Bluszcze
Kiedyś napiszę ci prozą,
bo wierszem już pisać nie umiem,
że mnie wciąż boli ta miłość
i że zapomnieć nie umiem.
Włożę w kopertę pachnącą
i pocałunkiem zakleję,
a potem po raz ostatni
gorzkimi się łzami zaleję.
Są zakochania jak bluszcze,
wrastają w duszę i ciało,
im mocniej się szarpie korzenie,
tym głębiej będzie wrastało.
Lecz nie wypada się dręczyć
bluszczem, co miłość udaje.
Gdy karmić przestanie się łzami,
wysycha i prochem się staje.
Bo zakochania powinny
miłości kwiatem zakwitnąć.
Gdy stają się bluszczem wijącym,
powinny uschnąć i zniknąć.
Buduję się
Buduję się na nowo,
myśl po myśli, po słowie słowo.
Składam się nad wyraz,
wyrastam z milczenia.
Ciszę zmieniam w siebie
i cisza mnie zmienia.
Dziś nie widzę się w lustrze,
tylko w twoich źrenicach.
Gdybym była miłością,
mogłabym się zachwycać.
Lecz nie jestem, jeszcze - idę
drogą dziurawą.
Studzi mnie dobro ludzkie,
i spala grzechów lawa.
Kiedyś szukałam przyjaciół,
znalazłam tylko siebie,
a wszyscy, których kochałam,
gwiazdami są na niebie.
Więc czekam, aż się zbuduję
i będę wreszcie gotowa,
by nazwać siebie miłością
i z Bogiem zacząć od nowa.
Chciałam być
Chciałam być kwiatkiem
Choć na chwil kilka
W sukience błękit swój wyraziłam
Pachniałam frezją, śmiałam się wiosną
Lecz przyszła zima, w siebie zwątpiłam.
Chciałam być ptakiem,
Dostałam skrzydeł,
wzniosłam się ponad każde stworzenie
Przyleciał wicher, połamał skrzydła
I pozostało tylko cierpienie.
Chciałam być bajką
Do snu tuliłam
Łagodną, słodką nutą dźwięczałam
Lecz ktoś dojrzały podarł mnie w strzępy
Bajkowych łez morze wylałam.
Chciałam być wodą
Gasić pragnienie
Dawać ochłodę, życie, nadzieję
Lecz mnie zmąciły twarde kamienie
Zrobiły że mnie błotnistą breję.
Chciałam być sercem
Bić jednostajnie
Pompować miłość i krew pompować
Ale mnie złamał cios niekochania
Musiałam się przed światem schować.
Chciałam być sobą
Siebie odnaleźć
Lecz się zgubiłam podczas szukania.
Stałam się kroplą łez, może deszczu
Niewartą nawet jednego zdania.
Ćmy
lubię swoją samotność
gdy ćmy wpadają przez okno
nikt mnie nie widzi, nie słyszy
siebie rozgłaszam w ciszy
policzę gwiazdy z nudów
doczekam się paru cudów
wymyślę historię miłosną
by poczuć się bardziej żałosną
a potem przytulę nadzieję
do lustra się roześmieję
na palcach z aniołem zatańczę
odepchnę myśli skazańcze
odkurzę swoje wspomnienia
niewarte jednego westchnienia
i do modlitwy się złożę
cała oddana pokorze
w tej samotności mam wiarę
z nią pójdę dzielnie, najdalej
dzisiaj na ćmy ciągle liczę
jak one przy ogniu się ćwiczę.
lecz dzisiaj już się nie spalam
czasem z jasnością się scalam
z dystansem patrzę na życie
jak ćmy lubię swoje ukrycie.
Droga
Jest taka droga pośród snów,
którą się miłość z grzechem przechadza.
Tam swoje blaski księżyca nów
w pełni pochował, w groby powsadzał.
Droga ta zbita niczym klepisko,
bo choć anioły nią chadzają,
to przecież mogły latać nisko,
lecz one skrzydła swe ciągają.
Idę tą drogą czasem w nocy
jak każdy człowiek poraniony.
I choć na klucz zamknięta jestem,
przez rany wpełznąć chcą demony.
Nie moja wina i nie twoja,
że noże w plecy pchasz uparcie.
Kiedy wydaje się, że cel bliski,
to lądujemy znów na starcie.
Nikt nas nie prosi o wybaczenie,
my nie prosimy, by móc wybaczyć.
Chcemy zapomnieć ziemskie istnienie,
odzyskać światło i mrok zatracić.
Ale przed nami ze snu wciąż droga
i choć tam nie ma gór i zakrętów,
to wiemy - ona nie jest od Boga,
wychodzi z ludzkiej duszy odmętów.
Idą anioły, pędzą demony,
kurz niemiłości, niewybaczania.
