Psia Chatka. Nie taki kot straszny - Irena Małysa

-
Proszę czekać

Było lipcowe, deszczowe popołudnie w Psiej Chatce. Dżambo, wielki biały bernardyn w karmelowe łaty, i malutka czarna Mamba leżeli znudzeni przy kominku. Dla nich kapryśna pogoda nie stanowiła problemu - choćby wiatr wiał im prosto w oczy, a ulewa miała przemoczyć ich sierść do suchej nitki, potrzebowali spaceru. Niestety, ich opiekunka, Kasia, nie znosiła wychodzić, gdy było zimno i mokro.

Dżambo trącił Mambę swoją wielką łapą.

- Namów ją na spacer! - powiedział z nadzieją. - Obszedłem już cały ogród, ale to nie to samo. Ty, spryciulo, zawsze coś wymyślisz. - Mrugnął do Mamby.

Mamba wstała i energicznie się otrzepała. Spojrzała na Kasię i Pańcię, które siedziały na kanapie. HOP! Wskoczyła na kanapę i zrobiła najsłodsze maślane oczy, na jakie tylko było ją stać. Niestety, Kasia była nieugięta.

- Spójrz tylko, jak leje! Nie ruszam się stąd, dopóki nie przestanie padać - oznajmiła, głaszcząc suczkę po plecach.

Mamba nie dawała jednak za wygraną. Tym razem zaczepiła Pańcię. Zaczęła ugniatać łapkami fałdkę na jej brzuchu.

- Masz rację, mała, czas się ruszyć! Od tego siedzenia przed telewizorem rośnie brzuch! - roześmiała się Pańcia.

Mamba z radości stanęła na tylnych łapkach i wesoło zaszczekała, przywołując do siebie Dżamba.

NIEZALEŻNIE OD POGODY PSY POWINNY CODZIENNIE WYCHODZIĆ NA SPACERY. MOGĄ WTEDY ZAŁATWIĆ SWOJE POTRZEBY I OBWĄCHAĆ ŚWIAT. DZIĘKI TEMU SĄ SPOKOJNE I NIE PSOCĄ W DOMU.

Kasia roześmiała się na widok gotowego do wyjścia Dżamba. Nie minęła chwila, a on stał już przy drzwiach i dumnie trzymał w pysku dwie smycze. Dziewczynka przypięła psom do obroży odblaski, po czym założyła swoje ulubione kalosze i płaszcz przeciwdeszczowy w chmurki.

Na początku Dżambo i Mamba trzymali się blisko Kasi i Pańci. Jednak po chwili coś w nich wstąpiło. Zaczęli rwać do przodu niczym rozpędzone koniki! Co ich tak zaciekawiło?

KIEDY PIES SZCZEKA, CZĘSTO CHCE NAM PRZEKAZAĆ: "UWAGA! TAM COŚ JEST!". TO JEGO SPOSÓB NA OSTRZEŻENIE OPIEKUNÓW I UPEWNIENIE SIĘ, CZY SĄ BEZPIECZNI.

Psiaki ciągnęły swoje opiekunki w stronę garażu po drugiej stronie ulicy. Dżambo szczekał groźnie, a Mamba wtórowała mu piskliwym głosem, jakby czaił się tam prawdziwy potwór - HAU, HAU!

Dalsza część w wersji pełnej