przeŻYĆ - Wiktoria Polak
32.29 zł
26.80 zł
(27,45 zł najniższa cena z 30 dni)

Reflow text when sidebars are open.
Kolejny dzień, który zaczyna się tak, jak dni od ostatnich paru lat. Otworzyła oczy. Nie miała takiego zamiaru. Pogoda za oknem nie robiła jej różnicy. Deszcz, słońce, śnieg. To już nie miało znaczeń. Jeszcze parę lat temu, cieszyłaby się ze słońca, które rankiem pada na jej twarz, przez okno. Cieszyłaby się z deszczu, bo mogłaby wziąć ulubioną książkę i wtopić się w nurt poezji. Cieszyłaby się ze śniegu, bo mogła robić aniołki, jeździć na sankach i lepić bałwany. Dziś nie czuje nic. Za oknem słońce przebija się przez chmury, słychać śpiewy ptaków, które jakby próbowały dać jej nadzieję. Liliana nie dostrzegała już tych pięknych chwil. Nie chciała już nic widzieć.
Są wakacje, Lila, bardzo czekała na ten czas, nie dlatego, aby móc się bawić. Czekała, bo mogła odciąć się od ludzi. Mogła zaszyć się w łóżku i dać się pochłonąć swej melancholii. Nie chciała nigdzie wychodzić. Dużo bardziej wolała zostać w domu, w pokoju, który stał się jedynym miejscem, w którym choć przez chwilę mogła poczuć się bezpiecznie i choćby na moment, uwolnić się od tego co ją otacza. Jej pokój stał się jej ucieczką, twierdzą, w której się chowała przed światem, który wydawał się być zbyt ciężki. W ciszy, której szukała, czuła, jakby w końcu mogła zniknąć. Zamykając oczy, czuła echa przeszłości. Krzyki, niewypowiedziane słowa i słowa, które padły niepotrzebnie. Była jak więzień własnych wspomnień, które z każdym dniem przybierały na wadze. Jednocześnie gdzieś w głębi siebie, wiedziała, że jest Liliana, która dałaby wiele, aby coś poczuć. Coś innego niż zmęczenie i nieustanny ból. W jej sercu jest młodsza Lila, która nie zgubiła nadziei. Lila, która wiedziała, że nie może tak żyć. Ta mała dziewczynka nie ma wystarczająco siły, by pokonać Lilianę, która dziś już nie wierzy, że będzie dobrze.
- Lilka, wstawaj. Już po dziesiątej, ja dziś wrócę później, odgrzej zupę i zajmij się dziećmi. - mówi pośpiesznie Marianna, wychodząc z domu.
Marianna, matka Liliany. Marianna była kobietą, która dzięki swej niezłomnej sile, pozbierała się po swej chwiejnej przeszłości. Kobieta kochała Lilę, ale nie była w stanie dać jej tego, czego potrzebowała - ciepła, poczucia bezpieczeństwa. Jej miłość często była zimna. Lilianie brakowało tej miłości. Ciepłej miłości. Marianna była fizycznie obecna, ale Lila czuła jej zamknięte serce. Córka kochała matkę, ale z biegiem czasu zaczęła odczuwać żal. Żal, że nie potrafiła poczuć się wystarczająco ważna, że nie potrafiła znaleźć objęć matki, które mogłyby ją uzdrowić. Lila choć kochała Mariannę, była świadoma pustki, jaką pozostawiła jej matka.
- Lilka, mama pojechała, ja po południu idę do koleżanki, ty dziś chociaż wstaniesz? - pyta Ala, młodsza siostra Liliany, stojąc w progu jej pokoju.
- Wiem, mówiła mi, wstanę zaraz, Marcela i Maks wstali? - odpowiada Liliana.
- Wstali, zjedli śniadanie, zajmiesz się nimi, prawda? - pyta, choć wie, że tak będzie.
- Tak, nie mam wyboru - odpowiada, próbując się uśmiechnąć
Liliana w końcu z ciężkim westchnieniem przekręca się na bok i opiera nogi na podłodze. Czuje, jakby jej ciało nie chciało z nią współpracować. Wstając, zerknęła na zdjęcie wiszące na ścianie sprzed ostatnich wakacji. Była uśmiechnięta. Odległa od Lili, którą jest dziś.
