Wstęp
Nie jestem szczególnie utalentowany. Moją pasją jest po prostu ciekawość.
Albert Einstein
Przekrój - to obraz otrzymany w miejscu przeciętym lub obraz wszystkich elementów składających się na coś i rozpatrywanych ze względu na jakąś cechę. Figura płaska powstająca w miejscu przecięcia przedmiotu, bryły geometrycznej, płaszczyzną. To również rysunek przedstawiający przecięty przedmiot.
To tylko kilka definicji opisujących istotę zagadnienia tej książki. W zasadzie przekroje towarzyszą nam każdego dnia podczas wykonywania codziennych czynności. Tworzymy przekroje warzyw, wędlin i właściwie wszystkiego, co przecinamy, nie skupiając się na tym, jak coś wygląda w środku, a powinniśmy. Od zarania dziejów człowiek stara się dostrzec to, czego nie widać z zewnątrz. Pozornie zwykły i brudny kamień kryje w swoim wnętrzu piękne kryształy, pod korą drzewa paduk znajdziemy wspaniały czerwony kolor, a zwykłe kiwi - z zewnątrz - nic specjalnego, ale po przecięciu...
Ciekawią nas kolor, kształt i struktura. Ciekawią nas budowa i działanie. Od ciekawości zaczęły się wszystkie wspaniałe odkrycia. Ciekawość zapoczątkowała postęp technologiczny i rozwój wielu dziedzin nauki. Warto pamiętać o tym, że jeśli mamy w sobie ciekawość i jeśli tylko chcemy - możemy wszystko.
W tej książce Czytelnik nie znajdzie szkolnego opisu ani dokładnej encyklopedycznej wiedzy, której przyswajanie potrafi często zmęczyć. W zamian dostanie wiedzę, napisaną w - mam nadzieję - przystępny sposób, opartą na osobistych doświadczeniach. Znajdzie pasję, która narodziła się z chęci poznania wnętrza zęba. Znajdzie tu też proste podejście do fotografii i ustawienia sprzętu, aby każdy mógł zrobić to po swojemu, oraz przystępne sposoby przygotowania fotografowanego obiektu. Wszystkie zawarte w tej książce informacje są dostępne w Internecie, a część z nich to moje doświadczenie, które postanowiłem usystematyzować i przekazać w luźny i zrozumiały sposób. Czytelnik znajdzie tu też refleksyjne podejście technika do dziedziny naszego zawodu, jaką jest ceramika, oraz wyłamanie się ze stereotypowego warstwowania ceramiki wieloma masami, gdy nie jest to wymagane. Bonusowo zamieszczam też tutaj mój dotychczasowy dorobek fotograficzny, który, mam nadzieję, zainspiruje Cię do dalszego działania i poznawania tego, co ukryte.
Dlaczego przekroje?
Techniką dentystyczną zajmuję się od połowy 2004 roku i przyznaję, że był to oczywisty wybór drogi kariery, gdyż w rodzinie był już jeden technik - mój ojciec. On był moim pierwszym i najlepszym nauczycielem, zanim rozpocząłem naukę w szkole techniki dentystycznej. W jego laboratorium uczyłem się wykonywać protezy ruchome, które są jego konikiem - i to wtedy zęby stały się dla mnie czymś więcej niż tylko integralną częścią mojego ciała. Zawsze jednak chciałem dla siebie czegoś innego. Nie czułem aż tak wielkiej fascynacji akrylem i gotowymi zębami do protez, dlatego zacząłem dążyć do zgłębiania wiedzy w zakresie uzupełnień stałych, co finalnie, po wielu latach, znalazło swoje odzwierciedlenie w tej publikacji. Była to długa droga, pełna wyrzeczeń i ciężkiej pracy, ale z pewnością uzupełnienia stałe to było to coś, czego szukałem.
I tu się wszystko zaczęło...
Od moich początków, czyli modelowania zębów w wosku, poprzez warstwowanie kompozytem, aby zrozumieć rozkład dentyny i szkliwa, po finalne warstwowanie prac ceramiką, zawsze zastanawiało mnie, co tak naprawdę "siedzi" w środku zęba i jak w naturze rozkłada się w zębach szkliwo, dentyna i wszystkie efekty czy przebarwienia, na których nam tak bardzo zależy podczas tworzenia odbudowy. Oczywiście mogłem się tego dowiedzieć z książek, ale jak się później okazało, nie o taką wiedzę mi chodziło. Nie potrzebowałem czarno-białych rycin!
