2
- Co mam założyć na dzisiejszy wieczór? - zapytała Kitty Kalafoni, zwracając się do słowackiej dziewczyny, z którą dzieliła pokój.
- Może różową? Wiesz, tę z perłowymi guzikami.
- Tę trzymam do opery - powiedziała Kitty.
- No tak, to może tę jasnoniebieską z małymi srebrnymi kwadracikami?
- Tę miałam na sobie w zeszłym tygodniu.
- Jeśli ty jej nie chcesz na dzisiejszy wieczór - odezwał się głos zza drzwi - to czy ja mogę ją pożyczyć, Kitty? Jest tak pięknie uszyta.
To była Shirley, jedna z Amerykanek.
Dziewczęta w ekskluzywnej szkole z internatem w Vienna Woods przygotowywały się do cotygodniowego piątkowego wieczoru tanecznego.
- Cała ręcznie szyta - powiedziała Kitty, wyciągając z szafy najpierw jedną, potem drugą sukienkę. Przytrzymała je przez chwilę i popatrzyła krytycznie. - Wspaniała węgierska robota.
- A więc pożyczysz mi ją w tym tygodniu? - zapytała ponownie Shirley.
- Tak, jeśli chcesz. Tylko co ja mam założyć?
- Może tę szarą z kołnierzem zdobionym paciorkami? - zasugerowała.
Lily, słowacka współlokatorka, wyłączyła się z rozmowy i zajęła się własnymi przygotowaniami do balu. Chociaż Kitty spotkała ją w czasie odwiedzin babci we wsi Kosice przed przybyciem do szkoły i chociaż dzieliły pokój, zawsze była między nimi odrobina oziębłości. Później Kitty miała dowiedzieć się dlaczego.
- Szara ze zdobionym kołnierzykiem? - powtórzyła Kitty. - Tak, ta mogłaby być dobra. Przymierzę ją, a ty powiesz mi, jak wyglądam.
Szkoła mieściła się w dużym, starym, białym budynku - odrobinę przypominającym mały zamek. Budynek był własnością rodziny Kratky. Mama i tata Kratky zarządzali szkołą, a ich córka uczyła piętnaście dziewcząt różnych języków obcych oraz umiejętności społecznych. Celem szkoły było przygotowanie młodych kobiet (w większości w wieku 18-19 lat) do podjęcia nauki w Akademii Konsularnej w Wiedniu - co z kolei otworzyłoby im drogę do zatrudnienia w służbach dyplomatycznych.
Kitty i Lily dzieliły dwuosobowy pokój, z którego miały widok na sosnowy las. Podobnie jak w małym pokoju hotelowym, na ścianach była tapeta w kwiaty, a proste umeblowanie ograniczało się do dwóch jednoosobowych łóżek, dwóch biurek i szafy. Cały budynek przypominał wielki gościniec z pokojami dla dziewcząt i wielkim pokojem rodzinnym, w którym odbywały się zajęcia lekcyjne. Była tam też duża kuchnia, w której uczennice uczyły się gotować, oraz oddzielna jadalnia. Wokół budynku znajdowało się duże podwórze, za którym rósł sosnowy las.
W ten piątkowy wieczór w szkole dziewczęta chichotały i szeptały, przeglądając swoje szafy w poszukiwaniu odpowiedniej sukienki na wieczorne wydarzenie towarzyskie tygodnia. Myślały o chłopcach z Uniwersytetu Technologii, wysokich, przystojnych studentach inżynierii, z którymi miały tego wieczoru tańczyć.
Gdy Shirley odwróciła się, żeby wyjść z pokoju, trzymając niebiesko-srebrną sukienkę Kitty, zobaczyła Merle, inną amerykańską dziewczynę stojącą w drzwiach. W korytarzu za nią znajdowało się jeszcze kilka innych dziewcząt.
- Myślisz, że Kurt będzie tam dziś wieczorem? - zapytała Shirley Merle. Ta zaczerwieniła się, ale nie odpowiedziała.
- Oczywiście, że będzie - powiedziała Kitty ze śmiechem - i będzie chciał tańczyć z Merle cały wieczór.
Rumieniec Merle stał się jeszcze bardziej czerwony.
- Hans też tam będzie - rzekła jedna z dziewcząt stojących na korytarzu.
- Och, mam nadzieję, że będzie.
- I Freidrich - westchnęła inna.
- I Fritz - dodała trzecia, a następnie wszystkie wybuchnęły radosnym śmiechem.
- Myślicie, że Polly ma chłopaka? - zapytała Shirley, gdy gwar przycichł.
