnego".
Na początku XX wieku w Malborku uwielbiający wszelkiego typu inscenizacje ostatni król Prus i cesarz niemiecki Wilhelm II urządzał tam "krzyżackie uroczystości", gdzie wygłaszał płomienne mowy przeciw "polskiej bucie". Po jednej z takich mów, wygłoszonej 5 czerwca 1902 roku, w której wezwał "do świętej wojny z polską bezczelnością i sarmacką butą", współpracę z Hohenzollernem jako jego nadworny malarz zerwał Wojciech Kossak.
Według niektórych źródeł zniszczenia spowodowane na skutek szerzącej się w XIV wieku anarchii feudalnej w Brandenburgii były tak wielkie, że w jej niektórych regionach (Marchia Wkrzańska, Nowa Marchia) aż 40% dotychczas uprawianych gruntów leżało odłogiem. Choć nie należy lekceważyć również wpływu "czarnej śmierci", która co prawda nie uderzyła tu z taką mocą jak w Europie Zachodniej, ale szerzyła się także w naszym regionie Starego Kontynentu.
Groziło to zaprzepaszczeniem dzieła kolonizacji wiejskiej i miejskiej, a ta przecież od drugiej połowy XII wieku - obok podbojów militarnych i stabilizacji organizacji kościelnej - była trzecim filarem, na których wspierała się władza margrabiów brandenburskich nad świeżo podporządkowanymi sobie ziemiami zachodniosłowiańskimi. Kolejni następcy Albrechta Niedźwiedzia aktywnie wspierali akcję kolonizacyjną na wsi i proces lokacji miast.
W jednym i drugim przypadku kolonizacja odbywała się na "prawie niemieckim", co nie oznaczało na przykład, że wszystkie nowe osady wiejskie powstałe w XII i XIII wieku w Brandenburgii były tworzone tylko i wyłącznie przez etnicznych Niemców. Należy zresztą zauważyć, że w odniesieniu do średniowiecznych realiów to ostatnie określenie jest wysoce nieprecyzyjne, by nie powiedzieć - ahistoryczne. Raczej należy mówić o osadnikach dolnosaksońskich, tj. wywodzących się z Dolnej Saksonii (północne Niemcy), skąd w większości pochodzili uczestnicy trwającej od XII wieku w Brandenburgii akcji kolonizacyjnej.
Jak wskazują badacze tego procesu, wśród mieszkańców nowo lokowanych wsi nie brakowało rodzimych, słowiańskich mieszkańców zasiedlanych ziem. Uczestniczyli również w procesie reorganizacji (scalania) dotychczas istniejących osad6. Miało to oczywiście swoje konsekwencje - rozłożone na setki lat - w zakresie przebudowy etnicznej ziem między Łabą a Odrą. Należy się jednak zgodzić, że nie można tutaj mówić o jakieś celowej, świadomie rozłożonej na etapy "czystce etnicznej" avant la lettre, czy tym bardziej ludobójczej polityce zmierzającej do uczynienia z tych ziem "wielkiego cmentarzyska Słowian". W tym ostatnim przypadku potrzebne były totalitarna ideologia i wyposażone w odpowiednie instrumenty (chociażby infrastrukturę komunikacyjną) państwo totalitarne. Tego w średniowieczu, rzecz jasna, nie było.
Akcji kolonizacyjnej pod patronatem brandenburskich margrabiów sprzyjała również słaba gęstość zaludnienia na połabszczyźnie. Ziemie zachodnich Słowian, choć nie były "etnicznie wyczyszczane" przez wszechwładne państwo, to jednak systematycznie stawały się coraz bardziej niemieckie. Jak już zaznaczono, był to proces rozłożony na stulecia i trzeba było impulsu w postaci protestanckiej reformacji, aby uległ on dalszemu przyspieszeniu. Nie do przecenienia był wpływ, jaki odegrało "unarodowienie" Kościoła w Brandenburgii, której władcy ostatecznie przystąpili do obozu protestanckiego.
Częścią procesu kolonizacyjnego były również lokacje miast. W XIII wieku nastąpiło m.in. nadanie praw miejskich Berlinowi-Cölln, usadowionemu między istniejącymi już grodami Spandau i Kopanica (władcą tego ostatniego był wspomniany Jaksa, nieskutecznie walczący z Albrechtem Niedźwiedziem o Brennę). Stolica (a właściwie stolice, jeśli oddzielnie traktować Berlin i Cölln) Brandenburgii, a później Prus i Niemiec, otrzymała prawa miejskie w latach 1237-1244 r.
W okresie swojej świetności państwo zakonu krzyżackiego było wyjątkiem w feudalnej Europie, która w sensie ustrojowym nie znała scentralizowanej formy administracji państwowej. Pod tym względem organizm państwowy stworzony przez Krzyżaków między Wisłą a Niemnem był przypadkiem szczególnym. Na czele państwa stał wielki mistrz dożywotnio wybierany na ten urząd przez kapitułę generalną zakonu, obradującą w Malborku (składała się z mistrzów krajowych stojących na czele lokalnych odgałęzień zakonu).
Wielki mistrz sprawował władzę, opierając się na grupie najwyższych dostojników zakonu, na czele z wielkim komturem, wielkim marszałkiem, wielkim szatnym, wielkim szpitalnikiem oraz wielkim podskarbim. Dostojnicy ci byli jednocześnie lokalnymi komturami (na przykład wielki marszałek był jednocześnie komturem królewieckim, a wielki szpitalnik był komturem elbląskim). Komturie zarządzane przez podporządkowanych wielkiemu mistrzowi komturów były podstawowymi jednostkami podziału administracyjnego zakonnego państwa. Ponieważ mówimy tutaj o zakonie rycerskim, cała struktura administracyjna tego państwa miała służyć nie tylko zabezpieczeniu władztwa terytorialnego, ale również istnieniu sprawnej struktury wojskowej.
Urzędy w zakonie krzyżackim (podobnie jak w innych rycerskich i nierycerskich zakonach) nie były dziedziczone, tylko obieralne. Państwem zakonnym zarządzała więc grupa ludzi, która nie zawdzięczała swoich stanowisk prostemu dziedziczeniu. Dodatkowo zaś należy pamiętać, że ta elita władzy złożona z zakonnych braci, którzy mogli pełnić wymienione kluczowe urzędy, była bardzo ograniczona liczebnie. Szacuje się, że na początku XV wieku nie przekraczała ona tysiąca osób w całym państwie zakonnym7.
Zupełnie wyjątkowa była również struktura własnościowa w tym państwie. Do końca istnienia - tj. do pierwszej połowy XVI wieku - w Prusach największym właścicielem państwa krzyżackiego był zakon, czyli w tamtych realiach państwo. Pokaźne władztwo należało również do lokalnego Kościoła, czyli biskupstw: sambijskiego, pomezańskiego, warmińskiego i chełmińskiego. Posiadłości rycerskie w przeważającej części należały do napływowych (z krajów niemieckich) przedstawicieli tego stanu.
Zorganizowana przez Krzyżaków akcja kolonizacyjna na wsi oraz lokacje miast, podobnie jak w Brandenburgii, miały konsekwencje w postaci stopniowej przebudowy etnicznej ziem zamieszkanych przez rdzennych mieszkańców (w tym przypadku przez plemiona pruskie). Czy ta długa perspektywa czasowa oznaczała, że gdy jest mowa o krwawym podboju ziem Prusów przez zakon, mówimy jedynie o "czarnej legendzie"? Raczej nie, choć trzeba pamiętać, że podbój ten - bezwzględny i brutalny - nie miał charakteru ludobójczego. Z drugiej jednak strony nie można zaprzeczyć, że bez przybycia Krzyżaków i zorganizowania przez nich mocno scentralizowanego państwa, proces niemczenia tych ziem by nie nastąpił. Podobnie jak w Brandenburgii, również tutaj zwycięstwo reformacji znacznie go przyspieszyło.
Przedstawiony tutaj w zarysie model zarządzania państwem zakonnym zdecydowanie odbiegał od tego, co w tym samym czasie (tj. na przełomie XIV i XV wieku) ukształtowało się w Brandenburgii. Upadek władzy centralnej po wymarciu Askańczyków skutkował tam wyemancypowaniem się stanów, przede wszystkim zaś stanu rycerskiego (szlacheckiego). Będzie to miało swoje konsekwencje dla przyszłości państwa pruskiego, zwłaszcza jeśli się zważy, że podobny proces emancypowania się stanów w państwie zakonnym w połowie XV wieku będzie bezpośrednio związany z postępującą erozją pozycji Malborka po grunwaldzkiej katastrofie.
XV wiek - feudałowie i rycerze zakonni
Pięćsetlecie objęcia władzy w Brandenburgii przez Hohenzollernów przypadło na drugi rok Wielkiej Wojny. Siłą rzeczy ten okrągły jubileusz, który w warunkach pokojowych z pewnością wypadłby bardziej okazale (uwielbiający pompatyczne uroczystości cesarz niemiecki i król Prus Wilhelm II z pewnością by o to zadbał), przyćmiły wydarzenia wojenne. Ale przecież nie pozostał niezauważony.
Pruski generał piechoty, zdobywca Antwerpii i Modlina Hans von Beseler w październiku 1915 roku - a więc ledwie parę tygodni po objęciu kierownictwa nad warszawskim Generalnym Gubernatorstwem - pisał do żony o dobrodziejstwach, które spłynęły na Brandenburgię z chwilą przybycia nad Sprewę i Hawelę pierwszych Hohenzollernów. Dzięki nim w "tym zaniedbanym kraju [Brandenburgii - G.K.], stojącym jeszcze przed swoim rozwojem kulturowym", doszło do "wspaniałej przemiany". To Hohenzollernowie sprawili, że z biegiem czasu Brandenburgia - "zaniedbany kraj" - przedzierzgnęła się w "toczące wielkie bitwy dzisiejsze Niemcy". "Czy byśmy do tego doszli, gdyby przywództwo w Niemczech objęli Wettynowie lub Wittelsbachowie? Nie sądzę! Nawet jeśli dynastyczną legendą jest to, że wszyscy Hohenzollernowie byli wielcy, to możemy im być wdzięczni za to, że ci wielcy pojawili się we właściwym czasie"8.
Postawiony na czele niemieckiego sektora okupacyjnego w Kongresówce pruski generał piechoty czuł się zresztą jak pierwsi Hohenzollernowie, którzy przybyli do "zaniedbanej" Brandenburgii. Tak jak oni, musiał "wszystko organizować" i zmagać się z "wieloletnimi zapóźnieniami cywilizacyjnymi". Pozostawiając na boku osobiste ambicje i idiosynkrazje Beselera, należy przyznać, że objęcie władzy przez Hohenzollernów w Brandenburgii w 1415 roku było trzecim w odstępie trzydziestu lat wydarzeniem, które miały dalekosiężne skutki dla Brandenburgii oraz państwa krzyżackiego. Pierwszym z nich było zawarcie w 1385 roku unii polsko-litewskiej, która zapoczątkowała, używając dwudziestowiecznego języka, geopolityczną rewolucję w Europie Środkowej i Wschodniej. Drugim było zwycięstwo polsko-litewskie pod Grunwaldem, które ostatecznie złamało potęgę Krzyżaków i potwierdziło mocarstwowy status monarchii jagiellońskiej. Trzecim było przybycie Hohenzollernów do Brandenburgii.
Rozdział II
Hohenzollernowie w Brandenburgii. Koniec potęgi Państwa Krzyżackiego
Dynastia, która przez kolejne stulecia miała być związana z brandenburskim elektoratem i Księstwem Pruskim (w tym ostatnim przypadku od początku XVI wieku), wywodziła się ze Szwabii. Pierwsze wzmianki o przedstawicielach rodu "von Zolorin" pojawiają się w źródłach w XI wieku. Na początku XIII wieku Hohenzollernowie związali się z Frankonią, obejmując urząd burgrabiego norymberskiego. W połowie tego stulecia doszło do podziału rodu na dwie linie: szwabską i frankońską. W 1248 roku przedstawiciele tej ostatniej władali Bayreuth, a następnie Ansbach. Nieprzerwanie też dzierżyli urząd burgrabiego Norymbergi9.
Jeden z nich, Fryderyk VI, już w 1411 roku dostał od Zygmunta Luksemburskiego przyrzeczenie objęcia władzy w Marchii Brandenburskiej. Jak wiemy, brak gotówki już wcześniej skłonił Zygmunta do sprzedaży Krzyżakom Nowej Marchii (1402). Tym razem chodziło o odwdzięczenie się Hohenzollernowi za finansowe wsparcie uwieńczonych sukcesem starań Luksemburczyka o koronę niemiecką. Śladem tej mało heroicznej genezy władztwa Hohenzollernów nad Brandenburgią był fakt, że początkowo przyznano burgrabiemu norymberskiemu marchię jako zastaw za sto tysięcy guldenów.
Oficjalnie Fryderyk VI jako Fryderyk I - margrabia, elektor brandenburski i arcykomornik Rzeszy - objął władzę nad Sprewą 30 kwietnia 1415 roku. Hołd wszystkich stanów marchii złożony nowemu władcy odbył się w Berlinie 21 października 1415 roku. Natomiast uroczysta ceremonia nadania brandenburskiego lenna przez cesarza Zygmunta Luksemburskiego miała miejsce w Konstancji 18 kwietnia 1417 roku.
Nie było cienia przesady w określaniu Brandenburgii mianem "zaniedbanego kraju" w momencie przybycia tam Hohenzollernów. Trwające niemal sto lat (od wygaśnięcia dynastii askańskiej w 1320 roku) osłabienie, a często brak władzy centralnej miały znaczące konsekwencje. O emancypacji rycerstwa, przeradzającej się w feudalną anarchię - była już mowa. Temu towarzyszyła, jak wiemy, zapaść gospodarcza widoczna przede wszystkim w marchijskim rolnictwie. Namacalnym wyrazem tego ogólnego "zaniedbania" były straty terytorialne, które ponosiła Brandenburgia na przełomie XIV i XV wieku. Nowa Marchia nie była przecież jedynym utraconym terytorium.