Zasiadła przy kuchennym stole i spoglądała na rodzeństwo, które jeszcze nie wie, jaki ten świat jest okropny. Oddałaby wiele, aby tylko Marcela, Maks i Ala nie doświadczyli tego co ona. Lila pragnie ich chronić, ale jak ma ochronić innych, skoro nie jest w stanie ochronić siebie? Zacisnęła dłonie na stole, czując, jak ból w jej wnętrzu staje się nie do zniesienia. Czuła się jak w klatce, jakby była skazana na życie, które wciąż wymaga od niej za dużo. Patrzyła na nich z cichym żalem, modląc się, by ich nie dotknął ten sam ból, którego zaznała ona sama.
Wzięła głęboki oddech, próbując ukryć napływające do jej oczu łzy. Wstała z krzesła i wyszła z kuchni, nie chcąc, by ktoś zauważył jej słabość. Czuła, że musi walczyć, ale nie wiedziała jak. Wiedziała tylko jedno, nie może pozwolić im poczuć tego, co ona czuje. To jedyne co mogła.
Tej nocy Lila nie mogła spać. Jej myśli krążyły wokół przeszłości, jak nieuchwytne cienie, które zdawały się ją otaczać z każdej strony. Wokół tego, co czuła, tego, czego nie potrafiła już wymazać. Ostatnie noce były męką. Nocne godziny rozciągały się w nieskończoność, a myśli, które nigdy nie chciały odejść, nie dawały jej spokoju. "Mogłam coś zrobić," powtarzała w myślach. "Mogłam być silniejsza." Te słowa, jak grzechotki w jej głowie, nieustannie powracały. Nigdy nie były dość ciche, by je zignorować. I chociaż wiedziała, że nie ma już czasu na zmiany, wciąż czuła, że coś mogłoby być inne, gdyby tylko miała wtedy odwagę.
Noce były najgorsze. To właśnie wtedy wszystko wracało, ale podwójnie. Jakby mrok nocy miał magiczną moc przywracania zapomnianych wspomnień. I w tym mroku, w samotności, kiedy nie mogła już udawać, że wszystko jest w porządku, zaczynała się prawdziwa walka o przetrwanie. W nocy wszystko było głośniejsze. Myśli, które normalnie starała się odrzucić w ciągu dnia, stawały się wrzaskiem, który wdzierał się w każdy jej moment. W głowie krzyczały nieodreagowane emocje. Krzyki, które ciągnęły się za nią przez lata, wypełniały ciszę, a łzy nieustannie spływały po jej twarzy. Noc. Liliana i jej myśli, trujące i nieubłagane. Każda noc wyglądała podobnie. To była wieczna powtarzalność. Wracały wspomnienia. Wspomnienia, które nie miały prawa się wydarzyć, które nie miały prawa zaistnieć. Wydarzenia, o których nikt nie wiedział. Nikt się nie dowiedział, choć w sercu Lila bardzo pragnęła to z siebie wyrzucić. Wciąż trzymała je w sobie, jak coś, co nie miało prawa ujrzeć światła dziennego. Bała się. Bała się, ale czego? Bała się tego, jak ktoś zareaguje? Bała się tego, co zrobi? A może bała się wypowiedzieć te słowa na głos, bo wiedziała, że wtedy wszystko, co starała się przez lata stłumić, wróci z jeszcze większą mocą?
