Na pierwszy rzut oka bogactwo burżuazyjnego społeczeństwa
występuje jako olbrzymie nagromadzenie towarów; towar pojedynczy
jest pierwotną jego postacią. Każdy towar można rozpatrywać
dwojako: jako wartość użytkową i jako wartość zamienną.
Przedewszystkiem towar jest to - podług wyrażenia
angielskich ekonomistów - "wszelka rzecz niezbędna, pożyteczna lub
przyjemna dla życia", przedmiot ludzkich potrzeb, środek życia w
najrozleglejszem znaczeniu tego wyrazu. To istnienie towaru, jako
wartości użytkowej i jego naturalna, dotykalna egzystencyja
zbiegają się w jedno. Np. pszenica jest to specyjalna wartość
użytkowa w odróżnieniu od wartości użytkowych: bawełny, szkła,
papieru itd.
Wartość użytkowa ma wartość tylko w użyciu i
urzeczywistnia się tylko w procesie spożycia. Każda wartość
użytkowa może być użytą w sposób rozmaity. Suma wszakże wszystkich
możliwych jej zastosowań, zbierając się w jedno, wydaje rzecz o
określonych własnościach. Dalej jest ona określoną nietylko
jakościowo, ale także i ilościowo. Zależnie od ich naturalnych
właściwości, rozmaite wartości użytkowe posiadają rozmaite miary,
np. szefel pszenicy, libra papieru, łokieć płótna i t. d.
Zupełnie niezależnie od społecznej formy bogactwa,
wartości użytkowe posiadają zawsze własną swą, treść, zupełnie
obojętną na tę formę. Nikt nie wącha pszenicy, by się dowiedzieć,
kto ją uprawiał: rosyjski chłop pańszczyźniany, czy francuski
drobny włościanin, czy też angielski kapitalista.
Jakkolwiek wartości użytkowe stanowią przedmiot potrzeb
społecznych i znajdują się zatem w związku społecznym między sobą,
nie wyrażają one jednak żadnych stosunków społecznego wytwarzania.
Dany towar, jako wartość użytkowa, jest np. dyjamentem. Z dyamentu
wszakże trudno poznać, czy on jest towarem. Tam, gdzie on służy,
jako wartość użytkowa, estetycznie czy mechanicznie, na piersi
loretki, czy w ręku szlifierza, jest on dyjamentem, a nie towarem.
Być wartością użytkową jest niezbędnym warunkiem dla towaru, ale
być towarem jest to zupełnie obojętne przeznaczenie dla wartości
użytkowej. Wartość użytkowa w tej swej obojętności względem
ekonomicznych form jej istnienia, t. j. wartość użytkowa, jako
wartość użytkowa, znajduje się poza obrębem rozpatrywania
politycznej ekonomii. Do sfery tej ostatniej należy ona o tyle
tylko, o ile sama określa takie formy. Bezpośrednio jest ona
materyjalną podstawą, na której występuje określony stosunek
ekonomiczny, wartość zamienna.
Wartość zamienna występuje nasamprzód, jako stosunek
ilościowy, w jakim różnorodne wartości użytkowe zamieniają się
jedna na drugą. W tym stosunku twoizą one jednakowe wielkości
wymienne. Np. jeden tom Propereyusza może posiadać tęż samą wartość
zamienną, co i osiem uncyj tabaki, jakkolwiek wartości użytkowe
tabaki i elegii są zupełnie różne. Jako wartość zamienna, jedna
wartość użytkowa jest zupełnie tyleż warta, co i druga, jeżeli
tylko znajdują się w odpowiedniej proporcyi. Wartość zamienna
pałacu może być wyrażoną w określonej ilości paczek szuwaksu. I
naodwrót londyńscy fabrykanci posiadają wartość swoich licznych
paczek, wyrażonych w pałacach.
W zupełnej więc obojętności na przyrodzoną formę swego
istnienia i niezależnie od specyficznej natury potrzeb, dla których
są wartościami użytkowemi, towary pokrywają się wzajemnie w
określonych ilościach, zamieszczają się wzajemnie przy wymianie,
występują jako ekwiwalenty i wystawiają, pomimo powierzchownej swej
pstrokacizny, wspólną jedność.
