Rozdział 1
- Chyba nie mówisz poważnie? - Prawie jęczę, słysząc słowa mojej siostry.
Zadzwoniłam do niej, aby się poradzić, co mam zrobić z Erikiem, a ona najpierw mnie pyta, czy ja tak na serio. Kiedy otrzymuje twierdzącą odpowiedź, wybucha perlistym śmiechem.
Początkowo denerwuje mnie jej lekceważące podejście do mojej podbramkowej sytuacji, ale później dołączam do niej i razem śmiejemy się tak mocno, że w moich oczach pojawiają się łzy.
- Spens, błagam. - Rzucam się na kanapę tak, że leżę na niej do góry nogami, moja głowa zwisa, a włosy dotykają podłogi. - Pomogłabyś siostrze w tak trudnym położeniu. Co mam zrobić? Chcę mu pomóc, ale dobrze wiem, że to się nie uda. Nie potrafię udawać. To ty zawsze nabierałaś ludzi, płakałaś na zawołanie, cholera, nawet do tej pory nie mam pojęcia, jak można mieć objawy grypy ot tak. No dobra, uznajmy, że mi się uda i w jakiś sposób potrafiłabym się sztucznie uśmiechać. Nie, cofnij, nawet tego nie potrafię. To jak mam nabrać jego rodziców, że jesteśmy parą?
Ostatnie słowa prawie wykrzykuję jej do słuchawki. Kurczę, mam nadzieję, że siostra nie ogłuchnie.
- Po lewej stronie, na górnej półce.
No nie wierzę! Zamiast poświęcić choć kilka minut swojej młodszej siostrze, ta gada ze swoim mężem. Klepię się w czoło z głośnym odgłosem.
- No, moim zdaniem jesteś w stanie to zrobić, przecież cały czas udajesz, że nic do niego nie czujesz. Co to dla ciebie? A jak nie chcesz oszukiwać jego rodziców, to zachowuj się, jakbyś była jego dziewczyną, wtedy nie będzie żadnego udawania.
- To jest ta twoja zarąbista rada? - pytam z niedowierzaniem.
Ta ciąża ryje jej beret. Nie ma opcji, aby to się udało. Jeżeli oni się dowiedzą, że to wierutne kłamstwo, pomyślą, że jestem jakąś wariatką. Kurna! Dlaczego Eric musiał wybrać właśnie mnie?
- Posłuchaj siostry i wykorzystaj faceta. A co tam: zabaw się.
Spadam z kanapy i prawie dostaję zawału, jak słyszę głos swojego szwagra, Jensena.
- Co?! - wykrzykuję. - Ty wstrętna małpo, dlaczego ustawiłaś mnie na głośnomówiący?!
Chce mi się płakać.
Dlaczego nie mam nikogo, z kim mogę pogadać czy komu się wyżalić? Tak to właśnie jest mieć siostrę. Niewdzięcznica.
- Oj, nie złość się. Jensen to mój mąż, przecież wiesz, że nie mamy przed sobą tajemnic - stara się wytłumaczyć swoje zachowanie.
- Tak, ale to ty masz nie mieć przed nim tajemnic, moje życie to inna bajka.
Nawet nie wiem, dlaczego się w tej chwili na niej wyżywam, przecież to głupota, a ja robię z tego wielką sprawę. To wszystko przez Erica - gdyby nie ten jego durnowaty pomysł, nie bzikowałabym teraz.
- Czy ty masz okres, że taka drażliwa jesteś?
Jeszcze jedno słowo, a zmienię się w Hulka w damskim wydaniu.
- Nie. Mam problem i po prostu zadzwoniłam do siostry z nadzieją, że mi pomoże, a ona się ze mnie naśmiewa i włącza w to swojego męża. Dobry macie kabaret, słuchając mnie? - Wrzucam sobie do ust garść słonych orzeszków, kipiąc ze złości, a może raczej z frustracji przez całą tę sytuację.
- No dobrze, jeszcze raz, na spokojnie.
Przewracam oczami.
- Eric zerwał ze swoją dziewczyną. Teraz przyjeżdżają w odwiedziny jego rodzice, a on pewnie coś im naopowiadał, bo na gwałt szuka kogoś, żeby udawał jego dziewczynę. Ty jako jego przyjaciółka jesteś jego pierwszym wyborem, tylko tutaj zaczynają się schody.
Wiem, co chce powiedzieć.
- Bo ty od dawna kochasz tego faceta, cały czas przed nim udając.
- Nie chcę stracić tej przyjaźni. Nie chcę mu odmówić pomocy, ale nie dam rady być jego dziewczyną na niby, grać przed jego rodzicami, kiedy ja tak naprawdę tego pragnę - jęczę już któryś raz z kolei podczas naszej rozmowy.
- Pewnie to będzie moja najgłupsza rada, ale zgódź się. Odegraj swoją rolę oscarowo, a co później z tego wyjdzie, zobaczymy. Maślane oczy robisz na zawołanie, jak go widzisz, więc moim zdaniem przekonasz jego rodziców, że jest między wami wielka miłość. Dla ciebie to będzie nawet dobre, bo złamane serce, które na pewno będziesz miała, pozwoli ci się otworzyć na innych. Tak między nami, Tori, twoje związki się nie udają, bo każdego fajnego kolesia porównujesz do Erica. Może właśnie to sprawi, że będziesz bardziej przystępna dla otoczenia. Jestem w tej chwili suką, ale chcę dla ciebie wszystkiego, co najlepsze, moja mała siostrzyczko.