Nie wiedziała. Po prostu bała się powrotu do tamtych dni. Czuła, jak strach przed konfrontacją z przeszłością paraliżuje ją. Świadomość, że musiałaby wrócić do tego, co było, zatrzymywała ją w martwym punkcie. Tamte dni miały taką moc, że nawet teraz, kiedy minęły lata, nie dawały jej spokoju. Bo choć próbowała zamknąć za nimi drzwi, one ciągle były otwarte. Czekały na nią, w każdej ciemnej nocy, jak nieodparty ciężar, który miała nosić, choć nie miała siły. Liliana leżała nieruchomo w łóżku, jej ciało zatonęło w poduszce, ale nie w nocy. Noc była dla niej więzieniem, pełnym wspomnień, które nie pozwalały jej zasnąć. Czuła, jak każda sekunda mija z ogromnym trudem, jak zaciśnięta pętla otacza ją z każdej strony. Każdy oddech był jak wdech w atmosferę bezdechu. Myśli nie dawały jej wytchnienia. Nie mogła od nich uciec. Nocą wszystko wracało. Czuła, jakby jej dusza była na granicy wyczerpania. Każdy kawałek jej ciała, każdy milimetr jej istnienia, był obciążony tym, czego nie mogła zapomnieć. Cały ten ból, każda nieodparta tęsknota za czymś, czego nigdy nie miała, i jednocześnie obawa przed tym, co wciąż ją ścigało, nie dawały jej odpoczynku. To, co miała w środku, wracało co noc. Głos, który szeptał jej do ucha, że powinna była coś zrobić, że powinna była być silniejsza. Nie mogła wypowiedzieć tych słów, bo bała się, że wtedy wszystko, co starała się stłumić przez tyle lat, wróci z jeszcze większą siłą. Bała się konfrontacji z przeszłością. Z tym, co wciąż tliło się w jej sercu, chociaż próbowała to ugasić. Bała się tych chwil, które ją wykrwawiały, tego, co miało miejsce, a czego nie miała odwagi uznać. Przez lata trzymała to wszystko w sobie, bo wciąż nie była gotowa stanąć twarzą w twarz z tym, co ukrywała przed sobą i światem. Próbowała zapomnieć. Próbowała iść naprzód. Ale nie dało się. W każdej ciemnej nocy wracały te same obrazy. Wszystko wracało. Wszystko to, co próbowała zamknąć w zamkniętych oczach. I wiedziała, że ten strach, który miała w sobie, nie minie, dopóki nie stanie twarzą w twarz z przeszłością.
Liliana niegdyś była radosnym dzieckiem. Choć jej dzieciństwo nie przebiegało tak, jak powinno, często malowała uśmiech na swej twarzy. Jako maluch nie rozumiała sytuacji w jakiej się znajdowała, choć wiedziała, że nie tak powinno wyglądać życie. Szukała pozytywów. Była mała, chciała cieszyć się z życia. Jeszcze parę lat temu Lila była zupełnie inną dziewczyną. Uśmiechniętą, radosną i tętniącą życiem. Dziś, jest smętną, zmęczoną dziewczyną, bez najmniejszej chęci do życia. Jej egzystencja traci sens z każdym nowym wschodem i zachodem słońca. Lilka często przegląda albumy z dawnych lat, kiedy spogląda na młodszą siebie, jej prawy kącik ust unosi się ku górze, lecz w oczach wiruje łza. Wtedy zdaje sobie sprawę, że dziewczynka na zdjęciu nie wiedziała co ją spotka. Nie wiedziała, że wkrótce straci wszystko co miała, nie wiedziała, że jej życie legnie w gruzach, a nikt tego nie zauważy. Mimo krzyku. Mimo najgłośniejszego krzyku ciszy, nikt go nie usłyszy. Tak jakby świat zatkał uszy i nie chciał jej słyszeć. Tak jakby wszyscy wokół zamknęli oczy i nie zwrócili uwagi, że cisza Liliany, była jej najgłośniejszym krzykiem. Liliana czuła, jak ten ból, który nosiła przez tyle lat, powraca. Czuła, jakby każda łza, która spływała po jej twarzy, była przypomnieniem o tym, czego nie mogła zmienić. Każdy dzień mijał, a ona czuła się jakby była w jakimś zawieszeniu - pomiędzy przeszłością, której nie mogła się pozbyć, a teraźniejszością, której nie potrafiła zrozumieć. Z każdym dniem coraz trudniej było jej żyć. Ale nie mogła powiedzieć nikomu, co się działo w jej wnętrzu. Bo wiedziała, że jej cisza wciąż będzie jedynym krzykiem, który pozostanie niewysłuchany.