To była tajemnica, nad którą wszystkie zastanawiały się każdego piątkowego wieczoru. Gdy Polly, ich nauczycielka, wprowadzała je do sali balowej, zawsze znikała i pojawiała się ponownie dopiero, gdy tańce dobiegały końca. Gdzie zatem była przez cały ten czas?
- Oczywiście, że ma chłopaka - skwitowała Lily, a następnie dodała konspiracyjnym szeptem: - Może on jest żonaty i dlatego mogą spotykać się tylko w piątek wieczorem w hotelu?
- Czy myślisz, że oni...? - zaczęła Merle, a następnie zaczerwieniła się i nie dokończyła pytania.
- Oczywiście, że tak! - odpowiedziała Lily z cyniczną wyższością.
- Ale przecież nigdy nie widziałyśmy jej z nikim - zauważyła Kitty.
- Może Lily ma rację - przyznała jedna z dziewcząt stojących na korytarzu. - Może on jest żonaty i mogą spotykać się tylko w tajemnicy, dlatego nigdy nie widziałyśmy jej z nim.
- Któregoś piątku - rzekła Kitty z zadziornym uśmiechem - ktoś powinien śledzić ją, gdy wyjdzie z sali balowej, i zobaczyć, dokąd idzie.
- Ja nie zostawię tańców - powiedziała Merle.
- Nie, jeśli Kurt tam będzie, to chciałaś powiedzieć - dodała Shirley i Merle znowu się zaczerwieniła.
Gdyby dziewczęta śledziły swoją nauczycielkę któregoś piątku, odkryłyby, że brała udział w tajnych spotkaniach austriackiej partii nazistowskiej, które odbywały się na ostatnim piętrze hotelu.
Ale one nie myślały o polityce. Jak większość nastolatków wcześniej i później, w ogóle nie interesowały się polityką.
Szkoła znajdowała się na uboczu małej wioski Purkersdorf i o szóstej trzydzieści - w tej samej chwili, gdy austriacki prezydent rozmawiał z Hitlerem - dziewczęta wsiadały do pociągu jadącego do Wiednia, gdzie w każdy piątek szły na bal w małym ekskluzywnym hotelu Hubner In Hitzing.
Koła pociągu elektrycznego rytmicznie stukały na torach. Głowy i rozmowy dziewcząt były wolne od polityki oraz wypełnione jedynie sukienkami, tańcami, no i chłopcami. Podróż zajmie, jak zawsze, około półtorej godziny. O ósmej przybędą do stacji Hitzing na przedmieściach Wiednia. Gdy wyjdą z przejścia podziemnego prowadzącego z dworca do miasta, zobaczą po przeciwnej stronie placu elegancki dwupiętrowy hotel, który był celem ich podróży. Chłopcy z uniwersytetu już tam będą oczekiwać na ich przybycie.
- Dziewczęta, przestańcie się wiercić - rzuciła Polly, gdy Kitty oraz jej przyjaciółki szeptały i chichotały. Nauczycielka nigdy nie była szczególnie przyjazna w stosunku do uczennic. Była nieco powściągliwa i chłodna, z tendencją do bycia tajemniczą i raczej szorstką. Dziewczęta uważały ją za zwykłą młodą kobietę z krótkimi brązowymi włosami - niezbyt piękną - ale jednak szczęściarę, bo miała chłopaka (jeśli naprawdę go miała).
Kitty sprawdziła swój wygląd kilka razy w lustrze, zanim wyszły ze szkoły, i wiedziała, że wyglądała ładnie w swojej szarej sukni z kołnierzykiem ozdobionym paciorkami. Kilka razy zerknęła zazdrośnie na swoją koleżankę Lily - była ona tak filigranowa, z blond włosami, taka piękna. Poprawiła swoje proste włosy i pochyliła się, żeby szepnąć coś do innej żydowskiej dziewczyny w grupie, Ewy Perl. Ta była raczej typem samotnika, dziwną dziewczyną mówiącą po niemiecku z silnym polskim akcentem.
Shirley stuknęła Kitty w łokieć i pochyliła się, żeby szepnąć:
- Wiedziałaś, że Kurt i Fritz to kuzyni?
- Nie, nie wiedziałam - odpowiedziała. - Z pewnością nie są do siebie podobni. - I tak zajęła się rozmową o chłopcach, którzy mieli zjawić się na tańcach.
Podczas gdy pociąg, jadąc w ciemności, stukał kołami, odsunięty od władzy były kanclerz Austrii Kurt Von Shuschnigg przemawiał przez radio, nakazując wojskom austriackim nie stawiać oporu w przypadku inwazji Niemiec. Później miał stwierdzić, że wydał takie polecenie tylko w celu uniknięcia przelewu krwi. Ale w momencie nadawania przemówienie to wywołało radość wśród austriackich nazistów oraz strach w sercach tych, którzy wiedzieli, co rządy nazistów będą oznaczać.