Wartości użytkowe są bezpośrednio środkami do życia. Ale
naodwrót te ostatnie są znowu produktami społecznego życia, są
rezultatem zatraconej pracy, są uprzedmiotowaną pracą. Jako
zmateryjalizowanie pracy społecznej, wszystkie towary są to
krystalizacyje wspólnej jednostki. Musimy się więc zastanowić nad
właściwym charakterem tej jednostki, to jest pracy, która występuje
w wartości zamiennej.
Jedna uncyja złota, jedna tonna żelaza, jeden kwarter
pszenicy i dwadzieścia łokci jedwabiu posiadają, dajmy na to,
jednakową wartość zamienna. Jako takie ekwiwalenty, w których
jakościowe różnice wartości użytkowych przytłumione zostają,
przedstawiają one równe objętości jednakowej pracy. Praca, która
równomiernie się w nich uprzedmiotowala, musi sama także być
jednoksztaltną, jednorodną, prostą pracą, której na tyleż jest
obojętnem, czy ona występuje w złocie, w żelazie, pszenicy lub
jedwabiu, jak obojętnem jest dla tlenu, czy on się zjawia w rdzy
żelaza, w atmosferze, w soku winogron, czy też we krwi człowieka.
Ale kopać złoto, wydobywać żelazo, uprawiać pszenicę i prząść
jedwab są to prace jakościowo różne między sobą. W rzeczy samej,
to, co przedmiotowo zjawia się, jako rozmaitość wartości
użytkowych, występuje w procesie powstawania jako rozmaitość
działalności, wytwarzającej takowe. Ale ponieważ praca, stanowiąca
wartość zamienną, jest obojętną na specyjalny materyjał wartości
użytkowych, to jest ona zarazem obojętną na specyjalne rodzaje
pracy, które je wytwarzają. Dalej rozmaite wartości użytkowe są
produktami działalności rozmaitych osobników, są więc rezultatem
indywidualnie rozmaitej pracy. Jako wartości zamienne przedstawiają
one wszakże jednakową, jednorodną pracę, t. j. pracę, w której
indywidualność pracującego przytłumioną zostaje. Ztąd widzimy, iż
praca - stanowiąca wartość wymienną - jest abstrakcyjnie powszechną
pracą.
Jeżeli jedna uncyja złota, jedna tonna żelaza, jeden
kwarter pszenicy i 20 łokci jedwabiu są to jednakowe wartości
zamienne, czyli ekwiwalenty, to jedna uncyja złota, ? tonny żelaza,
3 buszle pszenicy i 5 łokci jedwabiu są wartościami zamiennemi
rozmaitej wielkości i ta ilościowa różnica jest zarazem jedyną, na
którą one, jako wartości wymienne, są wygolę zdolne. Jako wartości
wymienne, różnych rozmiarów przedstawiają one mniej lub więcej,
mniejsze lub większe ilości prostej, jednorodnej, abstrakcyjnie
powszechnej pracy, która stanowi treść wartości wymiennej. Zachodzi
pytanie, jak mierzyć te ilości?.. A raczej, zachodzi pytanie, jaki
jest ilościowy byt tej pracy, gdyż różnice w rozmiarach towarów,
jako wartości zamiennych są tylko różnicami w rozmiarach pracy w
nich uprzedmiotowanej. Jak ilościowy byt ruchu jest czasem, tak
samo ilościowy byt pracy, jest czasem roboczym. Różnice jej trwania
są jedynemi różnicami, na które ona jest zdolną, przypuściwszy, że
jakościowo jest ona określoną. Jako czas roboczy, praca otrzymuje
swój miernik w naturalnych miarach czasu: godzinie, dniu, tygodniu
i t. d. Czas roboczy jest to ożywiony byt pracy, obojętny na jej
formę, treść, indywidualność. Ożywionym jest on, jako ilościowy, na
równi z przyrodzoną mu miarą. Czas roboczy uprzedmiotowany w
wartości użytkowej towarów jest jednocześnie i substancyją,
czyniącą je wartościami zamieunemi, a zatem towarami i miernikiem
ich wartości zamiennej. Odnośne ąuanta rozmaitych wartości
użytkowych, w których jest uprzedmiotowaną jednakowa ilość czasu
roboczego są ekwiwalentami. czyli - inaczej mówiąc - wszystkie
wartości użytkowe są ekwiwalentami w takich proporcyjach, w których
zawierają one jednakowe ilości uprzedmiotowanej pracy. Jako
wartości zamienne wszystkie towary są to tylko określone ilości
skrzepłego czasu roboczego.