"Chciałabym kiedyś, wyznać prawdę. Chciałabym, aby ktoś wiedział, dlaczego tak jest. Ciężki mi z tym, że jestem z tym sama, ale nie powiem nikomu. Co jeśli ktoś stwierdzi, że się użalam? Albo stwierdzi, że to co mówię jest kłamstwem? Nie wiem co robić. Męczy mnie to od dawna. Myślałam, że już się wyleczyłam, a to wszystko wraca falami. Są wakacje, nadal nie wyszłam z domu. Kiedyś wychodziłam prawie codziennie, a teraz nie mam ochoty nawet spojrzeć za okno. Ci ludzie, którzy z uśmiechem spacerują po placu są tacy...szczęśliwi. Oni wszyscy wydają się być zadowoleni z życia. Matka z córką, wydają się być na tyle bliskie, na tyle szczęśliwe. Ciekawe, czy ta matka naprawdę kocha swoją córkę. Czy ona ją przytula, czuje, że jest jej opoką, czy kocha ją na sposób, o jakim marzyłam... Nie wiem. Ciekawe, czy ta córka czuje się bezpieczna. Ciekawe, czy ona, tak jak ja, czuje się, jakby jej świat był zbudowany z kłamstw... A ta rodzina? Druga strona medalu też wygląda tak samo? Wszyscy tacy radośni. Nie chce patrzeć na ludzi. Dlaczego oni mogą być szczęśliwi."
Liliana przestała patrzeć na ulicę. Znów poczuła się jak w klatce, zamknięta w swoich własnych myślach. Czuła się znowu jak ta mała dziewczynka, która nie miała nikogo, komu mogłaby ufać. Kiedyś, może dawno temu, miała przyjaciół. Kiedyś, może dawno temu, miała ludzi, z którymi czuła się bezpieczna. Ale teraz? Teraz była sama. Czuła, jak każdy dzień oddala ją od świata, w którym kiedyś miała miejsce. I nie wiedziała, jak się z tego wydostać.
"Chciałabym wyjść. Czasami myślę, że może wtedy poczuję się lepiej. Może wtedy znowu zacznę oddychać pełną piersią. Ale nie mam siły. Wciąż to wraca. Wciąż czuję, jakby nie mogło być lepiej. Wciąż czuję, jakby moje życie było zamknięte w pudełku, którego nie mogę otworzyć. Nawet wtedy, gdy chcę... nie potrafię. Wciąż widzę te same obrazy. Wciąż słyszę te same słowa. Wciąż czuję to samo."
Z zamkniętymi oczami, Liliana położyła głowę na poduszce. Myśli nie chciały ją opuścić. Czuła, jak jej ciało wchłania te wspomnienia, jak nie może ich uwolnić, jak nie może ich wyrzucić z siebie. Każde wspomnienie, które wracało, niosło ze sobą ogromny ciężar. Każde z tych wspomnień, które kryły w sobie prawdę, którą nie była gotowa ujawniać, stawało się nie do zniesienia. "Tylko ja znam prawdę" - powtarzała w myślach. Prawdę, której nie mogła powiedzieć. Prawdę, którą niosła sama, zamkniętą w sobie, nie mogąc wypuścić jej na zewnątrz. Ale to była jej prawda, jej najcięższy bagaż, który, choć chciałaby go zrzucić, trzymał ją w swoich szponach.
Lila nie miała łatwego dzieciństwa. Jej dom był pełen kłótni, agresji i niezrozumienia. Krzyki, które rozbrzmiewały między rodzicami, a potem cisza - ta cisza, która była jeszcze bardziej przerażająca, bo oznaczała, że coś złego się dzieje. To była cisza pełna napięcia, której nie można było już zignorować. Lila często widziała rzeczy, które nie powinny się wydarzyć w domu, w którym małe dziecko powinno czuć się bezpieczne. Choć była jeszcze bardzo mała, jej oczy widziały więcej, niż powinny. Była świadkiem bólu, którego nie potrafiła zrozumieć, ale który na zawsze zmienił sposób, w jaki patrzyła na świat.