Pierwsze dekady rządów brandenburskich Hohenzollernów poświęcone były konsolidacji władzy elektorskiej oraz rewindykacjom terytorialnym. Na obu tych polach nowi władcy osiągnęli wymierne sukcesy. W momencie przejmowania władzy w brandenburskim elektoracie obszar marchii wynosił ok. 23 tysięcy kilometrów kwadratowych. W 1499 roku wzrósł on do 36 tysięcy kilometrów kwadratowych. Z pewnością największym sukcesem pierwszych brandenburskich Hohenzollernów było wykupienie w 1455 roku Nowej Marchii z rąk Krzyżaków. Do tego kluczowego nabytku, bo pozwalającego myśleć brandenburskim elektorom o wznowieniu ekspansji w kierunku Księstwa Pomorskiego (dzisiejsze Pomorze Zachodnie i Środkowe) rządzonego przez Gryfitów, należy dodać uzyskane w 1482 roku: Krosno Odrzańskie, Sulechów i Lubsko. Był to zastaw przejęty przez brandenburskich Hohenzollernów na mocy układu zawartego z piastowskim księciem Żagania, Janem.
Na tym nie kończyła się lista zakupów dokonywanych przez Hohenzollernów. Już w latach czterdziestych XV wieku zakupili oni lenna: Cottbus, Peitz, Teupitz, Barwalde (Barwice) i Gr. Lübben. W 1490 roku dokupili jeszcze położone w pobliżu Berlina władztwo Zossen. Nie ogniem i mieczem, a nawet nie sakiewką i mieczem, a samą sakiewką dokonywał się rozrost terytorialny Brandenburgii pod rządami pierwszych Hohenzollernów. Należy podkreślić, że było to dzieło całej dynastii, sakiewkę bowiem napełniali frankońscy Hohenzollernowie. Czerpali oni duże dochody ze swoich władztw w Ansbach, Bayreuth i Kulmbach, gdzie istniało o wiele bardziej dochodowe niż w Brandenburgii rolnictwo (oparte przede wszystkim na rencie pieniężnej), rozwinięte miasta i - last but not least - sprawna administracja fiskalna.
Sama sakiewka nie wystarczyła jednak do wypełnienia innego pilnego zadania - ukrócenia anarchii feudalnej. Tutaj potrzebny był miecz. Zaraz na początku swoich rządów w Brandenburgii, jeszcze przed oficjalnym nadaniem lenna, Fryderyk I zderzył się z opozycją brandenburskich feudałów. Toczona w latach 1412-1413 wojna przeciw wewnętrznej opozycji (skoncentrowanej w tzw. Starej Marchii oraz w Prignitz) zakończyła się sukcesem Fryderyka I. Również w tym przypadku nieocenione okazały się posiłki - tym razem zbrojne - z Frankonii.
Kolejną przeszkodą na drodze do wzmocnienia władzy elektorskiej była samodzielność stanu mieszczańskiego. Miasta brandenburskie wykorzystały okres osłabienia władzy centralnej do uzyskania faktycznej autonomii, czemu sprzyjało zawiązywanie przez nie wewnętrznych porozumień oraz układów z innymi związkami miast na obszarze Rzeszy, z potężną Hanzą na czele. W połowie XV wieku ten okres politycznej samodzielności marchijskich miast należał już do przeszłości. Przełomowym i spektakularnym przykładem podporządkowywania sobie miast przez brandenburskich Hohenzollernów był Berlin, a właściwie dwumiasto Berlin-Cölln.
W 1442 roku elektor Fryderyk II wykorzystał spór władz miasta, dziesięć lat wcześniej połączonego, z cechami. Wystąpił jako arbiter, zarządzając powrót do rozbicia stolicy na dwa miasta: Berlin i Cölln. Spór toczył się do 1448 roku, gdy ostatecznie władze Berlina podporządkowały się woli elektora. Widomym znakiem, ale i gwarancją trwałości władzy elektorskiej było wybudowanie w 1451 roku pierwszego zamku władców brandenburskich w berlińskiej stolicy.
Jedynym stanem, który bez zastrzeżeń przyjął w Brandenburgii nowych władców z Frankonii, było duchowieństwo. Biskupi z Brandenburga, Lubusza i Havelbergu bez oporów uznali władzę Hohenzollernów, ciesząc się i tak licznymi przywilejami (np. immunitetem sądowym), które pochodziły jeszcze z czasów rządów dynastii askańskiej. Nowi władcy nie zamierzali jednak tolerować aż tak daleko posuniętej autonomii stanu duchownego. W 1447 roku elektor brandenburski uzyskał od papieża Mikołaja V prawo nominacji biskupich na swoim terytorium (zatwierdzał je papież). Przy tej okazji ograniczono kompetencje sądów duchownych, wyłączając spod ich jurysdykcji sprawy dotyczące poddanych elektora sądzonych w procesach cywilnych i karnych.
Trwałości władztwa Hohenzollernów w Brandenburgii służyły również wewnątrzdynastyczne ustalenia, które miały zapobiec ewentualnym konfliktom wokół kwestii dziedziczenia władzy w Brandenburgii oraz w posiadłościach frankońskich. Ostatnim elektorem brandenburskim, który sprawował jednocześnie władzę w Marchii i we Frankonii, był Albrecht Achilles (okres panowania 1470-1486). Na mocy specjalnej dyspozycji (Dispositio Achillea) z 1473 roku dokonał faktycznego podziału władztwa Hohenzollernów na dwie linie: elektorską (brandenburską) oraz ansbachską (młodszą). Oznaczało to, że po śmierci Albrechta jego najstarszy syn Jan miał objąć władzę w elektoracie brandenburskim, średni Fryderyk (jako Fryderyk III Stary) przejąć Ansbach i Bayreuth, a najmłodszy Zygmunt panować w Kulmbach10.
Sukcesy polityki "sakiewki i miecza" pierwszych brandenburskich Hohenzollernów nie byłyby możliwe bez mądrej polityki zagranicznej elektorów. Jej roztropność polegała na utrzymaniu poprawnych relacji z dwoma potężnymi sąsiadami - od wschodu z monarchią jagiellońską, od zachodu z Rzeszą. Hohenzollernowie przybywali do Brandenburgii w momencie, gdy Korona Polska złączona unią personalną z Wielkim Księstwem Litewskim po rozgromieniu Krzyżaków pod Grunwaldem stawała się pierwszorzędnym graczem w Europie Środkowej. Tego faktu nowi władcy Brandenburgii nie lekceważyli. Pamiętano zresztą w Berlinie, że w 1402 roku Zygmunt Luksemburski pierwotnie rozważał sprzedaż Nowej Marchii właśnie królowi polskiemu.
Starano się więc unikać jakichkolwiek zadrażnień z Polską, a nawet doprowadzić do zacieśnienia relacji z Krakowem. Wyrazem tych dążeń były plany zawarcia związków dynastycznych między Hohenzollernami a Jagiellonami. Pierwszą próbą był projekt małżeństwa syna elektorskiego, późniejszego elektora Fryderyka II, z Jadwigą, córką króla Władysława Jagiełły. Kurprinz (następca elektora) przebywał nawet przez jakiś czas na krakowskim dworze. Ostatecznie z matrymonialnego projektu nic nie wyszło. Jednak plany zawiązania dynastycznej koligacji między Hohenzollernami a Jagiellonami nie zostały zarzucone.
Rzut oka na:
Panowanie bohaterów "Iliady" i Rzymian w Marchii Brandenburskiej
Czterech elektorów brandenburskich z dynastii Hohenzollernów panujących w stuleciu między 1471 a 1571 rokiem nosiło przydomki nawiązujące do bohaterów wojny trojańskiej i rzymskiej historii. Byli więc: Albrecht Achilles (1471-1486), Johann Cicero (1486-1499), Joachim I Nestor (1499-1535) oraz Joachim II Hektor (1535-1571). Żadna dynastia europejska takiego natężenia "bohaterskich" przydomków nie miała. To przede wszystkim zasługa nadwornych historyków Domu Hohenzollernów w XVI wieku, którzy w ten sposób chcieli zwiększyć prestiż dynastii panującej w Berlinie. Elektor Albrecht z racji rycerskich cnót nazwany został Achillesem, a jego syn Johann z racji swej biegłości w łacinie znany był jako Cicero Germanicus.
Elektorowi Joachimowi I przypisywano dar udzielania roztropnych rad na podobieństwo króla Pylos Nestora z Iliady. Z kolei Joachim II miał się odznaczać siłą fizyczną, ale jako dowódca wojskowy (np. w czasie wypraw u boku Habsburgów przeciw Turkom w latach 1541-1542) nawet nie zbliżył się do mężnego dowódcy Trojan.
Czternastego maja 1479 roku młodszy syn elektora Albrechta Achillesa, dziewiętnastoletni Fryderyk - władca na Ansbach i Bayreuth (a więc z linii frankońskiej), poślubił piętnastoletnią córkę króla Polski i wielkiego księcia litewskiego Kazimierza Jagiellończyka, Zofię. W ten sposób Hohenzollernowie wiązali się z najpotężniejszą wówczas dynastią w Europie Środkowej, której przedstawiciele rządzili państwami w trójmorzu, między Bałtykiem, Morzem Czarnym a Adriatykiem.
Małżeństwo Zofii i Fryderyka doczekało się osiemnaściorga dzieci. Dziewiątym z kolei był urodzony 17 maja 1490 roku Albrecht - późniejszy ostatni (jak się okazało) wielki mistrz zakonu krzyżackiego w Prusach oraz pierwszy książę pruski; siostrzeniec kolejnych Jagiellonów panujących na tronie polskim: Jana Olbrachta, Aleksandra i Zygmunta I Starego.
Poprawne relacje utrzymywali brandenburscy Hohenzollernowie również z kolejnymi cesarzami rzymskimi z dynastii luksemburskiej oraz habsburskiej. Tych pierwszych wspierali politycznie i zbrojnie w walce z husytami. W 1431 roku elektor Fryderyk I dowodził armią Rzeszy podczas kolejnej (nieudanej) wyprawy przeciw zwolennikom czeskiego reformatora. Gdy siedem lat później rozpoczęła się w Rzeszy era władców z dynastii Habsburgów, Hohenzollernowie podtrzymali dotychczasowy kurs polityczny obliczony na unikanie konfliktów z cesarzami11. Jako elektorowie brandenburscy należeli do elity Rzeszy. Dodatkowo zaś rozsianie rodowych posiadłości od Odry po Ren (Brandenburgia, Frankonia, Szwabia) czyniło priorytetem utrzymywanie poprawnych relacji z kolejnymi panującymi dynastiami. Tym bardziej że czas grał na ich korzyść.
Tym bowiem, co charakteryzowało Rzeszę (innymi słowy: Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego) pod koniec średniowiecza, był proces "nasilającej się terytorializacji, czyli przekształcania się władzy złożonej z mnogości uprawnień władczych nad osobami w jednolitą władzę nad konkretnym obszarem". W praktyce oznaczało to, że pod koniec XV wieku Rzesza, która nigdy nie była jednolitym organizmem, coraz bardziej stawała się "związkiem osób, skomplikowanym i ułożonym hierarchicznie systemem złożonym z osób i korporacji, na czele którego stał cesarz nadawający całości symboliczną jedność i prawomocność"12. W tym systemie "osób i korporacji" połączonych siecią powiązań i zależności lennych oraz przynależnością do wspólnych instytucji (takich jak Reichstag) pozycja brandenburskich elektorów w związku z sukcesami Hohenzollernów w polityce wewnętrznej i zagranicznej systematycznie rosła. Co jeszcze ważniejsze, aż do początku XVI wieku odbywało się to właściwie bez prowadzenia kosztownych i ryzykownych wojen.
Gdy w Brandenburgii następowała systematyczna konsolidacja władzy elektorskiej i nowi władcy systematycznie powiększali terytorium Marchii, państwo krzyżackie wchodziło w chroniczny kryzys. Klęska Krzyżaków pod Grunwaldem, choć nie przyniosła bezpośrednich strat terytorialnych (Pomorze Gdańskie na mocy pierwszego pokoju toruńskiego z 1411 roku pozostało przy zakonie), to jednak - mówiąc współczesnym językiem - podcięła im perspektywy rozwojowe. Przede wszystkim otworzyła w państwie między Wisłą a Pregołą trwającą niemal sto lat epokę kryzysu, którą można określić załamaniem się legitymizacji wewnętrznej zakonu krzyżackiego na tych ziemiach. I to w podwójnym sensie - w oczach swoich własnych poddanych oraz, co okazało się decydujące, w podejściu samych braci zakonnych do kontynuowania swojej misji jako katolickiego, uznającego zwierzchność papieża i cesarza rzymskiego zakonu rycerskiego.
Pierwszą odsłonę tego kryzysu można określić jako dążenie stanów państwa zakonnego (przede wszystkim rycerstwa i mieszczan) do emancypacji spod słabnącej po 1410 roku władzy wielkich mistrzów. Malbork coraz bardziej potrzebował pieniędzy na prowadzenie kosztownych i regularnie przegrywanych wojen z państwem jagiellońskim. To zaś oznaczało konieczność coraz głębszego sięgania do sakiewek rycerstwa i mieszkańców pruskich miast. Podobnie jak Hohenzollernowie brandenburscy, również Krzyżacy prowadzili w pierwszej połowie XV wieku politykę "miecza i sakiewki". Ale w odróżnieniu od brandenburskich elektorów zarówno "miecz" (tj. wojny z Polską i Litwą), jak i "sakiewka" (dochody państwa) nie zapewniały wzrostu potęgi zakonu, jego władzy centralnej, ale wręcz odwrotnie - jeszcze bardziej przyczyniały się do osłabienia państwa. Gdy Hohenzollernowie brandenburscy konsolidowali swoją władzę, łamiąc opór stanów, Krzyżacy musieli stawiać czoło konsolidującej się opozycji stanowej. Elektorowie wzmacniali się w XV wieku, dbając o możliwie poprawne relacje z Koroną Polską. Krzyżacy w tym czasie szukali swojej pomyślności w eskalowaniu napięć z Krakowem.
Pierwszym sygnałem wzrastającego oporu stanów pruskich przeciw obciążeniom podatkowym było powstanie w 1397 roku złożonego z rycerstwa Związku Jaszczurczego. Po grunwaldzkiej klęsce zakonu szeregi stanowej opozycji protestującej przeciw ciągłemu zwiększaniu obciążeń podatkowych zasilili mieszczanie. Pozycję miast państwa zakonnego (takich jak Gdańsk czy Elbląg) wzmacniała jeszcze przynależność do potężnego ciągle (choć mającego apogeum swojego znaczenia już za sobą) związku hanzeatyckiego.