Gdzieś w czeluściach Internetu natrafiłem na zdjęcie przeciętego na pół zęba. Sfotografowano go pod różnymi kątami i przy różnym oświetleniu. Autor fotografii chciał pokazać nerwy w korzeniach i to, jak próchnica zaatakowała tkanki. Muszę przyznać, że zainteresowało mnie to na tyle, że zacząłem zbierać zęby po ekstrakcji od współpracujących ze mną lekarzy stomatologów. Ich miny i zdziwienie były bezcenne, ale jako profesjonaliści rozumieli moje zainteresowanie, zaraz po tym, jak wytłumaczyłem, o co chodzi. Rozcinałem zęby i próbowałem je fotografować, podobnie do tego, co widziałem na zdjęciu. Niespodziewanie, podczas przeszukiwania Internetu w celu zdobycia większej wiedzy na temat wnętrza zęba i sposobów fotografowania, znalazłem zdjęcie, które zmieniło całe moje dotychczasowe wyobrażenie na ten temat. Było to zdjęcie wycinka zęba wykonanego techniką, którą opiszę na kolejnych stronach tej książki.
Przez ponad dwa lata nazbierałem sporo zębów, ładniejszych i brzydszych, zepsutych i tych zupełnie zdrowych, złamanych i całych, które mogłem dowolnie porozcinać i studiować ich wewnętrzną strukturę oraz rozkład warstw. Z początku była to moja prywatna pasja, odskocznia, która dawała mi chwilę wytchnienia od codziennej pracy. Właściwie to nie do końca wiedziałem, co robię. Podświetlałem wycinki za pomocą latarki i omawiałem swoje spostrzeżenia z kolegami po fachu, ale to jeszcze nie było to, czego szukałem. Niestety, dostęp do jakichkolwiek informacji był i jest bardzo ubogi, dlatego zebrałem całe swoje doświadczenie odnośnie do fotografii krajobrazowej i makrofotografii w całość, zaczynając szlifować technikę, aby zobaczyć więcej barw i kształtów. Braki sprzętowe uzupełniałem wraz z rozwojem mojego zainteresowania.
Po wykonaniu pierwszego, w miarę poprawnego, zdjęcia poczułem czystą radość - to było coś niesamowitego, a stwierdzenie, że jednak można zobaczyć więcej, wydawało się w tym momencie idealnie dopasowane do sytuacji. Kiedy coś robimy i zaczynamy widzieć efekty swojej pracy, rośnie nasza motywacja, która jest niezmiernie ważna w każdej grupie zawodowej. Łapiemy wiatr w skrzydła i po prostu lecimy, chcemy więcej, działamy.
Zacząłem szukać informacji. Wróciłem do podstaw ze szkoły i do budowy zęba, gdyż - mimo wielu lat doświadczenia w warstwowaniu ceramiki - stwierdziłem, że tak naprawdę nasza codzienna praca odbywała się na zasadzie podejścia zerojedynkowego - i aby coś osiągnąć, powinienem się po prostu cofnąć i przeprosić wiedzę płynącą z książek. Niby wiedziałem, co robić i jak "poukładać" poszczególne proszki, aby finalnie korona wyglądała jak naturalny ząb, ale czasami brakowało mi wyczucia, ile, czego, gdzie, w jakiej grubości. To dają właśnie przekroje zębów - wyjaśniają i systematyzują to, co już wiemy.
W Internecie można znaleźć kilka filmików pokazujących, jak przygotować wycinek; bardzo je polecam jako uzupełnienie tego, o czym tu napisałem. Gdy ja zaczynałem swoją przygodę, te filmiki były moim jedynym źródłem informacji, jednak aby doszlifować technikę, musiałem całemu procesowi poświęcić sporo czasu i cierpliwości.
Połączenie pasji, jakimi są dla mnie ceramika dentystyczna i fotografia, pchnęło mnie do tego, aby rozpocząć pracę nad tą właśnie książką, która, mam nadzieję, stanie się poradnikiem dla każdego, kto chce wykonać podobne zdjęcia i mieć na półce swojej biblioteczki pozycję zawierającą nie tylko ładne zdjęcia, ale i zbiór informacji odnośnie do tego, jak zacząć, jak wykonać i - co równie ważne - co trzeba posiadać, aby takie zdjęcia robić.