Dla zrozumienia, w jaki sposób wartość zamienna zostaje
określoną przez czas roboczy, trzeba głównie zwrócić uwagę na
następujące punkty: na sprowadzenie pracy do jednorodnej,
bezjakościowej, że tak powiemy, pracy; na specyficzny sposób, za
pomocą którego praca, stanowiąca wartość
, to jest wytwarzająca towary, staje się pracą społeczną; nareszcie
na różnicę pomiędzy pracą, której rezultatem są wartości użytkowe i
pracą, jako źródłem wartości zamiennej. By można było mierzyć wartości towarów podług czasu
roboczego, który w nieb jest zawartym, trzeba wpierw zredukować
rozmaite ich rodzaje pracy do pracy jednorodnej, nie
przedstawiającej żadnych różnic, prostej, do pracy, która
jakościowo jest tą samą, która zatem przedstawia tylko ilościowe
różnice.
Redukeyja ta występuje jako abstrakcyja, jest to wszakże
abstrakcyja, która w społecznym procesie wytwarzania codziennie
wykonywaną zostaje. Przetwarzanie się wszystkich towarów na czas
roboczy nie jest bynajmniej większą abstrakcyja, ani też mniej
realną, niż przetwarzanie się wszystkich ciał organicznyzh w
powietrze. Praca, która w ten sposób za pomocą czasu mierzoną
zostaje, występuje w rzeczywistości nie jako praca rozmaitych
osobników, lecz przeciwnie rozmaite pracujące osobniki występują
raczej, jako zwykłe organy pracy. Czyli, inaczej mówiąc, praca o
ile występuje w v'artościaeh zamiennych, mogłaby być przedstawioną
jako powszechna ludzka praca. Ta abstrakcyja powszechnej ludzkiej
pracy egzystuje w pracy przeciętnej, którą każde przeciętne
indywiduum danego społeczeństwa jest w stanie wykonywać, jest to
określona produkcyjna strata ludzkich mięśni, nerwów, mózgu i t. d.
Jest to praca prosta, pospolita
(einfach, unskilled), do której każde przeciętne
indywiduum przyszykowanem być może i którą oni w tej lub owej
formie wykonywać musi. Charakter tej przeciętnej pracy jest
rozmaitym w różnych krajach i różnych epokach ludzkiej kultury, ale
w każdem danem społeczeństwie występuje on, jako określony. Praca
pospolita stanowi największą masę ogólnej pracy burżuazyjnego
społeczeństwa, jak się można o tem przekonać z każdej statystyki.
Czy A produkuje w ciągu 6 godzin płótno i w ciągu pozostałych
sześciu godzin dnia żelazo, a B tak samo po 6 godzin poświęca dla
płótna i żelaza, czy też A wytwarza w ciągu 12 godzin żelazo, a B w
ciągu 12 godzin płótno - to już na pierwszy zaraz rzut oka
występuje, jako rozmaite zastosowanie tego samego roboczego czasu.
Ale jak postąpić z pracą skomplikowaną, która się wynosi ponad
przeciętny poziom jako praca wyższej żywotności, większej
specyficznej wagi? Tego rodzaju praca rozkłada się na pracę prostą,
jest to prosta praca w wyższej potędze, tak np. jeden dzień
skomplikowanej pracy jest równym trzem dniom pracy prostej,
pospolitej. Prawa, kierujące tą redukcyja, w tem miejscu jeszcze
rozpatrywane być nie mogą. Że wszakże redukcyja ta ma miejsce, jest
zupełnie oczywistem: gdyż jako wartość zamienna każdy produkt
najbardziej skomplikowanej pracy jest w określonym stosunku
ekwiwalentem produktu prostej, przeciętnej pracy, jest więc
postawionym na równi z pewną określoną ilością tej prostej pracy.
Określanie wartości wymiennej czasem roboczym pokazuje w
dalszym ciągu, iż w pewnym danym towarze, np. w tonnie żelaza,
znajduje się zawsze jednakowa ilość uprzedmiotowanej pracy,
niezależnie od tego, czy ona jest pracą A lub B. czyli, że rozmaite
os ibniki używają jednakową ilość czasu roboczego dla wytworzenia
tej samej, ilościowo i jakościowo określonej, wartości użytkowej.