Lila bała się każdej kłótni. Za każdym razem, kiedy słyszała podniesiony głos, czuła, jakby cały świat walił się jej na głowę. To było jak ogień - nie wiedziała, kiedy się zacznie i kiedy się skończy, ale wiedziała, że będzie ranić. Krzyk w jej domu był jak fala, która ciągle ją zalewała, a po niej zostawała tylko pustka, cisza, która bolała jeszcze bardziej.
Po rozwodzie rodziców Lila nie potrafiła się odnaleźć. W szkole była zamknięta w sobie, wycofana. Stała się celem żartów - dzieci śmiały się z niej, bo nie miała ojca. Nie potrafiła wyjść z tej bańki, w której żyła. Unikała wszelkich uroczystości związanych z Dniem Ojca, bo wiedziała, że nie ma żadnego rysunku, który mogłaby dać swojemu tacie. To było dla niej jak przypomnienie o wszystkim, co straciła. Była cicha, ale nikt nie rozumiał, że to nie była obojętność. To było milczenie, które wynikało ze strachu. Bała się, że jeśli otworzy usta, to wyjawi coś, czego nie będzie w stanie znieść. Strach przed tym, że inni dowiedzą się, co tak naprawdę działo się w jej domu, zamknął ją jeszcze bardziej. Każdy dzień w szkole był dla niej jak walka o przetrwanie, a mimo że była otoczona przez innych, czuła się bardziej samotna niż kiedykolwiek.
Ta przeszłość kształtowała pogląd Lili na świat. Jednak to nie było jedną rzeczą, która odbiła się na zdrowiu dziewczyny. Już w czasie podstawówki Liliana czuła, że jest inna niż rówieśnicy. Wiedziała, że nie należy do ich świata. Wyzwiska w jej stronę powodowały, że przestała wierzyć w siebie. Zaczęła jednak wierzyć w to, co słyszała. Nigdy nie dzieliła się swoimi przeżyciami. Wiedziała, że dzieci, które tego nie zaznały, nawet nie będą próbowały jej zrozumieć. Jak dziecko, które nie wychowywało się w domu z agresją, alkoholem i krzykiem, miałoby zrozumieć ból, jaki Liliana w sobie nosiła?
Lila, choć próbowała się uśmiechać, nie zawsze potrafiła. Wiedziała, że ten uśmiech nigdy nie będzie prawdziwy. Choć tak bardzo go pragnęła...
Tylko Liliana wie, co działo się parę lat później. Wie, co ją spotkało, gdy była już starsza, gdy myślała, że najgorsze ma za sobą. Gdy zaczęła wierzyć, że może jednak uda jej się ułożyć życie, że może kiedyś będzie normalnie. Że może ten cień przeszłości, który od zawsze ją prześladował, w końcu zacznie blednąć.
Ale los miał dla niej inne plany.
Nie mówi o tym nikomu. Nie mówi, bo wie, jak ludzie reagują. Jak łatwo oceniają, jak szybko rzucają oskarżenia albo, co gorsza, bagatelizują. A jeśli ktoś by jej nie uwierzył? A jeśli ktoś zapytałby: "Dlaczego nic nie zrobiłaś?" "Czemu nie powiedziałaś wcześniej?" "Może przesadzasz?" Nie mogła tego znieść. Nawet jej matka nie zna tej części historii. Może gdyby wiedziała, coś by się zmieniło. Może pomogłaby jej wcześniej, może przytuliłaby ją wtedy, gdy Liliana najbardziej tego potrzebowała. Może spojrzałaby na nią inaczej - z troską, a nie tylko z irytacją, że znów zamknęła się w pokoju, że znów nie wychodzi, że nie chce rozmawiać. Może próbowałaby ją zrozumieć. Ale Liliana nie potrafiła o tym mówić. Strach był silniejszy. Wstyd był silniejszy. Bo jeśli wypowie to na głos, to stanie się jeszcze bardziej realne. A ona chciała wierzyć, że to tylko koszmar, który w końcu zniknie. Że to, co się wydarzyło, przestanie mieć znaczenie, jeśli nie pozwoli, by miało nad nią władzę. Ale to nie działało. Przeszłość wracała, rozdzierając ją na nowo, przypominając, że pewnych rzeczy nie da się wymazać. Pamięta, jak czuła się bezbronna. Jak nie miała dokąd uciec, jak nikt nie widział tego, co działo się w jej oczach, w jej ciele, w jej sercu. Bo jeśli świat wcześniej nie słyszał jej krzyku, czemu miałby usłyszeć go teraz?