W 1440 roku największe miasta państwa krzyżackiego skupiły się w Związku Pruskim. Inicjatorami powstania tej organizacji byli mieszczanie, ale nie tylko oni zostali jej członkami. Do Związku Pruskiego wstępowali również przedstawiciele miejscowego rycerstwa (szlachty). Związek już w momencie swojego powstania domagał się współudziału w rządzeniu państwem poprzez powołanie do życia politycznej reprezentacji stanowej - Rady Krajowej (Landesrat) - która miała się składać z dwóch izb, osobno dla rycerstwa (szlachty) i mieszczan.
Od początku też Związek Pruski widział w Koronie Polskiej, a mówiąc precyzyjniej - w królu Polski - sprzymierzeńca i patrona. Przecież krótko po Grunwaldzie pruskie stany w oczekiwaniu na rychłe zdobycie Malborka przez zwycięskie wojska króla Władysława Jagiełły złożyły hołd polskiemu władcy. Pokój toruński z 1411 roku co prawda unieważnił ten akt, ale pamięć o nim pozostała.
Słabnący zakon próbował walczyć z opozycją stanową. W 1449 roku Krzyżacy uzyskali dekret rozwiązujący Radę Krajową (Radę Pruską), która jednak kontynuowała swoją działalność, tyle że nielegalnie. Ponadto nie ustawał ucisk fiskalny ze strony państwa zakonnego. Szczególnie dotkliwe dla mieszczan było tzw. cło funtowe (Pfundzoll) nakładane w Gdańsku.
W 1454 roku delegacja Związku Pruskiego udała się do Krakowa, gdzie ponowiła hołd z 1410 roku, oddając się pod opiekę króla polskiego. W odpowiedzi Kazimierz Jagiellończyk 6 marca 1454 roku wydał akt inkorporujący ziemie pruskie (tj. cały obszar państwa zakonnego) do Korony Polskiej. Opieki i zwierzchności króla polskiego, co należy podkreślić, poszukiwali mieszczanie i szlachta, która w sensie pochodzenia etnicznego była niemiecka. Jednak najważniejsza była ustrojowa atrakcyjność Korony Polskiej, w której prawa stanów (zwłaszcza stanu szlacheckiego) były systematycznie rozszerzane. Nieprzypadkowo dokument inkorporacyjny przewidywał, że stany pruskie w obrębie Korony Polskiej cieszyć się będą tymi samymi przywilejami jak polskie stany, zachowując jednocześnie wszystkie swoje dotychczasowe prawa. Polski władca jednocześnie obiecywał, że wszystkie urzędy w inkorporowanych do Korony ziemiach będą sprawowane tylko przez krajowców. Natomiast wszystkie najważniejsze sprawy dotyczące tych ziem miały być rozstrzygane przez krajowe zgromadzenie stanowe. Kazimierz Jagiellończyk zgodził się nawet na prawo ziem pruskich do bicia własnej monety w Gdańsku i Toruniu13.
Wojna trzynastoletnia (1454-1466) Korony Polskiej z Krzyżakami nie zakończyła się pełnym zwycięstwem Polski. Nie udało się wcielić - zgodnie z aktem inkorporacyjnym - całości państwa zakonnego. Do Korony powracało jednak Pomorze Gdańskie z jego najważniejszym portem oraz ziemie chełmińska i michałowska. Dodatkowo zostało przyłączone do Polski biskupstwo warmińskie oraz dotychczasowa stolica państwa krzyżackiego - Malbork. To były Prusy Królewskie, które terytorialnie oraz ustrojowo stały się częścią monarchii jagiellońskiej. Pozostałe obszary państwa krzyżackiego pozostały pod władzą wielkiego mistrza, który po utracie Malborka przeniósł swoją stolicę do Królewca. Warto wspomnieć o jeszcze jednej stracie terytorialnej poniesionej pośrednio na skutek wojny z Polską. Mowa o Nowej Marchii, którą w poszukiwaniu gotówki Krzyżacy musieli odsprzedać Brandenburgii w 1455 roku.
Drugi pokój toruński z 1466 roku określił nowy przebieg granicy między Koroną a państwem krzyżackim. Przewidywał ponadto, że każdy wielki mistrz po swoim wyborze będzie zobowiązany złożyć przysięgę wierności królowi Polski, co w praktyce oznaczało nawiązanie stosunku lennego z Koroną. Ponieważ pokój kończący wojnę trzynastoletnią nie był zatwierdzony przez papieża ani przez cesarza, Krzyżacy wykorzystywali ten fakt, usiłując doprowadzić do jego rewizji. Zaczęli od sabotowania zaciągniętego w 1466 roku zobowiązania do składania przysięgi wierności kolejnym władcom polskim.
Pod koniec XV wieku w czasie panowania na tronie polskim króla Jana Olbrachta (1492-1501) pojawiła się na dworze polskim sugestia przeniesienia Krzyżaków znad Pregoły nad Dniestr, na Podole, gdzie mogliby się bardziej wykazać biegłością w sztuce rycerskiej i umiłowaniem Kościoła, chroniąc południowo-wschodnie Kresy przed Turkami i Tatarami. Gotowości do takich poświęceń w zakonie jednak nie było. Nikt tam nie chciał występować w roli antemurale christianitatis (zwłaszcza antemurale Poloniae), co swoją drogą było przejawem poważniejszego kryzysu duchowej tożsamości, który już wtedy mocno infekował zakon.
Gdy Turcy nie tylko mocno stanęli nad Dniestrem (podporządkowując sobie Wołoszczyznę i Mołdawię), ale również regularnie penetrowali pod koniec XV wieku południową Italię, Krzyżacy, odrzucając jakąkolwiek myśl o zaangażowaniu się w obronę christianitas z mieczem w ręku (co było przecież rdzeniem etosu zakonów rycerskich od początku ich istnienia), ostatecznie przypieczętowali swój los. Nie powtórzyli historii joannitów, którzy bohatersko broniąc Rodos, a potem Malty przed muzułmanami, uratowali swoje istnienie. Uratowali je, bo zachowali pierwotne powołanie jako "rycerzy w habitach".
Krzyżacy skoncentrowali zaś pod koniec XV wieku swoje wysiłki na utrzymaniu swojej władzy nad Pregołą, a w dalszej perspektywie odebraniu Polsce utraconych w 1466 roku ziem. Stąd pomysł, by wybrać na urząd wielkiego mistrza przedstawiciela niemieckiego rodu książęcego, co pozwoliłoby szukać poparcia przeciw Polsce w Rzeszy. Takie było tło wyboru w 1498 roku saskiego księcia Fryderyka z rodu Wettynów. Aż do swojej śmierci w 1510 roku odmawiał on złożenia przysięgi wierności królom Polski. Sprzyjały temu częste zmiany na tronie polskim (między 1501 a 1506 rokiem zasiadało na nim aż trzech władców) oraz wojna Litwy z Moskwą.
Rozdział III
Przełom Reformacyjny nad Sprewą i Pregołą. Znika Państwo Krzyżackie, powstaje Księstwo Pruskie
Czy można traktować wybór Albrechta Hohenzollerna na wielkiego mistrza krzyżackiego jako "otwarcie drogi do królewsko-cesarskiej zawrotnej kariery swego domu"?14 Jeśli uznać, że początkiem drogi do stworzenia jednolitego państwa pruskiego, którego rdzeń stanowiły elektorat brandenburski i Księstwo Pruskie, było skupienie tych dwóch organizmów państwowych w ręku jednej dynastii, to taką opinię trudno uznać za przesadzoną. Po raz pierwszy właśnie w 1511 roku przedstawiciele jednej dynastii rządzili zarówno w Berlinie, jak i w Królewcu. Jak wiadomo urząd wielkiego mistrza krzyżackiego był obieralny, nie dziedziczny. Sytuacja ta mogła więc wydawać się tymczasowa. Wszystko jednak zmieni sekularyzacja zakonu krzyżackiego w Prusach na skutek przyjęcia przez wielkiego mistrza Albrechta i całą elitę zakonną nad Pregołą reformacji protestanckiej. To otworzyło przed Albrechtem perspektywę ustanowienia tam swojej władzy dziedzicznej na podobieństwo tej, którą sprawowali w Brandenburgii jego kuzyni z linii elektorskiej.
Wybór Albrechta Hohenzollerna na urząd wielkiego mistrza zakonu krzyżackiego był kontynuacją linii politycznej zapoczątkowanej wyborem w 1498 roku na ten sam urząd księcia saskiego Fryderyka. W osobie Albrechta władzę w Królewcu obejmował reprezentant rodu, którego pozycja w Rzeszy na początku XVI wieku systematycznie rosła. Dość powiedzieć, że w 1514 roku w gronie siedmiu elektorów wybierających cesarza rzymskiego aż dwa miejsca przypadały Hohenzollernom. Jedno z tytułu posiadania elektoratu brandenburskiego (złączonego z urzędem arcykomornika Rzeszy), drugie zaś było związane z nominacją Albrechta Hohenzollerna (brata elektora Joachima I, nie mylić z wielkim mistrzem krzyżackim) na godność arcybiskupa Moguncji. Każdorazowo ta kościelna godność związana była z przywilejem zasiadania w elektorskim kolegium oraz sprawowaniem urzędu arcykanclerza Rzeszy. W 1518 roku arcybiskup Albrecht Hohenzollern otrzymał kapelusz kardynalski. Jak widać, wpływy Hohenzollernów sięgały daleko poza obręb Rzeszy.
Podczas cesarskiej elekcji, która w 1519 roku wyniosła króla Hiszpanii Karola I Habsburga do godności króla niemieckiego i cesarza rzymskiego Karola V, jako ostatni dwaj elektorzy swoje głosy oddawali Hohenzollernowie. Obydwaj opowiedzieli się za kandydaturą Habsburga, co ostatecznie pogrzebało szansę jego konkurenta do korony cesarskiej, króla Francji Franciszka I Walezjusza.
Hohenzollernowie systematycznie rozszerzali swój stan posiadania i wzorem ubiegłych dekad uciekali się przy tym przede wszystkim do "sakiewki". W 1523 roku margrabia Ansbachu Jerzy I Pobożny (frankońska linia Hohenzollernów) nabył Księstwo Karniowskie na Śląsku. Od tego czasu datują się związki rodu z tą ziemią. Z punktu widzenia długofalowych konsekwencji dla historii monarchii Hohenzollernów było to wydarzenie trudne do przecenienia.
Wybiegając nieco do przodu, należy również zauważyć aktywizację polityki brandenburskiej na kierunku pomorskim. Od układu w Pyrzycach z 1493 roku z pomorskimi Gryfitami Hohenzollernowie snuli plany przejęcia władzy nad Księstwem Pomorskim, które w charakterze lenna podlegało cesarzowi. W 1521 roku status ten został formalnie potwierdzony nadaniem mu statusu osobnego księstwa Rzeszy. W 1529 roku brandenburscy Hohenzollernowie na mocy traktatu zawartego z księciem pomorskim Jerzym I uzyskali potwierdzenie (obowiązującego już od 1493 roku) swojego prawa do dziedziczenia po Gryfitach, a elektor Joachim I prawo tytułowania się księciem pomorskim. Odnowienie przymierza pyrzyckiego przypieczętowano zawarciem w 1530 roku związku dynastycznego przez ślub księcia Jerzego I z córką elektora brandenburskiego, Małgorzatą.
Polityka brandenburskich Hohenzollernów szła jednak dwoma torami. Na jednym były porozumienie i dynastyczne koligacje, na drugim uderzanie w Księstwo Pomorskie poprzez utrudnianie mu kontaktu z jego bezpośrednim zapleczem gospodarczym w dorzeczu Odry. Elektorowie od lat trzydziestych XVI wieku nakładając restrykcyjne cła, utrudniali handel na żeglugowej trasie warciańsko-odrzańskiej. Z kolei frankfurckie prawo składu mocno nadwerężyło kontakty handlowe Pomorzan ze swoim zapleczem drogą lądową.
Członkowie obradującej w Królewcu kapituły generalnej zakonu krzyżackiego wybierając w 1511 roku Albrechta Hohenzollerna na urząd wielkiego mistrza, z pewnością jako jego główny atut traktowali silne "umocowanie" rodu księcia w Rzeszy. Być może nie bez znaczenia było również to, że nowy wielki mistrz był siostrzeńcem panującego w Polsce króla Zygmunta I. Można domniemywać, że liczono w Królewcu, iż w tej sytuacji polski władca nie będzie twardo egzekwował zapisu pokoju z 1466 roku o przysiędze wielkiego mistrza na wierność królowi Polski.
Jeśli były takie kalkulacje, okazały się one całkowicie błędne. Jagiellon wspierany przez kolejne sejmy nie zamierzał ani na jotę ustępować z ustaleń kończących wojnę trzynastoletnią. Na domiar złego dla coraz bardziej zeświecczającego się zakonu ponownie pojawiły się na dworze krakowskim pomysły przeniesienia Krzyżaków znad Bałtyku na Podole, by tam na nowo odkryli swoje powołanie jako zakonu rycerskiego.
Wielki mistrz Albrecht Hohenzollern, wzorem swoich poprzedników, ani myślał podejmować się ryzykownej misji strażnika "przedmurza chrześcijaństwa". Swoją szansę dostrzegł natomiast w dołączeniu do szerokiej antypolskiej koalicji montowanej przez cesarza Maksymiliana I Habsburga, do której mieli wejść obok elektorów brandenburskich również książęta sascy, państwo Zakonu Kawalerów Mieczowych w Inflantach, Dania oraz Wielkie Księstwo Moskiewskie15.
Zwrot w polityce jagiellońskiej, który na mocy traktatu krakowskiego z 1515 roku zakończył ostrą fazę dynastycznej rywalizacji o pierwszeństwo w Europie Środkowej (ostatecznie rozstrzygnięta na korzyść Habsburgów na skutek klęski Węgier w bitwie z Turkami pod Mohaczem w 1526 roku), zapobiegł zawiązaniu tego układu. W tej sytuacji wielki mistrz Albrecht zdecydował się na kontynuowanie antypolskiego projektu dyplomatycznego w węższej formule, opartej na porozumieniu krzyżacko-moskiewskim przeciw monarchii jagiellońskiej. Było to porozumienie iście "ekumeniczne", zważywszy, że władcy Moskwy wobec trwania tzw. schzmy wschodniej traktowani byli przez Kościół katolicki (a Krzyżacy, ciągle poszukując protekcji papieża przeciw Polsce, przedstawiali się jako "wierni synowie Kościoła") jako schizmatycy, z którymi obcowanie było dla prawowiernego katolika grzechem śmiertelnym. Również dla władców Moskwy, pielęgnujących już mit "trzeciego Rzymu", który nie upadnie w wierze tak jak "Rzym pierwszy" - papieski, kontakty z katolickim zakonem rycerskim miały charakter pewnej transgresji.