Łącząc pracę zawodową, pasję i fotografię, nie tylko zrozumiałem naturę wnętrza zęba, ale i wprowadziłem do codziennej pracy ceramisty aparat fotograficzny, który coraz częściej znajduje też zastosowanie w gabinecie stomatologicznym. Ale o tym później...
1Przygotowanie obiektu do wykonania zdjęć
W teorii teoria i praktyka są identyczne. W praktyce - nie są.
Yogi Berra
Przygotowanie do wykonania dokumentacji fotograficznej obiektu, jakim jest wycinek zęba, z pewnością nie należy do łatwych zadań i wymaga sporo cierpliwości oraz wprawy. Aby można było uwydatnić wewnętrzną strukturę wycinka, powinien on mieć maksymalnie pół milimetra grubości. Optymalna jego grubość to 0,3-0,4 mm.
Technika przygotowania obiektu, którą stosuję, została przeze mnie podpatrzona na filmiku znalezionym na jednym z bardzo znanych portali - i niestety niesie za sobą spore ryzyko uszkodzenia palców, dlatego wszelkie ewentualne próby naśladowania mnie podejmują Państwo na własne ryzyko.
W poniższym tekście oraz dokumentacji zdjęciowej przedstawię zarys trzech podejść do wykonania wycinków, ale to Czytelnikowi pozostawiam kwestię wyboru najodpowiedniejszego dla niego.
Ząb świeżo po ekstrakcji faktycznie nie zachwyca i wcale nie zachęca do jakiegokolwiek kontaktu, dlatego bardzo często ląduje w koszu na odpady medyczne. Niejednokrotnie jest brudny, z przytwierdzonymi do korzeni kawałkami tkanki, we krwi i po prostu śmierdzi, bardzo śmierdzi - w końcu z jakiegoś powodu został usunięty. Należy zabić w nim wszystkie pozostałości mikrobiologiczne. Do tego celu używam myjki ultradźwiękowej, octanu etylu lub alkoholu oraz innych środków czyszczących i myję w minimum czterech seriach, po każdej zmieniając płyn. W tym czasie, za pomocą skalpela i szczoteczki, usuwam resztki tkanek, płucząc ząb w wodzie. Tak przygotowany ząb leży zatopiony w octanie etylu od 24 do 48 godzin. Warto pamiętać, że chodzi tu też o nasze zdrowie, a podczas dalszego przygotowania wycinków będzie z nich powstawało sporo pyłu o dosyć nieprzyjemnym zapachu, który - pomimo pracy z wyciągiem - zawsze unosi się w powietrzu [fot. 1-4].
Wykonanie wycinka po serii kąpieli i skrobania zawsze zaczynam od założenia okularów ochronnych oraz maski z filtrem i pocięcia zęba diamentowym dyskiem na kilka części (uwaga na palce!). Nie muszą to być idealnie równe kawałki; ważne, aby po prostu przeciąć ząb mniej więcej na pół, a jeśli się uda, to na więcej części. Zdarza się, że ząb w procesie przecinania lub już docelowego wycieniania pęknie. Nadal jednak może być ciekawym obiektem do sfotografowania, dlatego pierwszy etap to tarcza i w miarę proste cięcie z zachowaniem stabilnej ręki i wielkiego skupienia. Nie warto się spieszyć; podstawą są spokój, opanowanie i czas. Należy prowadzić tarczę na maksymalnie dziesięciu tysiącach obrotów - ze względów bezpieczeństwa oraz możliwości sprawowania większej kontroli.
Po przecięciu otrzymujemy do trzech wycinków o grubości 2-3 mm, gdy rozcinamy naprawdę duży ząb, ale zazwyczaj są to dwie sekcje. Sam zwykle, ze względów bezpieczeństwa, decyduję się na przecięcie zęba na pół, uzyskując dwie sekcje. Następnie należy je wycienić do odpowiedniej grubości - minimum 0,5 mm. Im cieńszy wycinek, tym więcej światła przez niego przeniknie i uwidoczni to, co skrywa się w środku, choć i grubszy wycinek może się znakomicie prezentować na zdjęciu. Niestety, im cieniej wycinamy obiekt, tym większe ryzyko, że ulegnie on zniszczeniu.