Inaczej mówiąc, wypada, iż czas roboczy zawarty w pewnym towarze,
jest czasem niezbędnym dla jego wytworzenia, t. j. czasem
potrzebnym, by przy danych powszechnych warunkach produkcyjnych,
wytworzyć nowy egzemplarz tegoż samego towaru.
Warunki pracy, stanowiącej wartość zamienną, o ile
występują z analizy tej wartości, są społecznymi warunkami pracy,
czyli warunkami społecznej pracy - ale to społecznej w sposób
szczególny. Jest to specyficzny rodzaj społeczności. Nie
przedstawiająca żadnej różnicy jednokształtność pracy jest naprzód
równością prac rozmaitych osobników, wzajemną zależnością ich prac
od siebie jako równych dzięki faktycznej redukcyi wszystkich prac
do rówuokształtnej pracy. Praca każdego osobnika, o ile ona się
wyraża w wartościach wymiennych, posiada ten społeczny charakter
równości i wyraża się ona tylko w wartości zamiennej o ile staje w
stosunku z pracą wszystkich innych osobników, jako równą.
Dalej występuje w wartości zamiennej czas roboczy
pojedynczego indywiduum, bezpośrednio jako powszechny czas roboczy
i ten powszechny charakter pojedynczej pracy - jako społeczny jej
charakter. Czas roboczy, przedstawiony w wartości zamiennej, jest
czasem roboczym oddzielnej osoby, ale przytem osoby niczem nie
różniącej się od innych osób, jest czasem roboczym wszystkich
oddzielnych osób, o ile one spełniają jednakową pracę, a zatem czas
roboczy potrzebny dla jednego do wytworzenia pewnego towaru, jest
czasem niezbędnym, czasem, który każdy inny użyłby dla wytworzenia
tegoż samego towaru. Jest on czasem roboczym pojedynczej osoby,
jej czasem roboczym, ale tylko jako wspólny wszystkim czas
roboczy, dla którego jest zupełnie rzeczą obojętną, czyim
specyjalnie czasem on jest. Jako powszechny czas roboczy,
przedstawia się on w jednym powszechnym produkcie, w jednym
powszechnym ekwiwalencie, - w pewnem określonem
quantum uprzedmiotowanego czasu roboczego, które jest
zupełnie obojętnem na określoną formę wartości użytkowej, służącej
do jego wystąpienia jako produktu pojedynczej osoby i które
dowolnie może się przenosić w każdą inną formę wartości użytkowej,
by wystąpić jako wytwór kogokolwiek innego. Społeczną wielkością
jest ono tylko jako taka powszechna wielkość. Praca pojedynczej
osoby, by się zamienić w wartości zamienne, musi się zamienić w
powszechny ekwiwalent, t. j. czas roboczy pojedynczej osoby, musi
wystąpić jako powszechny czas roboczy lub naodwrót powszechny czas
roboczy musi wystąpić, jako czas danej pojedynczej osoby. Wychodzi
to na jedno, jak gdyby rozmaite osoby złożyły swój czas roboczy i
jak gdyby przedstawiły różne ilości znajdującego się w ich wspólnem
rozporządzeniu czasu roboczego w rozmaitych wartościach użytkowych.
W taki sposób czas roboczy pojedynczej osoby jest w rzeczywistości
czasem, którego społeczeństwo potrzebuje dla wytworzenia pewnej
określonej wartości użytkowej, t. j. dla zaspokojenia pewnej
określonej potrzeby. Chodzi tu wszakże tylko o specyficzną formę, w
której praca otrzymuje społeczny charakter. Dajmy na to, że
określona ilość czasu roboczego przędzarza wciela się w 100 funtach
nici lnianych i że 100 łokci płótna, wytworu tkacza, przedstawiają
takiż sam czas roboczy. O ile produkty te przedstawiają jednakową
ilość powszechnego czasu roboczego i są zatem ekwiwalentami każdej
wartości użytkowej, która zawiera tyleż czasu roboczego, o tyle są
zarazem ekwiwalentami i pomiędzy sobą. Tylko dzięki temu, że czas
roboczy przędzarza i czas roboczy tkacza występują jako powszechny
czas roboczy, ich zaś wytwory, jako powszechne ekwiwalenty,
istnieje tu praca tkacza dla przędzarza i praca przędzarza dla
tkacza, praca jednego dla drugiego, t. j. urzeczywistnia się
społeczny byt ich prac dla obydwu.