Nie znajdziesz końca ani początku,
zrywasz się, krzyczysz - nie koniec spania...
Życie to sen jest i świat jest drogą,
marna to opcja przespacerować.
Na skraju życia, gdy przyjdzie trwoga,
kupić ciąg dalszy, mieć się gdzie schować.
A przecież kupić nic się już nie da,
ni sprzedać, choćby się nie wiem jak chciało.
Wszystko to nic jest, a nic jest wszystko.
Droga donikąd i wciąż jej mało.
I bez ciebie
i bez ciebie słońce świeci,
chociaż dość niemrawo
delektuję się wspomnieniem,
chociaż może... kawą?
ptaki też śpiewają głośno,
chociaż mniej radośnie
nie wiem, czy to koniec lata,
czy może przedwiośnie?
coś zagrzmiało, chyba burza,
chociaż spokój we mnie,
niebo płacze, bo się bujam,
w obłokach daremnie
kiedyś ci napiszę palcem,
może piórem wiecznym,
żeś był moim udręczeniem
najbardziej serdecznym
Jednym tchem
W świecie mamony i komputerów
Kretyni szkolą gęstych frajerów.
Z nich specjaliści w świat się udają
O swej potędze wiedzę sprzedają.
Oni rozgrzeszą, oni osądzą
Oni są wielcy, nigdy nie błądzą.
Zdania nie zmienią ani spojrzenia
Oplują jadem bez ostrzeżenia.
Zdrowy rozsądek sam się nie broni
Pokora przed tym nas nie uchroni
I nie ocali zdrowych na duszy
Kiedy położą po sobie uszy.
Człowiek - to dusza i jej postawa
Życie to nie jest ludzi plac zabaw
By walić po łbie łopatką złości
I sypać w oczy piachem podłości.
Każdy z nas wtedy otworzy oczy
Kiedy je zamknie - i nie podskoczy
Wyżej niż nieba, wyżej jasności,
Rozliczać będą tylko z miłości.
Takie życzenia nachodzą zatem:
Bądź ty mi siostrą, a ty mi bratem
Niewiele trzeba - więcej uśmiechów
Nie dodawajmy już sobie grzechów.
Nie zabierajmy sobie przestrzeni.
Tyle wystarczy, a świat się zmieni.
Jesteś szczęściem
Wiesz, kiedy brakuje słów,
przychodzi czas, by myśleć znów,
rozum mądrości plecie sieć,
i chce się być, a nie chce mieć.
Przed lustrem stawiasz swoją twarz,
najlepsze znów przed sobą masz,
lepszego nie zobaczysz nic,
więc może warto zacząć żyć?
Bo życie czeka niestrudzenie,
chce spełniać każde twe marzenie,
chce dać ci to, w czym masz nadzieję,
choć może obok ktoś się śmieje.
Twoja jest wartość, nie w cudzych słowach,
nie w cudzych śmiechach, sądach, rozmowach,
twoja jest wartość, tylko w twej mocy,
popatrz w swe wnętrze, spójrz sobie w oczy.
Choć czas cię liże jak hiena chciwa,
chociaż ci zmarszczek może przybywa,
to bez znaczenia, gdy głębią żyjesz,
w głębi swej duszy swój sens odkryjesz.
Wymyjesz brudy, zostawisz grzechy,
w bożej miłości szukaj pociechy,
w aniołów skrzydłach szukaj wytchnienia,
i podnieś głowę, spełniaj marzenia.
Nie zaplanuje nikt tobie losu,
daj sobie szansę, znajdź w sobie sposób,
by żyć tak pięknie, jak da się tylko,
każdą minutą i każdą chwilką.
Oddychaj, poczuj, słuchaj i smakuj,
w serce nadmiary miłości spakuj,
oddaj po stokroć, weź tylko ziarno,
i niech kiełkuje ci nie na darmo.
Szczęście jest w tobie, gdy tańczysz z życiem,
kiedy się śmiejesz bez ograniczeń,
kiedy masz dystans jak stąd do nieba,
sam jesteś szczęściem, więcej nie trzeba!
Kamień
Leżysz mi na sercu
jak ziarno w polu,
co nie dało plonu.
Już nie łudzę się, a jednak
po kryjomu pielęgnuję cię.
Nie powiem, nie-korzenie
masz głębokie,
sięgają rozumu.
Lecz nigdy nie zakwitniesz
mi w życiu, wiem.
Jesteś jakby snem,
a przecież na wyciągnięcie dłoni...
Jak cię odgonić, skoro kiełkujesz
i obumrzeć nie umiesz?
Leżysz beztrosko na sercu,
niczego nie rozumiesz.
Lecz przyjdzie dzień, wszystko minie.
Dziś słońca nie będzie,
bo rzucam się na ciebie cieniem.
Jesteś najgorszym cierpieniem.
Nie, nie ziarnem leżysz,