Nie ma reguły, jeśli chodzi o grubość; pamiętajmy o tym, że to my decydujemy, jakie zdjęcie wykonamy i jak będzie ono finalnie wyglądało. Docelowo wygląda to tak, że cienki wycinek ukaże na zdjęciu wspaniałą opalescencję i kolory, a gruby przedstawi więcej tkanki i struktury wewnętrznej. Zaproponuję trzy sposoby, z których niestety tylko jeden nie jest niebezpieczny dla palców, jednak wierzę, że dla doświadczonego technika czy stomatologa będzie to jedynie kwestia wprawy.
Nie ma reguły, jeśli chodzi o grubość wycinka; pamiętajmy o tym, że to my decydujemy, jakie zdjęcie wykonamy i jak będzie ono finalnie wyglądało. Docelowo wygląda to tak, że cienki wycinek ukaże na zdjęciu wspaniałą opalescencję i kolory, a gruby przedstawi więcej tkanki i struktury wewnętrznej.
Fot. 1
Fot. 2
Fot. 3
Fot. 4
SPOSÓB PIERWSZY
"spokojnie, mam czas, nie będę ryzykował"
To zdecydowanie najbezpieczniejszy i jednocześnie najbardziej czasochłonny sposób, polegający na zakupie kilku arkuszy papieru ściernego o różnej gradacji i po prostu zeszlifowywaniu wycinka na mokro, na płaskiej powierzchni, aż do uzyskania odpowiedniej grubości. Co prawda zajmuje to sporo, naprawdę sporo czasu - sprawdzałem - ale dzięki tej metodzie można osiągnąć zadowalające efekty. Nie jest to, moim zdaniem, technika idealna; wymaga ciągłego wymieniania papieru ściernego, moczenia go i - co najgorsze - bardzo trudno jest utrzymać ząb w palcach podczas szlifowania. Na filmik pokazujący tę technikę w Internecie trafiłem tylko raz - i po bezmyślnym zamknięciu przeglądarki utraciłem link bezpowrotnie, gdyż było to pokazane na jakimś forum. Wspominam o tym bardziej jako o ciekawostce; sposób ten ma, niestety, więcej wad niż zalet i nadaje się raczej jako finalne wykończenie preparowanego obiektu.
I tyle, po prostu mozolne "szlifu, szlifu" po papierze ściernym...
SPOSÓB DRUGI
doświadczony technik dysku się nie boi
Ten sposób wybierany będzie najprawdopodobniej przez doświadczonych techników - mistrzów obróbki przy użyciu wszelkiego rodzaju tarcz. Należy pamiętać, że tniemy ząb, który jest materiałem twardym - i cała procedura wymaga ogromnego skupienia. UWAGA - ten sposób niesie za sobą spore ryzyko bolesnego uszkodzenia palców, o czym niestety sam się raz przekonałem, co skutecznie na jakiś czas wyłączyło mnie z dalszej pracy!
Po przecięciu tarczą zęba na dwa lub trzy plastry wycieniamy je za pomocą tej właśnie tarczy, zbierając diamentowym nasypem materiał, prowadząc dysk równolegle do plasterka zęba. Proste? Może i tak, ale tarcza, pomijając fakt ryzyka bolesnej i niekontrolowanej ingerencji w palce, może nam ten kawałek wyrwać i zniszczyć w kilka sekund. Po opanowaniu sposobu można jednak dosyć szybko przygotować obiekt. Warto tylko pamiętać, że ząb podczas cięcia śmierdzi i musimy, po pierwsze, zadbać o właściwą wentylację pomieszczenia, a po drugie, o dobry wyciąg pyłów. Przydatne może okazać się również zabezpieczenie sitkiem przed przypadkowym wciągnięciem wycinka - umiejętność gubienia wycienianych obiektów w taki sposób również udało mi się opanować do perfekcji.
SPOSÓB TRZECI HARDCORE
tylko dla profesjonalistów!
Obcinarka do modeli gipsowych na mokro. OK, powyższe zdanie brzmi strasznie, ale nie jest aż tak źle - i dla wprawionego technika będzie to oczywisty wybór. Zakładamy rękawiczkę nitrylową, idealnie dopasowaną do dłoni. Za pomocą kleju sekundowego, potocznie zwanego super glue, przyklejamy sobie wycinek do opuszki palca - i przykładając go tym palcem delikatnie do powierzchni tarczy obcinarki, zaczynamy wycienianie, ciągle kontrolując grubość.