Inaczej było dawniej, w rolniczo - patryjalchalnym
przemyśle, gdzie przędzarz i tkacz mieszkali pod wspólnym dachem,
gdzie płeć żeńska przędła, a męzka tkała dla potrzeb własnej
rodziny; nici i płótno stanowiły wytwory społeczne, przędzenie i
tkanie były pracami społecznemi w granicach danej rodziny. Ich
społeczny charakter nie polegał wszakże na tem, by nici, jako
powszechny ekwiwalent, wymieniały się na płótno, jako takiż sam
ekwiwalent, czyli, by obydwa zamieniały się na siebie, jako
obojętne i równowartościowe wyrażenia wspólnego czasu roboczego.
Raczej związek rodzinny z jego naturalnie wyrosłym podziałem pracy
wyciskał swój właściwy, społeczny stempel na jej wytworach. Albo
też weźmy służbę i daniny naturalne ze średnich wieków. Określone
prace pojedynczych osób w ich formie naturalnej, charakter prywatny
pracy, a bynajmniej nie powszechny, stanowiły tu społeczny związek.
Albo weźmy nareszcie wspólną (komunistyczną) pracę w jej naturalnej
formie, jak ją znajdujemy na progu historyi wszystkich kulturnych
narodów. Tutaj społeczny charakter pracy z zupełną oczywistością
występuje nie dlatego, by praca pojedynczej osoby przyjmowała
abstrakcyjną formę pracy powszechnej i nie dlatego, by jej produkt
przybierał postać powszechnego ekwiwalentu. Ta sama istota wspólnej
produkcyi nie pozwala, by praca pojedynczej osoby była pracą
prywatną lub by produkt jej był prywatnym wytworem, przeciwnie,
wystawia ona raczej każdą pojedynczą pracę bezpośrednio jako
funkcyję jednego członka społecznego organizmu. Praca, która
występuje w wartości zamiennej, odrazu występuje jako praca
prywatnej pojedynczej jednostki. Społeczną staje się ona tylko
dlatego, iż przybiera ona bezpośrednio odwrotną swą formę
abstrakcyjnej powszechności.
Nareszcie praca, stanowiąca wartość zamienną,
charakteryzuje się jeszcze tem, iż społeczny stosunek osób
przedstawia się naodwrót. jako społeczny stosunek rzeczy. Tylko o
tyle, o ile jedna wartość użytkowa odnosi się do drugiej, jako
wartość zamienna, to i praca rozmaitych osób przybiera charakter
jednakowej, powszechnej pracy. Jeżeli więc słusznie można
powiedzieć, iż wartość zamienna jest stosunkiem między osobami, to
trzeba wszakże pamiętać, iż jest to stosunek przykryty zasłoną
rzeczy. Jak funt żelazo i funt złota pomimo różnicy fizycznych i
chemicznych własności posiadają jednakową ciężkość, tak samo dwie
wartości użytkowe towarów, zawierających równy czas roboczy,
posiadają jednakową wartość zamienną. Wartość zamienna występuje w
ten sposób, jako społeczna własność natury danych wartości
użytkowych, jako własność, która samej ich przyrodzie jest
przynależną i dlatego zamieszczają się one w procesie wymiany w
określonych stosunkach ilościowych, tworzą ekwiwalenty, tak samo,
jak proste ciała chemiczne łączą się w określonych ilościowych
stosunkach, tworzą chemiczne ekwiwalenty. I tylko przyzwyczajenie
codziennego życia sprawia to, iż wydaje się być trywialnem, samo
przez się zrozumiałem, by społeczny stosunek wytwarzania przyjmował
formę rzeczy, tak by stosunek osób w ich pracy przedstawiał się
raczej jak stosunek, który rzeczy przyjmują względem siebie i
względem osób. W towarze mistyfikacyja ta jest jeszcze bardzo
prostą. Siniej więcej każdy się domyśla, iż stosunki towarów, jako
wartości zamiennych, są raczej stosunkami osób, oparte na ich
wzajemnych produkcyjnych działalnościach. W wyższych stosunkach
produkcyjnych ten pozór prostoty zanika. Wszystkie iluzyje
monetarnego systemu w tem właśnie posiadają swe źródło, iż ze złota
trudno poznać, że ono przedstawia społeczny stosunek wytwarzania,
pojmują je zwykle w formie rzeczy naturalnej o określonych
własnościach. U nowszych ekonomistów, którzy schodzą na iluzyje
systemu monetarnego, zradza się taż sama iluzyja, ilekroć oni
poruszają jakąś wyższą kategoryję ekonomiczną, np. kapitał. Iluzyja
ta przebija się w naiwnem zadziwieniu, gdy to, co dopiero tylko
namacywali jako rzecz, występuje przeu nimi, jako stosunek
społeczny i gdy, nie zdoławszy ustanowić społecznego stosunku,
znowu dają mu się skusić, jako rzeczy. Ponieważ wartość zamienna
tow rów w rzeczywistości jest niczem innem, jak rzeezowem
wyrażeniem specyficznie społecznej formy pracy, jest więc
tautologiją twierdzenie, iż praca stanowi jedyne źródło wartości
zamiennej, a zatem i bogactwa, o ile takowe składa się z wartości
zamiennych. Jest to taż sama tantologija, co i twierdzenie, że
materyja naturalna, jako taka, nie zawiera wartości, gdyż nie
zawiera pracy, i naodwrót, że wartość zamienna, jako taka, nie
zawiera materyi naturalnej.