Pociąg z Vienna Woods do miasta był zatłoczony i niecierpliwym dziewczętom wydawało się, że podróż trwała nieskończenie długo. Ale dokładnie o ósmej wieczorem pociąg wjechał na stację Hitzing i uczennice z radością opuściły zatłoczony wagon.
Jednak gdy wyszły z dworca przez tunel, zatrzymały się nagle oszołomione. Widok, który ujrzały, nie był nawet bliski temu, czego się spodziewały. Zamiast zwykłego ruchu, jaki panował zawsze w piątek wieczorem, plac wypełniony był ludźmi stojącymi niespokojnie, jeden przy drugim. Rozzłoszczony tłum, setki ludzi, wielu trzymających w rękach płonące pochodnie, krzyczał: "Heil Hitler! Heil Hitler!".
Piętnaście uczennic ścisnęło się w grupkę, trzymając się siebie nawzajem, przerażone atmosferą napięcia i rozzłoszczonymi głosami. Miały wrażenie, że w każdej chwili może dojść do aktów przemocy.
Tłum rozrastał się poza plac, przeciwstawiając się każdemu, kto chciałby ich powstrzymać lub nazwać ich zachowanie niepatriotycznym. Pełna gniewu demonstracja zablokowała wszelki ruch samochodów na placu. Hałas, zwarte, ściśnięte ciała, pochodnie płonące w ciemności sprawiały wrażenie średniowiecznego tłumu w szale palenia czarownic, tłumu żądnego ofiar.
- Heil Hitler! Heil Hitler! - skandował tłum.
Ktoś z tej kłębiącej się masy rozpoznał Polly Kratky i szybko do niej podszedł.
- Heil Hitler! - powiedział, salutując w nazistowskim pozdrowieniu.
Ku zaskoczeniu dziewcząt ich nauczycielka uśmiechnęła się radośnie, wznosząc rękę w takim samym geście i wołając radosne "Heil Hitler!". Wkrótce oboje zajęli się rozmową. On odwrócił się, wskazując na kłębiący się tłum, a Polly zawołała do dziewcząt:
- To jest wspaniałe! Po prostu wspaniałe!
Uczennice były zdumione i przerażone. Miały na sobie najlepsze suknie. Gdzie byli chłopcy z uniwersytetu? Czy czekali na nie? Czy tańce jeszcze się odbędą? Co się dzieje?
Ewa Perl złapała Kitty za rękę. Ta poczuła jej drżenie.
- Co się dzieje? - szepnęła Ewa.
- Nie wiem - odparła Kitty. - Nie wiem.
Cała okolica wypełniona była migoczącym żółtym światłem z płonących pochodni niesionych przez tłum.
- To jest jak morze płomieni - wyszeptała Merle przerażonym głosem.
Skandowanie trwało nieprzerwanie: "Heil Hitler! Heil Hitler!". Była chłodna noc i wiele osób spośród tłumu miało na sobie płaszcze przykrywające ich garnitury czy też ubrania robocze. Niektóre płaszcze były niezapięte i ich poły otworzyły się jak skrzydła nietoperzy. Kilka osób miało na sobie mundury - czarne koszule nazistowskiej Schutzstaffel (SS). Płonące pochodnie wydawały ciche trzaski i wznosiły płomienie.
Polly Kratky odwróciła się do piętnastu uczennic, które stały skulone ze strachu, po czym zawołała:
- Hitler przyjeżdża! - Jej oczy błyszczały, a twarz jaśniała.
Dziewczęta były zdezorientowane. Nie wiedziały, co robić, i tak naprawdę nie rozumiały, co się wokół nich działo. Trzymały się blisko jedna drugiej, w milczeniu szukając u siebie nawzajem pocieszenia, a ich twarze zdradzały wewnętrzne napięcie i stres.
- Nie rozumiecie? - krzyczała radośnie Polly. - Hitler przyjeżdża!
Niektóre z dziewcząt zrozumiały, że ich nauczycielka oczekiwała z ich strony zadowolenia i aprobaty, więc próbowały uśmiechnąć się i udawały zadowolenie z usłyszanej wiadomości, chociaż tego, dlaczego miało to być wspaniałe ani jakie to wszystko miało znaczenie, wciąż zupełnie nie rozumiały.
- Za chwilkę wrócę, dziewczęta - powiedziała Polly i pobiegła porozmawiać z kimś z tego wirującego, złowrogiego tłumu.
Rzeczywiście po chwili wróciła.
- Dzisiaj nie będzie tańców - powiadomiła, podchodząc do dziewcząt. - Zostaniemy tu jeszcze chwilkę, a później wracamy do szkoły.