Plusem tej metody są szybkość wycieniania i chłodzenie dzięki stałemu dopływowi wody. Minusem jest niestety ogromne ryzyko płynące z możliwości wciągnięcia rękawiczki razem z naszymi palcami w powierzchnię ścierną maszyny. Nie bez znaczenia jest również ryzyko zniszczenia wycinka. Na szczęście opanowanie tej metody jest możliwe i wydaje mi się, że każdy doświadczony technik sobie z tym poradzi, bez uszkodzeń ciała. Kluczowy jest tutaj także sprzęt. Obcinarka musi być stabilna, a tarcza - równa i gładka.
Przyznam szczerze, że sam do przygotowania wycinków korzystam ze wszystkich trzech metod. Zaczynam od obcinarki, następnie wycieniam fragment zęba dyskiem i finalnie doszlifowuję wycinek za pomocą papieru ściernego, ale przy obcinarce zawsze mam duszę na ramieniu...
Zatem mamy wycinek. Po przygotowaniu można go delikatnie wypolerować gumką do polerowania ceramiki lub kompozytu, ale nie jest to konieczne. Stosowałem to jedynie, gdy fotografowałem grubsze egzemplarze - i to tylko po to, aby światło lepiej przenikało przez materiał. Należy uważać, aby wycinek nie pękł od temperatury wynikającej z polerowania gumką, chociaż prawda jest taka, że może pęknąć w każdej chwili, dlatego wspominałem wcześniej o tym, że pęknięte okazy też się nadają do fotografowania.
Początki zawsze są ciężkie i staramy się uzyskać jak najwięcej z tego, czym aktualnie dysponujemy. Prawda jest jednak taka, że na początku ciąłem zęby tarczą na dwie lub (gdy się dało) trzy części z powodu braku materiału i chęci uzyskania jak największej liczby obiektów do fotografowania. Taka "oszczędność" nie jest jednak dobra. W miarę upływu czasu, który przynosił mi coraz więcej oblepionych krwią zębów, zacząłem skupiać się na uzyskaniu perfekcyjnego wycinka, według zasady - jeden ząb, jeden wycinek. Jest to, po pierwsze, bezpieczniejsza metoda, a po drugie - zdrowsza, gdyż nie generuje niepotrzebnego pyłu, a do przygotowania wycinków używam jedynie obcinarki do gipsu na mokro oraz finalnie papieru ściernego. Trzeba jednak pamiętać, że ta metoda daje tylko jedną szansę i nie wybacza błędów - mamy tylko jedno podejście!
Wycięte, wycienione, wszystkie palce całe - co dalej?
Po pierwsze, możemy sobie pogratulować, naprawdę, bo nie jest łatwo wykonać ręcznie wycinek zęba o grubości do pół milimetra. Następnie warto przygotować płaskie zamykane pudełko i umieścić w nim swoje wycinki, zalewając je oliwką dla niemowląt. Dlaczego właśnie oliwka? Zęby, aby można było uwydatnić ich wewnętrzną strukturę, muszą stać się przeźroczyste i trzeba je nawilżyć czymś, co doskonale wykona to zadanie, a zarazem nie wyparuje zbyt szybko. Ponadto oliwka pozwoli nam swobodnie umiejscowić wycinek na powierzchni filtra - ale o filtrach później. Zazwyczaj pełne nawilżenie osiągamy po godzinie, ale zalecam pozostawienie wycinków w oliwce na co najmniej dobę. W takim pudełku, szczelnie zamykanym, będziemy od teraz przechowywać swoje eksponaty, aby nie dostał się do nich kurz i żeby ich zwyczajnie nie pogubić. W praktyce wygląda to jednak tak, że wycinków wprawdzie nie zgubimy, lecz drobinki kurzu, tak czy inaczej, odnajdą drogę do środka pudełka [fot. 5].
To tyle, jeśli chodzi o przygotowanie wycinków w zaciszu laboratorium. Lekarze stomatolodzy, z powodu braku obcinarki do gipsu, mają niestety do dyspozycji jedynie dwa pierwsze sposoby, które również nadają się do osiągnięcia efektu w gabinecie. Można też po prostu wycieniać ząb, trzymając go w palcach, za pomocą wiertła diamentowego zamontowanego na kątnicy. Drogi lekarzu, zawsze też możesz zarazić pomysłem technika, który z Tobą współpracuje - jestem pewien, że wspólny projekt przyniesie wspaniałe efekty i sporo dobrej zabawy dla wszystkich.