Jeżeli wszakże William Petty nazywa "pracę ojcem bogactwa,
a ziemię jego matką", lub gdy biskup Berkeley zapytuje, "czy cztery
elementy z zastosowaniem do nich pracy ludzkiej nie stanowią
istotnego źródła bogactwa?", lub nareszcie gdy amerykanin Th.
Cooper w sposób popularny wyjaśnia, jak następuje: "Zabierz z
chleba użytą nań pracę - rolnika, młynarza, piekarza etc. - to co
zeń zostanie? Parę kłosów trawnych, dziko rosnących i
nieużytecznych dla żadnej ludzkiej potrzeby", to we wszystkich tych
poglądach chodzi nie o abstrakcyjną pracę, która jest. źródłem
wartości zamiennej, lecz o pracę konkretną, która jest źródłem
materyjalnego bogactwa, krótko mówiąc, o pracę, która tworzy
wartości użytkowe. Baz przyjąwszy wartość użytkową towaru,
przyjmujemy zarazem i użyteczność pochłoniętej przezeń pracy, ale
wraz z tem wyczerpanym zostaje z punktu widzenia towaru wszelki
wzgląd na pracę, jako na pracę użyteczną. W chlebie, jako wartości
użytkowej, interesują nas jego własności jako środka spożycia, ale
bynajmniej nie prace fermera, młynarza, piekarza itd. Gdyby dzięki
jakiemuś wynalazkowi odpadło
19/
20 tych prac, to chleb oddawałby też same przysługi, co
i poprzednio. Gdyby' nawet z nieba spadał gotowym, to i wówczas nie
straciłby on ani jednego atomu swej użyteczności. Podczas gdy
praca, stanowiąca źródło wartości zamiennej, przebija się w
równości wszystkich towarów, jako powszechnych ekwiwalentów, to
praca, jako celowa działalność produkcyjna wciela się w
nieskończoną rozmaitość ich wartości użytkowych. Podczas gdy praca,
stanowiąca źródło wartości zamiennej, jest pracą abstrakcyjnie
powszechną i jednakową, to praca, stanowiąca źródło wartości
użytkowej, jest pracą konkretną i szczególną, która, odpowiednio do
wymogów formy i materyi, się rozszczepia na nieskończenie rozmaite
rodzaje pracy.
O pracy, o ile ona wytwarza wartości użytkowe, byłoby
myliłem twierdzić, iż jest ona jedynem źródłem wytworzonego, a
mianowicie materyjalnego bogactwa. Ponieważ jest ona działalnością
przystosowującą materyję dla tego lub owego celu, to wymaga ona
materyi jako niezbędnego warunku. W rozmaitych gałęziach przemysłu
proporcyja pomiędzy pracą i materyją jest rozmaitą, ale zawsze
wartość użytkowa otrzymuje naturalne podścielisko. Jako celowa
działaluość, skierowana na przyswojenie naturalnych bogactw w tej
lub innej formie, praca jest naturalnym warunkiem ludzkiej
egzystencyi, jest niezależnym od wszelkich form społecznych
warunkiem wymiany materyi pomiędzy człowiekiem, a przyrodą.