W latach 1517-1519 najbliższy doradca Albrechta Dietrich von Schönberg odbył trzy poufne podróże do Moskwy. Już pierwsza z nich zakończyła się zawarciem 10 marca 1517 roku sojuszu przeciwko Polsce. Wielki książę Moskwy Wasyl III zobowiązywał się wysłać Albrechtowi posiłki wojskowe w postaci 10 tysięcy piechoty oraz 2 tysięcy jazdy oraz wspólnie z nim wystąpić zbrojnie przeciw monarchii jagiellońskiej. Z perspektywy Królewca rzecz była warta nawet takich "protokolarnych ustępstw" jak padanie na twarz poselstwa krzyżackiego przed Wasylem i zgoda na witanie wielkiego mistrza przez posła moskiewskiego ledwie skinieniem głowy16.
W 1519 roku wielki mistrz Albrecht Hohenzollern rozpoczął wojnę przeciw Koronie Polskiej. Pomoc moskiewska okazała się iluzoryczna. Na dodatek brandenburscy kuzyni wielkiego mistrza nie zamierzali porzucać swojej dotychczasowej polityki opartej na niezadrażnianiu relacji z Polską. Elektor brandenburski Joachim I zachował neutralność w konflikcie polsko-krzyżackim, obawiając się, że w przeciwnym razie narazi się na atak wojsk polskich na Marchię.
W tej sytuacji Krzyżacy zgodzili się na zawarcie w 1521 roku rozejmu z Polską, a wielki mistrz udał się do Rzeszy, szukając tam wsparcia przeciw swojemu królewskiemu wujowi. O nastroju Albrechta, z jakim opuszczał państwo zakonne, świadczyły słowa napisane do biskupa sambijskiego Georga Polentza: "Nie wrócę [do Prus - G.K.], aby się zagłodzić. Jako urodzony książę brandenburski mogę się utrzymać ze swej ojcowizny. Niech inni siedzą w Prusach na polewce"17.
Albrecht przybywał do Rzeszy w okresie szczególnym. W ciągu dziesięciu lat od jego wyboru na wielkiego mistrza doszło do epokowej zmiany. Rozpoczęty w 1517 roku przez księdza Marcina Lutra ruch reformy Kościoła w 1521 roku przybrał formę rewolucyjnego zerwania z Rzymem i papieżem jako "Antychrystem". Rok wcześniej niemiecki ksiądz został ekskomunikowany przez papieża Leona X. Marcin Luter zrewanżował się publicznym spaleniem ekskomunikującej go bulli pod murami Wittenbergi. Do tego gestu nawiązywać będą w kolejnych wiekach następni organizatorzy wielkich paleń "nieprawomyślnych" druków w Niemczech (np. podczas obchodów trzechsetlecia reformacji w Wartburgu w 1817 roku).
Gdy do Rzeszy przybył ostatni wielki mistrz Zakonu Niemieckiego w Prusach, nauka Lutra była już ukształtowana w swoich najważniejszych elementach, czyli w przekonaniu, że na drodze do osiągnięcia zbawienia nie jest potrzebny wiernym autorytet Kościoła, wyznaczy sama wiara (sola fide), ukształtowana przede wszystkim przez "prawdziwą Ewangelię" (sola scriptura). Z katolickiej nauki o siedmiu sakramentach pozostał jedynie sakrament chrztu.
Zakwestionowanie autorytetu Kościoła przez Lutra i jego zwolenników miało dalekosiężne skutki polityczne, społeczne i kulturowe. Ukształtowany w ciągu setek lat ład christianitas opierał się bowiem na współdziałaniu władzy świeckiej i władzy duchownej. Jak pokazywały długie konflikty papiestwa z cesarstwem, harmonia między tymi ośrodkami była krucha, ale jednak opierała się na istnieniu dwóch autonomicznych wobec siebie władz. Protestancka reformacja radykalnie zakwestionowała ten stan rzeczy.
Czynnikiem, który przesądził o tym, że ruch Marcina Lutra (i on sam) nie podzielił losu wcześniejszych, heterodoksyjnych prób "odnowy" Kościoła, było opowiedzenie się za reformacją władzy świeckiej - niektórych książąt Rzeszy widzących w tym szansę na poszerzenie podstaw rządów we własnych państwach, jak i na zewnątrz poprzez możliwość wyemancypowania się spod zwierzchności cesarskiej. Marcin Luter odwdzięczał się za wsparcie swojego ruchu, nauczając, że książęta Rzeszy, którzy stanęli po stronie "prawdziwej Ewangelii", są "biskupami z konieczności" (Notbischöfe). W tym charakterze nie tylko mogli, ale wręcz powinni ingerować w sprawy dotychczas zastrzeżone dla władzy duchownej. W tym ostatnim przypadku nie chodziło tylko o zarządzanie strukturą i majątkiem Kościoła, ale również kwestie dotyczące na przykład prawa małżeńskiego, co miało ścisły związek z odrzuceniem przez Lutra sakramentalnego charakteru małżeństwa ("Nic, co dotyczy spraw małżeńskich, nie należy do Ewangelii" - mawiał)18.
Przykład Rzeszy (w tym Brandenburgii, o której będzie jeszcze mowa) potwierdzał regułę spotykaną także w innych państwach, gdzie zwyciężała reformacja (Anglia i monarchie skandynawskie), zgodnie z którą jej sukces był uwarunkowany "odgórnie". Decydującym impulsem okazywało się opowiedzenie po stronie "nowej wiary" władzy państwowej oraz akces do niej (lub bierność) sporej części duchowieństwa katolickiego. Jak świadczyły przykłady wielkich powstań chłopskich w Szwecji i Anglii w obronie "starej wiary", lud Boży za nowinkami religijnymi nie specjalnie tęsknił.
Klasycznym wręcz przykładem takiego "odgórnego" modelu narzucania protestantyzmu był los państwa Zakonu Niemieckiego w Prusach. Do spotkania wielkiego mistrza Albrechta z Marcinem Lutrem doszło w listopadzie 1523 roku w Wittenberdze. W marcu tego samego roku niemiecki reformator zwrócił się w liście otwartym do członków zakonu w Prusach, by porzucili "papistowskie przesądy" w postaci celibatu i innych ślubów zakonnych oraz by przyjęli "prawdziwą Ewangelię" na nowo odkrytą przez doktora z Wittenbergi. Eks-ksiądz radził to samo wielkiemu mistrzowi.
W obu przypadkach wezwanie padło na podatny grunt. Proces zeświecczenia zakonu krzyżackiego datował się od przełomu XV i XVI wieku. Przełomowe pod tym względem okazało się urzędowanie jako wielkiego mistrza księcia Fryderyka Saskiego (1498-1510), który uczynił ze swojej siedziby w Królewcu dwór świeckiego władcy, otwarty na wpływy włoskiego humanizmu renesansowego. Nie byłoby w tym nic zdrożnego, gdyby nie fakt, że chodziło o instytucję zakonną. Jak wiemy, rycerze w białych habitach z czarnym krzyżem zdecydowanie odrzucali myśl o przeniesieniu się na pierwszą linię frontu walki z kolejną falą muzułmańskiej ofensywy na chrześcijańską Europę. Duch obrońców Akki z 1291 roku dawno umarł nad Bałtykiem.
Na początku XVI wieku w Zakonie Niemieckim w Prusach panował zgoła odmienny duch. Cytując autora niedawno opublikowanej biografii Albrechta Hohenzollerna, zakon krzyżacki w momencie obejmowania przez niego władzy w 1511 roku "znajdował się w stanie rozkładu. Zaczęły zanikać powaga i godność stanu duchownego. Zdarzały się wypadki, że Krzyżacy popełniali pospolite przestępstwa, takie jak morderstwa, grabieże, kradzieże i oszustwa". Wśród najwyższych dostojników zakonnych szerzyły się choroby weneryczne (zapadł na nią sam Albrecht), które raczej nie były rezultatem gorliwego praktykowania cnót i rad ewangelicznych19.
Grunt, w sensie duchowym, pod przyjęcie "prawdziwej Ewangelii" przez wielkiego mistrza i elitę władzy Zakonu Niemieckiego w Prusach był gotowy jeszcze przed 1517 rokiem. Pod tym względem los Krzyżaków w Prusach w niczym nie odbiegał od losu tych licznych konwentów zakonnych w państwach niemieckich, które gremialnie - niemal z dnia na dzień - przyjmowały naukę Marcina Lutra i porzucały Kościół rzymski, choć wcześniej przyrzekały mu wierność.
Równie wymowny i znaczący był fakt, że ochoczo akces do "nowej wiary" złożyli również dwaj biskupi pruscy (inaczej: cały pruski episkopat): wspomniany biskup sambijski Georg Polentz oraz biskup pomezański Erhard Queis. Nie tylko dobrowolnie porzucili swoje godności biskupie, ale ochoczo wspierali Albrechta w zaprowadzeniu nad Pregołą nowej wiary, oddając mu do dyspozycji majątki kościelne oraz uznając jego zwierzchnictwo we wszystkich sprawach dotyczących organizacji kościelnej w Prusach. Okazało się, że w połowie lat dwudziestych XVI wieku dwa filary starego porządku w państwie zakonnym - elita zakonna oraz miejscowy episkopat - przeszły w komplecie do obozu reformacyjnego.
Pozostawał jeszcze jeden, decydujący dla przyszłości protestantyzmu na ziemiach pruskich, czynnik - stanowisko Korony Polskiej. Po zawarciu rozejmu z Krzyżakami w 1521 roku czas biegł na korzyść Polski. Sam Albrecht, jak widzieliśmy, miał świadomość niemal beznadziejności swojego położenia. Również wśród władców europejskich panowało dość powszechne przekonanie, że tylko kwestią czasu jest przejęcie przez Polskę całości ziem państwa zakonnego.
Stojąca u szczytu swojej potęgi monarchia jagiellońska zdecydowała się na inne rozwiązanie. Król Zygmunt I Stary przyjął usługi mediacyjne, które w imieniu Albrechta podjęli książę legnicki Fryderyk (ze śląskich Piastów) oraz brat wielkiego mistrza, margrabia Ansbachu, Jerzy. Wynikiem negocjacji podjętych w marcu 1525 roku było podpisanie 8 kwietnia w Krakowie traktatu, który uznawał sekularyzację Prus Krzyżackich i przekazywał powstałe w ten sposób Księstwo Pruskie - pierwsze państwo luterańskie - we władanie Albrechtowi jako "księciu w Prusach" (dux in Prussia).
Jako władca Księstwa Pruskiego (Prus Książęcych) był on lennikiem króla Polski, któremu zgodnie z traktatem krakowskim przysługiwał tytuł "pana i dziedzica wszystkich Prus" (dominus et haeres totius Prussiae). Określenie "wszystkie Prusy" nawiązywało do nazewnictwa odnoszącego się do całości ziem państwa krzyżackiego, które po 1466 roku zostały częściowo wcielone do Korony jako tzw. Prusy Królewskie. Od 1525 roku formalnie zaczęła się również historia Prus Książęcych (czyli Księstwa Pruskiego oddanego we władanie księciu Albrechtowi).
Na mocy traktatu krakowskiego władza Albrechta jako "księcia w Prusach" stawała się dziedziczna. W razie braku męskiego potomka tron książęcy mieli dziedziczyć jego trzej bracia z linii frankońskiej dynastii Hohenzollernów, margrabiowie Kazimierz, Jerzy i Jan, oraz ich synowie.
Symbolicznym dopełnieniem układu polsko-pruskiego, ale i wykonaniem traktatowego postanowienia, iż "winien pan margrabia Albrecht złożyć przysięgę Jego Królewskiej Mości i Królestwu Polskiemu, jako swemu przyrodzonemu i dziedzicznemu Panu, oraz okazywać się na przyszłość posłusznym Jego Królewskiej Mości we wszystkim, jak z prawa należy księciu wasalnemu względem swego dziedzicznego pana", była ceremonia uroczystego hołdu księcia Albrechta przed królem Polski Zygmuntem I na rynku w Krakowie 10 kwietnia 1525 roku. Po złożeniu na klęczkach przysięgi wierności królowi i jego potomkom na tronie polskim Albrecht, na znak zależności lennej, otrzymał od polskiego władcy chorągiew z herbem nowego Księstwa Pruskiego. Na białym polu widniał czarny orzeł, który jako symbol podległości lennej koronę miał na szyi, a nie na głowie, a pod nią inicjał "S" na oznaczenie łacińskiego brzmienia imienia polskiego króla (aż do 1640 roku litera ta będzie odnosić się do innych imion - Stephanus [Stefana Batorego] i Sigismundus [Zygmunta III Wazy], pojawi się również litera V w odniesieniu do imienia Vladislaus [króla Władysława IV]).
Zafrasowany Stańczyk ze słynnego obrazu Jana Matejki Hołd pruski był symbolem złych przeczuć, które towarzyszyły zawarciu układu Zygmunta Starego z Albrechtem. Czas (okres zaborów), w którym powstało to płótno, dodatkowo sprzyjał przypominaniu o nieostrożności popełnionej przez Jagiellona. Głosy przestrogi odzywały się już w momencie zawierania traktatu krakowskiego. Wybitny humanista i biskup warmiński Jan Dantyszek pisał na początku 1525 roku do króla Zygmunta: "Nie powinno się pominąć żadnej sposobności, ażeby wejść w posiadanie tego kraju [Prus krzyżackich - G.K.], skąd tyle nieszczęść od dawnych czasów spadało na Polskę, gdyż okazywanie łaskawości i miłosierdzia, zwłaszcza wrogom, często przynosiło niepowetowane szkody"20. Trzeba przyznać, słowa godne wielkiego męża stanu.