Czasem, gdy jest sama, wraca do tamtych chwil. Do miejsc, których nienawidzi, do momentów, które zmieniły ją na zawsze. Wraca do tego, co zrobiło z niej osobę, którą jest teraz - osobę pełną lęku, nieufności, bólu. Ludzie czasem pytają, dlaczego nigdy nie chce wychodzić, dlaczego unika kontaktu, dlaczego nie chce mówić o przyszłości. Nie rozumieją, że jej teraźniejszość jest wystarczająco ciężka, a przeszłość nie pozwala jej myśleć o tym, co będzie. Że każdy krok naprzód wydaje się niemożliwy, kiedy wciąż ciągnie się za tobą coś, czego nie możesz z siebie strząsnąć. Nikt nie widzi, jak wiele razy budzi się w nocy z przyspieszonym oddechem, z poczuciem, że nie może uciec, mimo że wszystko już dawno się skończyło. Nikt nie widzi, jak czasem całe godziny siedzi wpatrzona w ścianę, nie mogąc poradzić sobie z tym, co dzieje się w jej głowie. Ale nie powie o tym nikomu.
Bo tylko ona zna prawdę.
Prawdę, która pali ją od środka.
Prawdę, której nikt nie zauważa.
Prawdę, której nikt nie chce usłyszeć.
Minęły wakacje. Liliana każdy kolejny dzień spędzała tak samo. W pokoju, zatapiając się w bólu. Marianna coraz częściej zostawała w domu. Ala, Marcela i Maks cały wolny czas spędzali z mamą. Wszystko wydawało się być... dobrze?
Liliana zaczynała właśnie pierwszą klasę liceum. Wyniki z egzaminów ósmoklasisty, pozwoliły jej dostać się do wszystkich szkół, do jakich złożyła papiery. Zdecydowała się jednak na szkołę sportową.
Pierwsze dni w szkole były zapoznawcze. Starsi uczniowie podchodzili i ostrzegali przed "strasznymi" nauczycielami. Uczniowie się integrowali. Wszystko wyglądało tak, jak miało wyglądać. Lila padała ze zmęczenia, jej traumy nie pozwalały jej otworzyć serca na poznanie nowych osób. Choć próbowała udawać, że życie wcale jej nie połamało, w domu leżała i czuła, jak umiera. Jak glosy w jej głowie narastają, jak ciało odmawia jej posłuszeństwa. Wory pod oczami nabierały kolejnych kolorów, a ona zmuszona była wstać, pokazać się ludziom i kolejne dziewięć godzin tworzyć pozory. W pierwszych tygodniach szkoły Lila starała się zadbać o siebie. Jednak jej stan nie sprzyjał jej w planach. Nauka przychodziła jej z łatwością, sport był dla niej relaksem, choć po każdej lekcji wychowania fizycznego, nie miała siły na kolejne lekcje. Sport, coś co kiedyś kochała, stawał się czymś, co ją męczyło, mimo tego, że od zawsze była wysportowana.
Mijały tygodnie. Liliana poznała parę nowych osób, rozmawiała z nimi, lecz w ciągu dnia marzyła o tym, by zaszyć się w pokoju i nie patrzeć na ludzi, którzy w jej mniemaniu, są fałszywi, bezlitośni i okropni. To właśnie ludzie zniszczyli jej życie, jej pogląd na świat i ją samą.
Każdy dzień, wyglądał podobnie. Pobudka, zakładanie maski, tworzenie pozorów, powrót do domu, płacz, zmęczenie, i nieustanne myśli, które niszczą z każdym dniem.