Przeciwnie, praca, stanowiąca źródło wartości zamiennej, jest
specyficznie społeczną formą pracy. Np. praca krawiecka w swej
materyjalnej określoności, jako szczególna działalność produkcyjna,
wytwarza surdut, ale nie jego wartość zamienną. Tę ostatnią
wytwarza ona nie jako praca krawiecka, lecz jako abstrakcyjnie
powszechna praca, a ta należy do społecznego ustroju, którego
krawiec nie nawłóczył. Tak np. w starożytnej produkcyi domowej
kobiety produkowały surduty, nie produkując wszakże wartości
zamiennej takowych.
Praca, jako źródło materyjalnego bogactwa, była znaną
prawodawcy Mojżeszowi, zarówno jak i urzędnikowi celnemu, Adamowi
Smith.
Rozważmy obecnie bliżej kilka punktów, które występują ze
sprowadzenia wartości zamiennej do czasu roboczego.
Jako wartość użytkowa, każdy towar wywiera swój wpływ
bezpośrednio sam przez się. Pszenica np. służy za pokarm. Maszyna
zamieszcza pracę w określonym stosunku. Ten wpływ towaru, dzięki
któremu on jest tylko wartością użytkową, przedmiotem spożycia,
możnaby nazwać jego usługą, którą on, jako cartość użytkowa,
oddaje. Jako wartość zamienna wszakże, towar bywa zawsze
rozpatrywany jedynie z punktu widzenia rezultatów. Chodzi tu nie o
usługę, którą on oddaje, ale o usługę, która jemu oddaną zostaje
podczas jego produkcyi. Tak np. wartość zamienna maszyny określa
się nie ilością czasu roboczego, który ona zastępuje (zaoszczędza
przyp. tłom.), lecz przez ilość czasu roboczego, która w
niej samej jest zawartą, a zatem wymagalną, by nową maszynę tegoż
samego gatunku wytworzyć.
Gdyby więc ilość pracy wymagalnej dla produkcyi towarów
pozostawała stałą, to ich wartość zamienna byłaby niezmienną. Lecz
łatwość i trudność wytwarzania zmieniają się bezustanku. Jeżeli
wydajność pracy wzrasta, to wytwarza ona tęż samą wartość użytkową
w krótszym czasie. Naodwrót wraz z upadkiem wydajności pracy
wymagalną jest większa jej ilość dla wyprodukowania tej samej
wartości użytkowej. A zatem ilość czasu roboczego, zawartego w
pewnym towarze, jego wartość zamienna, jest zmienną: wzrasta lub
upada w stosunku odwrotnym do wzrostu lub upadku wydajności pracy.
Wydajność pracy, która w industryi przetwarzającej
występuje w naprzód określonym stopniu, zależną jest w rolnictwie i
przemyśle dobywającym od warunków naturalnych, nie podlegających
kontroli. Taż sama ilość pracy może się wcielić w jeden lub dwa
buschle pszenicy, zależnie od pory roku, mniej lub więcej dogodnej.
Rzadkość lub częstość, jako warunki naturalne, wydają się tu
określać wartość zamienną towarów, gdyż one określają produkcyjność
szczególnej, realnej pracy, związanej z tymi warunkami.
Rozmaite wartości użytkowe zawierają w nierównych
objętościach jednakowy czas roboczy, czyli jednakową wartość
zamienną. Czem mniejszą jest objętość, w której pewna wartość
użytkowa, w porównaniu z innemi, zawiera określoną ilość czasu
roboczego, tem większą jest jej specyficzna wartość zamienna.
Jeżeli znajdujemy, iż w rozmaitych, znacznie od siebie odległych
epokach ludzkiej kultury, rozmaite wartości użytkowe tworzą szereg
specyficznych wartości, znajdujących się między sobą w niezmiennych
prawie stosunkach liczebnych, a przynajmniej zachowujących ogólne
stosunki wzajemnego podporządkowania, jak np.: złoto, srebro,
miedź, żelazo lub pszenica, żyto, jęczmień, owies, to z tego
wypływa tylko, iż postęp rozwoju społecznych sil produkcyjnych,
równomiernie lub prawie równomiernie dotknął czasu roboczego, który
niezbędnym jest dla wyprodukowania wszystkich powyższych towarów.