Inni obserwatorzy wskazywali na fatalną rolę, jaką odegrali w całej sprawie najbliżsi doradcy Zygmunta I - kanclerz Krzysztof Szydłowiecki i biskup Piotr Tomicki. Żadnych wątpliwości w tej sprawie nie miał przebywający w Polsce legat papieski Antonio Puglioni, który przyznawał, że "król jest dobrym człowiekiem, lecz w wielu sprawach pozwala kierować sobą, a część rady królewskiej, w której rękach spoczywają podobne sprawy, jest dość przekupna". Kanclerz cesarza Karola V Mercurino Gattinara stwierdził, że godząc się na sekularyzację państwa krzyżackiego i status Albrechta jako luterańskiego władcy świeckiego, król Polski "utracił wszelką powagę i dobre mniemanie u wszystkich"21.
Na marginesie można dodać, że jeszcze w XX wieku prymas Polski kardynał Stefan Wyszyński krytycznie wypowiadał się o postawie króla Polski w 1525 roku, określając je "mimowolnym patronowaniem zdradzie Kościoła przez Krzyżaków", co "kosztowało Polskę bardzo wiele". Cała zaś późniejsza historia relacji polsko-pruskich (niemieckich) była "dla nas ostrzeżeniem, iż za cenę niewierności Bogu nie można ubezpieczać ani Narodu, ani państwa" (Gniezno, 27 kwietnia 1975 roku) 22.
Krytyczne opinie papieskich i cesarskich dyplomatów o traktacie krakowskim niespecjalnie dziwią. Przyjęcie przez Albrechta luteranizmu i sekularyzacja państwa krzyżackiego w Prusach oznaczały, że zarówno papież, jak i cesarz przestali być protektorami Zakonu Niemieckiego nad Bałtykiem, bo zakon przestał tam istnieć. Jego ostatni wielki mistrz rezydujący w Królewcu stał się zaś heretykiem i jako taki ściągnął na siebie ekskomunikę (od papieża) i karę banicji z Rzeszy (w 1532 roku). Nowy książę pruski - w oczach swoich dotychczasowych protektorów heretyk i banita - od 1525 roku miał nowego i jedynego prorektora w osobie króla Polski i jego następców. Od wschodu, zachodu i południa otoczony był przez jagiellońską monarchię, która przeżywała właśnie swój "złoty wiek". Należy zgodzić się z opinią Władysława Konopczyńskiego, który komentując znaczenie traktatu krakowskiego z 1525 roku, stwierdził: "Od dalszej zręcznej polityki oraz od siły cywilizacyjnej obu stron zależało, czy Prusy przylgną na stałe do Polski, czy też, połączone z Brandenburgią, odcinać ją będą od Bałtyku"23.
Zygmuntowi I Staremu nie można zarzucić krótkowzroczności - kategorycznie odrzucił sugestie ks. Albrechta, by rozszerzyć listę przyszłych dziedziców Księstwa Pruskiego o brandenburskich Hohenzollernów. Król Polski przewidywał zagrożenie, jakie dla Korony mogło wyniknąć w skupieniu w jednym ręku władzy w Berlinie i Królewcu. Brandenburskim Hohenzollernom nie pomogło nawet dynastyczne skoligacenie z polskim domem panującym. Historię zmarnowanych okazji i krótkowzrocznych decyzji rozpoczyna dopiero panowanie ostatniego Jagiellona, króla Zygmunta Augusta.
Na drodze do osiągnięcia przez Hohenzollernów strategicznego celu, tj. jednoczesnego panowania w Brandenburgii i Księstwie Pruskim, trzeba było nie tylko pokonać nieprzychylność dworu polskiego. Czynnikiem, który w pierwszych latach po traktacie krakowskim wyraźnie ograniczał możliwości realizacji tego planu, była odmienność wyznaniowa Brandenburgii oraz zsekularyzowanych Prus Książęcych. Przez pierwsze dziesięć lat po krakowskim hołdzie księcia Albrechta między Brandenburgią a Księstwem Pruskim utrzymywały się napięte relacje wywołane tym, że panujący w Berlinie elektor Joachim I aż do swojej śmierci (11 lipca 1535 roku) pozostał przy Kościele rzymskim.
Elektor brandenburski do końca swojego panowania był również zdecydowany bronić wiary katolickiej w Rzeszy z mieczem w ręku. W 1521 roku na sejmie Rzeszy w Wormacji (tam miały paść owiane legendą słowa Marcina Lutra: "Tutaj stoję, inaczej nie mogę") Joachim I opowiedział się przeciw twórcy reformacji. Trzy lata później wydał zakaz rozpowszechniania na terenie Marchii tłumaczenia Biblii na język niemiecki dokonanego przez reformatora. W 1533 roku - a więc osiem lat po utworzeniu pierwszego państwa luterańskiego w postaci Księstwa Pruskiego - elektor brandenburski zawarł w Halle wraz z innymi książętami Rzeszy związek mający na celu obronę (również manu militari) wiary katolickiej w cesarstwie.
Rzut oka na:
Miłosierdzie pana i lennika
Trwający mocno przy katolicyzmie król Polski Zygmunt I Stary; ten sam, który kategorycznie żądał od swojego brandenburskiego zięcia, elektora Joachima II, wytrwania przy Kościele rzymskim, zgodził się w 1525 roku, by jego siostrzeniec nie tylko porzucił ten Kościół, ale utworzył nad Bałtykiem pierwsze państwo luterańskie. Mało tego, jedynym protektorem tego "heretyckiego" państwa w Prusach stał się trwający szczerze przy katolickiej ortodoksji małżonek królowej Bony.
Stanisław Hozjusz, mąż uczony - późniejszy biskup warmiński i kardynał, jeden z ojców soboru trydenckiego i filar obozu katolickiej kontrreformacji (założyciel pierwszego kolegium jezuickiego w Rzeczypospolitej) - wydawać by się mogło, zagorzały przeciwnik traktatu krakowskiego z 1525 roku, w okolicznościowej poezji skomponowanej dla upamiętnienia tego wydarzenia prezentował całkiem inną ocenę:
Powiedz, ktokolwiek przeczytasz te sprawy, Czy li nie nazwiesz monarchę łagodnym, Co mogąc łatwo skończyć ze zwyciężonym, Wzrok swój mu wolał pokazać łaskawy?
W podobnym duchu komentował zależność lenną Hohenzollernów od Korony Polskiej Mistrz z Czarnolasu, który w poemacie Proporzec albo Hołd pruski z 1563 roku zachwalał księcia Albrechta, wszak:
Jego tedy postępki mądre uczyniły, Jego wiara i cnota, że co srodze były Pruskie kraje strapione ustawicznym bojem, Wrychle jęły się cieszyć pożądanym pokojem.
Sprawy konfesyjne pociągały za sobą również ważne decyzje polityczne. Trwanie Joachima I przy katolicyzmie oznaczało, że Brandenburgia znalazła się w sojuszu z Habsburgami (cesarzem Karolem V). W tym samym czasie książę Albrecht budował swoją pozycję polityczną na zerwaniu z dynastią panującą w Rzeszy, wiążąc swoją przyszłość w związku z Koroną Polską.
O determinacji elektora Joachima I w trwaniu przy Kościele rzymskim świadczył również fakt, że w swoim testamencie z 1534 roku zobowiązywał (pod przysięgą) synów: Joachima (późniejszego elektora Joachima II) oraz Jana, by trwali w wierze katolickiej. Synowie przysięgę umierającemu złożyli, by po kilku latach ją złamać. W 1539 roku do obozu protestanckiego oficjalnie przystąpił Joachim II, ogłaszając nową ordynację kościelną dla Marchii. Rok wcześniej do zwolenników "prawdziwej Ewangelii" dołączył jego brat Jan, władający Nową Marchią.
Jak wszędzie, również w Brandenburgii decydujące dla zwycięstwa reformacji protestanckiej okazało się przejście na jej stronę dwóch filarów starego ładu christianitas: władzy świeckiej (tronu) oraz ołtarza (sporej części katolickiego duchowieństwa). Należy bowiem zauważyć, że nawet wtedy, gdy władza świecka (Joachim I) trwała przy katolicyzmie, głęboki kryzys duchowy i moralny drążył już brandenburski Kościół. Niezwykle wymowne pod tym względem były przykłady rozpadania się całych wspólnot klasztornych pod wpływem nauczania zwolenników "prawdziwej Ewangelii". Jeszcze przed 1539 rokiem taki los spotkał m.in. cysterski klasztor w Himmelpfort, dom zakonny premonstratensów w Leitzkau czy kartuzję we Frankfurcie nad Odrą. W ten sposób kolejny raz zyskała potwierdzenie stara reguła znana z dziejów Kościoła, że miarą jego kondycji duchowej i moralnej był stan, w jakim znajdowały się zakony.
Wyłom nastąpił również w brandenburskim episkopacie. Od początku stronnikiem Marcina Lutra w Marchii okazał się biskup Brandenburga Matthias von Jagow, który należał do kręgu najbliższych doradców elektora Joachima II. To z jego rąk elektor uroczyście przyjął 1 listopada 1539 roku w kościele św. Mikołaja I w Spandau komunię pod dwiema postaciami, co było symbolicznym znakiem przystąpienia brandenburskiego władcy do obozu reformacji. Zważywszy na to, że w Brandenburgii istniały trzy diecezje (obok Brandenburga również w Havelbergu i Lubuszu), okazuje się, że jedna trzecia episkopatu przeszła na stronę "czystej wiary".
Z pewnością czynnikami, które wpływały na kruszenie się obozu obrońców wiary katolickiej w elektoracie brandenburskim, było rozszerzanie się reformacji w miejskich ośrodkach oraz jej zwycięstwo na przełomie 1534 i 1535 roku w bezpośrednio sąsiadującym z Marchią Księstwie Pomorskim.
Z drugiej strony elektor Joachim II musiał liczyć się z oporem wobec perspektywy przyjęcia "nowej wiary" ze strony swojej żony Jadwigi Jagiellonki oraz swojego teścia, króla Polski Zygmunta I. Ślub polskiej królewny - córki Zygmunta Starego z jego pierwszego małżeństwa z Barbarą Zapolyą - z panującym od niespełna dwóch miesięcy elektorem brandenburskim został zawarty w Krakowie 2 września 1535 roku. Zarówno Jadwiga, jak i jej królewski ojciec zdecydowanie sprzeciwiali się przyjęciu "prawdziwej Ewangelii" przez Joachima II. Akcesja elektora do obozu protestanckiego była czynnikiem, który dodatkowo wzmocnił opór króla Polski wobec starań brandenburskich Hohenzollernów o przyznanie im możliwości dziedziczenia w Księstwie Pruskim. Joachim II musiał również liczyć się z negatywnym stanowiskiem swojego stryja - kardynała i arcybiskupa Moguncji Albrechta Hohenzollerna.
Dlaczego więc elektor Joachim II zdecydował się na przyjęcie "czystej Ewangelii"? Trudno historykowi zaglądać w zakamarki duszy człowieka, który zdecydował się na taką decyzję natury przede wszystkim duchowej, łamiąc jednocześnie przysięgę daną swojemu ojcu i przezwyciężając opór najbliższej rodziny. Może chodziło o to, że na mocy wprowadzonej w 1539 roku nowej ordynacji kościelnej elektor stawał się de facto głową Kościoła w Brandenburgii? Ale przecież już wcześniej, w XV wieku, władcy Brandenburgii uzyskali od papieży decydujący wpływ na obsadę stanowisk biskupich (por. wyżej). Te dawne prawa elektor Joachim I tylko wzmocnił swoją ortodoksyjną postawą.
Tak, elektorowie mieli wielki wpływ na sprawy kościelne, ale nie na majątki Kościoła. Wszędzie, gdzie zwyciężała reformacja, fakt ten pociągał za sobą konfiskatę kościelnych nieruchomości przez przyjmującego "czystą Ewangelię" świeckiego władcę. Ten, stając się nowym summus episcopus struktur kościelnych oddzielonych od Rzymu, zyskiwał nową legitymizację wewnętrzną (stara z chwilą zerwania z "rzymską wiarą" traciła na znaczeniu). Przejmując majątki kościelne i powiększając w ten sposób zasób własnej domeny, znacznie rozszerzał materialną podstawę swojej władzy. Natomiast mechanizm redystrybucji skonfiskowanych Kościołowi majątków, które z biegiem czasu trafiały w ręce nowych nabywców, niemal bez wyjątku pochodzenia szlacheckiego, oznaczał nie tylko poszerzenie obozu tych, którzy nie byli zainteresowani restytucją katolicyzmu. Oznaczał również przebudowę przedreformacyjnej struktury stanowej, z której "wypadło", jako osobny stan, duchowieństwo. Od tej pory w państwie liczyć się będą wzmocniony władca i zasilony majątkami kościelnymi (odkupionymi od władcy) stan szlachecki.
Ten wzór znalazł również zastosowanie w Brandenburgii po 1539 roku. Dostępne dane pochodzące z lat 1540-1620 pokazują, że na sekularyzacji majątków kościelnych najbardziej zyskały dwa podmioty: elektor oraz szlachta. Takie same procesy jak w Księstwie Pruskim zachodziły wówczas w Brandenburgii. Z jedną różnicą. W Prusach Książęcych, zważywszy na strukturę własnościową w państwie krzyżackim (zakon był największym właścicielem ziemskim) i mniejszą liczbę szlachty niż w elektoracie, głównym materialnym beneficjentem reformacji była władza książęca. Nie oznaczało to jednak zepchnięcia szlachty wschodniopruskiej na margines. Była ona mniej liczna niż w Brandenburgii, ale za to dysponowała rozleglejszymi majątkami. Ponadto również w tym przypadku działał mechanizm redystrybucji skonfiskowanych majątków kościelnych (w tym przypadku chodziło przede wszystkim o dobra zlikwidowanych po 1525 roku biskupstw sambijskiego i pomezańskiego). Pod koniec XVI wieku niemal 30% areału uprawnego w Prusach Książęcych należało do tamtejszych rodów szlacheckich.