Każdy dzień był taki sam. Pobudka, maska na twarz, udawanie, że wszystko jest w porządku. Nauka, mechaniczne odhaczanie obowiązków, krótkie rozmowy, w których zawsze mówiła to, czego od niej oczekiwano. Uśmiech, kiwnięcie głową, kilka słów, które miały stworzyć pozory normalności. Wracała do domu i zamykała się w pokoju. Coraz rzadziej wychodziła do rodzeństwa, coraz mniej mówiła do matki. Nie była pewna, czy to ona się oddalała, czy to oni przestawali do niej docierać. Wydawało jej się, że świat stawał się coraz cichszy, ale tak naprawdę to ona powoli znikała.
Pierwszy raz sięgnęła po alkohol przypadkiem. Ktoś w szkole przyniósł butelkę i zaproponował. Odruchowo chciała odmówić, ale wtedy pomyślała: a co, jeśli to sprawi, że poczuje się inaczej? Może chociaż na chwilę? Wzięła kilka łyków. Palący smak w gardle, zawrót głowy. Przez moment było lżej. Świat wydawał się bardziej odległy, myśli mniej bolesne. Potem przyszły kolejne razy. Nie piła, żeby się bawić - piła, żeby uciec. Nienawidziła siebie za to. Przysięgała, że nigdy nie stanie się jak oni. Że nigdy nie pozwoli, by coś takiego przejęło nad nią kontrolę. A jednak tu była. Patrzyła na swoje odbicie w lustrze i widziała kogoś, kim nigdy nie chciała się stać. Dzieciaki wciąż śmiały się gdzieś w salonie. Ich świat toczył się dalej. Lila nie była już jego częścią. Stała się kimś obcym nawet dla siebie samej.
Ale jeśli alkohol potrafił na chwilę uciszyć głosy w jej głowie - to czy naprawdę miała wybór?
Lila zaczęła żyć w dwóch światach. W jednym była cichą, zdystansowaną uczennicą, która uczyła się mechanicznie, bez zaangażowania, z pustym spojrzeniem wpatrzonym w notatki. W drugim była nikim. Nie dbała o siebie. Nie potrafiła odnaleźć sensu w codziennym życiu. Jej ciało stawało się ciężkie, a serce - coraz bardziej obce. Z każdym dniem traciła kontakt z tym, co kiedyś dla niej miało znaczenie. Matka, która coraz rzadziej pytała, co się dzieje, co ją boli, co czuje. Siostra, która nie wiedziała, co się z nią dzieje. Lila czuła się samotna, choć nie była sama. A jednak, nie potrafiła już znaleźć drogi do tych, którzy byli przy niej. Czuła, jakby odgradzała się od świata, by nie czuć niczego, by nie czuć się zranioną.
Zaczęła pić. Nigdy nie chciała tego robić. Nigdy nie chciała wracać do przeszłości. Ale teraz, to jedyny sposób, jaki znała, by znieczulić ból. W kieliszku szukała zapomnienia, które zdawał się być jedynym rozwiązaniem. To nie było dla niej zabawą. To było desperackie wyjście, by zapomnieć o wszystkim, co na niej ciążyło. O świecie, który jej nie rozumiał. Zaczęła udawać. Z zewnątrz była tą samą Lilianą, którą wszyscy znali. Uśmiechała się, rozmawiała, próbowała żyć. Ale wewnątrz czuła się pusta, jakby była cieniem samej siebie. Nikt nie zauważał, jak bardzo się zmienia. A może nie chcieli widzieć? Może nikt nie chciał zadać pytania, na które odpowiedź była zbyt bolesna.
Każdy dzień stawał się coraz trudniejszy, a ona coraz bardziej oddalała się od siebie. Nie wiedziała, jak to zatrzymać. Wciąż marzyła o tym, by znaleźć drogę do siebie, do tego, co kiedyś miało dla niej znaczenie. Ale nie potrafiła. A może po prostu nie wiedziała, jak zaczynać od nowa.