Jak już wcześniej wspominałem, w Internecie można znaleźć filmiki pokazujące wszystkie trzy metody. Szczerze zachęcam do zapoznania się z nimi, stanowią bowiem wizualne uzupełnienie treści zamieszczonych w niniejszym rozdziale. Kolejne etapy pracy to ustawienie aparatu i finalne "pstryknięcie" zdjęcia oraz obróbka pliku na komputerze.
Zęby, aby można było uwydatnić ich wewnętrzną strukturę, muszą stać się przeźroczyste i trzeba je nawilżyć czymś, co doskonale wykona to zadanie, a zarazem nie wyparuje zbyt szybko. Do tego celu polecam oliwkę dla niemowląt. Zazwyczaj pełne nawilżenie osiągamy po godzinie, ale zalecam pozostawienie wycinków w oliwce na co najmniej dobę. W takim pudełku, szczelnie zamykanym, będziemy od teraz przechowywać swoje eksponaty.
Fot. 5
2Sprzęt i ustawienia aparatu
Fotografując, staraj się pokazać to, czego bez Ciebie nikt by nie zobaczył.
Robert Bresson
Aparat i obiektyw
Mówi się, że to nie aparat robi dobre zdjęcia, a fotograf, który tego aparatu używa - i w pełni się z tym zgadzam; należy jednak pamiętać o pewnych aspektach. Do wykonania zdjęcia przekroju zęba potrzebujemy aparatu cyfrowego z możliwością zmiany obiektywu i manualnym ustawieniem następujących parametrów: ISO, szybkości migawki, wartości przysłony i przede wszystkim zapisu zdjęć w formacie RAW, który umożliwia zachowanie najwyższej wierności odwzorowania obrazu przez aparat. Pliki formatu RAW uważa się za cyfrowy odpowiednik negatywu, który wywołuje się za pomocą odpowiedniego oprogramowania i zapisuje się w ogólnodostępnym formacie, takim jak JPEG. Format RAW pozwala nam zmieniać parametry zdjęcia. Mówiąc prostym językiem, można stwierdzić, że RAW będzie kliszą, a JPEG - wywołaną odbitką. Nie będę się rozwodził nad tym, czy wybrać format RAW, czy JPEG, gdyż dla mnie istnieje tylko RAW, jeśli chodzi o format zapisu przez aparat. Każde zdjęcie będzie potrzebowało obróbki - choćby tylko delikatnej - i format JPEG się po prostu do tego nie nadaje. Ponadto z formatu RAW będziemy w stanie wydrukować lepszej jakości zdjęcie.
Zanim jednak do tego dojdzie, nasz aparat potrzebuje odpowiedniego obiektywu - i to nie standardowego, a obiektywu makro, najlepiej z odwzorowaniem 1:1, co w praktyce oznacza, że obraz fotografowanego obiektu będzie "rzucony" na matrycę w jego rzeczywistym rozmiarze. Zaraz, zaraz, matrycę? Otóż warto wyjaśnić, że matryca w aparacie cyfrowym odpowiada kliszy w aparacie analogowym. Jest to główny sensor odbierający wszystkie informacje o obrazie, który zapisuje nasz sprzęt.
Jeśli chodzi o odwzorowanie 1:1, to przykładowo wycinek zęba o długości 2,5 cm zostanie odwzorowany na matrycy obrazem obiektu o dokładnej długości 2,5 cm w punkcie minimalnej odległości obiektywu od fotografowanego obiektu. Jest to bardzo ważne w fotografii makro ze względu na potrzebę jak najwierniejszego odwzorowania najdrobniejszych szczegółów, na których tak bardzo nam zależy, aby uchwycić detale znajdujące się wewnątrz zęba. Niestety, ta proporcja może być zachowana jedynie w aparatach pełnoklatkowych (full frame), co oznacza, że matryca aparatu jest dokładnie takiej samej wielkości, co pojedyncza klatka kliszy analogowej. Użycie takiego obiektywu w aparatach cyfrowych z mniejszym sensorem (DX) powoduje zmianę minimalnej odległości obiektywu od obiektu w celu zachowania ostrości, jednak nie wyklucza wykonania fantastycznego zdjęcia.