Reformacja zwyciężyła nad Pregołą i Sprewą. Oprócz wpływu na sferę duchową i kulturową miało to swoje znaczenie polityczne (usunięcie przeszkód natury wyznaniowej na drodze do połączenia w jednym ręku Berlina i Królewca) i społeczne (monarchia stanowa na nowych podstawach). Trzeba jednak pamiętać, że zwycięstwo to nie było ani natychmiastowe, ani od początku jednoznaczne. Wiele katolickich wspólnot zakonnych w Brandenburgii rozpadało się bez żadnego zewnętrznego przymusu. Były jednak i takie, które trwały po 1539 roku mimo wprowadzanej odgórnie nowej, protestanckiej ordynacji kościelnej. Jeszcze kilkadziesiąt lat po jej inauguracji opór stawiali (do 1567 roku) franciszkanie z Angermünde. Jeszcze dłużej, bo do 1570 roku, trwali ich współbracia w Brandenburgu. Dominikanie w Strausbergu przetrwali do 1552 roku. Do 1548 roku utrzymały się cysterki w Heiligengrabe. Sekularyzacja klasztorów Nowej Marchii trwała natomiast do lat pięćdziesiątych XVI wieku (najbardziej "oporne" były domy zakonne w: Reczu, Cedyni i Świdwinie). Jeszcze na początku szóstej dekady XVI wieku wizytacje dokonywane przez organizatorów nowych (luterańskich) struktur kościelnych w Brandenburgii wykazywały, że ciągle w wielu miejscach jest odprawiana "papistowska" Msza Święta.
Etapami dokonywała się również likwidacja katolickiej struktury diecezjalnej w Brandenburgii. Pierwszy polegał na obsadzaniu "opornych" stolic biskupich małoletnimi synami lub wnukami elektorskimi. Osiągano w ten sposób dwa cele: podporządkowywano władzy elektorskiej najważniejszą strukturę kościelną oraz degradowano w oczach wiernych powagę urzędu biskupiego sprawowanego przez dziecko.
W 1552 roku taki modus operandi zastosowano wobec biskupstwa w Havelbergu. Po śmierci w 1548 roku trwającego przy Kościele powszechnym biskupa Busso, elektor łamiąc opór kapituły katedralnej (nie mówiąc o sprzeciwie Rzymu), przeforsował w 1551 roku wybór na stolicę biskupią swojego syna Fryderyka, a po jego rychłej śmierci (w 1552 roku) - swojego wnuka, siedmioletniego Joachima Fryderyka. "Opiekę" nad majątkiem biskupstwa rozciągnęli od razu elektor oraz ojciec małoletniego biskupa, a syn elektora, Jan Jerzy. Po tej "opiece" tak niewiele już zostało, że w 1571 roku biskupstwo havelberskie zostało ostatecznie włączone do domeny elektorskiej przez Jana Jerzego, ojca nominalnego biskupa.
W 1554 roku ten sam Joachim Fryderyk, który dwa lata wcześniej został biskupem Havelbergu, w podobny sposób jako dziewięcioletnie dziecko objął "rządy" nad diecezją lubuską. Krótko potem został również biskupem Brandenburga. W każdym przypadku "opiekę" nad biskupimi dobrami roztoczył jego ojciec, a późniejszy elektor, Jan Jerzy. Efekt był taki, że pod koniec XVI wieku nie było już na terenie Brandenburgii żadnych biskupstw.
Jednolitość wyznaniowa między władcami Brandenburgii a Prus Książęcych trwała niewiele ponad siedemdziesiąt lat. Przerwało ją przyjęcie w 1613 roku przez elektora Jana Zygmunta tzw. wiary reformowanej, jak nazywano w Rzeszy kalwinizm24. Należy pamiętać, że zwolennicy tej ostatniej odmiany protestantyzmu byli w pierwszej fazie wojen religijnych zgodnie zwalczani na obszarze Świętego Cesarstwa Rzymskiego zarówno przez obóz katolicki, jak i luterański. Również gwarancje pokoju augsburskiego z 1555 roku (słynna zasada: cuius regio eius religio) dotyczyły tylko katolików i luteranów.
Decyzja Jana Zygmunta, podobnie jak decyzja elektora Joachima I z 1539 roku o zerwaniu z Kościołem rzymskim, miała podwójny charakter: wyboru osobistego (własnej drogi życia duchowego) oraz politycznej kalkulacji. Jan Zygmunt spędził młodość (studia w Heidelbergu) w Palatynacie Reńskim, gdzie pierwszy raz zetknął się (i zaakceptował) z naukami Jana Kalwina oraz jego uczniów.
Nie bez znaczenia był również fakt, że przyjęcie kalwinizmu otwierało elektorowi brandenburskiemu drogę do ubiegania się o sukcesję po ostatnim władcy księstw Jüllich i Kleve Janie Wilhelmie. To zaś oznaczało perspektywę przesunięcia władztwa brandenburskich Hohenzollernów również nad Ren. Spadek, o którym będzie jeszcze mowa w niniejszym opracowaniu, obejmował również hrabstwa: Mark, Ravensberg oraz Ravenstein, których mieszkańcy byli przeważnie wyznania kalwińskiego.
O tym, że chodziło przede wszystkim o nadreńskie posiadłości, świadczy pośrednio fakt, iż elektor Jan Zygmunt nie podejmował właściwie żadnych kroków, by uczynić w Brandenburgii wyznanie "reformowane" czymś więcej niż tylko wyznaniem dworu berlińskiego. Ta wstrzemięźliwość brała się również z tego, że decyzja Jana Zygmunta o konwersji na kalwinizm spotkała się z dużym oporem stanów brandenburskich - szlachty i mieszczaństwa, zdecydowanych trwać przy luteranizmie. Gdy w 1615 roku usunięto obrazy z luterańskiej katedry w Berlinie (kalwinizm w odróżnieniu od luteranizmu wydał bezwzględną walkę "papistowskim idolom", jak nazywano wywodzącą się z katolicyzmu sztukę sakralną), doszło w stolicy Marchii do sporego tumultu.
Swobodę elektora dodatkowo krępował stan prawny obowiązujący w Rzeszy, tj. postanowienia wspomnianego pokoju religijnego z 1555 roku, który swoimi gwarancjami obejmował jedynie katolików i luteran. W praktyce oznaczało to pozbawienie elektora jakiejkolwiek możliwości zmuszenia poddanych do przejścia na wiarę "reformowaną" (w tym przypadku nie obowiązywała więc zasada cuius regio eius religio). Dwór berliński musiał również brać pod uwagę, że decyzja o konwersji elektora na kalwinizm była bardzo niechętnie postrzegana zarówno przez słynący z katolickiej ortodoksji dwór króla Polski Zygmunta III Wazy, jak i przez trwające przy luteranizmie stany Prus Książęcych.
Wzrost znaczenia czynnika stanowego w Brandenburgii i Prusach Książęcych należał do zasadniczych konsekwencji politycznych i społecznych zwycięstwa reformacji nad Sprewą i Pregołą. Zarówno w elektoracie brandenburskim, jak i w Księstwie Pruskim szlachta stała się głównym obok władzy elektorskiej i książęcej beneficjentem zwycięstwa "czystej Ewangelii" nad "papistowskimi błędami".
W przypadku Prus Książęcych dochodził dodatkowy czynnik sprzyjający usamodzielnieniu się stanu szlacheckiego, jakim była zależność księstwa wobec Korony Polskiej. Książęta pruscy w odróżnieniu od brandenburskich elektorów mieli swojego suwerena bardzo blisko, i na tę bliskość bardzo liczyli reprezentanci stanów szlacheckiego i mieszczańskiego, widząc w niej najlepsze zabezpieczenie przed absolutystycznymi zapędami władcy.
Odmienna sytuacja pod tym względem panowała w Brandenburgii. W coraz luźniejszej strukturze politycznej, jaką stawała się Rzesza wchodząca w epokę wojen religijnych, pozycja elektorów rządzących w Berlinie systematycznie rosła. Najpierw jako wsparcie obozu katolickiego (cesarskiego), a po 1539 roku jako podpora obozu protestanckiego. W każdym "rozdaniu" władcy Brandenburgii wygrywali, choć nominalnie pozostawali lennikami coraz słabszego cesarza. Podobnie jak pruscy książęta, musieli się jednak liczyć z rosnącą dzięki reformacji (por. przejęcie części majątków kościelnych) pozycją brandenburskiej szlachty.
Wyrazem politycznej emancypacji stanów pruskich po 1525 roku było ukształtowanie się w Prusach Książęcych sejmu krajowego jako stanowej reprezentacji politycznej miejscowej szlachty i mieszczaństwa. Sejm obradował w dwóch izbach. W pierwszej zasiadali reprezentanci najmożniejszych rodów oraz dwunastu radców, którzy zazwyczaj wywodzili się z tej samej grupy społecznej, a sprawowali najważniejsze urzędy w księstwie (kanclerz, nadmarszałek, nadburgrabia i ochmistrz). Osobno obradowali reprezentanci szlachty pruskiej wyłonieni na sejmikach powiatowych, które obradowały w poszczególnych starostwach (amtach), stanowiących podstawową jednostkę administracyjną w Księstwie Pruskim po 1525 roku.
Swoich reprezentantów na sejm Prus Książęcych wysyłały również miasta, a właściwie jedno - Królewiec - podzielone na trzy odrębne jednostki administracyjne: Stare Miasto, Knipawę i Lipnik. Mieszczanie byli zapraszani na obrady sejmowe przez księcia, co podkreślało podrzędną rolę kurii mieszczańskiej. Dodatkowo ten status przejawiał się w tym, że mieszczańscy delegaci mogli obradować tylko nad tymi kwestiami, które wcześniej procedowano w obu kuriach szlacheckich.
Specyfiką Prus Książęcych był spory odsetek tzw. wolnych pruskich. Ich reprezentanci także znajdowali się w drugiej izbie sejmu krajowego. Ta grupa mogła składać na forum izby gravamina (skargi).
W sensie ustrojowym silna pozycja stanów - a właściwie jednego: stanu szlacheckiego - w Prusach Książęcych została opisana w ustawie o rządzie Księstwa Pruskiego (Regimentsnottel) ogłoszonej przez księcia Albrechta Hohenzollerna w 1542 roku. Książę pruski, poszukujący nowych środków finansowych na zebranie kontyngentu, który miał wejść w skład wojsk Rzeszy podczas planowanej wyprawy przeciw Turkom (co z kolei - jak sądzono na dworze królewieckim - miało pomóc w anulowania wyroku z 1532 roku skazującego Albrechta na banicję), zatwierdził współudział stanów pruskich w administrowaniu państwem. Pretekstem było uregulowanie spraw związanych z rządami w Księstwie Pruskim na wypadek długiej nieobecności władcy (wyprawa wojenna) lub jego śmierci.
Na mocy Regimentsnottel rządy w Prusach Książęcych zostały podzielone między administrację książęcą (starostwa) oraz administrację podporządkowaną stanowemu ciału kolegialnemu zwanemu Radą Naczelną lub Izbą Wyższą Rady Księstwa. Składała się ona z nadradców sprawujących najważniejsze urzędy (nadmarszałka, kanclerza, ochmistrza, nadburgrabiego), radców dworskich i sądowych w liczbie od 6 do 8 oraz czterech starostów sprawujących swe urzędy w okręgach położonych najbliżej stolicy Księstwa. Co istotne, wszyscy członkowie Rady musieli być wyłonieni z miejscowej, pruskiej szlachty (indygenat).
Do tego należy dodać kompetencje sejmu krajowego z najważniejszą: wyłącznym prawem uchwalania podatków. Zważywszy zaś na to, że potrzeby władzy książęcej w tym zakresie były stałe i ciągle rosły, dawało to gwarancję periodyczności obrad sejmowych. Należy podkreślić, że uprawnienia sejmu krajowego nie kończyły się tylko na uchwalaniu podatków. Partycypował on również w administracji fiskalnej, sprawując za pośrednictwem okręgowych kas stanowych oraz Kasy Krajowej w Królewcu zarząd i kontrolę nad ściągalnością i wydatkowaniem środków pozyskanych z obciążeń podatkowych.
Podobny model rozwoju politycznych reprezentacji stanowych wykształcił się w szesnastowiecznej Brandenburgii. Tam również najważniejszym gremium był sejm krajowy, który tuż przed 1517 rokiem składał się z czterech kurii: prałatów (wyższe duchowieństwo katolickie), możnych rodów szlacheckich, rycerstwa (tj. średniej szlachty) oraz mieszczaństwa. Po przyjęciu reformacji przez elektorów brandenburskich znaczenie pierwszej kurii zostało zmarginalizowane. Liczyły się tylko te dwie, w których zasiadali reprezentanci stanu szlacheckiego. Najlepszym dowodem na rosnącą dominację tego stanu był fakt, że właśnie w XVI wieku utarła się praktyka, iż uchwalane przez brandenburski sejm krajowy obciążenia podatkowe rozkładano w taki sposób, aby w większości (mniej więcej w dwóch trzecich) spadały na miasta.
Podobnie jak sejm krajowy w Prusach Książęcych, również jego odpowiednik w Brandenburgii sprawował kontrolę nad pozyskanymi środkami podatkowymi za pośrednictwem pod-porządkowanych stanom kas ziemskich. Istniały odrębne kasy miejskie. Wszystkie podlegały specjalnej komisji sejmu krajowego, a urzędnikiem wyłanianym przez to gremium, który zarządzał zgromadzonymi środkami finansowymi, był rentmistrz krajowy (Landrentmeister). Był odpowiednikiem rentmistrza dworskiego (Hofrentmeister), który kierował administracją finansową elektora. Istnienie równoległej - obok podporządkowanej władcom Brandenburgii - administracji finansowej było oznaką i rękojmią politycznej niezależności stanów wobec elektora. Stopniowe zyskiwanie przez elektora od połowy XVII wieku przewagi w tym zakresie będzie oznaczało początek budowy w Brandenburgii niezależnej od stanów władzy absolutnej Hohenzollernów.
Polityczny wzrost znaczenia szlachty brandenburskiej szedł w parze ze wzrostem jej bogactwa. Złożyły się na to dwa czynniki. O roli reformacji, która otworzyła przed rodami szlacheckimi możliwość powiększenia własnych majątków o konfiskowane majątki kościelne, była już mowa. Drugim czynnikiem była dogodna koniunktura wywołana z jednej strony rosnącym na Zachodzie popytem na zboże z Europy Środkowej oraz napływem do Europy złota i srebra z Nowego Świata. Było zapotrzebowanie i były pieniądze, by płacić za strategiczny towar, jakim w tamtej epoce ciągle zagrożone plagą głodu, pozostawało zboże.