Wartość zamienna każdego towaru przejawia się nie w jego
własnej wartości użytkowej. Jako uprzedmiotowanie powszechnego
społecznego czasu roboczego, wartość użytkowa jednego towaru jest
wszakże postawiona w pewien stosunek do wartości użytkowych innych
towarów. Wartość zamienna jednego towaru manifestuje się w ten
sposób w wartościach użytkowych innych towarów. Ekwiwalentem jest w
rzeczywistości wartość zamienna jednego towaru, wyrażona w wartości
użytkowej innego towaru. Jeżeli mówimy np.: jeden łokieć płótna
wart jest 2 funty kawy, to wyrażamy wartość zamienną płótna w
wartości użytkowej kawy i przytem jeszcze w określonej jej ilości.
Mając ten stosunek, możemy wartość każdej ilości płótna w kawie
wyrazić. Oczywistem jest, iż wyrażenie wartości użytkowej jednego
towaru, naprz. płótna, nie wyczerpuje się w proporcyi, w której
inna wartość użytkowa, np. kawa, stanowi jej ekwiwalent. Rość
powszechnego czasu roboczego, którą łokieć płótna sobą przedstawia,
realizuje się jednocześnie w nieskończenie różnych objętościach
wartości użytkowych wszystkich innych towarów. Wartość użytkowa
każdego innego towaru stanowi ekwiwalent jednego łokcia płótna w
takiej proporcyi, w której przedstawia on ten sam czas roboczy.
Wartość użytkowa tego pojedynczego towaru może przeto wyrazić się
wyczerpująco tylko w nieskończenie licznych równaniach, w których
wartości użytkowe wszystkich innych towarów stanowią jego
ekwiwalent. Tylko za pomocą sumy tych równań czyli za pomocą zbioru
rozmaitych proporcyj, w jakich jeden towar zamienia się na każdy
inny, zostaje on wyczerpująco wyrażony, jako powszechny ekwiwalent.
Naprzykład szereg równań:
1 łokieć płótna = ? funta herbaty
1 łokieć płótna = 2 funtom kawy
1 łokieć płótna = 8 funtom chleba
1 łokieć płótna = 6 łokciom perkalu
może być przedstawiony jeszcze jak następuje:
1 łokieć płótna = ? funta herbaty + ? kawy + 2 funty chleba
+ 1? łokcia perkalu.
Gdybyśmy zatem
posiadali całą sumę równali, w których wartość jednego łokcia
płótna wyczerpująco wyrażoną zostaje, tobyśmy mogli wartość jego
przedstawić w formie rzędu. W rzeczywistości jest rząd ten
nieskończonym, gdyż łańcuch towarów nigdy zamkniętym nie zostanie,
rozszerza się on coraz bardziej. Jeżeli wszakże w ten sposób jeden
towar mierzy swą wartość zamienną za pomocą wartości użytkowych
wszystkich innych towarów, to naodwrót i wartości użytkowe
wszystkich innych towarów znajdują swój wymiar w wartości użytkowej
tego jednego towaru. Jeżeli wartość zamienna jednego łokcia płótna
wyraża się w ? f. herbaty, lub 2 f. kawy, 8 f. chleba lub 6 łokci
perkalu itd., to z tego wypada, iż herbata, kawa, perkal, chleb
itd. w tych proporcyjach, w których są równe trzeciemu, t. j.
łokciowi płótna, są między sobą rów ne, t.j. że płótnu służy za
powszechną miarę ich wartości zamiennych. Każdy towar jako
uprzedmiotowany, powszechny czas roboczy, t.j. jako określona jego
ilość, wyraża swą wrartość odpowiednio do rzędu w określonych
ilościach wartości użytkowych wszystkich innych towarów, wartości
zaś użytkowe tych ostatnich mierzą się naodwrót zapomocą wartości
użytkowej tego wyłącznego towaru. Jako wartość, zamienna wszakże
jest każdy towar zarazem tym wyłącznym towarem, który służy za
miarę wartości dla wszystkich innych towarów, a z drugiej stroni
jest on tylko jednym z wielu towarów, w których wspólnym szeregu
każdy inny towar bezpośrednio wyraża swą wartość zamienna.
RESZTA TEKSTU
DOSTĘPNA W PEŁNEJ WERSJI.
Z historyi analizy towaru
TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.