Osobiście nie posiadam aparatu pełnoklatkowego i nie zauważyłem, aby to, co właśnie opisałem, miało wpływ na moją pracę. Warto też pamiętać, że stosując obiektyw przeznaczony do aparatu pełnoklatkowego, w aparacie z mniejszym sensorem zmienia się współczynnik powiększenia w mnożniku 1,5×, co w praktyce oznacza większe przybliżenie fotografowanego obiektu. Warto jednak kupić taki obiektyw; różnica cenowa jest niewielka, a nigdy nie wiadomo, kiedy nadarzy się okazja zakupu aparatu typu full frame.
Niestety, o ile zakup aparatu wiąże się z niemałym wydatkiem, tak ceny obiektywów makro nierzadko dorównują mu cenowo lub wręcz przewyższają go pod tym względem. Można się tu jak najbardziej zwrócić w stronę sprzętu używanego lub wybrać chyba najtańszy z dostępnych obiektywów na rynku, oferujący odwzorowanie 1:1, który sam posiadam, jakim jest Tokina ATX 100. Obiektyw ten według mojej oceny jest szybki, ostry i pozwala wykonać wspaniałe zdjęcia. Ponadto jest bardzo popularnym obiektywem wśród techników i stomatologów robiących zdjęcia wewnątrzustne. Lekki i dający niesamowitą ostrość fotografowanych obiektów za przystępną cenę.
Używam aparatu firmy Nikon ze względu na jego intuicyjną obsługę. Zaczynałem fotografowanie dosyć starym aparatem Nikon D70, następnie sprzęt ten zmieniłem na Nikon D90, później - błędnie - na Nikon D3200, aby finalnie, wraz ze wzrostem mojego doświadczenia, fotografować aparatem Nikon D7000, który w czasie, gdy go kupowałem, był aparatem z półki półprofesjonalnych lustrzanek. Nie musi to oczywiście być wyłącznie Nikon; aparaty innych firm też są dobre, ale w tej książce opiszę ustawienia, bazując na aparacie Nikon D7000, które bez problemu można przenieść na każdą lustrzankę.
Mamy zatem aparat i obiektyw - koniec z wielkimi wydatkami. Kolejne elementy naszego zestawu mieszczą się w grubości standardowego portfela.
Lampa, wyzwalacz lampy i softbox
Na początek polecam zaopatrzyć się w zwykłą lampę reporterską, którą montuje się na aparacie, i wyzwalacz do lampy, aby można było jej używać poza aparatem. Do tego przyda się też plastikowa stopka, do której montuje się lampę, co pozwala na postawienie takiego oświetlenia w pionie, a także softbox. Jeśli chodzi o lampę, to jedyne, co poza żarnikiem musi posiadać, to regulacja mocy. To absolutnie wystarczy na początek. Wyzwalacz zewnętrzny lampy to urządzenie, którego jedna część jest mocowana bezpośrednio do lampy, a drugą montujemy na aparacie, w miejscu jej mocowania zwanym gorącą stopką (hot shoe). Urządzenie to "mówi" lampie, kiedy ma błysnąć, w momencie naciśnięcia spustu migawki, za pomocą połączenia radiowego.
Softbox z kolei to nic innego, jak rozpraszający światło z błysku lampy klosz, zakładany na nią bezpośrednio na żarniku. Bez niego światło docierające do naszego wycinka byłoby zbyt intensywne i ostre, dlatego musimy je zmiękczyć bez znacznej utraty mocy. Jest wykonany zazwyczaj z materiału usztywnianego gumową lub plastikową ramą. Łatwy w transporcie i bardzo kompaktowy - opowiem o nim więcej w następnym rozdziale.
Z połączenia takiej właśnie zwykłej lampy reporterskiej i prostego klosza powstaje podstawowa wersja lampy stosowanej w studiach fotograficznych, tylko w wersji mini. Tyle nam właściwie potrzeba, gdyż fotografujemy bardzo mały obiekt, a tego typu oświetlenie można z powodzeniem wykorzystać do zdjęć w gabinecie stomatologicznym, w pracy bezpośrednio z pacjentem, a także do fotografowania prac na modelu. Jest to oświetlenie mobilne, lekkie i przede wszystkim spełniające swoje zadanie. Ponadto świetnie nadaje się dla osób początkujących, gdyż w porównaniu z innymi systemami oświetleniowymi należy do tanich, a tego właśnie potrzebujemy na początek.