Jeśli w 1460 roku eksport zboża z krajów Europy Środkowej położonych nad Bałtykiem wynosił ok. sześciu milionów kilogramów, to sto lat później wielkość ta wzrosła do stu milionów kilogramów i utrzymywała się na takim poziomie do początków XVII wieku. W drugiej połowie XVI wieku ceny żyta sprzedawanego kupcom holenderskim wzrosły średnio o 250%. Jednocześnie cena za to samo zboże sprzedawane w Amsterdamie, głównym odbiorcy ziarna spławianego do Gdańska, była dwa razy wyższa niż w porcie nadbałtyckim25.
Brandenburgia leżała na pograniczu dwóch stref rozwoju gospodarczego, których granicę w "klasycznym" historiograficznym ujęciu wyznaczała linia Łaby. Na wschód od niej przeważała gospodarka rolna oparta na pańszczyźnie (władztwo dworskie - Gutsherrschaft), na zachód od niej powinności chłopskie nie polegały na przymusowej pracy na "pańskim", ale świadczeniach w naturze lub czynszu pieniężnym (władztwo gruntowe - Grundherrschaft). To rozdzielenie wzdłuż Łaby należy, rzecz jasna, traktować umownie i w wielu regionach Marchii Brandenburskiej stosunki rolne były bardzo zróżnicowane, dalekie od prostych schematów.
Jednak zauważalna w całym XVI wieku tendencja była dość czytelna i dla Brandenburgii, i - w mniejszym zakresie - dla Prus Książęcych: intensyfikacja produkcji rolnej obliczonej na eksport zboża na zachodnie rynki odbywała się przez powiększanie areału folwarcznego oraz dążenie szlacheckich właścicieli folwarków do maksymalnego obniżenia kosztów pracy. W tym ostatnim przypadku coraz częściej wybieranym sposobem było zwiększanie pańszczyzny (darmowa praca przymusowa). W Brandenburgii zdarzało się, że właściciele ziemscy zmuszali do pańszczyzny chłopów dysponujących dziedzicznym prawem własności ziemi.
Jak już zaznaczono, odrębność Prus Książęcych w tym zakresie przejawiała się w istnieniu sporego odsetka (około 13%) tzw. wolnych pruskich, czyli chłopów bez obowiązku świadczenia przymusowej pracy na rzecz właścicieli folwarków oraz w fakcie posiadania przez miasta pruskie sporego areału (ok. 18%). Jednak to właśnie w Księstwie Pruskim, po krwawym stłumieniu wielkiego powstania chłopów sambijskich (1526), zostało wprowadzone poddaństwo osobiste chłopów jako prawo (statut) krajowe. W przypadku Brandenburgii proces ten rozpocznie się dopiero w XVII wieku.
W obu częściach władztwa Hohenzollernów powiększanie areału folwarcznego odbywało się przede wszystkim przez włączanie w obręb folwarków nieużytków, tzw. włók opuszczonych. Niejednokrotnie jednak dochodziło również do rugowania chłopów z uprawianej przez nich ziemi. W niektórych częściach Brandenburgii (np. w Marchii Wkrzańskiej) areał folwarczny od początku XVI wieku do lat sześćdziesiątych tego stulecia zwiększył się o ponad 80%. W tym samym czasie areał chłopski zmniejszył się o połowę26.
W odróżnieniu od Prus Książęcych mających dostęp do morza Brandenburgia musiała prowadzić handel zbożowy za pośrednictwem Szczecina lub spławiać zboże Łabą w kierunku Hamburga. Było to z pewnością utrudnienie (konieczność dzielenia się zyskami z pośrednikami), ale nie stanowiło to bariery uniemożliwiającej partycypację brandenburskich folwarków w intratnym handlu. Według niektórych szacunków (H. Harnisch) roczny eksport zboża z Brandenburgii wystarczył, aby wyżywić w tym samym czasie połowę ze stu tysięcy mieszkańców Amsterdamu27.
Głównymi beneficjentami szesnastowiecznego handlu zbożem były w Brandenburgii przede wszystkim szlacheckie folwarki. Miasta brandenburskie nie tylko nie przeżywały gospodarczej prosperity, ale raczej wchodziły w okres stagnacji. Uwarunkowane to było z jednej strony niekorzystnym oddaleniem Brandenburgii od głównego szlaku handlowego, biegnącego z Rusi Czerwonej przez Kraków, Śląsk i dalej do Saksonii i Norymbergi. Niewiele pomogło prawo składu przyznane przez elektorów Frankfurtowi nad Odrą prawo składu. Osłabieniu uległy również związki miast marchijskich ze związkiem hanzeatyckim, co było rezultatem realizowanej od XV wieku polityki kolejnych elektorów z dynastii Hohenzollernów, którzy postrzegali takie kontakty jako możliwość zbytniego usamodzielnienia się brandenburskich miast. Hanza w XVI wieku miała zresztą już swój okres świetności za sobą.
Marchijskie miasta zapłaciły wreszcie wysoką cenę za rozwój gospodarki rolnej opartej na modelu folwarczno-pańszczyźnianym w dłuższej perspektywie czasowej oznaczało to bowiem skurczenie się lokalnych rynków wewnętrznych. Gdy rosły obciążenia pańszczyźniane, zamierała również wymiana handlowa między miastem a wsią. Chłopi pozbawieni pieniędzy nie mieli czym w tej wymianie uczestniczyć. Do tego dochodziła egoistyczna postawa szlachty brandenburskiej, która świadomie wypychała miasta z handlu międzynarodowego oraz krajowego.
Miasta Prus Książęcych, przede wszystkim porty u ujścia spławnych rzek (Królewiec u ujścia Pregoły i Kłajpeda u ujścia Niemna), w znacznie większym stopniu niż ośrodki miejskie w Brandenburgii uczestniczyły w zyskach z handlu zbożem. W XVI wieku Królewiec stał się drugim po Gdańsku portem nad Bałtykiem partycypującym w tej wymianie.
Według utartej opinii reformacja protestancka dała ożywczy impuls dla rozwoju kultury w krajach Rzeszy. Zazwyczaj wskazuje się tutaj na rolę, jaką dla rozwoju literatury niemieckiej miało dokonane przez Marcina Lutra tłumaczenie Biblii na język niemiecki. W ostatnim czasie badania nad dziejami kultury krajów niemieckiego obszaru językowego pozwalają zweryfikować te stereotypowe opinie. Dość wspomnieć, że przed ukazaniem się tłumaczenia Pisma Świętego autorstwa Marcina Lutra (a właściwie zespołu tłumaczy kierowanych przez twórcę reformacji), na terenie cesarstwa pod koniec XV wieku było w obiegu kilkanaście wersji tłumaczeń świętych tekstów na lokalne odmiany języka niemieckiego28.
Krótko mówiąc: reformacja nie zastała w Rzeszy na początku XVI wieku zupełnej pustyni kulturowej. Było raczej odwrotnie. Nie brakowało oznak ożywienia szeroko pojętej kultury religijnej. Należy w tym kontekście powtórzyć opinię polskiego historyka, który zauważył, że u progu reformacji "życie religijne w Niemczech nie było w upadku. Przeciwnie, krzewiło się ono bujnie, jak we wszystkich epokach, w których toczą się wielkie spory religijne, w których powstają wielkie herezje. Pobożność, zwłaszcza warstw ludowych, była duża"29.
Trudno też mówić o zastoju w kulturze umysłowej, także w jej instytucjonalnym wymiarze. Brandenburgia jest pod tym względem dobrym przykładem. W 1506 roku dzięki staraniom elektora Joachima I - jak się okazało po 1517 roku, zdecydowanego przeciwnika reformacji - doszło do fundacji uniwersytetu we Frankfurcie nad Odrą. Uczelnia od początku swojego istnienia miała cztery wydziały: teologiczny, prawniczy, medyczny i sztuk wyzwolonych (artes liberales).
Elektor postarał się również o sprowadzenie do nowego uniwersytetu kadry profesorskiej wywodzącej się przede wszystkim z sąsiedniej Saksonii. Zdarzały się wśród niej wybitne postaci, takie jak znany poeta renesansowy, podziwiany na dworze cesarskim Johannes Rhagius Aesticampianus (1457-1520), uczeń wybitnego niemieckiego humanisty Konrada Celtesa (związanego pod koniec XV wieku z Uniwersytetem Krakowskim)30.
Początek reformacji oznaczał dla frankfurckiego uniwersytetu trudny okres. Ponieważ uczelnia stała się intelektualnym filarem stronnictwa katolickiego w Brandenburgii (pierwszy rektor uniwersytetu Konrad Wimpina pisał wymierzone w Lutra i jego naukę pamflety oraz organizował publiczne palenie jego pism), część kadry i studentów odpłynęła do konkurencyjnej uczelni w Wittenberdze. Dopiero po przyjęciu protestantyzmu przez elektora Joachima II doszło do reaktywacji Viadriny, ale już jako uczelni protestanckiej. Po 1540 roku miała ona dostarczać kadr podporządkowanemu elektorowi Kościołowi krajowemu oraz przyciągać reprezentantów możnych rodów z sąsiedniej Wielkopolski, którzy w ten sposób zapoznawali się z "czystą ewangelią" zwolenników Marcina Lutra31. Bazę materialną dla rozwoju tej nowej wersji frankfurckiego uniwersytetu stanowiły przekazane jej przez elektora skonfiskowane majątki kościelne (m.in. frankfurckiej kartuzji).
Podobny zamysł towarzyszył pierwszemu księciu pruskiemu, który w 1544 roku ogłosił akt fundacyjny uniwersytetu w Królewcu (Albertyna). Nie udało się Albrechtowi uzyskać potwierdzenia tej fundacji na dworze cesarskim (aż do swojej śmierci był jako "margrabia Albrecht" banitą w świetle prawa Rzeszy). O potwierdzenie zwrócił się więc do swojego pana lennego, króla Zygmunta Augusta. Ostatni Jagiellon przychylił się do prośby Hohenzollerna, wydając 28 marca 1560 roku dokument konfirmacyjny. Stwierdził w nim, że inicjatywa lennika "ze wszech miar zasługuje na pochwałę, jako że rokuje wielkie owoce dla Rzeczypospolitej oraz wiele pożytku i korzyści zarówno dla jego poddanych, jak i dla poddanych krajów sąsiednich"32.
Po upływie trzech stuleci ten fakt zatwierdzenia przez króla Polski istnienia uniwersytetu w stolicy Księstwa Pruskiego, później miasta koronacyjnego królów Prus, starannie przemilczali twórcy propagandy o pruskiej "pracy kulturowej na wschodzie" (Kulturarbeit) wśród "pozbawionych wyższej kultury" Polaków. Książę Albrecht, zakładając uniwersytet w swojej stolicy, nie myślał, rzecz jasna, o "owocach dla Rzeczypospolitej". Albertyna miała dostarczyć kadr Kościołowi luterańskiemu w Księstwie Pruskim oraz kadr urzędniczych dla tworzonej właśnie nowej administracji książęcej. Podobnie jak Viadrina, miała również przyciągać studentów z Korony i Litwy, kształcąc w ten sposób intelektualne i polityczne elity obozu protestanckiego w Rzeczypospolitej.
Czy można to traktować jako "owoce dla Rzeczypospolitej"? W pewnym sensie tak. Choć inną sprawą było to, kto miał je konsumować: dwór polski czy raczej dwór królewiecki, który w okresie panowania księcia Albrechta (1525-1568) kreował się na patrona całego obozu protestanckiego w państwie polsko-litewskim? Wymowne pod tym względem były słowa, które napisał do Albrechta krótko po ogłoszeniu aktu fundacyjnego Andrzej Frycz Modrzewski. Nie kryjąc swojej sympatii dla "czystej wiary chrześcijańskiej" autor traktatu O naprawie Rzeczypospolitej pisał do pierwszego "księcia w Prusach": "Wydaje mi się, żeś zbudował tam w Królewcu, Panie, port i przytułek, w którym w tych niepewnych i burzliwych czasach znajdują schronienie prace nad zagadnieniami religii i innych szlachetnych nauk"33.
Pomijając zapał retoryczny towarzyszący tym słowom, należy przyznać, że nadzieje Modrzewskiego w dużym stopniu się spełniły. Nie do przecenienia dla wzrostu roli Królewca jako ośrodka "transmisji" protestantyzmu na ziemie Rzeczypospolitej Obojga Narodów miała działalność wydawnicza (drukarska), która w postaci powołania uniwersytetu zyskała nad Pregołą potężny impuls rozwojowy. Dość wspomnieć, że pierwsze polskie (protestanckie) tłumaczenie Nowego Testamentu, tzw. Biblia Królewiecka, ukazało się drukiem właśnie w stolicy Księstwa Pruskiego w 1552 roku nakładem Jana Seklucjana (autorem tłumaczenia był Stanisław Murzynowski).
Królewiecki ośrodek naukowo-wydawniczy szczególnie mocno oddziaływał (z racji na swoje położenie geograficzne) na Wielkie Księstwo Litewskie i żyjących tam zwolenników "czystej Ewangelii". Studentem Albertyny był Marcin Mazvydas, autor wydanej w 1547 roku pierwszej książki w języku litewskim Catehismus aprastysza dei, czyli przeznaczonych dla litewskich protestantów Prostych słów katechizmu. W 1653 roku w Królewcu wydrukowano pierwszą gramatykę języka litewskiego Grammatica Litvanica autorstwa pastora Daniela Kleina pochodzącego z tzw. pruskiej Litwy (okręg Kłajpedy i Tylży w Prusach Książęcych)34.
W pierwszych latach istnienia Albertyny jej kadrę profesorską tworzyli protestanccy uczeni z Wittenbergi, przyciągani nad Pregołę hojnością Albrechta. Wśród pierwszych profesorów królewieckiej uczelni byli również poddani króla polskiego: Abraham Kulwieć - wykładowca greki, hebrajskiego i gramatyki, oraz Stanisław Rafajłowicz - wypromowany osobiście przez Marcina Lutra doktor teologii. Obydwaj pochodzili z Wielkiego Księstwa Litewskiego.
Powstanie w 1579 roku na bazie jezuickiego kolegium Akademii Wileńskiej miało być przeciwwagą dla królewieckiej Albertyny, funkcjonującej od ponad trzydziestu lat jako "port i przytułek" dla "prawdziwej Ewangelii" w Wielkim Księstwie Litewskim.