Śmieję się na jej ostatnie słowa.
Kurczę, wiem, że ma rację. I tak podjęłam już decyzję, zanim do niej zadzwoniłam. Po prostu chciałam się jej poradzić i upewnić, że robię dobrze.
- Dziękuję, wiesz, że cię kocham mimo tych słów, które dzisiaj powiedziałam - mówię.
- Oczywiście - mogę sobie wyobrazić, jak się uśmiecha - ja też zawsze jestem z tobą.
- Wiem. Pozdrów moją siostrzenicę lub siostrzeńca.
Spencer jest w siódmym miesiącu ciąży, jednak postanowili z Jensenem, że nie chcą poznać płci dziecka, bo ma to być dla nich niespodzianka. Najważniejsze, żeby mały szkrab był zdrowy, reszta jest mało istotna.
- Już pogłaskałam od ciebie mój wielgaśny brzuch. No dobrze, kończę, bo właśnie mąż przygotował mi kąpiel. Buziaki, Vi.
Rozmowa z nią zawsze mi pomaga, nawet jak się kłócimy, i tak jest to dla mnie oczyszczające.
Kładę telefon na stoliku kawowym i odpalam swój laptop. Mam robotę do wykonania na wczoraj, a cała ta sprawa z Erikiem jakoś odebrała mi chęci do pracy. I tak nie mam źle, jestem niezależnym fotografem. Długo i ciężko pracowałam, przez co w tej chwili mogę sobie pozwolić na przebieranie w propozycjach.
Obrabiam zdjęcia do znanego magazynu o zdrowym stylu życia, kiedy zaczyna wibrować moja komórka. Wzdycham ciężko, ale sięgam po nią. Jestem zaskoczona, widząc zdjęcie Erica. Sam je sobie zrobił i przypisał do swojego numeru. Jestem nieco zaskoczona tym, bo w końcu umawialiśmy się, że jutro obgadamy szczegóły. Czuję w kościach, że to, co ma mi do powiedzenia, nijak mi się spodoba.
- No cześć, co tam? - pytam na wstępie, odebrawszy telefon.
- Cześć, kochanie, jesteś zajęta?
Ups, niedobrze, nigdy się tak do mnie nie zwracał. Albo trenuje i sprawdza, jak to brzmi, albo, w najgorszym wypadku, musi przed kimś udawać.
- Yyy, właśnie pracowałam. Rozumiem, że ktoś jest obok ciebie i musisz teraz odgrywać swoją rolę. Jeśli tak jest, powiedz... - Zastanawiam się przez chwilę. - Powiedz: "Tak, włożyłem te różowe bokserki w serduszka od ciebie". - Prawie parskam śmiechem, czekając aż to powtórzy.
- Tak, kochanie, mam na sobie te różowe bokserki w serduszka od ciebie.
Nie mogę dłużej wytrzymać i wybucham śmiechem.
- To fajnie, że u ciebie wszystko okej - gra dalej, mówiąc spokojnym tonem - bo jak już ci wspominałem, moi rodzice przyjechali trochę wcześniej i chcieliby poznać swoją przyszłą synową.
Jak tylko słyszę te słowa, śmiech zamiera mi w gardle i otrząsam się przez chwilę, po czym dochodzę do siebie.
- Kurwa, zabiję cię - bluzgam.
- Ja też nie spodziewałem się ich tak wcześnie, ale jakbyś mogła wrócić do domu...
Nie, nie, nie, to się nie dzieje naprawdę. Zgodziłam się zostać jego udawaną dziewczyną, ale narzeczoną? Zabiję go. Chociaż nie, to zdecydowanie będzie za delikatna kara jak dla niego. Najpierw go wykastruję i wsadzę mu jego jaja do gardła, a na koniec zadam śmiertelny cios. Dobra, naczytałam się trochę kryminałów, ale na pewno znajdę dla niego odpowiednią karę. Będzie to powolna i pełna katuszy śmierć.
- Powiedz im, że muszę zostać w pracy. Eric, ja potrzebuję się na to spotkanie przygotować psychicznie. Nawet nie mamy ustalonej wersji. Co im powiem, jak zadadzą mi jakieś pytanie albo jak nasze wersje nie będą się pokrywały? Przemyślałeś to? - Wstaję i krążę po pokoju, żeby rozładować stres i ułożyć jakąś sensowną bajeczkę dla jego rodziców.
- Tori, zanim do ciebie zadzwoniłem, tłumaczyłem właśnie mojej mamie, że dzisiaj nie możesz się wyrwać, ale to nie podlega dyskusji, i tak mam cię przecież odebrać po pracy. Nie możesz wracać po nocy sama do domu.
Chcę walić głową w ścianę.
- Dobra, daj mi pół godziny na ogarnięcie się i możesz po mnie wpaść. Wiedz jedno. Od tej chwili nie jesteś moim przyjacielem, jesteś moim wrogiem numer jeden. A, i dla ciebie jestem Victoria, wyłącznie przyjaciele mogą nazywać mnie Tori.
Nie pozwalam mu nic więcej powiedzieć, tylko wciskam czerwoną słuchawkę i głośno krzyczę w sufit. Od dzisiaj sąsiedzi pomyślą, że mieszkają obok kretynki, ale nie zależy mi na ich opinii. Musiałam jakoś odreagować. Boże, przez tę jedną sytuację nabawię się chyba siwych włosów. No cóż, nie zostaje mi nic innego, jak wskoczyć pod szybki prysznic i przygotować się na poznanie swoich przyszłych nibyteściów. Jak źle to brzmi?