Zaczęła uciekać w milczenie. Zniknęła z oczu swoich najbliższych, którzy coraz częściej pytali, co się z nią dzieje. Czasami w odpowiedzi potrafiła tylko wzruszyć ramionami. Czuła się tak, jakby nie miała prawa do swoich emocji, jakby nikt nie chciał ich słuchać, nie chciał widzieć tego, co ją boli. Kiedy patrzyła na swoje rodzeństwo, nie potrafiła już wykrzesać z siebie tej czułości, którą kiedyś darzyła ich bezwarunkowo. To była walka, którą przegrywała codziennie, próbując utrzymać równowagę. Za fasadą uśmiechu, pod maską obojętności, czuła się coraz bardziej zagubiona. Wszystko, co było kiedyś dla niej ważne, zdawało się wyciekać przez palce, jak piasek. Uciekała od siebie.
Minął pierwszy semestr. Stan Lili pogarszał się. Nikt nie widział. Nikt nie zauważył, choć tak bardzo krzyczała. Choć idąc przez szkolny korytarz, spoglądając w oczy ludzi, krzyczała "UMIERAM", nikt nie widział, nikt nie słyszał. Nikt nawet na nią nie spojrzał, kiedy ona patrzyła na wszystkich. Wiedziała, że alkohol nie był wyjściem. Że alkohol niszczy, bo zdążył zniszczyć już dużo więcej niż miała. Jednak uciekała w to. Wiedziała, że może uzależnić się szybciej niż inni. Dziecko, które w dzieciństwie widziało, jak alkohol ukajał, a później rujnował życie, jest bardziej podatne na tę "chorobę". W chwilach, kiedy sięgała po alkohol, czuła ból i ukojenie. Ukojenie, bo przez parę minut mogła zapomnieć, a ból, bo wiedziała kim się staje...
Minęło ponad sześć miesięcy od kiedy Lili uczęszcza do szkoły sportowej. Jej problemy narastały. Nawracające myśli z przeszłości, wspomnienia trujące głowę, zmęczenie, strach, lęk, trauma. To wszystko było w niej. Nie miała nikogo, komu mogła to powiedzieć. Kontakt Lili z mamą znacznie się pogorszył. Marianna częściej bywała w domu od miesięcy, ale nie wyjawiła prawdy, dlaczego. Lili po szkole zamykała się w pokoju, bez żadnego "hej", bez żadnej reakcji na domowników. Nie mówiła nic. Jedyne, komu ufała, to kartkom. Biała kartka, ciemny zeszyt, czarny długopis. To rzeczy, które dawały jej ukojenie. Tylko w notatniku mogła być sobą. Mogła powiedzieć to, czego nikt nie wiedział. Wciąż była sama, ale przynajmniej przez chwilę, pisząc to, co miała w głowie, mogła uwolnić myśli i przelać na papier. To tak, jakby tylko kartki były w stanie ją zrozumieć. Nie oceniały. Po prostu słuchały.
"ten ból
Ból, który przeszywa klatkę piersiową
Szkło, wbijające się w serce
To boli,
Czuję się martwa
To boli
Moje ciało nie współpracuje,
Moje serce obumiera
Wysyłam sygnały o pomoc,
Ale chyba już się nie da
Chce prosić o pomoc,
Chce krzyczeć, błagać
Dziś nie mogę.
Ktoś zaszył mi usta,
Ktoś związał me ręce
Ktoś zamknął me serce
To boli"
Kartki, były jedynym sposobem, na ukojenie jej duszy. To poezja, sprawiała, że czuła się wysłuchana.
"Wróciłam ze szkoły. Nie mam siły. Źle się czuje. To takie trudne. Chyba jest coś ze mną nie tak. Wszyscy w szkole są tacy radośni, a ja? Jakaś inna. Boję się. Wiesz, mam ciągle w głowie to, co się działo. Boję się, że to wróci, że będę musiała znowu przez to przejść. Nikt nie wie, a tak bardzo bym chciała, aby ktoś to usłyszał, aby ktoś wysłuchał i zrozumiał. Aby ktoś mi pomógł. Chociaż nie wiem, czy ktoś mógłby to zrobić. Boję się, że to co powiem, zrani kogoś. Że to, co wyznam, sprawi, że nikt nie spojrzy już na mnie tak, jak przedtem."