Przez pół godziny stały na skraju tego wciąż rosnącego tłumu, podczas gdy Polly odchodziła co pewien czas, by porozmawiać z tym i owym, po to, aby znowu do nich powrócić, wołając: "Heil Hitler! Heil Hitler!".
Wokół placu Kitty Kalafoni zobaczyła czerwone i czarne flagi ze swastyką, które teraz powiewały na każdym budynku i maszcie - flagi, których nigdy wcześniej nie widziała w tym miejscu.
Partia nazistowska - Niemiecka Partia Robotników, została utworzona przez Adolfa Hitlera w 1919 roku. Była to bardzo zdyscyplinowana bojówkowa partia, skoncentrowana na niemieckim nacjonalizmie. To, co Kitty widziała na placu tamtej nocy, było mocą agresywnej, dobrze zorganizowanej nazistowskiej maszynerii, zdolnej do zmobilizowania swoich członków oraz do zastraszenia przeciwników.
O ósmej trzydzieści Polly Kratky, obawiając się, że może dojść do próby zbrojnego przeciwstawienia się przejęciu władzy przez nazistów, poprowadziła swoje uczennice z powrotem na dworzec kolejowy, gdzie wsiadły do pierwszego pociągu, który mógł dowieźć je do Purkersdorf, do ich szkoły z internatem.
W czasie podróży, gdy pociąg wiózł je przez osnute nocą tereny, dziewczęta zmagały się z całą plątaniną sprzecznych emocji. Ich jedyną sprecyzowaną myślą było: "Co jeszcze przyniesie ta noc? Jakie jeszcze czekają je niespodzianki?".
W czasie, gdy pociąg jechał wśród ciemności, dokładnie o ósmej czterdzieści pięć, Hitler wydał rozkaz inwazji. Wkrótce wojska niemieckie zaczęły przelewać się przez granicę. Oddziały szturmowe szybko opanowały całą Austrię, nie napotykając na opór - lokalna partia nazistowska wykonała swoją pracę i przejęcie władzy było w ich zasięgu.
Piętnaścioro nastolatek siedziało na krzesłach w kolebiącym się pociągu, zbyt zdumionych i zaskoczonych tym, co widziały i słyszały, by móc rozmawiać. Pociąg wypełniony był pasażerami do granic możliwości, a wszyscy rozmawiali o tym, co się działo, i o tym, co jeszcze ewentualnie może nastąpić. Kitty siedziała pomiędzy swoimi amerykańskimi przyjaciółkami. W czasie tej godzinnej podróży wszystkie trzymały się za ręce. Ewa Perl siedziała sama w rogu zatłoczonego przedziału, prosta, nieco niezdarna dziewczyna, drżała ze strachu i przerażenia. Tylko Lily, jak zauważyła Kitty, wydawała się przyjmować wydarzenia tej nocy ze spokojem i w ciszy. Siedziała prosto na swoim miejscu, jej twarz była opanowana, patrzyła na odbicia pasażerów w szybie, gdy pociąg sunął wśród ciemności.
Było już po dziesiątej, gdy zmęczone emocjami, strachem i podróżą dziewczęta wysiadły z pociągu. Ku ich zdumieniu zobaczyły powtórzenie tego, co widziały w Wiedniu, w mniejszej skali, teraz jednak działo się to w ich małej wios-ce Purkersdorf. Ulice wypełnione były ludźmi, z których wielu salutowało w nazistowskim pozdrowieniu, a wielu innych krzyczało: "Heil Hitler! Heil Hitler!". Dworzec kolejowy udekorowany był flagami ze swastyką.
Polly nie pozwoliła im ociągać się we wsi ani na głównej drodze Linzerstrasse, gdzie zebrany był największy tłum, ale szybko poprowadziła je pod górę, w stronę szkoły.
Jednak ta noc miała przynieść jeszcze jedną nieprzyjemną nowość dla nich wszystkich. Dziesięć minut po wyjściu z dworca kolejowego dziewczęta zobaczyły budynek szkoły. Tutaj też powiewały czerwone i czarne flagi ze swastyką, wywieszone w każdym oknie budynku, w którym mieszkały.
- Nie mogli znaleźć tylu flag w kilka godzin - szepnęła Kitty do Shirley. - Musieli zaplanować to wcześniej.
- Musieli wywiesić flagi, gdy usłyszeli wiadomości w radiu - odpowiedziała Amerykanka ściszonym przerażonym głosem. - Mama i papa musieli to zrobić. Oni są tacy mili - dlaczego mieli by to robić?
- Pośpieszcie się wy dwie - krzyknęła ostro Polly. - Idźcie do swoich pokoi i kładźcie się spać.