Ustawienia aparatu
Ustawienie aparatu to chyba najtrudniejsza część całej zabawy, która wymaga wiedzy, ale i pozwala na sporą kreatywność podczas wykonywania zdjęć. Spokojnie, jest to wiedza, którą można łatwo przyswoić i później wielokrotnie wykorzystać do różnych zdjęć. O ile lampę mam zazwyczaj ustawioną na stałym poziomie, ? mocy błysku, i na tym koniec, to w ustawieniach aparatu mogę kontrolować od dwóch do sześciu parametrów, które mają wpływ na finalny wygląd zdjęcia. Skupię się jednak na pięciu - moim zdaniem - podstawowych parametrach, jakimi są: ISO, szybkość migawki, wartość przysłony, punkt ostrości i balans bieli, które należy ustawić ręcznie. Możliwość konfiguracji tych ustawień zapewniają wszystkie lustrzanki i profesjonalne aparaty cyfrowe. Na początku może to przerażać, ale na tym polega cała zabawa, aby ustawiać i obserwować efekty.
Nowy aparat można porównać do nowego samochodu. Zanim zaczniemy się nim swobodnie przemieszczać, czeka nas przestudiowanie instrukcji i ustawienie kilku ważnych dla naszego komfortu parametrów. Dla jednych jest to frajda, a dla innych - przymus, jednak finalnie każdy odczuwa pozytywne efekty swojej pracy.
Nie jest to książka ucząca fotografii, dlatego postaram się opisać wszystkie parametry w jak najbardziej przystępny sposób, aby przekazać teorię, którą Czytelnicy będą mogli wykorzystać w praktyce.
ISO
Jest to parametr wyznaczający ilość światła wpuszczanego przez aparat. W aparatach analogowych określał czułość kliszy. W cyfrowym aparacie określa czułość jego matrycy.
Przykład:
Zwiększamy czułość matrycy aparatu w momencie, gdy panujące w otoczeniu warunki oświetleniowe są niewystarczające do wykonania zdjęcia. Natomiast gdy używam zewnętrznego doświetlenia lampą błyskową, czułość powinna zostać zmniejszona. Reasumując, można stwierdzić, że w dzień ustawimy ISO na poziomie od 100 do 200, a wieczorem od 400 do 800 lub więcej.
Zdjęcia wycinków wykonujemy, używając lampy błyskowej, która jest źródłem światła zewnętrznego, dlatego wartość naszego ISO będzie na poziomie pomiędzy 100 a 200, aby nie prześwietlić zdjęcia.
Szybkość otwarcia migawki
Szybkość otwarcia migawki określa czas, przez który będzie ona otwarta w celu wpuszczenia światła do aparatu. Jest ona określana w sekundach lub ich ułamkach. Długi czas otwarcia migawki stosujemy na przykład w fotografii nocnej, używając statywu, a krótki czas otwarcia - fotografując obiekty będące w ruchu, na przykład jadące samochody, aby szybciej uchwycić poruszający się obiekt.
Poznałem kiedyś pewną zasadę, która znacząco ułatwiła mi moje początki z fotografią i znajduje zastosowanie w fotografii ogólnej. Mianowicie - szybkość otwarcia migawki nie może być niższa od ogniskowej obiektywu, którego aktualnie używamy, aby wykonywane zdjęcie pozostało ostre podczas wykonania fotografii aparatem trzymanym w dłoni. Oczywiście można robić zdjęcia wycinków, używając statywu w celu maksymalnego wyeliminowania wstrząsów. Może to stanowić zarazem ułatwienie i utrudnienie, gdyż wiedząc, że migawkę należy ustawić na np. 1/100 s, używając obiektywu o ogniskowej 100 mm, trzeba będzie poustawiać inne parametry. Spokojnie, nie jest to aż tak problematyczne; wystarczy zaznajomić się z tematem.
Wracając jednak do zdjęć wycinków... Wiemy, że lampa wygeneruje błysk o mocy ?, ISO ustawimy na poziomie 200 - i właściwie sama pojawiła się kolejna wartość, jaką jest szybkość otwarcia migawki, większa lub równa ogniskowej obiektywu, co daje nam już dwa parametry ustawienia aparatu. Przejdźmy zatem do kolejnego.