Księstwie Pruskim
Rozdział IV
Droga z Berlina do Królewca. Rządy Brandenburskich Hohenzollernów w Księstwie Pruskim
Polityczna koniunktura okazała się łaskawa, a nawet miłosierna - jak pisali Hozjusz i Kochanowski - dla ostatniego wielkiego mistrza Zakonu Niemieckiego w Prusach i pierwszego księcia pruskiego Albrechta Hohenzollerna. Nie we wszystkim jednak los mu sprzyjał. Odstępca od wiary - wywołaniec i banita - musiał prędzej czy później ponieść karę - mówiono po stronie katolickiej i wskazywano w tym kontekście na życie rodzinne Albrechta.
W 1526 roku poślubił księżniczkę duńską Dorotę, córkę króla Fryderyka I. Małżeństwo okazało się czymś więcej niż tylko mariażem dynastycznym. Albrecht szczerze kochał swoją żonę i tym większy był jego ból, gdy Dorota zmarła w 1547 roku. Żałoba, w której pogrążył się książę pruski, była tak wielka, że podobno nosił się nawet z zamiarem abdykacji. Z Dorotą doczekał się sześciorga dzieci, z których tylko jedno - urodzona w 1527 roku Anna Zofia - miało przeżyć swoich rodziców. Na początku grudnia 1529 roku urodził się Albrecht Fryderyk, wyczekiwany syn i dziedzic Albrechta. Dziecko nie przeżyło jednak miesiąca. 17 marca 1539 roku urodził się drugi syn księcia pruskiego, który również otrzymał imię Albrecht. Jednak i tym razem tragedia nie ominęła dworu książęcego. Dziecko zmarło po kilku godzinach.
W 1550 roku Albrecht zawarł drugie małżeństwo z młodszą o czterdzieści lat od siebie księżniczką brunszwicką Anną Marią. Tym razem była to wyłącznie sprawa państwowa, a nie uczuciowa. Dwór królewiecki huczał od plotek o ciągłych konfliktach między Albrechtem a jego drugą żoną. Książę miał do niej pretensje o rozrzutność i nadużywanie alkoholu. Nie był zachwycony rozczytywaniem się przez nią w książkach o czarach. Temperament księżnej na własnej skórze poznał ochmistrz dworu Hans Jacob Truchsess von Waldburg, który został przez nią publicznie spoliczkowany. To, że nie otrzymał kolejnych ciosów srebrnym kubkiem, było zasługą dworzan, którzy w ostatniej chwili powstrzymali krewką małżonkę Albrechta.
W 1551 roku urodziło się pierwsze dziecko Albrechta i Anny Marii - księżniczka Elżbieta. Dziecko okazało się ociemniałe, ale przeżyło (Elżbieta zmarła w 1596 roku); 29 kwietnia 1553 roku urodził się kolejny syn księcia pruskiego - Albrecht Fryderyk. Przeżył krytyczne pierwsze dni i tygodnie. Jednak radość z narodzin długo oczekiwanego potomka została przyćmiona, gdy zauważono, że syn książęcy zdradza coś, co dzisiaj nazywa się wadami rozwojowymi. Zaczął mówić dopiero w wieku trzech lat. Gdy osiągnął osiemnasty rok życia, stało się jasne, że jedyny syn i dziedzic Albrechta cierpi na chorobę psychiczną, prawdopodobnie schizofrenię paranoidalną. Widowiskowe próby samobójcze, wahania nastrojów, urojenia - wszystko to świadczyło o tym, że nie będzie on w stanie samodzielnie sprawować rządów w księstwie. To zaś oznaczało kłopoty polityczne, związane z koniecznością ustanowienia kurateli nad chorym władcą.
Pojawiało się oczywiście pytanie, czy Albrecht Fryderyk będzie mógł mieć męskiego potomka. W 1573 roku poślubił księżniczkę Marię Eleonorę z Jüllich-Kleve. Jednak i w tym przypadku zadziałał zły los. Dwaj synowie Albrechta Fryderyka zmarli w wieku niemowlęcym. Założona przez Albrechta dynastia książąt pruskich miała więc wygasnąć na jego synu.
Seria nieszczęśliwych wydarzeń na dworze królewieckim, dramat rodzinny Albrechta i nieszczęśliwy los jego syna były tym, co osiemnastowieczny król Prus i zaprzysięgły wróg Polski Fryderyk II nazywał "prawem sprzyjających okoliczności"36. Jak się jednak okazało, kolejni królowie Polski (w tym tacy wybitni jak Stefan Batory) nie zamierzali z niego skorzystać. Ciąg zmarnowanych okazji, które potem srodze się zemściły - oto w największym skrócie historia stosunków polsko-brandenbursko-pruskich w okresie stu lat między 1563 a 1663 rokiem. Nie można bezkarnie całe stulecie popełniać błędu za błędem.
Pierwszym z nich było odrzucenie w 1549 roku zabiegów niedawno owdowiałego księcia Albrechta o rękę Katarzyny Jagiellonki, siostry rozpoczynającego właśnie swoje samodzielne panowanie króla Zygmunta Augusta. Władca Polski nie chciał zadrażniać relacji z Habsburgami, z którymi zawarł w końcu sojusz. Obawiał się również, że małżeństwo z siostrą królewską da Albrechtowi możliwość mieszania się w wewnętrzne sprawy Korony.
Jednak nie godząc się na ślub swojej siostry z księciem pruskim, pozbawiał siebie dodatkowej możliwości - obok tych zawartych w traktacie krakowskim z 1525 roku - ściślejszego związania Prus Książęcych z Polską. Należy zgodzić się z opinią, że z chwilą podania Albrechtowi czarnej polewki "przesądzone zostały w owym momencie na niekorzyść Polski istniejące jeszcze szanse związania z nią ściślej rodu panującego w Prusach poprzez więzy rodzinne, kulturowe i polityczne" (A. Sucheni-Grabowska)37.
W 1549 roku została więc zmarnowana pierwsza okazja umocnienia wpływów Korony nad Pregołą. Druga została zepsuta przez tego samego Zygmunta Augusta kilkanaście lat później. Jak wiadomo, na mocy traktatu krakowskiego do dziedziczenia lenna pruskiego obok Albrechta i męskich potomków tegoż księcia uprawnieni byli jego trzej bracia oraz ich synowie. Z tych trzech braci - margrabia Jan zmarł bezpotomnie już w 1525 roku. Drugi z nich - Kazimierz - zmarł dwa lata później, pozostawiając jedynego syna Albrechta Alcybiadesa, który w 1557 roku zmarł bezpotomnie. Najmłodszy z braci Albrechta uprawnionych na mocy układu z 1525 roku do dziedziczenia lenna pruskiego, margrabia Ansbachu Jerzy Fryderyk urodził się dopiero w 1539 roku. Umrze w 1603 roku, nie pozostawiając męskiego potomka38.
Nie trzeba było nawet politycznej zręczności, tylko cierpliwego czekania, by doprowadzić do wcielenia - zgodnie z traktatem krakowskim - Księstwa Pruskiego do Korony, co z pewnością zmieniłoby sytuację geopolityczną w naszym regionie Europy na całe wieki.
W 1563 roku król Zygmunt August zgodził się na rozszerzenie dziedziczenia w Księstwie Pruskim o brandenburską linię Hohenzollernów. Tutaj dopiero Stańczyk miałby powody do snucia jak najgorszych przypuszczeń, tym bardziej że już w 1539 roku Zygmunt Stary, odrzucając podobne starania Albrechta, wskazywał, że Korona nie może dopuścić - nawet w dalszej perspektywie - do połączenia w jednym ręku Berlina i Królewca. Dlaczego dwie dekady później syn Zygmunta I nie miał takich obaw?
Zapewne dlatego że pojawił się bowiem nowy stary czynnik w relacjach polsko-pruskich, czyli Moskwa39. W 1556 roku doszło do ostrego konfliktu zakonu inflanckiego (boczna gałąź Krzyżaków) z arcybiskupem ryskim Wilhelmem Hohenzollernem (bratem księcia Albrechta), którego przyczyną i efektem była sekularyzacja na wzór krzyżacki ziem dawnego państwa Zakonu Kawalerów Mieczowych. W konflikt zaangażowała się Polska. Z nadarzającej się okazji postanowił skorzystać również car moskiewski Iwan Groźny, który w 1558 roku opanował większość ziem byłego państwa zakonnego, zyskując w ten sposób dostęp do Bałtyku. Rozpoczęła się pierwsza wojna północna.
Polsce zależało w tej sytuacji na zachowaniu przez Brandenburgię życzliwej neutralności, czyli nieprzepuszczaniu przez elektora posiłków zbrojnych z Rzeszy idących do Inflant na służbę wielkiego mistrza. Już w 1559 roku wysłannicy brandenburscy otrzymali od sejmu obradującego w Piotrkowie zapewnienie o życzliwym rozpatrzeniu starań elektorskiej dyplomacji o włączenie brandenburskich Hohenzollernów do dziedziczenia lenna pruskiego. Ostatecznie 4 marca 1563 roku w dokumencie wydanym w Piotrkowie król Zygmunt August dopuścił elektora brandenburskiego Joachima II oraz jego męskich potomków do grona dziedziców Księstwa Pruskiego. Królewską decyzję zatwierdził w 1569 roku sejm lubelski, ten sam, na którym doszło do zawarcia unii realnej między Koroną a Wielkim Księstwem Litewskim. W czasie więc jednego sejmu doszło do dwóch wydarzeń o epokowych konsekwencjach: formalnego (ustrojowego) utworzenia Rzeczypospolitej Obojga Narodów oraz wyśliźnięcia się z polskich rąk realnej możliwości przejęcia Księstwa Pruskiego.
Czynnik moskiewski odegrał też rolę przy kolejnej fatalnej decyzji dla interesów Polski w Księstwie Pruskim, jaką było przekazanie przez króla Stefana Batorego kurateli nad chorym księciem Albrechtem Fryderykiem margrabiemu ansbachskiemu Jerzemu Fryderykowi, ostatniemu z żyjących i uprawnionych do dziedziczenia na mocy traktatu krakowskiego braci pierwszego księcia pruskiego. Jerzy Fryderyk w 1577 roku otrzymał od króla Polski prawo do administracji Prusami Książęcymi jako kurator chorego władcy. Zgodnie z dokumentem wystawionym przez Batorego miał sprawować rządy jako "książę Prus" i z tego tytułu był zobowiązany złożyć hołd lenny królowi Polski. Jednocześnie król Stefan potwierdzał prawo do dziedziczenia lenna pruskiego przez władców Brandenburgii.
Decyzje te zapadały w momencie ciągle trwającego konfliktu zbrojnego polskiego króla z Gdańskiem i w cieniu zbliżającej się zbrojnej rozprawy z Iwanem Groźnym. Zastrzyk finansowy w postaci 200 tysięcy guldenów, który otrzymał Batory od beneficjentów wspomnianej decyzji, był w tym kontekście bardzo poszukiwaną pomocą. Pytanie zasadnicze brzmi jednak: czy Rzeczpospolita czasów Stefana Batorego była na tyle słaba, że musiała liczyć na transfery gotówkowe od Hohenzollernów, by móc prowadzić wojnę z Moskwą? Oczywiście, że nie. Nie brak gotówki był problemem, ale brak politycznej wyobraźni polskiego dworu i całego szlacheckiego "narodu politycznego", zasadniczo lekceważącego sprawę pruskiego lenna lub tkwiącego w oparach fałszywie pojętego miłosierdzia. Za mało było Dantyszków, a za dużo Kochanowskich.
Ostatni etap przejmowania przez brandenburskich Hohenzollernów Księstwa Pruskiego dokonał się za panowania Zygmunta III Wazy. Pierwsza faza nastąpiła w 1605 roku, gdy Zygmunt III przekazał kuratelę nad chorym Albrechtem Fryderykiem elektorowi brandenburskiemu Joachimowi Fryderykowi (margrabia Jerzy Fryderyk, dotychczasowy kurator, zmarł w 1603 roku). W 1611 roku oficjalnie Księstwo Pruskie jako lenno zostało nadane kolejnemu elektorowi, Janowi Zygmuntowi. Ostatni akt zainaugurowała śmierć 18 sierpnia 1618 roku księcia Albrechta Fryderyka. W ten sposób wygasła panująca od 1525 roku pruska linia książęca. Nic już nie stało na przeszkodzie, by brandenburscy Hohenzollernowie objęli władzę jako książęta pruscy w Królewcu.
Dwudziestego trzeciego września 1621 roku elektor Jerzy Wilhelm - następca zmarłego w 1620 roku Jana Zygmunta - złożył w Warszawie uroczysty hołd lenny przed królem Polski Zygmuntem III Wazą. Wydawać by się mogło, że to był wyjątkowo dobry czas dla Rzeczpospolitej. W stosunkowo krótkim czasie po sobie na kolana przed polskim władcą padali carowie moskiewscy i władca Brandenburgii oraz Księstwa Pruskiego. W rzeczywistości, czyli na dłuższą metę (bo w polityce rzeczywiste jest to, co długotrwałe) liczyło się jednak to, że Kremla nie utrzymaliśmy, a Hohenzollernowie od 1621 roku rządzili jednocześnie w Berlinie i Królewcu. Pierwszy krok na drodze do powstania jednolitego państwa brandenbursko-pruskiego został uczyniony. Bez zgody Rzeczypospolitej nie byłoby to możliwe.
Ponownie należy postawić zasadnicze pytanie, czy Rzeczpospolita na początku XVII wieku była aż tak słaba, że musiała zabiegać o poparcie lub życzliwą neutralność Brandenburgii, elektoratu będącego częścią Rzeszy, która wchodziła akurat w fazę ostrego kryzysu polityczno-konfesyjnego? Niebawem (w 1618 roku) skutkuje on ciągiem krwawych konfliktów z udziałem ościennych mocarstw (wojna trzydziestoletnia). Oczywiście, że nie. Podobnie jak na wielu innych etapach historii stosunków prusko-polskich, po naszej stronie mieliśmy do czynienia z sekwencją zmarnowanych szans. To spiętrzenie niekorzystnych dla Rzeczypospolitej rozstrzygnięć politycznych w XVII wieku nie było przecież uwarunkowane przewagą militarną czy polityczną Berlina nad Warszawą, ale raczej brakiem politycznej wyobraźni polskiej elity politycznej (dworu królewskiego i "narodu szlacheckiego"). Brak wyobraźni, zwłaszcza w materii politycznej, wiedzie do gorszych rzeczy niż zbrodnia - do błędów.